IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Stołówka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2284
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Stołówka   Czw Lip 06 2017, 13:29


Stołówka


To właśnie tutaj wycieczkowicze korzystają z dobrodziejstwa greckiej kuchni. Posiłki przygotowywane są przez właścicielkę hotelu i jej córkę, a w czasie, gdy akurat nie zbierają się tu głodni goście, można skorzystać z małego aneksu kuchennego.
Rzuć kostką w odpowiednim temacie, by dowiedzieć się, co ci się tutaj przydarzyło.
Kostki:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 753
  Liczba postów : 377
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t986-gareth-hampson




Specjalny






PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lip 16 2017, 17:56

Karny dyżur na stołówce - @Dreama Vin-Eurico, @Harriette Wykeham i @Dante A. Dear

Każdy z Was pisze jednego posta opisującego pomoc przy sprzątaniu stołówki przez tydzień. Drama sprząta po śniadaniu, Ettie po obiedzie, Dante po kolacji. Nie rzucacie kostkami.

Po wykonaniu szlabanu zgłaszacie się tutaj, niewykonanie zadania skutkuje wyciągnięciem konsekwencji wobec Waszych postaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 16
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 473
  Liczba postów : 694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Lip 28 2017, 21:34

Nie no, super - szlaban na wakacjach... A tak się cieszyła, że wyrwie się z domu i będzie mogła robić, co jej się żywnie podoba. I to jeszcze z jakiego powodu. Bo trochę wypiła pół roku za wcześnie... Och, nie wszyscy zginiemy. Dyrektor mógłby chociaż trochę wychillować na wakacjach.
I jeszcze ona dostała sprzątanie po obiedzie... nie dość, że największy posiłek dnia, to jeszcze w samym jego środku. Rano nie mogła w zasadzie nigdzie iść, bo zawsze musiała wracać na głupi obiad, a kiedy już skończyła sprzątać, wszyscy jej znajomi już od dawna siedzieli na plaży, albo gdzieś i ona musiała ich szukać. Szczególnie, że tempo pracy Ettie było zniewalające. Najgorzej szło jej zmywanie. Ze wszystkich "sprzątaczych" czynności, najbardziej nienawidziła zmywania. Wolałaby szorować wszystkie kible niż zmywać. Przez tę niechęć zajmowało jej to codziennie pół dnia - co dwa talerze robiła sobie pięciominutową przerwę na rozpaczanie nad niesprawiedliwością świata. A kiedy już myślała, że skończyła, okazywało się, że zapomniała o patelni.
I tym waśnie sposobem zupełnie zmarnowała pierwszy tydzień w Grecji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 753
  Liczba postów : 377
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t986-gareth-hampson




Specjalny






PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Sie 04 2017, 17:37

@Dreama Vin-Eurico @Dante A. Dear - minął ustawowy czas szlabanu, jeśli nie napiszecie tu posta do jutra wieczór (5 sierpnia), zostaną wobec Was wyciągnięte dalsze konsekwencje fabularne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 492
Dodatkowo : członek drużyny Quidditcha, największa Hoes w Hogu
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14451-dramatyczne-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13852-dreama-vin-eurico?highlight=dreama




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Sie 05 2017, 23:38

Szlaban, sraban - powiedziała Drama do siebie samej, kiedy zjawiła się na stołówce pierwszego dnia szlabanu. I gdzie ta sprawiedliwość, kiedy prefekt Leo i prefekt Fire sobie balują ile chcą i śpią ile chcą, a ona musi sprzątać po bandzie małpiszonów, która nawet nie umie jeść jak ludzie i rozrzuca żarcie po podłodze. Już nawet zaczęła współczuć skrzatom domowym, które miały mega przesrane z tym sprzątaniem i gotowaniem i usługiwaniem. Hermiona Granger to jednak była mądra dziewczyna skoro walczyła o emancypację tych istot i sama Drama postanowiła, że zaraz po skończeniu tego tygodnia napisze do niej lis i wyśle 10 galeonów na wsparcie tej starej inicjatywy, może postanowi ją reaktywować, a ona będzie mogła walczyć o prawa skrzatów w szkole.
No, ale nie było na to czasu - trzeba było szorować gary, sprzątać, zamiatać, wycierać brudne stoliki z resztek mleka i płatków śniadaniowych. W sumie to wolała robić to niż czyścić gumy spod ławek, czy szorować brudne kible, bleh.

Kolejne dni minęły jej tak samo przyjemnie, czuła się jak pomoc domowa i cieszyła, że nie dostała się jej pora obiadowa, tak jak Harri, wtdy to dopiero jest burdel, co nie?

______________________



Dreama Vin-Eurico
Chcę pooddychać tlenem ciemnym jak smog, kiedy zapadam się w mrok Ty i ja, sumienia wykręcone na sto. Nie liczę procent i chwil, za bezszelestne kroki, bezsenne noce i dni. Nie widzę ocen i słów, mam manie prześladowczą, chcę tylko spotkać Cię znów. ────────────────────────────────────────
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 7
  Liczba postów : 142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14744-dante-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14751-boska-komedia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14750-sowia-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14749-dorien-a-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Czw Sie 10 2017, 22:28

Dante początkowo tego szlabanu nie miał w ogóle odrabiać. Nie z jakiegoś jawnego pokazu buntu czy coś podobnego do tego. Po prostu cholernie mu się nie chciało. W Grecji było dużo więcej atrakcji bardziej zachęcających niż sprzątanie po zagorzałych uczniach.
A jednak przybył tutaj, gdyż sam dyrektor niepublicznie poinformował go, a bardziej zagroził, że jeśli tego szlabanu nie odrobi, będzie mógł się pakować.
Cóż, jak miało się okazać, największym problemem nie było samo sprzątanie, a pojawienie się na ustaloną godzinę. Dante często nie przychodził na kolacje, nie mając ochoty lub wcześniej zjadając jakieś fastfoody na mieście. I o tak wczesnej, jego zdaniem, porze nie było sensu pojawiać się w hostelu. A jednak przez tydzień musiał, nie było innej możliwości. Nie chciał być za wcześnie wysłany do domu.

Jak zauważył, mógł trafić gorzej. Kolacja nie była nigdy jakimś wielkim posiłkiem i też nie wiele było do sprzątania. Jednak tyle osób z Hogwartu to jednak potrafi nabrudzić, więc na początku, jak jeszcze to była dla niego nowość, mycie garów, ogólne doprowadzanie tego miejsca do porządku zajmowało mu długie godziny, niekiedy do północy.
Ale wreszcie skończył się nieszczęsny tydzień i mógł z uśmiechem na twarzy spoglądać na dyrektorka, który nie miał mu już nic do zarzucenia. Bo chyba nie dostanie drugiego szlabanu za uśmiechanie się?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 306
  Liczba postów : 343
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Sie 14 2017, 00:36

Ze wszystkich miejsc na Lefko, Edgar najwięcej czasu spędzał na stołówce. Wcale nie dlatego, że lubił jedzenie. Wręcz przeciwnie - często zapominał o tak prozaicznych czynnościach jak sen czy konsumpcja i uznając je za stratę czasu, ograniczał do minimum. Właściwie to unikał tego miejsca w porze posiłków. O każdej innej godzinie, stołówka była jednak jednym z najbardziej ustronnych miejsc na wyspie i całkiem przystępnym do pracy.
Tak jak każdego dnia po śniadaniu, przysiadł przy stoliku stojącym najdalej od aneksu i jednocześnie przy oknie. Na blacie przed sobą rozłożył potrzebne mu materiały: dwie książki, stosik zapisanych pergaminów i jeden czysty arkusz, niedużą mapę półwyspu iberyjskiego, pióro, kałamarz i popielniczkę. Wszystko to mechanicznie ułożył z zachowaniem wszystkich odległości i kątów jakiegoś wzoru, który miał w głowie.
Wrzucił pióro w kałamarz, odpalił papierosa i w spokoju zajął się pracą.

@Joshua T. Fairwyn, wbijaj bracie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 59
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14902-joshua-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14903-gajowy-joshua-fairwyn#397477
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14919-marcepan-prawie-osobisty-listonosz-joshui#397478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14904-joshua-t-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Sie 14 2017, 21:01

Joshua mimo wakacji miał mnóstwo pracy. Jako nauczyciel opieki nad magicznymi stworzeniami zajmował się dużą częścią magicznej menażerii Hogwartu. I mimo, że wprawdzie nie był już gajowym, aktualnie status ten posiadał młodzik o imieniu Max, Fairwyn wciąż wykonywał prace przypisane do tego stanowiska. Pomagał chłopakowi tak często, że ten mógłby nawet pomyśleć, że profesor nie darzy go zaufaniem, albo uważa za niekompetentnego. Oczywiście nie było to prawdą.  Tak czy owak, po niezbyt przyjemnym poniedziałku, nadszedł wtorek, czyli dzień integracji Fairwynów. Joshua nie dbał o to, że od brata dzieliły go tysiące kilometrów. Był w końcu czarodziejem, odległości nie miały dla niego znaczenia. Nim deportował się z spod murów Hogwartu, zapakował do torby jagodowe muffiny i mocno sfatygowane szachy czarodziejów.
Jako, że Joshua zdążył odwiedzić go już wcześniej, znalezienie Edgara na wyspie Lefko nie było trudne. Zwłaszcza, że młodszy z Fairwynów nie posiadał fobii społecznej i był w stanie zapytać miłego pana z recepcji o miejsce pobytu swojego brata. Idąc hotelowym korytarzem spojrzał w zawieszone na ścianie lustro i odrobinę się zmartwił. Włożona w brązowe spodnie, schludna, błękitna koszula wyglądała całkiem nieźle. Tylko ta broda. Była dłuższa i bardziej kołtuniasta niż mu się wydawało. Jeszcze tydzień i zacznę przypominać swojego poprzednika, Rubesua Hagrida, trzeba będzie coś z tym zrobić. - pomyślał mężczyzna, który odkąd uczniowie opuścili Hogwart przestał się golić. Po kilku chwilach nauczyciel ONMS przekroczył próg stołówki i dostrzegł siedzącego przy jednym ze stolików brata, którego natychmiast pozdrowił uniesieniem lewej ręki.
- Witaj, stary socjopato - przywitał Edgara pełnym powagi tonem i ukradłszy po drodze pierwsze lepsze krzesło, postawił je obok zajmowanego przez niego miejsca - Dziś wtorek, dzień rodzinnej integracji, mam nadzieję, że nie zapomniałeś - powiedział siadając naprzeciw swojego rozmówcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 306
  Liczba postów : 343
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Sie 14 2017, 22:06

Słysząc głos brata, przymknął oczy i ciężko wypuścił kłąb papierosowego dymu przez nos. Czy to miał być jakiś żart? Ten gówniarz miał kilkanaścioro rodzeństwa, część nawet bardziej atencyjną od niego, a musiał zawracać gitarę właśnie jemu. Na drugim końcu świata. Edgar przez pół roku, udawał, że nie ma go w gabinecie, kiedy ten idiota próbował się z nim "integrować" i jeżeli te wakacje miały jakąkolwiek dobrą stronę, to był nią brak młodszego brata. Ale nawet to nie wyszło. Jak to było możliwe, że Edgar był jedynym Fairwynem, który rozumiał pojęcia prywatności i przestrzeni osobistej?
Powoli podniósł wzrok na brata i nie zdradzając żadnych emocji zaciągnął się nieśpiesznie. Kiedy Joshua usiadł, Edgar w milczeniu strzepnął popiół do popielniczki i w równie spokojnie co każdą poprzednią czynność, wydmuchał dym.
- Pamiętasz jak w sklepie - miałeś wtedy z 9 lat - Christopher potrącił drabinę, na której stałeś i spadłeś, uderzając się w głowę? - Edgar zaciągnął się fajkiem - Musiałeś się naprawdę mocno uderzyć.
Naprawdę żałował, że zapomniano go wydziedziczyć. Rozbite na milion udziały z zakładu nie były chyba tego warte i Edgar już dawno wyręczyłby zmarłego ojca w zaniedbanym 22 lata temu obowiązku, gdyby nie to, że domyślał się, że część rodziny, pokroju Josha, nie przyjęłaby do wiadomości, że prawnie rodzina już nie byli. Skoro już musiał cierpieć z ich idiotyczną potrzebą jednoczenia się.
Nie powiedział bratu nic więcej. Mimo, że obecność drugiego człowieka, tutaj - w jedynym miejscu na tej przeklętej wyspie, w którym mógł choć chwilę pozostać sam - sprawiała mu niemal fizyczny ból, zignorował go i jak gdyby nigdy go tu nie było, wrócił do pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 59
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14902-joshua-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14903-gajowy-joshua-fairwyn#397477
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14919-marcepan-prawie-osobisty-listonosz-joshui#397478
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14904-joshua-t-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Sie 18 2017, 16:46

Joshua w skupieniu wysłuchał słów Edgara, po czym zaczął grzebać w pamięci w poszukiwaniu wspomnień dotyczących wydarzenia o którym mówił jego brat. Niespecjalnie lubił to robić, tzn. wracać myślami do przeszłości, ale rodzinna integracja Fairwynów wymagała poświęceń. A może nawet ofiar.
- Pamiętam... tak sądzę - odpowiedział po krótkiej chwili zastanowienia - Aczkolwiek dziwi mnie, że Ty pamiętasz o moim wypadku. Nie posądzałbym Cię o taką sentymentalność, to wydarzenie musiało odcisnąć na Tobie duże piętno - stwierdził Joshua tonem pełnym, karykaturalnej wręcz, ciekawości i zadziwienia. Edgar zdecydowanie zbyt często lubił zachowywać się jakby miał piętnaście, a nie czterdzieści lat. Cóż mógł jednak zrobić młodszy z Fariwynów jeśli nie podchwycić rozpoczętą przez niego przepychankę słowną? Właściwie, to mógł zrobić wiele rzeczy, ale postanowił delikatnie dostosować się do upodobań starszego brata.
-Szczerze mówiąc, chyba nie odczułem wtedy jakoś wyjątkowo tego uderzenia w czaszkę, ale prawie przeciąłem sobie język - wyjaśnił spojrzawszy z zainteresowaniem w okno, zupełnie tak jakby za szybą miała kryć się jego przeszłość - Choć i tak najgorsze okazało się manto od matki, które dostałem za zalanie krwią z ust nowej koszuli i wystraszenie klientów - dodał przypomniawszy sobie całe to zajście. Przypominanie Edgarowi, że jego młodszy brat mógł być niemową, a co za tym idzie nie męczyć go swoją obecnością, prawdopodobnie nie było zbyt dobrym pomysłem, przecież to zupełnie tak jakby dostarczać przeciwnikowi amunicji, którą mógłby w Ciebie strzelać. Owszem, to nie brzmiało rozsądnie, ale Joshua zdawał sobie sprawę z faktu, że siedzący naprzeciwko czterdziestolatek do rozmów jest skłonny niczym niuchacz do oddania swoich błyskotek, dlatego łapał się wszystkich możliwości. Nawet wystawiania się na odstrzał.
-Przyniosłem szachy. Masz ochotę na partie? - zapytał brata, i rzuciwszy okiem na poukładane przed nim przedmioty, wyjął swoje pakunki na stolik obok - Upiekłem też jagodowe muffiny, uczniowie je uwielbiają - oznajmił z delikatnym uśmiechem, po czym otworzył blaszane pudełko z wypiekami - Poczęstuj się - dodał i wyciągnął ku bratu rękę z pojemnikiem. Czuł się prawie jak podczas próby karmienia jakiegoś dzikiego stworzenia napotkanego w zakazanym lesie, choć zakładał, że Edgar nie będzie próbował odgryźć mu dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Liverpool w Anglii tj. tubylca
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 9
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14860-lincoln-freeman#395511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14864-worek-z-relacjami-ft-lincoln-f#395541
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14866-skrzynka-pocztowa-lincolna-f#395562
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14867-kufer-lincolna-f#395570




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Sie 19 2017, 22:13

Głód przejął tymczasową kontrolę nad jestestwem Lincolna. Wiedziony głosem pustego żołądka, czym prędzej skierował się do serca hostelu, czyli stołówki. Od razu na pierwszy rzut oka było widać, że Lincoln niedawno wyszedł spod prysznica. Świadczyły o tym przyklapnięte, teraz proste, włosy. Opadały mu na czoło, nadając mu zupełnie innego wyrazu. Zazwyczaj gęste kędziory zakręcały się jak spirale i fikały przy biegu. Teraz na to nie zważał, bo był zwyczajnie głodny. Tęsknił już za angielską, starą dobrą kuchnią. Doceniał kunszt greckiej żywności, jednak to nie to samo co smaczne przekąski ze skrzaciej kuchni.
Nie rozglądał się po stołówce. Widział kilka sylwetek, jednak nie poświęcił im w ogóle uwagi. Pewnym krokiem podszedł do blatu i sięgnął po niebieską tacę. Rozpoczął proces nakładania sobie obiadu. Tak samo jak co dzień, dziwił się nazwom potraw. Nie potrafił poprawnie przeczytać "Mousaka". Miast zastanawiać się nad wymową, nałożył sobie solidną porcję "greckiego lasagne". Ten niesamowity zapach pieczonych ziemniaków nawoływał żołądki lincolnowe do tańca głodowego. Dołożył sporą garść pierożków, nie podejmując wyzwania nazawania ich. Dobrze, że chociaż typowa sałatka grecka była tą, którą znał z ojczystego kraju. Dołożył jedną tortillę i kilka placko-kotletów z cukinii. Z tak zapełnioną tacą zaszył się gdzieś przy ścianie, gotów konsumować upolowane danie w samotności. Pierwszy raz od dawna nie musiał się spieszyć z jedzeniem, dlatego też postanowił ten czas wykorzystać na delektowanie się daniem. Wcinając pyszności, wyciągnął z kieszeni dwa zwitki pergaminu, trzy zwykłe kartki A4 i długopis. Pergamin rozwinął, odczytał zawartość i nim skończył przełykać pierwszy kawałek cukinii, rozpoczął odpisywanie adresatce. Tajemniczej, bo tajemniczej, ale pisał tak intensywnie, iż nie zauważał zmian otoczenia. Liczyło się jedzenie i odpisanie na list.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Liverpool.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 147
Dodatkowo : alkoholiczka
  Liczba postów : 104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14926-pandora-breena-maxwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14929-pandowe-relacje#397766
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14927-poczta-panny-maxwell#397762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14937-pandora-breena-maxwell#398051




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Sie 21 2017, 22:36

#4

Grecja Grecją, wypoczynek wypoczynkiem - dzikie imprezy…
Wciąż pozostawały dzikimi imprezami, a wszechobecny i wszechogarniający młode ciało i otępiający umysł kac pozostawał taki sam. Niezmiennie, od tylu lat i niezależnie od wypitego alkoholu.
Ten pity wczoraj - a właściwie jeszcze dzisiaj nad ranem był wyjątkowo mocny. Porzeczkowe wino - lekko kwaskowe, pozostawiające uczucie nienasycenia na czubku języka. Jeszcze rano czuła ten smak w ustach - jej koszula z miękkiego materiału przesiąknęła odorem winiacza, bo poprzedniego dnia nieco się jej ulało. Spanie w ciuchach nigdy nie było wygodne, a ten dzień - TEN DZIEŃ - wyjątkowo źle się zaczął. I to wcale nie przez zawroty głowy, nudności i kapcia w mordzie.
Sandały, w których przetańczyła całą noc - w których o mało co się nie potknęła i nie wybiła sobie zęba na przedzie - jak jeden z Krukonów - zostały magicznym sposobem zaczarowane. Podmienione. Sprzedane.
Odwróciły się od niej, wypięły - dały znać, że już Panda nie jest im potrzebna. Że posłuchały się kogo innego - czyjaś magia ich dotknęła! Wystarczyło je założyć - od tak, by przejść na spokojnie do swojego pokoju, do sypialni dzielonej z kilkoma innymi dziewczętami, a nogi panny Maxwell odmówiły posłuszeństwa! Rudowłosa zakręciła się, chodziła w kółko dobrych kilka chwil złorzecząc pod nosem i ciskając gromami z ciemnych oczu zanim nie zneutralizowała rzuconego zaklęcia.
Tak czerwona ze złości chyba jeszcze nie była - szybkim marszem - tym razem na bosaka wyszła i wróciła do siebie - by się wykąpać i doprowadzić do względnego porządku.
Chłodna woda ostudziła jej zmysły - spłukana irytację, otuliła ciepłą kołdrą spokoju. Wciąż zastanawiała się kto mógł jej wywinąć taki numer - a jej podejrzenia niemal od razu padły na jedną z osób, z którymi ostatnio korespondowała.
Imię kolegi z domu mieliła w ustach kilkukrotnie - palce o mało co się jej nie poplątały przy zapinaniu luźnej koszuli w kratę - narzuconą na jeszcze wilgotne ciało i krótkie szorty, które niemal przykrywał materiał górnej części garderoby.
Rude włosy, wysuszone przez greckie słońce - wszystko za sprawą siedzenia na balkonie w pokoju hotelowym, na którym nasza miła panna fajczyła papierosa za papierosem - zostawiła puszczone luzem. Te spływały po ramionach, gdy mijała próg stołówki.
Zapach jedzenia zwabił ją - to naturalne w jej przypadku. Żołądek nigdy nie wydawał się pełny, był jak wór bez dna.
Nic więc dziwnego, że podchodząc do baru nałożyła sobie tuzin pierożków, zupę krem z ostrymi przyprawami, placuszki i tortillę z kurczakiem. Obładowana - zamówiła jeszcze wodę z cytryną i ledwie uniesiwszy tacę rozejrzała się po pomieszczeniu sprawdzając czy aby jest szansa na spotkanie kogokolwiek znajomego, z kim mogłaby spędzić chwilę czy dwie przy talerzu.
I taki okaz się znalazł - pochylona ciemna łepetyna, skrobanie pióra i micha pełna żarcia. Kroki panny Maxwell skierowały się automatycznie, jak na życzenie pod ten konkretny adres. Nie próbowała się skradać - widziała jak chłopak jest skupiony - jak bardzo ma wszystko gdzieś i jak nie interesuje go co dzieje się wokół. A ona bezczelnie z tego skorzystała.
Opuściła tackę na blat - z cichym brzękiem. Szklane naczynia zawirowały w jednostajnym tańcu, a piwne tęczówki wylądowały na postaci kolegi z domu.
- Freeman. Twoje gacie, a moje buty to dwie różne sprawy. Dlaczego od razu przyszedłeś mi do głowy? Jeżeli chciałeś ze mną potańczyć wystarczyło mnie tylko łaskawie poinformować. Listownie na przykład. Bo w pisaniu listów jesteś przecież taki dobry, prawda? - Spytała wpierw, jadowicie - z nutą ironii - zanim posadziła tyłek na krześle na przeciwko chłopaczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Liverpool w Anglii tj. tubylca
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 9
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14860-lincoln-freeman#395511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14864-worek-z-relacjami-ft-lincoln-f#395541
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14866-skrzynka-pocztowa-lincolna-f#395562
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14867-kufer-lincolna-f#395570




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Wto Sie 22 2017, 18:50

Pochłonięty tworzeniem słów, zdań i myśli, nie zauważał otoczenia. Pisanie przerywał tylko na duże gryzy i kęsy obiadu. O dziwo, w ogóle nie upaćkał kartek ani pergaminu, co nasuwało na myśl niezłe doświadczenie w jednoczesnym pisaniu listów i jedzeniu. Włosy schły i skręcały się we wstydliwe loczki. Już dawno pogodził się, że ich nie wyprostuje. Odziedziczył je po matce i nie zapowiadało się, aby kiedykolwiek miały się go usłuchać. Jako mężczyzna, nie zwracał też na nie tak wielkiej uwagi jak na przykład kilka lat temu, będąc nastolatkiem.
Z transu pisania wyrwał go trzask tuż przy uchu. Momentalnie drgnął w miejscu,a z ręki wypadł mu długopis. Prawie się zadławił! Począł kaszleć i kasłać, próbując odzyskać zdolność samodzielnego oddychania. Pięścią uderzył się w mostek i pomogło, złapał oddech. Nic dziwnego, że prawie się udusił, wszak przed obliczem widział rudowłosą wiedźmę, z którą toczył od wielu lat wesołą wojnę. Sądząc jednak po jej wyrazie twarzy, powinien rozpocząć planowanie natychmiastowej ucieczki i ewakuacji na drugi kraniec świata.
Chrząknął jeszcze dwa razy i złożył pergaminy z kartkami w jeden mały kąt. Odsunął swoją tacę robiąc miejsca wściekłej kobiecie. Celowo przedłużał moment odpowiedzi, aby jeszcze trochę ją podrażnić. Przed chwilą zaprowadziła go prawie na skraj śmierci; należało się jej. Wytarł usta palcami, pozbywając się z warg sosu.
- Ciągłe myślenie o mnie mogłoby wskazywać na zadurzenie, a ciągłe myślenie o moich gaciach na... zaburzenia psychiczne, z którymi tobie się nie da już pomóc. - wyszczerzył do niej zęby. - Cieszę się, że mogłem pomóc! - dolał oliwy, jakby niezrażon tym, że za chwilę zrzuci na siebie dodatkową falę ognistego jadu panny Pandy-Dandy. Jak z tej jego ulubionej piosenki "Randy-Dandy" śpiewanej przez piratów.
- Ja? Tańczyć? - uniósł wysoko gęste brwi, przybierając minę niewiniątka, niesłusznie oskarżonego dobrego człowieka. Cóż za niesprawiedliwość! Nie zaczarował jej butów tak, by tańczyły tylko tak, by chodziły w kółko. Czyżby zaklęcie nie zadziałało tak, jak oczekiwał? Najważniejsze jednak, że wpadła w jego pułapkę. Zasługiwała na nią. To kara za to, że musiał poprosić woźną o złapanie jego latających slipów. Nie mógł sam ich dopaść. Był wtedy golutki jak go Bóg stworzył. Za taki wstyd nie ma wybaczenia. Wiedźma z rodu piekielnego Maxwell będzie płacić za to jeszcze jakiś tydzień! Lincoln nie był mściwy i złośliwy. Ten mały odwet traktował jako świetny sposób odmóżdżenia się i zrelaksowania. Pandora urozmaicała mu dni, choć musiał przyznać, że ostatnio zaczynała doprowadzać go do szewskiej pasji tą swoją zawziętością. Czyżby przechodziła przez TE KRWAWE DNI?
- Gdy tańcuję, to przypominam pijaną akromantulę. Nie polecam porywania mnie na imprezy. - odchylił się wygodnie na krześle, gdy gryfońska wiedźma postanowiła umieścić swoje zacne i zgrabne pośladki na tronie stołówkowym, rezygnując z patrzenia na niego z góry.
- Nie rozumiem czemu mnie o coś oskarżasz. Czyżby ktoś przypuścił atak na twoje buty? - palił dalej głupa. Ba, nachylił się nad stolikiem i śmiertelnie przejęty wpatrywał się w oczy Pandory. Prosto, bez mrugnięcia powieką.
- Kto ośmieliłby się na taki zamach? Powiedz mi. - uderzył się symbolicznie pięścią w pierś. - Powiedz mi kto, a zemszczę się na nim za tak niegodny czyn. - przybrał rycerską minę, w środku dławiąc się ze śmiechu. Ba, w myślał wył i ryczał ze śmiechu. Na zewnątrz zaś wydawał się jeszcze względnie poczytalny. Jeszcze!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 306
  Liczba postów : 343
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Sro Sie 23 2017, 02:08

Wrócił do pracy i starał się ignorować bezsensowne mielenie jęzorem brata, ale gdzieś tam część tego bełkotu do niego trafiała. Gdy wspomniał o sentymentalności, ręka Edgara zamarła w połowie drogi do kałamarza. Spojrzał na Joshuę jak na skończonego idiotę. Czy można być aż tak głupim? I czy to możliwe, że naprawdę byli ze sobą spokrewnieni? Szybko jednak dotarło do niego, że brat usiłował być zabawny, albo po prostu szczerze i z premedytacją postanowił być wrzodem na dupie. Jeszcze gorzej. Edgar nie mógł pojąć, jak można być tak ograniczonym, czy też pozbawionym wyobraźni, że nie było się w stanie samemu sobie znaleźć zajęcia. Żeby jeszcze takie osoby siedziały tylko i nudząc się gapiłyby się w ścianę. Ale nie, nie mogli w swej głupocie cierpieć samotnie. Musieli wciągać w to osoby trzecie, zupełnie nie dbając o to, czy nie były one przypadkiem akurat zajęte czymś produktywnym.
Uniósł nieznacznie brwi, bez emocji patrząc na brata, gdy ten przywoływał wspomnienia z dzieciństwa. Zastanawiał się, po jaką cholerę, Joshua strzępi ozór. Trudno powiedzieć żeby go słuchał. Dlaczego by miał? Pamiętał tę sytuację, o czym świadczył fakt, że o niej wspomniał i nie widział sensu w rozbieraniu jej na części pierwsze. Miał w głębokim poważaniu bezpieczeństwo brata tak wtedy, jak i teraz. Zwyczajnie pamiętał mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, skrycie bolejąc nad tym, że zawalały mu pokłady pamięci, które mógł przeznaczyć na istotniejsze kwestie (mimo, że w rzeczywistości nigdy nie miał problemu z zapamiętaniem ważnych informacji).
Zgniótł niedopałek w popielniczce, przejechał dłonią po twarzy i spojrzał na brata zmęczonym wzrokiem.
- Czy ty coś chcesz, czy przyszedłeś po prostu pobyć irytującym? – westchnął z nutą ironii i zwątpienia w głosie. Rozmowa, a raczej monolog młodszego Fairwyna zdawał się wieść donikąd, a zajmowanie się czymś nieprowadzącym do konkretnego celu, Edgar uważał za zwykłą stratę czasu. Podobnie jak zbyt długie krążenie wokół jakiegoś tematu, szczególnie tak trywialnego jak wspomnienia z dzieciństwa.
W odpowiedzi Joshua zaproponował grę. Starszy z braci przymykając oczy, opadł powoli na oparcie krzesła, szukając w sobie jeszcze jakichś pokładów cierpliwości. Wyjął z kieszeni paczkę Trójkątów, wytrząsną jednego i z typowym dla siebie wyrazem twarzy - będącym kamienną maską, na której na zawsze wyrył się delikatny ślad znudzenia, cynizmu i irytacji - odpalił go i zaciągnąwszy się, odłożył paczkę na stolik, przykryty już jego materiałami. Nieśpiesznie wypuścił dym nosem i zaciągną się jeszcze raz, pozwalając bratu sterczeć z tą wyciągniętą ręką z babeczkami.
Edgar jadł by żyć i zupełnie nie obchodziło go czy były to jagodowe muffiny czy czarny chleb i kawa. Osobiście najbardziej cieszyłoby go, gdyby wynaleziono jakieś zaklęcie sytości, które wystarczałoby rzucić i nie tracić więcej czasu na tak prozaiczną czynność jak jedzenie. Jedyne myśli związane z wypiekami brata, które chodziły mu teraz po głowie, była ponura wizja okruchów na jego dokumentach.
Wypuścił kolejny kłąb dymu i spojrzał sugestywnie na stolik.
- Oślepłeś, Joshua? – przerwał milczeniem głosem równie nieporuszonym, co jego twarz – Pracuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Liverpool.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 147
Dodatkowo : alkoholiczka
  Liczba postów : 104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14926-pandora-breena-maxwell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14929-pandowe-relacje#397766
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14927-poczta-panny-maxwell#397762
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14937-pandora-breena-maxwell#398051




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Sro Sie 23 2017, 21:36

W większości przypadków Panda zawsze wie kogo obarczyć winą za psikusa jej wywiniętego - zawsze wie na kogo padnie jej spojrzenie i kto się pod nim ugnie. Tym razem podejrzenie padło na Freemana, z którym ostatnio miała może nie tyle co na pieńku, ale ich relacje jak zwykle zelektryzowały się gdy jedno naskakiwało na drugiego. Tym razem nie mogło być inaczej, bo ani jedno - ani drugie nie zamierzało sobie odebrać przyjemności z gnębienia partnera.
Spomiędzy jej ust wydarło się parsknięcie - pełne uroczej pogardy i za wysokiego mniemania o sobie. Ciemne oczy błysnęły, podobnie jak białe zębiska w ładnej oprawie. Miękkich i słodkich ust.
- Zadurzenie powiadasz? - Spytała, zmieniając taktykę. Głos ociekał wręcz słodyczą, a ona wydawała się lekka niczym piórko, bo i zaraz nawlekła pasmo rudości na jeden z palców. Spoglądała przez chwilę na kaskadę barw, by potem spojrzeć na oblicze Lincolna.
- To zabawne. Wydawało mi się, że to Ty darzyłeś mnie sympatią, która wykraczała poza przyjacielskie relacje, młotku. - Dorzuciła jeszcze powracając do zwykłego, lekko prześmiewczego tonu którym posługiwała się na co dzień. Obrzuciła go jeszcze raz spojrzeniem i zajęła swoje miejsce, sięgając najpierw po jeden z pierożków. Wyglądał smakowicie.
- Moja psychika to moja sprawa, ty lepiej zajmij się swoimi majtkami. Słyszałam, że spotkałeś na swojej drodze do sławy wiele dziewcząt? Opowiesz mi jak zareagowały? Przeta ńczyłeś całą drogę do szczęścia? - Dopytywała zaciekle, szarżując słowami, żonglując nimi i bawiąc się całą salwą wystrzałów. Wsunęła zaraz także kawałek ciasta do buzi i uniosła oczęta znad talerza, by widzieć reakcję nieczułego chłopaka.
Ich rozmowy zawsze niemal tak wyglądały - od ironicznych czułości do całkowitego milczenia, które jakoś po prostu przypadło im do gustu.
Tak więc widząc to jego zaparcie, bicie się w pierś i poważne i ciemne patrzałki po prostu zajęła się jedzeniem, jakby to było najważniejsze na świecie. Często bywało tak, że jeżeli coś nie szło po jej myśli, albo gdy przeciwnik okazał się na tyle jej znany - co i jego rozgrywki - to najlepszą wówczas dla niej opcją była częściowa ignoracja.
Jeden kęs, drugi, kolejny. Zaszuranie podeszwami tenisówek o podłogę i przeciągnięcie się, wyprostowanie nóg.
- Och rety. To całkiem miłe, że proponujesz mi pomoc. Ale czy aby Twoje łapska nie zwiędną po tym jak rzucisz mi się na ratunek? Obawiam się o Twoje zdrowie, więc lepiej po prostu zamknij dziób i żryj. - Ucięła na chwilę temat, odwracając perfidnie wzrok, by i resztę pieroga wsadzić sobie do buzi. Żuła go chwilę, pożerała wręcz naburmuszona poranną niespodzianką. Zwłaszcza, że tego dnia była na kacu - a ostatnimi czasy bardzo ciężko je znosiła. Powinien wiedzieć, że nie zawsze żarty mają odpowiedni skutek.
Co nie znaczyło, że jej żart był tym złym - oczywiście, że nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Liverpool w Anglii tj. tubylca
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 9
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14860-lincoln-freeman#395511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14864-worek-z-relacjami-ft-lincoln-f#395541
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14866-skrzynka-pocztowa-lincolna-f#395562
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14867-kufer-lincolna-f#395570




Gracz






PisanieTemat: Re: Stołówka   Czw Sie 24 2017, 06:40

Doskonale wiedziała gdzie uderzyć. Lincoln o tyle miał lepiej, bo znał już sposób rozmowy z Pandorą Maxwell. Nawet jak potrafiła przyłożyć słowem w sam środek serca, powieka mu nie drgała. Nie brał też jej słów do siebie. Gdyby przejmował się każdą docinką, nie byłoby uroku tej relacji, prawda? Zamiast irytacji, zaprzeczenia czy buntu wobec słów, Lincoln uśmiechnął się swoim pół uśmiechem. Nabił na widelec trójkątnego pieroga i pochłonął go jednym kęsem.
- Stare dzieje. Byłem młody, chwilowo niepoczytalny, dlatego dałem się omotać twojemu słodkiemu głosikowi. - zmarszczył brwi, ponownie przybierając poważną, zamyśloną minę. - Dobrze, że zmądrzałem. Ocaliłem swoje życie. - puścił do niej oczko, wciąż nie potrafiąc przypomnieć sobie powodów, dla których smalił cholewy do panny Maxwell. To było ładnych kilka lat temu, gdy w głowie miał jeszcze pstro. Rudowłosa piękność zapierała mu dech w piersiach do tego stopnia, iż zamykał oczy wobec wybryków pięknej wiedźmy. Dobrze, że sprowadziła go na ziemię i nie zniszczyli wzajemnej relacji. Sfriendzonowanie to nie przelewki i dzięki Bogu, ominęło go to. Na dzień dzisiejszy doskonale dostrzegał urodę Pandory. Nie dało się jej nie zauważać. Była śliczna, umiała być słodka i uśmiechała się olśniewająco. Lincolnowi udało się choć trochę uodpornić na ten wdzięk, za którym kryje się piekielny charakterek.
Odchylił głowę, powstrzymując wybuch śmiechu. Dla takich chwil warto dokuczać pani Maxwell! Piekielna sąsiadka.
- Zmień informatora. Chyba nieźle się upił wraz z twoją zarozumiałością, bo plecie głupoty. - sięgnął widelcem do talerza Pandory i zawinął stamtąd jednego z większych pierogów. Bezczelnie, na jej oczach, wpakował go do buzi, nie omieszkując wydać z siebie ostentacyjnego "mmm". Najlepiej smakuje z cudzego talerza.
Uniósł brwi, zaskoczony nutą agresji w jej głosie. Przekrzywił trochę głowę, wpatrując się w twarzyczkę wiedźmy z zastanowieniem. Intuicja mówiła mu, że ta panienka miała chyba ciężki poranek, skoro pozwoliła sobie na odrobinę jadu skierowanego w jego stronę. Albo zabalowała wczoraj, albo ktoś jej mocno podpadł (na pewno nie Lin!) albo miała swoje krwawe dni, podczas który powinien uciekać na drugi koniec świata. Jak dobrze, że jest z domu Lwa. Uciekanie to nie jego działka. Nie odmówiłby sobie rozkosznej konwersacji z koleżanką.
- Właśnie przez takie słowa dżentelmeni są na wymarciu. - posmutniał. Czy teatralnie, nie wiadomo. - Ja tu wykazuję się rycerskością, oferuję swe dłonie i ramiona do obrony, do zemsty, a ty każesz rycerzowi jeść. Hm, chyba mi się podoba. - sięgnął tym razem do swojego talerza i pochłonął dosyć sprawnie trzy całe widelce lasagne. Wyprostował pod stołem kolana. Miał zatem stopy nieopodal nóg Pandory, co chyba mu nie przeszkadzało. Chociaż w ten sposób zaznaczy swoje terytorium. Stołówka to serce Grecji, a co.
- Zagadaj do Everettówny. Powinna potrafić zrobić dla ciebie jakiś eliksir przeczyszczający albo nawadniający. Nie wyjdziesz z sali tronowej chyba przez tydzień. - zaśmiał się, można rzecz, że perfidnie. Lincoln przy Pandzie jakoś tak stawał się trochę bardziej złośliwy. Tylko przy niej, rzadko przy innych.
- Na twoim miejscu nie jadłbym na zmianę ciasta i pierogów. - odsłonił zęby w iście rozbawionym uśmiechu. Ponownie odchylił się lekko na krześle. Długą kończyną górną sięgnął po szklankę wody (należącą jako tako do Pandory; może nie zauważy?) i upił niewielki łyk, po czy odstawił naczynie na miejsce. Nabił na widelec dużego ziemniaka, zamoczył go w topniejącym masełku i z zachwyconą miną, ugryzł jego połowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Stołówka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Stołówka
» Mały salon
» Stołówka
» Sala Rzeźbionego Stołu
» Stołówka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Grecja
 :: 
Wyspa Lefkó
 :: 
Gates Hostel
-