IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Limnos

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Limnos   Czw Sie 03 2017, 00:10

First topic message reminder :


Limnos


Górzysta wyspa, położona na morzu Egejskim. Jej nazwa pada wiele razy w mitologi greckiej, dlatego miejsce cieszy się zainteresowaniem historyków, poszukiwaczy skarbów czy zwyczajnych ciekawskich turystów. Wyspa jest też domniemaną kolebką cywilizacji Etrusków.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 82
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14461-victor-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14462-kolejny-dear-do-kolekcji#383147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14464-sowa-victora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14465-victor-o-i-dear#383295




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Pią Sie 04 2017, 20:26

Nie przepadał za nauczycielem od run. Znaczy koleś był specyficzny i jak to nauczyciel wymagał. No, ale... Ale runy były takie nuuudne. Na szczęście nie o runy chodziło tylko o... Wycieczkę! Tak! Gdy tylko Victor usłyszał o wycieczce, zaraz to pognał do recepcji. Dobrze, że w ogóle się ubrał bo z tych wrażeń mógłby zapomnieć. Taką to spontaniczną decyzją wybrania się w podróż rzuciła Courtney, kumpela ze Slytherinu, którą normalnie wielbił za to, że nie była zniewolona jak to inni niemal czysto krwiści czarodzieje przez magię. I pomyśleć, że Hill ma takie ciekawe mugolskie zainteresowania. A wszystko co mugolskie wręcz domagało się od Victora duuuuużej uwagi.
- A mam cię! - Chciał podejść do Courtney niezauważony, ale chyba mu to nie wyszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 229
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 159
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14564-florence-henderson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14577-florence
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14574-florence-h
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14575-florence-henderson




Moderator






PisanieTemat: Re: Limnos   Pią Sie 04 2017, 20:29

Mimo, że Fairwyn był zrzędą, jego lekcje były jednymi z niewielu, które serio mnie interesowały - były ciekawe i nie wymagały ode mnie użycia różdżki, co niemalże jednoznacznie wiązało się z całkiem dobrymi wynikami w tej dziedzinie. Z racji tego, że już zakończyłam swoją przygodę w Hogwarcie (a może powinnam powiedzieć - w końcu? 12 lat to zdecydowanie za dużo) wiedziałam, że nie będę mogła uczestniczyć w lekcjach run, więc skorzystanie z okazji do zdobycia jeszcze odrobiny wiedzy w tejże materii wydało mi się całkiem rozsądne. Założyłam biały kombinezon zwieńczony delikatną koronką, narzuciłam na to sweter z frędzlami i zjawiłam się w przepełnionej ludźmi recepcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 739
Dodatkowo : kapitan drużyny Huffu
  Liczba postów : 490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13545-gemma-harper-twisleton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Pią Sie 04 2017, 20:30

Historia magii i runy były jej piętą achillesową, szczególnie to drugie, przynajmniej od pojawienia się w Hogwarcie Edgara Fairwyna, który wymagał faktycznej wiedzy i to w jakichś pojebanych ilościach. Mimo wszystko jednak zajęcia terenowe zawsze wydawały jej się ciekawą opcją. Była to chyba jedyna opcja żeby się czegoś w tym temacie nauczyła, bo przesiadywanie nad książką w kasie jakoś jej nie przekonywało. Poza tym czytała ostatnio książki profesora i na nowo zaczęła patrzeć na niego trochę jak na magiczną wersję Indiany Jonesa. Wrażenie to, co prawda znikało, kiedy tylko go widziała, ale może w terenie jakoś udowodni, że coś z niego miał.
Co prawda obawiała się troszkę, że nawet w wakacje ten psychopata będzie sprawdzał stan ich wiedzy, dlatego na recepcje przybyła, niepewnie rozglądając się po zebranych. Była na kilku lekcjach i widziała mniej więcej, kto dobrze radził sobie na tym przedmiocie. W razie gdyby znaleźli się tu sami runiczni geniusze, zamierzała się czym prędzej ulotnić. No i cóż... była Ruth i Bri, które, według niej przynajmniej, świetnie ogarniały temat, była Fire, która mimo, że z profesorem miała na pieńku, to wiedziała o co chodzi, jeszcze jakaś dwójka Gryfonów, która z tego co kojarzyła, na każdej lekcji błyszczała... Poziom reszty był dla niej niestety tajemnicą. Nie była pewna czy widziała ich kiedyś na zajęciach, zresztą o niczym by to nie świadczyło, skoro sama była na nich tylko ze trzy razy. I wtedy zobaczyła pod ścianą chłopaka stojącego z Lottą. Tego pamiętała!
W podskokach podbiegła w ich stronę.
- Kojarzę cię! - "przywitała" Krukona entuzjastycznie, kiedy otworzył oczy - Też jesteś chujowy z run! Nie bierz tego do siebie... - dodała trochę zmieszana - Ja tylko szukam towarzystwa. Twisleton. Gemma Twisleton - przedstawiła się jak zwykle w tym samym stylu i dopełniwszy już formalności uśmiechnęła się do koleżanki - Czołem Lotka!

______________________



PMS MONSTER ALERT! 25-30 każdego miesiąca!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 0%
Galeony : -34
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14815-alistair-crowley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14818-alistair-crowley




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Pią Sie 04 2017, 22:05

Perspektywa lekcji terenowej całkiem zainteresowała Aurora, choćby dlatego, że sam nie miał okazji w takiej uczestniczyć od prawie trzydziestu lat. Stwierdził więc, że chętnie się na nią wybierze, pomimo tego, że sam prowadzący nie wydawał się być szczególnie przyjemnym człowiekiem. Miejsce i temat lekcji pozostawały całkowitą tajemnicą, nawet dla dorosłego już wolnego słuchacza, ale nie zniechęciło go to - wręcz przeciwnie, całkiem zachęciło. Cóż takiego może ich czekać i czego nowego się dowie? Zastanawiał się, czy celem Fairwyna było wzbudzenie ciekawości uczniów, czy po prostu miał ich w dupie na tyle, że nie chciało mu się mówić więcej. Niemniej jednak, przybył do recepcji z której mieli wyruszyć świstoklikiem w nieznane miejsce.
Ulgę przynosił mu fakt, że pomimo jego wysokiej posady w ministerstwie, ludzie raczej nie zdawali się go poznawać. A może udawali. Tak czy tak, sam też mógł trochę odpocząć i dziękował za ten fakt Merlinowi.
Przystanął gdzieś obok, opierając się o ścianę; w taki sposób, aby całą tę ogromną grupą mieć na oku i móc jej się przyjrzeć. Tyle nowych, wyjątkowych twarzy i historii. Sprawdził jeszcze tylko, czy aby na pewno ma przy sobie różdżkę, butelkę wody i niewielkie zapasy jedzenia, na wypadek gdyby złapał go głód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 16
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Moderator






PisanieTemat: Re: Limnos   Pią Sie 04 2017, 23:33

Wakacje były... W porządku. Mecz był całkiem niezłym urozmaiceniem tego całego wyjazdu. W końcu miałam okazję się poruszać. Tak to raczej siedziałam, a właściwie leżałam na plaży brzuchem do góry. Bo to wstyd przecież wrócić z wakacji bez opalenizny! Dlatego słońce, plaża, kolorowe drinki to cztery słowa, które idealnie opisują mój pobyt w Grecji. Więc kiedy usłyszałam "zajęcia terenowe" od razu spakowałam torebkę. Przygotowałam od razu mój outfit, wsunęłam na nos czarne lenonki i byłam gotowa do wyjścia. Co prawda starożytne runy są dla mnie tak niezrozumiałe, że szkoda gadać, ale mam nadzieję, że nie będę musiała błyszczeć podczas zajęć wakacyjnych. Tym razem profesor Fariwynn mnie z lekcji nie wyrzuci za złą odpowiedź na jego pytanie, prawda?
Weszłam do hotelowej recepcji, gdzie zgromadziła się całkiem spora grupa ludzi. Wypatrywałam kogoś, komu mogłam narzucić się ze swoją osobą i całe szczęście wypatrzyłam w tym tłumie @Bridget Hudson, do której zaraz podeszłam z uśmiechem na ustach.
- Cześć, Bri - przywitałam się dźwięcznym głosem. Ona w przeciwieństwie do mnie miała jakiekolwiek pojęcie o starożytnych runach. Ba, była wręcz dobra z tego przedmiotu, więc warto byłoby ją mieć przy sobie w trakcie tych zajęć. Zaczęłam przyglądać się reszcie zgromadzonych. Jak na złość moje spojrzenie padło na Ezrę i Leonarda. Aż mi serce do gardła podskoczyło. Słyszałam już niejednokrotnie plotki, jakoby Ezra przeszedł na drugą stronę mocy, ale nie mogłam w to wierzyć. Może bardziej nie chciałam. Strasznie mnie to wpieniało, że nie wiedziałam nic na sto procent.
- Myślisz, że to prawda? - spytałam Bridget. Nie musiałam tłumaczyć, o co mi chodzi. Na pewno wiedziała. I pewnie sama zastanawiała się nad tym samym. Ją pewnie bolało to bardziej niż mnie. Ezra był dla mnie obecnie dobrym znajomym. Może nawet on sam nazwałby się moim przyjacielem. Ale ja nie byłam tego taka pewna. W końcu, gdybyśmy się przyjaźnili, to rozwiałby moje wątpliwości dawno temu.

______________________

Melody Kingston

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 919
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Pią Sie 04 2017, 23:41

Ziewnął, pomimo dosyć mocnej kawy wypitej do śniadania. Czyżby się nie wyspał?
Gdyby nie sytuacja na balu i krótki, acz treściwy opis Ruci na temat profesora Fairwyna, Dorien prawdopodobnie byłby dużo bardziej podekscytowany tą wycieczką. Fascynacja Deara podróżnikiem i odkrywcą (który przecież jednocześnie był też jego wujem!) bardzo osłabła po niezbyt sympatycznym spotkaniu obydwu panów na terenie szkoły, aczkolwiek razem z prawie-narzeczoną zdecydowali, że wybiorą się na organizowaną przez profesora wycieczkę. Jeśli Fairwyn zawiedzie i nie będzie im się podobać wykład, zawsze mogą odłączyć się od grupy i iść sobie na spacer, trzymając się za ręce i emanując swoim stanem zakochania.
Póki co emocje były jeszcze mocno uśpione. Czekali w recepcji, gdzie powoli schodzili się żądni przygód uczniowie i studenci. Dorien szczelnie obejmował swą ukochaną w sposób, że mogłaby plecami oprzeć się o jego klatkę piersiową. On natomiast, zupełnie niewzruszony, przyłożył policzek do czubka jej głowy i mógłby przysiąc, że oczy przymknął zaledwie na kilka sekund.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 141
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Sob Sie 05 2017, 00:06

Sam nie wiedział dlaczego to robi. Od rana zadawał sobie pytanie – dlaczego? Dlaczego postanowił wybrać się na jakąś głupią wycieczkę z Fairwynem? Ubzdurał sobie nauczycielski  obowiązek w związku, z którym czuł się odpowiedzialny za uczniów. Chciał nieco odciążyć Edgara, by przypadkiem liczba zainteresowanych go nie przytłoczyła. Nie wątpił w umiejętności nauczyciela, wiec nie miał zamiaru wtrącać się zbyt mocno. Zresztą, Fairwyn pewnie zabiłby go spojrzeniem, gdyby Thijs mu przeszkadzał. Miał dosyć bezsensownych konfrontacji z nauczycielem run, w których to był tylko obdarowywany nieprzyjemnym spojrzeniem. Myślał by stanąć sobie gdzieś z boku i w razie czego świadczyć pomocą dla uczniów.
Z pokoju wyszedł przed Anglikiem. Do zwykłego plecaka spakował kilka najpotrzebniejszych rzeczy takich jak różdżka czy butelka wody. Nie było tego zbyt wiele, bo nie miał nawet potrzeby pomagać sobie zaklęciami. Ubrany dosyć letnio zszedł na recepcję. Sporo uczniów się już zebrało. Nie byli to wszyscy z Grecji, ale frekwencja i tak była dosyć niesamowita. Rozejrzał się po korytarzu. Szkoda, że Liama nie było. Musiał poszukać jakieś inne towarzystwo. Z boku stał Auror przydzielony do ich pokoju. Spędzał w pokoju tak mało czasu, że nie miał jeszcze okazji poznać go lepiej. Dlaczego nie zrobić tego tutaj.
-Co pan sądzi o uczniach? – zagadnął do @Alistair Crowley i stanął tuż obok niego. Plecak postawił na ziemi i oparł się plecami o ścianę. Dłonie schował do kieszeni, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Cieszył się, że w pewnym sensie będzie miał okazję nieco zintegrować się z uczniami, chociaż był świadom, że to Fairwyn skradnie całą publikę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Leeds, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 261
  Liczba postów : 143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14313-varian-cairndow#377825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14349-przybyla-potega-moment-nie-to-uniwersum#379525
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14356-ragnaros#379874
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14350-varian-cairndow#379529




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Sob Sie 05 2017, 03:42

Wycieczka organizowana przez tego świra od run? Pewnie, że Valerian bierze w tym udział! Co tam, że nie było mowy o tym co będą robić ani gdzie jadą, gryfon miał już dość siedzenia i smażenia swojego tyłka, potrzebował jakiejś odskoczni tym bardziej po przegapieniu wakacyjnego quidditcha. Jak on to zrobił nie pytajcie, w kolejnym musi wziąć udział ale to nie temat na teraz.
Cairndow znalazł się na miejscu zbiórki dosłownie minute przed czasem. W tłumie dostrzegł znajome twarze, te do których chętnie się uśmiechał i te drugie. Skinął głową @Leonardo O. Vin-Eurico a resztę chwilowo olał. Będą mieli jeszcze sporo czasu jak dotrą na miejsce wycieczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Sob Sie 05 2017, 04:45

Edgar nudził się na tych wakacjach obrzydliwie. Brak gabinetu, w którym mógłby spokojnie pracować był jeszcze większym problemem, niż mu się z początku wydawało. Każdy zakątek na wyspie, który usiłował zaadaptować sobie w pracownie, prędzej czy później zostawał odkryty i naznaczony irytującą obecnością obcych.
Kręcący się wszędzie turyści uniemożliwiali pracę za biurkiem. Tereny również odpadały i to wcale nie ze względu na jego chorobę. Był tak zdesperowany potrzebą zajęcia, że to, czy przeżyje zeszło na drugi plan. Ach, te uzależnienia… Abstrahując więc od śpiączek, nie mógł wyrwać się z nudnej jak flaki z olejem Lefko i oklepanej Agrios, ponieważ musiał przynajmniej sprawiać przed dyrekcją pozory, że wywiązuje się z obowiązku sprawowania opieki nad młodymi turystami.
Głębsze poznawanie starożytnych kultur było jego pasją, jego olejem napędowym i jedyną motywacją do życia. Pracę (nie nauczycielską, ale tę, którą zajmował się po godzinach) w hierarchii potrzeb stawiał na równi z tlenem. To właśnie popchnęło go do zrobienia ostatniej rzeczy, o jaką ktokolwiek, z nim samym na czele, kiedykolwiek by go podejrzewał – zorganizowanie z własnej woli dodatkowych zajęć. Tylko pod pretekstem lekcji miał szansę uciec z zastygłej w stagnacji Lefko.
Na recepcji pojawił się, jak na perfekcjonistę przystało, dokładnie o wyznaczonej godzinie. Jego wejście mogło wywołać jedną pewną sensację, wśród osób, które przywykły do widoku profesora w pełnym garniturze. Tym razem Fairwyn miał na sobie jasnobrązowe bojówki, a luźna biała koszula miała podwinięte mankiety i rozpięty pod szyją guzik. Jego wygląd zapowiadał, że chyba naprawdę będą zajmować się czymś ciekawym. A przynajmniej Edgar będzie.
Ignorując uczestników wycieczki, podszedł do recepcji i odbył krótką rozmowę ze stojącym przy niej Grekiem w jego ojczystym języku. Miejscowy po chwili wyszedł na ganek, a Edgar odwrócił się do zebranych. Nie spodziewał się aż takiego zainteresowania, ale teraz musiał to zaakceptować. Dlaczego nie wpadł wcześniej na to, żeby zorganizować wyjazd tylko da wybranych? Nuda naprawdę przytępiała rozum… Logistycznie nie powinni mieć mimo wszystko problemu – obiecano mu jakiś pokaźniejszych rozmiarów świstoklik, a jeżeli chodzi o utrzymywanie dyscypliny, to raczej nigdy nie miał z tym większych kłopotów. Poza tym przyszło sporo wakacyjnych opiekunów – może będzie z nich jakiś pożytek.
Wyciągną z jednej z kieszeni kawałek pergaminu i pożyczył z lady pióro. Nabazgrała na kartce datę i podał ją stojącej pod ręką Sourwolf.
- Wpiszcie się – powiedział cicho, ufając, że reszta będzie na tyle bystra, żeby bez jego pomocy domyślić się, że była to lista. Kiedy oni się podpisywali, Edgar przemówił głośniej, tak żeby słyszeli go wszyscy:
- Przenosimy się na wyspę Limnos do greckiego oddziału Czarodziejskiego Instytutu Etruskologii. To jednostka badawcza, a nie jakieś tam muzeum, więc nie wpuszczają tam turystów od tak. Zaręczyłem za was własnym imieniem, więc macie się zachowywać. Nie będę się bawił w uspokajanie, tylko odsyłał od razu na Lefko.
Tymczasem wrócił Grek i w rodzimym języku poinformował o czymś Edgara. Fairwyn skinął na grupę i wyprowadził ich na ganek, na którym leżała teraz ogromna, wytarta opona od traktora – ich świstoklik.
Szczęśliwie wszyscy się przy nim pomieścili i już po chwili znajdowali się na Limnos. Stali u podnóża góry, a nieopodal nich, w drewnianej budce siedział, czytający książkę mężczyzna. Oderwał wzrok od lektury, przyglądając się przybyłym znad okularów. Nie wyglądał na specjalnie zdziwionego.
Edgar podszedł do budki i wręczył mu jakiś wyciągnięty z kieszeni pergamin. Stróż próbował nawiązać z nim jakąś przyjazną pogawędkę, ale wyraz twarzy runisty ostudził jego zapał. Odchrząknął nerwowo i stuknął różdżką w skałę, na której w tym samym momencie zaczęły pojawiać się napisy, w jakimś zbliżonym do greckiego alfabecie. Po chwili ściana pod napisem rozstąpiła się, tworząc kamienną bramę, prowadzącą do wnętrza góry.
W tym czasie Fairwyn wrócił do grupy i nie chcąc tracić czasu na bezsensowne przyglądanie się magicznym drzwiom, bez entuzjazmu, pokrótce rozpoczął wykład:
- Instytut założono we Włoszech w 1724 roku i funkcjonuje tam do dzisiaj. Na dzień dzisiejszy działa 18 jego oddziałów, większość na półwyspie Apenińskim i w Grecji. Tutejszy powstał w 1751. Początkowo miał badać teorię greckiego pochodzenia Etrusków jednak wraz z dokonywanymi tu odkryciami, rozszerzał działalność. Obecnie na jego terenie znajduje się pięć katedr: antropologii, językoznawstwa, dyscypliny etruskiej, teologii i archeologii głównej. Zajrzymy do kilku z nich, a w ostatniej będziecie mieli jakieś tam warsztaty. Na Limnos od wieków prowadzone są też wykopaliska. Jakieś pytania zanim wejdziemy?
Wszystko to mówił bez większego zainteresowania, za to z jakimś ledwie wyczuwalnym, ale i tak zupełnie nie podobnym do niego pośpiechem w głosie. Tak jakby mimo braku zainteresowania własnymi słowami, czymś się ekscytował. Tylko czy Edgar T. Fairwyn w ogóle potrafił się ekscytować?

---------------------------------------------------------------------
Bardzo Was przepraszam, ale padam na ryj, toteż dziś urwę tutaj. Na pytania i jakieś takie macie czas do 6.08 godz. 19.28. Kolejny etap będzie jakoś w nocy 6/7.08. Jak chcecie to możecie coś poodpierdzielać, ale przypominam, że Edgar ma oczy dookoła głowy i nie rzuca słów na wiatr, także na własną odpowiedzialność c:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 634
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Sob Sie 05 2017, 13:09

Leo z zaskoczeniem obserwował, jak w recepcji pojawia się coraz więcej osób. Plus bycia wysokim? Wszyscy widzą ciebie, ty widzisz wszystkich. Nie spodziewał się aż takiej frekwencji na zajęciach Fairwyna, ale najwyraźniej nie tylko on postanowił tak spontanicznie wybrać się w nieznane. Gryfon na lekcjach starożytnych run stopy nie postawił - co więcej, w ogóle nigdy tego nie rozważał. Wycieczka to wycieczka, istniała szansa, że jakimś cudem nie zanudzi się na śmierć. Udało mu się wypatrzyć w tłumie @Ezra T. Clarke i na chwilę pochwycić z nim kontakt wzrokowy, przez co uśmiechnął się szeroko. W tym uśmiechu można było znaleźć odrobinę dumy - Leo nie mógł nacieszyć się własnym szczęściem. Sam również nie ruszył w stronę swojego chłopaka, ale to raczej dlatego, że dostrzegł Courtney i doszedł do wniosku, że nie chce sprowokować jakiejś afery. Pomachał za to przyjaźnie do @Valerian Cairndow. Zanim udało mu się faktycznie nawiązać z kimś kontakt (uśmiechnął się też ciepło do @Ruth Wittenberg!), do akcji wkroczył profesor Fairwyn. Do Leo dotarła jakaś lista, na którą pospiesznie się wpisał. Potem zostali zaprowadzeni na zewnątrz, gdzie czekał świstoklik pod postacią wielkiej opony. Vin-Eurico nigdy nie lubił świstoklików. Ani teleportacji. Ogólnie, jakoś bardziej przemawiały do niego "normalniejsze" środki transportu. Tak czy inaczej, wielka wyprawa została rozpoczęta! Nim się obejrzeli, już byli w tajemniczym miejscu u podnóża obcej góry. Leo wykorzystał fakt, że Fairwyn poszedł załatwić coś w jakiejś budce (ze strażnikiem, albo kimś takim?). Podszedł od tyłu do @Venus Maria Ortega i zarzucił jej rękę na ramiona, pochylając się przy tym mocno.
- Hej, mała - przywitał się cicho, ale wesoło. Jakoś nie udało mu się jeszcze w te wakacje zgadać z Gryfonką, a bardzo lubił jej towarzystwo. - Jak myślisz, bardzo się wynudzimy? - Teraz to już prawie szeptał jej do ucha, zerkając kontrolnie na Fairwyna. Co z tego, że nie lubił starożytnych run? Nie chciał w trybie ekspresowym wrócić na Lefkó... tym bardziej, że zaraz pojawiły się magiczne drzwi prowadzące do wnętrza góry. Później niestety psorek zaczął przynudzać, ale Leo starał się słuchać grzecznie (albo raczej udawać, że słucha). W gruncie rzeczy ciekaw był, jak będzie dokładnie wyglądać ta wycieczka.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 158
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Sob Sie 05 2017, 23:30

Kiedy Victor próbował ją wystraszyć, bardzo nieudolnie zresztą, stała niewzruszona i dopiero po chwili obdarzyła go pobłażliwym spojrzeniem. Jego próba nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia.
- Rzeczywiście, prawie na zawał padłam - stwierdziła z przekąsem, po czym dodała: - Mam nadzieję, że zabrałeś różdżkę? - wolała się upewnić, choć chyba skrajną głupotą byłoby zostawić ją w pokoju, a wybrać się na zajęcia. Wiedziała jednak, że propozycja była spontaniczna i łatwo zapomnieć nawet o tak oczywistej rzeczy. W końcu szturchnęła towarzysza, podbródkiem wskazując na przybyłego przed chwilą nauczyciela, który wyglądał... cóż, wakacyjnie, jednak w jego wydaniu wyglądało to dość niecodziennie.
- No i co tam u ciebie? Opowiadaj - zapytała, jednocześnie odbierając z czyichś rąk listę i wpisując siebie oraz Victora. Spodziewała się zapewne jakichś pikantnych historii, a może zwyczajnie chciała być uprzejma i zanim rozgada się na dobre, pozwolić dojść do jakiegokolwiek słowa ślizgonowi - gdy jej struny głosowe wreszcie zaczną pracę na wysokich obrotach, będzie o to raczej ciężko. W milczeniu słuchała przemowy profesorka, podążyła za tłumem na ganek i chwyciła świstoklik. Wkrótce znaleźli się we wnętrzu Instytutu, a Fairwyn senior rozpoczął wykład, który zupełnie nikogo nie interesował. Kalifornijka spojrzała na Victora i uczyniła dłonią gest kłapania buzią, coby dać do zrozumienia, że nudne jest to przeraźliwie. Tak naprawdę miała nadzieję, że porobią coś ciekawego, więc starała się nie przeszkadzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Oviedo, Hiszpania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 77
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14709-venus-maria-ortega?nid=2#392316
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14713-venus-z-oviedo#392342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14712-hola-amigo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14711-venus-m-ortega#392338




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Nie Sie 06 2017, 18:48

Wyspa Limnos. Ortega miała szczerą nadzieję, że zadzieje się tutaj coś ciekawego, a przynajmniej niecodziennego. Bo prawdę mówiąc, starożytne runy interesowały ją tyle, co populacja ryb w Atlantyku, czyli właściwie nijak. Aczkolwiek tam, gdzie pojawia się spora grupa ludzi, jakaś tajemnica i zmiana otoczenia – coś powinno się rozegrać, dlatego też nie zniechęcała się.
Góra wyglądała obiecująco; Hiszpanka oglądała ją uważnie zastanawiając się, co pojawi się dalej, kiedy poczuła na ramionach silną, ciepłą rękę Leonardo O. Vin-Eurico. Zaskoczył ją, co potwierdziło machinalnie jej ciało, odrobinę drgając. Uśmiechnęła się jednak promiennie, obracając buzię tak, by spojrzeć na przyjaciela.
- No cześć, wielkoludzie. Musiałeś się gdzieś głęboko zaszyć, skoro do tej pory Cię nigdzie nie widziałam. – odrzekła żartobliwie, przelotnie cmokając jego policzek w ramach przywitania, podczas, gdy profesor zajęty był załatwianiem czegoś w drewnianej budce. Miło było widzieć Leo, zwłaszcza tutaj, biorąc pod uwagę, że nie wiadomo tak naprawdę było, co ich czeka za tą górą. Zerkając tak na chłopaka, Ortega stwierdziła, że koniecznie muszą nadrobić zaległości. Może gdzieś przy kielichu.
- Pewnie bardziej, niż zakładamy. – odpowiedziała równie cicho, puszczając do Leo oko. Zamilkła, kiedy pojawiła się przed nimi brama, a profesor zaczął mówić. Również nie chciała wylecieć stąd już na samym wstępie. Swoją drogą monotonny ton głosu, którym Fairwyn począł wykładać, jakoś rozczarował Ortegę, która spodziewała się po nauczycielu nieco więcej zaangażowania. Jakiekolwiek wyobrażenia na temat profesora wyciągała jednak tylko z jego książek, odbierając go jako żywiołowego podróżnika. Czy to możliwe, że rzeczywistość była skrajnie inna? Ściągnęła brwi.
- Myślałam, że jest bardziej energiczny. – rzekła niemal bezgłośnie do Leo, kiedy profesor skończył ten ponury monolog.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Wto Sie 08 2017, 01:37

Dał im dosłownie kilka sekund na wymyślenie pytań, czego na szczęście nie wykorzystali i gestem nakazał im iść za sobą.
- Wchodzicie ze mną, wychodzicie ze mną. Trzymajcie się w grupie i niczego nie dotykajcie – wyliczył jeszcze zanim przeszli przez kamienną bramę.
Weszli do ogromnego wydrążonego w skale korytarza, oświetlonego jasno wiszącymi pod stropem magicznymi świetlnymi kulami. Na nierównych ścianach, ciągnąc się od wejścia w głąb, wisiały zdjęcia i plakaty opisujące historię Instytutu. Edgar jednak nie dał reszcie nawet chwili na zapoznanie się z nią, czy chociażby omiecenie wzrokiem całej sali. Nie mieli przecież pytań.
Nie zwalniając kroku zaprowadził grupę we wnękę po swojej prawej stronie. Do niej również prowadził kamienny łuk, ozdobiony u góry napisem w alfabecie, który jak chyba każdy już się domyślał był etruskim. Weszli do jeszcze jaśniejszego pomieszczenia, przypominającego dziedziniec z krużgankami, z tym, że znajdował się w środku. Na posadzce namalowana była mapa obejmująca Europę, Bliski Wschód i Azję Mniejszą, a kilka cali nad nią wisiały zaczarowane kolorowe szlaki i symbole, przez które swobodnie można było sobie przejść, nie psując układu. Na tarasach stało kilku czarodziejów, przyglądając się z większym lub mniejszym zaciekawieniem turystom. Edgar zatrzymał grupę mniej więcej na Ukrainie.
- Znajdujemy się teraz w katedrze antropologii. Działa od początku założenia tego oddziału i tak jak wspominałem wcześniej bada pochodzenie Etrusków, z tym że rozszerzyła działalność również na pozostałe teorie. Gdyby ktoś z was planował zająć się etruskologią, czy tak naprawdę poznaniem jakiejkolwiek innej cywilizacji, od tego zaczynacie. Nie mamy czasu, żeby zatrzymywać się tu na dłużej, jestem pewien, że profesor Morris będzie Wam w stanie powiedzieć dużo o tych teoriach jeżeli go poprosicie. Pytania? – spojrzał na zegarek i nie dając im zbytnio czasu na wymyślenie jakiegokolwiek, zawrócił ich do wyjścia.
Z głównej sali, przeprowadził ich pod kolejnym kamiennym łukiem. Za nim nie było jednak żadnego dużego pomieszczenia, a znacznie węższy i niższy od pierwszego korytarz, nadal jednak wystarczająco duży, że bez problemu przeszedłby tamtędy słoń. Po obu stronach znajdowały się szeregi drewnianych drzwi z przybitymi do nich tabliczkami. Edgar nawet nie rzucił okiem w stronę jednej z nich, na której znajdowało się jego własne nazwisko. Czasy spędzone w Instytucie były bez porównania lepsze od tych na nauczycielskiej posadzie, ale sentymentalizm nie był jego bajką.
Doszli na koniec korytarza i Edgar wpuścił ich za znajdujące się tam większe od pozostałych drzwi. Tym razem byli w pomieszczeniu będącym jakąś biblioteką. Na wysokich regałach stały szeregi ksiąg i zwojów. Były też niższe półki, na których, otoczone przeźroczystą, magiczną barierą, leżały pokryte symbolami tabliczki, blaszki, naczynia i kawałki materiałów.
- To jest biblioteka główna katedry językoznawstwa – wyjaśnił na wypadek, gdyby ktoś był zbyt tępy, żeby się domyślić – Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem w przyszłym roku zaczniemy omawiać etruski, więc potraktujcie to jako wstęp. Możecie się poprzyglądać materiałom, tylko nie rozchodźcie się bardzo – rzucił z łaską, a sam kontynuował wykład tej grupce, która była bardziej zainteresowana – Etruski w ogólnym zarysie jest obecnie całkiem dobrze poznany, mimo słabej bazy danych. Po Etruskach nie zachowały się żadne książki ani dłuższe teksty pisane. Te, które tu widzicie i inne badane materiały, to niepowiązane ze sobą fragmenty, dlatego nadal trwają prace nad jego odcyfrowywaniem. Naukowcy wysnuli nawet tezę, że Etruskowie celowo zniszczyli swoje najcenniejsze księgi (na czele z tymi opisującymi magiczne rytuały), gdy zrozumieli, że ich cywilizacja się kończy, żeby ich wiedza i kompetencje nie trafiła w niepowołane ręce.
Przez dłuższy czas znany był tylko alfabet. Przełom w poznaniu etruskiego nastąpił w drugiej połowie XIXw., dzięki znalezionej tu, na Limnos, steli z końca VI w p.n.e
– podszedł do jednej z magicznych gablot, w której stała kamienna płyta z inskrypcją i płaskorzeźbą – Napis bardzo przypomina etruski, zaś zastosowano tu alfabet zachodnich obszarów Grecji w jego lokalnej, przedhelleńskiej formie. Tak więc zrekonstruowano dawną jedność językową mieszkańców Limnos i Etrurii. Dzięki temu, łącząc zasady lingwistyki opisowej oraz metodę etymologiczną z kombinatoryczną, etruskologom udało się odbudować fonematykę, morfologię i strukturę języka etruskiego. O wiele trudniejsza jest interpretacja znaczenia słów, z racji małej bazy tekstów i to jest wyzwanie przed którym stoją dzisiejsi etruskolodzy. Dlaczego poznanie tego języka tak interesuje czarodziejów dowiecie się w katedrze dyscypliny etruskiej. Panie Dear – zwrócił się do @Calum O. L. Dear – Zechciałby pan wyjaśnić reszcie, czym jest dyscyplina etruska? – Fairwyn zazwyczaj sprawiał wrażenie jakby nie obchodziło go to, co mówili ludzie i z resztą było to zgodne z prawdą. Z czego jednak mało kto zdawał sobie sprawę, to że zawsze słuchał on tego o czym mówiono w jego obecności. Nigdy nie wiadomo, kiedy jakaś bzdurna informacja mu się przyda. Tak jak teraz zupełnie nieinteresująca wzmianka między innymi nauczycielami, o tym, że Calum Dear wyróżniał się na tle klasy na zajęciach z wróżbiarstwa, pozwoliła mu zrzucić wątpliwą przyjemność mówienia do w większości znudzonych, nieprzejawiających żadnej inteligencji twarzy, na chłopaka, który swoją drogą idealnie pasował do tego opisu.

----------------------------------------------------------------------
W tym etapie znowu nie musicie nic pisać, ale na dole macie 3 scenariusze (miało być więcej, ale mi się nie chce jednak), z których możecie sobie skorzystać, gdyby chciało Wam się jednak pisać, na przykład po to, żeby potem mieć mniej do opisywania. Każdy może by wykorzystany tylko raz, także kto pierwszy ten lepszy.
@Calum O. L. Dear – jeśli coś tam opowiesz to dostaniesz punkt z wróż. Jeśli się jednak nie podejmiesz, to daj znać @Florence Henderson i wtedy Flo zakłada, że jak Calum już dał ciała, to Edgar poprosił ją. Rzucałam między Wami monetą xD Gdyby jednak odpowiedział, to zawsze możesz coś dopowiedzieć, tylko nie wiem ile tego jest na necie, bo ja mam z książki ;p

Kolejny etap 11.08/12.08. Powiedzmy, że możecie pisać do 20.00, żebym jeszcze miała czas to poogarniać jakby co.

Scenariusz 1.:
 

Scenariusz 2.:
 


Scenariusz 3.:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Happisburgh, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 241
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 140
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14778-hope-everett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14806-hope-everett#394268
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14807-mollie-podejrzliwa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14805-hope-everett#394260




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Wto Sie 08 2017, 10:13

Scenariusz 2

Eric mówił bardzo nieskładnie, co wyraźnie rozbawiło Hope.
- O, a kogo Ci przypominam? - Zapytała Everett wyraźnie ożywiona tym tematem, ale Henley chyba już stracił wątek. Zaczął częstować znajomych czekoladą, na co również dziewczyna nie mogła pozostać obojętna.
- Bardzo chętnie! - Powiedziała i ułamała kostkę. - Teraz mi powiedz kogo Ci przypominam! - Nie dawała za wygraną Hope. I tak poszukiwała inspiracji na kolejne lekcje z nauczycielem transmutacji, więc pomyślała, że jeśli jest już do kogoś podobna, to może nie byłoby tak trudno byłoby się zmienić w tę osobę.
Tymczasem profesor Fairwyn nakazał uczniom podpisywać się na liście. W holu momentalnie zapanował chaos. Uczestnicy pospiesznie wpisywali swe imiona na pergaminie, a następnie podawali go kolejnym czarodziejom. Po chwili profesor zawołał turystów do świstoklika, więc nie mieli czasu na dalsze rozmowy.
Stara opona przeniosła ich na grecką wyspę Limnos. Nauczyciel podszedł do mężczyzny siedzącego w drewnianej budce, po czym ten ruchami swojej różdżki otwarł bramę. Gdy Hope przeszła przez nią, okazało się, że droga prowadziła do wnętrza góry. Magia chyba już zawsze będzie zaskakiwać Puchonkę, może dlatego, że była wychowana w rodzinie mugolskiej i nie miała okazji poznawać kreatywności czarodziejów?
Hope była podekscytowana zajęciami terenowymi, chyba jednak zapomniała o drobnym szczególe. Nie potrafiła w skupieniu słuchać wykładów, szczególnie takich dotyczących historii, ale to nigdy nie zniechęcało jej do udziału w lekcjach, nawet dodatkowych. Miała ogromne chęci do nauki, ale niestety, predyspozycje już niewielkie.
Weszli do sali, ale zanim Hope zdążyła się rozejrzeć - byli już w kolejnej. I kolejnej. I kolejnej... Kiedy przekroczyli próg biblioteki,Everett odetchnęła z ulgą, że choć na chwilę zatrzymali się w jednym miejscu. Oparła się ramieniem o jeden z wysokich regałów, a głos profesora Fairwyna działał na nią w tym momencie bardzo usypiająco. Szczególnie daty zlewały się w jej głowie w niezrozumiałe słowa, w brzmieniu podobne do kołysanki.
Z półsnu wyrwał ją pewien młody czarodziej, gorączkowo przeszukujący półkę tuż nad jej głową. Hope spojrzała na niego sennymi oczami, a wtedy on zaczął podawać jej wielkie księgi. Jedna po drugiej lądowały na jej rękach, a Hope stała jak zamurowana i patrzyła na rosnący stos w swoich dłoniach.
Nagle jednak mężczyzna zastygł w bezruchu i po krótkiej chwili spojrzał na dziewczynę ze zmieszaną miną. Pospiesznie odebrał jej wszystkie książki, odłożył niedbale na regał i zaczął szukać czegoś w swoich kieszeniach. Hope zrobiła krok w tył, bała się co też tajemniczy mężczyzna tam może chować. Naprawdę, nie wiedziała czego się po nim spodziewać. Coś nagle zabrzęczało w jego dłoni, wręczył Puchonce 10 galeonów. Na odchodne jeszcze rozczochrał jej włosy i odszedł pospiesznym krokiem wgłąb biblioteki i szybko zniknął z pola widzenia Hope.
- Dzie.. Dziękuję... - Wymamrotała pod nosem, jednak po dziwnym historyku nie było już ani śladu.

Kostka: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Jerozolima
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -183
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14858-rakel-halevi?nid=1#395666
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14870-wonder-woman#395693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14871-poczta-rakel#395694
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14869-rakel-halevi#395687




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Wto Sie 08 2017, 11:31

Scenariusz 1

O dziwo Rakel nie miała dzisiaj dnia na uspołecznianie się. Ludzie schodzili się do recepcji, a ona nadal stała sama nikogo nie zagadując. Lekko opierała głowę na dłoni, nie wsłuchując się za bardzo w rozmowy dopóki nie pojawił się sam nauczyciel. Omiotła go wzrokiem, kiedy stanął obok niej i wymienił parę zdań z recepcjonistą, po czym wraz z resztą grupy chwyciła świstoklika.
Miejsce w którym się znaleźli wyglądało przepięknie. Co prawda od razu nasunęły jej się skojarzenia do muzeum i zazwyczaj kojarzącej się z nim nudy, jednak teraz o dziwo Halevi była zainteresowana tym co się działo. Nie specjalnie słuchała profesora, który dosyć szybko przepędzał ich z jednej sali do drugiej, bardziej skupiając wzrok na tym co w owych salach się znajdowało. Szła mniej więcej na końcu, pilnując też, żeby żaden z uczniów nie odłączył się od grupy, w końcu bądź nie bądź była tutaj też jako opiekunka.
Kiedy weszli do biblioteki głównej Rakel od razu udała się w stronę gablot, oglądając ich zawartość. Nie specjalnie przejmowała się teorią serwowaną przez nauczyciela uczniom, jako uczennica nie była fanką tego przedmiotu i chyba coś z tego nadal w niej pozostało. Jej wzrok wędrował po eksponatach, aż w końcu trafiła na tabliczkę z nazwiskami różnych badaczy. Jej uwagę najpierw przykuło nazwisko samego Fairwyna, trwało to jednak chwilę gdyż zaraz pod nim dostrzegła swoje.
Zdziwiona zamrugała, jakby wydawało jej się że się przewidziała. Ale nie, jasno i wyraźnie było przed nią napisane Halevi. Trudno jej było ukryć i zaskoczenie i... lekki smutek. Ze względu na stare zadry rodzinne praktycznie nie znała swojej żydowskiej rodziny. Czarodzieje praktycznie wyklęli jej ojca, po tym jak wziął ślub z mugolką, jej matką. Potem urodziła się sama Rakel, ale dziadków nigdy nie spotkała, nie ważna jak bardzo by tego chciała. Sam ojciec w późniejszych latach również nie specjalnie dzielił się z nią rodowymi losami. Ściągnęła brwi odwracając się w stronę profesora, który akurat zadał jakiemuś uczniowi pytanie, gotowa w wolnej chwili sama zadać mu parę swoich.
Ruszyła w stronę słuchającej go grupy, stając na jej skraju i krzyżując ręce na piersi, nie chcąc przerywać w prowadzonej lekcji, ale jednocześnie czekając na odpowiedni moment na zadanie paru pytań o członka swojej rodziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 82
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14461-victor-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14462-kolejny-dear-do-kolekcji#383147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14464-sowa-victora
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14465-victor-o-i-dear#383295




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Wto Sie 08 2017, 18:09

Scenariusz 3

Victor był taki straszny, że normalnie większość ludzi padała na zawał. Nie, no przecież żartuje. Ten chłopak i słowo "straszny" wykluczały się wzajemnie, jak ogień i woda. Zaśmiał się z tego, że Hill padła "prawie na zawał". Na słowa, czy zabrał różdżkę, zaczął klepać się po spodniach i na szczęście ją wyczuł schowaną z tyłu gaci.
- No jasne, że mam. Zawsze mam, ale mi pytanie. - Prychnął i wyszczerzył się, chcąc ukryć swoje zakłopotanie. Niespodziewanie Courtney skierowała jego uwagę w stronę nauczyciela.
- Oż ty... - Tak tylko to skomentował, nie wierząc własnym oczom, że Edgar T. Fairwyn potrafił założyć na siebie więcej niż garnitur. Normalnie szok, jak nigdy!
Co u niego? U Victora dużo nie było słychać. Właściwie czym tu się chwalić. Ślicznym topielcem, czy nieśmiałą puchonką, od której miał motyle w brzuchu - chociaż nigdy by się do tego nie przyznał.
- Oprócz tego, że zabawiałem się w bohatera ratując dziewczynę i poznałem jeszcze inną taką słodką puchonke to zastanawiam się, czy ja urodziłem się szczęściarzem. Zresztą wy dziewczyny raczej nie lubicie słuchać o sobie nawzajem nie? - Westchnął, chcąc opowiedzieć naprawdę coś ciekawego ze swoich wakacji w Grecji, ale nie miał zielonego pojęcia co byłoby warte uwagi. - A ty robiłaś już coś ciekawego w te wakacje? - Zagadnął, w końcu nie widzieli się jakoś ostatnio. Aż to było dziwne. Victor nie mógł wpaść w te wakacje na żadne ślizgonki. Może go unikały?
Wykład oczywiście był nudny, jak flaki z olejem. Najlepsze to te daty. Kto by to z pamiętał. Chore! Po prostu chore. Wzruszył ramionami na gest Hill, która najwidoczniej też nie przepadała za takimi gadkami. Najgorsze miało nadejść. Te włóczenie się po kolejnych salach instytutu było cholernie nuuudne. Nic tu nie było ciekawego i w ogóle nawet nie można tego było dotykać, jak nakazał profesor. Zresztą mało co rozumiał z gadki Fairwyna. Te nazwy Etruuuski, aantropologia i coś tam jeszcze. Void nic z tego nie zapamiętał, oj nie! Tak sobie zaczął się rozglądać. I wypatrzył coś!
- Ej pacz. Już widziałem gdzieś ten symbol... - Szepnął do Courtney, zaciekawiony swym znaleziskiem. Na jeden z stojących za gablotką waz był widoczny jakiś symbol! To musiało być w jakiejś świątyni na Agrios. Tak go naszło, żeby to sprawdzić, jak wróci z wycieczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 636
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Wto Sie 08 2017, 22:23

Od czego by tu zacząć? Fire oddalała się od swoich znajomych, ale to jej się zdarzało często i wcześniej, więc każdy, kto znał choć odrobinę Szkotkę nie musiał wcale uważać tego za coś dziwnego. Uwielbiała samotność i niezależność, ale z chęcią wracała do ludzi, przy których czuła się naprawdę dobrze. Miło było zobaczyć Lysandra, z którym powinna się w najbliższym czasie udać na jakieś dobre piwo. Bridget także poczęstowała delikatnym uśmiechem - swoją drogą, tak często widywała ją w towarzystwie Theo, a nigdy jakoś o tym nie myślała głębiej. Rzeczywiście odsunęła się od znajomych, ale wiedziała, że gdy wrócą do Hogwartu wszystko znów będzie jak dawniej. Chyba? Fire zdziwiła się, że przy Sammy'm nie kręci się Michaela, ale tak było nawet lepiej. Nie mówiąc o tym, że rozpromieniła się (aczkolwiek tylko wewnętrznie) spostrzegając najwyższą postać jednego Gryfona, a zaraz potem przemknął jej przed oczami Ezra... Merlinie, kiedyś trzeba było się z nim w końcu zmierzyć. Pomachała krótko ręką Biance, Ruth i Calumowi (który na milion procent tego nawet nie zauważył). Skinęła głową Ericowi, wykonała ten sam gest w stronę swojego kuzyna Doriena, chociaż jego obecność na zajęciach Fairwyna była co najmniej zaskakująca. Ale cóż, chyba miał jakiś powód. Blaithin zmrużyła oczy, wypatrując Courtney, do której zaraz przykleił się Victor. Zmęczyła się witaniem z każdym kolejnym znajomym (kiedy ona ich sobie tyle narobiła?), więc resztę omiotła wzrokiem bardzo pobieżnie.
I w końcu przyszedł Fairwyn, na którego widok Fire nieco się wyprostowała. Podpisała się jako "Fire Dear". Siedziała wyjątkowo cicho, nie wiedząc co myśleć o temacie tej "wycieczki". Bardzo lubiła historię magii, ale Etruskowie? Wiedziała o nich bardzo mało, więc pola do popisu nie miała... Oglądanie kamiennej bramy było dużo ciekawsze niż słuchanie gadaniny Edgara. Poza tym czujne obserwowanie wszystkich dookoła i kontrolowanie zasłyszanych fragmentów rozmów uczniów tez interesowało rudowłosą. Oglądała swoje paznokcie, kątem oka zerkając na Leo, który dawał się całować w policzek jakiejś Gryfoneczce. W tym czasie Hill robiła jakieś głupie gesty, a reszta najwyraźniej zdążyła już zasnąć. Nic dziwnego.
Podążała w miarę posłusznie za grupą, co chwilę tylko zostając w tyle, żeby czemuś się przyjrzeć albo coś przeczytać. Fire próbowała wyłapać coś, co ją zainteresuje, ale Fairwyn podawał tak suche fakty i to tak suchym tonem, że ostudziłby zapał chyba każdego. Zamyśliła się trochę, kiedy zdanie o tym, że będą się uczyć etruskiego wyrwało rudowłosą z otępienia. Niestety, profesor nie uchylił więcej rąbka tajemnicy, ale przykuł na jakiś czas uwagę Blaithin.
- Jeśli ich cywilizacja się kończyła, to co ich obchodziło w jakie ręce trafi ta wiedza. - mruknęła cicho pod nosem, podchodząc swobodnie blisko jednej z półek i oglądając niektóre tabliczki. Nie miała właściwie bladego pojęcia, na co w ogóle patrzy. Merlinie, jakim cudem dostała Wybitny na Owutemach? Jeszcze tylu rzeczy musiała się nauczyć. Później wyłączyła mózg, kiedy nauczyciel zaczął mówić o nudnych rzeczach i ocknęła się słysząc własne nazwisko. Fairwyn męczył o coś Caluma, a Fire powróciła do rozmyślania na tematy wyjątkowo odległe od Etrusków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 634
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 599
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Wto Sie 08 2017, 22:46

Kiedy Leo myślał o tej wyprawie, nie spodziewał się niczego zapierającego dech w piersiach. Przeczuwał, że zostanie zasypany faktami z historii magii i umrze z wynudzenia. Nadzieję przynosiła mu jedynie obecność tylu fantastycznych osób, które mógł niemalże do woli zamęczać swoim jestestwem. Gryfon rozpromienił się, kiedy został tak entuzjastycznie powitany i zupełnie nie dostrzegł niczego złego w buziaku w policzek. Poważnie, gdyby tylko ludzie pozwalali mu na takie czułości... Przynajmniej koleżanka z Hiszpanii nie odstawiała jakiejś szopki, o.
- Energiczny? - Powtórzył cichutko, podążając za profesorem i trochę przyciągając Venus do swojego boku, aby nie pognała prosto za Fairwynem. W ten sposób ciągnęli się trochę bardziej z tyłu i nie musieli czytać sobie z ruchu warg, bo jakiś tam szept do drugiego docierał. - On chyba nie jest w stanie czuć niczego, co dopiero jakiejś ekscytacji... - Przygryzł wewnętrzną stronę policzka, aby się nie roześmiać. W ogóle wyjątkowo dobrze wychodziło mu to bycie dyskretnym -
Fairwyn stanowił pewnego rodzaju wyzwanie, a Leo uwielbiał się wyzwań podejmować. Nie chciał go do niczego sprowokować, ale chciał rozmawiać, więc gotów był posunąć się do poważnego ściszenia głosu. Potem próbował słuchać, poważnie, ale niestety Fairwyn mówił w taki sposób, że Gryfon tracił zainteresowanie po dwudziestu sekundach. Ogólnie miał problemy z koncentracją, teraz jednak rozpraszało go dosłownie wszystko. A to obejrzał się na Fire, która pomykała gdzieś jeszcze za nimi, a to jego spojrzenie przyciągnął Ezra (jak prawie zawsze), a to Venus się poruszyła (choćby i przestąpiła z nogi na nogę). Przyglądał się tabliczkom, zaraz potem podłożu, sklepieniu... Nie zwrócił nawet większej uwagi na to, że psorek zaczął męczyć Caluma, a przecież powinien mentalnie kumpla wesprzeć.
- A mogłem pójść posurfować... Całkiem niezłe są tutaj fale - poinformował Venus, dalej dbając o to, aby innym nie przeszkadzać. Pewnie powinien i Gryfonce pozwolić złapać trochę wiedzy, ale potrzebował towarzysza niedoli i akurat padło na nią. Zresztą, gdyby miała dość jego komentarzy i prób zagadywania, to zawsze mogła go o tym poinformować - jakoś tragicznie natrętny nie był i zapewne uciekłby do kogoś innego, na kogo ramieniu mógłby wisieć znudzony. Szczerze jednak liczył, że go zrozumie...
No bo co, miała go interesować jakaś etruska dyscyplina? Przecież to nawet brzmiało dziwnie...

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 100
  Liczba postów : 548
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Limnos   Sro Sie 09 2017, 02:01

Kiedy tylko profesor zjawił się w recepcji, a zrobił to punktualnie (więc moja drzemka nie trwała nawet pięciu minut, jako że przyszedłem prawie na styk), ocknąłem się i ruszyłem za tłumem, przecierając oczy i niespecjalnie skupiając się na tym, kto wybiera się na wycieczkę, a kto nie. Może to i lepiej, bo zobaczyłbym wcześniej moich braci i wariatkę Henderson. Snułem się za to w błogiej nieświadomości, w międzyczasie wpisałem się na listę obecności - Ruth i Dorien? Cudownie. Humor od razu mi się zepsuł, ale doczłapałem za wszystkimi do wielkiej opony, starając się nie patrzeć nigdzie indziej tylko na Fairywna lub na własne buty.
Przenieśliśmy się pod bramę wejściową do Instytutu Etruskologii, Fairwyn uraczył nas wykładem, który wygłaszał głosem, jakby odczytywał kronikę cmentarną, po czym weszliśmy do środka. Nauczyciel prowadził nas w kierunku dziedzińca, na którego posadzce wymalowana była mapa całej Europy. Stanąłem gdzieś w okolicy Hiszpanii, czyli relatywnie daleko od profesora, a mimo to postanowił zwrócić na mnie uwagę i zapytać mnie o dyscyplinę etruską. Kurwa, no przecież, że wiedziałem, czym była. Już miałem mówić, ale wyłącznie otworzyłem usta i ponownie je zamknąłem. Przecież tu był Dorien...
- Dyscyplina, eee - zacząłem z lekkim zakłopotaniem, drapiąc się po karku. - Był to, jakby to nazwać... Taki ogół różnych rytuałów i przepowiadania przyszłości. Wywodzą się z nich takie techniki jak ornitomacja, piromancja, aeromancja... - Nie wiedziałem, czy przypadkiem nie mówię zbyt wiele. Rzuciłem nerwowe spojrzenie w stronę Doriena, by zobaczyć, czy w ogóle zwrócił na mnie uwagę. - I haruspicja... Wróżenie z wnętrzności znaczy się. Ale wiedza o nich jest dość fragmentaryczna, więcej nie wiem - zakończyłem, wiedząc, że wcale profesorowi nie zaimponowałem, ale jednocześnie nie zrobiłem z siebie zupełnego debila. Prawdopodobnie byłem jedną z nielicznych osób, które w ogóle wiedziały o istnieniu dyscypliny etruskiej... Wolałem się jednak nad tym nie rozwodzić, obecność starszego brata wśród uczestników wycieczki skutecznie mnie powstrzymywała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 158
  Liczba postów : 196
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Sro Sie 09 2017, 16:11

Zabawne jest, jak wielu zebranych nie obchodziło, co Edgar Fairwyn ma do powiedzenia - a jednak przybyli tutaj z własnej woli, by się dokształcać. Nadzieje Courtney na wykorzystanie wiedzy w praktyce spełzły na niczym. Wiedzy dosyć marnej zresztą, bo runy były chyba jednym z niewielu śmiertelnie nudnych przedmiotów.
- Wolę się upewnić, nie będę ratowała ci tyłka w razie opałów - uniosła brwi, bo przecież zawsze istniała szansa, że Victor się pomylił. - Choć w tak nudnym miejscu i tak nic nam nie grozi.
Ruszyła za Fairwynem seniorem (lubię to określenie, chociaż brzmi jakby Edgar miał z osiemdziesiąt lat), podziwiając kolejne pomieszczenia, a raczej spoglądając od niechcenia na otaczające ją tło. Nie zauważyła, jak Blaithin mruży oczy patrząc na nią, zapewne zazdrosna o Victora. Może obawiała się, że będzie mieć Hill w rodzinie? Na szczęście Kalifornijka nie była zainteresowana taką opcją. Sama wolała nie szukać jej wzrokiem, bo jeszcze oślepnie i to bynajmniej nie z powodu piękna czy blasku gryfonki, bo tego akurat zdecydowanie jej brak. W najgorszym wypadku będzie miała koszmary po nocach.
- Tylko nie leć na dwa fronty, lovelasie - skomentowała z uśmieszkiem wypowiedź towarzysza, co mogło równać się także gratulacjom z jej strony. Rzeczywiście niespecjalnie interesowały ją jakieś puchonki, którym miękną nóżki pod wpływem uroku Victora, po chwili zastanowienia dodała jednak: - No wiesz, ja tam zawsze chętnie wysłucham najnowszych ploteczek - a nuż ominęłyby ją jakieś pikantne historyjki? Mimo wszystko zdecydowanie lepiej dzielić się sprawami sercowymi z kumplem, bo kobiety miewają dziwne zachowania. - Robiłam! - zapewniła radośnie, bo wreszcie mogła pochwalić się, co działo się u niej. - W Kalifornii w sumie nic się nie działo, ale wreszcie pojeździłam trochę na motocyklu. Tu, w Grecji, zdążyłam obłowić się już na targu i kupiłam eliksir. Tylko buzia na kłódkę, bo to raczej nielegalne. Poza tym udało mi się znaleźć parę fajnych miejsc, ale oczywiście mój były musi się tu pałętać i wszystko psuć - skrzywiła się na wspomnienie ostatniej wizyty nad basenem, gdy popołudniowy odpoczynek przerwał im Leo z Ezrą.
Tymczasem skazani byli na wysłuchanie śmiertelnie nudnego wykładu Edgara, który nie miał litości i męczył ich swoimi gadkami. Że też chciało mu się uczyć kiedyś tego wszystkiego na pamięć! A do tego jeszcze wygłaszać przed zgrają niezainteresowanych nastolatków. Kalifornijka chyba wolałaby oddać nerkę, niż zostać nauczycielką i użerać się z gówniarzami.
- Tak? Coś mi się nie wydaje. Może z czymś pomyliłeś - wzruszyła ramionami, kiedy Victor poinformował ją o swoich przypuszczeniach. Nie negowała jego słów, jednak ciężko było jej skojarzyć symbol z jakimkolwiek innym miejscem w Grecji, więc nie pomyślałaby nawet, żeby dociekać, gdzie Dear już się nań natknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nieokreślony
Wiek : 24
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 919
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14237-d-e-a-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14351-dead#379532
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14509-lumiere
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Sob Sie 12 2017, 00:59

Wycieczka zapowiadała się naprawdę ciekawie, nawet jeśli prawie połowa jej uczestników przysypiała w trakcie zbiórki w recepcji. Potem poszło szybko – lista, świstoklik i już byli na miejscu. Sama tematyka zajęć średnio Dorienowi odpowiadała. Bardziej do udziału w zajęciach jako wolny słuchacz zachęciło go nazwisko prowadzącego, nawet jeśli ich jedyne dotąd spotkanie, które odbył się w trakcie balu w Hogwarcie, nie należało do najbardziej udanych. Do tego też Ruth skwitowała pana profesora Fairwyna jako aspołecznego, gburowatego socjopatę, chociaż dodała, że mimo wszystko gość zna się na rzeczy.
Dorien był zdecydowanie bardziej rozkojarzony niż Ruth, nawet jeśli obiecywał sobie wcześniej, że będzie uważnie słuchał wykładu swojego idola z późnego dzieciństwa. Zdecydowanie bardziej ciekawe były krótkie szorty panny Wittenberg i te części jej ciała, które owe spodenki zasłaniały, choć mężczyzna starał się spoglądać w dół ostrożnie i niezbyt nachalnie. Dreptał zatem krok w krok za Rucią, trzymając ją za rękę, co chwilę zerkając na kolejne eksponaty. Trafili na jakiś spis – spis, jak się okazało, nazwisk badaczy, czyli coś, co zupełnie można zignorować i iść dalej. Musieli tylko wyminąć w miarę wysoką kobietę, która pochylając się nad gablotą, nieco przyblokowała im przejście. Chwilowo zamarł, kiedy w tej właśnie kobiecie rozpoznał @Rakel Halevi. Znali się (przynajmniej kiedyś) wyjątkowo dobrze, choć od dawna już nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Biorąc pod uwagę fakt, że Dorien był w Grecji trzy bądź cztery dni i większość czasu, poza meczem i aktualnie wycieczką na Limnos, spędzał sam na sam z Ruth, to mogli się jeszcze z Rakel nie spotkać. Sam nie wiedział, czy wolałby, żeby ona też go zauważyła, rozpoznała i może miałaby ochotę porozmawiać, odsuwając na bok ich szczenięce kłótnie, czy lepiej byłoby, gdyby postarał się zniknąć z jej pola widzenia.
Te istotne rozważania przerwał Dorienowi znajomy głos – głos jego młodszego brata Caluma, który został bezlitośnie wezwany do odpowiedzi, albo raczej wywołany do pomocy w ramach asystenta, który miałby popisać się swoją wiedzą przed resztą słuchaczy. No, no, może ten ‘wróżbita’ faktycznie ma jakieś zdolności? Dorien przypomniał sobie od razu sytuację sprzed trzech miesięcy, kiedy to Calum pierwszy raz zobaczył swoją ukochaną w objęciach starszego brata, i zanim zdążył ogarnąć, co się dzieje, wykrzyczał coś o spełnionych wróżbach i przepowiedniach. Ojciec się ucieszy na wieść, że jeden z jego synów jest pierdolonym wróżbitą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Sob Sie 12 2017, 06:50

- Oczywiście… - mruknął pod nosem na odpowiedź Deara, przewracając oczami. Czego on oczekiwał? Jeżeli to był ten wyższy od reszty klasy poziom, to nie zazdrościł nauczycielom wróżbiarstwa.
- Pod nazwą "dyscyplina etruska" kryją się wszystkie wierzenia, reguły i rytuały przez, które Etruskowie "poznawali wolę bogów" – doprecyzował odpowiedź chłopaka -  W praktyce faktycznie odnosiło się to do wróżenia, a techniki Etrusków rzeczywiście są niekompletnie poznane. Oddzieleniem tego co było prawdziwą magią, a co mitami zajmuje się katedra teologii, zaś katedra dyscypliny etruskiej jej praktycznym wykorzystaniem. Na szczęście mamy mało czasu, więc zajdziemy tylko do tej drugiej… - urwał na chwilę. Wyrwało mu się to "na szczęście". Kiedy mu się ostatnio coś wyrwało?
Odchrząknął i skiną na grupę, wyprowadzając ich z biblioteki. Przeliczył wszystkich w drzwiach. Brakowało jednej, która na szczęście nie zgubiła się, tylko jak zwykle musiała być wrzodem na dupie.
- Panno Dear – zwrócił się spokojnie, do stojącej przy jednej z gablot rudej studentki – Potrzebuje pani specjalnego zaproszenia?
Z kamienną twarzą poczekał aż dziewczyna dołączy do reszty grupy. Przeprowadzając ich znów tym samym korytarzem, kontynuował to, czego nie powiedział wyrwany przez niego do odpowiedzi Krukon.
- Jak już mówiłem w całości nie zachowały się żadne święte księgi Etrusków, ale z odnalezionych fragmentów oraz skąpych greckich i łacińskich kopii wiemy, że dzieliły się one zasadniczo na 3 części: księgi haruspicini – poświęcone wspomnianej przez pana Deara sztuki wróżenia ze zwierzęcych trzewi, księgi fulgurales – dotyczące wiedzy o piorunach i księgi rituales. Te ostatnie dzieliły się prawdopodobnie na kilka części zawierające opisy rytuałów, teorie kosmologiczne, a także księgi fatales – o historiach losu rodzaju ludzkiego oraz acheruntici – traktujące o zaświatach.
Etruskowie posiadali wiele metod odczytywania i interpretacji znaków. Współczesny stan wiedzy wróżbiarskiej niestety jest znacznie uboższy i mniej efektywny, ale stale dąży się do jego rozwoju. W tutejszej katedrze dyscypliny etruskiej bada się techniki haruspików, wróżących z wnętrzności zwierząt, augurów odczytujących znaki z lotu ptaków i fulguriatores, którzy obserwowali, klasyfikowali, ale także wywoływali pioruny.

Zwiedzanie katedry dyscypliny etruskiej było zapewne dla większości jak dotąd najciekawsze. Byli w laboratorium, w którym wywoływano pioruny i na ich oczach, w wyniku jakiegoś zakłócenia, zapaliły się szaty dwojga czarodziejów. Byli w ogromnym pomieszczeniu, w którym latały ptaki z papieru i które wychodziło na zbocze góry, skąd rozciągał się zapierający dech w piersiach widok na całą wyspę. W końcu byli sali, w której zza szyb, mogli podziwiać grzebiących we flakach martwych zwierząt czarodziejów. Na jednym ze stołów leżała nawet chimera.
Niestety Edgar przeprowadzał ich przez te wszystkie miejsca dość pośpiesznie, co jakiś czas zerkając na zegarek. W ogóle nie okazywał zainteresowania prezentowanymi uczniom atrakcjami. Kiedy już gdzieś się zatrzymywali, stał z boku i bawił się znalezionym w kieszeni guzikiem, który w poprzednim życiu był niedopałkiem papierosa, żonglując nim między palcami. Nie był znudzony, tylko nieprawdopodobnie jak na niego zniecierpliwiony. Wiedział jednak, że gdyby przyśpieszył zwiedzanie i tak musiałby czekać. Na szczęście i tak nie przeznaczył na to dużo czasu.

W końcu dotarli do ostatniego punktu wycieczki – katedry archeologii ogólnej. Zaprowadził ich do pomieszczenia, które przypominało klasę, ale było znacznie większe. Wszyscy za to mogli sobie usiąść w ławkach i dać wytchnąć  nogom. Edgar natomiast ani trochę nie wyglądał na zadowolonego. I to bardziej niż zwykle. Oparł się o mównicę stojącą na początku sali i patrząc w zegarek, bębnił palcami w blat. Oczywiście, że jej nie było. Powinien był się tego spodziewać. Był właściwie pewien, że robiła to celowo.
Nim niezręczna cisza, zakłócana jedynie bębnieniem palców Edgara, zdążyła kogoś zabić, drzwi do klasy otworzyły się i stanęła w nich kobieta ubrana w szorty i zawiązaną w supeł na brzuchu koszulą. Obdarzyła Fairwyna szerokim uśmiechem i zdaniem wypowiedzianym w języku polskim. Jemu tymczasem nie drgną nawet jeden mięsień.
- Spóźniłaś się – skomentował jej wejście w tym samym języku - Jak zwykle.
Kobieta, nie tracąc entuzjazmu, podeszła do niego i zrobiła coś, czego nikt z obecnych w sali, z Edgarem na czele, się nie spodziewał – objęła go.
Profesor stał jak sparaliżowany. Kiedy go puściła, mierzyli się chwilę wzrokiem – ona z szelmowskim uśmiechem na ustach, on jakby chciał spytać czy jej do reszty odbiło. Oczywiście, że musiała odstawiać jakieś przedstawienie.
W końcu Edgar spojrzał na swoją grupę i tak jakby nigdy nic się nie stało przedstawił im znajomą.
- Poznajcie Blankę Niebiegę* - szefa wydziału datowania – kobieta dygnęła teatralnie, na co Edgar wywrócił tylko oczami i kontynuował – Przygotowała dla was jakieś zajęcia i do końca wycieczki pozostajecie pod jej opieką, i słuchacie jej poleceń – odwrócił się do Niebiegi, której entuzjazm wręcz przyprawiał o odruch wymiotny i zwrócił się do niej po polsku – Jestem na wykopaliskach, daj mi znać, gdyby coś się działo.
Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i odpalając jednego, wyszedł z sali.

*wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób jest niezamierzone i przypadkowe Ing face


Ostatnio zmieniony przez Edgar T. Fairwyn dnia Sob Sie 12 2017, 06:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nieokreślony
Galeony : 221
  Liczba postów : 162




Specjalny






PisanieTemat: Re: Limnos   Sob Sie 12 2017, 06:51

Blanka poznała Edgara Fairwyna w 2006 roku, w Namibii. Nie, nie poznała. Spotkała. Fairwyn nie należał do osób, które się poznawało. Pojawiał się znikąd, ograniczał kontakty z innymi do minimum i znikał równie bez zapowiedzi, co przychodził. Oboje badali tamtejszą jaskinie – ona jeszcze jako studentka, dorabiająca jako podnóżek w jakimś zoologicznym zespole badawczym i zupełnie nie zainteresowana historią; on – wolny strzelec, który wpadł, znalazł jakieś naskalne malunki i pojechał dalej.
Będąc tam szukał kogoś, kto po taniości pomoże mu w obliczeniach i całkiem sprawnie odnalazł dziewiętnastolatkę, która zgadzała się pomóc we wszystkim za butelkę whisky. Łącznie wymienili może z kilkadziesiąt zdań, z czego większość pochodziła z jej ust, ale jakimś cudem, Fairwyn, nawet nie próbując zdążył zainteresować ją historią i zupełnie zmienić tok jej kariery. Tak czy siak, nigdy nie nazwałaby tego "znajomością" i nie sądziła, że w ogóle zapamięta jej osobę.
Niemałym zaskoczeniem było, kiedy 11 lat później dostała list od tego samego Edgara T. Fairwyna, znów proponującego jej butelkę whisky. Tak jakby myślał, że przez ten czas ani trochę nie spoważniała… Podbiła więc stawkę do pięciu butelek i zaplanowała zajęcia jakiejś grupce hogwartczyków, żeby miał czas pobaraszkować w piasku, czy co on tam zamierzał robić.
I w taki właśnie sposób, znalazła się pod drzwiami jednej z sal wykładowych, odmierzając na zegarku dwie minuty. Wkroczyła do klasy i ignorując wszystkich innych z uśmiechem krzyknęła po polsku:
- Edgar! A ja się zastanawiałam czemu tu tak gorąco!
Parsknęła śmiechem widząc jego kamienne oblicze i raźnym krokiem zbliżyła się do mównicy, po czym objęła go przyjacielsko, spodziewając się braku reakcji, ewentualnie lepy na ryj - Ej, trochę wdzięczności. Żadnego czasownika tak pięknie nie odmieniasz – szczerze powiedziawszy to była trzecia okazja w jej życiu, żeby spóźnić się na spotkanie z Edgarem, ale wszystkie udało jej się wykorzystać, z czego tylko jedną specjalnie. Niby nie było tego dużo, ale "nie spóźnij się', "spóźniłaś się", "spóźnisz się", "spóźnię się przez ciebie" itp. stanowiły jakąś połowę tych niewielu zdać, które od niego w życiu usłyszała. Facet był nienormalny.
Odkleiła się od niego, z niewyobrażalną radochą przyglądając się jego pozbawionej wyrazu twarzy. Nie krępował jej tak jak większości osób. Wprost przeciwnie, kołek w jego dupie sprawiała, że miała potrzebę egzaltować się bardziej niż zwykle. Wszechświat przecież musiał pozostać w równowadze.
Stanęła odrobinę za nim, kiedy ją przedstawiał, dyskretnie przedrzeźniając go przez cały czas, a po ostatnim zdaniu, spojrzała na grupę groźnie:
- Lepiej żebyście słuchali.
Zasalutowała Edgarowi i opierając się łokciami o mównicę, odprowadziła go wzrokiem. Cholerny Dom Pérignon… Ech, faceci. Nie dość, że mogli sikać na stojąco, to jeszcze przystojnieli z wiekiem. A jej się porobiły rozstępy… Nie masz sprawiedliwości na tym świecie…
Otrząsnęła się z zamyślenia i spojrzała na siedzącą przed nią grupę, która z tego co pamiętała, miała być uczniami.
- Ty to trochę kiblowałeś, c’nie? – zwróciła się do @Alistair CrowleyNo dobra. Zaczynamy – klasnęła w dłonie – Nie wiem ile Edgar wam powiedział, ale znajdujecie się w katedrze archeologii ogólnej, czyli tej najfajniejszej. Wszystko co wykopią w tej wielkiej piaskownicy, w której poszedł się bawić, trafia najpierw do nas, a my łaskawie przekazujemy je reszcie.
Przygotowałam dla was jakieś "warsztaty", ale nie będę udawać, że mają one jakiś konkretny cel. Chciał się was pozbyć i tyle, także jak wam się nie spodoba, to wiecie kogo winić. Zaczniemy od tego czym zajmuję się osobiście, bo mi się najbardziej chce, czyli datowanie luminescencyjnym
– pokreśliła ostatnie słowa, tak jakby zdradzała im jakąś fascynującą wiedzę tajemną, ale oczywiście nikt się nie podniecił – Ech, a mógł mi przysłać dziesięciolatków… Obiecuję, że potem będzie fajniej dla was. Oks, szybko tłumaczę, o co chodzi: metody są dwie: termoluminescencja i optycznie stymulowanej luminescencji. Na ogół używa się obu i centruje wynik, ale wy zrobicie tylko drugą, bo mniejsze prawdopodobieństwo, że coś zniszczycie – wyciągnęła różdżkę z tylnej kieszeni, a kiedy nią machnęła, przed każdym na ławce pojawił się kawałki ceramiki; dobrze, że przygotowała zapas – Tłumaczę jak to działa tak profesjonalnie. Możecie sobie w tym czasie pomacać materiały, tylko nie potłuczcie, bo mnie wyrzucą. Datowanie tą metodą jest możliwe dzięki obecności pierwiastków promieniotwórczych w materiale. Pierwiastki te jonizują atomy sąsiednie na skutek czego wyzwalane są wolne elektrony, które pozostają uwięzione w strukturach krystalicznych minerałów. Na skutek długotrwałego promieniowania liczba wolnych elektronów zwiększa się. Elektrony te zostają uwolnione pod wpływem zewnętrznego bodźca tj. światła. Natężenie stymulowanej luminescencji rośnie wraz z energią pochłoniętego promieniowania wzbudzającego. Energia wzbudzająca, której źródłem jest naturalne promieniowanie tła jest akumulowana. Czas, w ciągu którego energia wzbudzenia promieniowania jest akumulowana, jest czasem, kiedy obiekt, a po termicznie wzbudzonym wyświeceniu, został wyzerowany, czyli naszą datą. Obliczenia wykonuje się zgodnie z zasadą: t=D/D1, gdzie t – czas, D – dawka promieniowania odpowiedzialna za wzbudzenie luminescencji, D1 – dawka roczna – na tablicy za jej plecami pojawił się podany przez nią wzór i dane D – A po ludzku mówiąc: rzucacie Lumos na ceramikę i liczycie czas. Skąd macie wiedzieć jak długo? Spoko, wszystko jest zaczarowane, zniknie jak będzie miało dość. Czas podstawiacie do wzoru. Resztę macie podaną. D – to jest taka średnia dawka z rzuconego od czapy Lumos, ale musicie przede wszystkim rzucać to Lumos jednostajnie, czyli coś tam jednak sami robicie, ale głównie się to będzie opierało na szczęściu. Zapisujecie swój wynik, podpisujecie się i kto będzie najbliżej prawdy wygrywa – ponownie machnęła różdżką, a na ławkach pojawiły się ponumerowane pergaminy i pióra - Wiem, że trochę zmuła, ale dał mi mało czasu na wymyślenie czegoś. Żeby trochę wam się chciało, zrobimy z tego konkurs z nagrodami. Nie musicie brać udziału jak sobie znajdziecie coś fajniejszego do roboty, ale wypuścić was stąd nie mogę. Dobra, możecie zaczynać, a ja skoczę poszukam jakiś nagród. Nie rozrabiajcie, bo zaskarżę Edgarowi – po czym wyszła z sali.

-----------------------------------------------------------
Co robicie tak naprawdę:
1) rzucacie dwiema kostkami, żeby sprawdzić czy różdżka nie odmówiła Wam posłuszeństwa.
Jeśli wyrzucicie dwie takie same kostki, to zablokowała się kompletnie i tyle z waszej luminescencji. Więcej nic robić nie musicie.
Jeśli pierwsza jest wyższa od drugiej, to odejmujecie je od siebie i wynik to liczba nieudanych prób. Oraz Wasze A (czym jest A, będzie niżej)
Jeśli pierwsza jest niższa od drugiej, to różdżka działa bez zarzutu i Wasze A=0

2) liczycie średnią arytmetyczną punktów z zaklęć, historii i numerologii. Wynik zaokrąglacie do pełnej liczby w dół. Przykład: (17+8+4)/3=9,66 ~9 To jest Wasze B.

3) Rzucacie pięcioma kostkami, sumujecie i to jest Wasze C.

4) Podstawiacie do wzoru: C+B-A. Im wyższy wynik, tym macie dokładniej. 3 osoby z najwyższym dostaną jakąś fajną nagrodę.

Miłego liczenia!

Jeszcze taka moja prośba, że jak ktoś coś z tego rozumie i stwierdzi, że to nie ma sensu, to niech ma litość i mi tego nie mówi. Ja jeszcze nie spałam ._.

Czas macie do 20.08 godz. 19.07

A i jeszcze jedno. Wpiszcie sobie w profil link do kuferka, bo jak ktoś nie będzie miał, to przysięgam, że nie dam punków. Wszyscy macie już jeden z historii, za ten etap będzie drugi do wyboru z his lub zaklęć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Happisburgh, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 241
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 140
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14778-hope-everett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14806-hope-everett#394268
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14807-mollie-podejrzliwa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14805-hope-everett#394260




Gracz






PisanieTemat: Re: Limnos   Sob Sie 12 2017, 12:19

Wyszli z biblioteki i znów zwiedzali zakamarki Czarodziejskiego Instytutu Etruskologii. Dla Hope ta wycieczka może jednak nie była najlepszym pomysłem, bowiem wcale nie interesowała się historią. Dlatego też nie potrafiła się skupić na tym, co mówił profesor. Wyłapywała pojedyncze słowa z wykładu Fairwyna, chciała jakoś zmusić się do poświęcenia większej uwagi jego nauce, jednak bez większych efektów.
W końcu weszli do ostatniej sali, a nauczyciel oparł się o mównicę i wpatrywał się w zegarek. Przez cały czas trwania zajęć to on wydawał się najbardziej znudzoną osobą w grupie, teraz jednak stał zniecierpliwiony i bębnił palcami w blat. Hope ziewnęła szeroko otwierając usta. Oczekiwała dalszej części wycieczki, najlepiej by były to jakieś zajęcia praktyczne.
Nagle do pomieszczenia pewnym krokiem weszła - najwyraźniej już spóźniona - uśmiechnięta kobieta. Jej obecność sprawiła, że większość grupy prędko się obudziła. Trzeba przyznać, że była bardziej charyzmatyczna niż profesor Fairwyn, więc nawet Hope zaczęła słuchać jej z zainteresowaniem.
Termolumencja  i optycznie stymulowana lumines...- Puchonka próbowała poukładać nowe wiadomości w głowie, jednak bez skutku. Blanka mówiła tak szybko, a godzina była już tak późna...
- A po ludzku mówiąc: rzucacie Lumos na ceramikę i liczycie czas. Skąd macie wiedzieć jak długo? Spoko, wszystko jest zaczarowane, zniknie jak będzie miało dość. - Powiedziała kobieta na co Hope odetchnęła z ulgą. Na szczęście najwyraźniej wiedziała, że wcześniejsze tłumaczenie niczego nie wyjaśniło uczestnikom.
Niebiega machnęła różdżką i każdy z zebranych otrzymał pergamin i pióro, następnie zachęciła wszystkich do wykonania zadania i wyszła z sali. Hope Rozejrzała się dookoła, ale nikt jeszcze nie zaczął wykonywać obliczeń, postanowiła więc zacząć.
- Lumos - Powiedziała trzymając przed sobą różdżkę. Powtórzyła zaklęcie jeszcze dwa razy, ale nic nie udało jej się wyczarować. Spojrzała z karcącą miną na różdżkę, nieco już się niecierpliwiąc.
- LUMOS! - Powtórzyła zdecydowanie głośniej i tym razem zaklęcie zadziałało.
Przez chwilę trzymała nieruchomo różdżkę, a później przeszła do zapisywania obliczeń na pergaminie. Skrupulatnie wypisywała dane, podzieliła je przez siebie i w końcu napisała wynik.

11

Kostki: 5, 1
2, 2, 2, 5, 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 476
  Liczba postów : 715
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Limnos   Sob Sie 12 2017, 19:29

Wszystko działo się jakoś błyskawicznie - przy Fairwynie pojawiła się jakaś kobieta, wymienili uwagi w nieznanym mi języku i potem Edgar się ulotnił, a ona zaczęła coś gadać i jeśli mam być szczera to za wiele z tego nie zrozumiałam - trudno powiedzieć czy było to spowodowane moim dzisiejszym nieogarnięciem czy może raczej tym, że zwyczajnie to co kobieta mówiła było dość trudne.
Nie zamierzałam się poddawać i mimo, że nie do końca rozumiałam cel ćwiczenia zabrałam się za nie. Wprawdzie miałam lekkie problemy z rzuceniem Lumos (co było dla mnie bardziej niż szokujące, bo to łatwe zaklęcie), w końcu jednak trzecia próba mi wyszła, więc zabrałam się za obserwację i obliczenia. Miałam problem ze skupieniem się, w końcu jednak udało mi się to wszystko jakoś uporządkować i oddałam kartkę.

A = 3
B = 7
C = 17
Razem: 21
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Limnos

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Świstokliki
-