IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pod jemiołą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Pod jemiołą   Sob Mar 11 2017, 20:41


   
Retrospekcje

   Osoby: Voice C. Cheney, Percival M. Follett
   Miejsce rozgrywki: Kanada, dom rodziców Percivala
   Rok rozgrywki: Boże Narodzenie, 2016
   Okoliczności: Percy i Voice spędzają pierwsze wspólne święta - w dodatku nie sami, ale z całą rodziną Follettów.
   


Ostatnio zmieniony przez Percival M. Follett dnia Sob Mar 11 2017, 21:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Sob Mar 11 2017, 21:25

Percy napawał się tą rodzinną świąteczną atmosferą, patrząc na swoich bliskich, słuchając ich rozmów i ściskając mocno dłoń Voice, która z każdą ich wizytą w Kanadzie coraz bardziej wtapiała się w jego rodzinę. Wszyscy dwoili się i troili, by narzeczona Percy'ego czuła się kochana i w pełni akceptowana, co każdy jednak robił na swój sposób. Mama nie szczędziła Voice czułości, ciepłych słów i uścisków i prosiła ją o pomoc w kuchni, nie wprawiając w zakłopotanie statusem gościa. Tata zupełnie naturalnie nazywał ją "córeczką" i traktował tak samo jak Tessę i Grace, a skoro już o nich mowa - te dwie zupełnie oszalały na punkcie swojej "młodszej siostry", którą wtajemniczały w swoje sprawy, śmiejąc się przy tym jak nastolatki. Dziadek Magnus zawsze odnosił się do niej z ciepłą uprzejmością, która stopniowo przeradzała się w serdeczność, a Arthur, który bywał w domu rzadziej niż rzadko, czasem nawet uchylał przed nią rąbka tajemnicy, jaką było jego życie.
Cały dom ozdobiony został ostrokrzewem, jemiołą i gałązkami jodły, a także mnóstwem bombek, łańcuchów i zabawek ze słomy - wszystkie były dziełem Percy'ego i jego rodzeństwa, kiedy jeszcze byli dziećmi. Niektóre z tych ozdóbek były komiczne albo pokraczne, ale nikt nie miał serca się ich pozbyć, co najwyżej odrobinę je udoskonalić kilkoma zaklęciami. Percy z uśmiechem słuchał jakieś anegdotki dziadka, opierając policzek na głowie Voice i czując rozkoszne rozleniwienie. Ogień w kominku trzaskał wesoło, byli wszyscy razem, najedzeni i szczęśliwi, a Voice wydawała się doskonale odnajdywać w gronie jego rodziny. Świąteczne śniadanie było obfite i przepyszne, a czekolada z pianką sprawiała, że wszyscy czuli się trochę jak dzieci. Rodzice Percy'ego siedzieli wtuleni w siebie, dziadek pykał fajkę (pozwalał sobie na to tylko od święta), snując swoją opowieść, Arthur bazgrał coś na serwetce, jednak co jakiś czas wtrącając kilka słów, a bliźniaczki trzymały się za ręce, wyraźnie szczęśliwe, że nareszcie mają dla siebie trochę czasu.
- No dobrze, moi kochani. Co powiecie na otwarcie prezentów? - spytała w końcu pani Follett, gładząc policzek męża, który pokiwał z uśmiechem głową. Grace natychmiast się ożywiła i aż pisnęła z entuzjazmu.
- Tak! Chodźmy po prezenty! - przytaknęła radośnie, po czym pociągnęła Tessę i Voice w kierunku choinki, stojącej nieco w głębi pokoju. Była ogromna, sięgała do sufitu i mieniła się wszystkimi kolorami tęczy, ozdobiona światełkami, bombkami, zabawkami, łańcuchami, laseczkami cukrowymi, lukrowanymi pierniczkami i wszystkim, co tylko można powiesić na choince. Nie przypominała tych eleganckich choinek, ograniczających się do dwóch kolorów. Była barwna i wesoła, a oglądanie każdej ozdóbki z osobna trwało wieki, ale sprawiało ogromną przyjemność, zwłaszcza że większość z nich miała jakąś historię. Jednak w tym momencie wszystkich najbardziej interesowała nie sama choinka, ale to, co się pod nią znajdowało. Stos pakunków różnych kształtów i kolorów podsycał ciekawość i sprawiał, że nawet Percy, który, jak mu się zdawało, wyrósł z ekscytowania się prezentami gwiazdkowymi, poczuł przypływ tych wszystkich uczuć, które towarzyszyły mu w dzieciństwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Sob Mar 11 2017, 23:00

Dużo się zmieniło w jej życiu przez ostatnie... dwa tygodnie? Ostatni rok natomiast był rokiem ogromnych zmian. Po prostu wyrzuciła swoje stare życie do kosza i powoli budowała je od nowa. To było jej pierwsze szczęśliwe Boże Narodzenie. Bez okrutnej matki, bez cichych korytarzy, bez Leosia, za to z rodziną, z prawdziwą choinką, śniegiem i prezentami. I z Percivalem. Ten dzień miał być ich małym podsumowaniem ostatnich kilku miesięcy. Voice chciała zamknąć ten rozdział, ale za to otworzyć kolejny, jeszcze lepszy; pełen ciepła, pozbawiony wszelkich wątpliwości. Voice zostawiła je daleko za sobą. Dzisiaj, teraz, właśnie w tej chwili była stuprocentowo pewna, że miłość do Percy'ego nie jest tylko wymysłem, i że on też ją kocha, i że będą razem, że muszą być razem, że to zostało dawno, dawno temu zapisane w gwiazdach. To, że ich dłonie idealnie do siebie pasowały, nie mogło być przypadkiem. To, że jej wargi ulegały pod naciskiem jego warg, że kolana miękły, a oddech przyspieszał w jego obecności, nie mogło być przypadkiem.
Było jej dobrze, gdy czuła ciepło ciała narzeczonego, a na ustach czuła posmak czekolady. Było jej dobrze, gdy słyszała głos dziadka, trzaskanie ognia w kominku i odgłos skrobania na serwetce. Uśmiechała się błogo, mrużąc lekko oczy. Nadal nie rozumiała, jak to możliwe, że tak szybko wpasowała się w rodzinę Follettów. Lavinia i Brevon zupełnie naturalnie stali się mamą i tatą, Magnus - dziadkiem, a ich dom - jej domem. Była młodszą siostrą, córką, kochaniem i złotowłosą i dopiero teraz, po prawie dwudziestu zmarnowanych latach, czuła się naprawdę kochana, ważna i potrzebna. I już wiedziała, że pokocha święta, że pokocha słomiane zabawki, że pokocha kanadyjski śnieg i wielką choinkę. Nawet przywiozła ze sobą bombkę z przezroczystego szkła, wewnątrz której wirowały zaczarowane, drobne kwiatuszki. Sama ją pomalowała w srebrzyste serduszka i wypisała na niej farbą imiona wszystkich członków rodziny, a wśród nich także swoje. Wręczyła ją mamie po cichu, nieśmiało pytając, czy może zawisnąć na choince. Oczywiście mogła.
Gdy pani Follett zaproponowała otwieranie prezentów, Voice pokiwała głową. Była zupełnie spokojna, mimo że wśród barwnych pakunków znajdowało się maleńkie, błękitne pudełeczko obwiązane złotą wstążką, a w środku zamknięte były wszystkie jej marzenia. Wszystkie marzenia przeznaczone dla Percivala, bo to jego imię widniało na doczepionej do prezentu karteczce.
Dla każdego coś przygotowała, mimo że nie do końca wiedziała, co się im spodoba. Dla każdej z bliźniaczek sama skomponowała perfumy, zamknięte w spersonalizowanych flakonikach - bladozielonym, uroczo okrągłym dla Grace i pudroworóżowym, smukłym, o lekko wygiętej linii dla Tessy. Te pierwsze pachniały mandarynką i trawą cytrynową z nutką morskiego aromatu, a drugie - wiosennymi kwiatami z owocową nutą czegoś lekko kwaśnego, jakby czereśni. Pani Follett miała dostać szkatułkę na biżuterię, drewnianą, ale obitą rozkosznie miękkim, beżowym materiałem - wewnątrz zamknięte były jeszcze drobne, złote kolczyki przypominające kwitnące kwiaty, z maleńkimi kamieniami koloru oczu Lavinii (również wymyślone przez Voice, której ostatnio inwencji twórczej nie brakowało). Dla Brevona przeznaczona była starannie opakowana, piękna kryształowa karafka do wina. Na Arthura czekał spersonalizowany szkicownik w wielobarwnej oprawie - był naprawdę niewielkich rozmiarów i na breloczku, by można go było ze sobą zabrać wszędzie, a gdy stukało się w niego różdżką, stopniowo się powiększał. Pakunek dla dziadka był stosunkowo niewielki, ale wewnątrz ukrywała się całkiem nowa fajka - gdy się ją paliło, pojawiał się na niej napis palenie to sztuka. Percy natomiast, oprócz maleńkiego pudełeczka, miał dostać coś... troszkę innego. Pozornie było to tylko bardzo ładne wydanie Romea i Julii, jednak po dwukrotnym uderzeniu różdżką tytuł zmieniał się na Percival i Voice, a treść również ulegała zmianie - pojawiała się tam ich historia, momentami lekko podkoloryzowana. Wiele kartek jednak było pustych - wystarczyło do nich przycisnąć różdżkę, by zapełnić je nowymi słowami, nowymi wspomnieniami wspólnych chwil. I mimo że nie były to najwspanialsze prezenty na świecie, to Voice miała nadzieję, że choć odrobinę się wszystkim spodobają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Nie Mar 12 2017, 19:15

Wszyscy przesiedli się na kanapy i fotele znajdujące się blisko blisko choinki. Grace prawie przebierała nogami z niecierpliwości.
- Ja będę rozdawać, dobrze? - poprosiła ze słodkim uśmiechem. Przypominała psotnego chochlika i wydawała się znacznie młodsza niż była w rzeczywistości, zwłaszcza otulona różowym szlafrokiem w kołkogonki. Na pierwszy ogień poszło duże czerwone pudełko w złote gwiazdki, ozdobione ogromną kokardą i doczepionym do niej bilecikiem z imieniem Voice. W środku znajdował się prezent od Tessy, która doszła do wniosku, że jej przyszła bratowa potrzebuje czegoś jednocześnie ładnego i praktycznego, dlatego postawiła na prześliczny serwis - biały w urocze fiołki, które rozkwitały, kiedy herbata była ciepła, a spuszczały główki, kiedy wystygła. Następny w kolejce był Arthur, który jako amator alkoholu otrzymał od dziadka zestaw egzotycznych i rzadkich trunków w fantazyjnych butelkach. Wyglądał na naprawdę zadowolonego i gdyby nie protest Lavinii, która zauważyła, że nie ma jeszcze południa, na pewno oddaliby się degustacji. A skoro jesteśmy przy Lavinii - przez dłuższą chwilę nie mogła opanować łez wzruszenia, kiedy rozpakowała prezent od bliźniaczek. Śliczny album w skórzanej oprawie, a w środku zdjęcia ich wszystkich, pokazujące, jak zmieniali się przez lata, jak dzieci rosły, a rodzice siwieli, jak w pewnym momencie na rodzinnych fotografiach pojawiła się Voice, wypełniając jakąś lukę, z której istnienia dotąd nie zdawali sobie sprawy. Arthur podarował mamie plecione podkładki pod talerze, które zmieniały kolor zależnie od koloru obrusa i serwetek - na każdej widniało imię jednego członka rodziny. Z kolei dziadek Magnus postanowił jeszcze bardziej podkreślić fakt, że teraz również Voice należy do rodziny, dlatego wszystkie panie dostały urocze, staromodne wisiorki ze srebrnymi kwiatami oplatającymi kamień półszlachetny. Każdy kamień był dopasowany do charakteru swojej właścicielki - Lavinia dostała zielony, Grace pomarańczowy, Tessa błękitny, a Voice różowy...
Stosik prezentów wciąż rósł, wszyscy wydawali się szczerze zachwyceni swoimi podarunkami, gadali jeden przez drugiego i śmiali się, oglądając, co kto dostał. Jednak Percy niespokojnie zerkał w kierunku dużego kremowego pudełka z ogromną złotą kokardą. A kiedy w końcu Grace podała ją Voice, mimowolnie przygryzł usta, wpatrując się w narzeczoną z napięciem. Pudełko pomiaukiwało cicho, więc raczej trudno było mieć wątpliwości, jaki prezent znajduje się w środku... Kiedy Voice uniosła pokrywkę od pudełka, spojrzała na nią para zielonych zdumionych oczu małego kotka, który miauknął przejmująco. Był cały biały i tylko na pyszczku miał czarną plamkę.
- Podoba ci się...? - spytał nieśmiało Percy, patrząc na Voice z niepokojem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Nie Mar 12 2017, 19:56

Voice była dziwnie podekscytowana - po raz pierwszy w życiu miała dostać prezenty świąteczne. Usiadła wygodnie na kanapie i wygładziła błękitny sweter, przełykając trochę nerwowo ślinę. Bardzo chciała, żeby upominki, które wybrała, były trafione i sprawiły wszystkim radość. Uśmiechnęła się porozumiewawczo do Tessy, oglądając przeurocze, śliczne filiżanki, a wisiorek od dziadka od razu kazała sobie zapiąć. Było też całe mnóstwo innych prezentów, które co chwilę trafiały to czyichś rąk i wywoływały uśmiech. Pod choinką nie zostało już wiele, gdy Voice otrzymała duże, kremowe pudełko. Słysząc ciche miauczenie, uniosła ze zdziwieniem brwi i jak najszybciej rozpakowała prezent... Z lekko rozchylonymi z zachwytu wargami delikatnie wyjęła kotka z pudełka i posadziła go sobie na kolanach. Po chwili jednak spojrzała na Percivala, nie wiedząc, na którym kocurku się skupić.
- Och, oczywiście! Jest taki śliczny, dziękuję! - pisnęła z podekscytowaniem, całując narzeczonego w policzek i głaszcząc maluszka, który wpatrywał się w swoją nową panią jak w obrazek. Wyraźnie taki widok odpowiadał mu bardziej od ciemnego pudełka.
- Ojejku, jaki słodziutki! - zawołała Tessa. - Mogę? - spytała, wyciągając ręce po kotka. Voice kiwnęła z promiennym uśmiechem głową i pozwoliła, by bliźniaczki wyściskały tę rozkoszną, puchatą kuleczkę. Wstała z kanapy i podeszła do sterty prezentów, by podnieść maleńkie pudełeczko. To był właściwy moment. Potem radość będzie pełniejsza, potem każdy prezent będzie cieszył jeszcze bardziej... a przynajmniej taką miała nadzieję. W kilku krokach znalazła się przy siedzącym na kanapie Percivalu i wręczyła mu maleńki prezencik.
- Percy... wiem, że to może nie jest największy prezent, ale... bardzo chciałam, żebyś go dostał właśnie dziś, gdy wszyscy tu będą - powiedziała cicho. Wewnątrz ukryta była złota karteczka z wytłoczonymi drobnymi kwiatkami, a na niej zamaszystym pismem Voice nakreślona data - 8 kwietnia 2017 - i narysowane dwie splecione obrączki otoczone milionem serduszek i gwiazdek. Blondynka przygryzła lekko dolną wargę, czując, że spojrzenia całej rodziny skupione są na niej i na Percivalu, i że nawet bliźniaczki zamilkły, i że kotek też przestał pomiaukiwać, jakby wiedział, że to jedna z najważniejszych chwil w życiu jego nowej pani.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Nie Mar 12 2017, 20:23

Roześmiał się serdecznie, widząc zachwyt i entuzjazm Voice. Przez chwilę dziewczyny bawiły się z kotkiem, który szybko odnalazł się w nowej sytuacji, mrucząc uroczo i śmiesznie zadzierając puchaty ogonek. Bliźniaczki gruchały słodko, zachwycone maluchem, zupełnie zapominając o prezentach, dopóki nie usłyszały głosu Voice.
Percy miał wrażenie, że wszyscy wstrzymali oddech, czując doniosłość tej chwili, mimo że nie wiedzieli, czego dokładnie się spodziewać. Uśmiechnął się, przyjmując pudełeczko, ślicznie zapakowane i bardzo w stylu Voice, którą pociągnął na swoje kolana, nie chcąc, żeby tak stała, niepewna i przejęta. Odchrząknął i delikatnie otworzył pudełeczko, w którym znajdowała się złota karteczka z datą, która miała być najważniejszą datą ich życia, datą przełomu dla nich obojga. Uniósł głowę i spojrzał Voice w oczy, oszołomiony i tak szczęśliwy, że przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. Przytulił ją mocno, czule i pocałował w usta, śmiejąc się radośnie.
- Co to jest? - spytała w końcu Grace, nie mogąc wytrzymać napięcia, ale Tessa syknęła na nią, domyślając się chyba, a w każdym razie nie chcąc, by jej ciekawska siostra popsuła chwilę Voice i Percy'ego.
- Data... data naszego ślubu - powiedział Percival ochrypłym ze wzruszenia głosem. - Kiedy oświadczyłem się Voice... powiedziałem, że nie chcę na nią naciskać... i że chciałbym, żeby to ona wyznaczyła datę ślubu. Kiedy będzie gotowa. I... i Voice zostanie moją żoną 8 kwietnia przyszłego roku - oświadczył, patrząc na swoją rodzinę roziskrzonym wzrokiem. - Voice... to najcudowniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem - wyszeptał jeszcze, patrząc jej głęboko w oczy. W jednej chwili w salonie zawrzało. Lavinia i bliźniaczki płakały, mężczyźni składali gratulacje i poklepywali się po ramionach, wszyscy wymieniali całusy i uściski, mówiąc coś bez ładu i składu, ale z wielką radością i serdecznością. Tessa i Grace obiecywały pomoc w przygotowaniach, podobnie pani Follett, która nie mogła przestać szlochać i tulić do siebie Voice, a mężczyźni, mimo że bardziej powściągliwi, również nie mogli się nacieszyć tą wieścią. Kotek plątał się pomiędzy nogami, nie rozumiejąc, co się dzieje, miaucząc, dopóki dziadek Magnus nie wziął go na ręce i nie posadził sobie na ramieniu, trzymając w zębach nową fajeczkę, którą dostał od Voice.
- Voice... córeczko... Tak bardzo się cieszę... Moi kochani - chlipała pani Follett, obejmując syna i przyszłą synową i nie dając nikomu innemu ich uściskać.
- Mamo, już nie płacz, proszę - śmiał się Percy, obejmując zarówno Voice, jak i mamę, i czując, wiszące mu na ramionach siostry, świergoczące i śmiejące się jak wariatki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Nie Mar 12 2017, 22:29

Usiadła mu na kolanach, czując, jak jej serce bije nieco szybciej, mimo że wcale nie była aż tak zdenerwowana. Chyba po raz pierwszy w życiu czuła niezbitą pewność. Pewność, że Percy jest tym jedynym i że decyzja o wyjściu za niego jest słuszna. Wszystko wydawało się proste, gdy miała go obok, gdy patrzyła w jego ciemne oczy i oddychała jego zapachem. Miała już nigdy nie być sama. Miała stworzyć rodzinę... i bardzo tego chciała. Gdy otworzył pudełeczko i spojrzał na nią, uśmiechnęła się wyjątkowo słodko i promiennie, otaczając jego szyję ramionami, po czym wtuliła się w niego i czule, łagodnie odwzajemniła pocałunek, śmiejąc się cicho. Po całym jej ciele rozlało się przyjemne ciepło, a gdy oderwał się od jej warg, zaczęła delikatnie gładzić jego policzek.
- Rok po tym, jak po raz pierwszy mnie pocałował - dodała cicho, z subtelną nutką rozbawienia w głosie. Chciała, by data była symboliczna, by zawsze niosła ze sobą wspomnienie nie tylko rocznicy ślubu, ale i czegoś intymniejszego, bardziej prywatnego. - Tak się cieszę, Percivalu... dla mnie twoja radość jest najwspanialszym prezentem - szepnęła łagodnie, całując go w czoło. Już po chwili stali i ściskali się ze wszystkimi. Voice uroniła kilka łez, widząc zapłakane bliźniaczki i mamę. Ściskała mocno ramię swojego przyszłego męża, mając wrażenie, że rosną jej skrzydła, a cały świat przyjemnie wiruje.
- Mamo, nie płacz... nie zagłodzę ci Percivala... - zażartowała, chcąc trochę rozwiać atmosferę wzruszeń. - Mam dla ciebie jeszcze jeden prezent, kochanie... dokończmy może rozpakowywanie, co? Potem możemy świętować... i planować! Bo ślub będzie o czternastej, a kwiaty będą białe i niebieskie! - oświadczyła ze słodkim, dziewczęcym uśmiechem, całując policzek Percivala. Miała już nawet wizję swojej sukni i wizję zaproszeń, i wiedziała, że niedługo zasypie narzeczonego wszystkimi swoimi pomysłami. Liczyła na pomoc bliźniaczek, na wsparcie mamy... Znów przygryzła dolną wargę i zerknęła na pana Folletta. - Tato...? Wiem, że to jeszcze dość odległe, ale... czy zaprowadziłbyś mnie do ślubu? - spytała trochę niepewnie. Myślała o tym od dawna i chciała zapytać właśnie teraz, jeszcze w silnych emocjach, by stres nie był aż tak intensywny - w końcu czuła do Brevona pewien respekt i nie wiedziała, czy mu się ten pomysł spodoba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Pon Mar 13 2017, 14:36

Percy dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę, że faktycznie, to data ich pierwszego pocałunku, ale nie skomentował tego w żaden sposób, nie chcąc, żeby Voice się zorientowała, że nie skojarzył od razu. Tulił ją do siebie, uśmiechając się promiennie i nie mogąc w pełni zrozumieć swojego szczęścia.
Zaraz pochłonął ich żywioł rodziny, wprowadzając radosny chaos, w którym tonęli z uśmiechem, ocierając łzy, całując policzki i przyjmując gratulacje.
- Och, tym wcale się nie martwię, córeczko... ja po prostu... tak bardzo się cieszę - chlipnęła z uśmiechem pani Follett, obejmując Voice i całując ją w policzek.
- Dobrze, wszystko będzie, jak zachcesz, kochanie - roześmiał się serdecznie, po czym skradł narzeczonej jeszcze jednego słodkiego całusa. On nie miał żadnej wizji ślubu. Wiedział tylko, że w otoczeniu rodziny i najbliższych znajomych złożą z Voice przysięgę i zostaną małżeństwem. I tak naprawdę tylko na tym mu zależało. Jednocześnie zdawał sobie sprawę z faktu, że chyba każda kobieta marzy, żeby tego dnia wszystko wyglądało idealnie, tak jak to sobie wyśniła jako mała dziewczynka, a potem nastolatka i bardzo mu zależało, by ich ślub wypadł zjawiskowo.
Słysząc pytanie Voice, Brevon ujął jej dłoń i przyłożył sobie do serca, uśmiechając się serdecznie. W jego spojrzeniu dało się wyczytać pewne wzruszenie, choć zwykle zachowywał pełen ciepła spokój.
- Tak, córeczko. Z największą radością. Chciałem... chciałem ci to sam zaproponować. Będę bardzo szczęśliwy, prowadząc cię do ślubu - zapewnił serdecznie, po czym przytulił ją do siebie, delikatnie gładząc jej złociste włosy. Grace rozpłakała się na dobre i przytuliła do pleców Voice, jak zwykle nie mogąc utrzymać nerwów na wodzy.
- Przeżywam to bardziej... niż gdybym sama... wychodziła za mąż... - wychlipała, wtulając mokry nos w szyję Voice. - Och, właśnie! Nie widziałaś jeszcze prezentu ode mnie! - dodała po chwili, odrywając się od przyszłej bratowej i ocierając oczy rękawem szlafroka. W końcu Brevon wypuścił Voice z uścisku, uśmiechając się do niej z czułością i całując w zarumieniony policzek. Wszyscy rozsiedli się z powrotem w swoich fotelach, jednak atmosfera wyraźnie się zmieniła. Byli jeszcze bardziej uradowani i podekscytowani, wydawało się, że nic nie zepsuje tego uroczystego nastroju, a mały kotek szalał wśród kokard, wstążek i szeleszczących papierów, wzbudzając rozbawienie i czułość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Pon Mar 13 2017, 16:29

Coraz lepiej rozumiała, czym właściwie jest szczęście. Szczęście miało uśmiech Lavinii i dłonie Brevona, i mądrość Magnusa. Szczęście miało rozwiane włosy Arthura, pachniało Percivalem i śmiało się jak bliźniaczki. I szczęście dało się złapać. Zamknąć w takiej chwili jak ta i trzymać, po prostu trzymać, rozsmakowując się w nim. I Voice miała wrażenie, że to jednak wcale nie jest takie trudne. Bo miłość jest prosta... i czasami po prostu sami ją sobie komplikujemy.
- Grzeczny chłopiec - zachichotała rozkosznie, po czym pocałowała go bardzo słodko i delikatnie. Nigdy nie marzyła o ślubie. Większość dziewcząt oczyma wyobraźni widziało już białą suknię, kryształowe pantofelki i niebieskookiego blondyna w smokingu... a Voice w swojej przyszłości widziała ciemność i przerażającą pustkę. Dopiero Percy dał radę to zmienić, dotrzeć aż do jej trochę zmarzniętego serca i je ogrzać. I spowodować, że w jej głowie zaczęła powstawać nieśmiała wizja idealnego wesela, najpiękniejszej wiązanki i pierwszego tańca, który dla nich byłby tylko jednym z wielu innych, choć z pewnością wyjątkowym...
Voice uśmiechnęła się do Brevona z wdzięcznością, a jej serce znów zabiło szybciej. Naprawdę był dla niej jak ojciec - bardzo mu ufała i polegała na nim, na jego spokoju i opanowaniu, tak różnym od gwałtowności Percivala.
- Dziękuję, tato. Bardzo dziękuję - odparła lekko zduszonym ze wzruszenia głosem, wtulając się w niego. Miała wrażenie, że właśnie w tym momencie wszystko się rozwiązało. Że znalazła ojca, znalazła oparcie i że właśnie ten element pomoże wszystko ostatecznie ustabilizować. Po jej policzkach znów popłynęły łzy, gdy na plecach poczuła ciepło ciała Grace.
- Grace, głuptasie... siostrzyczko... - wydusiła z trudem, ocierając swoje wilgotne policzki. - No już, nie płacz, tylko pokazuj, co tam wymyśliłaś - odparła już nieco pogodniej, a gdy Brevon wypuścił ją z uścisku, uśmiechnęła się promiennie i jeszcze krótko ścisnęła jego ramię, szukając wsparcia. Wreszcie wróciła na kanapę, tuż przy Percivalu, którego zupełnie impulsywnie złapała za rękę. Patrzyła z rozczuleniem na kotka, a raczej kicię, która doskonale się bawiła, hałasując kolorowymi papierami. - Będę panią Follett - szepnęła jeszcze narzeczonemu do ucha, muskając je lekko wilgotnym nosem. Było jej dobrze, tak po prostu dobrze, gdy miała swoich bliskich obok, gdy czuła ciepło męża, a jej nowy dzieciaczek wszystkich rozczulał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Pon Mar 13 2017, 23:33

Jego rodzina nigdy nie wierzyła, że Percy się ustatkuje. Może z wyjątkiem dziadka, który był o niego dziwnie spokojny, wiedząc, że wnuk ma jego temperament i kiedy znajdzie tę właściwą, inne kobiety przestaną go interesować. I oczywiście miał rację. Od chwili, gdy zobaczył Voice, wiedział, że Percy zakochał się po uszy, na dobre i do grobowej deski. Znał to spojrzenie, ten uśmiech, ten ton i nie miał wątpliwości, że za jakiś czas Voice zostanie panią Follett. Tak po prostu musiało być.
Odkąd Percy poznał Voice, nie potrafił sobie wyobrazić życia bez niej. W zastraszającym tempie jego wyobraźnię zasiedliły wizje ich przyszłości, zaręczyn, ślubu, dzieci, wspólnego domu, pierwszych siwych włosów... Nie potrafił nic na to poradzić. Nocami leżał bez ruchu, wpatrując się w sufit i pozwalając tym obrazom przepływać przez jego umysł i zostawiać w nim trwały ślad, który urastał do pewności, że to wszystko pewnego dnia stanie się prawdą.
Percy też ufał swojemu ojcu. Mogło się wydawać, że dwa tak różne charaktery nie mogą się ze sobą zgadzać, ale było wręcz przeciwnie. Podobnie jak Voice, Brevon miał na syna dobry wpływ, potrafił go wyciszyć, uspokoić, a wspólne godziny spędzone na chodzeniu po lesie stworzyły między nimi silną więź i głębokie zaufanie.
Brevon tulił ją do siebie łagodnie i czule, tak jak zawsze tulił swoje córki, kiedy tego potrzebowały. Mimo że nie mówił zbyt wiele, stanowił oparcie dla całej rodziny i potrafił kilkoma słowami rozwiązać wszystkie problemy.
- Moja córeczka... - powiedział miękkim, łagodnym tonem, przeczesując jej włosy i uśmiechając się z miłością.
Grace chlipnęła w odpowiedzi, po czym roześmiała się swoim śmiechem psotnego chochlika i podbiegła do choinki. Percy objął Voice ramieniem i pocałował ją w szyję z głośnym cmoknięciem, uśmiechając się z czułością.
- Będziesz. Będziesz moją żoną - odszepnął, zaciskając lekko palce na jej ramieniu.
Po chwili podbiegła do nich Grace z figlarnym uśmiechem i wręczyła Voice płaskie fioletowe pudełko ozdobione złotą wstążką. W środku znajdował się czarny gorset ze wstawkami z czarnej koronki, a do tego koronkowe czarne stringi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Wto Mar 14 2017, 16:47

Potrzebowała kogoś, kto pokazałby jej, jak piękna jest wolność. Bo Voice nigdy nie była wolna - krępowały ją zasady, kompleksy i długa lista rzeczy, których nie wypada robić i mówić. Percy powoli ją oswajał. Sprawił, że poczuła się piękna, ważna i nareszcie zauważyła, że szczęście naprawdę na nią czeka. Do niedawna naprawdę uważała, że jeśli pokocha jakiegoś faceta, to będzie to okrutny dupek, co rusz podnoszący na nią rękę i wykorzystujący jej delikatność, i że tylko ktoś taki mógłby ją zechcieć. Okazało się jednak, że czekał na nią wspaniały, ciepły i czuły mężczyzna, który łaskotał ją na dzień dobry i całował na dobranoc; który przynosił jej bez okazji kwiaty albo drobne prezenty, i dbał o nią, i smażył dla niej naleśniki, i parzył malinową herbatę, i przytulał w nocy, gdy nie mogła zasnąć lub miała koszmary. I był z nią, po prostu z nią był, gdy potrzebowała bliskości i wsparcia. To on jako pierwszy słyszał jej niczym nieskrępowany, słodki śmiech, widział odchyloną do tyłu głowę, rozkoszny uśmiech i uroczo, delikatnie zmarszczony nosek. Chyba właśnie ten śmiech najlepiej świadczył o tym, jak bardzo mu ufała i jak bardzo go kochała.
Pokochała Percivala, jego rodzinę i puszczę. Nie umiałaby tego tak po prostu zostawić, odpuścić. Dopiero tutaj zaczynało się życie. Wszystko, co działo się wcześniej, było nędzną wegetacją i bezczynnym czekaniem na koniec. A przecież życie to ruch - ruch i miłość, i wolność. Bo chociaż miłość zamyka pewne drogi, to otwiera inne.
Zachichotała słodko, gdy pocałował ją w szyję, i odwdzięczyła się całusem w policzek, czochrając lekko jego włosy. Po chwili już trzymała w dłoniach wyjątkowo klasyczny (jak na Grace) pakunek. Prezent otwierała niespiesznie, jak zwykle uważając, by nie porwać papieru i nie rozerwać wstążek, a gdy zobaczyła zawartość...
- Mmm... podoba ci się, Percy? - spytała z lekkim rozbawieniem w głosie, unosząc wymownie brwi. Nie spodziewała się takiego prezentu, ale marzyła właśnie o takim gorsecie. - Grace, ty słodki chochliku, skąd taki rozkoszny pomysł? - zagadnęła, puszczając oczko swojej ukochanej siostrzyczce, która właśnie wręczała Percivalowi kolejny prezent od Voice.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Wto Mar 14 2017, 21:13

Z zachwytem obserwował, jak Voice rozkwitała. Jej policzki nie były już zapadnięte, oczy lśniły blaskiem, a ciało słodko się zaokrągliło, mimo że wciąż była smukła i gibka. Każdy dzień dodawał jej pewności i wiary i było to widać gołym okiem. Jej śmiech za każdym razem tak samo go urzekał, sprawiał, że serce Percy'ego ogarniało cudowne ciepło i był gotów na wszystko, by zawsze się śmiała tak szczerze i radośnie. Uwielbiał ją rozpieszczać, przynosić kwiaty, drobiazgi, szeptać komplementy i smażyć naleśniki. Zupełnie oszalał na jej punkcie i zrobiłby dla niej wszystko, byleby tylko była szczęśliwa. Ufał jej, co wcale nie było takie oczywiste, bo do tej pory Percy ufał jedynie swojej rodzinie, w stosunkach z kobietami i znajomymi nakładając maskę czarującego uwodziciela, a jednocześnie twardego faceta, którego nie można było zranić. Voice znała wszystkie jego słabe punkty, wiedziała, czego się boi i bez słowa wtulała się w jego bok, kiedy potrzebował jej ciepła, mimo że nie potrafił wyrazić, co właściwie go gryzie. W jednej chwili była w stanie go uspokoić, ugłaskać, wyciszyć jego gniew i sprawić, że odzyskiwał panowanie nad sobą. Voice powoli go zmieniała, co nie uszło uwagi jego rodziny, która pokochała ją za to jeszcze bardziej.
Widząc prezent od Grace, Percy przygryzł lekko dolną wargę, wyobrażając sobie, jak Voice będzie się prezentować w tym uroczym komplecie.
- Bardzo... obejrzymy go jeszcze potem razem...? - szepnął jej do ucha z łobuzerskim błyskiem w oku.
- Wiesz, że nie lubię praktycznych prezentów, no i zobaczyłam to na wystawie w Toronto i pomyślałam, że bosko byś w nim wyglądała - odparła niewinnie Grace, cała rozpromieniona i bardzo zadowolona z siebie, podając Percy'emu prezent od Voice.
- Romeo i Julia? Dziękuję, skarbie, ślicznie wydane. Mam nadzieję, że my jednak skończymy lepiej - roześmiał się wprost do jej ucha, kartkując książkę i z przyjemnością oglądając ilustracje. W tym czasie Grace się uwinęła i wręczyła Voice jeszcze jeden prezent od narzeczonego. Paczka opakowana była w papier w urocze choinki z siedzącymi na ich gałęziach ptaszkami, a w środku znajdowała się cieplutka, gruba bluza z wizerunkiem szopa pracza i kapturem z czarnymi uszkami. Cóż, gdyby się nad tym zastanowić, to bardziej naturalne byłoby, gdyby to właśnie ten prezent pochodził od Grace, a gorset od Percy'ego, ale właściwie nie miało to znaczenia. A przynajmniej Percy miał taką samą niespodziankę, jak i Voice.
Kociak szalał wśród wstążek i papierów, aż w końcu się zmęczył i pomiaukując zaczął gramolić się na kolana Voice. Percy roześmiał się ciepło i podniósł malca, by usadzić go na kolanach narzeczonej i pogłaskać po łebku. Było mu tak dobrze, że ten moment mógłby trwać wiecznie.
Cały dzień minął na świętowaniu, oglądaniu prezentów i leniwym cieszeniu się swoją obecnością. Nareszcie wszyscy mieli czas, żeby spokojnie porozmawiać - nawet Arthur i Percy ani razu się nie posprzeczali, jakby świąteczna atmosfera pozwoliła im nareszcie znaleźć wspólny język. Po kolacji wszyscy byli objedzeni i senni, ale nie mogli sobie darować rodzinnego śpiewania kolęd. Było przy tym dużo śmiechu i wszyscy doskonale się bawili, ale w końcu zmęczenie wzięło górę i cała rodzina powoli zaczęła się rozchodzić do swoich pokoi, zbierając się do snu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Czw Mar 16 2017, 21:44

Zawsze się denerwowała, gdy widziała, że Percy jest zły albo smutny, albo że coś go trapi. Wtulała się wtedy w niego i czule głaskała po plecach, piersi i policzkach, a gdy nieco się uspokajał, nuciła mu do ucha kołysanki, szeptała słodkie słówka i całowała ciepłe dłonie, starając się wywołać na jego twarzy uśmiech i odciągnąć myśli od tego, co zepsuło mu humor. Niewątpliwie miała w tym dużo wdzięku i czasami była wręcz rozczulająca, mamrocząc mu do ucha, że zaraz go pogryzie, taki jest słodki. Momentami miała wrażenie, że to wszystko jest strasznie dziecinne, zbyt sielankowe i urocze, ale tak było dobrze. Czasami się kłócili, by potem zupełnie odpływać w swoich ramionach; czasami Voice płakała, by potem siedzieć na jego kolanach i bezwstydnie domagać się noszenia na rękach. Przy nim nie musiała udawać, mogła po prostu być sobą - czarującą, kruchą blondynką, bardzo spragnioną uwagi i miłości.
- Oczywiście... - zamruczała mu do ucha, delikatnie muskając je wargami. Wyglądała na szczęśliwą i odprężoną. - Czy ja wiem, czy to Romeo i Julia... - zamyśliła się, po czym wyjęła różdżkę i uderzyła nią dwukrotnie w okładkę. Tytuł zmienił się na Percival i Voice, na obrazkach królowała smukła blondynka i umięśniony brunet. Wśród postaci, oprócz głównych bohaterów, znajdowała się Lavinia, a także Brevon, Magnus, bliźniaczki, Arthur, koledzy i trener Percy'ego, szefowa i kilka koleżanek Voice, jej nauczyciel eliksirów, dawny sąsiad - pan Wiggs oraz wiele innych osób. Voice przerzuciła kilka kartek, by pokazać narzeczonemu zmienioną treść, po czym zatrzymała się na pierwszej czystej stronie i przycisnęła do niej różdżkę. - Pewnej grudniowej nocy cała rodzina Follettów zasiadła do stołu, by uczcić święta Bożego Narodzenia - powiedziała, a jej słowa powoli wypełniały linijki. Uśmiechnęła się niewinnie, mając nadzieję, że wspólne dzieło jej i nauczyciela zaklęć spodoba się Percivalowi.
Rozczuliła się na widok bluzy i jeszcze raz uściskała mocno narzeczonego, wylewnie mu dziękując i całując po policzkach. Jeszcze długo siedzieli razem, śpiewając kolędy, jedząc, rozmawiając i oglądając prezenty, a dla Voice czas w dużej mierze upłynął na głaskaniu kici, którą nazwała Migotką, ze względu na wielkie, błyszczące oczy. Wieczorem, gdy Percy oddelegował się pod prysznic, postanowiła domknąć już ostatnią dręczącą ją sprawę. Na palcach ruszyła do biblioteki, spodziewając się, że zastanie tam Brevona. Oczywiście się nie pomyliła.
- Tato... mogę ci coś powiedzieć...? - spytała, cicho zamykając za sobą drzwi i trochę nerwowo drapiąc się po ramieniu. Przecież zamierzała opowiedzieć historię swojego życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Sob Mar 18 2017, 13:28

Może ich miłość chwilami rzeczywiście wydawała się dziecinna, ale tylko pozornie, bo tak naprawdę była dojrzała i trwała. Mimo że znali się tak krótko, oboje wiedzieli, że nie jest to zwykłe zauroczenie, które przeminie, kiedy feromony przestaną działać z taką siłą. Wystarczyło na nich spojrzeć, by zrozumieć, że łączy ich silne, głębokie uczucie, że idealnie się uzupełniają i dodają sobie wzajemnie sił. Nie musieli grać, nie musieli niczego udawać. Kłócili się, ale nie potrafili chować urazy dłużej niż przez kilka godzin, kiedy coś w nich pękało i musieli znów się w siebie wtulić, szepcząc słowa przeprosin. Uwielbiał nosić ją na rękach, rozpieszczać i zapewniać, że jest przy nim bezpieczna, kochana i że nigdy się to nie zmieni.
Tego Percy się nie spodziewał. Jak urzeczony wpatrywał się w ilustracje, które przedstawiały jego, Voice i wszystkich, którzy pojawiali się w ich życiu, rozpoznając poszczególne zdarzenia i postaci. Gdy przerzucała kartki, ze zdumieniem przypominał sobie chwile, spisane na kartach tej książki. Lekko zacisnął palce na ramieniu Voice, po czym pocałował ją w uśmiechnięte usta, słodko, ale mocno, czując, że w tej chwili nie potrafi wykrztusić ani słowa.
- Złotowłosa... to niesamowite... piękne, dziękuję. Ja... zrobię wszystko, żeby ta książka... była pełna najpiękniejszych wspomnień - wyszeptał niemal w jej wargi, po czym roześmiał się, rozpromieniony i szczęśliwy.

To był długi dzień pełen ciepła i radości, a wszyscy rozeszli się do swoich pokoi z poczuciem, że mają siebie wzajemnie, i sercami przyjemnie rozgrzanymi magią rodzinnych świąt. Brevon swoim zwyczajem zaszył się w bibliotece, czytając najnowsze wyniki badań dotyczących centaurów i sposobów nawiązywania pozytywnej relacji między nimi a czarodziejami (miał zamiar napisać polemiczny artykuł, bo autor najwyraźniej centaury widział tylko na obrazkach).
Słysząc głos Voice, uniósł spojrzenie znad książki i uśmiechnął się ciepło.
- Wszystko, co zechcesz, córeczko. Chodź, siadaj proszę - zachęcił ją, wskazując na miękki, wysiedziany fotel obity zielonym pluszem, który sprawiał, że wnętrze wydawało się jeszcze bardziej przytulne. Ogień na kominku trzaskał wesoło, a lampy naftowe rzucały przyjazne, miękkie światło. Co prawda w rzeczywistości jego źródłem była magia, a nie nafta, ale efekt był dokładnie ten sam. Brevon czuł napięcie Voice i nie bardzo potrafił znaleźć jego przyczynę. Przez cały dzień nie stało się nic przykrego, wręcz przeciwnie - atmosfera była wspaniała i Voice wydawała się odprężona i szczęśliwa. Aż do tej chwili. - Coś cię trapi, kochanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Nie Mar 19 2017, 11:32

Już teraz wiedzieli, że ich miłość nigdy nie będzie tylko wspólnym płaceniem rachunków i wychowywaniem dzieci, bo tak trzeba. Ich miłość była głęboka. Ich miłość opierała się na zaufaniu; na tym, że czuli się przy sobie bezpieczni i szczęśliwi, że nie musieli nikogo udawać. Wszystkie koleżanki zazdrościły jej tego, że ma przystojnego, sławnego faceta z portfelem grubszym niż standardowy. Pytały o to, czy daje jej prezenty, czy ma dużego i czy dobrze całuje... a ona zupełnie się tym wszystkim nie przejmowała, bo dla niej ważny był jego zapach, jego aksamitny głos i czuły uśmiech. Nikt nigdy nie pytał, czym pachnie Percy i czy umie ładnie szeptać. Tylko ją to interesowało, tylko ona dostrzegała to, czego nie dostrzegały inne dziewczyny.
Niektóre obrazki się poruszały. Rysunkowa Voice i rysunkowy Percy tańczyli walca, rysunkowa Lavinia ściskała syna i najmłodszą córeczkę, Percival siedział w fotelu z kolcami jeżowca w stopie... Roześmiała się słodko, cicho, gdy Percy pocałował ją w usta, i czule, słodko odwzajemniła pocałunek, głaszcząc delikatnie jest policzek.
- To ja dziękuję, Percy - wyszeptała miękko, w tym podziękowaniu zamykając całe swoje uczucie do niego. To nie była płatka radość. To była głęboka euforia, powoli nasycająca wszystkie komórki jej ciała.

Voice odetchnęła i usiadła wygodnie w fotelu, podciągając kolana pod brodę, trochę jak małe dziecko, które okropnie nabroiło i myśli, że w ten sposób się osłoni. Atmosfera biblioteki działała na nią odprężająco i sprawiała, że Voice jakby mniej bała się tego, co zamierzała powiedzieć Brevonowi.
- Tak, tato, bo wiesz... to nie jest tak, że nie mam ojca. Mam ojca, tylko nie mam matki. Joseph ją zostawił, gdy zaszła w ciążę. Wiesz, nienawidziła mnie. Krzywdziła, biła i kaleczyła, jakby to ja jej go odebrała. I w końcu, nie tak dawno, popełniła samobójstwo. Zostawiła mnie samą, ale... ale wtedy wrócił ojciec. I chciał naprawić relacje ze mną, ale ja nie chciałam. Nie umiem. Wiesz, on ma dużo innych dzieci... Poznałam dwóch moich braci. Byli w porządku, ale jeden zrobił dziecko i uciekł, a drugi wrócił do USA... I poznałam siostrę, ale ona mnie nienawidzi, chciała mi odebrać Percivala. Moi dziadkowie też nie żyją. W sumie nie mam żadnej rodziny. I... i ja nie chcę, żeby mój ojciec był na ślubie, ale nie chcę też, żebyście się zdziwili, że... że nikogo nie zaprosiłam. Bardzo ci ufam, tato, i... i dlatego bym chciała, żebyś to ty mnie zaprowadził do ślubu. Bo ja... ja nigdy nie miałam innej rodziny, niż wy... - wydukała jeszcze z trudem, bo po jej niezdrowo zaczerwienionych policzkach spłynęły gorące łzy. To wszystko nadal bolało, ale teraz, gdy znalazła prawdziwą rodzinę, wszystko wydawało się jakby prostsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Nie Mar 19 2017, 23:05

Jego koledzy widzieli w niej tylko zgrabną blondynkę o oszałamiającym uśmiechu i długich nogach, ale Percy miał zbyt wiele ładnych kobiet, by nie dostrzegać w niej czegoś więcej, czegoś, co opromieniało jej urodę i sprawiało, że stawała się jeszcze bardziej niezwykła, jeszcze wspanialsza i bliższa. Uwielbiał jej poczucie humoru i delikatność, kochał jej duszę, choć brzmiało to banalnie i sentymentalnie. W jej oczach była głębia, która poruszyła go przy pierwszym spotkaniu - kiedy nie wyglądała na piękną blondynkę, wychudzona i zaniedbana, głęboko nieszczęśliwa i zagubiona. Zafascynowała go jej prawdziwość, fakt, że była kimś więcej niż tylko ładną dziewczyną. Była człowiekiem, a w jej oczach widział całą gamę uczuć i myśli, które sprawiły, że chciał ją poznać. A potem po prostu się w niej zakochał.
Oglądał ilustracje z rozczuleniem, wspominając feralnego jeżowca, swoje oświadczyny, pierwszy pocałunek, pierwsze spotkanie... Kochał ją tak bardzo, że nie musiał nawet tego mówić. Wystarczyło, że spojrzała mu w oczy.

Brevon odłożył książkę i nieznacznie nachylił się w kierunku Voice. Na tyle, by zaznaczyć, że słucha z uwagą, ale nie na tyle, by poczuła się przez niego osaczona. Praca ze zwierzętami wyczuliła go na takie niuanse i sprawiała, że doskonale wyczuwał, jak powinien zachować się w danej chwili. Czyniło to go wspaniałym powiernikiem i słuchaczem.
Patrzył na Voice z troską, potem głębokim współczuciem, jednak w jego zachowaniu nie było nic dramatycznego. Nie wydawał się zaskoczony, ale głęboko poruszony słowami dziewczyny. Kiedy skończyła mówić, wstał z miejsca i przykucnął przy jej fotelu, zupełnie jakby był małą dziewczynką. Ujął jej dłonie i spojrzał Voice głęboko w oczy.
- Voice... córeczko... Odkąd pojawiłaś się w naszej rodzinie, wszyscy mamy poczucie, że zawsze byłaś jej częścią. Jakbyś była elementem układanki, którego zawsze nam brakowało, choć nie do końca zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Bardzo cię kochamy, wszyscy. Bardzo... bardzo mnie wzruszyła twoja prośba, kochanie, zwłaszcza, że od samego początku byłaś dla mnie jak rodzona córka. Z jednej strony rodziny się nie wybiera, ale... ale Percy cię wybrał, a my wiemy, że nie mógł wybrać lepiej. I gdybyśmy to my mieli wybierać, wybralibyśmy właśnie ciebie. Nie płacz, córeczko... to wszystko już minęło, teraz masz nas i Percy'ego. A my zawsze będziemy cię kochać i zrobimy wszystko, żebyś była szczęśliwa - zapewnił ją gorąco, patrząc jej w oczy z przejęciem. Chyba po raz pierwszy w zachowaniu Brevona i Percy'ego widać było podobieństwo. W tej żarliwości i szczerości z jaką składali obietnice. - Dziękuję, że mi powiedziałaś...- dodał ciepło, wciąż patrząc na nią swoimi ciemnymi, aksamitnymi oczami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Wto Mar 21 2017, 12:21

Przy Percivalu odkryła w sobie pokłady wdzięku, o które wcześniej nawet siebie nie podejrzewała. Nigdy nie sądziła, że może być aż tak kobieca, ciepła i że będzie gotowa dać jakiemuś mężczyźnie tyle uwagi i czułości. Nawet pieczenie jego ulubionego ciasta było dla niej przyjemnością, bo uwielbiała go rozpieszczać i wywoływać uśmiech na jego twarzy. Ze sobą byli po prostu szczęśliwi - nie potrzebowali niczego oprócz swoich objęć, i może jeszcze tych rozkosznych, słodkich szeptów i zapewnień, że będą zawsze razem. I to wcale nie były dziecinne obietnice, łamane ukradkiem na jakiejś przypadkowej imprezie. Oboje mieli już dosyć pustych romansów - potrzebowali spokoju i miłości, i ostoi, którą stał się ich wspólny dom. W ich domu pachniało kwiatami i świeżą skórką startą z cytryny. Czasami pachniało też potem i dezodorantem Percivala, a czasami eliksirami Voice, a to wszystko razem wzięte tworzyło właśnie ten wyjątkowy klimat.
Dom Follettów był inny. Równie ciepły, ale w inny sposób. Pachniał innymi rzeczami, i nawet dźwięki były inne. Nie zmieniało to jednak faktu, że Voice czuła się w nim wyjątkowo dobrze, a obecność rodziny Percivala działała odprężająco. Nawet teraz, wspominając trudne chwile, Cheney miała głębokie wrażenie, że jest bezpieczna i nie musi się zupełnie niczego bać. Delikatnie ścisnęła dłonie Brevona i posłała mu blady uśmiech, mimo że z jej jasnych oczu wciąż płynęły łzy.
- Tato... wiesz... tak się cieszę, że wreszcie wyjdę za Percivala... i już naprawdę będziecie moją rodziną. Bałam się, wiesz, że to pewnego dnia pęknie. Że już nie będzie mnie chciał, i że stracę was... ale już wiem, że was nigdy nie stracę. Kocham was, tato, dziękuję - powiedziała miękko. Brevon mógł dostrzec, że jej łzy już nie były gorzkie - zamieniły się w łzy szczęścia i wzruszenia, kapiące coraz wolniej, bo Voice zaczynała się uspokajać. - To ja dziękuję, że słuchałeś, tato... - szepnęła jeszcze, uśmiechając się delikatnie. Czuła się już o wiele lepiej, zupełnie jakby całe napięcie z niej zeszło. Nagle jednak drzwi do biblioteki cicho się otworzyły.
- Kochanie, możemy... och, Voice! Voice, co się stało? Percy coś powiedział...? - spytała z troską pani Follett, dostrzegając zapłakaną przyszłą synową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4672
  Liczba postów : 968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Pod jemiołą   Czw Mar 23 2017, 22:48

Niektórzy twierdzili, że pospieszyli się z zaręczynami i ślubem, ale Percy wiedział, że tego właśnie chcą. Być może byli młodzi, ale mieli pewność, że to nie zauroczenie ani chwilowy kaprys, ale głębokie uczucie, które nie zmieni się ani za rok, ani za trzydzieści lat. Chcieli w pełni należeć do siebie, stworzyć wspólny dom, w którym mogli być szczęśliwi. Zdążyli się wyszaleć i potrzebowali stabilizacji, miłości, a przede wszystkim - siebie nawzajem. Dlaczego więc mieliby nie składać sobie przysięgi małżeńskiej, skoro mieli pewność, że to właśnie ze sobą chcą spędzić resztę życia, mieć dzieci i dożyć starości? Na początku myślał, że zamieszkają razem dopiero po ślubie, ale gdy pojawiła się możliwość zamieszkania w Dolinie Godryka, stworzenia tam domu, te plany przestały mieć większe znaczenie i wszystko nabrało tempa. Ich dom był domem miłości i dało się to odczuć na każdym kroku. Kochał do niego wracać, odnajdywać ślady obecności Voice, tak naturalne i cudownie oczywiste, a przecież wciąż zaskakujące. Lubił ich wspólną szafę i kosmetyki Voice we wspólnej łazience. Kochał obserwować, jak Voice z uwagą czesała swoje złociste włosy, jak wkładała znienawidzone rajstopy i spryskiwała się perfumami. I wiedział, że nigdy się nie znudzi.
Brevon patrzył na nią z czułością i troską, głęboko wierząc, że będzie bardzo szczęśliwa z jego synem. Ta śliczna, urocza i bardzo skrzywdzona przez los dziewczyna zasługiwała na życie pełne miłości i szczęścia, a Percy był zdeterminowany, by jej to dać. Wierzył, że mu się to uda.
- Ćśśś... nigdy nas nie stracisz. A Percy bardzo cię kocha, tak jak i my. Teraz będziesz nosiła nasze nazwisko i całkiem oficjalnie będziesz należała do rodziny... choć należałaś do niej od chwili, gdy cię poznaliśmy - powiedział serdecznie, ocierając łzy z twarzy przyszłej synowej. Na widok żony Brevon wstał i uśmiechnął się do niej łagodnie. - Nic, kochanie, Percy jest niewinny. Po prostu rozmawialiśmy z Voice o tym, jak bardzo się cieszymy, że wejdzie do rodziny. Wszystko jest dobrze - zapewnił żonę, dochodząc do wniosku, że jeśli Voice będzie chciała, sama jej o wszystkim opowie.
Pani Follett nie naciskała, a jej oczy w jednej chwili zwilgotniały. Objęła Voice serdecznie i ucałowała, powtarzając, że jest jej najmłodszą córeczką i że bardzo ją kocha. A potem wszyscy rozeszli się do sypialni, podniesieni na duchu i szczęśliwi, że w ich życiu rozpoczyna się nowy rozdział, pełen miłości i szczęścia, w które głęboko wierzyli.

z/t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Pod jemiołą

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-