IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wypadki Przedmiotowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość




Student Ravenclaw
Wiek : 24
Skąd : Irlandia
Galeony : -17
  Liczba postów : 398




Gracz






PisanieTemat: Wypadki Przedmiotowe   Sob 12 Cze 2010 - 18:56


Wypadki Przedmiotowe
Jest to oddział znajdujący się na parterze szpitalu Świętego Munga. Trafiają tu czarodzieje po eksplozjach kociołków, samooparzeń z powodu różdżek, bądź wszelakich kraks miotlarskich, a także wielu innych wypadków spowodowanych przez przedmioty.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Tampere, Finlandia
Galeony : -2
  Liczba postów : 141




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Nie 29 Maj 2011 - 15:16

I oto nadszedł długo wyczekiwany dzień trzeciego i ostatniego etapu turnieju! Tak się szczęśliwie złożyło, że Lotka zgłosiła się na ochotnika, mimo że nikt nie miał zamiaru jej mówić, na czym dokładnie będzie polegało jej zadanie, a całość owiana była tajemnicą. To jednak wcale jej nie zraziło i gdy ochoczo potwierdziła swoją pomoc, dostała instrukcje, których jednak nie można nazwać szczegółowymi. Nawet nie wiedziała, na którego reprezentanta trafi. Oczywiście najchętniej byłby to Manuel, bo przecież jedna szkoła, jeden cel i w dodatku przyjaźń, a Ostberg może udałoby się go przypilnować, żeby nic mu się nie stało. Równie chętnie byłby to dla niej Grig, bo dziewczę odrzucało od siebie wiadomość, że nie ma prawa ingerować w życie Rosjanina i o niego także chciałaby być spokojna. Pozostaje również Steve, z którym negocjacje mogłyby przebiegać w bardzo interesujący sposób i... w tym przypadku dziewczyna również pragnęła być pewna, że nic mu nie grozi. W końcu ostatnio odpadł! Ach, niezdecydowana!
No ale do rzeczy, o umówionej porze pojawiła się na parterze, na wydziale Wypadków Przedmiotowych. Gdy otwierała drzwi, niemal w tym samym momencie otworzyły się przeciwległe, po drugiej stronie pokoju i do środka wszedł Joel. Lotta uśmiechnęła się niepewnie i szybkim krokiem podeszła bliżej, zanim chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Wiem, że na pewno chciałbyś wiedzieć, co właściwie się dzieje i że zapewne nie jestem tą osobą, z którą miałeś się dziś spotkać... - powiedziała zgodnie z otrzymanymi instrukcjami, a chwilę później na jej usta wkradł się charakterystyczny, może wręcz odrobinę cwaniacki uśmieszek. - ...ale wiem, gdzie jest lekarz. I może nawet mogłabym Ci powiedzieć! Jednak musisz mnie do tego przekonać. - dodała, zakładając lewą rękę na biodro i czekając, na jego reakcję. Była ciekawa, co jej odpowie. Wszak nikt nie obiecywał, że będzie łatwo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Nie 29 Maj 2011 - 17:08

Pierwsze, co przemknęło mu przez głowę na widok 'pustego' gabinetu, to myśl, że recepcjonistka na widok jego sprężystych lokencji zupełnie straciła rezon i głowę i sama się pogubiła, gdzie owy gabinet ordynatora się znajduje. No cóż, chciał kobiecie wybaczyć, bo wiadomo - zdarza się, a mylić się jest rzeczą ludzką. Ale kiedy w pomieszczeniu, który najpierw miał być gabinetem ordynatora, a potem okazał się 'pusty' pojawiła się Lottka, na jego i tak blade lico wkradło się niemałe zdziwienie, no i legendarne, powszechnie wszystkim znane 'WTF?!'. Natomiast, kiedy poznana dzięki Rosadowskiemu Meksykanka zaczęła przemawiać do niego jakimiś skomplikowanymi zgadywankami, to jego WTF ustąpiło miejsca WTFFFF, no. W sensie, że tak bardzo się zdziwił. I ja mu się w sumie nie dziwię, bo miał tu przyjąć na rozmowę, która rzekomo miała mu pomóc w następnym zadaniu turniejowym, a tu ni stąd ni zowąd wyskakuje mu Lottka i każe bawić mu się w jakiegoś szpiega z Krainy Dreszczowców, Holmesa, czy jeszcze innego myśliciela kryminalnego, anyway.
- No Lottka... - zaczął jakoś tak nieporadnie - ale po co zaraz te zagadki? O co tu w ogóle chodzi? Nie mogłabyś mnie tak po prostu do niego zaprowadzić? - spytał wielce naiwnie, ale z przymilnym uśmieszkiem, mając nadzieję, że dziewczyna - oceniwszy głupotę wypisaną na jego twarzy - zlituje się i najnormalniej w świecie powie mu, gdzie ma iść.
Już nawet nie wspomnę ile przeróżnych myśli kotłowało u się pod tą kędzierzawą czupryną! No bo helooooł (jeżu, zdecydowanie za dużo tego zwrotu), dostał zaproszenie, stawił się na miejsce chyba po raz pierwszy punktualnie, a tu jeszcze mu każą myśleć, co dla ludzi powszechnie nazywanych tępymi jest to... męcząca męczarnia, ot co. No, nieważne. W każdym razie Joelosław skrzyżował obydwie ręce na klatce piersiowej, także oczekując reakcji Lottki. Aaaaaaaaach, oby się zlitowała!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Tampere, Finlandia
Galeony : -2
  Liczba postów : 141




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Nie 29 Maj 2011 - 20:18

Zdecydowanie bidny Żelek musiał się zdziwić. I to bardzo. I teoretycznie ona powinna to rozumieć i może się zlitować. Jednak niestety, nie to jej było w głowie! Przez chwilę, jak tak patrzyła na coraz to rosnące zdziwienie wymalowane na twarzy Francuza, miała wrażenie, że zaraz zemdleje. W sensie nie ona, tylko on. Ale jednak chłopak wciąż trzymał się na nogach, więc chyba nic z tego. Więc zaczęła do niego gadać, może odrobinę zbyt szybko, ale to przecież turniej, nie? Powinni się spieszyć. Czy to w absurdalny sposób nie kolidowało z jej brakiem chęci ustąpienia?
- Ależ skąd, Joelku, nie ma żadnych zagadek! - zaśmiała się, podchodząc jeszcze krok bliżej. - Przyszedłeś na rozmowę, która ma ci pomóc w następnym i ostatnim zadaniu turniejowym, prawda? Więc oto jestem. - stwierdziła, rozkładając ręce na boki i dając mu do zrozumienia, że to właśnie ona jest jego kluczem do przejścia dalej i że to właśnie z nią ma rozmawiać.
- Ale musisz mnie przekonać, że powinnam wskazać Ci dalszą drogę, nic nie przychodzi tak łatwo. - pokręciła przecząco głową, dalej nie mając zamiaru ustąpić. - Nie wiem, może opowiesz mi jakiś kawał? Albo powiesz coś, czego nie wie nikt inny? Zaskocz mnie.
Czy inni uczestnicy dalej byli na tym etapie, czy już gdzieś dalej? Nie miała pojęcia i frapowało ją to prawie tak bardzo jak to, jak kuzyn Manuela będzie próbował ją przekonać. Bo przecież nie jest jakąś małą dziewczynką, którą można ot tak zbyć, o nie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Nie 29 Maj 2011 - 22:01

No ale przecież Garsąą nie wiedział, że to tylko kolejne - trzecie już - zadanie Turnieju Trójmagicznego. Dalej był przecież święcie przekonany, że jakiś miły koleś chce pomóc jemu ( pozostałej czwórce pewnie też), no i udzielić im jakiś wielce przydatnych wskazówek, jak poradzić sobie na wypadek... jakiegoś nieoczekiwanego zdarzenia, powiedzmy. A tu lipa, bo prawdopodobnie żadnych podpowiedzi i rad nie będzie, no ale ćśśś, bo o tym Joelosław jeszcze nie wie.
- Jak nie ma, jak są? - spytał z miną głupiej żaby, która właśnie wpadła na szklaną szybę. No eeej, Lottka była jego kumpelką. Daleką, bo daleką, no ale jednak, powinna pomagać, a nie kazać mu jeszcze mózgować, w czym, nawiasem mówiąc, nigdy nie był zbyt dobry.
- Dobraaaa, będzie kawał! - mruknął, starając coś sobie przypomnieć. - O! Słuchaj tego; jedzie babcia rowerem, a dziadek się cieszy, że się kółka kręcą! - powiedział wyszczerzony.
Po chwili jednak mina mu zrzedła, bo miał jakieś takie przemożne wrażenie, że kawał był beznadziejny, a on przy okazji na pewno coś pochrzanił. Palnął się otwartą dłonią w czoło, wyrażając tym swoją rezygnację, po czym zwrócił się do Lottki:
- Okeeej, nie znam nic lepszego. Generalnie, to w ogóle nic nie znam. Ale, jak mi powiesz, to, dobra, niech stracę, możemy iść całą paczką gdzieś do baru, ja stawiam! Hę, i co ty na to?
No dobra, niby to można by nazwać łapówką, no ale chciał już iść do tego ordynatora na rozmowę, a potem grzecznie wrócić i opierniczać się w dormitorium. Po chwili wydedukował jednak, że ta rozmowa z Lottką musi mieć jakiś konkretny cel, a może są nawet na jakimś monitorowanym, więc postanowił szybko się zreflektować.
- Yyy, wróć! Nie, żebym coś sugerował, czy coś. Wiesz, to ja chyba cofnę się do tej niezbyt rozgarniętej recepcjonistki - mruknął w końcu zrezygnowany. - Au revoir i widzimy się w Hogwarcie - pożegnał się z Lottką, siląc się na pogodny ton i uśmiech, po czym odwrócił się na pięcie z zamiarem wyjścia z sali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Tampere, Finlandia
Galeony : -2
  Liczba postów : 141




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Pon 30 Maj 2011 - 18:41

Właśnie ta część musiała być dla nich najgorsza. To zaskoczenie. Chyba po raz pierwszy w historii turnieju któryś etap był kompletnym zaskoczeniem i odbywał się bez uprzedzenia. Znaczy nigdy nie było wiadomo, co dokładnie będą robić, ale przynajmniej wiedzieli, że to już. A tu co? Bidaki zostali zwabieni do szpitala, ich koledzy karzą się targować, a tamci nawet do końca nie wiedzą, o co chodzi. I że nie będzie raczej żadnego lekarza.
Gdy zrobił tą swoją minę, której Ostberg pewnie nie potrafiłaby powtórzyć, zaśmiała się, jednak zamilkła już po chwili, przypomniawszy sobie, że to nie odpowiednia pora na takie rzeczy. W końcu turniej! Już miała zamiar się powstrzymać i kontynuować swoją "misję", kiedy Francuz opowiedział swój kawał, jednak wcale nie to ją rozśmieszyło, a ponownie mina chłopaka. I jak miałaby się nad nim nie zlitować? Musiałaby być ostatnią pałą bez sumienia, ot co!
- Ta propozycja wydaje się być nawet kusząca. - stwierdziła, skłaniając się do takiego rozwiązania. Zdziwiła się, gdy nagle Żelek postanowił wrócić do recepcjonistki. Stop, tego nie było w planie!
- Joel, stój! - krzyknęła za nim, podbiegając i chwytając lekko za łokieć, żeby nigdzie jej nie uciekał. - Powiem ci, gdzie jest lekarz. - stwierdziła w końcu, po czym wyciągnęła swoją łapkę przed siebie, żeby pokazać mu drogę. - Musisz iść dalej tym korytarzem, na którym teraz jesteśmy, o tam, aż trafisz na kolejne pomieszczenie po prawej. - wytłumaczyła wszystko ładnie i uśmiechnęła się do niego pogodnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Wto 31 Maj 2011 - 19:27

Aahahaha, kto by pomyślał, że głupie miny pana Garsąą mogą kogoś bawić. No dobra, ja bym pomyślała, ale ktoś mi podpowiada, że mam grać Joelosławem realistycznie, zatem zgodnie z prawdą napiszę, że ten myślał, iż Lottka naprawdę śmieje się z jego kawału, nawet jeśli go spierniczył. Ach, żartowniś z niego!
Zaraz potem Francuz zdziwił się, że kumpelka z Meksyku chciała przyjąć łapówkę, no ale kto by nie skusił się na darmowe picie? No chyba tylko jakiś frajer albo Puchon. Nie, żeby miał coś do Puchoniastych, to miała być aluzja do Colinosława, tak w gwoli ścisłości. No ale odbiegam od tematu. Może początkowo Lottka chciała przystać na tą Joelosą łapówkę, jednak się rozmyśliła, a on już musiał wychodzić. No cóż, jeśli nie dowie się od niej, to od nieogarniętej recepcjonistki, truuudno! Chciał już znaleźć tego ordynatora, pogadać z nim i spadać do zamku. Kiedy już był przy samych drzwiach poczuł uścisk na ramieniu. Jak się okazało, Lottka jednak zmieniła zdanie, no i właśnie dawała mu instrukcję, gdzie ma iść, żeby znaleźć ordynatora Vjakiegośtam.
- O, merci! Jej, jakbyś nie mogła tak od razu! – powiedział do niej wyszczerzony, patrząc w kierunku, który wskazywała Meksykanka. – To lecę, trzymaj się! – pożegnał się po raz któryś tam, po czym ruszył do kolejnego gabinetu, w którym (Alleluja) na końcu sali stał jakiś człowiek, miejmy nadzieję, że ordynator.
No właśnie, właśnie, właśnie! Lottka dobrze myślała, że byli na maksa zdziwieni, bo byli. A co dopiero byłoby, gdyby jakimś cudem dowiedzieli się, że właśnie rozpoczęło się trzecie zadanie turniejowe! Joel zapewne załamałby się, bo wystartował bez rozgrzewki (no dobra, nigdy tego nie robił), nie przemycił jakimś cudem różdżki, no i - co najgorsze - nie przywdział na siebie jedwabnego, błękitnego dresiku Made in Beauxbatons, co było niemalże hańbą i tragedią. Całe, kurcze, szczęście, że miał chociaż na sobie błękitny Tiszercik z Eddiem, to przynajmniej reszta mogła rozpoznać, że to swój, beauxbatonski chłop, no! W każdym razie teraz nie czas ani miejsce na rozmyślanie o tym, jak to bardzo zdziwieni byli, no i debatowaniu, czy jego strój jest aby adekwatny do zaistniałej (i wielce niespodziewanej) sytuacji, a mianowicie trzeciego etapu turnieju, gdyż raz, żaden z uczestników nie domyślał się, że to już kolejny etap turnieju, a dwa, że Joela zewsząd zaczęły atakować latające miotły, kociołki i jeszcze inne siniakopowodujące cholerstwa, yhy. Z racji tego, że nie miał różdżki (a nawet jakby miał, to pewnie nie przypomniałby sobie żadnego przydatnego zaklęcia) musiał radzić sobie inaczej, jakimś swojskim sposobem, wymózgowanym na jego chłopski rozum, bo koleś w końcu sali nawet nie drgnął, a to typek! Joelosłam zasłonił jedną ręką twarz i resztę głowy (nie pytajcie - sama nie wiem jak to zrobił), po czym zrobił miotłowo-kociolkową szarżę przez cały gabinet, po drodze zdzielając z łokcia, kolana, pięści, stopy, obojętnie czego latające i co chwila uderzające go przedmioty. Takim o to niekoniecznie mądrym, ale skutecznym sposobem kung-fu figtera, dotarł aż do samego człowieczka na końcu sali.
- No heloooooł, ja tu przyszedłem do pana po cenne rady, a nie na jakąś cholerną szkołę przetrwania! - powiedział z wyrzutem, ciągnąc typka za rękaw. A wyobraźcie sobie, jak zdziwił się, kiedy jednym pociągnięciem za rękaw fartucha obrócił owego człowieczka twarzą do siebie, a ten okazał się być... SPETRYFIKOWANĄ MUMIĄ ORDYNATORA VJAKIEGOŚTAM! W pierwszym odruchu Garsąą krzyknął przerażony, jak ten Kevin sam w domu, no ale po dokładniejszym przyjrzeniu się dziwnej postaci pod oknem okazało się, że to jednak zwykłą kukła i to z karteczką w ręce! No dobra, lubił liściki, ale nawet to nie udobruchało go, bo ten ważniak z Munga leciał sobie z nim w kulki, a to nie było fajne. Porwał kopertę z dłoni kukły, po czym - z wielce nadąsaną miną - ruszył na korytarz. Postanowił, że zanim pójdzie zgłosić swoje zażalenie do recepcji, to przeczyta ten liścik, bo może jednak tam są jakieś wyjaśnienia albo, hm, no nie wiem... wskazówka? Otworzył kopertę, wyjmując kartkę, która spłonęła w jego palcach, zanim zdążył przeczytać co tam było napisane. O ile w ogóle zawierała jakąś treść. No teraz to zupełnie ogłupiał (WTF IS GOING ON?!), a płonąca wiadomość poparzyła mu palce, więc stał jak ten słup soli i nie zapowiadało się na to, żeby szybko miał odzyskać rezon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Tampere, Finlandia
Galeony : -2
  Liczba postów : 141




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Czw 2 Cze 2011 - 20:41

A mogą, dlaczego nie? W sumie same miny częściej śmieszą ludzi niż ich wypowiedzi. A przynajmniej miny ludzi, którzy mają talent do nieświadomego robienia głupich/dziwnych/nietypowych min.
Przecież to nie była łapówka! To była tylko bardzo urocza forma przekupstwa. A jest różnica! Lotka musiałaby być "tempom dzidom", żeby przepuścić taką okazję! Oczywiście chodzi mi tutaj o towarzystwo Garsąą, a nie picie na jego koszt, żebyśmy się dobrze zrozumieli. No a Joelosław też musiałby być podobnej inteligencji stworzeniem, jeśli naprawdę chciałby ją zostawić i iść się wypytywać o szczegóły w miarę ładnej, ale niezbyt niestety rozgarniętej recepcjonistki. Tak czy inaczej, przecież Ostberg miałą dokładne instrukcje i nie mogła pozwolić, żeby Francuz gdzieś tam się szwendał i nie wiadomo co robił.
- Życie byłoby zbyt proste, gdybyśmy dostawali od razu wszystko. - rzekła jakże rozważnie, słysząc jego wypowiedź. - Powodzenia! - zawołała jeszcze za nim, dodając w duchu przyda ci się.
To musiała być prawdziwa katastrofa. Największą oczywiście brak jedwabnego, błękitnego dresiku Made in Beauxbatons. W normalnych warunkach także odwróciłaby się i poszła w swoją stronę, a następnie teleportowała do Hogwartu lub skorzystała z okazji i skoczyła po jakieś niezbędne rzeczy do Londynu, teraz jednak, kiedy sytuacja była nadzwyczajna, wskoczyła na parapet i machając wesoło nogami, czekała na rozwój wypadków.
Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc hałasy z wnętrza gabinetu. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem. Chyba. Miała nadzieję, że chłopakowi nic się nie stało, bo przecież nie miał czym się bronić! Gdy wyskoczył na korytarz, kicnęła z parapetu na podłogę. Zdziwiło ją to, że Joel trzymał jakąś kopertę. A jeszcze bardziej zdziwiło ją to, że dosłownie po chwili kartka spłonęła. A nawet mistrz szybkiego czytania nie zdołałby niczego przeczytać.
- Garsąą, przylazłeś tu bez różdżki?! - zapytała z niedowierzaniem i naganą w głosie, przyglądając się niby ze zdziwieniem jego dłoniom, w których zaiste żadnego magicznego badyla nie było. - Musisz natychmiast iść po nią do recepcji! - dodała, idąc w stronę odpowiednich drzwi, żeby go pogonić. Czas w końcu uciekał. Pytanie tylko, czy Francuz już ogarnął, że to turniej czy dalej liczył na spotkanie z ordynatorem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Nie 25 Gru 2016 - 21:09

Kapelusz spoczywał spokojnie na stoliku obok łóżka, na którym leżał poszkodowany pan Blythe. Z izby przyjęć odesłali go na wypadki przedmiotowe, z wiadomych względów nie pozwalając mu pokonać tej drogi samodzielnie - wcześniej podtrzymywali go towarzysze tej cudownej nocnej podróży po pokazach, ogniskach (phi) i cmentarzach, później do wszystkich dołączyli uzdrowiciele i nie było mowy o wesołym hasaniu po korytarzach szpitala, w poszukiwaniu sali. List do Iry wysłał niedługo po przybyciu, upierając się swoim stonowanym i wiecznie spokojnym głosem, że zrobi to teraz. Nie wiedział na ile kobieta traciła nerwy, nie dostając żadnej wiadomości o jego zniknięciu, ale on sam pewnie trochę by się zmartwił, szczególnie że w pierwotnych planach miał siedzieć w mieszkaniu.
Diagnoza nie przedstawiała się zbyt wesoło. Przeglądał właśnie wstępny opis, którego od razu zażądał od uzdrowiciela. Był nieco dłuższy niż się spodziewał. Na szczęście nafaszerowali go masą środków przeciwbólowych. Zmęczenie pracą było niczym, w porównaniu do porcelanowo białej skóry i ogólnego osłabienia. Utrata krwi nigdy nie wychodziła na dobre, takie rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Nie 25 Gru 2016 - 21:44

Irina przyszykowała na ten dzień kolację. Dawno już nie miała okazji z mężem spędzić przyjemnego wieczora. Raczej się mijali, zajęci przedświątecznym szałem w pracy i w domu. Każdy jednak swoimi sprawami. Tym razem mialo być inaczej. Wróciła zapakowana siatkami z jedzeniem, przyszykowała posiłek, który tym razem ni uciekł z talerza. Czekała. Czekała godzinę, dwie, ale Archibald się nie zjawił. Założyła, że znów jacyś psotni Gryfoni zmusili go do pozostania dłużej w szkole na dyżurze i rozwiązania jakiegoś przedświątecznego szlabanu. Posiłek pozostawiła i stwierdziła, że w gruncie rzeczy może przyszykować mu inną niespodziankę. Zdążyła przebrać się w bieliznę, kupioną zupełnym przypadkiem przy okazji znalezienia pierwszego wydania historii magii autorstwa Bathildy Bagshot.
Nie ma nic bardziej seksownego w domu Blythe, niż pół-naga gospodyni, poprawiająca okulary na nosie, przewracająca z pełną żarliwością i podnieceniem stare stronnice swojej lektury. Chyba, że pan Blythe wraz z pani Blythe. Dlatego oczekiwała go z równą niecierpliwością. Wtedy też przybyła do niej sowa. Nie takiego towarzystwa się spodziewała.
Czytając list, narzuciła na siebie zimowy płaszczyk, wybierając się czym prędzej do Munga, korzystając z sieci Fiuu. Z przejęcia nie zauważyła nic niestosownego w tym, jak była ubrana. Stojąc przed recepcją, słysząc komentarz o tym, że płaszcz może pozostawić w szatni, miała w sobie na tyle rozsądku, żeby odmówić grzecznie, prosząc o jak najszybsze podanie jej namiarów na pewnego bardzo przystojnego pana Blythe, który musiał na nią czekać z niecierpliwością.
Poprawiając okulary na nosie dodała, udała się do swojego mężczyzny. Powitała go ciepłym uśmiechem od progu:
— Widzisz. Tylko ze mną możesz się czuć bezpiecznie, panie Blythe — rzuciła całkiem poważnie, splatając ręce na piersi i opierając się plecami o ramę w drzwiach.
Bo co by nie było, ich wspólne wybryki jeszcze nigdy nie skończyły się w szpitalu.
— Czym mogę ci służyć, najdroższy?
Obserwowanie go przykutego do łożka sprawiało jej dziwną satysfakcję, pomijająć okoliczności i fakt, ze był mocno poszkodowany jak się okazuje. Podeszła do niego, w podobnym odruchu jak on sięgając po kartę, ale wyczytała z niej zupełnie inne rzeczy:
— Masz na drugie Jeremiasz? I urodziłeś się w lipcu…
Zapisała to sobie w pamięci.
— I straciłeś szansę na prawdopodobnie jeden z lepszych wieczorow w twoim zyciu, ładnie to tak? — odrzuciła rozbawiona kartę na bok, siadając obok męża. Złożyła krótki pocałunek na jego ustach — Jak się z tym czujesz?
To była jej specyficzna forma dopytania, czy wszystko z nim było dobrze… zważywszy na stopień poszkodowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Nie 25 Gru 2016 - 22:43

Złośliwość losu. Gdyby wiedział, że Blythe akurat tego wieczoru postanowi się tak postarać, przeszedłby się na spacer nad Tamizę albo choćby do Hogsmeade żeby nie zawracać sobie głowy imprezami w dolinach. Oparty o ramę łóżka przyjrzał się swojej żonie, bo ostatnio miał niezwykle mało okazji, aby się jej przyglądać. Wyłapał okulary i migdałowe oczęta za ich szkłami, posyłając im spokojne spojrzenie. Uśmiechnął się blado, ale szczerze. Pomijając połamane kości na bankietach i po wyprawach do starych świątyń, faktycznie mógł czuć się dosyć bezpiecznie - zazwyczaj był przy niej w stanie wszelkiej gotowości i działał sprawnie, konkretnie skupiając uwagę na Irinie i otoczeniu, które z jej pomocą mogło ich, przykładowo, zaatakować. Często tak robiło. Teraz zaatakowało bez udziału pani Blythe, ale równie ogniście, na co nie był przygotowany.
- Towarzystwem, złotko - odpowiedział, unosząc nieco głowę i patrząc na kobietę spod przymkniętych oczu. Starał się mówić normalnie, ale starania mógł sobie teraz co najwyżej pogłaskać, bo głos i tak miał bardziej cichy i minimalnie drżący. Jakaś fałszywa nuta wdarła się w przecinek, na co skrzywił się lekko. Pan Blythe nie mógł mieć słabości. Tylko pani Blythe mogła być jego słabością, tylko na osobności.
- Awansowałaś ostatnio na detektywa, Blythe? - dopytał, unosząc się lekko, nie kontrolując odruchu, ale na szczęście nie odczuł żadnego bólu. W karcie, zdaje się, zapisali, co mu podano, ale póki co, wolał nie wnikać. - Gorzej niż wszystkie ścierwa świata - mruknął, pokonując palcami krótką wędrówkę do jej dłoni, przyglądając się jej chwilę, zanim uniósł spojrzenie do znajomych tęczówek.
- Jak bardzo lepszy wieczór straciłem? - no chyba był masochistą, skoro pytał, ale subtelna ciekawość zapukała mu do serduszka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Nie 25 Gru 2016 - 23:20

Chwyciła jego palce naturalnie w swoje, wolną ręką zdejmując okulary, o których zapomniała. Blythe wyglądał jednak jakoś ostro, a lubiła senno-marzeniową mgłę przez którą na niego patrzyła. Zresztą, bez okularów nie widziała lekkich skaz, jak, przykładowo blada skóra męża, która udowadniała, że jego żona była mu jednak naprawdę potrzebna do zaopiekowania się nim. Okulary powiesiła na ściśniętych ze sobą połach płaszcza i uśmiechnęła się tajemniczo.
— Nie wiesz, ze archeolodzy są najlepszymi detektywami?
Podniosła się z miejsca, poprawiając uścisk ich dłoni, które opierała teraz splecione na jego torsie, w czasie kiedy sama, sunąc dłonią od jego szyję, przez tors i inne części ciała, badała co właściwie znaczyły dziwne zapisy dziwnych obrażeń wypisanych w karcie, których nie doczytała do końca, bo akurat dziedzina medycyny zbyt mocno obciążała jej umysł swoimi dziwnymi, niepojętymi ramami.
— Czuję się zazdrosna, że James, czy inny Shepard zdążył się Tobą zająć — zauważyła, w końcu pochylając się z powrotem nad mężem, kiedy zadał jej pytanie o to, cóż mógł przegapić takiego dzisiejszego dnia.
— Wiedza… — zaczęła z pełnym zafascynowaniem dla tego słowa i szacunkiem — bardzo ciekawe zagadnienie. Jak czasami bywa podstępna, wymagająca, albo prowokująca nas do stawiania sobie wysokich wyzwań, z których nie wszystkie jesteśmy w stanie pokonać, aby ją zdobyć…
Taką oto zagadką skwitowała poruszoną przez męża kwestię, pomagając mu trochę rozszyfrować tą zagadkę, przenosząc okulary do kieszeni płaszcza, uchylając go trochę przez rozwiązanie paska. Płaszcz sam się nieco rozchełstał, odsłaniając kawałek tajemnicy, w postaci skrawka koronkowej bielizny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Pon 26 Gru 2016 - 0:19

W życiu by się do tego nie przyznał, ale stęsknił się. Mimo zmęczenia, ocierającego się o wyczerpanie - pracą, sytuacją, wielką wyrwą w nodze - odbierał znajome gesty i zachowania jak nowe, odświeżając w pamięci. Tajemniczy uśmieszek też, zdaje się, zbłądził gdzieś kiedyś między nimi.
- Sprawdzam jednego archeologa w miarę regularnie i faktycznie robi postępy w swoim detektywistycznym świecie - przyznał, nie spuszczając z Irki swojego czujnego wzroku. Wolałby być teraz w domu, co doprowadzało go do wewnętrznej irytacji. Kobieta tylko podsycała to uczucie, ale skupił się na przyjemniejszych aspektach, aktualnie jej wyważonym dotyku.
- Zazdrosna - powtórzył na tyle cicho, na ile mógł sobie pozwolić, aby głos nie zadrżał. Póki miał okazję, skubnął lekko mięciutką wargę Węgierki. Oczy nieco mu odżyły, odrzucając trochę zmęczenia. - Na szczęście wciąż przypadają ci największe zaszczyty w kwestii zajmowania się, Shepard jest czasem kompletnie bezużyteczny. Bezradny - wyrównał temat, bo James nie pofatygował się jeszcze, żeby go poskładać.
Była dziś wyjątkowo wredna, stawiając go w sytuacji prawdziwie niewinnej owieczki. I, o zgrozo, tak się właśnie czuł. Poruszył palcami, wyplątując je niezdarnie z uścisku, aby móc podrażnić irkowy nadgarstek pod rękawem płaszcza. Już kiedy mówiła, wybadał, że pod spodem nie ma zbyt wiele, ale nie spodziewałby się, że aż do tego stopnia. Naturalnie nie powstrzymywał spojrzenia, nie uciekając od czarnej koronki, zdobiącej miękką skórę. Znajome perfumy przedarły się przez szpitalny zapach.
- Ow, nowa - mruknął, bo garderobę swojej żony znał tak dobrze, jak ona sama. Dokładał jej czasem w tajemnicy kilka czarnych ciuszków. - Masz mnie - przyznał, krótkim gestem przeciągając płytką paznokcia pod linią jej szczęki. - Chcesz żebym zszedł na przedwczesny zawał, Blythe? - mogła dalej cieszyć się satysfakcją, bo Archibald dziś nie mógł zbyt wiele. Najmniej mógł w sprawie swojego przyspieszonego tętna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Sob 31 Gru 2016 - 16:53

Ira nie zdążyła nawet zdjąć okularów, dlatego teraz, pochylając głowę nieco w dół, wpatrywała się z niego z nad swoich szkieł, przechylając zabawnie głowę w bok. Zaraz jednak te zostały zdjęte z jej nosa. Zachowywała detektywistyczną czujność. Zamiast jednak zachować pełną powagę, zaśmiała się przyjemnie.
Ten archeolog musi mieć dobrego nauczyciela — stwierdziła, zatrzymując dłoń w jego nogach i usiadła tam tylko na chwilę, zanim wróciła z powrotem bliżej męża, przyjmując z naturalnym uśmiechem skubnięcie swojej wargi. Otóż dawno już nie mieli dla siebie tak dużo czasu. Nie obwiniała o to pracy, bo ona swoją kochała, prawie tak samo, jak pana Blythe. Paradoksalnie, nie mogło się im stać nic lepszego niż uziemienie go w szpitalu, gdzie zdany był całkowicie na łaskę swojej żony.
Nie znam się na medycynie, Blythe. Ale dużo czytam i szybko się uczę — rozejrzała się po pomieszczeniu, wracając do niego spojrzeniem, kiedy wsunął lekko palce pod materiał płaszcza. Przekręciła nadgarstek, uśmiechając się do niego, zanim musnęła go w nos — w medycynie chińskiej na obolałe mięśnie pomaga masaż, ale nie wyglądasz, jakby bolały cię tylko mięśnie. Albo aromaterapia. Myślę, że amortencja może mieć działanie olejków eterycznych. Jestem zwolenniczką teorii, że jest ona odpowiednikiem silnych afrodyzjaków.
W myśl tej zasady, opierając się kolanem przy biodrze mężczyzny, przerzuciła drugą nogę nad jego ciałem, wisząc teraz nad nim w rozkroku. Nie chciała na nim siadać. W obawie, że mogłaby mu tym zrobić krzywdę, dlatego tylko poprawiła materiał płaszcza, ułożyła skrupulatnie dłonie obok jego głowy i spojrzała mu w oczy, zarzucając jedną ręką włosy z jednego ramienia na drugie, wzbijając w powietrze zapach perfum, aromatyzowanych amortencją.
I co, czujesz się bardziej uzdrowiony? — spytała poważnie, prostując się zaraz na wspomnienie o zawale — Nie, to zdecydowanie nie tak powinno działać — stwierdziła skonfundowana, z troską o jego zdrowie zrzucając z siebie płaszcz, który w największym stopniu skrapiany był jej perfumami.
Gdyby ktoś teraz wszedł do tej Sali mogłoby mu się wydać dziwne, co półnaga kobieta robi nad szpitalnym pacjentem, prawiąc o starożytnej medycynie, ale miała doktorat z historii magii i mugolskiej archeologii. Mogła udowodnić, że prowadziła tu właśnie tylko istotne dla swojej dziedziny badania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 192
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 868
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Sob 14 Paź 2017 - 0:35

W całym moim dwudziestoletnim życiu chorowałem bardzo rzadko, a mimo moich skłonności do brawury równie nieczęsto ulegałem poważniejszym wypadkom, które doprowadziły by do dłuższego pobytu w szpitalu. Tym razem było jednak inaczej - kontrabas, który na mnie spadł złamał mi obie nogi w kilkunastu miejscach, a także dość konkretnie pokiereszował moje przyrodzenie. Przez pierwsze dwa dni ból był tak bezlitosny, że wręcz płakałem, a uzdrowiciele z pomocą leków usypiali mnie, żebym nie musiał aż tak bardzo cierpieć. Później było już znacznie lepiej - musiałem cały czas wypoczywać, ale odwiedzali mnie znajomi i rodzina, więc było znacznie raźniej. Spędziłem w szpitalu trochę ponad tydzień, ale trudno ukryć, że mimo iż mnie złożyli wciąż miałem obolałe nogi i krocze. Uzdrowiciel dał mi do zrozumienia zestaw ćwiczeń rehabilitacyjnych i odpowiednie eliksiry lecznice tłumacząc, że mimo przywróconej sprawności całkowita rekonwalescencja może potrwać nawet kilka tygodni.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 243
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15103-selma-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15109-szelma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15110-markiz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15105-selma-budowa#402351




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Nie 15 Paź 2017 - 21:05

Wy nie wiecie kim ja jestem!, darłaby się jak psychopatyczna snobka, ale Selma Fairwyn należała do gatunku osób wychowanych i kulturalnych, więc przemierzając korytarze Munga zachowywała godność osobistą, miotając jedynie gromami z oczu w stronę personelu szpitalnego. Wszelkie prośby i groźby zachowała dla siebie, a stając przed pielęgniarką w recepcji powiedziała władczym tonem, iż chce widzieć swojego syna. (Nie dodała, że chrzestnego, ale to nie była ważna informacja w tym momencie.) Gotowa była zbałamucić każdego ordynatora na swojej drodze, w razie gdyby robili jej problemy, ale na całe szczęście (dla żon tychże) polityka widywania się z pacjentami nie była na oddziale wypadków przedmiotowych zbyt rygorystyczna i dostała się do sali Lysandra niemal bez problemu. Właściwie - zupełnie bez problemu.
- Na Merlina, Lysander, czyś ty rozum postradał? - wyrzuciła z siebie od razu, nim jeszcze zdążyła porządnie usiąść na ustawionym obok szpitalnego łóżka krześle. Perfekcyjność jej ubioru (i generalnie - wyglądu) idealnie komponowała się z tutejszą sterylnością, ale wcale nie czuła się dobrze pośród białych kitlów i cierpiących ludzi. Przywodzili jej na myśl zmarłego ojca. Przez moment sprawiała wrażenie, jakby miała zamiar zasypać chrześniaka gradem oskarżeń w kwestii jego narażania życia, w ułamku sekundy nastąpiła jednak zupełna zmiana mimiki i tonu, przekształcając kapryśną półwilę w łagodną opiekunkę, sięgającą troskliwie do wezgłowia chorego, by poprawić mu poduszkę. - Jak się czujesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 192
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 868
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Nie 15 Paź 2017 - 23:20

(tamten post to wypełnienie polecenia od MG, ta gra dzieje się w trakcie pobytu Lysandra w szpitalu)

Trudno ukryć, że z dnia na dzień mój stan znacznie się poprawiał - trzeciego dnia byłem w stanie już egzystować bez leków usypiających, a czwartego przyjmowałem już gości. Wciąż byłem jednak dość mocno naćpany różnego typu eliksirami przeciwbólowymi, inaczej najpewniej nie byłbym w stanie egzystować. Należałem do dość trudnych przypadków - większość złamanych nóg wychodziła z Munga po dwóch albo trzech dniach, ja ze względu na dziwne okoliczności wypadku miałem spędzić tutaj ponad tydzień, a potem kilka tygodni odpoczywać w domu - gdyby ktoś mi powiedział, że tydzień po wyjściu ze szpitala wsiądę na miotłę to w życiu bym nie uwierzył. Trudno ukryć, że byłem troszkę szalony i zdecydowanie zbyt brawurowy, a swoją lekkomyślność miałem przypłacić dłuższą rehabilitacją. Wracając do obrażeń - no cóż, nogi i przyrodzenie zgniecione przez kontrabas niesiony przez siłę ogromnego Obskurusa to bez wątpienia bardzo osobliwe obrażenie. Mimo tego całego okropnego cierpienia byłem z siebie bardzo dumny - uratowałem życie mojej najlepszej przyjaciółce, z takiego powodu mógłbym cierpieć nawet miesiącami, liczyło się dla mnie tylko to, że Ettie była już bezpieczna.
Mimo, że kolejne dni w Mungu ze względu na towarzystwo znajomych mijały mi całkiem przyjemnie to to popołudnie było wyjątkowe bo odwiedziła mnie wyjątkowa osoba. Gdy ujrzałem moją matkę chrzestną, która pojawiła się w drzwiach mocno przepełnionej sali uśmiechnąłem się radośnie. Teraz, gdy widywałem ją w szkole niemal codziennie, te kilka dni rozłąki było wybitnie uciążliwe. Mimo różnicy wieku Selma Fairwyn była jedną z najbliższych mi osób - poza niewątpliwą urodą i inteligencją jej największą zaletą był fakt, że łączyła cechy matki, ciotki i przyjaciółki.
- Bez przesady - powiedziałem - Po prostu zgodnie z dewizą mojego domu postanowiłem trochę porobić z siebie bohatera.
Mimo dokuczliwego bólu humor mi dopisywał - nie dość, że miałem teraz towarzystwo, to jeszcze chwilę wcześniej przeczytałem w Obserwatorze pochlebne informacje na mój temat. Była to bardzo miła odmiana w związku z tym, że zazwyczaj to szkolne pisemko skupiało się na wytykaniu moich rzekomych chorób wenerycznych. Wciąż byłem wściekły, że Prorok cenzurował prawdziwe zdarzenia, ale inna pisma trochę uspokoiły moją złość.
Lekko zirytowana moim brawurowym (czy też odważnym) zachowaniem Selma, po chwili zmieniła się czułą kobietę, która przyszła się zaopiekować swoim durnym chrześniakiem. Poprawiła mi poduszkę i zaczęła zadawać pytania o moje zdrowie. Obdarzyłem ją lekko skrzywionym uśmiechem i rozbrajającą szczerością powiedziałem:
- Boli jak cholera - by po chwili zażartować - Ale widok mojej najpiękniejszej i najtroskliwszej matki chrzestnej jest jak balsam dla mojego serca i ciała.
Oczywiście sama forma była żartobliwa (no bo na co dzień raczej nie korzystałem z tak kwiecistej mowy), ale sama treść była w stu procentach prawdą - piekielnie cieszyłem się z odwiedzin Selmy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Pon 16 Paź 2017 - 22:35

/Ignorujcie, ja tylko daję posta jednego króciutkiego, zaraz po festiwalu/

Leonardo nie skarżył się wcale na ból pleców - głównie dlatego, że zaraz kiedy tylko Ezra poszedł szukać uzdrowiciela, Gryfon po prostu stracił przytomność. Nie miał pojęcia, czy to z powodu nieprzyjemnego uczucia, które na jawie nie chciało mu odpuścić, czy też po prostu emocje go nie przeciążyły. Ocknął się w każdym razie dość szybko, bowiem zarejestrował jeszcze nawet jak jakiś medyk oglądał go na szybko, a potem zabierał do Munga. Wszystko to strasznie się zamazywało i pierwsze porządne spojrzenie Leo miał dopiero z chwili, w której leżał już spokojnie na miękkim szpitalnym łóżku, z twarzą wtuloną w białą poduszkę. Otumaniony zaklęciami i eliksirami nie wiedział, jak poważna jest sytuacja. Musiał zaczekać na uzdrowiciela, który w końcu wszystko wyjaśnił. Podobno Gryfon cudem uniknął poważnych uszkodzeń kręgosłupa i specjalistom udało się go w pełni poskładać. Jedyny szkopuł był taki, że czekała go seria rehabilitacji i trochę borykania się z bólem w plecach. Na dodatek parę ostrych odłamków pozostawiło ślady na skórze chłopaka i jeden, największy, miał pozostać tam już na zawsze.
Vin-Eurico nieszczególnie się przejmował swoim stanem, notorycznie dopytując o swoich bliskich i dosłownie zamęczając uzdrowicieli o jakieś porządniejsze informacje. W Mungu został tylko na dwa dni, niemal błagając już o wypuszczenie. Wiedział, że o wiele szybciej dojdzie do siebie we własnym mieszkaniu, pod czujnym spojrzeniem Ezry. Stęsknił się za znajomymi, a poza tym nie chciał za bardzo martwić rodzinki, która już teraz zasypywała go pełnymi troski listami.

/zt

______________________

When I'm down on my knees


You are what I believe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 243
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15103-selma-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15109-szelma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15110-markiz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15105-selma-budowa#402351




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Sob 21 Paź 2017 - 0:10

Nie dane było Selmie posiadanie własnych dzieci, a i w przyszłości była to opcja mało prawdopodobna, musiała więc szczątki instynktu macierzyńskiego przelewać na uczniów (rzadko), potomków bliskich znajomych (częściej) i chrześniaków (najczęściej). Swoją drogą, może to i lepiej, że żadne potencjalne dziecko nie zostało skrzywdzone posiadaniem kogoś takiego jak Selma Fairwyn w roli wychowawcy i opiekuna. W szkole trafiały do niej przynajmniej dzieci umiejące samodzielnie korzystać z toalety.
Nieważne zresztą. Generalnie, mówiąc krótko - Lysander był kimś na kształt nieistniejącego syna i Selma za nic nie wybaczyłaby mu, gdyby uszkodził się naprawdę poważnie na jakimś festiwalu.
- Myślisz, że bohaterstwo uchroni cię od określenia tego zachowania jako skrajnie durne i lekkomyślne? - spytała retorycznie, rzucając mu jeszcze groźną minę, ale właściwie miał rację. Nie była w stanie wyrzucać mu tego wszystkiego; po pierwsze, ze względu na jego stan i niekorzystne komponowanie się ze szpitalną pościelą, a po drugie, dumna była przecież z jego heroicznych czynów.
- Powinni zapisać mnie na recepcie dla ciebie jako niezbędny lek - zauważyła cicho, mówiąc właściwie bardziej do siebie niż do chłopaka. Nie cierpiała szpitali, więc na dłuższą metę oszalałaby z przychodzeniem, ale czego się w końcu nie robi dla takich małych Zakrzewskich. - Mam nadzieję, że masz tu dobre warunki. Karmią znośnie? Widziałam całkiem ładne pielęgniarki. - Przeskakiwała z tematu na temat, ale nawet Selma Fairwyn się czasem stresowała - Lys w szpitalu był do tego dobrym powodem. Choć, trzeba przyznać, wyobrażała sobie jego stan nieco gorzej, w charakterystyczny sposób wyolbrzymiając wszelkie możliwe powikłania i zakładając najgorsze opcje, oczywiście. A on tutaj żył sobie prawie normalnie i nie wyglądał wcale na umierającego. Zresztą nawet gdyby rzeczywiście był umierający, trudno byłoby to zauważyć - jako ćwierćwil jaśniał zdrowiem i pięknem w każdej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 192
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 868
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Wto 24 Paź 2017 - 22:16

Moja mama nie żyła już siedemnaście lat i nic nie było w stanie zapełnić pustki po tej niezwykle dobrej i czułej kobiecie. Moje wspomnienia z czasem coraz bardziej bladły i idealizowały Tove Skarsgård i mimo, że miłość do matki wciąż była piekielnie mocna to obecność Selmy w moim życiu stała się dla mnie chociaż pewnym substytutem matki. Nie chodziło o to, że moja chrzestna była przyjaciółką mamy i znała ją lepiej niż kto inny, nie ważne było nawet to, że tak jak ja była potomkinią wili i że tak jak ja miała w sobie krew Skandynawów - najbardziej liczyło się to jak wyjątkową osobą była Islandka i że była dla mnie kimś więcej niż tylko chrzestną.
- Wygrałaś - powiedziałem lekko zrezygnowany, by po chwili trochę przewrotnie, trochę ironicznie dodać - Następnym razem postaram się nie ratować życia moim przyjaciołom.
Miałem świadomość, że Selma się na mnie nie gniewa, a jej wyrzuty są spowodowane jedynie martwieniem się o mój stan zdrowia - chociaż tego nie pokazywałam to było to dla mnie naprawdę bardzo wzruszające. Nie byłem przyzwyczajony do tego, że ktoś się o mnie tak martwił - miałem ojca, dziadków i siostrę, którzy bardzo mnie kochali, ale oni już od kilku lat traktowali mnie jak osobę dorosłą, o którą nie trzeba aż tak bardzo się troszczyć.
- Porcje jak na pięciolatka, a nie dwumetrowego faceta - rzuciłem krzywiąc się lekko - Ale nie narzekam, Bianca mnie dokarmia.
Gdy Selma poruszyła temat kobiet parsknąłem śmiechem - temat kontaktów z płcią przeciwną był tematem, który nieustannie towarzyszył ludziom naszego pokroju. Byliśmy stworzeni do wielbienia przez innych ludzi, co oczywiście skrzętnie wykorzystywałem, gdyż sam miałem okropną słabość do kobiet.
- Co z tego, że ładne skoro więcej niż połowa z nich ma do powiedzenia mniej więcej tyle co mój Nimbus? - stwierdziłem pół żartem, pół serio, by po chwili dorzucić zdecydowanie poważniej - Ładną buzię ma większość dziewczyn.
To chyba nie był temat na rozmowy ze strapioną rodzicielką chrzestną, ale Selma znała mnie doskonale i wiedziała, że nie lubiłem bezsensownych gadek o pogodzie, ocenach w szkole i innych bezsensownych pierdach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 243
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15103-selma-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15109-szelma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15110-markiz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15105-selma-budowa#402351




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Czw 2 Lis 2017 - 23:14

Spojrzenie, jakie Selma posłała swemu chrześniakowi wyrażało przede wszystkim jej urażone ze wszech miar uczucia; gdyby wzrok mógł wypalać dziury w sercu, z pewnością pobyt Lysandra w szpitalu św. Munga przedłużyłby się znacząco, tak samo jak nieszczęsne podziwianie panienek w fartuszkach kitelkach.
- Przecież wiesz, że jestem z ciebie dumna - wypowiedziała wreszcie z nieukrywaną niechęcią, nieomal dodając ale tego nie powinnam ci mówić. Było to jak najbardziej szczere i Zakrzewski na pewno zdawał sobie sprawę z tego, co realnie wyrażał oschły ton kobiety. Nie umniejszała bynajmniej heroiczności jego bohaterskiego czynu - zwyczajnie skupiona była chwilowo na zmywaniu mu głowy wyrzutami za narażanie życia, a ewentualnie peany na jego cześć zostawiła sobie na bliżej nieokreśloną przyszłość. Cwaniak znacząco zaburzał jej plany, czego zwyczajnie nie znosiła.
- W razie potrzeby możesz dać mi znać - skomentowała wypowiedź chłopaka (o przepraszam, mężczyzny) na temat wyżywienia. Biedna Bianca mogła mieć problemy z noszeniem dzień w dzień zapasów jak dla wygłodniałego słonia. Wilka. Wiadomo, o co chodzi. Selma nie była może mistrzem kulinariów i przyrządzała dania po mugolsku, jednak nikt się jeszcze przy niej nie zatruł. To znaczy, na pewno nie jej potrawą...
- Masz bardzo mądrego Nimbusa. - Wywróciła oczami, nie siląc się nawet na uprzejmość. Trzymanie ciętego języka (czy też - w tym wypadku - oczu) na wodzy przy tak bliskich osobach jak ukochany chrześniak uczyniłoby z niej do reszty Królową Lodu. - Rozumiem, że te wnioski wyciągasz na podstawie licznych rozmów i obserwacji, a nie swojego instynktu i szalonej niechęci do filozoficznych dysput? Bądź wyrozumiały, znakomita większość dziewcząt w rozmowach z tobą będzie zawsze pleść trzy po trzy, niekoniecznie ze względu na ułomności w rozumowaniu. Taki nasz urok. - Choć szukać należy właśnie tego ułamka, który nawet w niesprzyjających warunkach obecności wilowego genu zachowa trzeźwy umysł na tyle, by nie robić z siebie durnia.
A przynajmniej nie bardziej niż zazwyczaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 192
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 868
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Pią 10 Lis 2017 - 12:38

Parsknąłem śmiechem wsłuchując się w to wymuszone wyznanie dumy - w głosie kobiety niemal wyczuwałem wewnętrzną walkę - nie dość, że była ona osobą bardzo powściągliwą, to jeszcze musiała skonfrontować swoją dumę ze strachem o mój marny żywot. Selma nie była wprawdzie typową nudną cioteczką, która wpycha w swoich chrześniaków czy innych siostrzeńców masę jedzenia pytając przy okazji czy mają już jakąś pannicę na oku, jednakże pozostawała osobą (względnie) rozgarniętą życiowo, więc wyczyny jej szalonego i niereformowalnego chrześniaka (czytaj mnie) na pewno spędzały jej sen z powiek. Muszę przyznać, że w tamtym momencie było mi nawet minimalnie wstyd, co zdarzało się naprawdę rzadko - było mi głupio, że sprawiłam Selmie tyle zmartwień.
- Przepraszam - powiedziałem z lekką skruchą - Naprawdę nie chciałem, żebyś musiała się martwić. Postaram się ogarnąć.
Mimo wszystko czułem lekką radość, gdy w końcu przyznała się, że jest ze mnie chociaż trochę dumna - była dla mnie niemalże jak matka i mimo bycia wyrodnym chrześniakiem ponad wszystko pragnąłem, żeby mnie akceptowała i nie czuła wstydu, że wyrosłem na takiego, a nie innego człowieku.
- Nie zamierzam zostać tutaj za długo - powiedziałem z lekkim uśmiechem - Poza tym nie chcę Cię zadręczać... Szpital nie jest miejscem dla takich jak my.
Męczyli mnie wszyscy uzdrowiciele, pielęgniarki i ten cały szpitalny blichtr. Lubiłem robić z siebie bohatera, ale leżenie w łóżku nudziło mnie, a w kwestii okropności szpitali zupełnie zgadzałem się z Fairwyn.
Jej kolejną sarkastyczną uwagę podsumowałem śmiechem
- Mimo wszystko wolę obracać się w towarzystwie tych nielicznych, które nie mdleją na sam mój widok - rzuciłem, by po chwili odbić piłeczkę w stronę Fairwyn pół-żartem, pół-serio odpowiadając - Obawiam się, że Ty masz z tym jeszcze większy problem niż ja. Ja z trudem panuję nad tym, żeby nie straci tchu na Twój widok, a co dopiero jakiś facet pozbawiony super mocy.
Chcąc skomplementować moją matkę chrzestną dość mocno wyolbrzymiałem sprawę (czego zapewne miała świadomość znając mnie i moją szarmanckość) - Selma była niezwykle piękna i interesująca, ale traktowałem ją jako członka bliskiej rodziny, a co za tym idzie uznawałem jej atrakcyjność za coś tak normalnego i pozbawionego jakiekolwiek podtekstu tak jak w przypadku mojej siostry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 243
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15103-selma-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15109-szelma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15110-markiz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15105-selma-budowa#402351




Gracz






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Sob 11 Lis 2017 - 23:23

Spomiędzy kształtnych warg wyrwało się westchnienie pełne irytacji, kiedy usiłowała przenieść gromiący wzrok na bardziej neutralne miejsce niż twarz Lysandra. Nie mogła przecież cały czas się na niego denerwować, szczególnie, kiedy leżał, ciężko poszkodowany, w szpitalu - uznałby ją za okropną ciotkę i unikał spotkań, odbierając Selmie resztki poczucia przynależności do jakiejś rodziny. Skoro już nie udawała kawałka marmuru i okazywała ludzkie emocje, trzeba było ograniczać nadmiar tych negatywnych.
- Ogarnąć? I co, następnym razem zrobisz krok w tył zamiast kogoś ratować? - spytała wreszcie, nie siląc się na jakieś owijanie w bawełnę; bo właściwie właśnie do tego się to wszystko sprowadzało. Odpowiedź była jak najbardziej oczywista - takie gadanie, on powie, że będzie na siebie uważał, ale w gruncie rzeczy przecież nie zachowałby się inaczej i Selma doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Oczywiście nie musiał ratować ludzi w każdych okolicznościach, bo niekiedy heroizm faktycznie bywa głupotą, ale Fairwyn, jako realistka, nie miała zamiaru pozwalać na gadanie jakichś pierdół. - Szpital nie jest miejscem dla nikogo - odpowiedziała niemal despotycznie, dołączając to stwierdzenie podświadomie do wcześniejszego tematu - oprócz personelu - mruknęła w ramach dokończenia, rzucając z ukosa spojrzenie na krzątające się parę łóżek dalej pielęgniarki i magomedyka. Naprawdę przystojnego magomedyka.
- Ciesz się, że płynie w tobie krew wili i jesteś moim chrześniakiem - zażartowała, puszczając mu oczko. W wypadku kogoś innego niż Selma i Lysander takie stwierdzenia mogłyby być mocno nie na miejscu i prowokować długie rozważania na temat wyznaczania granic w relacjach międzyludzkich, jednak oni byli po prostu wyjątkiem potwierdzającym reguły. Półwila potrafiła być bardzo bezpośrednia w kontaktach z bliskimi, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że próbując oswoić Lysandra z tym darem (przekleństwem?), musiała często sięgać po stwierdzenia zdecydowanie przekraczające przeciętne kontakty ciotka-chrześniak. Niestety, unikanie tematu mogło przynieść tylko opłakane skutki, a ich więź wcale na tym nie ucierpiała, więc może nadawanie na tych falach nie było w ich wypadku najgorsze? - Czy teraz powinnam zacząć kazanie na temat twojego wieku i czasu na ustatkowanie się, żonę i dzieci? - spytała z całkiem poważną miną; problem wprawdzie tak mocno jej nie dotykał swego czasu, bo nie posiadała licznej rodziny, ale po kontaktach z rodem Fairwynów nie miała wątpliwości, że była to domena wszystkich porządnych kobiet w statecznym wieku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 192
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 868
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   Pią 17 Lis 2017 - 19:39

W gruncie rzeczy czasami nawet lubiłem ją lekko zirytować - na co dzień była tak totalnie nieemocjonalna (przynajmniej na zewnątrz), że westchnienie irytacji albo kwaśna mina na jej twarzy wydawały się sto razy ciekawsze niż u innych ludzi. Po za tym była dla mnie tak ważną osobą, że nawet gdyby regularnie mnie strofowała nie byłbym w stanie zrezygnować z regularnych spotkań - wbrew powszechnej opinii byłem człowiekiem, który kultywował zawiązane więzi i całym sercem kochał zarówno swoich przyjaciół, jak i rodzinę - a tak się składało, że Selma należała poniekąd do obu grup.
- No nie wiem - mruknąłem lekko ironicznie- Może po prostu ograniczę wychodzenie z domu, to chyba trochę pomaga w minimalizacji ryzyka życiowego.
Cały czas w coś graliśmy - oboje wiedzieliśmy, że nie potrafię prowadzić spokojnego trybu życia i że ryzyko jest poniekąd wpisane w moją życiową filozofię. W tym momencie po raz pierwszy żałowałem, że Selma jest tak inteligentna - naprawdę chciałbym jej wmówić, że wszystko będzie dobrze i już nigdy nie zrobię nic głupiego, ale niestety nie było na to szans.
- Tylko co robiłby personel bez pacjentów? - zapytałem równie przewrotnie obdarzając matkę chrzestną wesołym uśmiechem. Mimo wszystko czułem się już znacznie lepiej, a jej obecność zdecydowanie poprawiała mi humor, więc żarty same płynęły z moich ust, mimo że okoliczności może nie były do końca odpowiednie.
Na szczęście wszystko wskazywało na to, że humor matki chrzestnej odrobinę się poprawił i sama zaczęła żartować, co sprawiło, że ja natychmiast się rozpromieniłem, a rozmowy z Selmą na tematy dotyczące naszej mocy były dla mnie totalnie swobodne, mimo różnicy wieku i doświadczeń.
- Może lepiej nie... Mój ojciec był ode mnie rok starszy, gdy pierwszy raz się ożenił i sama widzisz co z tego wyszło.
Miałem na myśli rzecz jasna jego pięć małżeństw: obecne - względnie stabilne, trzy totalnie nieudane i tamto z moją matką, którego podstawą była wielka miłość, i które najpewniej byłoby tym szczęśliwym, gdyby nie wielka strata jakiej doświadczyła nasza rodzina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Wypadki Przedmiotowe   

Powrót do góry Go down
 

Wypadki Przedmiotowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» I Piętro - Urazy Magizoologiczne / Wypadki Przedmiotowe
» Parter - Wypadki Przedmiotowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-