IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1599
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1594
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Boisko Quidditcha   Sob Mar 25 2017, 11:59

First topic message reminder :

Wydawało się, że Daisy gra całkiem spokojnie, bo ani nikt w nią nie uderzał tłuczkami, ani ona sama nie próbowała tego robić. Nic dziwnego, że łapanie kamyków wychodziło jej tak świetnie i miała ich już dobry tuzin. Śmigała na swojej super miotle, nie dając się trafić żadnemu tłuczkowi, które chociaż nie odbijane w jej stronę, to wydawały się same za nią latać. I znowu jeden z nich był wyjątkowo uparty i Daisy już widziała śmierć w oczach i niemalże wyobraziła sobie jak ląduje na ziemi razem z koszem kamyków, które rozsypują się dookoła i może jeszcze połamaną miotłą. Przyśpieszyła jednak i przechytrzyła wszystkie te okropne piłki, w końcu miała z nimi niemałe doświadczenie. Złapała przy okazji jeszcze parę kamyków, szło jej naprawdę wyśmienicie.

Kamyczki: 2-> 6+6=12
Tłuczki: 2->1-> 4
Przerzuty: 14-> 11

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Lis 14 2017, 22:28

Kiedy w końcu sytuacja została z grubsza opanowana, Deven odetchnął głęboko. Martwił się, że za bardzo uszkodził swoich zawodników, ale w końcu quidditch to nie imieniny u cioci, prawda? Na szczęście druga część treningu była zdecydowanie mniej niebezpieczna. Odchrząknął.
- Okej. Teraz nic wam się nie stanie... w każdym razie nie powinno. W tamtym koszu są przejrzałe pomidory, trochę dociążone magią, żeby... ważyły mniej więcej tyle, co kafel. Ehm... - odchrząknął, po czym wskazał na kukły od kilku chwil lewitujące w powietrzu. - Macie za zadanie trafić kukłę w głowę. Pomidorem. Jakbyście podawali kafla do kolegi z drużyny albo trafiali tłuczkiem w przeciwnika... ehm... będziemy ćwiczyć celność. Każdy ma trzy rzuty. Do roboty - powiedział.

Kostki:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 28
  Liczba postów : 66
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15225-maevis-bella-harper#406534
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15232-moje-zabawki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15233-agencja-towarzyska-mae
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15230-maevis-bella-harper




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Lis 15 2017, 20:34

Ręka dalej bardzo mnie bolała i obawiałam się, że jeśli przyjdzie do rzutów, mogę mieć z nimi niemały kłopot. Nie musiałam jednak krzyczeć, bo nasz kapitan - Deven, którego znałam właściwie jedynie z naszych treningów i meczy podleciał do mnie, pytając, czy potrzebuję pomocy. Normalnie powiedziałabym, że nie, ale ból był na tyle nieznośny, że nie mogłabym wytrzymać.
- Właściwie, to nie obraziłabym się za małą pomoc - spojrzałam na niego z kwaśnym uśmiechem. Chwilę później pomocy kapitana potrzebowała Bianca, która spadła z miotły. Nigdy jej tego nie życzyłam, choć ona mnie pewnie tak. Byłam jednak zadowolona, że dziewczyna się za bardzo nie połamała. Szkoda byłoby tak szybko kończyć trening. Deven w miarę opanował sytuację tą, jak i inne wpadki całej naszej drużyny i mogliśmy przejść do drugiej części. Rzucanie pomidorami brzmiało dość śmiesznie, ale właściwie całkiem przydatne. Z drugiej strony moglibyśmy po prostu użyć tłuczków. Ale przy tych wszystkich zakłóceniach magii mogło się okazać to dość niebezpieczne.
Postanowiłam, że nie będę za bardzo zwlekać i przejdę do rzutów. Pierwszy rzut okazał się być celny - jednak nie w kukłę, a w innego Gryfona! Krzyknęłam głośne przepraszam, zakrywając twarz dłońmi, żeby nie widział mojego uśmiechu. Jednak przy drugim rzucie miotła ponownie postanowiła mi zrobić żarcik i akurat kiedy wyrzucałam pomidora, ona podskoczyła. Drugi owoc wylądował na szacie oklegi z drużyny. Pokręciłam głową ze zrezygnowaniem i rzuciłam jeszcze raz. Tym razem udało mi się trafić kukłę w sam środek twarzy! Uśmiechnęłam się szeroko, zadowolona ze swojego osiągnięcia. Wtedy kukła zaczęła jakby kaszleć, krztusić się i pluć pomidorem, który rozwalił się jej na twarzy. Ciekawe, kto ją tak sprytnie zaczarował.

3, 3, 5

dwie osoby dostają ode mnie pomidorem, albo jedna dwa razy! Vera skacze po Koni

______________________


Maevis "mae" Harper

Tam gdzie Anioły
mają skrzydła
u Ciebie dwie blizny
dla mnie
przeze mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Brisbane, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 71
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15384-viatrix-travers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15383-trixie-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Lis 17 2017, 10:52

Trixie była trochę urażona, że jej nikt nie zaproponował wyprawy do skrzydła szpitalnego. Ręka paliła ją tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Uwierzy ktoś, że nigdy nie miała poważnej kontuzji? To prawdziwy cud, zważywszy na to, że naprawdę lubiła powietrzne treningi. Teraz kompletnie odechciewało jej się ćwiczyć. Kiedy z Biancą było już lepiej, Travers wstała z kolan, ponownie przytulając do siebie zranioną kończynę, zirytowana trochę na Devena, że chce kontynuować tę mordownie. Normalnie przyjęłaby to ze szczerym entuzjazmem, lecz dzisiaj jedynie uśmiechnęła się smutno. Cierpiąca Trixie była bardzo przykrym widokiem. Chwyciła ponownie za miotłę, krzywiąc się za każdym razem, gdy nieprzemyślany ruch wywoływał piekący ból, ale poderwała się z ziemi i kontynuowała trening bez słowa. Gdyby to było coś innego niż Quidditch, to pewnie ochrzaniłaby Quayle za brak empatii w stosunku do większości z nich. Tymczasem wzbiwszy się w powietrze, zaczęła ciskać pomidorami w cel. Zdecydowanie bardziej wolałaby odbijać te pomidorowe kafle, niż po prostu nimi miotać. Travers nie nadawała się na ścigającą. Gdyby było inaczej, nie pchałaby się na tak niekobiecą pozycję jak wakat pałkarza. O dziwo, pierwszy rzut okazał się być naprawdę udany. Pomidor rozmazał się na twarzy kukły, która zaczęła niepokojąco się krztusić, ale potem było już tylko gorzej. Miotła Trix znowu się rozkołysała, przeszkadzając jej w dwóch kolejnych rzutach. Oba pomidory miały trafić kukłę w brzuch, ale w międzyczasie zarobiła też dwa od Maevis.
- Hej, dopiero jak spadnę to będę równie sztywna jak one, jeszcze nie musisz we mnie rzucać. - Zawołała do Gryfonki, ale na jej twarzy nie pojawiła się złość, była tylko rozbawiona. Wytrząsnęła z włosów pomidora, a potem przy swoim trzecim rzucie, wpadła na kogoś, kto niespodziewanie wyrósł jej za plecami.
- Oj, wybacz - wybąknęła przeprosiny, próbując opanować tę narowistą szczotkę. Chyba zatęskniła za spokojnymi treningami.

5, 6 (nieparzysta), 6 (parzysta)

Biorę na siebie oba pomidory, ale w zamian wpadam na pierwszą osobę piszącą poniżej!

______________________

'Cause I'm
just like you
and everyone else
On a carpet ride
going straight to hell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Nelson, Nowa Zelandia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 32
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15394-demetria-travers#412822
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15396-omega#412861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15395-demetria-travers#412833




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Lis 17 2017, 12:48

Zdecydowanie się nie wykazała na rozgrzewce, póki co jedyne co potrafiła to zniszczyć małą stertę mioteł za którą trzeba było teraz płacić. Jednak rozgrzewka to rozgrzewka, zawsze wychodziły jej trochę słabiej, potrzebowała ich aby wejść w stan skupienia, którego niestety nie mogła osiągnąć tak z biegu. Zawsze była zbyt rozkojarzona lub myślała o tym co będzie za pare dni, doskonale wiedziała, że będzie musiała nad tym popracować. Podczas pierwszego zadania Harriette zaproponowała zrzutę na naprawę mioteł co przyjęła z lekkim uśmiechem i cichym 'Dziękuję' - Mogę dać 29 galeonów na zrzutę, niestety więcej nie mam - dodała kiedy Deven wspomniał o znajomym, który może im dać rabat. Dobrze jest mieć drużynę która cię wspiera, oby tylko ta współpraca była widoczna również na meczach, co do jej wkładu, wiedziała, że musi się bardziej zgrać z całą resztą, dlatego też przybyła na trening. No i poza tym widoczne było to, że potrzebuje się jeszcze podszkolić.
Zmartwiła się kiedy zobaczyła, że Trixie doznała jakiegoś urazu, jednak nie mogła jej teraz pomóc - Jeśli chcesz pójdziemy do skrzydła po treningu - powiedziała widząc jak kuzynka krzywi się z bólu. Potem nadszedł czas na kolejne zadanie, którym było rzucanie pomidorami w kukłę. Mogła sobie wyobrazić, że w jej wypadku może to zasymulować podania do drużyny, no wiecie, celność i takie tam. W końcu raczej niepożądane było to, aby podawała obok lub co gorsza przeciwnikom. Szybko zabrała się do zadania, za pierwszym razem trafiła kukłę w środek twarzy, co szybko podniosło jej morale, jednak zatrzymała się na chwilę widząc, że miotła krztusi się pomidorem. Co? Przecież nie mogła być żywa, spojrzała na resztę drużyny, jednak chyba nikt inny poza nią tego nie widział, no nieważne, może zapyta o to kapitana, kiedy będzie już po wszystkim. Musiała wykonać jeszcze dwa rzuty, ale miotła wcale jej tego nie ułatwiała, brykała niczym źrebak na szczęście udało jej się ją opanować po czym trafiła kolejną kukłę, tym razem w brzuch. Trzecia próba okazała się być równie udana, nie zapowiadało się na to kiedy, jak się okazało Trixie, na nią wpadła. - Wybaczam - rzuciła do niej, a chwilę później trafiła w pierś kukły, a na dodatek kiedy spojrzała na murawę zauważyła coś co potem okazało się być 15 galeonami. Super - powiedziała sobie w myślach, teraz prawie było ją stać na naprawy. Po wszystkim wylądowała i przycupnęła sobie z boku oczekując aż reszta zakończy swoje zadanie.

4 - 4 ;  5, 6 - nieparzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Lis 17 2017, 17:38

Deven nie spodziewał się, że tylu zawodników będzie potrzebowało pomocy, dlatego trochę tracił głowę, nie wiedząc, komu pomóc najpierw. Zresztą fakt, że część zgrywała twardzieli i nie poprosiła o pomoc wprost, wcale nie ułatwiał mu zadania, mimo że bardzo się starał. Najbardziej zdenerwował go stan Bianki i dlatego może trochę zaniedbał pozostałe kontuzjowane zawodniczki. Ale kiedy trochę odetchnął i zdał sobie sprawę, że zarówno @Maevis Harper, jak i @Trixie N. Travers są naprawdę poobijane i obolałe, wyraźnie się zmartwił. Poczekał, aż obie dziewczyny wylądują, po czym podleciał do nich.
- Nie jestem specjalistą... ale może chociaż trochę przestanie boleć. P-przepraszam, że nie zareagowałem wcześniej, ale Bianca... same wiecie - wyjaśnił z lekkim zakłopotaniem, które jakoś do niego nie pasowało.
@Trixie N. Travers wydawała się znacznie bardziej cierpiąca, dlatego to od niej zaczął.
- Levatur Dolor* - powiedział z lekkim wahaniem, ale na szczęście zaklęcie odniosło pożądany skutek. - Lepiej? Trochę słabe, ale boję się, że przy czymś bardziej zaawansowanym... hm, no wiesz, mogę bardziej zaszkodzić... - przyznał, patrząc uważnie na Trixie. Zaraz skupił się na obolałym ramieniu @Maevis Harper, jednak przy pierwszej próbie rzucenia tego samego zaklęcia na jej ramieniu wyrósł kwiatek, a przy drugim usechł i odpadł. Quayle zagryzł usta i spojrzał na nią z wahaniem. - W sumie to już koniec treningu... więc może lepiej poprosić o pomoc pielęgniarkę? Przepraszam, moja różdżka wariuje... - westchnął cicho, wyraźnie zmartwiony, że nie może jej pomóc.
W końcu sam zabrał się za rzucanie do celu pomidorami. Był trochę rozproszony faktem, że boisko niemal zmieniło się w szpital polowy, ale przecież nie zrobił tego specjalnie! Pierwszy rzut wyszedł mu perfekcyjnie - trafił dokładnie w twarz kukły, która jednak zaczęła się krztusić pomidorem. Cóż, chyba to wszystko trochę mu się wymknęło spod kontroli, kiedy przygotowywał trening dla swojej drużyny. Fakt, chciał, żeby kukły jakoś reagowały - miało to dodać realizmu - ale nie sądził, że będzie aż takie dziwaczne. Chyba trochę go to wyprowadziło z równowagi, bo drugim pomidorem wcale nie trafił - warzywo rozpaćkało się na boisku, nawet nie muskając kukły. Cóż, rzucanie nigdy nie było jego domeną - był w końcu szukającym i musiał dysponować bystrym okiem i szybką ręką, niekoniecznie zaś siłą rzutu. Przy ostatnim podejściu również trochę zabrakło mu szczęścia - w najmniej odpowiednim momencie jego miotła zaczęła się rzucać jak narowisty koń, jednak mimo to Deven zdołał trafić pomidorem w brzuch manekina. Ba, co więcej na tyle szybko odzyskał panowanie nad miotłą, że o nikogo się nie rozbił!
- Hej, gdyby ktoś potrzebował zaklęcia przeciwbólowego, to mogę spróbować wam pomóc... ale nie obiecuję, że podziała - rzucił w stronę pozostałych członków drużyny, patrząc na nich czujnie, jakby chciał ocenić, czy będą potrzebowali jego pomocy.

* Zaklęcie uśmierzające niewielki ból.


Uzdrawianie:
  Maevis: 3 i 3, więc odwrotny skutek od zamierzonego :c
  Trixie: 2, więc zaklęcie działa!
Rzut pomidorem: 5, 2, 6->5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 271
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lis 18 2017, 13:16

Upadek siostry strasznie mnie zmartwił, na szczęście sytuację dość szybko udało się opanować, więc mogliśmy spokojnie wrócić do treningu. Następne zadanie bardzo mi odpowiadało - chociaż znaczna większość potraktowała je jako okazję do ćwiczenia podań, ja jako rasowy pałkarz zamierzałem wyobrazić sobie, że pomidory są tłuczkami.
Pierwsze uderzenie wypadło zupełnie bez zarzutu - trafiłem w twarz kukły, która po chwili zaczęła się krztusić i pluć pomidorem... oblecha. To był jeden z tych momentów, w których magia zdecydowanie mnie zawodziła. Kolejny rzut nie był wprawdzie aż tak dobry, ale mimo to całkiem skuteczny - trafiłem w środek piesi manekina. Zadowolony z siebie uniosłem ręce, gdy nagle... moja miotła zakręciła się wokół własnej osi. Kurczowo chwyciłem się trzonka i jakimś cudem udało mi się nie spaść, aczkolwiek byłem dość mocno zdezorientowany i kręciło mi się w głowie. Chwilę później moja miotła zwariowała jeszcze bardziej i zaczęła brykać - próbowałem nad nią zapanować, jednakże szło mi dość opornie. Mimo to udało mi się trafić kukłę brzuch i jakimś cudem uniknąć kolizji z innymi Gryfonami.

Pomidorki: 5, 4 (drugi rzut - 3),6 (drugi rzut - 3)

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1125
  Liczba postów : 873
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Lis 25 2017, 11:41

Rzucać pomidorami można było jedną ręką, więc tylko zacisnęła zęby i wskoczyła na miotłę. Na meczach czekały ją gorsze kontuzje (o pomezczowych ustawkach nie wspominając) więc nie było co narzekać. Sytuacje była o tyle komfortowa, że oberwała w lewą rękę, więc dominującą miała sprawną.
Początkowo nie poszło jej najlepiej. Właściwie, to wręcz fatalnie, bo nie trafiła wcale. Na jej obronę można powiedzieć, że rzucało się trochę inaczej niż machało pałką, więc nie do końca wiedziała jak celować. Szybko jednak załapała co i jak, i kolejnym pomidorem trafiła centralnie w twarz manekina, który zaczął się krztusić i pluć warzywem/owocem (w co kto wierzy).
- Noice - skomentowała ten widok, bo jakby niepatrzeć fajnie się patrzyło, jak przeciwnik "cierpiał". Długo się jednak nie napatrzyła, bo w tym momencie jej miotła zaczęła brykać. Miała tylko jedną rękę sprawną i trzymała w niej pomidora, szybko więc straciła kontrolę. Nimbus kompletnie zwariował i przystopował troszczekę dopiero, kiedy zdeżył się z Lysandrem. Ettie wykorzystała moment, żeby pozbyć się pomidora, trafiając nim manekina w brzuch i łapiąc za trzonek, opanowała miotłę.

Kostki: 2, 5, 6(2)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Gru 05 2017, 11:34

Deven pokiwał głową z zadowoleniem. Pochwalił kilku zawodników, innych pocieszył albo udzielił im dobrych rad, a po sprzątnięciu całego bałaganu wszyscy udali się w stronę szatni.
Część zabrał jeszcze do Skrzydła Szpitalnego - pewnie, byli dorośli i znali zamek jak własną kieszeń (a już szczególnie drogę do Skrzydła Szpitalnego), ale na wszelki wypadek wolał wszystkiego sam dopilnować. Zresztą zwyczajnie się martwił - dawno żaden z treningów nie był aż tak kontuzjogenny, ale miał nadzieję, że przynajmniej coś z niego wynieśli. I że na następnym meczu dadzą popalić przeciwnej drużynie.

z/t dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 215
  Liczba postów : 199
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6623-lazare-osiris-limier#186310




Specjalny






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Gru 05 2017, 21:32

Limier już od dawna myślał o treningu, który mógłby zorganizować dla każdego, kto tylko zechce przyjść. Nie planował niczego wyjątkowo surowego. Już i tak słyszał, że drużyny dostają porządny wycisk od kapitanów, a quidditch mógł być przecież bezpieczny i przyjemny dla wszystkich. Teraz, kiedy spadło już trochę śniegu Limier wyznaczył termin spotkania. Przyszedł na boisko w bardzo dobrym humorze i sam się sobie nieco dziwił. Ubrany w gruby płaszcz i rękawice był przynajmniej chroniony przed mrozem. Zastanawiał się, jak zareagują uczniowie na jego dość... niecodzienny pomysł. Bądź co bądź, polubił ostatnio niekonwencjonalne metody nauki. A teraz będą mogli się przy tym dobrze pobawić! W sam raz na okres przedświąteczny, którego atmosferę dało się już odczuć chyba wszędzie.
Limier przyniósł ze sobą sporo mioteł szkolnych (próbował specjalnie znaleźć te w jak najlepszym stanie używalności) na wszelki wypadek, a także kilkanaście pałek. Cóż, nie wątpił, że pałkarzom spodoba się koncept tego treningu, ale także inni mogli odnaleźć w nim coś ciekawego. Każdego kolejnego ucznia pojawiającego się na pokrytej delikatnym, białym puchem trawie witał krótkim, rześkim "dzień dobry". Wyglądał, jakby nie mógł się doczekać zwołania wszystkich i wytłumaczenia, co takiego zaplanował. Może przeceniał swoje umiejętności i zapał?

Zbierajcie się tłumnie i czekajcie na instrukcje!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 47
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15493-prince-arthur-s-shercliffe#416253
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15502-can-t-let-you-pass-me-by#416498
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15503-szambelan#416502
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15491-prince-arthur-s-shercliffe




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Gru 05 2017, 22:11

Prince ucieszył się na wieść o zwykłym treningu quidditcha, takim pozbawionym snucia strategii co do pokonania pozostałych domów. Nie był jakimś wielkim mistrzem w tej grze, ale zawsze uważał, że najważniejsze to mieć serce do tego, co się robi. Starał się chodzić na treningi z uśmiechem na ustach, choćby słońce prażyło lub deszcz lał się strumieniami. Tego dnia pogoda była zaskakująco łaskawa, a może tak tylko się wydawało ze względu na to, że śnieg nie wpadał w oczy, a jedynie leżał spokojnie na ziemi. Puchon lubił zimę, uwielbiał otulanie się ubraniami aż po sam czubek nosa i chowanie dłoni w rękawiczkach. Na boisko dotarł bez podrygiwania i wyklinania brytyjskiej pogody, za to krok miał energiczny a spojrzenie entuzjastyczne. Roztaczał wokół siebie pozytywną energię, witając się z profesorem. Z miotłą miał o tyle problemu, że pokłócił się kiedyś na temat quidditcha z rodzicami i tyle było z zasponsorowania mu przedmiotu - zbierał sobie zatem powolutku sam, aktualnie korzystając ze szkolnych zasobów i nie widząc w tym niczego złego.
Przystanął nieco z boku, czekając na resztę graczy i mając nadzieję, że Limier postawi bardziej na integrację bądź zabawę, a nie surowy trening wzmagający rywalizację. W drużynie był dopiero od tego roku i miał nadzieję, że za szybko się nie zrazi. Bądź co bądź miał w swoim życiu sport, który stawiał na pierwszym miejscu - quidditch robił jedynie za dodatek. Braku aktywności nikt Shercliffe'owi zarzucić nie mógł!

______________________

Dance with me
Prince Arthur Shea Shercliffe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 239
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 367
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Wto Gru 05 2017, 22:51

Lope pamiętał o treningu organizowanym przez nauczyciela doskonale. Zapisał sobie nawet specjalnie termin i powiadomił szefa, że przyjdzie trochę później do pracy. Bądź co bądź, nie był pewien, czy warto aż tak poświęcać swój czas dla Limiera. Mondragón nie wątpił, że jest o wiele lepszy od profesora. Zdziwiłby się, gdyby ktokolwiek spróbował ten fakt podważyć. Szkopuł tkwił w tym, że zazwyczaj poziom tych treningów był dla Lope tak banalny, że mógł wszystko robić ze związanymi rękami i opaską na oczach, a dalej nie miałby problemów. Limier zbyt często starał się dopasować do amatorów, którzy po raz pierwszy wsiedli na miotłę.
Mondragón wypolerował swojego Nimbusa tak, żeby wydawał się, jak nowy, założył potrzebne akcesoria miotlarskie i wyszedł z szatni w eleganckim stroju Slytherinu. W międzyczasie poprawiał włosy, które tamtego dnia wyjątkowo nie chciały dać się ładnie ułożyć. Liczył na to, że spotka wszystkich ludzi z drużyny. Zresztą, miał też plan obejrzeć sobie innych zawodników, a jeśli będzie mieć okazję ocenić ich możliwości i odnaleźć słabe punkty. Nic dziwnego, że kiedy przyszedł na boisko przypominał nieco drapieżnika zaczynającego polowanie. Było bardzo wcześnie. Lope przywitał Limiera zdawkowym skinięciem głowy i zmierzył ciemnymi tęczówkami chłopaka z Hufflepuffu. Kojarzył dobrze jego nazwisko, chociaż o nim samym nie wiedział za wiele. Jedynie to, że jest ścigającym, podobnie jak Mondragón.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Glasgow/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 61
  Liczba postów : 67
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15401-maili-o-l-lanceley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15404-in-mollis-sonus-est-difficile-verba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15407-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15402-maili-o-l-lanceley




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Gru 06 2017, 11:25

Maili długo zastanawiała się nad dołączeniem do drużyny. Lubiła latać na miotle i Qiudditch sprawiał jej dużą przyjemność. Zwłaszcza, że gra na fortepianie średnio przypominała jakąkolwiek aktywność fizyczną, a taka na pewno jej się przyda. Nawet nie sądziła, że ją przyjmą, a tu proszę - szła przez boisko ubrana w strój teningowy i z wypożyczoną miotłą. Lubiła wszystkich w drużynie, bez wyjątku. W dodatku Prince też w niej był, więc była przeszczęśliwa. Maili była bezproblemową dziewczyną, no prawie. Na pewno nie było mowy, by lubiła kogoś bez konkretnego i przede wszystkim bardzo solidnego powodu. Weszła na boisko z szerokim uśmiechem. Ubrała na siebie dodatkową koszulkę, która powinna trzymać ciepło. Puchonka uwielbiała zimę, ale nie była "gruboskórna", raczej szybko marzła.
- Dzień dobry panie profesorze! - zawołała.
Patrząc na Maili nikt nie mógł powiedzieć, że miała zły humor. Była podekscytowana tą lekcją bardziej niż czymkolwiek innym w tamtym momencie. Podbiegła do @Prince A. S. Shercliffe gdy tylko go dostrzegła.
- Jak myślisz co będziemy robić? Trochę się stresuję - wiesz te całe zakłócenia magii i inne takie. Ostatni mecz skończył się trochę... niefortunnie. Fairwyn był w śpiączce, a jedna dziewczyna z Gryffindoru była cała poparzona. No wiesz o co mi chodzi. Chociaż jak będziemy myśleć pozytywnie to nic się nie stanie, nie? W ogóle to cześć, Książę! - wyszczerzyła się w jego kierunku.
Maili jak zwykle wylała z siebie potok słów. Chociaż prawdę mówiąc Prince był chyba do tego już przyzwyczajony. Dziewczyna miała taką nadzieję. Rzadko panowała nad swoją gadatliwością. Owszem starała się, ale okazało się, że to trudniejsze niż myślała. Nie odzywanie się tylko wyglądało na łatwe, poważnie. Czasem dochodziła do wniosku, że to zupełnie bezsensu. Jednak z drugiej strony przeklinała wszystko za jej niewyparzony język. W niektórych sytuacjach tylko się pogrążała. Może faktycznie milczenie było złotem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 817
  Liczba postów : 877
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sro Gru 06 2017, 15:41

W muzyce, pracy i qudditchu starałam się odnaleźć ukojenie w tym jakże bolesnym dla mnie czasie, dlatego nie mogłam odpuścić ogólnoszkolnego treningu - chociaż wolałam ćwiczyć ze Ślizgonami to konfrontacja z innymi drużynami poza meczem mogła okazać się bardzo ciekawym doświadczeniem. Mimo braku sił i życiowych chęci ubrałam się (w wyraźnie niedostosowany do pogody) strój do Quidditcha i założyłam wszystkie konieczne akcesoria, po czym upewniwszy się, że mój Nimbus wygląda w porządku i jest sprawnym wyszłam na boisku.
Trudno ukryć, że niemal trzęsłam się z zimna dlatego idąc w stronę grupy obecnych zaczęłam się powoli rozgrzewać - nie chciałam okazać słabości i faktu, że strój mimo magicznego ocieplenia jest odrobinę zbyt cienki na obecne warunki pogodowe.
Rozejrzałam się po obecnych zawodnikach - znałam kilka twarzy, ale większość nie należała do grona moich znajomych. Finalnie po przywitaniu się z nauczycielem podeszłam do kapitana mojej drużyny @Lope Mondragón.
- Cześć Lope - rzuciłam zmuszając się do delikatnego uśmiechu by po chwili skierować wzrok na stojących nieopodal Puchonów - Jak myślisz, które z nich pierwsze spadnie z miotły?
Byłam w tym momencie dziwnie sarkastyczna, ale nie zamierzałam się hamować. Czekając na odpowiedź starszego Ślizgona zaczęłam robić skłony i przysiady, tak żeby odrobinę się rozgrzać korzystając z czasu oczekiwania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 271
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 805
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Gru 07 2017, 10:48

(zakładam, że Lys przyszedł w ostatniej chwili jak już prawie wszyscy byli na boisku)

Pojawiłem się za zajęciach z latania bardzo późno i chyba nikogo to szczególnie nie zdziwiło - na szczęście nie spóźniłem się. Wyposażony w miotłę i multum ochraniaczy i innych miotlarskich pierdół górowałem nad innymi zawodnikami ubrany w szkarłatny strój do Quidditcha. Dostrzegłem w oddali @Lope Mondragón gadającego z tą szmaciurą od Dearów (serio, Blaithin była spokrewniona z naprawdę dziwnymi ludźmi!) - wisiałem temu pięknisiowi solidny wpierdol nie zamierzałem jednak zabierać się za to teraz. Bicie się przy nauczycielu mogło skończyć się nie tylko wyleceniem z treningu (na którym bardzo mi zależało), ale również wywaleniem ze szkoły, a tego zdecydowanie nie chciałem - nawet biorąc pod uwagę moją niechęć do systemu edukacji chciałem jednak skończyć studia biorąc pod uwagę planowaną karierę i fakt, że został mi de facto jeden semestr. Rzuciłem pogardliwe spojrzenie w stronę Ślizgona i po przywitaniu się z nauczycielem rozpocząłem rozgrzewkę.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 459
  Liczba postów : 595
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Gru 07 2017, 11:22

Chociaż wypisała się ze szkolnej drużyny, bo od pewnego czasu czuła, że Quidditch to już nie to i wcale jej nie robi, wieść o lekcji z Limierem poprawiła jej humor. Przygotowała sobie całą treningową wyprawkę i nawet własną miotłę, którą odnalazła w czeluściach szkolnego schowka przy boisku, a potem ruszyła na miejsce, by się nie spóźnić. Nie wiedziała w jakim nastroju był dziś nauczyciel - jego przegląd humorów nierzadko popadał ze skrajności w skrajność i chociaż raz miał doby humor, tak na kolejnych zajęciach zachowywał się tak, jakby co najmniej go coś pokąsało, przez co próbował ich pozabijać. To właśnie przez jeden z takich treningów podjęła decyzję o ograniczeniu gier miotlarskich do absolutnego minimum, gdy spadła z wysokości obręczy na ziemię po ówczesnej walce z lecącymi w jej kierunku tłuczkami.
Na boisku zjawiła się przed czasem, przywitała nauczyciela z uśmiechem, a potem rozejrzała się po dotychczas zebranych uczniach. Naturalnie jej wzrok początkowo padł na @Lope Mondragón, po chwili jednak szybko zmienił kierunek na fatalną obręcz. Nie wiedziała jak długo jeszcze zamierzali czekać, jednak czuła, że powoli marznie; postanowiła więc zrobić sobie rozgrzewkę, zamiast wsłuchiwać się w nużące szepty uczniów. Zrobiwszy kilka kroków do przodu, poślizgnęła się za którymś z nich na błotku, niemal znowu wpadając nosem w potencjalnie znienawidzonego przez siebie Ślizgona. Ale i równie szybko wyminęła go bez słowa, zabierając jak oparzona z jego rąk swoje dłonie, którymi asekuracyjnie się złapała i po tym przeszła do truchtu. Przyjście @Lysander S. Zakrzewski zarejestrowała dopiero w ostatnim momencie, gdy w zasadzie zdążyła okrążyć boisko dookoła, choć widząc jego minę zaczęła się zastanawiać co tym razem jego pogryzło. Dlatego też w zdziwieniu jedynie uniosła brew i ostatecznie nie podeszła do chłopaka, podejmując dalszą walkę z zimnem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1599
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1594
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Gru 07 2017, 17:03

Ledwo kilka dni mija od naszego drużynowego treningu, a już idę na kolejny - tym razem dla wszystkich uczniów i studentów. Wygląda na to, że ostatnio nic sobie nie uszkodziłam, albo tak szybko wyleczyli mnie w Skrzydle Szpitalnym. W każdym razie, teraz jestem pełna energii i gotowa do latania i wymachiwania pałką. Po poprzednim treningu miotła pewnie wymaga czyszczenia, spędzam więc trochę czasu, żeby na witkach nie było ani trochę kurzu, posyłam też koszulkę quidditchową do prania i teraz mogę założyć czystą i pachnącą. Ubieram się w standardowy strój, dbam jednak o to, żeby było mi ciepło - najwyżej później zdejmę jedną warstwę, kiedy już wystarczająco się rozgrzeję. Teraz nie mam ochoty trząść się z zimna. Ledwo parę dni temu kupiłam sobie gogle, więc zakładam je na głowę - jeszcze nie na oczy, obecnie tylko zdobią moje włosy. Nadal nie wiem po co ten kompas, ale przyczepiam go do miotły. Dzięki niemu na pewno się nie zgubię, nawet gdyby była ogromna śnieżyca! Jeszcze rękawiczki i moja własna pałka i jestem gotowa, żeby iść na boisko. Na lokach od razu osiadają mi płatki śniegu, pewnie zaraz się roztopią i będę cała mokra. Podchodzę do @Vivien O. I. Dear i @Lope Mondragón, którzy zdaje się, że właśnie śmieją się z puchonów - chętnie do nich dołączę. Witam się z obojgiem wylewnie i staję sobie obok. W przeciwieństwie do Viv całkiem mi ciepło, więc nie macham wszystkimi kończynami w tę i z powrotem.
Przyglądam się puchonom i kojarzę, że obydwoje są w drużynie swojego domu, więc wydaje mi się, że oni akurat z miotły nie spadną.
- Myślę, że tak łatwo nie zlecą. Chyba że im pomogę. - Uśmiecham się i wymachuję pałką. Widzę, że Limier przyniósł sporo szkolnych, więc być może nawet będę miała okazję któreś z nich zrzucić.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania, Galicja, Lugo
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 239
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 367
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12874-ten-od-wesela#346531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12864-buho#346290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12875-lope-mondragon#346540




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Gru 07 2017, 18:43

Jak to jest, że Puchoni zawsze musieli tryskać aż taką energią i wyglądać, jak chodzące słoneczka? Lope nie zwrócił większej uwagi na głośną dziewczynkę, zajął się sprawdzaniem, czy dopiął wszystkie ochraniacze. Bądź co bądź, niedawno miał poważną kontuzję, więc wolał nie ryzykować za bardzo. Zmierzył wzrokiem @Vivien O. I. Dear, zauważając ten strój, który na te zimowe warunki nie był najlepszym rozwiązaniem.
- Cześć, Viv. Będzie ci zimno. - Ślizgon skrzyżował ramiona, bez żadnego wstydu przelatując wzrokiem po szczuplutkiej sylwetce jasnowłosej. Przynajmniej nie udawała, że temperatura jej nie przeszkadza i zaczęła rozgrzewkę. Mondragón zamierzał ocenić pozostałych zawodników, a na język nasuwało się mu naprawdę mnóstwo ciekawych komentarzy, ale zamknął usta, widząc Pandę. Podchwycił na krótką chwilę kontakt wzrokowy z dziewczyną, kiedy ta się zbliżyła. Chyba liczył na jakieś przywitanie, ale w sumie cholera wie, co mogła zrobić. Lope mruknął coś pod nosem, przytrzymując nieco Naberrie, żeby nie upadła. Zaraz później uciekła, więc Mondragón zmarszczył brwi skonsternowany i wsadził ręce do kieszeni slytherinowego płaszcza.
- Widzę, że ekwipunek pierwsza klasa, Daisy. - odezwał się, skupiając się na swoich zawodniczkach. Dotknął gogli Ślizgonki, ścierając ze szkiełek parę płatków śniegu. Chociaż tego nie okazywał, cieszył się, że zdecydowała się na kilka ulepszeń.
- Przeceniasz ich. - stwierdził zaskakująco miękkim tonem, patrząc na Puchonów, jakby bardzo chciał właśnie teraz rozwiać wątpliwości dziewcząt. Cóż, ciężko było się doczekać aż uniesie się w górę. - Najpierw któreś z nich musiałoby w ogóle umieć na jakąś wsiąść. Pokażemy im, jak to się robi?
Przełożył nogę przez trzonek, żeby usiąść wygodnie i okrążyć powoli Ślizgonki. Musieli wyglądać ciekawie, spoglądając na resztę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Cannes, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 29
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15512-ophelie-e-zakrzewski#416665
http://czarodzieje.my-rpg.com/f164-powiazania-postaci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15516-poczta-ophelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15513-ophelie-zakrzewski#416669




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Gru 07 2017, 19:23

Kiedy tylko usłyszała o treningu, na którym pojawić się mogą wszyscy uczniowie i studenci wiedziała, że ona także musi tam być. Uwielbiała tę dyscyplinę, a poza tym nie na co dzień miało się zajęcia z latania na miotle z zawodnikami z innych drużyn i mogło być naprawdę ciekawie. Ubrana w strój treningowy, pod którym miała jeszcze dodatkowy sweter (coby nie było jej zimno), wyszła z zamku i truchtem udała się na boisko od Quidditcha. Uznała to za doskonały pomysł - nie dość, że dotrze tam szybciej, to w dodatku już trochę się rozgrzeje i nie będzie jej zimno gdy będzie czekać na rozpoczęcie treningu.
- Dzień dobry. - powiedziała, kierując słowa do nauczyciela i zaczęła iść się w stronę @Maili Lanceley i @Prince A. S. Shercliffe. Krocząc w ich kierunku zauważyła, że przygląda się im grupka Ślizgonów, zapewne obgadując ich. Wredne szuje, pomyślała sobie tylko. No bo co mogła im zrobić? Ludzie jednak bywają okropni. - Heeej. - przywitała się, przeciągając samogłoskę w wyrazie. Kątem oka widziała, że nie ona jedna nie ma jeszcze swojej miotły. Nie jej wina, że nie ma wystarczająco pieniędzy, żeby zainwestować w kupno własnego sprzętu. Co prawda dostaje regularnie od rodziców galeony, ale wciąż to nie jest wystarczająca suma na taki wydatek. Odkłada je natomiast, żeby jak najszybciej uzbierać odpowiednią kwotę. Na razie jest jednak skazana na miotłę szkolną. - O czym gadacie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 832
  Liczba postów : 841
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Gru 07 2017, 21:03

Ezra nie przepadał za bardzo za quidditchem w formie aktywnej. Zdecydowanie częściej zasiadał na trybunach niż na miotle. Każdy ze stałych bywalców treningów bez wątpienia miał świadomość, że jego obecność na boisku była jedynie przejawem skrajnego znudzenia. Lepiej było trochę polatać i podszlifować nieistniejące umiejętności w przyjaznym otoczeniu niż siedzieć samotnie w murach zamku.
Kiedy pojawił się na miejscu, w oczy od razu rzucił mu się jakiś dziwny podział na grupki ze względu na kolory kołnierzyków. Idąc tym tokiem rozumowania, Ezra miał jakby odgórny nakaz aby zaczepić @Padme A. Naberrie - dziewczyna jednak zdecydowała się na rozgrzewkę, a Ezra niespecjalnie miał ochotę truchtać przez boisko, żeby powiedzieć "cześć". Całe szczęście, że skłonność do mieszańców płynęła Ezrze w żyłach, więc nie miał problemu ze złamaniem schematu i zbliżeniem się do trójki Puchonów. (@Prince A. S. Shercliffe, @Ophélie Zakrzewski, @Maili Lanceley)
- Gramy dom na dom, czy czegoś nie łapię? - zagadnął, nie kierując pytania konkretnie do nikogo, choć jego wzrok zatrzymał się na dłuższą chwilę na chłopaku, którego twarz kojarzył z zajęć wróżbiarstwa. Nie potrafił jednak powiedzieć, czy gdzieś wcześniej jeszcze o nim słyszał. - Bo gdybym wiedział, zmieniłbym kolor na zielony. Z moim brakiem umiejętności ciężko byłoby im zachować poziom - westchnął z żalem, rzucając krytyczne spojrzenie na bandę Ślizgonów. Szczerze? W tym momencie miał tylko jedno marzenie: dostać możliwość zrzucenia z miotły @Vivien O. I. Dear. - Tak w ogóle to się chyba nie znamy - zauważył, tym razem dokładniejszym wzrokiem lustrując dwie śliczne panie. Ezra kojarzył większość wychowanek Helgi (i polecał - zdecydowanie najbardziej godne uwagi dziewczęta z całego Hogwartu!), wypadało więc, żeby i teraz nadrobił trochę zaległości.
- Będzie głupio, jeśli czekacie na okazję, żeby mnie przegonić, ale zaryzykuję i się przedstawię. Ezra - uśmiechnął się lekko, po kolei wyciągając dłoń do trójki uczniów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 47
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15493-prince-arthur-s-shercliffe#416253
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15502-can-t-let-you-pass-me-by#416498
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15503-szambelan#416502
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15491-prince-arthur-s-shercliffe




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Gru 07 2017, 22:33

Nie stał sobie długo w samotności, bo zaraz dostrzegł rudowłose słoneczko kroczące przez boisko. Uśmiechnął się do @Maili Lanceley tak ciepło, że chyba śnieg dookoła nich nieco stopniał. Uwielbiał Puchonkę, z którą dzielił niesamowicie dużo wspomnień. Cieszył się, że razem wylądowali w drużynie quidditcha - w pewnym sensie była chyba nawet jego inspiracją, aby wychylić się z bezpiecznego kręgu znanego już hobby.
- Hej, mała - przywitał ją tak, jak to miał w zwyczaju, ale utonęło to gdzieś w słowotoku dziewczyny. Ze śmiechem zaczekał aż skończy opowiadać o ostatnim meczu i rozsiewać pozytywną energię, którą miała jeszcze silniejszą od niego. - Nie mam pojęcia, co będziemy robić... I poza pozytywnym myśleniem sugeruję też trochę uważać - dodał, biorąc jedną szkolną miotłę. Zerknął przy tym na nauczyciela, ale w końcu nie planował jakichś dzikich akrobacji bez jego aprobaty, także nie powinno być problemu. Musiał niestety zdjąć rękawiczki, bo wziął nieodpowiednie i ślizgały mu się w nich dłonie po trzonku. Usiadł sobie na niej właśnie, unosząc się niewiele nad ziemią (tak, aby móc w miarę na poziomie rozmawiać z przyjaciółką), kiedy dostrzegł spoglądających na nich Ślizgonów. Nie gapił się, choć był prawie pewien, że lecą w ich stronę nieprzyjemne komentarze. Prince nie rozumiał ludzi tak zamkniętych w sobie, choć przecież miał w swoim życiu różne etapy. Wychowankowie Slytherinu interesujący się quidditchem zawsze wyglądali dla niego jak fanatycy, ale być może chodziło tutaj tylko o szalone ambicje... W końcu Shercliffe również w niektórych sytuacjach nie potrafił oprzeć się rywalizacji. No, zdrowej rywalizacji. Zresztą wydawało mu się, że treningi z Limierem były dla wszystkich, a ci bardziej zaawansowani ćwiczyli sobie sami, będąc w drużynach.
- Hej, Off - przywitał miękko drugą Puchonkę, która postanowiła zaszczycić go swoją obecnością. Biorąc pod uwagę fakt, że właśnie wyklinał w duchu pogrupowanych uczniów, to zaczynali się kiepsko prezentować. Zostawił przyjaciółki na chwilę same, rozglądając się po boisku. Było zaskakująco mało ludzi, toteż zaraz wrócił do @Ophélie Zakrzewski i Maili. - Trochę o tych zakłóceniach... - Znikąd obok pojawił się @Ezra T. Clarke, a Prince rozpromienił się jak dziecko, dostrzegając szansę na zaburzenie podziału. Co więcej, chłopak sam to zauważył!
- Myślisz, że bez ciebie mają aż taki dobry poziom? - Zaśmiał się krótko. Jego słowa nie były przepełnione jadem czy szyderstwami, bo po prostu sobie żartował - fakt, że robił to tak otwarcie i nie szczędził uśmiechu uważał za zapewnienie, że z jego strony rywalizacja należy do tych sympatycznych. Faktycznie niezbyt Krukona kojarzył, chociaż chyba mignął mu gdzieś na lekcji... Merlinie, pamięć Prince'a to była masakra. Był w stanie powtórzyć większość wypowiedzianych do niego kiedykolwiek słów, ale twarze? Własnej matki mógłby nie poznać - aczkolwiek to kiepski przykład, bo zwykle siebie unikali... Odruchowo uścisnął rękę chłopaka, zapominając, że nie ma rękawiczek.
Zadrżał ledwie zauważalnie czując zalewający go natłok emocji i myśli. Zsunął się łagodnie z miotły na ziemię, ściskając mocniej dłoń Ezry. Ezra. Clarke? Chociaż słyszał coś bardziej hiszpańskojęzycznego... Przed oczami przemknął mu obraz Krukona trzymającego na rękach małe dziecko. Wizja była krótka i zaraz później wpatrywał się już po prostu w chłopaka, choć w głowie echem odbijały mu się powyrywane z kontekstu słowa, a euforia spowodowana poczuciem bezpieczeństwa i otaczającą troską dalej nie odpuściła.
- O słodka Morgano - szepnął, gapiąc się na Ezrę jak ostatni idiota. - Jakie urocze dziecko - dodał, a gdy tylko powiedział te słowa, to zrozumiał ich absurdalność. Zabrał rękę i potrząsnął lekko głową z niedowierzaniem, po drodze rzucając zrozpaczone spojrzenie Maili. Że też nie pilnowała go lepiej! - Nie ty, w sensie, nie mówię, że ty jesteś uroczym dzieckiem. Nie. To byłoby dziwne, bo nie jesteś dzieckiem, jesteś... Ja po prostu... Chodziło mi o twoje dziecko. Masz urocze dziecko. Czekaj, masz dziecko? - Zagryzł mocno wewnętrzną stronę policzka, zmuszając się do skończenia tego żałosnego monologu.
Zacznijmy już ten trening.

______________________

Dance with me
Prince Arthur Shea Shercliffe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 604
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Czw Gru 07 2017, 23:28

Bridget nigdy nie była pewna swoich umiejętności w kwestii Quidditcha. W tamtym roku postanowiła spróbować swoich sił jako ścigająca na treningu, który organizowała Gemma, lecz rzucanie nie wychodziło jej najlepiej, natomiast przechwytywała większość piłek - stąd powstał pomysł, by objęła pozycję obrońcy! Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że zawsze, dosłownie zawsze, gdy pojawiała się na boisku jako gracz, w przeciwnej drużynie ścigającym był jej ówczesny chłopak, Theo... No i powiedzmy sobie szczerze, skutecznie ją rozpraszał nawet bez użycia swoich tajemniczych umiejętności hipnozy. Niemniej jednak Bridget całkiem polubiła wiatr we włosach i postanowiła zjawić się na lekcji z gier miotlarskich, chociażby tylko po to, by poćwiczyć to nieszczęsne rzucanie.
Na miejscu zjawiła się chwilę przed czasem, a jej uwagę przykuła grupka, składająca się z @Prince A. S. Shercliffe, @Maili Lanceley, @Ophélie Zakrzewski oraz... @Ezra T. Clarke. Z tym ostatnim dziewczyna zbyt wiele kontaktu nie miała, aczkolwiek chciała zwiększyć częstotliwość ich rozmów, toteż bez wahania podeszła do zgromadzonych osób.
- Cześć! - rzuciła, wbijając się w rozmowę, zupełnie nieświadoma dziwnego tematu, po czym obdarzyła wszystkich z domu borsuka przyjacielskim buziakiem w policzek (i bardzo żałowała, że ten dla Prince'a był wyłącznie w policzek...). Do Krukona odwróciła się z uśmiechem i w pierwszej chwili z nim również chciała się tak przywitać, lecz w ostatniej chwili złapały ją wątpliwości. Nie wiedziała, która opcja była bardziej niezręczna - pominięcie buziaka dla Ezry, czy też danie buziaka Ezrze, ale ostatecznie wolałaby naprawić ewentualne faux pas jakimś dodatkowym przytuleniem, niż spotkać się z jawnym odrzuceniem w towarzystwie jej próby kontaktu. Uśmiechała się natomiast i to bardzo szeroko. - Ty? Tutaj? Co sprawiło, że zechciałeś zejść z trybun? - zapytała go szczerze zaciekawiona. Zawsze widziała go w roli kibica, nigdy jako gracza, więc jego obecność na murawie (?) boiska zdecydowanie była zaskoczeniem.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Glasgow/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 61
  Liczba postów : 67
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15401-maili-o-l-lanceley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15404-in-mollis-sonus-est-difficile-verba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15407-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15402-maili-o-l-lanceley




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Gru 08 2017, 17:29

Prawda była taka, że Maili powinna się trochę ogarnąć. Trochę mniej mówić, trochę więcej słuchać. Jednak każdy kto ją choć trochę znał, doskonale wiedział, że w jej przypadku było to niewykonalne, niemożliwe i przede wszystkim nieprawdopodobne. Cicho siedziała tylko przy fortepianie i kiedy patrzyła jak @Prince A. S. Shercliffe wykonuje te swoje niesamowite ruchy na gładkim lodzie. Cieszyła się, że była z nim w drużynie. Była wtedy jeszcze bardziej szczęśliwa. Wszystko robione z przyjaciółmi było o niebo lepsze.  Dziewczyna oczywiście nie usłyszała słów Prince’a, ale szybko się tego domyśliła, zaraz po tym jak chłopak  odpowiedział jej na pytanie.
- Fakt, uważać też można. – tutaj rzuciła wzrokiem na zbierających się na boisku ślizgonów.
Maili nie lubiła szufladkowania i unikała tego jak ognia. Nie uważała, że każdy spod zielonych barw jest zły i nikczemny. Nie chciała tak nawet myśleć. Ale widziała ich w grze i nadal sądziła, że grali trochę zbyt wrogo i agresywnie. Oczywiście rywalizacja była fantastyczna, ale to był tylko SZKOLNY puchar quidditcha, więc twierdziła, że nieco przesadzali. Lanceley uwielbiała rywalizować z innymi, ale tylko wtedy kiedy była to zupełnie zdrowa rywalizacja. Wiedziała też, że nie jest nie wiadomo jak dobra w tej grze, ale było to coś co lubiła. Maili robiła tylko to co sprawiało jej przyjemność. Właśnie dlatego tak dobrze jej szła gra na fortepianie –bo wkładała w to całe swoje serce i przede wszystkim to kochała.
- Ale wiesz może dzisiaj nie będą aż tak szarżować. – powiedziała z niewielkim przekonaniem do Shercliffe’a i dostrzegła idącą w ich kierunku @Ophélie Zakrzewski. – Hej Ophé!
Maili z Zakrzewski miała naprawdę fantastyczny kontakt. Poznały się dawno temu w Hogwarcie i od tamtego czasu spędzały ze sobą sporo czasu. Lanceley cieszyła się też, że Price również polubił puchonkę, co bardzo ułatwiało dzielenie czasu między tę dwójkę.
Już miała dodać co nieco do odpowiedzi puchona kiedy obok nich stanął @Ezra T. Clarke. Maili uśmiechnęła się do niego szeroko i ciepło.
- Nie przesadzaj, jeśli masz zmieniać barwy chodź do nas, jesteśmy fajniejsi, zaufaj mi. – powiedziała do krukona. – Jestem Maili. – przedstawiła się, wciąż nie przestając się uśmiechać.
Nie zwróciła uwagi, że Prince zdjął rękawiczki. Wiedziała co dla niego znaczył kontakt cielesny i że nie jeden raz to uratowało ją przed kolejnym atakiem paniki. Rozejrzała się po boisku patrząc kto jeszcze przyszedł, kiedy usłyszała jak Prince zaczął się plątać. Szybko przeniosła na niego wzrok. Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby wiedziała co jest grane. Od razu zaczęła myśleć jak to odkręcić kiedy chłopak wchodził w coraz większe bagno. Z drugiej strony doszła do wniosku, ze hej! nie miał wizji pełnej bólu i cierpienia!
Kiedy zobaczyła idącą w ich kierunku @Bridget Hudson, stwierdziła, że to jej szansa.
- O dokładnie! Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie widziałam cię na boisku, Ezra! Ale nie martw się, na pewno będzie super. W ogóle, powiedz mi jak to się stało, że nie poznaliśmy się wcześniej? Chodzę do tej szkoły siedem lat i ledwo cię kojarzę z korytarzy. Cholera, to chyba źle o mnie świadczy.. – wylała z siebie potok słów, mając nadzieję, że odwróciła uwagę krukona od tego co powiedział Shercliffe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 817
  Liczba postów : 877
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Pią Gru 08 2017, 18:48

Zrobiłam kolejny skłon i uśmiechnęłam się do @Lope Mondragón - Quidditch wyzwalał we mnie wprawdzie masę negatywnych emocji, z drugiej jednak strony w tym momencie był jednym z niewielu powodów dla których jeszcze nie skoczyłam z Wieży Astronomicznej.
- Lope, nie jestem mięczakiem z Ravenclawu, żeby przychodzić na trening w kożuchu - powiedziałam pewnie, gdyż po lekkiej rozgrzewce było mi już zdecydowanie mniej zimno. Po chwili u naszego boku pojawiła się @Daisy Manese, z którą przywitałam się dość wylewnie.
- Świetne gogle, Daisy - skomentowałem odnosząc się do tego co wcześniej powiedział Lope. Ja sama byłam wyposażona w masę naprawdę dobrych ochraniaczy - trudno ukryć, że drużyna Slytherinu oprócz wyszkolenia charakteryzowała się również najlepszym sprzętem - niemal każdy z nas latał na najnowszym Nimbusie i korzystał z różnych przydatnych gadżetów.
- Święta racja - przytaknęłam w stronę Lope, rzucając w międzyczasie pogardliwe spojrzenie w stronę @Ezra T. Clarke (byłam ciekawa ile jemu zajmie spadnięcie z miotły!). Wzięłam przykład z kapitana i przywołałam swoją miotłę, po czym dosiadłam jej i wraz ze starszym Ślizgonem robiłam niewielkie okrążenia nad ziemią. Trzymałam się miotły głównie nogami, lekko opierając o nią jedną dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Prowincja na obrzeżach Londynu
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 34
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15426-severus-e-e-miller
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15466-relacje-severusa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15465-listy-severusa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15425-severus-i-g-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Gru 09 2017, 16:33

Sev ubrał się ciepło w końcu szedł na zajęcia z Quidditcha. Tak jakoś ostatnio trening dobrze mu zrobił, więc postanowił wybrać się na zajęcia. Trochę sportu nie zaszkodzi. Problem tkwił tylko w miotle, której nie posiadał, ale przecież zawsze mógł skorzystać ze szkolnych. Tak też zrobił i najpierw odwiedził schowek na miotły. Wziął jakąś taką normalnie wyglądającą, jeśli można w ogóle tak powiedzieć i udał się na boisko. Pogoda nie należała do najprzyjemniejszych, a on jak głupek rwał się na zewnątrz, aby polatać na miotle. To nie było do niego podobne. Może zachorował na jakąś niebezpieczną chorobę?
W końcu zajęcia z ruchu dobrze wpływają na samopoczucie. Ćwiczenia, świeże powietrze... Odświeży sobie szare komórki w mózgu i lepiej mu będzie się uczyć. Posiedzi sobie nad książką od transmutacji. Transmutacja zawsze rekompensowała siniaki i zmęczenie po meczyku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Santa Monica/Edynburg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 91
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15440-budowa-lyonesse-calanthe-cousdale#414743
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15449-cause-darling-i-m-nightmare-dressed-like-a-daydream
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15451-idunn#414912
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15435-lyonesse-cousdale




Gracz






PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   Sob Gru 09 2017, 16:50

Tego dnia wcale nie czułam się najlepiej, a myśl o treningu powodowała, że niemal przewracało mi się w brzuchu – wiedziałam jednak, że tej lekcji nie mogę odpuścić. No bo jak to? Chodzę na Zielarstwo, Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami i nawet – o zgrozo – Magię Leczniczą, a odpuszczam sobie Qudditcha, którym akurat całkiem się interesuję? Może i to nie moja największa pasja, ale jako że ostatnio dołączyłam do drużyny, nie mam szczególnego wyboru. Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Tak przynajmniej słyszałam. A praktyka piechotą nie chodzi, w końcu lata na miotle. Trochę na duchu podnosi mnie ten cały śnieg, bo przecież lubię zimę. Z drugiej strony nie można zaprzeczyć, że w zimie jest zimno. A ja dzisiaj najchętniej w ogóle nie wychodziłabym spod kołdry. Ubieram się dość ciepło, ale bez przesady. Nie wyglądam jak opancerzona w puchy i szaliki. Wręcz przeciwnie. Natychmiastowo moją uwagę przyciągają te przedziwne grupki, które kształtują się ze względu na domy. W tym roku Gryffindor nie był pod tym względem szczególnie silny, co dziwne, bardzo często pojawiał się jednak na innych lekcjach. Czyżbyśmy chcieli zabrać Krukonom miano prymusów, ceną sportu? Jeśli chodzi o kolor czerwony to jestem niemal zupełnie osamotniona. Rzucam ciepły uśmiech @Bridget Hudson, ale nie podchodzę bliżej, bo widzę, że otacza ją zgraja Puchonów. Ponad zielonymi kołnierzykami posyłam również znaczące spojrzenie @Lope Mondragón, mój wzrok ślizga się krótko po jego sylwetce.  Wciąż nie przyzwyczaiłam się do tego, że uczęszcza do Hogwartu, że w ogóle udało mi się go spotkać po tylu latach. Zresztą od rozpoczęcia roku niespecjalnie mieliśmy czas na rozmowy. Czy to te lekcje tak mnie pochłonęły? Zajmuję się rozgrzewką, stojąc nieco z boku, bo w końcu przyszłam tu po to, żeby ćwiczyć. Nie żeby się lenić. Dopiero po jakimś czasie dostrzegam kolejnego Gryfona, @Lysander S. Zakrzewski. Jestem jednak chwilowo skupiona na tym, co robię, więc zanim witam go kilkoma krótkimi słowami mija jeszcze kilka chwil.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Boisko Quidditcha   

Powrót do góry Go down
 

Boisko Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 18Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18  Next

 Similar topics

-
» Boisko Quidditcha
» Boisko Quidditcha
» Małe boisko do koszykówki
» Małe boisko do siatkówki
» Małe boisko do koszykówki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
boisko quidditcha
-