IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13 ... 15 ... 19  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1600
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1595
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   25/3/2017, 11:59 am

First topic message reminder :

Wydawało się, że Daisy gra całkiem spokojnie, bo ani nikt w nią nie uderzał tłuczkami, ani ona sama nie próbowała tego robić. Nic dziwnego, że łapanie kamyków wychodziło jej tak świetnie i miała ich już dobry tuzin. Śmigała na swojej super miotle, nie dając się trafić żadnemu tłuczkowi, które chociaż nie odbijane w jej stronę, to wydawały się same za nią latać. I znowu jeden z nich był wyjątkowo uparty i Daisy już widziała śmierć w oczach i niemalże wyobraziła sobie jak ląduje na ziemi razem z koszem kamyków, które rozsypują się dookoła i może jeszcze połamaną miotłą. Przyśpieszyła jednak i przechytrzyła wszystkie te okropne piłki, w końcu miała z nimi niemałe doświadczenie. Złapała przy okazji jeszcze parę kamyków, szło jej naprawdę wyśmienicie.

Kamyczki: 2-> 6+6=12
Tłuczki: 2->1-> 4
Przerzuty: 14-> 11

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 605
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   3/7/2017, 12:05 am

To prawda, Bridget w ogóle niczego nie planowała. Miała wyłącznie nadzieję, że ten bal okaże się być fajny i że będzie się na nim dobrze bawiła. Nie spodziewała się, że sprawy z Theo przybiorą taki obrót i już na pewno nie mogła się spodziewać zachowania Ezry. Pokręciła głową i odjęła ręce od twarzy, które zaraz zostały przechwycone przez Theo. Chłopak złożył na każdej delikatny pocałunek i Bridget jakoś tak od razu zrobiło się lepiej. Nawet się uśmiechnęła. Wysłuchała jego słów uważnie i pokiwała głową. Ogólnie miał rację, nie powinna pozwolić sobie wejść na głowę, a już na pewno nie Clarke. Tyle czasu spędziła na leczeniu ran po związku z nim, by teraz się tak załamać i dać ponieść emocjom? Przecież wszystko dokładnie przemyślała, ich związek był definitywnie skończony i jeśli on miał teraz problem z tym, że Bridget próbuje ułożyć sobie na nowo życie, był to już jego problem.
- Niespecjalnie chce mi się wierzyć, żeby dręczyły go wyrzuty sumienia. Nie wiem, czy ten człowiek posiada jeszcze sumienie, skoro jest zdolny do takich akcji - skomentowała. Zaraz później wstali i Theo ponownie przygarnął ją do siebie, przytulając mocno, a Bridget poczuła się spełniona. Znalazła go. Znalazła mężczyznę idealnego.
Udali się wolnym krokiem do zamku.

/zt x2

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 279
  Liczba postów : 248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14770-listy-do-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   3/7/2017, 12:31 am

-Nie boicie się śpiewać na kolegę, a przejmujecie się zakazem wnoszenia używek? – parsknął na odchodne. Czyli jednak istniały zasady, które chłopcy respektowali. Szczerze mówiąc to miło go zaskoczyli. Nie miał wobec nich złych intencji. Miał nadzieję, że nieco go poratują, bo po rozmowie z Fairwynem czul potworną potrzebę zapalenia. Czuł jak dłonie w kieszeni telepały mu się. Na szczęście z odsieczą wyszedł profesor transmutacji. Nie pytał go o to wcześniej, bo szczerze mówiąc, nie spodziewał się tego po nim. Dear nie wyglądał na fana puszczania dymu.
-Palisz? – spytał, chociaż odpowiedź na to pytanie była oczywista. Zresztą co z tego, skoro zostawił papierosy w gabinecie. Tam Holender miał też i swoją paczkę, a jakby się postarać, to może i udałoby się załatwić coś mocniejszego. Bycie zielarzem miało swój urok, ale nie powinien się tym chwalić nawet Liamowi. Głupio by było stracić pracę, zanim ją zaczął.
-Trudno, jak dla mnie możemy nawet na chwilę wyjść. – w każdym razie musiał sobie zapalić i wyrzucić z siebie wszystko, co leżało mu na sercu.
-Na razie chłopaki. – pożegnał się z gwiazdami dzisiejszej sceny z nadzieją, że nie będzie już z nimi więcej problemu. Nerwowo podgryzając dolną wargę poszedł powoli za Liamem, który o dziwo nie prowadził ich do wyjścia, a gdzieś na bok. Rozejrzał się na wszystkie strony, chyba nie rzucali się zbytnio w oczy, chociaż po drodze tutaj Liam wymienił się spojrzeniami z kilkoma osobami.
-Sprytne, że też sam na to nie wpadłem. – odparł, chociaż nieco kłamał. Niestety nie był zbyt dobrym czarodziejem, dużo lepiej radził sobie z roślinami.
Szybko poczęstował się jednym Wizz-Wizzem i podziękował skinieniem głowy, bo usta miał zajęte od odpalania. Czerwona kropeczka zapaliła się w cieniu, a chłopak odetchnął z ulgą wypuszczając dym z płuc.
-Kurwa, nie rozumiem tego człowieka… - zaczął robiąc nerwowe kółeczko w miejscu i dyskretnie zerkając na bawiących się uczniów. Nie chciał by ktoś zobaczył go za papierosem, wiec trzymał go schowanego w dłoni.
-Jak można być tak mało towarzyską osobą? – dodał, chociaż szybko ugryzł się w język bo w końcu mówił o wujku Deara i jednocześnie innym nauczycielu. Szybko ściągnął kilka głębszych buchów i nie miał już połowy papierosa. Kurwa czemu one są tak krótkie…
-Przepraszam nie powinienem. – zaciągnął się.
-No ale kurwa, on jest jakiś aspołeczny. Człowiek przychodzi z dobrymi intencjami, chce się przywitać, jakoś podtrzymać luźny klimat zabawy przy basenie, ale się kurwa nie da. Po chuj tu przychodzi z tak drętwym nastawieniem. Tą słomką równie dobrze mógł się bawić przy kominku. Ja pierdole… Dziwię się, że nie przyszedł tutaj z krzyżem i czosnkiem na szyi, przynajmniej miałby pewność, że wszystkich odstraszy. W ogóle czy on wie co to mimika twarzy, emocje? Ten człowiek coś czuje? Wszystko mu jedno czy chcesz go zabić czy kurwa zabawić i tak jedyne na co można liczyć to chłodne, przelotne spojrzenie. Kurwa nie zdziwiłbym się, gdy nawet ucieszył się z tego pierwszego. Jemu na czymś w ogóle zależy? W ogóle się nie zmienił... – zakaszlnął, bo z tego wszystkiego skończył mu się papieros i zaciągnął się okropnym filtrem. Ehh, mógł mu wyrzucić jeszcze dużo więcej ale chyba nie było warto…
Czuł się głupio. Niby wyrzucił to z siebie, ale nie podobało mu się, że Liam to wszystko słyszał. Zbyt wulgarny, nie miał żadnego powodu do dumy, a wręcz przeciwnie, wstydził się. Teraz to już kompletnie stracił ochotę do zabawy. Zrezygnowany usiadł na ziemi i oparł się o jakiś murek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   3/7/2017, 4:07 am

ALE ŻE JAK TO TU NIE BYŁO ALKOHOLU?!

Ludzie, przecież to impreza Zamkowa. Hogwarcka. Zakończenie roku. Że jak to nie ma alkoholu? Przecież… To nigdy nie był problem. Nie w tym Zamku, gdzie niekiedy łatwiej było o %, niż dobrą różdżkę u Olivandera. A to Ci dopiero… Wychodzili na ludzi, ci ludzie tutaj. W sensie, uczniowie, studenci i tak dalej. Choć może zawsze wychodzili, może nawet byli dobrymi ludźmi, a jedynie Friday popadał w to złe towarzystwo, może podświadomie poszukiwał w tej szkole jakiegoś gorszego sortu ucznia, sprawiającego problemy wychowawcze, niesfornego, wiecznie zarabiającego ujemne punkty dla swojego domu, niepotrafiącego z dumą reprezentować wartości Roweny, Godryka, Salazara, czy tej pani z Huffu? Kto wie, kto wie.
Tymczasem. Pool party. Cool party? No, nie zapowiadało się, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Bo tak: ludzi dużo, o co akurat w tej szkole nigdy trudno nie było. Poza tym, nie było alkoholu, ale nie uprzedzajmy faktów, ach no i chyba sprawa najważniejsza, wszyscy byli jacyś dziwnie spięci, jakoś dziwnie nadęci, szukali zwady, etc. Zresztą, nie szukając daleko - ledwo Friday pojawił się na terenie boiska kłidiczowego, a już zmuszony - przez własny kodeks rycerski - został do interwencji. Jakiś idiota postanowił bez słowa zapowiedzi wrzucić jakąś zwiewne, lekkie i w ogóle śliczne dziewczę do basenu, z czym ona chyba nie poradziła sobie najlepiej. Ambroge od razu ruszył dziewczęciu na ratunek, jednakże sprawca całego zamieszania uprzedził go o jedną długość. No, dobra. Dwie. NAJLEPSZE JEDNAK BYŁO TO, ŻE NIC SOBIE NIE ROBIŁ Z WŁASNEJ WINY! Po wszystkim zwyczajnie odwrócił się na pięcie, w dodatku wielce urażony. Ech, ludzie... - Wszystko w porządku? - spytał jeszcze dla pewności, próbując w jakiś sposób wysuszyć swój garnitur.
Szybko jednak się poddał, uznając, że to chyba nie miało większego sensu, bo przecież to pool party, co nie? I tak, postanowił pozbyć się kolejnych części garderoby, aż w końcu pozostał w nieco bardziej pasującym do klimatu stroju. Jak dobrze było znać zaklęcia i w ogóle. - Przepraszam za ten negliż.. - rzucił jeszcze z uśmiechem do dziewczęcia, po czym ruszył w stronę baru, który to wypatrzył znacznie wcześniej. Po drodze podziwiał jeszcze przez moment rzeźby wodne, przywitał znajomych, zbił kilka piątek, z kimś zamienił kilka słów, wiecie small talk ważna rzecz, by wreszcie znaleźć się przy barze. Był o dziwo pusty, to znaczy niezbyt oblężony, co niezbyt mu się w pierwszym momencie spodobało, no ale że nie ocenia się i tak dalej... Zasiadł w spokoju na hokerze, cierpliwie czekając na swoją kolej. Jak wielkie było zdziwienie byłego już Krukona, kiedy się dowiedział, że nie uraczą go tu finest Irish Whiskey, albo choć finest Irish Whiskey, dobitnie starałem się zobrazować te kilka linijek wyżej, rozpoczynając swojego posta. Jak cudownie. Jak cudownie.
Zapowiadał się świetny wieczór.



@Jeanette Austin, bo Ciebie w końcu ratowałem.
@Alma du Val, bo dla Ciebie założyłem gajer Cool

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   3/7/2017, 11:18 am

- Bardzo okazjonalnie - odparł na pytanie Thijsa.
Nie zauważył @Ruth Wittenberg do chwili, w której się z nim przywitała. Podniósł na nią wzrok, usilnie powtarzając sobie, aby nie szukać spojrzeniem jej partnera, a swojego brata.
- Panno Wittenberg - skinął lekko głową, uśmiechając się łagodnie, ale o dziwo szczerze. Domyślał się, jak zestresowana może być tym wszystkim Krukonka. Nie zatrzymał się na rozmowę ani nic z tych rzeczy (zresztą, Ruth chyba niczego takiego nie planowała), tylko poszedł dalej z Thijsem.
Z wielkim zaskoczeniem uznał, że nawet sam nie ma ochoty zapalić. Chętnie by z kolei trochę polatał... cóż, przyzwyczajenie animaga i te sprawy. Cieszył się za to, że mógł pomóc koledze - skoncentrował się więc na tym, aby jakoś go zasłonić dodatkowo samym sobą. Na wszelki wypadek również lekkimi podmuchami wiatru z różdżki pozbywał się obłoków dymu. Miał wrażenie, że wyszło im to szokująco sprawnie i dyskretnie.
- Transmutacja to wyjątkowo wdzięczna nauka - wzruszył łagodnie ramionami, zmieniając paczkę papierosów tym razem w zegarek, który zaraz zapiął sobie na nadgarstku.
Nie spodziewał się takiego wybuchu ze strony Thijsa, ale w gruncie rzeczy mu to nie przeszkadzało. Sam był zszokowany Edgarem i jego postępowaniem... a należał do dobrych słuchaczy.
- Nie przepraszaj - machnął lekceważąco ręką. Niezbyt nawet wiedział, po co Corbijn miałby mówić coś takiego. Bo co, Liam nie wie, że ludzie przeklinają? Na luziku. Fairwyna ciężko mu było uznawać za rodzinę, jakieś tam durne pokrewieństwo nieszczególnie go obchodziło. Potrzebował tylko króciutkiej rozmowy, aby się co do tego przekonać.
Dostrzegł, że profesor zielarstwa po wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego stracił humor, co się kompletnie mijało z celem. W końcu byli na imprezie z basenem, a nawet nie zbliżyli się jeszcze do wody!
- Wiesz, Fairwyn całkiem pasuje do mojej rodziny - uznał, potrząsając głową z niedowierzaniem. Był równie nadęty i dziwny, co rodzice Liama. Jedynie okazywali to wszystko w inny sposób, bo Dearowie próbowali być najlepszymi z najlepszych i zależało im na wizerunku... a Edgar był po prostu aspołeczny. - Szczerze, toleruję tylko moje rodzeństwo i kuzynostwo, ale to też nie wszystkich. A Fairwyn... no cóż, pracuje tu już od jakiejś chwili, a ja zagadałem do niego dopiero teraz. Ostatni raz widziałem go, jak byłem dzieckiem. Mogło tak pozostać...
Na chwilę się zamyślił. Najwyraźniej jemu też zebrało się na zwierzenia... tak czy inaczej, wypadało to już zakończyć.
Zerknął na Thijsa, który usiadł na ziemi.
- Nie no, nie załamuj się przez jakiegoś profesora zrzędę - uśmiechnął się, bo zabrzmiało to dość uroczo. Tak, jakby byli wciąż uczniami...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   3/7/2017, 8:22 pm

Nie spodziewała się, że usłyszy te słowa. Nie była przygotowana na taki czynny żal (pozdro dla kumatych), który wylał z siebie Calum. Jeszcze chwilę temu myślała, że jakoś to będzie, że wyjaśnią sobie wszystko w pokojowy sposób, ale po jego słowach jej postrzeganie sytuacji zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Przede wszystkim chwilę jej zajęło przetworzenie tych wszystkich informacji, już nie wspominając o tym, że młody chłopak kazał jej czekać na nie prawie minutę, przez co umierała z niepokoju i z każdą sekundą oczy otwierały się jej coraz szerzej, przy tym obróciła się kontrolnie, żeby sprawdzić, co z Dorienem i o mało nie dostała zawału. Co on na Merlina robił przy stoliku Fairwyna?! Życie mu niemiłe?
-Calum – zaczęła, choć przez chwilę i tak nie wiedziała, co powiedzieć, żeby go jeszcze mocniej nie rozjuszyć – Przez kogo byłeś uznawany za gorszego? Przez rodziców, przez resztę rodzeństwa? Powiedz mi, kto wyznacza wartość czarodzieja? Zapewniam cię, że jeśli ktokolwiek mógłby zajmować takie stanowisko, siedziałaby na nim moja matka – Chyba niepotrzebnie to powiedziała, ale była uczulona na ocenianie ludzi miarą swoich własnych wyobrażeń prawie tak bardzo, jak na pokrzywę.
Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale słowa o umniejszaniu jego roli do szwagra i narzucaniu friendzone’a były dla niej tak oczywiste, że miała ochotę parsknąć śmiechem, kiedy przyznał, że „nigdy nie interesowała go w ten sposób”. Panie Dear, woli pan ksywkę ‘pies ogrodnika’ czy ‘oszust’, bo Ruth się nie może zdecydować?
Oczywiście, mimo tych myśli w głowie przyznała swoją winę. To ona nie powinna dopuścić do takiej sytuacji i to jej powinno zależeć na tym, żeby nie ranić swoim zachowaniem przyjaciół, w rzeczywistości robiła to jednak na okrągło.
-Kim chcesz więc dla mnie być? Skoro nie mogę mówić przy Dorienie o tobie jako o swoim przyjacielu, to jak mam się do ciebie zwracać? Powiedz mi, co robić, dostosuję się, naprawdę, ale… - urwała, bo choć czuła, że jedynym rozwiązaniem jest jasne przedstawienie swojego stanowiska było jej bardzo źle z tym, że musiała to powiedzieć Calumowi w twarz. W końcu była trzeźwa i niegłupia, zrozumiała, co chciał jej przekazać. – Nie odkocham się. Calum, zależy mi na tobie, ale nie zrezygnuję z niego. To, że uważasz się za gorszego od Doriena jest niedorzeczne. Jesteście zupełnie innymi ludźmi, macie inne aspiracje życiowe i inne charaktery, szanuję cię tak samo jak jego, ale kiedy wściekasz się o nazywanie cię swoim przyjacielem przestaję czuć grunt pod nogami – powiedziała, przełykając ślinę. Musiała mu to powiedzieć, nawet jeśli nie uważał jej za aż tak zimną osobę – Dobrze wiesz, że to by nie wyszło – spojrzała mu w oczy, choć w jej głowie znów zaczęły kołatać myśli, które przekazała Dorienowi podczas ich spotkania w archiwum. Każdy w końcu od niej odchodził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Leicester, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 193
  Liczba postów : 122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14586-eric-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14594-prawie-irlandczyk-do-uslug
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14598-fiolek-sowka-erica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14599-eric-henley




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   3/7/2017, 8:37 pm

Henley zarumienił się jak jakaś nastolatka na widok swojego ulubionego piosenkarza. I to bynajmniej nie dlatego, że było ciepło, ani już tym bardziej nie z powodu muzycznych gwiazd wieczoru - chociaż musiał przyznać, że grali całkiem w porządku. Nie, Eric spalił buraka gdy tylko Ślizgonka zapytała o wyobrażenia na jej temat. Ogarnęła go totalna panika, bo co niby miał jej powiedzieć? Był chłopakiem, siedemnastoletnim chłopakiem. Wiedział, że powinien coś powiedzieć, ale zamiast tego przez dobrych kilkanaście sekund milczał i uśmiechał się nerwowo próbując ze wszystkich sił nie zerkać w jej dekolt.
-Yyyy...pozytywnie, oczywiście pozytywnie, w sensie nawet bardzo dobrze, super - wydukał drapiąc się nerwowo po głowie - Głównie torturowałaś niewinne szlamy z innymi ślizgonami  - dodał w chwili wątpliwego olśnienia, bowiem może i względnie wybrnął z sytuacji, ale kolejny żart ze Slytherinu mógł stać się zwyczajnie nużący dla jego partnerki, pomijając nawet fakt, że był po prostu niezbyt wysokich lotów. Na szczęście kilka chwil później temat zszedł na Tolkiena i Władcę Pierścieni.
-Szczerze mówiąc nawet niektórzy mugole nie załapaliby tego żartu, serio - powiedział i uśmiechnął się szeroko - Chociaż w sumie nie wiem czy powinnaś to potraktować jako komplement. Ostatecznie zrozumiałaś mój  żart, niektórzy uznaliby, że stąd już tylko jeden krok do oddziału zamkniętego w świętym Mungu - stwierdził z rozbawieniem w głosie. Czego jak czego, ale dystansu do siebie to Henley'owi akurat nie brakowało.
-Ależ nawet nie będę próbował!- rzekł i uniósł ręce delikatnie nad głowę jakby dając dziewczynie do zrozumienia, że jest niewinny – I wrzucę do basenu każdego kto będzie próbował wrzucić Ciebie, obiecuję! - powiedział wypiąwszy dumnie pierś i ułożył dłoń na sercu – Ze szczególnym naciskiem na nauczycieli - dodał i poruszył porozumiewawczo brwiami. Oczywiście prawdopodobieństwo, że czegoś takiego miałby dopuścić się Craine którego nawet nie było na balu, było zgoła znikome. Niemal tak jak wystawienie Henley'owi oceny wyższej niż zadowalający czy też nie obrzucenie go jakąś obelgą.  
Gdy tańczyli Eric zupełnie zapomniał o swojej nieśmiałości wobec dziewczyn, zwłaszcza tych, które mu się podobały. Niemal cały czas patrzył Ślizgonce prosto w oczy i oprócz zaskoczenia oraz podziwu dla jego umiejętności, dostrzegł wielką euforię i najzwyczajniejszą w świecie radość. Mając świadomość, że to On jest jej powodem, chłopak nie mógł przestać się uśmiechać, nawet gdy muzyka się skończyła. Dotyk jej miękkiej skóry gdy oparła głowę o jego klatkę piersiową wywołał u Gryfona dreszcz, który sprawił, że miał ochotę objąć dziewczynę. Co zresztą niemal zrobił, ale zdążył się opamiętać i jedynie niezręcznie poklepał ją po plecach. Na myśl o swojej głupocie przewrócił jedynie oczami i szybko podchwycił temat tańca, by nie zepsuć dobrego wrażenia.
-Ciocia mnie uczyła, wiesz, taka najprawdziwsza Irlandka, która wierzy w leprekauny i takie tam, długa historia - wyjaśnił pogodnie - I nie, nie powiedziałem jej, że te złośliwe karzełki naprawdę istnieją - dodał i kiwnął głową na propozycję dziewczyny. On wprawdzie był przyzwyczajony do takiego tempa, ale wyglądało na to, że Ślizgonka faktycznie potrzebowała chwili oddechu. I mimo, że jeszcze przed chwilą ich dłonie były złączone w tańcu, ponowne splecenie palców i moment w którym dziewczyna przytrzymała się jego przedramienia by nie upaść, sprawiły, że po ciele Erica rozlało się przyjemne ciepło. Nie chciał puszczać jej dłoni.  
-Woow, eee...to było dziwne, nie wiedziałem, że ktoś wniósł alkohol na imprezę - powiedział skonsternowany gdy jakiś Gryfon na spółkę z Krukonem w słowach swojej piosenki życzyli  smacznego wszystkim zgromadzonym – Eee...a skąd właściwie wytrzasnęłaś Władcę? Czystokrwiste rodziny chyba nie trzymają mugolskiej literatury w osobistych bibliotekach - zapytał wracając do znanego i pewnego tematu by jakoś zagaić dyskusję - Chcesz się przejść? Oczywiście z dala od basenu!  - zaproponował zdając sobie sprawę z faktu, że o wiele lepiej idzie mu prowadzenie rozmowy podczas marszu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Ålesund, Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 426
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14661-elias-mikael-saetre#391805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14662-w-pokoju-pelnym-sztuki-i-tak-patrzylbym-na-ciebie#391810
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14670-poczta-do-eliasa#391877
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14663-elias-mikael-saetre#391818




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   4/7/2017, 2:24 pm

Właściwie, to początkowo nawet nie przeszło mu przez myśl, by pojawić się na tym całym balu. Zwłaszcza, że był on organizowany przez szkołę, a co za tym idzie - zero alkoholu, niezależnie od tego, ile miało się lat. To nie tak, że nie potrafił się bez niego dobrze bawić, ale na takiej imprezie jak ta, trudno byłoby mu przebrnąć bez niego, zwłaszcza samotnie. Jego myślenie znacznie się zmieniło, kiedy ostatecznie okazało się, że jego parą będzie @Dreama Vin-Eurico. Już nawet pominął fakt, że jest od niego wyższa. Liczyło się to, że naprawdę dobrze się dogadywali. A z racji, że Ślizgonka należy do osób towarzyskich i rozmownych, to siedząc obok niej, był w stanie zapomnieć o wszystkich minusach tego wieczoru, i również o tym, dlaczego nie powinien tutaj przychodzić.
Ubrał się w niebieską koszulę, czarną marynarkę i czarne spodnie z szelkami. Wyglądał dobrze, ale wciąż nie nadto elegancko. Może i jest to szkolna impreza, na którą wypada przyjść w garniturze, ale Elias, jak to Elias, nie trzymał się tych powszechnie przyjętych zasad. Poza tym, później i tak okazało się, że to żaden bal, a impreza nas basenem. Jednak, to na widok dziewczyny odjęło mu mowę. Nie pamiętał, kiedy ostatnio widział ją w sukience, zdawało mu się nawet, że nigdy nie miał takiej okazji. Musiał przyznać, że prezentowała się dobrze.
W momencie, kiedy pojawili się na miejscu i wyczuł atmosferę, jaka tam panowała, był wyjątkowo rozbawiony. Tak, dla Dreamy i dla ujrzenia tej kłótni warto było się tutaj pojawić.
Ach, jak ja kocham spięcia — skomentował, uśmiechając się szeroko i patrząc na pozostałych uczniów i studentów. — A mnie nie potrzeba alkoholu, żebym był aż nadto rozbawiony — szepnął do towarzyszki, nawiązując do tego, jak zareagował na widok dramy. Domyślał się, że dla dziewczyny brak alkoholu na tej "imprezie", to niezbyt dobra wiadomość, dlatego po chwili przedstawił jej swój niecny plan:
Nie martw się. Mam nadzieję porwać cię do jakiegoś pubu po tym super balu i tam się czegoś napijemy.


Ostatnio zmieniony przez Elias Sætre dnia 11/7/2017, 8:02 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 107
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14603-erin-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14607-erin-fox#389201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14606-erin-fox#389196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14605-erin-fox#389150




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   4/7/2017, 11:39 pm

- Pozytywnie Cię torturowałam szlamo? - Zapytała przyciszonym głosem, delikatnie mrucząc. Nachyliła się i uniosła jego głowę, łapiąc go dwoma palcami za podbródek.
- Ale to przecież ty wolisz być "na gorze". - Uniosła brwi i teraz już wyraźnie zamruczała. Jej ton był dość sugestywny, tak samo jak zachowanie. Świetnie się bawiła, obserwując jego reakcje. Jej zdaniem był uroczy, tym bardziej kiedy się rumienił.
- Do Munga? To jasne, że komplement! Zawsze chciałam poznać innych wariatów. - Pokazała mu język i dźgnęła Erica w pierś. Może i to było dziwne, ale na prawdę zrozumiała. Może miał na to wpływ fakt, że bardzo ciekawiły ją dzieła mugoli. Znała świat magiczny od dziecka, a oni i tak potrafili wymyślić inny magiczny świat, który dla niej był tak samo obcy jak dla nich. Mugole nie mając żadnego kontaktu z magią, potrafili w swoje dzieła włożyć więcej magii niż czarodzieje.
Podczas tańca, Erin nawet nie miała czasu na myślenie o czymś poza nadążaniem za partnerem. Tańczyła dobrze ale jeszcze nigdy w takim tempie.
- To teraz ty mnie musisz nauczyć. To było świetne... tylko szybkie, bardzo. - Udało jej się to wypowiedzieć zaraz po zatrzymaniu się, co było sukcesem. Obecnie potrzebowała przede wszytkim powietrza. Nieźle się zmęczyła.
- Moja babka, po śmierci dziadka, przeprowadziła się między mugoli. Kiedyś nie mogłam za bardzo do niej chodzić, ale teraz już ojciec nie ma nic do gadania. Nadrabiam powoli braki w mugolskiej kulturze. Niektórzy autorzy są świetni! - Widać było jak bardzo entuzjastycznie do tego podchodzi. Najwyraźniej te nowości, jakie poznawała u mugoli, bardzo jej się podobały.
Na kolejne pytanie tylko fuknęła. Niech on przestanie się zachowywać jakby ona się bała. Ona się nie boi niczego. Niby powiedziała wcześniej, że tak, ale to... No to nie tak! Zrobiła minę jak małe dziecko, które jest traktowane właśnie jak dziecko i wcale mu się to nie podoba. Mocno zacisnęła palce na jego dłoni i pociągnęła go w stronę basenu. Ona mu już pokaże, że...  No właśnie, że co? A to, że już dwa metry od basenu zaczęła sobie wyobrażać, jak tam jest pewnie głęboko i jak to łatwo się utopić. Przytuliła się do jego ramienia i nieświadomie zerkała ze strachem w stronę wody. Mimo wszystko dalej brnęła naprzód, choć jej nogi coraz bardziej drżały, a ona zaczęła wbijać chłopakowi paznokcie w rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   5/7/2017, 12:04 am

Wsparła łokieć o blat i na złożonej w pięć dłoni oparła policzek. Odsunęła od siebie szklankę z wiśniowym gryfem i wyciągnęła z torebki zdjęcie uśmiechniętej dziewczyny na tle gór. Próbowała przypomnieć sobie obraz wysokich, charakterystycznych szczytów, które mogła podziwiać na zdjęciu, jednak nie potrafiła przypisać do nich żadnej nazwy. Wynikało z tego, że jeszcze nigdy tam nie była i będzie miała o co wypytać Almę. O ile w ogóle się znajdą.
Obróciła się na hokerze, żeby jeszcze raz rzucić okiem na zgromadzonych, ale gdy zobaczyła, że jest ich o wiele więcej, znowu spojrzała w stronę baru. Sama sobie nie wierzyła, że zaraz wstanie i wróci do poszukiwań. Sączyła powoli swój napój, ignorując fotografię. Mogłaby patrzeć na nią przez kilak godzin, a i tak niczego by nie zapamiętała. Jeszcze przed chwilą miejsce po jej prawej stronie było zajęte, jednak para zdążyła dopić zamówione smocze espresso i wróciła do zabawy. Candy nie chciała zwracać niczyjej uwagi, więc zaraz odwróciła się i ponownie skupiła na wiśniowym gryfie, więc nawet nie zwróciła uwagi na zbliżającą się postać. Jednych uchem tylko usłyszała, co zamawia, i uśmiechnęła się lekko. Musiała przyznać, że dziewczyna miała niezły gust. Zapewne zaraz odpłynęłaby myślami gdzieś daleko, jednak usłyszała, że ta sama osoba, która zamówiła cytrynowy raj, właśnie o coś ją pyta. Obejrzała się za siebie z nieco zakłopotana tym, że nie dosłyszała, ale gdy tylko zobaczyła twarz dziewczyny, uświadomiła sobie, że to chyba Alma. Chciała dyskretnie spojrzeć na zdjęcie, jednak gdy sięgała do tyłu ręką, rozlała resztę napoju, a zdjęcie, które próbowała pochwycić w palce, spadło na ziemię. Westchnęła.
Jasne – Widziała, jak dziewczyna stara się wywrzeć dobre pierwsze wrażenie, więc również uśmiechnęła się, chociaż był to uśmiech dość nieporadny. Wciąż nie wiedziała, czy to na pewno Alma. Wskazała na miejsce obok, a potem schyliła się po swoją własność. Gdy ponownie podniosła wzrok na blat, nie było śladów po przewróconej szklance, a obok herbaty Almy stała kolejna porcja wiśniowego gryfa.
Otrzepała zdjęcie, chociaż nic mu nie dolegało, i zaraz położyła obok fotografii, którą przyniosła jej rozmówczyni. Candy od razu rozpoznała siebie sprzed roku.
Por ultimo*! – wyrwało jej się. Wciąż nie potrafiła zapanować nad językiem, kiedy ktoś rozpoczynał konwersację w języku hiszpańskim, a przy tym nie sądziła, że aż tak się ucieszy na widok swojej listowej koleżanki. – Myślałam, że nigdy cię nie znajdę – przyznała. Siedziała bokiem do baru i mogła zobaczyć, jak @Ambroge Friday zbliża się do nich. Ostatnio prawie nie pisali, Piątek jakby nie miał dla niej czasu, więc miała nadzieję, że teraz chociaż się uśmiechnie i zagada, ale nie mogła się bardziej mylić. Mężczyzna rzeczywiście do niech podszedł, nawet spojrzał na Almę, ale Hiszpankę całkowicie zignorował. Nie wierzyła, że jej nie poznał. Nabrała powietrza, mrugnęła kilkukrotnie oczami i przygryzła wargę, po czym zwróciła się do koleżanki: – Qué te mola hoy?** To znaczy… co byś chciała dzisiaj robić? Widziałam stoisko z loterią, może spróbujemy coś wygrać? – Nie chciała zmuszać dziewczyny do zostawienia herbat, chociaż miała ochotę swój napój wylać wprost na garnitur Piątka. Może wtedy mężczyzna zwróciłby na nią uwagę.

* Wreszcie/nareszcie.
** Na co masz dzisiaj ochotę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 495
  Liczba postów : 744
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   5/7/2017, 2:12 am

Ja również nie sądziłem, że w końcu to z siebie wyrzucę. Nie przywykłem do otwartego i szczerego mówienia o swoich uczuciach, u mnie to zawsze było maksymalnie zagmatwane, że aż sam powoli gubiłem się we wszystkich emocjach i myślach, co też nie było takie złe – mogłem z góry założyć, że to nie ma znaczenia i mieć wyjebane, nie wracając do problemu. TO jednak bardzo długo nie dawało mi spokoju, cały ten związek Ruth i Doriena działał mi na nerwy i do tej pory nie potrafiłem sobie odpowiedzieć na pytanie „dlaczego?”.
Akurat do tej chwili, gdy zdałem sobie sprawę, że może... Może pragnąłem spełnienia tamtej przepowiedni?
Skrzywiłem się, gdy zaczęła mówić o wyznaczaniu wartości czarodzieja. Nie był to temat, który chciałem teraz poruszać i na pewno nie było to miejsce na tego typu rozmowy – bal końcowy, serio?  Nie mogłem sobie wyobrazić gorszej sytuacji do opowiadania historii mojego życia o byciu wieczną zakałą rodziny niespełniającą żadnych rodzicielskich wymagań. Rozejrzałem się, czy nikt na nas nie patrzy i czy przypadkiem nie podsłuchuje (podobno byliśmy jakimś gorącym tematem tej szkoły, sam obserwator pofatygował się, aby umieścić w swoich plotkach nasze nudne dupska), po czym spojrzałem na Ruth.
- Tylko tego mi brakuje, moralizatorska gadka Wittenberg o wierze w samego siebie. Błagam Cię, nie teraz i nie tutaj – rzuciłem szybko, by uciąć temat, czego później pożałowałem, bowiem okazałby się być milion razy lepszy niż to, co nadeszło. Czy ona pytała mnie o to, kim chcę dla niej być? Prawdopodobnie nie miała pojęcia, że było to pytanie, które zadawałem sobie nieustannie od dobrych dwóch miesięcy, bezskutecznie. – Sam chciałbym wiedzieć – odparłem, nie przejmując się tym, jak idiotycznie to brzmi.
Bum! To był cios… Nie spodziewałem się go, naprawdę i w pierwszej chwili nie wiedziałem nawet, jak miałbym na to zareagować. Czułem się zaskoczony, jak bardzo byłem nieobojętny wobec kosza, którego właśnie dostałem od Wittenberg. Wolę nie myśleć, jaką miałem minę, gdy mówiła mi, że nie zrezygnuje z Doriena, ponieważ darzy go miłością. Gonitwa myśli w głowie zagłuszała jej dalszą wypowiedź, a jedyne, co huczało mi w uszach, to „nie zrezygnuję z niego”.  Zaniemówiłem do tego stopnia, że prawdopodobnie znów pozostawiłem ją w niekomfortowej ciszy na nieco dłuższy moment, niż sam bym chciał. Kilka sekund gorączkowego myślenia zostało wyparte przez narastający biały szum w moich uszach.
Nie czułem już nic.
- Ruth – zacząłem w końcu, lecz to byłoby na tyle. Nie wiedziałem, co chciałem jej powiedzieć – na dobrą sprawę nie miałem nic mądrego do przekazania. Jedynie tyle, że ten ciężki do opisania ból w klatce piersiowej może mieć minimalny związek z jej odrzuceniem. – Nigdy nie wściekłem się o nazwanie mnie przyjacielem. Przecież to zaszczyt – powiedziałem i byłem tu zupełnie szczery. Szczyciłem się możliwością przebywania w jej towarzystwie, przez tak wielu była postrzegana jako nieosiągalna, a zwróciła uwagę na mnie, równocześnie postanawiając powierzyć mi swoje tajemnice. Ostatnie zdanie jednak dotknęło mnie do żywego. – Skąd wiesz? – rzuciłem wyzywająco, automatycznie tracąc opanowanie. Z miejsca wróżyła temu porażkę, mimo że jeszcze nigdy nawet nie zostało zaproponowane. Ba, ledwo zostało… wymyślone przeze mnie. Wspomniane w moich myślach, w tej samej rozmowie, a już dostało przeczącą odpowiedź. Nie wściekłem się, lecz na pewno nie byłem już zupełnie spokojny. Spojrzałem na nią z uniesionymi brwiami. – Nieważne, nie było tematu. Spadam stąd, chujowa ta impreza – zakończyłem i odwróciłem się na pięcie, by udać się w stronę zamku. Już nawet nie przejmowałem się Isilią, znajdzie sobie laska zajęcie.  Dla mnie już nic nie miało większego znaczenia.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 279
  Liczba postów : 248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14770-listy-do-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   5/7/2017, 8:57 pm

-Nie powinienem był się tak unosić, w końcu to też nauczyciel. Ma prawo przebywać na balu nawet jeśli jedyne co planuje robić to niszczyć humor przypadkowym imprezowiczom, którzy zaryzykują wejść z nim w relacje. – odparł wzdychając cichutko pod nosem. Teraz już widział, że był to błąd, którego w przyszłości nie miał zamiaru powtarzać. Eh…
Pokręcił głową delikatnie na boki, zmierzwił lekko włosy i podniósł się powoli z ziemi. Jak mógł się, aż tak przejąć jakimś nauczycielem. Chyba zbyt mocno zirytował się jego postawą. Oczekiwał od niego nieco beztroski, ale chyba zbyt długo nie miał z nim zajęć, bo zapomniał jakimś człowiekiem jest Fairwyn.
-Edgar też śpiewa piosenki na kolegów z pracy? Mam się spodziewać zaraz jakiegoś disa? – zaśmiał się pod nosem i spojrzał na profesora run, który przy stoliku miał już kolejną ofiarę. Biedaczek jeszcze nie wiedział, w co się wpakował. –Powinniśmy go ratować? – spytał Liama unosząc jedna brew do góry. Corbijn nie miał w zwyczaju złorzeczyć przypadkowym ludziom, więc nieco współczuł chłopakowi, który zaryzykował rozmowę z Edgarem. Wątpił by tak młody człowiek był jakimś jego przyjacielem. Mało tego, nie wierzył, że mogliby być w dobry relacjach, więc instynkt nauczyciela podpowiadał mu by ratować biedaka, tylko nie miał ochoty tak szybko zbliżać się do Fairwyna bez wsparcia.
-Smutne by było, gdyby się okazało, że jest jakimś Twoim chrzestnym. – albo po prostu kogokolwiek. Ciekawe czy kochałby w ogóle swoje dzieci. Pewnie on też jedyne na co mogłyby liczyć, to chłodne, przelotne spojrzenie przy odmowie wszystkiego.
-Tak, chyba masz rację. Po prostu nie rozumiem, co w tym zrzędzie jest takiego, że uczy na całym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 217
Dodatkowo : fire poka dupe
  Liczba postów : 140
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12813-rayener-arthas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12818-relacje-rayenera-wielkiego-wspanialego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14402-raju#381403
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12817-rayener-arthas




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   5/7/2017, 11:41 pm

Zazdrość Vivi była zabawna i urocza, a Rayener miał ją ochotę przytulić, by tylko się uspokoiła. Jak można być takim zazdrośnikiem? W końcu nawet nie byli razem, co sprawiało, że ta sytuacja była jeszcze śmieszniejsza. Poza tym- Ray przyszedł tutaj z nią a nie z tymi cycatytmi, dupiatymi laskami. W rzeczywistości Rayener miał taki gust, że podobały mu się dziewczyny, które po prostu mu się podobały, niezależnie od ich figury, fryzury, oczu czy karnacji, po prostu musiała mieć w sobie to coś, co zwróciło jego uwagę. Zazdrość Vivi była bezpodstawna.
Chłopak objął ją swoim ramienem, gdy rzuciła tekstem o ślinieniu się, nawet nie krył uśmiechu, ona naprawdę była urocza, gdy to robiła.
-Postaram się nie obślinić, to mogłoby nam przynieść wstydu- westchnął, otulając ją swoją ręką jeszcze mocniej. -Nic jednak nie obiecuję.
Gdy rozmowa zeszła na temat alkoholu, Ray naprawdę miał nadzieję, że Vivi coś załatwiła, sam nie pomyślał o tym, żeby coś przemycić, kompletnie zapomniał o tym, że to w końcu bal szkolny, a nie impreza w klubie muzycznym. Tutaj alkohol był całkowicie zakazany, a bycie uczniem poza zasadami raczej do niego nie pasowało. Jeśli chodzi o naukę i zachowanie- Rayener był wzorowy. Nie można mu zarzucić złamania jakiegokolwiek punktu regulaminu (a przynajmniej żaden pracownik szkoły nie ma dowodów na to, że Ray kiedykolwiek złamał regulamin). Ekscytowała go myśl, że w końcu mógłby zrobić coś nielegalnie, ale jednocześnie go to przerażało, więc po prostu cierpliwie czekał na odpowiedź dziewczyny.
-Książę Arthas żąda alkoholu!
Gdy Vivi powiedziała mu, że pomyślała o alkoholu, jego kąciki ust mimowolnie ruszyły w górę. Wspaniale, dziś rzeczywiście się zabawią.
Ślizgonka zmówiła swój napój przy barze, a Rayener poprosił tylko o wodę. Starał się nie pić słodkich napojów pełnych cukru, w końcu był sportowcem i dbał o swoje ciało i zdrowie (paradoksalnie tylko czekał na okazję, żeby napić się czegoś mocnego).
-Słuchaj, tak się zastanawiam, czy taniec w basenie jest w ogóle możliwy. Chciałabyś to ze mną sprawdzić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Leicester, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 193
  Liczba postów : 122
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14586-eric-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14594-prawie-irlandczyk-do-uslug
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14598-fiolek-sowka-erica
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14599-eric-henley




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   6/7/2017, 3:22 pm

Nie byłem w stanie zrozumieć jak to możliwe, że dziewczyna każdą moją wypowiedź potrafiła obrócić przeciwko mnie. Jak to możliwe, że z moich własnych - w dodatku bardzo ostrożnie dobieranych - słów, pobierała paliwo do kontynuowania gry w onieśmielanie mnie? O ile to była oczywiście jakaś gra, nie byłem pewien jak zinterpretować jej zachowanie.  Wydawało mi się, albo raczej miałem taką nadzieję, że skoro robiła to co robiła musiała mnie lubić, i to wiecie, tak bardziej lubić. Nie jak lubienie tostów z dżemem, czy puree ziemniaczanego. Bardziej jak lubienie zabójczo przystojnego, inteligentnego, zabawnego i wygadanego chłopaka przez jakąś dziewczynę. Sądziłem wtedy, że uskuteczniała flirt. Wprawdzie w sposób zupełnie odmienny od tego co Ja rozumiałem przez to słowo, ale wciąż flirt. Zresztą wszystko wskazywało na to, że Ona wiedziała nieco więcej o tym procesie, przez co w dużej mierze jeszcze trudniej było mi się w tym wszystkim odnaleźć. W momencie w którym Erin chwyciła mnie za podbródek niemal się wzdrygnąłem.  Nie dlatego, że to było nieprzyjemne, w końcu palce Erin były miękkie i delikatne, a ja lubiłem jej dotyk. Po prostu akt ten strasznie mnie zaskoczył. O ile dobrze pamiętam, nikt wcześniej nie przekroczył granicy mojej własnej, prywatnej przestrzeni osobistej w tak gwałtowny sposób. Gdy do mnie szeptała czułem się jakby ktoś rzucił na mnie zaklęcie petryfikujące, a na dokładkę dorzucił coś do podwyższenia tętna. Nie chciałem dać jednak tak łatwo za wygraną, wiedziałem, że muszę powiedzieć cokolwiek.
- Yyy...Nie pamiętam za dobrzee...to było jeszcze przed naszą zimną wojną - odezwałem się będąc pewnym, że jakoś załagodziłem sytuację. To co jednak powiedziała Erin sekundę później sprawiło, że przełknąłem głośno ślinę i kompletnie zapomniałem języka w gębie. Na wokandzie pojawił się temat tego o czym myślałem, że ona myślała, że Ja myślałem, chociaż tak naprawdę to o tym nie myślałem. A przynajmniej nie tak często jak Ona myślała, że myślałem. Czasem myślałem, to prawda, zwłaszcza gdy dziewczyna niwelowała dystans pomiędzy nami, nachylała się prowokująco, pozwalając delektować mi się pięknem jej ciała i jeszcze podczas szeptania mi do ucha, albo mruczenia - głównie w takich sytuacjach. Strasznie chciałem podchwycić flirt, ale bałem się, że mój brak doświadczenia może jedynie coś zepsuć. Spodziewałem się, że chlapnę coś głupiego, dostanę w twarz, a Erin obróci się na pięcie i odejdzie w stronę zachodzącego słońca. Nie, nie chciałem, żeby to skończyło się w taki sposób, dlatego próbowałem zastanawiać się nad wypowiadanymi słowami, albo przynajmniej obiecywałem sobie tak po każdym wypowiedzianym zdaniu. Co i tak było według mnie sporym sukcesem. Normalnie nie zaprzątałem sobie czymś takim głowy.
-Jestem Gryfonem, generalnie mamy to do siebie, że lubimy kłaść was zielonych na łopatki - powiedziałem niby od niechcenia, jakbym opowiadał o jakiejś oczywistej oczywistości i by dodać wiarygodności swym słowom uśmiechnąłem się nieznacznie.  
Moja strategia miałaby może szansę zadziałać gdyby nie fakt, że całe moje ciało drżało pod jej oddechem a Ja nerwowo zaciskałem pace na naszyjniku siostry zawiązanym na nadgarstku. Ona to widziała, byłem pewien, że to widziała i całkiem możliwe, że właśnie dlatego robiła to co robiła. Co oczywiście nie wykluczało faktu, że oprócz zabawiania się mną, próbowała mnie uwieść czy coś - co zresztą trochę mnie dziwiło, nie należałem do muskularnych samców alfa na których leciały dziewczyny tak ładne jak Ona. A jeszcze bardziej zdziwiła mnie jej reakcja na moje sowa o wątpliwej wartości komplementu. Szczerzenie się i wytykanie języka nie było domeną wielu znanych mi uczennic do których zdarzało mi się wzdychać. A już tym bardziej nie wydawało się to domeną Ślizgonek. Uśmiechnąłem się, ale tak w sobie, w duchu. Czułem się bardzo dobrze w jej obecności, dlatego tym intensywniej zacząłem zastanawiać się co było nie tak z tą dziewczyną.  
-Daj mi znać jak już jakiegoś poznasz - odparłem na dźgnięcie mnie w pierś, mój ton miał sugerować, że Ja nie uważałem się za wariata - I uważaj, co? Nie chcesz chyba znowu przegrać wojny na łaskotki - dodałem nieco złośliwie i poruszyłem brwiami porozumiewawczo. Szczere mówiąc nie miałbym wtedy nic przeciwko jakiejś małej potyczce, bowiem sprawiłaby, że jeszcze bardziej zbliżyłbym się do dziewczyny. Zrezygnowałem jednak z tego pomysłu na rzecz przyjemnej i równie skutecznej  alternatywy jaką był taniec.
-Jak to? Nie miałaś nadwornego nauczyciela tańca? Nie wierzę! - zażartowałem udając ogromne oburzenie i by dopełnić efektu pokiwałem głową z niedowierzaniem  - Ale dobra, mogę Ci pokazać później kilka kroków, jeśli zasłużysz - dodałem uśmiechnąwszy się do niej ciepło, a mój wzrok zupełnie niechcący prześlizgnął się z jej szmaragdowych oczu na rozdygotaną ze zmęczenia klatkę piersiową opiętą seksownym strojem kąpielowym. Tym razem nie miałem sobie jednak nic do zarzucenia, tłumaczyłem się przed samym sobą, że zareagowanie na intensywny ruch było przecież rzeczą w stu procentach normalną. Poza tym, trwało to  najwyżej sekundę, nie powinienem oberwać za coś takiego w twarz. Chyba. Gdy wszystko zaczęło wskazywać na to, że dziewczynie moje spojrzenie umknęło ruszyliśmy ku stolikom.
-Czekaj, chcesz mi powiedzieć, że Twoja babcia mieszka z mugolami, w sensie wiesz, uciekła z pałacu i takie tam, a Ty lubisz ich kulturę mimo sprzeciwu swojego czystokrwistego taty? - mówiłem z każdym sowem uśmiechając się coraz szerzej – Jesteś dość niesamowita - palnąłem - Znaczy się ta sytuacja jest niesamowita, nie, że Ty sama w sobie jesteś niesamowita...eee...nie, czekaj, to nie tak, nie chciałem powiedzieć, że jesteś zwyczajna, jesteś niesamowita, niesamowicie się uśmiechasz na przykład, albo robisz inne rzeczy niesamowicie, wyglądasz dziś niesamowicie też, mówiłem już, ale nie, że Ja uważam Cię za jakąś niesamowitą, w sensie rozumiesz, straszne Cię lubię i jesteś niesamowita...eee...A czytałaś opowieści z Narnii? - wybełkotałem nieskładnie i gwałtownie wstałem z miejsca czerwieniąc się tak bardzo, że mógłbym służyć za tło do herbu własnego domu – o tak, bardzo lubiłem to porównanie, chociaż wtedy nie było mi do śmiechu. Bawiłem się bardzo dobrze w jej obecności i nie chciałem by jakieś górnolotne deklaracje czy przesadzone komplementy, nawet jeśli były szczere, miały zaburzyć kierunek w któym rozwijała się nasza dyskusja, bowiem  w końcu udało mi się uwolnić od flirtu i zaczynałem odnajdywać się w temacie kultury niemagicznych ludzi.
Na szczęście Erin wydawała się być rozbawiona całą sytuacją, a jej mina gdy pośrednio wspomniałem o strachu przed basnem sprawiła, że parsknąłem ze śmiechu. Na początku chciałem udać się nad basen gdzie w sumie ciągnęła mnie dziewczyna,  ale gdy poczułem jak jej paznokcie wbijają się w moje ramię, uznałem, że to jednak nie jest chyba najlepszy pomysł. W moim twierdzeniu upewniło mnie jedno spojrzenie na twarz Ślizgonki, która mimo, że próbowała udawać odważną obecnie chyba  drżała na samą myśl o zetknięciu z wodą. Wiecie, trudno opisać mi słowami uczucie towarzyszące dotykaniu jej dłoni, naprawdę, jednego byłem jednak pewien. Gdy nasze palce się splatały wiedziałem, że chcę troszczyć się o Erin, dlatego postanowiłem nieco skorygować jej plany tak by nawet nie musiała się przede mną tłumaczyć.
-Loteria, uwielbiam loterie, chodź! - zawołałem i wskazawszy paluchem na jedną z atrakcji wieczoru ruszyłem w tamtym kierunku – Kiedyś wygrałem czapkę, którą mam do dzisiaj, jest w kształcie głowy pandy, czasem w niej śpię - powiedziałem zanim zdążyłem ugryźć się w język - To znaczy oczywiście gdy byłem młodszy, teraz nie - dodałem szybko nie chcąc wyjść na dziecinnego. Po dotarciu na miejsce i zobaczeniu cen, mina nieco mi zrzedła. Miałem trochę oszczędności, ale zbierałem na nową miotłę, bo latanie na szkolnych staruszkach nie pomagało podczas meczów. To była jednak randka, nie chciałem wyjść na skąpca i biedaka dlatego pozbyłem się całych dwudziestu pięciu galeonów i kupiłem los ze średniej półki. Kilka chwil później wręczono mi całkiem ładny naszyjnik. Co Ja mówię, był naprawdę super, chociaż nie wydawał się w żaden magiczny sposób wyjątkowy. Przyglądając mu się przez dłuższą chwilę, do głowy wpadł mi pewien pomysł, który jak sądziłem, pochwaliłaby nawet sama Valentine.
-To dla Ciebie - rzekłem i nie wiedząc jak dokładnie powinienem się zachować uniosłem nieco naszyjnik by zasugerować, że chciałbym zawiesić prezent na jej szyi. Miałem nadzieję, że Erin szybko odczyta moje intencje, bo czułem się nieco dziwnie i nieswojo. Nigdy nie wręczałem żadnego prezentu żadnej dziewczynie - Mam tylko nadzieję, że nie jest czarnomagiczny - bąknąłem trochę w ramach żartu i trochę dla zabicia czasu oczekiwania na reakcję mojej towarzyszki.

Wynik loterii(25g) - 3, Syreni naszyjnik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 107
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14603-erin-fox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14607-erin-fox#389201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14606-erin-fox#389196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14605-erin-fox#389150




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   6/7/2017, 5:20 pm

Widziała jak próbował przekonać ją i chyba samego siebie, że jest spokojny. Widziała też jakąś bransoletę, którą cały czas się bawił. Ciekawe, nie wyglądała raczej na typowo męską, a on nie wyglądał na kogoś, kto nosiłby męską biżuterię. Chwyciła go za dłoń i przyjechała kciukiem po naszyjniku na jego nadgarstku. Był ładny tylko to raczej dla dziewczyny. Zmarszczyła brwi i przeniosła wzrok z naszyjnika na twarz Erica. Jej wzrok jasno dawał do zrozumienia, że chciałaby wiedzieć dlaczego to nosi. Szybko jednak spojrzała w bok, nie chciała by chłopak pomyślał, że jest wścibska czy go naciska.
Juz chciała przestać go męczyć, ale jego następne słowa, zadziałały jak płachta na byka. Oj sam się prosi.
-Na łopatki? A mnie też zamierzasz? - Kontynuowała mruczenie. Spojrzała też chłopakowi w oczy. Wiedziała, że to on pierwszy odwróci wzrok i zapewne obleje się przy tym cudownym rumieńcem. Kusiła go i on był tego świadomy, tylko jakie są jej intencje? I czy chłopak ulegnie?
- Prawdziwy wariat nie wie, że jest wariatem. - Tylko tyle mu odpowiedziała, widząc jak jasno stawia sprawe. Nie jest wariatem, tak? Ona też nie, a może oboje są.
No i znów się plątał. Poczekała aż jego język znajdziesz się na miejscu, ewentualnie poplącze tak, że chłopak skończy mówić. Nie chciała mu przerywac, bo to pewnie poskutkowało by jedynie dodatkowym potokiem słów, w których sam autor by się pogubił.
- No to jaka jestem w końcu? - Znów wycelowała palec w jego pierś, wcale nie przejęła się jego wcześniejszymi groźbami. Tym razem jednak go nie dźgnęła, a przejechała paznokciem od mostka aż do pępka. Może gdyby miał na sobie koszulkę to by tego tak nie poczuł, ale już na początku imprezy, skutecznie go jej pozbawiła.
Westchnęła na jego słowa o tańcu. Może miał być to żart, ale jej nie było do śmiechu. Otóż miała nauczyciela tańca. Nieprzyjemnego, czarnowłosego faceta, który tylko szukał sobie okazji do stanięcia jak najbliżej swojej uczennicy, zdecydowanie zbyt blisko. W dodatku kazali jej się uczyć wolnych tańców, tych pasujących do bali. Plusem było to, że teraz wyśmienicie sobie z nimi radziła, ale i tak nauki nie wspominała dobrze, mimo, że sama w sobie nie była trudna, tylko nauczyciel do niczego.
- Ucieczka to chyba za mocne słowo. Po śmierci dzidka zostawiła rodzicom dom i się wyprowadziła. Z tego co wiem, nigdy nie była fanką mugoli, ale też nie wrogiem. Wybrała mieszkanie między nimi bo tam miała spokój. Później oczywiści znalazła tam znajomych więc jej nastawienie z neutralnego przeszło na przyjazne. - Co prawda ojciec się wtedy sprzeciwiał, ale nie mógł przecież jej w domu zamknąć. - Moja mama jest podobnie nastawiona, neutralnie. Nie chciała żebym straciła kontakt z babcią, tym bardziej, że dziadkowie z jej strony zmarli nim się urodziłam, mąż babci też dość szybko. Nie przeszkadzało jej też to, że poznawałam dzieci mugoli więc często mnie zostawiała u babci. Oh i umiem obsługiwać takie coś... Dobra nie ważne, umiem obsługiwać ale jak się nazywa nie pamiętam. - Nagle jej się przypomniało i przerwała historie by podzielić się tą, jej zdaniem, wspaniałą informacja. No i nie pamięta nazwy, bo nie mogło być zbyt pięknie. Na jej twarz wstąpił delikatny rumieniec, ale przy okazji też szeroki uśmiech. Jej zachowanie sama ją bawiło. Nigdy z nikim nie rozmawiała tak żywiołowo o świecie niemagicznym.
- Eh, serio nie pamietam. Lubię kulturę mugoli, szczególnie książki fantastyczne. Ich magiczny świat jest dla mnie tak samo obcy, mimo, że ja mam swój na żywo.
W sensie... Eh. Nasze książki nie są tak fascynujące bo opowiadają o fikcyjnych wydarzeniach, ale świat przedstawiony zgadza się z rzeczywistym. Mugole nie znają magii i potrafią wymyślić takie rzeczy, że nawet dla czarodzieja jest to magiczne. Wiesz, nie wzorują się na znanym sobie świecie i przez to ich magiczny świat jest lepszy... Chyba... Pewnie nie wiesz o co mi chodzi. Wybacz. -
Teraz to już w ogóle zrobiła się czerwona. Miała wrażenie, że plecie takie głupoty, że już lepiej się wcale nie odzywać. Przed sekundą Gryfon robił za tło dla herbu swojego domu, teraz ona zajęła jego miejsce. Opuściła głowę zażenowana i spróbowała schować się za włosami, które kolorem przypominały teraz jej twarz. Było jej głupio. Paplala od rzeczy, podekscytowana jak mała dziewczynka. Basen wydawał się ratunkiem, choć nie do końca takim jakiego oczekiwała. Jej myśli zeszły na inny tor, ale ten był równie nieprzyjemny. Tonięcie, woda w płucach... Całe szczęście Eric postanowił zmienić kierunek i pociągnął dziewczynę w inną stronę. Ona nadal mocno tuliła się do jego ramienia. Obrazy, jakie przywołała w głowie zbledły, ale nie chciały jeszcze opuścić jej głowy. Dopiero wspomnienie o spaniu w czapce-pandzie wyrwało ją z tego stanu. Parsknęła śmiechem i spojrzała rozbawiona na towarzysza.
- Ja tam nie mam nic przeciwko pandom, szczególnie tym na głowie. - Była rozbawiona. Wyobraziła sobie śpiącego Erica w takiej czapce i jeszcze raz się zaśmiała.
- Uroczo w niej wyglądasz, napewno. - Chciałaby to kiedyś zobaczyć. Jeśli tylko kiedyś uda jej się dostać te czapkę w łapki, na pewno, choćby siłą, nałoży mu ją na głowę. Zajęła się tymi myślami, gdy chłopak kupował los.
- Dla mnie? Oh, dziękuję. - Naszyjnik był naprawdę ładny. Widząc co robi, odwrócił się do niego tyłem i ogarnęła włosy. Kiedy zapiął jej go na szyi, znów stanęła przodem do niego. Położyła mu ręce na ramionach i wspięła się na palce. Dlaczego musiała być taka niska? Niby niskie kobiety podobają się facetom, ale te pięć czy siedem centymetrów z pewnością nie odebrałyby jej uroku. W każdym razie jak stała na palcach to było znośnie, dodatkowo opierała się o jego ramiona więc nie chwiała się na boki. Przysunęła się do niego i pocałowała go w policzek. Forma podziękowania, liczyła, że Eric nie będzie miał nic przeciwko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   6/7/2017, 5:51 pm

Ruth uważała się za silną osobę. Była zawzięta, nie poddawała się, latami zmagała się z niewygodnymi tajemnicami swojej rodziny, globem zaginionych, wyalienowaniem i marnymi próbami odnalezienia szczęścia w cudzych ramionach. Spadł na nią ciężar pieczy nad przeklętym artefaktem, chorych, matczynych ambicji i postanowienia ograniczenia kontaktu z najbliższą rodziną. Pozbierała się po Mikkelu, po Norbercie, nawet po Ezrze. Potrafiła zapomnieć o zamknięciu jej w ciemnej, ciasnej klatce bez różdżki, bez szans na wydostanie się i bez jakiejkolwiek nadziei. Dała radę ze wszystkim, ale teraz, kiedy usłyszała słowa Caluma, poczuła, jak całe niebo wali jej się na głowę.
Jak wielki ból czuje ten, kto musi przeprowadzić taką rozmowę wiedzą tylko ci, którzy w rzeczywistości ją odbyli. Ruth miała wrażenie, jakby ktoś wbijał jej nóż w gardło i przekręcał rękojeść raz po raz, przez co jednocześnie chciała krzyczeć i dusiła się od słów, które nie mogły wydostać się na zewnątrz.
-Mam szczęście, że cię poznałam – powiedziała raczej do siebie niż do niego, kiedy odniósł się do przyjaźni z nią. Jaką musiał stoczyć ze sobą walkę przez te miesiące i jaki sztylet wbijała mu Ruth w serce, wiedział tylko on. Mimo to stał teraz przed nią i prowadzili tę rozmowę. Wiele można było powiedzieć o Calumie Olivierze Lionelu Dear, ale nie to, że był tchórzem. Miał odwagę pokonać samego siebie i choćby cały świat brał to za rozmowę przyjaciół ‘jakich wiele’, Ruth swoje wiedziała.
Niestety, nie była w stanie przełknąć kolejnych słów mężczyzny. Calum zostawił ją samą z pytaniem, na które dokładnie znała odpowiedź. Podała ją Dorienowi dawno temu. Każdy kiedyś odejdzie.
Stała tak jeszcze przez chwilę, wpatrując się w oddalającą sylwetkę przyjaciela i w końcu zdecydowała, że jeśli postoi tak pięć sekund dłużej, popłacze się na środku boiska. Nie chciała tu dłużej być. Odwróciła się i spojrzała na hogwarckie wieże. W jednej z nich kłóciła się nie tak dawno z Morrisem, sugerując mu, że rozważa rzucenie się z niej w przepaść. Wtedy nie mówiła poważnie, teraz… Teraz chciała tylko wrócić do domu.
Przestępując z nogi na nogę, powoli, z trochę zadartą do góry głową, żeby utrzymać w ryzach szklące się od łez oczy podeszła do @Dorien E. A. Dear, toczącego rozmowę z profesorem run (@Edgar T. Fairwyn).
-Dobry wieczór, profesorze – kiwnęła głową nieznacznie, patrząc w przestrzeń gdzieś za Fairwynem. Jaki by nie był, uratował jej życie i… Gdyby nie on, nie byłaby teraz z Dorienem. – Czy możemy pana przeprosić? Powinniśmy już wracać. – Drugie zdanie skierowała już częściowo do swojego partnera, zwracając nań błyszczące oczy, ale zaraz odwróciła się z powrotem do nauczyciela – Dziękuję za uratowanie mi życia, panie Fairwyn. I za Kylver - urwała na chwilę, nie wiedząc, czy powinna mówić mu takie rzeczy. Oczywiście, że nie powinna. –Do widzenia – skinęła na profesora i złapała Doriena za rękę, o wiele mocniej, niż zwykle – Kotku... – zaczęła, ale już nie skończyła, zamykając na moment oczy i ciągnąc go w stronę wyjścia. Tak bardzo nie chciała tu być.
Panowie, możecie założyć, że R przyszła pod koniec waszej rozmowy :3

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Motherwell, Scotland
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 746
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1625-lucas-kray
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12079-lucas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12239-wilk-lucas#326758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12068-lucas-kray




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   6/7/2017, 9:37 pm

Lucas postanowił wybrać czerwień z elementami czerni, idealnie do siebie pasowały.. a w dodatku garnitur tylko się kurzył gdzieś w szafie. Najwyższy czas go użyć, a ta sytuacja była idealna, zwłaszcza że był to taki ostatni bal w tym roku. Był także nieco spóźniony, więc czym prędzej ruszył w stronę boiska bo to właśnie tam odbywała się owa impreza. Szedł nieco przyśpieszonym krokiem, patrzył przed siebie i i widział już powoli zarys boiska.
Nie minęła chwila kiedy był już między ludźmi których mniej więcej kojarzył, rozejrzał się wokół siebie i zamyślił się. Gdzie mógł szukać swojej drugiej połówki, miał nadzieję że nie poszła sobie. Przedarł się przez drobny tłum i poszedł po coś do picia, zamówił przy barze imbirową mątwę. Oparł się o ladę i skrzyżował ręce na klatce piersiowej, w oddali zauważył @Oriane L. Carstairs. Zamówił dodatkowy drink właśnie dla niej, a mianowicie cytrynowy raj. Zaraz po otrzymaniu drinków ruszył z nimi ku dziewczynie i jak dobrze zauważył Mikkelowi. Cóż, jego akurat się tu najmniej spodziewał ale w końcu był to znajomy Oriane czy mu się podobało czy nie musiał go jakoś znosić. - Hejka Słońce, cześć Mikkel. - Akurat imię mężczyzny powiedział już z mniejszym entuzjazmem, jakby było to nieco wymuszone z jego strony.
- Pomyślałem że muszę Ci wynagrodzić czekanie, zgarnąłem po drodze napoje. Czy odpowiada Ci ta chwytliwa nazwa "Cytrynowy Raj"? - Uśmiechnął się delikatnie i podał go dziewczynie, zaraz po tym napił się porządnie swojego imbirowego napoju i skrzywił się delikatnie. Było to dosyć zimne, musiał szczerze przyznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1076
  Liczba postów : 767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   7/7/2017, 7:21 pm

Mikkel nie potrafił postawić się w sytuacji Oriane. Sam nie był pewny, czy w swoim życiu kiedykolwiek kogoś kochał w taki sposób, w jaki wiedział, że Lucas i Oriane kochali siebie. Kochał oczywiście swoją siostrę, jednak to nie było przecież uczucie romantyczne. Nie wiedział, czy którąkolwiek ze swoich byłych dziewczyn kochał. Najbliżej temu była chyba Ruth, bo nie było dnia, kiedy nie myślał o tym, co stracili. Z drugiej strony wciąż tęsknił za Winnie, z którą rozstali się niedługo przed zachorowaniem Mikkela. Wciąż nie potrafił sobie wyobrazić, co Lucas musiał teraz czuć. Nigdy gościa nie lubił, ale w tym momencie zrobiło mu się go nawet trochę żal.
- Chyba Kath nie byłaby do tego zdolna - przyznał, bo mimo że panna Russeu była wyjątkowo wredna, tak nigdy nie posądziłby jej o coś takiego. W końcu kiedyś tam byli razem - Rozumiem Cię całkowicie. To czyste konto jest naprawdę kuszące. Zgaduję, że Lucas też by to zrozumiał - przyznał. Sam niejednokrotnie myślał, czy nie rzucić wszystkiego i zacząć od nowa. Gdzieś indziej. Może w Stanach. Zawsze go tam ciągnęło. Rzeczywiście hasło "plan Lu" za wiele mu nie mówił, więc Oriane musiała rozwinąć te enigmatyczne stwierdzenie.
- Lucas na pewno bardzo się stara. Wiem, że moje słowa nie przypomną Ci niczego, ale zawsze wiedziałem, że to co mieliście, to było prawdziwe uczucie. Może nawet warto by było spróbować je odzyskać. Mimo że nigdy nie lubiłem Lucasa, to myślę, że możesz chociaż dać mu szansę to naprawić. Na pewno się jeszcze pojawi - zapewnił ją, bo wiedział, że skoro Ślizgon umówił się z nią na balu, to na pewno na niego przyjdzie. Szczególnie, kiedy ich sytuacja była tak skomplikowana.
- Ja przyszedłem sam - przyznał. Właściwie zupełnie zapomniał, że powinien sobie załatwić jakąś partnerkę. Z drugiej strony nie był w nastroju na umawianie się na randki. Wtem koło nich pojawił się obiekt ich rozmowy, więc Mikkel postanowił się ulotnić. Skinął na powitanie Lucasowi.
- To ja Was teraz zostawię - powiedział, nie chcąc przeszkadzać w przywracaniu wspomnień Oriane - Powodzenia - rzucił do obojga i wyszedł z basenu.
Szybko osuszył się i ponownie przetransmutował swoje kąpielówki w strój, który miał na sobie wcześniej. Ruszył w kierunku "imprezy". I nagle zatrzymał się. Jego wzrok padł na @Ruth Wittenberg wychodzącą z imprezy trzymając za rękę jakiegoś obcego mu kolesia. To nie tak, że był zazdrosny. Rozstali się już dość dawno, przecież mogła spotykać się z innymi. Jednak widok ten spowodował, że jego serce podskoczyło mu do gardła. Myślał, że jego uczucia do Ruth już dawno zniknęły, a jednak... Czyżby dalej coś do niej czuł? Nie chciał tego nikomu pokazać. Nie wiedzieć czemu, najmądrzejszym rozwiązaniem było dla niego podejść do wychodzącej pary i pogratulować związku.

______________________


Mikkel Carlsson

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 753
  Liczba postów : 377
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t986-gareth-hampson




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   8/7/2017, 9:25 pm

Na tegorocznym balu kończącym rok szkolny zjawił się rzadko spotykany w tym miejscu przekrój osobowości - wśród uczniów i studentów nie zabrakło nauczycieli, jednak tym razem imprezę urozmaicała obecność absolwentów Hogwartu, na których przybycie Gareth zgodził się pod kilkoma warunkami, spośród których najważniejszy był jeden - brak jakichkolwiek używek. Wniesienie na teren zamku alkoholu, papierosów czy narkotyków przez jednego z dorosłych mogło mieć dla dyrektora opłakane konsekwencje. W dodatku znacząco spadłby prestiż i bezpieczeństwo szkoły, której dobro było dla Hampsona ważniejsze niż posada. Hogwart był przecież szkołą magii, a nie szkołą rozpusty, mimo że wielu uczniów próbowało temu faktowi zaprzeczyć.
Zakończenie roku miało odbyć się z przytupem, jednak Gareth nie przewidział fajerwerków w związku ze swoim przybyciem. Najzwyczajniej na świecie stanął przy krawędzi basenu i za pomocą zaklęcia sprawił, że jego głos słychać było nawet w najodleglejszych kątach boiska - miał przecież do przekazania ważne wiadomości.
- Drodzy podopieczni, byli podopieczni i szanowne grono pedagogiczne - kolejny rok w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie dobiega właśnie końca - rozpoczął z lekko pobłażliwym uśmiechem. On też miał już w głowie wakacje.  - Jestem dumny z tego, co w tym roku osiągnęli nasi uczniowie - zarówno ci, których wyniki są szokująco dobre, jak i ci, których wyniki są szokująco złe, zaliczyli wiele osobistych sukcesów. Wszystko, co wydarzyło się przez te dziesięć miesięcy, pora jednak zostawić za sobą - dodał, mrugając do jednego ze studentów, który akurat stał blisko, a jednym trollem koncertowo zepsuł całe swoje świadectwo. - Dziś na szczególną pochwałę zasługują osoby, które z wielkim zaangażowaniem zbierały punkty, chcąc zdobyć Puchar Domów i Puchar Quidditcha - urwał, by odchrząknąć. - W tym roku, już po raz trzeci, Puchar Domów wędruje do Ravenclawu! Gratuluję - po raz kolejny pokazaliście, że ciężka praca przynosi efekty - uśmiechnął się szeroko i spojrzał wymownie na opiekuna Krukonów. - Moi drodzy, dobrze wiecie, że doceniamy także sportowców. W tym roku o Puchar Quidditcha najdzielniej walczył... Gryffindor! - zawołał, z dumą zerkając na opiekuna Gryffindoru, który ściskał mocno kciuki. - Dziękuję wam za uwagę. Wszystkim życzę zasłużonego, wakacyjnego odpoczynku. Bawcie się dobrze - zakończył swoje przemówienie. Machnął różdżką, zdejmując z siebie zaklęcie. Kilkoma machnięciami różdżki sprawił, że woda zaczęła mienić się na niebiesko i czerwono, barwami Ravenclawu i Gryffindoru, po czym wrócił do zamku, podśpiewując coś pod nosem. Wakacje, wakacje... najpierw trzeba je zorganizować!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 275
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 810
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   9/7/2017, 3:15 pm

Najpierw zmyli się nauczyciele, potem odbiegł ode mnie Calum i w sumie mogłem  iść pogadać z jakimiś innymi znajomymi, ale nieszczególnie miałem na to ochotę, więc wskoczyłem do basenu i trochę popływałem. Widząc, że na brzegu toczy się kłótnia pomiędzy @Ezra T. Clarke i @Bridget Hudson zdecydowałem się (dla własnego bezpieczeństwa) opuścić miejsce imprezy - w końcu byłem poniekąd zamieszany w ich konflikt.
Zamierzałem już wyjść, gdy dyrektor ogłosił wyniki pucharu, więc pośpiesznie odnalazłem innych członków drużyny i odebrałem wraz z nimi puchar, po czym po kilku okrzykach radości wróciłem do swoich spraw.
Osuszyłem ciuchy i szybko znalazłem sobie damskie towarzystwo na afterek, po czym machając w stronę @Bastian K. Lenz opuściłem miejsce imprezy. Wraz z moimi pięknymi towarzyszkami podążyliśmy w stronę Hogsmeade, gdzie trochę pobalowaliśmy.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 415
Dodatkowo : kapitan drużyny Huffu
  Liczba postów : 651
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13545-gemma-harper-twisleton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   9/7/2017, 3:41 pm

Odpływała sobie spokojnie na środek basenu, kiedy ktoś z zespołu postanowił jej odpowiedzieć. Wow! Nie przywykła do tego, że ktoś rozumiał jej komiksowe nawiązania.
- O nie! – odkrzyknęła ze śmiechem, nadal leżąc na plecach i nie patrząc w stronę sceny (i tak nie miałoby to sensu) – Wymieniłeś dwie największe pizdy!
Thor jeszcze by przeszedł chociaż zawsze twierdziła, że był tępym osiłkiem, ale Kapitan Ameryka był typowym amerykańskim żołnierzykiem i jego nadmuchana prawość i honorowość przyprawiała o wymioty.
Żadnej dyskusji jednak nie podjęli, bo po pierwsze: Gemma odpłynęła i nie za bardzo wiedziała jak wrócić, a po drugie: zaraz zjawił się przy niej @Gregory Wilkox.
- Jak dobrze cię nie widzieć! – wyszczerzyła się zawieszając mu się na ramieniu – Zgubiłam oczy. Musisz albo dotransportować mnie do dormitorium, albo niańczyć cały wieczór.
To mówiąc wspięła mu się na plecy i owinęła wokół niego wszystkimi kończynami.
- Twój wybór – zaśmiała się, domyślając się, której opcji na pewno teraz nie wybierze.

@Bastian K. Lenz, wystarczająco łamiący serce obrazek? Ing face

______________________


twMistletoEn



rockin'aroundchristmas tree
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 222
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14692-relki-basa#392047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14659-kase#391570
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   9/7/2017, 5:06 pm

Zastanawiać mógł fakt, że Gemma zwracając się do Basa w dwóch zdaniach, w obu jej język dalece odbiegał od profilu księżniczki, za którą Szwajcar ją uważał.  Prawda była natomiast taka, że po pierwsze był nią tak zamroczony, że prawie nie docierał do niego sens słów kobiety a po drugie – dla niego to właśnie był basowy „profil tej jedynej”. Nie znosił napompowanych, sztucznych i kłamliwie uprzejmych lasek z kijem w dupie, które za wszelką cenę próbowały zrobić z siebie inną osobę. Stąd też Gemma paradoksalnie tą autentycznością zyskała w jego oczach jeszcze więcej, o ile w ogóle dało się ją postawić jeszcze wyżej w wyobrażeniach mężczyzny.
Odwrócił się na chwilę (ciągnięty przez innego muzyka do fortepianu), kiedy krzyknęła mu w odpowiedzi. No trudno, żeby na dziecięcych bluzach widnieli najgorsi kryminaliści, ale nie zmieniało to faktu, że ten moment był zobrazowaniem w pigułce przedstawienia „jak przegrać życie w dwie minuty: w roli głównej pianista ze szwajcarskim serem zamiast mózgu”. I oczywiście zauważył tego typa, który wyrwał mu żonę (bo przecież nie można mu było wmówić, że Gemma sama się na Gregu uwiesiła, dla Basa to było ciut nie porwanie jego księżniczki) i mimo swojej lekkoduszności coś zakuło go w sercu. Widział dziewczynę pierwszy raz na oczy, rozmawiał z nią, o ile można to nazwać rozmową, może niecałą minutę i był bardziej zazdrosny niż o swoją własną siostrę. No, może nie AŻ tak jak starszy brat bywa zazdrosny o młodszą siostrę, ale w każdym razie bardzo. W tym momencie wyciągnął sobie dwa wnioski. Po pierwsze nie ma szans u Gemmy Twisleton, kapitan Hufflepuffu, najpiękniejszej kobiety pod słońcem, a po drugie – ten typ od noszenia jej na barana ma u Basa przesrane.
Wypluł się też o ten bar zupełnie niepotrzebnie, bo okazało się, że po prostu jego ulubiona tańcząca para zniknęła mu na chwilę z oczu i kiedy spojrzał na parkiet jeszcze raz, oni wciąż tam byli.
-A, cholera, coś mi się pojebało, sorry – machnął ręką na muzyka obok, który tylko popukał się po głowie. Musiał się uspokoić a właściwie zająć myśli czymś innym, więc grał i śpiewał coraz bardziej skomplikowane utwory, kiedy nagle chłopak z tej laurkowej pary pchnął dziewczynę do basenu.
-Jasny pies… - Bas aż otworzył usta ze zdziwienia, a śpiewająca obok uczennica chyba też wystraszyła się Theo, bo na moment oboje urwali śpiewanie. Wrócili do umilania czasu bawiącym się studentom już po chwili, ale Szwajcar przestał patrzeć na klawisze i odwrócił się sprawdzić, czy ktoś tę bidulkę wyłowił, bo był gotów w tej chwili rzucić się do basenu na ratunek, po czym kontrolnie (strzałem w łeb) przypomnieć koledze, że nie wrzuca się kobiet do wody bez pozwolenia. Ale to, co się wydarzyło chwilę potem sprawiło, że Bas roześmiał się w głos. Zmoczona dziewczyna (@Bridget Hudson) należała do tych walecznych i jednego z delikwentów opieprzyła na czym świat stoi a na drugiego rzuciła się z pięściami. Lenz oderwał ręce od fortepianu i kiedy oczy obojga na chwilę się spotkały, pokazał dziewczynie dwa uniesione do góry kciuki.
Mimo wszystko wciąż kołatał mu się w głowie obraz jego rudej księżniczki porwanej przez jakiegoś oprycha (drugą wersją było to, że jest tak popularna w szkole, że ma swoich własnych giermków) i po kilkunastu utworach zaczął mylić nuty. Mylił nuty to on w pierwszej klasie, a nie teraz – po dwunastu latach nieprzerwanej gry, dlatego od razu doszedł do wniosku, że i tak impreza się kończy, a z niego niewiele już tutaj będzie w tym depresyjnym stanie.
-Zieg.. Znaczy, kochana koleżanko solistko, dasz radę dociągnąć parkiet do końca? – zapytał, kiedy mieli przerwę i do końca imprezy nie została więcej niż godzina. Nie chciał zostawiać uczniów z jej wyjącym głosem, ale miał serdecznie dość i jedyne, o czym myślał to powrót do domu i posłuchanie normalnej muzyki. Kochana koleżanka solistka aka kozi głos zgodziła się niechętnie, ale ważne, że Bas mógł zebrać się do mieszkania, uprzednio informując osobę zatrudniającą (mniemam profesora Forrestera), że powoli zamykają parkiet i on ulatnia się na chatę. I tak będzie musiał grać na każdej szkolnej uroczystości w tym domu wariatów, więc godzina w tę czy we w tę nie powinna zrobić nauczycielowi różnicy.

Zt
@Gemma Twisleton, nie podniosę się po tym
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 772
  Liczba postów : 890
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   9/7/2017, 5:52 pm

- Jak przyniesiesz mi wstyd to następnym razem zabieram kogoś innego – rzuciłam ironicznie, niechętnie (a przynajmniej udawałam, że niechętnie) pozwalając @Rayener Arthas się objąć. Trudno ukryć, że moja groźba mogła stać się prawdą – w końcu otrzymałam na ten bal kilka innych zaproszeń, ale tak naprawdę Ray był jedyną osobą, z którą chciałam spędzić ten dzień, więc mój szantaż był jedynie głupim żartem.
Byłam zdecydowanie bardziej skłonna do łamania regulaminu niż chłopak, ale starałam się zachować ostrożność – w końcu jeden z moich starszych braci był nauczycielem, a wolałam mieć z nim dobre relacje.
Gdy Ray zajmował się zamawianiem wody wydobyłam z biustonosza maleńki flakonik, który wyglądał jak butelka perfum – dzięki zaklęciu zmniejszającemu miał trochę większą pojemność (niestety wciąż nieszczególnie dużą), ale pozwalał zachować pozory. Wlałam trochę czterdziestoprocentowego trunku do mojego napoju, po czym gdy Ślizgon do mnie wrócił wyciągnęłam dłoń w jego stronę.
- Chcesz trochę? – zapytałam puszczając mu oczko i popijając swój lekko wyskokowy napój.
Spojrzałam na basen i po chwili spojrzałam na Raya z uśmiechem, który mówił wszystko.
- Pewnie, że chcę sprawdzić! – rzuciłam uradowana. Byłam niemalże pewna, że to niemożliwe (a jeśli nawet to najprawdopodobniej będzie wyglądać żenująco), ale nie mogłam przegapić takiej okazji do wygłupów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   9/7/2017, 10:15 pm

Poważnie, na tej imprezie było zbyt dużo Dearów i ich krewnych. Liamowi aż głupio się robiło, jak na każdym kroku musiał wyjaśniać swoje pokrewieństwo z kimś. Za kogo Thijs go już musiał mieć? Znaczy wiadomo, wielki ród, o którym głośno w Wielkiej Brytanii i poza nią... Ale mimo wszystko, robiło się to już nużące. Profesorowi zaczęły chodzić po głowie plany zmiany nazwiska.
- Nie, z takim nastawieniem mógłby jednak siedzieć w samotności. Myślisz, że Expecto Patronum na niego działa? - Mrugnął żartobliwie do swojego rozmówcy. Dobrze, Corbijn już się przestał denerwować. Może papierosy pomogły, może po prostu musiał z siebie wyrzucić parę nienawistnych słówek, może potrzebował chwili.
- Szczerze? Chciałbym to usłyszeć... - Pokręcił głową z rozbawieniem i podążył wzrokiem za profesorem zielarstwa. Spoważniał od razu, widząc tam Doriena.
Liam był całkiem zadowolony z tego, jak ładnie udało mu się odciąć od swojego najbardziej znielubionego brata. Jakimś cudem nie wpadali na siebie, nie rozmawiali ze sobą, nie mieli najmniejszej styczności... Już spory kawał czasu! Starszy Dear był zachwycony, poważnie. Teraz jednak okazało się, że jedna z jego najlepszych uczennic musiała się zakochać akurat w Dorienie, przyprowadzić go na szkolną imprezę i wszystko zepsuć. Liam nie chciał wiedzieć, czy młody pracownik Ministerstwa Magii bardzo się zmienił, czy miał dłuższe włosy, czy wyglądał poważniej, czy cokolwiek. Wolał o nim nie myśleć.
- Najchętniej przykleiłbym go do tego krzesła, żeby nie miał jak uciec. - Odparł spokojnie, próbując powstrzymać myśl, że hej, to całkiem kuszące i proste do wykonania. Nie był jednak jakimś dzieciakiem i głupawym żartownisiem, więc zostawił różdżkę w spokoju.
- Prawdopodobnie jest piekielnie inteligentny - Liama nie interesowały starożytne runy i się w tych tematach nie odnajdował, a wręcz nawet nie próbował. Fairwyn mógł robić, co tylko chciał. - Dobra, koniec. Nie psujmy sobie imprezy - zarządził i zamilkł, żeby posłuchać, jak dyrektor oznajmia wszystkim wygraną Ravenclaw.
Nie mógł powstrzymać dumnego uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 279
  Liczba postów : 248
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14770-listy-do-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   10/7/2017, 10:18 pm

-Raczej nie. Ciekawe czy był jakiś desperat, który tego próbował. – mruknął rozbawiony, ale szczerze mówią, to sam by tego spróbował przy ich kolejnej rozmowie. Był tylko jeden mały problem – nie potrafił. Nie chciał jednak się tym chwalić. Holender nie był jakimś wielkim mistrzem zaklęć. Nigdy nie przykładał do nich zbyt wielkiej uwagi. Potrafił sobie radzić bez nich, a w razie czego, znał kilka podstawowych. Pewnie gdyby mógł, to pisałby nawet kredą po tablicy. Już bez przesady, po co wyręczać się z takich pierdół?
Otworzył nieco szerzej oczy, a mina na twarzy Thijsa wyglądała na nieco przerażoną. W przeciwieństwie do Liama, nie chciał usłyszeć śpiewającego Edgara. Głównie dlatego, że czuł się, jakby to on miał być głównym bohaterem jego piosenki. Z jednej strony, nie wierzył, że Fairwyn potrafiłby ułożyć piosenkę, z drugiej bał się, że jakimś cudem potrafiłby skleić kilka sensownych i bardzo nieprzyjemnych wersów.
-Nieee… - odparł kręcąc przecząco głową na boki. Nie było trudno dostrzec, gdy Liam przestał żartować na widok kolejnej ofiary nauczyciela run. Pierwsza rzecz jak przyszła na myśl Holendrowi, to że ktoś bliski Dearowi i zechce mu pomóc. Słowa profesora transmutacji zaskoczyły zielarza i spojrzał na swojego rozmówce pytająco.
-Coś nie tak? –spytał, bo nie wyczuł w tym żadnego żartu. –Ktoś znajomy? – dodał, chcąc się upewnić. Nie miał zamiaru roztrząsać bardziej tego tematu. Raz jeszcze spojrzał na Doriena stojącego przy Edgarze.
-A co z jakąś pasją czy coś? – mruknął, wzdychając cicho pod nosem. Thijs kierował się chęcią przekazania wiedzy swoim podopiecznym, a nie jakąś inteligencją. Do tej pory integracja z uczniami sprawiała mu radość. Fakt, nie miał do tego zbyt wielu okazji, ale po krótkim okresie przygotowawczym już wiedział, że to lubi. –Nie wierze, że nie potrafił znaleźć ciekawszej pracy. Znaczy nie mam na myśli, że bycie nauczycielem jest nudne. To świetna zabawa, ale nie dla kogoś takiego jak Edgar. Przecież ta praca wymaga jakieś integracji z uczniami, a on nie sprawia wrażenia, jakby mu to odpowiadało. – wręcz przeciwnie, gdyby mógł to pewnie zamknąłby przed nimi drzwi do gabinetu z tabliczką „nie przeszkadzać”.
Lekkim skinieniem głowy przytaknął Dearowi i z uśmiechem na twarzy wysłuchał dyrektora. Przez moment miał nadzieję, że ten go przedstawi przed uczniami na balu, ale jak widać nie wyszło. Może we wrześniu się uda.
Nieco szerszy uśmiech pojawił się na twarzy Holendra, gdy Hampson wspomniał o Gryfindorze. No nieźle, zwycięzcy Pucharu Quidditcha. Szkoda, że nie było go z nimi, gdy wygrywali swoje mecze. Miał zostać ich opiekunem, wiec chciał poczuć ten niesamowity klimat i cieszyć się z nimi. Zaklasnął kilka razy, gdy dyrektor skończył przemowę.
Spojrzał pytająco na Liama.
-Co dalej? – spytał, chociaż szczerze mówiąc, to miał ochotę wziąć rozbieg i wskoczyć do wody, miedzy uczniów. Ciekawe jakby zareagowali na dwóch nauczycieli w swoim towarzystwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 41
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 799
  Liczba postów : 504
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   11/7/2017, 2:49 am

Młodzi nauczyciele, na szczęście sobie poszli i Edgar znów mógł zająć się kontemplacją manuskryptu. Jednak jego spokój nie mógł oczywiście potrwać nawet chwilę. Po pewnym czasie zorientował się, że ktoś mu się przygląda i napotkał wzrok @Dorien E. A. Dear. Merlinie, a ten czego chciał?
Fairwyn spojrzał w innym kierunku, żeby chociaż nie zachęcać impertynenta do zbliżenia się, ale najwidoczniej robił to za późno. Słysząc pytanie zamknął oczy i głośno wypuścił powietrze, odszukując wewnętrzne pokłady cierpliwości, po czym powoli zwrócił wzrok na młodego mężczyznę.
- Owszem – odparł obojętnie – Jeden z nich w każdym razie.
Jednak dalsze słowa intruza wyraźnie wskazywały na to, że miał na myśli konkretnego Fairwyna. Tylko fanów mu tu do szczęścia brakowało. Zdążył się już przyzwyczaić, że z osób zachwycających się jego pracą, zaledwie garstka była możliwa do strawienia. A że zawsze na początku myślał o ludziach jak najgorzej (potem mimo wszystko i tak potrafili zejść poniżej jego oczekiwań), już miał tego człowieka dość. Mimo wszystko nie dał po sobie tego poznać, zewnętrznie okazując tylko, tę co zwykle, chłodną obojętność.
- Dziękuję – skinął nieznacznie głową, bo tego wymagała forma – Mam nadzieję, że się panu przydały.
Miał to w głębokim poważaniu. Nie kojarzył go, a więc wątpił w to, że mężczyzna coś w interesujących go dziedzinach osiągnął. Chyba, że to miał być wstęp do prośby o konsultowanie jakichś badań, wtedy był on zbyt długi, zbyt nudny i przede wszystkim wystosowany w dziwnych okolicznościach. Ale czy po czterdziestu latach mniej lub bardziej intensywnego obcowania ze skretyniałą rasą ludzką coś go jeszcze mogło zaskoczyć?
Nie skomentował uwagi o świadomości uczniów. Po ich stanie wiedzy wnosił, że większość z nich nawet koło żadnego z jego płodów* nie stała, zaś Ci którzy się z nimi kiedyś tam zapoznali, wcale nie byli mniej irytujący. Odchąknął tylko, do tego nawet niezbyt wymownie.
Zastanawiał się, czy mężczyzna zamierza mu coś w końcu konkretnego powiedzieć, czy tylko przyszedł zawracać mu gitarę.

*chyba, że obok Ceasara, huehuehuehue
Nie dogadaliśmy się w końcu, kiedy Ruth do nas podeszła, więc założyłam sobie, że jeszcze nie, bo już nie dam rady pisać ;p Najwyżej jej odpowiem później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   

Powrót do góry Go down
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 19Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13 ... 15 ... 19  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-