IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1584
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1550
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Sob Mar 25 2017, 11:59

First topic message reminder :

Wydawało się, że Daisy gra całkiem spokojnie, bo ani nikt w nią nie uderzał tłuczkami, ani ona sama nie próbowała tego robić. Nic dziwnego, że łapanie kamyków wychodziło jej tak świetnie i miała ich już dobry tuzin. Śmigała na swojej super miotle, nie dając się trafić żadnemu tłuczkowi, które chociaż nie odbijane w jej stronę, to wydawały się same za nią latać. I znowu jeden z nich był wyjątkowo uparty i Daisy już widziała śmierć w oczach i niemalże wyobraziła sobie jak ląduje na ziemi razem z koszem kamyków, które rozsypują się dookoła i może jeszcze połamaną miotłą. Przyśpieszyła jednak i przechytrzyła wszystkie te okropne piłki, w końcu miała z nimi niemałe doświadczenie. Złapała przy okazji jeszcze parę kamyków, szło jej naprawdę wyśmienicie.

Kamyczki: 2-> 6+6=12
Tłuczki: 2->1-> 4
Przerzuty: 14-> 11

______________________



Oh, we are magnificent
The selfish I can't see itself
When it shoots across the fall
It can never be destroyed
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1584
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1550
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 14 2017, 22:44

W końcu udaje mi się opanować swoją miotłę i jestem z tego bardzo dumna. Głaszczę Nimbusa po rączce, mówiąc mu, że grzeczna z niego miotełka. Nie wiem co się dzieje, krzyczę z bólu i oglądam się, a to ta z pałką w czerwonych barwach postanowiła mi przywalić za nie wiem za co. Odpuszczam sobie oddawanie, bo widzę, że Lope już zamierza się z nią policzyć, po meczu jeszcze przyjdzie czas na takie sprawy!
Moim oczom nie może umknąć dziwaczne zachowanie tłuczków, wydawało mi się, że to ja je posyłam w graczy, a tymczasem te latają jakby ktoś w nie ciągle uderzał. Patrzę, a jeden z nich leci prosto w naszego słodkiego szukającego. Wystarcza chwila i już jestem przy nim, w ostatniej chwili uderzam tłuczka w zupełnie inną stronę. Rzucam kontrolnie okiem na gryfońską pałkarkę, ale ta jest gdzie indziej, na pewno nie mogła go odbić. Chwilę później ten sam tłuczek leci za mną, uciekam przez chwilę, lecę szybciej niż on, tylko po to, żeby w odpowiednim momencie odwrócić się i uderzyć z całej siły. Celując oczywiście w Lysandra. Niech nie myśli, że o nim zapomniałam!

2 ale przerzucam bo podanie -> 1
tłuczki: 3, ale sama się bronię: 2 czyli udało się

______________________



Oh, we are magnificent
The selfish I can't see itself
When it shoots across the fall
It can never be destroyed
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 548
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 14 2017, 22:52

Lope miał wrażenie, że wszystkim udzielił się jakiś szał i niemalże zapomnieli o tym, że najważniejszy był kafel i trafienie nim do pętli. Pałkarze się nie oszczędzali, a tłuczki śmigały wszędzie, natomiast coraz więcej osób faulowało innych, przez co sędzia nie nadążał z łapaniem ich. Lope próbował nie zwracać uwagi na to, że przez ból chce mu się rzygać i skupiał się na swoim gniewie. Unikał tłuczka, który dziwnie się go przyczepił, wypatrując okazji do złapania kafla.
- DALEJ ŚLIZGONI! - krzyknął, widząc, jak świetna Daisy posyła tłuczka w stronę Zakrzewskiego. Bardzo dobrze, chłopaczek jeszcze z powrotem trafi do Munga. Nie zwracał uwagi na jakieś obelgi w dziwnym języku, podleciał do piłki wypuszczonej przez Gryfona i złapał ją. Mijał Wykeham, ale oszczędził ją tym razem - planował atak na lepszą okazję. Zauważył za to pętle i pomknął w ich kierunku, posyłając kopniakiem kafla do Zakrzewskiej. - SPIERDOLISZ TO.

Akcja: 6
MG: 4
Przeruty: 4/5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 27
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12605-edmund-cormac#340723
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12609-relacje-edka#340738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12608-azmond
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12610-edmund-cormac#340742




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 14 2017, 22:59

Latał tak sobie po boisku nie wiedząc co ze sobą zrobić. Znicza nie było nigdzie widać, raz coś błysnęło w okolicy trybun ale okazało się, że to zegarek jednego z uczniów. W między czasie gryfoni strzelili gola co podniosło morale Edka i z większym skupieniem wznowił poszukiwania. Po przeleceniu dwóch kółek zauważył pędzący w jego stronę tłuczek, odbity całkiem szybko przez gryfońskiego pałkarza. Cormac pozwolił sobie chwilę zawisnąć w powietrzu i pooglądać co inni odwalają na dole.

Kostki: 3,2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1008
  Liczba postów : 844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 14 2017, 23:11

Limiere był ślepym kutasem. Jej faula wygwizdał, ale ślizgońskie były w porządku. Wytarła z twarzy pluja Mondragona. Jakby była zawzięta, to by to pokazała sędziemu, ale wolała dojść sprawiedliwości swoimi rękami. I żeby nie było - Mondragon sam jej właśnie rzucił rękawice.
Nie posyłała w niego pierwszego lepszego tłuczka. Wszystkie które nadlatywały, odbijała gdzieś byle dalej od siebie i innych członków drużyny. Chciała mu strzelić w ten głupi ryj i porządnie go obić. Czego nie zdołała zrobić jej pała, dokończy tłuczek. W końcu nadleciał ten odpowiedni. Zamachnęła się i z całej siły, uderzyła w jego podłe pyszczydło. Akurat kiedy chciał strzelać.
W tym samym momencie coś mocno uderzyło ja w ramię. Ettie obróciła się i zobaczyła smarkatego szukającego Slythu. Gówniarz nie wiedział z kim zadzierał. Ette kompletnie zapomniala o ostrzeżeniu Limiera. Pognała za chłopaczkiem i dogoniwszy o przylgnęła do niego, chwytając go za fraki. Trzymając pałkę między nogami, złapała drugą ręką za jego miotłę i pociągnęła ją w swoją stronę, wypychając szukającego lekko w tył.
- Trzymaj nogi przy sobie, gówniarzu, póki masz sprawne - warknęła przez zęby i spojrzała sugestywnie w ogromną przestrzeń, która dzieliła ich od ziemi. Puściła go i odleciała. Miała w dupie, czy za to zejdzie z boiska.

Kostki: pałowanie - 6
Tłuczek mg 1 i 4 na obronę
Obrona Edmunda: 4 (przeszła z Bianci nikt nie protestował)
Faul: 1
Podkreśliłam ważne rzeczy, które tam robiłam

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 642
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 742
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 14 2017, 23:12

To był jeden z dłuższych i brutalniejszych meczy w mojej karierze hogwarckiej i byłem już wycieńczony i mimo trochę pozytywniejszego obrotu akcji (trafiłem!) nie miałem już na nic siły - tłuczek Manese zupełnie mnie wykończył. Wszyscy byliśmy potłuczeni, zmęczeni, a to wszystko stało się krwawą jatką. Mimo to zgarnąłem piłkę, którą stracił Mondragón i po raz kolejny popędziłem w stronę pętli. W tym momencie liczył się dla mnie tylko cel, chociaż skrycie chciałem dołączyć do Etki i napierdalać innych graczy. No i gówno... jeden z dzikich tłuczków trafił mnie w nogę. Z trudem utrzymałem równowagę i udało mi się nie spaść z miotły, ale straciłem kafla.

MG: 3 -> walić kostkę, zahacza mnie tłuczek
Przerzut: 2/3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 548
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 14 2017, 23:19

Nagłe uderzenie spowodowało falę bólu i nowej krwi. Teraz Lope już miał na pewno złamany nos i z trudem przytrzymał się miotły. Oddychał ciężko, mając wrażenie, że każdy oddech pali. Nie mógł już skoncentrować się, gdzie dokładnie go boli... Wystękał tylko przekleństwa pod adresem Wykeham. Nagle opętało go takie zdeterminowanie, że zacisnął mocno palce na miotle. Że niby ta pizda Zakrzewski ma zabrać mu kafla? A takiego! Zanurkował, żeby złapać piłkę w odrętwiałe ramiona. Pluł krwią dalej niż widział, ale dalej leciał krzywym torem. Ledwo zauważył, że kafel wysmyknął mu się z rąk i poleciał do przeciwnej drużyny... Za to dostrzegł wspaniałą okazję, kiedy spojrzenie wszystkich zwróciło się na ścigających Gryffindoru.
Znalazł się błyskawicznie obok Wykeham, wymierzył celnie i kopnął ją prosto w plecy, korzystając z tego, że akurat inny ścigający zasłonił go przed sędzią. Miała szczęście, że ze względu na okoliczności nie włożył w to wiele siły. Musiał przytrzymać się zranionym ramieniem miotły i zachwiał się wyraźnie. Nawet przez taką ilość adrenaliny i emocji przebijało się już zmęczenie. Mondragón czuł, że nieco zniża swój lot, ale dalej utrzymywał się w pionie. Nie mógł pokazać, że mu słabo, na pewno nie przed swoją drużyną.


Akcja: 5
faul: 6
MG: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 212
  Liczba postów : 195
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6623-lazare-osiris-limier#186310




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 14 2017, 23:31

Lazare sędziował sobie jak zawsze i był już całkiem przyzwyczajony, że te mecze nie były takie czyste jakby chciał. Ale dopóki w miarę trzymali się zasad i nie zrzucali z mioteł, nie przerywał meczu. Parę razy musiał zagwizdać i zarządzić rzuty wolne, bo ślizgooni i gryfoni jak to oni, czasem pozwalali sobie na zbyt wiele. Przegięła dopiero @Harriette Wykeham, zagwizdał znowu przeciągle, stopując mecz na chwilę a potem podleciał do gryfonki, zdejmując ją z boiska. Kolejne gwizdnięcia miało oznaczać , że gracze mogą kontynuować grę, a tymczasem gryfonka miała usiąść na ławce dla rezerwowych.
- Co to miało być, Wykeham! Po meczu zgłosisz się do mnie po szlaban, a teraz siedzisz tutaj do końca - popatrzył na nią uważnie, sprawdzając czy zaraz nie rzuci się znowu na boisko, nim wrócił do sędziowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28782
  Liczba postów : 34947
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Paź 14 2017, 23:34

Tłumy szalały, zawodnicy byli już piekielnie zmęczeni, a mecz zbliżał się ku końcowi, kiedy nagle... dało się zauważyć, że coś niepokojącego dzieje się z jedną ze ślizgońskich zawodniczek. @Daisy Manese złapała się mocno swojej miotły, kiedy zaczęły nią trząść silne drgawki. Wydawało się, że lada chwila z niej po prostu spadnie, a lot dziewczyny stał się bardzo chaotyczny. Wokół niej unosiło się coraz więcej czarnej substancji i nawet najbardziej zaaferowani kibice zaczęli zwracać na to uwagę. Wtedy w jednej chwili potężna fala energii rozbiła się we wszystkie strony, a Ślizgonka zniknęła w ciemnościach, które nagle ogarnęły całe boisko.

Kostka dla zawodników:
1-2 - kompletnie straciłeś orientację, a fala zmiotła cię w kierunku trybun przeciwnej drużyny. Nim zdążyłeś wyhamować uderzyłeś silnie w kilka osób, lądując na ławkach. Zaślepił cię straszny ból - najwyraźniej połamałeś sobie przez to rękę, a krew z rozciętego czoła wygląda dość paskudnie.
3,4 - mimo wszystko zachowałeś zimną krew i nawet pomogłeś jednemu z zawodników zlecieć wraz z tobą na ziemię (możesz wybrać dowolnego gracza, nie musi on wtedy rzucać kostką), jednak zagubiony tłuczek uderzył cię boleśnie w ramię, przez co ledwo możesz nim ruszać.
5 - nie zauważyłeś, że odleciałeś od boiska, kiedy próbowałeś jakoś zorientować się w swoim położeniu. Wpadłeś prosto na wystraszone stado świergotników. Jesteś nieco podrapany ich pazurkami i podziobany, przez co masz sporo drobnych ranek na twarzy, ale po kilku chwilach odnajdujesz drogę do reszty ludzi.
6 - przez bardzo słabą widoczność wpadłeś prosto w gracza, który napisał po tobie (NIE MUSI WTEDY RZUCAĆ KOSTKĄ), oboje lądujecie na ziemi i łamiecie swoje miotły. Naprawa będzie kosztowała połowę ich ceny. Wam nie stało się nic poza potłuczonymi kończynami.

Za 10 pkt z gier miotlarskich jest 1 przerzut.

KAŻDY KTO NAPISAŁ PRZYNAJMNIEJ JEDNEGO POSTA NA MECZU LUB TRYBUNACH MUSI NA TO ODPISAĆ W CIĄGU 2 TYGODNI.

Kostki dla Monte: 2>1>2>3; znicz: 6,1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 27
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12605-edmund-cormac#340723
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12609-relacje-edka#340738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12608-azmond
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12610-edmund-cormac#340742




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 15 2017, 00:02

Chwila nieuwagi kiedy obserwował przebieg meczu wystarczyła by przegrali. Zauważył błysk znicza parę sekund za późno, pomknął w jego kierunku wykorzystując wszystkie możliwości miotły i przyciskając się do niej by zmniejszyć opór powietrza ale to nie wystarczyło. Zdołał tylko musnąć znicza, @Monte Noir mały ślizgoński gówniarz w tym samym momencie złapał piłkę. Cormac zawył wściekły i już miał zrzucić ślizgona z miotły kiedy na boisku nieźle się odjebało. Poczuł mocne uderzenie w swoje plecy które prawie zrzuciło go z miotły. Zrobiło się strasznie ciemno i dobrą chwilę musiał kminić gdzie jest i co powinien zrobić. Nie dostrzegając swojego przeciwnika wolał nie próbować go szukać bo prędzej by w niego wleciał. Skierował się w kierunku ziemi i tak zahaczył o Vivien przypadkowo kopiąc ją w bark.
-O, ślizgońska menda. Dajemy na dół, nic tu po nas.
Dla pewności że poleci za nim złapał ją za ramie i sprowadził na ziemie. Cormac, ty rycerzu. W podziękowaniu oberwał tłuczkiem w bark i ewidentnie go wybił. Żeby było śmieszniej był to ten sam bark który nie tak dawno uszkodził sufit krypty.

Kostki: 4 na atak, pomagam @Vivien O. I. Dear
1,5=6 na złapanie znicza, czyli Monte łapie


Ostatnio zmieniony przez Edmund Cormac dnia Nie Paź 15 2017, 14:19, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1008
  Liczba postów : 844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 15 2017, 01:50

Limier musiał ją ściągać z boiska niemal za fraki, bo nadal w niej buzowało i za wszelką cenę próbowała mu się wyrwać.
- Kopnął mnie sukinkot! - darła się przez całą drogę w dół - Mondragon też! I opluł! Tego pan już nie widział, co?! Kto pana w ogóle dopuścił do sędziowania?!
Spuściła z tonu, dopiero kiedy wylądowali na ziemi i dla odmiany, Limier zaczął wrzeszczeć na nią. Spuściła wzrok, nadal obrażona, ale już nie taka chętna do kłótni. Pokiwała tylko głową, wybąkując tylko jakąś naburmuszoną akceptację konsekwencji i z założonymi na piersi rękami, usiadła na ławce. Odprowadzała trenera, krzywiąc się spode łba do jego pleców.
Oparła się łokciami o kolana, oglądając resztę meczu i planując wpieprz, który po meczu spuści Mondragonowi, Noirowi i całej reszcie tej zielonej hołoty, kiedy z pałkarką Slytherinu zaczęło dziać się coś dziwnego. Nie, nie coś. Ettie już to widziała. Na koncercie The Veels.
Poderwała się szybko z ławki, myśląc tylko o jednym - Lys nadal był w powietrzu. Obraz tego jak bardzo oberwał na festiwalu był aż za bardzo świeży. Podbiegła kilka kroków, nie bardzo widząc, co w ogóle zamierza zrobić, kiedy coś wryło ją w ziemię. Obłok czarnej mgły, który wyszedł ze Ślizgonki rozprzestrzeniał się w zawrotnym tempie na całe boisko. Ette poczuła jak wszystkie wnętrzności zawiązują jej się w supeł. Patrzyła w powiększającą się ciemność, nie będąc w stanie ruszyć żadnym mięśniem, chociaż powtarzała sobie, że była jeszcze daleko i przede wszystkim, że nic jej nie zrobi. Nie za bardzo to jednak pomagało. Jedynym co udało jej się z siebie wykrzesać, był krok w tył, kiedy dym był już tylko 2 jardy od niej. Potknęła się o własną nogę i przewróciła się na trawę. Upadek odrobinę ją otrzeźwił, jednak tylko na tyle, że zdołała wycofać się szybko, nawet nie wstając z ziemi.
Zamarła ponownie, kiedy plecami zetknęła się z jakąś stała powierzchnią - chyba ławką. Od mgły oddzielały ją tylko trzy stopy, a wewnątrz niej nie było widać absolutnie niczego. Przylgnęła do ławki najbardziej jak się dało i skuliła się, zaciskając powieki. Nie wiedziała tego, ale wiedziała, że ciemność ją otacza. Czuła jej chłód niemal fizycznie. Potrzebowała światła. Nie miała różdżki, świecy, Ręki, choćby zapałek, niczego. Jak mogła być aż tak nieprzygotowana. Potrzebowała światła, światła, światła. Ciemność ją zalewała, dusiła, wlewała w każdy wolny skrawek przestrzeni i chciała wejść głębiej. Wwiercić się w nią, wcisnąć, zgnieść, pochłonąć. Nie musiała tego widzieć. Czuła to.
Nie potrafiłaby powiedzieć dlaczego otworzyła wtedy oczy. Co wtedy myślała... czy w ogóle myślała... Zrobiła to i tyle. Rozchyliła powieki, ale obraz w ogóle się nie zmienił. Nadal nie widziała absolutnie nic. W uszach jej dzwoniło, przed oczami miała mroczki. Czy świat coś poza ciemnością jeszcze istniało? Otworzyła usta, żeby wrzasnąć, ale nie wiedziała już czy jakiś dźwięk w ogóle się z niej wydobył. Czarna, bezkształtna materia dostała się również do niej, zalewając płuca, mózg, wnętrzności. W następnej sekundzie Ettie straciła przytomność nie będą nawet świadomą tego, że leży pod płonącą ławką.

-------------------------------
Wokół Etki wszystko stoi w płomieniach, które niechcący wyczarowała, ale nawet nie wiem czy w obcurusie widać ich światło ;p
Tak czy siak, jak ktoś chce mnie jakoś uratować, to proszę bardzo. Jak nie to założę, że mnie uratowała jakiś anonimowy Samarytanin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 575
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 15 2017, 10:54

Ten mecz był totalną katastrofą. Nie sądziłam, żebym w najbliższym czasie chciała wsiadać na miotłę. Niespecjalnie chciałam swojej śmierci w tym momencie. Byłam jeszcze trochę za młoda, przynajmniej ja tak uważałam. Nie wiedziałam co się dzieje na boisku. Wydawało mi się, że mecz był po prostu dość... brutalny. W szczególności patrząc na Etkę i kapitana Slytherinu. Cóż, tak jak dziewczyny było mi trochę żal to Lope niespecjalnie. Właściwie mi po prostu zwisał i miałam w nosie co mu się stanie. Krążyłam wokół obręczy, widząc, że jak na razie mecz skupił się na bójce między tymi dwojga.
Czułam ciągłe wibrowanie miotły, ale ignorowałam je bardzo dobrze. No trudno, najwyżej zlecę znowu. Wierzyłam, że w razie czego magomedycy mnie poskładają z powrotem. Prawda? Musieli znać się na takich rzeczach. Szczerze w to wierzyłam, w końcu po coś tutaj byli.
Dostrzegłam dziwnie zachowującą się Daisy i czarną substancję wokół niej. Szybko zrozumiała, że to raczej nie wróży niczego dobrego. Nagle zupełnie nie wiedziałam co się dzieje. Ciemności pochłonęły całe boisko, a fala energii zmiotła mnie nie wiadomo gdzie. Uderzyłam z impetem w trybuny (tak mi się wydawało, że to trybuny) i zwaliłam tym kilka osób siedzących tam.
Poczułam ogromny ból. Łzy napłynęły mi do oczu i spływając zmieszały się z ściekającą krwią z rozcięcia na czole. Nie mogłam poruczyć ręką, w ogóle nie mogłam się ruszyć. Na Merlina, pomocy... Chwilę później po prostu zemdlałam, że strachu, nerwów i bólu.

Kostka: 2 ...XD

______________________

     
You're the fear, I don't care
'Cause I've never been so high
Follow me to the dark
Let me take you past our satellites
You can see the world you brought to life, to life
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 642
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 742
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Paź 16 2017, 09:53

Gdy zobaczyłem co się dzieje z Daisy od razu próbowałem zejść na ziemię - niestety bezskutecznie. Nauczony doświadczeniami z koncertu byłem niemalże pewien, że dziewczyna jest Obskurodzicielem, niestety było już za późno na reakcję. Na boisku zapanowała ciemność, a ja próbując połamać się w tym gdzie jestem nawet nie zauważyłem, że opuściłem boisko. Po chwili wpadłem w wystraszone stado ptaków, których przez wszechpanujące ciemności nie udało mi się rozpoznać. Dość mocno mnie podrapały i podziobały na twarzy, ale i tak w porównaniu do tego co mnie spotkało ostatnim razem. Po chwili udało mi się odnaleźć drogę powrotną na boisko - nikt normalny by tam nie wracał, ale w tej sytuacji nie miałem wyjścia - na stadionie pozostały dwie najbliższe mi w Hogwarcie osoby - moja najlepsza przyjaciółka i siostra. Nie znałem się na magii leczniczej (i musiałem to koniecznie nadrobić), ale priorytetem było zabranie dziewczyn stamtąd.
Wylądowałem i zostawiłem miotłę na ziemi - zamierzałem ją zabrać, gdy ta cała rzeźnia się skończy - w tym momencie liczyły się tylko dziewczyny. Niestety w tym mroku nie widziałem niemalże nic, więc ślepo podążyłem przed siebie. Dopiero gdy zbliżyłem się do jakiegoś źródła ciepła zacząłem cokolwiek widzieć. Po chwili dotarło do mnie, że to ogień. Wytężyłem wzrok i zobaczyłem jak przez mgłę, że pod płonącą ławką leży nieprzytomna @Harriette Wykeham. Spanikowałem totalnie, lecz po chwili opanowałem się i wrzasnąłem:
- Aquamenti!
Jakimś cudem zadziałało. Byłem pewien, że Ettie ma poparzenie, ale niewiele mogłem zrobić. Wygrzebałem ją spod ławki i wziąłem ją na ręce przemierzając boisko w poszukiwaniu Bianci, ale na niewiele to się zdawało, bo po zgaśnięciu ognia na trybunach nie było widać zupełnie nic. Rzuciłem udane Lumos, które wprawdzie ginęło w ciemnościach Obskurusa, ale pozwoliło mi przynajmniej oświetlić małą powierzchnię wokół siebie, żeby widzieć swoje stopy i pilnować, żeby Ettie w nic nie uderzyła.
- BIAAAANCA, GDZIE JESTEŚ? - nawoływałem, zupełnie bezskutecznie. Po dłuższej chwili jakiś typ z trybun zawołał, że Bianca jest tutaj. Powoli przemieściłem się w stronę trybun i wdrapałem na nie. Cudem udało mi się wypatrzeć Biance. Nie miałem za bardzo wyjścia - również była nieprzytomna, a osoby, które były nieopodal nie były w stanie mi pomóc, więc zrezygnowałem z Lumosa i rzuciłem na @Bianca Zakrzewski Wingardium Leviosa. Nie było to zbyt dobre, ale to był jedyny sposób, że przenieść obie dziewczyny w bezpieczne miejsce - na szczeście Bianca leciała z nogami w dół, a nie wisząc głową. Niosłem Etkę i lewitowałem Biancę zupełnie na ślepo, ale jakimś cudem udało mi się opuścić boisko i w końcu opuścić ciemność. Dalej również była mgła, jednakże mniej gęsta, a na dodatek spotkałem jakiegoś młodszego Gryfona, który przejął Biancę. Przetransportowaliśmy obie dziewczyny do zamku, gdzie z pomocą innych uczniów zanieśliśmy je do skrzydła szpitalnego.

/zt

Kostka: 2 -> 6 -> 4 -> 5
Kuferek: z przedmiotami 30

Aquamenti:
 

Lumos:
 

Wingardium Leviosa:
 

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 488
  Liczba postów : 838
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Paź 16 2017, 14:27

To wszystko działo się zbyt szybko - zdążyłam zobaczyć jedynie, że Monte złapał znicza, a potem nastała ciemność. Nie wiedziałam co się dzieje i obawiałam się, że to znowu to samo co na festiwalu... Byłam przerażona - wtedy dopisało mi szczęście, ale teraz leciałam na miotle, więc było znacznie bardziej niebezpiecznie. Już po chwili dostałam kopa w ramię - na szczęście Gryfon, który to zrobił był tak miły, że pomógł mi zejść na ziemię. Było mi nawet trochę głupio, że wyzywałam go podczas meczu wakacyjnego, ale byłam tak piekielnie roztrzęsiona, że w tym całym rozgardiaszu nie zdążyłam mu jednak podziękować.

/zt

Kostka: Nie rzucam, @Edmund Cormac ściąga mnie na dół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28782
  Liczba postów : 34947
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Paź 23 2017, 19:52

@Monte Noir oberwał co prawda w stopę zaplątanym tłuczkiem, ale nie było go to w stanie powstrzymać przed pogonią za zniczem. Mimo rozprzestrzeniającej się czarnej substancji, złota piłeczka była teraz idealnie widoczna, uciekała jakby przed ciemną chmurą, a szukający uciekali razem z nią. Ślizgon w końcu zamknął na niej dłoń, ale chwilę później tłuczek znowu go dosięgnął, tym razem uderzając w tył głowy. Stracił przytomność i zsunął się z miotły, chociaż dłoń nadal zaciskała się na trzepoczącym skrzydełkami zniczu. Przez obskurusa wypełniającego boisko nikt tego nie zobaczył, więc nie mógł też pomóc. Monte wylądował na ziemi.
Podobny los spotkał @Daisy Manese, która po uwolnieniu obskurusa spadła z miotły. Nie znajdowała się na dużej wysokości, jednak to wystarczyło, by straciła przytomność. Tym samym, obskurus zniknął, ponownie chowając się w jej ciele.
Kiedy w końcu się przejaśniło, uczniowie trochę się uspokoili, a Lazare i szkolna pielęgniarka podbiegli do dwóch leżących na murawie ślizgonów. Daisy była tylko mocno potłuczona, musiała spędzić w skrzydle szpitalnym kilka dni. Monte miał znacznie poważniejsze obrażenia, chociaż nie dało się nie zauważyć, że w dłoni wciąż trzymał znicz. Musiał trafić do św. Munga, gdzie miał spędzić miesiąc, aż dobrze go wyleczą.



@Monte Noir, jeśli przed upływem miesiąca zechciałbyś przywrócić Monte, możesz pisać jedynie sesje w św. Mungu.
Daisy i Monte są jedynymi osobami, zwolnionymi z obowiązku odpisania na interwencję MG. Wszyscy inni mają czas do 27 października. Jeśli tego, nie zrobią, zostaną wyciągnięte konsekwencje: brak punktów za mecz, zmniejszenie liczby posiadanych galeonów o połowę, a także Mistrz Gry sam opisze co się z postacią stało, co może oznaczać poważne obrażenia. @Lope Mondragón, @Antoinette Apsley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 548
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Paź 27 2017, 23:13

Lope odczuwał już poważne zawroty głowy w związku z tym, ile razy oberwał na meczu. Czasami zastanawiał się, kiedy jego rola z zabójczego ścigającego zmieniła się na tego, który przyjmował na siebie każdy cios i osłaniał innych, żeby byli bezpieczni od tłuczków i narwanych Gryfonek. Zadziwiające, że potrafił tak się zmienić. Nadal pozostawał cholernie wymagający i nie znosił słabych, rozleniwionych uczniaków, którym zamarzyło się miejsce w drużynie. Ale miał wrażenie, że z drużyną z Hogwartu związał się nieco bardziej niż tą z Calpiatte.
Dostrzegł coś dziwnego z Daisy i bardzo chciał jak najszybciej do niej podlecieć i sprawdzić, czy wszystko w porządku, ale palący ból i krew przysłaniająca widok skutecznie to Lope uniemożliwiały. Z całej siły nie chciał myśleć o tym, że powinien zejść i dać się opatrzyć. I na to nie zostało mu na czasu - niebawem gwałtowna energia zmiotła Ślizgona, jakby był tylko szmacianą lalką. Miał wrażenie, że wiruje albo spada, a góra zlała się z dołem. Mondragón był już pewien, że po prostu gdzieś się rozbije i zostanie z niego tylko kupka połamanych gnatów. W ostatnim przebłysku wyprostował jakoś tor lotu miotły w ciemnościach i przełknął ślinę, czując pełznący po karku strach. Skulił się i przyspieszył, chcąc natychmiast wydostać się z tej pułapki, która go dławiła.
Wyleciał daleko od boiska, gdzie natknął się jeszcze na wystraszone ptaki. Syknął z palącego bólu, który odczuwał na całej poobijanej twarzy. Czy jeszcze kiedykolwiek będzie taki piękny? Wylądował z trudem, spróbował zrobić krok, ale słaniał się na nogach i upadł. Oddał się z powrotem ciemności - ta jednak przynosiła wyłącznie ukojenie i ciszę. Spodziewał się, że najbliższy tydzień przeleży w Mungu.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28782
  Liczba postów : 34947
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Paź 29 2017, 15:25

@Antoinette Apsley nie miała wiele szczęścia. Mogło się wydawać, że jej pozycja przy pętlach jest bezpieczna, ale i tak któryś z graczy zapodział się tam w ciemności i uderzył dziewczynę. Próbowała utrzymać się na miotle, cały czas wirując w dół, aż w końcu spadła. Nie była wtedy już wysoko, więc tylko trochę się poobijała, po podaniu eliksiru wzmacniającego miała zupełnie wyzdrowieć. W gorszej sytuacji była jej miotła, bo magia poniosła ją dalej, gdzie doszło do nieprzyjemnego spotkania z tłuczkami. Te przełamały ją na pół, przez co nie nadawała się do użytku.

Wszyscy gracze w lepszym albo gorszym stanie w końcu wylądowali na ziemi. Każdym, kto tego potrzebował, odpowiednio się zajęto i zabrano do Skrzydła Szpitalnego.

zt wszyscy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1008
  Liczba postów : 844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lis 04 2017, 23:30

Jeszcze do końca nie doszła do siebie po ostatnim meczu. Formalnie, bo gdyby Deven zorganizował trening dzień po meczu ze Ślizgonami, wyskoczyłaby przez okno Skrzydła Szpitalnego za plecami Nory Blanc, mimo oparzeń III stopnia. Tak czy siak na rękach, szyi i kawałku twarzy, nadal miała bandaże. Nie rozumiała do końca po co, bo pod nimi wyglądała już całkiem spoko, ale lekarz kazał, więc pacjent słucha. Kłóciłaby się gdyby lekarzem była tylko szkolna pielęgniarka, ale w momencie w którym wtrącił się do tego jej tato, dała sobie spokój i po prostu stosowała do zaleceń. Przynajmniej wysiłku fizycznego jej już nie zabraniali, więc nie musiała nikogo okłamywać w kwestii treningu.
W pełnym ochraniaczowym garniturze, z Nimbusem w jednej dłoni i jej najdroższą, jedyną w jej życiu pałą w drugiej, przyszła na boisko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2719
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 772
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Nie Lis 05 2017, 23:02

Deven poczekał, aż wszyscy pojawią się na boisku, przywitał się z każdym i w końcu odetchnął głęboko i rozpoczął swoją... przemowę.
- Wiem, że ostatni mecz nie poszedł nam dobrze... ale przecież zawsze najtrudniej rozpocząć sezon. Dlatego dzisiaj nie będziemy się dzielić według naszych ról na boisku, tylko postawimy na ćwiczenia... hmm... ogólnorozwojowe - to mówiąc, wskazał na coś, co przypominało zawieszone w powietrzu ramiona wiatraka, które obracały się w dość leniwym tempie. Ich brzegi były pomazane białą farbą. - Każdy z was ma za zadanie trzy razy przelecieć między ramionami wiatraka, nie dotykając ich. Nawet najlżejsze otarcie się o przeciwnika może was kosztować utratę kafla albo kontuzję. Tutaj będą je zdradzały ślady farby. To na rozgrzewkę. Do dzieła! - powiedział z uśmiechem.

Kostki - Zakłócenia magii:
 

Kostki - trening:
 

(Drugą część treningu wrzucę najprawdopodobniej w przyszłą sobotę tj. 11 listopada, ale jeśli wszyscy ukończą wcześniej, być może data się zmieni.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 27
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15225-maevis-bella-harper#406534
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15232-moje-zabawki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15233-agencja-towarzyska-mae
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15230-maevis-bella-harper




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pon Lis 06 2017, 17:48

Nie brałam udziału w ostatnim meczu, bo akurat miałam ważną sprawę rodzinną i nie było mnie w Hogwarcie - siostra poważnie zachorowała i była w szpitalu, co trochę mnie wtedy przytłoczyło. Na szczęście już wszystko było w porządku, a ona wróciła razem ze mną do szkoły. Musiałam jednak przypomnieć sobie co nieco o Quidditchu, w razie jakby miał być niedługo kolejny mecz. Stawiłam się na boisku w terminie wskazanym przez naszego kapitana ze szkolną miotłą pod pachą (tak, jeszcze nie zaopatrzyłam się we własną). Podobał mi się pomysł zajęć ogólnorozwojowych - idealne rozwiązanie na szybkie rozgrzanie się przed meczami. Zanim wzięłam się za zadanie, postanowiłam polatać chwilę w kółko i oswoić się z wykonywaniem szybkich manewrów. Niestety jeden dyg spowodował, że miotła kompletnie zwariowała! Nie mogłam odzyskać nad nią kontroli, więc szybko wróciłam na ziemię, zeskakując z miotły, kiedy zbliżyłam się wystarczająco do ziemi. Dobrze, że stało się to teraz, a nie w trakcie zadania. Wymieniłam miotłę na inną ze sterty szkolnych, leżących na ziemi i zabrałam się za pierwsze okrążenie.
O dziwo, poszło mi to bezbłędnie! Co prawda przy jednym zakręcie machnęłam włosami, których końcówki zostały ubrudzone farbą, ale poza tym ani razu nie dotknęłam wiatraka. Kolejny przelot był już trochę bardziej problematyczny. Z jakiegoś powodu, nie zauważyłam jednego ramienia wiatraka, który boleśnie uderzył mnie w ramię. Nie byłam pewna, czy przypadkiem nie ukruszyło mi to kości, bo bolało niemiłosiernie. Udało mi się jednak prześlizgnąć dalej. Nie było sensu przerywać, więc zabrałam się za pokonanie ostatniego przelotu, sycząc pod nosem z bólu. Ostatni przelot poszedł mi nieco lepiej, przynajmniej nie doznałam żadnych fizycznych obrażeń, ale kiedy wylądowałam, okazało się, że wiatrak uszkodził miotłę! Musiałam zapłacić aż 15 galeonów za jej naprawę. Nie rozumiem, czemu nie mogła tego zrobić szkoła, przecież to ich miotła, ale już machnęłam na to ręką. Dzisiaj chyba pobiję rekord wykorzystanych przeze mnie szkolnych mioteł, bo do końca treningu musiałam wziąć następną - już trzecią w przeciągu jakiejś godziny. Kto wie, może następną też zepsuje. Ręka bolała mnie wciąż z niezmiennym natężeniem, ale nie wiedziałam, czy powinnam prosić kogoś o pomoc, czy wytrzymam do końca treningu.

zakłócenia: 2
przeloty: 1, 6, 4

Jak ktoś chce mi pomóc i rzucić jakieś zaklęcie, co by mnie ręka nie bolała, to chętnie przygarnę I love you

______________________


Maevis "mae" Harper

Tam gdzie Anioły
mają skrzydła
u Ciebie dwie blizny
dla mnie
przeze mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Nelson, Nowa Zelandia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 30
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 18
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15394-demetria-travers#412822
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15396-omega#412861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15395-demetria-travers#412833




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Lis 07 2017, 20:29

Nie chciała się spóźnić na trening, była zła na siebie, kiedy spojrzała na zegarek i już wiedziała, że jednak tak się stanie. To nie był dobry początek, teraz najpewniej będzie musiała z biegu przystąpić do treningu, a pośpiech sprawi, że coś odpierniczy. Na szczęście mieszkała z zamku i nie miała aż tak daleko na boisko, gorzej jeśli byłaby w Hogsmeade. Ubrała się w wyjściowy dres tak szybko jak tylko mogła i poleciała łudząc się, że mimo wszystko jeszcze zdąży. Po drodze zastanawiała się gdzie jest Trixie, na boisku czy tak samo jak ona dopiero tam biegła. Tak czy inaczej miała praktycznie stuprocentową pewność, że się z nią tam spotka, bo chyba nie wzgardziłaby okazją do polatania razem z drużyną.
Zdyszana wbiegła na murawę przy okazji zgarniając jedną ze szkolnych mioteł niezbyt dobrej jakości. Póki co nie było jej stać na zakup swojej, ale wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała to zrobić, chociażby ze względu na komfort latania. Przywitała się z kapitanem i resztą obecnych, a następnie zabrała się do rozgrzewki. Pierwszy przelot nie poszedł jej najlepiej, nie dość, że zniszczyła miotłę to jeszcze straciła nad miotłą, która nagle oszalała. Na szczęście ktoś jej pomógł, a po zamianie drewna wróciła do przelotów, które wcale nie były lepsze. Co chwilę musiała przerywać, ponieważ witki ulegały zniszczeniu, na dodatek za każdym razem musiała zapłacić za szkody, a w pewnym momencie wiedziała już, że zwyczajnie nie będzie ją na to stać. Podłamana zakończyła rozgrzewkę i podeszła do kapitana - Co jeśli kogoś nie stać na naprawę mioteł? - zapytała, trochę wstydząc się w ogóle zadawać tego typu pytanie. Niby nie była to jakaś wielka suma, ale ostatnio nie cierpiała na nadmiar pieniędzy.

Zakłócenia - 4
Przeloty - 4, 4, 4
Zepsułam kostki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 642
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 742
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Lis 08 2017, 17:49

Pałka w ręku Etki definitywnie nie była jedyną pałą jej w życiu, gdyż istniała w nim jeszcze moja pała - rzecz jasna mam na myśli ten kawałek drewna, który dumnie dzierżyłem w dłoni, a nie zawartość mojej bielizny. My i nasze pałki byliśmy najbardziej zgranym teamem wszechświata i nasza rozłąka związana z ostatnim meczem, w którym ja musiałem zagrać jako ścigający wpłynęła na losy spotkania wprost beznadziejnie. Nie należało rozdzielać takiej dwójki jak my, ale nie mieliśmy wtedy innego wyjścia biorąc pod uwagę, że większość drużyny zwyczajnie zlała temat.
Na trening spóźniłem się nie do końca przypadkiem, a bardziej na złość kapitanowi. Chociaż osobiście nie miałem nic do naszego rówieśnika delikatnie mówiąc irytowało mnie jego podejście do drużyny i to, że zachowywał się jakby miał nas w głębokim poważaniu.
Gdy już przyszedłem ludzi szykowali się do lotu, więc pośpiesznie dopytałem znajomych co mamy zrobić, po czym gdy nadeszła moja kolej wzbiłem się do lotu.
Pierwsza próba wyszła mi perfekcyjnie - niemalże bez problemu pokonałem przeszkodę. Za drugim razem było ciutkę gorzej - wiatrak zostawił minimalny ślad na moich włosach, ale wciąż nie było tak tragicznie. Trzecie próba ponownie była idealna, ale widziałem, ze nie wszystkim poszło tak dobrze jak mi.

Zakłócenia: 5
Przeloty: 2,1,2

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 575
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Lis 08 2017, 21:23

Ostatni mecz nie był moim najlepszym wspomnieniem. Prawdę mówiąc unikałam tego tematu jak ognia, co więcej rozważałam odejście z drużyny. Postanowiłam jednak przyjść na trening i zobaczyć przynajmniej co los mi przyniesie. Wzięłam jedną ze szkolnych mioteł. Bądźmy szczerzy, wolałam wydawać galeony na nowe farby niż miotłę, a skoro szkoła oferowała, grzechem byłoby nie skorzystać. Wzięłam pierwsza lepszą i wyszłam na boisko. Spóźniłam się trochę, ale frekwencja i tak nie była zniewalająca, więc nie przejęłam się tym za bardzo. Wzbiłam się w powietrze i od razu coś mi nie pasowało. Zignorowałam to, ale przy pierwszym zakręcie miotła zaczęła miotać się w powietrzu jakby wstąpił w nią demon. Poczekałam chwilę aż ktoś mi pomoże czy cokolwiek, a kiedy już tak się stało, pobiegałam po jakąś inną do schowka. Fantastycznie, już wiedziałam, że ten trening będzie tak paskudny jak mecz.
Ponownie wzbiłam się w powietrze i doszłam do wniosku, że może przelecieć przez ten cały wiatrak. W ogóle wiatrak? Co? Poleciałam do przodu, ale szlag to wszystko trafił i oberwałam w ramię tak mocno, że przez chwilę miałam ciemno przed oczami.
- O ja pier... – nie dokończyłam, chwyciłam się tylko za rękę i zamrugałam kilkakrotnie oczami.
No, robiło się coraz lepiej. Nie uśmiechało mi się przelatywać przez to cholerstwo ponownie, ale Deven nie dawał za wygraną. Chociaż gdybym miała powiedzieć zgodnie z moim wnętrzem, ja sama nie chciałam zrezygnować. Byłam uparta jak osioł i liczyłam na to, że tym razem mi się uda. Poleciałam prosto w kierunku sprzętu i w ostatniej sekundzie się rozproszyłam. Nie mam nawet pojęcia czym. Wpadłam prosto na skrzydło wiatraka, w dodatku kontuzjowanym ramieniem. Ból był obezwładniający, a ja poleciałam w dół zupełnie tracąc przytomność.

Na zakłócenia: 2
Trening: 6, 3, 3
a potem 1 i 3 - nieparzyste, czyli spadam, więc spadam nieprzytomna jeden raz

______________________

     
You're the fear, I don't care
'Cause I've never been so high
Follow me to the dark
Let me take you past our satellites
You can see the world you brought to life, to life
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1008
  Liczba postów : 844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Lis 09 2017, 02:11

Nie ma co udawać, że "ogólnorozwojowe" ćwiczenia nie przypadły jej do gustu. Grała już na tyle długo by doskonale wiedzieć na jakiej pozycji się sprawdzała. Oczywiście przykład Lysa na poprzednim meczu doskonale udowadniał, że dobrze było umieć też zasuwać na innych pozycjach, ale te Etkę zwyczajnie nudziły.
- Meeeh... - oceniła zadanie, które postawił przed nimi kapitan. W quidditchu najbardziej lubiła to, że był grą kontaktową - "Otarcie" o przeciwnika może też spowodować kontuzje u niego - zauważyła szczerząc zęby, zupełnie zapominając o fakcie, że na ostatnim meczu wyleciała z boiska za faule.
Wskoczyła na miotłę i poleciała w stronę wiatraka. Jej miotła na początku trochę brykała i Ette przestraszyła się, że coś jest nie tak z jej kochanym Nimbusem, ale po chwili udało jej się zapanować nad miotłą. Za pierwszym razem poszło jej perfekcyjnie. Trochę farby zostało jej na włosach, ale włosy chyba się nie liczyły, nie? Za drugim razem tak dobrze już nie było. Wiatrak porządnie przypieprzył ją w ramię, kiedy zagapiła się na płytę boiska, na którą właśnie wszedł Lysander.
- Tak miało być - krzyknęła, kiedy już udało jej się przyzwyczaić do okropnego bólu - Próbowałam go znokautować.
To miał być żart, ale jak się tak zastanowić, to nie byłaby to takie nieprawdopodobne w jej wykonaniu. Instynkt samozachowawczy i ocena własnych możliwości trochę u niej kulały.
Przycisnęła obolałą rękę sztywno do tułowia i trzymając się tylko drugą, przeleciała obok wiatraka kolejny raz. Tym razem musnęło jej rękaw, ale tak jak w przypadku włosów, nie liczyłaby tego jako część siebie. Jak nie bolało, to nie było kontaktu.
Wylądowała na ziemi i opierając się o miotłę obserwowała jak idzie reszcie.
- Może zrobimy ściepę? - zaproponowała słysząc pytanie Demetrii. Byli w końcu drużyną. Troszeczkę ją rozumiała. Sama miała co prawda dzianego tatę, ale na wiele rzeczy kazał jej oszczędzać samej, co trochę nauczyło ją wartości pieniądza. Teraz miała 2 stypendia, więc z przyjemnością mogła wspomóc. Nie chciała podsłuchiwać chyba dość wstydliwego pytania koleżanki, po prostu stała obok, bo sama miała pytanie do Devena, które z resztą zaraz zadała.
- Jak bardzo potrzebne nam będą obie ręce w kolejnych zadaniach? Bo moja jest trochę nie do użytku - przyznała. "Trochę nie do użytku" było eufemizmem roku, bo tak naprawdę bolało ją jak skurwysyn, co zgrabnie udawało jej się ukrywać, tak długo jak nie musiała nią ruszać. Miała tylko nadzieję, że nie jest złamana. Teoretycznie mogła sobie trochę pomóc zaklęciem, ale odkąd pojawiły się zakłócenia unikała rzucania na siebie czegokolwiek, a co dopiero zaklęć leczniczych, z których była zdecydowanie gorsza niż z normalnych. Odpowiedzi jednak nie uzyskała, bo uwaga wszystkich* skupiła się na spadającej z miotły Biance. Nagle ręka Ettie przestałą wydawać się jakimś problemem.

*tak zakładam ;p

Zakłócenia: 6
Przelot: 1,6,5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Brisbane, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 37
  Liczba postów : 50
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15384-viatrix-travers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15383-trixie-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Lis 09 2017, 21:23

Ona po prostu nie mogła sobie odpuścić tego treningu. Co z tego, że była tylko rezerwowym graczem? Co z tego, że grała w szkolnym meczu chyba tylko raz czy dwa? Co z tego, że raczej miała tam przeszkadzać, niż nauczyć się czegoś przydatnego? Z tymi wszystkimi dylematami i problemami nie musiała radzić sobie Trixie, a ich kapitan. Biedny Deven. Ujarzmienie kogoś takiego jak Travers mogło naprawdę przerosnąć jego możliwości, o ile tylko na chwilę straci czujność. Dziewczyna wciąż pamiętała, jak na jednym z treningów złamała Demetrii rękę swoją własną pałką, a przecież wtedy wykonywała tylko polecenia kapitana drużyny. Miała odbić tłuczek to odbiła…
- Jeju, niech oni przychodzą szybciej. Zaspali czy jak? - Jęknęła na głos do @Maevis Harper, wyrażając swoje niezadowolenie dokładnie tak, jak to miała w zwyczaju. Wszyscy musieli ją usłyszeć i kompletnie jej to nie zawstydzało, bo Trixie po prostu drżała ze zniecierpliwienia. Tak bardzo chciała wreszcie odbić się od ziemi, że ledwo usłyszała komendę, aby wsiąść na miotłę, to tak też uczyniła. Miała jakąś szkolną, okropnie ściągającą na lewo, ale starała się korygować kurs… oraz swoje samobójcze zapędy, bo miała szaloną ochotę na rozpędzenie się i wirowanie w powietrzu z głośnym śmiechem wymalowanym na ustach. Prawie zdołała przewidzieć swój los. Już przy pierwszym przelocie wiatrak uderzył ją w ramię tak silnie, że na moment ją zamroczyło. Zakręciła się wokół własnej osi, na chwilę tracąc kontrolę nad miotłą i chwytając się za ranną rękę.
- Jeju… jak boli - wyjęczała tylko w powietrzu, sama do siebie i zagryzła zęby na dolnej wardze. Wystarczająco silnie, aby na jej ustach wykwitła czerwona plamka, jaką zaraz zlizała przy kolejnym wdechu. Nie obawiając się dalszych kontuzji (chociaż jej ramię rytmicznie pulsowało, napełniając jej oczy łzami) wróciła do lotu w pięknym stylu. Prześlizgnięcie się między ramionami wiatraka okazało się łatwiejsze, niż Trixie mogłaby przypuszczać. Ledwie zdążyła pomyśleć o tym, że tak, wreszcie z czymś sobie dobrze radzi, kiedy dostrzegła jego. @Lysander S. Zakrzewski, tak pięknie i płynnie pokonujący kolejne okrążenia… znowu rozdziawiła usta, sama nie wiedziała kiedy, a potem łupnęło! Trix jęknęła, gdy całe jej ciało zadrżało po bezpośrednim zderzeniu z ramieniem wiatraka. Zaplatała się w czyjeś nogi. To @Bianca Zakrzewski straciła kontrolę nad miotłą i właśnie razem z nią miała roztrzaskać się o ziemię. Na szczęście do tego nie doszło, gdyż ktoś zdążył uchronić je przed długą rekonwalescencją zaklęciem poduszkującym. Ramie bolało ją tak bardzo, że nie miała nawet ochoty na wstawanie z ziemi, ale zebrała się w sobie. Wyplątała się z tego ludzkiego precelka, lekko potrząsając ramieniem Gryfonki.
- Bianca… hej, Bianca… - mówiła do niej, ale równie dobrze mogła uczyć seler jak przedstawić się w języku trytonów. Nie potrafiła przywracać komuś przytomności, więc co innego jej pozostało? Nie zwróciła nawet uwagi na to, że chyba zniszczyła szkolną miotłę.

Kostki: 2 na zakłócenia; 6, 1, 3 na przeloty i na koniec nieparzysta

______________________

'Cause I'm
just like you
and everyone else
On a carpet ride
going straight to hell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2719
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 772
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Lis 09 2017, 22:41

Deven nie skomentował spóźnienia części drużyny - co najwyżej lekko zmarszczył brwi, ale nie dał po sobie poznać, że coś było nie tak. Wiedział, że @Lysander S. Zakrzewski go nie lubi i chętnie zająłby jego miejsce. Starał się jednak unikać konfliktów, wiedząc, że nic nie szkodzi drużynie bardziej niż spięcia. Podczas ostatniego meczu nie mógł polecieć - nabawił się kontuzji i nie był pewien, czy utrzyma się na miotle, a mimo całej swojej brawury, Deven nie był ani idiotą, ani samobójcą.
Wsiadł na swoją miotłę, która w pierwszej chwili trochę brykała, ale w końcu dała się okiełznać. Poleciał gdzieś na początku i wyszło to nawet znośnie, chociaż z pewnością nie tak dobrze, jakby sobie życzył. Raz udało mu się przemknąć między ramionami wiatraka zupełnie gładko, za drugim razem... cóż, wpadł w skrzydło, ale utrzymał się na miotle, ignorując rozbitą wargę, która pulsowała teraz bólem. Za trzecim razem niestety uszkodził witki w swojej miotle, przez co biedna Błyskawica nie mogła dłużej brać udziału w treningu. Musiał się zadowolić jedną ze szkolnych mioteł.
Widząc, że @Maevis Harper oberwała mocno w ramię, aż się skrzywił ze współczucia i natychmiast do niej podleciał.
- Mocno dostałaś...? Potrzebujesz pomocy czy dasz radę? - spytał swoim łagodnym, niskim głosem, wyraźnie zatroskany. Starał się ogarniać sytuację na boisku, zwłaszcza że do ataku ruszyła @Demetria O. N. Travers, ich nowy "nabytek", którego był bardzo ciekaw. Szło jej mocno nieszczególnie, zniszczyła witki trzech szkolnych mioteł i wyglądała na bardzo zestresowaną tym faktem. Kto jak kto, ale Deven rozumiał, jak to jest być bez kasy, dlatego uśmiechnął się do niej pokrzepiająco i już miał odpowiedzieć, kiedy nagle pojawiła się @Harriette Wykeham i go ubiegła. Pokiwał głową.
- Właśnie to miałem zaproponować. Zresztą myślę, że po tym treningu będzie sporo mioteł do naprawy... Znam gościa ze sklepu miotlarskiego, może da nam jakiś rabat. Nie martw się, Demetrio... Jakoś się to wszystko załatwi - powiedział z przekonaniem, po czym spojrzał z niepokojem na Harriette. - Aż tak źle? Może nie jestem mistrzem uzdrawiania, ale... może spróbuję coś zdziałać, jeśli... - chciał dodać "chcesz", ale nie zdążył, bo dostrzegł lecącą w dół @Bianca Zakrzewski. Na szczęście ktoś przytomny zamortyzował jej upadek zaklęciem, ale mimo wszystko wyglądał to bardzo źle, zwłaszcza że wcześniej chyba oberwała ramieniem wiatraka. @Trixie N. Travers też była kontuzjowana, ale nie tak poważnie jak koleżanka, przy której znalazła się jako pierwsza. Deven zaklął pod nosem i błyskawicznie podleciał do dziewczyn. Pochylił się nad Bianką, wyciągając różdżkę.
- Rennervate - wyszeptał z duszą na ramieniu, jednak tym razem zakłócenia magii mu nie przeszkodziły w rzuceniu zaklęcia ocucającego i dziewczyna otworzyła oczy. - Jak się czujesz...? Zabrać cię do skrzydła szpitalnego? - spytał z niepokojem, patrząc na nią swoimi czarnymi, poważnymi oczami. Wiedział, że nie tylko ona jest kontuzjowana, ale z całą pewnością reszta była w lepszym stanie.


Zakłócenia miotły: 3
Przeloty: 2, 3 (i 2, więc utrzymuję się na miotle), 4
Zakłócenia przy rzucaniu zaklęcia cucącego: 4, zaklęcie udane

EDIT: Bardzo was przepraszam, drugą część wrzucę jutro wieczorem (tj. we wtorek), trochę mi spraw spadło na głowę i po prostu się nie wyrobiłam. :c


Ostatnio zmieniony przez Deven Quayle dnia Wto Lis 14 2017, 22:28, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 15 z 16Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-