IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pokój 14

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1028
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Pokój 14   Pon Lip 10 2017, 21:10


Pokój 14


W tym roku organizatorzy wyjazdu postawili na klasykę i wycieczkowicze zamieszkali w uroczym hostelu położonym na wyspie Lefkó – w budynku panuje rodzinna atmosfera i niemalże wszędzie pałętają się koty. Na uczniów i opiekunów czekają jasne, przestronne pokoje z pięknym widokiem. Każda sypialnia jest wyposażona w magiczne szafy, które z pewnością pomieszczą wszystkie bagaże, oraz łoże małżeńskie i cztery łóżka pojedyncze. Miejmy nadzieję, że ten rozkład łóżek nie będzie źródłem zbyt wielu konfliktów. Mimo komfortowych warunków najprawdopodobniej mało kto się tutaj wyśpi – gdy tylko wstaje słońce w całym hostelu słychać pianie koguta.

Pokój czternasty jest położony na piętrze i chociaż odrobinę dalej stąd do kuchni, ze względu na przestronny balkon i piękny widok na morze mieszkanie tutaj jest czystą przyjemnością.  Raz na jakiś czas na balkonie nie wiadomo skąd pojawiają się wszechobecne koty.

Lokatorzy:

1. Liam S. Dear
2. Edgar Fairwyn
3. Thijs H. Corbijn
4. XXX
5. XXX
6. XXX


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 90
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 14   Pon Lip 17 2017, 14:26

W pokoju Thijs był pierwszy. Z jednej strony cieszył się, że mógł załatwić wszystkie najważniejsze sprawy i po prostu wyjść, zanim ktokolwiek inny przyjdzie, z drugiej i tak wiedział, że prędzej czy później będzie musiał się zmierzyć z Edgarem. Chyba wolał prędzej. Skrycie wierzył, że Fairwyn w pięć minut nie zniszczy mu całych wakacji.
Pomniejszoną torbę bez większego trudu położył na łóżku najbliżej okna i odczarował ją do normalnych rozmiarów. Gdy wyjeżdżał, wydawała się być mniejsza, ale trudno. Z pokrowca wyciągnął okulary przeciwsłoneczne, które założył na nosa, a z najmniejszej kieszeni zabrał paczkę swoich ulubionych Lordków. Liamowi raczej nie będzie przeszkadzało, że zapalił na balkonie, a Edgar nie bardzo go obchodził w tej kwestii. Przecież go nie zabije, a poza tym i tak nie byli w zbyt przyjacielskich nastrojach – chyba. To zabawne, że nauczyciel zielarstwa, przy Fairwynie czuł się trochę, jakby dalej był na studiach.
Otworzył szeroko na oścież drzwi balkonowe, a przyjemna nadmorska bryza wpadła do pomieszczenia. Po co oni je w ogóle zamykali? Przez to w pokoju było tylko duszno i gorąco – trochę w jak jakieś saunie. No może to lekka przesada, ale w każdym potwornie ciepło.
Zakręcił starą różdżką między palcami i przyłożył jej koniec do papierosa w ustach. To chyba najlepsze zastosowanie jakie znalazł dla tego drewnianego patyczka – zapalniczka. Kolejnym machnięciem różdżki przymknął drzwi, by dym nie leciał do środka. Nawet jeśli nie pachniał źle, to wolał oszczędzić tej przyjemności mieszkańcom. Zaciągnął się nieco mocniej i wypuścił z płuc przyjemny, w odczuciu Holendra waniliowy dym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 568
  Liczba postów : 220
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 14   Czw Lip 20 2017, 02:19

Nie miał pojęcia w co się pakuje, zatrudniając się w Hogwarcie. Objął posadę nauczyciela po to, żeby mieć pod ręką zaplecze naukowe i wystarczająco dużo czasu na znacznie istotniejszą dla niego pracę, jaką było badanie starożytnych kultur, nawet jeżeli już tylko zza biurka. Brytyjska szkoła magii postanowiła jednak uprzykrzyć mu życie jeszcze bardziej, zmuszając do pilnowania gówniarzy także w wakacje.
Edgar nie należał do ludzi krytykujących młodsze pokolenia i wzdychających do starych czasów. Ludzkość była irytująca niezależnie od okresu. A jednak musiał przyznać, że szkolne wakacje, których nie było za jego czasów, były bardzo przykrą niespodzianką i fatalną zmianą.
Najbardziej w tym wszystkim nie podobała mu się perspektywa dzielenia z kimś pokoju. W roku szkolnym miał przynajmniej swój gabinet, który szczęśliwie był przez większość omijany szerokim łukiem, w Grecji jednak odebrano mu prywatność zupełnie. Jak on miał w takich warunkach pracować?
Próbował wykręcić się problemami zdrowotnymi, ale nawet on nie mógł wymyślić co tak bardzo zagrażającego jego życiu, mogło go spotkać na do bólu nudnej Lefko. A rok temu byli podobno w Kolumbii… Co im się w dżungli nie podobało?
Wszedł do pokoju i z bólem stwierdził, że ktoś już tam był. Corbijn… No świetnie, nie marzył o niczym innym, tylko o dzieleniu sypialni z byłym, niedouczonym studentem. Chłopak był na szczęście na balkonie, który teoretycznie stanowił inne pomieszczenie, więc póki co mógł go ignorować.
Odłożył swoją torbę na łóżko, znajdujące się jak najdalej od tego zajętego przez Holendra i… tu właściwie kończył się jego święty spokój. Oprócz torby miał bowiem ze sobą klatkę z dwoma gołębiami. Wolał je od sów – były łatwiejsze w utrzymaniu, miały lepszą orientację w terenie, były mniej dzikie i nie powodowały takiej sensacji – a ponieważ konsultował i pomagał w badaniach prowadzonych w najróżniejszych zakątkach globu i potrzebował łączności ze światem, zawsze ciągał ze sobą przynajmniej dwa ptaki. Trzymanie ich wewnątrz odpadało, ze względu na współlokatorów i wszechobecne koty. Chcąc, nie chcąc, musiał się udać na balkon.
Wszedł trzymając klatkę i zmierzył młodego profesora szybkim, wnikliwym spojrzeniem, po czym zupełnie tracąc nim zainteresowanie, zajął się poszukiwaniem dobrego miejsca na gołębie.
- Dzień dobry – rzucił tonem, który nie wskazywał ani na to, że życzy Corbijnowi dobrego dnia, ani że oznajmia, że dzień jest dobry; ani że sam dobrze się tego ranka czuł, ani że uważa, że tego dnia należało być dobrym, ani nawet na to, że w taki piękny dzień dobrze jest wypalić fajkę na świeżym powietrzu.*
W końcu zaklęciem przyczepił klatkę dwa metry nad balkonem i powiększył ją. Nie powinna nikomu przeszkadzać, szczególnie, że była wyciszona. Przyglądał jej się jeszcze chwilę w zamyśleniu, po czym rzucił na nią jeszcze Protego totalum, na wypadek, gdyby tutejsze koty były nadzwyczaj skoczne.
Przez cały ten czas zdawał się nie zauważać Corbijna. W rzeczywistości jednak nie dało się zupełnie ignorować jego obecności. Zapach papierosów, nawet jakiegoś smakowego gówna, był nad wyraz drażniący dla kogoś, kto od trzech tygodni odmawiał sobie nikotyny.
Tak szybko jak się dało opuścił balkon i przysiadł na łóżku. Rozmyślał nad czymś przez moment, coraz bardziej nerwowo bębniąc palcami o materac i w końcu otworzył torbę.
To był bardzo zły pomysł - zabierać je ze sobą. Powinien był je wywalić jak zwykle, ale z drugiej strony, gdyby teraz ich nie miał, musiałby czekać na dostawę, a wnosząc po tym jak miał wszystkiego tutaj dość, dotarłyby do niego, kiedy już leżałby w śpiączce. Może więc jednak miał rację, pakując je…
Wyjął z torby napoczętą paczkę Trójkątów Bazyliszka.
Chyba, że było to rozumowanie podyktowane nikotynowym głodem. Merlinie jak on nienawidził papierosów.
Wyszedł na balkon, odruchowo stając najdalej jak się dało od drugiego mężczyzny i zapalił papierosa od różdżki. Trzy tygodnie. Trzy tygodnie i wszystko się poszło chędożyć, przez tego wstrętnego smarkacza, któremu trzy lata temu mógł za fajki wlepić szlaban. Ale słodka Morgano – oparł się o ścianę i patrząc gdzieś w dal, jakby odrobinę mniej ostrym spojrzeniem, ponownie się zaciągną - jak mu tego brakowało…


*kiedy Tolkien wejdzie za mocno
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 90
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 14   Pon Lip 24 2017, 16:41

Przed rozpoczęciem pierwszego trudnego roku w Hogwarcie, zapowiadały się wspaniałe wakacje. Piękna, gorąca i magiczna Grecja – czego mógł chcieć więcej? Nie licząc towarzystwa w pokoju, było wręcz idealnie. O ile Liam był dosyć dobrą wiadomością dla Holendra, tak nie potrafił się uśmiechnąć na samą myśl, że poza nim w pokoju będzie jeszcze Edgar. Niespecjalnie płakał z tego powodu, ale tak - nie podobało mu się dzielenie łazienki z Fairwynem. Mógł tylko jak mężczyzna, przyjąć ten dosyć bolesny cios na klatę.
Gdy Fairwyn wszedł do pokoju, Corbijn poczuł się jakby ktoś dźgnął go pod żebra. Kolana delikatnie ugięły mu się pod naporem nieprzyjemnej aury bijącej od nauczyciela run. Ble. Nie wiedział czy to wina papierosów, które palił, greckiego klimatu czy Edgara, ale czuł jak w ustach mu zasycha. Jak wiele negatywnych emocji potrafił obudzić jeden człowiek. Ciekawe czy on w ogóle zdawał sobie sprawę, z tego jak działa na ludzi?
Czuł pewnego rodzaju ulgę, nie musząc wchodzić w żadną interakcje z Anglikiem. Z początku nieco bał się, że się do niego przypierdoli, ale na szczęście nic nie mówił. Nie żeby Holender miałby się przejąć jego opinią. Już i tak się chyba niezbyt dogadywali. Miał gdzieś jeśli będzie gorzej. Szczerze mówiąc to nawet by się ucieszył. Przynajmniej miałby jakąś pewność, że Fairwyn darzy go jakimś uczuciem.
Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy. Ehh, zachciało mu się zabierać jakieś zasrane gołębie na wakacje. Jakby na tych kilka tygodni nie mógł się odciąć od całego świata. Szczerze mówiąc to chyba nikt by nie zauważył jego zniknięcia. Corbijn był gotów postawić swoją miesięczną pensję, na to, że nikt nie przejąłby się zaginięciem Fairwyna.
Nie miał ochoty rozmawiać - nie z nim. Nie wypadało jednak zignorować jego przywitania. W końcu ostatnim razem przekonał się, że Edgar jest zwolennikiem savoir vivre. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Co z tego, że przestrzeganie kilku zasad, nie czyni z nas miłego człowieka. Dla Holendra, nauczyciel run był aspołecznym chujem. Z takim człowiekiem nie da się normalnie rozmawiać. Ciekawe czy w listach też był taki obojętny?
Delikatnym skinieniem głowy, przywitał współlokatora.
Przez moment przyglądał się jego ptakom. W gruncie rzeczy nic do nich niemiał. Trzeba przyznać, że Fairwyn dobrze się nimi zajął, chociaż Holendrowi nie przeszkadzałoby jakieś ćwierkanie. Nie lubił spać zbyt długo, bo cenił sobie czas. Lubił go wykorzystywać w miarę ambitnie. Nawet jeśli był na wakacjach to istniało wiele sposobów na przyjemny odpoczynek. Meh… Tylko dlaczego w takich momentach zastanawiał się o czym myślał Edgar? Ciekawość Holendra była męcząca. Jak wiele osób próbowało rozkminąć co siedzi w głowie tego człowieka.
Na moment odetchnął z ulgą, gdy współlokator wrócił do pokoju. Bez żadnych zmartwień mógł dokończyć papierosa. Lubiło to swoje smakowe gówno, bo za każdym razem smakowało nieco inaczej. Nie nudził się w przeciwieństwie do zwykłego tytoniu, ściąganego nawet z końca świata. Każdy jebał tak samo…
W każdym razie zaskoczył się nieco, gdy Fairwyn wyciągnął swoją paczkę papierosów. Nie spodziewał się, że Edgar pali. Normalnie pewnie by się ucieszył –„ucieszył”, bo nie życzył nikomu nałogów. Z kimś normalnym byłaby to potencjalna szansa na wymienienie kilku zdań, ale z nim już na samym starcie wykluczał taką możliwość. Nie potrzebował cichego towarzystwa na balkonie, gdy przypadkiem będzie miał ochotę zapalić. Albo co gorsza, by dołączał się do niego i Liama. Miał cichą nadzieje, że w razie czego uda mu się namówić Deara na jednego albo dwa papierosy.
Nie zostało mu zbyt dużo, ale nie chciał Kończyc Lordka przy Edgarze. Zgasił peta do szklanej popielniczki, którą ostrożnie podsunął do palącego nauczyciela. Zostawił ją na parapecie i szybko zniknął w pokoju. Merlinie ratuj! Zaklął w myślach i uciekł na moment do łazienki. Przejrzał się w lustrze i wyglądał okropnie. Zimną wodą przemył twarz i umył dłonie by pozbyć się zapachu po papierosach.
Wrócił do pokoju i usiadł na skraju łóżka.
Liam gdzie ty kurwa jesteś? Chciał, by Dear pojawił się w drzwiach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Pokój 14

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Grecja
 :: 
Wyspa Lefkó
 :: 
Gates Hostel
 :: 
Pokoje mieszkalne
-