IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Na ratunek pandom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 360
  Liczba postów : 478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Na ratunek pandom    Czw 25 Maj - 20:49


Retrospekcje

Osoby: Padme&Sweeney
Miejsce rozgrywki: Swansea, Three Cliffs Bay
Rok rozgrywki: aktualny, kwiecień?
Okoliczności: niezapowiedziana kontrola rodzicielska
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 360
  Liczba postów : 478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Na ratunek pandom    Czw 25 Maj - 21:32

Od jej przymusowego powrotu do Walii minęło kilka dni; dni, które ciągnęły się niemiłosiernie, a ona czuła się jeszcze gorzej będąc inwigilowaną na każdym kroku. Nie wiedziała z jakiego powodu ojciec uznał, że ma depresję, czy coś podobnego leżącego w pobliżu, i wymaga jego opieki, ale nie miała zamiaru narzekać - dusiła się w swoim mieszkaniu, pracy i grubych murach Hogwartu, z kolei otoczenie wpływało na nią nader destrukcyjnie. Zresztą, jeśli coś się waliło, to wszystko na raz i tak też było w jej przypadku.
Korzystając z okazji całonocnego ojcowskiego dyżuru w szpitalu wymknęła się z domu, kierując automatycznie w jedno ze swoich ulubionych miejsc. Wybrzeże, dokładniej ruiny zamku, o tej porze roku bywały przeważnie osamotnione i pozostawione duszyczkom szukającym chwili spokoju, z kolei ona przybywała tu zawsze, kiedy chciała być sama ze sobą. Nie przypominała sobie, by komukolwiek opowiadała o tej tajnej kryjówce, nawet ojcu, dlatego ta myśl motywowała ją w ogóle do spacerów na świeżym powietrzu.
Idąc powoli ociężałym krokiem, oglądając się co chwila, czy aby przypadkiem nie śledzi jej żaden skrzat, rozmyślała gorączkowo o wszystkim, co się stało, cofała się myślą i zaraz potem wybiegała naprzód, przewidując różne zakończenia rozpoczętego życiowego scenariusza. Z jej punktu widzenia nie działo się nic strasznego, wymagającego zabierania jej ze szkoły; przeholowała, co zdarzało się każdemu w jej wieku, zraniła kilka osób i przy okazji sama została zraniona, pokazała wyjątkowo lekceważący stosunek do pracy, szkoły i nauki, która zawsze wychodziła jej całkiem dobrze. Czyż nie takie tragedie dzieją się na studiach? Nie lubiła, gdy ojciec wciąż traktował ją jak swoją malutką córeczkę, którą nie była w zasadzie od momentu pójścia do szkoły, kiedy musiała zacząć sobie radzić sama. Bez ojca, babki, a tym bardziej bez matczynych lekcji i porad, których nie miała nawet szansy poznać. Pokonawszy kilka metrów, przystanęła, by odetchnąć głęboko i rozejrzeć się dookoła; ściemniało się i przede wszystkim było chłodniej, szczególnie blisko pogranicza plaży i morza, ale to jednak jej nie zraziło. Prezentowała się w bardzo stylowym dresie i kurtce, z rozczochranymi włosami; w końcu z marszu przypisano jej łatkę osoby z depresją, a więc czemu nie mogła z tego skorzystać?
Wmaszerowała dzielnie między wielkie głazy, by wreszcie zająć miejsce na jednym z nich, z którego roztaczał się wyjątkowo ładny widok na okolicę. Na powrót wróciła myślami do sytuacji, w jakiej się znalazła, gdy po kilku minutach usłyszała niepokojący szelest i czyjeś kroki. Nie mogła od razu rzucić się w tamtą stronę z różdżką - nie znajdowała się w miejscu do tego odpowiednim, za to mogła mieć ją w pogotowiu. Wstała więc i zaciskając drobną dłoń w kieszeni, na rękojeści, zeskoczyła na ścieżkę. W panującym półmroku ciężko było jej dostrzec z kim ma do czynienia i właściwie gdzie znajduje się ta osoba, ale i to równie szybko się wyklarowało, gdy tak po prostu wpadła nosem, wychylając się zza głazu, w swojego potencjalnego mordercę. Nie spanikowała jednak, odsuwając się jak oparzona, ale widok Sweeny'ego wrył ją bezsprzecznie w ziemię.
- Na litość Morgany! Co ty tu robisz? - wyrzuciła z siebie, jakże elokwentnie, wpatrując się z niemądrym wyrazem twarzy w stojącego przed nią chłopaka. Sween był ostatnią osobą na ziemi, której by się tu spodziewała i przede wszystkim - która akurat by jej szukała, o czym jeszcze nie wiedziała. Niespecjalnie czekając na jego odpowiedź, westchnęła i zawróciła w stronę głazów. Jak na jej standardy wyglądała całkiem normalnie, choć dało się zauważyć pewne oznaki zmęczenia, znużenia i ogólnej niechęci na bladej twarzy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 433
  Liczba postów : 289
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Re: Na ratunek pandom    Pon 5 Cze - 1:44

Nie było to żadną ujmą, dlatego nie należało się wstydzić faktu, że kierunki mu się trochę pomerdały i skończył jak skończył. Miał dojść do ludzkiej osady, a wrył się z butami pierw w bagnisko, potem na ostre niby noże skałki, które naruszyły ciągłość jednej podeszwy doprowadzając tym samym Sweena do białej gorączki. Idąc tak zaczynał przypominać sobie definicję roztropności i zastanawiał cię, co za chochlik podszepnął mu myśl o równie heroicznym, bezsensownym czynie. Przecież wcale jej nie znał, więc co mogło znaczyć dla niego jej samobójstwo? Co mu po wiedzy na temat stanu psychicznego głupiej bździągwy, która nie radziła sobie z dorosłością? Przecież gardził takimi ludźmi, co więc robił tu w ciemną noc i bez puntu zaczepienia jeżeli chodzi o poszukiwania? Zniszczył sobie wszak nowe buty!
Mimo to wciąż parł przed siebie w nadziei, że smutny los samotnego wilka w końcu uśmiechnie się do niego pozwalając trafić na jakieś pozostałości obozowisk tutejszych jaskiniowców i złapać świstoklik do Londynu. Przeklinał bardzo cicho – bo jedynie w myślach – swój wcześniejszy upór i chwilową migrację na tereny koczownicze, dość blisko zapoznając się z urokami dzikiej, drobnej fauny łąkowej, która cykaniem i ocieraniem się w locie o ramiona radośnie obwieszczała jak wielkim sentymentem zaczyna go darzyć. Spokorniał dopiero, gdy doszło go zamieszanie przy większych kamieniach, zaś zza nich wyłoniła się kobieta. Na początku rozpoznał ludzkie zarysy i prawie rozwarł ramiona w przyjacielskim geście w ogóle nie dochodząc do wniosków, że przyjaźń z nieznajomymi wieczorem na pustkowiu może nie być najroztropniejsza. Nie dbał o to, łapiąc sposobność do otworzenia gęby jeszcze zanim do głosu doszedł rozsądek.
- Przyjazne zamiary. Hai, nie zrobię Ci krzywdy. Jestem… – Wtem skonstatował, że wychodząc na światło okazał się rozpoznawalny. Połechtało to mile jego ego, nie sądził bowiem że dziewka z prerii cywilizacji może odnosić się do niego jak do znajomego. Szybko jednak przyszedł krytyczny moment świadomości, że chyba o czymś zapomniał. A TAK, PANDA. Przecież przyjechał tu do Padme, troskliwie dowiedzieć się co jej strzeliło do małej kobiecej główki i dlaczego okazała się być idiotką targającą się na swoje życie… I ciało. Przede wszystkim ciało. Ziarnko do ziarnka pozbierał myśli i relatywnie szybko doszedł do wniosku, że to musi być ona skoro w pierwszym odruchu zastanowił się czy jej gdzieś nie spotkał. Potem dopiero poczęły docierać do niego wspomnienia ich ostatniego spotkania szybko wyostrzając w umyśle Henleya jej obraz. Tak, to definitywnie jego chwilowo największe zmartwienie poza sypiącym się życiem.
- Tak się składa, że przechodziłem obok i postanowiłem wpaść z wizytą. Nie imaginuj sobie, Wiedźmo, niczego zdrożnego czy szalonego. Spacer po tak urokliwej okolicy jest dobry – odetchnął pokazowo pełną piersią – dla zdrowia. Bardziej mnie zastanawia co TY tu robisz.
Stanął w bezpiecznej odległości szybko łapiąc się na tym, że pomimo niewielkiego sentymentu i całkiem szczerej radości na jej widok i on trzyma różdżkę w pogotowiu. Zupełnie jakby mieli się zaraz rzucić sobie do gardeł. Mamusia mu chyba coś kiedyś mówiła o bezpieczeństwie – mógł to śmiało zrzucić na karb fantastycznego wychowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 360
  Liczba postów : 478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Na ratunek pandom    Wto 6 Cze - 13:19

Zdziwiła się jego widokiem i nie mógł mieć jej tego za złe - ostatnią osobą na ziemi, której spodziewałaby się w swoim rodzinnym mieście był chłopak poznany w środku lasu, z którym dodatkowo spędziła pełną emocji noc. I tyle. Tak miała się skończyć ich historia, los, czy inny chochlik, jednak zadecydował inaczej, zsyłając go w kryjówkę Padme. Opuściwszy różdżkę, spojrzała jak robi z siebie głupka, gdy wreszcie łaskawie ją poznał - miała zresztą wrażenie, że poznałby ją szybciej, jeśliby pozwoliła się dotknąć; w końcu głównie to ciało widział tamtej nocy, niż twarz, choć miała wrażenie, że i ta powinna była mu się zapisać w pamięci. Ze względu na czarujący uśmiech oraz niespotykaną barwę oczu, które w świetle lamp łazienki połyskiwały czystym złotem.
- No, nie wiem. Przypuszczam, że to moje sekretne miejsce, żeby schronić się przed ludźmi, dlatego dziękuję za zepsucie tej okazji - burknęła obruszona faktem, że w ogóle śmiał zbezcześcić jej prywatny kawałek ziemi, następnie zaś wdrapała się z powrotem na głaz. Ułożyła się w miarę (a raczej względnie) wygodnie, wracając wzrokiem na mieniące się w oddali światła miasta.
- A tak na poważnie? Nie sądzę, że akurat TO miejsce byłoby dla ciebie idealne na spacery - wietrzyła podstęp, bo mimo ilości leków, którymi była faszerowana, zachowywała całkiem dobrą jasność myślenia. I spryt, dzięki któremu zmniejszała dawki, bądź zupełnie się ich pozbywała wiedząc, że to pogorszy sprawę, niż wyciągnie ją z pozornego bagna, w którym tkwiła. Nie przypuszczała jednak, że Sweeney kierowany dziwnymi pobudkami i plotkami o jej rzekomej próbie samobójczej postanowi sprawdzić, co strzeliło jej do łba. - Zamiast przynieść ciasteczko, wino albo kwiatka, przyszedłeś i od razu na mnie krzyczysz. Mężczyźni... – pozwalając sobie na delikatny uśmiech, zerknęła wreszcie w jego stronę, powolnym ruchem dłoni wskazując miejsce obok. Mimo wszystko wolała jak był blisko, bo – naturalnie do tego nie miała ochoty się przyznawać – stęskniła się za nim a spędzony wspólnie czas wyrobił w niej sympatię do jego osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 433
  Liczba postów : 289
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Re: Na ratunek pandom    Wto 6 Cze - 14:19

Gdyby zapytała się go o powody, odpowiedzieć potrafiłby jej jedynie po goblińsku. Sam fakt nieznajomości najnudniejszego języka świata działał tu na jego korzyść, nie musiałby bowiem dobierać ani sensownych słów, ani argumentów. Chwilowe zaćmienie, moment załamania wcześniejszej postawy i zmartwienie, jakie ogarniało go od momentu zniknięcia siostry robiły z niego miękką fajkę na polu kontaktów międzyludzkich. Do głosu dochodziło dawno wyplenione poczucie odpowiedzialności za czyjś los, które starał się zataić przed sobą w pewnym momencie stwierdzając, że niebezpiecznie zaczyna przypominać własnego ojca. Kochał go jak syn może kochać rodzica, nie chciał jednak plątać się w spuściznę po nim zwłaszcza, że nie planował dać się jak i on zamordować.
- A to sorry. Wystaw jakieś znaki ostrzegawcze na kilometr przed to będę następnym razem wiedział gdzie się nie pojawić. – Wzruszył ramionami całkowicie nieporuszony tym, że w jej głosie zabrzmiała nuta oburzenia. Czyżby miała mu za złe, że bawił się w księcia na białym pegazie, pomimo dominującego faktu nieposiadania wierzchowca? Przecież zbroję przywdział stosowną i prezentował się w niej nienagannie pomijając naruszoną ciągłość podeszw. Nigdy nie przypuszczał że ze swoim umiłowaniem do miejskiej dżungli zawędruje w dzikie ostępy walijskich bezdroży. Powinna się z tego tytułu ucieszyć bardziej. Mniemanie o sobie miał wysoko zaczepione – powody jakich dostarczył mu narcystyczny samosąd i opinie zewnętrzne były wystarczająco płodnym gruntem dla wzrostu samooceny. Dlatego właśnie ściął Padme krytycznym wzrokiem, gdy ta wspięła się na skałkę i zdała olać wszelkie jego starania. – Nie jesteś moją matką, by mówić mi gdzie mogę, a gdzie nie powinienem chodzić. Widzę że jednak jak prawdziwa kobieta chciwa z Ciebie zołza.
Wgramolił się na kamień tuż obok niej, nie poddał się jednak romantycznemu nastrojowi. Zmrużył powieki i poprawił okulary na nosie, siadając z nią udo w udo, dotykając jej przez materiał ubrań. Z kieszeni wyjął niewielki, dopiero co pobudzony do życia żonkil, jaki znalazł nim stracił zainteresowanie otoczeniem. Zamierzał go sobie ususzyć jak wróci do domu, dobrze że jednak znalazł dla niego zastosowanie teraz, gdy był nieco bardziej potrzebny. Wetknął go Padme we włosy za uchu, komentując tym samym milcząco jej skarcenie jego manier. Nie było to działanie umyślne, bo przecież nie planował jej przywitać romantyczną kolacją przy świecach czy coś w ten deseń. Praktyczność polnego wiechcia wpuszczonego we włosy kobiety była czymś więcej niż funkcją ozdobną. Sweeney zdobył dla siebie przewagę, chociaż nie podjęli się na nowo gry pozorów. Wciąż był przecież takim samym psychopatą jak wtedy w lesie, kiedy opowiadał jej niestworzone historie o śmierci. – Nudzi mnie ta Twoja marna kryjówka. Chodźmy do ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 360
  Liczba postów : 478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Na ratunek pandom    Wto 6 Cze - 14:52

Złośliwy i upierdliwy, czemu ona wcześniej tego nie dostrzegła? Miała wrażenie, że wpada na coraz dziwniejszych mężczyzn, raczej nie zakrawających o jej typ, o ile w ogóle jakiś miała. A do tego tak lubujący się w samym sobie... przewróciła oczami słysząc kolejno jedną, potem drugą, uwagę i wreszcie parsknęła pod nosem, wstrzymując się od pobłażliwego uśmiechu.
- Wolałam, jak twoje usta były zajęte czymś innym. Jesteś taki przystojny, dopóki się nie odezwiesz - już powoli nie była w stanie słuchać jego gderania, gdy jednak wcisnął jej we włosy kwiat, zmarszczyła zabawnie nos, spoglądając na niego spod przymrużonych powiek. Zastanawiała się na ile sytuacją kierował przypadek, niż zamiar, ale nie poświęciła temu zbyt dużo czasu. Oparła się nawet głową o jego ramię, dłońmi spierając się z tyłu. Kwiat z kolei pozostawiła na swoim miejscu wiedząc, że gdyby tylko spróbowała sięgnąć po niego dłonią, zburzyłaby koncepcję Sweena, tym samym na nowo dając mu powody do krzyku. Nie wiedziała zresztą, że potrafił być aż tak złośliwy, ale to nie działało na nią odstraszająco - wręcz przeciwnie.
- I co będziemy robić wśród ludzi? - propozycja nie przypadła jej do gustu, wszak i tutaj nie powinno jej teraz być. Jedynie wrodzona zdolność do wymykania się po cichu sprawiała, że nikt z pilnujących jej osób nie zorientował się o dezercji. - Zresztą, nie wyglądam wyjściowo - prezentowała się przecież w dresie, z potarganymi włosami, choć i pomimo to nie szczędziła sobie długich kąpieli w olejkach oraz przyjemnej dla nosa, wyczuwalnej zresztą, perfumy. - Poza tym chciałeś pospacerować w dziczy, nie sądzę, że miasto jest ku temu odpowiednie - wyszukując coraz więcej powodów na "nie" nie zauważyła, w którym momencie aż tak bardzo się rozgadała, prosząc się chyba o zatkanie jej buźki. Była zmęczona i chciała wrócić do domu, gdzie pobyłaby względnie w ciszy i spokoju.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 433
  Liczba postów : 289
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Re: Na ratunek pandom    Wto 6 Cze - 17:26

I tak go lubiła. Nie musiała mu tego mówić – widział to w jej spojrzeniu, w jej lgnięciu do jego osoby. Gdyby faktycznie upierdliwość byłego już krukona była jakąkolwiek przeszkodą, mogła go po prostu, najzwyczajniej w świecie, odprawić… A nie zrobiła tego. Co więcej, przykleiła się do niego jak po toffince-ciągutce. Dawała wyraźne oznaki zainteresowania zupełnie jak te dziwne, czworonożne samice zwierząt, o których czytał mu ojciec.
- Też wolałem kiedy moje usta były zajęte czymś innym, ale umiem sobie z tym radzić. Powinnaś się nauczyć cierpliwości i ogłady w towarzystwie. – Tak, monolog zdecydowanie był mocną stroną jego charakteru. Jeżeli komukolwiek to przeszkadzało to cóż – szerokiej drogi. Nie rozmieniał się na drobne w tej kwestii. Noel rozpieścił go zrozumieniem i teraz było zbyt późno by uczyć starego psa nowych sztuczek, co było mu całkiem na rękę. Powołując się na lata doświadczenia w temacie mógł trwać w niezmienności własnych nawyków. Co nie znaczyło też, że brał obce opinie pod uwagę jeżeli nie dotyczyły one jego całej osoby, a nie tylko nawyku mówienia.
- Żartujesz? – Rzucił jej spojrzenie kota, któremu właściciel wybiera kupy z kuwety. – Wśród ludzi można robić wszystko. Dosłownie wszystko. Dość mam świeżego powietrza i wszechobecnego robactwa. Spacer się udał, jest pięknie. Serio, bardzo mi się tu podoba, ale cywilizacja brzmi zabawniej. Możemy wpaść do jakiejś mugolskiej wioski i wyryć na ścianie „magia to potęga”. Jestem ciekaw kto i kiedy zająłby się tym tematem. – Zachichotał, bowiem wizja psikusa nadal, pomimo wyjścia ze szkoły, wprawiała go w dobry nastrój. Był to kolejny zbawienny wpływ Noela przy dupie – nauczył Sweeneya nie być takim sztywniakiem, chociaż i tak w duecie zawsze to Henley był tym od myślenia. – A ostatnim razem także nie wyglądałaś specjalnie wyjściowo, co nie przeszkodziło Ci w uwiedzeniu mnie, toteż argument uważam za inwalidę i żądam posłuchu wobec moich zachcianek. – Zsunął się z kamienia uciekając podporą jej głowie. Mało tego, złapał ją za ramię i pociągnął ku sobie w razie KAŻDEGO nieprzewidzianego wypadku asekurując ją swoją chwilowo stabilną sylwetką. Nie zamierzał zapuszczać korzeni w dziczy, a rozmawianie w ustronnym miejscu, jakkolwiek magiczne, woniało nudą i stagnacją na milę.
- Chodź Dzidzia i nie jęcz, bo to nie ta okoliczność. – Pociągnął ją za rękę w kierunku wcześniej ujrzanych świateł. Nie wiedział w co się pakuje, gdzie idzie i co oddziela go od miasta, miał jednak szczerą nadzieję, że bez przeszkód dobrną do celu, by móc albo spsocić coś nieszkodliwego, albo poważnie porozmawiać na temat „dlaczego Padme była głupia i dlaczego być już nie powinna”. Przemówienie jej do rozsądku było jak wewnętrzny dżihad – musiał się temu poddać bez zrozumienia własnych pobudek jeżeli chciał kiedyś dostać w prezencie 72 dziewice. Nie znał tej religii ale gdyby wiedział, byłby zagorzałą owieczką pana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Na ratunek pandom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-