IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Hipnoza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 484
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Gracz






PisanieTemat: Hipnoza   Wto Kwi 18 2017, 14:16

Babka Aurelia nie była taka zła. Sypała mądrościami życiowymi na prawo i lewo, a jedenastolatkowi bardzo to imponowało. Kobieta nie ukrywała emocji. Gdy była zła, trzeba było usunąć się z drogi. Gdy ekscytowała się ich magicznymi zdolnościami, nie należało jej uspokajać. Było coś pięknego w tym, jak machała różdżką i gotowała wodę na herbatę. Theo obserwował, chłonął i miał nadzieję, że kiedyś posiądzie choć część takiej mocy, jaka wręcz emanowała od babki.
Ale najpiękniejsza z tego wszystkiego była jej pewność siebie i zdolność przekonywania. Już na samym początku wyznała, że jest hipnotyzerką i powinni na nią uważać - co, oczywiście, miało być żartem. Theodore jednak doszukiwał się perswazji nawet w zwykłym poleceniu pójścia spać. Z babką Aurelią fantastycznie się rozmawiało, ale tylko jeśli ona tego chciała. Kiedy kończyła rozmowę, nikt nie był w stanie nawet pomyśleć o prowadzeniu dalszych dyskusji.
- Też chcę tak umieć. - Oświadczył znienacka, choć kobieta była pogrążona w lekturze jakiejś starej książki i nie wydawała się być chętna na rozmowę. Theo zazwyczaj szanował jej poranny spokój. Kiedyś czytała wieczorami, teraz miała na to za słabe oczy. Chłopak był rannym ptaszkiem i ochoczo przesiadywał wraz z nią w niewielkim pokoju, który pieszczotliwie nazywała biblioteką.
- Sprecyzuj, kochany - nakazała, wkładając zakładkę do swojej książki.
- Chcę umieć hipnotyzować innych.
Aurelia Dobrzycka zawsze miała dobrą intuicję. Od razu widziała po człowieku, czy jest silny czy słaby, czy da się z nim porozmawiać czy nie. W tym chłopaku widziała potencjał i była pewna, że za jego słowami siedzi chęć czynienia dobra.
Wiedziała jednak, że to jeszcze dziecko, a ona sama nie nadaje się na mentorowanie.
- Porozmawiamy o tym, jak dorośniesz.
- Po co tracić czas? - Theo wcale nie zamierzał się poddawać. Postępował dość impulsywnie, ale widział w oczach babki, że nie potrzeba wiele do osiągnięcia celu. Chciał deklaracji, chciał obietnicy - chciał wiedzieć, że ktoś w niego wierzy. Słyszał już, jak trudna jest hipnoza i jak wiele czasu trzeba poświęcić na opanowanie tej sztuki. Wiedział, że zacznie od nudnego wertowania książek, że po drodze znudzi się i będzie chciał zrezygnować.
Ale wpływanie na innych w taki sposób mogło dawać zbawienne skutki.
- Theodore...
- Proszę. - Dodał, czując słodki smak zwycięstwa.
***
Na początku edukacji dokładnie sobie wszystko przemyślał. Wziął pod uwagę, że się znudzi, a w dodatku trudność postawionego przed nim zadania może go przerosnąć. Był gotów podjąć to ryzyko i właśnie przez ten swój ośli upór namówił babkę do współpracy.
Nie spodziewał się jednak, że jego główną przeszkodą będzie dystans.
Wyjazd do Francji w ogóle mu się nie uśmiechał - chociaż dla innych mogło wyglądać to inaczej. Theo bardzo się starał, aby wyjść na optymistycznie nastawionego braciszka. W rzeczywistości żył dla nocy, które spędzał nad książkami. Dla listów, które wysyłała mu babka. I powtarzał sobie w myślach za każdym razem, gdy znudzenie brało górę - kiedyś będzie mógł nakierowywać innych na dobrą drogę. Nie był w stanie przemówić matce do rozumu, ale to nic. Nauczy się.
***
Biblioteka w Drakensberg wcale nie była taka duża, ale Theo i tak udało się w niej zgubić. Dostał dokładne wskazówki - o hipnozie będzie w trzecim regale po lewej. Gapił się na półki, liczył w kółko i upewniał się, czy w ogóle patrzył na odpowiedni rząd regałów. Niestety, piętrzyły się przed nim najprzeróżniejsze powieści... Związane z astronomią.
- Hej, piękny. Zgubiłeś się? Pomóc ci jakoś? - Usłyszał nagle. Odwrócił się i spojrzał nieufnie na swojego rozmówcę. Kojarzył tego chłopaka. Był starszy, wiecznie uśmiechnięty i miał taki niesamowity błysk w oku. Kiedy się nie ruszał, wyglądał jak rzeźba z marmuru, doskonała pod każdym kątem. Theo nie przyznawał się do tego, że w myślach nazywał nieznajomego Adonisem.
- Szukam czegoś.
- Wymownie! Każdy człowiek czegoś szuka. Znam tę bibliotekę na wylot, piękny. Powiedz mi tylko, czego twoja dusza pragnie!
Adonis miał w sobie coś takiego, że chciało się z nim rozmawiać. Theodore sam nie wiedział, czemu jego usta nagle się rozwiązały - ale paplał już o hipnozie, a chłopak prowadził go wgłąb biblioteki i wyklinał system, w którym wszystko zostało pomieszane. Evermore sądził, że to będzie koniec ich znajomości, lecz jego towarzysz wyraźnie miał inne zdanie na ten temat.
- Może ci coś polecę? Przyznam szczerze, hipnoza to moja broszka. Od dziecka się tym interesuję, mój tato mnie uczy. Jestem w tym całkiem niezły, no ale wiesz... Sporo z tym roboty. A ty? Zainteresowany jesteś nauką hipnozy?
Theo poczuł, jak jego usta uśmiechają się w mimowolnym, szczerym uśmiechu.
***
- Mam dość. - To był prosty komunikat, którego Theo nawet nie starał się złagodzić. Głos miał przepełniony irytacją, w oczach kryło się znużenie, a postawa była bardziej niż lekceważąca.
- Co proszę?
Evermore przeniósł wzrok na swojego towarzysza. Kochał te jego ciemne włosy, delikatnie opadające mu na czoło. Kochał to, jak jego oczy pokazywały emocje. Kochał swojego Adonisa, ale teraz zwyczajnie nie mógł na niego patrzeć. Widział zawód i niedowierzanie, a to było zbyt bolesne.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie robisz żadnych postępów od jakiegoś czasu? Za to coraz częściej słyszę te pierdoły. "Jestem zmęczony", "to nie ma sensu", "kończmy już". Zadeklaruj się w końcu.
- Mówię tak właśnie dlatego, że nie widzę żadnych efektów. - Theo był trochę zdziwiony, że to wyszło w rozmowie. Miał wrażenie, że każde jego mruknięcie niezadowolenia było puszczane mimochodem. Tracił ochotę na bawienie się w hipnotyzera, bo coraz bardziej przypominało mu to właśnie zabawę - nie naukę. Trochę żałował, że skończył się etap książkowy. Wtedy mógł wykuć na pamięć formułki, pozaglądać do różnych lektur...
Teraz musiał robić z siebie idiotę i patrzeć, jak jego słowa pozostają słowami.
- Piękny, to nie jest takie proste. Wszystkie nasze sesje kończą się tak samo. Pierwsze dwa razy się starasz, a potem sobie odpuszczasz.
- Przepraszam, najwyraźniej się do tego nie nadaję.
Adonis parska śmiechem z niedowierzaniem. Jest trochę żalu w jego postawie, a to jeszcze bardziej denerwuje Theo.
- Dzień w dzień siedzimy razem i próbuję zmusić cię do zrobienia czegoś banalnego. Robi mi się już od tego niedobrze. Nie wiem, jak inaczej akcentować słowa, żeby miały "większą moc". Może muszę jeszcze popatrzeć sobie, jak czarujesz pierwszoklasistów. Tak, to mi z pewnością pomoże! - Evermore nawet nie zorientował się, gdy zaczął podnosić głos. Dopiero zaciekawione spojrzenia innych osób przesiadujących na stołówce go zaalarmowały.
- Czyli co, kończymy to wszystko?
- Nie wiem, czy jest sens to ciągnąć.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie, piękny.
Theodore zacisnął pięści pod stolikiem, tak aby nikt nie widział. To drążenie tematu zaczynało go męczyć. Wiedział, że to nawet nie jest prawdziwa kłótnia. Adonis chciał mu pomóc, oferował to od samego początku ich znajomości. Był jednak upierdliwy i dążył do tego, aby wykrzesać z Włocha jak najwięcej entuzjazmu wobec nauki.
A brak efektów potrafił zrazić chyba każdego!
- Jesteś artystą, tak czy nie?
Przytaknął skinieniem głowy, bo pytanie to zdawało się wyjątkowo wyrwane z kontekstu.
- Zostawiłbyś nieskończony obraz?
- To akurat się zdarza...
- Źle do tego podchodzisz. Twoje słowa mają być twoim płótnem, Romeo. Masz przelać w nie dokładnie tyle emocji i tyle pewności siebie, ile przelewasz za pomocą pędzli i farb.
Dłuższą chwilę nikt się nie odzywał. Theo obserwował swojego Adonisa, układając myśli w głowie. Te słowa sprawiły, że jego artystycznej duszy zrobiło się ciepło. To było dokładnie to, o czym zawsze marzył. Nie ująłby tego lepiej nawet gdyby bardzo się starał.
- Spróbujmy jeszcze raz. - Wydusił w końcu, wiedząc, że taka odpowiedź ucieszy jego rozmówcę o wiele bardziej, niż jakiekolwiek dziękowanie. Faktycznie, reakcją na jego słowa był przesłodki uśmiech. - Wstań, proszę.
- Chyba mnie nie słuchałeś. - Chłopak oparł się wygodniej, a rozbawienie z jego twarzy zaczęło powoli znikać.
- Wstań.
Przymknął powieki, bo ostentacyjne ziewnięcie wcale nie pomagało. Jak miał traktować rozmowę w ten sam sposób, w który traktował czyste płótno? W jednym słowie miał zawrzeć tysiąc pociągnięć pędzlem. Jednym słowem miał wyrazić coś tak błahego, jak głupią prośbę. W końcu nie chciał wiele - polecenie było banalne. Wcale nie zależało mu na samym wstaniu. Zależało mu na prostym fakcie.
Otworzył oczy.
- Wstań.
Sam dostrzegł różnicę w swoim głosie. Było w nim coś opanowanego i stanowczego, coś tak silnego... Dokładnie to, co podziwiał u babki Aurelii.
Patrzył, jak Adonis zrywa się tak prędko, że uderza się kolanami o stolik i przewraca swoje krzesło. Na jego twarzy nie pojawił się strach, niedowierzanie czy zaskoczenie. Od razu rozkwitł dumą, porywając Theo do solidnego uścisku.
To było to. Tego właśnie szukał, tej siły pełnej spokoju. Tego poczucia, że z odpowiednim podejściem uda mu się zmienić tok rozumowania drugiej osoby.
***
Był pewien, że to się nie uda.
Nie musiał się nawet zastanawiać. Od chwili gdy usłyszał, że "czeka go lekcja specjalna" doskonale wiedział, że wszystko się posypie i wyjdzie tragicznie. Co z tego, że ufał swojemu Adonisowi? Wiedział, że nie radzi sobie z normalnymi lekcjami hipnozy.
Jak się okazało, jego obawy miały całkiem niezłe podłoże. Oryginalność tych zajęć polegała na łamaniu zasad i wymykaniu się z Drakensberg. Jakby tego było mało, Adonis wymyślił sobie wejście do klubu.
Klubu, nocnego klubu. Miejsca, w którym na szesnastolatków nikt nawet nie patrzył. Mugolskiej placówki, w której nie powinni zjawiać się uczniowie czarodziejskiej szkoły. Posiadanie bliskich o niskim stopniu czystości krwi chyba jednak nie było tak dobre, jak mogłoby się zdawać...
- Możemy już wracać? - Mruknął Theo, czując się dziwnie podczas stania w kolejce do klubu. Ciągle zerkał na ochroniarza, sprawdzającego przy drzwiach dowody osobiste. Zastanawiał się, czy może to wyjście ma na celu sprawdzenie jego wytrzymałości psychicznej. Otóż było słabo, bo w hipnozie czuł się tak pewnie, jak wozak na grzbiecie hipogryfa.
- Mówiłeś, że chciałbyś kiedyś wyjść na miasto - zauważył starszy chłopak, uśmiechając się promiennie do stojącej obok ciemnoskórej kobiety, wpatrzonej w nich nieufnie. - To wyszliśmy.
- Teraz mówię, że chcę wrócić. Narobimy sobie tylko kłopotów...
- Romeo, trochę wiary we własne możliwości. O, popatrz. - Chłopak wyprostował się odruchowo, stając przed ochroniarzem.
- Dowód? - Burknął mugol, wyciągając rękę. Theo poczuł, że skręca go w żołądku ze zdenerwowania. Co w ogóle miał zrobić? Hipnoza hipnozą, on nie miał pojęcia, jak mógł się z tego wywinąć. Doskonale wiedział, że wygląda jak dzieciak.
- Już pan sprawdzał, jestem pełnoletni.
Theo sapnął z niedowierzaniem. Była w tym głosie taka lekkość, taka pewność i taka beztroskość. Ile dałby za coś takiego! Zerknął na ochroniarza, który przytaknął zgodnie i pozwolił przejść chłopakowi za swoje plecy.
Czujne spojrzenie Adonisa sprawiało, że Evermore zaczął się jeszcze bardziej denerwować.
- Dowód?
W pierwszym odruchu Włoch chciał zacząć szukać portfela, później zorientował się, że przecież jego słowa mają wystarczyć. Nie chciał zawieść swojego towarzysza, toteż wziął głęboki oddech i spojrzał ochroniarzowi prosto w oczy.
- Przecież już pan sprawdzał! Jestem pełnoletni.
Nie potrzeba było wiele aby zorientować się, jak puste były te słowa. Theo sam zdziwił się, że komukolwiek w ogóle może tak zadrżeć głos. Biorąc pod uwagę fakt, jak szybko został wyrzucony z kolejki, stres nie należał do jego sojuszników.
- No, to widzimy się jutro, piękny!
Ciemnowłosy drgnął z zaskoczeniem na okrzyk Adonisa. Odprowadził go wzrokiem do drzwi klubu, a potem gapił się na nie, aż ochroniarz zwrócił mu uwagę.
Theo czuł się teraz jeszcze gorzej. Jego chłopak poszedł bawić się sam, bo on nie potrafił zahipnotyzować jednego mugola.
- Cudownie - mruknął sam do siebie. Pamiętał w ogóle jak wrócić do szkoły?
***
Miał wrażenie, że cierpienia w swoim życiu doznał już wystarczająco.
Nie wiedział nawet, czy wracać myślami do śmierci ojca, czy matki. Czy zastanawiać się nad tym jak został oderwany od rodziny, czy koncentrować się na złamanym sercu. Patrzył po prostu na chorą babcię i nie rozumiał, czemu to wszystko musi się dziać.
- Zachowujesz się, jakbym już nie żyła. - Aurelia Dobrzycka miała już słaby głos, ale była w stanie przekierować trochę energii w blady uśmiech.
- To tylko drobna choroba. Wiem, że nie umierasz.
- Skoro tak uważasz, to jesteś głupi.
Theo zaśmiał się krótko i usiadł na fotelu. Wcześniej stał on w bibliotece, ale musiał go tutaj przytargać, żeby siedzieć obok babci. Robili zmiany - całą trójką. Aby staruszka nie została sama.
- Nie opowiadasz w ogóle o Drakensberg. Tak źle ci tam było?
Nie czuł się na siłach, aby do tego wracać.
- Wszystko wiesz z listów...
- Tak, wiem. Jakiś chłopak uczył cię hipnozy. To mnie martwi, kochany - przyznała szczerze babka. Nie chciała myśleć, że Evermore mógł w jakiś sposób stracić swoje dobre intencje. Wiedziała jednak, że różne zdarzenia zmieniają ludzi - a Theo przeszedł tyle, że mógł się złamać.
- Wciąż mam wiele nauki... Muszę trenować.
- Pamiętasz czemu w ogóle wpadł ci do główki pomysł zostania hipnotyzerem? - Aurelia zaniosła się kaszlem. Uspokoił ją dopiero łyk podsuniętej przez Theo herbaty ziołowej.
- Przez matkę.
Doskonale to pamiętał. Dalej chował w sobie żal... Nie pomógł swoim bliskim. Stracił w swoim życiu zbyt wiele. Nic nie mógł poradzić na szaleńcze zachowanie matki. Nijak nie zareagował na decyzję państwa Dejonse na odesłanie go do Afryki.
- Przez hipnozę mogę... Nakierowywać ludzi. Mogę im pokazywać, jak łatwo czyni się dobro. - Głos zszedł mu prawie do szeptu. Czuł się dziwnie, tłumacząc coś takiego. Pamiętał, jak beztrosko podchodził do hipnozy jego Adonis.
- Tylko nie zacznij mi nigdy hipnotyzować ludzi dla jakichś błahostek. Jak zobaczę, że źle wykorzystujesz ten dar, to zacznę cię nawiedzać! - Aurelia uśmiechnęła się łagodnie, chwytając chłopaka za rękę. Wiedziała, że nie musi się martwić. Nie znała nikogo, kto bardziej zasługiwał na opanowanie tej zdolności.
- Och, dobrze. Obiecuję, że nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji. - Theo pokręcił głową z rozbawieniem.
- Ale naucz się, kochany. Naucz się i korzystaj z tego tak, jak zaplanowałeś.
- Obiecuję. - Powtórzył.
Nie wiedział, jak ważna stanie się dla niego ta obietnica. Nawet w obliczu tak oczywistej straty nie wyobrażał sobie, że babka faktycznie umrze, a on pozostanie skazany sam na siebie.
***
Bycie studentem miało swoje plusy. Theo miał wrażenie, że tyle wolnego czasu, to nie posiadał przez całe swoje życie. Lekcje były, faktycznie, ale jakoś tak przyjemniej się na nie chodziło. Zapewne wielki wkład w to wszystko miała nowość, jaką był dla osiemnastolatka Hogwart.
Podobał mu się nie tylko sam zamek, który od pierwszej chwili chciał uwiecznić na obrazie. Wyjątkowo zakochał się w błoniach otaczających budowlę. Już zastanawiał się, jak wyglądają w zimę, jesień...
Upatrzył sobie idealne miejsce, w którym miał rozpocząć szkice. Zmarszczył brwi, wpatrując się w sylwetkę jakiegoś chłopca, leżącego beztrosko na trawie.
- Wydaje mi się, że uczniowie mają teraz lekcje... - Zagadnął, obracając w palcach ołówek. Rudzielec spojrzał na niego z przestrachem, zapewne spodziewając się jakiegoś nauczyciela. Theo nie należał jednak do kadry pedagogicznej i raczej nie wyglądał zbyt groźnie - chłopiec roześmiał się szczerze.
- Mam historię magii.
- O, bardzo ciekawy przedmiot. - Evermore pokiwał głową. W jego rodzinie czas zawsze był ważny, a tracenie go należało do sporych przewinień. Ten chłopiec zdawał się marnować czas, kosztem omijania lekcji studiowania jego biegu.
- Jasne. Chyba jednak sobie daruję.
Theo przykucnął obok leżącego chłopca. Wbił w niego spokojne spojrzenie, chociaż kąciki ust dalej uniesione miał ku górze, w bardzo sympatyczny i radosny sposób. Wiedział, że właśnie taka zrelaksowana postawa najbardziej pomaga mu w używaniu hipnozy.
- Chyba jednak nie. Idź na lekcję historii magii, młody. Szkoda tracić czas. - Powiedział, klepiąc lekko dzieciaka po ramieniu.
Rudzielec zaczął się podnosić, a na jego twarzy przez chwilę pojawiło się prawdziwe zamyślenie.
- No niby tak...
- I nie zrywaj się więcej z lekcji, przecież to idiotyczne. No, marsz do zamku! - Dodał głośniej, siadając sobie wygodnie.
Nie zaczął rysować do momentu, gdy chłopiec nie zniknął mu z pola widzenia. Uśmiechnął się szeroko sam do siebie, podziwiając Hogwart.
Cóż, gdy zaczynał naukę hipnozy właśnie tego oczekiwał. Pomagania innym, choćby takimi drobiazgami, jakimi było namawianie uczniów do chodzenia na lekcje...
Zresztą, obietnica dalej go zobowiązywała. Nie po to tyle czasu ćwiczył i męczył siostry, aby teraz pozwalać pierwszoklasistom na omijanie zajęć!
Miał pomagać? To pomagał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Leeds
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 617
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14348-berenice-valerie-cairndow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14361-berka-przygarnie#380345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14362-valerian#380346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14363-berenice-v-cairndow#380347




Gracz






PisanieTemat: Re: Hipnoza   Wto Kwi 18 2017, 17:11

Podanie dobre chociaż długie Razz Ode mnie masz akcept.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 454
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Hipnoza   Sro Kwi 19 2017, 12:24

Drugi akcept, genetyka przyznana Wink
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Hipnoza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
dodatki
 :: 
spis genetyk
-