IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 449
  Liczba postów : 1019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Salon   Pią Kwi 28 2017, 13:13


Salon


Salon, zwany inaczej pokojem dziennym na co dzień jest centrum domu. To tutaj rodzina spędza czas popołudniami, tutaj również odbywają się mniejsze spotkania towarzyskie. Salon jest urządzony bardzo elegancko, ale jak na standard rodziny Dearów dość minimalnistycznie. Najbardziej charakterystycznymi elementami wystroju pokoju są fortepian (podarowany z okazji ślubu Jacoba i Victorii przez rodzinę Lanceleyów) oraz zabytkowy kominek z pięknymi płaskorzeźbami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 649
  Liczba postów : 827
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Pon Gru 25 2017, 02:52

I szopkę należało zacząć od nowa.
Wszystko toczyło się swoim zwyczajnym, "świątecznym" rytmem. Matka i ojciec podczas obiadu wykazali względne zainteresowanie losami każdego z nas z osobna. Po raz pierwszy od dawna znalazłem się w centrum uwagi na nieco dłużej niż pięć niezręcznych minut, bowiem w ostatnim czasie moje narzeczeństwo zostało rozwiązane. Chwała Merlinowi, lepszego momentu nie było, byśmy wszyscy dowiedzieli się o skrywanym przez Tenderów sekrecie. Dziecko zmieniło praktycznie wszystko, bowiem było świadectwem kłamstwa francuskiej rodziny, czego moja nie potrafiła zaakceptować. Układ rozwiązał się szybko, nieszczególnie pokojowo, ojciec odesłał Tenderów tam, skąd przybyli i może mógłbym pomyśleć, że sprawa będzie jakoś szczególniej omówiona w rodzinnym gronie, lecz wygasła równie szybko, co w ogóle się pojawiła. Zupełnie jakby podobne rzeczy działy się tu codziennie - a w tym również nie było wielkiego kłamstwa. Beatrice niedawno zakończyła swój związek, również zrywając zaręczyny ku uciesze każdego z nas - jej facet był beznadziejny i mimo że nikt nie mówił tego na głos, każdy po cichu liczył, że dziewczyna przejrzy na oczy. Później temat przeniósł się na Vivien oraz jej muzyczny debiut, skomentowany wiadomym spojrzeniem ojca oraz chyba niespecjalnie szczerą, matczyną gratulacją. Dorien miał nieco więcej do powiedzenia, bowiem Ministerstwo w ostatnim czasie miało mnóstwo pracy, ale niespecjalnie go słuchałem. Zająłem się grzebaniem w talerzu.
A gdy szopka dobiegła końca, zasiedliśmy wszyscy w salonie. Rodzice poszli na przechadzkę po oprószonym śniegiem ogrodzie, zostawiając nas w ciszy i niezręczności. Siedziałem, założywszy jedną nogę na drugą, i bawiłem się guzikiem przy mankiecie eleganckiej koszuli. Kołnierz nieco pił mnie w szyję, ale starałem się nie zwracać na to uwagi. Powiodłem wzrokiem po twarzach rodzeństwa.
- Kupiliście mi coś na święta? - zapytałem w końcu, próbując rozluźnić atmosferę. Tak się składało, że w tym roku przygotowałem prezenty dla każdego z nich.

@Dorien E. A. Dear, @Vivien O. I. Dear, @Beatrice L. O. O. Dear, zapraszam! Akurat dziś mają zostać rozdane prezenty, to się dowiemy wszyscy, co kto komu podarował Ing face
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Salon   Pon Gru 25 2017, 10:29

Jak ja nienawidzę świąt, pomyślała Beatrice schodząc wieczorem na uroczystą kolację. Po prostu ten czas w domu rodziny Dearów zawsze przywodził jej na myśl najgorsze wspomnienia. Ta atmosfera zawsze była tak usilnie sztuczna i nieszczera, że odechciewało się wszystkiego. Rodzice udawali, że się przejmują losem swoich już dorosłych dzieci, a piątka rodzeństwa udawała, że kocha się wzajemnie i ta rodzinna atmosfera jest wszystkim na rękę. Prawda natomiast była taka, że Bea miała to wszystko głęboko w dupie. Najchętniej zaszyłaby się w swoim pokoju, z dobrą książką w ręku i lampką czerwonego wina na stoliku nocnym. Ale niestety, tego zrobić nie mogła.
Dlatego zeszła wieczorem na dół, odświętnie ubrana. Za pomocą swojej zdolności wydłużyła sobie znacznie włosy tak, aby bez problemu mogła je zaczesać w elegancki kok. Wyglądała dobrze, ale nie miało to najmniejszego znaczenia. Wiedziała, że swoje i tak usłyszy przy rodzinnym stole.
I dużo się nie pomyliła. Najpierw temat zszedł na Caluma, który to stracił narzeczoną. Jak mi smutno, jak mi źle z tego powodu pomyślała Bea, z wdziękiem nakładając na talerz koleją porcję jedzenia i z uśmiechem na ustach. Mam to w dupie miała ochotę powiedzieć, kiedy usłyszała o kolejnych poczynaniach muzycznych siostry. Dla Doriena postanowiła nawet w myślach być miła, bo w końcu ostatnio uratował ją i Yvonne z opresji. A w końcu przyszedł czas aby i ona swoje odcierpiała. Już dawno się zorientowała, że związek z Maxem to była jedna wielka porażka, ale słuchanie o tym po raz setny w czasie ostatnich kilku dni nie należało do specjalnie miłych. Przyjęła to jednak z godnością, jakiej od najmłodszych lat została nauczona. Ale gdzieś w głowie pojawiła się myśl, że trzeba było przyjąć zaproszenie Clauda i wyjechać stąd w cholerę.
Gdy przenieśli się do salonu, szybko zajęła swój ulubiony fotel w kącie pomieszczenia. Trzymała w dłoni kubek z gorącą herbatą, dzięki czemu czuła się tak, jakby mógł on ją ochronić przed jej wspaniałym rodzeństwem.
-A byłeś grzeczny w tym roku? - zapytała, szczerząc zęby do Caluma. I nie, wcale tutaj nie chodziło o uśmiech. Raczej o zademonstrowanie, że jej są piękne i wszystkie są jej własnymi zębami, czego nie do końca można było powiedzieć o Calumie. Była ciekawa, czy złapie tę aluzję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 449
  Liczba postów : 1019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Pon Gru 25 2017, 23:03

Chyba nikt z naszego rodzeństwa nie lubił świąt w domu Dearów - były one do granic możliwości nudne, niezręczne i sztywne. Ciekawiej robiło się tylko gdy odwiedzaliśmy naszą liczną rodzinę ze strony Fairwynów, a Boże Narodzenie w domu było wielką katastrofą.
Ubrana w stosowny strój, który był dla mnei zdecydowanie zbyt sztywny pojawiłam się przy stole. Zasiadłam koło mojego ulubionego starszego brata i z trudem spożywając podane przez skrzaty dania sprawiałam pozór brania udziału w najsztywniejszej rozmowie tego roku. Temat zszedł na moją pracę z Druzgotkiem - w normalnych okolicznościach zapewne rodzice obdarzyliby mnie gorzkim komentarzem, ale ze względu na fakt iż zostałam już ukarana, czy też raczej (jak to zwykła mówić matka) utemperowana rodzice mi odpuścili. Najwyraźniej obydwoje uważali, że przedwczesne zamążpójście to znakomity pomysł na to, żeby mnie życiowo ogarnąć. Mimo iż Leander wydawał się znośny, to cała ta sytuacja doprowadzała mnie do zawrotów głowy. Po pierwsze jako najmłodsza z rodzeństwa byłam obecnie jedyną, która w jakikolwiek sposób wykazywała szanse na zamążpójście (Dorien w wakacje rozstał się z dziewczyną, a Calum i Beatrice niedawno zerwali zaręczyny) co było dla mnie co najmniej głupie, gdyż w moim mniemaniu powinnam wychodzić za mąż na końcu. Po drugie miesiąc temu miałam jeszcze chłopaka, który kilka tygodni wcześniej poprosił mnie o rękę - kochałam go całym sercem, ale uważałam małżeństwo w tak młodym wieku za szalony pomysł. Fakt, że rodzice tuż po zerwaniu wpychali mnie w ramiona innego wydawał mi się z ich strony sadystyczny, ale to nic innego. Co do Doriena, który zaproponował Leandra jako swojego najlepszego przyjaciela - wciąż mieszałam się między złością, a wdzięcznością. Nie chciałam tych zaręczyn miałam jednak świadomość, że Dead najprawdopodobniej uratował mnie przed znacznie gorszym kandydatem, więc odpuściłam sobie złośliwe uwagi.
W końcu po godzinie grzebania przez nas w talerzu i niezręcznych rozmowach, w końcu babcia poszła na górę, a rodzice zdecydowali się wybrać na dłuższy spacer. Miałam szczerą rozmowę, że po drodze wpadną na pomysł, żeby wyskoczyć do jakichś znajomych albo naszych krewnych. Z roku na rok robili się coraz bardziej upierdliwi i szczerze miałam ich dosyć. W mojej opinii nie usprawiedliwiał ich nawet fakt, że ten rok był dla nich wyjątkowo ciężki - te dziwne zaręczyny Bei, wyjazd Liama do Francji i poniekąd ostateczne zerwanie z rodzicami, numer który odwalili Tenderowie, ucieczka Victora (miałam szczerą nadzieję, że mojego brata wszamie, któryś z jego ulubionych smoczków).
Rozłożyliśmy się w czwórkę w salonie i trudno ukryć, że zrobiło się co najmniej niezręcznie. Najpewniej umarlibyśmy ze wstydu w ciągu kwadransa, gdyby Calum nie zapytał o prezenty - trudno ukryć, że w naszym domu to tylko one ratowały świąteczną atmosferę.
- Wydałam na Ciebie ostatnie pieniądze - zażartowałam odpowiadając na pytanie Caluma, by po chwili sarkastycznie dodać - Na szczęście z głodu nie umrę, bo rodzice postanowili zadbać o mój byt.
Usiadłam na podłodze zastanawiając się czy nie mamy czegoś mocniejszego. Wytrzymanie tego teatrzyku na trzeźwo bywało naprawdę ciężkie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2043
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Pon Gru 25 2017, 23:36

Dorien miał zgoła inne zdanie na temat świąt w domu rodzinnym. Odkąd nie uczestniczył w nich Liam, bywało całkiem znośnie, a udawane uprzejmości na pewno były lepsze niż awantury. Być może wynikało to z faktu, że jako idealne w oczach rodziców dziecko mające z nimi całkiem dobrą relację było mu najłatwiej znieść ich obecność. Bo to o nich głównie chodziło, prawda? Dwoje upartych, sztywnych ludzi z wyższych sfer, których dzieci już nie były tak uprzedzone do ludzi z niższym statusem, nie unosili się swoim pochodzeniem, a jednocześnie byli znudzeni tym, według nich, sztucznym sposobem bycia.
Imprezę oceniłby na mniej niż 12/10, ale zapach świeżo ściętej choinki, smak ich tradycyjnych potraw i przyjemne ciepło roznoszące się z wielkiego kominka były niepowtarzalne. Kiedy byli dziećmi, wszystko było inaczej. Wszelkie niesnaski ginęły w trakcie wspólnego rozpakowywania prezentów i objadania się słodyczami, nie wspominając już o wielkiej bitwie na śnieżki w ogrodzie. Kiedyś chyba faktycznie było łatwiej.
– Czy wy siebie słyszycie? Zachowujecie się, jakbyśmy się zupełnie nie znali – spojrzał na swoje rodzeństwo nieomalże zszokowany, że naprawdę jest aż tak źle – Jeśli mamy sobie coś do wyjaśnienia, to może to doskonały moment. Babcia nie podsłuchuje, starych nie ma, nie musimy się chować za tarczami obojętności, wszystko zostanie między nami. Komuś drinka?
Napięcie między tą czwórką młodych ludzi było co najmniej irracjonalne. Konflikty, które narastały przez lata, właśnie pokazywało swoje konsekwencje. Zostali sami i nie potrafili ze sobą rozmawiać. Niesamowite. Dorien sięgnął z barku ojca zdobioną, metalową puszkę, w której trzymał cygara. Na co dzień nie palił, aczkolwiek takiego rarytasu nie mógł sobie odmówić. Ten najlepszej jakości tytoń wręcz pachniał, i choć prawdopodobnie Dori powinien zapytać rodzeństwo czy dym nie będzie im przeszkadzał, sam podjął tę decyzję. Wyjął też szklanki/kieliszki, w zależności od próśb sióstr i brata dotyczących ewentualnych alkoholi.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 649
  Liczba postów : 827
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Wto Gru 26 2017, 01:38

Zawsze czułem się zmuszany do interakcji z własnym rodzeństwem, nawet z czasów wcześniejszej młodości. Jako ten najsłabszy odstawałem od reszty, nie bawiłem się tak często w ogrodzie, bo przecież upadnę, złamię nogę, złapię jakąś śmiertelną chorobę, a w ogóle to umrę już na schodach, więc nie było sensu szargać bardziej matczynych nerwów. Zresztą oni wszyscy zawsze mieli inne zainteresowania niż ja. Wszystkie poboczne zajęcia, którymi próbowali zająć mnie rodzice, mi wydawały się nieatrakcyjne. Chociażby muzyka - cierpiałem katusze na lekcjach, nie nauczyłem się nic i nikt by mi nie dał złamanego grosza za moje popisy, a Vivien grają w magicznym radio. Nawet Dorien brzdąka na tej swojej wiolonczeli... Liam, choć buntowniczo nastawiony, też był zdolnym dzieckiem. Beatrice to samo, jej dar metamorfomagii zdecydowanie czynił ją wyjątkową jednostką w naszym domu. A ja? Podążając za niedościgniętymi ideałami nie nadążałem za spełnianiem nawet połowy oczekiwań, które przede mną stawiano.
Nie spodziewałem się fajerwerków ani absorbujących pogawędek, nawet nie podejrzewałem, że wpadnie nam jakiś ciekawy temat. Spojrzałem na Beatrice i uśmiechnąłem się, przedrzeźniając ją, a jednocześnie pokazując dwa rzędy prostych zębów, w dodatku w komplecie. Żarty z mojego uzębienia były już tak nużące, że ledwo powstrzymywałem się od ziewania, gdy ktoś zaczynał kolejna tyradę. Następnie przeniosłem wzrok na Vivien, unosząc brew w górę.
- Och, czyżby słabo płacili za śpiewanie? - zapytałem, udając zainteresowanie. Coś w tonie jej głosu sprawiło, że poczułem przypływ gorąca - ze złości? Ta odzywka brzmiała niezwykle zarozumiale, ale czego można się było spodziewać z ust dziewczyny, której wszystko zapewniali inni ludzie? Nie dość, że pewnie rodzice wysyłali jej znacznie więcej kasy niż mi, to jeszcze doszły do mnie informacje, że Dorien kupił jej całe mieszkanie w Hogsmeade. Za świadectwo. Serio.
I to nie tak, że ja celowo szukałem zaczepki. Nie moja wina, że Vivien z Dorienem wypowiadali się w taki, a nie inny sposób. Pomyśleć, że kilka dni temu poważnie zastanawiałem się nad wyciągnięciem ręki w ich stronę. Popatrzyłem na Doriena z lekkim osłupieniem, po czym wypaliłem bez przemyślenia:
- Może chcesz pogadać o tym, jak zwinąłeś mi dziewczynę?
Skoro mamy sobie wyjaśniać sprawy, czemu nie zacząć od tego, gdy sprzątnął mi sprzed nosa Ruth, by później ją rzucić i zmusić do wyjazdu za granicę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Salon   Wto Gru 26 2017, 01:56

Wieczór, jak spodziewała się Beatrice, zapowiadał się cholernie ciekawie. I dziewczyna się nie pomyliła. To, że nie potrafili się dogadać, a przecież wszyscy pochodzili z jednego łona, było irracjonalne. Ale cóż, to nie jej wina. Ona nigdy nie była negatywnie nastawiona względem rodzeństwa. To nie jej wina, że Vivien zazdrościła jej atencji matki, o którą dziewczyna przecież wcale nie prosiła. To nie jej wina, że Calum miał takie a nie inne zdrowie oraz takie, a nie inne, nastawienie względem reszty rodziny. To nie jej wina, że Dorien był tym idealnym, do którego każdy powinien próbować się upodabniać, bo przecież i tak nikt nie byłby tak wspaniały, jak złoty syn Dearów. To nie jej wina.
- Podaj mi wina, proszę. - powiedziała spokojnie do Doriena, odstawiając kubek z herbatą na bok. Wiedziała, że na trzeźwo nie będzie w stanie przetrwać tego posiedzenia rodzinnego. Herbata mogła poczekać, a ona, mimo swojej ostatniej awersji do alkoholu, tym razem nie zamierzała go odmawiać.
Z nieskrywanym zainteresowaniem słuchała słów, które padały kolejno z ust jej rodzeństwa. Dzięki temu, że uwielbiała rozszyfrowywać zachowanie innych, wiedziała, że jest wiele słów, które chcieliby rzucić komuś w twarz, ale zwykła kultura (bądź nie wiadomo co) ich przed tym powstrzymywała. Ale w sumie, nawet ślepy by zauważył, że nic nie jest ok w ich wspólnych relacjach.
Jej zimny wzrok zahaczał o każdego w salonie, o każdym pogłębiając wyrobioną już wcześniej opinię. Wiedziała, co leży na sercu Dorienowi, Vivien i Calumowi, ale była ciekawa jak potoczy się cała sytuacja. Sama niespecjalnie miała wiele do dodania w kwestii ich zachowania względem wszystkich. Ona sama nie chciała sporów. W końcu to rodzina, na nią powinna móc liczyć. Ale wiedziała, że tego nie da się uniknąć.
- Zapowiada się iście świąteczna atmosfera. - rzuciła tylko, wstając z fotela i biorąc od Doriena kieliszek z nalanym winem. Upiła łyk nie do końca usatysfakcjonowana jego smakiem, ale wiedziała, że będzie jej ono bardzo potrzebne, jeśli ma przetrwać ten wieczór. - Rozmawiajcie, moi mili. Ja z chęcią posłucham was wszystkich. Może w końcu dowiem się, co wam leży na sercu. - dodała, znów zagłębiając się w fotelu. Założyła nogę na nogę i czekała na to, co usłyszy. Zapowiadało się bardzo ciekawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 449
  Liczba postów : 1019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Wto Gru 26 2017, 16:16

Dorien zupełnie zwalił mnie z nóg. Jak mieliśmy rozmawiać w takiej sytuacji, skoro nasi dwaj bracia zupełnie nas olali, Beatrice mnie nie znosiła, a Calum unikał mnie na każdym kroku. Nie czułam z tymi ludźmi więzi i mimo że w jakiś dziwny, pokrętny sposób ich kochałam, to znacznie lepiej dogadywałam się z kuzynami i z samym Dorienem.
- Poproszę białe wino - powiedziałam cicho i po chwili, gdy Dorien podał mi kieliszek podziękowałam skinieniem głowy. Nie spodziewałam się tego co powiedział Calum - a jego ton totalnie mnie zabolał. Chciałam zażartować z zaaranżowanych zaręczyn, zostałam zaatakowana.
- Nie wiedziałam, że jesteś sztywniakiem bez poczucia humoru - powiedziałam cichym, zimnym głosem starając się zachować spokój - Pozwolę sobie wytłumaczyć, bo widzę, że nie zrozumiałeś dowcipu. Na brak pieniędzy nie mogę narzekać, a mówiąc, że rodzice postanowili zadbać o mój byt miałam na myśli to, że wcisnęli mi narzeczonego.
Dopiłam kieliszek wina i podeszłam do szafki by dolać sobie kolejną porcję - czułam wzrastające we mnie napięcie. Skierowałam zimne spojrzenie na Doriena - chociaż bolało mnie to, że Calum najechał również na niego to jego propozycja wyjaśnienia sprawy również mnie zirytowała.
- Dobrze Dorien, jeśli sobie tego życzysz to powiem co mi leży na sercu.
Wzięłam duży łyk trunki i oparłam się o szafkę przemierzając wzrokiem twarze mojego rodzeństwa.
- Odkąd pamiętam zawsze słyszałam od rodziców tylko "Beatrice to, Beatrice tamto, Beatrice siamto". I wiecie co? Ignorowałam to. Godzinami siedziałam przy instrumentach aż z palców płynęła mi krew, a mimo to uśmiech nie schodził mi z twarzy. Ojciec skupiał uwagę na Dorienie, matka na Bei, niańcząc przy okazji biednego, wiecznie chorego Calusia - zaczęłam cicho i spokojnie, lecz z każdą chwilą mój głos był coraz bardziej rozchwiany i gniewny - Robiłam wszystko, żeby być najlepsza - świetnie zdawałam wszystkie egzaminy, zmuszałam się do grania nawet gdy nie miałam na to ochoty, zaczęłam latać w drużynie i naprawdę idzie mi to dobrze. Jedyną osobą od której usłyszałam chociażby słowo pochwały był Dorien.
Tym razem zamiast patrzeć na całą trójkę skierowałam moje spojrzenie na Caluma i kontynuowałam swój krzyk.
- Traktujesz mnie jak najgorszego wroga, a w szkole udajesz, że mnie nie znasz! Jestem w tak samo chujowej sytuacji jak ty - wszyscy wymagają ode mnie bycia cudowną córeczką państwa Dear, a mają mnie głęboko w poważaniu. Odkąd skończyłam szkołę zapierdalałam na zmianę w sklepie i po knajpach, żeby się utrzymać, w międzyczasie wciąż chodząc do szkoły, a teraz kiedy w końcu zarabiam na muzyce tyle ile mi potrzeba to robisz mi z tego powodu wyrzuty! Pracowałam na ten sukces od wczesnego dzieciństwa i mam w głębokim poważaniu, że tobie, rodzicom czy komukolwiek innemu się to nie podoba. Zrobiłam to dla siebie, a nie dla bandy żałosnych malkonentów - wyrzuciłam ciągiem.
Wzięłam kolejny łyk wina z trudem powstrzymując się przed rozbiciem lampki, po czym wróciłam do monologu:
- Wiem, wiem, zaraz powiesz mi, że dostałam mieszkanie od Doriena. Zgadza się i wielkie dzięki mu za to, bo tylko dlatego byłam w stanie zapłacić drugie tyle za zakup nowych instrumentów i dodatkowe lekcje, a niedługo wydam kolejne pieniądze, bo nikt mi nie ufunduje nagrania własnej płyty. Ciężko na to pracowałam, a od Ciebie słyszę same złośliwości. - wzięłam głęboki oddech i wlałam resztę lampki do gardła, by po chwili znowu skierować spojrzenia na wszystkich - Mam wielki żal o to, że zawsze otrzymywaliście więcej uwagi ze strony rodziców. I tak, mam żal o to, że rodzice, babcia i Wy dwoje - wskazałam na Beę i Caluma - traktowaliście mnie jak kogoś z innej planety. I tak, jestem wkurwiona, że gdy straciłam najprawdopodobniej największą miłość mojego życia rodzice i Dorien wepchnęli mnie w ramiona jakiegoś dobrze urodzonego snoba, czego wy nigdy nie zrozumiecie, bo albo mieliście w tej kwestii wolny wybór - tu wskazałam na Doriena i Beę, by po chwili skierować dłoń w stronę Caluma - albo fakt, że ojciec ogarnął tę sprawę za was był dla was gwiazdką z nieba.
Zamilkłam z poczuciem, że przesadziłam. Nie zamierzałam jednak przepraszać, zamiast tego odnalazłam w barku papierosy i odpaliłam jednego patrząc na rodzeństwo wyczekująco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2043
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Wto Gru 26 2017, 21:29

Zakręcił się chwilę przy tym barku, przeglądając jego zawartość. Pokaźna kolekcja alkoholi, było w czym wybierać. Pierwsza zadeklarowała się Beatrice, także w tejże kolejności otrzymała kieliszek. Vivien zdecydowała podobnie, a Dorien, który co prawda za whiskey nie przepadał, zdecydował się na tenże trunek ze względu na idealne dopasowanie do cygara, które już zdążył zwinąć ojcu. Znikomy uśmiech pojawił się na twarzy mężczyzny, kiedy usłyszał ostatnie słowa swojego młodszego brata. Spodziewał się podjęcia tego tematu – co więcej, sam by go wywlókł, gdyby Calumowi zabrakło odwagi. I już miał się odezwać, ale głos zabrała najmłodsza z nich. Wróci do tematu Ruth, na pewno.
Słuchał jej naprawdę uważnie. Był wręcz wstrząśnięty tym, jak wiele goryczy siedziało w tej z pozoru uroczej i grzecznej dziewczynie. Trawił i analizował wszystkie jej słowa, zastanawiając się, jak wiele winy za jej krzywdy (poza oczywistą kwestią jej zaręczyn z Leandrem) leżało na jego własnych barkach.
– Ej, ale nie krzycz – próbował ją uspokoić, choć nie miała zamiaru posłuchać. Zarzuty faktycznie poważne, ale zdecydował się sam zareagować, zanim reszta zgromadzonych zajmie głos.
– Sprawę wybierania ci narzeczonego biorę na siebie. Nie czuję się z tym dobrze i na pewno nie chciałem ci zrobić na złość. Wiem, że to wygląda tak, jakbym był w ogóle pomysłodawcą tego całego przedsięwzięcia, ale… no nie. Próbowałem ich przekonać, żeby dali ci trochę czasu i przede wszystkim swobody, aczkolwiek nawet ja nie zawsze jestem w stanie wygrać z ich konserwatywnym podejściem i zwyczajnym uporem. Wymyśliłem to tylko po to, żeby zagrać na czas. Myślałem, że dłużej im zajmie rozważanie całej sprawy i że wcale tak od razu się nie zgodzą. Utopiłem zarówno ciebie jak i jego, i naprawdę jest mi z tym źle i czuję się winny. Aczkolwiek wciąż uważam, że Leander jest najmniejszym złem, bo sami mogliby kazać ci wyjść za jakiegoś totalnego buca. Przynajmniej wiem, że on jest porządnym gościem.
Było ciężko, ale wyjaśnił chociaż jedną sprawę. I tak było mu przykro, że nie zrobili tego na osobności, przy kubku gorącej herbaty, owinięci puchatym kocem. Wiedział, że to kiedyś nastąpi i naprawdę chciał ją przeprosić za bałagan, którego był bezpośrednim sprawcą. Znalazł nożyk do cygara i dopiero wtedy usiadł w fotelu ze szklanką w ręku.
– Co do reszty… Nie mogę być odpowiedzialny za to, że byłem, a może wciąż jestem faworyzowany. Zawsze miałem wrażenie, że przesadzacie, demonizując matkę i ojca. Mają jakieś swoje priorytety i upodobania, i mimo wszystko potrafię to uszanować. Na tym polegał wasz błąd – że zamiast im przytaknąć, to się buntujecie, wszyscy po kolei. Sprawy aranżowanego małżeństwa już mocno nie pasują do dzisiejszego świata, to osobna sprawa, ale poza tym albo bunt i obraza, albo strach przed nimi. Ja nie bałem się powiedzieć, że nie pasuje mi to czy tamto, jednocześnie proponując coś w zamian. Miałem dość tej cholernej szermierki, to dostałem wiolonczelę, na której gram do dzisiaj, bo mi się to podoba, sprawia mi to przyjemność i nie żałuję ani jednej godziny nauki. Na siłę zrobiliście z nich swoich wrogów. Nie uwierzę, że mama kiedykolwiek cię odtrąciła, kiedy chciałaś się do niej przytulić.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 649
  Liczba postów : 827
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Sro Gru 27 2017, 00:32

Sam nie wiedziałem, co mnie podkusiło, ale jeśli chodziło o moje zwady z Dorienem, Ruth oraz cała sprawa z ich związkiem była moim największym problemem i rzeczą, która mocno napsuła mi w życiu w ostatnim czasie. Może to przez wzgląd na fakt, że faktycznie byliśmy tu sami, tylko w czwórkę, i mogliśmy szczerze porozmawiać, a może po prostu impulsywnie chciałem pozbyć się ciężaru tego niewyjaśnionego dla mnie fenomenu, jakim cudem Dorien zdołał sprzątnąć mi sprzed nosa dziewczynę? Moja klatka piersiowa falowała nieco szybciej targana kolejnymi głębokimi oddechami, wzrok miałem wbity w jego postać, tak spokojną i tak niezwykle wkurwiającą w całym tym jego stoicyzmie, że kompletnie nie zwróciłem uwagi na ekspresję Vivien czy też jakiekolwiek inne znaki, jakie mogła dawać przed faktycznym wybuchem. Dla mnie liczyło się tylko to, co Dorien miał mi do powiedzenia w kwestii Ruth, lecz nie dane mi było otrzymać tego, co chciałem - jak zwykle zresztą - ponieważ Vivien uznała, że basta, wszystko jest do dupy i potrzebuje całe światło sceny skierowane na nią.
Odwróciłem głowę w jej kierunku niemal agresywnie, rzucając jej spojrzenie na poły zaskoczone, na poły rozwścieczone. Powinienem przywyknąć do tego, że jej atencyjność nie pozwalała, by towarzystwo poruszało temat, który nie dotyczy jej samej, i prawdopodobnie w każdej innej sytuacji przemilczałbym to i dałbym gwieździe błyszczeć, lecz teraz to był mój moment, moja chwila prawdy, którą oczywiście sobie przygarnęła. Kiedyś nawet się zastanawiałem, czemu właściwie tak bardzo dbałem o to by nasze drogi się ze sobą nie krzyżowały, a teraz już wiedziałem. Otworzyłem szeroko oczy i miałem wrażenie, że z każdym kolejnym wylanym przez nią żalem, powieki rozszerzały mi się coraz bardziej. Co ona najlepszego pierdoliła?
- Czy Ty słyszysz sama siebie, dziewczyno? - rzuciłem w jej kierunku, niemal wypluwając z siebie to zdanie przesycone rozbawieniem, irytacją i prawdziwą pogardą. - Zachowujesz się, jakbyś wiodła najgorsze życie, siedząc w bogato wystrojonym salonie w pokaźnej, drogiej posiadłości rodowej, popijając białe wino w sukni, która kosztowała prawdopodobnie więcej niż połowa moich rzeczy razem wzięta. I jeszcze biadolisz, że musiałaś ciężko pracować w knajpach, żeby się UTRZYMAĆ? - powiedziałem, unosząc brwi tak wysoko, że praktycznie ginęły w kosmykach mojej grzywki opadającej na czoło. Cieszyłem się, że nie poprosiłem o żaden alkohol, bo prawdopodobnie uściskiem ręki stłukłbym szkło w dłoni. Teraz jedynie trzymałem zaciśniętą pięść na oparciu fotela, wciąż nie dowierzając temu, co słyszałem i walcząc z silnymi emocjami. Jej gadanie, jakże ciężko było jej się samej utrzymać, podczas gdy w praktyce zarabiała prawdopodobnie na pierdoły do własnej szafy, było dla mnie gówno warte i wręcz śmieszne. Próbowała z siebie zrobić straszną ofiarę, biedna dziewczynka musiała iść do pracy, żeby mieć trochę cięższą sakiewkę z pieniędzmi, bo tym razem to rodzice nie spełniali wymagań, które im postawiła. - To, co pierdolisz w tej chwili, świadczy wyłącznie o twoim rozwydrzeniu i niedojrzałości. Dawno nie słyszałem większego żebrania o atencję, w dodatku od osoby, która ma jej chyba aż nadto. Nadal czujesz niedosyt? Ilekroć się spotykamy całą rodziną jesteś wychwalana pod niebiosa, jakie to z Ciebie złote dziecko, jakie piękne oceny, jakie wspaniałe osiągnięcia i nie wypieraj się, każde z nas słyszało, jak wielokrotnie rozpływano się nad twoimi sukcesami. I świetnie, miej je dalej, życzę Ci tego z całego serca - mówiłem prawdę, choć może mój ton mógł kojarzyć się nieco inaczej - ale nie mogę znieść tego, jak bardzo próbujesz z siebie zrobić w tej chwili ofiarę. Jasne, chłopak Cię rzucił, czy tam na odwrót, we get it. Sądząc po twojej zdolności przerobowej nawet pierścionek Cię nie zatrzyma, co nie Beatrice? - Spojrzałem w stronę starszej siostry, hamując wpełzający na twarz złowieszczy uśmiech. Nie wiedziałem, dlaczego tak wielką radość sprawiało mi wypowiadanie wszystkich tych krzywdzących słów. Wielokrotnie odkładane na bok, powstrzymywane uwagi w końcu narosły do takiego stopnia, że gdy w końcu znalazły ujście, opuszczały moje usta z hukiem. - Upewniłeś się chociaż, czy twój kolega nie jest dzieciaty? - rzuciłem w kierunku Doriena, wprost nie mogąc powstrzymać się od kolejnych uwag na ten temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Salon   Sro Gru 27 2017, 01:36

Słuchając kolejnych słów Vivien nie była do końca pewna, czy to nie jest jakiś chory żart. Czuła się tak, jakby sens tych słów wygłaszany był w jakimś zupełnie nieznanym jej języku, którego nigdy nie miała się nauczyć. Wiedziała, że siostra jej nienawidzi, ale nigdy nie sądziła, że te emocje osiągną tak horrendalnie wysoki poziom. Nigdy nie rozumiała zarzutów, które w jej kierunku wypowiadała, dla niej to było irracjonalne. I w tym momencie, kiedy mieli za sprawą Doriena szerze ze sobą porozmawiać (niech go diabli pochłoną), również zamierzała powiedzieć jej wszystko to, co sądziła na ten temat.
-Jesteś śmieszna Vivien. - zaczęła spokojnie i upiła kolejny łyk wina. Nim jednak przystąpiła do dalszych słów, odstawiła kieliszek na bok, a sama pochyliła się do przodu. Wolała nie wstawać z tego miejsca, które zajmowała, bo nie była pewna czy wtedy nad sobą zapanuje tak dobrze, jak w tym momencie. -Jesteś po prostu kurwa śmieszna. Nienawidzisz mnie za coś, na co w ogóle nie miałam wpływu i o co się nigdy nie prosiłam. Jesteś w tej swojej nienawiści tak absurdalna i zaślepiona, że nawet nie zauważasz, jak bardzo w tym momencie ośmieszasz samą siebie. - wysyczała, a jej oczy niebezpiecznie się zwęziły nie zwiastując niczego dobrego. Zamilkła na chwilę, aby uspokoić się. Nie chciała tracić nerwów, ale coś jej podpowiadało, że będzie to nieuniknione dzisiaj.
- Zachowujesz się jak rozkapryszony bachor, który miał odmówione jednej jedynej rzeczy w swoim życiu i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Pozwól, że Cię uświadomię. "Beatrice to, Beatrice tamto, Beatrice siamto"? Czy ja kiedykolwiek prosiła się o atencję, którą otrzymałam? Czy ja kiedykolwiek żebrałam łapczywie i mówiłam "doceńcie mnie, jestem wspaniała i wyjątkowa" tak, jak ty teraz? - to pytanie retoryczne niemal wykrzyczała i nic nie mogło jej powstrzymać w tej chwili. - Gówno wiesz na temat tego, jak to wszystko wyglądało! Gdy ty bawiłaś się radośnie z chłopakami, ja siedziałam całymi godzinami z matką i babką i uczyłam się na temat transmutacji, żeby jakoś nad sobą zapanować! Gówno wiesz na temat prawdziwej złości matki, czy ojca, bo ty nigdy nie zostałaś zrugana za to, że raz nie zapanowałaś nad sobą i zmieniłaś przy ludziach swój wygląd na tyle, że dało się zauważyć, że coś jest z Tobą nie tak! Jeśli chcesz, ja z chęcią oddam Ci tą jebaną metamorfomagię i jeszcze Ci kurwa przyklasnę przy nauce. A wiesz czego ja pragnęłam, gdy ty tak radośnie uczyłaś się grać na kolejnych instrumentach? By mieć siostrę, która nie rzyga na mój widok, bo mam coś, czego ona nigdy mieć nie będzie, mimo, że wcale tego nie chciałam.
Zamilkła, bojąc się tego, co mogłaby dalej powiedzieć. Nie chciała nic więcej dodawać. Chciała temat zamknąć w tym momencie i udawać, że dla niej to nic nadzwyczajnego. Ale w środku aż kipiała od emocji, które tłumiła w sobie tyle lat.
Wypowiedź Doriena niemal całkowicie zignorowała, puściła koło uszu. On zawsze uwielbiał Vivien i zawsze stawał za nią murem, nic więc dziwnego że i w tym momencie próbował to zrobić. Jednak słowa Caluma sprawiły, że zaczęła oddychać szybciej i bezwiednie chciała poprawić pierścionek zaręczynowy na lewej dłoni, którego przecież już od dawna być nie mogło.
- O czym ty mówisz? - powiedziała bardzo cicho przenosząc wzrok na młodszego z braci. Nie wiedziała o co mu chodzi, a kontekst tego słów pasował jej niemal idealnie do tego, co ostatnio Vivien mówiła na temat Maxa i sprawiło, że właśnie dlatego zaręczyny zostały zerwane. Przeniosła spojrzenie na siostrę nie do końca pewna, czy to nie jest jakiś chory żart. Miała nadzieję, że te myśli, które pojawiły się właśnie w jej głowie, były tylko wyimaginowane, bo inaczej by tą małą suczkę zapierdoliła z zimną krwią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 449
  Liczba postów : 1019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Sro Gru 27 2017, 21:47

Wsłuchiwałam się po kolei w każdy z ich monologów nie zamierzając nawet im przerywać. W międzyczasie wysączyłam dwa kieliszki wina i z nonszalancją wypaliłam połowę papierosa - te dwie rzeczy zdecydowanie mnie uspokoiły. Gdy w końcu wszyscy się wykrzyczeli, a ja lekko się uspokoiłam ponownie zabrałam głos. Wciąż mój ton był lekko podniesiony, ale dzięki używkom udało mi się uniknąć krzyku.
- Mówiłam Ci Beatrice - powiedziałam niemalże spokojnie - Przyjaźniłam się z Maxem dopóki nie zaczął do mnie podbijać. Nie zamierzam po raz kolejny tłumaczyć się z braku winy tylko dlatego, że Calum coś sobie ubzdurał.
Potem zwróciłam się w stronę Doriena. Przez moment patrzyłam na niego w milczeniu.
- Nie chcę się z Tobą kłócić - odparłam w końcu spoglądając na ukochanego brata i walcząc ze skrajnymi uczuciami - O małżeństwo obwiniam tylko i wyłącznie rodziców. Co reszty - nigdy się szczególnie nie buntowałam, a mimo to gdy rodzice usłyszeli o tym, że chcę być muzykiem zaczęli strzelać wielkie fochy i za karę wpakowali mnie w jakieś starożytne swaty.
Wzięłam głęboki oddech, po czym zgasiłam resztkę papierosa, bezpardonowo sięgając po kolejnego. Gdyby rodzice widzieli, że ich najmłodsza córka przed chwilą wlała w siebie cztery kieliszki wina, a na dodatek paliła drugiego papierosa w ich wspaniałych salonie najpewniej dostaliby apopleksji. Nie zamierzałam się jednak tym przejmować - ja i moje rodzeństwo mieliśmy w tym momencie coś ważniejszego na głowie. Moje kolejne słowa skierowałam do Caluma.
- Wyrzuciłam zarzuty skierowane głównie w stronę rodziców, tylko w jakimś małym stopniu w Was, usłyszałam, że jestem niedojrzałym atencjuszem i kurwiszem, świetnie. Mój drogi, jako osoba, która w wakacje przepieprzyła setki galeonów na chlanie z osobami pokroju Zakrzewskiego i kupno latającego dywanu wartego zapewne tyle co całe wyposażenie w moim domu raczej nie powinieneś narzekać na cenę mojej sukienki - powiedziałam wciąż spokojnym, ale znacznie chłodniejszym głosem - I tak, uważam, że nie miałam fajnego życia. Co z tego, że wychowałam się w willi wielkości stu mieszkań przeciętnego czarodzieja, skoro w jego ścianach nie zaznałam serdeczności, ani miłości? Lubię pieniądze, jak każdy... ale kasa to nie wszystko!
Później zaśmiałam się gorzko i wypuszczając z ust obłoczek dymu z ironią kontynuowałam:
- Calum, nie jesteś odpowiednią osobą, żeby zarzucać mi niedojrzałość - prychnęłam cicho - Twoim ulubionym przedmiotem jest wróżbiarstwo, a zamiast wykazać się minimalną ilością odwagi cywilnej i się przyznać staremu twierdzisz, że chodzisz na nie tylko dla średniej. Nikt nie wie gdzie pracujesz. Obraziłeś się na swoją najlepszą przyjaciółkę, bo nie lubisz jej chłopaka i na swojego własnego brata, że spotykał się z dziewczyną, w stosunku do której miałeś jakieś nieznane nikomu po za tobą intencje - pomijam już fakt, że biorąc pod uwagę obecną sytuację raczej nie była warta żadnej z tych kłótni. Ba, obrażasz się bezustannie o wszystko, do tego stopnia, że połowa rodziny nazywa cię księżniczką.
Na chwilę przerwałam czując, że mój głos robi się coraz bardziej agresywny. Gdy okrzepłam i trochę się uspokoiłam kontynuowałam (nie wyzbywając się jednak szczypty ironii).
- To samo dotyczy atencyjności. W ciągu ostatniego roku widziałam maksymalnie jeden numer Obserwatora, w którym nie pisano by o Twojej osobie. Bezustannie robisz wokół siebie dramę, nawet w szkole. I nie wypieram się, masz rację- jestem niedojrzała i atencyjna, ale ty jesteś dokładnie taki sam.
Tekstu sugerującego, że się kurwię nie zamierzałam komentować - tego typu zarzuty były na takim dnie, że nawet w tym całym gniewie nie zniżyłabym się do tego poziomu. Zamiast tego obróciłam się do Beatrice.
- Nie nienawidzę Cię - powiedziałam cicho - Gdyby tak było pozwoliłabym ci się kisić w ramionach twojego durnego byłego i nie powiedziałabym ci ani słowa o jego skończonym skurwysyństwie. I nigdy nie miałam do ciebie pretensji o twoją metamorfomagię, ani nawet o to, że rodzice kochali Cię bardziej. Miałam pretensje o to, że pławiłaś się tych pochwałach, że zamiast po ludzku ze mną pogadać jak siostra z siostrą zadzierałaś nosa i przeżywałaś każdy komplement po kilka dni, chociaż byłaś świadoma, że o mnie w życiu nie powiedzieli nic miłego.
Momentami unosiłam głos, ale mimo wszystko pozostawałam względnie spokojna. W przeciwieństwie do rodzeństwa unikałam przekleństw starając się mimo lekkiego alkoholowego upojenia trzymać język na wodzy ze świadomością, że poprzednim komunikatem trochę przesadziłam.
- Niezależnie od tego jaki macie stosunek do mnie, nie jesteśmy wrogami - powiedziałam enigmatycznie czując, że po policzku spływa mi łza. Chociaż pewnie ją widzieli pośpiesznie się odwróciłam udając, że muszę wrzucić papierosa do popielniczki. Ludzie nie widywali łez Vivien Dear, więc to zdecydowanie nie mogło się zmienić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2043
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Pią Gru 29 2017, 01:04

Upomniał ich wszystkich, żeby się nie obrażali nawzajem i nie krzyczeli, bo nie taki miała mieć cel ta rozmowa. Gorzkie słowa popłynęły z ust każdego z nich, choć jeśli ktoś nich trojga przesadzał, to – mimo że ciężko było mu to przyznać nawet w myślach – chyba była to Vivien. Szczególnie uderzył go ten punkt o utrzymaniu. Nie dość, że dostała od niego mieszkanie, to co jakiś czas dorzucał jej jakieś drobne kwoty, czasem piętnaście, czasem dwadzieścia galeonów. Nie wypominał jej, w żadnym wypadku, robił to dobrowolnie. Poza tym pracowała w rodzinnym sklepie, za co na pewno otrzymywała należne wynagrodzenie, ale Dorien nie uwierzyłby, gdyby powiedziała, że poza pensją nie dostaje pieniędzy od rodziców. Poza Liamem chyba wszyscy byli w mniejszym bądź większym stopniu przez nich finansowani. Nawet Dorien, który jako normalny dorosły człowiek pracował, bardzo często bywał w domu rodzinnym, jadał u nich posiłki i dostawał swoje ‘udziały’ od ojca.
Widział jej zdenerwowanie i słyszał jak łamie jej się głos. Już wtedy Dorien chciał stanąć za jej plecami albo objąć ją mocno i pokazać, jak bardzo ją wspiera. Czemu tego nie zrobił? Bo mieli wszyscy stanąć na równi. Wiedział, że pokazałby swoją niezaprzeczalną stronniczość. Zupełnie zapomniał o tym, że trzyma w palcach to nieszczęsne cygaro i że pewnie należałoby uzupełnić kieliszki. Poza tymi drobnymi uwagami na temat sposobów, w jaki jego rodzeństwo się do siebie odnosi, właściwie się nie odzywał. Wciąż wiedział, że czeka go monolog dotyczący krzywego trójkąta składającego się z jego samego, Ruth i Caluma, ale to zeszło na dalszy plan.
Nie potrafił się odnieść do zarzutów Vivi w stronę rodziców względem Beatrice i tego jak dzielili uwagę pomiędzy nie. Dopóki nie poszedł do Hogwartu wydawało mu się, że nikt nie był aż tak pokrzywdzony. Fakt, on sam spędzał dużo czasu z ojcem, a matka często siedziała przy łóżku chorego Caluma. Mimo to nie odnosił wrażenia, jakby reszta dzieci była zaniedbana czy niekochana. Niewątpliwym też było, że Beatrice potrzebowała ogromnej ilości czasu i zaangażowania, by opanować metamorfomagię. Trochę jej zazdrościł tej umiejętności, szczególnie gdy był młodszy. Potem jeszcze wspomniały tego pajaca, któremu Beatrice poświęciła zbyt wiele czasu i uwagi, a na koniec subtelne podsumowanie, że przecież nie są dla siebie wrogami.
– Nie płacz – powiedział łagodnym tonem, naprawdę nie mogąc patrzeć na łzy Vivien – Mamy właśnie szansę wszystko naprawić.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 649
  Liczba postów : 827
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Pią Gru 29 2017, 01:45

Nie spodziewałem się wiele więcej po odwiedzinach w rodzinnym domu. Już od dawna wiedziałem, że zwisały nad nami czarne chmury i wystarczyła jedna iskierka, by rozpętała się prawdziwa burza z piorunami. Z jednej strony Vivien, wylewająca na nas wiadro pomyj oraz własnych żali i niezadowolenia z życia - podczas całego tego monologu miałem wrażenie, że kompletnie straciła zdrowy rozsądek. Wyciągała na wierzch karty, które nie miały nic wspólnego z tym, o czym "rozmawialiśmy".
- Nie wiem, czy zauważyłaś, ale to Ty zaczęłaś wrzeszczeć bez powodu i może sądziłaś, że rzuciłaś oskarżenia jedynie w rodziców, lecz ja sam poczułem się zaatakowany - powiedziałem na wstępie, niemal prychając z tych wszystkich buzujących we mnie emocji.
Spojrzałem na Beatrice, która najwyraźniej bardzo poważnie potraktowała mój zarzut, który de facto był jedynie komentarzem rzuconym bez jakiegokolwiek oparcia. Wiedziałem, że swojego czasu Vivien spędzała sporo czasu z byłym fagasem Bei, ale nie łaziłem za nimi i nie śledziłem ich ruchów, by wiedzieć, czy faktycznie coś kombinowali, czy może wspólnie wymyślali prezenty dla niej. Sądząc jednak po obrotności Vivien i po tym, ilu chłopaków zdążyła zaliczyć w tym roku szkolnym według krążących po zamku plotek, złapanie za gacie Lamberda wcale by mnie nie zdziwiło. Stwierdziłem jednak, że nie ma sensu dolewać oliwy do ognia i nie kontynuowałem tematu. Machnąłem jedynie ręką, by starsza siostra zostawiła temat i nie przejmowała się naszą paplaniną w tej kwestii.
Swoją drogą chyba do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że mój konflikt z Dorienem nie był jedynym zaognionym w tej rodzinie. Teraz w sumie ja i Dorien wydawaliśmy się być... Zadziwiająco spokojni ze wszystkimi zwadami między nami, podczas gdy laski prawie rzuciły się sobie do gardeł. Beatrice zawsze była porywcza i miała w sobie pewną dozę agresywności, gdy chodziło o sprawy, którymi się przejmowała, a ta z pewnością była delikatna. Spojrzałem na brata, który zdecydowanie lepiej radził sobie z uspokojeniem sytuacji niż ja. Chciałem mu nawet podziękować, lecz również w moją stronę poleciały oskarżenia niedojrzałości i atencyjności... Na które szczerze mówiąc nie miałem za bardzo nic do powiedzenia. Roznosiła mnie złość, lecz widząc tą jedną łzę spływającą po policzku Vivien, jakoś tak straciłem zapał do dopieczenia jej.
- Jak Ty to niby widzisz? - zapytałem Doriena, może nieco zbyt agresywnie niż zamierzałem, a od gwałtownego zwrotu głowy rozbolała mnie szyja. Miałem wrażenie, że kołnierz koszuli wbijał mi się w skórę jeszcze dotkliwiej niż wcześniej. Oddychałem ciężko, tłumiąc w sobie cały ogrom emocji. - Zamierzasz się teraz bawić w jakiegoś dobrego duszka świąt, który przychodzi wszystko naprawić? Jak to jest, że to zawsze Ty jesteś ten najlepszy, ten dobry? - wyrzucałem z siebie, nie kryjąc już żalu i goryczy. Całe lata życia w cieniu Doriena odbiły na moim wnętrzu palące piętno, które teraz zdawało się żarzyć prawdziwym ogniem. Czułem gorąco bijące z mojej twarzy, która prawdopodobnie jaśniała szkarłatnym rumieńcem, gdy toczyłem z Dorienem wojnę na spojrzenia. Nie wytrzymałem tego napięcia i wstałem, kierując swoje kroki do okna. Uchyliłem je, a powiew mroźnego powietrza podziałał kojąco nie tylko na rozgrzane policzki, lecz także na moje skołatane nerwy. Wziąłem wa głębokie oddechy. Niech to wszystko się już skończy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Salon   Pią Gru 29 2017, 15:33

Powoli uchodziła z niej agresja, która gdzieś w międzyczasie się nagromadziła przez tą całą sytuację. Bea była porywcza. Często wpierw robiła i dopiero potem myślała. To samo tyczyło się jej słów. Ale miała pewność co do jednego: zawsze była szczera w swoich opiniach czy chociażby zwykłych rozmowach. Kłamstwa nie tolerowała i sama unikała go jak ognia. Zawsze była szczera w swoich intencjach, bez względu na to, czy były one dobre, czy nie. Tak samo było i tym razem, kiedy powiedziała Viv wszystko, co o niej myśl i o jej poczynaniach. Dlaczego miałaby ukrywać prawdę, bądź hamować się z niewygodnymi dla niej słowami, skoro młodsza siostra sama nie zamierzała tego robić? Czemu ona miałaby być od niej gorsza.
Ale kolejne słowa młodej Dear, ubodły ją mocno. Nie do końca była pewna, jak powinna na nie zareagować. Nawet łzy, które pojawiły się na jej policzkach nie mogły zatrzymać tego, co Beatrice zamierzała powiedzieć. To nie byłoby w stylu dziewczyny.
-Na Merlina, Vivien! Byłam dzieckiem! - powiedziała takim tonem, jakby tłumaczyła komuś upośledzonemu ile to jest 2+2. -Oczywiście, że się cieszyłam, gdy powiedzieli mi coś miłego. Ale nie zarzucisz mi, że obnosiłam się z tym nie wiadomo jak, bo nigdy tak nie było. Może ty to źle odbierałaś. - zamilkła na chwilę i wykorzystała ten czas na wypicie kilku łyków wina. Gdyby tylko rodzice widzieli to, jak łapczywie to zrobiła, z pewnością zwróciliby jej uwagę. - Skąd niby miałam wiedzieć, że Tobie nigdy nie mówili niczego miłego, skoro nawet ze mną nie rozmawiałaś i nie chciałaś spędzać ze mną czasu?
Miała dziwne wrażenie, że jej słowa są trafione w punkt. Nie wiedziała, co się dzieje w życiu siostry, bo ona się nią nie interesowała. Dlaczego więc Beatrice powinna to robić? Przecież to nie miałoby większego sensu, zabiegać o względy kogoś, kto wcale tego nie chciał.
Znów napiła się wina, zauważając, że zbyt szybko zniknęło ono z kieliszka. Nie zamierzała jednak więcej pić. Postawiła pusty kieliszek na stoliku i wstała ze swojego miejsca.
Stwierdzenie na temat wrogości wobec siebie sprawiło, że poczuła się dziwnie. Ona nie chciała mieć wrogów pośród rodziny. To było ostatnim, czego by pragnęła.
-Masz rację. nie jesteśmy wrogami. Ale ty wciąż mnie tak traktujesz, jakbym chciała Cię zniszczyć przy każdym spotkaniu. Nawet teraz, pracując w sklepie, unikasz jakiegokolwiek kontaktu ze mną. Awansu w sklepie też mi zazdrościsz? - nie było to w żaden sposób gniewne, czy złośliwie. Była po prostu tego ciekawa. Co jeszcze Beatrice posiada, czego Vivien nie była w stanie znieść.
Podeszła do siostry i delikatnie dotknęła jej ramienia. Nie było w tym niczego złego, to było jej wyciągnięcie ręki w kierunku pojednania się.
-Nie chcę mieć w Tobie wroga Vivien. Jesteś moją siostrą. Nie traktuj mnie w taki sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 449
  Liczba postów : 1019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Pią Gru 29 2017, 21:19

- Nie płaczę - powiedziałam po otarciu łzy, po raz kolejny odwracając się w stronę rodzeństwa. Drugi papieros wylądował w popielniczce, zdecydowałam się również odpuścić sobie wino, bo czułam się odrobinę dziwnie.
Nie chciałam już rozgrzebywać tematu pieniędzy, ani tym bardziej plotek o moim rzekomo bogatym życiu łóżkowym. W ogóle nie chciało mi się już gadać, jednakże gdzieś w głębi czułam odrobinę satysfakcji - skoro Calum nie odpowiedział na moje zarzuty najwyraźniej trafiłam w czuły punkt, a mój starszy brat nie miał wyjścia i musiał się zmierzyć z przykrą prawdą na swój temat.
Mimo że wcale nie miałam ochoty na dalszą rozmowę to nie miałam wyjścia - coś musiałam jednak odpowiedzieć.
- Dorien też był dzieckiem, a mimo to zawsze traktował mnie normalnie - powiedziałam cicho, by po chwili jednak przerwać i po chwili zastanowienia spojrzeć na siostrę i dopowiedzieć - Może masz trochę racji. Ciężko mi teraz spojrzeć na to obiektywnie.
W gruncie rzeczy nie byłam w stanie zrozumieć Bei - odkąd pamiętam zawsze wykazywałam się empatią wobec innych i mimo chęci zdobywania uwagi ludzi nie mogłam nazwać siebie osobą egocentryczną. Szczególnie jako dziecko byłam bardzo otwarta na ludzi i ich potrzeby. Mimo że nie byłam w stanie w tym momencie postawić się na miejscu starszej siostry starałam się ją przynajmniej minimalnie zrozumieć.
- Nie - odparłam ze zdziwieniem na pytanie siostry. Byłam zdziwienia, że ktokolwiek mógł mnie podejrzewać o zazdrość w takiej kwestii - miałam swój muzyczny świat i mimo wielkiego zainteresowania eliksirami nigdy nie chciałam brać udziału w rodzinnym biznesie, traktowałam to tylko jako źródło do zdobycia finansów, po chwili zdecydowałam się odpowiedzieć zupełnie szczerze - Dobrze wiesz, że zależy mi tylko na muzyce. Nigdy nie zazdrościłam Wam niczego po za rodzicami.
Gdy siostra mnie dotknęła początkowo przymknęłam oczy jak gdyby moje ciało przeszedł jakiś dziwny ból. Po chwili jednak położyłam palce na jej dłoni i otworzyłam oczy. W gruncie rzeczy mimo tych okrutnych słów chciałam się pogodzić, nie byłam w stanie jednak powiedzieć nic więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2043
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Sob Gru 30 2017, 23:54

Chyba można było uznać, że Vivien i Beatrice doszły do jako takiego porozumienia. Co prawda obydwie na siebie nakrzyczały, nafukały, wylały wszelkie żale i wypiły za dużo w zbyt krótkim czasie – na szczęście do łóżek nie miały daleko, ale wyglądało na to, że spuściły z siebie wszelkie negatywne emocje i być może uda im się powoli odbudować tę relację.
– Jak ja to widzę? Właśnie tak – wskazał na siostry dokładnie w chwili, kiedy Beatrice położyła dłoń na ramieniu Vivi. Ten drobny gest znaczył naprawdę wiele, szczególnie w ich (już nie tak bardzo) beznadziejnej sytuacji – Wiesz, Calum, może dlatego, że jestem po prostu urodzonym dyplomatą? Zależy mi na was, na was wszystkich. Na tobie wbrew pozorom też. Chyba jeszcze o coś pytałeś…?
Nie ugryzł się w język. Miał wrażenie, że tym ostatnim pseudoretorycznym pytaniem zdenerwuje młodszego brata, ale należało mu się za te wszystkie uszczypliwości względem dziewczyn. Zdecydowanie ta sprawa z pociągającą Krukonką, która im obydwóm zamieszała w głowach, musiała być poruszona właśnie tamtego wieczora. Dorienowi bardzo zależało, by obydwie ich siostry były świadkami ich konfrontacji, by usłyszały obie wersje wydarzeń. Dead miał jeszcze asa w rękawie, którego właśnie tego wieczora miał zamiar użyć. Teraz to on potrzebował dolewki do kieliszka.
– Chodziło o moją byłą dziewczynę, prawda? Tę, którą, jak to powiedziałeś, sprzątnąłem ci sprzed nosa? Co chcesz wiedzieć?

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 649
  Liczba postów : 827
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Wto Sty 02 2018, 14:04

W zasadzie nie wiedziałem, co bardziej zamknęło mi twarz - czy wybuch Beatrice skierowany w Vivien, moim zdaniem zdecydowanie zbyt mocny i przesycony agresją, o jaką nawet jej nie podejrzewałem, czy może słowa młodszej siostry, które, jeśli poświęciłbym im wystarczająco dużo uwagi i kilku myśli ekstra, były... cóż, całkiem trafne. Niestety nie potrafiłem potwierdzić, czy mówiła prawdę na temat artykułów Obserwatora, bo sam z siebie tego szmatławca nie czytałem i nie posiadałem nawet wizbooka, a ciekawość nigdy nie zżerała mnie na tyle, by zabierać go swoim koleżankom i maniakalnie przeglądać te literackie pierdy, ale cała reszta wydawała się być, choć przykro mi to przyznać, trafiona w punkt. Łaknąłem uwagi przez bardzo dużą część mojego życia, a otrzymywałem ją wyłącznie w chwilach, gdy mój organizm stawał się słabszy, a ja sam podupadałem zdrowotnie, nękany kolejną magiczną chorobą. Jedyne zainteresowanie ze strony matki otrzymywałem właśnie przy łóżku, gdy podawała mi lekarstwa i podsuwała kołdrę pod samą brodę. Później pisała listy przy okazji wysyłania eliksirów, lecz nie potrzebowałem dużo czasu by się zorientować, że każdy kolejny był powieleniem poprzedniego i głosił dokładnie to samo - dawkowanie, co kiedy i ile przyjmować, by poprawić odporność. Ojciec zainteresował się dopiero w wakacje, załatwiając mi dziewczynę, która nie dość, że się niespecjalnie przyjęła, to jeszcze okazała się być kłamczuchą i młodocianą matką, co prawdopodobnie jedynie potwierdziło tatusiowi, że nie warto interesować się środkowym synem, bo same z tego kłopoty.
- Bullshit - rzuciłem Dorienowi w twarz, patrząc na niego z nieskrywaną irytacją. Wydawało mi się, że jasne było, iż to on był moim największym problemem w tym domu. Wstrętny złodziej dziewczyn, straszny kłamca, dodatkowo wiecznie udający niewinnego, dobrego i wzorowego Doriena Deara, ideał, którym ja miałem być w oczach rodziców, a którego nigdy nie doścignąłem. Wywróciłem teatralnie oczami, zamykając za sobą okno. Odwróciłem się do Doriena, stając mocno na nogach i krzyżując ręce na piersiach, patrząc na niego buntowniczo. - No? - Uniosłem brew w górę, czekając na resztę jego "niezwykle pasjonującej historii". Skoro tak chętnie chciał o tym mówić, niech gada. Ja posłucham.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 03 2018, 14:51

Nie zamierzała więcej komentować całej sytuacji. To, co powiedziała wcześniej, uważała za wystarczające wytłumaczenie. Po co miałaby mówić jeszcze coś, co tylko doprowadziłoby do kolejnej, zupełnie przez nią niepożądanej, kłótni? Wiedziała, jakie nastawienie ma rodzeństwo względem niej i wiedziała, że musiałby uderzyć w nich wszystkich grom z jasnego nieba, aby to w jakikolwiek sposób zmienić. To, co mogła zrobić, zrobiła. Nie uważała się w tym momencie za szczególnie przegraną, czy wygraną. Wzięła winę, której się dopuściła, na siebie i nic poza tym.
Nie, nie przyjmowała do wiadomości słów Vivien na temat ich dzieciństwa. Ona odczuwała to zupełnie inaczej. Ona widziała, jak to siostra odwraca się od niej pierwsza, z (wtedy) zupełnie dla niej niezrozumiałych przyczyn. Dla kogoś innego, kogoś, kto nie należałby do tej rodziny i był kimś zupełnie postronnym, mogłoby to wyglądać inaczej. Mógłby obwiniać Beatrice, ale ona z czasem przestała siebie samą obwiniać. Uważała, że to, co mogła zrobić, zrobiła. I nic ponad to. Nie przywykła do takich zachowań.
Uśmiechnęła się delikatnie, gdy dłoń siostry nakryła jej własną. Był to swojego rodzaju gest minimalnego pojednania. Może kiedyś? Może w końcu? Po tylu latach? Może będzie im dane odbudować relację, której nigdy nie posiadały? Zbyt wiele tych niepewności narodziło się w jej głowie. Nie chciała teraz o tym myśleć. Wolała poczekać na rozwój sytuacji. Życie miało tą nieprzychylną cechę, że uwielbiało wywracać do góry nogami wszystkie założenia dziewczyny. Teraz widziała to wyraźnie.
Odeszła od siostry i zapadła się w jednym z foteli. Ona nie chciała nic już dzisiaj dodawać. Nie miała co. Mogła jedynie robić za pojednanie pomiędzy Calumem i Dorienem. Ale wiedziała, że to nie będzie takie proste. Chowane w nich urazy były nazbyt głębokie, by jedno spotkanie mogło to wszystko naprawić. O ile w ogóle coś mogło sprawić, aby tych dwoje nie pałało do siebie żywą nienawiścią.
-Dorien, powiedz proszę, jak to wszystko wyglądało? - odezwała się spokojnie kierując spojrzenie na najstarszego z pośród nich. - Nie chcę, abyście wciąż się nienawidzili. To przecież nie o to chodzi. Jak sam powiedziałeś: jesteśmy rodziną. A rodzina powinna trzymać się razem. Może to jest właśnie ten czas, na wybaczenie sobie tego, co wzajemnie sobie uczyniliśmy? - nie wierzyła w to, ale miała nadzieję, że się myli. Przy ostatnich słowach spojrzała kolejno po każdym z nich. Widziała Vivien, pewną siebie i trochę zadufaną. Widziała Caluma, wiecznie niezadowolonego i bojącego się (?) kontaktu z rodziną. I widziała Doriena, tego, który to był pokazywany jako najlepszy, a swoje też miał za uszami. Widziała, jaką osobą sama jest. Pewną siebie, niekiedy agresywną i potrafiącą zrobić wiele, aby dopiąć swego. Była świadoma swoich wad i zalet. I nie wstydziła się ich. Pytanie, czy i oni byli świadomi swoich niedoskonałości?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 449
  Liczba postów : 1019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 03 2018, 20:46

Sytuacja diametralnie zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni - w pewnym stopniu wszyscy ochłonęliśmy, nie znaczyło to jednak, że ta okropna sytuacja wcale nie zamierzała się skończyć. Nasi bracia niemalże zabijali się wzrokiem, a ja sama nie byłam pewna czy powinnam zostać w tym pomieszczeniu, czy raczej uciec w siną dal i nie przeszkadzać im w ich wojence.
Siostra odeszła, a ja w międzyczasie sięgnęłam po kolejną lampkę wina - to było do mnie wręcz niepodobne. W ostatnim czasie byłam bardzo zapracowana i stroniłam od wszelkich używek, dzisiaj jednak czułam się jak ktoś kto bez wspomagacza nie jest w stanie dać sobie rady.
- Bea ma trochę racji - powiedziałam cicho wciąż trwając w tej samej pozycji. Przez moment wahałam się czy jeszcze coś powiedzieć, gdyż bałam się, że rozzłoszczę rodzeństwo wtrącaniem się w de facto nie moją sprawę, lecz finalnie zdecydowałam się na odrobinę odwagi cywilnej i niepewnie dodałam:
- Chyba będzie najlepiej skonfrontować wasze perspektywy. Każdy z was ma swój punkt widzenia, a prawda zapewne leży po środku.
Oparłam się o szafkę spoglądając raz na jednego, raz na drugiego brata - ciekawa czy wyniknie z tego jeszcze większa burza niż przed chwilą. Bariery opadły, więc nikt oprócz Doriena nie miał już oporów by krzyczeć i mówić rzeczy, których żadne z nas nie chciałoby usłyszeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2043
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 03 2018, 22:07

Zdawkowe pytanie Caluma wcale nie wyprowadziło go z równowagi. Przecież wiedział, że jeśli jego młodszy brat odważy się otworzyć usta, to prawdopodobnie podejmie właśnie ten temat. Pojawienie się Ruth pomiędzy nimi kilka miesięcy wcześniej zdecydowanie przelało czarę goryczy. Sprawiła, że z oziębłych, ale wciąż neutralnych stosunków stali się sobie wrogami. Bracia, którzy spośród miliardów innych ulokowali uczucia w dokładnie tej samej kobiecie. Przypadek czy może jednak nie do końca?
– Bardzo chętnie o wszystkim opowiem. Wręcz miałem nadzieję, że o niej porozmawiamy.
Zajął się swoim cygarem, które musiał obciąć z jednej strony, a następnie uważnie je przypalić tak, by tytoń jedynie lekko się żarzył. Zagrał trochę na czas. Układał sobie wcześniej w głowie to, co chciał powiedzieć, ale i tak nie do końca wiedział od czego zacząć. Temat był trudny, ale też delikatny i to chyba dla nich obydwóch. Po rozpaleniu cygara wypuścił z ust duży obłok dymu, a nie usłyszawszy od Caluma wyraźnej odpowiedzi uznał, że po prostu opowie w skrócie, jak to wyglądało – Nie miałem pojęcia, że się z nią przyjaźnisz, ani tym bardziej, że ona ci się podoba. A, jedna sprawa – wtrącił nagle – Nie przerywaj mi w trakcie. Najwyżej później wyjaśnię resztę niejasności. Zatem… jeśli ktoś miał jakąkolwiek świadomość, to była to Ruth. Zna przecież twoje nazwisko, poznała moje, kiedy tylko zaczęła staż w moim departamencie. Wystarczyłoby, że spytałaby cię, skoro byliście tak bliskimi przyjaciółmi, o ewentualne pokrewieństwo między tobą a jej tymczasowym dosyć bliskim współpracownikiem i opiekunem, czyli mną. A może nawet ci o mnie wspomniała, tylko teraz nie masz odwagi się przyznać – mówił bardzo powoli, opanowanym, spokojnym tonem, absolutnie nie oskarżając żadnej ze stron, a dodatkowo w sposób, by niedoinformowane siostry nadążały za fabułą jego opowieści – Dla mnie to dziwne. W każdym razie – tam się zaczął nasz romans, w biurze. Poprosiła, żebym na nią poczekał. Wiedziała, że i tak będę robił nadgodziny, siedziałem do późnego wieczora. Wydaje mi się, że wtedy naprawdę zależało jej tylko i wyłącznie na kluczu do archiwum, który chciała zdobyć ubierając krótką spódnicę…
Urwał, by resztę dopowiedzieli sobie sami. Czy potrzebowali aż takich szczegółów? Tak, tak sądził. Skoro już miał możliwość oczyszczenia się z zarzutów i udowodnić, że wina nie leżała tylko po jego stronie, to właśnie tak chciał to rozegrać.
– Zostawiła żakiet. Nigdy nie dowiedziałem się, czy zrobiła to specjalnie czy faktycznie po prostu zapomniała. Nie wróciła po niego następnego dnia, coś mnie podkusiło, żeby jej go oddać osobiście. Znalazłem adres w rekordach w Ministerstwie, poszedłem do niej i kiedy spędzaliśmy miło razem czas, przeszkadzały nam wybuchy za ścianą. Kojarzysz? Wtedy właśnie pojawiłeś się ty i dowiedziałem się, że wy dwoje się znacie. Te okrzyki o przeznaczeniu naprawdę mnie rozbawiły, ale wtedy jeszcze nie podejrzewałem cię o zapędy wróżbiarskie. Spotkałem się z nią jeszcze kilka razy poza godzinami pracy i zostaliśmy parą.
To był chyba dobry moment na chwilę przerwy. Napił się, zaciągnął dymem z cygara, pozwolił bratu na przetrawienie tego, co do tej pory usłyszał i zadanie ewentualnych pytań, albo chociaż skomentowania tego monologu.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 649
  Liczba postów : 827
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Sob Sty 06 2018, 18:52

Nie miałem zamiaru przywoływać tematu Ruth w święta. Nie była to rzecz, o której miałem zamiar urządzić swobodną pogawędkę przy stole, a już na pewno nie miałem w planach wciągania w rozmowę całego rodzeństwa. Spojrzałem z nieskrywanym zaskoczeniem na siostry, które wydawały się zapomnieć o zwadach i wyzwiskach sprzed kilku minut, by z niezwykle zatroskanymi minami uczestniczyć w naszym braterskim "pojednaniu". Moje brwi powędrowały wysoko w górę, ginąc między kosmykami opadającej mi na czoło grzywki. Kto by pomyślał, że nagle cała uwaga skupi się na fakcie, że "pokłóciłem się" z Dorienem o dziewczynę? De facto żadna kłótnia nie miała miejsca - były jedynie nieprzychylne spojrzenia, zniecierpliwione wywrócenia oczami, złośliwe prychnięcia oraz mnóstwo niewypowiedzianych z mojej i jego strony słów, które najwyraźniej tego wieczora miały finalnie odnaleźć ujście. Starałem się panować nad sobą i powstrzymać swój język od gadania wszystkiego, co mu ślina przyniesie, a jako że potrzebę miałem cholernie dużą, wspomogłem się fizycznie, przyciskając dłoń ściśniętą w pięść do warg. Ból po ich wewnętrznych stronach, gdy napierały na twarde zęby skutecznie mnie otrzeźwiał - na tyle, że nie wydałem z siebie żadnego parsknięcia zniecierpliwienia, gdy Dorien rozpalał w najlepsze cygaro i wygłaszał tą gadkę, żeby mu nie przerywać, bo coś tam.
Miałem świadomość, że Ruth poznała Doriena w Ministerstwie, wiedziałem o jej stażu i o tym, że robiła go w tym samym Departamencie. Powiedziała mi to przy okazji wizyty w jednym z pubów w Hogsmeade, chyba tego, w którym próbowałem jej coś wywróżyć z kłębolota. Początkowo wydawało mi się to całkiem dziwne, że od razu nie skojarzyła ze sobą dwóch nazwisk, to fakt, lecz wtedy jakoś przepuściłem tą nieścisłość bokiem. Okej, mieliśmy dość liczną rodzinę - ale w związku z tym mogła się tym bardziej domyślić, że występuje między nami pokrewieństwo. Równie wielkiego debila zgrywała, gdy przypadkowo przeszkodziłem jej w rozmowie z Liamem - wtedy też nie wiedziała, że mój starszy brat jest nauczycielem transmutacji? Dziewczyna tak inteligentna, a z takimi brakami w logicznym myśleniu?
Słuchając jego historii, pokiwałem głową w miejscu, gdy przyznał, że jego zdaniem był to bardzo dziwny element. Mi też to nie pasowało, a gdy Dorien mi to uświadomił i przypomniał, jak sprawa wyglądała z mojego punktu widzenia, poczułem, jak w moim ciele zaczęło rozchodzić się uczucie mocnego dyskomfortu. Ile jeszcze przeszło mi koło nosa? Ile jeszcze faktów przegapiłem? Jak bardzo byłem ślepy lub też w jakim stopniu dałem się oszukać, omamić?
Chyba w znacznym. Dalsze elementy opowieści Doriena wywołały zniesmaczony grymas na mojej twarzy. Nie wiedziałem, dlaczego jego wersja była dla mnie takim zaskoczeniem. Może dlatego, że pokazywała mi osobę Ruth w nieco innym świetle? Jako dziewczynę znacznie bardziej wyrachowaną, może nawet perfidną, jeśli już pokusiłem się o mocne przymiotniki. Przy mnie taka nie była, nie poznałem tej strony i już wiedziałem, co było tego powodem - najwyraźniej stałem się jakimś elementem jej prywatnej gry. Zorientowałem się, że słuchałem słów starszego brata z mocno bijącym sercem i przyspieszonym oddechem.
I to jedno zdanie...
Gorąc uderzył mnie w twarz, gdy powiedział o wróżbiarskich zapędach. Tyle miesięcy skrzętnego ukrywania się, odwracania podejrzeń sprowadziło się do momentu, gdy moje największe tajemnice zostały wywleczone przy rodzinie, najpierw przez świętą Vivien, a teraz dodatkowo przez Doriena, którego obawiałem się najbardziej. Wiedziałem, że gdyby nasz konflikt zagonił się jeszcze bardziej, a on dowiedziałby się, co działo się w moim mieszkaniu od kwietnia, miałbym krótko mówiąc przejebane. I jeszcze te wybuchy, Merlinie, wody...
- Więc - zacząłem, lecz przerwałem, gdyż w moich ustach zagościła potworna suchość, w wyniku której język wręcz lepił mi się do podniebienia. Odchrząknąłem, po czym spróbowałem ponownie. - Chcesz mi powiedzieć, że przez cały ten czas... Ona nic Ci nie mówiła... O mnie? - Brzmiałem żałośnie, wiedziałem to. Słyszałem chrypę w swoim głosie i podejrzewałem, jak musiałem teraz wyglądać, gdy tak patrzyłem na Doriena, usilnie próbując powstrzymać gwałtowne bicie serca i zwolnić oddech, co sprawiało, że robiło mi się słabo. Dobrze, że opierałem się o parapet plecami, bo pewnie osunąłbym się z wrażenia na ziemię. Jego odpowiedź również znałem, ale sam starałem się grać na czas, pozbierać myśli. - Nalejesz mi coś jednak? Na trzeźwo nie wytrzymam - powiedziałem cicho, oglądając własne buty, tak błyszczące, że mógłbym w nich poprawić fryzurę. Spojrzałem ponownie w twarz starszego brata, zupełnie zapominając o obecności w pokoju Vivien i Beatrice. To była nasza chwila. - Dorien... Ja też nie chcę, żebyś myślał, że próbowałem wam coś zepsuć. Ręki nie przyłożyłem do tego, byście się rozstali, a zresztą sam nie wiem, jak do tego doszło. Przez cały ten czas po prostu... Byłem zazdrosny. Teraz nawet już nie wiem, czy o nią, czy o to, że Tobie znów się coś udało. Że sięgnąłeś po to, czego chciałeś, zanim ja zdążyłem to w ogóle dostrzec. Że ponownie byłeś tym zwycięskim Dearem, tym, któremu się powodziło, a ja zostałem, krótko mówiąc, upokorzony. Nie udawaj, że Cię to nie bawiło, że tego nie pragnąłeś, bo doskonale to widziałem. W kwestii samej Ruth... Ja jej nie chciałem - powiedziałem, a moje słowa zaskoczyły mnie prawdopodobnie tak samo jak jego. - Była dla mnie ważna, to prawda, dlatego nie chciałem, by się z Tobą związała. Bałem się, że ją zranisz - dodałem, patrząc na niego z wręcz namacalnym oczekiwaniem na reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Salon   Nie Sty 07 2018, 13:23

Kobieta, o której oboje tak namiętnie rozprawiali musiała z pewnością być bardzo znaczącą osobą w ich prywatnym sporze i rozgrywce. Beatrice nie wiedziała zbyt wiele o niej. Zresztą, nawet nie specjalnie ją ona interesowała. Ale to, co mówili teraz obaj panowie, musiało mieć dla niej znaczenie. Nie wiedziała, dlaczego właściwie tak się działo. Ale po prostu tak było. Przejmowała się ich losem. Mocno. A z tego co zdążyła zorientować się w sytuacji, to obaj cierpieli przez jedną i tą samą osobę. Przez niejaką Ruth. Wyglądało na to, że obojgu im na niej zależało, ale każdemu w inny sposób. A ona obojga ich próbowała wykorzystać.
Cała ta sytuacja w pewien sposób poruszyła niektórymi strunami umysłu Beatrice. Nie miała najlepszych stosunków z braćmi. Z siostrą zresztą też. Ale jak powiedziała wcześniej, to była rodzina. A nie mogła pozwolić na to, aby ktokolwiek w jej rodzinie cierpiał. Nie chciała pozwolić na to i nie zamierzała. Zaczęła żałować, że nie wiedziała o tym wcześniej. Że nie dane jej było poznać tej całej Ruth i móc jej powiedzieć to, co w tej chwili o niej myślała. Byłoby tego sporo. I pewnie zmieniłoby to delikatnie mówiąc postrzeganie kobiety na świat. W tym momencie nie mogła jednak nic zrobić, aby to naprawić. Mogła wstawić się za jedną ze stron. Chociaż nie powinna. Ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu. Chłopaki musieli tę sprawę rozwiązać między sobą. Bez jej czy Vivien pomocy.
Nie skomentowała w żaden sposób słów, które teraz padły. Swoje przemyślenia zachowała dla siebie. Zamiast tego, wstała z miejsca i podeszła do podwyższenia, gdzie stał czarny fortepian, po drodze uzupełniając jeszcze swój kieliszek. Oparła się o fortepian i upiła kolejny łyk wina. Czekała na stosowny moment, aby dodać coś od siebie. Z pewnością jeszcze on nie nadszedł. Chłopaki jeszcze musieli sobie coś dopowiedzieć. Dlatego czekała. Popijała wino i czekała.

Nie wiedziała, co by Bea mogła powiedzieć chłopakom, prócz tego, że są debilami, więc nie powiedziała nic xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2043
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Wto Sty 09 2018, 22:05

Aż dziwne, że Calum przyjął te wszystkie wiadomości aż nadto spokojnie, aczkolwiek Dorien był bardzo zadowolony z takiego obrotu spraw. Fakt, nie skończył jeszcze swojej opowieści, choć dał już bratu spokój z tym całym wróżbiarstwem. Wystarczyło, że lekko pobladł, gdy zrozumiał jak wiele osób już wie o jego sekrecie. Jeśli natomiast uważał, że Dorien mógłby się zachować jak skurwiała świnia i opowiedzieć o wszystkim już i tak zawiedzionemu postępowaniem swoich dzieci ojcu… To w zasadzie mógł mieć rację, ale tylko pod warunkiem, że nienawiść między braćmi pogłębiłaby się co najmniej dwukrotnie.
Dorien pokiwał lekko głową, potwierdzając, że Ruth nic nie mówiła na temat ich przyjaźni, ani nawet o tym, że się znają. No, przynajmniej do pewnego momentu. Rewelacji było dużo, dużo więcej, i miał nadzieję, że niczego nie pominie w tym swoim wywodzie.
– Kiedy już zaczęliśmy się spotykać, to naprawdę mieliśmy ciekawsze zajęcia. Ja sam nie skojarzyłem, że w ogóle możecie się znać z prostej przyczyny, którą doskonale znasz. Nie czułem potrzeby rozmyślania, czy może akurat ta atrakcyjna dziewczyna, która tak mi się spodobała chodzi sobie z tobą na kawę albo pisze za ciebie wypracowania. Poruszyliśmy twój temat po tej imprezie, z której ją odbierałem. Zachowałem się wobec ciebie jak gnida, ale nie było mi z tym źle. Nie mówiła, że też tam będziesz, a jeśli sama cię poprosiła, żebyś wyszedł razem z nią… - zacmokał cicho, jakby właśnie doszedł do oczywistego wniosku - O Liamie też nie wiedziała, czy się nie domyśliła. Zapytała mnie, pełna pretensji, czemu jej nie powiedziałem, że opiekunem jej domu i nauczycielem transmutacji jest mój starszy brat. Ja się jego życiem i awansami nie interesuję, za to ona chyba doskonale znała jego nazwisko. Ciebie też z nim nie powiązała? – wstał i na prośbę brata nalał mu alkoholu do szklanki. Przytrzymał cygaro w ustach, a nie znając preferencji Caluma podał mu whisky – Rozepnij sobie ten guzik pod szyją i uspokój się trochę, bo zaraz zawału dostaniesz. I wiem, że nie miałeś nic wspólnego z moim rozstaniem z Ruth. Powód był zupełnie inny.
Długo się zastanawiał nad tym, czy powinien im powiedzieć o jej statusie krwi. Z jednej strony chciał być w pełni usprawiedliwionym, z drugiej – sam wiedział, że pomimo jego konserwatywnych zapędów byłby w stanie to znieść, pod warunkiem, że nikt inny poza ich dwojgiem nigdy by się o tym nie dowiedział. Jeśli tylko obiecałaby dochować milczenia i byłaby w stanie tę obietnicę spełnić, do końca życia dzieliliby ten sekret i w przeciągu kolejnego roku bądź dwóch byliby małżeństwem.
– Pamiętasz jak w trakcie meczu w Grecji wybiłem ci zęba? – nie mógł nie pamiętać, aczkolwiek Dorien nie mógł sobie odmówić tej drobnej złośliwości – Celowałem w ciebie, to fakt, ale nie sądziłem, że będę aż tak dokładny. Przepraszam – przyznał szczerze i kontynuował – Nie wiem czy zauważyłeś, ale tuż po tym jak mężnie i dzielnie uratowałem naszego starszego brata od utonięcia, całkiem nieźle go znokautowałem. Nie bez przyczyny. Jakieś dwa dni przed moim pojawieniem się na wyspie skutecznie dobrał się Ruth do majtek.
Takim radosnym akcentem zakończył, choć wiedział, że pewnie jeszcze padnie kilka niemiłych słów lub pytań ze strony brata. Vivien też znała Ruth, tak bardzo się cieszyła, gdy dowiedziała się kim jest wybranka Doriena.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 649
  Liczba postów : 827
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Salon   Nie Sty 21 2018, 17:18

Sam dziwiłem się temu, jak swobodnie przychodziło mi zaakceptowanie takiego stanu rzeczy. Jakby nie było zdążyłem się już oswoić z tym, że Ruth wyjechała, zresztą miałem w tym czasie masę własnych zmartwień i problemów, z którymi radziłem sobie lepiej lub gorzej i które zajmowały wszystkie moje myśli. Rozdrapywanie tej rany z przeszłości nie było tak złe jak początkowo sądziłem, że mogłoby być - w środku wszystko było już zabliźnione.
Rzeczy, które opowiadał Dorien z jednej strony brzmiały bardzo wiarygodnie, z drugiej nieprawdopodobnie głupio. Do głowy by mi nigdy nie przyszło, że tak inteligentna dziewczyna jak Wittenberg, która zdawała się rozgryzać ludzi po jednym spojrzeniu, nie była w stanie skojarzyć, że ja oraz moi starsi bracia byliśmy rodzeństwem. Tym bardziej sprawa Liama mnie zaskoczyła - poważnie? Był naszym opiekunem domu, wielokrotnie zwracałem się do niego po imieniu lub spoufalałem się, bo przecież to było dla mnie naturalne. Może miała mnie za idiotę, który każdemu nauczycielowi mówi per "ty"? Z Dorienem była inna sprawa, on pracował w Ministerstwie, nie utrzymywał z nami zbyt dobrych kontaktów, ale z Liamem miała do czynienia podczas lekcji, na których ja też siedziałem...
- To wszystko brzmi niedorzecznie - stwierdziłem, niechcący włażąc mu w słowo. - Jak ona mogła tego nie ogarnąć? Co, tylko udawała taką mądrą? - rzuciłem, nie kryjąc jadu i pretensji - ale nie w kierunku Doriena, tylko nieobecnej w pokoju Ruth. Nie mieściło mi się to w głowie. Automatycznie wykonałem polecenie brata, odpinając guzik przy kołnierzy i od razu czując się znacznie swobodniej. Poprawiłem też rękawy, podciągając je nieco.
Zamrugałem gwałtownie, gdy otrzymałem przeprosiny za ten nieszczęsny, wybity ząb. Trochę się speszyłem, że poruszył ten temat, który dla mnie był zdecydowanie wstydliwy i już kątem oka widziałem uśmieszki czające się na twarzach sióstr - je też to bawiło, z pewnością.
- Nieważne, wypadek to wypadek - stwierdziłem, a w środku byłem całkiem ukontentowany. Akurat tego nie spodziewałem się kiedykolwiek usłyszeć. - Ale niestety nic nie widziałem, zająłem się swoim dupskiem i brakiem uzębienia - skwitowałem...
A dopiero potem dotarło do mnie, co Dorien w praktyce powiedział. Liam dobrał się Ruth do majtek? Wiadomość ta niemal zwaliła mnie z nóg.
- Co? - rzuciłem ze szczerym niedowierzaniem. - Jak to się mogło stać? Przecież Ruth z Tobą... A potem z nim? Co? Nie, to już przesada - mówiłem, analizując tą sytuację w głowie i kompletnie nie widząc w niej sensu. Po jakie licho Liam miałby się interesować zawartością jej gaci? A on? Poważnie, z opiekunem domu? Nie mogłem też pozbyć się wrażenia, że zostałem oszukany - Liam wiedział o moich ówczesnych "uczuciach", a mimo tego zrobiłby to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Salon   

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Świstokliki
 :: 
Mieszkania
 :: 
Dom Dearów
-