IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Światynia Asklepiosa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 416
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 686
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Światynia Asklepiosa   Sob Lip 01 2017, 18:54


Świątynia Asklepiosa


Niewielka świątynia poświęcona greckiemu bogowi sztuki medycyny, Asklepiosowi, znajduje się tuż nad jeziorkiem, w którym pływają różne słodkowodne żyjątka. Nieopodal znajduje się przywiązana do drzewa łódka. Oczywiście można dostać się do świątyni naokoło piechotą, jeśli jednak chciałbyś urozmaicić sobie zwiedzanie, droga wolna (tylko odstaw łódkę z powrotem na miejsce!).
Sama świątynia jest dobrze zachowana, prawdopodobnie została odrestaurowana. Z zewnątrz zdobią ją wysokie kolumny, na dachu znajduje się kilka rzeźb ludzkich. W samym centrum świątyni znajduje się duże popiersie samego Asklepiosa. Plotki głoszą, że dotknąwszy kamiennego ramienia, wszystkie rany na ciele zaczynają się szybciej goić.



______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known that when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Sro Lip 26 2017, 14:42

Mimo, że Ruth już drugiego dnia nad ranem udowodniła samej sobie, że wiele więcej ze swoich umiejętności pływackich nie wykrzesa, pływała uparcie codziennie, choć starała się wybierać bardziej ustronne miejsca, w których połowa uczniów Hogwartu nie będzie widownią jej żabkopodobnego stylu. Objeżdżając Lefkó rowerem dowiedziała się o położonej dalece na uboczu świątyni Asklepiosa, która podobnież otoczona była uroczym jeziorkiem, w sam raz do samotnej nauki pływania w słodkiej wodzie. Szwedka odwiedziła to miejsce dzień wcześniej, z zachwytem stwierdzając, że ze względu na jego ustronność nie tylko będzie mogła spokojnie popływać bez gapiów, to jeszcze łódka przy brzegu idealnie nadawała się do popołudniowego koktajlu z lokalnych owoców przy książce. Tak, dziewczyna mimo wakacji wciąż chętnie spędzała czas z dobrą lekturą, choć ostatecznie zrezygnowała z niej, wybierając się tego popołudnia nad jezioro, postanawiając, że właściwie takie otoczenie jest idealne do pełnego skupienia ćwiczeń zaklęć bezróżdżkowych.
Po drodze skręciła jednak do plażowego baru, gdzie, bardzo typowo dla dwudziestolatki na wakacjach, przyciągnęły ją kolorowe koktajle, mieniące się tak, jakby ktoś złośliwie dosypał do nich brokatu. Poprosiła o coś na wynos, żeby nie utylizować różdżką barowego kieliszka, choć i tak dostała ogromny, szklany puchar wypełniony po brzegi ciemnoczerwonym płynem. Może barman po prostu jej nie zrozumiał? Od tygodnia porozumiewała się z lokalną ludnością na migi, ucząc na szybko kilku najważniejszych zwrotów, ale nie była papieżem (ani Lysandrem Zakrzewskim) i nie potrafiła po paru dniach wyartykułować po grecku, że najbardziej lubi wiśnie, kawę i czekoladę, ale od biedy jeśli wrzucą jej do koktajlu jakieś mandarynki, czy inne melony to też nie będzie płakała.
I nie zastanowiło jej, że idąc już leśną ścieżką do łódki, jeszcze zanim upiła łyk koktajl pachniał tak wybitnie dobrze, że zastanowiła się przez chwilę, czy nie cofnąć się po drugą sztukę. Czuła mocną wiśnię, jakieś słodkie owoce, których nie potrafiła rozpoznać i chyba czekoladę, a sama woń wydawała się być lekko palona, jakby zamiast letniego koktajlu dostała słodki likier do kominka. I nawet wtedy, gdy w, to chyba wymaga podkreślenia, wakacyjnym drinku z greckiego baru poczuła prawdziwą kawę, nie usunęła go zaklęciem, tylko zadowolona, że jakoś udało jej się dogadać z tubylcem dostała pyszny napój do nauki.
Kiedy dotarła do łódki, kielich był już w połowie pusty, więc odłożyła go na jedną z poprzecznych desek i zajęła się próbami podnoszenia kwiatów pływających na wodzie bez pomocy różdżki. Podskakiwały ledwo o kilka centymetrów, po czym opadały ciężko na taflę, wyglądając jak skaczące żabki. Dopiero po godzinie postanowiła, że przepłynie się zwiedzić świątynię i wróci ćwiczyć, bo do wieczora zostało jeszcze trochę czasu i nie musiała się spieszyć z powrotem do hotelu. Problemem było tylko ubranie, w którym nie pływało jej się zbyt wygodnie, więc żeby nie cyrkować z transmutowaniem ubrań w każdą stronę najzwyczajniej w świecie zdjęła z siebie letnią sukienkę, zostając w samym stroju i przepłynęła żabkopodobnym stylem, nie zanurzając głowy pod wodę do świątyni. Wychodziła z wody, kiedy usłyszała trzask łamanych gałęzi pod czyimiś nogami i gwałtownie obróciła się, celując w przybysza różdżką. Jakie było jej zaskoczenie, kiedy nieproszonym gościem nad jeziorem okazał się – ponownie – profesor Dear. Tym razem wyglądał jednak inaczej…
Ruth musiała przyznać, że choć nauczyciel oczywiście był przystojny, trochę ją jego aparycja peszyła. Zakochiwała się w smukłych blondynach lub szatynach, o delikatnych, lekkich rysach twarzy, bo sama mniej więcej miała podobny typ urody, a bruneci z ciemnymi oczami prawdę mówiąc nieco ją przerażali. Liam miał w dodatku niesamowicie przenikliwe spojrzenie i gęste, czarne brwi, przez co Ruth czasem odnosiła wrażenie, jakby przeszywał uczniów na wylot. A poza tym miała Doriena i nie oglądała się za innymi mężczyznami.
Teraz jednak najstarszy Dear wydał jej się tak idealny, że zapomniała o Dorienie, o przyjaciołach i o całym bożym świecie – istniał tylko Liam i jego rzeźbiona sylwetka po drugiej stronie jeziora. Opuściła różdżkę, ale nie przeszkadzało jej już, że ponownie stoi przed nim w samym stroju kąpielowym. Przeszło jej przez myśl, że mogłaby go przyciągnąć zaklęciem przez magiczną linę, albo przelewitować do siebie i zasypać pocałunkami, ale bała się, że jeśli chybi, to nauczyciel odejdzie, a w tej chwili nie życzyła sobie nic poza wpatrywaniem się w jego piękną twarz. Była tak zajęta układaniem sobie w głowie przyjemnych chwil z Liamem, że nie wpadła na to, że ten stan jest chorobowy. Nie zapaliła jej się kontrolna lampka, kiedy piła barowy koktajl, a powinna – to było bardzo logiczne, że idący na łatwiznę barman nie wiedząc, co chce dziewczyna dolał do koktajlu amortencji, która pachniała najbardziej lubianymi przez danego czarodzieja zapachami. Mało tego, nie przypomniało jej się też, że właściwie to nie barman podał jej drinka. Tak się spieszyła, że w końcu zapomniała tego kieliszka i.. otrzymała go od siedzącego wtedy przy barze rzeczonego nauczyciela transmutacji (to  cud, że jednak od tego młodszego, bo dzieci po Pattonie podającym uczennicom amortencję byłyby taką kwintesencją zła, że Voldemort przy nich wyglądałby jak adept szkółki niedzielnej). Liam, pewnie również nieświadomy niczego podał spieszącej się Ruth koktajl, a ta, dziękując w locie pobiegła w swoją stronę, znikając tak szybko, jak się pojawiła.
Barowe koktajle z amortencją czasem działały tak, że zakochiwało się na chwilę w osobie, na którą się spojrzy. Ruth jednak z racji fatalnego nieporozumienia z barmanem dostała stary, esencjonalny wywar a teraz ofiara tej koszmarnej sytuacji stała od niej o szerokość jeziora. Liam miał teraz jeden zasadniczy problem – Ruth nie była Ronem Weasleyem, ani nawet Williamem Walkerem. Kiedy się zakochiwała, szła po swoje, rozjeżdżając przeszkody jak taran. Nie przytulała poduszki na kanapie, zawodząc, jaki jej ukochany jest wspaniały i idealny, tylko działała. Działała w Sztokholmie, kiedy spotkała Mikkela i miesiące później, gdy byli już parą. Działała w archiwum, na strzelnicy, u siebie w mieszkaniu i w Brighton, gdy zalewała ją miłość do Doriena. A teraz stał przed nią ktoś, czyje usta, dłonie i przyjemny, lekko drapiący zarost chciała natychmiast poczuć na swojej skórze. Innymi słowy – to nie była amortencja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Sro Lip 26 2017, 15:20

Liam uwielbiał wakacje. Kiedy był jeszcze dzieckiem, to szczerze ich nie znosił. Musiał wrócić do Brighton, które było nudne i nadęte, tak jak ogólnie jego rodzina. Nie lubił tego domu, w którym na każdym kroku można było natknąć się na rodziców. Jego jedynym pocieszeniem za lat nastoletnich był wuj, który to pomagał mu opanować sztukę animagii. Dear i tak wolał siedzieć w Hogwarcie, w wieży Ravenclaw lub na błoniach, gdzie czytał o swoich zainteresowaniach, albo ćwiczył. Potrafił siedzieć pod wielkim dębem nawet w największy mróz, aby tylko po raz kolejny spróbować zmienić się w zwierzę. Czas wolny jednak przepełniony był wzdychaniem nad Dorienem, który chyba już nawet przez przypadek wszystko robił idealnie. Liam zatem próbował uwolnić się od Dearów tak szybko, jak tylko dostał okazję - i z osiągnięciem pełnoletności mu się to, oczywiście, udało. Wtedy polubił wakacje, kiedy mógł podróżować, zapomnieć o pracy i zmartwieniach. Teraz rozkoszował się każdą chwilą spędzoną na plaży, nad chłodnym piwem, na opustoszałej leśnej ścieżce. Z racji tego, że w pokoju trafił mu się mało urokliwy współlokator (Fairwynowi ciężko było odmówić ładnej aparycji, ale gdy charakterek wychodził na wierzch, to i tak przypominał bardziej goblina niż czarodzieja), nie spędzał w przysłowiowych czterech ścianach zbyt wiele czasu. Wykręcał się jedynie przed drugim profesorem, że zniknął na noc bo dorwał jakiś nocny rejs po okolicznych wodach (podczas gdy w rzeczywistości spał jako nietoperz na drzewie). Chodził do tawern, gdzie próbował greckich przysmaków, a wieczorami wcale nie żałował sobie metaxy albo ouzo, które tak tutaj zachwalano - w końcu nie spodziewał się, aby trafiło mu się więcej okazji do spróbowania czegoś tak regionalnego. Nic zatem dziwnego, że można było spotkać go nie tylko grzecznie czytającego przy pomniku kogoś niesamowicie sławnego i ważnego, ale również w barze. Tego dnia akurat planował wybrać się na jakiś dłuższy spacer, ale ze zwykłego lenistwa nie udało mu się tego załatwić od razu. Siedział akurat nad najzwyklejszym w świecie sokiem owocowym, kiedy przy barze pojawiła się jego była uczennica - nie zwrócił na nią większej uwagi, zaabsorbowany powieścią, która przed nim leżała. Barman jednak się guzdrał, chyba nie potrafili się dogadać... Ruth chyba się spieszyła, a Liam należał do osób pomocnych. Pogonił barmana na tyle ostro, że nawet bariery językowe nie miały znaczenia, a potem zabrał mu tego nieszczęsnego drinka i podał go pannie Wittenberg. Podziękowanie dostał marne, ale nie spodziewał się niczego więcej. Ważne, że sprawa została załatwiona, a on mógł dalej zgłębiać opowieści o tragicznych skutkach eksperymentów z zaklęciami transmutacyjnymi. W barze jednak zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi, a Dear nie miał ochoty na siedzenie w większym gronie, toteż wyniósł się stamtąd średnio zadowolony. Wyruszył na spacer i zawędrował aż na wyspę Agrios. Miał wrażenie, że to miejsce jest o wiele bardziej dzikie i intrygujące, niż Lefkó przepełnione turystami cykającymi zdjęcia na każdym kroku. Tędy również wieczorami częściej przelatywał, ale ciężko mu było rozeznać się w terenie, ponieważ nie oszukujmy się, perspektywę miał zupełnie inną. Upał doskwierał wyjątkowo, toteż mężczyzna zrezygnował z męczenia się w koszulce (pomniejszoną zaklęciem schował do kieszeni i tyle). Był już prawie pewien, że się zgubił, kiedy nagle dostrzegł przed sobą czarujące jezioro, po którego drugiej stronie znajdowała się bardzo malownicza i bardzo grecka budowla. Uznał szybko, że jest to miejsce bardziej charakterystyczne niż "obok porośniętego mchem konara", dzięki czemu może uda mu się odnaleźć i jakoś wróci do hostelu lub jego okolic. Zanim zdążył podjąć tego typu decyzję, dostrzegł stojącą po drugiej stronie jeziora postać i, Merlinie, to była znowu Ruth. Uniósł ręce w żartobliwie obronnym geście, widząc różdżkę spoczywającą w jej dłoni.
- Uwierzysz, że to kolejny zbieg okoliczności? - Zapytał głośno, a nad wodą głos się niesie, więc dziewczyna nie powinna mieć problemu ze zrozumieniem jego słów. Zerknął na łódkę, później na wodę, a potem na ścieżkę, którą widział pomiędzy pobliskimi drzewami - wszystkie te sposoby przedostania się do świątyni i Ruth zdawały mu się być zbyt długie i nużące. Zmienił się zatem po prostu w nietoperza, przeleciał nad jeziorem i już jako człowiek przystanął na brzegu, uśmiechając się do dziewczyny wesoło. Nie sądził, że aż tak polubi jej towarzystwo. Powinien zapewne zachowywać większy dystans, ze względu na swoje beznadziejne relacje z Dorienem, ale szczerze uważał, że Ruth zasługuje na lepsze traktowanie. Nie chciał patrzeć na nią jak na dziewczynę brata, tylko jak na bystrą (i ładną) czarownicę. - Prawdę powiedziawszy nie wiem nawet, co to za świątynia... - Przyznał, głównie w celu zagajenia rozmowy i zorientowania się, czy jego towarzyszka w ogóle ma ochotę na rozmowę. Starał się nie zwracać uwagi na fakt, że teraz nie tylko ona ma kostium kąpielowy, ale jemu brakuje górnej części stroju - są wakacje, przebywają w Grecji. Nie ma czym się martwić, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Sro Lip 26 2017, 19:59

Och, to zdecydowanie nie mógł być zbieg okoliczności.
Prawdę mówiąc Ruth jasność postrzegania znacznie się wyostrzyła pod wpływem niebezpiecznego eliksiru i miała w głowie kilkanaście, jeśli nie więcej odpowiedzi na komentarz Liama, ale prócz zawadiackiego uśmiechu nie zrobiła kompletnie nic. Dla niej Dear był teraz małą muszką, którą ona koniecznie chciała złapać w swoje kleiste liście o odurzająco słodkiej woni. Zamieniła się w łowcę, który nie popełnia błędów i każdy krok, jaki wykonuje jest przemyślany i precyzyjny, skrupulatnie przybliżając do ofiary, w której pysznym ciele może zatopić swoje kły. Wystarczyło jej jedno machnięcie różdżką, żeby podczas jego lotu na drugi brzeg przetransmutować swoje skąpe ubranie w krótkie dżinsowe szorty i dość ciasnawy top zapinany na szereg guzików z przodu. Przygryzła sugestywnie wargę, kiedy znalazł się niebezpiecznie blisko niej i w odpowiedzi na jego zdanie o świątyni bez ostrzeżenia wplotła dłoń we włosy nauczyciela i zastygła w długim, zachłannym pocałunku.
Oderwała się odeń dopiero po chwili, patrząc na Liama błyszczącymi oczami i chwyciła jego dłoń, kładąc sobie na talii i przesuwając nieznacznie w górę, tak, że palcami mógł wyczuć miejsce, w którym klatka dziewczyny unosiła się do góry.
-Długo mam jeszcze czekać? – zapytała zadziornie. Oczywiście robiła to tylko ze względu na działanie eliksiru, paplając najskuteczniejsze manipulacyjne teksty, żeby tylko dopiąć swojego celu, nieświadoma, że brzmi, jakby dawno temu chciała mu to powiedzieć i znudziła jej się już ta kurtuazyjna gra, którą prowadzili.
-Jeśli nie wiesz, to może warto, żebyś ją zwiedził… - dodała po chwili, przesuwając wolną dłonią po jego nagim torsie, wciąż dzierżąc w niej różdżkę, skierowaną grotem w stronę jego szyi. Czarne, hebanowe drewno niebezpiecznie prześlizgnęło się po skórze mężczyzny, jak wąż sprawdzający, ile zniesie ofiara przed jej finalnym ugodzeniem. Dziewczyna oderwała rękę i uśmiechnęła się słodko, oblizując wargi, po czym przysunęła usta do ucha Deara, policzkiem ocierając się o jego drapiący zarost. – Ale byłoby mi bardzo przykro, gdybyś zostawił mnie tu samą – szepnęła tak, że mógł poczuć jej ciepły oddech na szyi a guziki bluzki zaczęły nieznośnie wbijać mu się w skórę. I cóż począć, kiedy kobieta tak ładnie prosi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Sro Lip 26 2017, 20:19

Łatwo było zbagatelizować tajemnicze spojrzenie Ruth. Liam rozproszył się poprzez zmianę w nietoperza, potem z kolei potrzebował chwili aby skończyć podziwiać nowy strój swojej towarzyszki, a następnie rozglądał się z zainteresowaniem, przejeżdżając wzrokiem po każdym zagłębieniu kolumny świątyni. Z ręką na sercu mógłby przyznać, że zupełnie nie spodziewał się, aby miało się przytrafić tutaj coś szczególnie fascynującego lub po prostu dziwnego. Sądził, że porozmawiają chwilę, a potem się rozejdą. Ciekaw był, czy Wittenberg trenowała tutaj pływanie - i jeśli tak, to jak jej idzie? Mogła jednak wybrać się tutaj na zwiedzanie, albo szukać zacisznego miejsca. Zanim miał szansę dowiedzieć się czegoś w tym temacie, dziewczyna się na niego rzuciła. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, dla Deara właśnie tak to wyglądało. Przez pierwsze dwie sekundy przekonany był, że Ruth z jakiegoś powodu go atakuje i dlatego jego dłoń od razu pomknęła do kieszeni, gdzie miał różdżkę. Skołowany zastygł w bezruchu, ponieważ jego napastniczka miała bardzo ciekawy sposób na traktowanie ofiary. Zmroziło go do tego stopnia, że nie dał rady odsunąć ani siebie, ani jej. Tkwił więc tak, lekko pochylony, pozwalając aby alarm w jego głowie się uspokoił. Nie mógł uznać, że jej delikatny ale zdecydowany dotyk nie jest przyjemny. Nie mógł wmówić sobie, że wcale nie ma ochoty oddać pocałunku. Jakkolwiek złe by to nie było, w tej jednej chwili chciał przytrzymać Ruth przy sobie i rozkoszować się każdą sekundą, w której czuje jej miękkie wargi na swoich. Nie ruszył się zatem przez cały czas trwania pocałunku, co zresztą w jego głowie trwało króciutką chwilę. Gdy się odsunęła, znowu zaczął panikować. Serce próbowało wyrwać mu się z klatki piersiowej, a umysł kompletnie zgłupiał. Patrzył z zaskoczeniem na ciemnowłosą, czekając aż poinformuje go ona, że to tylko żart (wyjątkowo nieśmieszny).
- Ruth, co ty... - Zaczął, ale jakoś tak zgubił oddech, kiedy pokierowała jego dłoń na swoje ciało. Zamrugał kilkakrotnie, próbując zebrać myśli - ale naprawdę było to trudne, gdy przystawiała się do niego tak śliczna dziewczyna. Jeszcze większe zaniepokojenie ogarnęło go w chwili, w której poczuł różdżkę Wittenberg na swojej szyi. - To chyba nie jest najlepszy pomysł - wyrzucił z siebie w końcu, ale w tej samej chwili Ruth znowu się przysunęła. Pod wpływem drażniąco ciepłego oddechu Szwedki przeszedł go przyjemny dreszcz. Przymknął powieki, pozwalając sobie na pół sekundy zadowolenia. Później odsunął się łagodnie, tak aby zerwać każdy kontakt cielesny z partnerką swojego młodszego brata. Niezbyt wiedział co jeszcze powiedzieć, więc tylko pokręcił powoli głową, jeszcze bardziej się cofając.
Ruth była śliczna, inteligentna i niesamowicie kusząca - gdyby tylko nie spotykała się z innym Dearem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Sro Lip 26 2017, 22:13

Po wypiciu eliksiru w dziewczynie uaktywniło się jakby drugie istnienie. Istnienie, które posiadało jej ciało, jej gesty, nawet jej przyzwyczajenia, ale było sprytniejsze, o wiele częściej sięgało po zdolności analityczne dziewczyny i przekuwało je w taktykę, która prowadziła do jednego, zasadniczego celu. Wygranej w tej grze i zdobyciu tego, czego tak bardzo teraz pożądało.
Usłyszawszy swoje imię spojrzała mężczyźnie w oczy, ale nie zareagowała ciałem inaczej, nawet się minimalnie nie wzdrygnąwszy. Pociągała za sznurek, żeby za chwilę rozluźnić uścisk, choć jednocześnie tylko wrażenie, że wystraszy Liama powstrzymywało ją od rzucenia się na profesora. Była obsesyjna w każdym swoim spojrzeniu, ale eliksir nie wypalił jej mózgu i brutalnie wykorzystywała swoje zdolności analizy do szybszego osiągnięcia tego, po co tu w ogóle stała.
Awaryjna lampka zapaliła się w jej głowie dopiero, gdy Dear się od niej odsunął z miną pełną wątpliwości. Czy było z nią coś nie tak? Czy miał żonę, o której nie wiedziała? Nic w tym momencie nie było tak istotne, jak poczucie jego ust na jej rozgrzanej od greckiego słońca skórze. Nic nie było tak ważne jak to, żeby oddalić od niego wątpliwości.
-Wiesz, jakie są konsekwencje względności czasu? - zapytała retorycznie, usiłując bardzo niekonkretnym i pełnym zawiłości tematem zwrócić jego uwagę na swoje błyszczące oczy. - Im szybciej się poruszamy, tym wolniej płynie - dodała po chwili, podchodząc do niego o krok sprawdzając w ten sposób, czy się nie odsunie ponownie - Kiedy działamy powoli... - zaczęła, wciąż patrząc mu w oczy, ale wciskając różdżkę do kieszeni szortów rozpięła bardzo, bardzo wolno dwa pierwsze guziki bluzki - ...można odnieść wrażenie, że wprost przelewa się przez palce - zabrzmiała miękko, mrużąc trochę oczy i kiwając głową, znów zbliżając się doń o pół kroku. - Więc jeśli chcemy go zatrzymać... - wręcz szepnęła, po czym wykorzystując, że prawdopodobnie zajęty był rozmyślaniem, cóż znów to dziewczę wymyśliło z tą całą, ponownie wpiła się w jego usta gwałtownym pocałunkiem. Tym razem oderwała się od mężczyzny momentalnie, ale na pożegnanie lekko ugryzła go w dolną wargę.
-...powinniśmy być błyskawiczni.
Uśmiech triumfu wykwitł na jej twarzy, ale nie planowała na tym poprzestać, w końcu zależało jej, żeby ostatecznie przekonać do siebie mężczyznę. - Czy sądzisz, że jeśli będziemy wystarczająco szybcy, czas zatrzyma się w miejscu? A jeśli tak, to czy możemy uznać, że to się nigdy nie wydarzyło? - zapytała, przygryzając wargę i przesunęła palcem wskazującym po swojej skórze w miejscu, które dawno powinno być zakryte materiałem bluzki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Sro Lip 26 2017, 22:37

Zaczynało robić się naprawdę niepokojąco i Liam rozważał jakąś szybką metodę ucieczki. Z drugiej strony dręczyła go myśl, że z Ruth dzieje się coś dziwnego i zostawienie jej samej nie byłoby najlepszym pomysłem. Wszystko wychodziło na to, że musi ją jakoś szybko ogarnąć, zanim zrobi coś, czego będzie później niesamowicie żałowała. W jej słowach było jednak tyle autentyczności, że ciężko było uwierzyć, jakoby przyczyną tego wszystkiego był udar słoneczny, czy jakiś tajemniczy eliksir. Co więcej, Dear uparcie twierdził, że Wittenberg nie dałaby sobie dolać niczego niepokojącego do picia, a nie siedziałaby jak idiotka na słońcu bez odpowiedniego zabezpieczenia. Nie mógł jednak zbagatelizować jej zachowania, które z pewnością wykraczało poza normę. Nie chciał martwić się, czy to on zrobił coś źle - takie myślenie bywało zgubne. Zaraz wmówiłby sobie, że w jakiś sposób narobił jej na coś nadziei. Pamiętał jednak, że kiedy w trakcie ich poprzedniego spotkania przypadkiem wylądowali w dość dwuznacznej sytuacji, żadne nie było zadowolone. Widział u Ruth szczere zakłopotanie i nie spodziewał się po niej niczego innego. Teraz jednak dziewczyna tajemniczo nie mogła się od niego odkleić, co nawet już mu nie schlebiało. Mógł nienawidzić Doriena z całego serca, ale nie byłby w stanie zachować się tak chamsko, aby wykonać jakikolwiek ruch wobec jego partnerki. Nawet, jeśli Ruth była piękna i pociągająca.
Z tego wszystkiego właściwie w ogóle nie słuchał, o czym Wittenberg mówiła. Próbował jakoś zanalizować sytuację, ale było bardzo ciężko polegać na zwykłych domysłach, których nie miał jak potwierdzić. Z jednej strony modlił się, aby ktoś tutaj przyszedł - z drugiej, lepiej aby nikt tego cyrku nie widział. Wzrok automatycznie zsunął mu się na jej dekolt, gdy tak majestatycznie rozpinała guziki. Pokręcił lekko głową, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie się dzieje. Ostatecznie znowu został zaskoczony, kolejnym pocałunkiem. Liam znowu się odsunął. Nie miał pojęcia co robić. Nie chciał jej tu zostawiać samej, nie wiedział co jej wpadnie do głowy (może była pijana? Ale nie czuł od niej alkoholu...). Nie mógł jednak ciągle dawać się tak zaskakiwać, ale jak inaczej powstrzymać biedne dziewczę? Rzucanie zaklęć byłoby wyjątkowo nieprzyjemne, tym bardziej, że serio nie wiedział, co kierowało Ruth. Ona sama nie celowała już w niego różdżką, co było dość pocieszające...
- W tym rzecz, że nic się nie wydarzyło. I nie wydarzy - odparł szybko, odwracając wzrok i wbijając go w jezioro. To było teoretyzowanie, czy ona serio coś proponowała? Bo już się kompletnie pogubił. Na Merlina, jakby chciał o tym kiedyś komuś opowiedzieć, to nikt by mu nie uwierzył. - Ruth, nie wiem o co chodzi, ale musisz się trochę opanować, bo... - Zerknął na nią, co było wyjątkowo głupie, bo przez to zapomniał dalszej części zdania. - Dorien... no...
Najchętniej po prostu zapytałby, co tu się dzieje, ale miał dziwne wrażenie, że nie otrzyma żadnej satysfakcjonującej odpowiedzi. Pozostawało mu cieszyć się, że miał na tyle siły aby ponownie się odsunąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Sro Lip 26 2017, 23:44

Zmarszczyła brwi prawie gniewnie, kiedy ponownie się od niej odsunął. Sprawiała teraz wrażenie nieco obrażonej, jakby Liam stosował napaść na jej pojmowanie własnego piękna, tak bezceremonialnie wylewając na nią kubeł zimnej wody za każdym razem, kiedy próbowała się doń zbliżyć. Nie układała w głowie życia z profesorem. Nie widziała ich uroczego domku w Dolinie Godryka, ich gromadki słodkich dzieci i pięknych kwiatów w ogrodzie. Nie zastanawiała się, czy go kocha i czy on mógłby pokochać ją. To nie była amortencja, jednak... działała tak samo silnie.
Jedynym, co czuła w tym momencie Ruth była nieodparta, obsesyjna potrzeba czucia jego dużych, mocnych dłoni na swoich lędźwiach i zasłuchiwanie się we własnych westchnieniach pośród tej popołudniowej, leśnej głuszy. Patrzyła w oczy Liama gotowa rzucić na niego zaklęcie, choć różdżkę wciąż trzymała w kieszeni krótkich szortów i miała wrażenie, że jest w stanie policzyć każdą drobinkę piasku wbijającą się w jej stopy, kiedy mężczyzna wymienił jakieś obco brzmiące imię*. Kto?
-Jaki Dorien? - niemal prychnęła z irytacją w głosie, przy czym można było w nim usłyszeć też pewne ponaglenie, przez co wydawało się, że ironizuje. Dla niej żaden Dorien się w tej chwili nie liczył, bo liczył się wyłącznie Liam. Dla samego Liama sytuacja wyglądała tak, że świadomie składająca zdania Ruth degraduje Doriena do osoby, której nie jest nawet łaskawa sobie przypomnieć. Czy coś się między nimi stało?
-To nie była odpowiedź na moje pytanie - przyznała, przenosząc swój wzrok na własny dekolt i ponownie zbliżając się do mężczyzny, lekko muskając palcami jego rozgrzane policzki.  - Nie ma nikogo na świecie, kogo bardziej niż ciebie chciałabym teraz mieć w swojej głowie - powiedziała zniżając głos do melodyjnego pomruku, ponawiając patrzenie Dearowi w oczy. - I nie istnieje żadne doznanie, które bardziej niż twoje palce pod moim ubraniem chciałabym czuć - dodała bez namysłu, jakby te słowa dawno siedziały jej w głowie. W rzeczywistości trucizna układała je za nią, a że miała całkiem sprawny taktycznie umysł za ofiarę, uciekała się do najgorszych podejść. W tym momencie Ruth zjechała paznokciami przez szyję Liama aż do mostka, zostawiając na jego skórze nieznaczne ślady, ale szybko zabrała dłoń, żeby jednym sprawnym ruchem pozbyć się pozostałych zapięć topu, który nie trzymany już przez nic opadł lekko na ziemię.
*odsyłam do zakochanego Rona w hp6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Czw Lip 27 2017, 00:37

W momencie, w którym Ruth oficjalnie zdegradowała Doriena do pozycji osoby nieistotnej, Liam dopiero zrozumiał powagę sytuacji. Ośmieliłby się zaryzykować stwierdzeniem, że pannę Wittenberg napojono amortencją, przez którą nie pamiętała o własnym partnerze. Z drugiej strony jej zachowanie było tak oczywiste i tak pozbawione jakiejkolwiek miłosnej delikatności, że nieszczególnie mu to pasowało. Dear nienawidził eliksirów i całą swoją edukację przemykał na zajęciach tak, aby nie przyciągnąć do siebie uwagi. Teraz z kolei pewnie przydałaby mu się jakaś bardziej szczegółowa wiedza na temat poszczególnych mikstur. Ruth średnio dawała mu możliwości na zebranie myśli, cały czas go czymś zaskakując i nie odpuszczając ani na sekundę. Ile tego wypiła, skoro działanie było tak mocne? Jakiś głosik z tyłu głowy podpowiadał mu, że żadna magia nie odgrywa w tym wszystkim roli. Może Dorien i Ruth to była przeszłość? W końcu wspominała, że mają problemy... Czy po rozstaniu z jednym Dearem ogarnęła ją chęć uiszczenia dziwnej zemsty? Czy Liam w jakiś sposób wpłynął na ich związek i wynikiem tego była aktualna sytuacja? O wiele łatwiej było wszystko zrzucić na eliksiry albo inne czary. Problem w tym, że pewności nie miał.
- Ruth, na Merlina. Wyjaśnisz mi łaskawie, co się tutaj dzieje? - W jego głosie pobrzmiewała stanowczość, ale bardzo ciężko było zmusić się do tego, aby pokazać to całym swoim jestestwem. Liam złapał dłoń dziewczyny, gdy ta musnęła go po policzku, a następnie odsunął ją od siebie. Martwiła go ta jej irytacja i ten upór. Nie wiedział, czego się po niej spodziewać. Jeśli do Doriena też się tak zwracała, to chyba naprawdę miał czego zazdrościć bratu... Byłoby o wiele łatwiej, gdyby jego ciało nie reagowało wbrew jego woli - nie mógł nic poradzić na to, że przebiegł go kolejny dreszcz, a mięśnie rozluźniły się mimowolnie, pragnąc więcej tego drażniącego dotyku. Miał wrażenie, że jako nauczyciel był przygotowywany do reagowania nawet w najdziwniejszych sytuacjach. Kiedy top Ruth opadł na ziemię, doszedł do wniosku, że zupełnie nie wie co robić. W pierwszym odruchu chciał po prostu jej powiedzieć, żeby się ubrała... ale coś czuł, że może to nie zadziałać. Rzucanie zaklęć również nie wchodziło w grę, ponieważ dziewczyna miała tę przewagę, że znała magię bezróżdżkową (nie oszukujmy się, Liam nie miał dokładnych informacji co do jej poziomu, a nie chciał sprowokować jakiejś dziwnej i, być może, niebezpiecznej sytuacji). Pozostawało mu jedynie spróbować raz jeszcze rozmowy... Albo raczej odrobiny manipulacji. W końcu nie próbowałaby niczego, gdyby byli przy ludziach, prawda?
Przygryzł dolną wargę i zlustrował Ruth spojrzeniem - w planach miał udać, że po prostu nie może oprzeć się jej zjawiskowej aparycji, ale właściwie, to nie było to takie w pełni udawanie.
- Hej, piękna, to miejsce publiczne. Co jeśli zobaczy nas tu jakiś zbłąkany turysta? - Uśmiechnął się szeroko, podchodząc nieco bliżej i chwytając ją lekko za dłoń. Pochylił się tak, żeby wymawiając następne słowa muskał wargami skórę za jej uchem. - A ja chcę ciebie tylko dla siebie... - Przykucnął i podniósł top, po czym podał go dziewczynie. - Chodźmy do hostelu, Ruth.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Czw Lip 27 2017, 22:59

Gdyby Ruth miała opisać tę sytuację z perspektywy samej siebie, już odczarowanej z działania eliksiru, uznałaby, że najlepiej przyrównać ją do jazdy bardzo szybkim autem na fotelu pasażera. Kierowca wydaje się być szalony, wykonując coraz śmielsze popisy, którym nie można zapobiec, ale o dziwo wszystkie okazują się być wytrawnymi działaniami, zasadniczo przemyślanymi przez prowadzącego z góry. Istotnym szczegółem jest tu fakt, że można tu było być jedynie nieprzytomnym, nieświadomym skutków tej niebezpiecznej jazdy pasażerem. A Ruth, będąc pod działaniem jednego z paskudniejszych eliksirów miłosnych była gotowa rozbić to metaforyczne auto, żeby tylko dojechać do zaplanowanego celu.
Pytania Liama były bardzo precyzyjne, ale dobrane tak fatalnie, że właściwie nie miał za bardzo jak zorientować się, że dziewczyna jest nieszczera w swoich opiniach, które wydawała z bardzo podobną do siebie śmiałością. Choć wprawdzie teraz, pod tą postacią ogłuszenia przez eliksir, naprawdę nie potrzebowała niczego, prócz Liama zostawiającego na niej swoje przyjemnie ciepłe odciski palców. To, że był jej profesorem dodatkowo ją nakręcało, czuła się jak mała, sprytna owieczka, która bardzo chce, żeby wilk wbił jej swoje kły w kark i zaniósł jako trofeum do jamy. A potem bardzo nieładnie bawił się swoim jedzeniem. Cóż, w końcu niejeden już słyszał, że jedzeniem nie wolno się bawić, ale... Kto by teraz o tym myślał?
-Hm, myślę, że jestem skłonna stać się na chwilę twoimi oczami - przyznała kokieteryjnie i po raz enty tego popołudnia oblizała spierzchnięte wargi - Stoisz na wyludnionej wyspie, przy wejściu do świątyni greckiego medyka z bardzo zniecierpliwioną dwudziestolatką, która tylko czeka, aż skiniesz na zgodę - uśmiechnęła się tajemniczo, podchodząc do niego nieco bliżej i ku jej zdziwieniu agresywna taktyka chyba zadziałała, bo nagle profesor zupełnie zmienił front. No w końcu! Ileż można czekać!
Kto teraz był jednak wilkiem, a kto owcą?
Ruth była tak zamroczona, że miała ochotę w tej chwili zerwać z Deara resztę ubrania, ale ten zaproponował hostel, który był tak daleko, że mogłaby po drodze przelecieć go ze trzy razy. Nigdzie nie idzie.
-Masz szczęście - przyznała, mrucząc słowa prosto w jego stronę i korzystając z tej intymności, jaką stworzył sam Liam przesunęła czubkiem nosa po jego szyi - ...że jestem piekielnie dobrą czarownicą.
Na jej twarzy wykwitł ponownie uśmiech wygranej. Ruth zawsze była pewna siebie i świadoma swoich umiejętności, ale nigdy podczas żadnej lekcji, ani przy znajomych, ani tym bardziej przy nauczycielach nie pochwaliła swoich własnych umiejętności. Pomijała je bez słowa, nie chcąc zrzucać na siebie jeszcze gorszych epitetów uczniów niż "wywyższająca się" i "zarozumiała", ale - o ironio - jako nauczyciel Liam nie mógł o tym wiedzieć.
-Protego totalum, Salvio Hexia, Repello Mugoletum - rzuciła kilkakrotnie z poważną miną na świątynię (zostawiając im jednak przestrzeń na wejście, które chciała zaczarować chwilę potem), bo nawet w tym fatalnym zamroczeniu wiedziała, że nie będzie w stanie zaczarować całego terenu, po czym zwróciła się ze słodką miną w stronę profesora. - Nigdy nie było i prawdopodobnie nigdy już nie będzie nikogo, kto działa na mnie jak ty - zniżyła głos, prawie się doń przyklejając. Niewystarczająco przekonany? To może bardziej precyzyjnie:
-Zawsze będziesz się liczył tylko ty, Liam.
Wprost przeszyła jego imię na wylot, przybliżając się do mężczyzny tak, że prawie stykała swoje usta z jego, ale nie pocałowała go. Nie zabrała także koszulki, tylko zniknęła momentalnie, pojawiając się za chwilę przy wejściu do świątyni i pochyliła nieco do przodu, opierając dłonie sporo nad kolanami.
Zwróciwszy jego uwagę na siebie przejechała dłońmi po wewnętrznych stronach swoich ud, po czym niespiesznie zawróciła je z powrotem do szortów. - Chyba wolałabym, żeby ocierały się o nie czyjeś policzki... - mruknęła, nawiązując do bardzo nieodpowiedniej piosenki i wyprostowała się, patrząc na Deara całkiem jednoznacznie. To zdecydowanie nie mógł być głupi żart. Ona rzadko kiedy żartowała w ogóle, a co dopiero w taki sposób. Choćby więc Liam próbował wypierać tę opcję na wszystkie sposoby, musiał przyznać, że była szczera. Do bólu. Jednak... czy to nie był przyjemny ból?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Czw Lip 27 2017, 23:44

Jeszcze chwilę temu całkiem by się ucieszył, gdyby w końcu dostał jakąś wskazówkę, cóż to za tajemnicza świątynia. Teraz jednak ta informacja była bardziej niż zbędna, bo jego cudowna towarzyszka dostała jakiegoś dziwnego napadu i zabiegała o atencję tak, jak jeszcze nigdy. Liam z kolei, obserwując jej irracjonalne zachowanie, nie mógł przestać myśleć o Dorienie, którego chyba coś, mówiąc krótko, pojebało, skoro nie ma go przy tej dziewczynie. Panna Wittenberg wyraźnie czuła się bardzo samotna! Profesorek z kolei coraz bardziej się nakręcał, że cholera, coś poszło nie tak z jego bratem, Ruth jest dogłębnie zraniona i próbuje wykorzystać spory pomiędzy Dearami, aby... aby co? Zemścić się? Namieszać jeszcze bardziej? Gdzieś przez głowę przemknęła mu jeszcze myśl o Calumie, który również mógł mieć w tym wszystkim jakiś wkład. Nie brał już pod uwagę, że była Krukonka żartuje, bo byłoby to jeszcze bardziej nierealne, niż opcja ze zranionym sercem.
Naturalnie, w ogóle nie zwrócił uwagi na ten przejaw narcyzmu, uznając go za coś w pełni normalnego. Przecież Ruth faktycznie była "piekielnie dobrą czarownicą". Bardziej zaniepokoił go jednak fakt, że durny pomysł z przechytrzeniem jej nie wyszedł, a ona dorwała się do różdżki i teraz już w ogóle miała nad nim taką przewagę, że aż szok. Przypomniał sobie oczywiście, jak niewinnie wspomniała na plaży, że Dorien o jej umiejętnościach magicznych przekonał się lepiej niż ktokolwiek inny, na własnej skórze. O ile wcześniej nie chciał w to wnikać, teraz poczuł nagłą potrzebę poznania konkretów - do czego ta dziewczyna była gotowa się posunąć, aby zdobyć to, czego chciała? Bo w tej chwili najwyraźniej chciała po prostu Liama.
Z przerażającą nawet dla samego siebie obojętnością obserwował rzucanie zaklęć, nie drgnął również na ten prawie pocałunek, a choć przez słowa Ruth kolana mu zmiękły, to ona nie miała szans się o tym dowiedzieć. Dopiero gdy odsunęła się w stronę świątyni, zaplótł ręce na klatce piersiowej i westchnął z niejakim znużeniem.
- Zabawa zabawą, ale wystarczy. Możesz już sobie darować. - Odwrócił się bezceremonialnie i ruszył pewnym krokiem przed siebie, w stronę ścieżki, którą mógł wyminąć jezioro. Nie wiedział właściwie, co chce osiągnąć. Trochę liczył na to, że jego odpychająca postawa sprawi, że ciemnowłosa się złamie i wyjawi mu, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Postawił zatem wszystkie szanse na jakiś dziwny akt desperacji. Obejrzał się przez ramię, unosząc kącik ust. - Ty chyba nie mówisz poważnie? Jakby ci to... Nie jestem zainteresowany, Ruth.
Kobieto, ty nawet nie wiesz, jak ciężko było mu wymówić te słowa. Jego ciało chyba oficjalnie go znienawidziło, bo samo najchętniej przyległoby do Wittenberg i już by się nie odsunęło - móżdżek jednak podpowiadał mu, że tak będzie lepiej. Niech Ruth go uzna za dupka i niech nie odezwie się już do niego ani słowem... Jeśli zapobiegnie to katastrofie, jaką byłaby (chyba) zdrada Doriena z jego bratem, to Liam gotów jest się poświęcić. Nie chciał dopuścić do sytuacji, w której to on jest tym złym i można zrzucać na niego winę za wszystko, co kiedykolwiek poszło źle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Lip 28 2017, 00:36

Po tym wszystkim, co zrobiła  i w jaki subtelny (choć z każdą chwilą coraz mniej) sposób próbowała go do siebie przekonać on po prostu mówił jej, że "nie jest zainteresowany"? Umysł Ruth był ograniczony w tym koszmarnym momencie i nie wiedziała, że Liam może mieć inne pobudki niż to, że kobieta zwyczajnie mu się nie podoba, co ugodziło ją w jej tak samo rozgrzane jak reszta ciała serduszko. Nie pamiętała o Dorienie i irytowało ją to, że najstarszy Dear tak się opiera, ale fakt - nie chciała tu gapiów i w tym jednym się zgadzali. Była już tak zniecierpliwiona i tak okropnie pożądała jego dotyku, że w momencie, w którym wydał ostateczną opinię dla niej faktycznie skończyły się żarty.
-Och, dlaczego mnie zmuszasz... - jęknęła, przewracając oczami i błyskawicznie machnęła różdżką w jego stronę. Nie miał kiedy jej odpowiedzieć, a co dopiero wystosować obronę - Incarcerous - rzuciła, marszcząc brwi i mężczyzna mógł poczuć, jak na jego szyi, wokół torsu i nóg owijają się nieprzyjemne liny, pętające go tak, że prawie nie mógł się ruszać. Ruth w tym momencie nie dbała o to, czy mężczyzna się przewróci i zabije - nie myślała w takich kategoriach, po prostu chciała go dla siebie. I tyle.
Na 'levicorpus' nie potrzebowała już artykulacji, żeby przelewitować skrępowanego (i pewnie żałującego, że został z nią choć na sekundę) nauczyciela do świątyni. Mimo wszystko, gdyby ktoś nieproszony jej przerwał to chybaby go zabiła - a tak, wnętrze było już zabezpieczone. Odłożyła swój "łup" miękko na ziemię i zanim rozluźniła więzy usiadła na Liamie okrakiem, wpatrując się w jego oczy wręcz ze smutkiem i rozczarowaniem.
-Prawda jest taka, że nie mogę ci się oprzeć - powiedziała, nachylając się nieznacznie i przesuwając dłońmi po jego torsie, dopiero wtedy finalizując zaklęcie, dzięki czemu Liam mógł już normalnie się poruszać. - Nie mogę przestać myśleć o tobie, o tym, jak przesuwasz palce po moim brzuchu, o twoim czubku języka na swojej szyi... - mruknęła, ale wyprostowała się i spoważniała natychmiast. Chciał prawdy, a ona chciała go przelecieć. Prosta kalkulacja, choć bardzo wypaczona przy jej ograniczonym myśleniu. Jej pojmowanie zawęziło się tylko do Liama i chyba doprowadzała do chorej, bardzo konfundującej sytuacji.
-Nie pamiętam chwili, w której te obrazy nie siedziałyby mi w głowie. Jesteś jak narkotyk, Liam. Jak cukierek owinięty w błyszczące złotko, które po prostu od zawsze chciałam zdjąć, żeby poczuć, jak rozpływasz się w moich ustach. Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości, zawsze byłeś - i będziesz - tylko ty - i twoje pociągające ciało, chciała dodać, ale to była naprawdę jej ostatnia próba przekonania go po dobroci, że ma "pokojowe zamiary". Tak bardzo chciała go dla siebie, poza tym - hej, przecież on sam powiedział przed chwilą, że myśli o niej to samo, a teraz nagle się rozmyślił? Wciąż trzymała różdżkę w dłoni, gotowa go po prostu zamroczyć, ale... nie byłoby zabawy. Jednak cierpliwość powoli jej się kończyła...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Lip 28 2017, 01:04

Proszę sobie nie myśleć, że z Liama taka bezduszna i bezuczuciowa istota, bo nic z tych rzeczy. Ruth kusiła go niemiłosiernie i musiał szczerze przyznać przed samym sobą - o ile wcześniej nawet nie odważyłby się spojrzeć na nią w inny sposób niż na zajętą (PRZEZ JEGO BRATA) dziewczynę, to teraz ledwo się opierał jej niezaprzeczalnym urokom. Była przepiękna, była kusząca i wiedziała, co powiedzieć, aby chwycić mężczyznę w swoją pułapkę. W innych okolicznościach Liam już dawno, naprawdę dawno, by się po prostu poddał. Co gorsze obawiał się, że gdyby partnera Wittenberg nie znał i nie dzielił z nim nazwiska, to w ogóle by się jego istnieniem nie przejmował - to jest, gdyby przez jego chwilę słabości miał ucierpieć randomowy Smiths (bez urazy dla żadnego Smithsa), to profesorka by to nie obeszło pewnie w ogóle.
Teraz jednak sytuacja była o wiele bardziej skomplikowana, Liam nie mógł pozwolić sobie na jakieś wzdychanie nad pięknem Ruth, ponieważ były ważniejsze sprawy... Jak chociażby to, czemu nagle otrzymuje tyle zainteresowania ze strony ostatniej osoby, którą by o to podejrzewał. Tak czy inaczej z każdą chwilą przekonywał się, że jego żałosne próby wyciągnięcia konkretnych informacji nie przynoszą odpowiednich rezultatów i tylko coraz bardziej podjudzają byłą Krukonkę. Dear dalej nie zamierzał jej zostawić tutaj samej, nie mogąc pozwolić na to, aby jego następca okazał się być słabszy. Nie chciał, aby dziewczyna popełniła okrutny błąd - a skoro mógł jakoś temu zaradzić, to czemu nie? Okazało się jednak, że Ruth faktycznie jest nieprzewidywalna i bardzo się uparła, aby osiągnąć swój cel. Nie miał szans zareagować na jej uniesienie różdżki, choć dłoń odruchowo wystrzeliła mu po jego własną. Nim zacisnął na niej swoje palce, poczuł jak pętają go solidne liny. Na chwilę stracił oddech, trochę z powodu szoku a trochę przez wbijający mu się w szyję sznur. Odruchowo spróbował wyszarpnąć się z nieprzyjemnego uścisku, ale jedynie stracił równowagę i runął na ziemię, uderzając w nią głową o wiele za mocno. Sapnął sfrustrowany. Gdyby spróbował zmienić się teraz w animaga (co byłoby uciążliwe ze względu na sam doskwierający mu ból), to najprawdopodobniej liny by go zmiażdżyły. W najlepszym wypadku skończyłby z połamanymi skrzydłami, co w ogóle go nie urządzało. Nie miał jednak czasu na rozmyślania, bo pomimo jęku wyrażającego niezgodę, nie został ocalony. Ruth ułożyła go sobie w tej świątyni i Liam faktycznie czuł się jak ofiara, z tym, że jego los miał być rozstrzygnięty nieco inaczej. Chyba wolałby już proste podcięcie gardła, niż borykanie się później z rozjuszonymi braćmi.
- Zwariowałaś? - Zapytał w chwili, w której liny go puściły i mógł normalnie nabrać powietrza w płuca. Różdżka Ruth dalej mu zagrażała, a jego dodatkowo otumaniło to uderzenie głową w ziemię. Zaczynał czuć się trochę jak ostatni idiota i naiwniak. Będąc profesorem chyba powinien wykazywać się większą zaradnością... - Skoro tak bardzo tego chcesz, czemu teraz mi o tym mówisz? - Dodał po krótkiej chwili, ciszej i z niejakim zaskoczeniem. Nie rozumiał już zupełnie niczego, w głowie mu szumiało i patrzył na tę zniewalającą (ha, dosłownie!) pannę, która to nie potrafiła odpuścić ani na centymetr. - Dlaczego wtedy na plaży nic po sobie nie pokazywałaś? Ruth, muszę zrozumieć, czemu tak nagle Dorien się dla ciebie nie liczy... - Może chciał ją przegadać, a może po prostu miał nadzieję, że jednak się czegoś dowie. Częściowo z pewnością liczył na to, że otrzyma odpowiedź, która rozwieje wszystkie jego wątpliwości i nagle wyjdzie na jaw, że hej, robi z siebie debila. Nie wiedział, jak mogłaby ona brzmieć, ale na Merlina, właśnie tego potrzebował...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Lip 28 2017, 12:44

Jego oburzenie odbiło się po ścianach świątyni, bo do uszu Ruth jakby w ogóle nie dotarło. Bardziej była zajęta kontemplowaniem jego skóry od obojczyków aż po przyjemne do oglądania wystające kości biodrowe, które żeby w ogóle zobaczyć, musiała przesunąć się niebezpiecznie nisko jego ciała. Już chybaby wolał, żeby kobieta łaskawie uziemiała go, siedząc mu na brzuchu a nie na… No, w każdym razie położenie mieli co najmniej krytyczne.
-Czy był kiedyś lepszy moment niż ten? – zapytała retorycznie z niewinnym uśmiechem, wbijając spojrzenie w jego zdumione oczy. Istotnie, gdyby teraz o tym pomyśleć, wcale nie wydawało się to takie nielogiczne. W szkole przecież nie mogła się nań rzucić bo po pierwsze nie wypadało, a po drugie nie zwracał na nią żadnej uwagi. Była grzeczną, ułożoną i nudną uczennicą, co czyniło ją niewidzialną i dla Liama i dla reszty otoczenia. A potem nastąpił zbieg dziwnych wypadków.
Najpierw napyskowała Morrisowi, czego mimo słabych ocen z historii magii nie zrobiła nigdy przez dziesięć lat edukacji, potem podpaliła dziedziniec, robiąc przedstawienie i wygłaszając tyradę asystentowi Reedowi, mimo że jej odzywanie się na lekcjach ograniczała zawsze do niezbędnego minimum. Po co? Przecież musiała sobie zdawać sprawę, że to się skończy prywatną wizytą w gabinecie Deara, opiekuna jej ówczesnego domu. A może właśnie to chciała osiągnąć?
Sprawa Doriena też była co najmniej dziwna. Byli tak skrajnie różnymi osobami (przynajmniej w oczach Liama, prawda?), że było wręcz niemożliwe, żeby tych dwoje się pokochało a przede wszystkim – żeby analityczna Ruth nie zauważyła jego podłego charakteru. Po co więc tkwiła w tym bezsensownym związku? A przyjaźń z Calumem? I w końcu – wspaniałomyślne ratowanie przed wymiarem sprawiedliwości Blaith… Fire co chwila podpalała coś bez odpowiedzialności, bo Ruth będąc jeszcze na stażu tuszowała jej wyskoki, będąc tak miłą właściwie tylko dla niej i dla sympatycznej Gemmy, dla nikogo poza tym.
Wszystko mogło sprowadzić jeden wniosek – Ruth robiła to specjalnie. Wyglądało to tak, jakby za wszelką cenę zabiegała o atencję najstarszego Deara, a nie mogąc tego osiągnąć poprzez standardowe sposoby, zaczęła łamać szkolne zasady, uwiodła jego brata, żeby wzbudzić w skłóconym z nim bracie zazdrość i w końcu zaprzyjaźniła się z DOKŁADNIE tą częścią rodzeństwa Liama, którą darzył szczególnymi względami. Przypadek?
Nie zareagowała też na pytanie odnośnie sytuacji na plaży, bo zwyczajnie przestała go słuchać. Nachyliła się do jego twarzy, ponownie zbliżając się niebezpiecznie blisko ust Liama i przylgnęła do nich na sekundę, żeby za chwilę już patrzeć na niego z wyprostowanymi plecami. Wygięła się w łuk, bardzo niebezpiecznym ruchem przesuwając biodra po jego plażowych szortach nieco do przodu i zadarła nos, patrząc teraz na Deara jakby z góry. Ponownie też powoli przejechała czubkiem różdżki po jego torsie, zaczynając pomiędzy obojczykami a kończąc na wysokości talii, jakby chciała przeciąć go wzdłuż zaklęciem. Bawiła się jedzeniem? Nie. W ramach udowodnienia, że ma „dobre” intencje odłożyła różdżkę na bok, rozbrajając samą siebie na chwilę i opuściła jedno z ramiączek góry od stroju, który miała na sobie.
-Przestań marnować czas na jakieś nieistotne pionki - rzuciła od niechcenia, zupełnie trywializując wszystko, o czym mówił, nie zwracając uwagi, że Liam zwracał się odnośnie jej prawdziwego ukochanego (podobno…) i że nazywając go, zupełnie przypadkowo dobierając słowo, „pionkiem” sprawiła, że jej działania sprzed kilku tygodni nabierały całkiem nowego sensu.
-Nikt się dla mnie nie liczy, rozumiesz? – zapytała z pełną szczerością w głosie, ale i irytacją. Miała mu opowiedzieć pięć bajek na dobranoc, żeby w końcu zdjął z siebie te spodenki? Na Melina…
W końcu też nachyliła się nad nim, żeby wyjawić prawdę o tym, co robiła od kilkunastu minut
-Zbijam po kolei wszystkie mało ważne figury, żeby w końcu dorwać się do króla. Takiej odpowiedzi sobie życzyłeś? Prawdy? Czy teraz będziesz łaskaw zdjąć z siebie resztę ubrania, czy mam to zrobić za ciebie? – rzuciła nawet znudzona.
Odnosiła się oczywiście nie do faktycznej sytuacji i błędnie wyciąganych z niej wniosków, jakoby celowo zaskarbiała sobie względy Dearów, żeby zbliżyć się do Liama, tylko do tego cyrku, który odprawiała, żeby za… zaskarbić sobie względy Deara. Jednak trzeba jej przyznać, fatalnie dobrała słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Lip 28 2017, 13:32

Serce Liama chyba uznało, że już się nie przyda i może wyskoczyć z klatki piersiowej, a w każdym razie z pewnością się do tego przygotowywało. Dear potrzebował chwili, żeby poukładać sobie wszystko w głowie i Ruth chyba wspaniałomyślnie mu ją dała, chociaż uparcie go rozpraszała. Nie mógł uwierzyć w to, ze planem tej pięknej dziewczyny było dorwanie się do niego - nie chodziło tutaj o jakąś niską samoocenę, ale po prostu zaskakiwało go, że Wittenberg była gotowa poświęcić aż tyle czasu i energii. Nie odpowiedział na jej pierwsze pytanie, gapiąc się nań z ogromnym, przytłaczającym szokiem w szarych tęczówkach. Nie potrafił uznać tego wszystkiego za coś innego niż szaleństwo, ale jak pociągające! Ruth musiała bowiem nie tylko zaplanować to całe miesiące przed zaistniałą sytuacją, dodatkowo w grę wchodziło zbliżenie się do poszczególnych osób, a to nie zawsze było takie proste. Głowa mu pulsowała i nie był pewny, czy to od uderzenia, czy z powodu natłoku niepokojących myśli. Liam nie był szczególnie naiwny, zazwyczaj wykazywał się niezłą błyskotliwością. Teraz jednak sytuacja została przedstawiona mu w ten sposób, że nie miał jak inaczej ułożyć puzzli, aby mieć gotową układankę. Mogło mu się to oczywiście nie podobać, ale... Ale wszystko pasowało. Jak przeczyć faktom? Nie przychodził mu do głowy żaden inny powód, dla którego Ruth mówiłaby to, co mówiła.
I chociaż uważał to wszystko za plan przerażający, okrutny i raniący zdecydowanie zbyt wiele osób... To jak miał teraz Ruth od siebie odsunąć? Skończył mu się już cały upór i teraz nie potrafił zmusić się nawet do odwrócenia wzroku - zagryzł wewnętrzną stronę policzka, obserwując wyginające się ciało Wittenberg. Chciał ją ignorować, pewnie, chciał to wszystko skończyć dla samej zasady, bo zachowywała się karygodnie wodząc tak wszystkich za nosy. Problem w tym, że w pewnym sensie mu się to podobało i zaczynał tracić też czujność, ledwie zwracając uwagę na fakt, że nie była już uzbrojona. Gdyby w planach miał jakąkolwiek ucieczkę, to właśnie byłaby idealna okazja...
- Ale liczą się dla mnie - mruknął, ale brzmiało to słabo i mało przekonująco. Ruth wygrywała. Wcześniej miał blokadę psychiczną, bo choć pod wpływem jej dotyku przechodziły go przyjemne dreszcze, to i tak bronił się słowami jak mógł. Teraz chyba nawet gdyby bardzo się starał, to nie dałby rady ukryć, hm, entuzjazmu, jaki Ruth w nim wywołała.
Poddał się oficjalnie zaledwie parę sekund później. Wykorzystał fakt, że dziewczyna się nad nim pochyliła i uniósł się nieco, żeby ją pocałować. Uciekał przed tym od chwili przybycia do świątyni, ale na Merlina, nie mógł już dłużej się powstrzymywać. W końcu mógł rozkoszować się jej delikatnymi ustami, wyczuwając nutkę kawy (Liam kochał kawę. Kochał. Kawę.). W końcu nie czuł się źle, przesuwając dłońmi po jej odkrytych plecach, od karku, aż po lędźwia. Nie był w stanie już odpowiadać na żadne jej pytania (właściwie, ledwo one do niego dotarły), bo coś się w jego umyśle przestawiło i nie tylko nie potrzebował wyjaśnień, ale i nie widział w tym wszystkim niczego złego. Można spokojnie nazwać to daniem się porwać chwili, bo ta chwila była niesamowicie absorbująca. Przygryzł lekko dolną wargę Ruth, jednocześnie rozpinając jej szorty.
Merlinie, co się stało z tym całym rozsądkiem?...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Lip 28 2017, 16:52

Liam, choćby nie wiadomo jak źle to wyglądało, był w całej sytuacji tak naprawdę jedną z ofiar. Ułożył puzzle w dziwny, nie przedstawiający niczego sensownego obrazek, ale jednak wszystkie elementy pasowały do siebie. Dlaczego? Otumaniona czarem Ruth nieświadomie przycinała niektóre elementy, żeby do innych dokleić jakiś fragment i tak oto dały się – choć bardzo uszkodzone – ułożyć.
Najfatalniejszym nieporozumieniem był w tej kwestii właściwie sam Dorien i jego podejrzany, wystrzelony z niczego związek z byłą krukonką. To akurat było o tyle zabawne, że nawet gdyby prawdziwa Ruth zakochała się w nauczycielu, nigdy nie zaczęłaby go uwodzić w szkolnych murach, jako uczennica. Znała Liama, ale… Liam znał (chyba) także i ją i powinien przypuścić, że była raczej typem, który żałował, że nigdy nie spróbował, a nie „próbował, żeby potem żałować”. Wydawała się być tak spokojną, zdystansowaną osobą, że wręcz niemożliwe było wyobrażenie sobie, jak uskutecznia jakikolwiek sposób na poderwanie mężczyzny, a co dopiero jej nauczyciela. Natomiast nie można było odmówić obojgu tego, że już nie była jego uczennicą i świadomość, że nawet po zakończeniu szkoły będzie dla Liama tylko „kimś, kogo kiedyś uczył”, sprawiała, że młoda kobieta mogła zacząć obmyślać bardziej wyrafinowaną taktykę zwrócenia na siebie jego pięknych oczu.
A teraz przekreślcie wszystko, co napisałam grubą, czarną linią i wywalcie do śmietnika. Ruth miała w życiu trzech facetów, w tym Mikkel był pewnym siebie, przystojnym Ślizgonem, który sprytnie i wręcz błyskawicznie przekonał do siebie urokiem osobistym cichą, bezbarwną Krukonkę, Norbert był właściwie jej dobrym kolegą, poza tym był dość kochliwym stworzeniem a z Dorienem zeswatał ją – jak to nie brzmi – pośrednio Fairwyn. Nie chciała romansu. Chciała informacje o klątwie ‘sueus’ i… jakoś tak samo wyszło. Wittenberg nie była osobą, która knuła intrygi, nie chciała zwracać na siebie uwagi, nie wygłaszała twierdzeń, że „ludzie ją nie obchodzą” i nie rozbierała się przed niemal obcymi facetami do bielizny tylko po to, żeby się z nimi przespać. A jednak Liamowi tak namieszała w głowie swoimi pokrętnymi, niespójnymi odpowiedziami, że fatalnie połączyły się one w całość i brzmiały tak wybitnie jednoznacznie, że niech rzuca kamieniem ten mężczyzna, który nie odwzajemniłby w końcu pocałunku.
Poza tym – jak sam słusznie zauważył – trwała chwila. Dziwna, absorbująca chwila, w której Ruth zostawiała słodki zapach kawy na jego ustach i błądziła rękoma po jego ciepłej skórze, komentując mruknięciem zadowolenia dotyk Liama na swoich lędźwiach. Nachyliła się nad nim ponownie, kiedy rozpiął jej wąskie dżinsy, tym razem lądując tuż przy uchu mężczyzny.
-Wiesz, miałam świetnego nauczyciela transmutacji w szkole… - szepnęła mu do ucha i sięgnęła po różdżkę i wyprostowała się znów, żeby swój strój kąpielowy i wpół rozpięte szorty przetransmutować w czarny, koronkowy komplet wyglądający, jakby ktoś pociął woalkę i obszył ją kilkoma wstążkami. Liam mógł trudzić się z rozsznurowaniem splecionej w kokardki satyny na biodrach kobiety, mógł pozbyć się zapięcia góry ręcznie, tylko… chyba nawet nie było po co. Lekko spuszone od pogody orzechowe fale opadały jej lekko na ramiona, ale Ruth szybko je odgarnęła, podciągając Liama do pozycji siedzącej (wciąż trzymając różdżkę) i przykleiła się koronką do jego ciała, zawieszając czas na chwilę w zachłannym, mocnym pocałunku. Nie bawiła się i chciała skończyć tę przydługą grę wstępną, żeby w końcu móc poczuć nie tylko jego słodki smak, ale też czyn, więc jedną rękę przeniosła na materiał pod sznurkami jego szortów, najpierw drażniąco rysując opuszkami nieokreślony kształt, żeby po chwili bez ostrzeżenia zacisnąć palce mocniej. Skutecznie absorbowała jego uwagę, nie przerywając pocałunku i wykorzystując drugą, wolną rękę, żeby, kolokwialnie mówiąc, zniknąć mu spodenki. Cóż, myślenie o tym, co za chwilę chciała zrobić i bycie zajętą przeginaniem swojego ciała lekko w przód i w tył sprawiło, że... nie trafiła.
Jednak zaklęcie zostało rzucone i po sekundzie oboje usłyszeli, jak popiersie greckiego medyka przegina się na wybrakowanym podeście (razem zresztą z całym podestem, który zamiast podstawy miał teraz dziwny, małokształtny klin) do przodu, na co Ruth błyskawicznie przełożyła rękę Liama na plecy, przechylając ich oboje w lewo i różdżką zdążając jedynie na wyhamowanie w locie i lekki skręt w prawo upadającej rzeźby.
-To będzie taki dobry seks, że bogowie już składają pokłony – zaśmiała się, patrząc na Liama zupełnie bez strachu i przechyliła swoje ciało do tyłu, ciągnąc mężczyznę za sobą.
Miał pecha. Miał pecha nie tylko w momencie, kiedy zdecydował się, że ten bezpruderyjny wytwór to prawdziwa Ruth, ale już wtedy, kiedy przeleciał do niej na drugą stronę jeziora. Gdyby uciekł, może nie byłoby tej sytuacji. Choć nic nie dzieje się bez przyczyny, prawda? Ruth, leżąc niebezpiecznie blisko popiersia, które w upadku straciło tylko nos i trochę kamiennych loków, przypadkowo dotknęła jego ramienia, na całkiem długą chwilę, bo była zajęta słodko drapiącym wbijaniem paznokci niebezpiecznie nisko pleców Liama. I teraz wszyscy zainteresowani, a w szczególności Dorien, powinni złożyć cześć temu wielkiemu bogowi sztuki medycznej, która zakrawała prawdopodobnie o magiczne uzdrowicielstwo, bo dotknięcie ramienia posągu zadziałało jak antidotum.
Aktualnie leżała w samej, bardzo sugestywnej bieliźnie pod Liamem, z ręką na jego boku niebezpiecznie zmierzającą ku przodowi. Momentalnie przerwała łapczywy, gorący pocałunek i patrząc na mężczyznę z przerażeniem zepchnęła go z siebie i zerwała się na równe nogi, porywając ze sobą różdżkę i transmutując ten kawałek koronki w luźną sukienkę od kolan po szyję już podczas wstawania.
Pamiętała wszystko tak, jakby sięgała pamięcią do filmu, w którym grała główną rolę i właśnie przed chwilą skończyli nagrywać tylko… zamiast niej była jakaś podstawiona statystka, której jednak każde słowo, każdy gest i skinienie rejestrowała jak swoje. Znała uczucie, jakie towarzyszyło ludziom po zakończeniu działania eliksiru wpływającego na psychikę, bo kiedyś dolano jej takiego do jedzenia w restauracji, ale to było kilka kropel, w dodatku zjadła dosłownie kawałeczek, a teraz? Patrzyła na Liama w milczeniu, z zaciśniętymi zębami, ale jednocześnie z przerażeniem w oczach i żalem, jakby miała mu za złe nie tylko tę sytuację, ale całe zło tego świata. Nie odezwała się ani słowem, nie poruszyła nawet o centymetr. Po prostu stała i próbowała oddychać, choć wydawało jej się, że zaraz zemdleje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Lip 28 2017, 17:20

Wcale nie spodziewał się jakiegoś knucia i dalej zaskoczony był tym, że ktokolwiek mógłby posunąć się do takiego czynu. Z wyjaśnień Ruth wychodziło na to, że celowo zaprzyjaźniła się z Calumem i celowo zaczęła spotykać się z Dorienem - a wszystko po to, aby dostać się do Liama? Zdawało mu się to być tak irracjonalne i głupie, że gdyby tylko sytuacja wyglądała odrobinę inaczej, to z pewnością by tego nie kupił. Niestety, akurat ogarnął go napad idiotyzmu i uznał, że nie stanie się nic złego, jeśli uwierzy w wersję wydarzeń, która w gruncie rzeczy mu pasuje. Skoro jest tak, jak Wittenberg powiedziała, to nie powinien czuć się źle z tym co robił, prawda?
Tak więc w całej tej naiwności po prostu sam siebie rozgrzeszył. Westchnął z zadowoleniem, gdy przetransmutowała swoją bieliznę i nawet nie próbował ukryć uśmiechu, gdy go do siebie przyciągnęła. Nie oszukujmy się, Liam większość czasu spędzał w Hogwarcie, gdzie jego życie prywatne było zepchnięte na trzeci albo i czwarty plan. Jak często przytrafiało mu się coś takiego? Nie obawiał się zatem oddawać pocałunku, pieścić łagodnie jej delikatnej skóry, ani mruknąć cicho, gdy tak okrutnie się z nim drażniła. Zostawił jej usta na chwilę, żeby teraz wargami muskać jej szyję. Nie przejmował się różdżką, którą Ruth trzymała, ani swoją, która dalej wystawała z kieszeni spodni. Zabawne, bo dopiero co kombinował, jak stąd uciec - teraz chciał, aby czas stanął w miejscu.
W pierwszej chwili nie miał pojęcia, co się dzieje - dziewczyna pociągnęła go jakoś w bok i wylądowała pod nim, a jakiś posąg wylądował na posadzce. Liam roześmiał się jedynie, po czym wrócił do całowania jej szyi i zaczął zsuwać się coraz niżej, ale ta znowu go pocałowała i...
I nagle wszystko, na Merlina, wszystko poszło nie tak. Odepchnęła go dość mocno, ale sam ten fakt przebił się do jego świadomości i Dear opadł ciężko plecami na podłogę, spoglądając na swoją towarzyszkę z brakiem zrozumienia. Dostrzegł zmianę w całej jej postawie i nawet nie chodziło o to, że przetransmutowała swoje ubrania, ani o przerażenie w jej oczach. Sam sposób w jaki stała pokazywał mu, że jest idiotą, który dał się nabrać na... Na co? Nawet nie wiedział na co.
- Ruth - zaczął słabo, bo głos mu się załamywał. Właściwie, to nie wiedział co chce powiedzieć. Usiadł powoli, ale wstać już nie miał siły. Przesunął dłonią po włosach, próbując złapać oddech i uspokoić się chociaż odrobinę. Nie zastanawiał się, czy "źle coś zinterpretował" - nie, nie czuł się winny. Wittenberg całkiem stanowczo mu wyjaśniła, co chce osiągnąć. Miał już teraz niestety pewność, że to nie było takie proste i, najwyraźniej, coś ją do tego wszystkiego zmusiło. Czuł się upokorzony do tego stopnia, że nie dał rady nawet podnieść głowy i spojrzeć na byłą Krukonkę. Schował na chwilę twarz w dłoniach, próbując zebrać myśli. - Kurwa - szepnął sam do siebie zrezygnowany, bo nie miał pojęcia, jak teraz z tej sytuacji się wyplątać. Pytać, nie pytać? - Przepraszam, ja nie... Nie... Nie wiem co tu się dzieje. - Oznajmił w końcu, a to zabrzmiało na tyle pewnie, że nieco go pocieszyło. Spojrzał na Ruth i chociaż bardzo się starał, to w jego spojrzeniu można było znaleźć trochę zarzutu. Aktualnie Wittenberg była jedyną osobą, która może mu wyjaśnić co i jak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Lip 28 2017, 18:30

Ruth miała wrażenie, jakby wszystkie jej komórki nerwowe nagle uległy dezaktywacji, bo nie potrafiła poczuć na swojej skórze nawet nieprzyjemnego mrowienia, nie mówiąc już o sukience, tak szczelnie zakrywającej teraz jej ciało. Stała, nawet nie drgnąwszy i Liam mógł dociec, że w ogóle żyje tylko po tym, że jej smutny, rozczarowany wzrok co chwila przysłaniało mrugnięcie.
Po chwili sprawiła wrażenie, jakby chciała coś powiedzieć, po lekko otworzyła usta, ale tylko zadrżała jej dolna warga i kobieta spojrzała w bok, głośno wciągając powietrze i mrużąc oczy, żeby uniknąć łez.
Nie chciała go atakować, nie myślała o tym, żeby zacząć awanturę czy zostawić Liama na pożarcie wodnych stworów przyczepionego do spodu łódki. Było jej tak ogromnie przykro, tak strasznie źle, że kiedy wróciło jej czucie stwierdziła, że serce właśnie musiało jej pęknąć, bo czuła, jak zimna krew rozlewa się wewnątrz jej ciała.
Pamiętała wszystko, ale to był film, w którym nie mogła być sobą. Pamiętała słowa, których użyła i każdy pocałunek, jaki położyła na ustach mężczyzny, dlatego kiedy ponownie odwróciła się, żeby spojrzeć na Liama, mógł dostrzec ślad po jednej, grubej łzie, która spłynęła po policzku kobiety.
-Przepraszam?  - zapytała płaskim tonem, jakby słowa w ogóle nie wypływały z jej ust - Gdybym się nie ocknęła to byś... - głos uwiązł jej w gardle, bo nie potrafiła wyartykułować mu, co by z nią... co by jej zrobił, gdyby ramię posągu nie okazało się magicznym lekarstwem. Zmarszczyła brwi, usiłując się nie popłakać i opuściła brodę.
-To eliksir. - Używała krótkich zwrotów, nie będących nawet zdaniami, bo po pierwsze nie miała siły z nim rozmawiać, a po drugie nie skojarzyła (i nie dała rady teraz kojarzyć), gdzie go mogła wypić. Dobrze jednak znała uczucie "po", więc miała sto procent pewności. Jej słowa były ciche, ale pełne tak smutnej goryczy, że nawet najpiękniejsze wakacje stawały się teraz koszmarem. Głos co chwila jej się łamał i prawdę mówiąc miała ochotę wyjść i nigdy więcej nie zobaczyć Deara na swojej drodze. - Uczyłeś mnie przez rok. Czy kiedykolwiek usłyszałeś z moich ust choć jedno zdanie podobne do tych, które mówiłam chwilę temu? - zapytała, choć to było retoryczne. Dla niej po prostu wszystko zignorował. Ba, pytał kilka razy o Doriena, a potem jak gdyby nigdy nic rozpiął jej spodnie. - Za kogo musisz mnie mieć, żeby uznać to za moją prawdziwą twarz... - przytknęła wierzch dłoni do ust, bo w tym momencie literalnie skończyła jej się zdolność mówienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Lip 28 2017, 18:50

To nie było sprawiedliwe. Nie można najpierw rzucić człowiekowi takiej, mówiąc delikatnie, napalonej dziewczyny, a potem wszystkiego zepsuć. Wzrok Liama na chwilę zatrzymał się na przewróconym posągu, przeklął więc Asklepiosa w myślach tak, że na głos chyba nigdy by tego nie powiedział. Bóg medycyny, serio? Może by mu teraz w takim razie łaskawie pomógł...
Patrzył na Ruth i zaczynał czuć się coraz gorzej, sumienie zaczęło się odzywać. Nie chciał tego, bo w gruncie rzeczy dalej uważał, że wcale aż tak tragicznie nie zawinił. To znaczy zawinił, ale ze względu na to, że sytuacja sama w sobie była szalona, to powinien być chyba traktowany trochę bardziej ulgowo, nie?
- Tak - odparł zatem po prostu, zaczynając się irytować już w momencie, w którym Ruth nie dała rady powiedzieć na głos tego, co się tutaj działo. Widział, że ledwo się powstrzymuje przed rozsypaniem i było mu jej po prostu szkoda. Kolejne słowa tylko upewniły go w przekonaniu, że dziewczyna nie jest niczemu winna. Parsknął poddenerwowany. Jakim cudem napatoczyła się na eliksir, który doprowadził ją do takiego stanu? Poważnie nie był pewien, czy to w ogóle możliwe, żeby przypadkiem aż tak zadurzyła się akurat w nim. Zatkało go jednak dopiero wtedy, kiedy Ruth zaczęła odwracać kuguchara ogonem i przerzucać całą winę na niego. Nie twierdził, że sama zrobiła coś źle, ale czego się, do cholery, spodziewała po nim?
- Czy ty mnie winisz? - Nie podobała mu się lektura "Jak zniszczyć magiczną chwilę" autorstwa Ruth Wittenberg, ale niewiele miał najwyraźniej do powiedzenia. Chętnie zdenerwowałby się jeszcze bardziej, jednak widok tak roztrzęsionej dziewczyny bardzo mu w tym przeszkadzał. Jakimś cudem te jej spojrzenia i te łzy przyczajone w kącikach oczu sprawiały, że czuł się jak prawdziwy potwór. A przecież głosik z tyłu głowy podpowiadał, że nie zrobił nic niewybaczalnego! - Nie, Ruth, nie spodziewałem się po tobie czegoś takiego i dlatego byłem na tyle skołowany, że ostatecznie mnie związałaś - nie potrafił pozbyć się tej pretensji w głosie, chociaż powinien bardziej się postarać. Chyba oboje byli ofiarami. - Przepraszam, to brzmi, jakbym cię o coś obwiniał. Nie obwiniam. - Dostrzegł na swojej klatce piersiowej czerwoną kreskę, którą zarysował czubek różdżki Wittenberg. Teraz to wszystko wydawało mu się tak nieodpowiednie, że sam chętnie przywiązałby się do spodu łódki... Wyjął koszulkę i założył ją, nieco nerwowo i niemal rozdzierając przy okazji materiał drżącymi dłońmi. Jeśli wcześniej był skołowany, to teraz już w ogóle nie wiedział co się dzieje. - Ty chyba nie masz pojęcia jak ja się czułem. - Chciałby zobaczyć ją w takiej sytuacji. Był pewny, że ta piekielnie dobra czarownica również nie wiedziałaby co zrobić - może by ostatecznie uległa, a może i nie? Przynajmniej wiedziałaby, jak bardzo starał się ją początkowo od siebie odsunąć i jak dziwiły go kawałki układanki, które mu podawała.
Dotarło do niego, że brzmi jak ostatni idiota, z lekkim opóźnieniem. Zacisnął dłonie w pięści i spuścił głowę, po czym potrząsnął nią lekko.
- Nie, nieważne. Przepraszam. - Powtarzał się, oczywiście, bo nic lepszego nie dało się już chyba powiedzieć. Mógł się denerwować, mógł się oburzać, ale nie mógł ignorować tego, że koniec końców wina byłaby jego.
Także no. Dzięki Asklepiosie, czy coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Lip 28 2017, 19:10

Czy jej się to przyśniło? Przed chwilą były profesor obcałowywał jej biust wiedząc o Dorienie, nieważne, czy miał to za przeszłość, słysząc jej chore tłumaczenia, że żaden człowiek się dla niej nie liczy, a teraz rozgrzesza położenie samemu sobie klapek na oczy i na uszy, żeby wytłumaczyć fakt, że  - bez przeproszenia - był bliski przespania się z nią w jakiejś świątyni nad jeziorem?
Aha.
Ruth szerzej otworzyła oczy. On naprawdę sprawiał wrażenie, jakby obwiniał ją za to, co powiedziała pod wpływem eliksiru. Aż ugięły się pod nią nogi, kiedy zrozumiała, że Liam tłumaczy się nie przed nią, tylko przed sobą z tej niewyobrażalnej ślepoty, która ogarnęła go, gdy chodziło o przeanalizowanie jej głupich, tak totalnie niepasujących do Ruth słów, ale za to wzrok miał w pełni sprawny, gdy przetransmutowała sobie strój w strzępki koronki, żeby świecić mu biustem pod nosem. Uwierzył, że KIEDYKOLWIEK przez jej usta przeszedłby ten komentarz o boskich pokłonach? Nawet, jeśli jak sam to pięknie zaznaczył, byłaby na niego aż tak niewyobrażalnie napalona? Nie, panie Dear, nigdy by tego nie powiedziała. Po to ma się oczy, żeby widzieć i uszy, żeby słuchać. Wszystkiego, a nie tylko tego, co sprawia, że sznurki od pańskich spodenek lekko się unoszą.
-Tak, winię cię. Nie wiem, jaki blef położyłeś sobie w głowie o moim związku z Dorienem, ale czego byś teraz nie powiedział, przed chwilą prawie przespałeś się z jego kobietą - powiedziała sucho i odwróciła się od niego, żeby naprawić szkody wyrządzone rzeźbie. Ścięło ją dopiero, gdy przypomniała sobie, że go związała. Przeraziła się naprawdę nie na żarty, bo ostatnio, pod działaniem zaklęcia również Dorienowi wyrządziła niemałą krzywdę. Mogła udusić Liama i pewnie nawet nie byłoby jej przykro, otumanionej przez afrodisię, ale... Był nauczycielem. Jak Fairwyn. Jak Craine. Obwiniała się, oczywiście, straszliwie za to, że go związała zaklęciem i za to, że wypiła ten głupi eliksir, ale Liam był profesorem, był BRATEM DORIENA, był jej opiekunem domu. A jednak nie przeszkadzało mu to, żeby dać się podejść smarkuli, obcałować i położyć damskie piersi na swoim torsie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 671
Dodatkowo : animag (nietoperz)
  Liczba postów : 394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13244-liam-simon-dear#353836
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13246-liam-s-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13247-poczta-liama#353858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13248-liam-s-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Lip 28 2017, 19:28

Oficjalnie miał dość - co gorsza, nie tylko tej sytuacji, wyjaśnień, świątyni, lasu, ale siebie. Z każdą chwilą czuł się coraz bardziej winny i irytacja, którą wcześniej tak głupio przekierował, w końcu znalazła swój prawdziwy cel. Liam był zły na siebie, na swoją głupotę i brak odpowiedzialności. Dotarło do niego, że nie tylko dał się podejść swojej uczennicy (byłej czy nie, to kwestia niecałego miesiąca), otumanionej eliksirem. Dał jej zrobić również z siebie idiotę, dał jej się związać... Byłby winny zatem nawet, gdyby Wittenberg nie była dziewczyną Doriena. Taki brak myślenia nie mógł przejść bez konsekwencji i Dear naprawdę to rozumiał, poważnie. Potrzebował po prostu chwili, żeby to sobie wszystko poukładać w głowie. Teraz, kiedy Ruth stała tyłem do niego i zajmowała się posągiem, mógł śmiało stwierdzić, że nienawidzenie samego siebie to trudna sprawa.
- Nie wiem co powiedzieć - rzucił cicho, obracając w palcach różdżkę. Dalsze przepraszanie nie miało sensu, dociekanie w temacie eliksiru zresztą tak samo. Nie zamierzał dopytywać Ruth, czy powie Dorienowi - szczerze zakładał, że to zrobi. Właściwie, to chyba pogodził się z faktem, że jednak to on jest tym złym. To był najgorszy moment na znalezienie jakichś ciepłych myśli związanych z bratem. Mógł go nie lubić i unikać, ale nigdy nie chciał celowo go skrzywdzić. Liam należał do osób raczej upartych i nie pozwalał, aby coś przemknęło bez poprawnej odpowiedzi, zatem zdarzało mu się na kimś zemścić.
Tylko na Dorienie nie, bo to jednak brat. W tym jednym przypadku wolał uciec, żeby nie zrobić lub nie powiedzieć czegoś, co nie da mu potem wytrzymać z samym sobą. Na Merlina, właśnie przez takie myśli zabrał się za animagię! Teraz jednak okazało się, że może nie rozmawiać z Dorienem, może mieszkać w Hogwarcie, może zachowywać stosowny dystans... A i tak spróbuje przespać się z jego dziewczyną, bo jest skończonym dupkiem.
Podniósł się powoli i dość chwiejnie, przybity jak chyba nigdy. Nie czuł się tak okropnie wtedy, kiedy bezpodstawnie oskarżał Electrę o używanie czaru wili, tym samym niszcząc ich relację. Teraz? Teraz miał już przejebane i chyba nic nie mogło go bardziej pogrążyć - na tej samej zasadzie nie sądził, że cokolwiek mogłoby mu pomóc. Żałował, że Ruth już nie zobaczy w nim takiej małej oazy, na którą tak bardzo chciał się kreować. Po ich spotkaniu na plaży był przekonany, że choć Doriena nie toleruje, to jego partnerkę jak najbardziej - pocieszało go to. Był najstarszym Dearem i nie chciał dać się wciągnąć w kłótnie między braćmi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Sob Lip 29 2017, 23:17

Była taka szczęśliwa, że jedzie na swoje pierwsze od... zawsze wakacje ze znajomymi z Hogwartu, że gdyby mogła, to chodziłaby w stroju kąpielowym po swojej kawalerce już na kilka dni przed wyjazdem. Na statku nie mogła skupić się na przeczytaniu nawet połowy strony książki, zajmując miejsce siedzące z dobrym widokiem na zmieniający się krajobraz i chłonęła widoki. Chciała odpocząć, pojeździć rowerem po dwóch przepięknych, magicznych wyspach i pić wieczorem metaxę z dziewczynami na plaży, a potem wrócić opalona do Brighton i rzucając okulary słoneczne na biurko pod schodami poinformować ukochanego, że powinien żałować, że nie pojechał razem z nią.
Tak naprawdę mimo przyjemności, które otaczały Ruth w Grecji nie przestała myśleć ani na chwilę o Dorienie, tęskniąc za mężczyzną w każdej minucie pobytu i rejestrując na fotografiach najlepsze wyspowe smaczki, żeby pokazać mu je od razu po powrocie. Gdzieś z tyłu głowy miała też Caluma, analizując podejrzane narzeczeństwo w wolnych chwilach i po ostatecznym dowiedzeniu się prawdy powracając do mielenia tematu balu i słów młodego Deara, które skierował w jej stronę. Szczerze mówiąc bardzo kibicowała jemu i Arielle. Calum był dobry z natury, choć usiłował ukryć to przed innymi pod powierzchownością. Ruth uważała go za kogoś, kto zasługuje na dużo, imponując jej swoją pracą i ambicją, dlatego całkiem poważnie myślała, że byłoby bardzo dobrze, gdyby jakimś magicznym sposobem ta rodzicielska aranżacja zamieniła się w miłość.
Nie były to jednak myśli przykre. Od początku wakacji w Grecji minęło już sporo czasu, a ona spędzała dni na błogim odpoczynku, będąc po prostu, po ludzku szczęśliwa, że może tu być. Cieszyła się z każdego promyczka, każdej kropli wody, którą przerzucała pociągłymi ruchami podczas nauki pływania i każdym zdjęciem zapierających dech w piersiach widoków, które zrobiła dla Doriena. Aż przyszedł ten dzień.
Dzień, w którym jej świeży, dopiero co się formujący uśmiech zniknął bezpowrotnie z młodej twarzy prawniczki. Dzień, w którym bezmyślnie pijąc drinka z afrodisią, na jej ciele odciski zostawił ktoś inny, niż jedyny człowiek na ziemi, który miał na to pozwolenie.
Próbowała jakoś wyłączyć myślenie, ale widok Liama przed sobą w miejscu, w którym przed chwilą wzdychał z zadowoleniem, widząc jej prześwitujące przez koronkę ciało sprawiał, że koszmarne myśli nie odpuszczały. Czuła się upokorzona i bezsilna, implikując sytuacją wniosek, że mężczyźnie, który jako profesor był dla niej ostoją bezpieczeństwa, wystarczyło tylko zagłuszenie wyrzutów sumienia, żeby położył na niej swoje ręce. I nie wiedziała już, czy najgorsza była świadomość, że Liam naprawdę nie zamierzał się powstrzymać, karmiąc czujność zamraczaniem logiki sytuacji, czy fakt, że wnioskując jej rozstanie z Dorienem (od którego musiało przecież minąć raptem kilka dni, widzieli się na plaży, kiedy jeszcze z nim była, prawda, panie Liam?) nie miał oporów przed dorwaniem się do jej bielizny w jakimś starym budynku, gdzie każdy mógł wejść i ich nakryć (Ruth nie dokończyła rzucania zaklęć, zajęta rozbieraniem się, niestety)...
Jednak, była jeszcze jedna kwestia. Calum. Skoro Ruth już wiedziała o jego tajemnicy odnośnie Arielle, Liam, jako brat, z którym krukon najbardziej trzymał, najpewniej też wiedział.
Przerażające wizje samej siebie uwodzącej Liama w paskudnie niewybredny sposób wbijały się jednak w umysł kobiety najmocniej. I choć nie miała w zwyczaju dawać ponosić się emocjom, obwiniała Liama o wszystko. O to, że nie nabrał wystarczających podejrzeń, o to, że nie uznał za dziwny atak kobiety na byłego profesora, o pocałunki, o sam fakt, że nie uciekł, ani nie był wystarczająco ostry, żeby jej przeszkodzić. Wypytywał, szukając potwierdzenia jej normalności, jakby najbardziej małomówna, spokojna i cicha uczennica chyba w całej grupie jej rocznika mogła ot tak nagle zacząć być sukkubem.
-Martw się, jak spojrzysz w oczy braciom, bo w moje raczej już nie będziesz miał okazji - powiedziała gorzko, nie patrząc na profesora i ominęła go, poruszając się mechanicznie, jakby mięśnie same ją niosły, a ona nawet nie miała świadomości, że właśnie przekracza próg świątyni. Nie widziała, jak wychodził i liczyła, że ich drogi nie skrzyżują się przynajmniej przez jakiś czas, bo żeby zacząć myśleć, czy potrafi mu wybaczyć musiała najpierw dać sobie czas. Bardzo wiele czasu.
ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 221
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14692-relki-basa#392047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14659-kase#391570
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Pią Sie 04 2017, 19:26

Nie ma co kłamać, że przez całe życie Bastian nie kupił tyle alkoholu, co podczas tego wyjazdu, bo Calum i Lys to też nie były jakieś zachlajmordy, więc Szwajcar swoje pierwsze kilka dni na wycieczce (już po awarii z ojcem) spędził raczej na wybieraniu nowości, a nie zwiększając częstotliwość. I mniej więcej codziennie chłopaki turlali się ze śmiechu po podłodze, gdy Grek mówiący jeszcze słabiej po angielsku niż sam Bas wcisnął mu drinki z amortencją, o smaku pasty do zębów albo coś w tym stylu. No ale - pił ktoś z was piwo o smaku pasty? Nie? Czyli jednak nowość!
Mimo nieustannych imprez zwiedzał raczej sam. Nie znalazł żadnego, nawet połowy pianina wolnostojącego na wyspach, ale i niespecjalnie też szukał, bo i tak i tak po powrocie czekało go parę występów, więc wyszedł z założenia, że jeszcze zdąży się nagrać. Brakowało mu jednak śpiewania, a raczej nie zadręczał ludzi swoim głosem pod prysznicem i nie dawał prywatnych koncertów w pokoju, bo chłopaki już wystarczająco mieli pod górę z jego angielskim i bez tego. Nic więc dziwnego, że kiedy któregoś dnia wybrał się zobaczyć świątynię Asklepiosa (matka była uzdrowicielką i suszyła mu tym głowę jeszcze zanim się w ogóle w tej Grecji pojawił), już od połowy drogi zaczął nucić pod nosem.
To na serio była jakaś dzika głusza, bo szedł dobre pół godziny, a im gęściej się robiło, tym bardziej Lenz przekonywał się, że chyba nikt tu nie był od czasów samego Asklepiosa.
Nie wziął łódki, przechodząc dookoła na piechotę i zadowolony, że się nie zgubił i po drodze nie zeżarły go akromantule, wszedł do świątyni ze zdziwieniem stwierdzając, że typek z rzeźby ma stłuczony nos.
-O jasny pies, taki niby uzdrowiciel, a nosa sobie nie przyszyje - mruknął do siebie pod nosem i zaczął obchodzić dokładnie każdy kąt, żeby móc potem zdać dokładną relację matce, bo przecież się nie odczepi, jak Bas nie zrobi jej szczegółowej mapy tej ruiny. Ech, ech, jak żyć?

@Gemma Twisleton
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 746
Dodatkowo : kapitan drużyny Huffu
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13545-gemma-harper-twisleton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Sob Sie 05 2017, 17:51

Wyobraźcie sobie, że leżycie sobie na plaży, schnąc po wariackim skakaniu na fale, słuchacie szumu morza i łapiecie każdym skrawkiem ciała ciepłe słoneczne promienie, kiedy nagle ktoś nagle podbiega do was i kopie w żebra. Tak mniej więcej czuła się Gemma, kiedy dostała wiadomość, że Enemie posypał się wokal. Znowu. Czy to zwykły pech, czy może ona robiła coś nie tak? Dlaczego, na Merlina, wszyscy od niej uciekali? Powoli zaczynała mieć tego dość, a nawet rozważała posłuchanie zawziętego na nią Obserwatora i rzucenie wszystkiego w pizdu. W końcu, gdzie ona znajdzie kolejny wokal?Rozmawiała już z każdym hogwartczykiem, który nie był głuchoniemy... i jeszcze wszystko przypominało jej o przepadłym gdzieś Yngve. Nic tylko się zabić.
I wtedy przypomniał jej się bal. Zadziwiająco mało z niego pamiętała, co wybitnie świadczyło o tym, że była wzrokowcem, ale przecież faktycznie był tam jakiś typ, który śpiewał. Rozpoczęła więc dochodzenie w sprawie chłopaka i ustaliła następujące fakty: faktycznie śpiewał i grał jakiś poważny stuff na fortepianie, nazywał się Bas (fajne imię, huehue) Lenz, był Szwajcarem, miał uczyć się w Hogu dopiero od przyszłego roku i był cholernie nieuchwytny. Szukała go wszędzie: w jego pokoju, w innych pokojach, w barach, na plażach, w stołówce, na basenie i pod własnym łóżkiem - koleś pozostawał legendą.
Tego dnia, po raz setny wbiła do jedynki i po raz sto któryś (bo męczenie dupy, było najefektywniejszą metodą zbierania informacji) spytała siedzące tam osoby, czy nie widzieli Basa. Dostała odpowiedź, że ponoć wybierał się wcześniej do świątyni Askleczegośtam, czyli w sumie dość daleko. Gemma nie była pewna czy zasuwać na Agrios, skoro wszystkie dotychczasowe współrzędne, które dostawała, okazywały się lipne. W końcu jednak uznała, że i tak nie ma co robić i ruszyła dupsko na drugą wyspę.
Przedzierając się przez głuszę, prowadzącą do świątyni, zastanawiała się co też mogło tutaj kogokolwiek przyciągnąć, bo na pewno nie wszędobylskie komary. Bawiła się chwilę kolejno w Indianę Jonesa, Jake'a Sully i hiszpańskich guerrilleros, ale wszystko szybko jej się znudziło. Wyobraźnia chyba już nie ta co kiedyś...
Kiedy już była pewna, że się zgubiła i nie tylko nie znajdzie żadnego Basa, lecz także żadnej świątyni, ta znikąd (a raczej zza drzew) się przed nią pojawiła. Dopiero wtedy zobaczyła, że można było się do niej dostać łódką, znacznie skracając sobie dystans. Typowe. Swoją drogą, skoro łódka była po drugiej stornie tego bajora, to raczej nie powinna spodziewać się, że kogoś tu spotka. Również typowe.
Zrezygnowana weszła do świątyni, bo skoro tłukła się już taki kawał, to mogła chociaż pozwiedzać. Ku jej ogromnemu zaskoczeniu w środku, pod beznosym pomnikiem, stał chłopak.
- Uważaj! - wrzasnęła, wskazując na statuę - Voldemort!
Wyszczerzyła się do niego z niemym "it's a prank, bro" wypisanym na twarzy, ale zaraz spoważniała, bo przypomniała jej się powaga misji.
- Powiedz mi, proszę, że jesteś Basem Lenzem - jęknęła, opuszczając bezradnie ręce, przekonana, że penie znowu nie trafiła na właściwego kolesia.

______________________



PMS MONSTER ALERT! 25-30 każdego miesiąca!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 221
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14692-relki-basa#392047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14659-kase#391570
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Światynia Asklepiosa   Sob Sie 05 2017, 19:26

Choć Bas musiał przyznać, że pod jego czaszką kryły się czasem chore pomysły, w życiu by nie pomyślał, że kiedykolwiek nastąpi tak groteskowa sytuacja. Czasem, kiedy miewał przebłyski nadziei, że królewna Twisleton go kiedykolwiek zechce, wyobrażał sobie, jak powinno przebiegać ich drugie spotkanie, biorąc pod uwagę to, że pierwsze nie było zbyt szczęśliwe dla Szwajcara. Ogólnie to Gemma musiała mieć go za jakiegoś oszołoma po jego wystąpieniu z bohaterami komiksów dla dzieci i nic dziwnego, że czym prędzej odpłynęła jak najdalej od niego. Ech, zazwyczaj szło mu odrobinę lepiej z kobietami (co nie znaczy, że jakoś super zajebiście, oferował standardowy pakiet nerdów bez życia towarzyskiego: „nikt ci mnie nie zabierze i czasem bywam zabawny”). Nie spodziewał się, że panna Twisleton aż do tego stopnia zmiecie jego rozsądek i zacznie się przy niej zachowywać jak kurczak po epinefrynie. No dobra, właśnie tego się spodziewał.
W każdym razie czasem mu się zdarzało pomyśleć, co by było, gdyby spotkali się drugi raz. Mogła go zastać właściwie tylko jak grał, śpiewał, spał lub jadł, czyli na wstępie miał pięćdziesiąt procent szans, że nie będzie wielkiego przypału. Z drugiej strony mogli się spotkać w jakimś barze, mógłby jej zaproponować drinka, albo na plaży, gdzie zaoferowałby cień parasola… I od razu po wizualizacji tych myśli w głowie pojawiał mu się miniaturowy on krzyczący: „Bas, debilu, od kiedy ty jesteś taki romantyczny? Najbardziej romantyczna rzecz, jaką mógłbyś jej teraz zaoferować, to podróż przylepiona do starego buta robiącego za świstoklik do Zurychu do ojca, który po pięciu minutach miałby wizję, że „widzi rudą, młodą kobietę, która ginie w szponach rogogona”, albo coś w tym stylu”. Ostateczny rachunek nie wychodził więc najlepiej, poza tym Bas miał sporą świadomość swoich własnych szans, więc Gemma była dla niego jak gwiazda (nie tylko dla niego, Patton pozdrawia, huehue) – mógł o niej myśleć i uważać, że jest piękna i idealna, ale był pogodzony z tym, że nie ma u niej szans na cokolwiek. Poza tym od początku wakacji poznał tyle kobiet i był zajęty ojcem, chlaniem z chłopakami i zwiedzaniem, że nawet na chwilę udało mu się zapomnieć o tym rudym aniołku.
Kilkanaście dni wyglądał dobrze (pomijając tę akcję z składaniem Wittenbergowej w ofierze przez jakiegoś wielkoluda dla króla podziemia w za dużej koszulce (aka Ezra Thomas Clarke)). Tylko po co los miałby mu dać odetchnąć po ponad tygodniu batalii z ojcem i rozpłakaną matką i sis i dać mu się spotkać z Gemmą, kiedy akurat wyglądał na zajętego jakąś poważną sprawą i w ogóle jak poważny człowiek? No po co? Lepiej, żeby go spotkała na jakimś wygwizdowiu, w ruinach świątyni wyglądającego, jakby szukał tam grzybów. Dzięki, losie.
Ciekawe, że w pierwszej chwili nie poznał jej głosu i wyprostował się, żeby rzucić przybyszowi coś w stylu, że takie żarty to on słyszał, jak na topie było „twoja stara wygląda jak dwa dyniowe paszteciki, co się zlepiły komuś w piekarniku”, ale aż go zamurowało, gdy zobaczył przed sobą Gemmę. Miała chyba jakiś mały listek we włosach i sympatyczny uśmiech, a on wyglądał właśnie, jakby zobaczył w jej zębach robaki.
-Yyyyy…Eeeee – zaczął, co stawało się już jego oficjalnym przywitaniem do Gemm, kiedy usłyszał, że zapytała go o imię. Nachylił się z niezrozumieniem na twarzy, bo pomyślał, że może czegoś nie zrozumiał, ale to było cholernie proste zdanie i nie mógł się przesłyszeć.
-Mówię ci, że jestem Basem Lenzem? – odparł mechanicznie, trochę jakby zadając pytanie. Myśl, Bas, myśl, zaskocz ją czymś błyskotliwym! Muzyką, uzdrowicielstwem, czymkolwiek! Prawda była jednak taka, że jeśli jeszcze chwilę tak postoi i się na nią pogapi to sam będzie potrzebował uzdrowiciela…
Dobra, trzeba się ogarnąć. Potarł dłońmi twarz i potrząsnął głową, żeby zyskać choć pięć sekund skupienia, ale jestestwo Gemmy wcale w tym nie pomagało.
-Właściwie, w sumie nie jestem… To znaczy, jestem! Jestem, tylko, że nazywam się Bastian, a nie kontrabas, choć uwierz mi, wolałbym kontrabas, klucz basowy lepiej wygląda na papierze, niż moja zarośnięta morda – pokiwał głową rysując palcem przed sobą klucz, ale w tym samym momencie zassał powietrze, orientując się, że jego matka miała rację – powinna mu wsadzać głowę do piekarnika za takie teksty za każdym razem i może by się nauczył gryźć w język, zanim coś palnie. Teraz to już po ptakach. Trudno Bas, próbowałeś. Słabo, bo słabo, ale próbowałeś.  Przeszło mu też przez myśl, że teraz to dopiero strzelił sobie w kolano. Na pewno jego rudy aniołek sprawdził, kto grał w zespole na balu i na pewno doszła do jego nazwiska. Tak właśnie stawia się grubą, czarną krechę na przyszłym związku z rudą pięknością. Brawo, gościu.
-Dobra, to skoro kompromitujące przywitanie mamy już za sobą... – uśmiechnął się, kłaniając się lekko – Mogę jakoś pomóc, coś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Światynia Asklepiosa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Grecja
 :: 
Wyspa Agrios
-