IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1727
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.   Sro Lip 05 2017, 21:03

Sweeney miał wiele dobrze ugruntowanych podstaw do tego, by nie pałać do zwierząt uczuciem wyższym i odwrotnie. Po pierwsze – zwierzęta śmierdziały (ludzie też, ale w jakimś mniejszym i bardziej przystępnym stopniu), po drugie – ich zachowanie zdradzało brak poszanowania dla zasad logiki, etc. Etc. Jedynym, długo oswajanym i ciągle niedocenianym wyjątkiem był, jest i będzie po wieczność Lancelot, któremu udało się wytresować w swoim czarodzieju pewne przychylne jego zachciankom nawyki. I on jednak miewał chwile, kiedy nadawał się bardziej na rożen niż posłańca. To był ten dzień, ta chwila. Od dobrych dwóch godzin jego podniecone pohukiwanie i kąsanie po rękach doprowadzało Henleya do szewskiej pasji. Nakarmił gówniarza, okazał nieco czułości i nawet zostawił w świętym spokoju uprzednio pozbawiając go ciężaru nierzucającej się w oczy, prostej koperty zaadresowanej jego imieniem. Chciał ogarnąć nieco siebie i swoje życie (zwłaszcza po wypadzie hen daleko za Pandą), toteż postanowił robić dziś rzeczy ważniejsze od błąkania się po okolicy i nawiedzania wszystkich podejrzanych lokacji. Nie zamierzał nawet nikogo odwiedzać, żeby nie psuć sobie krwi czczą paplaniną i przywoływaniem z otchłani pamięci nielicznych, miłych i wspólnych momentów. Jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało, chciał po prostu zajść w kilka miejsc i rozwiedzieć się, gdzie jego talenty, zamiłowanie i pomysłowość mają szansę obciążyć sakiewkę i pozwolić na założenie kilku goblińskich lokat. Tak, proszę zamknąć buzie i zetrzeć z twarzy brzydkie zdziwienie – Sweeney Henry Henley – hurr durr – szukał zatrudnienia.
Wredny ptak mu jednak nie pozwolił na chwilę wytchnienia, skacząc jak pojebany po wszystkich powierzchniach poziomych i wybałuszając te swoje ogromne, sowie oczy. Od czasu do czasu poskrzekiwał niezadowolony, skubiąc odsłonięte fragmenty ciała jak to miał w zwyczaju i ohukując gniewnie swojego człowieka z jakąś nutą podenerwowania. Podwójna porcja kradzionych z mugolskiego straganu ciastek dla psów ukoiła jego podniecenie na ledwie kilkanaście minut, potem zaczynał swój taniec od nowa, nie wskazując jednak powodu głupawki i skazując się na wyrzucenie przez okno w akompaniamencie zatrzaskiwanych okiennic. Wrócił sukinkot, także jak to miał w zwyczaju, przewodem wentylacyjnym, którego nie sposób było zatkać bez obawy o własne i sąsiadów życie. Jeszcze trochę i doprosi się przymusowej zmiany opierzenia.
Sweeney nie był ptasiousty, toteż nie rozumiał ani trochę tego, czemu mikro szczyl koniecznie chciał zwrócić na siebie uwagę. Kolejnych piętnaście minut zajęło mu dochodzenie, że ten skacze po kupce listów, jakie w ostatnich dniach przyniósł na Tojadową. Listów, które Henley z charakterystyczną dla siebie zapamiętałością ignorował. Dla świętego spokoju zegnał ptaszysko na blat tuż obok i zgarnął papierologię w ręce, przyglądając się nadawcom i wzdychając ciężko. Rachunek za coś tam, zaproszenie na otwarcie nowej wystawy szat męskich u Malkin (masówka, nie było tam nawet jego imienia), dwa listy, które wysłał do Evelynn jakieś pół roku temu, coś prywatnego niezaadresowanego do niego (to akurat wsadził za pazuchę, gdyż zaciekawiło go do tej pory najbardziej) i nienachalna, biała, prosta koperta zaadresowana jedynie jego cudownym, pełnym imieniem. Obrócił ją w dłoniach poszukując choćby mikrej wskazówki co do przeznaczenia i westchnął ciężko. Lancelot wyciągnął szyję i zahukał cicho. Sweeney oparł się placami o ścianę i rozerwał róg koperty. Delikatnie wysunął pergamin, oczekując jakiegoś przykrego zapachu, czy podrażniającego skórę proszku. Zawiódł się na nadawcy, gdy okazało się że w środku tajemniczej koperty był jedynie krótki, zwięzły liścik. Dopiero gdy wczytał się w równe, piekielnie znajome pismo zadrżał. Tym razem to jego powolutku, coraz mocniejszymi falami zaczynało ogarniać podniecenie. Lancelot nastroszył pióra i, kolokwialnie mówiąc, uwolnił zalegające w nim napięcie wraz z malowniczym kleksem na mebel. Po tym szybko rozpostarł skrzydła i wleciał w przewód, unikając krzyku Sweeneya i jego rąk. Parszywy gad pod piórami!
Nie było to jednak najważniejsze, chociaż co i rusz odwracało uwagę Henleya od treści. Jego mała, słodka jak lizaczek Eiv postanowiła zignorować wszystkie gniewne wiadomości brata i sama wystosować zaproszenie. Nie mógł jej przecież zawieść, toteż przeczesał włosy, przejrzał się w lustrze i stwierdzając że nie jest źle opuścił Tojadową, nie mogąc jeszcze długo ukryć rozpiętego na twarzy uśmiechu i blasku w oczach. Powroty Eiv były dla niego jak rodzinne święta – stałe, ciągłe, niezmienne i napawające dziwną odmianą radosnej celebracji. Spodziewał się każdej znanej ludzkości wymówki, powtórzył je sobie zatem w głowie. Ciekaw był co tym razem wymyśli jego kruszynka by z powrotem wedrzeć się w życie brata na niewielki kawałeczek wieczności. Był gotowy na wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2236
  Liczba postów : 867
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.   Nie Lip 09 2017, 19:53

/Eiv jest jedna i niech każdy, kurwa, o tym pamięta./
Czasami tak po prostu jest.
Zdajesz sobie sprawę, że pragniesz czegoś, gdy już to stracisz. Myślisz o tym i zawzięcie próbujesz oszukiwać sam siebie, że wcale tego nie potrzebujesz. Pieprzysz o cudownym życiu, które rozpocząłeś, ale tak jakby nie jest ono kompletne i jesteś tego pewien, chociaż ludziom dookoła pokazujesz, że wszystko jest okay. Czy ona też powinna zastanowić się nad tym, czy nadal go kocha, skoro dała mu odejść? Czasami coś przychodzi łatwo, a potem bardzo szybko znika i tak było z nimi. Przeszłość dawała o sobie znać w najmniej odpowiednich momentach, ale nie była na tyle intensywna, by nie móc ruszyć dalej. Zbyt wiele łez i przykrych słów, które sprawiły, że serce na nowo stało się skamieliną, a z rana opróżniało się żołądek po całonocnej imprezie zza dużą ilością alkoholu. Eiv choć emocjonalnie martwa, wciąż pozostawała tą samą Henley, która na większość spraw kładła lachę i nie przejmowała się, czy spędzi noc w łóżku obcego faceta czy jednego z najlepszych przyjaciół, którzy; o, dziwo!; w zabawny sposób zniknęli - na dobre - tak samo jak ona.
Wystarczyło nie stracić siebie.
/But I missed you more than I thought I would/
Kilka sklejonych liter wyszło spod jej zgrabnych palców, które jasno informowały, że wróciła i nadal żyje. Nie szukała dla siebie miejsca, bo to nie miało większego znaczenia. Nie szukała miłości, gdzie jej nie ma, ale znajdowała ją tam, gdzie być powinna.
Londyn wydawał się piekielnie przytłaczający. Nudny, bez wyrazu, pochmurny i taki stagnacyjny. Przypominał o rzeczach, które widziała jakby przez mgłę. Raz po raz przelewała przez drobne dłonie ślady po zaprzeszłych wydarzeniach, a zarazem nie alarmował, że powinna się wycofać. Przechadzała się uliczkami, które niegdyś były piekielnie znajome, dziś pozostał po nich jedynie ślad, że kiedyś w nich obcowała. To całkiem zabawne, ucząc się raz jeszcze od nowa wszystkiego, a zarazem pamiętając wszystko, ale chcąc to wyplewić ze świadomości, która mogłaby ją stłamsić po raz kolejny. To było niepotrzebne, wręcz zbędne i niedorzeczne, dlatego nie oznajmiła nikomu, że już jest. Upijała jedynie kolejny haust piwa w jednym z klubów i bawiła się w najlepsze, by noc skończyć tuż za rogiem i zwymiotować wszystko, a zaraz potem z trudem, bo na prosto się nie dało, wrócić do Dziurawego Kotła i zasnąć w niezbyt wygodnym łóżku, które jeszcze cuchnęło seksem z dziewicą.
Pierwsze promienie słońca wdarły się do pomieszczenia, a Eiv leniwie odwróciła się na drugi bok. Potrzebowała jeszcze kilku godzin snu, by dojść do siebie, wszak organizm nie miał aż tak szybkiej regeneracji, jak jeszcze trzy lata temu. Wtedy jednak szalała z miłości, broniła się przed uczuciami, szukała sposobu, by zapomnieć, a teraz była zdrowa na umyśle i nikt nie mógł jej wmówić, że znów postradała zmysły. Dlatego podniosła się gwałtownie, gdy usłyszała pukanie do drzwi, a zaraz potem zmrużyła oczy. Za jasno - pojawiło się w jej głowie, jakby to był jedyny istotny aspekt w całej tej sytuacji i musiała coś z tym zrobić. Machnięcie różdżką sprawiło, że zasłony otuliły całą okiennicę i już nie było śladu po słońcu, które nieproszone wdzierało się do środka. Zaraz potem wykonała jeszcze jeden ruch nadgarstkiem, a klamka ustąpiła pod inkantacją uniemożliwiającą wtargnięcie do środka. Okryła się ponownie kołdrą, która chroniła ją przed całym światem.
Oczywiście,że nie zapomniała o Sweeneyu. To jego w końcu oczekiwała, ale ten pierdolony kac nie pozwalał zebrać się w sobie na tyle, by stanąć na wprost niego i wykrzyczeć mu w twarz jakim idiotą jest, bo przecież on nie wie. On nigdy nie wiedział, a Eiv chełpiła się w sekretach, które trzymała w sobie niczym najbardziej strzeżona księga z Zakazanego Działu. Dzisiaj miało dojść do spowiedzi, która oczyściłaby wszystko, o ile to w ogóle możliwe. Potrzebowała jednak jeszcze kilku chwil dla siebie. W samotnii, która do reszty runęła, gdy poczuła przyjemną woń perfum mężczyzny w pomieszczeniu. Leniwy uśmiech, którego nie mógł zobaczyć, pojawił się na jej dziewczęcej buzi, który szybko znikł, kiedy wreszcie podniosła się na przedramionach i posłała mu przeciągłe spojrzenie. Może czas najwyższy? Pokręciła głową, jakby od niechcenia, ale z trudem utrzymywała ją w pionie. Nie wiedziała, że minęły dopiero trzy godziny odkąd położyła się w łóżku, wszak była zbyt pijana, by oddzielić od siebie wskazówki zegara. Jej stan potwierdzał natomiast, że nic się nie zmieniło i jest sobą, dlatego potrzebowała fajki, która otumaniłaby ją chociaż na moment. Usiadła po upływie kilku minut, a serce zadudniło w jej piersi, gdy tylko poczuła silne zawroty i mdłości. To jednak było nic z porównaniem do stanu z rana, stąd nie wahała się, by zapalić i zrelaksować się ponownie i dopiero rozpocząć melodramatyczny monolog, który zapewne będzie składał się z czterech słów.
Przyjemny dym nikotynowy rozszedł się po płucach Henley, kiedy to odnalazła pod poduszką paczkę papierosów i byle nie zostawić popiołu w pościeli, zsunęła ją z siebie, a Sween mógł przyjrzeć się jej pełnym zaokrągleniom; wszak jedyne co na sobie miała, to majtki. Nie patrzyła na niego, bo wystarczyło, że czuła przy sobie obecność brata, którego nie widziała od wielu miesięcy.
Przestań mnie rżnąć wzrokiem, Henley.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1727
  Liczba postów : 295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9544-shh#265820
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9543-lancelot-bardzo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Re: Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.   Sro Lip 12 2017, 12:24

Przestał. Zupełnie jakby niewerbalny przekaz uderzył w jego zwoje mózgowe i siłą impulsu dotarł do ośrodka dowodzenia. Zdjął z niej wzrok nie wykonując żadnego gestu świadczącego o nagłym napływie chęci do wykonania kilku niemoralnych ruchów. Westchnął, głęboko wdychając chmurę tytoniowych wyziewów i wykrzywił twarz, zupełnie jakby nagle dotarło do niego, że wszedł nie do pokoju a obory. Zewsząd wyzierały pomięte szmaty będące zapewne jeszcze kilka godzin (a może dni) temu ubraniami, w każdym kącie czaił się inny, odbiegający od kanonów perfumeryjnych fetor. Uczuł kwaśny zapach wymiocin, które skapnęły niewielkim rozbryzgiem na buty. Uczuł ciężkie od alkoholu powietrze, kiszące atmosferę pokoju w słoik pikli. Uczuł dym papierosowy, który gęstą chmurą wgryzał się w ocierającą się o nagie uda Evelynn pościel koloru dojrzałej gruszki.
Tak samo jednak jak i on nawykł do przyzwyczajeń i dziwactw siostry, tak i ona musiała wiedzieć, że nie skończy się to podejściem, czułym pogłaskaniem po główce, buziakiem w skroń i eliksirem na poprawę stanu zdrowia czy pogody ducha. Nie, Sweeney był inny. Obciągnął śnieżnobiałą koszulę, zupełnie jakby ta odkrywała nieco za dużo (ach te pedanckie przyzwyczajenia) i z siłą odpowiednio zmotywowanego plutonu wdarł się w przestrzeń Eiv niczym zaklęcie uśmiercające w człowieka. Minął ją, nie zaszczycając nawet krótkim spojrzeniem, dobrze wiedział bowiem że ta nie ruszy się ze swojego miejsca jeszcze przez dobrą chwilę. Pierwszym co zrobił, to na powrót rozdarł zasłony, wpuszczając do pomieszczenia dzienne światło. Następnie, zupełnie ignorując wszelkie sprzeciwy ze strony odwróconej do niego dupą Evelynn szarpnął za okiennicę i z wysiłkiem odchylił ją od ramy, powodując tym samym, że prócz słońca, w życiu jego małej królewny zagościło także i świeże powietrze. Kac jeszcze nie przyszedł. Ciągle tkwiła w słodkiej pułapce upojenia, poddając jej się lekkim kiwaniem na boki, zupełnie jakby zapomniała, jak się siedzi prosto.
Dopiero po fakcie gwałtu na jej prywatnej zonie odwrócił się i głaskany po ubraniu zimnym powiewem zasznurował ciasno ręce na piersi, opierając się biodrami o framugę. Jej plecy i potargane włosy, jej zapach perfum przemieszanych ze słodką wonią Burbona, jej ciężkie skomlenie przy podnoszeniu się do siadu i nieumiejętność utrzymania głowy w pionie – wszystko mówiło mu, jak dobrze się bez niego bawiła. Nie miał jej tego, broń Merlinie, za złe. Sam przecież nałapał grzeszków do notatnika podczas własnej i jej absencji. Doskonale zdawał sobie sprawę, jak mocno nie spodobałyby się jej jego nowe koleżanki. Nie czynił jej przecież wymówek z tytułu braku odpowiedzialności, czy czegoś równie nudnego. Chciał odbębnić przykrą część spowiedzi jak najszybciej. Krótkie, żołnierskie słowa – on udający że doskonale rozumie powody i ona udająca że mu wierzy. Potem mogli na powrót przez kilka dni czy tygodni bawić się w szczęśliwą rodzinkę. Och, może powinien w końcu zajechać z nią do domu żeby pokazać ojcu i Oliwii że niestety ciągle żyją? Nie był to taki głupi pomysł zważywszy na fakt, że ostatni raz jadł domowe żarcie chyba na pierwszym roku studiów. Nie żeby był głodny, ale skoro słodka Panda uciekła sobie z jego życia powinien chyba znowu sam zacząć zwracać na siebie uwagę.
Dał jej długie dwie minuty pławienia się w delikatnym wietrzyku i skowycie ulicy Pokątnej.
- Miejmy to już za sobą. – Kiedyś były piękne czasy, kiedy uparcie dążył do wszelkiej informacji na temat jej postępowań i celów. Z przykrością zauważał, że wraz z każdym kolejnym dniem coraz bardziej mu to zwisało. Nie kochał jej mniej – po prostu jakby zaczynał respektować jej prawo do samostanowienia o tym, co, z kim, gdzie i po co robi. Nie musiało mieć to logiki, ale i on nie zniósłby wtrącania się we własne sprawy. Póki wracała wiernie jak psidwak było wszystko okej. To osamotnienia by nie zniósł. Nie uprzedzał jej wypowiedzi, chociaż miał ogromną ochotę rzucić zwyczajowe „tak, tak rozumiem” i wejść w rolę starszego, wyrozumiałego brata co to mógłby być wzorem do naśladowania. No, jako były krukon nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości – Eiv była szczęściarą, że to ją przyprowadzono do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Piękna i Bestia, czyli czemu siostrzyczka ma takie duże zęby.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Henry McCoy (Bestia)
» London Eye
» Wesołe miasteczko - Lunapark
» Domy w Hogwarcie
» Nie wiem jak to nazwać, bo nie mój pomysł. Czyli tańsze zaklęcia.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-