IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 I love that you got daddy issues

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: I love that you got daddy issues   Sro Cze 14 2017, 23:24


Retrospekcje

Osoby: Blaithin "Fire" A. Dear, Czarodziejowa Dusza aka Julius Dear i @Casper Angel Tease
Miejsce rozgrywki: Rezydencja Dearów na wyspie Skye, mieszkanie Caspra w Hogsmeade
Rok rozgrywki: jeden z majowych weekendów, 2017
Okoliczności: Fire wraca do domu z zamiarem otrucia własnego ojca.


Ostatnio zmieniony przez Blaithin "Fire" A. Dear dnia Czw Cze 15 2017, 01:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Sro Cze 14 2017, 23:45

Powroty do "domu" nigdy nie były przyjemne. W budynku tym nigdy nie zaznała miłości, chyba że od swojego starszego brata, ale teraz miał już tyle na głowie, że widywali się bardzo rzadko. Fire została pozostawiona sama sobie, ale zaakceptowała to. Starannie planowała, jak ma wyglądać jej przybycie w to miejsce, budzące w niej emocje, z którymi usiłowała walczyć. Wydawało się, że ostatecznie i tak będzie musiała improwizować. Jej ojciec był nieobliczalny.
Teleportowała się z cichym trzaskiem na szarą wyspę, której surowość i brak ludności zahartowały dziewczynę już w dzieciństwie. Rude włosy rozwiewał chłodny wiatr, miotający także połami czarnego płaszcza. Home, sweet home. - pomyślała z goryczą, kierując swoje kroki ku ciemniejącej na wzgórzu rezydencji otoczonej dużymi ogrodami. Ojciec miał obsesję na punkcie bezpieczeństwa, przez co mieszkanie zabezpieczone było mnóstwem wymyślnych zaklęć. Między innymi nie pozwalało teleportować się w pobliżu, więc każdy wizytujący musiał się przejść kawałek. Przy bramie czekał na Fire rodzinny skrzat, który ukłonił się tak nisko, że dotknął nosem ziemi. Machnęła dłonią, zbyt zesztywniała ze zdenerwowania, żeby otworzyć usta i coś powiedzieć.
- Pan Dear jest zajęty i zobaczy się z panienką dopiero na kolacji. - poinformowało uniżenie stworzenie, a Blaithin nie czekając przeszła się całą ścieżką prowadzącą do drzwi wejściowych. Nic dziwnego, że ojciec nie miał czasu. Stale się przepracowywał, żeby nie wylecieć za swoje przewinienia, które zdarzały się coraz częściej. Fire może i nie bywała na wyspie, ale dobrze wiedziała, co się działo. Weszła do środka i zadrżała, kiedy zatrzasnęły się za nią ogromne drzwi.
_____________________________________________
To było zaledwie parę dni. Parę dni, które miały polegać na nieustannym udawaniu, że nie dzieje się nic dziwnego. Maska Szkotki musiała być perfekcyjna - ojciec był inteligentny i wiele widział. Ale cechowała go zbytnia pewność siebie. Uznał, że Fire niczego nie zdoła ukryć i nie przejmował się jej obecnością. To zanotowała jako jego pierwszy błąd. Drugim było nieustanne picie. Wracał do domu i od razu zabierał się za whisky lub inny alkohol. Nie unikała go zbyt często, z matką rozmawiając tak jak zwykle. Była bardziej roztrzęsiona niż podczas ostatniego spotkania, co zaniepokoiło Blaithin.
Raz tylko ją uderzył w ciągu całego weekendu. Odkrył, że paliła na balkonie, a Fire nie zdążyła nawet się zająknąć, kiedy poczuła piekący ból na policzku. Wybierał otwartą dłoń, kiedy chciał upokorzyć, a pięść, kiedy chciał, żeby bolało. Powstrzymała chęć wyciągnięcia różdżki i załatwienia sprawy szybciej niż planowała. Ale nie mogła. Musiała trzymać się swoich zamiarów. Tylko w taki sposób miała szansę.
Wybrała ostatni wieczór. Matka wyszła na spotkanie z jakąś ważną urzędniczką, ale o to Fire nie dbała. Ważne, że ojciec miał trochę wolnego czasu, a miał to być ostatni wolny czas w jego życiu. Im bliżej było do kolacji tym bardziej suszyło Blaithin w gardle i zdawało jej się, że robi się coraz bledsza. Truciznę trzymała tuż przy piersi, nawet kiedy spała. Buteleczka paliła przez ubranie, a później płonęła także jasna skóra Gryfonki, kiedy wlewała ją do wina. Spędziła kwadrans w łazience, żeby się uspokoić. O wiele za długo, za długo. W czerwonej, czarodziejskiej szacie wyszła na korytarz, gdzie natknęła się w samą porę na czarnowłosego mężczyznę. W wielkim domu byli tylko we dwoje, przez co panowała przerażająca cisza.
- Czas już na kolację, ojcze? - spytała możliwie jak najspokojniej i poprawiła mankiet, gdzie schowaną miała różdżkę. Musiała dopilnować, żeby wypił wino. Musiała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nieokreślony
Galeony : 217
  Liczba postów : 158




Specjalny






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 00:15

Juliusa nieszczególnie cieszyła obecność Blaithin w domu. Głównym problemem było to, że sama podjęła decyzję o zjawieniu się na wyspie. Uprzedziła tym samym wzywający ją list... a warto uściślić, że pan Dear wolał załatwiać wszystko po swojemu. Córka zjawiła się za wcześnie, a to z miejsca go drażniło. Cały weekend zachowywała się tak spokojnie i normalnie, że ledwo zwracał na nią uwagę - rzucał jedynie typowe dla siebie komentarze oraz denerwował się, widząc ją z papierosem. Nic nadzwyczajnego...
Wiedział, że ten ostatni wieczór będzie przełomem. Nie znał zamiarów Blaithin, ale sam miał pewne plany i nieobecność żony bardzo mu je ułatwiała.
- Napawa mnie dumą fakt, że wyniosłaś z tego domu umiejętność korzystania z zegarka. - Głos Juliusa był niepowtarzalny. Surowy, szorstki, nieustannie przepełniony pogardą i niezadowoleniem. Teraz nie było wyjątku ani w tonie głosu, ani w postawie - mężczyzna po prostu poszedł dalej, nie zwracając większej uwagi na rudowłosą czarownicę. I tak pójdzie za nim do jadalni, której stół ugina się pod talerzami przepełnionymi najlepszymi potrawami, jakie tylko skrzatom udało się wymyślić.
Dopiero kiedy usiadł, a trzęsący się ze strachu skrzat zaczął nakładać mu jedzenia, Julius pozwolił sobie na zaszczycenie córki beznamiętnym spojrzeniem. Zlustrował uważnie jej czarodziejską szatę i płomieniście rude włosy, szukając drobiazgu, który mógłby mu nie pasować.
Zaczekał aż skrzat zacznie oddalać się z półmiskiem mięs, a wtedy podstawił mu nogę - jedynie po to, aby nienawistnym tonem nakazać posprzątać powstały bałagan. Nie patrzył na biegające w tę i z powrotem stworzenia. Raz jedynie zerknął w tamtym kierunku, ale od razu skrzywił się z niesmakiem.
- Znalazłem ci męża - poinformował Blaithin bezceremonialnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 00:27

Sam widok jego przystojnej mimo wieku twarzy budził w Fire odruch wymiotny. Gryfonce wydawało się, że wcześniej nienawidziła go mocniej, intensywniej. Może dlatego, że częściej bywała ofiarą albo świadkiem jego okrucieństwa. Moment, kiedy niemalże zmusił Blaithin do torturowania własnej siostry, każdy raz, kiedy podnosił rękę na najmłodszego brata dziewczyny, wszystkie chwile przez które matka płakała całymi nocami... To właśnie one budziły w Szkotce gniew, który gorzał przez te kilkanaście lat. Niszczył Fire od środka, nie pozwalając na normalne funkcjonowanie. To przez ojca tak wielu rzeczy się bała, nawet zwykły dotyk budził w niej niechęć. Nauki mężczyzny wbiły się do głowy rudowłosej tak mocno, że do tej pory nie umiała im się przeciwstawić.
Sprawił, że znienawidziła także siebie.
- To chyba jedyna umiejętność, jaką wyniosłam z tego miejsca. - odparła niemalże identycznym tonem, chociaż wiedziała, że stąpa po cienkim lodzie. Ojciec akceptował jej butne odzywki dopóki nie przesadzała. A w jego przypadku ciężko było wyczuć granicę, bo stale ją przesuwał. Zauważyła, że nie jest mocno pijany, co działało na niekorzyść Szkotki. Miał bardziej przytomny umysł.
Często postępowała egoistycznie, ale tym razem chciała to zrobić głównie dla Gale'a. Zasługiwał na lepsze życie. Może jeśli matka po śmierci ojca popadnie w prawdziwą depresję albo jakąś chorobę psychiczną, Fire namówi Liama, żeby zaopiekował się swoim małym kuzynem? Co się stanie z Michaelą, gdzie zamieszka? Może u wuja Gastona? Blaithin nie zamierzała słuchać rodziny po śmierci ojca. Miała dużo opcji do wyboru - wprowadzić się do kuzyna albo brata, wynająć jakieś małe mieszkanko w Hogsmeade... Tak widziała przyszłość, starannie omijając myśli o samym morderstwie. Bo czy w ogóle sobie poradzi? Ojciec zawsze powtarzał, że jest zbyt słaba, żeby potrafić zabić człowieka. Nie mogła myśleć o tym, że może mieć rację... Wystarczyło być twardą.
W ogóle nie zwróciła uwagi na skrzaty. Wyżywanie się na nich nie było niczym dziwnym, kiedy brakowało dzieci nad którymi ojciec mógłby się poznęcać. Blaithin współczuła swojemu najmłodszemu bratu przez to, że tak długo musiał znosić go samotnie. Nigdy więcej.
Z początku w ogóle nie zrozumiała wypowiedzianych słów. Podniosła właśnie puchar z sokiem z dyni do ust, ale zamarła. Popatrzyła na ojca i stopniowo w błękitnych oczach dziewczyny malowało się niedowierzanie.
- Niepotrzebnie. - powiedziała, karcąc się za drżący głos i odstawiła puchar. Poprawiła luźny kok, nie chcąc patrzeć w zimne oczy tego mężczyzny. - Za nikogo nie wyjdę. Zresztą, mam dopiero siedemnaście lat. Nie chcę. Nie.
Wcale nie brzmiało to tak jak chciała. Blaithin powinna być stanowcza i odważna, jak zawsze tego chciała. Ale obecność ojca wpływała na dziewczynę w takim stopniu, że jej sprzeciw brzmiał jak przeciwstawianie się małego dziecka pójściu na wizytę do magomedyka. Pokręciła jeszcze głową, nie chcąc dopuścić do siebie myśli, że ojciec miałby ją za kogoś wydać. Jakoś zapomniała na chwilę o tym, że miał wkrótce umrzeć. Za zaledwie kilka minut.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nieokreślony
Galeony : 217
  Liczba postów : 158




Specjalny






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 00:46

Gdyby tylko Julius wiedział, jak wielką nienawiścią pałała do niego córka... to prawdopodobnie nie zmieniłby się ani odrobinę. Nigdy nie chodziło mu o to, aby go lubiła. W takim wypadku zachowywałby się jak prawdziwy ojciec. Julius chciał zahartować swoje dzieci, nauczyć je czegoś pożytecznego - czegoś, co jego zdaniem, było najważniejsze. Czarnej magii. Bezwzględności. Pewności.
- To nie jest temat, do którego można podchodzić tak lekceważąco - ostatnie słowo niemalże wypluł nienawistnie. Spędził zbyt wiele czasu i pieniędzy na edukację Blaithin, aby teraz mogła w ten sposób ironizować.
Nie mógł wiedzieć, co dzieje się w głowie dziewczyny. Siedział spokojnie, jadł i pozwolił sobie nalać wina do kielicha, ganiąc skrzata spojrzeniem, gdy wlał za mało trunku. Nie spodziewał się po siedemnastolatce żadnych wybryków, bo przecież nigdy nie spróbowałaby w żaden sposób go zdenerwować. Po co miałaby to robić? Mogła domyślić się konsekwencji. Julius nie odpuszczał.
Jedyną reakcją na słowa Blaithin było drgnięcie jednej brwi mężczyzny - podjechała odrobinę do góry, przejawiając niedowierzanie.
- Jeśli przez chwilę przemknęło ci przez głowę, że obchodzi mnie twoje zdanie, to jesteś głupsza niż sądziłem. - Odłożył sztućce i złożył dłonie, wpatrując się uważnie w rudowłosą. Bała się spojrzeć mu w oczy, a jej głos dygotał jak małej dziewczynki. - Wyjdziesz za Damona Shyverwretcha. - Nie musiał wyjaśniać, kto to był. Dearówna powinna znać to nazwisko i szybko skojarzyć fakty. Julius nie lubił strzępić sobie języka... - Wszystko jest już ustalone, Blaithin, ceremonia odbędzie się za trzy miesiące. Powinnaś mi dziękować za znalezienie kandydata z tak dobrej rodziny, jedynie rok od ciebie starszego - nie spuszczał wzroku z dziewczyny, doszukując się każdej emocji, każdego gestu. Podniósł kielich wina i uniósł go lekko do góry, w niemalże szyderczym toaście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 01:05

Fire nie mogłaby niczego przełknąć, dlatego jedynie udawała, że nakłada sobie samodzielnie porcyjki potraw i gmerała w nich widelcem. Kotlet rozdziobała szybko tak, że przypominał papkę. Nie rozumiała tego, dlaczego nadal muszą korzystać z tych średniowiecznych metod wydawania dzieci za mąż. Normalni ludzie mieli wybór. Mieli możliwość wyjścia za człowieka, którego kochają. Dearowie zatrzymali się chyba w siedemnastym wieku. Młode pokolenie zdążyło już zmienić tradycje, ale Julius najwyraźniej uważał, że nadal jest tak samo. Fire przełknęła ślinę, mając nadzieję, że nie jest biała jak prześcieradło. Zacisnęła palce pod stołem na miękkim, aksamitnym materiale szaty, bo nazwał ją głupią. Nigdy nie liczył się ze zdaniem dziewczyny, chyba wyłącznie raz ustąpił, kiedy wszelkim możliwym buntem wymusiła przepisanie jej do Hogwartu. Musiał, bo mimo wszystko cenił w jakimś stopniu życie Blaithin. Wzrok podniosła tylko po to, żeby zerknąć na puchar wypełniony ciemnoczerwonym winem po brzegi. Czy dała odpowiednią dawkę? Czy jeśli wypije kilka łyków, trucizna zadziała? A jeśli tylko umoczy usta i poczuje, że coś jest nie tak? A co jeśli da do wypróbowania skrzatowi? Kiedyś już tak zrobił raz czy dwa. Przecież wtedy wszystko trafiłby szlag. Ale miała różdżkę. Wystarczyło z jej pomocą dokończyć dzieła. Ojciec miał swoje lata i stracił refleks, a Fire nie mogła się wahać.
Zorientowała się, że serce bije jej coraz szybciej. Gdyby wcisnęła się w gorset, przeżywałaby piekło. Chociaż... i tak przeżywała piekło.
- Shyverwretcha. - powtórzyła głucho, jakby to słowo pochodziło z innego języka. Doskonale wiedziała, jaka była ta czystokrwista rodzina. Pracowali nad eliksirami, więc interesowali także Fire. Damon był jednym z najlepszych uczniów, jeśli chodzi o ten przedmiot. Często rywalizowali, mimo że nigdy nie rozmawiali. Był jeszcze większym dziwakiem niż rudowłosa. Myśl o tym, że miałby zostać jej mężem, zdusiła gardło dziewczyny. Nie dała rady przerwać ojcu, dopóki dokończył wypowiedź. Trzy miesiące. Przecież ona dopiero zacznie studia. A może jej nie pozwoli? Może zamknie ją w domu? Nie, przecież do tego czasu jego serce przestanie bić.
- No jasne. - tylko tyle zdołała wykrztusić. To, że zachowywała się jakby dopadła ją panika, ojciec mógł przypisać zaskoczeniu w związku z nowinami. Ale ona podniosła wzrok, żeby napotkać niezmiennie beznamiętne spojrzenie tęczówek ojca.
Będę mordercą. - uświadomiła sobie w prawdziwym przerażeniu, mimo że nadal siedziała wyprostowana i opanowana. Ta myśl zalęgła się w umyśle Gryfonki i sprawiła, że ogarnął ją milion wątpliwości naraz. Nie poradzi sobie. To niemożliwe, żeby zabiła własnego ojca. Zawsze była niewystarczająco silna. Jak mogła w ogóle pozwolić sobie na to wszystko? Ten cały teatrzyk? Najpierw spieprzyła, kupując truciznę, później zjebała, mówiąc o wszystkim Casprowi. Uwierzyła w to, że zdolna jest pokonać ojca, mimo że to on zawsze był górą. Do niego należało ostatnie słowo, ostatnie uderzenie. W porównaniu z nim, Blaithin traciła całą wartość. Wydawało jej się, że zaraz zemdleje, gdy czas zwolnił.
- NIE PIJ TEGO!
Zerwała się tak gwałtownie, że przewróciła kielich, a do tego krzesło runęło w tył. Zacisnęła palce na ceracie, patrząc na ojca w panice, jakiej nigdy nie przeżywała. Dlaczego to zrobiła? Dlaczego? Obudziła się w niej jakaś cząstka miłości do tego potwora? Czy po prostu nie mogła znieść myśli, że odbierze życie własnemu ojcu? Grunt, że cofnęła się parę kroków, niemalże potykając o przewrócony mebel. Nie mogła wyrównać oddechu ani przewidzieć co teraz nastąpi. Patrzyła to na kielich wypełniony trucizną, to na twarz ojca, której nigdy się nie bała tak jak w tamtej chwili.
Gdzieś z tyłu głowy cichy głosik podpowiadał, że teraz nic jej już nie uratuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nieokreślony
Galeony : 217
  Liczba postów : 158




Specjalny






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 01:27

Blaithin reagowała tak, jak Julius się tego spodziewał. Zaskoczenie niemalże ją sparaliżowało i po tamtym dziecięcym pojękiwaniu nie było śladu. Domyślał się, że zna swojego przyszłego męża, ponieważ uczęszczali do tej samej szkoły. Oczekiwał większej ilości pytań, ale ich brak uznał za plus. - Przynajmniej raz umiesz się zachować - brak ciepła w jego głosie sprawił, że ten "komplement" zabrzmiał niemalże jak obelga. Julius nie lubił chwalić, nie uznawał tego za proces motywacyjny.
Najwyraźniej pospieszył się z tak łagodnym ocenianiem córki. Zamarł w bezruchu, gdy dziewczyna zabroniła mu picia wina i choć najpierw uznał to za głupi okrzyk, później jej zachowanie naprowadziło go na właściwy trop. Odstawił kielich pozornie spokojnie. Następnie wstał, podpierając się dłońmi o stół.
- Jak śmiesz? - Zapytał powoli. W jednej chwili całe jego opanowanie zniknęło i ustąpiło lodowatej furii. Julius wyszarpnął różdżkę i bez mrugnięcia rzucił na córkę zaklęcie niewybaczalne, choć formuła "Crucio" nie musiała wcale rozbrzmieć w powietrzu. W jego oczach pojawił się morderczy błysk i Blaithin mogłaby się od niego uczyć...
- Myślałaś, że dasz radę to zrobić? Zabić kogoś? Zabić mnie?! - Zbliżył się do córki, okrążając stół. Zaklęcie cisnęło nią przez pomieszczenie, ale Juliusa to nie obchodziło. Opuścił różdżkę tylko na chwilę, aby Blaithin miała okazję zaczerpnąć choć odrobinę powietrza i przestać zwijać się z bólu, który zapewniało jej zaklęcie. - Jesteś słaba, Blaithin - nienawiść zawarta w tych słowach sprawiła, że zabrzmiały one niemalże jak warknięcie wściekłego zwierzęcia. Mówił dobitnie, wściekle i wyraźnie, nie pozostawiając żadnych wątpliwości. Gardził w tej chwili własną córką jak nikim.
- Sectumsempra - chciał, aby słyszała to zaklęcie w sekundy przed tym, jak zacznie odczuwać jego skutki. Nie zbliżył się już ani o krok, jedynie biernie obserwując i czerpiąc chorą satysfakcję z każdej przemijającej sekundy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 01:35

Nie myślała, że naprawdę to zrobi. Ból targnął Fire tak, że zapłakałaby, gdyby dała radę. Nie miała pojęcia, czy krzyczy, czy milczy, czy płacze, czy policzki ma suche, czy ojciec coś do niej mówi, czy klnie czy ją obraża... Istniał tylko najgorszy z możliwych ból. Miała wrażenie, że trwa wieki, chciała już błagać o litość, o śmierć, o cokolwiek. Nagła ulga sprawiła, że zaczęła trząść się cała. Znała Cruciatusa, ale za każdym razem zaklęcie odbierało wszelką odwagę Gryfonce. Ojciec nie pozwolił jej na jakikolwiek odpoczynek. Blaithin zachłysnęła się nagłym bólem w piersi, który zgiął ją wpół. Dłoń odruchowo zacisnęła na swoim boku, gdzie również została trafiona. Ostatnia rana otworzyła się na udzie. Julius wiedział, jak uderzać, żeby natychmiast się nie wykrwawiła - ominął tętnice. Fire upadła, rozdzierając powietrze jękiem, który nawet nie był tak głośny, jak chciała. Praca serca dziwnie zwolniła, żeby po chwili przyspieszyć jeszcze bardziej. Co się stało? Zabił ją w końcu? Kompletna dezorientacja dziewczyny w niczym nie pomagała. Zmusiła się, żeby podnieść dłoń do boku i ocenić, jak bardzo dostała. Ale okazało się to tak ciężkim wysiłkiem, że niemal się poddała. Po chwili trwającej wieki, mogła przyjrzeć się zakrwawionym palcom. Zmieniały się przed błękitnymi oczami Fire, jak w kalejdoskopie, tak że aż poczuła zawroty głowy. Co się stało? Czyja to krew?
Czerwień skapywała na podłogę w zastraszająco szybkim tempie. Blaithin zorientowała się, że zapanowała dziwna, głucha cisza. Nawet, jeśli jej ojciec coś mówił, mózg dziewczyny w ogóle tego nie rejestrował. Dopiero uruchamiał wszystkie alarmy w organizmie Fire. Powolutku zaczynała rozumieć, że w jakiś sposób leży na zimnej posadzce w niewygodnej pozycji. Wyraźniej też docierał do niej pulsujący z rozległych ran ból, od którego musiała aż zacisnąć oczy. Wciągnęła powietrze z trudem, próbując pojąć co się stało. Wszystko nie trwało dłużej niż kilkanaście sekund, po których coś przeskoczyło w umyśle Blaithin. Umieram. Stwierdziła to z zaskakującym spokojem, ale nie potrafiła inaczej, kiedy trwała jeszcze w otępiałym szoku wywołanym zaklęciem. A więc tak miała skończyć. Do tego sprowadzało się życie Fire? Skonania przed obliczem ojca, leżąc u jego stóp? Bez żadnego pożegnania z ludźmi, do których zdążyła się przyzwyczaić i wzajemnie? Świat przecież nawet nie poznał jej imienia i nie zdążyła zrobić wielu świetnych rzeczy! Pewnie dyrektor wygłosi jakąś pouczającą mowę na uczcie… Ojciec wymyśli przekonującą bajkę i zapłaci komu trzeba. Matka nie piśnie ani słowem, ale może rodzeństwo chociaż zdoła dzięki temu postawić się Juliusowi. Fire bardzo na to liczyła. Przecież robiła to dla nich, nawet jeśli kompletnie zjebała sprawę.
Ale uświadomiła sobie, że ojciec może przerwać jej umieranie. Nieraz leczył dziewczynę po niebezpieczniejszych lekcjach. Nie! Nie chciała tego. Niech zostawi ją choć raz w spokoju i pozwoli pogrążyć się w błogiej nieświadomości, w tej ciepłej, przyjemnej ciemności, do której tak tęskniła, tak bardzo… Którą już znała, bo kiedyś, dawno temu, także znalazła się na wyciągnięcie ręki.
Zgięła i rozprostowała palce zbroczone szkarłatem. Tak bardzo lubiła ten kolor, w końcu był też symbolem ognia. Fire przymknęła powieki i miała zamiar oddać się w ramiona śmierci, kiedy uderzyła ją jeszcze jedna myśl. Przecież śmierć równa się poddanej.
Podniosła się, choć to może za duże słowo. Dźwignęła na swój łokieć, czując jak świat gwałtownie wiruje. Oślepiona setkami barwnych plam i witraży, próbujących namącić jej ponownie w głowie, musiała dać sobie sekundę czy dwie. Była taka słaba. Zawsze słaba, zawsze niewystarczająco mądra, piękna, dobra. Niedoskonała. Musiała zacisnąć dłoń w pięść, żeby dodać sobie sił. Podniesienie się zawsze jest najtrudniejsze, prawda?
Wypuściła całe powietrze z płuc, kiedy wreszcie udało się usiąść. Bardzo się bała spojrzeć na samą siebie, zobaczyć to co on jej zrobił… Ale musiała. Trzy potężne rozcięcia, które zdążyły zrobić już przy Fire wielką plamę. Blada jak płótna oddychała tylko i wyłącznie dlatego, że bała się przestać. Niespodziewanie wizja śmierci przestała być tak kojąca i długo wyczekiwana. Jak wtedy, gdy próbowała się zabić. Blaithin uświadomiła sobie, że musi natychmiast coś zrobić. Ojciec nie miał zamiaru ani pomagać ani zatrzymywać Fire… Zresztą, nawet nie wiedziała już, gdzie on jest. Spojrzała na drzwi, tak niesamowicie odległe. Jakim cudem znajdowały się tak daleko, czy to sztuczka? Blaithin chwiejnie stanęła na nogi, nie mogąc powstrzymać jęku wyrywającego się z piersi. Zrobiła krok i od razu runęła na kolejne bolesne spotkanie z podłogą. Nigdy mi się nie uda. Nie dam rady. Słaba… Jestem słaba.
Kolejna próba okazała się łatwiejsza - a może to adrenalina popchnęła Fire do przodu, pozwalając choć na chwilę przezwyciężyć cierpienie? Ważne, że dotarła do drzwi rezydencji, zostawiając za sobą krwawe ślady. Pociągnęła za klamkę w rozpaczliwym geście. Wiedziała już, co musi zrobić. Teleportacja to jedyna szansa ratunku. Szkoda, że przeklęty ojciec rzucił na dom Dearów tyle zaklęć, że nie mogła od razu się aportować. Droga przez ścieżkę ogrodową wydawała się ciągnąć kilometrami. Niemal padła ponownie, gdy to zobaczyła. Zaciskając jednak zęby i ściskając jedną dłonią pierś, rozpoczęła najtrudniejszą drogę w swoim życiu. Prowadzenie Caspra do domu kilka dni po Wigilii wydawało się teraz marną błahostką. Na dworze zaatakował ją porywczy, szkocki wiatr i zimno. Zdawało się, że wszystko starało się Fire zatrzymać, zmusić do przyjęcia przegranej pozycji i zaakceptowania tego, że nadszedł koniec.
Szła i w szoku zorientowała się, że dotarła do bramy, za którą nie działały już żadne czary. Ale czy będzie w stanie się teleportować? Mogłaby się rozszczepić i tylko przyspieszyć swoją śmierć… Nie miała jednak niczego do zaryzykowania. Była gotowa, kiedy uświadomiła sobie, że nie wie dokąd się aportować. Na hogwarckie błonia nie mogła, zresztą jak by to wszystko wytłumaczyła? Zaczęła gorączkowo przeszukiwać w myślach ludzi, którzy by jej teraz pomogli, ale nikogo takiego nie znalazła. Przerażenie i ból coraz mocniej zaciskały się na sercu Fire. Uczepiła się swojej wcześniejszej myśli - Cassie. On jej pomoże, na pewno, uda mu się coś wymyślić, w końcu zawsze wiedział, co robić, tak jak na Nokturnie… Pocieszając się tą myślą, skupiła się na przypomnieniu sobie wyglądu kamienicy Tease'a. Mógł przebywać w Oasis, ale tam pojawić się cała zakrwawiona nie mogła. Może akurat tego wieczoru był w domu. Teleportowała się.
Nie trafiła tam, gdzie chciała, bo wylądowała na jakiejś uliczce w Hogsmeade. Krzyknęła z bólu, który wręcz rozsadzał Blaithin czaszkę. Coraz trudniej też było się skoncentrować na ratowaniu życia, gdy wszystko wręcz wirowało. Podniosła się i ruszyła, jak najszybciej, w stronę domu Caspra. Grawitacja ściągała Fire w dół tak, że co chwilę upadała i znaczyła ulicę swoją krwią. Ale za każdym razem się podnosiła. Robiłaś to całe życie, Dear, więc zrób to też ten jeden cholerny raz.
Czuła, że niedługo straci przytomność, kiedy dotarła do upragnionych drzwi. Otworzyła je, wpadając dosłownie do środka. Rozgorączkowanymi oczami szukała spojrzenia oczu o dziwnym kolorze. Nagle jednak wszystko zaczęła widzieć z dołu. Co? Nie potrafisz się podnieść jeszcze jeden raz? Nogi odmówiły Fire posłuszeństwa. Potrafiła już skupić się tylko na odpychaniu wszechogarniającej ją ciemności i oddychaniu. Miała wrażenie, że ktoś jest całkiem blisko.
- Cassie… Umieram - szepnęła zadziwiająco czystym, opanowanym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 355
  Liczba postów : 321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 01:59

To był normalny dzień, a przynajmniej tak się Casprowi wydawało przez właściwie cały czas jego trwania. Dopiero po wszystkim mógł zacząć zastanawiać się, jak każde jego zachowanie sprowadziło się do jednej wieczornej sytuacji, która zmieniła wszystko.
Nie był dobry w określaniu czasu, ze względu na swoją bezsenność - nie wiedział, czy nie był w swoim mieszkaniu od pięciu dni, czy dziewięciu. Jak właściwie zawsze spędzał każdą chwilę w Oasis i tego dnia nie zrobił nic inaczej... Poza tym, że postanowił zjeść całkiem normalny obiad w restauracji.
I warto dodać, że gdyby tego nie zrobił, to byłby o wiele słabszy.
Nie wiedział, skąd wzięła się u niego myśl o powrocie do mieszkania. W Oasis był komplet, także poza papierkową robotą i ewentualną możliwością zabawy, nie miał nic pilnego. Wyszedł na papierosa i postanowił pospacerować, a potem... Potem wylądował pod swoją kamienicą i tyle. Wszedł na górę chyba tylko po to, aby upewnić się, że jego mieszkanie dalej istnieje. Wiedział, że powinien się przespać, ponieważ ledwo stał na nogach i nawet jego nieznośna fobia nie była w stanie przekonać go do wypicia eliksiru czuwania. Ostatecznie wypił ten nasenny i zasnął na łóżku, nienawidząc samego siebie.
I do tej pory wszystko było normalne i kompletnie akceptowalne. Dopiero kiedy obudził się trzy godziny później, zestresowany i obolały, leżący na podłodze po okrutnym lunatykowaniu, wszystko zaczęło się komplikować. Najpierw miał wrażenie, że usłyszał krzyk. Nie był żadnym bohaterem na białym koniu i zaklął w myślach, gdy dotarło do niego, że nawet nie drgnął w stronę drzwi. Jego pierwszym odruchem było analizowanie tego głosu, ale co mógł stwierdzić? Był zaspany, był niezadowolony, był zmęczony. Miał gdzieś dzieciaki bawiące się na ulicach Hogsmeade. Chciał się napić czegoś mocnego i zapomnieć o snach, które dręczyły go raptem parę minut temu.
Ale podszedł do drzwi, otworzył je i już prawie, prawie wyszedł. Cofnął się o parę kroków i zaklął znowu, ale tym razem na głos. Powinien wrócić do Oasis, ale najpierw przydałoby się przebrać. Jego obecne ubranie było wygniecone i wcale nie wyglądał elegancko, a przecież w jakimśtam stopniu dbał o swój wizerunek.
Jako paranoik dbał o takie drobiazgi, jak zamykanie drzwi. Nigdy o tym nie zapominał, ba! - często nawet rzucał dodatkowe zaklęcia, aby nikt go nie zaskoczył! Tym razem jednak jakieś zrządzenie losu sprawiło, że nie domknął drzwi, nie przekręcił klucza, nie rzucił zaklęcia. Nie zrobił nic.
I chwała Merlinowi za to roztargnienie, którego Casper tak w sobie nienawidził.
Odwrócił się z zaskoczeniem, słysząc hałas. Nie miał szans doskoczyć do drzwi na tyle szybko, aby złapać drobną postać, która dosłownie runęła na podłogę jego mieszkania. Tease potrzebował jedynie ułamka sekundy, aby rozpoznać w tej zakrwawionej sylwetce Fire, jego Fire. I sam nie wiedział kiedy klęczał obok niej. Był prawie pewien, że od chwili jej pojawienia się nie wziął ani jednego oddechu, ale to nie było istotne.
- Blassie? Co... - Nie był w stanie mówić. Dostrzegł pierwszą ranę i zachował się głupio, mugolsko. Przyłożył lekko dłoń, chcąc w pierwszym odruchu zatamować krwawienie. Dopiero wtedy dał radę wyszarpnąć z kieszeni różdżkę. Cały dygotał.
Nie wiedział, co się dzieje i co ma robić. Opatrywać rany? Krew dalej płynęła, a Blaithin już nie miała w sobie wiele sił.
- Vulnera sanentur - głos miał załamujący się i niepewny. Za pierwszym razem zaklęcie nie zadziałało, za drugim dopiero można było dostrzec ledwie zauważalne efekty. Casper nie przestawał mamrotać, przesuwając różdżką nad ciałem dziewczyny, a wolną dłonią... Wolną dłonią po prostu gładził jej policzek, próbując znaleźć w tym geście ukojenie dla samego siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 02:09

Spokojnie, Cassie, ja już się nie boję.
To było niezwykle odprężające - wreszcie być wolną od strachu. Nie czuć tego ścisku w żołądku i chęci natychmiastowej ucieczki. Od czego miała uciekać? Od śmierci? Tyle razy o niej myślała i tyle razy jej pragnęła… Blaithin miała ochotę uświadomić to Casprowi, ale w żaden sposób nie potrafiła zdobyć się na wysiłek rozchylenia warg. Zresztą, nawet nie potrafiłaby ująć tego wszystkiego w słowa. Dlatego jedynie patrzyła na tego człowieka o złotych oczach i złotym sercu. W końcu pomagał jej, nawet bardzo, chociaż sam miał równie ciężko w życiu. Był przy niej w momentach, kiedy najzwyczajniej w świeci potrzebowała towarzystwa. Spędzili razem Wigilię. Pierwszą Wigilię, podczas której nie musiała znosić pijanego ojca. Ledwo pamiętała już, jakim Cassie był irytującym szefem. Mało brakowało, a w ogóle nie przyjąłby jej do pracy! Płacił też mniej niż innym, a do tego często zachowywał się jak napuszony bubek. Daniel popierał Fire w stu procentach. Co stałoby się, gdyby nie poszła tamtej nocy do Oasis? Co, gdyby Casper ją wygonił? Czy jeszcze by w ogóle żyła? Fire chciała wyciągnąć dłoń, żeby pogładzić nią policzek Caspra, poczuć ten dwudniowy, szorstki zarost pod palcami, to ciepło i przyjemność w okolicach podbrzusza. Ale tylko obserwowała, zachowując nikły kontakt ze światem. Wszystko zmieniło się dla niej w dziwny sen. Co chwila traciła świadomość, a światła rozbłyskiwały przed jej oczami, jak magiczne fajerwerki. Zaraz potem widziała zamazany obraz twarzy Tease'a i nie chciała już nigdy odwracać od niego wzroku.
Naprawdę już się nie boję. Dlaczego miałabym? Jesteś obok i nic mi nie będzie. Ocaliłeś mi już kiedyś życie, pamiętasz? Chociaż równie dobrze mogłeś przejść obok. Właściwie to nigdy nie wytłumaczyłeś mi, dlaczego tego nie zrobiłeś. Bo to niemożliwe, żeby po prostu przez to, że tamten facet mnie uderzył. Myślisz, że to dla mnie jakakolwiek nowość? Ból? Ja jestem pełna bólu, Cassie. I dlatego nigdy nie powinieneś się do mnie zbliżać. Nigdy... Zranię cię. Ranię cię teraz... Nie powinnam była tu przychodzić, ale ja po prostu nie mam nikogo innego. Nikogo.
Podziękowała mu zaledwie raz, chociaż powinna dziękować przez cały czas, nieprzerwanie. Teraz to słowo nie wydało się Blaithin wstrętne i poniżające. Wyrażało wdzięczność, było wyrazem miłości. Miłości?
Nagła fala bólu wywołana działaniem leczniczego zaklęcia zasklepiającego rany, sprawiła, że Blaithin wrzasnęła i zawarła w tym krzyku całe swoje cierpienie. Nie przyniosło to ulgi, a jedynie pragnienie rozpłakania się tu i teraz. Nie zauważała, że porusza ustami, wymawiając bezgłośnie przepraszam. Miała nadzieję, że Cassie zrobi coś, żeby nie bolało, bo nie potrafiła wytrzymać, a zaklęcie wcale nie łagodziło cierpienia. Skąd w ogóle znał się na magii leczniczej? Zresztą to nie było ważne - czarnomagiczna klątwa nie była zwykłą raną. Blaithin nie miała szans.
Dłonie ci drżą. Zawsze ci tak drżą, chociaż teraz trochę bardziej. Myślałam, że to dlatego, że tyle ćpasz i masz problemy z uzależnieniami. Ale to część twojej nerwowej osobowości, tak samo jak to zerkanie na zegarek. Nawet nie sprawdzasz godziny, po prostu zerkasz. Albo ten przeklęty kolczyk w wardze, nawet nie wiesz, jak on mnie rozprasza. Mógłbyś się trochę powstrzymywać od ciągłego zaczepiania go językiem. Całe szczęście, że przynajmniej nie zakładasz go tak często. Ja też mam takie dziwne nawyki?
Czuła dotyk na swoim policzku i to na nim się skupiła całą swoją osobą.
Dlaczego jesteś taki roztrzęsiony? Przecież nic się nie stało. Ta krew? Już prawie przestaje płynąć, niedługo będzie po wszystkim. Przepraszam, że tak ci nabrudziłam w mieszkaniu. Przepraszam, Cassie. Nie chciałam tego. Nie chciałam niczego, a mimo to dostałam tak wiele. Nawet na to nie zasługiwałam. Po prostu przepraszam. Powinnam przeprosić tyle osób… Dlaczego nigdy nie przepraszałam?
Chciała już chyba tylko jednego. Casper mógł pochylić się i pocałować drżące wargi Fire, a ona już bez żadnego problemu odeszłaby w świat, z którego się nie wraca. Mogłaby się wreszcie uśmiechnąć. Wreszcie przyznać do tego, że go kocha. I że żałuje, że tak to się kończy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 355
  Liczba postów : 321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 02:33

Dlaczego wyglądała tak spokojnie?
Casper przeżywał teraz najgorsze chwile swojego życia. Uderzyło to w niego zupełnie niespodziewanie i uważał, że to niesprawiedliwe. Jakim cudem przeżył tak wiele, ale to ta sytuacja stała się najpotworniejszą? Był bity, poniżany i torturowany. Był zdany sam na siebie, był na granicy życia i śmierci, był przepełniony nienawiścią i przerażeniem.
Brakowało mu cząstki duszy/
Ale to widok Blaithin, z której ulatywało życie, łamało jego serce. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że ona faktycznie umiera - tutaj, na podłodze jego mieszkania. Czuł jednak, że każdy jej słabnący oddech jest kolejnym popchnięciem go do nieuniknionej zguby. Sam miał nierównomierny oddech, o którym co chwila zapominał - bełkotał zaklęcia jedno po drugim, choć nie każde odpowiednio działało. Nie był uzdrowicielem i nie wiedział, jak powinien się zachowywać. Nagle pożałował, że nie poszedł na studia. Mógłby wiedzieć więcej...
Starał się coraz częściej wtrącać uśmierzające ból "Asinta mulaf", ale miał wrażenie, że wtedy krwawienie dziewczyny narasta. Dłonie miał całe pokryte czerwoną cieczą i ledwo trzymał różdżkę. W gardle mu zaschło i chyba rzucał zaklęcia niewerbalnie - nie był pewien.
Gdy usłyszał jej krzyk, wstrząsnęły nim dreszcze. Była blada do tego stopnia, że nie dało się tego nawet opisać. Czuł chłód bijący od jej delikatnej skóry i przerażało go. Bał się jak nigdy dotąd.
Co miałby zrobić bez tej rudowłosej diablicy? Bez tych ciętych komentarzy, bez tego beznamiętnego spojrzenia? Jak miałby wytrzymać bez tego nieznośnego zaprzeczania, mówienia "nie" tylko dla zasady? Jak miałby przejść do normalności po czymś takim? Fire zmieniła w jego życiu zbyt wiele, aby teraz po prostu odejść.
Nie wiedział, kiedy po jego policzkach zaczęły toczyć się łzy. Dotarło to do Caspra dopiero wtedy, kiedy jego dolna szczęka zaczęła drżeć w taki sposób, że nie miał jak się opanować. Pozwolił sobie na płacz, nie wiedząc jak go zahamować. Przestał widzieć na oczy, ale nie przestał rzucać zaklęć. Nie przestał gładzić policzka Blaithin. Nie przestał błagać w myślach, żeby po prostu przeżyła, wyzdrowiała. Nie zasługiwała na coś takiego. Zasługiwała na wszystko co najlepsze.
- Blassie, proszę... - wyrwało mu się rozpaczliwie. Przetarł dłonią twarz, nie zwracając uwagi na krew. Może i rany się zasklepiały? Może te bełkotane zaklęcia przynosiły jakiś efekt?
Widział w jej błękitnych tęczówkach, że się poddała.
- Blaithin, kurwa! Jeśli teraz myślisz o odpuszczeniu, to radzę się jak najszybciej ogarnąć. Jesteś Gryfonką, do cholery! Jesteś moją Blassie! - Nie był pewien, do kogo mówi. Częściowo do tej ledwo żywej dziewczyny, a częściowo do siebie, aby jakoś się zmotywować. Miał wrażenie, że zaraz się przewróci i po prostu będzie leżał tak obok niej, bezsilny i pogrążony w rozpaczy.
Przywołał machnięciem różdżki fiolkę eliksiru leczącego rany. Ostrożnie uniósł głowę dziewczyny, z przerażeniem stwierdzając, że na tą jedną czynność udało mu się zachować spokój. Wlał ostrożnie parę kropel eliksiru do ust Gryfonki, a gdy był już tak blisko, złożył delikatny pocałunek na czubku jej głowy. Nie mogła się poddać. Nie zrobiłaby tego, prawda?
Przecież wiedziała, że sobie bez niej nie poradzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 02:54

Powinna już dawno stracić przytomność, chociaż pozostawała w stanie, który ciężko było nazwać świadomym. Trzymała się uparcie dalej tych drobnych impulsów ze świata zewnętrznego, jak ostatniej deski ratunku. Zawsze była nieugięta, czego cenę teraz płaciła. Michaela potrafiła ukorzyć się przed ojcem i rzadko spotykały ją kary. Wszystko brała na siebie Blaithin, dumnie uważając, że zniesie wszystko.
Teraz już nie mogła. Wykorzystała cały swój limit. Ale nie martwiła się już sobą, bo dobrze wiedziała, że to nieunikniona konsekwencja zaklęcia. Nawet nie dbała o to, że nie jest to śmierć o jakiej marzyła. Chciała zginąć w walce albo poświęcając się jakiejś pięknej idei. Wspominano by imię Gryfonki z podziwem, może stałaby się nawet wzorem dla dzieci w przyszłości? Tymczasem wykrwawiała się w zapomnieniu, w ramionach mężczyzny, który próbował ją ratować. I wcale nie przejmowała się tym stanem rzeczy, bo nic nie liczyło się bardziej od bliskości Caspra. Blaithin odkryła, że się martwi, bo zdawało jej się, że coś ciepłego skapuje na jej twarz i nie była to krew. Zmusiła się do otworzenia szerzej oczu, przyjmując na siebie przychodzące i odchodzące fale bólu. Płakał? Nie rozumiała, dlaczego. Nie wiedziała też, jakie zaklęcia rzucał Casper, ale na pewno nie były wyszukane. Zbyt słabe, żeby ją uzdrowić. Ale by ją uratować? Za bardzo już przyzwyczaiła się do myśli, że nic jej już nie pozostało. Pierwszy raz w życiu odpuściła. Najgorsze, że Tease najwyraźniej odpuścić nie chciał. Zupełnie nie rozumiała tej zawziętości i strachu, jaki wyraźnie wyczuwała. Próbowała przekazać mu swój spokój, próbowała nawet coś powiedzieć albo zacisnąć uspokajająco palce na jego dłoni, ale nie potrafiła.
Zapewniłaby, że jej odejście nie będzie wcale takie złe. Szybko sobie z nim poradzi, bo dobrze wie czym jest utrata kogoś bliskiego. Cierpienie w końcu minie i przejdzie do życia codziennego. Może spotka inną dziewczynę na swojej drodze, a może powróci do Alexisa. Nie musiał sobie wszystkiego utrudniać. Chciała dla niego spokoju i szczęścia, a wiedziała, że z nią nigdy tego nie zazna. Powinna zrobić wszystko, żeby mu je zapewnić.
Ku zdziwieniu Blaithin, nadal udawało jej się oddychać, chociaż bardzo nierówno i płytko, a do tego jej serce także waliło jak szalone. Usłyszała, że Cassie coś mówi, ale słowa były zupełnie zniekształcone. W krótkim przypływie sił uśmiechnęła się słabo, nie odrywając od niego wzroku. Jeśli już miał ją jakąś zapamiętać, chciałaby, żeby widział ją w myślach uśmiechniętą. Tak rzadko prawdziwie się do niego uśmiechała. Nie wiedziała już, czy bardziej pali ją zraniona noga, klatka piersiowa czy może całe ciało płonie jednakowym ogniem. Skrzywiła się, kiedy zaklęcie traciło swoją moc, ale Cassie rzucał znowu kolejne i kolejne. Magia otaczała Blaithin, wyrastając wokół niej jak parująca otoczka. Sprawiała, że dziewczynie robiło się duszno, że miała ochotę rzucać się w konwulsjach.
Przełknęła eliksir z trudem. To jak gdyby na chwilę pomogło Fire odzyskać władzę nad słowami.
- Będzie dobrze. - zapewniła bardzo cichym szeptem i zamknęła oczy, zatapiając się w miękką, bezgraniczną ciemność. Poczuła tylko, że opada bezwładnie w ramionach Caspra. Wszystko zniknęło.
Ale jakimś cudem nadal oddychała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 355
  Liczba postów : 321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 03:07

Blaithin wyglądała na szczęśliwą i to sprawiało, że Casper nie mógł oddychać. Była tak spokojna, tak uśpiona i tak zrelaksowana, a każde jego zaklęcie wywoływało grymas na jej twarzy. Miał wrażenie, że tylko ją krzywdzi. Mimo to nie mógł przestać, bo sam nie wiedział co robi. Łapał się każdego pomysłu, który wpadł mu do głowy.
Powoli do niego wszystko docierało. To faktycznie się działo. Ten wieczór naprawdę był tak przeklęty. To nie był koszmar, to była rzeczywistość.
Fire zemdlała, ale Casper wyraźnie widział, że jego zaklęcia zdziałały trochę dobrego. Mógłby nawet zaryzykować stwierdzenie, że dziewczyna jest w dość stabilnym stanie. Odsunął się odrobinę i przywołał zaklęciem sowę. Nabazgrał na kartce tylko dwa słowa - "przyjdź natychmiast", a potem złożył wyjątkowo koślawy podpis. Powiedział sowie, kogo ma szukać, a potem wrócił do kontrolowania stanu Blaithin.
Nie chciał szczęścia, jeśli oznaczało ono brak tej Gryfonki w jego życiu. Nagle nie bał się światła słonecznego, snu, ani wieczności. Teraz przerażała go tylko i wyłącznie utrata jedynej tak ważnej osoby w jego życiu.
Dlaczego to on się teraz nie wykrwawiał? To on na to zasługiwał, nie Blassie.
Delikatnie podniósł rudowłosą i przeniósł ją na kanapę, zapominając o białych poduszkach - bo czy wystrój wnętrza miał teraz jakiekolwiek znaczenie? Pilnował każdego swojego ruchu, aby przypadkiem nie skrzywdzić dziewczyny, ale zachowywał się chaotycznie i nie potrafił się opanować. Powinien dalej rzucać zaklęcia lecznicze? Uśmierzać ból? Dał wystarczająco eliksiru?
Potrzebował pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nieokreślony
Galeony : 217
  Liczba postów : 158




Specjalny






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 03:22

Bowery zawsze wieczorami miał mnóstwo pracy w związku ze sprawami, które załatwiał na Nokturnie, a czasami także w samym Hogsmeade. Tym razem jednak zdążył załatwić papierkową robotę jeszcze w Londynie, zanim wrócił do domu. Miał chwilę wytchnienia, więc zabrał się za czytanie Proroka Codziennego przy dobrej kolacji przygotowanej przez jego wierną skrzatkę. Dobrze mu się żyło, wykonując drobne zlecenia i nie spodziewał się, że ktoś te życie zakłóci. A konkretniej sówka. Dobijała się do okna, jakby to była sprawa życia i śmierci. Bowery niechętnie wpuścił zwierzę do środka i odczepił list, po czym przeczytał go i skrzywił się. Co to w ogóle miało znaczyć? Normalnie zignorowałby takie wezwanie, gdyby nie osoba, która go wysłała... Miał dług u Caspra, który musiał spłacić. Widząc krew na liście wziął ze sobą różne eliksiry i opatrunki na wszelki wypadek. Casper nie mieszkał daleko, ale Bowery i tak się teleportował, skoro sprawa była nagląca. Wszedł do środka i zawołał gospodarza, w końcu przeszedł dalej.
Zobaczył ciało. Dziewczyna była może siedemnastoletnia, chociaż bardzo drobna jak na swój wiek. Błyskawicznie dostrzegł trzy głębokie cięcia po Sectumsemprze, które nie zostały zadane, żeby zabić. Mimo to pewien był, że dziewczyna jest martwa, dopóki nie zbliżył się i nie zobaczył, że jej klatka piersiowa unosi się i opada. Wszystko było we krwi, Tease miał ją na twarzy, włosach, ubraniu... Bowery potrafił ocenić sytuację bardzo szybko.
- Kilka sekund spóźnienia i nie dałoby się jej pomóc. - pomyślał, że te słowa mogą dawać jakąś nadzieję, więc dodał szybko chłodniejszym tonem. - Zobaczę, co da się zrobić. Odsuń się.
Potrzebował spokoju i przestrzeni. Na początek sprawdził jak bardzo zaburzone są funkcje życiowe dziewczyny. Istotnie, Casper dokonał cudu, kiedy uratował ją od śmierci. Ale i tak mogła w każdej chwili umrzeć. Bowery rozciął materiał jej szaty, żeby mieć dostęp do rozległych szram, jak po cięciu ostrzem. Wyciągnął małą fiolkę z eliksirem czyszczącym rany i zdezynfekował je. Nie żałował eliksiru, który sprawił, że skóra dziewczyny zaczęła dymić. Zaraz po tym wlał do jej ust kilka kropel wywaru wiggenowego, dodając do tego zwykły leczący. Sądził, że to powinno pomóc, ale potrzebna była także magia. To wymagało więcej czasu, a kręcący się obok Casper tylko rozpraszał Bowery'ego.
Nie miał jednak ochoty go wyrzucać, widząc wyraźne ślady łez na jego policzkach.
- Też oberwałeś? - spytał go mimochodem, nie mając pojęcia co się stało. Nagle klatka piersiowa przestała się unosić. Bowery zmarszczył brwi i zmierzył puls. Żadnego. Nie panikował, chociaż dziewczyna znów umierała.
- An Duca Tuas - powiedział spokojnie, a po chwili wróciło bicie serca, a kolejne zaklęcie przywróciło także oddech. Przez kilka długich minut skomplikowanymi zaklęciami zasklepiał rany zadane przez Sectumsemprę. Kolejny kwadrans poświęcił dokładnemu ich bandażowaniu. W końcu podniósł się znad kanapy, czując ból w plecach. Upaćkał się przy tym krwią. Zwrócił się do Caspra z zaleceniami.
- Sam będziesz musiał zbić gorączkę. Wystarczy podawać eliksir, robić okłady. Jeśli znowu stanie jej serce i przestanie oddychać, rzuć te same zaklęcia co ja, są dość proste. Dostała tyle eliksirów, że albo obudzi się jutro albo nigdy. Będzie bardzo słaba, musi co godzinę pić tę małą buteleczkę, mieć dużo ciepła, miękkich koców, pić wodę... Rozumiesz?
Upewnił się jeszcze, wszystko powtarzając. Bez pytań wyszedł, zadowolony, że mógł spłacić swój dług. Jeśli rudowłosa umrze to nie jego problem.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 355
  Liczba postów : 321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 03:32

Casper nigdy nie sądził, że tak ucieszy go widok Bowery'ego. Znali się dość dobrze, ponieważ plusem jest mieć obok siebie porządnego uzdrowiciela. Tease szczycił się tym, że mężczyzna ma u niego dług.  Wiedział, że może mu się już nie udać zdobyć kogoś tak uzdolnionego i przy tym lojalnego.
Nie był w stanie wykrztusić z siebie nawet słowa. Odsunął się posłusznie, potykając się przy tym o jakąś butelkę i wpadając na ścianę. Nie mógł nawet oddychać. Kręcił się w kółko jak tygrys zamknięty w klatce. Wyłamywał sobie palce, próbował się skoncentrować na oddechu... Przysiadł na dwie minuty i spędził je zaciskając dłoń na swoim zegarku tak mocno, jak tylko mógł.
Bezsilność go niszczyła. Starał się obserwować uzdrowiciela i zapamiętywać rzucane przez niego zaklęcia. Co chwilę przechodził go kolejny zimny dreszcz, a negatywne myśli nie mogły opuścić jego głowy. Nie zdążył zareagować na moment, w którym serce rudowłosej się zatrzymało - Bowery zareagował błyskawicznie.
Na pytanie, czy sam oberwał, jedynie potrząsnął głową.
Powinien się odezwać. Powinien zażądać teraz wyraźnie pomocy, obiecać zapomnienie o tamtym długu. Powinien zachowywać się tak, jak zawsze. Zamiast tego kręcił się niemożliwie, szarpiąc się za włosy i ignorując fakt, że jest zapłakany jak małe dziecko.
Jak mógł pozwolić Fire wrócić do domu? Słyszał przepowiednię. Mógł skojarzyć fakty. Mógł przestać zatruwać się tymi wszystkimi narkotykami, alkoholami i eliksirami, a zamiast tego pobudzić mózg do jakiejś pracy. Gdyby nie był takim idiotą, to mógłby oszczędzić jej bólu.
Znowu tylko kiwał głową. Nie kłopotał się sprawdzeniem, czy Bowery zamknął drzwi za sobą, czy też nie. Tease siedział już przy kanapie, obserwując Blaithin i trzymając ją delikatnie za rękę. Powoli się uspokajał. Mógł już normalnie oddychać...
Obudzi się. Musi się obudzić.
Czas zaczął mu się zacierać. Casper miał wprawę w pozostawaniu długo przytomnym i ten jeden raz nie musiał posiłkować się żadnym eliksirem czuwania. Nawet pierwsze promienie słoneczne wdzierające się do pomieszczenia przez otwarte okno nie uświadomiły go o upływie czasu. Jakimś cudem spędził całą noc klęcząc przy Fire i sprawdzając jej oznaki życiowe.
I nawet głupie słońce nie potrafiło go od niej odciągnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 03:47

Fire wydawało się, że spada z ogromnej wysokości w ciemność, a wiatr kąsa boleśnie jej twarz i rozrzuca włosy. Ziemia wydawała się już tak blisko... Ktoś za nią krzyknął "Crucio", ale nim promień zdołał dopaść Blaithin, uderzyła gwałtownie o podłoże. Wtedy też się obudziła. Odruchowo chciała dłonią wymacać różdżkę, źle czując się bez jej gładkości w ręce. Poczuła drobne ukłucie bólu i musnęła ledwie zauważalnie czyjąś skórę. Najwyraźniej ktoś trzymał dłoń rudowłosej. Uchyliła powieki, ale w pokoju było zbyt jasno. Nie odczuwała bólu, ale mimo to nie mogła się poruszyć. Ktoś ją sparaliżował? Minęła jedna chwila, druga, trzecia, a Fire widziała coraz lepiej w blasku, słyszała różne odgłosy jak zza ściany waty i oddychała głębiej. Nie mogła odszukać w pamięci co się wydarzyło i gdzie jest. Początkowo uznała, że był jakiś wypadek i jest w Mungu. To tłumaczyłoby gorzki smak eliksiru na języku. Później uznała, że to niemożliwe, bo czuje zapach papierosów. Nikt nie mógł palić w szpitalu. Zmarszczyła brwi, próbując po raz kolejny się poruszyć i mruknęła niewyraźnie, bo ból zapulsował ostro. Musiała wiedzieć, co się dzieje. Powoli Fire ogarniał niepokój zmieniający się szybko w panikę. Zdawało jej się, że widzi ojca, jakieś zaklęcie, teleportację, znowu ojca i... Caspra? To nie były zwidy.
Naprawdę był obok. Widząc jego twarz, Blaithin wszystko sobie przypomniała i zrozumiała. Zacisnęła słabo palce na jego dłoni, ignorując to, jak bardzo bolał taki gest. Ile dni tak leżała? Kto jej pomógł? Czy uszkodził się jej kręgosłup? Z trudem otworzyła usta, ale nie zadała pytania.
- Musiałam umrzeć - wyszeptała zachrypniętym głosem. Mówienie sprawiało ból. - Bo teraz widzę anioła.
Chciała się uśmiechnąć, a tym samym pokazać, że czuje się dobrze, ale wyszedł tylko niewyraźny grymas. Powinna zamilknąć i poczekać aż Casper poda jej wodę, ale nie mogła. Była zbyt zszokowana tym, że nadal żyje. A może to dalej część jakiegoś snu? Iluzja?
- Mówiłam - ciągnęła, każde słowo wymawiając najwyraźniej jak tylko mogła. - Mówiłam, że będzie dobrze... Ale sama w to nie wierzyłam.
Skończyła, zmęczona tak dużym wysiłkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 355
  Liczba postów : 321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 04:03

Po raz pierwszy bezsenność faktycznie się Casprowi przydała. Stracił poczucie czasu, to prawda, ale nie zmrużył powieki ani na chwilę. Cały czas był czujny, trzymając Blaithin za rękę i ściskając różdżkę w gotowości. Zrobił sobie w międzyczasie całkiem niezły rachunek sumienia i, w dużym skrócie, doszedł do błyskotliwego wniosku, że jeśli Fire nie przeżyje, to chyba poważnie popełni samobójstwo.
Miał trochę problem z tym pieprzonym horkruksem, no bo mimo wszystko nieśmiertelność i te pierdoły, ale cóż. Dla chcącego nic trudnego.
Zamrugał kilka razy szybciej. Wydawało mu się, czy się obudziła? Od razu sprawdził jej puls, czując przyspieszenie swojego własnego rytmu serca. Machnął różdżką, zasłaniając okno przynajmniej częściowo, ponieważ sam nie mógł wytrzymać tego rażącego światła.
Nie zdążył się odezwać, bo to Blaithin zabrała głos. W pierwszej chwili zupełnie go zatkało.
- Jesteś niemożliwa - stwierdził w końcu, a głos miał zachrypnięty i zmęczony. Nie był w stanie nawet sensownie reagować, tak wszystko mu się poprzestawiało. Wstał i poszedł po wodę tylko po to, aby rozprostować nogi.
Bardzo bolące nogi.
- Wiem - mruknął, znowu ją lekko unosząc i przykładając szklankę wody do jej ust. Wiedział, że zachowuje się nieporadnie i najprawdopodobniej nie jest zbyt delikatny. Niestety Fire sama się na to pisała, wybierając jego klitkę ponad Szpital Świętego Munga, w którym zagwarantowano by jej wyśmienitą opiekę profesjonalistów.
Podał jej też od razu trochę eliksiru, który zostawił Bowery.
Skoro już krzątał się jak mała pielęgniareczka, to mógł przy okazji gadać. To jest, przeżywał załamanie nerwowe i doskonale było to słychać w jego głosie, ale kto by się tym przejmował.
- Chyba jestem zbyt zmęczony, żeby się cieszyć... Ale wiedz, że się cieszę. I wściekam. Ogólnie przeżywam aktualnie cholernie dużo emocji - oświadczył takim tonem, jakby był robotem i ktoś go zaprogramował.
Hej, nigdy sobie nie radził za dobrze w kryzysowych sytuacjach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 14:07

Skoncentrowała na mężczyźnie swój wzrok, próbując odczytać z jego twarzy emocje. Był na pewno wykończony, ale temu się nie dziwiła. Sama czuła, że jest bardzo osłabiona, dlatego bez niechęci przyjęła pomoc Caspra. Dobrze wiedziała, że tym razem nie może polegać wyłącznie na sobie i musi zrezygnować ze swojej niezależności. Nadal nie była pewna, czy w ogóle tak umie, ale chciała spróbować. Choć na chwilę odetchnąć i nie dopuścić do siebie strachu nigdy więcej.
Wypiła wodę, która ochłodziła jej płonące gardło i przyniosła ulgę. Dziewczyna obawiała się przenieść wzrok na bandaże. Zobaczyć, jak to wszystko wygląda. Usłyszeć najgorszą z możliwych diagnoz. Eliksir smakował paskudnie, ale zadziałał niemalże od razu, oswabadzając jej mięśnie. Mogła podeprzeć się łokciem o kanapę i podciągnąć do góry, żeby zająć pozycję półsiedzącą. Niby był to niewielki ruch, ale Blaithin zakręciło się w głowie, a jaskrawe plamy znowu rozbłysły przed oczami. Miała wrażenie, że jedzie na jakimś mugolskim rollercoasterze i nieustannie opada, a zaraz później się wybija.
- Ale mi zostaną paskudne blizny... - mruknęła, odchrząkając, kiedy w końcu zerknęła na siebie i zobaczyła, że cała jest w opatrunkach. Czarna magia nigdy nie przechodziła bez pozostawienia po sobie śladów. Blaithin miała ich sporo, więc kolejne robiły niewielką różnicę. Chyba powinna być wdzięczna, że w ogóle żyje. Nabrała ochoty, żeby wziąć kąpiel. Co innego, gdy z krwi wyczyści się magią, a co innego prawdziwa, ciepła woda. Padłaby zemdlona po pierwszym kroku, a o nic prosić nie chciała. - Zechcesz mnie jeszcze taką?
Blaithin musiała rzucać sarkastyczne komentarze, żeby rozluźnić atmosferę. Uświadomiła sobie też, że patrzy na Tease'a w inny sposób niż zazwyczaj. Wręcz z czułością i zmartwieniem obserwowała, jak się miota. Spróbowała znów założyć maskę obojętności, ale nie mogła, więc odwróciła głowę i popatrzyła na sufit.
- Zaraz to ja się wścieknę, jak mi powiesz od ilu godzin nie spałeś. - odparła Blaithin tym samym cichym tonem, który wcale nie brzmiał groźnie. Przeczesała palcami włosy, irytujące, gdy były tak rozpuszczone. Odpychała od siebie myśli o osobie, która do tego wszystkiego doprowadziła. Wzięła głębszy wdech.
- Nie będzie to dla ciebie problemem, jeśli zostanę parę dni? - to było beznadziejnie głupie uczucie. Z zażenowania zamknęła oczy. - W sensie dopóki będę mogła normalnie wstać i wyjść. Ale spoko, zrozumiem, jeśli nie.
Fire wpadła totalnie bez ostrzeżenia, prawie umarła w ramionach Caspra i nie chciała sprawiać mu kolejnych problemów. Nie wiedziała, na kogo konkretnie jest wściekły, ale nie zdziwiłaby się, gdyby na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 355
  Liczba postów : 321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 15:27

Pomógł się Fire ułożyć nieco wygodniej, poprawiając jej poduszki i ogólnie bawiąc się w całkiem niezłą opiekunkę. Jego spojrzenie na chwilę zjechało na zakrwawioną kanapę, co przypomniało mu o zasychającej (a może już zaschniętej? Przecież tyle godzin minęło...) plamie na podłodze. Nie dał rady jednak jeszcze spojrzeć w tamtą stronę. Chciał resztkę swoich sił poświęcić zajmowaniu się Blaithin, a nie porządkowaniu mieszkania.
- Żartujesz? Będziesz jeszcze bardziej w moim typie - prychnął z rozbawieniem, co zabrzmiało jakoś dziwnie nienaturalnie. Powinni się teraz martwić, a oni sobie żartowali pomimo zmęczenia i tego dziwnego nastroju.
Niby dobrze, że w końcu się podniósł... Ale teraz jeszcze bardziej zaczęło go nosić, a dłonie dygotały mu tak szalenie, że wsunął je pospiesznie do kieszeni spodni. Nie było to dobrym pomysłem, bo całe były we krwi i... No, wszystko było całe we krwi. Casper wziął głęboki wdech, bardzo starając się pozostać opanowanym.
- A tutaj cię zaskoczę, spałem chwilę przed twoim, hm, przyjściem. - Mógł to nazwać przyjściem? To było raczej desperackie wtargnięcie, rujnujące jego biedne nerwy. Tease czasem miał wrażenie, że jest o wiele starszy i zmęczony życiem. Potem sobie przypominał, ile faktycznie ma lat i robiło mu się aż smutno.
- Nie, właśnie miałem ci mówić, żebyś się już zbierała - posłał jej pobłażliwy uśmiech. Za kogo ona go miała? Sam fakt, że stał tutaj w tym mieszkaniu świadczył o tym, jak mu na niej zależało. Powinien być teraz w pracy. - Nie gadaj głupot.
Sam również napił się wody, bo doszedł do wniosku, że nawet najmocniejszy alkohol mu teraz nie pomoże i szkoda go marnować. Powinien dać rudowłosej jakieś ubrania na zmianę (w końcu jej szata była zakrwawiona i pocięta), ale stwierdził, że lepiej aby jeszcze trochę poleżała. Ostatecznie zabrał się za sprzątanie i wcale nie skończyło się na plamie z podłogi. Skoro już czarował, to poogarniał też puste butelki i zawalone papierami szafki. Ba, nawet ubrania pochował!
Przemył dłonie i twarz, pogrążając się na chwilę z rozmyślaniach. Kiedy ostatnio płakał? Przy najgorszych napadach paniki zdarzało mu się uronić parę łez. Przy okrutnym bólu fizycznym również nie miał wiele do powiedzenia... Ale dawno nie zachował się jak małe dziecko, przerażone i bezsilne, które nie może zaczerpnąć tchu i po prostu, najzwyczajniej w świecie, płacze.
Sięgnął po paczkę papierosów, ale zaraz się za to zganił. Narobi Fire ochoty, a ona raczej nie powinna wdychać za dużo dymu nikotynowego, prawda? Naprawdę się nie znał, ale był pewien, że w szpitalu nie pozwalano palić z jakiejś przyczyny.
Otworzył zaklęciem okno, wpuszczając do mieszkania trochę świeżego powietrza. Usiadł na podłodze przed kanapą, opierając się o nią plecami. W ten sposób nie widział Gryfonki, ale było mu trochę wygodniej - a przy tym czuł jej obecność, co go uspokajało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 19:41

Dlaczego każde ich spotkanie musiało być tak osobliwe? Nikt normalny nie powinien przeżywać tego, co przeżywała ich dwójka. Zasłużyli na spokojne, proste życie z równą ilością cierpienia i szczęścia. Tymczasem koleje życia nieustannie odciskały na nich piętno. Fire dawno przestała wierzyć, że to się kiedykolwiek skończy. Zresztą poprzedniego wieczora było blisko - ale znowu się nie udało. Znowu pokazała Śmierci środkowy palec.
- To da się jeszcze bardziej? - Blaithin ulżyło, gdy udało jej się rozbawić Caspra. Miała pewność, że tak naprawdę nic się nie zmieniło. Że nadal potrafią ze sobą rozmawiać, mimo wszystkich sytuacji, które ich spotkały, a które powinny ich od siebie odsunąć na bezpieczną odległość. Rudowłosa oddychała spokojnie, pozwalając, żeby ciężkość zalegająca na jej klatce piersiowej powoli zaczęła ustępować. Wyczuwała doskonale wpływ eliksirów i zaklęć na jej ciało. Ostatni raz działo się tak w Mungu, kiedy była zaledwie małą dziewczynką. Nienawidziła magii leczniczej.
- Dobrze. - wymamrotała, chociaż nie mogła być pewna, że to nie jest zwykłe kłamstwo, które miało ją uspokoić. I tak czuła się wyjątkowo rozluźniona, dopóki wyłączała myślenie. Słuchanie głosu Caspra, nawet kiedy pełen był napięcia, w jakiś sposób koił. Wiedziała, że on także zacznie nad sobą panować, musiała tylko poczekać aż zrozumie, że to starcie wygrali. Eliksir nie utrzymywał Fire w przytomności zbyt długo i zorientowała się, że powieki zaczęły jej ciążyć bardziej, kiedy patrzyła, jak Tease ogarnia mieszkanie. Tyle krwi... Jakim cudem jej organizm funkcjonował po tak dużej utracie? A co gorsza, jak długo będzie dochodzić do siebie? Nie mogła sobie pozwolić na kilka tygodni leżenia jak kłoda. Ojciec na pewno dowie się, że żyje. I co wtedy zrobi?
- Mam gorączkę i prawo gadać tyle głupot, ile mi się tylko podoba, Cassie.
Podciągnęła kocyk wyżej, żeby zakryć się aż po szyję, bo niespodziewanie ogarnęło ją zimno. Twarz wtuliła w poduszkę, nie zauważając już, że Tease sięgał po papierosy. Magia działała tak oczyszczająco, że Blaithin nawet nie miałaby ochoty na żadne używki. Szkotce zdawało się, że zapada w lekki półsen i budzi się co chwila tylko po to, żeby znowu zamknąć oczy i zasnąć. Nie umiała ocenić czy trwało to kilka minut czy kilka godzin.
Zdała sobie w pewnym momencie po kolejnym przebudzeniu sprawę, że Casper siedzi obok. Wyciągnęła dłoń i dotknęła jego policzka delikatnie, nie chcąc go tym przestraszyć. Po prostu potrzebowała dotyku jego chłodnej skóry przy jej rozpalonej. Zaczepiała palcami o kosmyki jego włosów przez chwilę, chcąc już ponownie zasnąć, uspokojona jego obecnością, ale przypomniała sobie o klubie.
- A co z Oasis? - spytała, ignorując zimno wywołane gorączką. Mama zawsze mówiła, że dopóki jest gorączka, dopóty organizm stawia się i walczy. Podobnie było z odczuwaniem bólu. - Napisz do Daniela. Albo po prostu tam idź. Nic mi nie będzie. Pamiętam, że muszę pić eliksir i nie mam jak stąd wyjść.
Musiała to powiedzieć, ale nie zniosłaby, gdyby po prostu wyszedł i zostawił ją samą. Fire wiedziała, że jest bezpieczna tylko, jeśli ma obok siebie czarnowłosego. Dzięki temu nie ulegała strachowi. Zatrzymała te myśli dla siebie, chcąc, żeby sam zdecydował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 355
  Liczba postów : 321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 19:55

- Nie. Po prostu ty jesteś moim typem, więc jeśli u ciebie coś się zmieni... - wzruszył łagodnie ramionami. Jego myśli na chwilę odpłynęły w stronę tego tematu. Jego typ. Typ? Nigdy nie sądził, że posiada coś takiego. Na imprezach raczej się nie ograniczał, ale warto wspomnieć, że nie chciał się do nikogo przywiązywać.
Może jego typ to silna, uparta osoba, która będzie doprowadzała go do szaleństwa z różnych powodów? Bo przy Fire potrafił wściekać się jak głupi, ale i tracić zdrowy rozsądek z zachwytu. Potrafił śmiać się głośno i szczerze, ale potrafił też płakać jak dziecko.
- Dopóki żyjesz, to nie oczekuj ode mnie specjalnego traktowania - puścił jej oczko, bo to był bardzo słaby żart i musiał go czymś uratować. Wiadomo przecież, że Fire i tak jest traktowana przez niego zupełnie inaczej niż ktokolwiek inny. O wiele, wiele lepiej!
Widział, że rudowłosa trochę odlatuje i faktycznie go to zaalarmowało. Najwyraźniej po prostu przysypiała i nie było w tym chyba nic złego, bo przecież jej ciało musiało się zregenerować... Casper pilnował jedynie, aby co jakiś czas podsunąć jej eliksir, albo szklankę wody. Nie był pewien, czy dziewczyna w ogóle to rejestrowała.
Kiedy przysnęła na trochę dłużej, postanowił jak najszybciej i jak najciszej wziąć prysznic. Zamierzał to zrobić jeszcze przed jej wyjściem... Walczył trochę sam ze sobą, bo bardzo nie chciał zostawić jej samej. Ostatecznie i tak poszedł. Był to chyba najszybszy prysznic w jego życiu. W czystych ubraniach usiadł znowu w tym samym miejscu i zaczął bawić się zegarkiem, pozwalając swoim myślom błądzić.
- Spokojnie, poradzą sobie - uspokoił Blaithin, chociaż sam trochę zaczynał martwić się o Oasis. Pewnie faktycznie powinien wysłać jakąś sowę, ale to zaraz... Czując delikatny dotyk palców Gryfonki na swoim policzku przymknął powieki. - Zdajesz sobie sprawę jak wielkiego farta mieliśmy, że akurat tutaj przyszedłem? - Wypalił po chwili, otwierając oczy. Przecież on w tym mieszkaniu był praktycznie gościem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Czw Cze 15 2017, 23:45

Nawet gdyby miała możliwość wymienienia tych warunków na czyste łóżko w szpitalnej sali, opiekę najlepszych magomedyków i perfekcyjnie przygotowane eliksiry, nie zgodziłaby się. Małe mieszkanko Tease'a było zdecydowanie bardziej znajome. Znała charakterystyczny dla niego zapach, wiedziała już mniej więcej co gdzie się znajdowało i czuła bezpieczniej, wiedząc, że Cassie nie zostawi jej samej. Dla Fire był lepszym towarzystwem niż najbardziej miły i utalentowany lekarz na świecie.
- Te wyznania... - skwitowała, bo to było tak szczere i proste w swojej postaci. Nigdy nie sądziła, że ktoś może gustować w takich osobach, jak ona. Zazwyczaj jedynym co przyciągało chłopaków była uroda Gryfonki. Wszyscy odpuszczali po tym, jak sparzyli się jej ognistym temperamentem. Nieliczni dawali radę, ale zostawali jej przyjaciółmi. Jedyny przypadek, kiedy pozwoliła zbliżyć się komuś i pokochać, trwał krótko i skończył się tak, że nigdy więcej człowieka nie zobaczyła. Cassie miał chyba paskudny gust, ale nie zamierzała mu tego wyrzucać. Sama również zawsze źle wybierała. Westchnęła cicho.
- Jesteś okrutny. - przybrała zasmuconą minę. Pomyślała o tym, że Casprem nie dało się pomiatać, bo podobnie jak Szkotka, potrafił postawić na swoim. Dzięki temu oboje jakoś przetrwali do dzisiaj. Traktowanie, jakie zapewniał Fire, w pełni wystarczało rudowłosej. Czasami uważała nawet, że jest aż nadto. W końcu tak naprawdę jedyną osobą, która dbała o Blaithin, był Liam. Teraz zajęty tak, że znowu radziła sobie w pełni samodzielnie. A przecież nikt w jej wieku nie powinien być aż tak niezależny. Mimo to nie narzekała.
- Jestem pewna, że pomyśleli już, że ktoś cię zamordował. - szepnęła z uśmiechem błąkającym się na wargach. W końcu wiedziała, jak wielką wartość stanowił klub dla Caspra. Z jakiegoś powodu schlebiało jej, że wolał teraz zajmować się nią niż lokalem. Dla postronnego obserwatora było to wręcz naturalne, ale Fire umiała docenić taki gest. - Założymy się, że nie minie godzina, a Daniel wpadnie tu zaniepokojony z wyciągniętą różdżką?
Cieszyła się, że nie widzi jej twarzy, krzywiącej się, kiedy eliksir nie zapobiegał falom krótkiego, rwącego bólu. Miała ochotę przesunąć nogi do innej pozycji, ale nie chciała ryzykować.
- Tak, miałam farta. - odpowiedziała, nie zauważając mnogiej formy, jaką zastosował. Ten jeden raz pech odpuścił. Zapewne tylko po to, żeby dłużej pomęczyć Gryfonkę. Cud, że nie straciła od razu po zaklęciu przytomności. Cud, że nie rozszczepiła się przy teleportacji. Cud, że drzwi były otwarte. Cud. - Strasznie byłoby umierać w samotności.
Zamilkła, muskając jeszcze chwilę policzek Caspra machinalnie, a później westchnęła. Była tak zmęczona i słaba, ale pierwszy raz od dawna nie irytowała się przez ten stan.
- Prześpię się chwilkę. - wymamrotała, jak gdyby wcale nie przysypiała od może kilku godzin. Zamknęła oczy, ale na dłużej niż chwilkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 355
  Liczba postów : 321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Pią Cze 16 2017, 00:00

Casper, czysto teoretycznie, wyszedł z Oasis tylko na papierosa. Nic nie wspominał nikomu o spacerowaniu do mieszkania, drzemaniu ani ratowaniu byłej pracownicy. Teraz zaczęło do niego docierać, że chyba faktycznie powinien poinformować kogoś, że nic mu się nie stało. Bardzo rzadko zdarzało mu się przebywać tak długo poza Oasis.
- Nie tak łatwo mnie zamordować, słońce - zaśmiał się krótko, chociaż zdawało mu się, że rozbrzmiało w jego głosie trochę goryczy. Cóż, witajcie samobójcze myśli! - Poza tym, Daniel raczej z tej okazji rozkręciłby huczną imprezę...
Po raz kolejny użył zaklęcia, aby przywołać jakąś wolną sowę. Była mała i nadpobudliwa, ale udało mu się ją utrzymać w mieszkaniu do momentu, w którym skończył pisać dość chaotyczny liścik. Ważne sprawy trzymają go z dala od Oasis i nie wie, kiedy da radę się tam pojawić - zwięźle i na temat. Dodał parę poleceń dla swoich pracowników i obiecał, że wszystko sprawdzi w chwili, w której znowu postawi stopę na terenie klubu.
- Czy to delikatna sugestia, żebym spędzał tu więcej czasu? - Zażartował, chociaż w myślach już złożył sobie podobną przysięgę. Niektóre papierkowe sprawy mógł załatwiać poza klubem i chyba nadszedł czas, aby zwalczyć nieco swoją obsesję. Nie potrafił pokonać uzależnień ani fobii, ale może to jedno przyzwyczajenie jakoś da radę?
- Pewnie - przytaknął. Przechwycił dłoń Gryfonki, którą delikatnie gładziła go po policzku, po czym złożył delikatny pocałunek na jej wierzchu.
Gdy Blaithin zasnęła, przykrył ją jeszcze jednym kocem. Niezbyt wiedział, co ze sobą zrobić. Nie potrafił odejść od kanapy na więcej niż trzy kroki, a spojrzenie cały czas uciekało mu w stronę śpiącej dziewczyny. Ostatecznie nalał sobie whisky, dolał do niej trochę eliksiru czuwania i usiadł z powrotem na podłodze, ze starą książką czarnomagiczną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 440
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 706
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Pią Cze 16 2017, 00:21

Słońce. Ten jeden pieszczotliwy zwrot, który w ustach Caspra sprawiał, że Blaithin nie umiała nie uśmiechnąć się szerzej. Teraz dopiero zauważyła, że pozasłaniał trochę okna, dzięki czemu nie widziała jaskrawych promieni tak wyraźnie. Było już południe? Zapadał kolejny wieczór? Straciła kompletnie poczucie czasu. Co się stanie, kiedy zauważą jej nieobecność w Hogwarcie? Zajęcia na pewno już trwały... Znowu dochodziła do wniosku, że lepiej jakby z nikim nie nawiązywała bliższych kontaktów. Teraz nikt by się nawet nie martwił.
- Kolejne, co nas łączy. - odparła z bardziej wyczuwalną goryczą. Jeśli już odkrywali w sobie podobieństwa, nie było to coś, jak wspólne lubienie czekoladowych żab albo pasja związana z Quidditchem. Fire nie wierzyła, że świat widział kiedykolwiek dziwniejszą parę. - Podziękuję już imprezom w Oasis.
Ostatnia przebiegła bardzo chaotycznie i pewnie w tym samym momencie pomyśleli o tym, jak wymieniali pocałunki. Blaithin speszyła się, ale miała nadzieję, że Casper niczego nie zauważy. Uświadomiła sobie, że namawia go do upewnienia innych ludzi, że wszystko w porządku także ze względu na siebie. Nie mogła pozwolić, żeby ktokolwiek widział ją w takim stanie w mieszkaniu Tease'a. Na całe szczęście bywała tutaj chyba jedynym gościem.
- Pod warunkiem, że będzie to czas spędzany ze mną... Można tak to ująć.

Mówiła lekkim, żartobliwym tonem, jaki kompletnie nie pasował do sytuacji, ale w głębi duszy wiedziała, że nie są to tylko ot tak rzucane sobie słowa. Przywiązała się do tego czarnowłosego mężczyzny. Nawet jeśli za każdym razem ich spotkania kończyły się w dziwaczny sposób, nie miała zamiaru ich przerywać. Nieśmiało myślała także, że Cassie uważa tak samo. Poza tym, gdyby spędzał w mieszkaniu więcej czasu, z pewnością przypominałoby to bardziej zwyczajne życie, niezwiązane cały czas z pracą. Patrząc na niego, Fire doskonale widziała, jak bardzo zniszczony jest tym wszystkim. Z pozoru wyglądał znośnie, z niezmiennie przystojną twarzą, ale drobne szczegóły pokazywały prawdę.
Rękę, którą pocałował, położyła sobie na sercu. Dawno nie spała bez uprzedniego rzucenia na sobie zaklęcia, dzięki któremu kontrolowała sny. Szybko zmieniły się z szarych i niewyraźnych w koszmary. Czuła piekielne gorąco, a zaraz później zimno. Widziała twarze, które sprawiały, że uciekała na oślep. Obudziła się, otwierając szeroko oczy. Miała wrażenie, że nie rzucała się przez sen, co przyjęła z ulgą. Rozluźniła pięść zaciśniętą na kocu i wzrokiem natychmiast poszukała Caspra. Był obok.
- Jak długo? - spytała, wyrównując oddech z trudem. Wyrzuciła z głowy przerażające obrazy. - Co robisz? - dodała, widząc jakąś książkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 355
  Liczba postów : 321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Gracz






PisanieTemat: Re: I love that you got daddy issues   Pią Cze 16 2017, 00:44

- Łamiesz mi serce... - cmoknął z dezaprobatą. Zależało mu na Oasis, miał jeszcze mnóstwo pomysłu i śmiał twierdzić, że imprezy odbywające się w tym klubie należą do najlepszych. Nie chodziło tutaj już nawet o jego własne, prywatne doświadczenia. Reputacja lokalu mówiła sama za siebie i to się liczyło.
Rozglądał się po mieszkaniu, jakby go nie znał. Miał wrażenie, że ostatnio był tutaj wyjątkowo dawno, ale nie był w stanie określić konkretnej daty. Kiedyś jeszcze tutaj przychodził do mieszkania zabawić się z kimś, czasem odwiedzała go Padma... Potem jednak stracił do tego głowę i od dłuższego czasu nawet będąc w Oasis nie szukał jednorazowych wyskoków.
- Niech będzie - skinął jedynie lekko głową.
Z początku Blaithin wyglądała spokojnie, potem Casper zaczął zauważać takie drobiazgi jak chociażby zaciskanie dłoni na kocu. Jakiś czas ją obserwował, odrywając się od swojej lektury. Później doszedł do wniosku, że nic poważnego się nie dzieje - to tylko sen... "Tylko" brzmiało dziwnie nawet w jego głowie zważywszy na fakt, że panicznie obawiał się krainy Morfeusza.
Miał sentyment do tej księgi. Pilnował się, aby każdą kartkę przewracać ostrożnie - były to stare stronice i gwałtowny ruch mógłby je porwać. Mógł już prawie cytować tekst książki z pamięci, ale i tak do niej wracał. Uderzały też w niego wspomnienia. Och, Reese się niesamowicie cieszył, kiedy w końcu poskładał wszystkie kawałki. Tak łatwo tę księgę oddał... Wystarczyło parę słów namowy Caspra i radykalna, zmieniająca życie decyzja.
Dość szybko przerwał czytanie i odłożył księgę na stolik, kładąc na okładce swój przeklęty zegarek. Fire dalej spała.
Jeśli wcześniej sprzątał, to teraz polerował. Wszystko znajdowało się na odpowiednim miejscu i chwilami Tease nawet nie korzystał z magii. Coraz częściej jednak wspomagał się eliksirami pobudzającymi, ale czy to ważne? Podczas sprzątania okazało się, że w mieszkaniu nie znajduje się nic jadalnego, co nakłoniło go do wyjścia do pobliskiego sklepu. To był raptem kwadrans - pełen niepokoju, nieprzyjemnego powarkiwania na ludzi i przebierania nogami w miejscu. Gdy wrócił, Fire dalej spała.
Wysłał również kolejną sowę do Oasis, tym razem prosząc o dostarczenie mu paru teczek z dokumentami. Kiedy trafiły w jego ręce poczuł się jak w pracy. I faktycznie okazało się, że robotę papierkową można wykonywać w mieszkaniu!
Głos rudowłosej sprawił, że podskoczył w miejscu. Obejrzał się od razu, zaalarmowany jej nagłą pobudką. Nie był w stanie powiedzieć jej, ile godzin minęło od ich ostatniej rozmowy. Wzruszył ledwo zauważalnie ramionami i podsunął jej szklankę z wodą... a potem eliksir.
- Pracuję - przyznał i odłożył papiery na stolik w taki sposób, aby zakryły książkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

I love that you got daddy issues

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-