IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 6 ... 9, 10, 11 ... 15  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1573
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1504
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Sob Mar 25 2017, 11:59

First topic message reminder :

Wydawało się, że Daisy gra całkiem spokojnie, bo ani nikt w nią nie uderzał tłuczkami, ani ona sama nie próbowała tego robić. Nic dziwnego, że łapanie kamyków wychodziło jej tak świetnie i miała ich już dobry tuzin. Śmigała na swojej super miotle, nie dając się trafić żadnemu tłuczkowi, które chociaż nie odbijane w jej stronę, to wydawały się same za nią latać. I znowu jeden z nich był wyjątkowo uparty i Daisy już widziała śmierć w oczach i niemalże wyobraziła sobie jak ląduje na ziemi razem z koszem kamyków, które rozsypują się dookoła i może jeszcze połamaną miotłą. Przyśpieszyła jednak i przechytrzyła wszystkie te okropne piłki, w końcu miała z nimi niemałe doświadczenie. Złapała przy okazji jeszcze parę kamyków, szło jej naprawdę wyśmienicie.

Kamyczki: 2-> 6+6=12
Tłuczki: 2->1-> 4
Przerzuty: 14-> 11

______________________



Oh, we are magnificent
The selfish I can't see itself
When it shoots across the fall
It can never be destroyed
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 449
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 788
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Cze 30 2017, 23:19

Bridget również nie mogła trzymać się z dala od tego przystojnego Krukona. W zasadzie od imprezy, którą organizowała Lotta, ich relacje znacznie się ociepliły. Co prawda nigdy nie były oziębłe, jednak Theo przez jakiś czas po spotkaniu w sali z niebieskimi światłami był wycofany i nie nawiązywał z dziewczyną kontaktu, co diametralnie się zmieniło. Puchonka nie posiadała się ze szczęścia, że tak niesamowity koleś w ogóle zwrócił na nią uwagę! Ba, wydawał się być zachwycony tym, że ona tę uwagę odwzajemnia i tym sposobem stworzyli bardzo dobry układ.
Przytaknęła, gdy poprosił ją do tańca. W dzieciństwie przez moment tańczyła balet i ogólnie z koordynacją nie miała problemów, jednak nie można było o niej powiedzieć, że jest najlepszą tancerką na świecie. Zespół zaczął grać bardzo ładną, wolną piosenkę, do której para zaczęła tańczyć - najpierw nieco niepewnie, aby się wyczuć nawzajem, a potem już znacznie płynniej.
- Jesteś dobrym tancerzem - podsumowała Bridget z uznaniem w głosie.
Gawędzili o mało istotnych rzeczach, a z twarzy Bridget uśmiech nie schodził aż do momentu, gdy muzyka ucichła i przy mikrofonie pojawił się Calum z Lysandrem. Dziewczyna spojrzała ze zdziwieniem na Theo, a potem ponownie na scenę... z której rozległ się zawodzący, fałszujący głos Deara. Wyśpiewywał jakąś nędzną pioseneczkę skierowaną pod adresem Williama, który akurat opuszczał bal. Prawdopodobnie nie zaszczycił "artystów" nawet spojrzeniem. Bridget nie wiedziała, co miała o tym wszystkim sądzić. Jeszcze kiedyś przyklasnęłaby i zaczęła wtórować, ale odkąd William i Lotta byli parą i odkąd tak jakby umawiała się z jego najlepszym przyjacielem, nie czuła, aby było to w dobrym guście z jej strony. Zerknęła na Theo, by zobaczyć jego minę, po czym skrzywiła się niego.
- Żałosne, co nie? - zapytała retorycznie i dostrzegła, że siostra również opuszcza imprezę, prawdopodobnie przez tego idiotę, Caluma. - Nie mam pojęcia, czemu moja siostra nadal się przyjaźni z tym oszołomem. On ciągle jej robi na złość, wkurza ją albo zasmuca, a mimo to Lotta wraca do niego jak bumerang - skomentowała jeszcze i westchnęła cicho, przytulając się do Theo.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known that when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 211
  Liczba postów : 129
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12813-rayener-arthas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12818-relacje-rayenera-wielkiego-wspanialego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14402-raju#381403
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12817-rayener-arthas




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 00:08

Gdy ruszyli się napić, Rayener zaczął się rozglądać po całym boisku z myślą, kto znajomy się tutaj pojawił. Dopiero po chwili zorientował się, że Vivien nie ma już obok niego. Pobiegła w stronę mężczyzny ubranego w czarny garnitur. Rayener mógłby przysiąc, że nigdy go nie widział, chociaż zna większość jej kolegów, przynajmniej z widzenia. Cała sytuacja wyjaśniła się po chwili, gdy chłopak zdążył do nich dojść. Vivi od razu im sobie przedstawiła.
-Miło mi cię w końcu poznać. -skinął w stronę @Dorien E. A. Dear, uściskając jego dłoń. -Vivien dużo mi o tobie opowiadała.
Ray nie wyrywał się do rozmowy, wolał posłuchać co ma do powiedzenia rodzeństwo, tym bardziej, że nawet nie wiedział, na jaki temat mógłby rozmawiać z Dorienem. Wbrew pozorom chłopak słuchać potrafił i wcale nie było z nim tak, że nie potrafił się zamknąć nawet na chwilę. Stał spokojnie i grzecznie, jak na towarzysza zabaw przystało. Szczerze? Nie skupiał swojej uwagi na tym, o czym rozmawiają, bo każda taka rozmowa wygląda tak samo. "Jak się czujesz, co u ciebie? Tyle czasu minęło! Muszę ci opowiedzieć o wszystkim!". Patrzenie na studentki w bikini wydawało się być ciekawszym zajęciem. Po chwili dołączyła do nich partnerka Doriena. @Ruth Wittenberg została powitana przez ślizgona delikatnym uściskiem dłoni. Brat Vivien miał prawdziwe szczęście, będąc z tak piękną dziewczyną jak ona.
-Miło było poznać -powiedział do nich, gdy Vivi stwierdziła, że będą już szli. -Udanej zabawy!
No tak- zabawa. Przecież dopiero się rozpoczyna. Na pytanie o picie chłopak potrząsnął głową twierdząco, chcąc dodać, że picia nigdy nie odmawia, jednak po chwili się zorientował, że to w końcu przyjęcie szkolne i na jej terenie nie ma szans, żeby mieli okazję napić się czegoś mocnego. No tak.
-Mam tylko cichą nadzieję, że załatwiłaś jakiś alkohol?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 303
  Liczba postów : 668
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 00:27

Naprawdę nie miałem pojęcia, co mnie do tego podkusiło, ale entuzjazm Lysandra, ukradkiem upite kilka łyków przemyconej przez niego whisky i jakaś taka nieodparta chęć niepochlebnego wyrażania się o Walkerze zwyciężyła nad zdrowym rozsądkiem. Głupawe teksty wylewały się ze mnie jeden po drugim, mieliśmy mega ubaw, prawie płakałem ze śmiechu, tak samo jak Gryfon i ten pianista, który przeżył bliskie spotkanie z podłogą i ogólnie było spoko do momentu, gdy Lys nie wspomniał o nauczycielach. Zupełnie wyleciało mi z głowy, że przecież byli tu profesorowie, którzy mieli za zadanie nas pilnować, a ja tu właśnie nieźle odjebałem.
- Kurwa, spierdalamy - rzuciłem i pognałem za rosłym Gryfonem, starając się jakoś zlać w tłumie. Od biedy jakby przyszedł do nas Liam, jego jeszcze może udałoby się nam ugłaskać - jestem pewien, że sam nie trawił tego knypa. Ale Craine albo Fairwyn? Wolałem uciekać gdzie pieprz rośnie, niż stawiać im czoła. Straciłem ostatnio dużo punktów, może uda mi się uniknąć kolejnych?
Kiedy jednak przeciskałem się przez ludzi, dostrzegłem kątem oka, że Lotta również ewakuuje się z imprezy. Nie byłem pewny, czy to za sprawą naszego żartu, ale prawdopodobieństwo było dosyć spore, przez co poczułem się nieco gorzej. Zapomniałem o belfrach, okej, ale jak mogłem zapomnieć o niej? Jestem zupełnym idiotą...
- Hudson mnie chyba zabije - powiedziałem do Lysandra, rozglądając się jeszcze, czy nie kieruje się do nas jakiś nauczyciel. - Jak myślisz, wkleiliby nam szlaban za takie coś na koniec roku? - zapytałem jeszcze z czystej ciekawości. Przez całe osiem lat nigdy nie dostałem szlabanu, byłoby raczej chujowo, gdybym oberwał jednym tuż przed wakacjami, tym bardziej gdy zbliżałem się do realizacji mojego pierwszego zlecenia z pracy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 00:29

Nie był wcale wyśmienitym tancerzem, ale jakoś się ruszał. Ucieszył się, gdy Bridget zgodziła się zatańczyć, bo mimo wszystko uważał to za przyjemną czynność. Theo zawsze uważał, że mężczyzna w tańcu jedynie pomaga partnerce i stara się przedstawić ją w jak najlepszym świetle - i to właśnie w myśl tej zasady wirowali na parkiecie.
- Motywujesz mnie - zaśmiał się krótko i to wtedy podszedł do nich @William Walker. Theo skrzywił się, bo nie lubił pożegnań i najchętniej miałby przyjaciela zawsze obok... ale ostatecznie życzył mu miłych wakacji i wyraził nadzieję, że rozłąka szybko minie. Ledwie Will zaczął się oddalać, gdy jakieś pajace na scenie zaczęły robić z siebie idiotów. Evermore aż zadrżał ze złości, słysząc jak obrażany jest jego najlepszy przyjaciel.
Zacisnął szczękę z niezadowoleniem,​ posyłając wściekłe spojrzenia @Calum O. L. Dear i @Lysander S. Zakrzewski. Na szczęście miał cudowną Puchonkę, która jakoś próbowała odciągnąć go od planowania okrutnej zemsty (która nawet nie byłaby zbyt okrutna, bo Theo to pacyfista...).
- To się dopiero nazywa toksyczna relacja - prychnął jak niezadowolone kocię, po czym potrząsnął głową. Nie było co się denerwować, zapewne jakiś nauczyciel dopadnie tych bałwanów i tyle. Zresztą, Will już wychodził i pewnie wiele nie słyszał, a w tej sytuacji i tak nie było wiele do zrobienia. Po co ciągnąć jakkolwiek temat? To byłoby zniżanie się do ich nędznego poziomu.
Szkoda tylko, bo Theo lubił Lysandra i nie spodziewał się po nim takiego buractwa. Dobrze, że nie było tu Bianci!
- Uh, nieważne. Idioci. - Przytulił mocno Bridget, nie chcąc sobie dłużej zawracać głowy czymś takim. Odsunął się minimalnie i posłał dziewczynie blady uśmiech.
- Napijemy się czegoś? - Zaproponował, wskazując na bar.

______________________

True as it can be...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1091
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 233
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14564-florence-henderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14577-florence
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14574-florence-h
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14575-florence-henderson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 00:37

Nie zamierzałam pojawiać się na balu, ale w końcu przekonała mnie @Ruth Wittenberg mówiąc, że warto byłoby pojawić się tam chociaż na kwadrans, skoro to był bal kończący szkołę. Ubrałam się w białą, skromną sukienkę i przybyłam na miejsce. Ku mojemu zdziwieniu bal odbywał się nad wielkim basenem - totalnie mnie to zaskoczyło, nie widziałam tego w żadnej wizji, a ze nie byłam wielbicielką rozbierania się przed tłumem ludzi postanowiłam wrócić do mieszkania. Szłam już ku wyjściu gdy dostrzegłem Ruth, w towarzystwie @Dorien E. A. Dear - no cóż wypadałoby się przywitać ze swoją przyjaciółką i jej lubym. Podeszłam do pary i uścisnęłam Ruth.
- Pięknie wyglądasz, skarbie - rzuciłam w stronę dziewczyny, po czym spojrzałam na jej partnera.
Ścisnęłam dłoń mężczyzny i mimo, ze totalnie nienawidziłam prowadzenia płytkich small talków powiedziałam z lekkim uśmiechem:
- Miło w końcu poznać szczęściarza, który zawładnął sercem mojej przyjaciółki. Jestem Florence.
Kojarzyłam Doriena z dzieciństwa - byliśmy w podobnym wieku, więc spotykaliśmy się na tych wszystkich zlotach czystokrwistych rodzin, ja jednak trzymałam się z boku, niemalże zupełnie odcinając się od towarzystwa innych dzieci, więc wątpiłam by mężczyzna mnie kojarzył.
- Wiedzieliście o tym basenie? - zapytałam mocno skonfundowana tym, że nie udało mi się tego przepowiedzieć. Usłyszałam od nich przeczącą odpowiedź. Westchnęłam cicho i jeszcze moment powymieniałam z nimi uprzejmości. W tym momencie na scenie pojawił się @Calum O. L. Dear w towarzystwie jakiegoś durnowato wyglądające osiłka - zaczęli wyśpiewywać jakieś głupoty, więc spojrzałam na Ruth zniesmaczona i zupełnie nie skojarzywszy, że Calum jest bratem Doriena rzuciłam:
- Znowu ten zjeb? Czuję, że on mnie prześladuje, więc chyba Was tutaj zostawię.
Pożegnałam się z nimi krótko i opuściłam miejsce imprezy.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1270
Dodatkowo : Amnezjator
  Liczba postów : 348
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 00:48

Było a) tłoczno, b) głośno, c) całkiem przyjemnie, biorąc pod uwagę te śliczne dziewczyny poubierane tylko w bikini. Brakowało tylko plaży, ktoś z organizatorów mógł o tym pomyśleć. Koce, ręczniki, leżaki, kolorowe drinki, byłoby perfekcyjnie. Przydałyby mu się jeszcze ciemne okulary, by móc spoglądać na panie w trybie incognito. Oczywiście – najbardziej zainteresowany był swą partnerką, która nieco zmodyfikowała swą rozłożystą suknię na skromniejszą, choć równie piękną i pasującą do jej bladej cery. Objął Ruth w talii, kiedy ta podeszła i pogładziła go po ramieniu. Vivien też wydawała się nie być zawiedziona z wyboru starszego brata dotyczącego ukochanej, także po wymianie krótkich uprzejmości i uścisków Viv wraz ze swym kolegą oddalili się od wciąż elegancko ubranej pary.
Tak, było mu gorąco w tej koszuli i ciemnej marynarce, ale poniekąd był do tego przyzwyczajony, i nie był pewien, czy wypadało mu zmieniać strój na plażowy. Zdjął tę nieszczęsną marynarkę i poprosił Ruth, by rozpięła mu zaczepioną z tyłu szyi muchę. Rozpiął mankiety koszuli i podwinął rękawy aż za łokcie. Od razu lepiej.
– To… Jaki plan działania? Spodziewałem się walca w Wielkiej Sali, a nie grilla na boisku – pomimo tonu wypowiedzi raczej nie wyglądał na zawiedzionego – Ale to nie znaczy, że nie będziemy się dobrze… bawić.
Zanim dokończył zdanie, usłyszał głos swojego młodszego brata, Caluma. Mina natychmiast mu zrzedła i szelmowski uśmiech zniknął, kiedy młodszy Dear wypowiadał kolejne niechlubne słowa na temat innego ucznia.
– Jak dobrze, że tak niewiele osób wie o moim pokrewieństwie z tym pajacem. Liam będzie musiał przyjąć na siebie cały wstyd, ale nawet nie jest mi przykro z tego powodu. Właśnie, miałem ci opowiedzieć więcej o mojej rodzinie, to chyba odpowiednia chwila.
O nie, nie pozwoli sobie zepsuć humoru. Oczywiście spodziewał się spotkania z Calumem i Liamem, chociaż absolutnie nie planował nawiązywać z nimi jakiegokolwiek kontaktu. Nie zdążył natomiast nawet zacząć wywodu dotyczącego swej pokaźnej rodziny, gdyż zupełnie znikąd nadeszła piękna dama w białej sukni.
– Dorien – przedstawił się jedynie z imienia, nie chcąc zostać skojarzonym z młodszym bratem, który właśnie skończył swój występ – Ruth o tobie wspominała. Liczyłem na to, że się poznamy. I nie, chyba nikt nie wiedział o mokrej niespodziance.
Trafił. Po tym, co dziewczyna powiedziała, był sam sobie wdzięczny, że potrafił być powściągliwy i nie paplał za wiele. Nie mógł nie przyznać jej racji, choć żałował, że tak szybko postanowiła się oddalić.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 11:29

Liam nie miał nic przeciwko zwrotom grzecznościowym i w niektórych sytuacjach faktycznie uważał je za niezbędne. Nawet rodzeństwu kazał mówić do siebie "profesorze", gdy byli na lekcjach - ale kiedy już Calum siedział sam u niego w gabinecie, to przeszli na "ty", jak normalni ludzie. Liam nie sądził, by przy sąsiednich stolikach uczniowie spijali każde słowo z ust trzech nauczycieli, a wręcz przeciwnie. Miał wrażenie, że są bardziej niż ignorowani. W końcu komu zależy na towarzystwie profesorów w ostatnim dniu szkoły? I tak nic nikomu zrobić nie mogli!
Liam bardzo nie chciał się już wypowiadać w tym temacie, bo dyskusja z Edgarem nie miała jego zdaniem sensu. Fairwyn wydawał się być tak zamknięty i odcięty od relacji międzyludzkich, że dalsza rozmowa z nim zdawała się mijać z jakimkolwiek celem.
Profesor transmutacji zastygł w bezruchu, słysząc jakąś dziwną piosenkę i, po chwili, rozpoznając głos własnego brata.
Nim zdążył zareagować jakoś intensywniej niż wymruczenie "o Merlinie", odezwał się Edgar - a Liam posłał mu pobłażliwe spojrzenie. Przecież sam sobie doskonale radził i nie potrzebował aluzji, aby odejść od tego stolika. Właściwie, to powinien podziękować @Calum O. L. Dear i @Lysander S. Zakrzewski za uratowanie go od profesora starożytnych run.
- Pewnie, chodź - przytaknął, nie chcąc zostawić Thijsa na pastwę Edgara. Skinął głową wujkowi i energicznym krokiem ruszył do dwóch pajaców, którzy chyba byli z siebie całkiem dumni. - Od razu uprzedzę, to jest ten mój brat... ale poważnie, nie jestem spokrewniony z całą szkołą. Po prostu masz farta - zaśmiał się do Corbijna. Odejście od Edgara sprawiło, że jego dobry humor powrócił. Czyżby Fairwyn był nieco mniej szkaradną wersją dementora?
Podszedł do Caluma i Lysandra, po czym położył dłoń na ramieniu swojego braciszka, wzdychając ciężko.
- Panowie... - Pokręcił głową, cmokając z dezaprobatą. - Mogliście jeszcze trochę popracować nad tekstem. Nieźle się zgraliście, to wam przyznam... - Znowu się roześmiał. Chyba pokazywał się Thijsowi z kiepskiej strony... - Poważnie, nie róbcie więcej takich wyskoków. Niby zakończenie roku, ale nie przeginajcie. Nie obchodzi mnie, czym pan Walker tak wam podpadł, ale zachowajcie to już dla siebie, dobra?
Liam wiedział, że karą mogłoby być wyrzucenie z tej imprezy, a przecież nie było to aż tak straszne. Dorośli czarodzieje spokojnie mogli iść pobawić się gdzie indziej. Mężczyzna wiedział, że nawet jego lekkomyślny brat wraz z gryfońskim przyjacielem mają tyle ogłady, aby już sobie żarciki odpuścić - a on dał im upomnienie i tyle.
- Widzicie, jak was teraz zapamięta nowy nauczyciel? - Zerknął znacząco na Thijsa. Czy ktoś przypadkiem nie mówił mu, że profesor zielarstwa ma zostać opiekunem Gryffindoru? Cóż, jeśli tak było, to właśnie miał okazję poznać pierwszego rozrabiakę z domu lwa...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 12:48

Vivien była chyba pierwszą osobą, która od czasu spotykania się Ruth z Dorienem, tak pozytywnie na to zareagowała. To była przemiła odskocznia od nieustannych zmartwień powodowanych jakimiś niestworzonymi plotkami na jego temat, jakoby był rogogonem węgierskim w skórze przystojnego urzędnika. Szwedka po krótkiej wymianie uśmiechów z siostrą ukochanego i jej partnerem zwróciła się do swojego Deara i pomogła mu zdjąć muszkę.
-No tak, za to ja wyglądam super plażowo, prawda? – zaśmiała się, patrząc krytycznie na jego ubranie. Męczył się, mimo że wyglądał niesamowicie i dla Ruth mógłby się oczywiście nie przebierać, ale galowy strój na basen nie sprzyjał dobrej zabawie. Jednym ruchem różdżki przetransmutowała jego strój w lżejszy, ale nie była tak wspaniałomyślna, żeby wyczarować mu spodenki kąpielowe – za dużo ładnych dziewczyn pływało w basenie. A poważnie to chciała się z nim jeszcze napić kawy, zanim jej ucieknie popływać.
-Chciałam ci jeszcze przedstawić Ez… - nie dokończyła, bo do jej uszu doleciała oryginalna piosenka o Williamie, śpiewana przez Caluma i Lysa. O rany, aż tak bardzo się nudzili? Już chciała to pominąć i udać się z partnerem do baru, ale Dorien zrobił chyba najgorszą rzecz, jaką mógł zrobić w tej chwili – po raz kolejny skomentować brata niepochlebnym zdaniem.
-Dorien – powiedziała chyba trochę ostrzej, niż faktycznie miało to zabrzmieć – Powstrzymaj się proszę od takich epitetów w stronę Caluma w moim towarzystwie – poprawiła go, przechylając głowę i wpatrując się weń ze spokojnym, proszącym spojrzeniem. Niech chociaż jej podarują rodzinnych zatargów.
Wtedy też zastała ich Florka, która jak szybko się przywitała, tak szybko uciekła, zanim Ruth zdążyła i ją poprawić, kiedy nazywała młodego Deara „zjebem”. Na Merlina, co się tak wszyscy uwzięli?
-Dobrze kotku, chciałam ci przedstawić Ezrę, mojego najlepszego przyjaciela, bo właściwie to się jeszcze nie poznaliście, ale chyba jest zajęty w tej chwili – wychyliła się, żeby zobaczyć, co robi przyjaciel – Kawa? Zasnę, jak się zaraz nie napiję… Mam nadzieję, że przy barze będziesz mi mógł na spokojnie opowiedzieć o swojej rodzinie. Właściwie to ja też jestem ci winna kilka faktów, więc to będzie chyba najlepsze miejsce, jak sądzisz? – zapytała i złapała go za rękę, robiąc mały krok w tył, ale nie odwróciła się, żeby sprawdzić, kogo przy tym barze zastaną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 445
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 640
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 15:29

Zignorowałem uwagę o tym, że Hudson zabije Caluma – może to było samolubne, ale w tym momencie liczyło się dla mnie jedynie to jak dobry żart udało nam się wyciąć,
- Szlaban? Nieeeee.. – rzuciłem ze śmiechem – Co najwyżej kilka karnych punktów albo wywalenie nas z balu. Rok szkolny już się skończył.
Mówiłem tonem niemalże eksperckim, w końcu trudno ukryć, że miałem doświadczenie w otrzymywaniu szkolnych kar.
Westchnąłem z ulgą, lecz po chwili, zupełnie niespodziewanie pojawił się przy nas nauczyciel transmutacji - @Liam S. Dear, który z tego co kojarzyłem był jakimś krewnym Caluma, a na dodatek opiekunem jego domu.
Miałem ochotę odpyskować coś na temat tego, że tekst był wymyślony na szybko albo że Walker to straszna świnia, postanowiłem jednak ugryźć się w język (rzadko mi się to zdarzało!), żeby nie pogrążać siebie i Caluma – szczerze powiedziawszy już się dzisiaj nabawiłem.
Ku mojemu zdziwieniu profesor nie wyprosił nas z balu, a jedynie rzucił coś o nowym nauczycielu. Spojrzałem na stojącego obok mężczyznę (@Thijs H. Corbijn) i już wiedziałem. Koleś był ciepły! Szczerze powiedziawszy mój gej-radar rzadko mnie zawodził, a w moim mniemaniu nie istniało nic lepszego niż nauczyciel z orientacją w jakikolwiek sposób skierowaną w stronę mężczyzn – mimo że sam byłem hetero to dzięki swojej mocy mogłem z łatwością manipulować tego typu ludźmi.
- Panie Profesorze – spojrzałem na Liama i uśmiechnąłem się lekko ironicznie – Wszyscy nauczyciele pamiętają mnie tak samo źle, więc chyba jeden nie zrobi różnicy.
Chociaż same te słowa nie były szczególnie grzeczne powiedziałem je na tyle uprzejmym tonem, by nie wynikły z tego jakieś nieprzyjemności. Spojrzałem na drugiego mężczyznę i zapytałem:
- Czego Pan będzie uczył?

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 303
  Liczba postów : 668
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 15:57

Jakoś tak się uspokoiłem tą wzmianką chłopaka, że nie mamy szans na szlaban. Nie żebym się jakoś mocno wystraszył tej perspektywy, ale wiadomo, że gdybym miał wybór wolałbym uniknąć zostawania wieczorami w zamku i odwalania jakiejś brudnej roboty typu czyszczenie kibli albo inne takie. Moja radość nie trwała jednak zbyt długo, bo dostrzegłem, że zbliżają się do nas mój brat i jakiś nieznajomy koleś.
- Shit - powiedziałem ukradkiem Lysandrowi, po czym przeczesałem włosy palcami i przybrałem minę, jakbym nie wiedział, o co może im chodzić i czemu nas napastują. Słowa Liama sprawiły, że najpierw popatrzyłem zdezorientowany to na niego, to na nowego, po czym zacząłem się szczerze śmiać. Wyszczerzyłem się do niego. - Nooooo, brachu, ja wiedziałem, że Ty gdzieś tam w głębi duszy jesteś zajebistym człowiekiem - rzuciłem i sam go poklepałem po plecach. W sumie nie pomyślałem, że mogę mu robić przypał przy innym nauczycielu, ale kolejne spojrzenie na postać nieznajomego uświadomiło mi moje faux pas, wobec czego odchrząknąłem, zabrałem rękę z pleców Liama i przybrałem nieco poważniejszy wyraz na twarzy. - To znaczy... Miałem na myśli, że klawy z pana gość, profesorze - poprawiłem się pompatycznie i puściłem mu bardzo wymowne oczko. - A panu szczerze współczuję, bo gwarantuję, że ten tekst zostanie wyszlifowany i nie wiadomo, czy nie usłyszy go pan kiedyś ponownie. A już na pewno nie zazdroszczę Panu poznania głównej inspiracji naszej pracy - rzuciłem do nowego psora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 221
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14692-relki-basa#392047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14659-kase#391570
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 16:23

Chłopaki zwiali, a Bas odwrócił się za nimi kontrolnie, żeby sprawdzić, czy zanim zniknęli w tłumie nie dorwał ich żaden profesor. Niestety po tej chwili przerwy od nudnawych, znanych wszystkim piosenek musiał powrócić do parkietowej rutyny, przez co odciął się raczej od śpiewania, a zaczął akompaniować tej blond kozie, która robiła aktualnie za pierwszy głos, przez co miał chwilę na przemyślenie słów, jakimi obdarzyła go jego ruda księżniczka chwilę temu. Grał sobie jakiś szajs, nad którym nawet niekoniecznie trzeba się było mocno skupiać i w jednej chwili coś go olśniło. Ona nie widzi! O nie, jego słońce i gwiazdy, jego najpiękniejsza ruda królowa balu nie widzi i dryfuje w basenie! Zerwał się na równe nogi i na tę krótką chwilę dał śpiewającej uczennicy wolną rękę, zamroczony chęcią ratowania jedynej kobiety na świecie, która go w tym momencie interesowała.
Już rozpinał koszulę, żeby rzucić się do basenu (przez co musiał wyglądać trochę jak debil, bo przed sekundą wstał od fortepianu i z boku można by było założyć, że wlazł mu za kołnierz jakiś pająk, którego chce utopić w wodzie), kiedy do jego przyszłej żony podbił jakiś typ. I w dodatku miał czelność złapać ją za ramię, kretyn jeden. Ktoś mu pozwolił dotykać cudze żony?! Teraz już całkiem było po ptakach, bo nie dość, że jego pierwsze zdanie do swojej wybranki brzmiało, jakby miał problem z mózgiem, to jeszcze teraz okazało się, że właśnie znalazła sobie innego wybawcę. Szwajcar wściekły wrócił do zespołu, który na swoje nieszczęście ( a właściwie nieszczęście drugiej śpiewaczki) wygrywał właśnie jakąś mętną balladę do przytulania. No koza, no.
-Nie wiem, kurwa, co z tymi aniołami! - huknął do śpiewającej, która oczywiście śpiewu nie przerwała, ale zrobiła minę, jakby ją przynajmniej przed chwilą uderzył - Dobra, spadówa na chórki, bo tamtych dwóch od Walkera zawołam za chwilę, jak dalej będziemy tu tak wyć jak zarzynane pufki - otworzył klapę i następną piosenkę przejął już sam, ale szybko uspokoił się, widząc piękny obrazek (@Bridget Hudson; @Theo Romeo U. Evermore). No, i to się nazywa uczucie. Zasługiwali na trochę więcej, niż kozie wycie, a i Bas potrzebował czegoś na uspokojenie, zanim zaczną się dedykacje, których psychicznie raczej nie wytrzyma. Specjalnie więc dla nich nie zmienił repertuaru na szybszy, tylko zagrał jeden z utworów, który totalnie nie kojarzył się mu z pogrzebowym, a przy okazji był bardzo skrojony pod pary ('Fly me to the moon', psze państwa). Jednak kiedy jego jedyny punkt, dzięki któremu trzymał jeszcze swoje opanowanie uciekł mu do baru, oczywiście stojącego gdzieś na drugim końcu obiektu, Bas osiągnął kres swojego opanowania.
-Nie no, serio? Możecie mi wyjaśnić, kto był takim geniuszem, żeby postawić bar na drugim końcu boiska? Ja nie wiem, to jest takie zajebiście dziwne, że ludziom czasem chce się pić? Ale nie, po co montować wodopój przy parkiecie, no przecież tutaj się siedzi i magiczne karty ogląda, nie? Zaraz mnie jasny chuj strzeli, to się na magisterkę nadaje - "patologie logistyki balów końcoworocznych w szkołach magii i czarodziejstwa na świecie". Pierwszy rozdział, Hogwart. - Jakoś tak jak wypluł z siebie jad (do stojącego najbliżej gitarzysty), to od razu zrobiło mu się lepiej i nawet zapomniał na chwilę o tym, że ktoś mu właśnie wyrwał jego przyszłą żonę. Nawet przyjemniej się grało, bo ludzie zaczęli się schodzić (niestety, na dedykacje), ale przynajmniej tańczyli i słuchali, więc nie było tak źle. Na razie. Na razie...

Jeśli ktoś życzy sobie dedykację piosenki dla ucznia/nauczyciela, to teraz można prosić zespół!
piszcie w postach, co zadedykowaliście
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 449
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 788
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 16:55

Bridget też uważała, że relacja Lotty z Calumem była bardzo toksyczna, szczególnie w ostatnim czasie, ale wolała już nie kontynuować tego tematu, ponieważ widziała, jak bardzo zezłoszczony i zirytowany jest Theo. Bardzo nie chciała go zasmucać ani wpędzać w podły nastrój na ostatnim balu w tym roku, raczej pragnęła, by cieszył się wspólnie spędzonym czasem i aby dobrze się bawił w jej towarzystwie. Szybko wyrzuciła z głowy temat Lysandra i Deara, licząc, że idący w ich stronę nauczyciele zrobią z gagatkami porządek. Spojrzała na Krukona, gotowa przytaknąć na jego propozycję udania się do baru, lecz w tej samej chwili z głośników zaczęła płynąć piękna piosenka i dziewczyna poczuła niesamowitą potrzebę, by chociaż na chwilę zostać jeszcze na parkiecie.
- Tylko ta piosenka i możemy iść po coś do picia - powiedziała i zrobiła proszącą minkę, pociągając go za rękę z powrotem w stronę parkietu. Ponownie przytuliła się do niego i kołysali się rytmicznie. Bridget czuła się niesamowicie szczęśliwa i aż postanowiła powiedzieć to swojemu partnerowi. - Theo... - zaczęła, ale chyba spanikowała. Czy to odpowiedni moment? Przez moment nie mówili nic i wokół brzmiały wyłącznie słowa piosenki, w której znajdowały się wersy mówiące "hold my hand", "kiss me" i wiele innych, które doskonale odzwierciedlały przekaz wszystkich myśli Bridget w tej chwili. Kiedy odezwała się, zdołała powiedzieć tylko: - Bardzo Cię lubię.
Jej buzia prawie natychmiast nabrała rumieńców, a serce zabiło nieco szybciej.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known that when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 276
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 17:39

-Miłego wieczoru… - mruknął czym prędzej oddalając się od profesora run. Jak to dobrze, że sprawę z Edgarem miał już załatwioną co najmniej do września. Przynajmniej miał taką nadzieję, że ten aspołeczny człowiek zamknie się w jakimś małym domku na końcu świata i nie wyjdzie z niego przez całe, tym samym Thijs nie będzie musiał się martwić przypadkowym spotkaniem.
Lekko odetchnął z ulgą, gdy Fairwyn zostawał gdzieś w tyle i zaśmiał się na wspomnienie Liama o bracie. Serio? Siostra, wujek i brat… Ciekawe kto będzie dalej – rodzice? Zresztą, najgorsze miał już chyba za sobą, więc niespecjalnie przejmował się poznawaniem kolejnych członków rodziny Liama.
-Co nazywasz fartem? – spytał, bo chyba nie miał na myśli spotkania Edgara, od którego właśnie uciekali. Z nim jako jedynym wymienił kilka słów i nie poszło mu najlepiej.
Z dłońmi w kieszeni stanął obok chłopaków i zlustrował ich dokładnie spojrzeniem. Liam jak widać dobrze się z nimi dogadywał i tak jak Thijs nie miał zamiaru ich niczym straszyć. Mało tego, pochwała ich zgrania, rozbawiła Holendra, który o mało nie parsknął cicho śmiechem. Trochę na siłę próbował utrzymać jakąś powagę, chociaż na twarzy malował mu się uśmiech.
Zerknął na Deara, gdy wspomniał coś o zapamiętywaniu. Że niby złe pierwsze wrażenie i takie tam? Zielarz niespecjalnie się tym przejmował. Nie znał chłopaków na tyle, by mieć o nich jakiekolwiek zdanie, a nie lubił pochopnie wyciągać złych wniosków. Może po prostu robili sobie jaja z kolegi. Ta wersja chyba nieco bardziej podobała się Thijsowi, chociaż dopóki nie miał co do niej pewności, wolał nie mówić tego na głos.
-Serio, skreślasz się na samym starcie… - wtrącił się do rozmowy Liama z Gryfonem, przewracając przy tym lekko oczyma. Spoko, jak chciał to Thijs mógł go uważać za zwykłego dupka, tylko po co? Niespecjalnie mu na tym zależało, szczególnie, że poza głupim kawałem chłopak nic złego nie zrobił.
Zaśmiał się, gdy Calum klepał brata po plecach. Naprawdę, nie przeszkadzało mu to, w jaki sposób się do siebie zwracali. Z uśmiechem na twarzy, pokręcił głowa na boki, gdy chłopak postanowił się poprawić. To było takie niepotrzebne, a do tego takie udawane.
-Zajmijcie się lepiej dziewczynami. To im piszcie piosenki, a nie jakiemuś biednemu chłopakowi. – i żeby nie było, miał na myśli normalne piosenki, chociaż miał nadzieję, że to już sobie sami wywnioskują.
-Zielarstwa. – odparł na pytanie Gryfona i zerknął jednym okiem na Liama. Pytać czy nie pytać? A chuj, najwyżej później będzie się z tego tłumaczył.
-Chłopaki, nie palicie czasem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 18:05

Utwór, który teraz zaczął wykonywać zespół, był po prostu piękny. Theo był wrażliwy na sztukę i choć bliżej mu było do tej odbieranej zmysłem wzroku, to muzykę cenił równie mocno. Zwyczajnie w tej dziedzinie był mniej uzdolniony, ale słuchać i podziwiać przecież każdy może! Na słowa swojej partnerki skinął potakująco, napawaąc się łagodnym brzmieniem piosenki. Uśmiechnął się nawet lekko do śpiewaka, czego on pewnie nie widział - ale dla Theo liczyło się to, że w jakiś tam skromny sposób okazał mu swoją wdzięczość. W końcu gdyby nie anielski głos tego brodacza, to musiałby jakoś intensywniej kombinować, aby przygruchać sobie Bridget do przytulania.
Mruknął cicho, słysząc swoje imię, aby dziewczyna miała pewność, że jej słucha. Jej kolejne słowa przyprawiły go o jeszcze szerszy uśmiech i szybsze bicie serca (choć to drugie zaczynało się robić niezdrowe).
- To się doskonale składa, Bridget - oznajmił, odsuwając się nieco, aby móc spojrzeć jej w twarz. - Ja ciebie też.
Chwilę po prostu tak na nią patrzył i zastanawiał się, jakim cudem udało mu się odnaleźć w towarzystwie takiej piękności. Panna Hudson nie była "klasyczną" ślicznotą o niebieskich oczach, jasnych włosach i nieco zaokrąglonej buzi. Miała ciekawe rysy twarzy, połyskujące ciemne włosy i oczy, w których Theodore Evermore bezwiednie tonął, z każdą chwilą coraz bardziej. Piękno Bri było onieśmielające do tego stopnia, że Krukon nie był w stanie powiedzieć jej tego wszystkiego na głos - potrzebował chwili, żeby nieco się uspokoić.
Domyślał się, że może przesadzać i się nakręcać, ale zawsze był niepoprawnym romantykiem i chwytał się takich relacji. Pozostawało mu jedynie mieć nadzieję, że się na tym nie przejedzie tak, jak ostatnio.
Pochylił się i, w przypływie szalonej pewności siebie, pocałował swoją partnerkę. Był to czuły, łagodny pocałunek, który wcale nie trwał długo. Evermore odsunął się i zerknął na Bridget, czując jak uśmiech powraca na jego usta. Najchętniej by wcale tego nie przerywał, ale w końcu nie miał pojęcia, czy nie wyjechał z tym trochę za szybko. Nie mógł się powstrzymać i miał wrażenie, że była to całkiem romantyczna i ładna sceneria.

______________________

True as it can be...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 18:31

Sam nie życzyłby Edgarowi miłego wieczoru, a prędzej zadławienia się czymś. Liam postanowił to jednak zachować dla siebie.
- Spotykasz akurat samych moich krewnych - wyjaśnił, choć słowo "fart" w tym przypadku chyba jednak było dość ironiczne.
Trochę zmartwił się, że Thijs uzna go za mało profesjonalnego - w końcu za dobrze go nie znał i nie wiedział, jakie podejście ma Holender. Przy okazji przemknęło mu przez głowę, że zaraz zostanie posądzony o faworyzowanie swoich krewnych... ale przecież Lysandra traktował właśnie równie luźno, co Caluma (no, Gryfonowi nie wieszał się na ramieniu). Liam nie był fanem odejmowania punktów, dawania szlabanów i psucia zabawy. Żarcik tych amatorskich piosenkarzy był raczej nieszkodliwy, choć mógł komuś zepsuć humor, z racji czego upomnienie pojawić się musiało.
Uśmiech na twarzy Thijsa i reakcja Caluma sprawiły, że profesor Dear błyskawicznie się uspokoił i rozluźnił. Nawet parsknął śmiechem na tę poprawkę brata, któremu przypomniało się o manierach. A, niech straci - machnął lekceważąco ręką na starania młodego Krukona. Thijs był w porządku, nie było co się wysilać.
- Panie Zakrzewski, proszę nie generalizować - cmoknął z dezaprobatą. Sam nie miał nic do Gryfona i nie widział sensu w jakimś udawaniu. Liam w ogóle lubił większość swoich podopiecznych i tyle. Mógł straszyć i się odgrażać, ale koniec końców był całkiem kochany.
- Też proponuję zostawienie pana Walkera w spokoju... chociaż aż się boję, na kogo następnego zostanie przekierowany wasz niezaprzeczalny dar. - Był prawie pewien, że na romantyczne ballady nie ma co liczyć.
Nie zrozumiał w pierwszej chwili spojrzenia Corbijna, ale na jego pytanie pstryknął palcami.
- Trzeba było tak od razu. Mam paczkę papierosów w gabinecie - pochwalił się, choć chyba powinien zachować to dla siebie. Nie był nałogowym palaczem, starał się papierosy trzymać na odległość... ale raz na jakiś czas lubił sobie zapalić i tyle.
Zerknął na studentów, których teoretycznie powinni już wykluczyć z tej rozmowy. Pewnie gdyby poprosili go o papierosy, to by nie odmówił - byli dorośli i sami mogli sobie trzymać w dormitorium to, co chcieli (poza narkotykami, oczywiście). Zabronić mógłby im jedynie palenia w towarzystwie osób nieletnich, ale przecież głupi nie byli i nie obnosiliby się z papierosami na środku parkietu, czy w basenie.
- Ale, oczywiście, na balu nie można palić. - Rzucił w końcu, klepnął jeszcze Caluma w plecy i mrugnął do niego wesoło, niezwykle dyskretnie przy tym ukrywając swoje zamiary. - Bawcie się grzecznie, panowie - pożegnał ich zdawkowo, po czym skinieniem zaprosił Thijsa ze sobą. Odnalazł spojrzeniem jak najbardziej ustronne miejsce, kawałek za barem i w cieniu jakiegoś parasola, gdzie nikt by ich zapewne nawet nie wypatrzył. Zaklęciem przywołał z gabinetu paczkę Wizz-Wizzów, którą jakiś czas temu transmutował w cienki dziennik. Zdjął zaklęcie przy Thijsie i podsunął mu paczkę, unosząc lekko kącik ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 560
  Liczba postów : 787
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 22:07

Odeszliśmy kawałek od Doriena i Ruth, a ja niemal od razu zwróciłam uwagę na to, że Ray bardzo aktywnie lustruje przechodzące obok nas, roznegliżowane dziewczęta. Poczułam w moim małym serduszku uczucie zazdrości – lekko zirytowana pociągnęłam Raya za dłoń rzucając ciche:
- Tylko się nie obśliń.
Miałam trochę kompleks w tej materii – byłam bardzo szczupła co wiązało się z tym, że moje krągłości niemalże nie istniały i byłam lekko przewrażliwiona na tym punkcie.
Oczywiście, że załatwiłam alkohol – miałam mały biust, więc nawet w stroju kąpielowym nosiłam dość push-upy, które idealnie nadawały się do ukrycia mocno zmniejszonej butelki trunku większego kalibru. Nie zamierzałam jednak ujawniać tego faktu Rayowi od razu – w moim mniemaniu zdanie „mam wódkę w staniku” brzmiało co najmniej absurdalnie.
- Oczywiście ja miałam pomyśleć, bo książę Arthas sam nie wpadł na to, żeby trzeba coś takiego załatwić – rzuciłam lekko sarkastycznie ciągnąc chłopaka za rękę. Widząc jednak jego zbolałą minę postanowiłam uwolnić go od mąk i ledwie słyszalnym głosem szepnęłam:
- Oczywiście, że pomyślałam.
Dotarliśmy do baru – zamówiłam sobie cytrynowy raj, bo w moim mniemaniu był to napój, który najbardziej nadawał się na „popitkę”. Czekając na to, aż Ray zdecyduje się czego chce się napić zaczęłam się zastanawiać jaką piosenkę powinnam nam zamówić. Rozważałam również wzięcie udziału w wyścigu albo loterii, ale wszystko w swoim czasie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1270
Dodatkowo : Amnezjator
  Liczba postów : 348
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 22:37

Dorien nie był fanem publicznego okazywania uczuć w sposób odbiegający od taktownego. Pocałował zatem Ruth jeszcze zanim wmieszali się w tłum uczniów i studentów. Taki drobny gest jej się należał, skoro przez najbliższych kilka godzin będą tylko trzymać się za ręce, ewentualnie przytulać w wolnym tańcu.
Napojów alkoholowych się nie spodziewał na szkolnej imprezie, choć przecież brał w nich udział, gdy sam był uczniem. Zdawał sobie sprawę, że w tej kwestii to on będzie poszkodowany, bo o ile uczniowie i tak skończą mocno pod wpływem, tak jemu po prostu nie wypadało narażać siebie, a przede wszystkim Ruth, na nieprzyjemności związane z ewentualną wpadką. No i na pewno nie stwarzałby możliwości skompromitowania się przed Liamem.
O wilku mowa. Gdy przechodzili z Ruth pomiędzy grupkami uczniów, stety bądź niestety minęli się także z @Liam S. Dear i jego towarzyszem, zupełnie Dorienowi nieznanym. Choć wyglądał na takiego w podobnym im wieku, urodą zdecydowanie nie pasował do deszczowej Brytanii. Bracia posłali sobie niezbyt przyjazne, ale jednocześnie pozbawione agresji, raczej obojętne spojrzenia. Dorien poprowadził Ruth dalej, chcąc uniknąć jakiekolwiek konfrontacji.
Przy barze Dead zamówił po podwójnym smoczym espresso dla siebie i Ruth.
– Widzisz gdzieś jakieś miejsce dla nas? – spytał, rozglądając się wokół.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 685
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 22:38

Najwyraźniej serce Ruth tego dnia było nieco miększe niż zazwyczaj. Przez jego ciało przeszło krótkie napięcie, w momencie kiedy Krukonka gwałtownie się odwróciła. Jej ręka była jednak pusta, więc Ezra pozwolił sobie na niewinny uśmieszek. Wiedział jednak, że wyczerpał na ten dzień możliwości drażnienia Ruth, o ile nie chciał źle skończyć. Bo jej fantazja w zakresie zaklęć była doprawdy imponująca...
- Na pierwszy rzut oka widać, że prawdziwa wiedźma - szepnął do Leo ze śmiechem, nie chcąc się już narażać. Ruth poszła i widział, że wokół jej partnera zebrało się kółeczko adoracji, więc dziewczyna i tak teraz zajmowała się czymś innym.
- Och, ogromną! - Pokiwał gorliwie głową i zaraz zaczął wyliczać na palcach. - Wszelkie musicale są zdecydowanym faworytem. Już nie mówiąc o Durniu, Kociołkowych Pieguskach czy łóżku w dormitorium Krukonów. - Zamilkł na moment, rozważając tę kwestię, po czym słodko uśmiechnął się do Leo. - Przy czym łóżko spokojnie można włączyć do trójkąta.
Ezra nie robił z tego wszystkiego wielkiej afery (jeszcze albo nigdy? Oto jest pytanie) głównie dlatego, że wierzył w kilka istotnych założeń. Uważał na przykład, że to był po prostu wynik niezaspokojonych potrzeb seksualnych, a że Leo przejawiał jakieś chęci, Ezrze ciężko się było przeciwstawiać. Był również przekonany, że więcej się to nie powtórzy. Jeden raz o wypadek, drugi... zrządzenie losu? (No bo kto podejrzewał, ze nikogo innego nie będzie pod ręką?) Ale jednak przy trzecim zaczyna być coś nie halo.
Poza tym, co się działo na imprezie, zostawało na imprezie.
- Nigdy nie będziemy ponad "kolego". Ten zwrot jest nieśmiertelny - uciszył narzekania Leonarda. Naprawdę Ezra nie wiedział, co było nie tak z tym słowem. Przecież Leo był nikim innym jak właśnie jego kolegą, więc czy Ezra kłamał lub obrażał go tym zwrotem?
Clarke obiecał sobie, że więcej tematu szkoły nie poruszy. Stało się i trudno. Tym bardziej, że obawiał się, że zbyt częste wspominanie o zawodach znowu zacznie go wpędzać w jakąś pętle smutku. Chociaż wcale tak nie wyglądał. I na pewno nie brzmiał. Brwi Ezry niemal zniknęły pod włosami w niemym "Przepraszam?". Pierwszy raz przez chwilę nie wiedział jak zareagować, więc ściągnął usta, hamując uśmiech i pokręcił głową.
- Tak czy inaczej, od nowego roku zajmiemy się tymi trzema rzeczami - oznajmił Gryfonowi, a po chwili dodał, żeby wyjść z tego z twarzą: - No ale z transmutacją to ja niewiele pomogę.
Uderzył chłopaka po ręce, kiedy ten zaczął go szturchać (no poważnie, nie dało się niczego załatwić bez nawet najmniejszej formy przemocy? Czy Leonardo nie mógłby mu kulturalnie podać ręki i go podnieść?)
- Co chcesz robić? Mamy loterię, mamy barek, jeśli chcesz się czegoś napić, możemy komuś poprzeszkadzać i tu mam na myśli Ruth albo Fire, albo... Bri? - Ezra był tak zaskoczony widokiem @Bridget Hudson, która kompletnie niedyskretnie przyssała się do twarzy jakiegoś chłopaka, że aż stanął jak wryty. Przez jego twarz musiało się przewinąć wiele emocji - od szoku, przez pewne skrzywdzenie, aż do obrzydzenia. Wróciło do niego to wszystko, co czuł, kiedy Lysander powiedział mu o swojej nocy z Puchonką. Tym razem jednak było to skierowane do kogoś innego. Ezra był pewien, że kojarzy tę sylwetkę, ale kto to był? Kto to był...
A zresztą, czy to było istotne? Bez wątpienia nie zasługiwał na kogoś takiego jak Bridget. Ezra musiał ją więc ocalić od tego ogromnego błędu, jakim było zaangażowanie się w jakąś przelotna miłostkę. (wcale nie chodziło w tym momencie o zazdrość. I wcale nie był hipokrytą...) Wyciągnął różdżkę i zanim Leo zdążył go powstrzymać, wycelował ją w @Theo Romeo U. Evermore i szepnął:
- Iniuriam Directionem.
Powodzenia z całowaniem teraz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 449
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 788
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 23:16

Bridget wprost nie posiadała się ze szczęścia, gdy Theo odpowiedział, że on również ją lubi (z naciskiem na "lubi") i uśmiechnęła się do niego szeroko. Nie wierzyła w swoje szczęście, że na jej drodze po tylu niepowodzeniach stanął ten cud-chłopak i w dodatku interesował się nią w taki sam sposób, jak ona nim. Wszystko to było dla niej niesamowitym przeżyciem i poczuła ponownie, jak jej serce bije szybciej, gdy Theo zbliżył się do niej i złożył delikatny pocałunek na jej ustach. W głowie Bridget chwila ta trwała w nieskończoność, mimo że w rzeczywistości chłopak odsunął się znacznie szybciej, jakby niepewny tego, czy Bridget to akceptuje i czy jej się to podoba. Chłopcze, nie masz się o co martwić, Bridget właśnie oszalała!
Na jej twarzy pojawił się tajemniczy uśmieszek, po czym wyciągnęła dłoń i zatopiła ją we włosach Theo. Przyciągnęła go do siebie i tym razem to ona go pocałowała, równie delikatnie, aczkolwiek nieco dłużej. I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że przez zamknięte powieki oczy Bridget zarejestrowały czerwony rozbłysk światła. Nie wiedziała, co się stało, więc otworzyła oczy i odsunęła się od chłopaka, patrząc na niego uważnie.
- Coś się stało? - zapytała zdezorientowana. Co to było?

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known that when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 23:28

Theo nigdy nie miał problemów z okazywaniem emocji, ale ten jeden raz szczęście rozpierało go do tego stopnia, że zwyczajnie sobie nie radził. Mruknął z zadowoleniem, gdy Bridget przesunęła palcami po jego włosach i oddał pocałunek, który tym razem wyszedł z jej inicjatywy. Nie chciał puścić Puchonki ani na chwilę i po prostu napawał się tą bliskością. Miał nadzieję, że uda mu się jak najdłużej przeciągnąć tę chwilę i zapomniał nawet, że stoją z brzegu parkietu na zatłoczonym balu szkolnym. Sam z tego wszystkiego nie zauważył czerwonego blasku zaklęcia, które w niego trafiło - ale przeszedł go dziwny dreszcz.
Zamrugał z zaskoczeniem, patrząc na pannę Hudson, która wpatrywała się w niego kontrolnie.
- Nie, chyba wszystko w porządku - odparł powoli, z zamyśleniem. Szybko uznał, że to nic takiego. Chciał znowu przytulić do siebie ciemnowłosą, ale zamiast tego cofnął się niezgrabnie o krok, przypadkiem odpychając ją mocno do tyłu. Sam się zachwiał i wyrwał mu się zduszony krzyk, gdy dostrzegł, że dziewczyna przez jego czyny wpada do basenu. Nie miał pojęcia, co się działo, ale jakby kompletnie przestał nad sobą panować! Dodatkowo przez to wszysko jego partnerka wylądowała pod wodą, a przecież nie każdy jest dobrym pływakiem...
Bardzo chciał skoczyć jej na ratunek, ale tu znowu wydarzyło się coś dziwnego - zamiast skoczyć do przodu, skoczył do tyłu i wylądował na ziemi, z wyjątkowo głupią miną.
Co tu się, na Merlina, działo?

______________________

True as it can be...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 537
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 806
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lip 01 2017, 23:41

Leo nie znał za dobrze Ruth, ale wiedział, że to jest ta dziewczyna, z którą lepiej uważać. Słyszał i widział, że jest piekielnie uzdolnioną czarownicą, w porównaniu do której on sam był jakąś upośledzoną amebą (o ile ameby mogą być upośledzone...). Doskonale wiedział, że lepiej jej nie prowokować... toteż starał się trzymać jak najbardziej z boku i tyle. Wittenberg jakoś tak go onieśmielała.
- O cholera - zaśmiał się, słysząc o swojej konkurencji. Przy okazji zanotował sobie w myślach, że musicale znajdują się na liście Krukona aż tak wysoko. Sam nie był zbyt wielkim fanem tego gatunku, ale w sumie to on ogólnie niewiele filmów oglądał. Nie był za dobrym kompanem na noce filmowe, bo zbyt szybko zaczynało mu się nudzić.
Skrzywił się teatralnie. Miał nadzieję, że kiedyś się to "kolego" skończy - już nawet "przyjacielu" brzmiało lepiej!
- Koszmar - jęknął jeszcze, a potem skończył biadolenie, bo i tak nie miało ono większego sensu. Ezra był upartym osiołkiem i Leo nie czuł się na siłach, aby próbować zmienić jego zdanie.
- Dopiero od nowego roku? Możemy już coś zacząć, nie? - Wyszczerzył się radośnie, chociaż chyba nie było to potrzebne. W końcu i tak już całował Ezrę, nie? To wyglądało na niezły początek.
Vin-Eurico miał wielu znajomych i sporo przyjaciół, a @Calum O. L. Dear i @Lysander S. Zakrzewski zaliczali się do grupy ludzi, do których pałał sympatią. Gdy dostrzegł ich na scenie, machnął ręką na Ezrę, aby dał mu chwilę - na tym wypadało się skoncentrować. Skończyło się na wyciu ze śmiechu, łzach w kącikach oczu, dzikim klaskaniu i darciu się "BIS!". Może i panowie wykazali mało klasy, ale... cóż, Leo to uwielbiał. W tej chwili nie był w stanie nawet określić, czy wie o kim oni śpiewają (Walker to nie ten nowy chłopak Lotki?), zbyt przejął się samym urokiem zaistniałej sytuacji.
- Sam nie wiem, może... ej. Żyjesz? - Zmarszczył brwi, wstając i spoglądając na Ezrę z zaskoczeniem. Podążył za jego wzrokiem i bez problemu zorientował się, że chodzi o @Bridget Hudson i jakiegoś chłopaka, którego Leo niezbyt w ogóle kojarzył. - To twoja była, nie? - Palnął jeszcze, żeby się upewnić. Zaraz potem jednak Krukon sięgnął po różdżkę i rzucił zaklęcie - a Leonardo o dziwo wiedział, na czym ono polegało. Iniuriam Directionem było idealne dla żartownisiów... chociaż w przypadku Ezry chodziło chyba o coś więcej, niż mały dowcip. Nawet się zaśmiał i miał jakoś to skomentować, gdy dostrzegł jak Puchonka zostaje wepchnięta do basenu.
Błyskawicznie zapalił mu się w głowie alarm - nie wiedział, czy to jakieś przeczucie, czy też może Lotka wspominała mu coś o siostrze, która średnio radzi sobie z pływaniem. Po prostu dostrzegł, że coś jest nie tak i to mu wystarczyło, żeby bez słowa wskoczyć z powrotem do basenu. Gryfon zawsze lubił pływać i robił to często, nazwałby się nawet bardzo dobrym pływakiem... szybko znalazł się obok panny Hudson i złapał ją tak, aby nic jej już nie groziło. Sam odetchnął dopiero, gdy położył dziewczynę na brzegu. W tak krótkim czasie i tak nic jej się nie mogło stać, ale największym wrogiem w tym przypadku był strach.
- Wszystko w porządku? - Upewnił się, samemu siadając na krawędzi basenu. Nie był jeszcze świadom tego, że swoim zachowaniem ściągnął uwagę Bridget na siebie i Ezrę...

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 449
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 788
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 00:01

Bridget poczuła się zaalarmowana tym rozbłyskiem światła, ale skoro Theo twierdził, że wszystko jest w porządku, uspokoiła się nieco. Może ktoś wypuścił jakieś ciche fajerwerki za jego plecami? Była pewna, że Weasleyowie posiadali w swoim asortymencie podobne gadżety. Lub ktoś wypuścił iskry z różdżki w powietrze, to też była opcja. Ale nie chciała sobie zaprzątać tym głowy, nie było potrzeby, skoro nic takiego się nie stało. Uśmiechnęła się promiennie w odpowiedzi. Czuła się maksymalnie szczęśliwa i nie pamiętała, kiedy ostatni raz ogarnęła ją taka euforia. Ten przystojny Włoch naprawdę ją lubił, i to jak!
Czy na pewno?
Niby patrzył na nią z uczuciem, niby uśmiechał się tymi swoimi boskimi ustami, lecz coś poszło nie tak. Bardzo nie tak. Bridget poczuła, że coś się zmieniło w zachowaniu chłopaka ułamek sekundy przed tym, jak jego dłonie odepchnęły ją od niego. Puchonka zachwiała się i z głośnym pluskiem spadła na plecy do basenu. Nigdy nie była dobrym pływakiem nawet w chwili, gdy samodzielnie kontrolowała swoje wejście do wody, a w wypadku niespodziewanego wrzucenia pod taflę nie miała żadnych szans. Dodatkowo na moment straciła oddech w związku z uderzeniem w plecy, przez co szybko zachłysnęła się i zaczęła machać kończynami jak oszalała. Walczyła o swoje własne życie i ogarnął ją strach, że jeszcze chwila i może się ono zakończyć w tym basenie, na balu końcoworocznym, akurat jak skończyła szkołę... Czy mogło być gorzej?
Na szczęście ktoś ruszył jej na ratunek. Chwyciła się kurczowo męskiego ciała i dała się wyciągnąć z basenu. Opadła bezwładna na ziemię i sekundę później zaczęła się krztusić. Zamrugała gwałtownie, próbując ogarnąć, co się stało i okazało się, że jej bohaterem był Leonardo, prefekt Gryffindoru. Pokiwała głową, wciąż kaszląc. Jeszcze przez chwilę nie mogła się w ogóle odezwać, ale kiedy udało jej się finalnie odchrząknąć, odnalazła wzrokiem Theo, który siedział gdzieś nieopodal na tyłku i rzuciła mu tak wściekłe spojrzenie, że gdybym była na miejscu Krukona uciekałabym gdzie pieprz rośnie.
- POJEBAŁO CIĘ?! - krzyknęła zachrypnięta.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known that when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 00:13

Ogarnęło go szczere przerażenie i poważnie nie miał pojęcia, co się dzieje. Czuł się całkiem normalnie, ale każdy jego ruch wychodził na opak! Nie byłoby to aż tak dramatyczne, gdyby nie to, że Bridget mogła faktycznie od tego wszystkiego ucierpieć. Krukonowi nie udało się nawet zawołać nikogo w celu uzyskania pomocy, bo jego partnerkę już wyławiał jakiś olbrzym. Głos ugrzązł Evermore'owi w gardle, gdy tak obserwował jak prefekt Gryffindoru robi za bohatera - i szybko uznał, że chyba niezbyt go lubi. Bo kto się tak popisuje umięśnioną sylwetką i umiejętnościami pływania? Pozer, po prostu pozer!
Chciał wstać, ale jedynie bardziej rozpłaszczył się na podłodze. Na tym etapie pojawiła się już rezygnacja, tak więc zamarł w bezruchu. Drgnął dopiero, gdy Bridget wydarła się na... NA NIEGO?!
- Ale ja nie... nie... - potrząsnął głową, co również wyszło mu jakoś dziwnie, jakby go ktoś parę razy spoliczkował. Nie miał pojęcia, jak się tłumaczyć, bo nie ogarniał zaistniałej sytuacji. - Przecież ja nie chciałem! - Wydusił z siebie w końcu, obrzucając niezadowolonym spojrzeniem tego przerośniętego Gryfona. Jego spojrzenie bezwiednie poleciało w stronę stojącego względnie niedaleko @Ezra T. Clarke... który trzymał różdżkę.
- To jakiś żart? - Zawołał do niego, zaskakująco spokojnie. W końcu nie miał nic do Krukona, Bridget nic się nie stało i w oczach Evermore'a to wszystko było jedynie wielkim nieporozumieniem.

______________________

True as it can be...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Stockholm, Sverige.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 249
  Liczba postów : 18
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14671-alma-du-val
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14676-write-your-name
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14675-van-gogh
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14673-alma-du-val#391928




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 00:32

Alma Du Val, mimo nietypowego imienia oraz obcobrzmiącego nazwiska nie uważała się za osobę, która mogłaby być główną postacią. Nie odgrywała ona znaczącej roli w swojej rodzinie ani w szkole, ani też w czyimś życiu. I, co najważniejsze, Alma nie próbowała tego zmieniać. Naprawdę! To wszystko, co jej się do tej pory przytrafiło to zwykłe przypadki. Los potrafi płatać różne ironiczne figle, a ona po prostu znalazła się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Najpierw, tak zupełnie czystym trafem okazało się, że jest czarownicą. Następnie, mimo jej sprzeciwów, znalazła się w Stavefjord i była „tą nową”. Nie było w tym nic przyjemnego ani łatwego; takie były fakty i kolejne okoliczności były tylko, hm, zbiegiem okoliczności. Jej talent do pisania... nie był właściwie talentem, bo przecież większość rzeczy, które trafiały do magazynu czerpane były z życia mugoli. Przytaczała po prostu to, co miało już miejsce. Oczywiście, w pewnych kręgach taka umiejętność była doceniana. Nawet miało to swoją nazwę i miało wiele wspólnego z zawodem jej ojca. Alma nigdy by jednak nie przyznała, że coś ją wyróżnia czy jest w czymś po prostu dobra. Cierpiała na klasyczny przypadek braku wiary w siebie. I chorobliwie starała się tego po sobie nie pokazywać, odgrywając rolę nieśmiałej dziewczyny.
Jej pojawienie się na balu nie było zaplanowane. Po prostu nadarzyła się pewna okazja i niemądrym by było ją porzucić. Jeśli wpadnie tylko na chwilkę, nikt nie zwróci na to uwagi ani nic się nie wydarzy. Chętnie za to zobaczy na własne oczy @Cándida Feliciana Miramon, więc ma powód żeby się pojawić na starym dobrym boisku do Quidditcha. Gdyby nie umiała tego sobie w pewien sposób uzasadnić, raczej by się tu nie zjawiła. W końcu ponownie rozpocznie naukę w Hogwarcie dopiero, kiedy z drzew opadną liście i nadejdzie jej ulubiona pora roku, czyli jesień. Przyjechała wcześniej, bo nie mogła znieść spojrzeń i tłumionych szeptów, jakie nieuchronnie napotykała w czarodziejskich miejscach Szwecji. Tutaj miała gdzie mieszkać, miała pracę, a także mogła zająć się pisaniem. Nie, po namyśle, nie mogła powrócić do pisania. Co najmniej na jakiś czas powinna zająć się czymś innym. Odciągnąć myśli od literek, słów, artykułów i przenieść je na... prawdziwych ludzi. Jaka będzie lepsza okazja niż bal? Niż wycieczka wakacyjna? Check, check, check. Brawo, Alma, widać ruszasz do przodu po ostatniej wpadce. A przynajmniej dobrze udajesz.
Wracając jednak do samej uroczystości — dla większości jest to okazja do wystrojenia się i poznania jak największej liczby osób. Nie ma co jednak liczyć na to w przypadku panny Du Val. Po pierwsze, samo jej wejście było trochę spóźnione. Jakby do ostatniej chwili wahała się, czy się w ogóle pojawić. Po drugie, to, że miała na sobie sukienkę nie oznaczało, że wyglądała zjawiskowo. Jej strój musiał być przecież stonowany jakimś dodatkiem, który wskazywałby na jej luźne podejście. Tak, na kremową, wygrzebaną z dna szafy sukienkę, zarzuciła za dużą dżinsową kurtkę podszytą sztucznym futerkiem. Od samego początku okazało się to złym wyborem, gdyż kurteczka skończyła przewieszona przez jej przedramię, ale no trudno. Miała na szyi wisior zawiązany z tyłu jasną wstążką, do tego dopasowaną małą torebkę, lecz wszystko nabierało mniej oficjalnego stylu, kiedy trochę dziwnie trzymała torebeczkę w dłoni zamiast nosić ją tak jak producent to zaplanował. A buty... buty też... przyznajmy, tu akurat nie było czego bronić, bo chyba jako jedyna część jej stroju dodawały jej dziewczęcego uroku. Nie pomalowała się mocno, a włosy miała zwyczajnie rozpuszczone. Dodatkowym elementem były okrągłe okulary przeciwsłoneczne typu lenonki, które przyzwyczaiła się nosić, aby trochę maskować swój wygląd. Nie żeby sądziła, że ktoś tutaj usłyszał, co się stało. W sumie sama od jakiegoś czasu ignorowała wszelkie wzmianki na ten temat, więc nie była pewna jak sprawy stoją. Na ten moment postanowiła się po prostu zatracić... w obserwowaniu innych. Chętnie znalazłaby jakiś fajny kawałek ściany, który mogłaby podpierać, ale niestety na stadionie nie było to łatwe. Zadowoliła się więc skromnym wejściem, podczas którego zlustrowała najbliższe otoczenie głównie skupiając się na dziwnej scence odgrywającej się nieopodal. Nie rozpoznała nikogo, w końcu minęło tyle lat...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 685
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 00:35

- Skoro aż tak pali ci się do tych zaklęć... - odparował z miną wyrażającą całkowite poparcie dla entuzjazmu Leo.
Ezra kompletnie nie zwrócił uwagi na występ Caluma i Lysandra, bo na głowie miał zupełnie coś innego. (Ale gdyby zwrócił to wyraźnie by pokazał, że kurcze, chłopaki, dobra robota!) Prawie też zignorował Leonarda, bo słowo "była" jakoś tak źle na niego działało. Skrzywił się, ale niechętnie potwierdził to mruknięciem. Wtedy jeszcze jego myśli były rozproszone, dopiero zaraz po rzuceniu zaklęcia, wszystko stało się przejrzyste. W jego głowie była tylko jedna rzecz...
Cholera, cholera, cholera, cholera. Co on najlepszego zrobił? Co mu strzeliło do tego zazdrosnego krukońskiego łba?
Z początku czuł ogromną satysfakcję, owszem. Widział jak Theo i Bri pod wpływem zaklęcia gubią całe zgranie i z głupimi minami próbują zrozumieć co się stało. Widział też jak czar dokonał małej korekty zamiarów Theo, który najwyraźniej chciał przyciągnąć do siebie dziewczynę, a zamiast tego został odepchnięty... Nie, to Bridget została odepchnięta! Jak w zwolnionym tempie widział jak Puchonka chwieje się na krawędzi, po czym z ogromnym pluskiem wpada do basenu. A jego nogi były jak wrośnięte w ziemię, mimo że wiedział, doskonale wiedział, że dziewczyna nie potrafi pływać. W jego umyśle pojawiła się jakąś blokada, która okazała się być większa niż troska o Bridget.
(Czy było za późno, żeby uciec? Na pewno ktoś ją zaraz wyciągnie, nie? A Ezra będzie martwy, jeśli Bridget dowie się, że to wszystko było z jego winy.)
Nie sądził, że nastanie dzień, kiedy Ezra będzie pod wrażeniem rozsądku Leonarda. A dziś tak było, kiedy chłopak bez wahania rzucił się do wody i wyciągnął z niej Hudson. Gdyby nie on, głupi pomysł Ezry nie skończyłby się tylko na chwili przerażenia.
Albo nawet nie chwili, bo nawet kiedy Bridget znalazła się na brzegu, Ezra czuł jak jego serce wali ze strachu. A bał się tego, że dziewczyna zaraz skojarzył fakty i znienawidzi go już tak na wieki wieków. Zamiast tego wydarała się jednak na Bogu ducha winnego Theo. Clarke naprawdę lubił drugiego Krukona, ale skoro już ktoś został obarczony winą, po co wychodzić przed szereg?
Ezra był tak zszokowany całą sytuacją, że nie zdążył schować różdżki. Przeniósł oniemiały wzrok na chłopaka.
- Eee, tak? - Nie brzmiało to tak przekonywująco jak by sobie życzył. Podrapał się niezręcznie po karku i odetchnął ciężko. Znajdź ze w sobie cywilną odwagę... - To znaczy nie, nie wiem co to było. Ja... Finite - zdjął z Krukona zaklęcie, mając świadomość, że kiedy prawda dotrze do Bri i Theo, prawdopodobnie okaże się to bardzo głupim ruchem.
Leo, co ty robiłeś, że pozwoliłeś Ezrze na taką głupotę jak Iniuriam Directionem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 6 ... 9, 10, 11 ... 15  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-