IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 15  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1573
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1504
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Sob Mar 25 2017, 11:59

First topic message reminder :

Wydawało się, że Daisy gra całkiem spokojnie, bo ani nikt w nią nie uderzał tłuczkami, ani ona sama nie próbowała tego robić. Nic dziwnego, że łapanie kamyków wychodziło jej tak świetnie i miała ich już dobry tuzin. Śmigała na swojej super miotle, nie dając się trafić żadnemu tłuczkowi, które chociaż nie odbijane w jej stronę, to wydawały się same za nią latać. I znowu jeden z nich był wyjątkowo uparty i Daisy już widziała śmierć w oczach i niemalże wyobraziła sobie jak ląduje na ziemi razem z koszem kamyków, które rozsypują się dookoła i może jeszcze połamaną miotłą. Przyśpieszyła jednak i przechytrzyła wszystkie te okropne piłki, w końcu miała z nimi niemałe doświadczenie. Złapała przy okazji jeszcze parę kamyków, szło jej naprawdę wyśmienicie.

Kamyczki: 2-> 6+6=12
Tłuczki: 2->1-> 4
Przerzuty: 14-> 11

______________________



Oh, we are magnificent
The selfish I can't see itself
When it shoots across the fall
It can never be destroyed
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 275
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 00:47

Początek pracy Thijsa w Hogwarcie był dosyć nietypowy. Mało który nauczyciel, zaczyna od końca roku. Mimo wszystko nie przeszkadzało mu to, a wręcz przeciwnie. Podobał mu się taki obrót spraw i nie miał zamiaru opuścić dobrej zabawy podczas balu. Ubolewał jednak nieco nad zakazem wnoszenia używek na teren boiska. Nie potrafił wytrzymać zbyt długo bez zabójczego, lecz przyjemnego dymu w płucach, ale wśród innych nauczycieli, musiał prezentować jakiś poziom.
Ubrany był dosyć luźno, ale to nie wystarczyło by być gotowym na zabawę w basenie pełnym wody. W ciemnej koszuli z podwiniętymi rękawami aż po same łokcie i krótkich do kolan spodenkach, stanął przed nauczycielem transmutacji, który oferował gościom pomocną dłoń przy wejściu. Jakby się nie starał, to w upalne dni nie potrafił przyjść w bardziej golowych ubraniach. Z delikatnym uśmiechem na twarzy, rozłożył nieco ręce na boki.
-Nauczycielom też pomagasz czy tylko ładne uczennice? – spytał półżartem, półserio, bo ostatecznie nie przeszkadzało mu zamoczyć nieco ubrań i zniszczyć sobie buty.
-Stojąc tutaj i czekając aż wszyscy przyjdą, przegapisz całą zabawę. Proponuję jakaś kawę i przerwę od pracy. W końcu to bal na ostatni dzień szkoły, należy Ci się chwila wytchnienia. – mruknął rozglądając się na boki, po wszystkich uczniach, którzy pojawiali się w mniej lub bardziej galowych ubraniach.
-Poza tym dadzą sobie radę, a jak nie to najwyżej się nieco zamoczą. To miała być w końcu niespodzianka, niech się bawią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 221
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14692-relki-basa#392047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14659-kase#391570
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 01:13

Trudno powiedzieć, czy Bas cieszył się, że niemal od razu po przyjeździe do Wielkiej Brytanii dostał zlecenie na zapewnienie oprawy muzycznej na balu w Hogwarcie. Śpiewał i grał, ale raczej przed publicznością po czterdziestce w monstrualnie drogich strojach, która przez takie śmieszne, małe okulary wgapiała się w jego fortepian na scenie, jakby cokolwiek z tych nut rozumieli. W sumie taki uczniowski bal nie mógł wiele różnić się od występów w operze, przynajmniej na początku - Szwajcar był przygotowany, że prawdopodobnie przez pierwszą godzinę będzie grał walce, a potem zarżnie klawisze na jakimś skakunowym popie, czy innym gatunku muzycznym, do którego tańczą ludzie w jego wieku. Okej, on też tańczy, ale jak ma nogi na pedałach to tak średnio daje radę podczas występu.
Tak czy owak, nietrudno wyobrazić sobie jego zdziwienie, kiedy przekraczając próg miejsca, w którym ów bal miał się odbyć, zobaczył... basen. Basen. BASEN. A jego fortepian gdzie?
Stał tak jak debil z rozdziawioną gębą, nie wiedząc, czy się śmiać czy płakać, czy szukać gołych napitych lasek w tej wodzie, kiedy to zauważył dwóch mężczyzn obok (@Liam S. Dear; @Thijs H. Corbijn).
-Panowie - zagadnął - Dobry wieczór, jestem od oprawy muzycznej, ale mam rozumieć, że w tej sytuacji powinienem zmienić repertuar, czy tutaj uczniowie są tacy zdolni i tańczą walce w płetwach? - zapytał zrezygnowany, ale ostatecznie dał do zrozumienia obu panom, że to tylko taki żart i i tak jest w dupie nawet bez niego, więc skinąwszy obu poszedł się przygotować. Nie było prawie nikogo, a i Basowi zajęło dosłownie chwilę sprawdzenie wszystkich niezbędnych rzeczy i rozpoczęcie gry.
Zespół dojechał po chwili, ale pozwolił sobie jeszcze nie katować zebranych swoim głosem po zaklęciu Sonorus i na cały teren balu roznosiła się tylko grana przez zespół muzyka. Śpiewał, jasne, ale nie roznosił tego po obiekcie, będzie czas.
Poza tym, na chwilę obecną bardziej był zajęty sikaniem po nogawkach ze strachu, że jakiś pijany uczeń mu rozwali albo zamoczy fortepian, dlatego prócz śpiewu i uderzania w klawisze nie starczało mu czasu na filowanie po otoczeniu inaczej, niż tylko z najwyższą podejrzliwością. No i oczywiście czekał na @Lysander S. Zakrzewski oraz jego siostę. Tylko w przerwach. I bez macania fortepianu, to nie cycki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 416
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 13:44

To miały być nasze ostatnie wspólne chwile, bal, który będzie niesamowity. Mój strój był średnio elegancki, ale w końcu było gorąco, koniec czerwca! Dziarskim krokiem wyszedłem przed zamek, by tak poczekać na @Lotta Hudson.  
Kiedy już przyszła, zarzuciłem rękę na jej ramiona i spuściłem okulary przeciwsłoneczne na oczy. To musi być świetna zabawa, taka, która jej wystarczy na te kilka tygodni. Byłem dobrej myśli, przynajmniej próbowałem. Byliśmy w końcu parą zakochanych w sobie nastolatków, którzy mieli trochę skomplikowana historię. Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem w czubek głowy.  Koniec roku szkolnego nie mógł być przecież smutny. Już po egzaminach, zdaliśmy, czas rozłąki minie szybko, głęboko w to wierzyłem.
- Może postaram się nikogo nie pobić, kiedy będą pożerać cię wzrokiem, dziewczynko.  - powiedziałem.
Cóż, średnio mi się podobało to, że wszyscy będą patrzeć na moja dziewczynę, który była w pięknej sukience. Nie chciałem wyjść na zbyt opiekuńczego i zazdrosnego chłopaka, ale... Halo byłem tylko chłopakiem! Przyszliśmy na boisko quidditcha i stanąłem jakby stopy wrosły mi w ziemię. To był jakiś żart? Jakiś piekielny żart? Świetnie, że impreza była na dworze, w końcu było lato, ale basen? Zmarszczyłem brwi, teraz już w ogóle będę miał problem z nie urządzaniem scen zazdrości kiedy Lotta będzie w skąpym stroju kąpielowym. Dlaczego nie powiedzieli o tym nawet prefektom? To było dziwne, przecież wszyscy przyjdą w stroju nieadekwatnym do całej sytuacji.
- Teraz na pewno kogoś pobiję. – mruknąłem kiedy nasze stroje zmieniły się w kąpielowe za sprawą profesora Deara.

______________________


Life is the truth inside the lie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 14:14

Stojąc "na bramce" mógł spokojnie podziwiać to, jak ładnie zostało przekształcone boisko do quidditcha. Liam był ogromnym fanem tego sportu (dalej rozpaczał po ostatniej przegranej Krukonów...) i poniekąd bolała go taka zmiana wystroju, ale w gruncie rzeczy nie było na co narzekać. Zorganizowane atrakcje naprawdę wyglądały ciekawie!
Odwrócił się lekko i uśmiechnął na widok @Thijs H. Corbijn. Nie znali się za dobrze, bo nauczyciel zielarstwa dopiero rozpoczął pracę w Hogwarcie - ale Liam wiedział jak to jest być nowym. W końcu sam nie był profesorem od dawna...
- Pomagam każdemu, kto tego zechce - pokręcił głową z rozbawieniem, nie biorąc do siebie za bardzo tego prztyka z uczennicami. W końcu tylko pomagał, prawda? - A co, zainteresowany?
Propozycja Thijsa była o tyle kusząca, że Liam kochał kawę i zwyczajnie nie potrafił odmówić. Obrócił różdżkę parę razy w palcach, po czym uśmiechnął się nieco szerzej. Skoro ten bal miał być niespodzienką, to niech tak będzie - Dear chętnie pomoże, ale przecież nie jest do tego aż tak tragicznie zobowiązany. Ten jeden raz jego dobre serduszko może trochę się poświęcić.
- Cóż, teoretycznie, większość moich uczniów powinna znać zaklęcie, które przetransmutuje ubranie w inne - stwierdził, chowając różdżkę do kieszeni. Gestem zaprosił swojego rozmówcę nad wodny bar, gdzie bez zastanowienia zamówił bazyliszkowe macchiato.
- Fajnie wyszło, nie? - Rzucił, zerkając na zbierających się uczniów. Jego zdaniem był to ciekawszy pomysł, niż nudny i nadęty bal na zakończenie roku. Liam nigdy nie był wielkim fanem eleganckich imprez, które kojarzyły mu się od razu z bankietami, na które kiedyś ciągali go rodzice. O wiele bardziej podobała mu się perspektywa wskoczenia do basenu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 275
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 15:29

Gdyby nie był zainteresowany to pewnie nawet by nie pytał, z drugiej strony może potrzebował tylko jakiegoś pretekstu, by zagadać do Liama. Nie wykluczał opcji, by skorzystać z pomocy nauczyciela transmutacji, tylko jeszcze nie teraz. Wolał pozostać w swoich ubraniach, dopóki dobrze bawiącym się uczniom, nie będzie już wszystko obojętne, a widok nauczycieli w basenie nie będzie im przeszkadzał ani krępował.
-Może później. – odparł z delikatnym uśmiechem na twarzy, obserwując jak Anglik chowa swoją różdżkę, a później odprowadzając wzorkiem chłopaka, który do nich zagadnął. Jego oburzenie było całkiem zabawne, a Thijs miał ochotę skomentować je jakimś głupawym żartem, ale ostatecznie powstrzymał się od niepotrzebnych komentarzy i miał nadzieję, że jednak jakoś sobie poradzi.
Przy barze szybko przejrzał menu i jak na złość dominowała w nim gorąca herbata, na którą zdecydowanie nie miał ochoty. Bez zwiększenia wahania zdecydował się na chochlikowe cappuccino. O ile nie był fanem orzechów tak uwielbiał zapach wanilii. To już chyba  podchodziło pod jakieś zboczenie zawodowe.
-Ano, miła odmiana. Jak już się przełamią do wody, to będą się dobrze bawić. – największym problemem było zdjęcie sukienki albo garnituru. Część z uczniów na pewno chciała się pochwalić swoim szykownym wyglądem i chociaż Liam oferował swoją pomoc, tak część z nich mogła jej po prostu nie chcieć.
-A jak Ci minął rok? – spytał bardzo ciekaw opinii nauczyciela transmutacji o ostatnich kilku miesiącach. Cały czas się chyba nieco stresował, bo nie wiedział jak przyjmą go od września uczniowie. Chciał wiedzieć, czego mógł się po nich spodziewać. Czy udało im się napsuć nieco krwi Liamowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 623
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 15:46

Leo nie lubił eleganckich imprez i bardzo drażnił go fakt, że na zakończenie roku powinien założyć coś porządnego. Nie było to po prostu w jego stylu, a w dodatku nie miał aż tak dobrego humoru - w końcu powinien właśnie kończyć Hogwart, a on wiedział, że za dwa miesiące tutaj wróci. Tak czy inaczej, założył ciemne spodnie i czerwoną koszulę, aby czuć się mocniej związanym z Gryffindorem i nie wyglądać jak zwykły pajacyk w garniturze. Uznał, że jako prefekt powinien zjawić się na balu trochę wcześniej i ewentualnie z czymś pomóc - a poza tym, nie miał nic lepszego do roboty. Przyszedł zatem jeszcze przed wszystkimi i ogarnęło go ogromne zaskoczenie na widok basenu i wodnych atrakcji.
Wrócił się biegiem do dormitorium, aby trochę przebrać. Domyślał się, że dużo osób może być niezadowolonych z takiego biegu wydarzeń, ale on sam kochał wodę do takiego stopnia, że w ogóle zapomniał o jakiejkolwiek irytacji. Pewnie, powinni im powiedzieć wcześniej - ale nie ma już co płakać! Leo założył zielone spodenki w kratkę i białą koszulkę na ramiączka, z głębokimi wycięciami pod pachami. Z racji tego, że niedawno podcinał włosy i były teraz nieznośnie nieposłuszne, narzucił na nie czapkę z daszkiem. Wyszedł z dormitorium pogwizdując wesoło i szczerząc się do każdego, kogo napotkał po drodze.
Na "balu" dalej nie było zbyt wielu osób, toteż stanął sobie przy basenie. Najchętniej to po prostu wskoczyłby do wody i już nie wychodził. Zdjął koszulkę i już miał wchodzić do basenu... Ale jego uwagę przyciągnęła Fire. Nie tylko miała na sobie piękną sukienkę i wyglądała zjawiskowo... czy ona miała partnera?! Leo aż otworzył buzię z zaskoczeniem, obserwując jak rudowłosa przemyka z jakimś mężczyzną do miejsca oddalonego od basenu.
Gryfon nigdy nie był zbyt taktowny.
- YOU GO GIIIIIIIRL!- Ryknął na całe boisko, machając do pani prefekt Gryffindoru i szczerząc się jak nienormalny.
A więc to tak zginie...

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 683
  Liczba postów : 683
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 16:15

To dziś. To dziś był ten wielki dzień, przez który obroty najbliższych sklepów wzrosły kilkakrotnie. (Nie żeby Ezra się do tego przyczynił...) Bal na zakończenie roku szkolnego. Niestety nie obiło mu się o uszy, że ma być to impreza tematyczna, więc do momentu pojawienia się na miejscu, był całkiem zadowolony ze swojej koszuli w biało-niebieską kratkę i ciemnej marynarki. A potem poczuł się naprawdę głupio. Rozumiał, że chodziło o niespodziankę i w ogóle, ale powiedzieć chociaż na godzinę przed? Dlaczego nie? Ezra chętnie oszczędziłby sobie etapu pieczołowitego przeglądania szafy w celu doboru odpowiedniego ubioru, skoro wraz z pojawieniem się na boisku do Quidditcha zrozumiał, że trzy czwarte z nich mógł sobie zaraz w krzaczki rzucić.
Przez chwilę stał tak niezręcznie, wahając się czy lepiej już zostać i poszukać kogoś znajomego czy wrócić do dormitorium i się przebrać. (Bo nie ufał swoim zakleciom transmutacyjnym na tyle, żeby robić to przy wszystkich. Kto wie, co by tam wyczarował...) Na szczęście nie musiał tej trudnej decyzji podejmować samodzielnie. Donośny krzyk okazał się być jego przewodnikiem. Ruszył w kierunku @Leonardo O. Vin-Eurico, który zajęty był zwracaniem uwagi wszystkich obecnych na Fire (nawet Ezra na moment się zawiesił, bo serio wyglądała niesamowicie) i jej partnera. Zaszedł go w ten sposób, by do ostatniego momentu chłopak go nie dostrzegł. Potem szybko nachylił się do basenu i zlośliwie prysnął w przyjaciela wodą, która prawdopodobnie jeszcze nie była taka ciepła, tym bardziej dla nagrzanego ciała.
- Załóż tę koszulkę. I tak wszyscy cierpimy z powodu globalnego ocieplenia - przywitał go, wywracając z rozbawieniem oczami. No ale trzeba było przyznać, jeśli komuś pasowały klimaty basenowe w ubiorze, to był to Leo. W jego przypadki zgadzało się, że im mniej, tym lepiej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 623
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 16:30

Bardzo miał nadzieję, że Fire go nie zabije - a jeśli już, to że zrobi to po imprezie. Po tym jak tak radośnie sobie do niej krzyknął, szybciutko odwrócił się niewinnie... chociaż i tak najprawdopodobniej przyciągnął uwagę wszystkich. Trochę go bolało, że Gryfonka ma kogoś i mu o tym nie powiedziała. On jej opowiadał nawet o pijackich pocałunkach, halo! Z drugiej strony doskonale wiedział, że Fire nie należy do tych, co lubią się zwierzać. Dobrze, że był ten bal, bo Leo mógłby się w ogóle nie dowiedzieć o partnerze przyjaciółki...
Poczuł chłodne kropelki wody opadające na jego ciało i przebiegł go wzdłuż kręgosłupa dreszcz. Leo przeniósł spojrzenie na swojego "napastnika" i zamierzał mu wygarnąć, żeby sobie tak nie pozwalał, ale... Ale to był Ezra, który zaraz Gryfona kompletnie rozbroił. Wybuchnął śmiechem, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Jedynie umilam wam to cierpienie - obronił się szybko, po czym przetaksował swojego przyjaciela spojrzeniem pełnym dezaprobaty. - I co, przepraszam, nie odwdzięczysz się jakoś ładnie? - Zrobił minę smutnego szczeniaczka, trącając lekko dłonią jego marynarkę.
Zamierzał popływać, ale w końcu mógł spędzić trochę czasu na przekonywaniu Ezry, aby do niego dołączył, prawda?

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 683
  Liczba postów : 683
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 16:56

Jak na razie na imprezie nie było zbyt wielu osób i może dlatego Ezra wciąż czuł się trochę nieswojo. Wydawało mu się, że jednak wolał te nadęte bale i bankiety, gdzie wszystko było eleganckie, a widelce wyglądały na droższe niż cokolwiek, co posiadał Ezra. To było mu już dobrze znane i się sprawdzało. Nie mniej, choć w pierwszym skojarzeniu ten bal przypominał po prostu wielką domówkę, wszystko zrobione było z rozmachem. Basen, tam wodny bar, jakiś tor przeszkód... To zapowiadało się naprawdę w porządku.
Zabawnie było obserwować, jak widok Ezry staje się dla Leonarda taką gaśnicą temperamentu. Coś w stylu "alarm odwołany, alarm odwołany, to tylko ten wredny Krukonik".
- No dobra, chciałbym móc zaprzeczyć... - wydał z siebie westchnienie w stylu mdlejącej nastolatki i powachlował się ręką. Cóż, nie pomogło. Za to szczenięcy wzrok przyjaciela już prawie tak! Przez chwilę miał minę, jakby rozważał pytanie Leo, potem jednak zmarszczył nos i zacmokał nieprzekonany. Chyba ostatnio rozmawiali o perswazji!
- Nie, co ty myślisz, że wystarczy jedna prośba i już się będę dla ciebie rozbierał? - odparował, śmiejąc się wesoło z intencją pod tytułem "postaraj się bardziej".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 623
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 17:06

Leo bywał tragicznie wybuchowy, ale kiedy miał dobry humor jakoś sobie z tym dawał radę. Bardzo pomagali oczywiście sami ludzie - Ezrze zdarzało się często prowokować Gryfona, ale jakoś nie wychodził na tym źle. Podobnie z Fire, która pozwalała sobie zdecydowanie na zbyt wiele. Najwyraźniej u Leo przeważała lojalność i nie był w stanie skrzywdzić tych, na których mu zależało. Teraz jednak Krukonowi należała się jakaś zemsta, tylko Leo nie chciał masakrować go tak już na wstępie. Trzeba zaczekać aż opadnie czujność...
Na cudowną grę aktorską przyjaciela uśmiechnął się dumnie i uniósł ręce, prężąc mięśnie jak na jakimś pokazie. Ostatecznie znowu się roześmiał, wsuwając dłonie do kieszeni spodni.
- Trochę liczyłem na to, że jest ci ciepło i rozbierzesz się sam dla siebie - przyznał, patrząc krytycznie na te warstwy ubrań, w których Clarke się męczył. Leo uwielbiał plażowe stroje i kompletnie nie rozumiał, jak ktoś może w takiej sytuacji upierać się przy eleganckich kreacjach. Przecież Ezra będzie wyglądał świetnie bez tej marynarki i koszuli...
- Ej - zaczął, nie patrząc na Ezrę, tylko na kuszącą wodę w basenie, która znajdowała się za plecami jego rozmówcy. - Myślałeś, że możesz tak po prostu mnie ochlapać? - Zahaczył stopą tył nóg chłopaka i jednocześnie przyłożył dłoń do jego klatki piersiowej. Uśmiechnął się promiennie, po czym popchnął Ezrę do tyłu, podcinając go tak, aby nie miał szans na utrzymanie równowagi.
Był pewien, że woda w basenie nie jest taka zła!

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 683
  Liczba postów : 683
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 17:59

Najwyraźniej Ezra pokładał zbyt wielką ufność w dobrym sercu Vin-Eurico. Uniósł więc brwi z pytającym "hm?", kompletnie nie wyczuwając zbliżającego się zagrożenia. Ezra go tak ładnie komplementował, a on jeszcze chciał się mścić. To już nawet nie bezczelność. To zwyczajna podłość. Jeszcze w dodatku z tym promiennym uśmieszkiem - Ezra wiedział, że to się dobrze nie skończy.
- Nawet się... - Nie zdążył mu zagrozić, bo w tym momencie stracił równowagę i z olbrzymim pluskiem wpadł do wody. Trochę dostało mu się do oczu, trochę do ust, a reszta no to generalnie przyprawiała go o szok termiczny. Zakasłał, przez chwilę dochodząc do siebie.
- Momentami cię nienawidzę. Głupi Gryfon - rzucił do niego, przejeżdżając palcami po włosach i odgarniając je z czoła. To byłoby na tyle z jego pięknie wywijającej się do góry fryzury... - Zdajesz sobie sprawę, że układałem te włosy, prawda? I że ta marynarka nie kosztowała pięciu galeonów? - Już nie mówiąc o butach... No to teraz Leonardo uruchomił w nim tryb marudy.
Podparł się rękami o brzeg, żeby wydostać się z basenu. Wszystko teraz było takie ciężkie, że Ezra nawet nie miał wyboru i musiał zacząć te warstwy zdejmować. Bo ostatnie na co miał ochotę to bawić się teraz w suszenie. Aż tak źle w głowie nie miał.
Nie parząc na Leo, zaczął zdejmować buty, skarpetki, marynarkę i tę piękną nową koszulę, która teraz ciasno przylegała do jego ciała. No i Leo dopiął swego. Trzeba było jednak przyznać, że Ezrze ulżyło, kiedy zdjął te wszystkie ubrania, więc nienawidził Vin-Eurico trochę mniej.
- Jak brzmiało to zaklęcie transmutujące? - Skoro już mieli pływać to jednak z tymi spodniami trzeba było coś zrobić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 623
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 18:34

Chyba troszkę przegiął - kara nie była adekwatna do zbrodni... ale Leo miał za dobry humor, a Ezra zbyt uroczo wyglądał cły przemoczony, aby się tym przejmować.
- Rzecz w tym, że resztę czasu mnie uwielbiasz. - Przysiadł na brzegu basenu, wsuwając nogi do wody. Chłodna, przyjemnie orzeźwiająca. Clarke nie miał na co narzekać! - Zdajesz sobie sprawę, że marudzisz gorzej niż kobieta, która ma okres? Przeżyjesz, wyglądasz całkiem seksi - machnął lekceważąco ręką na zrzędzenie przyjaciela. Nie mógł się powstrzymać od obserwowania tego małego striptizu i uśmiechnął się słodko, żeby Ezra też się przestał boczyć. - No, jednak się rozbierasz, dobrze. Gdybyś zrobił to wcześniej, tak jak prosiłem... - przymknął się, aby nie dolewać oliwy do ognia. Gwizdnął żartobliwie, gdy Krukon w końcu pozbył się też koszuli - poważnie, Leo nie rozumiał problemu, przecież wyglądał dobrze! Nie można było tak od razu?...
- Pytasz mnie o zaklęcie? Musisz być serio zdesperowany... - podparł się rękoma o trawę za sobą i odrzucił lekko głowę do tyłu, spoglądając na jasne niebo. - Jeśli myślisz, żeby jakoś się zemścić za zemstę... to nie rób tego. - Przymknął powieki, napawając się ciepłym popołudniem i czekając, aż Krukon doprowadzi się do porządku.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 824
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 832
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 18:44

Bardzo cieszyłam się, że Will jednak pojawi się na balu kończącym rok - zmienił swoje plany by przyjść tutaj chociaż na chwilę, za co byłam mu piekielnie wdzięczna. Zupełnie wyparłam z pamięci naszą sprzeczkę, ale również to jak się o niego martwiłam - tego dnia istniał dla mnie tylko bal i wspólnie spędzone chwile. Założyłam czarną sukienkę, która mimo swojej długości była bardzo przewiewna i idealni pasowała na taką pogodę.
Gdy już się spotkaliśmy objęliśmy się ramiona i podążyliśmy w stronę boiska.
- Przestań, Walker, nikt nie będzie mnie pożerał wzrokiem - rzuciłam z uśmiechem - Masz zbyt bujną wyobraźnię.
Wiedziałam, że w ten sposób Will mnie komplementuje i trudno ukryć, że cieszyło mnie to, aczkolwiek odrobinę bałam się, że może go ponieść z zazdrości.
Gdy doszliśmy do boiska Quidditcha z trudem powstrzymałam przekleństwo - kto wpadł na pomysł by zalać boisko wodą? Spojrzałam na Willa nie mogąc wydusić z siebie słowa.
Nawet się nie obejrzałam, a podeszliśmy do nauczyciela transmutacji, który zmienił nasze ubrania w stroje kąpielowe - mój był jednoczęściowy i miał taką samą górę jak sukienka, którą jeszcze przed chwilą miałam na sobie.
- Świetny gust, pani profesorze - rzuciłam ze śmiechem do @Liam S. Dear, bo mój strój był naprawdę gustowny. Ścisnęłam dłoń Willa i zbliżyliśmy się do basenu.
- Opanuj się - rzuciłam z uśmiechem - Tutaj będzie mnóstwo dziewcząt w większym negliżu niż ja.

______________________







Lotta Hudson
What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 447
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 19:46

Bridget zawsze starała się zrobić dobre wrażenie na chłopcach znajomych, kiedy szykowała się na tego typu imprezy. Zazwyczaj stawiała na klasyczne kroje, suknie do ziemi, mocniejszy makijaż - lecz gdy tylko zaczęło robić się cieplej na zewnątrz, dziewczyna stwierdziła, że nie ma opcji, by wpakowała się w ubrania sięgające od szyi do stóp, bo definitywnie umrze z gorąca. Postanowiła więc ubrać krótszą sukienkę, zwiewną, lecz wciąż nadającą się na zakończenie roku. Co prawda była czarna, lecz odsłaniała plecy. Nie umalowała się jakoś mocno ze względu na pogodę i nawet nie wiecie, jak się ucieszyła z tego powodu, gdy tylko zjawiła się nad... basenem?
Woda?!
Bridget stanęła jak wryta i rozejrzała się dookoła. Całe boisko było zmienione w ogromny zbiornik z wodą, co było o tyle dziwaczne, że prawie nikt nie wyglądał na przygotowanego na tego typu wydarzenie. Nieopodal stała @Lotta Hudson razem z @William Walker. Bridget podeszła do nich i uśmiechnęła się na powitanie.
- Cześć - powiedziała, obdarzając siostrę buziakiem w policzek, a Williama delikatnym skinieniem. Powoli zaczynała się przekonywać do tego wyniosłego Krukona. Może nie był najprzyjemniejszym człowiekiem na tym świecie, ale Lotta wydawała się być z nim szczęśliwa, a dla Bridget to było zdecydowanie ważniejsze niż jej własna opinia na temat chłopaka. - Will, wiedziałeś o tym? - zapytała skinąwszy głową w stronę wody. On też był prefektem, może wiedział o czymś wcześniej i to Bridget była spóźniona?

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known that when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 558
  Liczba postów : 785
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 19:52

Otrzymałam kilka zaproszeń na ten bal - kilku naprawdę miłych chłopców chciało zabrać mnie ze sobą, ja wiedziałam jednak, że przyjęcie kończące szkołę jest bardzo ważne i, że zamiast tracić ten czas na flirty powinnam spędzić go z najdroższą mi osobą, więc postanowiłam się wybrać się tam w towarzystwie mojego najdroższego przyjaciela - @Rayener Arthas. Nie wystroiłam się jakoś szczególnie - ze względu na to, że bal odbywał się na powietrzu wybrałam trochę luźniejszą, aczkolwiek wciąż dość elegancką sukienkę. Całość zwieńczyłam delikatnym makijażem i lekko skręciłam włosy. Umówiłam się z Rayem w pokoju wspólnym.
- Cześć Ray - rzuciłam całując chłopaka w policzek - Idziemy?
Mój przyjaciel wyglądał oczywiście niezmiernie przystojnie, więc w towarzystwie tak uroczej panny stanowił idealny obiekt zazdrości i westchnień. Ruszyliśmy z pokoju wzbudzając zazdrość - no bo w końcu byliśmy najbardziej uroczą parą tego wieczoru! Już po chwili wędrówki znaleźliśmy się przy szkolnym boisku Quidditcha - widok który ujrzałam totalnie mnie zatkał.
- O CHOLERA RAY CZY TY TO WIDZISZ!!!? - wykrzyczałam ściskając ramiona przyjaciela. Kochałam pływać i w wodzie czułam się jak ryba, Ray również wykazywał zamiłowanie do sportów wodnych, więc boisko wypełnione wodą było spełnieniem (przynajmniej moich marzeń). Pociągnąłem Ślizgona za rękę i podbiegłam do mojego brata (@Liam S. Dear), który jako nauczyciel transmutacji przemieniał piękne suknie w stroje kąpielowe.
- Cześć braciszku - powiedziałam ku niezadowoleniu Liama całując go w policzek na powitanie. Nie lubił zbytnio, gdy w tak otwarty sposób okazaliśmy całemu światu, że jest naszym bratem.
Nie przedstawiłam Raya - w końcu Liam go uczył, poza tym mój brat przynajmniej kojarzył moich najbliższych znajomych, więc wydawało mi się naturalne, że nie muszę tego robić.
- Proszę o ten biały, jednocześciowy w niebieskie wzorki, pamiętasz? - rzuciłam w stronę brata. Na szczęście Liam pamiętał ten strój, więc już po chwili w nim stałam. Gdy Ray również wylądował w kąpielówkach rzuciłam do niego z promiennym uśmiechem:
- Idziemy?
Wiedziałam, że to będzie udana impreza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Leicester, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 193
  Liczba postów : 122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14586-eric-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14594-prawie-irlandczyk-do-uslug
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14598-fiolek-sowka-erica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14599-eric-henley




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 20:10

Gryfon nie mógł doczekać się tegorocznego balu. Tym razem nie chodziło jednak tylko o to, że oznaczał oficjalne zakończenie roku i kilka godzin niezobowiązującej zabawy. Dzisiejszy wieczór Eric miał spędzić z poznaną kilka dni temu na trybunach dziewczyną, w której prawdopodobnie udało mu  się już zadurzyć. No a tak przynajmniej wynikałoby z korespondencji wymienianej z Valentine, jego starszą siostrą. Jako przyszła pani doktor miała Ona tendencję do stawiania diagnoz w najróżniejszych przypadkach, a te związane z życiem uczuciowym młodszego braciszka należały bez wątpienia do jej ulubionych. Właściwie to nawet nie planował zdradzać jej szczegółów spotkania, a tylko pochwalić się faktem posiadania partnerki na bal, ale ostatecznie Val wyciągnęła z niego dosłownie wszystko. Z jednej strony uświadomienie mu, że rodziło się w nim jakieś uczucie nie było najlepszym pomysłem, wprowadzało bowiem jeszcze większe napięcie, ale twierdziła Ona jednak, że ta Ślizgonka też nie jest obojętna na jego osobę, może nawet jej się podobał, a to z kolei napawało go sporym optymizmem. Poza tym zasypała go całą setką porad dotyczących odpowiedniego zachowania przy dziewczynie, nie wspominając już o tych odnośnie właściwego stroju. Tych ostatnich oczywiście nie miał zamiaru wprowadzać w życie, nie chciał wyglądać jak minister magii, zwłaszcza, że było o wiele za ciepło na fraki czy coś w tym rodzaju. Zamiast tego założył proste, brązowe spodnie, schludną, białą koszulę, której rękawów Val zabroniła mu podciągać i ciemnoniebieską muchę zawiązaną pod szyją. Włosy też miał względnie uczesane, albo nawet trochę ulizane, ale co jakiś czas łapał się na tym, że próbował zmierzwić je dłonią, bo czuł się nieswojo z takim ładem na głowie. I tak maszerował w wyznaczone, trochę z obawami o przebieg tego wieczoru, w końcu nieczęsto chodził na randki, ale raczej pełen optymizmu. Ostatecznie pozostanie mu darmowy bufet, drinki i przyjaciele, których nie udało mu się jeszcze dostrzec w drodze na stadion zamieniony w salę balową, ku jego uciesze zresztą. Eric pałał ogromną sympatią do imprez na świeżym powietrzu, zwłaszcza po ostatnim hucznym weselu jego kuzynki w Irlandii, na którym to zresztą odkrył swój taneczny talent. Bawił się wtedy niesamowicie, dlatego liczył, że i tym razem będzie podobnie, nawet bez Valentine. Liczył na jakiś solidny, drewniany parkiet do szalonych pląsów, prawdziwą orkiestrę grającą jakieś skoczne kawałki i kilkuosobowe stoliki przy których spędziłby czas z przyjaciółmi objadając się bez opamiętania. Tym większe było jego zdziwienie, gdy zobaczył basen i kilku roznegliżowanych uczniów, w tym tego wielkoluda Leonardo. Na ten widok najzwyczajniej w świecie opadła mu szczęka i prawie wypuścił trzymane w dłoniach lilie, jedną białą, drugą czerwoną. Natychmiast poczuł się głupio i nie na miejscu w swoim stroju, ale też dziękował w duchu, że zachował się asertywnie i nie wdział fraku, jak sugerowała mu siostra. Nie do końca wiedział co o tym wszystkim myśleć. Rozejrzał się po całym tym miejscu i z ulgą stwierdził, że inni też są tak samo skonsternowani jak On. Dobrze, czyli to chyba jednak nie wina  niedoczytania ogłoszenia, co w gruncie rzeczy zdarzało mu się dość regularnie, a tej całej niespodzianki. Kurczę, spodziewał się co najwyżej jakiejś sławnej osoby czy zespołu muzycznego, ale nie czegoś takiego. Nie wiedział jak się zachować, nigdy nie był na tego typu imprezie, po prostu stanął jak wryty. Po chwili zastanowienia przypomniał sobie, że przecież czekał na swoją partnerkę, dlatego cofnął się i stanął obok wejścia na stadion eksponując trzymane Lilie.


Ostatnio zmieniony przez Eric Henley dnia Pon Cze 26 2017, 20:15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 20:13

To była długa podróż. Ledwo wróciła z Hiszpanii, a już musiała szukać sukienki odpowiedniej na bal kończący szkołę. Wraz z wrześniem miała już nigdy nie wrócić w mury tego zamku, a przynajmniej do momentu podjęcia pracy. Jednak wróćmy do balu... Sukienek miała masę, jednak żadna nie nadawała się na tę "szczególną" okazję. Reszcie natrafiła na jednyną, która jej zdaniem się nadawała. Czarna sukienka prezentowała się na niej znakomicie, tym bardziej z rozpuszczonymi włosami. Ostatnio zauważyła, że chodziła tylko w czarnym.
Założenie szpilek nie było najlepszym posunięciem zważywszy na to, gdzie odbywała się impreza. Z grymasem na ustach ściągnęła swoje buty i trzymając je za paski ruszyła w stronę basenu, gdzie przez chwilę zanurzała to wynurzała swoje palce. Musiała przyznać iż woda była idealna do pływania. Dobrze, że miała ładną bieliznę. Mimochodem rozejrzała się po zebranych szukając osoby z którą byłą tutaj umówiona. @Lucas Kray. Ciekawa również była czy @William ''Olii'' Olsson przyjdzie na zakończenie czy też nadal leczył kaca. Ria przynajmniej była na tyle mądra aby zażyć eliksir na niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 916
  Liczba postów : 756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 20:54

Mikkel nie znosił pogody, w której nie mógł ubrać kurtki. Dlatego dzień balu był dla niego tragedią od samego początku. Nie mógł ubrać garnituru, bo impreza była w plenerze. Nie mógł też przecież wyjść w zwykłym t-shircie, bo to jednak wciąż był bal. Słowem, był w kompletnym rozdarciu. Koniec końców zdecydował jednak, że większą wagę przywiąże do słowa "plener" niż do słowa "bal". Wybrał więc białą koszulę z krótkim rękawem oraz bakłażanowe spodenki. Wyglądał mało odświętnie, ale tak jak zwykle dobrze. Przyszedł w miejsce podane na ogłoszeniu - boisko Quidditcha i zaczął w duchu dziękować Merlinowi. Udało mu się wstrzelić idealnie. Było to bardziej beach party a nie żaden bal. Wtem jego oczom ukazał się najpiękniejszy widok tego dnia. Basen! Basen wielkości bosika Quidditcha. Uwielbiał wodę. W jakiejkolwiek postaci. A basen to była zdecydowanie ta najlepsza. Zauważył jakieś niepocieszone miny wśród tłumu, ale nie zamierzał się nimi przejmować. Co to im przeszkadzało? Nie umieli jednego prostego zaklęcia transmutującego? Jakoś nie mógł w to uwierzyć. A jednak profesor Dear dzielnie pomagał tym gapom, którzy rzeczywiście nie umieli zmienić sobie ubrania.
Mikkel zdecydował się od razu wejść do basenu. Nie potrzebował nauczyciela. Sam rzucił zaklęcie i już był w długich spodenkach do pływania. Po chorobie wyglądał jak małe chucherko. Co prawda, powinien unikać zbyt dużej aktywności fizycznej, ale nie odpuściłby takiej okazji. Praktycznie wbiegł do wody i chwilę później był całkowicie zanurzony. Nie chciał jednak wyglądać na idiotę, więc przepłynął tylko kawałek i wrócił do krawędzi basenu. Zauważył, że @Oriane L. Carstairs wyraźnie na coś czekała. Zamierzał więc zaoferować jej wejście do środka.
- Zapewniam, że lepsza impreza będzie w środku - krzyknął, zbliżając się w jej kierunku, rozchlapując trochę wody. Była idealna temperatura na pływanie. Organizatorzy także zadbali, żeby woda w basenie nie była lodowata, ale też nie gorąca. Dokładnie kilka stopni niższa od temperatury powietrza. Cudownie.

______________________


Mikkel Carlsson

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 107
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14603-erin-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14607-erin-fox#389201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14606-erin-fox#389196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14605-erin-fox#389150




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 20:55

Już jakiś czas temu Erin upatrzyła sobie sukienkę i uznała, że musi ją mieć na bal. Długo zajęło jej znalezienie i kupienie upatrzonego ciuchu, ponieważ za nic nie potrafiła sobie przypomnieć, gdzie to cudo widziała. Koniec końców, znalazła sukienkę, w której teraz powoli kroczyła w stronę boiska. Zrobiła też delikatny makijaż, ze względu na temperaturę, w końcu bal miał odbyć się na zewnątrz. Liczyła, że teren, na którym będzie odbywać się bal, będzie jakoś pokryty drewnem czy czymś, bo chodzenie po trawie w obcasach nie wydawało się zbyt dobrą perspektywą.
Dziewczyna w końcu dotarła do wejścia i rozejrzała się za swoim partnerem. Nie było ciężko go znaleźć, raczej nikt inny nie przyszedł tu z liliami... dwiema. Dziewczynę zamurowało, ale po chwili po prostu chciało jej się śmiać. Wiedziała, że nie każdy wie jak i jakie kwiaty powinno się wręczać, ale żeby i podstawowa wiedza mu umknęła. Szybko jednak przestało jej być do śmiechu gdy mężczyzna odwrócił twarz w jej stronę. Dosłownie ją zamurowało, jak mogła go nie poznać. Oczywiście nie była jeszcze świadoma, że za wejściem czeka ją kolejne zaskoczenie, jeszcze gorsze niż tożsamość kolegi z trybun. Dlaczego ona go nie poznała, te oczy... wtedy wydawały jej się takie znajome, mimo to nie domyśliła się. Dotarło też do niej, że on pewnie też jej nie poznał i tylko dlatego zaprosił ją na bal. W innym przypadku pewnie poczekałby na tłuczek i wyrzucił ją prosto na niego przez barierkę.
Wiedziała, że to się dobrze nie skończy ale ruszyła w stronę Erica. Liczyła, że nie zareaguje tak jak ona się spodziewała, albo przynajmniej mniej gwałtownie. Może ten bal pomoże im jakoś się dogadać? Choć właściwe było to wątpliwe. Mimo jej szczerych chęci, chłopak ostatnio nawet nie chciał słuchać jej tłumaczeń. Niby dlaczego miałby teraz jej słuchać?
Podeszła do chłopaka od tyłu i  nachyliła się do jego ucha.
- Wiesz, że cię nie poznałam. Ale Ty mnie chyba tak, skoro już na wejściu dostaję pogrzebowe kwiaty. Wiesz, że parzysta ilość kwiatów, zarezerwowana jest na uroczystości pogrzebowe? - Zaśmiała się cicho i poczekała aż chłopak się odwróci. Uśmiechnęła się do niego ciepło, licząc, że nie wybuchnie i co gorsza, nie zarzuci jej, że go poznała i postanowiła z niego pożartować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Leicester, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 193
  Liczba postów : 122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14586-eric-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14594-prawie-irlandczyk-do-uslug
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14598-fiolek-sowka-erica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14599-eric-henley




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 21:50

Gdy usłyszał obok ucha melodyjny głos dziewczyny i poczuł jej ciepły oddech na karku, uśmiechnął się pod nosem. Valentine jednak nie miała racji gdy pisała, że dziewczyny mają tendencję do celowego spóźniania się na umówione spotkania. A może miała, ale Ślizgonce aż tak śpieszyło się do spotkania z nim, że postanowiła robić wyjątek i potraktować go w wyjątkowy sposób? Całkiem podobała mu się ta wizja.  Już szykował sobie zabawną odpowiedź na jej zgryźliwy komentarz, ale gdy tylko obrócił się do swojej partnerki po raz kolejny tego wieczoru opadła mu szczęka. I to bynajmniej nie dlatego, że dziewczyna wyglądała zjawiskowo - chociaż prawdę mówiąc wyglądała. Wieczór pełen niespodzianek, nie ma co.
- Co? - bąknął zaskoczony. Chciał, żeby Erin po prostu przyszła wyśmiać jego brak wiedzy o florystyce, ale ten głos. Nie mógł zapomnieć tego głosu, nie po tym jak na stadionie szeptała mu do ucha .
-Tak, to ilość w pełni adekwatna do sytuacji - odparł po chwili z kwaśnym, ale wciąż uśmiechem na twarzy - Proszę - dodał wręczając jej kwiaty – Mam nadzieję, że dobrze bawiłaś się moim kosztem na stadionie, wszyscy w Slytherinie już wiedzą jaki ze mnie frajer? - zapytał z goryczą w głosie - Zresztą nieważne, możesz już wrócić do swojego partnera - powiedział oschle – Ahh, i wyglądasz dziś naprawdę niesamowicie- dodał zupełnie szczerze przełamując ucisk w gardle, tak, żeby chociaż nauki Valentine nie poszły w las.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 22:09

Ruth miała mieszane uczucia co do tego balu. Po raz pierwszy chciała się pokazać wszystkim z Dorienem i to sprawiało, że czuła się szczęśliwa jak nigdy dotąd, w końcu przechodząc do zupełnej normalności z ich związkiem, ale jednak na balu mogła spotkać Caluma, Mikkela, Liama, Ezrę i kilka innych osób, z którymi nie chciała się dziś sprzeczać. Faktem też było, że po ostatniej wymianie listów z Calumem miała ogromne wyrzuty sumienia i gdyby mężczyzna nie pojawił się na balu, najpewniej odebrałaby to jako swoją winę, całkowicie tracąc dobry humor.
Jej wątpliwości i nieustanne zamartwianie się rozwiał sam Dorien, który odebrawszy ją z mieszkania nie pozwolił kobiecie ani przez chwilę przestać się uśmiechać. Kochała go coraz mocniej z każdą minutą i bardzo, ale to bardzo jej zależało, żeby ten wieczór był wyjątkowy, bez starć i niepotrzebnych emocji. Miała u boku kogoś, przy kim czuła się szczęśliwa, tylko to się liczyło.
Z tego wszystkiego nawet nie ruszyła tematu sukienki, a przede wszystkim dopasowania jej do tematyki balu. I tak była tajemnicą, więc Ruth jakoś nie przyszło do głowy, żeby jeszcze tym się zamartwiać. Poza tym, jej matka zwariowała przez ten Wizengamot i w ramach jednego z kilkudziesięciu prezentów, jakie przysłała córce od momentu, w którym się dowiedziała, że jednak wybiera magiczny sąd jako swoją ścieżkę kariery, była suknia przeznaczona na bal końcoworoczny, uwaga, z Libanu. Z Libanu. Jej matce tak odbijało na punkcie tego Wizengamotu, że pofatygowała się niemal na drugi koniec świata, żeby finalnie ubrać córkę jak Elsę z Krainy Lodu. Czy ktoś pamięta, jaką fryzurę nosiła Ruth przez cały rok? A jakże, warkocz. Panie @Calum O. L. Dear, już można zacząć śpiewać "Mam tę moc".
Zjawili się z @Dorien E. A. Dear, kiedy część osób już się chlapała w wodzie... Zaraz, co? Co to za basen? Ruth stanęła jak wryta, wpatrując się w basen tak mocno, jakby samym wzrokiem miała go przemienić z powrotem w murawę.
-Kotku, ja... Kiepsko pływam, tak przede wszystkim - odetchnęła ciężko, zszokowana tematem imprezy, usiłując się skupić na wodzie, w której radośnie pluskali się już @Ezra T. Clarke i @Mikkel Carlsson. Ezra wyglądał jednak na mniej zadowolonego, poza tym - miał na sobie pełne ubranie.
-Dorien, przepraszam cię na chwilę - rzuciła szybko i w tej elzowej sukience pobiegła wzdłuż basenu ratować przyjaciela, który zdążył się już wspaniałomyślnie wygramolić i zacząć rozbierać. Panie Clarke, nie tak szybko, może najpierw jakaś kawa? Ruth spojrzała w bok. Oczywiście, Leo.
-Ezra... - jęknęła ciężko i wyciągając różdżkę najpierw rzuciła na pozostałości jego ubrania zaklęcie osuszające, a potem przetransmutowała resztę odzienia znajdującą się na krukonie w jakiś normalny strój plażowy. Mógł sobie teraz wybrać, co będzie robił, miał w końcu dwa komplety, tylko buty chyba trochę się wypaczą, niestety. Była czarodziejem, a nie szewcem. - Jak dzieci... - westchnęła jeszcze, nie przeszkadzając im już więcej i wróciła do Doriena, starając się nie zauważać chlapiącego się w wodzie Mikkela. Czy Carlsson w ogóle wiedział, że ona się z kimś spotyka? I gdzie jest Calum?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 445
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 640
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 22:12

Dawno, dawno temu chodziłem do pewnej szkoły magicznej w Szwabolandzie, zwanej Trausnitz. Miałem tam s¬erdecznego ziomka, którego poznałem dzięki mojej siostrze – na imię mu było Bastian, ale wołałem na niego Bas. Bas był obywatelem Serkolandii, zwanej przez niefajnych, poważnych ludzi Szwajcarią, a jego głównym zajęciem było muzykowanie. Niestety przez moje przenosiny do Anglii nasza bliska znajomość bardzo się rozmyła – i chociaż widywaliśmy się w wakacje i pisaliśmy do siebie listy, to niestety nie było tak fajnie jak dotychczas.
I nagle zmiana – dostałem list od mojego starego druha, że w przyszłym semestrze przenosi się do Hogwartu (cieszyłem się cholernie, ale byłem zly, bo ten głupi luj niczego mi nie wytłumaczył) i że pojawi się na balu na zakończenie. Totalnie mnie zamurowało, ale nie mogłem narzekać – szczerze powiedziawszy umierałem z radości, chociaż w życiu bym się do tego nie przyznał.
Z racji tego, że bal odbywał się na świeżym powietrzu zrezygnował z garniaka i założyłem koszulę w zestawie z luźniejszymi spodenkami (o takie coś) - później gdy szedłem w stronę boiska i dowiedziałem się, o tym że bal odbywa się w wodzie to dziękowałem sobie za tę stylówkę - nie musiałem się przebierać, te spodenki były idealne do pływania. No ale nieważne.
Zgodnie z prośbą przyjaciela zaopatrzyłem się w tajny alkohol - trochę się przy tym naczarowałem. Dużą butelkę ognistej whiskey zmniejszyłem i zaczarowałem w taki sposób, by dla każdej osoby, która na nią spojrzy (z wyjątkiem mnie, rzecz jasna) wyglądała na mały flakonik męskich perfum.
Szczerze powiedziawszy zupełnie wypadło mi z głowy, że wypadałoby na ten bal ogarnąć jakąś dziewuszkę - no ale cóż, mówi się trudno. Towarzyszkę mogłem sobie znaleźć w każdej chwili, teraz liczył się kumpel. Bros before hoes!
Gdy doszedłem na miejsce nie specjalnie oglądałem się za basenem, roznegliżowanymi dziewczynami, ani innymi atrakcjami. Pierwsze czym się zająłem to szukanie w tłumie Szwajcara. Poszło mi dość szybko - oczywiście siedział przy pianinie.
- BAS, TY WIELKI KURWIU - wrzasnąłem tak głośno, że najbliżej stojący ludzie zaczęli się na mnie gapić, po czym jak jakiś jebnięty pobiegłem w stronę tych jego cymbałków.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 107
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14603-erin-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14607-erin-fox#389201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14606-erin-fox#389196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14605-erin-fox#389150




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 22:18

Chłopak zareagował tak jak się spodziewała, czyli po prostu z góry założył, że to wszystko to był jeden wielki żart i chciała Go tym jedynie upokorzyć. Naprawdę zrobiło jej się przykro, na tyle, że nie odezwała się póki chłopak nie skończył mówić. Nic złego nie zrobiła, a Eric i tak dał radę sprawić by przez moment poczuła się tak, jakby naprawdę była winna. Uśmiech zniknął jej z twarzy i opuściła wzrok.
- Stoję obok swojego partnera. - Prawie wyszeptała te słowa. Zwykle udawało jej się zachować maskę, jaką wdziewała w takich sytuacjach, ale jeśli na czymś jej zależało, całą ta iluzja znikała, dokładnie jak teraz.
- Owszem, dobrze się bawiłam, ale nie twoim kosztem. Jednak jeśli tak uważasz, nie będę ci już psuła balu. - Uśmiechnęła się krzywo i obróciła na pięcie. Skoro On nie miał ochoty na jej towarzystwo to nie zamierzała się narzucać. Z resztą nie mogła się tak przy wszystkich rozpłakać, a jeszcze kilka minut takiej rozmowy i na pewno się to stanie.  Jeszcze jakiś czas temu obrzucali się nieprzychylnymi spojrzeniami i czasem wymienili kilka kąśliwych uwag. Ślizgonka zdążyła do tego przywyknąć, chociaż z początku było równie ciężko jak teraz. Ale po tym czasie spędzonym na trybunach, gdzie zachowywali się tak jakby tamto głupie spóźnienie nie miało miejsca, było jej strasznie przykro. Znów zaczęło jej zależeć na tej znajomości, chyba nawet bardziej niż poprzednio. Eric jednak i tym razem założył, że się zabawiła Jego kosztem i znów się mylił.
- Też świetnie wyglądasz. - Rzuciła jeszcze przez ramię i go wyminęła. Przeszła jej ochota na ten bal, ale skoro już się tu pojawiła to posiedzi chwilę i zwinie się za jakiś czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 416
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 22:25

Dobra, byłem trochę zazdrosny, ale kto by nie był na moim miejscu? Miałem przy sobie piękną dziewczynę, która teraz będzie latała przy wszystkich w skąpym stroju. Musiałem się ogarnąć, przecież nie ona jedna, prawda? Podeszła do nas @Bridget Hudson, a ja uniosłem brwi. Byłem przekonany, że raczej średnio za mną przepadała. Posłałem jej uśmiech, a potem pokręciłem głową.
- Wygląda na to, że postanowili zrobić niespodziankę. – rzuciłem w jej stronę.
Wydawało mi się to co najmniej dziwne. Czy pracownicy Hogwartu pragnęli rozrywki, więc postanowili pstrykać zdjęcia z ukrycia reakcjom na basen, żeby później móc się z nich śmiać?
Nie rozumiałem zupełnie jaka była korzyść z tej niespodzianki. Wszyscy się szykowali na bal, a tu proszę – impreza nad basenem! Wzruszyłem ramionami, objąłem moją dziewczynę i wtuliłem policzek w jej włosy.
- Masz zakaz patrzenia na innych mężczyzn. – mruknąłem widząc te wszystkie gołe klaty.
Nie chodziło o to, że byłem niepewny siebie i swojej aparycji. Dajmy spokój byłem nieziemski, ale nie uśmiechało mi się patrzeć jak moja dziewczyna gapi się na innych. Miałem nadzieję, że zadowoli się tym co ma. Tym bardziej, że to nasze ostatnie kilka godzin razem, a potem czar pryśnie kiedy będzie trzeba się pożegnać.

______________________


Life is the truth inside the lie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 461
Dodatkowo : kapitan drużyny Huffu
  Liczba postów : 582
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13545-gemma-harper-twisleton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Cze 26 2017, 22:35

Pomysł ze zrobieniem balu na boisku od razu spodobał się Gemmie. Z tym miejscem wiązało się tyle dobrych wspomnień... W zasadzie to jedno, ale za to jakie dobre.
Doszła do wniosku, że skoro impreza odbywa się na powietrzu, to pewnie nie jest zbyt oficjalna. A tak przynajmniej tłumaczyła się ze swojej sukienki koleżankom z dormitorium. W rzeczywistości i tak by ją założyła, ale o tym nikt nie musiał wiedzieć. W każdym razie, dziewczyny zaczęły już ją trochę wkurzać prośbami czy mogą jej zrobić makijaż, albo chociaż pożyczyć porządne buty. Czym prędzej uciekła z sypialni do chłopaków i jak się szczęśliwie okazało znalazła towarzysza w postaci @Gregory Wilkox, który nie zdążył się jeszcze z nikim umówić.
Przez całą drogę na błonia opowiadała chłopakowi o komiksowych bohaterach, których przedstawiała jej sukienka i zamknęła się dopiero, kiedy dotarli na płytę boiska. Nie, nie zamknęła się - oniemiała. Kilka sekund stała z rozdziawioną buzią, na której w końcu wykwitł szeroki uśmiech.
- O w kurweczkę - wykrztusiła w końcu i nim ktokolwiek się obejrzał stała już bez butów. Wcisnęła trampki w dłonie Grega i już w biegu wrzasnęła:
- Ostatni w wodzie jest obwisłym cycem!
Ani trochę nie zwalniając, odbiła się od krawędzi basenu i wskoczyła do wody na bombę. Nawet nie zdążyła pomyśleć o tym, żeby zmienić strój. Nigdzie nie wisiał żaden regulamin basenu, więc w razie problemów zamierzała się bronić.

______________________



THE NAME'S TWISLETON... GEMMA TWISLETON.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 15  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-