IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 13 ... 21  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1601
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Sob Mar 25 2017, 11:59

First topic message reminder :

Wydawało się, że Daisy gra całkiem spokojnie, bo ani nikt w nią nie uderzał tłuczkami, ani ona sama nie próbowała tego robić. Nic dziwnego, że łapanie kamyków wychodziło jej tak świetnie i miała ich już dobry tuzin. Śmigała na swojej super miotle, nie dając się trafić żadnemu tłuczkowi, które chociaż nie odbijane w jej stronę, to wydawały się same za nią latać. I znowu jeden z nich był wyjątkowo uparty i Daisy już widziała śmierć w oczach i niemalże wyobraziła sobie jak ląduje na ziemi razem z koszem kamyków, które rozsypują się dookoła i może jeszcze połamaną miotłą. Przyśpieszyła jednak i przechytrzyła wszystkie te okropne piłki, w końcu miała z nimi niemałe doświadczenie. Złapała przy okazji jeszcze parę kamyków, szło jej naprawdę wyśmienicie.

Kamyczki: 2-> 6+6=12
Tłuczki: 2->1-> 4
Przerzuty: 14-> 11

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1869
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Cze 22 2017, 23:45

Naprawdę przestała wyrabiać i psychicznie i fizycznie. Wszystko to było bardzo męczące, nie miała sił nawet drzeć się i dopingować swoich. Skrycie podziwiała drugiego szukającego, bo w ogóle nie pokazywał po sobie, że jest mu ciężko... Ale miał chyba trochę wyjebane. Naeris latał to w tą to w tamtą, wypatrując znicza. Wręcz błagała już w myślach, żeby gdzieś się pojawił. Nadal była trochę zła, ale nie manifestowała swojego gniewu. Wpijała tylko palce w trzonek miotły. Wyminęła błyskawicznie jakiegoś Puchona i śmignęła gdzieś niedaleko pętli Huffu.
- TAK TO SIĘ ROBI! - ryknęła ostatkiem sił, widząc, że Theo znowu strzelił gola. Zagwizdała głośno, machając Krukonowi. Przynajmniej on mógł zapewnić im zwycięstwo... Nie tracąc nadziei, wzbiła się znowu w niebo. Potrąciła przy tym prawie kolejnego zawodnika, ale nie miała już sił hamować. Po prostu leciała za zniczem, który cały czas umykał Naeris... Można było naprawdę zwariować. Najgorsze, że drużyna tak na nią liczyła. Weź się w garść, Sourwolf.

nope
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28839
  Liczba postów : 35754
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Cze 22 2017, 23:46

Ścigający Hufflepuff 4

Puchoni byli o dwadzieścia punktów w plecy, ale wcale się nie poddawali! W końcu mecz wcale się nie kończył i dalej można było tych nieznośnych Krukonów pokonać. Ścigający zgrabnie podawali między sobą kafle, nie chcąc pozwolić już na żadną, nawet najdrobniejszą pomyłkę. Kiedy pani kapitan podała jednemu z nich, ten bardzo chciał strzelić do obręczy... Ale niestety nie miał czystego pola, bo gracze przeciwnej drużyny od razu rzucili się, aby go powstrzymać. Ostatecznie musiał oddać kafla z powrotem do Gemmy, mając nadzieję, że nie dostanie za to zbyt dużego ochrzanu.
I tak dokopią Krukonom! Dalej, Gemma!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 421
Dodatkowo : kapitan drużyny Huffu
  Liczba postów : 664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13545-gemma-harper-twisleton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Cze 22 2017, 23:51

O, piłka do niej wróciła. Nie wiedziała jak i kiedy, ale spoko. Jak była to do obręczy i tyle. Większej filozofii w tym nie było i bardzo dobrze, bo zupełnie straciła kontakt z rzeczywistością. W tym momencie była pewna tylko dwóch rzeczy: 1. quiddich był pojebaną grą; 2. CHUJ, JEBAĆ, PIŁKA W OBRĘCZ!
Leciała przed siebie niewiele widząc i jeszcze mnie widząc, gdy nagle uświadomiła sobie, że leci bez piłki. Jak, kurwa, no jak?! Obróciła się prawie, że w miejscu o 180 stopni i namierzyła ciecia, który pozbawił ją dobra i jak rozjuszony byk, pomknęła w jego stronę.

K: 3

______________________


twMistletoEn



rockin'aroundchristmas tree
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 51
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14626-gregory-wilkox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14630-gregory-wilkox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14629-gregory-wilkox#390268
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14628-gregory-wilkox#390224




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 00:01

Latałem jak opętany po całym boisku. To po to by kogoś obronić to po to by komuś przeszkodzić. No i tak też było i tym razem.
Wyniosłem sie do groty by po chwili zapikować i tym samym nabrać rozpędu. Zauważyłem jak kapitan krukonow przejmuje kafel i odrazu zamierzałem coś na to poradzić.
Znalazłem tłuczek wzrokiem, a później odrazu szarża na niego zakończona mocnym uderzeniem.
-Spróbuj przejąć to! - Wydałem się kończąc swój zamach. Sam siebie zeskoczyłem bo nie planowałem wydzierać się, a tu proszę.

Kości: 6

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 00:01

Znowu udało mu się wypatrzyć świetną okazję! Theo wyrwał Gemmie kafla, a ona tak się wkurzyła, że... cóż, chłopak pomknął bez zastanowienia jak najdalej, aby tylko Puchonka go nie zmiotła z miotły. Nie było to szczególnie rozsądne, bo napatoczył się prosto na tłuczka odbitego przez Grega. Piłka uderzyła Krukona prosto w splot słoneczny...
Evermore nigdy nie przeżył czegoś takiego - w jednej chwili stracił oddech (puszczając kafla). Miał wrażenie, że spadnie z miotły, ale jakimś cudem udało mu się na niej utrzymać. Krztusząc się obniżył nieco swój lot, nie mogąc złapać oddechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 421
Dodatkowo : kapitan drużyny Huffu
  Liczba postów : 664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13545-gemma-harper-twisleton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 00:30

Miała go już! Prawie miała! Przeleciał nad nią tłuczek i jebnął w kapitana Ravu.
- HAAAAA! FAKAJ SIĘ, ZŁODZIEJU! - wrzasnęła przelatując nad nim i w dzikim pędzie rzuciła się na kafel. Mając go już w rękach zanurkowała i do góry nogami przeleciała pod resztą graczy. Gdzieś po drodze zrobiła korkociąg i pruła do przodu jakby ją sam diabeł gonił. Nawet nie wiedziała, że tak potrafi, ale niespecjalnie teraz myślała. Nagle powietrze przeciął ogłuszający wrzask. Nie widziała o co chodzi, nie przejmowała się. Leciała dalej i dopiero po chwili kątem nieopuchniętego oka zobaczyła Sammy'ego - tego małego, kochanego skurczybyka - jak w wyciągniętej ręce ściskał coś błyszczącego.
Rzuciła kafla za siebie i pognała do chłopaka, równie szybko co wcześniej do obręczy. Z tym, że teraz nie widziała już nic. Drugie oko zaszło jej łzami. Wpadła na chłopaka, zarzucając mu ręce na szyję i prawie zwalając ich obojga z miotły. Wyła teraz jak bóbr, przytulając go i obcałowując po całej twarzy.
- Sammy! - wydusiła w końcu - Sammy! Proś mnie o co chcesz! Sammy, wiesz co ty właśnie odpierdoliłeś! Sammy!
Po chwili podleciała do nich reszta drużyny i Gemma odkleiła się w końcu od chłopaka, przywierając po kolei do każdego gracza.
Powtarzała im cały czas, że nie ważne czy wygrają, ważne żeby dali z siebie wszystko. Teraz dopiero zdała sobie sprawę, jak bardzo potrzebowała tego zwycięstwa. Po całym paśmie tegorocznych porażek: kpin z mugolaków, kpin z Puchonów, kpin z niej samej, nieszczęśliwej miłości, rozpadach Enemy, problemach z Crainem, pierwszych beznadziejnych treningach, plotkach w Obserwatorze. Cały ten czas udawała, że jej to nie bolało, że to nie było ważne. Teraz dopiero czuła, że naprawdę nie było. Bo była w najwspanialszym domu na świcie, gdzie ludzie walczyli do samego końca, choć nikt inny w nich nie wierzył, bo wiedziała, że choćby nie wiem co, zawsze będzie mogła na nich liczyć. Tak jak teraz, gdy, wyjąc ze szczęścia w ramię Grega i dziękując mu setny raz, zaczęła ześlizgiwać się z miotły, mogła liczyć na to, że ją złapią. Nikt jej nie wierzył, że postawi tę drużynę na nogi. A ona wcale nie musiała nic robić. Oni zawsze stali, tylko z boku, po cichu. A kiedy trzeba było dawali z siebie wszystko.
- Runda honorowa! - wykrztusiła przez łzy - Należy nam się runda honorowa!

---------------------------------------------------------
Ej, ja serio płaczę XDDDDDDDDD
Tak czy siak! DZIĘKUJĘ WAM TAK BARDZO! XDDDD Było w kurweczkę! <3 <3

______________________


twMistletoEn



rockin'aroundchristmas tree
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 190
  Liczba postów : 153
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14615-warren-samuel-wilson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14616-spis-kamratow-i-nie-kamratow-sammy-ego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14618-poczta-sama
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14617-kuferek-sammy-ego




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 00:34

Trochę mi się już tu nudziło, więc postanowiłem stanąć miotłą na środku boiska i pooglądać chmurki. Wymyśliłem wtedy takie porównanie - ,,Quidicz jest jak suchi - niby już próbowałeś, ale do puki nie pojedziesz do Japoni nie zasmakujesz go prawdziwego ". I chyba coś w tym rzeczywiście było, tylko suchi zazwyczaj wygląda apetycznie, a mecz Quidicza to bardziej mieszanina krwi potu i przekleństw. Zacząłem obserwować graczy, widziałem że druga szukająca jest już bardzo zmęczona, kapitan przeciwników chyba zbyt pewny siebie, Greg jak zawsze ucieszony, a Gemma chyba tylko pozornie zachowywała ,,spokój" chociaż to chyba za dużo powiedziane w tym przypadku. Spojrzałem na Erica, który cały czas nas dopingował i darł się w niebogłosy. 
Potem koło mnie zakręciła się jakaś kulka, ja z przyzwyczajenia od razu ją złapałem, żeby nie spadła mi na łeb, a dopiero potem zdałem sobie sprawę, że złapałem znicza i wygrałem mecz. 
Mogę już iść coś szamnąć? 


kostki - 5/5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 00:34

Szło im tak cudownie... Theo nie mógł uwierzyć, że dał radę strzelić aż pięć razy! W życiu by się tego po sobie nie spodziewał. Najwyraźniej jednak takie małe zwycięstwa łatwo odchodziły w zapomnienie... bo szukający Hufflepuffu złapał znicza. Evermore miał wrażenie, że wszystko eksplodowało.
Plus tego wszystkiego był taki, że chłopak mógł w końcu zejść z miotły. Nogi się pod nim trzęsły, gdy stopy oparł o ziemię. Okazało się, że utrzymywanie w pionie wcale nie jest takie proste - zgiął się w pół, przykładając dłoń do miejsca, w które przed chwilą oberwał tłuczkiem. Dalej ledwo oddychał i nie mógł pozbyć się z ust smaku krwi. Miotłę upuścił na trawę.
Powinien pewnie rozejrzeć się za swoją drużyną. W końcu robił za kapitana... który powiódł ich do okrutnej, bolesnej porażki. Nie wyobrażał sobie, że teraz ma spojrzeć im w twarz. Dlaczego nie wycisnął z siebie trochę więcej? Zaczął sobie odpuszczać?
Zrobił krok do przodu i nie był to najlepszy pomysł - nogi się pod nim ugięły i Theo upadł kolanami na trawę. Zacisnął dłonie w pięści, dysząc ciężko i krztusząc się krwią, która drobną strużką dalej ciekła mu z nosa. Wszystko go bolało, ale najbardziej ucierpiała psychika...
Przegrali...



DAMN IT! Gratulacje dla Puszków <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1869
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 00:36

Wydawało się, że więcej z siebie nie wyciśnie. Naeris robiła co może, wyciskając z siebie ostatnie siły i niemalże słaniając się już na miotle. Ciągle powtarzała sobie, że może więcej, że jakoś da radę. W końcu naprawdę każdy już tylko czekał na to, aż któryś szukający złapie znicz... Emocje były tak gorące, że aż parzyły. Sourwolf kręciło się w głowie i nie widziała, czy niektóre złote błyski po prostu nie tworzą się tylko w jej głowie. Przycisnęła się ciałem do miotły i poleciała dalej. Zobaczyła piłeczkę w tej samej chwili, kiedy zrobił to Puchon - ale on był dużo bliżej. Modląc się gorączkowo, żeby go wyprzedzić, dała gaz do dechy. Wypruła naprzód, ale on miał o wiele większe szanse. Po prostu złapał znicz... Na oczach Krukonki.
Miała wrażenie, że serce jej stanęło. Wyhamowała gwałtownie, czując, że obiad podchodzi jej do gardła. W dłoniach Puchona tkwiła wyrywająca się piłeczka. Cały świat się zatrzymał, a widownia ucichła. Nagle rozległy się ryki, rozsadzające czaszkę Naeris. Przełknęła olbrzymią gulę w gardle, drżącymi rękami trzymając się trzonka miotły.
Przegrali.
Ta myśl uderzyła ją jak najsilniejszy z tłuczków. Trzęsła się, gdy zlatywała na dół. Jak mogła do tego dopuścić? Jak mogła być słabsza? Gdyby była odrobinkę uważniejsza, bardziej skupiona... Wszystko skończyłoby się inaczej! Teraz na pewno nie mają szans na Puchar Domów. Przegrali. Przegrali.
To było po prostu straszne. Zeszła z miotły obolała, ale najbardziej bolało serce. Po policzkach zaczęły jej niekontrolowanie spływać łzy. Próbowała otrzeć je rękawem szaty do gry, ale ciągle pojawiały się nowe. Pociągnęła nosem, bojąc się, że ktoś zauważy ten cichy płacz. Dopiero zobaczyła, że Theo znalazł się również na ziemi, ale w trochę inny sposób. Znowu ktoś uderzył go tłuczkiem. Podbiegła szybko do chłopaka, ignorując swój smutek.
- H-hej, żyjesz? - spytała, delikatnie dotykając jego ramienia. Bała się, że naprawdę będzie potrzebna pomoc, a aktualnie nie była w stanie nawet naprawić nosa. Naeris znowu poczuła, że kolejne łzy wzbierają w jej oczach, więc zamrugała parę razy. - Byłeś najlepszy. Serio, to było świetne.
Chciała dodać coś więcej, zawołać jakiegoś medyka, pochwalić go, bo naprawdę zasłużył. Dawno nie widziała tylko świetnych akcji i była pod wielkim wrażeniem. Z pewnością popisał się lepiej niż ona... Znowu zaczęła drżeć i właściwie to nie mogła się powstrzymać przed płaczem. Mogło być naprawdę pięknie, mogli się wspólnie cieszyć.
Ech. Przytuliła Krukona najmocniej jak tylko potrafiła.


Było super ekstra, gratulacje! <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 00:48

Gdyby trafił jeszcze trzy razy, to mieliby remis. Gdyby trafił jeszcze cztery razy, Krukoni by wygrali. Gdyby nie dostał dwa razy tłuczkiem, miałby więcej siły.
Theo klęczał na trawie, dygotał pod wpływem emocji i wypominał sobie każdy najdrobniejszy błąd. A gdyby w tamtej sekundzie przyspieszył? Gdyby nie darł się do wszystkich? Nie mógł pozbyć się jednak myśli, że byli TAK blisko! Jeśli szukający nie złapałby znicza, Krukoni mogliby wygrać!
Nie podniósł głowy, gdy Naeris wylądowała obok niego - nie usłyszał jej, albo po prostu to do niego nie dotarło. Z tego powodu nie zareagował na jej pytanie i dopiero dalsze słowa zarejestrował, choć ich sens do niego nie przemówił ani odrobinę. On? Najlepszy?
Zaśmiał się z niedowierzaniem i przyciągnął do siebie dziewczynę, gdy tylko zainicjowała przytulenie. Zaskakująco bardzo tego potrzebował. Czuł jak drży i domyślał się, że pod wpływem emocji może płakać. On był chyba na to zbyt zszokowany.
Powoli zaczęło do niego wszystko docierać - nos pulsował bólem, klatka piersiowa bolała przy każdym oddechu, płuca płonęły. Theo łapczywie chwytał powietrze, dysząc przy tym tak, jakby miał zaraz umrzeć.
- Najwyraźniej nie - wykrztusił z siebie w końcu. Chwilę napawał się kojącą bliskością swojej ukochanej szukającej, ale potem uderzyło w niego poczucie obowiązku. Podniósł się, ciągnąc blondynkę za sobą. Znowu spróbował otrzeć z twarzy trochę krwi.
- Hej, Twisleton! - Zawołał, szukając pani kapitan przeciwnej drużyny, @Gemma Twisleton. Fala szczęścia, jaka ogarniała Puchonów, raniła Evermore'a. Mimo to uniósł lekko rekę i pomachał do rudowłosej, przyciągając jej uwagę. - Faktycznie wygrali gorsi! - rzucił, nawiązując do wypowiedzi dziewczyny sprzed meczu. Postarał się przy tym uśmiechnąć, ale nie wyszło mu to chyba najlepiej, więc Puchonka musiała polegać jedynie na jego rozbawionym (i zmęczonym) głosie.
Następnie odwrócił się znowu do Naeris.
- Przepraszam - westchnął, chociaż wiedział, że musi powtórzyć to jeszcze jakieś milion razy. Na przykład, przed każdym z Ravenclaw...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 51
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14626-gregory-wilkox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14630-gregory-wilkox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14629-gregory-wilkox#390268
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14628-gregory-wilkox#390224




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 00:55

Już miałem zamiar szykować się do kolejnej akcji kiedy to ktoś zawołał że Sammy złapał znicz. Po wszystko zaczęło się dziać tak szybko że nawet nie zauważyłem kiedy to cała drużyna była w komplecie.
-Sammy jesteś wielki! - Wykrzyczałem wprost do chłopka tuż przed gdy Gemma zaczęła się zsuwać z miotły. Tym razem tez zachowałem się odruchowo i mocno ją chwyciłem pomagając jej wrócić do pionu.
- Zgadzam się z Kapitanem. - Rzuciłem z wielkim uśmiechem przyklejony do twarzy.
- Ale tez nie zapomnijmy o krukonach, trzeba im podziękować za grę. - Może tylko ja miałem takie zdanie ale trzeba było im przyznać że dali z siebie wszystko zresztą tak samo jak i my. Ja nie tylko chciałem im podziękować ale też i sprawdzić co z ich kapitanem który dostał porządne manto od tłuczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1869
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 01:03

Myślała o tych wszystkich latach, kiedy nieśmiało stawiała pierwsze kroki w Quidditchu. Od razu pokochała ten sport, stał się dla niej czymś naprawdę ważnym. Może nie tak jak transmutacja czy ONMS, ale wyjątkowo polubiła latanie. Później marzyła o przyjęciu do drużyny i w końcu udało się, na siódmym roku! Od tamtej pory uwielbienie Krukonki wcale nie zmalało.
Teraz nie miało to praktycznie żadnego znaczenia. Słysząc ryki tłumu, widząc Hufflepuff, który nie posiadał się ze szczęścia... Naeris nie mogła powstrzymać szlochu. Naprawdę uważała, że cudownie się spisali. Wszyscy walczyli do końca, a Theo po prostu nie miał sobie równych. Gdyby nie on, nie zdobyliby żadnej bramki. Tylko dzięki temu nie była do końca załamana psychicznie. I dzięki temu, że ją przytulał.
- Właśnie, że tak. - zaprzeczyła niewyraźnie, usilnie panując nad tym, żeby nie szlochać. Był najwspanialszym ścigającym na świecie i każdy, kto widział mecz o tym wiedział. Wtuliła się w niego, jak gdyby był jej ostatnią deską ratunku. Dość mechanicznie też podniosła się i otarła ponownie twarz. Pewnie była czerwona i wyglądała okropnie. Niezbyt ogarniała, kto gdzie jest... Ale dostrzegła Gemm. I zrobiło jej się tak beznadziejnie głupio, bo wygadywała na meczu straszne głupoty. Naeris ze wstydu aż spuściła wzrok. Zachowywała się naprawdę okropnie, przez to wszystko emocje nią targały.
- Gratuluję wam. - wydukała do Puchonów, próbując wykrzesać uśmiech, ale widać było, że ledwo powstrzymuje się od płaczu. - I przepraszam za to, co krzyczałam... Wcale tak nie myślę. - dodała, ale wiedziała, że i tak zjebała po całości. - T-theo, ktoś cię musi opatrzyć.
Widziała, że chłopak ledwo stoi na nogach. Też była wykończona, ale Krukon wymagał większej uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Leicester, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 193
  Liczba postów : 122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14586-eric-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14594-prawie-irlandczyk-do-uslug
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14598-fiolek-sowka-erica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14599-eric-henley




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 03:08

Eric bez pardonu wdarł się na boisko i pobiegł w stronę drużyny puchoniastych cały czas wymachując flagą. Hufflepuff nie wygrywał meczy zbyt często, trzeba korzystać z okazji.
-Przejście! Proszę o przejście! Gdzie on jest? Dawać mi go tutaj! - przekrzykiwał hałas trybun próbując dostać się do przyjaciela – Ty cholerny szczęściarzu! Nawet nie próbuj tak grać przeciwko nam, jeśli zobaczę, że się obijasz tak jak dziś, osobiście zrzucę Cię z miotły. Ciesz się, że mój niepohamowany urok osobisty i wspaniała charyzma rozproszyły szukającą Krukonów, była sto razy lepsza od Ciebie i gdyby nie Ja sprzątnęłaby Ci znicza sprzed nosa! Ale dobra, podziękujesz w innym terminie, bierzcie go na ramiona, podrzucamy waszego zwycięzcę, jesteście mu coś winni - zawołał angażując stojące obok osoby do odpowiedniej celebracji wygranej i wcisnął Sammy'emu na głowę wielką czarno-żółtą czapkę z borsukiem. Teraz to się dopiero będzie wymądrzał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 421
Dodatkowo : kapitan drużyny Huffu
  Liczba postów : 664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13545-gemma-harper-twisleton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 05:03

Nie dała rady, nie była w stanie siedzieć na miotle o własnych siłach i wcale nie ze względu na to jak była zmęczona czy poobijana. Nie mogła przestać płakać, cały czas nie wierząc w to co się waśnie wydarzyło, a z emocji trzęsła się tak, że co rusz ześlizgiwała się z miotły. Ostatecznie więc podczas rundy honorowej musiała być z dwóch stron asekurowana przez członków drużyny. Zdołała tylko podnieść zwycięsko pięść, kiedy przelatywali wzdłuż trybun, których i tak nie widziała przez łzy i opuchliznę.
Oczywiście, że Krukonom też należały się gratulacje, ale póki co chciała... nie! potrzebowała, żeby ta chwila trwała jak najdłużej. Ten jeden raz w życiu, kiedy mogła pokazać całemu światu, że coś w życiu jednak osiągnęła. Ten jeden raz w życiu musiała jeszcze trochę pomyśleć tylko o sobie, zanim jutro wróci do bycia jedną z wielu szarych, niewyróżniających się z tłumu uczennic. W końcu na to zasłużyła za te dwa miesiące ganiania i mobilizowania Pucholandu, za nieprzespane nocach spędzone na poszukiwaniu strategii albo chociaż członków drużyny, za wszystkie nerwy które to jej zjadło, za baranie na klatę wszystkich szyderstw, za odłożenie owutemów na dalszy plan i za to że nigdy nie przestała w nich wierzyć. Dla niej ten mecz był czymś znacznie ważniejszym niż możliwością zyskania w oczach kolegów czy nadrobieniem punktów. Wiedziała, że wkrótce wszyscy o tym zapomną, a to zwycięstwo zupełnie nic nie zmieni w świecie, ale dla niej zmieniało całe życie i nadawało sens dotychczasowemu.
Więc póki co nie chciała zawracać sobie głowy, zdruzgotanymi porażką Krukonami. Ten moment był dla nich i mogli go wykorzystać nim znów zaczną stawiać sprawy osób trzecich ponad swoimi. Wiedziała doskonale, że widok ich przygnębionych twarzy zepsuje jej smak zwycięstwa, a im również ich euforia nie poprawi humorów.
Kiedy więc obie grupy miały dość czasu żeby zapanować nad swoimi emocjami, wylądowali na ziemi.
- No a ten... - zaczęła, rozglądając się wkoło - A gdzie oni są?
Z prawej strony nadal nie widziała nic poza własnym krwiakiem. W momencie, w którym ktoś obrócił ją w stronę Krukonów, usłyszała swoje nazwisko. Wytarła rękawem nieuszkodzone oko, rozmazując przy okazji czarno-żółte pasy wymalowane na twarzy i obróciła lekko głowę w prawo, żeby lepiej widzieć kapitana przeciwnej drużyny. Wyszczerzyła do niego zęby.
- Wiem! Nigdy się nie mylę! - świat prawdopodobnie nigdy nie nauczy się doceniać Hufflepuffu, ale właśnie Puchoni byli grupą, która zupełnie się tym nie przejmowała. Jak to się mówi: jak ma się miękkie serce, to trzeba mieć twardą dupę. Grunt to samemu znać swoją wartość i umieć jej dowieść, kiedy było trzeba.
Wyszła na przeciw Evermore'owi dopiero teraz czując, jak potwornie bolał ją każdy skrawek ciała. Pasowali teraz do siebie jak ulał. Nawet gdyby był w stanie się uśmiechnąć, ona nic by nie zauważyła. Wyciągnęła do niego dłoń.
- Dzięki za grę. Jesteście naprawdę zajebiści - przyznała - Powinni przydzielać jeszcze nagrody dla najlepszych zawodników. Znalazłoby się u Was sporo pretendentów.
Słysząc Nanę, odwróciła się do niej powolutku całym ciałem, żeby i na nią móc spojrzeć.
- Hej, żadnej urazy, c'nie? To tylko mecz... - urwała nagle sobie o czymś przypomniawszy. Odszukała działającym okiem pałkarza Krukonów i posłała mu szeroki uśmiech - Przysięgam, że nie będę gwałcić niczyich matek!
Na boisko wpadł jak burza wpadł ziomeczek Sammy'ego.
- Czołem, Henley! Dzięki za doping! Chcesz to go bierz i nieś - zaśmiała się i powolutku, bo na więcej nie pozwalały jej obolałe mięśnie, odwróciła się do szukającego - Sammy, będę Cię miesiąc nosić na rękach, tylko niech mi ktoś najpierw przypomni jak ich się używa.
Kiedy już emocje opadły, opadały też niestety mięśnie, a Gemma ostatki swoich sił przeznaczała na trzymanie się na własnych nogach. To chyba jednak nie była jej bajka. Tępy ból w plecach po pierwszym uderzeniu tłuczka, namawiał ją, żeby legnąć sobie na trawie i czekać aż ktoś ją za nogę zaciągnie do zamku.
- To co? - zwróciła się do zawodników obu drużyn - Kręcimy dziś jakiś melanż w Skrzydle Szpitalnym?

______________________


twMistletoEn



rockin'aroundchristmas tree
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 07:47

Serce mu pękało na widok szlochającej Naeris. Gdzieś po drodze wpadła na nich reszta drużyny Krukonów, więc oczywiście w ramach pocieszenia mocno się przytulili. Theo przeprosił każdego z osobna - bo w końcu ten mecz był jego odpowiedzialnością! Potem podziękował i pogratulował każdemu (i przyznał @Calum O. L. Dear rację, co do sytuacji kafla i tłuczka. Na dowód miał rozwalony nos i szalony oddech). Ledwo stał na nogach i kręciło mu się w głowie do tego stopnia, że gdy w końcu przyciągnął uwagę kapitan Hufflepuffu, to niemal jej nie widział. Pochylił się do przodu i podparł dłońmi o kolana, próbując wymusić dłuższe, spokojniejsze oddechy. W efekcie - zakrztusił się. Palce bolały go niemiłosiernie i nie wiedział nawet czy to od rzucania się na kafla, czy od choroby Raynauda. Ściągnął rękawiczki, aby przekonać się, że palce ma koloru soczyście fioletowego.
- Świetny mecz, gratuluję - uśmiechnął się niemrawo i ścisnął dłoń Gemmy tak delikatnie (z powodu swoich obolałych rączek), że aż mu było głupio. Zaśmiał się cicho na przeprosiny Naeris, szukając wśród Puchonów pałkarza (@Gregory Wilkox).
- Pałkarza też powinniście nosić na rękach... - potrząsnął głową z niedowierzaniem i naprawdę by upadł, gdyby nie udało mu się kogoś przytrzymać. Jakimś cudem padło na @Bridget Hudson - Theo przyciągnął ją do mocnego przytulenia, przy okazji wieszając się na niej tylko trochę.
- To było fantastyczne! Nie wiedziałem, że tak dobrze grasz - mruknął do niej, po czym odsunął się powoli. Pewnie, strzelił pięć razy, ale Bri niewiele mniej obroniła.
- Oj jestem za, ale szczegóły do ustalenia na zewnątrz... - Bardzo przydałaby mu się teraz wycieczka do Skrzydła Szpitalnego. Tylko jak tu teraz powiedzieć tym wszystkim cudownym ludziom, że sam, na Merlina, w życiu tam nie dotrze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 190
  Liczba postów : 153
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14615-warren-samuel-wilson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14616-spis-kamratow-i-nie-kamratow-sammy-ego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14618-poczta-sama
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14617-kuferek-sammy-ego




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 08:03

- Ej ej, nie róbcie już z tego takiego szumu, on ma racje gdyby nie Greg nie odrobilibyśmy się z punktami, gdyby nie Gamma znając życie nie starałbym się aż tak bardzo ja tylko przez seryjny przypadek, który w sumie to mógł mnie w tym meczu 3 razy zabić, złapałem znicza, ich szukająca była sto razy odemnie lepsza - tak oto zakończyłem swój wywód po czym poklepałem po plecach Grega i poszłam w stronę krukonów.
- Dzięki za grę i za odpowiedź na pytanie które nurtuje mnie od początków istnienia - poddałem rękę w stronę krukonki.
- A teraz co? Ja jestem chętny -rzuciłem w stronę Gemmy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 51
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14626-gregory-wilkox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14630-gregory-wilkox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14629-gregory-wilkox#390268
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14628-gregory-wilkox#390224




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 08:37

Eric miał rację trzeba było pokazać Samm'emu że jest wielki. Mimo zemczenia, gdy tylko wylądowaliśmy byłem przy nim pierwszy. Każdy kto tylko mógł uniósł go do góry i zaczęliśmy go podrzucać do góry. Zrobiliśmy to kilka razy po czym postawiliśmy go na ziemi.
Wszystko dobrze się zgrało bo akurat kapitan krukona podszedł do Gemmy. Poczekałem aż wymienia ze sobą usciski i powiedzą co myślą.
-Mam nadzieję że żyjesz i już nie przesadzaj z tymi moim zaslugami to Sammy dał nam zwycięstwo.- Rzuciłem do chłopaka który był kapitanem krukonow i też był tym który dostał odemnie tłuczkiem najwięcej razy. Doskonale wiedziałem jak może boleć oberwanie czymś takim ale no to był mecz i każdemu zależało na tym by wygrać. W między czasie też poszedłem do niego i lekko się skrzywiłem widząc że oberwał w twarz. Ale nie zamierzałem się mu tylko przyglądać, a też mu pomóc gdy by tego potrzebował. Na chwilę jednak przeniosłem spojrzenie na szukając krukonów którą jak tylko zobaczyłem zrobiło mi się przykro przez co odrazu podbiegłem do niej mocno tuląc do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1869
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 23 2017, 17:48

Musiała się uspokoić, bo w końcu naprawdę mogła dostrzec wiele zalet w dzisiejszym meczu. Wczuła się, jak nigdy wcześniej, do tego drużyna naprawdę stanęła na wysokości zadania. Każdy dopingował jak mógł, kibicom też należały się podziękowania. Dziewczyna z pewnością nie uważała dzisiejszego dnia za kompletnie stracony, ale w tamtym momencie nie umiała po prostu zwrócić na to uwagi. Myślała o słowach komentatora, który obwieścił, że Hufflepuff wygrał trzydziestoma punktami. Dusiło ją w gardle.
- No tak, tak. - przytaknęła Gemmie, kiedy stwierdziła, że to tylko mecz. Naeris ciągle zajmowała się wycieraniem swojej twarzy z łez, więc nie zauważyła, kiedy przybiegł jeden z Gryfonów. Przyjrzała się kapitan Hufflepuffu i zapomniała o tym, że sama czuła się dosłownie beznadziejnie. - Ciebie ktoś koniecznie musi obejrzeć, zaraz nic nie będziesz widzieć i chyba oberwałaś też w plecy? Do tego na pewno znajdzie się jakaś maść. - stwierdziła z troską, bo opuchlizna naprawdę zaczynała sprawiać, że ciężko było w ogóle rudą rozpoznać...
Najchętniej ich wszystkich zagoniłaby już do skrzydła szpitalnego, bo potrzebowali chociażby jakichś dobrych eliksirów na odzyskanie chociaż odrobiny sił. Nie dowlokłaby się sama do krukońskiej wieży. Nae widziała jednak, że na razie nie opadły jeszcze wszystkie emocje i każdy musiał dodać coś od siebie. Dotarły do niej wtedy słowa Erica i machnęła ręką.
- Przesadzasz. - bąknęła, pociągając nosem, ale mimo wszystko było jej odrobinę mniej przykro. W ogóle nie obwiniała Puchonów ani nie była na nich zła. W końcu skoro byli wygrani, musieli być także przegrani, prawda? To nic. Zalążek nadziei zapalił się w sercu Krukonki. Jeszcze będzie tyle meczy! Na pewno się im odpłacą i wygrają następny. Musieli się tylko trochę podszkolić i lepiej zebrać do kupy.
- Nie ma sprawy. - odparła, bo niemal już zapomniała o jakie pytanie w ogóle chodziło. - I naprawdę powinni cię nosić na rękach przez miesiąc. - dodała, czując, że znowu rośnie jej gula w gardle, a łzy wzbierają w oczach. Ścisnęła dłoń Puchona, ale nie wytrzymała i przyciągnęła go do siebie bliżej, żeby chociaż go przytulić. - Ładnie ci to wyszło.
Gdzie w ogóle był Misha?! Jego też Sourwolf chciała wyściskać, ale w sumie wtedy ogarnęła ją ochota na tulenie każdego po kolei. Może dlatego, że wzruszyła się tym wszystkim. Potrzebowała czyjejś bliskości, więc ucieszyła się, gdy objął ją pałkarz Puchonów... na którego swoją drogą wcześniej krzyczała. Było jej wstyd za te słowa, ale miała nadzieję, że jakoś jej to wybaczą.
- Dziękuję. - wydukała, pewnie mocząc mu trochę ramię, w które się wtuliła. Naeris ogarnęła taka fala zmęczenia, że nawet smutek zaczynał ustępować. Poklepała chłopaka po plecach i uśmiechnęła się z trudem.
- Jestem za melanżem! Może ulżymy kapitanom i zaniesiemy ich do tego skrzydła?

Jeszcze trochę sił miała, żeby przynajmniej pomóc dotrzeć Theo do medyka, bo wyglądało na to, że chłopak sam nie da rady. A Gemma też nie wyglądała najlepiej. Erica też mogli ze sobą zabrać, bo czemu nie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 608
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 993
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Cze 24 2017, 02:18

Bridget była bardzo daleko, kiedy wszystko się stało - to znaczy wciąż była przy pętlach, tam gdzie powinna, toteż nie dostrzegła w pierwszej chwili, że Sammy złapał znicza. Zorientowała się, że stało się coś ważnego, gdy Gemma z wielkim rykiem zanurkowała w stronę ziemi, a z trybun rozległ się dziki wrzask. Działała nieco z opóźnieniem, bardzo zawiedziona tak licznymi przepuszczeniami ze swojej strony w tym meczu, ale ostatecznie cieszyła się, że Hufflepuff wygrał. Pierwszy poważny mecz i od razu wygrana - czy mogło być lepiej?
Zleciała na dół jako jedna z ostatnich i czym prędzej ruszyła do szukającego, by pogratulować mu refleksu i zaśmiać się z uwagi o pójściu na szamkę. Ona sama by coś zjadła, bo już od kilku minut burczało jej w brzuchu i czuła się bardzo zmęczona. Odwróciła się jednak i dostrzegła Theo, a jego widok jednocześnie sprawił, że jej serce zabiło mocniej i że się złamało. Jak on wyglądał?! Biedak! Zgięty wpół, z krwią cieknącą z nosa (oby go nie złamał!), a do tego z krzywą miną, bo jego drużyna przegrała. Idąc przed siebie, potrzebował wsparcia i niemal opadł na kruchą Bridget, która nieco zgięła się pod jego ciężarem, ale nie upadła.
- Żartujesz? Byłam beznadziejna... Za to Ty byłeś nieziemski - powiedziała szybko, bagatelizując jego komplementy. Nie czuła, by pokazała się z najlepszej strony podczas tego meczu, natomiast wiedziała, że Theo poświęcił naprawdę wiele na rzecz swojej drużyny. Chłopak objął ją ramionami i przygarnął do siebie, a Bridget zrobiło się cieplutko w środku. Gdy się odsunęła, naciągnęła rękaw szaty na dłoń i otarła z twarzy Theo nową strużkę krwi, uśmiechając się do niego ciepło. Zaraz jednak uświadomiła sobie, że przecież Krukon krwawi i jak najprędzej powinien znaleźć się w skrzydle.
- Musisz iść do pielęgniarki, powinna zerknąć, czy wszystko w porządku z twoim nosem i brzuchem. Odprowadzić Cię? - zaproponowała półgłosem, wciąż lekko go podtrzymując, lecz zaraz potem Naeris zaproponowała to samo głośniej, więc Bridget zrobiła smutną minkę. No nic, i tak przecież będzie mu towarzyszyła, co nie?

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Cze 25 2017, 13:34

Starał się cholernie, ale po prostu serducho go z tego wszystkiego bolało. Theo nie mógł zaakceptować w pełni porażki Ravenclaw, chociaż powoli docierało do niego, że w gruncie rzeczy to nie była niczyja wina. Naeris dawała z siebie wszystko, pałkarze spełnili swoją rolę wyśmienicie, Misha robił za cudownego obrońcę, a ścigający - wraz z Theo - nie zostawali w tyle. Prawdę powiedziawszy, Krukoni mieli ogromną szansę na zwycięstwo! Przecież przed złapaniem znicza to Ravenclaw miał więcej punktów...
Najbardziej uroczo było jednak teraz, ponieważ Puchoni potrafili się zachować. Theo był pewien, że gdyby nie traktowali ich z takim szacunkiem, to byłby teraz wściekły. Tak to po prostu ogarnęła go wpierw lekka rezygnacja, zaś później gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że w przyszłym roku... W przyszłym roku to on tak się weźmie za drużynę, że nie ma zmiłuj!
- Żyję, żyję. Tak łatwo się nas nie pozbędziecie - zaśmiał się cicho. Dobrze, że miał cały czas kogoś obok, bo było na kim się wesprzeć - teraz jednak bardzo starał się stać o własnych siłach.
- Wiesz jak jest, faceci lubią się popisywać - mrugnął do Bri, chociaż nie wyglądał teraz raczej zbyt zachęcająco. Uważał jednak, że gdy przy obręczach zawsze widział właśnie ją, to chciał wypaść podwójnie dobrze. Dalej też twierdził, że radziła sobie świetnie.
- To raczej ja powinienem nieść moją drużynę... Ale to chyba nie dzisiaj - szturchnął lekko Naeris, którą i tak uważał za gwiazdę ekipy. Objął Bridget jedną ręką w talii i wskazał na zamek.
- To co, idziemy? - Niezbyt czekał na odpowiedź, tylko po prostu ruszył w tamtą stronę, po drodze zabierając jeszcze miotłę (pewnie tak jak Bri). Trochę się o dziewczynę podpierał, ale w większości jednak chodziło o przyjemną bliskość, której nigdy nie miał dość.
Domyślał się, że nie zostaną wszyscy wpuszczeni do Skrzydła Szpitalnego, ale przecież trzeba uczcić zakończenie takiego meczu! To musi zrozumieć nawet pielęgniarka.

/zt może być nawet dla wszystkich, przenosimy się?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28839
  Liczba postów : 35754
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Cze 25 2017, 23:14




Bal na koniec roku

Ten rok w Hogwarcie zakończy się zupełnie inaczej niż każdy dotychczas. Profesor Griffin Robertson wpadł któregoś chłodnego wieczora do komnaty dyrektora z wrzaskiem, że ten pomysł jest beznadziejny i za wszelką cenę nie chciał do niego dopuścić. Jednak na szczęście dla uczniów i wszystkich lubiących dobrą zabawę, dyrektor Hampson był zachwycony wizją nauczyciela wróżbiarstwa i dołożył wszelkich starań, żeby została spełniona.

W tym roku bal kończący rok szkolny odbywa się na świeżym powietrzu, a nie w Wielkiej Sali. W końcu tradycje są po to, żeby czasem od nich odstąpić, a nie ślepo kontynuować. Teren boiska do Quidditcha został zapełniony wodą, tworząc basen o ogromnej powierzchni. Wszyscy więc wskakujcie w stroje kąpielowe i bawcie się przy licznych wodnych zabawach zorganizowanych w tym miejscu. Boisko jest wystarczająco duże dla całej szkoły. W trzech specjalnie wyznaczonych miejscach odbywają się różne zabawy. W jednym kącie znajduje się wodny bar z wysokimi krzesłami. Stojący tam barman serwuje wszystkim wybrane koktajle (pozbawione jednak alkoholu, nie zapominajmy, że impreza wciąż odbywa się na terenie szkoły). Po zupełnie drugiej stronie odbywa się konkurs na najbardziej efektowną wodną rzeźbę. Aż jedna trzecia całej powierzchni basenu przeznaczona jest na atrakcję wieczoru. Jest jednak wyzwaniem dla najdzielniejszych uczniów i studentów. W powietrzu zawieszony został tor przeszkód z różnych przedmiotów. Ogromnych rur, którymi trzeba się prześlizgnąć, mnóstwa mioteł, z których należy przeskakiwać i wielu innych przeszkód. Nie obawiajcie się jednak upadku, basen w tym miejscu został specjalnie pogłębiony, dlatego nikomu nie stanie się krzywda. Wszyscy chętni będą musieli zapisać się zaraz przy wejściu do basenu.

Nie jesteś fanem wodnych rozrywek? Nie ma sprawy! Zorganizowane jest także mnóstwo suchych atrakcji. W okolicy basenu rozłożone są stoliki pełne najpyszniejszych smakołyków i napojów. W innym miejscu znajduje się loteria, w której każdy może wziąć udział i zgarnąć wartościowe nagrody. Sceny, z których leci muzyka są dwie - jedna poza basenem, otoczona drewnianym parkietem oraz druga w basenie, w pobliżu wodnego baru.

To nie koniec nowości na tegorocznym balu. Tym razem w uroczystości mogą uczestniczyć także absolwenci szkoły. Są oni jednak dokładnie sprawdzani przy wejściu, aby wszystko było bezpieczne. Pamiętajcie także, że obowiązuje zakaz wszelkich używek na terenie szkoły, a to dotyczy także postaci dorosłe.

Życzymy miłej zabawy!


Wodna rzeźba

Teren konkursu jest odgrodzony od reszty kolorowym płotkiem. W środku znajdują się 3 stanowiska.
W jednej turze konkursu zgłaszają się 3 osoby, które jednocześnie rzucają zaklęcie Aquamenti sculptura. Rezultat zależy od kostek, ale o wygranej decyduje osoba prowadząca konkurs. Po 3 postach kolejnych osób biorących udział, MG określi, kto wygrywa turę. Jeśli masz więcej niż 10 punktów z zaklęć obowiązują Cię pierwsze kostki, jeśli mniej - drugie.

Powyżej 10pkt:
 

Poniżej lub równo 10pkt:
 


Tor przeszkód

Rzucacie dwoma kostkami. Jedna (numeryczna) odpowiada za czas przebycia toru przeszkód, a druga (literka) za to co Cię spotkało na drodze.

1 - 180 sekund
2 - 150 sekund
3 - 120 sekund
4 - 90 sekund
5 - 75 sekund
6 - 60 sekund

A - Skaczesz po miotłach, pokonujesz drabinki, przeskakujesz na lianie na większą platformę, z której musisz przejść przez tunel. Jednak kiedy już prawie się z niego wyczołgałeś ktoś zrobił Ci głupi żart i tunel nagle się skurczył, więżąc Cię w środku. Zostajesz unieruchomiony do czasu aż ktoś Cię uwolni.
B - Idziesz jak burza, żadna z przeszkód nie sprawiła Ci problemu i udało Ci się żadnej nie ominąć. Od czasu, który wylosowałeś w pierwszej kostce możesz sobie odjąć 30 sekund.
C - Wszystko podczas pokonywania toru przeszkód idzie Ci bez problemów, ale kiedy docierasz do mety, orientujesz się, że wypadło Ci coś z kieszeni - 20 galeonów!
D - Radzisz sobie z każdą przeszkodą. Zręcznie przeskakujesz z miotły na miotłę, czołgasz się przez tunel, ale niestety nie zauważasz lewitujących drabinek, przez co sędziowie dodają Ci 30 sekund do Twojego czasu.
E - Wszystko idzie bez problemu. Udaje Ci się pokonać każdą przeszkodę. Pytanie tylko czy byłeś wystarczająco szybki, czy ktoś pokonał trasę w szybszym czasie niż Ty.
F - Już od początku wyścigu nie za dobrze Ci idzie. Niestety Twoje wysiłki okazują się tragiczne w skutkach. Przeskakując na jedną z lewitujących platform, skręcasz kostkę! Rzuć numeryczną kostką jeszcze raz. Jeśli wypadnie parzysta - na Twoje szczęście pomaga Ci nauczyciel i kostka momentalnie zostaje wyleczona, jednak musisz być ostrożny przez następny tydzień. Jeśli wypadnie nieparzysta - inny uczeń próbuje Ci pomóc, ale zaklęcie lecznicze mu nie wychodzi i sprawa się pogarsza, musisz udać się do skrzydła szpitalnego i wyleczyć się tam.
G - Początek był całkiem obiecujący, ale w trakcie musiałeś się poślizgnąć i wpadasz z hukiem do wody. Możesz powtórzyć wyścig. Rzucasz jeszcze raz obiema kostkami. Jeśli znowu wylosujesz G, nie dostajesz już ponownej szansy.
H - Zamiast przeskoczyć z miotły na miotłę wpadasz na jedną z nich okrakiem, a ta zaczyna odlatywać. Jeśli masz więcej niż 8pkt z gier miotlarskich w kuferku udaje Ci się opanować miotłę i szybko wracasz na miejsce i kończysz wyścig. Jeśli masz mniej niż 8pkt z gier miotlarskich, nie udaje Ci się opanować miotły. Zeskakujesz z niej do wody. Możesz powtórzyć wyścig lub zrezygnować. Jeśli powtarzasz, rzucasz jeszcze raz dwoma kostkami. Jeśli znowu wypadnie H, zostajesz zdyskwalifikowany.
I - Podczas pokonywania trasy jako jeden z niewielu uważnie się rozglądasz. Wyszło Ci to na dobre, bo odnajdujesz ukryte na jednej z platform kamyki ukrycia. Możesz zgłosić się po nie w odpowiednim temacie.
J - Idzie Ci całkiem nieźle. Zaczynają Ci się jednak plątać nogi i skacząc z jednej na drugą miotłę, wpadasz do wody. Oblewasz tym samym osobę, która napisała post przed Tobą. Nie możesz już niestety powtórzyć wyścigu.


Loteria

W zależności od ceny losu możesz wylosować różne rzeczy. Losy można kupić za 10, 25 oraz 40 galeonów. Liczba losów jest nieograniczona. Pamiętaj, aby dokonać wpłaty w odpowiednim temacie.
Losy za 10 galeonów:
1 - szklane, magiczne oko
2 - mantykora
3 - samotopiące się bikini/kąpielówki (do wyboru)
4 - przypominajka
5 - łajnobomba
6 - akromantula
Losy za 25 galeonów:
1 - kompas wskazujący skarb
2 - omnikulary
3 - syreni naszyjnik
4 - metamorfoamulet
5 - samopiszące pióro
6 - dźwięk niezgody
Losy za 40 galeonów:
1 - pióro Scamandra
2 - powtarzalny wisielec
3 - wachlarz Sakura
4 - uszy dalekiego zasięgu
5 - magiczne soczewki
6 - parasolka


Wodny bar

Za barem stoi przystojny czarodziej, który nie jest ani uczniem, ani studentem Hogwartu. Przy barze znajdują się hokery, na których można usiąść i wciąż moczyć nogi w przyjemnie chłodnej wodzie w basenie.

Lista napoi:
 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 800
  Liczba postów : 352
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Cze 25 2017, 23:44

Casper uważał, że gdyby został wampirem, to w jego życiu niewiele by się zmieniło. Pewnie, trochę inna dieta, ale oprócz tego... Dalej unikałby słońca i miałby zaburzone godziny snu. Właściwie, to przynajmniej jako krwiopijca miałby wymówkę!
Ale czego facet nie zrobi dla kobiety? Casper teleportował się prosto pod bramy Hogwartu, ubrany tak elegancko, jak ustalił to sobie ze swoją towarzyszką. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, a i tak krzywił się i chodził ze spuszczoną głową. Jasne, słońce już nie raziło i w gruncie rzeczy, nawet niezbyt było je widać - ale jemu przeszkadzała nawet ta jasna poświata. Prawdę powiedziawszy, to miał ochotę stąd uciec i zakopać się pod ziemią. Zmusił się jednak do okazania chociaż odrobiny kultury osobistej, przywitał się grzecznie, przedstawił, wpisał na listę, a nawet zagadał - dał się przeszukać i sprawdzić! Musiał przyznać, że było to dość stresujące, bo nie zdziwiłby się, gdyby zapomniał wyjąć czegoś z kieszeni. Uśmiechnął się jedynie, gdy sprawdzający go czarodziej nie zwrócił uwagi na złoty zegarek kieszonkowy.
Kiedy w końcu dotarł na boisko, gdzie miała odbywać się impreza, jego chęć ucieczki jedynie się powiększyła. Basen? BASEN?! Wodna tematyka balu? Rozejrzał się nieco panicznie, aby sprawdzić, czy Fire już tu nie ma. Nie wiedział, czy jest bardziej zaskoczony, czy zły. Z jednej strony nie mógł uwierzyć, że stoi w garniturze nad basenem... Z drugiej nie był pewien, czy Gryfonka na widok zbiornika wodnego nie ucieknie.
Teraz pozostawała tylko kwestia tego, jak się zachować. Mógł pokombinować coś czarami i zmienić swój strój, mógł po prostu zaczekać na Fire... Zerkał tęsknie w stronę nieco bardziej zacienionego miejsca, ale nie zrobił nawet kroku w tamtym kierunku. Przynajmniej  tutaj jego partnerka nie ma szans go przeoczyć...

______________________


Casper Angel T.

Gdzie był Cas?:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Cze 25 2017, 23:53

Jako profesor nie mógł sobie odpuścić imprezy, której w końcu głównym motywem było uczczenie zakończenia roku. Uwielbiał tego typu sprawy i chętnie się zaangażował, chociaż niezbyt rozumiał, czemu tematyka zabawy miała pozostać tajemnicą. W końcu gdyby przyszedł tutaj w czarodziejskich szatach, albo garniturze... Cóż, nie zapłakałby się, bo zawsze są czary - ale byłoby to z pewnością uciążliwe. Z tej racji postanowił trochę poratować osoby zaskoczone niespodzianką. Uznał, że jeśli stanie niedaleko oficjalnego wejścia na boisko, to nie da się go pominąć i w ten sposób da radę przetransmutować ubranie każdej zainteresowanej istotki.
Sam miał na sobie kremowe materiałowe spodnie i białą koszulę, więc czuł się odpowiednio elegancko, a przy tym wygodnie. Rozglądał się z zaciekawieniem, podziwiając efekt końcowy pracowników szkoły, którzy tak przyłożyli się do zorganizowania tej imprezy. Zerkał również na przychodzących, ciekaw kto z absolwentów postanowi się tutaj pojawić. Miał nadzieję, że nie będzie musiał spędzić całej imprezy tylko na sterczeniu przy wejściu i rzucaniu czarów...


LIAM JEST SUPER NAUCZYCIELEM TRANSMUTACJI, WIĘC JEŚLI KTOŚ WBIJE NA BAL W STROJU MAŁO PASUJĄCYM DO BASENU, TO ON CHĘTNIE PORATUJE, ŻEBY NIE TRZEBA BYŁO GANIAĆ I SIĘ PRZEBIERAĆ!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1444
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1484
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 00:21

W ostatnim czasie stało się tak dużo. I jakimś cudem wylądowała teraz z listem od Tease'a w dłoni, uśmiechając się wyjątkowo głupio do lustra. Teraz, kiedy miała za mniej więcej godzinę znów go spotkać, nie rozumiała, jakim sposobem wytrwała cały miesiąc. Fire potrzebowała przynajmniej znów usłyszeć jego głos, móc spojrzeć w te złote oczy i poprowadzić niezobowiązującą, ale tak satysfakcjonującą rozmowę. Właściwie to Casper cały dzień nie opuszczał myśli Szkotki. Przygotowała sobie lekki makijaż i prostą fryzurę w postaci warkocza. Chciała spędzić trochę czasu nad tym, żeby wyglądać naprawdę ładnie, a to stanowiło dla Gryfonki prawdziwą nowość. Odpuściła sobie szpilki, tak jak pisała Casprowi, bo wolała czuć się trochę swobodniej ze świadomością, że nie musi ciągle patrzeć, gdzie stawia kroki. W prostych balerinkach było jej dziwnie, ale sukienka wynagradzała to wygodą. Nawet gorset nie sprawiał, że Fire miała ochotę rzucić to wszystko w cholerę.
Zjawiła się w momencie, kiedy wszyscy ludzie dopiero się schodzili. Tłumów jeszcze nie było i z jednej strony to rudowłosej odpowiadało, bo nie było ścisku, a z drugiej każdy mógł ją bez problemu zobaczyć... Oprócz Liama, bo stojąc przy wejściu był zajęty i najwyraźniej nie dostrzegł Blaithin. Tym lepiej, nie chciała tłumaczyć się z tego kim jest Casper. W ogóle nikomu nie chciała się tłumaczyć, ale szybko dostrzegła coraz więcej znajomych twarzy.
Najgorsze było jednak, kiedy przemknęła się na boisko i zobaczyła ten ogromny basen. Serce Fire podeszło jej do gardła i momentalnie pobladła. Co to miało znaczyć? Dlaczego nikt jej nie uprzedził? To po cholerę miała w ogóle tę idiotyczną odznakę, żeby ją sobie olewali i robili co chcieli? Sztywnym krokiem podeszła do Caspra, który najwyraźniej też był trochę zszokowany. Nie zdążyła nawet zachwycić się garniturem czarnowłosego ani tym, jak świetnie wygląda. Ktoś chyba chlupnął do wody, a Fire aż dreszcz przeszedł po kręgosłupie.
- Powiedz mi, że to jakaś iluzja i zaraz zniknie. - powiedziała zamiast przywitania. Jak ona niby miała miło tu spędzać czas, kiedy wszędzie było tyle wody? Chociaż tyle, że to po prostu basen, a nie jezioro... Westchnęła. - Chodźmy tam. - wskazała miejsce najbardziej oddalone od wody i jednocześnie odrobinę skryte pod cieniem rozłożystego parasola chroniącego przed palącym słońcem. Mieli okazję usiąść przy stolikach i nie zostać przy tym ochlapanym. Tygrys na łopatce Fire krążył niespokojnie po prawie całych plecach,  rycząc bezgłośnie.
- Nie wiedziałam, że to tak będzie. Merlinie... - mówiła na wpół do siebie, na wpół do niego. I co, niby miała wskoczyć w strój kąpielowy i po prostu wesoło sobie popływać? Bal się na dobre nie zaczął, a już bardzo chciała go skończyć.

______________________



Dear Santa,
All I want for Christmas is a list of all your bad boys...
with their numbers.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 800
  Liczba postów : 352
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 00:39

Nie zdążył podjąć żadnej porządnej decyzji, gdy zjawiła się obok niego Blaithin. Na twarzy Caspra od razu pojawił się lekki uśmiech, bo rudowłosa wyglądała zjawiskowo - ale chodziło też o to, że był zwyczajnie szczęśliwy, że znowu ją widzi. Tęsknił.
Dostrzegł, że dziewczyna jest blada jak duch i wyraźnie chciała stamtąd uciec, chyba nawet jeszcze bardziej niż on sam. Celowo obrócił ich tak, że basen znajdował się za plecami Gryfonki, aby jego widok jej nie rozpraszał. Zresztą, Fire i tak zaraz poprowadziła go do idealnie zacienionego, oddalonego od basenu miejsca, w którym mógł pozbyć się okularów przeciwsłonecznych.
- Dziwne, że prefekci o tym nie wiedzieli. Wszyscy przyjdą w strojach zupełnie nieodpowiednich do motywu "balu"? - Zainteresował się, zdejmując marynarkę. Złożył ją, pomniejszył zaklęciem i schował do kieszeni. Nie chciał zmieniać w pełni swojego ubrania, ale mógł postarać się wyglądać trochę mniej elegancko. Podwinął rękawy koszuli, rozglądając się lekko dookoła. Koniec końców jego spojrzenie i tak spoczęło na rudowłosej. - Cóż, wyglądasz przepięknie, a więc było warto - mrugnął do niej wesoło. Wiedział, jak bardzo niekomfortowo musi się czuć w pobliżu tak ogromnego basenu, bo w końcu sam na codzień borykał się z irracjonalnym strachem przed światłem słonecznym. - Będziemy trzymać się jak najdalej od wody, przecież siłą nas tam nikt nie wciągnie - dodał uspokajającym tonem. Pewnie powinien się powstrzymać, aby nie wytrącić Fire z równowagi jeszcze bardziej, ale chwycił ją delikatnie za rękę. Jego zdaniem dotyk potrafił być kojący i zamierzał się na tym oprzeć (a jeśli nie, to zawsze może dostać w twarz. Bywa!). Potarł wierzch jej dłoni kciukiem, ani na chwilę nie przestając łagodnie się uśmiechać. Gdzieś tam z tyłu głowy wściekły głosik powtarzał mu, że powinien być zły i robić Fire wyrzuty za jej karygodne zachowanie, ale był zbyt przytłoczony zaistniałą sytuacją i nie miał siły na robienie scen.

______________________


Casper Angel T.

Gdzie był Cas?:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   

Powrót do góry Go down
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 21Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 13 ... 21  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-