IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 10, 11, 12 ... 15 ... 19  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1601
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Sob Mar 25 2017, 11:59

First topic message reminder :

Wydawało się, że Daisy gra całkiem spokojnie, bo ani nikt w nią nie uderzał tłuczkami, ani ona sama nie próbowała tego robić. Nic dziwnego, że łapanie kamyków wychodziło jej tak świetnie i miała ich już dobry tuzin. Śmigała na swojej super miotle, nie dając się trafić żadnemu tłuczkowi, które chociaż nie odbijane w jej stronę, to wydawały się same za nią latać. I znowu jeden z nich był wyjątkowo uparty i Daisy już widziała śmierć w oczach i niemalże wyobraziła sobie jak ląduje na ziemi razem z koszem kamyków, które rozsypują się dookoła i może jeszcze połamaną miotłą. Przyśpieszyła jednak i przechytrzyła wszystkie te okropne piłki, w końcu miała z nimi niemałe doświadczenie. Złapała przy okazji jeszcze parę kamyków, szło jej naprawdę wyśmienicie.

Kamyczki: 2-> 6+6=12
Tłuczki: 2->1-> 4
Przerzuty: 14-> 11

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 608
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 993
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 01:23

Bridget naprawdę rzadko traciła nad sobą panowanie na tyle, by przeklinać. Zazwyczaj wyrażała się kulturalnie i nie używała brzydkich słów, bo przecież nie przystoi. Teraz jednak, kiedy dotarło do niej, że jeszcze chwilę temu mogła stracić życie w tym okropnym basenie i wszystko to było sprawką tego przystojnego Krukona (który jeszcze chwilę temu mówił jej, jak bardzo ją lubi), nie wiedziała, czy czuła się w tej chwili bardziej upokorzona ze względu na jawne odtrącenie z jego strony, czy też raczej wkurzona przez to, że tak głupi żart mógł sprawić jej naprawdę wielką krzywdę. Wprost brakowało jej słów, by wyrazić, jak bardzo się zdenerwowała i wystraszyła. Siedziała na ziemi i wciąż trzęsła się ze strachu i szoku, gromiąc spojrzeniem Theo, który wyglądał na jeszcze bardziej zestresowanego niż ona sama. Jakoś nie chciało jej się wierzyć w jego zapewnienia, że nie chciał - przecież jeśli nie miałby tego na myśli, nie wepchnąłby jej do basenu! Poza tym dziewczyna była pewna, że wspomniała mu o swoich znikomych zdolnościach pływackich, wobec czego nie widziała dla niego żadnego usprawiedliwienia jego niegodziwych czynów.
Do czasu...
Bridget prychnęła z wściekłości, lecz instynktownie podążyła wzrokiem w to samo miejsce, w które patrzył Theo i dostrzegła... Ezrę? Myśli kłębiły się w głowie Bridget, która dopiero po słowach Włocha zorientowała się, że jej były chłopak faktycznie miał w dłoni różdżkę... I wyglądał na naprawdę zakłopotanego...
CZY ON WŁAŚNIE ZDJĄŁ Z THEO JAKIEŚ ZAKLĘCIE?
Bridget początkowo nie załapała, co się właśnie stało. Siedziała na ziemi, biedna, przemoczona i trzęsąca się z emocji, i patrzyła na wszystkich trzech chłopaków zgromadzonych wokół po kolei. Raz na Leo, raz na Theo, raz na Ezrę... I dotarło do niej, co się stało.
- Ty - powiedziała z niedowierzaniem patrząc na swojego byłego chłopaka. - To wszystko Ty? Rzuciłeś na nas zaklęcie? - zapytała, wciąż nie mogąc otrząsnąć się z szoku, jaki wywołała w niej ta informacja. - Przez Ciebie mogłam zginąć - dodała głucho. Cała ta wypowiedź zabrzmiała bardzo dramatycznie, wręcz histerycznie, ale Bridget nadal nie mogła tego zaakceptować. Co się stało z całą tą pogadanką na temat ocieplania ich stosunków? Co się stało z ich planem na pozostanie przyjaciółmi? Jakim cudem ona miałaby zaprzyjaźnić się z Ezrą na nowo, skoro chłopak właśnie targnął się na jej życie, przy okazji sabotując tak piękne chwile na ostatnim balu w tym roku szkolnym? Bridget poniosła się i stanęła na chwiejnych nogach. - Dobrze się bawiłeś? Śmieszył Cię ten żarcik? Czułeś się jakoś lepiej rozwalając mi piękny wieczór po raz kolejny? - Każde kolejne pytanie zadawała po wykonaniu dwóch kroków w stronę Ezry. Zbliżała się do niego powoli, nie spuszczając wzroku z jego twarzy. - Nie mam pojęcia, co też pojawiło się w twojej głowie, ale to było żałosne. Mieliśmy być przyjaciółmi, a przyjaciele tak się nie zachowują - dodała. Było jej cholernie przykro.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 495
  Liczba postów : 744
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 01:43

- Nie ma co tracić czasu na baby - skomentowałem. Przecież to byłaby niesamowita strata czasu i weny, a prawdopodobnie nie spotkałoby się z aprobatą żadnej laski. One tylko zgrywają takie, co lubią romantyczne spacery, wygrywanie serenad pod balkonem czy też otrzymywanie kwiatów, a w rzeczywistości prawdopodobnie wyklinają w myślach na tworzący się odcisk na paluchu, na fałszujący głos, kiepską grę na instrumencie i idiotyczny tekst, nie wspominając już o nieodpowiednim rodzaju kwiatów, który prędzej nadawałby się na grób niż na prezent. Na pytanie o paleniu uniosłem nieco brwi. Faktycznie był tu nowy. - Tylko w Hogsmeade. W Hogwarcie nie można i jak złapią kogoś z papierosem, to wsadzają mu go w dupę, więc się nie opłaca. Zwykłe marnotrawstwo - powiedziałem ironicznie zachowując poważny wyraz twarzy. Liam jednak postanowił zająć się nowym profesorem, więc skinąłem im tylko, po czym odwróciłem się do Lysandra. - No, upiekło się nam. Zaraz możemy iść wyśpiewać drugą część, ale skoczę do baru po coś do picia - rzuciłem, po czym oddaliłem się wolnym krokiem, zmierzając w stronę baru. Miałem ochotę na jakiś orzeźwiający drink i tak się zamyśliłem, że kompletnie zapomniałem o obecności Doriena. Dopiero gdy znalazłem się kilka kroków od baru, stojący przy nim mężczyzna odwrócił się w poszukiwaniu miejsca i nasze spojrzenia spotkały się. Stanąłem jak wryty, mierząc go złowrogim spojrzeniem. Dziewczyna obok okazała się być Ruth, z którą też ostatnio nie za dobrze się dogadywałem. Automatycznie odechciało mi się pić, wobec czego odwróciłem się na pięcie i zacząłem iść w drugą stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 41
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 799
  Liczba postów : 504
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 03:34

Wywrócił oczami na "ripostę" @Thijs H. Corbijn. Ten tępy wał miał nauczać? I nagle przestał go dziwić mierny poziom umysłowy uczniów...
Powinien był zostawić to bez komentarza, co zapewne by zrobił, gdyby nie fakt, że z braku papierosów, zrobił się nie tyle bardziej czepliwy, co mniej rozsądny.
- Pan, widzę, z tych, którzy zadają pytania i mają pretensje, że otrzymali odpowiedź - mruknął, niespecjalnie do Holendra, a bardziej gdzieś w przestrzeń nad stolikiem, po czym zwrócił znów wzrok na młodego profesora - Zanim pan zacznie pan "nieść kaganek oświaty"... - ironia, której użył przy tym wyrażeniu, była nieprawdopodobnie wręcz łatwa do wychwycenia, szczególnie dla tych, którzy przywykli do jego bezbarwnego głosu - ...powinien pan sam pojąć, że czasem niesympatyczne wiadomości są również istotne.
Gdyby każdy stosował się do genialnej inaczej zasady Corbijna, ludzkość nadal siedziałby w jaskiniach, malując na ścianach bawoły, klepiąc się na wzajem po plecach i chwaląc. Z takim podejściem do życia, smarkacz powinien był pozostać przy przesadzaniu kwiatków.
Niedbale skinął mężczyznom, gdy opuszczali jego stolik. W końcu. Sięgnął do kieszeni po papierosy, ale przypomniał sobie, że przecież ich nie ma. W rzucaniu palenia brak nikotyny nie przeszkadzał mu nawet w połowie tak bardzo jak niemożność zrobienia czegoś z rękoma. Wrócił więc do obracania w palcach słomki, ponownie zagłębiając się w rozważaniach na temat autentyczności przekazanego mu manuskryptu, którego dokładny obraz miał w pamięci.

@Dorien E. A. Dear, podejdziesz? Może pójdzie Ci lepiej niż bratu xDD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 09:56

Theo odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że Ezra jest w to zamieszany. Nie chodziło nawet o to, że lubił Krukona i nie posądzał go o nic złego... Cieszył go sam fakt, że zagadka jego dziwnego zachowania została rozwiązana. Tym samym on mógł przestać zadręczać się myślami, a Bridget mogła przestać go obwiniać.
Gdy tylko zaklęcie zostało z niego zdjęte, powoli zaczął się podnosić - ostrożnie, upewniając się, że znowu nie zrobi czegoś głupiego. Tym razem jednak udało mu się bez problemu, a gdy już stanął na nogach, jak najszybciej podszedł do Puchonki, która wyglądała chwiejnie i ogólnie mało stabilnie. Włoch zmarszczył brwi, widząc jak wściekła jest i jak napada na Clarke'a. Zerkał to na jedno, to na drugie, zapominając o obecności prefekta Gryffindoru (nic dziwnego, był dość zbędny - swoje zrobił, nie?). Nie miał pojęcia, czemu Bri aż tak nie lubi Ezry, ale powoli jakiś pomysł zaczął mu w głowie świtać. Inna sprawa, że bardzo szybko chciał się go pozbyć.
- Dobra, moment, spokojnie... - Wymamrotał, zdejmując swoją koszulę wraz z kamizelką i zarzucając je na ramiona przemokniętej Hudson. Nie podejrzewał, że mogło być jej zimno, bo przecież woda musiała być względnie przyjemna. Theo zwyczajnie zależało na jej komforcie, a jaka dziewczyna lubi chodzić w mokrej sukience? Tak to przynajmniej miała czym się zakryć, choć odrobinę.
Emocje Krukona trochę nie wiedziały co ze sobą zrobić - z jednej strony nie potrafił wściec się na Ezrę za taki słaby żart (bo przecież serio nic się nie stało... chwila paniki, ot co!), z drugiej dalej był trochę zmartwiony i oszołomiony. Ogólnie, potrzebował więcej informacji, aby postanowić co z tym wszystkim zrobić. Pomrukiwanie jakichś uspokojeń nie miało większego sensu... ale Theo potrafił mieć mocny wpływ na ludzi. Jak bardzo samolubne było z jego strony pozwalanie na tę kłótnię? Chyba miał prawo dowiedzieć się, o co tak w pełni chodzi, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 837
  Liczba postów : 852
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 12:40

Poczucie sprawiedliwości Ezry było trochę zaburzone, bo zdecydowanie wolał, kiedy dziewczyna wyżywała się na Theo. Przez kilka sekund mógł się cieszyć niewinnością. Wszystko co piękne, kiedyś się kończy.
- Na Theo, ściślej mówiąc - poprawił Puchonkę, jeśli miało to zrobić jakąś różnicę. - Ale Bridget, przepraszam. Nie chciałem, żebyś wpadła do basenu. Słowo honoru, że to nie miało być aż tak szkodliwe - Generalnie chciał tylko, żeby się od siebie odsunęli. To był po prostu pierwszy impuls, jakby część jego mózgu wciąż krzyczała "ona jest moja, nie możesz tego robić". Nawet jeśli cała reszta wiedziała lepiej, ta jedna myśl przepełniona była największą ilością emocji. A uczucia zawsze przewyższają rozsądek.
Co się z nim w tym roku działo? Wściekał się na Lysandra, rzucał znienacka zaklęcia na ludzi, znowu kłócił się z Bridget... Ezra zawsze słynął ze swojego opanowania - mścij się tak, żeby nikt nie podejrzewał ciebie. Gdzie podziewała się jego otwartość i poczucie jakiegoś honoru? Ezra nie lubił przyjmować wybaczenia od osób, które skrzywdził, mając świadomość, że może zrobić to ponownie... I faktycznie tak się działo. Non stop popełniał głupie błędy, których nawet nie dało się wytłumaczyć. Po prostu zależało mu chyba trochę za bardzo.
Nawet nie drgnął, kiedy dziewczyna zaczęła się do niego zbliżać. Patrzył jej prosto w oczy, z typowo pokerową miną. Nie lubił okazywać tak głębokich i szczerych emocji, jakie czuł teraz. Tym bardziej nie przed dodatkowymi świadkami całego zajścia.
Obserwował, jak uwolniony spod działania zaklęcia Theo natychmiast podbiega do roztrzęsionej Bridget i narzuca na nią swoją koszulę. On sam wyglądał raczej na oszołomionego niż zdenerwowanego i to było... to było naprawdę miłe z jego strony, że nie nakręcał Bridget jeszcze bardziej. To sprawiło, że Ezra poczuł jeszcze większy wstyd, bo na pierwszy rzut oka widać było, że Evermore jest lepszą osobą niż Ezra i w pewien sposób musiało mu zależeć na Puchonce.
- Nie chciałem drugi raz zepsuć ci balu - powtórzył. "Nie chciałem, nie chciałem, nie chciałem". Okazywało się, że Clarke robił wiele rzeczy, których nie chciał. Ciekawe... Nie potrafił się jednak ani trochę nie bronić. - Bridget, chciałbym tego, ale nigdy nie będziemy normalnymi przyjaciółmi. Jesteś moją pierwszą miłością i zawsze będę coś do ciebie czuł, nawet jeśli będę miał już kogoś innego. Nie możesz więc oczekiwać, że nie będę w związku z tym popełniał błędów. Jak się nie zachowują przyjaciele? Nie mają uczuć? - Ile razy Bridget robiła mu bezpodstawne wyrzuty. Chociażby o Ruth. O Izzy, która wplątana została w to wszystko przypadkiem. O Nebraskę, z którą tylko usiadł na lekcji. I co, teraz nagle nie miało to dla niej żadnej wartości? Gdyby Ezra wiedział wcześniej, że coś jest między tą dwójką, może byłby na to przygotowany i postąpiłby inaczej. - Nie udawaj takiej idealnej. Wiesz czego też się nie robi? Nie sypia się z przyjaciółmi byłego chłopaka.
Tym razem w jego głosie zabrzmiała autentyczna uraza. Podejrzewał, że Hudson nie miała pojęcia, że od pewnego czasu o tym wszystkim wiedział. Złość na Lysandra w głównej mierze już mu przeszła, ale kiedy teraz doszło do konfrontacji z Bri, to znowu się w nim odezwało. Manewr, którego Ezra właśnie dokonał nazywał się "odwracanie kota ogonem". Wcale nie tego powinna dotyczyć rozmowa. Powinien ją przeprosić i z opuszczoną głową zostawić w dobrych rękach Theo. Zamiast tego wyciągnął przeszłość, żeby w pewien sposób dopiec też Bridget. Przecież ona też zrobiła wiele niemądrych rzeczy, dlaczego miał jej pozwolić o tym zapomnieć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 12:45

Dobrze wiedziała, że nawet gdyby puściła Doriena samego po kawę dla niej, to zamówiłby dokładnie taką, jaką pijała na co dzień. Jednak, mimo że w jej żyłach płynęło czarne, smocze espresso bez syropu, to od kilku lat niezmiennie czuła herbatę, kiedy ktoś rzucił przy niej zaklęcie „Essentia mirabile”, co było o tyle niepokojące, że wiązało się ze wspomnieniami, o których dawno powinna zapomnieć.
Po drodze minęli @Liam S. Dear w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, którego prawdę mówiąc nie kojarzyła, a nie chciała wysnuwać pochopnych wniosków, że profesor transmutacji przyprowadził ze sobą kolegę w ramach partnerowania na balu.
-Profesorze – skłoniła krótko głowę do Liama, kiedy się mijali na przywitanie, ale była tak spięta, że ledwo dała radę pociągnąć Doriena czym prędzej w stronę baru, gdzie oczywiście czekały ich jeszcze gorsze niespodzianki niż przemiły opiekun Ravenclaw. Fairwyn, pierwsze skrzypce koncertu pod tytułem „jak zabić w uczniach i ogólnie we wszystkich ludziach motywację i chęć do życia”, właśnie bawił się słomką przy stoliku. Jeśli nie będą go zaczepiać, to nie zaatakuje – Ruth więc taktycznie przeszła kilka kroków i ulokowała siebie wraz z ukochanym przy dwóch wolnych hokerach.
-Zanim o rodzinie, zapomniałam ci wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy, a nie chcę, żeby znów wyleciało mi to z głowy. Jedziemy ze znajomymi na wycieczkę szkolną. To moje ostatnie wakacje w z ludźmi z Hogwartu, bardzo mi zależy, żeby jechać, ale z drugiej strony nie chcę spędzać wakacji bez ciebie. Masz jakiś pomysł? – zapytała całkiem poważnie, bo ostatnio trochę nieładnie nauczyła się, że Dorien ze swoim umysłem analitycznym rozwiązywał w lot jej wszystkie problemy i zaczęła polegać na nim we wszystkich swoich rozterkach.
Zdążyli omówić tylko to, bo Ruth zauważyła odchodzącego @Calum O. L. Dear spod baru i wstała, odstawiając swoją kawę na stolik.
-Dorien, przeproszę cię na chwilę – zwróciła się do niego i spojrzała kontrolnie na Fairwyna. Okej, dalej siedział w miejscu, może chwilowo nie zacznie ziać ogniem. – Zaraz wracam.
Wmieszała się w tłum i kiedy w końcu dotarła do Caluma położyła mu dłoń na barku, zaczepiając delikatnie, żeby zwrócić uwagę mężczyzny na siebie. – Calum… - zaczęła, kiedy już zyskała jego wzrok na sobie, ale nie potrafiła powiedzieć więcej, bo niby co by to było? Przepraszam, że zachowałam się nieodpowiedzialnie? Przepraszam, że nie rozumiem, czemu tak się nienawidzicie z bratem? Wiedziała tylko tyle, że nie chciała się z nim kłócić. Jej jedyną rodziną byli przyjaciele, bo na matkę nie miała co liczyć, a toksyczna relacja wyjadała Ruth od środka, natomiast tata, choć kochała go nad życie, nie potrafił jej pomóc w magicznym świecie, poza tym ze względów bezpieczeństwa nie do końca mogła ot tak sobie z nim rozmawiać kiedy chciała. Dlatego więc przyjaciele byli dla niej wartością, którą ceniła i pielęgnowała najbardziej, i bolało ją serce, kiedy coś się psuło w tej relacji.

@Edgar T. Fairwyn, jak mi zabijesz faceta, to pamiętaj, że sueus przeszedł xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 12:47

Zaniedbała naukę, zaniedbała życie osobiste, zaniedbała rodzinę… Jedyne, o co w ostatnich miesiącach dbała, to praca. Spędzała w niej prawie całe dnie, dlatego znalezienie jej w dormitorium, pokoju wspólnym, a nawet hogwarckiej kuchni było praktycznie niemożliwe. Unikała Hogwartu i Hogsmeade, a przede wszystkim starała się unikać ludzi ze szkoły, dlatego też, gdy tylko mogła, wymykała się do Londynu na samotne spacery, gdy tylko nie była potrzebna w pracy (a i tam pracowała często dłużej niż wskazywałby na to jej grafik). Żyła gotowaniem w londyńskiej, magicznej restauracji i wieczornym pieczeniem ciasteczek, nie tylko na zamówienie, a także pisaniem listów do niejakiej @Alma Du Val, którą poznała przypadkiem, gdy uratowała zagubioną sówkę przed jeszcze większym pogrążeniem się w rozpaczy. To dzięki dziewczynie, która napisała, że wkrótce wraca do Hogwartu, Candy postanowiła jednak wybrać się na bal końcoworoczny. Zdążyła już swojej listownej korespondentce opowiedzieć o tym, jak będzie wyglądać tegoroczne zakończenie roku i obie doszły do wniosku, że to świetna okazja, żeby się spotkać. Wprawdzie Alma musiała trochę Hiszpankę przekonywać, że warto pojawić się na boisko, jednak koniec końców zgodnie stwierdziły, że będą się tam mogły zabawić i że będzie to idealne miejsce na pierwsze spotkanie. Wysłały sobie po zdjęciu (rzecz jasna: Hiszpanka miała jedynie nieruchome, mugolskiej fotografie), żeby nie miały problemu z odnalezieniem się w tłumie ludzi (co dla Candy było zbawienne, bo inaczej z pewnością Almy by nie poznała) i umówiły się na spotkanie prawie dwie godziny po rozpoczęciu imprezy, żeby nie przepychać się wśród wszystkich wchodzących par. Do tego czasu większość uczniów albo zdążyła opuścić bal, stwierdziwszy, że jest beznadziejnie, albo bawiła się świetnie w samym środku imprezy.
W drodze na boisko ściskała mocno zdjęcie Almy – ciemnowłosej, młodszej od Candy dziewczyny o brązowych oczach. Gdy zobaczyła tłum uczniów na boisku, zwątpiła, czy aby na pewno odnajdzie wśród nastolatków byłą Krukonkę. Nie poddawała się jednak i gdy tylko weszła na teren boiska – zmieniony nie do poznania dla tej jednej imprezy – zaczęła się rozglądać. Kilka razy przyjrzała się uważniej paru twarzom, jednak jak się okazało, żadna z nich nie należała do Almy. Candy zdążyła przejść całe boisko wzdłuż niskich, niemalże japońskich stolików, a wciąż była sama. Parę osób zwróciło na nią uwagę, a jeden chłopak nawet próbował zagadać, jednak go zignorowała. Niepotrzebnie zakładała cielistą, ażurową sukienkę na cienkich ramiączkach, która z przodu była zdecydowanie krótsza, sięgała nieco ponad kolana, niż z tyłu – zasłania zarówno uda, jak i łydki, jednak nie ciągnęła się po ziemi. Głównie za sprawą wysokich, cienkich szpilek zbliżonych kolorystycznie do sukienki. Nie czuła się niekomfortowo w tym stroju, jednak spojrzenia innych z czasem zaczynały ją denerwować. Ruszyła więc pewnie w kierunku basenu w nadziei, że może Alma postanowiła odprężyć się w ciepłej wodzie. Candy, gdy tylko usłyszała o tej atrakcji, wygrzebała z szafy swój strój kąpielowy, który ostatnio kurzył się w Hogwarcie. Gdy tylko znajdzie Almę, będzie musiała ją przekonać do kąpieli. Nie przeszkadzał jej nawet zbytni tłok w tej części, która nie była przeznaczona na tworzenie wodnej rzeźby – przywykła do oblężonych hiszpańskich plaż.
Poszukiwania powoli ją męczyły, więc stwierdziła, że skoro ona nie może znaleźć Almy, to Alma powinna znaleźć ją. W końcu była dość wysoka, więc nietrudno będzie ją dojrzeć nawet z daleka. Przystanęła przy stoisku z napojami i zamówiła wiśniowy gryf. Po otrzymaniu napoju miała zamiar przejść się nieco dalej, jednak zdecydowała się usiąść przy barze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 608
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 993
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 13:44

Bridget naprawdę nie mogła pojąć, co wstąpiło w Ezrę. Dobra, chociaż tyle, że przyznał się do rzucenia zaklęcia, aczkolwiek jego tłumaczenia o tym, że „nie miało to być AŻ TAK SZKODLIWE” sprawiły, że w całej głowie pobrzmiewało jej tylko „bullshit, bullshit, bullshit”. Już doskonale wiedziała, ze zrobił to wszystko z jakiejś irracjonalnej zazdrości…
Stała już całkiem blisko chłopaka, gdy ten zaczął wyrzucać z siebie te wszystkie słowa, które jeszcze może rok temu sprawiłyby, że odczułaby radość, lecz teraz wprawiły ją jedynie w grozę. Wybałuszyła oczy, nie mogą uwierzyć temu, co słyszy, po czym zaśmiała się. Serio, zaśmiała się! Niedoczekanie, żeby w obecności Theo opowiadał, że nadal do niej będzie coś czuł, nawet jak będzie miał kogoś innego.
- Nie, Ezra, ja BYŁAM twoją pierwszą miłością, jeśli już tak bardzo chcesz to tak nazywać. I nawet w to nie chce mi się wierzyć, tak samo jak w twoje dobre intencje – powiedziała gorzko. – Masz rację, nigdy nie będziemy normalnymi przyjaciółmi, bo nie będziemy nimi w ogóle. Jesteś pieprzonym hipokrytą! – wyrzuciła z siebie i nawet nie zorientowała się, że podniosła głos. Emocje w niej buzowały i dziewczyna przestawała sobie z nimi radzić. Owszem, sama miała swoje za uszami i swojego czasu źle znosiła fakt, że Ezra też chciał sobie poukładać życie osobiste niekoniecznie z nią, lecz trzeba było zauważyć, że najgorszy okres już minął i to najwyraźniej bezpowrotnie. Chłopak bardzo długo bawił się uczuciami Bridget, ponownie dając jej nadzieję, a następnie ją odrzucając, więc nic dziwnego, że miała do niego żal i miewała wahania nastrojów, skoro cała ich relacja to jeden wielki rollercoaster… Nie sądziła jednak, że podobna zazdrość złapie Krukona akurat teraz, kiedy już wszystko między sobą naprostowali i jako tako się dogadali – i na co były te rozmowy?
Dopiero wtedy zorientowała się, że na jej ramionach spoczywa koszula i kamizelka Theo. Popatrzyła na niego krótko i poczuła się strasznie źle. On nie powinien być obiektem jakiegokolwiek żartu, a już na pewno nie powinien uczestniczyć w żadnej zemście jej byłego chłopaka! Uśmiechnęła się do niego blado w podzięce, lecz nie mogła wykrzesać z siebie nic więcej w związku z postawą Clarke, który wytoczył największy kaliber jaki tylko mógł. W pierwszej chwili Bridget myślała, że się przesłyszała – nie sypia się z kumplami byłego? Cóż to za bezsensowny argument, przecież Bridget nic takiego nie zrobiła! W ułamku sekundy przypomniała sobie jednak, że jakieś dwa miesiące temu zdarzyło jej się wylądować w łóżku Lysandra, co w sumie miało być tajemnicą, więc skąd Clarke niby miał o tym wiedzieć? I następnie dotarł do niej sens tego zdania – przyjaciele byłego chłopaka. Zakrzewski i Clarke byli przyjaciółmi?! Ta wiadomość niemal zwaliła ją z nóg. Przecież gdyby wiedziała, do niczego takiego by nie doszło, Merlinie! A nawet mniejsza o to, że się z nim przespała – jakim prawem on jej to wyrzuca przy Theo?!
Ten chłopak naprawdę chciał wojny!
Wściekłość przesłoniła oczy dziewczyny, która po prostu rzuciła się na Krukona i zaczęła okładać go piąstkami po twarzy i klatce piersiowej. Jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się aż tak stracić nad sobą panowania, zazwyczaj starała się zachować chociaż pozorny spokój, jednak teraz? Wszystko to poszło w niepamięć.
- Jak śmiesz w ogóle o tym opowiadać! – Każde kolejne słowo padało po jednym uderzeniu pięścią. Po policzkach zaczęły jej płynąć łzy wściekłości i ogromnego smutku. Dlaczego akurat ona?!

Jako że Bridget jest raczej mało silna, Ezra nie powinien odnieść żadnych większych obrażeń, aczkolwiek byłoby miło, jakby chociaż został mu siniak na pamiątkę za ten jego niewyparzony jęzor!

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 14:28

Wszystko toczyło się zdecydowanie zbyt szybko i Theo kompletnie nie wiedział, jak powinien reagować. Cudownie - Ezra był byłym Bridget. Mogłoby być jeszcze niezręczniej? Evermore przyłapał się na tym, że słuchając ich gapi się na chłopaka. Chciał poznać szczegóły ich relacji i dowiedzieć się, czemu zerwali. Nigdy nie było przyjemnie słuchać o związkach tej osoby, do której żywiło się jakieś silniejsze uczucia. Z tego powodu Theo czuł się głupio i po bladym uśmiechu Bri wiedział, że niekomfortowo jej dyskutować na ten temat przy nim. Pozostawało mu jedynie słuchać, czekać i zastanawiać się, co by tu zrobić. Nie widział sensu w przerywaniu - Puchonka miała prawo być zła, a duszenie w sobie emocji nie należało do najlepszych pomysłów.
Theo przymknął na chwilę powieki, czując nieprzyjemne ukłucie w sercu. Gdyby spotkał teraz swoją pierwszą miłość z kimś innym... och, jego cudowny Adonis. Evermore wiedział, jak to jest czuć się zdradzonym. Sam to przeżył... ale to było co innego - to było naumyślne rozdrapywanie świeżo zasklepionych ran, do czego Clarke nie miał prawa. Nie mógł wywlekać wszystkiego teraz na wierzch, jak gdyby nigdy nic. Nie, gdy tyle zajęło dotarcie do tego przyjemnego etapu.
Ta chwila rozproszenia wystarczyła, aby Ezra palnął jeszcze coś i wyzwolił prawdziwą furię z Bridget. Theo otworzył oczy z zaskoczeniem. Tu już nawet nie chodziło o to, że miał teraz stuprocentową świadomość, że Bri z kimś spała - po prostu Ezra przeginał, gadając o czymś takim. To zwyczajnie nie była jego sprawa i musiał w końcu to zrozumieć.
Zanim Włoch dał radę otworzyć usta i poinformować go o jego nietakcie, do akcji wkroczyła wściekła Puchonka, zanosząc się łzami i bijąc starszego Krukona. Theo bez zastanowienia przyciągnął ją do siebie, blokując jej ręce.
- Bridget! Nie bij go!- Wyrzucił z siebie stanowczo, nagle przypominając sobie o swojej umiejętności hipnozy. Mógł to sobie darować, ale trochę spanikował. Nigdy nie czuł się pewnie w temacie przemocy fizycznej, ale zareagować jakoś musiał.
- Masz coś jeszcze do powiedzenia? - Zapytał ze złością Clarke'a, obrzucając go nieprzyjemnym spojrzeniem. W końcu to przez niego Bri teraz płakała, choć dopiero co uśmiechała się i tańczyła. Miał nadzieję, że Ezra wyłapie z jego tonu głosu, że czas się wycofać i tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1028
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 14:44

Najchętniej, to by się stąd dyskretnie wycofał. Nie był potrzebny w tym zamieszaniu, ale wiedział, jak idiotycznie by wyglądał, gdyby teraz wstał bez słowa i odszedł. Z drugiej strony żegnanie się, czy też jakiekolwiek inne zabieranie głosu, zdawało się być jeszcze głupsze. Ostatecznie tylko siedział, wpatrując się w taflę basenu i słuchając.
Głodny był, cholercia. Znajdzie się w tym barku coś do żarcia? Bo może jak skończą przerzucać na siebie winę, to by coś przekąsili...
Bridget była wściekła i Leo z początku nie rozumiał, czemu. Nic jej się nie stało, po co ta drama? Dopiero po chwili zrozumiał, że Ezra nie robił sobie zwykłego żartu, tylko faktycznie solidnie odgrywał się na swojej byłej.
A Leo nawet nie znał wszystkich okoliczności towarzyszących, choć był jego przyjacielem.
I tutaj zrobiło mu się smutno.
Wzdrygnął się, słysząc o tej "pierwszej miłości". Dlaczego był starszy od Ezry, a jeszcze tego nie przeżył? Jakimś cudem był w miliardzie związków, ale żadne nie wytrzymywały zbyt długo. Leo nie potrafił się zakochać, chociaż w gruncie rzeczy bardzo chciał. Mogło mu na jakiejś pannie zależeć, mogła mu się ona podobać - ale każdy związek był eksperymentem, a zakończenie się nie zmieniało. Leo zaczynała nudzić się taka monotoniczność i szukał nowego wyzwania, bo do swojej obecnej partnerki poza sympatią nie czuł nic. Szybko okazywało się, że pasuje mu tylko relacja "friends with benefits".
Ale trochę mu było szkoda... nawet, gdy widział jakie dramaty mogą się rozgrywać przez tą całą miłość.
- Co? - Palnął, na szczęście względnie cicho. Z KIM BRIDGET SIĘ PRZESPAŁA? Istniała spora szansa, że Leo zna tego przyjaciela Ezry (swoją drogą, ile on ich miał? Gryfon chciał czuć się chociaż trochę wyjątkowy, nawet jeśli robiło to z niego hipokrytę). Uznał jednak szybciutko, że lepiej dopytać potem. Przy okazji trochę zatkało go, że Krukon był w stanie wyciągnąć dziewczynie coś takiego.
Podniósł się szybko, gdy Bridget przystąpiła do ataku, ale przytrzymał ją jej kochaś. Leo musiał wyglądać zabawnie, jak jakiś ochroniarz Clarke'a. Odchrząknął znacząco, chcąc odrobinkę zwrócić na siebie jego uwagę.
- Ezra - mruknął, dając mu sygnał, że faktycznie lepiej się wycofać. Bo przecież dziewczyna się już popłakała...

______________________

But if you really hold me tight,


All the way home I'll be warm!


Ostatnio zmieniony przez Leonardo O. Vin-Eurico dnia Wto Lis 21 2017, 13:16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Stockholm, Sverige.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 249
  Liczba postów : 18
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14671-alma-du-val
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14676-write-your-name
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14675-van-gogh
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14673-alma-du-val#391928




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 14:54

Dziewczyna w kremowej sukience rozglądała się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Bez wątpienia wyróżniała się tym, że do nikogo nie zagadywała ani nie rzucała miłych uśmiechów w stronę mijanych ludzi. Do pewnego stopnia mogło to być podejrzane — oczywiście dla tych, którzy w ogóle zwrócili na nią uwagę — bo albo była zupełnym samotnikiem, albo nie była stąd. Żadna z tych opcji nie była do końca prawdziwa, nie były też one zupełnie fałszywe. Jej sytuacja była wytłumaczalna, na pewno, ale chcąc uniknąć skupiania na sobie uwagi, postanowiła wtopić się w tłum i w końcu skupić się na swoim „zadaniu”.
Bezwiednie poprawiła kosmyk włosów, który zdecydował się opaść jej na twarz i założyła go za lewe ucho. Jedną ręką zdjęła okulary, a drugą wyjęła fotografię wcześniej schowaną w jasnej torebeczce. Rzuciła jeszcze jedno spojrzenie dookoła siebie, taki odruch, po czym zlustrowała fotografię przedstawiającą uśmiechniętą kobietę. Alma nie była najlepsza w zapamiętywaniu twarzy, ale poszukiwania mogły się udać skoro miała zdjęcie przed sobą. Swoją drogą, zainteresowało ją to, że otrzymała podobiznę @Cándida Feliciana Miramon wykonaną mugolską technologią. Nie było w tym nic złego —  wręcz przeciwnie! — panna Du Val bardzo często preferowała takie metody i była dumna z takich niesamowitych wynalazków jak pióro kulkowe i laptopy, które w świecie magicznym były czarną magią. A jednak, jak się teraz zastanowiła, nikt jeszcze nie stworzył ruchomych fotografii na miarę tych czarodziejskich. I pewnie nikt nie stworzy. Pomyślała zaraz o magicznym obrazku, który posłała Candy. Przedstawiał dziwnie uśmiechniętą Almę na tle gór, otaczających małe miasteczko, w którym robiła zakupy podczas pobytu w Stavefjord. Można tam było spotkać zarówno mieszkańców zamku jak i czarodziejów turystów turystów. I właśnie takiego przyjezdnego poprosiła o zrobienie zdjęcia żeby nie posyłać tak zwanego selfie. Okazało się, że trafiła na jakiegoś amanta fotografii, który spędził ponad kwadrans ustawiając Almę, jakby to była co najmniej jakaś sesja. Tak powstał trochę ironiczny uśmiech, a także niewygodna pozycja, pokazująca uczennicę odwróconą lekko lewym bokiem do obiektywu. Miała nadzieję, że nie zraziła tym zdjęciem do siebie koleżanki...
Znów zapędziła się myślami. Czasami wydawało się, że żyje więcej w swojej głowie niż w czasie rzeczywistym. W sumie dzisiejsze planowane spotkanie tylko potwierdzało regułę. Dziewczyny pisały ze sobą już jakiś czas, a to był pierwszy raz kiedy się spotykają. Musiała przyznać sama przed sobą, iż była nieco poddenerwowana. Nie chodziło o to, że obawiała się Candy; po prostu Alma nie była najlepsza w tworzeniu dobrego wrażenia. W kontaktach międzyludzkich jej oceny plasowały się gdzieś między okropnymi, a nędznymi. Oczywiście, zmieniało się to przy bliższym poznaniu, ale tu w grę wchodził jeszcze ogólna trema brunetki... lęk przed rozczarowaniem innych. Wepchnęła jednak te obawy tam skąd przyszły i ruszyła w stronę największego zamieszania przy basenie. Co chwila zerkała na trzymane w dłoni zdjęcie i z lekko zmrużonymi powiekami lustrowała nieznajome twarze w poszukiwaniu Hiszpanki. Atutem było to, że gdzieś w listach zostało wspomniane, że Candy jest wysoka. Niestety podczas takich imprez wiele czarownic zakładało szpilki, przez co Alma wydawała się sobie jeszcze niższa... to nie będzie łatwe.
Na chwilę zatrzymała się przy basenie, ale po pierwsze nie zauważyła tam tego, czego szukała, a po drugie rozgrywała się tam scenka, w której nie chciała brać udziału. Niepostrzeżenie więc przemknęła obok aż przypadkowo wylądowała niedaleko baru. Oparła się o ladę, zastanawiając się czy nie pomóc czymś sobie zanim będzie kontynuować dalsze poszukiwania. Właśnie wtedy jej brązowe oczy zatrzymały się na długowłosej sylwetce. Widziała ją na razie od tyłu, więc trudno jej było stwierdzić czy to właśnie zaginiona Hiszpanka. Coś jej podpowiadało, że tak. Teraz pojawił się mały problem. Powinna do niej podejść, oczywiście, ale jeżeli się okaże, że to nie Candy to cała sytuacja będzie trochę niekomfortowa. Poza tym Alma nie lubiła zagadywać to obcych osób, to nie leżało w jej naturze. Skoro jednak przyszła na ten bal, to musiała podjąć decyzję. Szybko zamówiła cytrynowy raj przy barze i zdecydowanym krokiem przeszła kawałek żeby być na przeciwko swojej korespondencyjnej koleżanki. Wzięła głęboki oddech:
Mogę się dosiąść? — zapytała, a na jej usta wpłynął delikatny, acz przyjazny uśmiech. Zazwyczaj kiedy próbowała się wyszczerzyć, wyglądało to bardzo fałszywie, więc tym razem miała nadzieję, że tym razem wypadnie to lepiej.
Widziała teraz dokładniej twarz długowłosej dziewczyny. Nie byłoby w dobrym tonie wyciągać zdjęcie i ją porównać, ale o ile wzrok jej nie oszukiwał, trafiła w dziesiątkę. Postawiła przed sobą kubek z herbatą, a obok niego zdjęcie Candy. Jako baczny obserwator, zauważyła wcześniej podobny przedmiot w posiadaniu czarownicy, więc to musiało być to. Zanim zdążyła uzyskać odpowiedź, usiadła obok.
Encantada de conocerte. W końcu się spotykamy! — powiedziała, przywołując gdzieś z odmętów pamięci kilka hiszpańskich zwrotów, których się nauczyła. Ciekawiło ją to, czy z ust swojej pen pal usłyszy delikatny akcent czy te kilka lat dostatecznie go jej odebrało.
Torebkę umieściła gdzieś w bezpiecznym miejscu obok siebie, przykrytą dżinsową kurtką. Na wierzch położyła okrągłe okulary i skupiła uwagę na dziewczynie.

Pożegnała się i kiedyś tam jednak opuściła to miejsce.

/ zt


Ostatnio zmieniony przez Alma Du Val dnia Nie Sie 27 2017, 13:26, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 608
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 993
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 15:30

Wszystko to zaszło zdecydowanie za daleko. Bridget nie potrafiła już pohamować silnych emocji i dała się im ponieść, czego wynikiem były wszystkie te ciosy, które spadły na Ezrę i które odbijały się echem w jej sercu. Nie mogła uwierzyć, że w ogóle doszło do takiej sytuacji. Przecież jeszcze dziesięć minut temu bawiła się w najlepsze z Theo, czuła się szczęśliwa i kochana, a teraz? Teraz najchętniej zapadłaby się pod ziemię w związku ze słowami byłego chłopaka. Nie sądziła, że siedziało w nim tyle złośliwości i tyle goryczy w związku z faktem, że Bridget po roku nieustannych niepowodzeń i leczenia swojego złamanego serca w końcu odnalazła nową osobę, dla której zabiło ono szybciej i z większą mocą. Czy aż tak mu to przeszkadzało?
Furia Puchonki nie trwała długo, ponieważ na pomoc pospieszył Theo, przyciągając ją do siebie i nakazując uspokojenie się. Z Bridget opadły wszystkie siły, już wcale nie chciała okładać Ezry pięściami, a od całego tego ataku bolały ją ręce. Ukryła twarz w klatce piersiowej chłopaka i zaniosła się płaczem, a każdy kolejny szloch powodował drganie jej ciała.
- Przepraszam, strasznie Cię przepraszam - szeptała, lecz swoje słowa kierowała wyłącznie do Theo. Czuła się źle z myślą, że przez nią spotkały go jakieś nieprzyjemności, a poza tym nigdy nie chciała, by chłopak oglądał ją w takim stanie. Zdecydowanie za bardzo zależało jej na jego opinii, a teraz nie dość że zobaczył jej histerię i furię, to jeszcze dowiedział się o jej problemach z byłym chłopakiem i o fakcie, że wcale nie była tak niewinnato, na jaką mogła wyglądać. Gdyby tylko miała okazję kontynuować tę znajomość, prawdopodobnie sama by mu o tym wszystkim powiedziała, w swoim czasie... a teraz? Nie wiedziała, jak długo Theo pozostanie taki wspierający i czy przypadkiem Ezra nie przekreślił jej szans na szczęśliwy związek z Włochem. - Chcę stąd iść - powiedziała cicho i wyplątała się z ramion Theo. Rzuciła jeszcze jedno oskarżycielskie spojrzenie w stronę Clarke. - Brzydzę się Tobą - rzekła na odchodnym i zaczęła oddalać się od zgromadzenia, po cichu licząc, że Theo wciąż będzie jej towarzyszył.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 837
  Liczba postów : 852
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 15:49

Ezra nie mógł się zgodzić z Bri. Skoro uważał ją za pierwszą miłość to po zerwaniu wciąż nią była. Mógł mieć drugą, trzecią i ostatnią, ale ona i tak zarezerwowała sobie termin "pierwsza".
- Pierwsza, Bridget. Nie jedyna. To nie jest żadne wyznanie uczuć tylko stwierdzenie faktu. - Niektórych osób po prostu nie można było wyrzucić z serca i Ezra takie uczucia żywił do Bri. Co nie znaczyło, że wciąż ją kochał. Zacisnął zęby, kiedy dziewczyna poddała do wątpliwości jego słowa. Że niby co? Przez cały ten czas kiedy ze sobą byli, nie kochał jej? Jak ona w ogóle mogła coś takiego pomyśleć? Rozumiał, że teraz było inaczej, ale przeszłość pozostawała niezmienna. A ich akurat była bardzo dobra. - Świetnie, nie musimy nimi być. Może tak trzeba było od początku.
Ezra nie mógł nic na to poradzić, że akurat teraz miał z tym wszystkim problem. Po prostu pierwszy raz widział Bridget z jakimś innym chłopakiem i po raz pierwszy aż tak go to ruszyło. Świadomość to było jedno, a zobaczenie tego na własne oczy, drugie. Przeniósł wzrok na Theo - akurat on powinien rozumieć! Ezra w Komnacie Wspomnień przecież widział jego byłego chłopaka i widział minę Theo na przypomnienie o tym wydarzeniu. A Ezra Bridget miał tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Zmarszczył brwi. Czy tak trudno było zrozumieć, dlaczego to zrobił? Podejrzewał, że Evermore mógł wiedzieć o czym myślał, dla pozostałych jednak musiała być to tajemnica. I Ezra nie zamierzał jej zdradzać, już i tak sporo tu namieszał.
Już w momencie, kiedy wspomniał o Lysandrze, wiedział że posunął się zbyt daleko. To było nie w porządku, rozmawiać z nią o tym przy Theo, a tym bardziej Leo. Bo uważał, że miał prawo jej to wypomnieć któregoś dnia. Nie dziś.
Bardzo zdumiała go gwałtowna reakcja Bridget, która dosłownie rzuciła się na niego z pięściami. Dzięki temu elementowi zaskoczenia mogła nabić Ezrze porządnego siniaka i naruszyć jego godność, mimo że wcale jej rączki nie miały aż tak wiele siły. Potem szybko złapał ją za nadgarstki, żeby powstrzymać ją od kolejnych ciosów. Bo jednak dziewczyny by nie uderzył, choćby nie wiem co.
Na szczęście zaraz do akcji wkroczył Theo i dosłownie wystarczyło mu jedno zdanie, żeby odciągnąć Bridget. Jak ktokolwiek mógł mieć taki wpływ na drugą osobę? Zmarszczył podejrzliwie brwi, ale tego nie skomentował. Zignorował też upomnienie Leonardo.
- Och, no jasne. Płakanie. To co Bridget Hudson potrafi robić najlepiej - zaszydził z mocno bijącym sercem, patrząc jak Puchonka wtula się w Theo. (I był gotowy na odebranie jeszcze jednego ciosu, tym razem od Evermore'a) Był tak okropną osobą... Nie drgnął nawet, kiedy dziewczyna przeszła obok niego z tymi bolesnymi słowami, nawet jeśli na końcu jego języka znalazło się ciche "ja też". Dopiero kiedy zniknęła mu z pola widzenia, opuścił głowę i ramiona, wyglądając na przybitego. Zupełnie zapomniał, że cały czas przy nim znajdował się Leo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 16:39

Theo nie potrafił zdenerwować się na Ezrę. Bardzo chciał, starał się coś z siebie wydusić, ale... ale było mu tylko go szkoda. Bridget była niesamowitą osobą i jeśli łączyła ją z Ezrą dawna miłość, to Evermore w pełni rozumiał, że nie mogli zostawić tego za sobą. Wiedział również, że do swojej pierwszej miłości miał ogromny sentyment. Nie miał pojęcia, co by zrobił, gdyby teraz wpadł na Niego.
Ulżyło mu, gdy jego słowa zadziałały i Bridget wtuliła się w niego. Przytulił ją mocno, żeby czuła się stabilnie. Gładził przy tym dłonią jej plecy w kojącym geście.
- Już, już. Spokojnie.
Szkoda, że hipnoza nie działała również na niego samego. Pod wpływem kolejnych słów Ezry aż w nim zawrzało ze złości. Nie potrafił zorientować się, kiedy trzeba przestać? Aż tak chciał jej dopiec? Znał ją, do cholery! Tak oto problem Theo pod tytułem "jak zdenerwować się na Ezrę" został rozwiązany. Wystarczyło jeszcze parę idiotycznych słów Krukona.
Miał ochotę puścić Bridget i wygarnąć chłopakowi trochę solidniej, ale udało mu się powstrzymać. Nigdy nie był szczególnie porywczy, a do rękoczynów to w ogóle go nie ciągnęło. Cały jego szok odszedł w zapomnienie i Theo nawet nie zauważył, że wyprostował się i patrzył na Ezrę z pogardą.
- Wiesz, że postąpiłeś idiotycznie. - Evermore sam zaskoczony był łatwością, z jaką wychodziła mu teraz hipnoza. Coś w tej chłodnej złości i szalejących w nim emocjach go napędzało. - Mam nadzieję, że trochę się pozadręczasz.
To był definitywny koniec rozmowy, więc Theo ruszył szybko za Bri, pozwalając sobie na łagodne objęcie jej ramieniem.
- Chodź - pociągnął ją do jakiegoś stolika ustawionego niedaleko baru.
Chyba nie sądziła, że ją teraz zostawi samą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1028
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 17:02

Ale się odjebało.
Leo ostatkiem sił powstrzymywał się od wydawania rozemocjonowanym głosem "och" i "ach", przy każdym kolejnym zdaniu tej dwójki zażarcie kłócących się kociaków. Zatkało go kompletnie, gdy ten Krukon kazał Bri przestać bić Ezrę - w tej jednej sekundzie zupełnie przestał rozumieć idęę przemocy, a to było bardzo dziwne. Otrząsnął się w sam raz, aby usłyszeć jak jego przyjaciel robi z siebie coraz większego dupka.
Zamrugał zaskoczony, spoglądając na Ezrę. Chyba jednak dobrze, że się pogodzili po tamtym festynie. Leo nie chciał znać tej jego "złej" wersji. A jego bolało, jak Krukon rzucał jakieś drobne złośliwości...
- Dobra, starczy - burknął na partnera Bri, który chyba był jakimś wielkim dyplomatą. Vin-Eurico miał wrażenie, że dobierał on słowa jakoś tak zbyt dokładnie. I ogólnie dziwnie gadał.
Kiedy tylko ta dwójka zaczęła się oddalać, Leo stanął przed Clarke'iem i przyjrzał mu się uważnie. Sam nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć - Ezra z pewnością przegiął i zachował się nieodpowiednio... ale miał całkiem solidny motyw. Leo doszedł do wniosku, że mu współczuje i będzie stał za nim murem, nawet jeśli oznacza to solidny opieprz od Lotty (chociaż hej, niby uratował jej siostrę, nie?).
- Zaproponowałbym ci wyjście do jakiegoś prawdziwego baru, ale to chyba z tobą nie przejdzie - westchnął, wysilając mózgownicę, aby znaleźć jakiś sposób na pocieszenie Krukona. - Dobra, stary, serio. Zwijamy się stąd.
Miał wrażenie, że na tym balu to już się za dobrze nie pobawią... a jeśli nie bar, to znajdzie coś innego. O to się akurat nie martwił.
Wiedział już dokładnie, gdzie pójdą - teraz trzeba było dostarczyć tam Ezrę, zanim zabiją go wyrzuty sumienia. Leo odnalazł (z trudem) swoją koszulkę i ją założył, po drodze podając przyjacielowi jego rzeczy.
- No, migusiem - pogonił go jeszcze, kierując się w stronę ścieżki prowadzącej do Hogsmeade.

______________________

But if you really hold me tight,


All the way home I'll be warm!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1790
  Liczba postów : 457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 17:30

– Ale Słonko, to bardzo proste. Należą ci się dwie wycieczki. Pojedziesz sobie ze znajomymi, wybawisz się bez mojej przytłaczającej obecności, a potem wybierzemy się gdzieś razem, w jakieś spokojne, ciche miejsce, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał – uśmiechnął się szeroko na myśl o tygodniu na dzikiej plaży – Nie mam obiekcji, to twoi przyjaciele.
Rozwiązanie nasunęło się samo, ani przez chwilę się nie zawahał, mówiąc, by dziewczyna pojechała z innymi uczniami i studentami. Ufał jej. To była prawdopodobnie ostatnia okazja na beztroskie wakacje ze znajomymi, zanim przygniecie ją dorosłe życie. Kiwnął głową, kiedy zakomunikowała, że chciałaby się na chwilę oddalić.
Jeśli Dorien odziedziczył część urody po Fairwynach, to było to wysokie czoło i bardzo jasne, niebieskie oczy. Rozpoznał @Edgar T. Fairwyn, oczywiście nie sugerując się jedynie tymi wskazówkami. Był bliskim kuzynem matki Doriena, która wywodziła się właśnie z tego znanego, znakomitego rodu. Mężczyzna widniał na bardzo niewielu zdjęciach, a z relacji Victorii wynikało, że Edgar był indywidualistą, samotnikiem, który odciął się od rodziny tak szybko, jak to było możliwe. Dear znał też publikacje Edgara, i o ile pierwszą z nich wetknęła mu w ręce matka, tak po następne sięgał już sam. Tylko co Fairwyn robił na balu w Hogwarcie? Siedział sam, nie wyglądał na czyjąś osobę towarzyszącą. Jeśli zdecydował się być nauczycielem ze swoim charakterem i usposobieniem (które to Dorien znał tylko z opowieści matki), to współczuł tym dzieciakom.
Być może przyglądał się Edgarowi nieco za długo. Starszy mężczyzna chyba to zauważył. Co robić, co robić? Dorien mógł odwrócić wzrok i udawać, że nic się nie stało. Mógł też podejść i przedstawić się jako wcale nie taki daleki krewny, albo tylko wspomnieć, że zna jego publikacje i śledził kolejne podróże.
– Pan Fairwyn, prawda? – spytał, kiedy zdecydował się jednak podejść do Edgara – Wybaczy pan najście, ale nieczęsto nadarza się okazja spotkania kogoś tak niesamowitego. Jako młody chłopak byłem wręcz zafascynowany pańskimi książkami, podróżami i opisami badań. Te dzieciaki pewnie nawet nie mają pojęcia, z kim mają do czynienia.

______________________

Every memory that you hold dear



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 837
  Liczba postów : 852
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 21:16

To wszystko to był jakiś cholernie nieśmieszny żart. Czy wszystkie bale musiały kończyć się jakimś dramatem? Jeszcze tylko brakowało, żeby któryś z nauczycieli zauważył całą zaistniałą sytuację i narobił Ezrze w związku z tym problemów.
Nawet jeśli całkowicie zgadzał się z Theo i generalnie uważał, że powinien umrzeć w wielkich męczarniach, był bardzo, bardzo wdzięczny za wsparcie, którego udzielił mu Leo. Chłopak nie opieprzył go i nawet jego wzrok był bardziej współczujący niż oceniający. Niby nic wielkiego  a jednak dla Ezry znaczyło wiele. Vin-Eurico miał do niego doprawdy anielską cierpliwość.
- Nie mam ochoty nigdzie wychodzić, Leonardo. Daj mi spokój. Postąpiłem tak idiotycznie... - Z każdą sekundą czuł coraz większą irytację. Na siebie samego, oczywiście. Jak w ogóle przez gardło mogły mu przejść takie słowa? Jak mógł potraktować w ten sposób kogokolwiek? Już nie liczyło się nawet, że Bridget była jego byłą dziewczyną. Spowodował, że płakała. Mścił się za to, że co, wyglądała na szczęśliwą? A kto mówił jej, że chciałby, aby oboje ruszyli do przodu? Spojrzał na Leo, który wcisnął mu ubrania w ręce. - Nie możesz mnie teraz zostawić? Nie będę dla ciebie dobrym kompanem, serio. A nie chcę ciebie też w jakiś sposób obrazić. Jestem dobry w pieprzeniu znajomości - Ezra sam słyszał, jak żałośnie brzmi. Te uczucia były dziwne silne, znacznie mocniejsze niż kiedykolwiek. Każda jego myśl przepełniona była wyrzutami sumienia, które szczelnie wypełniły jego umysł.
Zarzucił jednak na siebie niedbale ubrania i podążył za Vin-Eurico. Co by Gryfon zrobił, gdyby Ezra po prostu poszedł w swoim kierunku? Zaciągnąłby go gdzieś na siłę? Obraził się? Zirytował?
- Leonardo, proszę. Zamek, nie Hogsmeade - jęknął. Naprawdę nie miał nastroju na jakiekolwiek wypady, nawet z nim.


Ostatnio zmieniony przez Ezra T. Clarke dnia Nie Lip 02 2017, 21:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 608
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 993
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 21:28

Bridget dała się poprowadzić Theo, starając się ignorować gapiów, którzy niewątpliwie komentowali całe to zajście. Cudownie, tylko tego brakowało, żeby cała szkoła teraz huczała o jej nieszczęsnych podbojach! Mogła się założyć, że najbliższy obserwator poświęci jej cały artykuł... Było jej okropnie przykro z powodu Ezry - jak on w ogóle mógł ją tak potraktować? Dziewczyna zastanawiała się, czy to wciąż był ten sam Ezra, z którym kiedyś ją coś łączyło i doszła do wniosku, że nie, nie był to ten sam chłopak. I zdała sobie sprawę, że może ich rozstanie było jednak dobrą decyzją... Chyba lepiej, że przekonała się o istnieniu tej mrocznej części Clarke teraz, niż gdyby nadal chodzili ze sobą, prawda? W tym drugim wypadku prawdopodobnie cierpiałaby jeszcze bardziej.
Obecność Theo bardzo jej pomogła. Była wdzięczna, że stanął po jej stronie i przede wszystkim że nie odwrócił się po usłyszeniu całej tej kłótni. Usiedli przy jakimś stoliku, a Puchonka schowała twarz w dłoniach, przecierając oczy i oddychając głęboko, by uspokoić drżenie ciała. W niepamięć odeszło już całe zajście z basenem, najgorsze było to ujawnienie sprawy z Lysandrem. Co prawda nie podał nazwisk, lecz i bez tego Bridget czuła się podle.
- Theo, przepraszam, że musiałeś to widzieć... I słyszeć - powiedziała do niego słabym głosem. - Czuję się z tym okropnie. I jeszcze padłeś ofiarą zaklęcia, to w ogóle nie powinno się zdarzyć - dodała, zerkając na niego zaczerwienionymi oczami. - Chcę wracać do zamku - oznajmiła po chwili, lecz dostrzegła, że Clarke i Leonardo również obrali ten kierunek. - Ale za chwilę. Nie chcę go już widzieć na oczy.
Dlaczego takie okropne rzeczy przytrafiały się akurat jej?

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1028
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 21:36

Leo był ogólnie dobrym słuchaczem, choć wysoko cenił dźwięk własnego głosu. Raczej nie można mu było zarzucić jakiejś wielkiej ignorancji, czy samolubności. Skoro postanowił, że pomoże Ezrze, to to zrobi - chociaż chyba powinien trochę zwrócić uwagę na to, że ten bezczelnie się zapiera.
- Ty wciąż gadasz? - Rzucił lekceważąco, szturchając go lekko. Japonki nie były za dobrymi butami na spacerki, ale Leo nie spodziewał się dalszych wypadów. Dobrze, że było ciepło, bo zaczął już schnąć i nie łaził taki ociekający wodą.
Westchnął poddenerwowany i stanął przed Ezrą, zaplatając ręce na klatce piersiowej.
- Tak, postąpiłeś idiotycznie. Nie, nie mogę ciebie teraz zostawić. Wszystko jasne, czy chcesz sobie trochę popłakać? - Gryfon był piekielnie współczującą osobą, ale w tym przypadku był pewien, że takie jęki nie mają sensu. Teraz trzeba było się spiąć, dotrzeć w jakieś mniej zaludnione miejsce, tam się pożalić i tyle. Leo wiedział, że czasem trzeba pocierpieć w samotności, ale ostatnio się na tym przejechał i jego okres "powrotu do zdrowia" solidnie się wydłużył. Nie zamierzał pozwolić przyjacielowi na popełnianie tych samych błędów.
- Ezra no, nie ufasz mi? Chodź, nie jęcz. Zaczekaj z tym zadręczaniem się, dobra? - Dopiero teraz pozwolił sobie na posłanie Krukonowi zaniepokojonego spojrzenia. Jego niechęć i ta fala rozpaczy, która go ogarnęła, łamała Leośkowi serce. Zarzucił mu rękę na ramiona, trochę aby mu nie uciekł, a trochę w geście pocieszenia.
Nie miał pojęcia, jakim cudem był w stanie gadać coś o pieprzeniu znajomości. Gryfon może i był lekkomyślny i porywczy, ale jego lojalność biła wszystko. Ezra musiałby się teraz solidnie natrudzić, aby odsunąć od siebie Leo.
Szli do Hogsmeade i koniec kropka.

/zt x2, porywam Ezrę

______________________

But if you really hold me tight,


All the way home I'll be warm!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1322
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 22:29

Słuchała go z powagą stojąc w miejscu. Gołym okiem można było zauważyć gęsią skórkę na jej ramionach, które to nie znajdowały się pod wodą, a przynajmniej ta część która się nie znajdowała. Zapomniała... Miał całkowitą rację. Zapomniała co do niego czuła ale w między czasie, w swoim mieszkaniu, znalazła wiele listów od Titi, Maxa, Des. Każde z nich miało taki sam stosunek do Lucasa - nie lubili go. Pewnie Olii też go nie lubił. Tak samo jak Mikkel. Równie dobrze mogła się mylić... Ale chwila, bo po woli zaczynamy odbiegać od tematu. Uczucia do Lucasa były jej nieznane. Widząc go nie czuła motylków, nie czuła mrowienia, ani chęci znalezienia się bliżej niego. Był dla niej jak kolega. Ktoś kto pozostawał neutralny. Jak Mikkel. Chociaż nie do końca. Kochała Carlsson ale jak brata.
- Sama nie wiem. Nie pamiętam momentu w którym to się stało ale wraz z Lucasem i Maxem doszliśmy do wniosku, że nie był to nikt ze szkoły. A przynajmniej tak się nam wydaje. - wzruszyła ramionami wprawiając w ruch wodę dookoła niej. - Dla mnie oczywistym typem była Katherine. Jednak jej tam nie było. A z tego co mi mówili, to musiało stać się właśnie podczas wyjazdu. - westchnęła jedynie. Nie wiedziała co miałaby więcej powiedzieć.
- Właśnie. Oboje musielibyśmy tego chcieć. Ja wiem, że Lucas tego chce ale nie jestem pewna czy ja... Czy chcę tego samego. Czy nie zacząć od nowa. Z czystym kontem. - spojrzała na chłopaka poprawiając przy okazji sukienkę, która niebezpiecznie podniosłą się jej do góry ukazując przez chwilę koronkową bieliznę. - Mimo to zdecydowałam się na plan Lu. - widząc jednak, że chłopak nie do końca rozumie co ma na myśli uśmiechnęła się blado - Chce przypomnieć mi każdą naszą randkę, bal, potajemne spotkania. Urocze to i z pewnością dla mnie będzie to nowość. Jednak obawiam się iż mogę go rozczarować. On już widział jak zareagowałam na to za pierwszym razem. Za drugim może być inaczej. - wraz z ostatnim słowem rozejrzała się po zebranych. Nigdzie jednak nie było go widać. Najwidoczniej wystawił ją. A może sam uznał, że nie ma to większego sensu. - I chyba sam doszedł do tego, że może się rozczarować. Mieliśmy zacząć od dzisiejszego balu, jednak nie pojawił się do tej pory. - pokręciła głową przez co jej włosy delikatnie poruszyły wodę. - A ty mój drogi? Z jaką miłą panną się umówiłeś na dzisiejszy wieczór? - z uśmiechem od ucha do ucha spojrzała na Mikkela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 238
Dodatkowo : członek drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 627
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14451-dramatyczne-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13852-dreama-vin-eurico?highlight=dreama




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 22:31

Czuła chęć odjebania się. Chociaż samo to, że pojawiła się na tym balu z jej zdaniem najprzystojniejszym chłopakiem z całej szkoły musiało robić wrażenie na tych wszystkich szlaufach, które na co dzień śmiały się z tego, że z jej wzrostem nikogo sobie do towarzystwa nie znajdzie. A tutaj zaskoczenie! Szła i to z kimś, kto był ładniusi. @Elias Sætre może i był od niej trochę niższy, ale jej nigdy nie zależało na wielkoludzie. Ważniejsze było to, że wyjątkowo dobrze się dogadywali. Dreama musiała przyznać przed sobą, że chyba z żadnym innym facetem nie miała aż tak dobrych kontaktów. Jej brat nie miał dla niej zbyt dużo czasu, a sam Lope — był, ale tak jakby go nie było. A ona potrzebowała kogoś do ciągłych rozmów i chyba właśnie za to najbardziej go lubiła, dużo paplał tak jak ona i nigdy nie czuła, że w jakiś sposób go przegaduje, bo właściwie nadawali, tak samo.
Szła z nim pod rękę. Ubrana w luźną, czarną sukienkę i mocno zielone futro, które delikatnie opadało jej na ramiona. Chciała, musiała być widoczna, dlatego też uśmiechała się do wszystkich z wyższością. Bawiła ją atmosfera panująca na imprezie, widziała kolejną dramę, którą rozgrywała się przed jej oczami i chociaż obojętne jej było, kto z kim, gdzie i jak, czuła wielkie, podniecenie widząc, jak prawie wszyscy wokół niej się kłócą.
- Eli, spójrz, jakieś spięte mamy towarzystwo — szepnęła konspiracyjnie w stronę swojego towarzysza — widzisz, nie potrzeba im alkoholu do tego, żeby zacząć jakąś jatkę. - Zaśmiała się cicho i poczuła ukucie w sercu. Ukuło ją, bo nie mogła się napić, a właśnie na to miała nadzieje. Nie sądziła, że będzie jej z tego powodu aż tak źle. Ostatecznie stwierdziła, że jest koniec roku i w sumie i tak pewnie skończy z nim w Hogsmeade na kielichu. No, ale w końcu nieważne gdzie, ważne z kim.

/mam nadzieje, że to jeszcze nie koniec xDDDD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 22:40

Theo w ogóle nie wyobrażał sobie, że mógłby zostawić Bridget samą. Gdyby wiedział, że dodatkowo tym się martwiła, to pewnie by się w ogóle zaśmiał - no bo bez przesady, zachowajmy trochę realizmu! Nie należał do tych, którzy całują dziewczyny ot tak, a potem się nimi nie przejmują. Nie, Theo w ten sposób wyraźnie pokazał Puchonce, że mu na niej zależy.
- Nie przepraszaj, przecież tego nie planowałaś - uśmiechnął się pokrzepiająco. Nic tutaj nie było winą Bridget. Krukonowi faktycznie było trochę głupio, bo usłyszał więcej, niż powinien... ale nie mieli już co z tym zrobić, także nie było czym się zamartwiać. Liczył na parę słów wyjaśnienia, lecz w gruncie rzeczy nie potrzebował ich tak od razu. Teraz zależało mu na tym, aby Bri się uspokoiła.
Skinął głową, na jej postanowienie co do powrotu do zamku. Chyba nie musiał jej zapewniać, że odprowadzi ją i będzie z nią siedział, aż definitywnie nie powie mu, żeby się odczepił?
Ujął delikatnie jej dłonie w swoje i cmoknął wierzch jednej, a potem drugiej. Przechwycił spojrzenie ciemnowłosej i uśmiechnął się do niej łagodnie. Jakim cudem nawet taka zapłakana wyglądała pięknie?
- Bridget, spokojnie. Postaraj się nim nie przejmować... Nie znam dokładnie waszej sytuacji, ale też bym wariował, gdybym stracił taką dziewczynę. Po prostu go poniosło. - Nie chciał, aby wyszło to tak, że broni drugiego Krukona. Dalej uważał, że Clarke zachował się jak ostatni idiota. - Przesadził, nawet bardzo. Nie miał prawa się tak do ciebie zwracać i nie dziwię ci się, że tak cię to dotknęło. Proszę jedynie, żebyś nie pozwoliła, żeby znowu cię dręczyły jakieś sprawy związane z Ezrą. Przecież jesteś ponad tym... Pocieszy cię, jak powiem, że będą go z pewnością męczyły wyrzuty sumienia?
Zerknął w stronę wyjścia z boiska. Po Ezrze i jego gryfońskim towarzyszu nie było już śladu, więc chyba mogli spokojnie się zbierać. Theo podniósł się i przyciągnął delikatnie do siebie swoją towarzyszkę, ale zamiast od razu ruszyć w drogę, przytulił ją jeszcze mocno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 495
  Liczba postów : 744
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 23:08

Nie wiedziałem, gdzie zmierzałem, więc po prostu szedłem powoli przed siebie, przeciskając się między wszystkimi tymi uczniami i uczennicami w kostiumach kąpielowych. Wyglądałem przy nich jak idiota z przylizanymi włosami, w białej koszuli i garniturowych spodniach, ale olewałem zupełnie temat. Pomyślałem, że może wypadałoby znaleźć Isilię, bo, jakby nie było, zaprosiłem ją tutaj i porzuciłem przy loterii, by wyśpiewać odę do chujowości Walkerowi. Kiedy już prawie podjąłem decyzję, czy szukać Gryfonki, czy pieprzyć to wszystko i zmyć się z boiska, poczułem czyjąś dłoń na ramieniu, a zaraz potem znajomy głos wymówił moje imię. Zatrzymałem się i zamknąłem oczy na sekundę, wzdychając ciężko, po czym odwróciłem się twarzą do @Ruth Wittenberg. Nie uśmiechałem się - serio nie było mi do śmiechu w ostatnim czasie. Nieustannie się sprzeczaliśmy, a fakt, że Wittenberg przywlokła tu Doriena dodatkowo podsycał tę napiętą atmosferę. Naprawdę nie chciałem widzieć jego ryja na balu końcowym, szczególnie po wydarzeniach spod sklepu dawno temu, jeszcze po imprezie, którą organizowała Lotta.
- Ruth? - powiedziałem pytającym tonem, unosząc jedną brew i doprawdy zachodząc w głowę, co też mogła ode mnie chcieć. - Jeśli chodzi o przyjacielskie buziaczki z moim bratem to nie, nie zamierzam się z nim witać - dodałem od razu, gdyby zamierzała zapytać o dołączenie przy barze lub o cokolwiek podobnie głupiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 23:27

Ostatnimi czasy Ruth nie miała dokąd uciekać, nawet gdyby bardzo chciała wyłączyć swoje zmartwienia i zatopić się na przykład w pracy. Otóż sprawa z pracą wyglądała tak, że kilka tygodni temu przekreśliła cały swój plan na przyszłość i zaczęła romans z Wizengamotem, gdzie zastała ją poprzednia, wielka miłość, to znaczy Mikkel, który uwielbiał o sobie przypominać właśnie w momencie, w którym myślała, ze już o nim zapomniała ostatecznie. Poza tym pozostawał jeszcze problem zatargów z matką, robienia kursów na szybko, wymyślania wyjazdów do Stavefjord na egzaminy z asystentury OPCM i sto pięćdziesiąt innych spraw, z których każda wydawała się być gorsza od drugiej. Calum i ich ostatnie kłótnie miały w rankingu zmartwień Ruth jedną z najwyższych pozycji, ale dziewczyna miała trochę problem z odczytywaniem intencji innych osób, więc nie miała bladego pojęcia, dlaczego aż tak to wszystko wyszło.
Choćby jednak nie wiem jak pijana była, miała olej w głowie i dobrze zrozumiała przekaz, który uskutecznił Calum podczas ich ostatniego spotkania z Dorienem, tylko na dobrą sprawę nie wiedziała co o tym myśleć. Nie wiedziała, jak powinna się zachować i czego Calum od niej oczekuje i słowo, dostosowałaby się do wszystkiego, ale o rezygnacji ze związku nie było mowy. Całe jej życie było pasmem nieszczęść i niepowodzeń, nawet Czarek, człowiek o gołębim sercu, zerwał z nią przez jej charakter, a teraz czuła się najzwyczajniej szczęśliwa przy boku Doriena. Tylko serce kroiło jej się na pół, kiedy miała świadomość tych "cichych dni" z Calumem.
-Nie musisz się z nim witać - powiedziała spokojnie, choć o wiele ciszej niż zazwyczaj - Co się dzieje? Jesteś zły, że z nim przyszłam? Ostatnio mało rozmawiamy, Calum. Martwię się i czuję, że to moja wina, ale nie wiem, co mam robić, żeby jakoś zmienić ten stan - głos zaczynał jej się łamać, ale jedyne co zrobiła, to splecenie dłoni przed sobą i ponowne spojrzenie na mężczyznę zmartwionym wzrokiem. Nie chciała, żeby był na nią zły, ale nie wiedziała, dlaczego w ogóle tak bardzo ma jej za złe i przede wszystkim - czym to było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 495
  Liczba postów : 744
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lip 02 2017, 23:44

Nieszczególnie lubiłem przypominać sobie ten wieczór, kiedy odprowadzałem nieco pijaną Ruth, jak się okazało, prosto w ramiona Doriena. Jego obecność tam nie dość, że zbiła mnie z pantałyku, to jeszcze przyczyniła się do niezwykle nieprzyjemnej sytuacji, o którą właśnie zadała pytanie. No, może nie do końca właśnie o nią pytała, lecz chciała znać powód mojego niezbyt dobrego humoru i braku chęci do rozmowy z nią - a wszystko zaczęło się tam, w nocy na ulicy. Patrzyłem na nią kilka sekund i nie wiedziałem co powiedzieć. Wyznać jej to wszystko? Prawdopodobnie uzna mnie za zupełnego idiotę, jeśli powiem jej, o co tak dokładnie mi w gruncie rzeczy chodziło. Może powinienem po prostu olać sprawę, przybić jej grabę i uznać, że wszystko jest już okej, żeby tylko zakończyć te dziwne ciche dni między nami? Biłem się z myślami dobrą minutę, aż w końcu stwierdziłem, że pierdolę całe to udawanie i walę z grubej rury.
- Chcesz wiedzieć, o co mi chodzi? - zapytałem, niby dla upewnienia, ale wcale nie czekałem na odpowiedź, tylko pozwoliłem całej tej goryczy wylewać się ze mnie. - No to ja Ci powiem, co się dzieje. Doskonale wiesz, że między mną i Dorienem nigdy nie było kolorowo i że przez całe życie byłem uznawany za tego gorszego, za tego mniej wartościowego, z gorszymi perspektywami, nie tak idealnego jak Dorien. Jestem w stanie przełknąć naprawdę wiele, ale podkurwiłaś mnie wtedy po imprezie. Nawet nie powiedziałaś mi, że masz się z nim widzieć i ruszyłem na spotkanie z nim pijany i wyglądający jak jełop. Pamiętasz ten tekst o szwagrze? - spojrzałem na nią, pytająco unosząc brwi. - W życiu nie słyszałem zgodniej narzuconego friendzone'a. I nie zrozum mnie źle, raczej nie interesujesz mnie w ten sposób i nigdy tak nie było, ale wszystko to mnie zabolało, skoro nawet Ty umniejszasz moją pozycję przed Dorienem do jakiegoś pierdolonego szwagra - zakończyłem. Nie podniosłem głosu ani razu, by rozmowa ta została między nami i by nikt nie był w stanie podsłuchać. Nie chciałem rozgłosu, w ogóle nie prosiłem się o atencję w tej sprawie, lecz skoro już wykazała inicjatywę, by o tym ze mną pogadać, nie zamierzałem bawić się w kotka i myszkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   

Powrót do góry Go down
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 19Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 10, 11, 12 ... 15 ... 19  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-