IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Puebla

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Puebla   Wto Maj 09 2017, 22:55


Puebla



Puebla to miasto położone w środkowym Meksyku. To miejsce, w którym możesz pozwiedzać - znajduje się tu muzeum historii walk o niepodległość i rewolucji meksykańskiej, a także kościoły i klasztory cechujące się niesamowitą architekturą. Zwykle panuje tu niezwykły upał... ale spokojnie! Miasto obfituje wieloma atrakcjami, a na każdym rogu znajdziesz bar, w którym można nieco odpocząć i napić się czegoś dobrego. Skosztujesz tutaj również najbardziej meksykańskich potraw i nasłuchasz się pięknego hiszpańskiego! A jeśli tylko zapragniesz zapuścić się w kręte, niewielkie uliczki, odkryjesz prawdziwe piękno Puebli. Stara szamanka chętnie powróży ci z dłoni, a tajemniczy starszy pan z uśmiechem zaoferuje dziwnie pachnącą herbatę. Jakieś dzieciaki z pewnością spróbują zaciągnąć cię do gry w piłkę nożną!
To czarujące miejsce, w którym czas zdaje płynąć się wolniej, niż gdziekolwiek indziej (a przecież Puebla wcale nie jest taka mała!). Ciężko opuścić to miasto - ale jeśli już się to zrobi, powrót jest nieuchronny.


______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Sro Maj 10 2017, 00:17

Ezra nigdy nie był fanem przemocy, naprawdę. Co wcale nie było takie zaskakujące, skoro posiadał raczej posturą tego, który zazwyczaj obrywał lub musiał posiłkować się zasobami energii w nogach. Nie, Ezra zdecydowanie wolał bardziej wyrafinowane sposoby niż to męskie mordobcie. Leonardowi trzeba było jednak przyznać jedno - na ringu potrafił zrobić niemałe wrażenie. Jeśli Ezra wcześniej nie doceniał, jak bardzo Gryfon hamował się podczas ich pseudo bójki na festynie, teraz zdecydowanie to robił. Może nie był znawcą boksu, ale Leonardo wydawał się być technicznie doskonały. Poza widowiskiem była więc to ważna notatka do zapamiętania - nigdy nie doprowadzać tego chłopaka do granicy wytrzymałości. (Nie żeby Clarke obawiał się, że przyjaciel może zrobić mu jakąś krzywdę. Uwielbiał go przecież!)
Teraz Ezra czekał, aż Leo wyjdzie z budynku, w którym odbywała się walka. Trochę niecierpliwie wystukiwał rytm nogą, chcąc już pogratulować chłopakowi wygranej i podzielić się z nim swoimi wrażeniami. A one go przepełniały, w końcu nie tylko ta walka wywoływała u niego emocje, ale także sam fakt, że znajdowali się w Meksyku. Do Ezry wciąż jakoś to wszystko nie docierało. Kiedy poprzednio rozmawiał o tym z Leonardem, nie sądził, że walka odbędzie się aż w Meksyku. Nie sądził, że będzie miał okazję poznać jego rodzinę. I na pewno nie sądził, że będzie się tak tymi walkami emocjonował - szczególnie podczas tych momentów, kiedy obrywał Leo.
Wreszcie Krukon dostrzegł wychodzącego przyjaciela, więc natychmiast dołączył do niego, uśmiechając się szeroko i nie dając mu możliwości na odezwanie się pierwszemu.
- Wow. To było... Mocne. Wow. A ja myślałem, że kłamiesz z tym mistrzem Meksyku - zaśmiał się lekko. - Właśnie w moich oczach urosłeś jeszcze kilka centymetrów. Jestem z ciebie dumny, kolego. - Udał, że wyciera z policzka wyimaginowaną łzę dumy, a potem wreszcie przyciągnął chłopaka do przyjacielskiego uścisku, czy ten tego chciał, czy nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Puebla   Sro Maj 10 2017, 00:47

Leo zawsze był fanem przemocy. Miał po babce w sobie sporo agresywności, której nie uważał za nic złego - na ringu ten zapał bardzo mu się przydawał. Wszystko sprowadzało się do tego, że potrafił obronić swoich bliskich i relaksował się w sposób aktywny. Same plusy! Czy to boks, czy poszczególne sztuki walki, czy już MMA... Leosia ciągnęło równo do wszystkiego, gdzie mógł nieco wyżyć się na drugim człowieku.
Nie zapraszał raczej znajomych na zawody. Zapewne częściowy wpływ miała na to obawa, że ośmieszy się w ich oczach... nie chciałby, aby ktoś dotkliwie wypominał mu porażkę. Martwiło go również, że nie da rady presji, albo zwyczajnie się rozproszy. Nic takiego jednak teraz się nie wydarzyło - z Ezrą oglądającym walki Leonarda przepełniła przyjemna motywacja. Chciał się pokazać z jak najlepszej strony, ale jakimś cudem nie stracił kompletnie głowy i nie zrobił niczego głupiego.
Budynek opuścił krokiem sprężystym, choć kolana uginały mu się niebezpiecznie (tak mu się zdawało). Przejęty i pełen entuzjazmu nie odczuwał jeszcze zmęczenia, ale zwycięstwo potrafiło zwalić z nóg. Teraz na przykład wiedział, że może się przewrócić w każdej chwili, tak bardzo kierują nim emocje.
Nie udało mu się odezwać do Ezry, bo ten niczym salwa zaklęć wyśmienitego aurora już wystrzelił z własnymi wrażeniami. Leo pozostawało uśmiechanie się.
Nie spodziewał się uścisku, ale nigdy od takich gestów nie stronił - chociaż teraz zachwiał się nieco i chyba przełożył trochę zbyt wiele ciężaru własnego ciała na biednego Krukona. Warto jednak wspomnieć, że Leo był cały poobijany i tylko ostatkiem sił powstrzymywał się od opieprzenia Ezry za taki brak delikatności i wyczucia.
- Cieszę się, że ci się podobało - sapnął w końcu, odsuwając się i przeczesując palcami włosy. Nie mógł przestać się uśmiechać.
- I jestem trochę w szoku. Myślałem, że się kompletnie zrazisz... ale hej, to było zajebiste! Nawet nie wiesz, jak dziwnie tak z kimś. Znaczy, jak byłem dzieciakiem i miałem jakieś zawody, to ojciec ze mną jeździł, ale... POZNASZ MOJĄ RODZINĘ. - Dobry był w powstrzymywaniu zmęczenia, gorszy w powstrzymywaniu słowotoku. Leo niemalże skakał w miejscu, prowadząc Ezrę do niewielkiego autokaru. Wcisnął dwa bilety kierowcy, uśmiechając się diabolicznie w stronę swego towarzysza. - Żadnej teleportacji. Trzeba trochę pozwiedzać! I przygotować cię mentalnie. - Wcale nie chodziło o to, że na skórzanym, obdartym fotelu będzie mu się świetnie spało. Leo usadowił się wygodnie, rzucając sobie torbę pod nogi. Zawsze myślał po zawodach, że nigdy nie zmruży oka - a potem padał, jak małe dziecko. Jeśli Ezra w trakcie podróży do Puebli oczekiwał jakiejś rozrywki w postaci rozmowy, to jego zadaniem pozostawało utrzymywanie Leo w stanie przytomności.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Sro Maj 10 2017, 14:55

Być może Leo tak dobrze poszło również dlatego, że Ezra zachowywał się naprawdę nienagannie. Nie narobił mu wstydu wbrew wcześniejszym zapewnieniom. Miał wrażenie, że Leo jednak może chcieć jeszcze wrócić do Meksyku. No i Ezra chciał być jeszcze gdzieś zaproszony, więc byłoby to działanie przeciwko samemu sobie.
Uścisk może był trochę nieprzemyślanym pomysłem, ale od kiedy zastanawianie się nad Każdym gestem istniało w ich znajomości?
- Dlaczego miałbym się zrazić? Raczej spodziewałem się, że to nie będzie przypominać dziecięcej przepychanki. - Uśmiechnął się pobłażliwie w jego stronę, tym razem będąc zmuszonym do słuchania słowotoku Leo. I nawet sam nie wiedział, który z nich się bardziej ekscytował tym całym wspólnym wyjazdem. - Wiem, podejrzewam, że poznanie twojej rodziny będzie moim wyzwaniem. To dopiero będzie dziwne... - Potrząsnął głową, bardziej skupiając się na kierunku, w którym prowadził go Leo. Uniósł zdumiony brwi, ale nie skomentował wyboru transportu, dopóki nie znaleźli się w pojeździe. - Moglibyśmy być dosłownie za minutę w twoim rodzinnym domu, a ty wybierasz jakiś autokar, w którym zaraz nie będzie czym oddychać? Albo tylko udajesz, że jesteś czarodziejem, albo brak ci klasy - zażartował ze zrezygnowaniem, zajmując miejsce obok Leo. Vin-Eurico bez wątpienia był zmęczony, ale z drugiej strony Ezrę rozpierała energia - kwestia czasu, aż zacznie się wiercić. To był kolejny argument przemawiający za teleportacją.
Nie to, że aż tak nie mógł się doczekać spotkania z krewnymi Gryfona. Właściwie ten punkt wycieczki powodował u niego największe wątpliwości. Przygotować się mentalnie? Ezra właśnie starał się myśleć jak najmniej o poznaniu rodziny Leonarda, a każda dodatkowa minuta przedłużała jego niepewność. Całkiem możliwe, że to był błąd Clarke'a, że nigdy nie okazywał, że spotkania z nowymi ludźmi też w jakimś stopniu wpływają na niego stresogennie. Bo to mimo wszystko było trochę denerwujące - 14:14
może nie tak bardzo jakby to było zapoznanie z rodzicami swojej dziewczyny, ale Ezra wiedział, że i tak pewnie znajdzie tysiąc sposobów, żeby jakoś się wygłupić. Tym bardziej, że nie miał pojęcia czego się spodziewać po rodzinie Vin-Eurico - dystansu czy ogromnej otwartości? Poczucia humoru? Zbyt trudnych pytań?
- Tylko nie zasypiaj. Skoro już mnie tu przywiozłeś, to teraz mnie zabawiaj, Leonardo. - Normalnie by go jeszcze szturchnął, ale jakieś resztki delikatności posiadał. - Opowiedz mi coś o Puebli - Zaproponował w końcu. Ezra niewiele wiedział o innych kulturach, poza angielską. Krukon wyjął z kieszeni mugolską zabawkę - kostkę Rubika - i z nudy zaczął przekręcać kwadraciki. Nawet nie chodziło o samo ułożenie, co o zajęcie w jakiś sposób rąk i umysłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Puebla   Sro Maj 10 2017, 16:00

Leo był prawie pewien, że to jego umiejętności zapewniły mu zwycięstwo, a nie nienaganne zachowanie Ezry.
Oczywiście, nie narzekał zupełnie na Krukona! Cieszyła go jego obecność i ekscytowała, w pewnym sensie dodając skrzydeł. Najprzyjemniejsze w tym wszystkim było to, że Ezra przecież sam zaproponował, że chętnie wybrałby się na zawody. Nikt nigdy tego nie mówił, a nawet jeśli, to rzucał te słowa bez większego zastanowienia i nic z tego nie wychodziło. A tu proszę, byli razem w Meksyku!
- Spodziewać się, a zobaczyć na własne oczy... - wzruszył łagodnie ramionami, co przypomniało mu, że lewy bark szwankuje. Postanowił się tym teraz jednak nie przejmować, bo co mógł zrobić? Znajomy już schłodził mu obolałe miejsce, a nad czarami Leoś nawet się nie zastanawiał. - Och, moja rodzinka jest cudowna, mówiłem ci. - Nie udało mu się dodać nic w tym temacie, bo Ezra jednak pokusił się na skomentowanie ich środku transportu. Vin-Eurico mrugnął do niego wesoło, wyjmując z torby butelkę wody i biorąc kilka łyków. Było już popołudnie, a słońce chyliło się ku horyzontowi, ale w Meksyku nie oznaczało to wcale wielkiego ochłodzenia. W szczególności nie, jeśli znajdowali się w niewielkim autokarze, którego klimatyzacja pozostawiała wiele do życzenia.
Leonardo był zachwycony.
- Ej, nie udaję! Pewnie raczej chodzi o brak klasy, ale powinieneś to docenić. Daję ci możliwość na podziwianie widoków, mi querido, a one są nieziemskie. - Dźgnął leniwie swojego towarzysza pod żebra, aby jakoś wzbudzić w nim motywację do podziwiania mijanych widoczków. Jeszcze zbyt ujmujące nie były, bo dopiero wyjeżdżali z nieco bardziej centralnej części stolicy, ale no.
- Postaram się - westchnął, ale prośba chłopaka bardzo go zaskoczyła. Zerknął na niego z niedowierzaniem - O Puebli? Myślałem, że coś o mnie, ej. - Chwilę milczał, aby ustalić sobie chociaż trochę, co może powiedzieć. Chciał jak najlepiej zareklamować swoje miasto i w gruncie rzeczy, to nie było trudne. - Puebla jest mniejsza od Meksyku i chyba bardziej klimatyczna, bo mniej nastawiona na turystykę. Nie ma aż tylu miejsc do zwiedzania, jakieś kościółki czy katedry... Ale to bardzo urocze miasto. Jeśli jesteś fanem architektury, albo po prostu ślicznych uliczek, to dobrze trafiłeś. - Brzmiał trochę jak agent z biura podróży, więc postanowił zmienić ton głosu i dodać coś bardziej od siebie. - Moim zdaniem, to wyjątkowo meksykańskie miasto. Niedaleko mojego domu jest taka budka, w której sprzedają najlepsze churrosy na świecie. Poważnie, są nieziemskie i o niebo lepsze od tych, które robi moja babka... Czego jej, broń Merlinie, nie przekazuj. - Z zafascynowaniem obserwował, co Ezra robił z kostką Rubika. Leo kojarzył tę zabawkę, widywał ją wielokrotnie, ale jakoś nigdy nie wpadła mu ona w ręce. I chyba dobrze, bo to nie wyglądało na zajęcie, które mogłoby mu się szczególnie spodobać. - Chociaż myślę, że akurat babką nie powinniśmy się martwić, bo pewnie jest teraz w Turcji, u swojej córki... Mojej ciotki. Nie trawię tej kobiety. - Nawet nie zorientował się, że zboczył z tematu. Cieszył się na powrót do domu i spotkanie swojej rodziny. Dom nigdy nie był pusty, wręcz przeciwnie - zwykle przewijały się tam całe tłumy.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Sro Maj 10 2017, 21:57

- Nie zmieniłem o tobie zdania, Leonardo. W normalnych okolicznościach jesteś tak przerażający jak przerośnięty szczeniak. - Mrugnął do niego wesoło. Ale to była szczera prawda! Aparycja Leo oscylowała pomiędzy byciem gorąco atrakcyjnym a byciem nieprawdopodobnie uroczym. Ezra nie wiedział, jak to było możliwe. Zazdrościł mu tej cechy! - Ciężko tak na słowo uwierzyć... Ej, ale nie rzucaj mnie im samotnie na pożarcie. Masz tam cały czas obok być. - Generalnie Ezra jak na razie planował trzymać się Leonarda, jakby był jego cieniem. No chyba że miał jakąś ładną kuzynkę, którą jeszcze się nie pochwalił! Ogólnie uroda meksykańska chyba była taka, że nawet jeśli ktoś nie był typowo atrakcyjny, to i tak miał coś w sobie. A to prognozowało pozytywnie.
- Hej! Ręce przy sobie - zaprotestował ze śmiechem na dźgnięcie i trzepnął Leo po rękach. Na to osoba siedząca przed nimi rzuciła w jego kierunku spojrzeniem - no tak, jakoś przy Gryfonie zdarzało mu się zachowywać zbyt głośno, jakby zapominał, że znajdują się wśród innych ludzi. Uśmiechnął się przepraszająco. - Oby te twoje widoczki były warte rozklekotanego autokaru - wymamrotał, obserwując wolno przewijające się krajobrazy za oknem. Ani nie były szczególnie brzydkie, ani zapierające dech w piersi. Takie zwyczajne. Podejrzewał, że zmieni zdanie jak wyjadą na bardziej prowincjonalne tereny. A dopóki to nie następowało, mógł skupić się na Leo - to w końcu też był całkiem niezły widok.
- O Puebli i o tobie. Podejrzewam, że te dwa tematy się łączą, skoro tu się wychowywałeś, więc możesz to potraktować jako pośrednie pytanie o ciebie, jeśli potrzebujesz się podbudować. - Przewrócił wymownie oczami.
Uważnie słuchał słów chłopaka, próbując sobie jak najlepiej wyobrazić miasto, o którym rozmawiali. Nie było to jednak proste. Co znaczyło według Leo określenie "meksykańskie"? Ezra też kompletnie nie wiedział, czym są te nieziemskie churrosy, które tak wychwalał przyjaciel, więc tylko uśmiechnął się niepewnie, kiwając głową. Jeśli rodzina Leonarda lubiła posługiwać się różnymi rodzimymi określeniami, a nie uniwersalną angielszczyzną, przeczuwał, że większość czasu jego myśli będą przypominać jeden wielki znak zapytania.
- Dlaczego jej nie trawisz? - dopytał, chcąc po prostu zachęcić go do kontynuowania trochę chaotycznych myśli. Ezra nie lubił mówić o sobie, ale za to chętnie dowiadywał się nowych rzeczy o innych. Po prostu lubił wiedzieć. To chyba zawsze dawało jakąś przewagę.
- Możesz spróbować, jeśli chcesz - powiedział, dostrzegając wzrok Leo. Ezra kostką kręcił z jednego powodu - bardzo zależało mu na kształceniu podzielności uwagi. Dzięki takim prostym czynnościom, który stały się jego rutyną, jednocześnie mógł słuchać Gryfona, składać odpowiednie kolory i jeszcze kontrolować otoczenie. To właśnie czyniło go dobrym kieszonkowcem. Leo skupiał się na rozwoju ciała, natomiast Ezra umysłu. Może jednak słusznie trafił do tego Ravenclawu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Puebla   Sro Maj 10 2017, 22:23

Tak, Leo mógł być przerośniętym szczeniakiem. To jest, takie określenie całkiem mu pasowało i wcale nie czuł się obrażony, toteż po prostu skinął głową na znak pojednania. Zwykły Leo i Leo z ringu to były zupełnie dwie różne osoby i Ezra przekonał się o tym na własnej skórze. Sam Gryfon niezbyt wiedział, jak to działa, ale cieszyło go to. Większość swoich negatywnych lub po prostu burzliwych emocji wolał wyładowywać na treningach, niż w przypadkowych sytuacjach.
Jasne, że to nie było wszystko...
- Nie opuszczę cię na krok - przewrócił oczami z rozbawieniem. Trochę śmieszyło go to, że Clarke bardzo starał się być opanowanym, a jednocześnie pokazywał, że czuje się niepewnie. Było w tym coś niesamowicie uroczego i ujmującego. Vin-Eurico zwykle nie analizował za bardzo sytuacji i żałował pewnych rzeczy po fakcie, zamiast martwić się przed czasem. Z drugiej strony, chociaż był z rodziną bardzo blisko, to wcale tak każdego do nich nie przyprowadzał - częściowo dlatego, że po prostu specyficzne z nich istotki. Poważniejszym powodem było jednak to, że Leo niezbyt potrafił utrzymać kogoś przy sobie... W romantyczny sposób. Przyjaciół miał, ale tych jakoś nie ciągnęło do poznawania wszystkich bliskich.
Do mężczyzny siedzącego przed nimi uśmiechnął się i rzucił bardzo radosne "lo siento", bo faktycznie mogli być nieco upierdliwi. A jeśli komuś w Meksyku przeszkadzało zachowanie innych osób, to rzeczywiście musieli zachowywać się nagannie.
- Hej, tylko sprawdzam, czy ci na mnie zależy - zażartował. Krukon go słuchał i było to widać, a Leo lubił być słuchany. Lubił ogólnie być w centrum uwagi i lubił mieć świadomość, że nie jest ignorowany. Ezra potrafił mu to zapewnić nawet wtedy, gdy robił parę rzeczy naraz - a to podnosiło Meksykańczyka na duchu.
- Wiesz co, drzewo genealogiczne by mi się przydało. Chwila koncentracji! - Pstryknął dla otrzymania lepszego efektu. - Moja babka nie jest moją babką, znaczy się jest moją przyszywaną babką. Moja prawdziwa babka była olbrzymką. W każdym razie, mój dziadek ma z nią dwie córki i jedna z nich właśnie mieszka w Turcji. Stara się nie utrzymywać z nami kontaktu, bo "nie jesteśmy prawdziwymi czarodziejami". Moja druga ciotka jest normalna, więc nie wiem jak to się stało. - Krukon trochę trafił w sedno, ale prawdopodobnie przybił właśnie też gwóźdź do swojej trumny. Leonardo potrafił godzinami mówić o rodzinie, a przecież droga do Puebli trwała koło dwóch godzin... - Moja przyszywana babka jest jeszcze w miarę w porządku, ale widać, że dzieli rodzinę na dwie części i każdą traktuje inaczej. Mój ojciec ma dwójkę rodzonego rodzeństwa, więc są trzy półolbrzymy w rodzinie, ale jego siostry nigdy nie poznałem. Z tego co wiem, porzuciła magię. - Podrapał się lekko w kark z zamyśleniem. Zdawał sobie sprawę, jak zawile to brzmi, ale to chyba właśnie sprawiało mu najwięcej przyjemności. - Za to z ojcem i wujem jestem bardzo blisko... I mamą, oczywiście. Która, swoją drogą, jest mugolką i to dzięki niej tak dobrze gotuję.
Widoki zaczęły powoli zmieniać się na coraz ciekawsze i mniej "miastowe". Leonardo był wielkim fanem małych, klimatycznych uliczek, w których gęstej sieci można się zgubić. Uwielbiał jednocześnie ogromne przestrzenie, które można przemierzać wzdłuż i wszerz, w poszukiwaniu czegoś nowego. Nie potrzebował wiele do szczęścia - trochę kontaktu z naturą (i kogoś do pobicia, albo rozkochania).
- Niee, wolę nie. Ale nie przerywaj sobie, fajnie się to obserwuje. Niezły jesteś - przyznał, przekrzywiając lekko głowę. Sam nie był aż taki multizadaniowy, chociaż przyznawał to z bólem serca. Oczywiście, były czynności, nad którymi nie musiał siedzieć w pocie czoła...
- Rozgadałem się. - Podsumował, bo jakoś aż dziwnie mu się zrobiło, że w tak krótkim czasie wyrzucił z siebie aż tak dużo.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Czw Maj 11 2017, 00:08

- Mój bohater - parsknął, tym razem już wplatając w wypowiedź zwyczajowy kpiący ton. To zapewnienie było jednak trochę uspokajające - Ezra miał w sobie głęboką potrzebę bycia akceptowanym i lubianym, każda negatywna relacja bardzo go uwierała. Czasami zależało mu na naprawieniu z kimś kontaktów tak bardzo, że przesadzał w drugą stronę, wcale nie polepszając swojej sytuacji. (Ekhem Bridget). Tak jak obecność Ezry motywowała Leonarda podczas walk, tak świadomość, że Vin-Eurico będzie cały czas kontrolował sytuację, dodawała mu pewności siebie. Znaczyło to tyle, że Clarke zaczął być zależny od zachowań Gryfona. Czy to było dobre? Może i nie, ale podobnie czuł się względem Ruth i nigdy nie narzekał. To, że z Leonardem tak szybko złapał wspólny język nawet jego bardzo dziwiło, w końcu Ezra zazwyczaj dopuszczał do siebie ludzi tylko do pewnej granicy.
- Zależy - odpowiedział prosto, wzruszając ramionami. Załapał, że był to żart, ale kto zabraniał mu go przechwycić i użyć wedle własnego uznania? Czasami Ezra bywał poważny. - Myślisz, że jestem w cholernym Meksyku dla ślicznych uliczek czy dla ciebie?
Kiedy Leonardo zaczął rozprawiać o swoich poplątanych konotacjach rodzinnych, Ezra musiał jednak zaprzestać na moment innych czynności. Zmarszczył brwi i choć zdawało się, że patrzy w nicość, w wyobraźni Krukon wizualizował sobie kolejne słowa towarzysza. Ezra nie wyobrażał sobie nawet mieć tak dużej rodziny - a to przecież był tylko jej mały wycinek. Jeszcze bez wątpienia było mnóstwo kuzynów i kuzynek, krewnych po drugiej linii...
- Cały przekrój osobowości jest w twojej rodzinie. Już chyba wiem, dlaczego jesteś taki zahartowany na moje dziwactwa. - Uśmiechnął się lekko. Chyba wszystko udało mu się załapać... No, mniej więcej. Pewnie zamierzał poprosić Leo o ponowne wyłożenie mu tego, kiedy faktycznie będą dysponować drzewem genealogicznym. - To musi być zabawne, kiedy twój dom jest tak żywy, że sam nie wiesz kogo spodziewać się tym razem w domu. U mnie w dzieciństwie zawsze byliśmy tylko we czwórkę. Ja, Fela i rodzice - wspomniał mimochodem. To nie było uskarżanie się - właściwie Ezra lubił ten model, w którym funkcjonował. Działający u Leo był po prostu inny i dlatego ciekawił Ezrę.
- Jestem pewny, że byś załapał. Cała kostka działa na podstawie odpowiednich algorytmów. Wystarczy je poznać. Ale jak wolisz. - Wreszcie wrócił do przerwanej czynności, tym razem chcąc się trochę popisać. Zręcznie zaczął przestawiać rzędy, tak, by po dosłownie minucie mieć w dłoni poprawnie złożoną kostkę. - Ja i tak robię to jeszcze wolno.
Chciałby kiedyś dołączyć do plejady najlepszych i w kilka sekund składać zabawkę. Z drugiej strony, kiedy już się znało jej tajniki, traciła na wartości. Tak samo było ze wszelkimi sztuczkami - Ezra wciąż je lubił, uwielbiał w ten sposób zaskakiwać ludzi, ale same w sobie nie bawiły go już tak, jak na początku.
- Nie szkodzi. Nie spodziewałem się, że wykłady genealogiczne mogą być ciekawe. Ale cały czas mnie zaskakujesz. Co ty jeszcze ukrywasz? - zapytał retorycznie z małym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Puebla   Czw Maj 11 2017, 00:39

Leoś czasami przypominał sobie, jak w ogóle Ezrę poznał i jak początkowo rozwijała się ich znajomość. Ciężko było mu uwierzyć, że zbieg okoliczności, trochę oblodzonej ziemi i kubki wrzącej herbaty mogły aż tak namieszać. Zastanawiał się również, co mogłoby się wydarzyć, gdyby nie ogarnęła ich wtedy Padme. Oczywiście, w swoich wspomnieniach skrupulatnie pomijał, jak błędnie odczytywał sygnały i jak bardzo zaognił tamtą sytuację. Krukon najprawdopodobniej po paru ciętych odzywkach by sobie odpuścił, ale Leo... Teraz jedynie uśmiechał się na to wspomnienie, bo całkiem ciekawie to wszystko wyszło. No bo hej, jechali właśnie do jego rodzinki, przyjaźnili się, takie tam. Ezra bardzo szybko przeskoczył z kandydata na nemezis na kandydata na zupełnie inne stanowisko. W końcu od nienawiści do miłości bardzo cienka linia prawda?
A jak dobrze wiadomo, przyjaźń jest formą miłości...
- Okej, po pierwsze - "cholernym Meksyku"? Nie myśl sobie, że jak jestem zmęczony, to cię nie pobiję. - Zmrużył podejrzliwie powieki aby sprawdzić, czy Krukon da radę szybko wybrnąć z tak podpadowej sytuacji. Można było mówić wiele, ale były tematy, w których nawet z żartami trzeba uważać! - A po drugie, wiem, że jesteś tu dla mnie. Uwielbiasz mnie w końcu. - Miał drobny problem z tym całym trzymaniem rąk przy sobie, bo chętnie szturchnąłby teraz swego rozmówcę. Ostatkiem sił postanowił się powstrzymać, bo po co drażnić bestię...
Nawet jeśli bestia wygląda uroczo i mało potwornie.
- Jakie znowu dziwactwa? - Zaśmiał się cicho. Nie nazwałby wcale Ezry szczególnie dziwną osobą. Jasne, specyficzny z charakteru, ale zdaniem Gryfona było to właściwie jednym wielkim plusem. - Ej, jestem prawie pewien, że wiem, kto będzie w domu. Mama i wujek. Teoretycznie. Dobra, pewności nie mam, bo jeśli zwali się ktoś ze strony mamy, to już w ogóle masakra. Wiesz, że w poprzednie wakacje spotkałem dziewczynę i myślałem, że to turystka, a okazało się, że przyjechała odwiedzić swoją ciotkę, która jest moją mamą? No stałą czujność trzeba zachować, serio. - Westchnął z nieco udawaną frustracją, bo wcale nie było tak źle, a on to uwielbiał. Miał świadomość tego, że nie zna każdego jednego członka swojej rodziny, ale miał tych najbliższych i ich samych było sporo. - Ale powiem ci, że to trochę wpływa na człowieka. Kompletnie sobie nie wyobrażam, że miałbym zamieszkać gdzieś sam.
Raczej tego ludziom nie mówił. Po Leo było widać, że lepiej mu w towarzystwie, ale nie chciał otwarcie przyznawać, że w pojedynkę radzi sobie słabo. Zapewne większość jego znajomych dalej uważało, że wstrzymuje się od poszukiwania mieszkania przez swoje ciągłe podróże, albo braki w banku. W rzeczywistości jednak chłopak był całkiem gotów fizycznie, tylko z psychiką były problemy...
- Czy ty nazwałeś mnie właśnie inteligentną osobą? Nie odpowiadaj, nie odzywaj się, daj mi nacieszyć się tą chwilą... - Przygryzł z rozbawieniem dolną wargę, nie spuszczając wzroku z dłoni Clarke'a. Na jego stwierdzenie, że to jest "wolno", wyrwało mu się ciche prychnięcie.
- Szpaner - rzucił, aby nieco ukryć jakoś to, że nawet składanie głupiej kostki Rubika potrafiło być imponujące we właściwych rękach.
- I vice versa... Chyba musisz sam to odkryć, mi querido. - Uśmiechnął się tak tajemniczo, jak tylko mógł. Nie sądził, że może być aż tak fascynujący, albo że jego wykłady faktycznie mogą kogoś zainteresować.
- Widzisz? - Wskazał na widoki za oknem, które teraz przechodziły powoli do kategorii zapierających dech w piersiach. Wszystko elegancko współgrało z niebem usianym najprzeróżniejszymi kolorami dzięki grze światła wydzielanego przez zachodzące słońce. - Teleportacja się do tego nie umywa. Zresztą, z łączną sobie kompletnie nie radzę... - Pominął już fakt, że w indywidualnej również nie jest mistrzem.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Czw Maj 11 2017, 23:05

Ezra nawet nie chciał się zastanawiać, co by było gdyby podczas festynu pogoda dopisała. To było zbyt dziwne i filozoficzne podejście - właściwie wystarczyła jedna zmienna w ich życiu, trochę dłuższa kolejka i Ezra prawdopodobnie w tym momencie siedziałby w fotelu w dormitorium, a nie w mugolskim pojeździe. Jak mówił, zbyt filozoficzne, żeby łamać sobie tym głowę.
- Określenie "cholerny" w tym zdaniu pełni funkcję podkreślenia, jak niesamowicie daleko jesteśmy od Hogwartu i jak nieprawdopodobne z mojej perspektywy wciąż to jest, więc tak Leo, cholerny Meksyk. - No przecież Leonardo chyba nie sądził, że Ezra zamierzał obrażać jego rodzinnych okolic. To słowo po prostu dobrze oddawało ekspresję. Sądził, że już pozostawili za sobą etap, w którym możnaby podejrzewać drugiego o negatywny podtekst. - Nie tak bym to ujął, ale no, uznajmy - zgodził się ostatecznie z Gryfonem. - Ej, jak chcesz to możesz się przespać. Żartowałem z tym zabawianiem mnie - dodał po chwili, odnosząc się do słów, kiedy Leo sam przyznał, że jest zmęczony. Ezra wolał, żeby towarzysz utrzymywał przytomność w Puebli niż w autokarze. Był gotowy zająć się sobą przez te już niepełne dwie godziny jazdy.
- Chyba każdy ma jakieś dziwne nawyki, nawet jeśli ich nie dostrzegamy. Och, wiesz, że jak byłem dzieciakiem to po prostu potrafiłem kilka minut stać z nosem przyklejonym do szyby jakiegoś drogiego sklepu, żeby tylko pooglądać te wszystkie eleganckie rzeczy? - rzucił taką małą anegdotką, która odnosiła się do jego zamiłowania do klasycznej, eleganckiej mody. Ale generalnie też nie uważał się za jakąś wybitnie dziwną osobę. W końcu nie miał żadnych natręctw ani fobii. Ani przerażających syndromów!
- Czyli jest możliwość, że nawet nie zauważą, że po ich domu kręci się jedna osoba więcej - Zażartował, podśmiewując się pod nosem z historyjki Leo. Nie wyobrażał sobie, jak w ogóle coś takiego mogło być możliwe, by pomylić kuzynostwo z turystą. Generalnie jeśli ktoś zachowywał się jakby wiedział co robił w danym miejscu, który w tym wypadku był domem Leo, można było domyślać się, że przynajmniej powinno się go kojarzyć. - Wiem o czym mówisz. W sumie dlatego wciąż mieszkam w dormitorium z resztą Krukonów. Jakoś tak jest zabawniej. No i dlatego, że nie bardzo stać mnie na luksus własnego mieszkania, ale no, to drugorzędny powód. Nie wiem, co ja zrobię po trzeciej klasie ze sobą, jak już będę musiał się wyprowadzić.
Potrząsnął głową. Na szczęście on jeszcze miał rok na podjęcie jakiejś decyzji, czy szukać współlokatora, czy wrócić do Bristolu, do rodziny... Dla Leo natomiast ta godzina miała wybić już wkrótce. Zwierzęta stadne, ot co.
Zgodnie z prośbą chłopaka, nie zakwestionował jego odczuć. Dla Ezry był to raczej podtekst w stylu "każdy głupi by sobie poradził, także ty", ale zostawił to już tylko dla siebie.
- Ja też muszę cię trochę bajerować, nie? - mrugnął do niego żartobliwie na to oskarżenie. Ale fakt, to chyba była taka ludzka potrzeba  - skoro on coś potrafi fajnego, ja też muszę się jakoś wykazać. Ezra po prostu z tym nie walczył.
- Bardzo mnie to boli, ale... chyba muszę ci przyznać rację - powiedział powoli, przypatrując się malowniczym krajobrazom i w tym samym momencie żałując, że nie posiadał zbyt wielkich umiejętności rysowniczych. - A ja nie jestem dobry w medycynie, więc polegając na sobie wzajemnie prawdopodobnie skończylibyśmy rozszczepieni na dnie Atlantyku - zakończył tym optymistycznym akcentem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Puebla   Czw Maj 11 2017, 23:53

- Ale ma jakieś takie negatywne brzmienie - zrobił smutną minkę, bo nie chciał się kłócić, ani sensownie dyskutować na takie tematy. Na żadne inne tematy też nie chciał. Zmęczenie powoli zaczęło go zwalać z nóg, a monotonne podskakiwanie autokaru jedynie je wzmagało. Leo naprawdę nie ignorował Ezry i bardzo chciał z nim rozmawiać, ale powieki miał coraz cięższe, a to bardzo utrudniało sprawę.
- No wiem. - Powstrzymał się od ziewnięcia. Och, w domu czekało go tak wygodne łóżko! Wygodniejsze od tego hogwarckiego, bo w końcu jego własne, prawdziwe. Nie takie, które co parę lat dostawał ktoś inny. Leonardo czuł się solidnie związany z Hogwartem, ale w gruncie rzeczy nawet ta szkoła nie mogła równać się Puebli.
- Nie chwal się tym - zerknął z rozbawieniem na swojego rozmówcę, po czym bezgłośnie dodał "laluś" tak, aby Krukon mógł to dostrzec. Domyślał się, że to jedynie brzmiało tak zabawnie, a w rzeczywistości miało jakieś drugie dno. Ezra nie opowiadał o sobie zbyt wiele i Vin-Eurico teraz chłonął z zafascynowaniem każdą anegdotkę... Ale akurat ta, wyrwana z kontekstu, brzmiała wyjątkowo zabawnie.
- Żartujesz? Rzucą się na ciebie jak hieny. - Nie było sensu w oszukiwaniu chłopaka. Dom rodziny Eurico (i Vin, i Chitra) znany był ze swojej gościnności i tego, że zawsze znalazło się tam miejsce dla kolejnej osoby. Leo mógł narzekać na babkę albo kogokolwiek innego, ale wszystko i tak sprowadzało się do tego, że wszystkim tam na sobie zależało. Gryfon nie miał najmniejszych wątpliwości, że wszyscy obecni bardzo zainteresują się przybyszem.
- Powodzenia, czy coś - uśmiechnął się lekko. Spodziewał się tego, że wyląduje z powrotem w Puebli, a swoje własne miejsce ogarnie za parę lat. Nie brzmiało to aż tak tragicznie... No, może trochę.
- Musisz, bo jeszcze sobie pomyślę, że nie odwzajemniasz moich uczuć - przytaknął. Fotel autokaru stawał się coraz bardziej wygodny i Leo nawet nie zorientował się, że ma zamknięte oczy i teraz tylko słucha Clarke'a. Dalszą część jego wypowiedzi skwitował jedynie słabym mruknięciem, powoli poddając się przyjemnemu kołysaniu wyboistej drogi. Mruknął coś, co miało oznaczać "czas na drzemkę", ale nie był pewien, czy nie powiedział tego po hiszpańsku. Tak czy inaczej, pogrążył się błyskawicznie w cudownie regeneracyjnym śnie.

Obudziło go dopiero ostrzejsze hamowanie pojazdu, sygnalizujące ostateczny przystanek. Leo nie był śpiochem, toteż szybko się rozbudził, wyjrzał przez okno i klepnął Ezrę lekko w ramię, aby pogonić go do wyjścia z autokaru. Nie była to cudotwórcza drzemka, po której straciłby całe zmęczenie, ale już nie miał za dużo powodów do narzekania. Na jego twarzy pojawił się standardowy, łagodny uśmiech, rosnący wraz z dostrzeganiem znajomych miejsc.
- Witaj w Puebli! - Wyszczerzył się do Krukona, zarzucając sobie torbę na ramię. Pożegnał się z kierowcą, bardzo mu jednocześnie dziękując, po czym obrał odpowiedni kurs i ruszył w dobrze znanym kierunku. Gwizdał sobie przy okazji, nie zważając na to, że było już ciemno i osoby spoza tych terenów mogły czuć się nieco nieswojo. Ezra jednak miał niezłego przewodnika, więc nie powinien się martwić.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Pią Maj 12 2017, 17:55

Nie tylko postawa ciała coraz silniej sugerowała, że jedną nogą był już w krainie snów. Odbijało się to również w jego głosie i sposobie mówienia. Skoro Vin-Eurico nie miał ochoty na słowne przepychanki, to zdecydowanie potrzebował odpoczynku! Nie mówiąc już o tym, że po prostu sobie na niego zasłużył. Ezra już chciał objawić się jako dobry człowiek i przyjaciel, kiedy Leo bezgłośnie skomentował jego wyznanie. Główną odpowiedzią Ezry było niezbyt mocne kopnięcie go w łydkę.
- Nie jestem lalusiem, za to ty jesteś bezczelny - wytknął mu, zaciskając usta w ten wyniosły sposób i kręcąc głową z czystym oburzeniem. Wszystko oczywiście prześmiewczo. Sam słyszał, w jaki sposób ujął swoją anegdotkę. W tym momencie zaczynał się dylemat Ezry na temat, jak bardzo potrafił zbliżyć się do prawdy. Nawet jeśli w pewnym momencie nawet miał taki przebłysk zatytułowany "co mi szkodzi", Leo już mówił na inny temat i chwila po prostu przeminęła nim Krukon okazał się być nierozsądny.
- Ty to zawsze doskonale wiesz, czego nie powinno się mówić, hm? - I oczywiście zawsze robił na opak. Ezra jeszcze nie zdecydował, czy ta jego szczerość to była dobra rzecz. Może byłaby bardziej denerwująca w momencie, kiedy Ezra sam wcześniej nie podejrzewałby wyniku rzeczywistej konfrontacji.
- Tego byśmy nie chcieli... - przytaknął mu, nie spuszczając wzroku z jego stopniowo łagodniejącej twarzy. Gryfon mruknął coś pod nosem, chyba w rodowitym języku, więc Ezra nie potrafił nawet powiedzieć, co to znaczyło. Kiedy był pewny, że Leo przysnął, sam przymknął powieki, zagłębiając się w myślach. Przez całą drogę trochę wyglądał przez okno, trochę wsłuchiwał się w rozmowy innych ludzi - wszystkie po hiszpańsku, nie mniej miło było posłuchać tego melodyjnego języka, nawet jeśli rozumiał tylko niewielką część, trochę najzwyczajniej w świecie się wiercił. Nie istotne jednak co robił, bo żadna z tych czynności nie przeszkodziła towarzyszowi.
Akurat zaczął się jednak wyłączać, kiedy autokar zaczął gwałtowniej hamować, a Leo wreszcie się rozbudził. Szybko zebrał swoje rzeczy, upewniając się, że nic nie wypadło mu z kieszeni i wysiadł z autokaru. Ezra już zapomniał, że rozprostowanie nóg może być tak fantastycznym uczuciem!
Uniósł kącik ust, rozbawiony tym ogromnym entuzjazmem Leo. Jakby odetchnięcie znajomym powietrzem i zobaczenie dobrze znanych budynków, dodało mu energii. Ezra rozglądał się po okolicy, starając się dostrzec jak najwięcej szczegółów, mimo że było już ciemno. Dopiero po chwili zorientował się, że Leo już ruszył... Westchnął z frustracją, szybkim krokiem doganiając Gryfona. Zdecydowanie wolałby się nie zgubić już po kilku pierwszych minutach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Puebla   Pią Maj 12 2017, 19:17

Leonardo potrafił gadać i gadać i gadać i gadać, bez żadnego opamiętania. Dobry temat, odpowiednia chwila i chłopak po prostu płynął, wyrzucając z siebie wszystko. Nie był tym typem, który zastanawiał się, czy nie sypnie czegoś nieodpowiedniego. Leo z natury nie wstydził się właściwie żadnego swojego czynu i wszystko przyjmował na klatę, z szerokim uśmiechem na ustach. Czasem zapewne onieśmielał ludzi, albo zwyczajnie ich denerwował niekiedy bezsensowną lub nudną paplaniną. Warto jednak pamiętać, że zawsze uwielbiał, gdy ktoś potrafił powiedzieć mu "zamknij się" (co brzmi dziwnie, ale może to mój zboczony umysł?). Skoro sam niezbyt potrafił się kontrolować, to doceniał, gdy inna osoba się za to zabierała. Gdyby Ezra chciał się zwierzyć, wystarczyło słowo lub dwa. Leoś naprawdę lubił słuchać, po prostu wyczucia mu brakowało. I rozsądku.
Kochał to miejsce. Od razu przypominało mu się dzieciństwo, bo choć dużo podróżował, to właśnie te ulice były jego domem. Przejechał wzrokiem po świecącym w oddali, neonowym barze, w którym pewnego lata sobie dorabiał na boku. Chciał wspomnieć Krukonowi, że tam pił najlepszą margaritę swojego życia i tam się nauczył przygotowywania jej, ale przypomniał sobie, że Ezra jest abstynentem. Poprawił pasek torby na ramieniu, rozglądając się bardziej jak turysta niż tubylec. Miał wrażenie, że nawet powietrze jest inne. Czuć było w nim pozostałości dziennego upału. Leo zerknął w górę aby sprawdzić, czy nie zbliża się burza, ale niebo było wyjątkowo czyste.
- W tamtą stronę jest centrum. Przyznam szczerze, że ja lepiej znam te okolice, czyli bardziej "obrzeża" Puebli i uważam, że są o wiele bardziej klimatyczne. Swoją drogą! Puebla jest wpisana jako miasto na listę światowego dziedzictwa UNESCO. A jeśli ci to nic nie mówi, to kompletnie się nie dziwię, bo to taka mugolska sprawa. W skrócie, Puebla jest istotna dla ludzkości pod względem chociażby ważnej architektury, albo wielkiego znaczenia. - Poczuł się jak prawdziwy przewodnik, gdy tak nawijał. Uśmiechnął się promiennie do Ezry. - Moja mama całkiem lubi historię i twierdzi, że to grzech nie znać historii własnego miasta. Coś tam pamiętam - wzruszył lekko ramionami. Na Historii Magii przysypiał i ogólnie nigdy nie był wielkim fanem dat i historycznych wydarzeń, ale najwyraźniej coś mu w głowie utkwiło... Szkoda, że go żaden profesor o Pueblę nie pyta.
- O! Oryginalna nazwa Puebli to Puebla de los Angeles, czyli Miasto Aniołów. Teraz grzecznie przytaknij, że to bardzo ciekawe i nie pytaj czemu tak było, bo tego nie wiem. - Było trochę za ciemno na pokazywanie poszczególnych budynków i wspominanie, więc większość Leo postanowił pozostawić sobie na następny dzień. Zakładając, oczywiście, że zamierzają połazić po okolicy chociaż trochę...
Nie musieli wcale długo spacerować po ciemku, bo zaraz wylądowali przed domem, na którego widok serce Leo zabiło nieco szybciej. Nie wiedział czemu, ale powrót w to miejsce zawsze go ekscytował i sprawiał, że czuł się znowu jak dzieciak. Ten dzieciak, dla którego każda podróż kończyła się właśnie powrotem.
Dom na pierwszy rzut oka wyglądał na wielki i nieco zbyt... zamkowy? Kamienne ściany były jednak porośnięte niemal od góry do dołu przyjaźnie wyglądającym bluszczem i widać było, że nie mieszka tu żaden gbur ani wielki panicz.
- Dobra, teraz zobaczysz coś, co jest najcudowniejsze na świecie. - Leo szybko rozprawił się z furtką, która i tak nigdy nie była zamykana na klucz. Poprowadził Ezrę pod drzwi, które akurat były kluczem programu. Machnął ręką z dumą, prezentując wielkie i drewniane "wrota", które nie miały standardowych dwóch metrów. Nie miały "trochę ponad" dwóch metrów. Miały ponad trzy metry. - W tym domu czuję się malutki. - Oświadczył, udając, że ściera z policzka łzę. Nacisnął klamkę i naparł ramieniem na drzwi, pamiętając o ich topornych zawiasach. I co, że godzina była późna? Z pokoju na końcu niewielkiego korytarzu widać było światło, a kuszące zapachy jawno pokazywały, że to kuchnia.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Pią Maj 12 2017, 23:49

Czy Ezra tego chciał, czy nie, została mu zaserwowana garść informacji na temat miasta. Clarke nie przepadał za historią jakkolwiek pojmowaną, ale słuchał nawet przez sam wzgląd na Leo, który po prostu promieniał, mogąc podzielić się tymi wszystkimi faktami. Nie chciał mu tego odbierać. Jak zauważył wcześniej - Vin-Eurico był jak szczeniak, a Ezra nie miałby serca doprowadzić go do stanu przygaszenia.
- Co konkretniej jest w Puebli takiego wyjątkowego, że miasto zostało uznane przez UNESCO? No wiesz. Istnieje dużo miast z tradycją i długą kulturą. - nie nabijał się. Ezra nie znał się na architekturze ani niczym takim, więc nie potrafił ocenić, które fragmenty są wartościowe. Miasto było ładne, nie potrzebował godzin, by to zauważyć. Ale taka Mérida - również miasto w Meksyku, również przyjemne dla oka... Ale takim statusem pochwalić się nie mogło.
- Brzmi jak plagiat ze zwykłego Los Angeles - poinformował Gryfona swoim przemyśleniem. Po chwili dodał, by żart pozostał żartem - Ale tak, jak na historie ceglanych budynków i tak dalej, całkiem interesujące. - Uśmiechnął się, nawet odrobinę żałując, że chłopak nie posiadał wiedzy etymologicznej.
Szybko jednak jego myśli zajęte zostały czymś innym, bo oto byli. Znaleźli się u celu tej jakże emocjonującej podróży. Dom Leonarda był... no, mocno nietypowy dla kogoś takiego jak Ezra, który życie spędził jednak w niewielkim mieszkaniu. To go trochę peszyło. Nawet jeśli to wszystko było ładne, jeśli było przyjazne i wcale nie wyglądało snobistycznie.
Ezra wcześniej w sumie nie brał pod uwagę aspektu wzrostu. Chyba za bardzo przyzwyczaił się do tego, że Leo był po prostu ponadprzeciętnie wysoki. Uniósł brwi, zadzierając głowę trochę do góry, żeby zlustrować drzwi w całej okazałości. Były jakieś dwa razy takie jak Ezra...
- Skoro ty czujesz się malutki to zaczynam się zastanawiać, czy w twoim domu nie będę trochę jak... - zamilkł na chwilę, żeby odnaleźć w pamięci jakieś dobre porównanie. Liliput przy Guliwerze? Alicja w Krainie Czarów po wypiciu eliksiru pomniejszającego? - Calineczka - zdecydował się w końcu, podśmiewując się lekko. - Calineczka, bo myślę, że moja uroda jest porównywalna z jej.
No i chwila prawdy. Ezra musiał upomnieć się, żeby normalnie oddychać i przylepić do ust mały uśmiech. Dobre pierwsze wrażenie to w końcu podstawa!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Galeony : 231
  Liczba postów : 170




Specjalny






PisanieTemat: Re: Puebla   Sob Maj 13 2017, 00:21

Ciepłe kraje mają to do siebie, że często ich mieszkańcy ożywają właśnie po zachodzie słońca. Kiedy żar przestaje lać się z nieba, można nieco odetchnąć i zabrać się za pracę, albo po prostu bardziej męczące czynności. Puebla nie należała do najgorętszych miejsc na świecie, ale i tak mogła poszczycić się doskonałą pogodą.
Zresztą, Amala Vin-Eurico byłaby w stanie wyczekać do każdej godziny, byle tylko spotkać się z synem i jego przyjacielem. Z braku lepszego zajęcia postanowiła zabrać się za gotowanie, dochodząc do błyskotliwego wniosku, że po zawodach i podróży młodzi czarodzieje muszą być zmęczeni. W domu znajdowały się mugolskie sprzęty, które notorycznie wariowały i sprawiały, że biedna mugolka klęła szpetnie po hiszpańsku - ale gdy tylko znalazł się pod ręką ktoś z różdżką, mogła poprosić go o drobną pomoc. Czasem nawet ze szwankującym piekarnikiem mogła sobie poradzić, ale akurat tego wieczora kuchenka zupełnie odmówiła współpracy. Amala i tak postanowiła dać z siebie jak najwięcej. Sama kroiła i doprawiała, podczas gdy na szwagra przerzuciła obowiązek podpiekania i smażenia. Cała aż podskoczyła na dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Bez większego zastanowienia wyskoczyła na korytarz, dalej dumnie dzierżąc wielki nóż do krojenia warzyw, co mogło nie być najlepszym pomysłem. Drobna kobieta, mierząca niecałe 170cm wzrostu, w mało eleganckim fartuszku i z dłońmi zaczerwienionymi od soku papryki, mogła wyglądać niepokojąco.
- Leonardo Ovidio Vin-Eurico! - Zawołała jedynie zgodnie ze swoim zwyczajem, po czym rzuciła się ściskać ukochanego potomka, mało rozważnie machając przy tym nożem. Zaraz się odsunęła i zlustrowała uważnym, niezwykle matczynym i czujnym spojrzeniem nieznanego jej osobnika. Miała okazję dosłyszeć część jego wypowiedzi, także na jej ustach od razu wykwitł promienny uśmiech - taki, jaki przekazała w genach Leo. - Nie wszyscy tu są olbrzymami, Calineczko - przyciągnęła do siebie chłopaka aby go przytulić. - Jak było? Opowiedzcie mi wszystko, koniecznie. Najlepiej ty, Ezra! Interesujesz się sztukami walki? I chodźcie, bo Goyo mi zaraz spali kurczaka... Zero wyczucia!
Nie miało sensu jakkolwiek się sprzeciwiać, ponieważ pani Vin-Eurico już była w kuchni i grzechem byłoby nie pójście za nią. W rzeczywistości jednak Goyo, wuj Leonarda, wcale nic (jeszcze) nie zepsuł, a za to bardzo starał się wyglądać groźnie i poważnie. Mając nieco ponad trzy metry wzrostu nie jest to trudne zadanie - tylko kawałki kurczaka obracające się w powietrzu mogły trochę psuć efekt.
- Buenas tardes - przywitał się, unosząc lekko kącik ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Puebla   Sob Maj 13 2017, 00:39

Mógł siedzieć cicho, nie wychylać się i nie odzywać w kwestii historii. Teraz Ezra dopytywał o szczegóły, a Leo zorientował się, że wcale się na tym wszystkim nie zna. Przeczesał włosy palcami, marszcząc lekko brwi w konsternacji.
- Cóż, jest tu katedra z najwyższą dzwonnicą w Meksyku... - zaczął niepewnie. - Różne, eee, malowidła. I jakieś części onyksowe. No i oczywiście muzeum historii walk o niepodległość i rewolucji meksykańskiej! - Klasnął w dłonie, całkiem z siebie dumny. Jednak był w stanie coś z siebie wykrzesać! Co do Miasta Aniołów jednak po prostu machnął lekceważąco ręką. Może Puebla chciała ukraść trochę chwały od Los Angeles? A może było za tym coś więcej, ale zwyczajnie tego nie zapamiętał. Tak czy inaczej, był zaskoczony i zadowolony ze swojej wiedzy.
- No, najlepszym przewodnikiem raczej nie będę, ale z pewnością nie zostaniesz przytłoczony informacjami. Nazwijmy to bardziej "wakacjami", a mniej "wycieczką krajoznawczą" - zaproponował.
Gryfon bardzo chciałby nie brać pod uwagę wzrostu. Nie chciał narzekać, bo lubił być wysoki, a swoją rodzinę i jej historię dosłownie uwielbiał. Nie mógł jednak powiedzieć, że schylanie się przy przechodzeniu do kolejnego pomieszczenia jest wygodne, a zahaczanie o żyrandol mu odpowiada. Przynajmniej w rodzinnym domu nie musiał się o to martwić!
- Ależ oczywiście, jesteś równie piękny - przytaknął odruchowo i dokładnie w tej samej chwili dostrzegł swoją rodzicielkę, która - o zgrozo - chyba planowała morderstwo. Leo na chwilę zupełnie wmurowało na widok noża i zakrwawionych dłoni, a dopiero potem dotarło do niego, że to na 80% nie jest krew, a jakiś produkt żywnościowy. Tak czy inaczej, jego pełne imię już padło i Amala ściskała go mocno, nie zwracając uwagi na to, że chłopak jest poobijany i posiniaczony. Z tego wszystkiego nie wyrwało mu się nawet jedno jęknięcie bólu... Za to gdy Ezra został faktycznie nazwany Calineczką, parsknął śmiechem bez większej krępacji.
- Tak, więc mamo to Ezra, Ezra to moja mama, i... - Leo nawet nie mógł za dużo powiedzieć, bo kobieta cały czas trajkotała. Chłopak uśmiechnął się trochę sam do siebie. Kto niby miałby go przegadać, jeśli nie jego własna rodzicielka?
Drgnął na imię "Goyo", a ponieważ Amala już znikała w kuchni, pozwolił sobie na wtrącenie parę słów do Krukona. Miał nadzieję, że nie jest tragicznie onieśmielony, albo nie ucieknie zaraz z jakąś słabą wymówką.
- Goyo to brat mojego taty i jest wyjątkowo specyficzny, ale wierzę w ciebie. - Mrugnął do Ezry, wchodząc do kuchni. Z racji tego, że jego relacja raczej nie była tak mile widziana, jak relacja Clarke'a, doskoczył od razu do misek i desek z przygotowywanym jedzeniem. Zupełnie nie zauważył, że wuj próbował w jakiś sposób zbudować napięcie, jedynie posłał mu uśmiech i szturchnął go lekko, przechodząc obok i rzucając zwykłe "hola".
- No, Ezra, jak było? - Podczepił się jeszcze, aby nieco zachęcić chłopaka do gadania i zapewnić go, że wciąż tu jest i w razie czego go obroni. Nagle jakoś tak sam się zestresował, nie mogąc przestać myśleć o tym, że chłopak może czuć się bardzo nieswojo.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Sob Maj 13 2017, 01:34

Najwyraźniej zbytnia dociekliwość nie była mile widziana. Leonardo jednak doskonale z tego wybrnął, więc Ezra pokiwał głową, przyjmując jego tłumaczenie bez zastrzeżeń. Podejrzewał, że Leo planuje jeszcze pokazać mu te miejsca, więc jeśli nie na towarzysza to mógł liczyć na tabliczki informacyjne, które zazwyczaj bywały w zabytkowych miejscach.
No i to by było na tyle, jeśli chodziło o pierwsze wrażenie. Doprawdy, żenujące. Czy ktoś mógł już w niego rzucić Avadą, żeby oszczędzić mu tego upokorzenia?
Z początku wydawało się, że będzie w porządku. Mimo że kobieta wyglądała jakby żywcem wyrwana ze sceny horroru, Ezra miał wrażenie, że może złapać z nią jakiś wspólny język - choćby po tym pełnym imieniu, co było rzeczą Ezry, czy brakiem wyczucia w stosunku do poobijanego Leo. A potem kobieta przeszła do niego...
- Och - wykrztusił, kiedy matka przyjaciela przyciągnęła go do siebie. Niezręcznie położył ręce na jej plecach, nie widząc innej opcji, jak odwzajemnić ten przemiły, matczyny gest. Kiedy jednak okazało się, że kobieta usłyszała część jego wypowiedzi, miał wrażenie, że jego skóra momentalnie przybrała czerwonawy odcień. W momencie, gdy kobieta go wypuściła, pod pretekstem odpowiedzi na kolejne wyrzucane pytania, odwrócił się od Leo tak, by chłopak nie miał możliwości patrzeć na jego blednący rumieniec. Chociaż ten pewnie przynajmniej wewnętrznie już umierał ze śmiechu.
Nie zdążył nawet odpowiedzieć, bo kobieta już znajdowała się w innym pomieszczeniu. Co za żywa rodzina! Ezra wziął głęboki oddech, rozszerzając oczy i kręcąc głową w odpowiedzi na słowa Leo.
Po wykładzie chłopaka w autokarze, Ezra nie był aż tak zdziwiony, widząc trzymetrową postać w kuchni. Dodatkowo, widząc Gryfona tak luzacko witającego się z owym Goyem, po prostu stwierdził, że mężczyzna nie może być jakiś zły. Ezra w pierwszym wrażeniu chciał wyjść na ułożoną osobę, łatwo było więc wywnioskować, że wuj Leonarda musiał mieć podobny cel.
- Buenas tardes, Señor - odparł z niemal idealnym hiszpańskim akcentem i trochę śmielszym uśmiechem. Ezra miał dar do naśladownictwa akcentów. No i na coś się przydało to podsłuchiwanie ludzi w autokarze...
- Było... Um... Było naprawdę w porządku. Mam wrażenie, że Leonardo bawił się tam jeszcze lepiej niż ktokolwiek, ale ogólnie ciekawe doświadczenie. Nie interesuje się sportami walki... Właściwie w ogóle nie interesuję się sportami - Uściślił. Zdanie "Raczej interesuje się Leonardem" prawdopodobnie nie zabrzmiałoby zbyt dobrze, więc Ezra nic takiego nie powiedział. Zerknął jednak na chłopaka i uśmiechnął się z charakterystycznym błyskiem w oku, jakby mimo wszystko Gryfon mógł odczytać jego myśli. - Ciężko mi powiedzieć cokolwiek poza tym, że Leonardo był dziś naprawdę niesamowity. Ale to już przecież wszyscy wiedzą...
No, może nie będzie aż tak źle?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Galeony : 231
  Liczba postów : 170




Specjalny






PisanieTemat: Re: Puebla   Sob Maj 13 2017, 02:02

Jak podbić serca hiszpańskojęzycznej rodziny? Przynajmniej spróbować powiedzieć coś w ich języku. Amala uśmiechnęła się jeszcze szerzej, przygotowując do podania sałatkę z kurczakiem fajita. Gestem zagoniła obu studentów do stołu, syna dodatkowo obarczając talerzami i sztućcami.
Goyo z kolei przekrzywił lekko głowę, obserwując Ezrę z niejakim zaciekawieniem. Na jego twarzy również pojawił się uśmiech, ale ten był nieco bardziej złośliwy. Półolbrzym opadł na krzesło, zaplatając ręce na klatce piersiowej.
- Nie interesujesz się sportami? Przyjechałeś tu tylko dla Leo? Czego się nie robi dla dobra związku... - Zignorował zupełnie karcące spojrzenie Amali, niewinnie obracając w powietrzu jednym talerzem za pomocą różdżki. - Może coś do picia? Wino, piwo?
Tym razem i pani Vin-Eurico się zainteresowała, przystając przy szafce w gotowości. Nie można było jej odmówić tego, że doskonale odnajdywała się jako osoba niemagiczna w czarodziejskim domu, pozostając niezwykłą gospodynią.
- To uroczo. Brawo - kobieta pogładziła lekko Leo po ramieniu, zajmując wolne krzesło. Zupełnie nie potrafiła teraz jednak udawać, że nie interesuje jej Ezra, więc spojrzenie cały czas kierowała w jego stronę. Pesząco? Możliwe... - Więc jesteś w Ravenclaw, tak? - Zagadnęła pogodnie.
- Zaraz, to już zaczynamy przesłuchanie? - Goyo pokręcił głową z niedowierzaniem. Poczuł się chyba trochę w obowiązku pełnienia roli głowy rodziny, bo jego brata (ojca Leo) nie było i ktoś musiał się tym zająć. Skoro poradził sobie z gotowaniem, to czemu nie z poznawaniem znajomych młodego Gryfona? - Jakie masz plany na przyszłość, Ezra? - Zapytał tak formalnie, jak tylko mógł. Zaraz jednak wyszczerzył się niczym małe dziecko, aby Krukon przypadkiem nie wziął tego pytania zbyt poważnie. Hej, trzeba było czerpać z tego wszystkiego choć trochę radości...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Puebla   Sob Maj 13 2017, 02:16

Chyba Leo podszedł do tego wszystkiego trochę zbyt luźno, zapominając o tym, że Ezra nie będzie jako jedyny czuł się niezręcznie. Gryfon nagle kompletnie nie wiedział co powiedzieć i co zrobić z rękoma. To pewnie dlatego nie sprowadzał zbyt wielu osób do domu!
Na wyśmienity akcent Ezry uniósł brwi z zaskoczeniem i podziwem, pokazując mu za plecami wuja uniesione kciuki. Wiedział, że chłopak coś kojarzy z języka hiszpańskiego, ale i tak nie spodziewał się aż tak ładnej popisówki. Jeszcze chwila i zaczną wszyscy mówić w języku urzędowym Meksyku! Leo jako jeden z nielicznych w swojej rodzinie nie miał aż tak solidnego akcentu, gdy mówił po angielsku. Nic dziwnego, skoro znał ten język nie tylko z wyjazdów, ale i z mieszkania w Hogwarcie. Jego rodzina jednak również często opuszczała Pueblę, dlatego Clarke nie musiał martwić się przynajmniej o sposób komunikowania się.
Pomógł nakryć do stołu i, nie pytając przyjaciela o zdanie, nałożył wszystkim solidną porcję sałatki. Zaśmiał się krótko, słysząc opinię Ezry i musiał przyznać, że bardzo mu to schlebiało. Powstrzymał się od bezgłośnego powiedzenia "lizus", ale jego spojrzenie mówiło samo za siebie.
- Zwią... bardzo zabawne. - Leo prychnął z rozbawieniem. Cóż, przedstawić przyjaciela swojemu wujkowi homoseksualiście może faktycznie było ciężko. Tak czy inaczej, Gryfon nie przyjął tego za bardzo do siebie i miał nadzieję, że Ezra postąpi podobnie. Na propozycję napojów alkoholowych jedynie krótko zaprzeczył. Sytuacja może była trochę niezręczna i stresująca, ale nie było to coś, czego pyszne jedzenie nie potrafiło rozwiązać. Leo i tak czuł się wspaniale. Samo to miejsce miało na niego niezwykle pozytywny wpływ.
Zerknął na Clarke'a. Próbował go ostrzec, ale teraz pozostawało mu jedynie posyłać mu przepraszające spojrzenia. Poniekąd bawiło go, że jego rodzina tak bardzo się stara, że aż traktuje biednego Krukona niczym potencjalnego partnera Leo. Chyba powinien sprowadzić tu kiedyś jakąś dziewczynę... (Mweheheh, not gonna happen!
- Jakiś taki pominięty się czuję. Czy mnie ktoś kiedyś pytał o plany na przyszłość, czy muszę po to poznać rodzinę Ezry? - Zażartował, robiąc wyjątkowo smutną minkę. Nie mógł pozwolić swojemu przyjacielowi na kradzież całej uwagi...

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Wto Maj 16 2017, 00:38

Najwyraźniej Ezra wciąż potrafił zjednywać sobie ludzi - i to nie tylko kobiety! Wuj Leonarda chyba nastawiał się na polubienie go... Albo nawet już go troszkę lubił. Ezra nie chciał jednak przesadzać z optymizmem.
- Mam wrażenie, że nawet widać, że sport to nie do końca moja rzecz - zaśmiał się, zerkając wymownie na swoje ramię, które prawdopodobnie było przynajmniej dwukrotnie mniejsze w obwodzie niż Leo. Żeby tylko dwukrotnie! Na kolejne słowa mężczyzny tylko trochę drgnął, ale w jego mimice ciężko było doświadczyć drastycznej zmiany. Ezra bardzo szybko dostosowywał się do nowych sytuacji, nawet tych mało komfortowych. To w końcu była kolejna niezawodna technika przetrwania w społeczeństwie. - Nie jesteśmy w związku. Ale tak, liczę, że po wyjeździe przestanie mi się opierać - odparł z rozbawieniem kryjącym się w wygiętym kąciku ust, nie dając się speszyć. Nie wyobrażał sobie siebie w rzeczywistym związku z chłopakiem, to by było cholernie dziwne... Ale miał do siebie dystans i z samym Leonardem przecież non stop w podobny sposób żartowali.
Pokręcił głową na propozycję alkoholu, nie dając jednak komunikatu, że jest całkowitym abstynentem. Nie chciał prowokować niepotrzebnych pytań typu "dlaczego tak?", "a może jednak?".
Czuł się trochę przytłoczony różnymi formami otaczającej go kontroli— wuj Leonarda przypatrywał mu się jakby robił jakąś wnikliwą analizę, Leo co trochę czasu również przypalał go spojrzeniem, a teraz jeszcze wzrok jego matki i te wszystkie pytania w nim nagromadzone...
To po prostu wiele.
Czy ktoś nie mógłby być mniej świadom istnienia Ezry? Chłopak naprawdę by to pokochał.
- Zgadza się, ale powodu jeszcze nie rozgryzłem. Niby mówią, że niebiescy to ci mądrzy, ale aż tak bym się tak na to nie nastawiał. - Ezra nie pamiętał, kiedy ostatnio był taki skromny... - Może tiara stwierdziła, że chociaż mam inteligentny dowcip. Byłoby nudno, gdyby wszyscy w Ravenclaw tylko nad książkami siedzieli.
Miał nadzieję spróbować tego cudnie wyglądającego jedzenia, ale otrzymał już kolejne pytanie. Czuł się jak w jakimś teleturnieju. Ciekawe, czy były jakieś błędne odpowiedzi...
- Jak na razie to tylko zdać. Nie wiem, naprawdę. - zaśmiał się i wzruszył ramionami, jeszcze chwilę się zastanawiając. Ezra nie chciał wiele od życia. Nie potrzebował mieć żadnego wysokiego stanowiska, kupy pieniędzy. Chciał robić coś zabawnego. - Lubię zwierzęta i aktorstwo, więc pewnie w którąś z tych stron. Broadway i te sprawy.
Nikomu wcześniej o tym nie wspominał, bo też dopiero od niedawna rozważał pomysł teatru. Ezra lubił rozbawiać ludzi i (zazwyczaj) mieć ich uwagę, więc dlaczego nie?
- Mówiłeś coś? - Zmarszczył brwi, spoglądając na przyjaciela. To było złośliwe. Powinien się tak zachowywać przy jego rodzinie? Zaraz jednak jego wyraz twarzy złagodniał, bo kto by się oparł jego smutnej mince? - Któregoś dnia też będziesz miał swoje pięć minut w moim domu. A dopóki nie, to czuj się zapytany o to przeze mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Galeony : 231
  Liczba postów : 170




Specjalny






PisanieTemat: Re: Puebla   Wto Maj 16 2017, 20:50

Czego tu nie lubić? Ezra potrafił się zachować i wyglądał sympatycznie. Nie był tą osobą, od której czuje się złą energię. Poza tym Goyo obiecał, że będzie grzeczny i czuł, że Amala czujnie na niego zerka. Jakby parę żartów mogło im zaszkodzić!
- Spokojnie, to w większości zasługa genów - pocieszył Krukona, mrugając żartobliwie do swojego bratanka. Nie przyjechał tu tylko po to, aby pomagać Amali, przecież równie mocno co ona chciał zobaczyć Leo. Żałował tylko, że jego brat, a ojciec Gryfona, nie mógł teraz przebywać w Meksyku. Cóż, jak chce się jeździć po świecie i opisywać różne gatunki zwierząt, to trzeba ponosić konsekwencje. - Och, no nie. A Amala tak się natrudziła z przygotowywaniem pokoju gościnnego. Bez sensu...
Tym razem nie obyło się bez subtelnego kopnięcia pod stołem, którego dopuściła się pani domu. Zaraz jednak można było zająć się czymś ciekawszym, jak na przykład odpowiedzią Ezry - a Amala kochała słuchać tak samo jak mówić. Przeniosła całą swoją uwagę na chłopaka, zupełnie zapominając, że może się on czuć trochę osaczony.
- Dziwny trochę pomysł z tymi podziałami. W Tecquali nie bawili się nigdy w odseparowywanie tych bardziej inteligentnych, dobrodusznych czy co tam jeszcze. - Goyo nie mógł powstrzymać uśmiechu, wspominając swoją własną szkołę. Wiedział, że Leo na Hogwart nie narzeka, ale z Tecqualą była związana większa część rodziny.
- Najwyraźniej nie są wcale tak odesparowani - Amala zaśmiała się perliście, wskazując na studentów, którzy pomimo bycia w innych domach jakoś dali radę złapać wspólny język. Kobieta w ogóle nie przykładała do tego wagi, bo przecież żadna czarodziejska szkoła nie była jej szczególnie bliska.
- Można rzec, że połączyło was przeznaczenie! Albo po prostu temperamencik Leo i mało ugodowy charakter dyrektora Tecquali... - Kolejne kopnięcie. Po nim nastąpiło trochę ciszy, żeby chłopcy mogli w spokoju zjeść. Ezra jednak nie uznał pytania wuja Leonardo za retoryczne i postanowił odpowiedzieć, czym zaskoczył chyba wszystkich obecnych w kuchni.
- Naprawdę? To wspaniałe, powodzenia! - Pani Vin-Eurico uśmiechnęła się z niemałym zachwytem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Puebla   Wto Maj 16 2017, 20:51

Leo prychnął z oburzeniem na słowa wuja. Geny? Dobre żarty! Pewnie, że z natury drobniutki nie był, ale jednak wkładał wiele pracy w osiągnięcie swojej aktualnej sylwetki. Nie było to wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać. Rzecz w tym, że już dawno się w to wciągnął i sprawiało mu to niesamowicie dużo frajdy.
Ale hej, czasem też siedział bezczynnie i zajadał się churrosami. We wszystkim trzeba zachować umiar.
- Mam wrażenie, że to działa raczej w drugą stronę - zauważył, mrużąc powieki i zerkając podejrzliwie na Krukona. To on ciągał go do kuchni szkolnej na jedzenie, na trening i do Meksyku. Właściwie, to powinien się zacząć obrażać, że nie otrzymuje niczego w zamian! Na szczęście był bardzo dobrym i ugodowym człowiekiem, więc dawał Krukonowi trochę więcej czasu.
- Nie zmarnuje się. Jak mu zależy, to poczeka - Chyba jednak powinni trochę przystopować z żartami, bo Leo zaczynał się obawiać, że jego rodzinka faktycznie sobie coś pomyśli. W tym swoim zamyśle postanowił dokonać wielce dobrodusznego aktu i nie wypowiedzieć się w temacie "mądrego" studenta Ravenclaw. Słuchał wymiany zdań między Goyą i Amalą, zajadając się sałatką. Posłał też Ezrze wymowne spojrzenie, które miało znaczyć mniej więcej "Niby weekend, ale i tak szkoła na pierwszym miejscu". Ożywił się dopiero gdy wuj wspomniał o temperamencie i dyrektorze Tecquali - a konkretniej, Leo po prostu zakrztusił się i przez chwilę był pewien, że umiera. Po chwili bardzo rozpaczliwego kasłania i prychania udało mu się opanować, a wtedy mógł posłać półolbrzymowi nienawistne spojrzenie.
Raczej nie opowiadał ludziom, jak wyleciał z poprzedniej szkoły.
- Zdać. To jest dobry plan. - Uznał, zamierzając udawać, że zupełnie nic się nie wydarzyło. Odchrząknął cicho. - Ale aktorstwo też niezłe. Tylko wiesz, chcę jakieś darmowe wejściówki czy coś, jak będziesz już sławny.
Clarke nie powstrzymywał swoich uroczych złośliwości, co wcale nie było złą decyzją. Kto by się czymś takim przejmował? Leo jedynie się uśmiechnął, sprzątając po jedzeniu aby odciążyć nieco swoją ukochaną rodzicielkę.
- E tam, takie to wymuszone. - Westchnął teatralnie, niczym obrażona nastolatka. Zaraz potem stwierdził, że żartów już chyba wystarczy i najlepszym pomysłem byłoby zabranie się z kuchni. Gryfon był zmęczony, a nie chciał też pierwszego wieczoru pozwolić rodzinie przemaglować Ezrę. Szturchnął go lekko w ramię, co nie było szczególnie subtelnym znakiem. Podziękował mamie za posiłek, dał się raz jeszcze przytulić i uniknął kuksańca ze strony Goyo. Potem po prostu zaciągnął Krukona w stronę schodów prowadzących na wyższe piętro.
- Żyjemy! - Wyszczerzył się, wdrapując na górę.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Czw Maj 18 2017, 00:31

Ezra nie czuł potrzeby wnikania, czy rzeczywiście były to głównie geny, czy też ciężka praca. To właściwie nie było tak istotne, bo efekt był, jaki był. Imponujący. Całe szczęście, że Ezra pozbawiony był kompleksów na tle wyglądu, bo inaczej ich znajomość byłaby trudniejsza. A tak Krukon mógł po prostu lekko się uśmiechnąć i nieco wycofać z dyskusji.
Wzruszył ramionami na zarzut Gryfona, faktycznie robiąc notatkę w myślach, że po powrocie z Meksyku, to będzie najwyższa pora, żeby to on zainicjował jakieś ciekawe wyjście. Ezra zazwyczaj nie bywał biernym odbiorcą w znajomości, bo to po prostu mogło irytować, kiedy ewidentnie relacja by się rozpadła, gdyby nie działania jednej z osób. A podstawowa zasada brzmiała przecież bierz, ale i dawaj.
Najwyraźniej jego wspomnienie domu w Hogwarcie na dłuższą chwilę zatrzymało temat szkoły przy stole. Ezra uważnie słuchał wszystkich padających słów, jednocześnie walcząc z warzywami, które uciekały mu spod widelca.
- Nie. Eventy w Hogwarcie... - zaczął na tyle cicho, by słyszał to tylko Leonardo, ale wuj chłopaka powiedział coś na tyle interesującego, że Clarke urwał zdanie i zawiesił zaintrygowane spojrzenie na mężczyźnie. Może właściwe podkreślenie, że słowa te miały znaczenie, stanowił nagły napad kaszlu Gryfona. Ezra powiódł niepewnym spojrzeniem po twarzach, nie wiedząc czy powinien się dopytywać, czy zostawić temat. Leo podjął tę decyzję za niego, udając, że ta sytuacja kompletnie się nie wydarzyła. Jeśli sądził, że Ezra tak to przemilczy to najwyraźniej nie znał go jeszcze tak dobrze. Może dlatego Krukon nie odpowiedział zbyt inteligentnie na zaczepkę o jakieś darmowe wejściówki.
- Um, jasne.
W milczeniu obserwował jak Leonardo pomaga swojej matce sprzątać ze stołu. Ezra zawsze w takich sytuacjach czuł się trochę niezręcznie, z jednej strony chcąc pomóc, a z drugiej wiedząc, że nie zostałby do tego dopuszczony. Znał swoją mamę, a one wszystkie pod niektórymi względami były jednakowe. Dlatego jedynie podziękował jej za kolację, komplementując potrawę.
A potem nawet nie musiał być ciągnięty, bo bardzo ochoczo poszedł za Leo na górę. Zaśmiał się lekko na jego uwagę, kiwając głową.
- To było... Spotkanie z prawie piekła - poinformował go, czując się dosłownie wyprany z całej energii - co mogło być też zasługą podróży, w końcu Ezra nie ucinał sobie drzemek. - Ale przeżywałem już gorsze rzeczy. Twoja rodzina jest naprawdę ciepła.
Niechętnie musiał przyznać mu rację, że rzeczywiście byli cudowni i wcale nie musiał się tego wszystkiego obawiać.
- Nie naciskam ale... Chcesz mi powiedzieć o co chodziło z dyrektorem Tecquali? - zapytał, mając nadzieję na odpowiedz twierdzącą. Chyba zdążył udowodnić, ze można mu zaufać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 622
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 791
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Puebla   Nie Maj 21 2017, 21:51

Leonardo do najbardziej dyskretnych osobistości nie należał. Zapewne gdyby po prostu wzruszył ramionami, albo nawet zrobił głupią minę, to Ezra nie przyłożyłby większej wagi do słów Goyo - ale Leo oczywiście dostał napadu kaszlu i wszystko zepsuł. Nie chodziło wcale o to, że sprawa Tecquali była jakąś ogromną tajemnicą. Niektórzy o tym wiedzieli, inni nie... Ponieważ Gryfon niezbyt lubił o tym opowiadać, nigdy nie wiedząc jak dobrać słowa.
- Wybacz. Ale ostrzegałem... Zresztą, poradziłeś sobie śpiewająco - poklepał go lekko po ramieniu w geście pocieszenia. Naprawdę uważał, że wyszło wszystko całkiem nieźle. Może i brzmiało to głupio, ale dla Leo było ważne, czy jego rodzina lubi kogoś, kto jest mu bliski. Był z nimi mocno związany i nie chciał w żaden sposób tego zepsuć. Ezra jednak, choć z początku bardzo irytujący (ach, pamiętny festyn), miał w sobie coś pozytywnego i rodzinka Vin-Eurico nie miała żadnej innej opcji, niż po prostu go polubić.
Zatrzymał się przy pokoju gościnnym i uchylił lekko drzwi. Miał już tłumaczyć co, gdzie, jak, po co i dlaczego, gdy Clarke powrócił do tematu Tecquali. Leo zdusił westchnięcie i po krótkim rozmyślaniu doszedł do wniosku, że w sumie to naprawdę nie jest nic takiego. To nie tak, że Krukon nagle ucieknie z krzykiem, no halo.
- Tak właściwie, to o nic nie chodzi - podrapał się w kark z zakłopotaniem. Normalnie tak wygadany, w tym jednym temacie kompletnie brakowało mu języka w paszczy. - Po prostu, no. W sumie, to nie przeniosłem się z Tecquali, tylko zostałem wyrzucony, no i to tyle.
Nie wiedząc co zrobić z rękoma, wsunął je do kieszeni spodni i oparł się plecami o framugę drzwi. Nie lubił wspominać tamtej sytuacji. Uwielbiał Tecqualę i uważał ją za świetną szkołę, toteż ogarniał go żal. Z drugiej strony, automatycznie denerwował się na samo napomknięcie o danym zdarzeniu. Nigdy w całym swoim życiu nie był tak wściekły, jak wtedy i miał dreszcze, gdy to do niego wracało.
- Pobiłem się z jednym gościem - uściślił po chwili. Nie było to wciąż zbyt precyzyjne, bo to raczej była sprawa jednostronna. W jego głosie chyba było słychać, że więcej Ezra z niego dzisiaj nie wyciągnie. Obaj byli zmęczeni i nie było sensu w psuciu sobie humoru...
Uśmiechnął się łagodnie i odepchnął lekko od framugi.
- Zostawiam cię. Tu pokój, tam łazienka, jak coś to ja będę tam - pokazał wszystko, zastanawiając się gdzieś z tyłu głowy, w jakim celu Ezra niby miał do niego przychodzić. Był jednak dobrym i uczynnym gospodarzem, więc wystarczało mu poczucie spełnionego obowiązku. - Buenas noches, mi querido. - Puścił mu oczko i poszedł do swojego pokoju.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 681
  Liczba postów : 681
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Puebla   Czw Cze 01 2017, 21:32

Leo nie musiał w żaden sposób pocieszać Ezry, bo Ezra bynajmniej nie czuł się źle. Wiadomo, było to wykańczające psychicznie wydarzenie, ale jednocześnie fajnie było tak posiedzieć w gronie osób, które rodziną były nie tylko przez więzy krwi - a tak Clarke czasem się czuł w obecności własnych bliskich. Kochał swoją mamę, kochał swoją siostrę... Ale na tym się to właściwie kończyło. Dalsi krewni nie mieli dla niego aż takiego znaczenia.
- Wyrzucony. Za bójkę. - powtórzył po Leonardzie, chyba brzmiąc na trochę zdziwionego. Raczej dało się zauważyć, że takie rozwiązania bywały ostatecznością i szkoła wolała rozwiązywać problemy we własnym obrębie. Uczeń przynależał do placówki, która z biegiem lat stawała się drugim domem. I ani nauczyciele, ani dyrektor raczej nie chcieli pozbywać się swoich wychowanków, nieważne jacy byli - głupsi, mądrzejsi, narwani czy rozważni. Więc nawet jeśli była to jakaś bójka - jak musiała wyglądać, jaki musiała mieć skutek, że obaj nie skończyli po prostu na szlabanie? Ezra podejrzliwie zmarszczył brwi, domyślając się jednak, że opowiedziana historia mogłaby położyć cień na humorze chłopaka. Leo nie miał ochoty się w to zagłębiać i Clarke potrafił to uszanować. - Dobrze więc, że nie powielasz błędów - wytknął Gryfonowi, mając jednak na ustach wyrozumiały uśmiech. Bo faktycznie, nie powielał. W końcu, kiedy oni mieli spięcie, w okolicy nie było żadnych nauczycieli, którzy mogliby im wlepić szlaban.
- Dobranoc, dobranoc - W momencie, kiedy drzwi pokoju zamknęły się za Leonardo, Ezra natychmiastowo opadł na miękki materac łóżka, wzdychając ze zmęczonym zadowoleniem. Dopiero teraz czuł, jak bardzo wykańczający był to dzień - a przecież cały weekend miał w ten sposób wyglądać i bynajmniej nie zamierzał z tego powodu narzekać. Uśmiechnął się lekko sam do siebie, podnosząc się i nawet nie mając siły za bardzo oglądać pokoju. Jedyną rzeczą, o której myślał był chłodny prysznic i wygodne łóżko. Tylko tyle potrzebował do szczęścia. No, prawie tyle. Pewnie jeszcze coś (lub ktoś) by się znalazło...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Puebla

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Świstokliki
-