IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zakażenia Magiczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość




Student Ravenclaw
Wiek : 24
Skąd : Irlandia
Galeony : -17
  Liczba postów : 398




Gracz






PisanieTemat: Zakażenia Magiczne   Sob Cze 12 2010, 18:58


Zakażenia Magiczne
Drugie piętro budynku zajmuje odział przeznaczony dla osób zakażonych przez różne magiczne i zakaźne choroby. Trafiają się pacjenci ze smoczą ospą, skrofungulusem, znikaniami epidemicznymi i wieloma innymi dolegliwościami.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   Nie Maj 29 2011, 14:25

Panna Fontaine w pełni zaczęła sie cieszyć trwającą wiosną. Siedziała sobie coraz więcej na błoniach, chadzała do Hogsmeade, ogółem bardzo sumiennie się obijała. I zupełnie nie myślała o turnieju! No dobrze, może gdzieś tam w głowie ciągle kręciła się myśl „niebawem ostatnie zadanie, na pewno tym razem skończysz w szpitalu”, ale za każdym razem próbowała ją zniszczyć. Nawet jej to nieźle wychodziło, przynajmniej do czasu, gdy nie mogła narzekać na brak towarzystwa. Cały ten cudownie beztroski czas zakłócił wyjątkowo niechciany list. Bowiem sam ordynator Munga postanowił ją zaprosić na jakieś przygotowywania. Oczywiście fajnie, że taki ktoś ją zaprasza na jakieś rozmowy, ale cholera, ona wcale nie chciała sobie przypominać, że zbliża się ten nieszczęsny trzeci etap!
Cóż miała począć? Pozostawało jej stawić się na owe spotkanie. O odpowiedniej godzinie więc, przyodziała krótkie czarne spodenki, ubrała szare zakolanówki i ciemne buty na wysokim obcasie. Zarzuciła też beżową, luźną bluzkę, na głowę włożyła kapelusz i tak też wystrojona ruszyła do Hogsemade. Może gdyby tylko wiedziała, że właśnie idzie na trzeci etap turnieju, to ubrałaby się trochę inaczej, a przynajmniej zapewne zrezygnowałaby z takich wysokich obcasów!
Kiedy dotarła do miasteczka, szybko teleportowała się do Londynu wprost przed budynek Munga. Pierw jeszcze przystanęła przed nim i uznawszy, że ma jeszcze sporo czasu (wszakże były trzy minuty do wyznaczonej godziny), wyciągnęła z kieszeni papierosy. Dziewczyna uznała bowiem, że rozmowa na pewno się przedłuży i dobrze będzie teraz sobie zapalić. Kiedy już po paru dobrych minutach skończyła, rzuciła przed siebie papierosa, poprawiła kapelusik i pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Szpital był dość pusty, a przynajmniej na dolnym piętrze. Właściwie była tam tylko recepcjonistka, do której blondynka od razu się skierowała.
- Dzień dobry, dostałam zaproszenie od ordynatora na rozmowę adekwatnie turnieju – powiedziała do kobiety, obserwując ją. Ta zaraz jej wyjaśniła, że musi się udać do gabinetu na drugim piętrze. O dziwo, poprosiła ją także o oddanie różdżki. Effie dość tą prośbą zaskoczona wyciągnęła ją i wręczyła kobiecie. Swoją droga, nie przypuszczała, że w szpitalach mogą być takie dziwne przepisy, ale to zapewne spowodowane tym, że dawno nie była w takim miejscu i trochę musiało się pozmieniać.
Po tym dziewczyna skierowała się do windy, dzięki której dostała się na wyznaczony poziom. Pozostawało jej odnaleźć tylko wskazany gabinet. Pierw myślała, że trochę jej to zajmie, jednak pierwsze drzwi przed jej oczami okazały się posiadać tabliczkę „Gabinet ordynatora”. Dziewczyna więc podeszła do niego i pierw zapukała, jednak nie słysząc żadnej reakcji pociągnęła za klamkę. Jak się zaraz okazało, pomieszczenie było zupełnie puste. Nie wiedząc co właściwie ma zrobić, uznała, że po prostu wejdzie i poczeka, aż ordynator przyjdzie. Przekroczyła więc próg i zamknęła za sobą drzwi. znudzona zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, czekając aż przyjdzie lekarz.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   Nie Maj 29 2011, 15:12

PAN Boris Lavrov poczuł się prawie jak szycha, kiedy oddelegowali go do pomocy w turnieju. Ba! Nawet wiedział więcej niż pozostali reprezentanci. Dobrze w sumie, że dowiedział się o tym odpowiednio późno, bo znając go, wszystko by innym wypaplał. A tak to milczał jak grób (ehe), więc niespodzianka była tym większa. Jak szaleć to szaleć!
Jednak, żeby nie było zbyt sielankowo, oczywiście zapomniał o tym, że miał się tu zjawić. Dopiero na godzinę przed to sobie uzmysłowił. Jak zwykle, cały Lavrov! Nie powinno więc nikogo dziwić to, że aktualnie wyglądał jak menel, który ciuchy założył na siebie zdecydowanie przypadkowo. Ale oj tam! Cieszcie się, że nie przyszedł tu w piżamce w prosiaki i z uroczymi bamboszkami, to byłby widok klasyfikujących wszystkich do rychłego zawału serca. Dodatkowo z nieułożonymi włosami, czyli z loczkami, przypominał prawie Joelosława, z tym, że reprezentant Beauxbatons był zdecydowanie seksowniejszy w tym imidżu. Jaka szkoda! Oczywiście tygrysek rozpaczał nad tym faktem całe kilkanaście sekund, ale co zrobić!
W końcu nasz zacny Rosjanin raczył pojawić się w szpitalu, piszcząc zdezelowanymi trampkami. Ojej, a miał przemknąć niezauważony niczym ninja. Szkoda. W każdym razie dotarł w końcu na drugie piętro i wszedł do gabinetu lekarza drugimi drzwiami. Ciekawe, z kim będzie musiał się droczyć!
Kiedy zobaczył pannę Eufemię, uśmiechnął się szeroko. Kojarzył ją z imprezy u Rosadowskich, ale tak mgliście, jeżeli mamy być szczerzy. Cóż, wypiło się i zajarało to i owo, huehue. Na szczęście pamiętał o owych pocałunkach, bo jakby i o tym zapomniał no to istna tragedia!
Wyciągnął zza paska swoją różdżkę i oparł się cwaniacko o jedną ze ścian, przewracając owym magicznym patykiem w dłoniach i jakby intensywnie nad czymś myśląc. Po chwili niezręcznej ciszy postanowił się jednak odezwać.
- Oho, nie sądziłem, że to właśnie z tobą się zobaczę - powiedział spokojnie, przerzucając wzrok na dziewczynę. Na jego twarzy malowało się rozbawienie.
- A zatem... turniej. Pewnie szukasz doktorka, co? Wiesz, mógłbym ci coś powiedzieć, ale... cholera, chyba chwilowo zapomniałem, musisz mi jakoś odświeżyć pamięć! - wygłosił jakże rozkoszny monolog. Powinien mieć na nosie tajniackie okulary przeciwsłoneczne i cwaniacko paląc papierosa, uśmiechnąć się kpiąco. Niestety, nie posiadał owych atutów, dlatego Eufemia będzie musiała wyobrazić to sobie w myślach! A w sumie smuteczek, bo to byłby naprawdę wspaniały widok. Nie mniej jednak ironiczny uśmieszek i tak się na chwilę pojawił, bo nie mógł się powstrzymać! I gdyby nie turniej, pewnie zapaliłby sobie teraz papierosa dla wzmocnienia efektu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   Nie Maj 29 2011, 17:45

Właściwie nie była pewna co takiego zamierza przekazać jej ordynator. Zaklęcia leczące jako tako znała, więc po tym spotkaniu raczej nie oczekiwała jakiś wielce odkrywczych informacji. Tak czy owak stawić się wypadało, poza tym miała szaloną okazję poznać ordynatora. Chociaż z drugiej strony nie lubiła szpitali, ich zapach był wyjątkowo dobijający i przypominały się jej różne wizyty u lekarzy w dzieciństwie. Teraz jednak skoro lekarz tak wyraźnie się spóźniał, a ona nawet nie była tutaj na czas, zastanawiała się, czy w ogóle był sens tutaj przychodzic.
Te rozważania podczas pasjonującego rozglądania się po pokoju, przerwało jej otwarcie się drugich drzwi. Pewna, że to lekarz, odwróciła się i już chciała się przywitać, kiedy okazało się, że to zupełnie ktoś inny. W progu stał bowiem, chłopak, którego kojarzyła ze szkoły. Ba, nie tyle, że kojarzyła, na ostatniej imprezie dwa razy się z nim całowała, chociaż właściwie nie miała pojęcia kim on tak dokładnie był. Slytherinie, żeby ona chociaż znała jego imię! Takie uroki gry w butelkę. W pierwszym momencie pomyślała, że może pomyliła pokoje i chłopak był tu na jakiejś wizycie, szybko jednak zostały rozgonione te przypuszczenia, kiedy tylko Rosjanin się odezwał. Pierw bezgłośnie poruszyła ustami nie wiedząc, co ma powiedzieć. No cóż, była trochę zaskoczona.
- Skąd wiesz…? – Chciała zapytać, o to czemu wie, iż ta miała się tu zobaczyć z ordynatorem, jednak chłopak kontynuował, mówiąc, że wie gdzie jest owy mężczyzna. Zaraz jednak dotarły do niej jego kolejne słowa, że musi mu przypomnieć. O więc, zamierzał się z nią targować! Uśmiechnęła się figlarnie i podeszła parę kroków bliżej, by stanąć naprzeciw niego. Dziewczyna przeczesała palcami długie włosy, a wyplatając z nich rękę niby to przypadkiem, ledwo wyczuwalnie dotknęła chłopaka w ramię.
- A wiesz, że będę Ci bardzo wdzięczna jeśli w miarę szybko sobie przypomnisz, gdzie znajdę tego nieszczęsnego ordynatora? – Zapytała unosząc przy tym lekko brew. Spoglądała na niego pewnym swym figlarnym spojrzeniem, mając przy tym nadzieje, że chłopak skusi się na jej wdzięczność, z którą wszakże nie wiadomo co się mogło wiązać! Z resztą jej spojrzenie raczej mówiło, że powinien sobie raczej szybko przypomnieć, a właściwe sugerowało, że to będzie dobrym wyborem. Miejmy tylko nadzieję, że panna Fontaine nie straciła w międzyczasie bycia przekonującą, albo co gorsza uroku wili, który naprawdę w tej chwili nie był takim złym dziedzictwem!

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   Nie Maj 29 2011, 18:04

Ach, jaka szkoda, że nie pamiętała jego imienia! On jej też nie pamiętał, ale szczegóły, nie? Przed oczami miał tylko pewne przyjemne wspomnienia i na tym się kończyło. Chyba powinien być zdołowany faktem, że nie za specjalnie tak naprawdę się znają, ale mają teraz ku temu niebywałą okazję! Ta, pewnie, zagrożenie życia to świetny moment, by się z kimś zakumplować, ależ oczywiście, Boris.
Ojeny, ona była tak uroczo zdezorientowana i zaskoczona, że pan Lavrov przez moment rozważał, czy nie powinien wybuchnąć śmiechem, a potem jednak w przypływie wyrzutów sumienia wypaplać jej wszystko jak na świętej spowiedzi. Że bierze właśnie udział w trzecim etapie turnieju i jakie po drodze czekają ją rewelacje. Ale nie, nie mógł, to honorowy chłop jest, poza tym liczył, że wygra albo Grig, albo Manu, albo Joel, także sorry, ale nic jej nie zdradzi.
No, prawie nic, cholera.
Kiedy mówiła i tak się w niego wpatrywała, to wiedział, że nie wyjdzie mu targowanie się. Ani nawet zwykłe droczenie. No bo halo, kto byłby w stanie odeprzeć taki cudowny urok pół-wili? No jest to zadanie niemalże niewykonalne. A dodatkowo z bólem serca stwierdzam, że Boris to facet i zawsze był człowiekiem wrażliwym na kobiece piękno! I to niby one są słabszą płcią, jak ustawiają facetów według swojego widzimisię, phi. To rozbój w biały dzień.
Ogólnie pomarudziłby sobie jeszcze, ale chyba nie wypadało, szczególnie, że panienka Eufemia chyba się już niecierpliwiła, bo nawet musnęła go w ramię. Nie, żeby mu się to nie podobało, skądże znowu. No ale taki miał znakomity plan! Ona go błaga, aby ten wyjawił sekret, a on się śmieje diabolicznie i mówi, że wyśpiewa wszystko, kiedy ta zacznie udawać piejącego koguta. Wszystkie plany szlag trafił!
- Uhm, no dobrze - powiedział w końcu, siląc się na niezadowolony ton. Przecież nie mógł jej wszystkiego wyjawić z entuzjazmem, to byłoby aż nazbyt podejrzane! O ile wiecie o co mi chodzi, huehue. - Musisz iść tym korytarzem, na którym teraz jesteśmy i znaleźć ostatnie drzwi po prawej, tam jest lekarz. Tylko radziłbym się pospieszyć - wyjaśnił w końcu, nieco enigmatycznie, dodając do tego lekki uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   Pon Maj 30 2011, 01:55

Pannę Fontaine bardzo cieszył fakt, że chłopak nie postanowił dłużej jej zwodzić, bądź podejmować dalszych prób targowania się o tą informację. Właściwie wiedza, gdzie znajduje się ordynator nie była jakaś okropnie istotna, ale tak naprawdę chyba nie chciała odpuścić. Skoro Boris wiedział, gdzie jest lekarz, Effie chciała by podzielił się z nią tą wiedzą!
Owszem jeszcze oboje nie wiedzieli jak się nazywają, ale bądźmy dobrej myśli, że wszystko to wyjaśni się z biegiem czasu. Wszakże pewnie w końcu spostrzegą, że nie bardzo wiedzą jak się do siebie zwracać, zwłaszcza, że zapowiadało się na to, że tego dnia jeszcze parę razy na siebie wpadną. Oczywiście o ile wilę nie zjedzą potwory z kolejnego pokoju…
Po usłyszeniu informacji, którą dostała od Borisa uśmiechnęła się do niego lekko i automatycznie odsunęła na krok. Aczkolwiek jeszcze się do niego zwróciła.
- Dziękuję, pozwolisz więc, że teraz skieruję się na owy korytarz. Do zobaczenia – jeszcze nie miała pojęcia, jak szybko owe „do zobaczenia” będzie rzeczywiście miało miejsce.
Posłała mu na pożegnanie czarujący uśmiech, obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i skierowała do wyjścia. Nie zwlekała już ani chwili dłużej, wiedziała, jak bardzo jest już w owej chwili spóźniona. Szybko wymknęła się z gabinetu a stukot obcasów zaczął rozbrzmiewać w korytarzu. Szybkim krokiem kierowała się do wskazanej sali. Kiedy tylko się przed nią znalazła, ani się nie zastanawiała, od razu pociągnęła za klamkę i weszła do środka. Ku jej zaskoczeniu, okazało się, że jest w pokoju pełnym chorych.
- Panie doktorze – odezwała się do jak sądziła, człowieka w drugim końcu sali. Widząc, że ten nie zareagował, szybko ruszyła w jego kierunku. Nagle zatrzymała się zupełnie zdębiała. Postacie z łóżek zaczęły się podnosić. Co więcej, to wcale nie byli pacjenci. INFERIUSY.
Dziewczyna momentalnie cofnęła się do tylu, a z jej ust aż wyrwał się przerażony pisk. Co do jasnej cholery, te trupy robiły w tej sali?! Lekarz, którego cały czas widziała, jakby w ogóle nie zwracał na nią uwagi. Przeszło jej momentalnie przez myśl, że może już mu coś zrobiły te kreatury? Chociaż właściwie jego los nic ją nie obchodził, musiała teraz kombinować, jak ona się stąd wydostanie!
Dziewczyna caly czas cofała się i cofała, aż w pewnym momencie poczuła, że dotarła pod ścianę. Co gorsza, te potwory ciągle szły w jej kierunku. Były najbardziej odrażającymi stworzeniami jakie kiedykolwiek widziała. Ich martwe ciała były wychodzune, wyglądały jak sama skóra okalająca kości. Patrząc na nie było można dostrzec zarys każdej ludzkiej kości. Miały zaledwie parę włosów na głowie, a ich ciała wydawały się wręcz obślizgłe.
Serce panny Fontaine biło jak oszalałe i definitywnie jeszcze w całym tym turnieju nic jej tak nie nastraszyło. A co było w tym wszystkim najgorsze? Otóż to, że w tej wyjątkowo okropnej chwili swojego życia nie miała różdżki, bo głupia oddała ją na recepcji!

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   Wto Maj 31 2011, 14:10

Sytuacja wcale się nie poprawiała. Szkaradne potwory ciągle zmierzały w jej kierunku, a ściana za jej plecami wcale się nie osunęła ukazując jakieś tajemnicze przejście, którym mogłaby uciec. Podsumowując, chyba utknęła. Nie wiedziała właściwie co mogą zrobić inferiusy, ale jej wyobraźnia podsuwała, że pewnie wyssać życie czy coś równie strasznego. Tylko, że najgorszym w tej sytuacji był brak różdżki. To właśnie to sprawiało, że czuła się tak cholernie bezbronnie. Brak tego marnego patyka miał zaraz zadecydować o jej życiu!
Blondynka musiała zebrać siły, nie zamierzała odpuszczać, czy dawać za wygraną. Jakoś musiała udowodnić ze poradzi sobie w każdej sytuacji. No właśnie, tylko że jak?
Pierw przyszło jej na myśl, że te stwory nie lubią ognia. Nie wiedziała na ile to prawda, jakoś tak dotychczas nie walczyła z inferiusami! Przegrzebała szybko swoje kieszenie, gdzie poza paczką papierosów znalazła jakież zapałki. Świetnie! Tylko co ona właściwie z tym zrobi, przecież nie będzie w nich rzucać zapałkami. Okej, więc musiała jakoś podpalić te stwory. Rozpaczliwie rozejrzała się dookoła, tak naprawdę widząc tylko jak kreatury coraz bardziej się do niej zbliżają. Ba! Jeden prawie sięgnął do niej swoją chudą, obślizgłą ręką. Effie tak się przestraszyła, że gwałtownie odskoczyła na bok, wpadając na jakiś wózek z przyborami pielęgniarskimi. Zaraz dostrzegła, że leży na nim sporo bandaży. Trzęsącymi się rękoma odpaliła zapałki i podpaliła wózek z bandażami. Ogień zaczął się szybko palić zajmując coraz więcej materiału. Dziewczyna mocno pchnęła wózek kierując go na inferiusy. Ogień był już spory, a kreatury kiedy tylko go zobaczyły zaczęły się automatycznie cofać. Jednego z nich zaczepił fragment bandażu i sam zaczął się palić. Krzyczące stworzenia zaczęły w popłochu uciekać, w końcu wybiegły przez drzwi, by znaleźć się jak najdalej od ognia. Effie pierw chciała wybiec zaraz za nimi, ale przypomniała sobie o lekarzu. Niepewnie podeszła w jego kierunku, zastanawiając się, co z nim w ogóle jest. Dopiero kiedy go dotknęła ręką, zorientowała się, że coś jest nie tak. Przeszła wiec, aby zobaczyć go z przodu, i jak się okazało, był to tylko manekin! Miał jakąś kopertę na dodatek w ręku.
W tej chwili panna Fontaine już nie miała zielonego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi i co do cholery jest w ogóle grane! Wzięła tą kopertę i szybko się obróciła wychodząc na korytarz. Zatrzymała się jednak tuż przy drzwiach, pierw sprawdzając co z inferiusami. Całe szczęście nie było po nich ani śladu.
Ciągle zdenerwowana zaczęła otwierać tajemnicza kopertę, by dostać jakieś wytłumaczenia, cokolwiek! Tym czasem ta wskazówka, wyjaśnienia, instrukcje, czy czymkolwiek miała być ta kartka, po prostu spłonęła! Dziewczyna szybko odrzuciła ją od siebie, gdy tylko poczuła ogień na dłoniach. Patrzyła zaszokowana na płonącą kartkę na podłodze. Slytherinie! Co tu się dzieje?!

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   Wto Maj 31 2011, 16:28

Skinął jej na pożegnanie i uśmiechnął się dziwacznie, bo doskonale wiedział, że owe "do zobaczenia" nastąpi szybciej niż zapewne Effie by się tego spodziewała. Nie mniej jednak nie zamierzał jej o niczym mówić, więc kiedy wyszła, usiadł za biurkiem. Oparł głowę o blat, kładąc również na nim różdżkę i czekał, rozmyślając o mniej lub bardziej ważnych sprawach.
W sumie to był ciekawy, jak Ślizgonka sobie z tym wszystkim poradzi. Może nie była jego faworytką, ale jednak szkoda by było, gdyby zginęła, hehe. Więc siłą rzeczy życzył jej jak najlepiej. Poza tym przez to wszystko zapomniał się przedstawić! Tak, to iście straszne wydarzenie, problem wagi państwowej i tak dalej. Cóż, Boris ma jednak tendencje do zajmowania się tak zwanymi pierdołami. Jaka szkoda! A mógłby się ogarnąć, ścisnąć seksowne poślady i zająć się jednak turniejem. Tak. Koniec tego dobrego panie Lavrov, zabawa się skończyła, teraz musisz być poważny i skupiać się na zadaniu, a nie na duperelach.
Zerknął zatem na zegar wiszący na ścianie i westchnął ciężko. Ciekawe kiedy Effie pokona te wszystkie inferiusy i wyjdzie na korytarz. Na razie jeszcze chyba było za wcześnie. Chyba. Może nie docenił jej umiejętności?
Zrobiło mu się strasznie duszno, a potem odechciało mu się nagle wszystkiego. Nie, weź się do roboty, bęcwale. Dobra, zatem podniósł tyłek z fotela, chwycił za różdżkę i skierował się do wyjścia. Będzie czekać na nią w progu! Miał tylko nadzieję, że w końcu się doczeka.
I wyszedł akurat w momencie, kiedy list od rzekomego lekarza zaczął płonąć. Uśmiechnął się ironicznie i skierował wzrok na dziewczynę. Oj, chyba zapomniał jej powiedzieć, że przydałaby się jej pomoc!
- Poszłaś tam bez różdżki? - spytał z udawanym zdziwieniem. Nieładnie tak kantować, Boris! - Lepiej weź ją z recepcji, bo mam wrażenie, że może ci się jeszcze przydać - dodał po chwili, znów nieco enigmatycznie. Naprawdę, powinien zostać aktorem. Że też nie dostał jeszcze jakiegoś angażu! Albo, że jeszcze nie dostał od Effie szpilką/innym butem między oczy, hehe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1738
  Liczba postów : 871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   Wto Kwi 21 2015, 12:26

Każdy ma swoje granice, a te gdy całkowicie zostaną zniwelowane, czynią z człowieka kogoś kto się przed niczym nie cofnie. Czy można zatem mówić, że to co się działo aktualnie w życiu Eiv, było łamaniem jej twardej i niezdartej skorupy? Była zbyt obca i zbyt zdystansowana do otaczającego ją świata, by ktokolwiek wyciągał po nią ręce. Nie chciała być w centrum uwagi, nawet nie chciała czuć się ważna. Była tendencyjna, bo w uwielbieniu, które kierował w jej stronę Eugene, odnalazła coś na podobieństwo pragnienia, jakie mogła w każdej chwili zaspokoić. Seks. Dobry seks. Nie miałaby żadnych oporów przed tym, by zaciągnąć go do łazienki w Hogwarcie i powiedzieć, że to czas na to, dzięki czemu wali sobie, co wieczór, bo właśnie o tym marzy. Mężczyźni są prości i dzięki temu nikt nie potrafił zatrzymać Eiv przy sobie na dłużej. Byli zbyt słabi i ociężali w tym, by zdominować niepokornego ducha, którego zdawać się mogło, że złapać się nie da; ale raz schwytany zostaje z właścicielem na zawsze, czyż nie, Payne?
Zapomniała o nim. Zapomniała o każdym, kto przewijał się przez jej życie i uciekał przez palce, bo nikt nie był warty tego, by trwać w egzystencji, która uczyniła ją jeszcze kimś innym, niż kiedykolwiek wcześniej. Była bardziej obojętna i tak wypruta z emocji, których być może nikt nie jest w stanie obudzić, bo przecież… O N nie żył. Umarł dawno temu, gdy zapomniał o tym, co miało być dla nich ważne i istotne. Zostawił i porzucił, jak kundla, którym przecież zawsze była, gdy pan potrzebował pieska merdającego ogonem i wyciągającego łapki, by o wszystko poprosić. Te czasy jednak minęły i wszystko, co się wydarzyło, straciło pewnego rodzaju wartość sentymentalną, a zostało jedynie wspomnienie. Piękne. Błękitnookie i mające niecały roczek, który w tej jednej chwili był czymś więcej, jak całą stertą pierwszych razów, które odbywała z Noelem. To on rozbudził w niej potrzebę starania się, bycia, obcowania. To on pokazał, że warto mimo iż wcale nie miała ochoty tego robić, ale ostrzegał, że to zrobi. Skrzywdzi, choć miał nie robić tego umyślnie, a jednak. Ludzie to hipokryci, dlatego można mu winszować, że zabił całą pozostałość tego, co stworzył. Odbierając tchnienie, pozbawił też każdego z osobna promyczka, który miała w oku, bo teraz można było zmagać się tylko z jednym… Nicość. Pustka, która potrafi przerażać, ale gdy raz zostanie się wciągniętym w głębie iluzorycznego snu, to nigdy nie będzie się w stanie znaleźć drogi ewakuacyjnej. Zabawne.
Sprawy toczyły się jednak zupełnie inaczej, a ona pogrążona w nauce do ostatniego etapu Sfinksa i wymyślaniu coraz to lepszych przepisów na eliksiry, których ciągle jej brakowało… Błądziła po czymś, czego nie znała. Umysł podsuwał dziwne scenariusze i najgorszym w tym wszystkim było tylko jedno. Nie widziała w tym czasu dla samej siebie, bo obrazy były zbyt przerażające, by mogły stać się prawdziwe. Ciągle widziała jego twarz i wracał niczym najgorszy koszmar. Był, jak bumerang, który miał za zadanie ją zniszczyć. I robił to. Ciągle, gdy tylko zamykała oczy i widziała jego spojrzenie, którym ją rozgrzewa, a zaraz potem zadaje ten jeden cios, którym może złamać raz jeszcze serce i pokiereszować duszę, której zdawać się nie posiadała. Czy była odporna na te ataki? Oczywiście, ale człowiek lęka się tego, czego w swoim życiu nie chce. To najwyższa pora, by powiedzieć sobie żegnaj.
Szła po zajęciach z Fosterem korytarzami, które miały doprowadzić ją na dziedziniec, a stamtąd na błonia, by po dotarciu do Hogsmeade, mogła się teleportować bez najmniejszego problemu. Była w tym lekka i tak bardzo znajoma. Ta sama mina, która mówiła, że nie da się jej poznać. Spojrzenie, które sugerowało, że wie wszystko i uśmiech, który należał tylko do niej. Nawet ubrania się nie zmieniły. Pod szatami, które określały przynależność do Gryffindoru, znajdowała się czarna sukienka, dość krótka, zasłaniająca ledwie tyłek. Potargane rajtki, które okalały szczupłe i długie nogi, a ostatecznie była też kurtka – skórzana, która chowała jej wątłe i zdecydowanie drobniejsze ramiona, niż przed kilkoma miesiącami. Można było jej zarzucać wiele, bo przecież od dawna uchodziła za szkolną – puszczalską, która obraca się z każdym, ale metki, które przyklejają ludzie nie robią takich zniszczeń, jak zdanie, które możemy mieć o sobie. W mniemaniu samej Eiv, była zbyt pewna siebie i egoistycznie zapatrzona w to, że nie da się jej zepsuć - niczym, a wejście w posiadanie jej ciała zazwyczaj graniczyło z cudem. Owszem, przejawiała cechy, które są tak charakterystyczne dla czerwonego domu, ale po przejściach, które odmieniły wszystko, musiała na większość spraw patrzeć inaczej, jak chociażby to, że… Ślizgoni są zwykłymi pizdami, które uciekają. Zawsze. Zawsze, Evelyn Caro Henley.
Teleportowała się w końcu na dach szpitala św. Munga, bo to była najszybsza droga, by dotrzeć na piętro, na którym leżała mała Venice, po drodze oczywiście chowając szkolny mundurek, który nie był jej aktualnie do niczego potrzebny. Fakt, że maleństwo było w coraz lepszej formie, a od kilku dni mogła ją odwiedzać, był dość oczywisty. Tęskniła za córką, bo to ona sprawiała, że Eiv strzegła maleńki pierwiastek, który mógł być pobudką dla jej determinacji w staraniu się w byciu jeszcze lepszą, a nie jedynie wyrafinowaną suką, która zwala z nóg swoim chłodem, niczym Królowa Lodu.
Dostała się pod odpowiednie drzwi i gdy miała nacisnąć klamkę, dostrzegła doktora Iana, który podniósł na nią badawcze spojrzenie, jakby nie do końca wierzył w to, że dziewczyna tkwi właśnie przed nim.
-Panno Henley, a co pani tu robi? Sądziłem, że jest pani już w domu z córką. – Powiedział nawet nie kryjąc konsternacji, która malowała się na twarzy pokrytej liczną ilością zmarszczek.
-Słucham? – Eiv zrobiła krok w przód, a fala nagłego gorąca rozlała się wzdłuż kręgosłupa. Czuła, jak krew zaczyna buzować w jej żyłach, bo pytanie, jak i zarówno stwierdzenie, które padło, zbiło ją z pantałyku.
-Około dwóch godzin temu, był tutaj jej ojciec. Noel Payne. Powiedział, że nie da rady pani dzisiaj przyjść i musi panią wyręczyć. Jak poszły egzaminy? – Lekarz zdawał się kompletnie zignorować szok, do jakiego doprowadził młodą dziewczynę, której grunt osunął się pod nogami. Całe ciało Evelyn drżało i to nie z przerażenia, a złości, która wstąpiła w nią tak nagle i nie była w stanie powstrzymać irytacji, która wzbierała z każdym oddechem na sile.
-Noel. Payne. Zabrał. Moją. Venice? – Rzuciła przez zaciśnięte zęby. Jej wzrok płonął i gdyby tylko był w stanie zabijać, to w tym momencie lekarz, który zaczął opowiadać kompletne bzdury, leżałby już trupem. -Egzaminy poszły bardzo dobrze, a ja kompletnie zapomniałam o tym, że byliśmy faktycznie tak umówieni. Sam pan rozumie, stres… – Rzadko kiedy się odzywała, a jeśli już to robiła, było to niezwykle nieskładne i ciężko było to przyporządkować do jakichkolwiek prawidłowości. Czuła, jak nerwy biorą nad nią górę, dlatego odwróciła się na pięcie, by nie zrobić niczego, co byłoby teraz niewskazane. Jej umysł był zalewany przez milion myśli, które zderzały się ze sobą i siały tak intensywne spustoszenie.
Wrócił.
Nie umiała jasno określić tego, co aktualnie czuła, bo był to gniew wymieszany z żalem, który pojawił się w najmniej oczekiwanym momencie. I kiedy te najgorsze emocje w postaci smutku i bólu zaczęły znikać, pojawił się strach. Ogromna fala strachu, która zalała jej drobne ciało i sprawiła, że wszystkie mięśnie napięły się, by tylko nie zemdleć z informacji, którą ledwie chwilę wcześniej usłyszała. Robiło jej się od tego niedobrze, ba, można śmiało stwierdzić, że gdy tylko wróciła na dach budynku, na którym była parę minut wcześniej… Zwymiotowała. Czuła obrzydzenie do siebie i do niego, że tak łatwo dała się podejść, a przecież miała przeczucie, że to nie koniec i jak zawsze… Było bezbłędne.
Wrócił.
To oznaczało, że albo planował ją zniszczyć wybierając sobie za cel córkę, która była jedynym aspektem trzymającym ją w ryzach, albo… Pragnął pobawić się w rodzinkę, a tego Eiv nie chciała mu w żaden sposób dać. Nie po tym, jak się wyrzekł zarówno jej, jak i dziecka.
Stanęła tuż przy krawędzi budynku i wystarczyło zrobić krok, by skoczyć, ale nie tego oczekiwała od życia i sytuacji, w którą została zapędzona. Liczyło się tylko jedno. Odnalezienie Noela, a następnie odebranie mu wszystkiego, co może być dla niego ważne, ale… Ludzie bez serca i duszy nie posiadają tego, na czym może im zależeć, prawda?
Skoro pozbawiłeś mnie ostatniego oddechu, ja pozbawię cię życia i dopiero wtedy… Będziemy żyli długo i szczęśliwie.
A to dopiero początek.

-Witaj Payne, jak dobrze, że wróciłeś. – Rzuciła z kpiną, gdy jej oczy skierowały się na bezchmurne niebo i dopiero, gdy złapała dwa oddechy i uspokoiła rozkołatane serce, postanowiła się teleportować. Musiała go znaleźć za wszelką cenę, bo teraz jedynym wrogiem, którego posiadała, był czas. Godziny. Minuty, a może nawet sekundy dzieliły ją od emocjonalnej katastrofy, ale to już nie było ważne. Liczyła się tylko ona.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 33
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 601
  Liczba postów : 109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13706-dionysius-jayden-shercliffe#364033
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13715-bajorko#364106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13714-eissen-iv-waleczna#364104
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13712-dionysius-jayden-shercliffe#364097




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   Czw Gru 29 2016, 21:32

Starszy z Shercliffe'ów, którzy pojawili się właśnie w Mungu, odetchnął z niemałą ulgą, widząc że Artur zdołał dotrzeć do szpitala. Nie miał stuprocentowej pewności, czy brat nie przekręci czegoś po drodze, nawet jeżeli podróż za pomocą proszku Fiuu była dosyć bezpieczna. Nessie usadził mężczyznę na jednym z krzeseł, nie chcąc ciągać go przez pół oddziału, kazał czekać cierpliwie i pod żadnym pozorem nigdzie się nie wybierać. Wrócił niedługo później, prowadząc sprawdzoną i znajomą osobę, po drodze tłumacząc, co wydarzyło się w Dolinie i dzieląc się podejrzeniami, że u Artura rozwija się titik (czy jakkolwiek się to zwało). Po chwilowej wymianie zdań, Dionysius zostawił brata w rękach uzdrowiciela i wypełnił papierek, który miał być podkładką pod zwolnienie, aby sam mógł się wykurować z doznanych obrażeń, choć wcale nie były ogromne, i zająć się Morwen, które teraz leżała na kanapie w jego salonie. Zwinął też trochę eliksiru pieprzowego, na czas, w którym miał warzyć go więcej.

/zt i zostawiam Artura
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 31
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Animag (biały lew)
  Liczba postów : 88
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13730-scrymgeour-artur-shercliffe#364405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13731-it-s-me#364501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13732-jastrzab-scrymgeoura#364502
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13733-artur-scrymgeour-shercliffe#364503




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   Sro Sty 18 2017, 19:35

Kiedy wszystko wydaje się dwukrotnie powiększone, świat o dziwo wydaje się mniejszy, jakby wszystko było bliżej niego. Trzymając się brata, Artur czuł się jak na jakiś używkach, których nigdy nie brał - teraz mógł wiedzieć jak to jest i co najmniej, to uczucie nie przekonywało go do zażywania przykładowo amfetaminy.
Słysząc jakby podświadomie stłumiony głos brata, żeby został na siedzeniu, na którym go zostawił, młodszy Shercliffe nawet nie zamierzał się słuchać. Wstał ostrożnie i próbując ogarnąć wirujące wizje wszystkiego wokoło, zaczął powoli iść. Nawet mu szło do czasu, aż nie wpadł na jakąś starszą panią, która niestety nosiła kawę, oblewając koszulkę Artura, przy okazji go parząc. Wspaniale, a żeby tego było mało, ciecz dostała się również do pęcherzy, które na skutek gorąca kawy, zaczynały pękać, sprawiając dość duży ból. Artur skrzywił się i syknął pod nosem, ledwo powstrzymując się by nie uderzyć starszej wielkiej kobiety, która była przed nim, dziwnie raz się powiększając, raz zmniejszając.
Na szczęście w pobliżu był inny uzdrowiciel, który przed przyjściem Nessiego, ogarnął na szybko poparzenie mężczyzny i usadowił go na jeszcze innym miejscu. Najwidoczniej był bardzo zajęty, gdyż nawet się nie zainteresował co mogło się stać Scrymgeourowi.
Po dość krótkiej rozmowy lekarza z jego bratem (chociaż choremu wydawało się, że ta wymiana zdań pomiędzy nimi trwała godzinami), chrząknął na pożegnanie bratu i poszedł za uzdrowicielem, który pokazywał mu drogę do swojego nowego pokoiku, w którym mięli go leczyć. Fajnie. Lekarz chyba zbyt pochopnie ocenił siły Artura, gdyż ten myśląc, że idzie prosto, wpadł na ścianę robiąc sobie guza na czole. Pomasował się po głowie, która zaczynała go równie boleć co bąble na podbrzuszu. Cała ta sytuacja musiała z boku wyglądać komicznie, jak jakaś komedia.

W pokoju pojawił się dwadzieścia minut później, kładąc się od razu do łóżka, uzdrowiciel jednak zajął się nim i zanim Artur położył się spać był już przebrany w białe ubranko i podali mu pierwsze eliksiry, po których zrobił się jeszcze bardziej senny. Zapadł w sen, nie myśląc o niczym.

***

Po kilku dniach dochodził do siebie, bąble schodziły, a wzrok mu się poprawił, nie widział już tak bardzo podwójnie. Zanim wypisano go ze szpitala, dali mu długą listę co musi, a czego nie może robić. Boli go, że nie może zbytnio się przemęczać, a co najważniejsze - zmieniać. Bolało go to, przydzielili mu też jakiś eliksir, który przez najbliższy czas musi zażywać, dwa razy dziennie jak kojarzył. Cóż, przeżył to.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Zakażenia Magiczne   

Powrót do góry Go down
 

Zakażenia Magiczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» II piętro - Zakażenia Magiczne
» Zakażenia Magiczne
» Magiczne choroby i urazy
» Magiczne używki
» Magiczne zawody - rozwój, spis

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-