IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1742
  Liczba postów : 301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.   Sro 5 Lip - 21:03

Sweeney miał wiele dobrze ugruntowanych podstaw do tego, by nie pałać do zwierząt uczuciem wyższym i odwrotnie. Po pierwsze – zwierzęta śmierdziały (ludzie też, ale w jakimś mniejszym i bardziej przystępnym stopniu), po drugie – ich zachowanie zdradzało brak poszanowania dla zasad logiki, etc. Etc. Jedynym, długo oswajanym i ciągle niedocenianym wyjątkiem był, jest i będzie po wieczność Lancelot, któremu udało się wytresować w swoim czarodzieju pewne przychylne jego zachciankom nawyki. I on jednak miewał chwile, kiedy nadawał się bardziej na rożen niż posłańca. To był ten dzień, ta chwila. Od dobrych dwóch godzin jego podniecone pohukiwanie i kąsanie po rękach doprowadzało Henleya do szewskiej pasji. Nakarmił gówniarza, okazał nieco czułości i nawet zostawił w świętym spokoju uprzednio pozbawiając go ciężaru nierzucającej się w oczy, prostej koperty zaadresowanej jego imieniem. Chciał ogarnąć nieco siebie i swoje życie (zwłaszcza po wypadzie hen daleko za Pandą), toteż postanowił robić dziś rzeczy ważniejsze od błąkania się po okolicy i nawiedzania wszystkich podejrzanych lokacji. Nie zamierzał nawet nikogo odwiedzać, żeby nie psuć sobie krwi czczą paplaniną i przywoływaniem z otchłani pamięci nielicznych, miłych i wspólnych momentów. Jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało, chciał po prostu zajść w kilka miejsc i rozwiedzieć się, gdzie jego talenty, zamiłowanie i pomysłowość mają szansę obciążyć sakiewkę i pozwolić na założenie kilku goblińskich lokat. Tak, proszę zamknąć buzie i zetrzeć z twarzy brzydkie zdziwienie – Sweeney Henry Henley – hurr durr – szukał zatrudnienia.
Wredny ptak mu jednak nie pozwolił na chwilę wytchnienia, skacząc jak pojebany po wszystkich powierzchniach poziomych i wybałuszając te swoje ogromne, sowie oczy. Od czasu do czasu poskrzekiwał niezadowolony, skubiąc odsłonięte fragmenty ciała jak to miał w zwyczaju i ohukując gniewnie swojego człowieka z jakąś nutą podenerwowania. Podwójna porcja kradzionych z mugolskiego straganu ciastek dla psów ukoiła jego podniecenie na ledwie kilkanaście minut, potem zaczynał swój taniec od nowa, nie wskazując jednak powodu głupawki i skazując się na wyrzucenie przez okno w akompaniamencie zatrzaskiwanych okiennic. Wrócił sukinkot, także jak to miał w zwyczaju, przewodem wentylacyjnym, którego nie sposób było zatkać bez obawy o własne i sąsiadów życie. Jeszcze trochę i doprosi się przymusowej zmiany opierzenia.
Sweeney nie był ptasiousty, toteż nie rozumiał ani trochę tego, czemu mikro szczyl koniecznie chciał zwrócić na siebie uwagę. Kolejnych piętnaście minut zajęło mu dochodzenie, że ten skacze po kupce listów, jakie w ostatnich dniach przyniósł na Tojadową. Listów, które Henley z charakterystyczną dla siebie zapamiętałością ignorował. Dla świętego spokoju zegnał ptaszysko na blat tuż obok i zgarnął papierologię w ręce, przyglądając się nadawcom i wzdychając ciężko. Rachunek za coś tam, zaproszenie na otwarcie nowej wystawy szat męskich u Malkin (masówka, nie było tam nawet jego imienia), dwa listy, które wysłał do Evelynn jakieś pół roku temu, coś prywatnego niezaadresowanego do niego (to akurat wsadził za pazuchę, gdyż zaciekawiło go do tej pory najbardziej) i nienachalna, biała, prosta koperta zaadresowana jedynie jego cudownym, pełnym imieniem. Obrócił ją w dłoniach poszukując choćby mikrej wskazówki co do przeznaczenia i westchnął ciężko. Lancelot wyciągnął szyję i zahukał cicho. Sweeney oparł się placami o ścianę i rozerwał róg koperty. Delikatnie wysunął pergamin, oczekując jakiegoś przykrego zapachu, czy podrażniającego skórę proszku. Zawiódł się na nadawcy, gdy okazało się że w środku tajemniczej koperty był jedynie krótki, zwięzły liścik. Dopiero gdy wczytał się w równe, piekielnie znajome pismo zadrżał. Tym razem to jego powolutku, coraz mocniejszymi falami zaczynało ogarniać podniecenie. Lancelot nastroszył pióra i, kolokwialnie mówiąc, uwolnił zalegające w nim napięcie wraz z malowniczym kleksem na mebel. Po tym szybko rozpostarł skrzydła i wleciał w przewód, unikając krzyku Sweeneya i jego rąk. Parszywy gad pod piórami!
Nie było to jednak najważniejsze, chociaż co i rusz odwracało uwagę Henleya od treści. Jego mała, słodka jak lizaczek Eiv postanowiła zignorować wszystkie gniewne wiadomości brata i sama wystosować zaproszenie. Nie mógł jej przecież zawieść, toteż przeczesał włosy, przejrzał się w lustrze i stwierdzając że nie jest źle opuścił Tojadową, nie mogąc jeszcze długo ukryć rozpiętego na twarzy uśmiechu i blasku w oczach. Powroty Eiv były dla niego jak rodzinne święta – stałe, ciągłe, niezmienne i napawające dziwną odmianą radosnej celebracji. Spodziewał się każdej znanej ludzkości wymówki, powtórzył je sobie zatem w głowie. Ciekaw był co tym razem wymyśli jego kruszynka by z powrotem wedrzeć się w życie brata na niewielki kawałeczek wieczności. Był gotowy na wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2238
  Liczba postów : 869
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.   Nie 9 Lip - 19:53

/Eiv jest jedna i niech każdy, kurwa, o tym pamięta./
Czasami tak po prostu jest.
Zdajesz sobie sprawę, że pragniesz czegoś, gdy już to stracisz. Myślisz o tym i zawzięcie próbujesz oszukiwać sam siebie, że wcale tego nie potrzebujesz. Pieprzysz o cudownym życiu, które rozpocząłeś, ale tak jakby nie jest ono kompletne i jesteś tego pewien, chociaż ludziom dookoła pokazujesz, że wszystko jest okay. Czy ona też powinna zastanowić się nad tym, czy nadal go kocha, skoro dała mu odejść? Czasami coś przychodzi łatwo, a potem bardzo szybko znika i tak było z nimi. Przeszłość dawała o sobie znać w najmniej odpowiednich momentach, ale nie była na tyle intensywna, by nie móc ruszyć dalej. Zbyt wiele łez i przykrych słów, które sprawiły, że serce na nowo stało się skamieliną, a z rana opróżniało się żołądek po całonocnej imprezie zza dużą ilością alkoholu. Eiv choć emocjonalnie martwa, wciąż pozostawała tą samą Henley, która na większość spraw kładła lachę i nie przejmowała się, czy spędzi noc w łóżku obcego faceta czy jednego z najlepszych przyjaciół, którzy; o, dziwo!; w zabawny sposób zniknęli - na dobre - tak samo jak ona.
Wystarczyło nie stracić siebie.
/But I missed you more than I thought I would/
Kilka sklejonych liter wyszło spod jej zgrabnych palców, które jasno informowały, że wróciła i nadal żyje. Nie szukała dla siebie miejsca, bo to nie miało większego znaczenia. Nie szukała miłości, gdzie jej nie ma, ale znajdowała ją tam, gdzie być powinna.
Londyn wydawał się piekielnie przytłaczający. Nudny, bez wyrazu, pochmurny i taki stagnacyjny. Przypominał o rzeczach, które widziała jakby przez mgłę. Raz po raz przelewała przez drobne dłonie ślady po zaprzeszłych wydarzeniach, a zarazem nie alarmował, że powinna się wycofać. Przechadzała się uliczkami, które niegdyś były piekielnie znajome, dziś pozostał po nich jedynie ślad, że kiedyś w nich obcowała. To całkiem zabawne, ucząc się raz jeszcze od nowa wszystkiego, a zarazem pamiętając wszystko, ale chcąc to wyplewić ze świadomości, która mogłaby ją stłamsić po raz kolejny. To było niepotrzebne, wręcz zbędne i niedorzeczne, dlatego nie oznajmiła nikomu, że już jest. Upijała jedynie kolejny haust piwa w jednym z klubów i bawiła się w najlepsze, by noc skończyć tuż za rogiem i zwymiotować wszystko, a zaraz potem z trudem, bo na prosto się nie dało, wrócić do Dziurawego Kotła i zasnąć w niezbyt wygodnym łóżku, które jeszcze cuchnęło seksem z dziewicą.
Pierwsze promienie słońca wdarły się do pomieszczenia, a Eiv leniwie odwróciła się na drugi bok. Potrzebowała jeszcze kilku godzin snu, by dojść do siebie, wszak organizm nie miał aż tak szybkiej regeneracji, jak jeszcze trzy lata temu. Wtedy jednak szalała z miłości, broniła się przed uczuciami, szukała sposobu, by zapomnieć, a teraz była zdrowa na umyśle i nikt nie mógł jej wmówić, że znów postradała zmysły. Dlatego podniosła się gwałtownie, gdy usłyszała pukanie do drzwi, a zaraz potem zmrużyła oczy. Za jasno - pojawiło się w jej głowie, jakby to był jedyny istotny aspekt w całej tej sytuacji i musiała coś z tym zrobić. Machnięcie różdżką sprawiło, że zasłony otuliły całą okiennicę i już nie było śladu po słońcu, które nieproszone wdzierało się do środka. Zaraz potem wykonała jeszcze jeden ruch nadgarstkiem, a klamka ustąpiła pod inkantacją uniemożliwiającą wtargnięcie do środka. Okryła się ponownie kołdrą, która chroniła ją przed całym światem.
Oczywiście,że nie zapomniała o Sweeneyu. To jego w końcu oczekiwała, ale ten pierdolony kac nie pozwalał zebrać się w sobie na tyle, by stanąć na wprost niego i wykrzyczeć mu w twarz jakim idiotą jest, bo przecież on nie wie. On nigdy nie wiedział, a Eiv chełpiła się w sekretach, które trzymała w sobie niczym najbardziej strzeżona księga z Zakazanego Działu. Dzisiaj miało dojść do spowiedzi, która oczyściłaby wszystko, o ile to w ogóle możliwe. Potrzebowała jednak jeszcze kilku chwil dla siebie. W samotnii, która do reszty runęła, gdy poczuła przyjemną woń perfum mężczyzny w pomieszczeniu. Leniwy uśmiech, którego nie mógł zobaczyć, pojawił się na jej dziewczęcej buzi, który szybko znikł, kiedy wreszcie podniosła się na przedramionach i posłała mu przeciągłe spojrzenie. Może czas najwyższy? Pokręciła głową, jakby od niechcenia, ale z trudem utrzymywała ją w pionie. Nie wiedziała, że minęły dopiero trzy godziny odkąd położyła się w łóżku, wszak była zbyt pijana, by oddzielić od siebie wskazówki zegara. Jej stan potwierdzał natomiast, że nic się nie zmieniło i jest sobą, dlatego potrzebowała fajki, która otumaniłaby ją chociaż na moment. Usiadła po upływie kilku minut, a serce zadudniło w jej piersi, gdy tylko poczuła silne zawroty i mdłości. To jednak było nic z porównaniem do stanu z rana, stąd nie wahała się, by zapalić i zrelaksować się ponownie i dopiero rozpocząć melodramatyczny monolog, który zapewne będzie składał się z czterech słów.
Przyjemny dym nikotynowy rozszedł się po płucach Henley, kiedy to odnalazła pod poduszką paczkę papierosów i byle nie zostawić popiołu w pościeli, zsunęła ją z siebie, a Sween mógł przyjrzeć się jej pełnym zaokrągleniom; wszak jedyne co na sobie miała, to majtki. Nie patrzyła na niego, bo wystarczyło, że czuła przy sobie obecność brata, którego nie widziała od wielu miesięcy.
Przestań mnie rżnąć wzrokiem, Henley.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1742
  Liczba postów : 301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Re: Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.   Sro 12 Lip - 12:24

Przestał. Zupełnie jakby niewerbalny przekaz uderzył w jego zwoje mózgowe i siłą impulsu dotarł do ośrodka dowodzenia. Zdjął z niej wzrok nie wykonując żadnego gestu świadczącego o nagłym napływie chęci do wykonania kilku niemoralnych ruchów. Westchnął, głęboko wdychając chmurę tytoniowych wyziewów i wykrzywił twarz, zupełnie jakby nagle dotarło do niego, że wszedł nie do pokoju a obory. Zewsząd wyzierały pomięte szmaty będące zapewne jeszcze kilka godzin (a może dni) temu ubraniami, w każdym kącie czaił się inny, odbiegający od kanonów perfumeryjnych fetor. Uczuł kwaśny zapach wymiocin, które skapnęły niewielkim rozbryzgiem na buty. Uczuł ciężkie od alkoholu powietrze, kiszące atmosferę pokoju w słoik pikli. Uczuł dym papierosowy, który gęstą chmurą wgryzał się w ocierającą się o nagie uda Evelynn pościel koloru dojrzałej gruszki.
Tak samo jednak jak i on nawykł do przyzwyczajeń i dziwactw siostry, tak i ona musiała wiedzieć, że nie skończy się to podejściem, czułym pogłaskaniem po główce, buziakiem w skroń i eliksirem na poprawę stanu zdrowia czy pogody ducha. Nie, Sweeney był inny. Obciągnął śnieżnobiałą koszulę, zupełnie jakby ta odkrywała nieco za dużo (ach te pedanckie przyzwyczajenia) i z siłą odpowiednio zmotywowanego plutonu wdarł się w przestrzeń Eiv niczym zaklęcie uśmiercające w człowieka. Minął ją, nie zaszczycając nawet krótkim spojrzeniem, dobrze wiedział bowiem że ta nie ruszy się ze swojego miejsca jeszcze przez dobrą chwilę. Pierwszym co zrobił, to na powrót rozdarł zasłony, wpuszczając do pomieszczenia dzienne światło. Następnie, zupełnie ignorując wszelkie sprzeciwy ze strony odwróconej do niego dupą Evelynn szarpnął za okiennicę i z wysiłkiem odchylił ją od ramy, powodując tym samym, że prócz słońca, w życiu jego małej królewny zagościło także i świeże powietrze. Kac jeszcze nie przyszedł. Ciągle tkwiła w słodkiej pułapce upojenia, poddając jej się lekkim kiwaniem na boki, zupełnie jakby zapomniała, jak się siedzi prosto.
Dopiero po fakcie gwałtu na jej prywatnej zonie odwrócił się i głaskany po ubraniu zimnym powiewem zasznurował ciasno ręce na piersi, opierając się biodrami o framugę. Jej plecy i potargane włosy, jej zapach perfum przemieszanych ze słodką wonią Burbona, jej ciężkie skomlenie przy podnoszeniu się do siadu i nieumiejętność utrzymania głowy w pionie – wszystko mówiło mu, jak dobrze się bez niego bawiła. Nie miał jej tego, broń Merlinie, za złe. Sam przecież nałapał grzeszków do notatnika podczas własnej i jej absencji. Doskonale zdawał sobie sprawę, jak mocno nie spodobałyby się jej jego nowe koleżanki. Nie czynił jej przecież wymówek z tytułu braku odpowiedzialności, czy czegoś równie nudnego. Chciał odbębnić przykrą część spowiedzi jak najszybciej. Krótkie, żołnierskie słowa – on udający że doskonale rozumie powody i ona udająca że mu wierzy. Potem mogli na powrót przez kilka dni czy tygodni bawić się w szczęśliwą rodzinkę. Och, może powinien w końcu zajechać z nią do domu żeby pokazać ojcu i Oliwii że niestety ciągle żyją? Nie był to taki głupi pomysł zważywszy na fakt, że ostatni raz jadł domowe żarcie chyba na pierwszym roku studiów. Nie żeby był głodny, ale skoro słodka Panda uciekła sobie z jego życia powinien chyba znowu sam zacząć zwracać na siebie uwagę.
Dał jej długie dwie minuty pławienia się w delikatnym wietrzyku i skowycie ulicy Pokątnej.
- Miejmy to już za sobą. – Kiedyś były piękne czasy, kiedy uparcie dążył do wszelkiej informacji na temat jej postępowań i celów. Z przykrością zauważał, że wraz z każdym kolejnym dniem coraz bardziej mu to zwisało. Nie kochał jej mniej – po prostu jakby zaczynał respektować jej prawo do samostanowienia o tym, co, z kim, gdzie i po co robi. Nie musiało mieć to logiki, ale i on nie zniósłby wtrącania się we własne sprawy. Póki wracała wiernie jak psidwak było wszystko okej. To osamotnienia by nie zniósł. Nie uprzedzał jej wypowiedzi, chociaż miał ogromną ochotę rzucić zwyczajowe „tak, tak rozumiem” i wejść w rolę starszego, wyrozumiałego brata co to mógłby być wzorem do naśladowania. No, jako były krukon nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości – Eiv była szczęściarą, że to ją przyprowadzono do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2238
  Liczba postów : 869
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.   Wto 25 Lip - 11:41

Ludzie robili to co chciała, a to tylko dlatego, że nie mogli być pewni, kiedy znów ją stracą i będą musieli znosić chłód jaki po sobie zostawi. Eiv nie lubiła przynależności, a tylko jeden człowiek do tej pory zniewolił ją na tyle, że była całkowicie od niego zależna. Dzisiaj jednak nie było go. Został wspomnieniem, które przez następne pół wieku będzie mieszkało w jej drobnym ciele, choć już nie ma w tym nic, czego mogłaby pragnąć. Czuła się jak kukła, którą ktoś faszerował wspomagającymi eliksirami i magicznym tytoniem, byle jeszcze funkcjonowała, ale to czego naprawdę jej brakowało, to cała sterta emocji, których dostarczał jej on. Bez nich była jedynie manekinem z wystawy, na którym leżą dobrze ubrania i makijaż, bo nic ponad to nie ma. Złość, która jak nawałnica niszczyła wszystko, nie istnieje, tak samo jak smutek czy szczęście, które były tylko przebłyskami, a zarazem prawdziwą oznaką, że nie jest przesiąknięta negatywnymi uczuciami, których przez lata gromadziła w sobie zbyt wiele. Henry wymuszał na niej uległość i posłuszeństwo, automatycznie poddając destrukcji wszelkie radosne momenty, w których cień uśmiechu widniał na jej bladym licu. Dopuszczał się tego raz po raz, a to tylko po to, by... Zapomniała.
Teraz wydawała się być wolnym człowiekiem. Bez smyczy i obroży. Bez okowów, które pętały jej nadgarstki i z tą słodką tajemnicą, która widoczna była w przenikliwych, błękitnych oczach - nigdy mnie nie znajdziesz. I mogłaby przysiąc po stokroć, że tak będzie, bo to jedyne co się nie zmieni.
Pierdolona nieosiągalność.
Spotkanie ze Sweeneyem było dla niej czymś więcej niż tylko rozmową z braciszkiem, który notabene wcale nim nie był. Potrzebowała jakiegoś wewnętrznego oczyszczenia, by móc wreszcie odejść na dobre i zniknąć dla tych wszystkich ludzi, którzy przypominali jej o sobie w najmniej odpowiednich momentach. Lawirowała między tym co pragnie a tym co powinna. Czy Henley mógł stać się jej wybawcą? Oczywiście, że mógł, a wystarczyło chcieć.
Uśmiechnęła się kącikowo, gdy tylko zrozumiała, że Sweeneyowi zależy na tym samym co jej. Wystarczyły dwa lub trzy słowa, by zrujnować mu życie, a przecież Eiv go kochała. W ogień by za nim wskoczyła, więc dlaczego tak bardzo dociekał? Czemu chciał ukrócić czas, skoro dopiero ją odzyskał? Musiała temu zepobiec i tylko dlatego odwróciła się na pięcie i wolnym krokiem podeszła do chłopaka, a w jej oczach płonęło coś na wzór prawdziwej niewiadomej tego co nastąpi. Nie była przewidywalna, więc i nie mógł nawet pomyśleć, co jeszcze się stanie, a przecież jak na razie była grzeczna. Jedynie taksowało wzrokiem twarz Henleya i uśmiechała się tajemniczo, ale ileż to mogło trwać? Była niecierpliwa i jeśli coś postanowiła, to musiało być tak jak chciała, stąd drobna dłoń powędrowała wprost na torst byłego krukona, a ona przyległa do niego całym ciałem.
- Spieszysz się? - zapytała zbyt cicho, może nawet niewyraźnie, a chwilę później spuściła wzrok i przesuwała tęczówkami za drogą swoich palców, które schodziły coraz niżej. Dla Evelyn nie miało znaczenia, że każdy uważał ich za rodzeństwo, bo oboje znali prawdę. Została adoptowana, gdy miała raptem pięć lat, a jej jedyną rodziną była Gemma, która zniknęła tuż po zakończeniu edukacji. Oczywistym więc stało się, że Sweeney stał się niemym pragnieniem, którego jak na razie nie dostała i zapewne nigdy nie dostanie. Bzykał te swoje małe kurwy z Hogwartu, a Eiv uśmiechała się rozbawiona, gdy kolejna wychodziła z ich mieszkania i miała nadzieję, że będzie tą jedyną. - Dokąd? - przygryzła dolną wargę, jakby to miało być dla niego kokieteryjne, ale wcale nie zamierzała bawić się w te wszystkie trzpiotki, które rżnął. Była ponad to i w tym jednym konkretnym momencie odsunęła się też, jakby nie mogąc zaakceptować, że nigdy nie był jej.
Sięgnęła po paczkę fajek, która leżała na stole, a zaraz potem odpaliła papierosa, który dał brunetce możliwość złapania kilku dodatkowych minut. Myślała nad tym, co zrobić, jak powiedzieć, czy w ogóle mówić.
Najlepszym wyborem było milczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1742
  Liczba postów : 301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Re: Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.   Sro 26 Lip - 3:44

- Oczywiście że się śpieszę. – Z reguły był gadułą, gdyby teraz jednak chciał nazwać wszystkie baraszkujące mu w głowie myśli, zdecydowanie nie starczyłoby mu słownika. Był przepełniony; wylewało się z niego jak z kociołka pierwszorocznego ucznia, który po przeczytaniu kilku przepisów zaczynał aspirować do miana alchemika. Nie poznawszy znaczenia umiaru gnieździł w sobie zbyt wiele ingrediencji, by móc mówić o nich ze spokojem. Niewyjaśniona duma i upojenie jej obecnością, złość bez powodu, rozczarowanie, gorycz samotności, wiara na jutro, umiar w zrozumieniu i tolerancja bez podstawy, prawie dwudziestoletnia miłość i potrzeba bycia tarczą, wesołość i pożądanie, nieporządek zachcianek i kaprysów. Śpieszył się, to jasne. Nie do końca wydartego samotności czasu jaki mógł spędzić z ulubioną, bo jedyną siostrą. – Przechodziliśmy przez to już nie raz, Evelyn. Ja udam że Twoje wymówki mają sens, a Ty udasz że mi wierzysz. Po co marnować czas na przekomarzanie się skoro oboje wiemy, że nie obchodzi nas nasze zdanie.
Nie dał jej daleko odejść. Poczuł jej prywatny zapach przebijający przez mieszankę dyskotekowego upodlenia. Kiedyś śmiało mógłby stwierdzić, że był dla niego jak afrodyzjak i chociaż przez dorastanie jego poglądy nieco się zmieniły, nadal doceniał nostalgię dzieciństwa. Czasami brzydła mu wolność i dorosłość; chciał wrócić do bezpiecznej przystani domu i Olivii wołających ich na kolację. Dlatego właśnie podążył za Eiv, gdy ta mu uciekała. Pogonił za nią ręką, chwytającą ją za włosy i wtulającą się między kosmyki z agresywną, ale wciąż czułością. Bez nakładu większej siły przyciągnął jej upojone ciało do siebie, zamykając je w więzieniu własnych ramion. Objął ją mocno, zupełnie tak jakby bronił ją przed całym światem. Zadrżał nie z podniecenia, czy nieczystych myśli na temat jej nagich piersi, a z radości znajomego dotyku miękkiej skóry pod palcami. Wtulił nos w jej włosy tuż przy uchu, z miną dramatycznego księcia chowając twarz tak, by nikt nie był w stanie zauważyć całej palety emocji, jakie teraz bezwolnie okazywał. Uważał oczywiście by nie paść ofiarą papierosa, którego ku jego niezadowoleniu odpaliła – Poważnie, umrzesz na to szybciej niż ja na kiłę, dzieciaku.
Trwali tak przez chwilę, aż do momentu, gdy poziom braterskiej miłości, uwielbienia, melancholii i innych pochodnych pierdół opadł na tyle, by znowu mógł być sobą. Wtedy dopiero wytrącił jej z rąk na wpół zmarnowanego papierosa, cofając się i sznurując usta w wąskie, jasne przecięcie twarzy. Nie śmiał się nawet dopytywać o to gdzie jest Noel, co się działo i dlaczego wygląda tak, jakby miała ochotę zsiąść z hipogryfa jeszcze nim ten wyląduje na ziemi. Wszystko to było względne, a on dopiero uczył się dla nich chłodu ignorancji, którą przejawiał wobec każdego innego człowieka w jego otoczeniu. Byli specjalni, czasami wręcz specjalnej troski. Znaczyli więcej niż chciałby przed sobą przyznać i dlatego za każdym pieprzonym razem gdy któreś z nich dawało nogę Sweeney’a przechodził dreszcz paniki i osamotnienia. Nie mógł dać się tłamsić uczuciom – jeżeli kochał, musiał pozwolić na odejście. I chociaż bardzo chciałby przywiązać ich wszystkich do własnego kaloryfera żeby móc dzień w dzień patrzeć na ich wkurzone twarze, musiał zachować twarz bezczelnego dupka bez krzty serca i empatii. Inaczej sam dla siebie by umarł.
- Jeżeli chcesz, możemy przemianować to na zabawę. Tylko wyzywam Cię, byś usiadła naprzeciw i ładnie się wyeksponowała. – Rzucił pół żartem, pół serio, znacząco przenosząc spojrzenie na niczym nie zakryte piersi siostry. Widział je już tyle razy, że sukcesywnie mógłby ją rozpoznać jedynie po ich widoku. Mów tu człowieku o patologii – mogliby z powodzeniem napisać całą serię podręczników o tym, do czego brat może zmuszać siostrę i jak ta mu się odpłaci. Wszystkie te lata życia ze sobą zaowocowały uczuciem trwalszym niż miłe wspomnienie nocnych igraszek. Czasami dziękował ojcu za przyprowadzenie sobie nowej rodziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2238
  Liczba postów : 869
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.   Czw 3 Sie - 11:40

Kogo chcesz oszukać, Sween?
Mnie czy siebie?

Znała te wszystkie zagrywki. Patrzyła na to przez całe życie. Gdyby ktoś chciał choćby spróbować rozgryźć Henleya, to poniósłby sromotną kleskę. Na świecie być może były dwie osoby, które potrafiły czytać z niego jak z otwartej książki, która zawiera zbyt wiele stronnic, by można było je zdefiniować kilkoma hasłami. Brat Eiv był człowiekiem, którego tworzyło mnóstwo niewiadomych i dopiero teraz dostrzegała to, czego nie widziała być może przez kilka lat. Odsunęli się od siebie, a żeby wymazać ten błąd, potrzebowali mnóstwo czasu, którego Evelyn nie miała; przynajmniej na razie.
Patrzyła na chłopaka i zastanawiała się, co się takiego wydarzyło się w jego życiu, że doszło w nim do tylu zmian, których nie była w stanie przypisać do dotychczasowych sytuacji, gdzie to przełamywali bariery zdrowego rozsądku i typowej braterskiej miłości. Byli ponad to. Nie czuli takiego przywiązania, bo między nimi wytworzyła się niemal toksyczna więź, która zespalała ich w jedn, pomimo że nigdy nie byli ze sobą w ten sposób.
Kiedy więc rozmyślała o rzeczach, które wydawały się odległe, tym bardziej czuła się zaskoczona tym, co się zrobił. Jego dotyk wydawał się tak znajomy, a zarazem obcy, ale nie umiała z niego zrezygnować, stąd subtelnie opuszkami dotknęła jego przegubów i poczuwała się niemal w obowiązku do tego, by zatrzymać go przy sobie. Chciała mieć Sweeneya na własność i nie mogła znieść myśli, która sprowadzała jej umysł do tego, że dzisiejszej nocy był z inną. To była jak nieznośna plaga, która wdzierała się w poranioną duszę i siała spustoszenie.
- Sween... - szepnęła cicho i bez zastanowienia niemal wtuliła w jego ramię policzek, a przyjemny zapach, który wdarł się do jej nosa sprawił, że zadrżała z podniecenia, które kumulowało się w jej podbrzuszu. Wiedziała, że muszą to przerwać, bo przecież przysięgali przed sobą, że nigdy nie zrobią czegoś takiego, a wszystko co działo się do tej pory, miało jedynie zakrawać o erotykę, która teraz wchodziła na zupełnie inny poziom. Enigmatyczna cisza pomiędzy nimi sprawiała, że nie umiała się wycofać i czekała na ten moment, w którym to on zaprzestanie subtelnego dotyku, który ją tak cholernie nęcił i kusił.
Zmarszczyła nieznacznie brwi, kiedy tylko dostrzegła jak jarzący się papieros ląduje na ziemi. Czar prysł, a oni znów byli Eiv i Sweeneym Henley, choć w przypadku Evelyn należało nadmienić, że to tylko wyimaginowane nazwisko, które nie miało większej wartości. Nazywała się Venice Zaharov, która nigdy nie widniała w spisie uczniów i studentów Hogwartu. Kto jednak był tam zapisany? Ludzie, których znała czy ci, o których zapomniała? Było takich wielu, ale nie zamierzała przyznawać się do niczego bratu, który nie zrozumiałby po raz kolejny tego, co spotykało ją przez tak wiele lat. W jej umyśle nie było już dnia, w którym prawda wyszła na jaw podczas głupiej gry. Nie pamiętała też o festiwalu kolorów, na którym niemal przespała się z Jupiterem, bo to nie było aż tak istotne. Dzisiaj nic już nie miało znaczenia, jakby tak było lepiej.
Dla niej z pewnością.
Parszywy uśmiech przyozdobił twarz brunetki, gdy usłyszała wyzwanie, a zaraz potem wbiła w niego intensywne spojrzenie, które sugerowało wprost, że się zgadza i zrobi wszystko, by tego jednego dnia zapragnął jej całej dla siebie. To był jej cel, a chora potrzeba zrealizowania fantazji dawała jedynie poczucie, że nic nie stanie już na przeszkodzie, by być jego jedyną.
- Baw się ze mną - powiedziała tonem niemal rozkazującym, a zaraz potem usiadła na krześle, tak by widział ją całą i mógl podziwiać wątłe ciało, którego nie skrywała pod żadnym materiałem. Piersi unosiły się lekko, a spokojny oddech nawet nie uwidaczniał pełnych warg, które rozchylały się i prosiły o chwilę atencji. Nie lubiła być na marginesie, a Henley powinien jak nikt inny o tym wiedzieć, bo przecież znał ją wystarczająco długo. Opuszkami palców przesuwała po swoich udach, kiedy tęczówki utkwione w mężczyznę niemal prowokowały do posunięcia się o kolejny krok w przód. Uśmiechnęła się lekko, a zaraz potem ułożyła lewą dłoń na swojej kobiecości i przekrzywiła lekko głowę przybierając przy tym niezwykle niewinną minę, która jasno i otwarcie obrazowała... Co złego, to nie ja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Henry McCoy (Bestia)
» London Eye
» Wesołe miasteczko - Lunapark
» Domy w Hogwarcie
» Nie wiem jak to nazwać, bo nie mój pomysł. Czyli tańsze zaklęcia.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-