IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Bastian K. Lenz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 235
  Liczba postów : 123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14692-relki-basa#392047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14659-kase#391570
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Bastian K. Lenz   Nie Cze 25 2017, 19:56


Bastian Kai Lenz

DATA URODZENIA25.07.1998
CZYSTOŚĆ KRWI  75%
MIEJSCE URODZENIAZurych, Szwajcaria
MIEJSCE ZAMIESZKANIAHogsmeade
W HOGWARCIE JEST OD KLASYNie uczył się wcześniej w Hogwarcie
OBECNIE JEST NA ROKUII studencka (od września 2017)
WYMARZONY DOM wszystko jedno, oby nie zieloni
WYBRANY WIZERUNEKSam Claflin

Wyglad

WZROST 189 cm
BUDOWA CIAŁA Wysoki, szczupły i nawet trochę umięśniony, ale żeby kaloryfer na brzuchu mieć, trzeba ćwiczyć. Dużo. Aż tak bardzo mu się chyba nie chce...
KOLOR OCZU Niebieskie? Zielone? No w każdym razie na pewno nie ciemne. Trzeba pytać bab, one lubią się wlepiać w oczy, jakby tam widziały co najmniej czyjeś hasło do skrytki w Gringocie.
KOLOR WŁOSÓW  Ciemny blond
ZNAKI SZCZEGÓLNE Długie, smukłe palce u rąk, ale to akurat żadna szczególna cecha u pianisty
PREFEROWANE UBRANIA A to dobre. Nakłada, co podleci pod rękę, ale żadnej pstrokacizny, czy dziwnych krojów. Wystarczą mu ciemne dżinsy i zwykła koszulka, choć ta normalność i nieoryginalność jego ubiorów wynika bezpośrednio z faktu, że często musi nakładać garnitury. Nosząc pełen strój galowy z taką częstotliwością jak on, niejednemu odechciałoby się nosić takie także na co dzień.

Charakter


No, to zaczynamy.
Widzicie tego mężczyznę przy fortepianie? Gra, jakby nic innego na świecie nie istniało. Jest poważny, skupiony i pełen profesjonalizmu. Uderza w klawisze z największą precyzją, doskonale wie, jaki dźwięk usłyszy za chwilę i wydaje się, że to on kontroluje całe otoczenie, jak zaklinający węże Hindus wprawiając słuchaczy w stan, w którym sam się znajduje.
Widzisz tego mężczyznę na scenie? Uczy dzieci śpiewu, więc pokazuje im, na specjalne życzenie, jak śpiewa arię operową. Lubi śpiewać. Umie śpiewać. Jednak ciebie śpiewać nie nauczy bez kolejki - dzieciaki mają pierwszeństwo. Wieczorem możecie iść do klubu, gdzie dostał parę groszy za wystąpienie w ramach zastępstwa za pierwszy wokal w zespole grającym tam koncert. I drze się jak nienormalny, a o tym śpiewaku operowym on sam już dawno zapomniał, bo przecież to było rano, to już jest nieważne, teraz ma w repertuarze punk rock - przecież nie pozwoli ci się zanudzić w jego towarzystwie.
To chyba koniec opowieści o jego dwóch (z trzech) największych pasjach życia i tego, jaki jest Bastian w trakcie ich wykonywania. Kiedy coś go zachwyci, kiedy uważa, że coś ma cel i sens, porywa się na to całym sobą, nie rozprasza i nie poddaje, aż osiągnie zamierzone rezultaty. Muzyka ma w jego życiu szczególne miejsce, to więcej niż pewne, chociaż nie jest też tak, że grając na fortepianie możesz zacząć w niego celować różdżką i cię nie zauważy. Zauważy, krzyknie "W dupę sobie to wsadź" i będzie grał dalej.
A no właśnie, chyba gdzieś w trakcie tego pompatycznego opisu zaginął istotny fakt z jego charakteru - jest narwany. I sarkastyczny. Czasem można odnieść wrażenie, że jego język trzeba by było wyparzać tysiąc razy a i tak by to niewiele pomogło oduczyć się mu trzymać go za zębami. Jeśli ma coś do powiedzenia, to to powie i tak średnio go będzie obchodzić, czy wrażliwa księżniczka (lub książę) się za to obrażą.
Poza tym nienawidzi głupich ludzi. Tylko żeby nie zostać tu źle zrozumianym - głupich, w sensie mędrkujących bez żadnej sensownej argumentacji, albo jeszcze gorzej - używających sformułowania "bo tak". Jeśli ktoś nie potrafi wypluć z siebie dwóch logicznych zdań wyjaśniających stanowisko w jakiejś sprawie, to Bastianowi mózg zaczyna się rolować do samego żołądka.
Ogólnie jest raczej śmieszkiem, nie obejdzie go totalnie każda słaba ocena, czy nauczycielskie wrzaski w ramach wyjaśnienia jakim jest debilem, bo czegoś nie umie, żyje sobie bez stresu i wydawać by się mogło, że jedynym, o co dba jest fortepian, nauka śpiewu z dzieciakami i jego przyjaciele. W gruncie rzeczy jest to racja, bo Bastian jest ostatnią osobą, która by się przejmowała pierdołami, ale... Od kilku lat chce zostać uzdrowicielem. Ściślej, odnalazł swoją misję życiową w ratowaniu życia innym i ten cel bardzo kształtuje jego charakter. Mógłby (i to robi) olać zaklęcia, numerologię, historię magii, magiczne sporty, ale uzdrawianie to coś, czego nie potraktuje po macoszemu. Toteż o ile na większości lekcji zastaniesz go w pozycji półleżącej, ewentualnie czytającego jakąś książkę albo nuty, to na uzdrawianiu, eliksirach i zielarstwie siedzi w pierwszej ławce.
Podsumowując - ma swoje pasje, które są dla niego najważniejsze i podchodzi do nich nad wyraz ambitnie, ale tak ogólnie to równy, beztroski z niego gość - jeśli cię oczywiście lubi. Jeśli nie jesteś w tym zaszczytnym gronie to możesz się spodziewać wyszukanych sarkazmów na swój temat (no dobra, niewyszukanych też) a jak będziesz za bardzo pyskował to jeszcze ci da spróbować, jak smakuje jego but. Nie bije pięściami, bo jest pianistą, kopie jak koń. Wyżej pasa trudno mu jednak sięgnąć, więc... Sam rozumiesz, lepiej nie.

Historia

Historia tego pięknego kawalera zaczyna się w mlekiem i miodem płynącej Serkolandii, przez niektórych laików nazywanej też Szwajcarią. Rodzice Bastiana, urocza Ester i poważny, ale tylko z wyglądu i z imienia Ludwig, mieszkali tam dobre kilka lat, nim urodził się ich pierwszy - i jedyny - syn Bastian. Fajnie było, bo w Serkolandii ludzie są uśmiechnięci, bogaci i chłopak zanim poszedł do szkoły ogarniał już wszystkie najfajniejsze cukiernie w swoim mieście. Jego rodzice byli trochę zakręceni, ale ogólnie zakochali się po uszy w swoim synku, który w momencie przypadkowego usunięcia szybki frontowej w akwarium (owszem, woda z rybkami wylała się po całym salonie), został już całkiem ich największą perełką. W końcu, uff, nie charłak, prawda? A przepraszam, nie największą. Największą perełką jego rodziców była młodsza siostra Bastiana, ale to jest opowieść na inną historię...
W każdym razie list dostał naturalnie z Trausnitz i tam też spędził swoją edukację aż do owutemów, będąc typowym Bastianem okrągły rok w rok, ucząc się pilnie uzdrawiania, zielarstwa i eliksirów. Na resztę nawet gdyby chciał, to nie miałby czasu, bo od siódmego roku życia uczył się śpiewu i gry na fortepianie, czego nie chciał rzucić po wyjeździe do Niemiec. Miał tam nawet ułatwione zadanie, bo jego babka od strony matki była śpiewaczką operową w Monachium i Bastian mógł dzięki niej bez problemu przenieść się ze szkoły muzycznej w Szwajcarii do tej niemieckiej.
Owutemy zbiegły mu się z egzaminami z teorii muzyki i gry na fortepianie, więc szału nie było, ale mężczyzna nawet nie miał kiedy się tym przejąć, bo zanim poszedł na studia, dostał propozycję nauczania mugolskich dzieci śpiewu. Nie przeszkadzał mu fakt, że nie były czarodziejami, bo w końcu muzyka dotyczy każdego i nie ma znaczenia, jaka krew w nim płynie (choć w żyłach Bastiana ewidentnie płynęły nutki, a nie tam jakaś mainstreamowe krwinki). Przez zamieszanie z tą misją nauczycielską i przez ogarnianie pracy związanej z graniem na fortepianie, przede wszystkim jako akompaniament, nie przemyślał do końca wyboru studiów i z rozpędu został w Niemczech. Tylko, że to nie było to, czego oczekiwał po tych studiach. O ile jeszcze w szkole dzieciaki nie były tak depresyjnie pedantyczne i drobiazgowe, o tyle ludzie na studiach już zaczęli dawać mu w kość. Został do końca roku wyłącznie ze względu na bibliotekę uniwersytecką, którą przerzucił przez ten czas od góry do dołu z zakresu urazów pozaklęciowych i finalnie doszedł do wniosku, że może powinien się zacząć rozglądać za jakimś powiewem świeżości, żeby nie zakończyć swojego i tak nudnego żywota u Niemiaszków z corocznymi wakacjami w krainie wiecznych serków.
Okazja nadarzyła się już w lutym, kiedy to dostał propozycję akompaniowania w operze londyńskiej, co naturalnie było dla niego wystarczającym powodem, żeby się przenieść. Musiał więc niestety zrezygnować z nauczania niemieckich dzieci śpiewania, ale doszedł do wniosku, że po pierwsze w Londynie dzieci też na pewno chcą umieć śpiewać (przynajmniej niektóre), a po drugie Wielka Brytania otworzy przed nim trochę więcej drzwi, jeśli chodzi o inne gatunki muzyczne, niż klasyka. Już będąc w Niemczech był wynajmowany przez zespoły rockowe na wokal, kiedy ich własny zachorował, czy też, mniej eufemistycznie, zachlał i nie dał rady śpiewać, ale to raczej były epizody, niż faktyczne prace. Jednak w ramach bycia odpowiedzialnym i przewidującym Bastianem w momencie, w którym dostał się do londyńskiej opery zgłosił także swoją skromną osobistość do jakiegoś studia muzycznego w Londynie - tak na wszelki wypadek, a nuż komuś będzie potrzebny jego głos. Do Londynu dotarł od razu po zakończeniu roku w Trausnitz, dosłownie z dnia na dzień przenosząc się z kraju do kraju. I od razu poczuł, że ta decyzja była strzałem w dziesiątkę.
Jednak to w Niemczech postanowił też skończyć wszystkie kursy i staż, jakoś nie mogąc przekonać się do londyńskich organów administracyjnych, ale też dlatego, że trochę obawiał się bycia totalnym debilem w Hogwarcie. Bardzo mu zależy na byciu uzdrowicielem w przyszłości i wszyscy jego znajomi są tego świadomi, dlatego od studiów muzykę traktuje raczej jako hobby, całą swoją energię przeznaczając na rozwój w kierunku kariery lekarskiej.
Ta jego historia to naprawdę żaden porywający poemat, bo w istocie Bastian jest zwykłym facetem. Zwyczajnie się uczył, zwyczajnie jeździł co rok na wakacje do Szwajcarii, zwyczajnie grał w wolnych chwilach na fortepianie i śpiewał, i całkowicie zwyczajnie postanowił, że jego życiowym celem jest bycie uzdrowicielem. Jakkolwiek by cię bowiem nie zmieszał z błotem, jakichkolwiek najgorszych przekleństw byś z jego ust nie usłyszał w stronę swojej osoby, jeśli będziesz leżał i się wykrwawiał po Setumsemprze, Bastian byłby pierwszą osobą, która rzuci się z pomocą. Aha, jeśli okaże się jednak, że symulujesz, to cię kopnie w zad i wróci czytać książkę o uzdrawianiu.

Rodzina


♣ Ester Lenz - mama, półkrwi kochany, uroczy obywatel Serkolandii, pracuje jako magipsychiatra, ale też ładnie śpiewa. Jest bardzo dumna z syna, choć ma ochotę czasem kontrolnie wsadzić mu głowę do piekarnika za jego charakter. Równa z niej babka, tylko może trochę szalona, jednak trudno się dziwić, skoro na co dzień spotyka się z prawdziwą "śmietanką" czarodziejskiego świata.
♣ Ludwig Lenz - ojciec, również obywatel Serkolandii. Właściciel największej cukierni czarodziejskiej w Zurychu i prorok imienia. Nie, Bastian nie odziedziczył po nim nawet promila umiejętności w tym zakresie, jasnowidztwem wykazuje się tylko wtedy, kiedy musi policzyć, po ilu drinkach będzie leżał na stole.
♣ młodsza siostra, ale ona jest nieistotna. To znaczy, Bastian ją bardzo kocha, oczywiście, ale to jego karta, a nie jej, no nie?

Ciekawostki


♣ od siódmego roku życia gra na fortepianie i śpiewa. Uczył się w szkole i śpiewania i gry, zdał egzaminy, ma z tego papiery, więc czasem zdarza mu się zarabiać za to pieniądze.
♣ chce zostać uzdrowicielem. Nie jest jakimś geniuszem, ale ma we krwi poczucie pomagania innym. Kiedyś na zajęciach zasłabł mu mugolski dzieciak. Kiedy zabrał go do szpitala, zastał go ogrom cierpienia i bezsilności wśród lekarzy nie-magów. W sali, do której położyli jego ucznia leżała też jakaś dziewczynka, okropnie chora. Uzdrowił ją zaklęciem i miał przez to sprawę w sądzie magicznym w Monachium. Uniknął odpowiedzialności dzięki nadzianej rodzinie, ale gdyby go zapytać, czy zrobiłby drugi raz to samo, bez wahania złamałby prawo raz jeszcze, żeby uratować tę dziewczynkę.
♣ jak się zakocha, to już na amen. Na amen. Jednak - bros before hoes, jak coś.
♣ lubi czytać książki, czyta bardzo dużo i bardzo szybko, jednak od początku studiów są to w większości książki medyczne.
♣ przepada za słodyczami i ma do nich całkiem niezły dostęp - jego ojciec posiada największą cukiernię w Zurychu! Bastian zaprasza na czekoladki!
♣ możesz mówić do niego Bastian, Bas, Kai i Serek. Możesz go też nazwać Niemiaszkiem, ale tylko wtedy, gdy masz za dużo zębów i nie masz na dentystę. Tylko się nachyl, bo może nie kopnąć tak wysoko.
♣ Często przedstawia się drugim imieniem, bo dla niego "Bastian" jest bardzo sztywniackim imieniem i brzmi dobrze wyłącznie, kiedy wywołują go w operze do fortepianu.
♣ nie jest wybredny i niewiele niedogodności mu przeszkadza, więc właściwie nie wiadomo, czym mu podpaść. Wiadomo natomiast, czym zyskać jego przychylność - musisz myśleć logicznie, to jest absolutnie najważniejsze. Długo, długo potem jest umiejętność robienia dobrej szamy. Kanapki też mogą być.
♣ od kiedy na poważnie myśli o byciu uzdrowicielem, o wiele bardziej dba też o siebie. Nie pali, prawie przestał pić i ćwiczy, głównie po to, żeby dawać dobry przykład.
♣ zna angielski, no błagam, wszyscy znają angielski, ale jeśli zaczniesz bredzić o jakichś teoriach kwantów to zacznie śpiewać "99 Luftballons", żeby cię zagłuszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 91
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14564-florence-henderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14577-florence
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14574-florence-h
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14575-florence-henderson




Moderator






PisanieTemat: Re: Bastian K. Lenz   Nie Cze 25 2017, 20:18



RAVENCLAW!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Bastian K. Lenz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Bastian J. Nott

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
karty postaci
 :: 
karty studentow
-