IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Na szczęście żyje się tylko raz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Na szczęście żyje się tylko raz   Wto Sty 31 2017, 15:49


Retrospekcje

Osoby: Voice C. Cheney, Sweeney H. Henley
Miejsce rozgrywki: Londyn
Rok rozgrywki: 2015
Okoliczności: Panna (jeszcze) Lloyd wracając od koleżanki natrafia na uroczego Swenneya w dość... nietypowej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Na szczęście żyje się tylko raz   Wto Sty 31 2017, 15:49

To był maj,
gotowa była ta sukienka
i noc się stawała dniem.

Kurwa, ludzie to mają tupet. Pożyczą pieniądze, a potem udają świętych i zapominają o wszystkim. Pięćset galeonów? Och, Voice, skąd te dwa zera na końcu? Odsetki? A gdyby Voice naliczała odsetki, to upominałaby się o tysiąc galeonów. Wyjątkowo dumnym krokiem schodziła po schodach, stukając o nie błękitnymi obcasami i wygładzając materiał zwiewnej, białej sukienki, którą z nerwów wygniotła, rozmawiając z tym rudym nieszczęściem. Nadal zresztą była zdenerwowana, więc nie zwróciła na dziwne dźwięki rozlegające się na klatce. Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy stanęła rząd nad uroczym blondynem, którego wcześniej oglądała na korytarzach Hogwartu. Wyglądało na to, że planował włamać się do czyjegoś mieszkania. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dochodziła godzina dwunasta w dzień, a jego buźka już nie prezentowała się tak słodko. Czar prysł, blask przygasł, a panna Lloyd poczuła się lekko niezręcznie, bo nieczęsto przyłapywała przystojnych, młodych czarodziejów na forsowaniu zamka mugolskimi sposobami. Być może powinna się cofnąć o kilka schodków i znów zastukać do drzwi swojej znienawidzonej koleżanki, ale wierzyła w dobro i w to, że smoki wcale nie pożerają dziewic. A nawet jeśli Sweeney był smokiem i pożerał dziewice, to Voice dziewicą nie była. I nawet miała gdzieś różdżkę w torebce, ale niekoniecznie umiała się nią należycie posługiwać. Za to obcasem podobno można zamordować! Chłoszczyść powinno się rozprawić ze śladami zbrodni. Potem będzie musiała szybko uciec i jakoś pozbyć się ciała. A może powinna sama rozbroić zamek i jakimś zaklęciem przenieść ciało do mieszkania? To by miało sens.
- Wiesz, że rozsądniej jest się włamywać w nocy? - spytała niewinnym, choć lekko nienaturalnie podwyższonym głosem, jedną nogę kierując w bok, w stronę schodów na górę, na wypadek gdyby chłopak jednak zamierzał się na nią rzucić i zabić, bo widziała zbyt dużo. Myślała, że to już koniec wrażeń na dziś, ale chyba jeszcze musiała się szykować na walkę z włamywaczem, który w dodatku był cholernie atrakcyjny. Życie jest niesprawiedliwe. Dlaczego z przystojnych facetów zawsze wychodzą dranie? Chociaż Voice całkiem lubiła drani, zwłaszcza ze sprytnymi paluszkami...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1748
  Liczba postów : 307
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Re: Na szczęście żyje się tylko raz   Wto Sty 31 2017, 16:25

Gorzej. Być. Nie. Mogło.
Oczywiście, kurwa, zdolny pan Henley musiał nawalić w pierwszej prostej misji od powrotu i idąc po klucze do Neptune… Całkowicie o nich zapomnieć. Pamiętał wszystko – rozmieszczenie mebli w jej pokoju, jej zapach, a nawet durny tytuł proroka głoszący dumnie, że gobliny to cwele i na skutek wzrostu popytu musiały ponieść marżę na wyroby. Ojoj, biedny świat czarodziejski niebywale na tym ucierpiał. Jakby kiedykolwiek stać go było chociaż na wykałaczkę, która wyszła spod ich małych, pomarszczonych rączek. Żeby było śmieszniej, przypomniał sobie o swojej beznadziejności dopiero pod swoimi drzwiami, chcąc wejść, zmienić ubrania na dzisiejsze i może nieco doprowadzić się do porządku. W końcu miał być jednym z tych, co nie potrzebują kotków w piwnicy by wabić do siebie małe dzieci, a tak się składało, że kilkudniowy zarost nie robił z niego seksownego aurora z cygarem. W ogóle nikogo z niego nie robił – był na to za chudy i za młody, chociaż wesołe czasy szkolne i pamiętne lata studenckie już popadały w niepamięć.
Dlatego właśnie postanowił spróbować raz jeszcze. Skoro standardowe, znane mu metody nie działały, zaś skopane butem drzwi ani myślały ustąpić, pozostawała złudna nadzieja, że zdziała coś odnalezioną w kieszeni spinką panienki Leighton. Nie potrafił radzić sobie w opałach jak mugol, jednak naczytał się kilku kryminałów swojego czasu i był totalnie pod wrażeniem tego, jak niemagiczne biedaczki muszą kombinować by wejść tam, gdzie wystarczyłaby zwykła alohomora. Ponadto – oni musieli sprzątać ręcznie. Przeprane gacie Merlina temu, kto zgadnie jak uwłaczające okazywało się szorowanie ich łazienek.
Tak czy siak – wsunął różdżkę do tylnej kieszeni spodni i nachylił się nad dziurką od klucza, jednym okiem starając się zajrzeć do wnętrza. Jego szczęście polegało na tym, że razem z Eiv nie byli raczej zwolennikami nowszych technologii, a przynajmniej w czasach, kiedy mieszkanie zmieniało właścicieli. Jego komplet był tym pierwotnym. Dwa ładne, zdobione jakimiś floresami mosiężne klucze w ogóle nie pasujące do epoki, a za to doskonale sprawdzające się w kontakcie z grubymi, drewnianymi drzwiami. Teraz pewnie robiły furorę jako breloczki gdzieś w Bułgarii, czy innej Armenii w ogóle nie zdając sobie sprawy z tego, jak tęskni za nimi ich właściciel. Sweeney zaklął parszywie, dziwiąc się w duchu, że jego bluzgi nie zdążyły wypalić żadnej dziury w skrzydle. Przykucnął, jedną ręką opierając się dla zachowania balansu o ścianę korytarza, a drugą sprawnie wsuwając wsuwkę Tuny w dziurkę. Oh, gdyby Leighton wiedziała, że i jej przyjdzie penetrować, zapewne szczerze by się ubawiła! Manewrował metelem kilka dobrych chwil, nim nad jego głową rozległo się ciche, melodyjne chrząknięcie, a zaraz potem w eter uleciała dezaprobata połączona z czymś, co brzmiało na lekki przestrach. Sween policzył od dziesięciu w dół, oczywiście w myślach, przybrał najbardziej uprzejmy wyraz twarzy na jaki było go stać i odwrócił się, jednocześnie dźwigając do pionu i chowając ręce za siebie. Towarzystwo lubił, ale nie w chwilach, kiedy klęska i porażka zaglądały mu za kołnierz.
- Wiesz, że rozsądniej nie uczyć ojca dzieci robić? – Nim w ogóle zerknął na Voice, posłał jej jeden z uśmiechów zarezerwowanych dla Eiv na momenty, po których zamierzał potraktować ją perfidną, brzydką klątwą prosto w śliczną buzię. Bardzo nierozsądnie, panienko. Powinna panienka przemknąć bokiem i wezwać nadzór z bezpiecznej odległości, a nie wystawiać się jak kawałek ciastka na talerzu. Zwłaszcza, kiedy jest się młodą, śliczną panienką w sukience zamiast zbrojnej szaty. Sween może i nie wyglądał na kozaka z podejrzanej uliczki, ale przede wszystkim był mężczyzną – był silniejszy, większy, miał lepsze predyspozycje do zdominowania sytuacji. No i był byłym krukonem, co ukończył szkołę na prawie samych wybitnych pomimo, że Payne-cipa namawiał go na wagary zdecydowanie zbyt często. Wszystko stawiało go w lepszym świetle w tej sytuacji.
Miał różdżkę i umiał jej używać.
- Nie robię niczego złego, panienko. Nie ma powodów do obaw. – Spojrzał na kobietę jak wilkołak gotujący się do ataku. Był uprzejmy, uśmiechnięty i czarujący jak zwykle. Potrzebował tylko brzytwy, czy golarki by wrócić do dawnej świetności, ale i to nie ujmowało mu w bardzo przykry sposób. Ugh, jakże chętnie zmieniłby ubrania…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2546
  Liczba postów : 1612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Na szczęście żyje się tylko raz   Sro Lut 01 2017, 14:03

Wiesz, Henley, że życie jest po prostu niesprawiedliwe? Pewnie już wiesz. A jeśli nie wiesz, to Lloyd może na ten temat dużo powiedzieć. Bez ojca, bez faceta i bez kasy... Ale przynajmniej w dzisiejszych ubraniach, delikatnie umalowana i z włosami jak z reklamy szamponu. Facetów też wabić nie musiała - przychodzili sami, mimo że kotków nie posiadała. Ani piwnicy. Ani mieszkania. Wbrew pozorom Voice była wybitnie wybrakowana, zwłaszcza jeśli mowa o kwestiach materialnych. Ładna, zgrabna, wygadana i słodka, ale pieniędzy, domu i innych takich brak. I dziewictwa, ale to temat powracający i wcale nie aż tak ciekawy, jak mogłoby się wydawać. Jednak w tej chwili nadrabiała za Sweeneya urodą, a on... nie nadrabiał, bo klucze gdzieś zgubił, a Lloyd nadal była święcie przekonana, że jest po prostu cholernym włamywaczem i planuje okraść jakąś staruszkę. Ślizgonka też do tych miłych i uczynnych nie należała, a gdyby kiedykolwiek jechała autobusem to raczej miejsca by nie ustąpiła, ale jeszcze nigdy nie forsowała zamka wsuwką do włosów. I skąd w ogóle facet wziął wsuwkę do włosów? Pewnie z innego okradzionego mieszkania.
Chciała napić się kawy, wrócić do Hogwartu i mieć wszystko gdzieś. Zakopać się w pościeli, przespać dwa dni i na trochę oderwać się od życia. A teraz miała szansę oderwać się od życia na zawsze, o ile Henley faktycznie był mordercą i miał złe zamiary. Może powinna od razu wcisnąć mu się przed nos i oświadczyć, że chce odejść z tego świata? Może nawet by dostała całusa na do widzenia? Za tego całusa mogłaby dać się pokroić, ewentualnie zamordować. A jeśli wolał delikatniej, to za całusa mogłaby rozłożyć nóżki i gdzieś w tym momencie delikatność mogłaby się skończyć. Jedna nóżka za jeden klucz! Wprawdzie bez jakichś zdobień i floresów, ale gładka i zgrabna. Serduszko puka w rytmie cha-cha, czy coś...
Serduszko pukało w rytmie cha-cha, a ktoś właśnie wszedł do kamienicy i pukał do drzwi piętro niżej. Voice na chwilę zamilkła i chyba nawet wstrzymała oddech, nie chcąc wzbudzać podejrzeń. W końcu ładnych chłopców trzeba chronić! Nawet jeśli są draniami i okradają staruszki. Przygryzła nerwowo dolną wargę, patrząc na niego z mieszanką strachu i zaciekawienia. Jeśli staruszka była bogata, to Lloyd mogłaby mu w sumie pomóc. Lepiej znała się na obsłudze wsuwek do włosów.
- Chyba faktycznie lepiej idzie ci robienie dzieci, niż włamywanie się do mieszkań - odparła lekko zduszonym głosem, instynktownie cofając się schodek do tyłu. Lekko drżącą dłonią założyła za ucho pasmo złotych włosów, nie odrywając od chłopaka czujnego spojrzenia. Czy goniłby ją, gdyby zaczęła uciekać? Pewnie nie, narobiłby niepotrzebnego hałasu. Ale jeśli tak, to drzwi do mieszkania rudej pewnie byłyby dla niej zamknięte. Ach, te dylematy... Chyba powinna zdjąć te obcasy i zacząć walczyć jak mężczyzna.
- Czy włamania nie są czymś złym? - spytała, próbując cofnąć się jeszcze o schodek... Ale chyba nie trafiła, zbyt zapatrzona w Sweeneya, bo po chwili już narobiła hałasu, nieelegancko lądując tyłkiem na schodach. Nagim tyłkiem, bo sukienka zalotnie się podwinęła, odsłaniając miejsce, które z całą pewnością powinno być okryte majtkami. Panna Lloyd przeklęła siarczyście, ale nawet się nie zarumieniła, tylko pospiesznie wyprostowała materiał i spróbowała wstać... Co okazało się niemożliwe, bo jak na złość złamał się prawy obcas, który znów usadził ją na ziemi. A mama zawsze mówiła: obcasy są dla prostytutek...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1748
  Liczba postów : 307
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Re: Na szczęście żyje się tylko raz   Sro Lut 01 2017, 17:49

Życie, Maluszku… Życie to tam pikuś. Prawdziwa niesprawiedliwość rodziła się wraz z odpowiedzialnością za to, co w tym życiu oswoiliśmy. Gdyby ktoś kiedyś Sweena zapytał, czy byłby w stanie budzić się i kłaść spać bez siostry w pobliżu, ten szczerze by go obśmiał, a potem potraktował avadą za zło wróżenie. Tymczasem zmuszony do alienacji od tego co mu znajome i miłe, niczym przekarmiony, przegłaskany psidwak na wygnaniu tułał się z kąta w kąt nie mogąc odnaleźć swojego miejsca. W życiu nie przypuszczał, że jego własna niechęć do uczuć wyższych względem kogokolwiek tak boleśnie odbije się zarówno na jego charakterze, jak i chwilowym samopoczuciu. Neptune dała mu kilka chwil zapomnienia – radosna, słodka nieświadomość zmiany stanu rzeczy dławiąca negatywne odczucia. W jej towarzystwie uśmiechał się i wariował jak to miał w zwyczaju za tych lepszych lat, nim w ogóle postanowił zrobić krok przez próg i powędrować gdzieś hen, z kilkoma galeonami w sakiewce i różdżką w kieszeni. Dlatego lubił tą małą wariatkę. Nie tylko była piękną kobietą, przyjaciółką domu i wcieleniem wszelkich cech ukochanej młodszej siostrzyczki, ale przede wszystkim skarbnicą dobrego samopoczucia i wspomnień.
Samopoczucia, które teraz wypływało ze Sweeneya niczym woda z kibla zatkanego przez Irytka.
Cholerne drzwi, cholerne klucze, przeklęty Payne, głupia Eiv, pieprzony porządek rzeczy zakazujący mu normalnego powrotu do siebie. Gdyby nie wyglądało to na pokaz agresji, dla zasady skopałby drewno raz jeszcze, pokazując mu kto w tym mieszkaniu jest samcem alfa. Tak, tak, pamiętał. Sam na życzenie siostry montował te zaklęcia jako karę za brak zwyczaju ich zakluczania. Byli czarodziejami z dziada pradziada, dlatego zwyczajne środki ostrożności były dla nich zbyt łatwe do obejścia. Nie żeby chowali tam smoka, czy złote medaliony dyrektora szkoły, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Wszak Sween w obronie swoich cacuszek mógłby porządnie porachować kości, chociaż w tej konfiguracji to on był bystrzakiem, a za partie mięśniową robił zazwyczaj Noel.
Henley wstrzymał na chwilę oddech, nieruchomiejąc jak żmija szykująca się do ataku. On w przeciwieństwie do Voice w ogóle nie przejmował się pukaniem piętro niżej. Gdyby ktoś postanowił zgubić drogę i nagle zawędrować do nich, zapewne przywitałby się przyjacielsko, wymienił kilka sąsiedzkich uwag i życzył miłego dnia, zwracając uwagę na potrzebę pilnowania liczby pokonanych pięter. Nie robił NICZEGO ZŁEGO. Nawet jeżeli się włamywał, było to jego własne, cudowne mieszkanko kuszące czystymi ciuchami, pustą lodówką i wizją dostępu do bieżącej wody. Miał też karty, gdzieś pewnie skitraną przez Noela ognistą, swoje fiolki z substancjami, których nie powinien nazywać przy obcej dziewczynie… Wzruszył dla taktu ramionami, prostując się i wycofując o krok w kierunku drzwi. Nie zamierzał mordować Cheney, nie był psychopatycznym Skorpionem, czy czarnoksiężnikiem z bajek na niegrzeczne dzieci.
- Nie mam bladego pojęcia. Pewnie orderu się za to nie dostaje, ale co to w ogóle za pytanie? Sio, uciekaj skąd przyszłaś, grzeczne dziewczynki zaraz będą szły spać. – Powiedziawszy to kiwnął na Voice ręką, powoli przypominając sobie skąd kojarzył jej twarz i dlaczego mogła mu się ona zatrzeć w umyśle. No tak, była młoda, swobodnie poruszała się po zabudowaniach ulicy magicznej… Na mugola nie wyglądała. Wydawała się nieco naiwna i przestraszona, chociaż do tej pory Sweeney nigdy nie wzbudzał w nikim podobnych emocji. Parsknął pod nosem wykonując nagły, energiczny ruch dookoła własnej osi. To musiało przestraszyć dziewczynę, skoro w chwilę później usłyszał łomot, brzydkie przekleństwa i huk ciała opadającego kilka stopni ku niemu. Uniósł wysoko brwi, z zaciekawieniem miłośnika cyrkowych zwierzątek wpatrując się w przedstawienie, jakie mu Voice przygotowała. Jego krukońskiemu wzrokowi nie umknęło nic a nic. – A skoro jesteśmy w temacie grzecznych dziewczynek… – Nie, wcale nie krępował się jawnym spoglądaniem pomiędzy chwilowo odsłonięte uda dziewczyny. Nie był z rodzaju tych dżentelmenów, co odwrócą twarz, spłoną rumieńcem i nie dadzą pohańbić honoru pięknej damy. W ogóle romantyzm umarł w nim wraz z odejściem ukochanej siostry. – Byłbym zaprosił Cię do siebie na miłą pogawędkę o Twoich brakach w ubiorze, jednakże widzisz – chwilowo nie mam jak. Jesteś cała?
Sweeney z powrotem przykucnął przy skrzydle i wsunął wsuwkę w dziurkę, jednym okiem niespecjalnie uważnie przyglądając się wykonywanej przez siebie pracy, drugim zezując co jakiś czas na zbierającą się do kupy Cheney. Co się miał tłumaczyć. Męskie porażki życiowe powinny zostać w ukryciu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Na szczęście żyje się tylko raz   

Powrót do góry Go down
 

Na szczęście żyje się tylko raz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Czarodziejskie smakołyki
» Tylko winny się tłumaczy
» Gdy tylko sięgniesz dna...
» Spokojnie, to tylko Irlandia... down the rocky road all the way to Dublin
» jutro możemy być szczęśliwi

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-