IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 841
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie nr 15   Czw Sie 31 2017, 21:35


Mieszkanie Leonezry




Kto powiedział, że jednopokojowe mieszkanie będzie za małe? Tutaj wszystko wydaje się idealnie współgrać. Jedna strona pokoju jest oczywiście sypialniana, o czym informuje ogromne łóżko. Z tego miejsca jest świetny widok na aneks kuchenny... To z kolei kącik będący epicentrum apetycznych zapachów, roznoszących się stopniowo po całym mieszkaniu. Na ścianie wisi duża tablica kredowa, na której można znaleźć dopiski mieszkańców, będące drobnym przypomnieniem koniecznych do wykonania obowiązków ("kupić mleko", "wynieść śmieci", "przytulić Leo"). Nie zabrakło również miejsca na jadalnię! Krzesła to przeżytek, o wiele ciekawiej zasiąść na wielkiej poduszce. Przy okazji jest się wtedy blisko kominka i ma się pod ręką mnóstwo książek porozkładanych po półkach i regałach. Kawałek dalej znajdują się drzwi prowadzące do sporej łazienki. Żeby było ciekawiej, wysoki sufit mieszkania wykorzystany został na utworzenie małego półpięterka. Tam stoi biurko, pudła z rzeczami czekającymi na rozpakowanie, ukochana deska surfingowa jednego z lokatorów...
Czuć tutaj domową atmosferę i ciężko stwierdzić, czy to zasługa mieszkańców, czy ładnie udekorowanego wnętrza. W progu powita cię mała Chione, na stoliku znajdziesz pewnie porzuconą przez Ezrę talię kart, a jeśli potrzebujesz rozprostować kości, to Leo zadbał, aby w mieszkaniu wisiał przynajmniej jeden hamak. Co tu więcej mówić? Czuj się jak u siebie!


______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 841
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Wrz 01 2017, 17:56

Mieszkanie numer 15 obarczone zostało poważnym zadaniem. Miało pełnić rolę domu, a Leonardo zawsze bardzo wysoko cenił takie miejsca. Całe życie dużo podróżował i dalej pamiętał, że jako szkrab z ulgą przyjmował powroty do Puebli. Tam mieszkali jego dziadkowie, tam zamieszkał ostatecznie i on wraz z rodzicami i siostrą. Wyjazd do szkoły nic nie zmienił. Dom ponoć miało się tylko jeden... Tak zawsze mówił Basilio Vin-Eurico, ale Leo coraz bardziej zaczynał przekonywać się, że to było jedynie zachęcenie wnuka do częstszych odwiedzin. Tecquala stała się dla chłopaka niezmiernie ważna, a jej utrata bolała go do dzisiaj. Musiał jednak przyznać, że Hogwart błyskawicznie pokochał całym sercem. Zauroczyły go podziały utworzone przez czterech założycieli, przywiązał się do swojego miejsca przy stole Gryffindoru. Miał zatem dwa domy, ale obu brakowało stałości. Wiadomo przecież, że z rodzinnego gniazdka ostatecznie należy wyfrunąć, a w szkole życia spędzić się nie da.
Aleja Amortencji nie była wymarzonym miejscem na mieszkanie Leo. Hogsmeade nie było wymarzonym miejscem na mieszkanie Leo. Wielka Brytania nie była miejscem na wymarzone mieszkanie Leo. Jakimś cudem i tak pokładał niesamowicie ogromne nadzieje w tej kawalerce znalezionej niemalże w biegu. Szukał mieszkania, oczywiście, przygotowywał się mentalnie do podjęcia tak ważnego kroku jak przeprowadzka. Nie mógł niestety znaleźć kuszącej oferty aż do momentu, gdy na urodzinach małej kuzynki ktoś z rodziny wspomniał o Hogsmeade. Poszedł zobaczyć, zakochał się, zostawił fragment serca na wycieraczce pod drzwiami, po czym wrócił do Grecji i poinformował @Ezra T. Clarke, że tam właśnie zamieszkają. Dobrze, że miał tak pełnego zaufania chłopaka, bo Krukon nie zgasił jego entuzjazmu i koniec końców obaj mieli cieńsze portfele. Ostatnie dni na wakacjach przepełnione były przeglądaniem magazynów, pisaniem listów do sklepów i ustalaniem najprzeróżniejszych pierdół, o których Leo nie miał bladego pojęcia (Ezra ekspertem też chyba nie był). Kiedy w końcu nadszedł pierwszy weekend września, oznaczający końcóweczkę wakacji, panowie musieli się niestety pożegnać. O ile Ezra miał możliwość spędzenia odrobiny czasu z rodziną, o tyle Gryfon mógł co najwyżej posiedzieć sobie w samotności w Meksyku. Doszedł do wniosku, że nawet nieszczególnie ma ochotę na robienie czegoś szczególnego, a pchało go do Hogsmeade. Stała przed nim wizja dwóch dni w nowym mieszkaniu! Ochoczo wpakował się do środka, ze wszystkimi gratami, gotów na nowy rok szkolny i na jeszcze więcej. I wtedy do niego dotarło, że był tutaj tylko raz, jego partnera nie było tu jeszcze wcale, a całość wyglądała przeraźliwie żałośnie. Pudła, kartony, torby, paczki, zapakowane meble - wszystko stało na samym wierzchu i czekało. Nie było w tym nic domowego. Całe szczęście, że Leonardo nie należał do osób leniwych! Skoro skazano go na tak potworną samotność, a większość znajomych nie miała dla niego czasu, to pozostało tylko zabranie się za mieszkanie. Nie czuł się pewnie w temacie zdolności magicznych, które ostatnio okrutnie go zawodziły... Postanowił jednak zareagować i dopomóc sobie w niektórych drobiazgach, gdy siła mięśni okazywała się nie być wystarczająca. Można zatem zgrabnie podsumować, że większość czasu spędził na ogarnianiu mieszkania.
Niedzielny wieczór miał być tym idealnym, pełnym spokoju i refleksji przed poniedziałkiem zwiastującym rozpoczęcie czwartego trzeciego i ostatniego roku studiów. Miał być relaksik, muffinki, gorąca czekolada i długa kąpiel w wannie. Niestety Leo zupełnie sobie z takim leniuchowaniem nie radził - wybrał się na przebieżkę, wziął szybki prysznic, a potem zajął się kręceniem w kuchni (żeby przynajmniej babeczki się zgadzały!) w samych spodniach dresowych i nuceniem jednej z ulubionych piosenek, wywołanej w pomieszczeniu zaklęciem.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Wrz 01 2017, 21:20

"Dom" nie zawsze było słowem, które przynosiło Ezrze dobre skojarzenia. Oznaczało tylko miejsce, cztery ściany pomalowane odpadającą po latach farbą, trochę mebli i o wiele więcej negatywnych wspomnień. Ezra w dzieciństwie więcej czasu spędzał na ulicy, szlajając się z innymi, źle ułożonymi dzieciakami, a w późniejszym czasie zdobywając co cenniejsze drobiazgi. Dom był miejscem potrzebnym tylko po to, by przetrwać chłodne noce.
Nawet po wyprowadzce z Preston, Ezra nie czuł żadnej emocjonalnej więzi z kolejnym miejscem zamieszkania. W Bristolu panowała atmosfera przerażającej wręcz samotności. Mama Ezry wychodziła o świcie, a wracała późnym wieczorem, nie mając już siły dla swoich dzieci. Clarke nigdy jej za to nie winił, już wtedy zdawał sobie sprawę, że kobieta przepracowuje się dla ich dobra, a brak domowej atmosfery był w tym wszystkim najniższą ceną.
Dopiero w Hogwarcie Ezra poznał uczucie przynależności. Zajęło mu to trochę czasu, ale zamek ostatecznie stał się miejscem, który otworzył serce chłopaka, także na innych ludzi w nim mieszkających. Nic dziwnego - to z Hogwartem Ezra wiązał swoje najlepsze wspomnienia. To tu z nikogo, stał się kimś. 
Decyzja o przeprowadzce do Hogsmeade nie była dla niego tak łatwa, jak mogło się wydawać Leo. Ezra nie zaprotestował, nie zgasił też entuzjazmu chłopaka, wiedząc, że pewnego dnia to i tak musi się stać. Hogwart mimo wszystko był tylko szkołą, szkołą, którą w tym roku miał opuścić już na zawsze. Dlaczego zatem o swoich wątpliwościach nie powiedział nic Leonardo, zamiast tego wspólnie bawiąc się w dobieranie mebli i planowanie najbliższej przyszłości? To była chłodna kalkulacja, Ezra po prostu chciał mieć jak najwięcej czasu do adaptacji do tej sytuacji. Do pokochania tego jednopokojowego mieszkania, które wybrał dla nich Vin-Eurico.
Także wizyta w rodzinnym domu przyniosła mu wiele odpowiedzi. Ezra trochę martwił się konfrontacją ze swoją mamą, sądząc, że pierwsze słowa, które usłyszy odnosić się będą do listu, który wysłał w Grecji. W rzeczywistości jednak praktycznie całą sobotę przesiedzieli rodzinnie rozmawiając o głupotach i ciesząc się swoją obecnością. To on musiał rozpocząć temat, a odpowiedzi kobiety ostatecznie doprowadziły go do tego miejsca, w którym był teraz z kufrem stojącym przy nogach, małą Chione pod pachą i pojedynczą czerwoną różą w dłoni.
Do jakich wniosków doszedł Ezra? Że to nie myśli o Hogwarcie wypełniały jego umysł - też, oczywiście - ale tęsknota za Leonardo. Po tak długim czasie posiadania chłopaka niemal cały czas gdzieś na wyciągnięcie ręki, Ezra po prostu czuł się niekomfortowo, nie mogąc nawet go zobaczyć.Tu nie chodziło o mieszkanie, którego jeszcze na oczy na widział, nie chodziło też o meble, które pewnie czekały na rozpakowanie w strategicznych miejscach. Chodziło tylko o Leonardo.
Chione zaczęła już pomrukiwać, niecierpliwiąc się zwlekaniem swojego właściciela. Ezra uśmiechnął się lekko, a zawadiacki błysk mignął w jego oczach, gdy wkładał kwiat w zęby. Oparł się o framugę drzwi, słysząc jak przez drewnianą powierzchnię przebija się jakaś cicha melodia, która zaraz została zakłócona nienatarczywym pukaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 841
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Wrz 01 2017, 22:22

Merlinie, Leo się w ten weekend namęczył! Szybko się okazało, że zakłócenia magiczne nie odpuszczają również w Hogsmeade i chłopak początkowo zastanawiał się, czy to po prostu nie jest jego wina. Na ulicy widział jednak różne drobne wypadki, które utwierdziły go w przekonaniu, że nawet w całej swojej głupocie nie jest aż tak źle. Jakiś czarodziej nie mógł zawiesić zaklęciem szyldu, czarownica w spiczastym kapeluszu ubolewała nad spalonymi ciasteczkami (najwyraźniej magia w kuchni również zawodziła!), a w menażerii magicznej chyba pojawiło się parę kłopotów. To wszystko to były drobiazgi, które zaraz znikały w zgiełku czarodziejskiego miasteczka. Niestety Leo miał co robić, także nie stał w oknie i nie przyglądał się obcym. Zamiast tego walczył z zaklęciami, a kiedy zaczynały go frustrować lub po prostu definitywnie zawodziły, musiał przyłożyć do przeprowadzki więcej siły. Całe szczęście, że od dziecka lubił z ojcem bawić się w tego typu rzeczy, a kiedy pomagał mamie to nie mógł zawsze posługiwać się różdżką. Mieszkanie ochrzczone zostało kosmiczną ilością hiszpańskich przekleństw, ale ostatecznie każdy mebel został skręcony, złożony i ustawiony w odpowiednim miejscu. Po dwóch dniach intensywnej roboty Vin-Eurico był najzwyczajniej w świecie zmęczony. Nie pozwalał sobie za bardzo na chwile odpoczynku, zatem dopiero niedzielny wieczór przyniósł mu tego rodzaju ulgę. Powinien pewnie myśleć bardziej przyszłościowo, bo nie był w najlepszej kondycji fizycznej (ani psychicznej?), a poniedziałek oznaczał powrót do Hogwartu. Leo wyjątkowo miał ambicje, żeby tego roku nie zawalić! Wiedział jednak, że leżenie bezczynne niewiele mu da. Znając Gryfona, skończyłoby się na jakichś dramatycznych rozmyślaniach. Chociaż w sumie, niezbyt miał czym się smucić. Miał cudownego chłopaka, z którym właśnie kupił mieszkanie (przerażało go to tylko odrobinkę), rodzice zareagowali optymistycznie na tę nowinkę (Leo był prawie pewny, że wuj Goyo dalej umiera ze śmiechu), a poza tym to jakoś tak było całkiem spoko. Nie bolało go szczególnie zakończenie wakacji, bo Hogwart to dobra szkoła, męcząca jak każda, ale mimo wszystko zaskakująco przyjazna. Leo lubił zgubić się w którymś korytarzu, pogawędzić z dziwnym obrazem, albo wyciągnąć nogi przy kominku w Pokoju Wspólnym Gryfonów. Sprawiało mu przyjemność śmianie się ze znajomymi w Wielkiej Sali albo bieganie na błoniach.
Piekł sobie w najlepsze, pozwalając aby woda spływała mu z końcówek włosów na ramiona. Mięśnie faktycznie były zmęczone, czuł to już teraz, ale humor miał świetny i wbrew pozorom całkiem się relaksował. Nie spodziewał się, żeby coś mogło mu przerwać, nucił sobie zatem radośnie i testował akurat pierwszą blaszkę muffinek, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Zmarszczył brwi z zaskoczeniem i poszedł otworzyć. Ciekaw był, czy nawiedził go może jakiś nowy sąsiad, albo...
- Hostia - wyrwało mu się na widok Ezry z różą w zębach. Mogło być coś piękniejszego? Leo poczuł, jak usta rozciągają mu się w szczerym uśmiechu. - Chyba cię nie wpuszczę, musisz dać mi chwilę. Napawam się widokiem. - Potrząsnął głową z rozbawieniem i... I dostrzegł małe ruszające się stworzonko w rękach Krukona. W jednej chwili wszystko zostało zepchnięte na drugi plan - bo, cholera, PIESEK? - Och, czeeeść! To musi być malutka Chione... - Mruknął z niebywałą czułością w głosie, pochylając się nad maluchem i od razu przechodząc do trybu obsypywania pieszczotami. Żeby nie było, nie zapomniał o Ezrze - przyniósł psa, zatem został faktycznie wpuszczony do środka. Vin-Eurico nawet sam sięgnął po jego kufer! W przerwie pomiędzy zapoznawaniem się z Chione...

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Wrz 02 2017, 00:36

Dni Ezry zdecydowanie były mniej pracowite niż dni Leo. Clarke przez ten weekend nie dotykał się nawet do różdżki, mając wszystko podtykane pod nos przez mamę, przez co nie wiedział jaki poziom przybrały zakłócenia magiczne. (Poprawiło się coś? To była kwestia Grecji?) I czuł się z tym tak właściwie dobrze - mógł o swoim pochodzeniu mówić i myśleć (w tej kolejności) wiele złych rzeczy, ale fajnie było od czasu do czasu zapomnieć o tej całej magii. Wiadomo, jego też martwiły te problemy, Ezra nie czuł się jednak zupełnie bezradnie bez czarów, czego nie mógł powiedzieć o wszystkich. Był pewien, że niektórzy pierwszy raz w życiu mieszali herbatę własnoręcznie, serio.
Ezra wiedział, że Leo się go nie spodziewa, w końcu umawiali się dopiero na poniedziałek rano i tym większą była jego ekscytacja. On już wiedział, że zaraz zobaczy swojego pięknego chłopaka. Kiedy drzwi się otworzyły, uśmiech Ezry jeszcze się poszerzył. A oto i on.
- Nie, nie do końca, ale mam ją ze sobą - wybełkotał, bo róża jednak nie była ułatwieniem w komunikacji. Zahaczenie o kwiaciarnię było jednak dobrym pomysłem, jak tak patrzył na to rozbawienie malujące się na twarzy Leo. Ogólnie jak tak patrzył na Leo, który nie miał na sobie koszulki, a z końcówek jego włosów ściekała woda, to różne myśli przychodziły mu do głowy. Ezra wyjął kwiatka z ust, wyciągając go w stronę chłopaka. Trochę śliny na łodyżce raczej mu nie przeszkadzało, nie? Miał ją już w gorszych miejscach niż palce... - Dla ciebie, kochanie.
Ogólnie spodziewał się trochę więcej czułości, może jakiś pocałunek, czy coś... Leo w pierwszej kolejności zajął się jednak Chione - właśnie w tym momencie dotarło do Ezry jak bardzo to był jego typ. Gdyby Leonardo nie zareagował tak entuzjastycznie na te kilka kilogramów składających się z samego uroku i słodkości, Ezra uznałby, że nie jest osobą, której potrzebuje w życiu. Chłopak, chłopakiem, ale piesek?
Ezra ostatecznie został wpuszczony do mieszkania, po którym roznosiła się muzyka i smakowity zapach ciasteczek. Przekazał Chione w ręce Vin-Eurico, chłonąc wzrokiem każdy kąt mieszkania. Ezra spodziewał się widoku walających się pudełek i kartonów, a nie... Tego. Idealnie urządzonego pomieszczenia.
- Poskładałeś wszystko... - stwierdził głupio, zatrzymując dłużej wzrok na ich dużym łóżku, potem na kredowej tablicy w kuchni, na hamaku i przytulnym kominku. Ezra musiał przyznać, że było pięknie - przed sobą, nie Leo. - Chociaż mieliśmy zrobić to razem, kiedy przyjadę. Swoją drogą, od razu ci mówiłem, że te poduszki to kompletny niewypał - pomarudził sobie z radosnym uśmiechem, jeszcze raz się rozglądając. Nie miał pojęcia, która część podoba mu się najbardziej, ale to ogromne łóżko przyciągało wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 841
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Wrz 02 2017, 01:05

Pochodzenie Leo nie należało do najprostszych. Kiedy mówił komuś, że jest półkrwi (chociaż raczej nie używał tego typu określenia), nikt nie spodziewał się ojca pół-olbrzyma i matki mugolki. Jak już się ktoś bardziej zainteresował, to zwykle nie odpuszczał aż nie dowiedział się, jakim cudem tak skrajne osobowości są w stanie wytrzymać w jednym domu. Dla Leo to było całkiem proste, ponieważ się przyzwyczaił. Dom Vin-Eurico znajdował się w mugolskiej okolicy, a jednak można było w nim dostrzec czysto magiczne elementy. W końcu tylko mama Leo nie posiadała i nie używała różdżki. Zdaniem Gryfona wniosło to wiele uroku do domu, widział bowiem jak czarodziejska rodzina powoli zaczyna uczyć się używać własnych rączek. Sam pamiętał lekcje normalnego gotowania i jak później nie mógł przestawić się na to czarodziejskie. Widział cyniczny uśmiech Amali, gdy jej mąż mieszał surowe ciasto w powietrzu, samymi ruchami nadgarstka. Czary były obecne w jego życiu, ale nie zdominowały go. Pewnie dlatego w aktualnej tajemniczej sytuacji radził sobie zaskakująco dobrze.
Przyjął różę mając wrażenie, że cieszy go to trochę za bardzo. Ogólnie miał ochotę przyciągnąć do siebie Ezrę i nie puścić już ani na chwilkę (dobra, miał ochotę robić z nim też parę innych rzeczy). Niezbyt rozumiał czemu, bo w końcu widzieli się... dwa dni temu? Gryfon należał do osób szalenie spontanicznych i nie było dla niego dziwnym zachowaniem zniknięcie na tydzień w środku roku szkolnego - może akurat miał ochotę na nurkowanie w Egipcie? Nagle okazywało się, że ledwo był w stanie wytrzymać parę dni bez Ezry. To jest, świetnie sobie dał radę, ale cholera, jak tak na niego patrzył...
Na szczęście jego uwagę odciągnęła Chione, która była po prostu kulką szczęścia. Leo błyskawicznie uznał, że tak, uwielbia ją i uwielbiać będzie, cokolwiek by się nie działo. Na szczęście psina nie miała chyba zbyt odmiennego zdania, bo pozwalała się ćwierćolbrzymowi nacieszyć swoją egzystencją. Chłopak nie miał pojęcia jakim cudem wylądował siedząc na podłodze pośrodku nowego mieszkania, bawiąc się ze zwierzakiem. Podniósł wzrok na Clarke'a w idealnym momencie, aby dostrzec jak rozgląda się po nowym lokum.
- Uwierz, niewiele straciłeś. No chyba, że twoim ukrytym hobby jest walka z dziwnymi meblami, które kompletnie nie chcą się złożyć? - Zerknął wymownie w stronę półpiętra, gdzie stało znienawidzone już przez Leo biurko. Problem w tym, że całość mu się niesamowicie podobała i zignorował nawet komentarz odnośnie poduszek. Jego zdaniem były fenomenalne! Zresztą wstawienie na ich miejsce krzeseł nie byłoby zbyt wygodne ze względu na dobudówkę, musieliby szukać innego kąta na część jadalnianą... Tu wszystko było przemyślane, dobra? - Ezra, słońce. Przestań się tak gapić na to łóżko, bo pomyślę, że wyobrażasz sobie coś ciekawego - uśmiechnął się szeroko i podniósł powoli, nieco niechętnie zostawiając Chione. Cóż, też powinna pozwiedzać, nie? A Gryfon powinien odpowiednio powitać swojego chłopaka. Odłożył różę na blat i przysunął się do Ezry. Zaczął się nawet pochylać, żeby skraść mu całusa, gdy poczuł - i usłyszał - jak coś nieprzyjemnie przeskoczyło mu w odcinku piersiowym kręgosłupa. To tyle w temacie samodzielnego składania mebli. Aby zamaskować tę drobną wpadkę (chociaż Krukon pewnie słyszał, widział, albo wyczuł w magiczny sposób), przytulił mocno Clarke'a.
- Tak się stęskniłeś, że postanowiłeś przyjechać wcześniej? - Bo jak tak, to doskonale rozumiem...

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Wrz 02 2017, 23:11

Cóż, to, że Leo cieszył się trochę za bardzo nie było niczym złym. Ezra doceniał to o wiele bardziej niż gdyby Leo nie cieszył się wcale, także...
- Nie, ale czuję się źle, że musiałeś męczyć się z tym sam - Ezra nawet nie chciał myśleć o tym, ile wysiłku włożył w to wszystko Vin-Eurico. To nie była praca na dwa dni, a już na pewno nie dla jednej osoby. Pamiętał przeprowadzkę z Preston do Bristolu. Mimo że część mebli ze sobą przewieźli, złożenie wszystkiego i doprowadzenie mieszkania do jakiegoś porządku zajęło im z tydzień. Ezra był wtedy mały i mógł nieco wydarzenia wyolbrzymiać, ale przecież wiedział, ile trwa złożenie głupiej szafy. - Ale tak serio to jest pięknie. Poduszki są świetne, a ty jesteś najwspanialszy, że to zrobiłeś, poważnie - Odwrócił się do Gryfona, który maltretował czułościami Chione. Zdecydowanie psina będzie miała z nim dobrze. Ezra nic nie mógł poradzić na zauroczony uśmiech, który pojawił się na jego ustach. Chione w rękach ćwierćolbrzyma wyglądała na jeszcze większą kruszynę.
- Wyobrażam, ale to później - zaśmiał się, puszczając chłopakowi oczko. - Po prostu jest ogromne, skupia uwagę. Gdybym miał w nim spać sam, to chyba bym się zgubił - zażartował lekko. Chciał się przysiąść do tej dwójki na podłodze, ale w tym samym momencie Leonardo stwierdził, że to najwyższy czas, by przywitać się także z Ezrą. Puścił wolno Chione, która z nosem przy podłodze zaczęła, z początku nieufnie, badać teren, a sam zbliżył się do Krukona. No wreszcie.
Ezra wyciągnął się na palcach, żeby Leo było trochę wygodniej, ale zanim zdążył musnąć jego usta, rozległo się strzelenie w kręgosłupie Gryfona, które dotarło także do uszu Ezry, a sam Leo nagle zmienił decyzje, po prostu się przytulając.
- Ktoś tu chyba potrzebuje masażu... Albo my potrzebujemy innej pozycji - zaśmiał się, pocierając rękami plecy Vin-Eurico i po prostu składając mały pocałunek na jego klatce piersiowej, w okolicy serca. - Chciałem skontrolować, czy nie sprowadziłeś sobie jakiejś gorącej laski korzystając z ostatniego wolnego wieczora - zażartował, uznając zwykłe przytaknięcie za dość tkliwe. Nie widzieli się dosłownie niecałe dwa dni. To nie było tak, że Ezra umierał z tęsknoty, przede wszystkim chciał tu być. A że był kapryśną osobą, po prostu urzeczywistnił swoją zachciankę.
- Ooo, muffiny - wymknął się z ramion Leonardo, żeby dobrać się do smakołyku. Były rzeczy ważne i ważniejsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 841
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Wrz 02 2017, 23:47

Gdzieś z tyłu głowy Leo miał myśl, że jeśli Ezrze coś się w mieszkaniu nie podoba, to ma problem. Mógł go sam rozwiązać, albo po prostu odpuścić i docenić pracę swojego cudownego chłopaka. Niby mieli to robić razem, ale no. Leo to Leo. Gryfon nie dał rady nawet okazać tej brutalnej obojętności, bo zajęty był gapieniem się z wyczekiwaniem na partnera. Dyskretnie odetchnął z ulgą, słysząc pochwałę.
- Nie możesz mnie zostawiać samego, patrz co się dzieje, jak się nudzę - poskarżył z rozbawieniem. Chione mocno go rozpraszała, a szkoda, bo Ezra zasługiwał na dużo, dużo uwagi. Vin-Eurico uniósł brew nieco prowokująco na to zapewnienie. Później? Doskonale, przypomni się.
- Będę ciebie pilnował, spokojnie, nie zgubisz się - zaśmiał się szczerze. Lubił te żarty. Pomyślałby kto, że nie są w stanie podać prostej odpowiedzi na pytanie... Chłopak pobiegł jeszcze spojrzeniem za Chione. Miał nadzieję, że jej również się mieszkanko spodoba. Merlinie, tyle istot do zadowolenia! Jak miał wytrzymać tego typu presję? Najwyraźniej się nie dało, a Leo przypomniał o tym trzask w kręgosłupie. Mruknął z zadowoleniem w odpowiedzi na tego małego buziaka. Ezra potrafił być chamski i nieznośny, ale cholera, nadrabiał właśnie takimi drobiazgami, kupując całe serduszko Gryfona. Łatwo było zapomnieć o wszelkich nieprzyjemnościach. Oj doskonale wiedział, co robi...
- Ooo, masaż. Nie odmówię - zgodził się szybciutko. Taka okazja może się prędko nie przytrafić! Zresztą, Leo już kiedyś Ezrę masował, prawda? Rewanżyk mile widziany. - Nie no, nie jestem głupi. Przyszła wczoraj.
Zabawne, że tak sobie radośnie żartowali, podczas gdy Leo miał niezbyt ciekawe historie z poprzednich związków. Właściwie, chyba nie zdziwiłby się, gdyby Clarke faktycznie kwestionował jego lojalność. Pewnie troszkę by go to uraziło, ale... no, zrozumiałby. Tymczasem sam został odrzucony na drugi plan, przegrywając z muffinkami (które nawet nie zostały udekorowane!). Chyba sobie zasłużył za to powitanie Chione.
Nie powstrzymało go to od złapania Ezry za ramię i przyciągnięcia z powrotem do siebie, nim dorwał się do blachy. Tym razem Leo bezceremonialnie wpił się w wargi Krukona, ignorując drażniący ból w kręgosłupie. Odsunął się dopiero po chwili, gdy zupełnie zabrakło mu powietrza w płucach - a i tak nie puścił swojego chłopaka, trzymając go blisko przy sobie.
- Gorące - ostrzegł, mając na myśli oczywiście muffinki.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Wrz 03 2017, 13:55

- Normalni ludzie, kiedy się nudzą, czytają książkę albo przeglądają wizbooka, co z tobą jest nie tak? - zaśmiał się, kręcąc głową. Ezra doskonale wiedział, że Gryfona nie przekonuje leżący tryb życia, ale wszystko miało swoje granice, nie? - Mam nadzieję, że ta zaraza nie przejdzie na mnie.
Ezrze ciężko było sobie wyobrazić, jak to wszystko będzie wyglądać. Wstawanie o świcie, śniadanie w biegu, przedarcie się do Hogwartu... Moment, już pierwszy punkt budził w nim wątpliwości. Wstawanie o świcie z Leo przy boku? Przecież spóźnienia Ezry wzrosną o połowę.
- Nie jestem pewny, czy dobrze to wszystko przemyśleliśmy. Skoro to ty będziesz mnie pilnował, to już nigdy stąd nie wyjdę. To był twój plan, prawda? Okrutnie, Leonardo, okrutnie.
Ezra nie miał nic przeciwko małemu rewanżowi za cudowny masaż. Niezbyt się na tym znał, ale sądził, że sobie poradzi, jeśli Leonardo będzie go instruował. Na przyszłość mogła być to przydatna umiejętność. 
- Poczekaj, nie jesteś głupi? Od kiedy? - zdziwił się, ryzykując dźgnięciem w brzuch albo porcją łaskotek. To nie było rozsądne, by wypowiadać takie słowa, kiedy znajdował się na łasce bądź niełasce Leo. - Jak była dobra to daj namiary, może ma fajną koleżankę.
Ezra nie martwił się lojalnością Leo. Co było, to było. Ezra też popełniał błędy w poprzednich związkach i nie chciałby być przez ich pryzmat oceniany, a przecież widział, że Gryfonowi zależało. Ponadto wierzył w jego szczerość i liczył, że jeśli Leo kiedykolwiek zmieni zdanie co do tego związku, po prostu mu to powie, a nie będzie się bawił w zdrady. 
Ezra go poinformował, że wybiera muffiny, prawda?
Szybkość reakcji nie zawiodła jednak Leonardo. Ezra nie zdążył zaprotestować, kiedy Vin-Eurico odciągnął go od słodkości, by podarować mu wyczekiwany pocałunek. Ezra zarzucił ręce na jego szyję, oddając pocałunek, przez który bez wątpienia było czuć jego szeroki uśmiech.
- Nie szkodzi, trzeba się przyzwyczajać do posiadania gorących rzeczy w ustach... - odparł bezczelnie, kiedy Leo się odsunął. Ezry się nie prowokuje, kochany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 841
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Wrz 03 2017, 14:17

Tak właściwie, to Leo nie postrzegał Ezry jako takiego kompletnego domatora i leniwca, co by tylko wylegiwał się na kanapie. Widywał go wylegującego się z książką, oczywiście, ale wpadali również na siebie na spacerach (no i nie płakał, jak Leo go wyciągał z pokoju w Grecji, nie?). Miał wrażenie, że Krukon ma wszystko ładnie wyważone i to sprawiało, że stawał się jeszcze bardziej interesujący. Vin-Eurico tak sobie myślał, że może to on zostanie zarażony? Przydałoby się umieć skoncentrować bardziej na jakiejś lekturze i nie myśleć o robieniu czegoś bardziej fizycznego i męczącego.
- No jak okrutnie? To świetny plan, podoba ci się - zauważył z nutką arogancji w głosie. Jemu się bardzo podobała wizja wstawania o świcie, biegania i zasuwania na lekcje do Hogwartu. Uwielbiał spać z Ezrą (oj jeszcze nawet nie wiedział, jak bardzo!), ale no, mimo wszystko w łóżku nie zamieszka. Zresztą Clarke powinien odetchnąć z ulgą, bo znalazł sobie frajera, który w największy mróz i o najgłupszej porze będzie wychodził z Chione. Z uśmiechem na ustach!
- Patrz ile się może zmienić, jak wyjedziesz na dwa dni... - Przejechał ręką wzdłuż pleców chłopaka, zatrzymując się na jego ramieniu. Wtedy w ramach zemsty bezceremonialnie wbił mu kciuk ponad obojczyk, doskonale znając towarzyszący temu ból - na szczęście był na tyle delikatny, żeby nie wbić partnera w podłogę. Za ładna podłoga.
Ezry się nie prowokuje, a Leo się nie zostawia. Jego duma została połechtana przez to docenienie wypieków kulinarnych, ale o wiele bardziej chciał zaprezentować inne umiejętności. Po coś było to wielkie łóżko, prawda? Uśmiechnął się szerzej na komentarz Krukona i drażniąco musnął jego wargi swoimi.
- I zaczynasz od muffin? Słońce, trochę ambicji. Weź się za większe rzeczy - zaproponował bardzo niewinnie, niby przypadkiem zahaczając palcami o górny guzik koszuli chłopaka, tym samym powodując jej nieznaczne rozchylenie. Leo miał wrażenie, że sam chodzi jakiś roznegliżowany - a to na plaży, a to w pokoju, teraz nawet w mieszkaniu... Ezra to się umie ustawić.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Wrz 06 2017, 01:12

Leonardo prawdopodobnie miał rację - Ezra przepadał za wypadami ze znajomymi, lubił bywać w nowym miejscach, a jednocześnie w zaciszu uczyć się interesujących rzeczy. Przede wszystkim jednak lubił po prostu sobie ponarzekać i stąd być może sprawiał mylne wrażenie, jakby był typem leniwca. W gruncie rzeczy był przecież energiczną osobą i podobało mu się, kiedy coś się działo.
- Mmm, kocham go - przytaknął mu szczerze, aby zaspokoić jego ego. Trochę połechtanej arogancji jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a już na pewno nie Leo, który chyba miał zaburzoną samoocenę. Chłopak zaraz jednak pokazał, że kompletnie na to nie zasługiwał, wbijając kciuk w miejsce pod obojczykiem Ezry - delikatnie, tak, akurat. Ezra czuł się tak, jakby wbito mu coś ostrego w serce. To było poczucie zdrady.
- Nie kradnij moich tekstów - upomniał go, bo przecież całkiem niedawno to on rozprawiał o wielkościach rzeczy branych przez Leo do ust. Clarke pilnował swojej własności intelektualnej. Na jego wargi zabłąkał się uśmieszek, kiedy Vin-Eurico dobrał się do guzika - chłopak zdecydowanie miał problem z ubraniami Ezry. Może Krukon powinien przestawić się z koszul na zwykłe t-shirty, skoro Leo nie potrafił opanować rączek przed stopniowym rozbieraniem go? - Brzmisz kusząco, ale nie, kiedy Chione patrzy. To jak dziecko - zaprotestował ze śmiechem, żartobliwie strącając dłoń Gryfona ze swojej klatki piersiowej. Automatycznie zerknął na swoją psinkę, która zainteresowała się poduszkami. W jedną z nich wbiła ząbki i zaczęła z uporem targać za sobą, co wyglądało trochę komicznie, bo poduszka była praktycznie jej wielkości. Ezra wrócił do Leo wzrokiem i wzruszył niewinnie ramionami. - Zapomniałem ostrzec. Ja kocham zwierzęta, ale chyba za bardzo je rozpieszczam, bo potem rosną takie wredne cudaki jak Eureka. Chione z premedytacją obgryza rzeczy, więc nie zostawiaj cennych przedmiotów w zasięgu jej mordki - ostrzegł i zaśmiał się cicho, zamierzając interweniować, ale psina w końcu położyła na poduszce pyszczek.
- Mam lepszą propozycję... - Nie, nie chodziło o to, że zawsze jedno pomieszczenie mogli mieć wolne... (Sypialnia lub łazienka. Aż ciężko wybrać) Ale było to warte przemyślenia. - Najwyższy czas, by udekorować twoje muffiny. Pomogę ci - rozpalił się Clarke. Raczej nie miał okazji do poćwiczenia albo pobawienia się w kuchni, bo przecież w Hogwarcie wszystko robiły skrzaty, a w domu kuchnia była świątynią jego mamy. To chociaż Leo może był bardziej wyrozumiały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 841
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Wrz 06 2017, 17:46

Miło, że Ezra wspaniałomyślnie postanowił Leo nie zgasić - Gryfon faktycznie miał drobne ze swoją samooceną, która nieustannie się obniżała. Nadrabiał wszystko śmiechem, bo taki już miał styl bycia. Mało osób wiedziało, że ten radosny ćwierćolbrzym chwilami miał ochotę zapaść się pod ziemię. Łatwo było robić sobie wyrzuty za każde, nawet najdrobniejsze niepowodzenie. Leo nie należał do szczególnie pilnych uczniów, za to okazał się być dobrym z czegoś innego, ze sportów. Nic dziwnego, że całą swoją energię przekierował w tę stronę. Niestety to również nie wypaliło i faktycznie została sama nauka, ale do zwykłych problemów chłopaka z czarami doszły jeszcze tajemnicze zakłócenia magiczne.
- Od razu "kradnij"... - wzruszył lekko ramionami. Właściwie, to popierał zmiany w garderobie - T-shirt można było zdjąć od razu w całości, bez bawienia się guzikami. Zrobił smutną minkę, kiedy jego dłoń została strącona. - To niepokojące - poinformował jeszcze chłopaka, chociaż doskonale rozumiał jego tok rozumowania. Wiadomo, że do zwierząt można się cholernie przywiązać. Leo już czuł, że straci głowę dla małej Chione. - Wredne cudaki? Muszą to mieć po tobie - wyszczerzył się radośnie, zupełnie ignorując zmagania psiaka z poduszką. Może faktycznie powinni załatwić sobie jakieś krzesła? - Zapamiętam - to mówiąc, wziął torbę treningową i dyskretnie wrzucił ją na szafę. Nie żeby coś, ale trochę za bardzo ją lubił, aby zostawiać na pastwę gryzącej bestii.
Zerknął z zaciekawieniem na Ezrę, aczkolwiek spodziewał się kompletnie innej propozycji. Krukon był pewny, że nie ma ochoty na prysznic? Leo chętnie by mu potowarzyszył! Zdziwił się trochę na wzmiankę o dekorowaniu, ale dobra. On to uwielbiał. Założył luźną koszulkę z długimi ramiączkami i przeszedł do aneksu kuchennego, zacierając łapki.
- No dobra - zgodził się, po sprawdzeniu czy muffiny trochę ostygły. Właściwie, to faktycznie pozostawało samo udekorowanie, bo Gryfon zdążył już większość elementów przygotować. Na desce czekały pokrojone drobniutko kawałki karmelu, w miseczce orzeszki; krem trzeba było jeszcze posłodzić, a czekoladę rozpuścić. - Prosz. Słodzisz, mieszasz, sprawdzasz. - Podał chłopakowi miskę i sam zajął się włączeniem części italianki, która miała pomóc w rozpuszczeniu czekolady. - Nie wiedziałem, że tak cię ciągnie do kuchni - mruknął z rozbawieniem, nie mogąc zignorować tego entuzjazmu Ezry.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Wrz 16 2017, 22:47

Jeszcze na początkach ich znajomości, Ezra sądził, że Leonardo po prostu nie jest zdolny do przejmowania się. Że zupełnie nie obchodzi go szkoła i nauka. Że słowa swoich znajomych wpuszcza jednym uchem, a drugim zaraz wypuszcza, bo tak naprawdę sam najlepiej zna swoje priorytety. Teraz jednak Clarke rozumiał, że była to kwestia jego charakteru. Silnego charakteru. Ezra nie wiedział, czy potrafiłby bez słowa słuchać z każdym nieudanym zaklęciem słów w stylu "kto by się spodziewał". A przecież sam Ezra nieraz się zwracał do niego w podobnym tonie i nigdy nie dostawał żadnej nieprzyjemnej riposty.
- Zrozumiesz jak sam zostaniesz ojcem - zaśmiał się na ten zarzut. Znaczy, miał jednak nadzieję, że Leo nim nie zostanie. Jakby nie patrzeć potrzebna byłaby do tego dziewczyna... Dodał więc zaraz - Zwierzęcym, oczywiście.
Mrugnął do chłopaka żartobliwie, bo cóż, psy upodabniają się do swoich właścicieli, prawda? Zatem następnym razem pupila wybierać powinien Vin-Eurico. Miło by było, gdyby jakiś zwierzak przyszedł się po prostu przytulić, a nie podgryźć, zachęcając do zabawy albo ukraść skarpetkę i rozerwać ją na strzępy...
- Ale nie powiedziałem, że musisz się ubierać - zaczepnie zahaczył o zbędną część garderoby, stając obok Gryfona i nasycając oczy widokiem smakowitych muffin. Ezra mógł się zgodzić z opinią większości pań - mężczyzna w kuchni to skarb.
Przyjął miskę z kremem, traktując swoje zadanie bardzo poważnie, nawet jeśli było to tylko dosypanie cukru. Mógł w to mieszanie włożyć całe serce!
- Coś ty, nie ciągnie - zaprzeczył od razu, uśmiechając się pod nosem na ten przejaw naiwności. Przecież Ezra miał pod tym względem dwie lewe ręce i więcej było z tego szkody niż pożytku. - No wiesz, związek to nie tylko całowanie i seks. To też zwykłe czynności. Lubisz gotować, ja lubię spędzać z tobą czas. Nie uwierzę, że nigdy nie robiłeś czegoś takiego ze swoimi dziewczynami.
Wymieszał dokładnie krem, ale sam go nie spróbował. Mruknął po prostu "Leonardo", oczekując aż chłopak się do niego obróci twarzą, a potem szybko łyżką maznął mu po ustach, brudząc także brodę. A potem odskoczył z błyskiem w oku i chłopięcym uśmiechem.
- Jest w porządku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 841
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Wrz 17 2017, 00:38

- A może już jestem? - Prychnął z rozbawieniem na ten jakże wyszukany tekst Ezry. Leo niestety nie miał takiego w pełni swojego pupila, głównie ze względu na podróże. Skoro każdą wolną chwilę wykorzystywał na podróże, niezbyt chciał robić komuś problem i ciągle prosić o zajmowanie się zwierzakiem. Właściwie, to zakup mieszkania mógł być niezłym początkiem... Ale z jednym zwierzęciem faktycznie miał solidną więź, której jakimś cudem jeszcze nic nie zachwiało. Lew o imieniu Engiste z Kenii zajmował szczególne miejsce w serduszku Gryfona. Niestety, nie takie, o którym rozmawiali. - Nie no dobra, chyba masz rację. Myślałem o Engiste, lwie... Ale to raczej przyjaciel, a nie dziecko. - Opowiadał Krukonowi o swoim specyficznym futrzastym znajomym, przynajmniej dość ogólnie.
Ezra bardzo chętnie drażnił Leośka, z czym swoją drogą mógłby trochę przystopować. Vin-Eurico serio gotów był od razu zdjąć tę koszulkę, skoro chłopakowi przeszkadzała. Udało mu się jakoś ograniczyć do nieco szerszego uśmiechu i wzruszenia ramionami.
- Na szczęście sam umiem podejmować decyzje... A od ciebie wymagam teraz koncentracji. Obwiniaj samego siebie - w końcu to Ezra przesunął ich w stronę kuchni, nie? Leo głosował raczej na łóżko.
Czekolada się rozpuszczała, Gryfon mieszał ją łagodnie i zerkał co chwilę na swojego towarzysza. Właściwie, taka kontrola nie była zbyt potrzebna, bo przecież Clarke nie miał szans czegokolwiek zepsuć. Postawione przed nim zadanie zaliczało się do banalnie prostych. Rzecz w tym, że Leo zdążył już tę kuchnię uznać za swoją i pilnował jej jak oka w głowie - to on tutaj gotował, dobra? Jego królestwo, tutaj mógł się wykazać (albo w łóżku. Just saying!). No, ale trzeba przyznać, że Ezra był uroczy.
- Zauważyłem, całkiem dobitnie mi to pokazujesz - poskarżył się ze śmiechem. Krukon całkiem nieźle trafił, bo Leo faktycznie związki miał w większości przypadków skupione właśnie na tych dwóch czynnościach. Nie wszystkie, oczywiście. Trzeba niestety przyznać, że na tym zależało mu najbardziej. - Hostia, zawsze można nauczyć się czegoś nowego, nie? - Zażartował, chociaż było w tym trochę prawdy. Swoją drogą, Ezra poważnie chciał zaczynać temat byłych dziewczyn? W tę stronę lepiej nie iść... Mruknął z niezadowoleniem, kiedy Clarke włączył sobie tryb małego chłopca. Pozbył się kremu z brody, przy okazji zauważając, że posłodzony został idealnie.
- Lepiej bym tego nie zrobił... - Odebrał chłopakowi miskę i nałożył trochę kremu do rękawu cukierniczego. Jakoś tak zabrakło mu tutaj muzyki, ale niestety kiedy piosenka się skończyła, to nie włączył niczego innego. Poważnie ostatkiem sił powstrzymywał się od nucenia w trakcie pracy... Pochylił się nad przygotowanymi muffinkami i pewnymi ruchami udekorował pierwszą z nich. Potem poszło już o wiele łatwiej, miał w końcu cudownego pomocnika.
I kto by pomyślał, że pierwszy wspólny wieczór w nowym mieszkaniu przebiegnie tak spokojnie i niewinnie?

/zt x2

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 841
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 21 2017, 11:22

Pomysł zorganizowania imprezy nawiedził Leo zupełnie nagle. Na szczęście nigdy nie opierał się tego typu ideom i teraz również postąpił zgodnie z tymi swoimi zasadami - poszedł do @Ezra T. Clarke, żeby pomęczyć go odrobinkę o ogłoszenie sympatycznej prywatki. Krukon na szczęście nie miał nic przeciwko, a nawet zgodził się zająć muzyką i nie przeszkadzać za bardzo w przygotowywaniu smakołyków wymyślonych przez Leo (podjadanie to forma przeszkadzania, tak). Panowie musieli oczywiście znaleźć odpowiedni moment na zorganizowanie takiej zabawy, a potem szybko podsumować listę gości... Dobra, impreza mimo wszystko wyszła z inicjatywy Gryfona i nic dziwnego, że z takim entuzjazmem zajął się przygotowaniami. W każdym razie ostatecznie zaproszenia zostały rozesłane i nie pozostało nic innego jak zabrać się za robotę!
Pretekst do spędzenia czasu w kuchni nad różnymi przysmakami był idealny, a Leonardo chętnie zatracił się pośród apetycznych zapachów. Dał upust swojej wyobraźni kombinując miksologicznie i bawiąc się w nowe drinki mające nieco rozruszać towarzystwo. Ostatecznie nie tylko jedzenie było idealnie przygotowane, ale również napoje - te alkoholowe i te, które nie miały żadnych procentów. Gryfon musiał jakoś zabić czas, skoro nie planowali organizowania żadnych dekoracji ani niczego równie kiczowatego (ale warto dodać, że było posprzątane jak chyba nigdy). Impreza miała na celu umożliwienie luźnego spotkania ze znajomymi i zaprezentowania nowego lokum.
Vin-Eurico czekając na gości nie mógł posiąść się ze szczęścia. Potrzebny mu był taki dzień bez nauki, bez chwili spędzonej nad podręcznikiem od zaklęć czy zielarstwa.

DLA SPRAGNIONYCH:
 
Spodobał ci się któryś z opisów i obawiasz się, że los ma inny pomysł? To tylko impreza, kochani, a kostki to propozycja, a nie konieczność. Jeśli nie chcesz rzucać kostkami, po prostu wybierz tę opcję, która najbardziej ci pasuje! Zachęcam mimo wszystko do zabawy i sugeruję, żeby każdy czegoś spróbował...

DLA GŁODNYCH:
 

@Blaithin ''Fire'' A. Dear, @Maevis Harper, @Lysander S. Zakrzewski, @Calum O. L. Dear, @Bianca Zakrzewski, @Marceline Holmes, @Rasheed Sharker, @Carma C. Charisme, @Lotta Hudson

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 724
  Liczba postów : 770
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 21 2017, 15:13

Mogłoby się wydawać, że ich niewielkie, jednopokojowe mieszkanko kompletnie nie będzie nadawać się do robienia imprez, ale najwyraźniej wystarczyło tylko trochę ćwierćolbrzymiego entuzjazmu i dobrych chęci. Ezra nawet szczególnie nie oponował, gdy Leonardo przyszedł do niego z tym pomysłem, bo przecież od początku roku bardzo pilnie się uczyli - zwłaszcza Leo! - i nie bywali na zakrapianych zabawach, a każdemu należało się trochę relaksu. Warunek był taki, że to Leonardo był głównym organizatorem i on miał zająć się większością przygotowań i ewentualnym ogarnianiem gości. Ezra jedynie mu pomagał: zezwolił na podpisanie go pod zaproszeniem, na weekend pozbył się małej Chione, żeby psina nie dostała zawału przy tej całej hołocie, która miała się pojawić w mieszkaniu, a potem grzecznie zajął się swoją częścią, którą było ułożenie playlisty i niedotrzymywanie obietnicy na temat przeszkadzania szefowi kuchni. (To była jego wina, że takie apetyczne zapachy roznosiły się po mieszkaniu!) Bez narzekań zajął się też sprzątaniem, stwierdzając, że pewnie Leo kompletnie nie będzie miał na to czasu, jak mu już uderzy do głowy od tego mieszania alkoholi.
Choć początkowo jego stosunek do tego pomysłu był bliżej pozytywnej obojętności, z każdym przekręceniem się wskazówek zegara coraz bardziej oczekiwał, aż pierwsza osoba przekroczy próg ich mieszkania. Mijał już drugi miesiąc szkoły, a oni jeszcze nie mieli za bardzo okazji, by kogokolwiek tu zaprosić, - chyba że Ezra o czymś nie wiedział - a przecież było czym się pochwalić. I przede wszystkim było z kim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 333
Dodatkowo : członek drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 577
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14451-dramatyczne-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13852-dreama-vin-eurico?highlight=dreama




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 21 2017, 22:30

Kiedy zjawiła się w szkole, nie myślała, że dzisiejsze spotkanie okaże się dla niej aż tak stresujące. Bała się reakcji Leo i szczerze powiedziawszy pierwszy raz nie wiedziała czego się po nim spodziewać. Wiedziała, że starszy brat czuje się źle, że również oberwał w czasie koncertu i to nie lekko, a ona jak głupia, egoistka, jak prawdziwa idiotka, która dba tylko i wyłącznie o swoją dupę teleportowała się do Hogwartu i jak najszybciej się dało uciekła z Anglii.
Pomimo wszystko mózg podpowiadał po cichu, że powinna wtedy uciec, że takie działanie było jej potrzebne i, gdyby wtedy się nie ulotniła to teraz leżałaby gdzieś zaćpana.
Max był wspaniałym chłopakiem, ale miał na nią niezbyt dobry wpływ. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nijak nie mogła zwalić na niego całej winy, bo przecież była dorosła i wiedziała, na co się pokusza. Ostatecznie wszystko rozeszło się po kościach, wielkie nadzieje, jakie pokładała w nowo poznanym chłopaku uleciały, jak za jednym skutecznie rzuconym zaklęciem zapomnienia i znikną on z jej życia chyba już na zawsze.
Stała przed tymi pieprzonymi drzwiami jakieś pięć minut, zastanawiając się, czy aby na pewno powinna wejść do środka. Czuła się jak tchórz i nawet dwa razy schodziła po schodach w dół z nadzieją, że po drodze nie spotka nikogo znajomego i uda jej się uciec. Wracała jednak coś nie pozwalało uciec od kłopotów, jakby to właśnie tego dnia, na dzisiejszym przyjęciu musiała załatwić tę delikatną sprawę.
Ostatecznie westchnęła głęboko, przymrużyła delikatnie oczy i zapukała do drzwi przytulnego mieszkanka pary.


wejście smoka, hehe
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 21 2017, 22:40

To nie był dobry czas na otrzymywanie zaproszeń na imprezy. Przytłaczająca, londyńska atmosfera nie pomagała w odzyskaniu nastroju, kompletnie wywróconego na lewą stronę, zwłaszcza że nad Hogsmeade unosiły się równie ciężkie chmury co nad domem Rasheeda w Londynie. Przygniatające poczucie winy nie było w jego stylu. Z reguły potrafił obyć się bez sentymentów, wyznając zasadę, że im mniej się nad czymś zastanawiasz, tym mniejsze ma to dla Ciebie znaczenie. Niejednokrotnie spychał nachalne wspomnienia związane z Carmą w głąb świadomości. W tym miał już wprawę i nauczył się nawet jak codziennie wstawać rano, bez obezwładniającego bólu w skroniach, a jednak nadal zdarzały mu się takie dni jak te, kiedy po prostu nawet nie wstawał. Po prostu leżał wpatrując się w sufit. Czy kiedy odeszła Gittan, też tak mocno zastanawiał się nad wszystkim co było z nią związane? Czy szukał jej obecności w każdym pomieszczeniu? Czy czuł ją blisko siebie nawet wówczas, kiedy był już pewien, że ten rozdział nie będzie miał kontynuacji? Oklumencja nauczyła go ukrywania własnych myśli i wspomnień przed wszystkimi wokół. Dlaczego nie potrafił zablokować także samego siebie? Jak wiele skłonny był zapłacić, krwią bądź galeonami, za możliwość odcięcia sobie dostępu do destrukcyjnych myśli… nawet nie macie pojęcia. Czuł się jak wrak. W jego żyłach płynęła teraz trucizna - gigantyczny kac moralny. Zasługa nie tylko Carmy, ale także i jego ostatnich wojaży. Nie chciał tego pamiętać, a wypił przecież tak dużo, co wnioskował jedynie po obezwładniającym bólu głowy towarzyszącym mu nazajutrz. Nie wstawał już tak długo, że skrzatka zaczęła się niepokoić. Przyniosła mu śniadanie i stała przy łóżku już niemalże kwadrans, nie śmiejąc prosić swojego Pana o uwagę, kiedy ten ewidentnie nie pragnął jej towarzystwa. Wreszcie zlitował się nad nią. Odsunął ramię, którym przysłaniał oczy, pocierając je trochę zbyt natarczywie jak na zwykłe pozbywanie się z nich resztek snu, a potem wstał, w milczeniu przyjmując tacę. Odesłał Tjänare samym spojrzeniem. Podpuchnięte oczy mówiły wystarczająco wiele, aby nie musiała nawet szukać w głowie odpowiednio sformułowanych pytań. Nie żeby mogła liczyć na odpowiedź. Rasheed rzadko się zwierzał, a już tym bardziej nie chciałby spowiadać się swojej służce. Tjänare nie dociekała. Po prostu przygotowała mu strój na dzisiejsze spotkanie ze znajomymi. Wolał nazywać to w ten sposób. Gdyby tylko myślał o tym wyjściu jak o imprezie, to najpewniej w ogóle nie pojawiłby się w mieszkaniu Leo i Ezry, a kurowałby swoje nerwy w samotności… no może przy niewielkiej pomocy butelki Ognistej Whisky. Teraz też miał ją pod ręką, ale w zdecydowanie lepiej wyważonej proporcji. Zamiast całego litra, w dłoni trzymał jedną szklankę. Pachniała naprawdę dziwacznie i tylko dlatego jeszcze jej nie ruszył. No bo jaki alkohol zalatuje pastą do pielęgnacji mioteł? Gdyby to nie był Leonardo, Rasheed pewnie pomyślałby, że pomyliły mu się butelki, a tak to tylko podejrzewał o pewne niecne zamiary. Mimo wszystko i tak zamierzał to wypić. Chociażby po to, aby sprawdzić czy w jakikolwiek sposób mu to pomoże na odegnanie nieprzychylnych myśli. Spróbował już chyba wszystkiego. Porcja felix felicis wlana do porannej herbaty pozwoliła mu nieco się rozluźnić. Ten eliksir był naprawdę cudowny, gdy potrzebowało się zastrzyku pewności siebie, chociaż konieczność jego zażycia naprawdę zaczynała Sharkera martwić. Tak samo było, gdy rozważał skorzystanie z perfum z nutą amortencji. Ostatecznie, tak na dobrą sprawę, mógł być pewien, że bardziej losowi już pomóc nie mógł.
- Leo, potrafisz mi wyjaśnić, dlaczego jestem tutaj pierwszy? - zwrócił się do jednego z gospodarzy, skubiąc dyniowego pasztecika, ale raczej z uprzejmości niż z głodu. Nie miał apetytu kompletnie na nic niemalże od pół roku i nieco odbiło się to na jego sylwetce. Zeszczuplał, chociaż nie jakoś drastycznie. Konieczność emocjonalnego odpoczynku, zmusiła go zwiększenia częstotliwości treningów Quidditcha. Gdy ciało było zmęczone, umysł zasypiał spokojnie, a było to niezwykle ważne. W końcu jak długo można zażywać eliksir słodkiego snu bez żadnych konsekwencji? W zamyśleniu poprawiał mankiet koszuli, starając się nie spoglądać na Ezrę. Nie znał go zbyt dobrze, a w tej chwili nie nadawał się raczej na duszę towarzystwa, chcącą wycałować połowę gości. Chociaż, nie można było odmówić mu uprzejmości, bo to do niego pierwszego podszedł podczas powitania i wręczył mu butelkę absyntu. Czy to miało pomóc im kiedyś zacieśnić więzy, tego nie wiedział. A Dreama? Cóż, była, ale jakby nie istniała, bo prawda była taka, że eks Ślizgon czekał tylko na jedną osobę...

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1102
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11845-carma-c-charisme
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11852-carma-cie-oceni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11851-maly-kruczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11853-carma-c-charisme




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 02:32

Prawdopodobnie impreza u Leonarda była ostatnią szansą Carmy na spoufalanie się bez żadnych konsekwencji ze starymi znajomymi. To były też ostatnie jej dni w szpitalu, w którym robiła ostatnio nadprogramowe godziny i to bez żadnego większego celu czy zysku - w końcu kto miałby płacić za nadgodziny uzdrowicielowi poświęcającemu czas na pomoc innym czarodziejom? Absurde.
Nie potrafiła wytrzymać sama ze sobą po tym, co ostatnio się wydarzyło, a przemyślenia na ten temat najczęściej łapały Charisme nocą, gdy leżała już spokojnie w swoim ogromnym łóżku i próbowała zasnąć. Wszystko kończyło się na bezsenności i bezsensownym rozdrapywaniu ran, dlatego przerzuciła się na nocne dyżury, po których była tak wykończona, że nie raz zdarzało jej się zasnąć na kanapie w salonie - bo nie miała siły dotrzeć do własnego pokoju - gdy pozostali lokatorzy dopiero wybierali się na poranne zajęcia. Często łapała się też na tym, że po przebudzeniu podświadomie oczekiwała obecności Sharkera te kilka centymetrów obok i wtedy, w złości i rozżaleniu, zaczynała mieć wobec siebie wyrzuty wszelkiego rodzaju. Czemu tamtej nocy, w pubie, po prostu nie ucięła tematu i nie wyszła? Dlaczego była tak pijana i stęskniona za tym bufonem, że postanowiła do niego pójść i dlaczego tak dobrze czuła się w jego domu i jego obecności? Skąd nagle tyle zaufania? A po wszystkim, gdy już głęboko spał, zostawiła po sobie jedynie krótki pocałunek na jego policzku i uciekła bez słowa w środku nocy obiecując sobie, że zignoruje każdą próbę kontaktu. Ten kac moralny przerósł jej najśmielsze oczekiwania.
Naprawdę cieszyła się, że znów wszystkich zobaczy - ale na samą myśl o ponownym spotkaniu z Rasheedem odczuwała potworną tremę, dłonie zaczynały jej drżeć na samą myśl o potencjalnej rozmowie. Nie dzieliła się z innymi swoim problemami, dlatego nie oczekiwała, że Leo będzie wiedział co się jej przytrafiło i że wolałaby Sharkera na tej imprezie nie spotkać. No ale... Nie należała do mącicieli wód wszelakich, zawsze i tak trzymała wszystko w sobie. Tylko tym razem było ciężej niż dotychczas.
Na całe szczęście @Mikkel Carlsson zgodził się potowarzyszyć Carmie w tej niedoli, za co Carma mogła się odwdzięczyć jego osobie jedynie załatwieniem prezentu dla Leo i Ezry, którym była butelka zielonego chartreuse przywieziona z wakacyjnego wypadu w rodzinne strony. Krótki związek z Gryfonem Carma wspominała dość ciepło, ale zdecydowanie była to bardziej szczeniacka zabawa niż coś rzeczywiście wartościowego - prawdopodobnie dlatego dalej byli w stanie się przyjaźnić.
Ucieszyła się, że Leo już na wstępie poczęstował ją alkoholem - doskonale wiedziała, że tego wieczoru przyda się jak nigdy. Zapach drinka był dla niej szalenie przyjemny, chociaż nie potrafiła dokładnie określić, jaki tak naprawdę był. Oczywiście, nie wzięła nawet pod uwagę, że coś jest nie tak. Leo miałby robić sobie z niej żarty? Nigdy!
Charisme była zdziwiona, że udało jej się przyjść tak szybko, a w przepięknym pokoju znajdowały się póki co jedynie cztery osoby. Plus ona i Mikkel, to już sześć. Przywitała się z Ezrą, nie do końca wiedząc jaki może mieć do niej stosunek, skinęła głową Dreamie, której właściwie zupełnie nie znała. Przed przywitaniem ostatniej osoby musiała wypić przynajmniej połowę drinka - inaczej zwiałaby na drugi koniec Hogsmeade i już nie wróciła.
Poczuła się jakoś dziwnie... Nieważko? Błogo? Cholera, Meksykanie to jednak robią mocne drinki... Tylko czemu zaczęła wypatrywać wzrokiem Rasheeda, skoro jeszcze przed momentem myślała jedynie o ucieczce? Po kilkunastu sekundach specyfik zaczął działać nieco bardziej intensywnie. Oddech Charisme zrobił się wyjątkowo płytki, a wszystkie zmysły dziwnie wrażliwe na jakiekolwiek bodźce. Nagle pomysł, by podejść do Sharkera okazał się pomysłem wybitnym, jedynym w swoim rodzaju - a gdy wykonała swoje założenie, mówiąc Mikkelowi, że musi koniecznie coś załatwić, dotarł do niej zapach perfum Rasheeda, których nigdy wcześniej u niego nie czuła, ale... Kojarzyły jej się z domem, plażą, morską bryzą i wysuszonymi polami. Wszystkim, co uwielbiała i za czym tęskniła. I trochę jak jej drink, chociaż w obecnej sytuacji przestała już łączyć jakiekolwiek fakty. Inaczej - łączyła je, ale nie zwracała na nie specjalnej uwagi.
- Hej... Cieszę się, że przyszedłeś... - powiedziała półszeptem, nie sprawiając wrażenia, że miałaby do powiedzenia cokolwiek więcej, chociaż na język cisnęły jej się bardziej słowa w stylu "Tęsknię, mon cheri, dlaczego nie jesteśmy razem, skoro myślę o tobie cały czas, wyjedźmy gdzieś daleko, najlepiej do Marsylii, i miejmy szóstkę dzieci". W dziwnym stanie półświadomości stwierdziła jednak, że to całkowicie bez sensu, bo przecież ona wcale dzieci nie lubi, to czemu mieliby mieć ich aż tyle?... Dlatego powstrzymała się od wypowiedzenia całej tej żenującej wiązanki... Przynajmniej na tę chwilę. Wbiła jedynie wzrok w oczy Sharkera, nie mając pojęcia co powinna ze sobą zrobić i dlaczego to wszystko wygląda tak, jak wygląda i właściwie to o czym mieliby ze sobą rozmawiać. Z zewnątrz musiała wyglądać na dość opanowaną i spokojną, w przeciwieństwie do chaosu, jaki odbywał się właśnie w jej wnętrzu.
A Leo jeszcze tego pożałuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 841
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 03:02

Nie musieli wcale długo czekać, goście wykazali się elegancką punktualnością. Leo trochę zdziwił się na widok @Rasheed Sharker, pierwszego gościa. Jakoś tak nie spodziewał się, że były Ślizgon zawita na ich progu jako pierwszy. Trzeba jednak było przyznać, że Vin-Eurico bardzo to ucieszyło i nie wahał się przed uraczeniem przyjaciela szerokim uśmiechem. W całej swojej naiwności nie miał bladego pojęcia, że coś u niego dzieje się nie w porządku, a ciąganie na imprezy to nienajlepszy pomysł. Gryfon poczęstował go Ognistą Whisky i w formie żartu postanowił dolać trochę eliksiru neonowego, który mu został z przygotowywania tamtych drinków. Gdyby tylko wiedział, jaki popełnił błąd! Dearowie powinni zacząć robić lepiej oznakowane fiolki. Albo to Leo powinien trochę się skoncentrować na tym, co robił?
- A co, to źle? Wydaje mi się, że świetnie się na jakichś imprezach bawiliśmy tylko we dwójkę - palnął bez zastanowienia. Poważnie nie chodziło mu o wywlekanie jakichś starych tematów i miał na myśli tylko tyle, że dobrze się dogadywali i lubili spędzać razem czas przy jakimś smacznym trunku. - A teraz jesteśmy nawet we trójkę, więc...
To nie był koniec niespodzianek. Porządny gospodarz pomknął do drzwi (w trakcie tego Rasheed dopiero mógł odpowiedzieć), słysząc stukanie - a następnie zamarł z zaskoczeniem na widok swojej młodszej siostry. Przez chwilę wpatrywał się w @Dreama Vin-Eurico z nieprzeniknioną miną, a potem po prostu pochylił się i przytulił ją mocno, w duchu wzdychając z ulgą.
- Co ty tutaj robisz? - Spytał cicho, odsuwając się i uśmiechając łagodnie. Merlinie, był na nią naprawdę zły. Dawno nie czuł się tak zawiedziony jak wtedy, kiedy w Mungu dostał informację, że jego siostra wyjechała i go nawet nie odwiedzi. Leo doskonale wiedział, że to brzmi strasznie głupio, ale po prostu miał z nią dalej te irracjonalnie silną więź i nie był w stanie się jej pozbyć. Rozumiał, że Ślizgonka chciała trochę odpocząć, ale nie potrafił się do niej pierwszy odezwać. List dopiero co do niego dotarł i prawdę mówiąc Vin-Eurico uznał, że nie będzie się tym zajmował przed imprezą, żeby nie tracić humoru. - Twoja sprawka? - Zagadnął Ezrę, wciągając ciemnowłosą do mieszkania. Nie musiał czekać na odpowiedź, tyle był w stanie się domyślić. Wykorzystał wolną chwilę, żeby cmoknąć go przelotnie w usta z niejaką wdzięcznością w spojrzeniu. W okolicy serca rozlało mu się przyjemne ciepełko, kiedy zorientował się, że Krukon naprawdę się zatroszczył i po zobaczeniu tamtego listu od Dreamy odpowiedział jej zaproszeniem. Na tym buziaku się nie skończy podziękowanie, panie Clarke!
W mieszkaniu zaraz zjawiła się @Carma C. Charisme i to nie sama, a w obecności @Mikkel Carlsson, co Leo skwitował pytającym uniesieniem brwi. Nie znał za dobrze tego byłego Ślizgona, ale widział go w towarzystwie Lysandra i Caluma, a to oznaczało, że powinni się dogadać. Vin-Eurico cmoknął swoją byłą dziewczynę przyjaciółkę w policzek i zaoferował jej specjalnego drinka, śmiejąc się również cicho, kiedy dostali kolejną porcję alkoholu. Na Merlina, przecież on tego w życiu sam nie wypije! Gdzieś po drodze tknęło go jeszcze, że nawet nie ma pojęcia, czy Carma zna Ezrę i czy Krukon wie, kim ona jest tak dokładniej. Podsunął dziewczynie przygotowane wcześniej Kettel One Sour z rabarbarową nutą, dolewając jej odrobinkę tego samego eliksiru, co Rasheedowi. W końcu zabarwione na kolorowo włosy to nic złego, nie? Problem w tym, że nie dostrzegł żadnych efektów u swoich rówieśników, którzy za to wdali się w jakąś konwersację.
Uznał, że po prostu dolał za mało eliksiru.


Leosiek dolał Rekinkowi i Carmie amortencji, w ilości zupełnie normalnej Ing face Efekty klasyczne, każde z was musi napisać pięć postów pod wpływem tego eliksiru!

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5090
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 12:29

Delikatne ruchy nadgarstka wzburzyły spokojną taflę tworzoną przez alkohol. Ognista odbijała się swobodnie od krawędzi szklanki, a jej głęboki, bursztynowy kolor raz po raz rozpływał się w odcieniach karmelu. Nie było lepszego trunku od tego, który tak skutecznie wypalał wszelkie smutki i sprawiał, że brzuch ocieplała niewysłowiona błogość. Rasheed żałował tylko tego, że Ezra nie postanowił natychmiast otworzyć oferowanej butelki absyntu. Ostatnimi czasy ten alkohol, tak pozytywnie działający na jego rozedrgane myśli, był zupełnym musem przy każdym posiedzeniu nad kieliszkiem. Mieszanie go z Ognistą miało bardzo nieprzewidywalne skutki, ale w ostatecznym rozrachunku pomagało mu to w przetrwaniu całego wieczoru czy nocy. Natrętne myśli odpływały w niebyt. Teraz tez pewnie znikną, ale za sprawą czegoś więcej niż alkoholu, co już wyczuwał w swoim drinku. Sharker nawet nie starał się udawać, że nie domyśla się co Vin-Eurico władował mu do szklanki, a mimo tego zamierzał się napić. Może miało wyniknąć z tego coś ciekawego? Obsesyjna, chwilowa miłość wywołana eliksirem zawsze była bardziej interesująca od grzania stołka, zwłaszcza na imprezie, gdzie nie wypadało robić z siebie tybetańskiego pustelnika. Zresztą, po tamtej nocy w barze, Rasheed naprawdę nie miał ochoty na analizowanie tego co jest właściwe, a co nie do końca. Był wolny, nawet pomimo gigantycznego kaca moralnego i mógł pić sobie eliksir miłosny wtedy, kiedy mu się to podobało… o ile tylko przelotnie nie spojrzałby potem na Leonardo. Tymczasem, jeśli już mowa o pewnym ćwierćolbrzymie…
Pewnie, gdyby tylko nie był w tym momencie taki rozkojarzony swoimi wewnętrznymi przeżyciami, Sharker parsknąłby teraz w swoją szklankę. Tymczasem jedynie popatrzył na swojego przyjaciela z pewną dozą poirytowania, a potem kącik jego warg wykrzywił się w nieco uszczypliwym uśmiechu.
- Zwłaszcza, gdy w grę wchodził alkohol i całowanie się na stole w jadalni. - Odpowiedział, obserwując jak Leonardo umyka w stronę drzwi, aby otworzyć je przed Dreamą. - Hipokryta. - Burknął jeszcze zanim nacisnął klamkę, a potem odwrócił spojrzenie, zerkając kątem oka na Ezrę. Nie chciał oglądać tych ckliwych powitań. Nie wiedział też czy chłopak Leonardo zdaje sobie sprawę z tego, jak dziwacznie układały się relacje między gośćmi na tej imprezie. „Każdy z każdym kiedyś coś” to najłagodniejsze określenie tego miłosnego… czworokątu? Dobrze, że nie było jeszcze Marceline, bo pięciokąt to już byłoby zbyt wiele. Może przy okazji okaże się, że i Mikkel jest gdzieś w to wplątany? Westchnął, czując jak wypełnia go lekkie, miłe odprężenie związane z działaniem eliksiru szczęścia. Czy dzisiaj cokolwiek mogłoby nie pójść po jego myśli? Czy Carma mogłaby się nie zjawić i nie paść mu w ramiona? Nie zdawał sobie sprawy z tego, że to właśnie ją pragnie tutaj zobaczyć, najlepiej jak najbliżej siebie, najlepiej nago… Mgliste wspomnienia z ich wspólnej nocy nawiedzały go do tej pory, a chociaż wizje te nie były nieprzyjemne, pozostawiały po sobie pewną cierpkość. Gorycz porażki, kwasotę utraty kontroli nad sobą. Chciał zrobić to wszystko. Na Merlina, gdyby był trzeźwy to tym bardziej chciałby zaciągnąć ją do swojego domu. Rozburzyć jej te zawsze starannie splecione włosy, wcisnąć twarz w jej drobne piersi, smakować jej usta. Zrobiłby wszystko, żeby poczuła się wtedy jak księżniczka, żeby wiedziała że jest pierwszą i jedyną, jaką kiedykolwiek gościł w swoim łóżku, nawet jeżeli to nigdy nie miało stać się prawdą. Tymczasem wtedy dokonali tylko jednego. Zamroczeni alkoholem wykonali coś niezwykle niezdarnego, co miało potem dręczyć ich na jawie. Niby było to dokładnie to czego w tamtej chwili pragnęli, a jednak nigdy nie mieli być w stanie wspominać tego z prawdziwą przyjemnością. Jeśli już to tylko ze wstydem. Zażenowania jednak nie było. Jedynie lekkie ukłucie poczucia winy, kiedy Rasheed wreszcie uniósł spojrzenie na przybyłych. Kiedy przelotnie przywitał już Dreamę i Mikkela, gdy przyjrzał się Charisme, wciąż tak samo pięknej jak zawsze. Nie wierzył, że jeszcze kiedyś będzie w stanie patrzeć na nią z takiego bliska. Stanęła przed nim, roztaczając wokół przyjemny zapach damskich perfum i morskiego powietrza. Kiedy się odezwała, jej oddech pachniał alkoholem, rabarbarem i prochem. Mieszanka tak dziwaczna, że aż zastanawiająca. Były Ślizgon ściągnął brwi, ale dawał po sobie poznać, że coś może być nie w porządku. Nachylił się nad Carmą, aby bardzo przelotnie pocałować ją w policzek. Zupełnie tak, jakby witał się z koleżanką z roku, a nie z byłą dziewczyną, ale jednak zanim cokolwiek powiedział, wychylił swojego drinka. Całego, prawie na dwa łyki. Niemalże zakrztusił się szczęściem, kiedy zwalająca z nóg błogość uderzyła jego zmysły. Wypuścił z ręki szklankę, zapominając że w ogóle ją trzymał. Felix felicis uratował ją od stłuczenia, gdy zamiast spadać na podłogę, odbiła się od butów któregoś z nich. Chociaż mogła wyszczerbić się na krawędzi, kiedy już potoczyła się po ziemi, ale ten fakt kompletnie Rekina nie interesował. Teraz widział już tylko Carmę. W głowie szumiała mu krew. Alkohol i upojenie eliksirami wyrzuciły z jego umysłu wszelkie skomplikowane myśli. Teraz jego analiza sprowadzała się tylko do kilku prostych przemyśleń. Charisme na imprezie Leo. Rozmawia z nim. Cieszy się, że przyszedł. Uśmiechnął się do niej z podejrzanym zadowoleniem.
- Czemu… czemu tak… długo? - Wydusił z siebie. Chociaż to pytanie doskonale odnosiło się zarówno do wszystkiego, jak i do niczego, on najwyraźniej uważał, że będzie dla wszystkich jak najbardziej zrozumiałe, bo nie dodawał już nic więcej. Nachylił się ku dziewczynie, kładąc jej dłonie na ramionach. Po sekundzie czy dwóch przesunął je wyżej, na jej szyję i pogładził palcami jej kark. Jego nos zatonął w jej srebrzystych włosach. Wziął wdech, wciągając do płuc tę otumaniającą mieszankę. - Ładnie pachniesz. - Stwierdził, chociaż nie planował się odzywać. Amortencja ciągnęła go za język.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 577
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 12:39

Od początku roku ciężko pracowałam. Prawdę mówiąc naprawdę rzadko miałam jakąkolwiek chwilę wytchnienia. Chodziłam na większość lekcji, nawet na te, na których można było mnie widzieć sporadycznie w zeszłym roku. Podejrzewałam skąd ta zmiana. Zakłócenia magii sprawiały, że miałam silne wewnętrzne uczucie, że powinnam być lepsza, że powinnam wiedzieć więcej i potrafić sobie poradzić w każdej sytuacji. A to, że byłam czarodziejką mówiło samo przez się – „Bianca weź się w garść, czas nauczyć się lepiej rzucać zaklęcia.”
Czułam się też jakoś przytłoczona tym, że Lysander był we wszystkim dobry, a ja... tak trochę w jego cieniu pod tym względem. Niemniej jednak, nie licząc szkoły ostatnio coraz więcej malowałam. Doszłam do wniosku, że skoro była to praktycznie jedyna rzecz, w której byłam całkiem utalentowana, to muszę włożyć w to więcej pracy, bo serce i tak już całe wkładałam. Tak więc przez ostatnie trzy tygodnie siedziałam nad jednym obrazem, który teraz niosłam zapakowany w szary papier.
Cieszyłam się na zaproszenie od Leo. Jeszcze nie byłam u nich w mieszkaniu i przede wszystkim potrzebowałam chwili wytchnienia. Szłam przez Hogsmeade ubrana w kremową sukienkę, na którą zarzuciłam czarny płaszcz.
Obiecałam sobie, że nie będę za dużo pić. Doszłam do wniosku, że w wakacje trochę przesadziłam, a teraz skoro praca, szkoła, hobby... Nie, nie mogłam sobie na to pozwolić. W każdym razie tak sobie tylko mówiłam, co z tego będzie? Zobaczymy.
Stanęłam przed drzwiami mieszkania chłopaków, uniosłam rękę i zapukałam. Stałam trochę zdenerwowana. Miałam dla nich obraz, przy którym trochę siedziałam i spędzałam przy nim każdą wolną chwilę, ale... co jeśli się nie spodoba? Zagryzłam policzki od środka całą zestresowana.
Kiedy gospodarz mi otworzył uśmiechnęłam się w jego kierunku i wyciągnęłam obraz na długość swoich rąk.
- Zrozumiem jeśli się nie spodoba. W razie czego mogę ogarnąć coś innego, albo jakiś obraz na zamówienie. W każdym razie przyniosłam to... tak od serca, no rozumiesz. Doszłam do wniosku, że i tak macie dużo alkoholu. – powiedziałam na jednym wdechu i patrzyłam to na Leo, to na Ezrę, w końcu to prezent dla nich obu.
Weszłam do środka i zdziwiłam się widząc @Dreama Vin-Eurico. Uniosłam pytająco brwi.
- Dreama, wróciłaś!
Rozejrzałam się po wnętrzu. Moim oczom ukazały się dwie nieznane mi osoby. Nie miałam pojęcia kim są, ale niespecjalnie mi to przeszkadzało. Przecież zaraz ich poznam, prawda? Chociaż patrząc na ich rozmowę i przyśpieszone oddechy (?) stawało się to dość wątpliwe. Pozdrowiłam ruchem głowy Mikkela, kojarząc go jeszcze z korytarzy Hogwartu.
- Na Merlina, Leo! Ty to wszystko przygotowałeś? – zapytałam patrząc na jedzenie i drinki. – Wow.

______________________

     
You're the fear, I don't care
'Cause I've never been so high
Follow me to the dark
Let me take you past our satellites
You can see the world you brought to life, to life
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 27
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15225-maevis-bella-harper#406534
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15232-moje-zabawki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15233-agencja-towarzyska-mae
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15230-maevis-bella-harper




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 13:58

Nie wiem, po co tam szłam. Wszyscy znajomi Leonardo zdawali się mnie nie lubić. Trochę mnie to denerwowało. Wszyscy dopisywali sobie w głowie jakieś niestworzone historie, zamiast zwyczajnie zapytać, o co między nami chodzi. Leo był jednak dla mnie głównie przyjacielem, więc nie mogłam nie przyjść na jego imprezę tylko dlatego, że pozostali goście byli dla mnie niemili. Zresztą nie obchodziło mnie to za bardzo. Po pełnej wrażeń lekcji transmutacji, nie mogłam się powstrzymać. Był to już najwyższy czas, żeby nadrobić wizbookowe zaległości, do których dostępu brakowało mi całe wakacje. Zamieniłam wizbooka na facebooka na dwa miesiące. Na nieszczęście dla mnie, bo jak się okazało - ominęło mnie całkiem sporo sensacji. Normalnie jestem wielką fanką Obserwatora, ale po powrocie potrzebuję chwili, żeby wrócić do nawyku czytania jego postów. Byłam jednak pewna, że nowy związek Leonardo O. Vin-Eurico był wydarzeniem tak istotnym dla życia szkoły, że wzmianka o nim musiała się pojawić. Nie myliłam się. Od razu po lekcji transmutacji sprawdziłam to, czego Leo najwyraźniej długo nie chciał mi powiedzieć. Post o Leonezrze był wyjątkowo zabawny, więc trochę zmniejszył moją narastającą złość na Gryfona. Mimo to, kiedy dostałam zaproszenie na imprezę podpisane tym nie ukrywam ładnie brzmiącym zlepku ich imion, postanowiłam, że Leo nie ucieknie od mojego komentarza na ten temat.
Przyszłam do mieszkania, w ręku trzymając mój prezent dla pary. Było nim oprawione w ramkę czarno-białe zdjęcie, z jednego z wpisów Obserwatora. Na imprezie było już kilka osób. Sharker i jego najwyraźniej była dziewczyna Carma. Byłego Ślizgona nie sposób było nie kojarzyć - niejednokrotnie wzdychałam w jego kierunku, kiedy przemierzał szkolne korytarze, ale nigdy nie zdecydowałam się do niego zagadać. Poza tym następny były Ślizgon, który ponoć złożył ostatnio wizytę w szkole podczas ataku wilkołaka, który oczywiście mnie ominął. Poza tym była jeszcze Dreama, siostra Leo, którą nieraz spotykałam przychodząc do Leo jeszcze jakiś czas temu. No i Bianca. Z obiema dziewczynami postanowiłam się jednak nie witać, wiedząc, że bardziej je by to wkurzyło niż ucieszyło. Podeszłam od razu do panów gospodarzy.
- Cześć - zwróciłam się do Leo, tym razem nie całując go na powitanie w policzek. Wręczyłam mu swój prezent - Mam nadzieję, że wam się spodoba. Nie musiałeś tak zwlekać, żeby powiedzieć mi o Ezrze - spojrzałam na przyjaciela lekko urażonym wzrokiem - Jestem Mae - odezwałam się tym razem do @Ezra T. Clarke - Teraz - tylko-przyjaciółka-Leo, nie musisz się mnie bać - zażartowałam, posyłając mu szczery uśmiech. Nie jestem przecież głupia, wiem, kiedy zejść ze sceny, a skoro związek Leo i Ezry zaczął się przed wakacjami i dalej trwał, to musiało być coś poważniejszego.
- No nic, miłej zabawy, panowie i życzę wam jak najlepiej! - powiedziałam jeszcze, biorąc do ręki szklankę z alkoholem. Miał jakiś dziwny, kawowy posmak, ale pomyślałam, że to po prostu jakiś aromat smakowy.

______________________


Maevis "mae" Harper

Tam gdzie Anioły
mają skrzydła
u Ciebie dwie blizny
dla mnie
przeze mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1075
  Liczba postów : 766
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 16:06

Gospodarz, a właściwie obydwaj gospodarze byli mi zupełnie obcy. Widywałem ich jakiś czas w szkole, Ezra był najlepszym przyjacielem Ruth, więc musiałem wiedzieć, kim on jest. Leonardo natomiast kojarzyłem bardziej z imprezy w moim własnym pokoju w zeszłe wakacje. Był chyba dobrym znajomym Lysa i Caluma. Swoją drogą, ciekawe, czy oni mieli zamiar przyjść. Ostatnio widziałem ich podczas mojej interwencji w szkole podczas ataku wilkołaka. Chciałem ich uspokoić, że profesor Pober dostała odpowiednią opiekę po zdarzeniu. Nie byłem tu jednak w celach zawodowych, a głównie po to, żeby nadrobić zaległości społeczne. Bardzo się ucieszyłem, że Carma poprosiła mnie o towarzyszenie jej podczas imprezy. Dawno ze sobą nie rozmawialiśmy. Właściwie odkąd rozstałem się z Winnie, były to sporadyczne spotkania. Mimo wszystko, darzyłem byłą Krukonkę ogromną sympatią. Dlatego też chciałem się dowiedzieć, jak potoczyło się jej życie po Hogwarcie. Skończenie szkoły wiązało się z rozpoczęciem poważnego, dorosłego życia, które zapewne przerażało nas wszystkich w podobnym stopniu. O sobie mogłem powiedzieć, że wydoroślałem, dojrzałem. Zauważyłem, co było dla mnie w życiu istotne i do czego chciałem dążyć. Wiele się zmieniło od czasów studiów i u innych na pewno podobnie.
O rozstaniu Carmy i Sharkera dowiedziałem się w zasadzie od siostry, która czasem listownie z Rasheedem korespondowała. Było to dla mnie niemałym zdziwieniem, bo kibicowałem im z całego serca. Niejednokrotnie mówiłem Winnie, jak to się dobrze dobrali. Dlatego zakończenie tego związku wprawiło mnie w lekkie przygnębienie. Niemniej jednak, oboje byli dorośli, więc wiedzieli, co robią. Nie czułem się na tyle blisko z którymkolwiek z nich, żeby jakoś interweniować. Chociaż sam w głębi duszy wiedziałem, że ich uczucie nie zniknie ot tak. Ta impreza na pewno im to uświadomi. Przynajmniej taką miałem nadzieję.
Zgodnie z umową przyszedłem po Carmę przed imprezą i razem poszliśmy zaledwie kilka kroków dalej do mieszkania, w którym odbywała się domówka. W drodze opowiadałem co nieco o swoim życiu po szkole, a ona o swoim. Ponownie zdałem sobie sprawę, że teraz to my jesteśmy tymi dorosłymi, którzy powinni wiedzieć o życiu wszystko, a w zasadzie dalej byliśmy zagubieni i niepewni. Byłem wdzięczny Carmie za ogarnięcie jakiegoś prezentu dla gospodarzy. Sam zawsze byłem w tym raczej kiepski. Byliśmy chwilę po czasie, ale w mieszkaniu i tak za wielu osób nie było. Podeszliśmy z moją towarzyszką, żeby przywitać się z Leonardo i z Ezrą, a także resztą gości. Został już tylko Rasheed. Byłem pewny, że Carma będzie chciała to załatwić samemu. Powiedziała, że musi coś zrobić, więc nawet nie pytałem, o co chodzi. Kiwnąłem głową ze zrozumieniem i poszedłem po coś do picia, obserwując rozwój wydarzeń.

______________________


Mikkel Carlsson

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -228
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 17:16

outfit

Nie była pewna czy jakakolwiek impreza jest dla niej, nawet jeżeli była to tylko domówka, którą miał organizować przyjaciel Ezry, jakby nie patrzeć - nadal nie była świadoma ich faktycznego stanu relacji, który notabene nie był dla niej aż tak istotny; Clarke nie interesował jej jako potencjalny plasterek na popękane serce. To właśnie ten ostatni aspekt przemówił za tym, by nabazgrać kilka słów do Tiverton i poddać się chwili, co dla samej Marceline było nie lada wyzwaniem.  Słynęła z chęci uczenia się, przesiadywania godzinami w bibliotece i niezbyt ekscytującego trybu życia. Taka opinia miała trzymać się jej nawet poza Trausnitz, do którego nie zamierzała się oficjalnie przyznawać, stąd milczeniem zbywała ewentualne pytania - czy może słyszała plotki... Jak mogłaby nie, skoro była ich zapalnikiem? Na szczęście tutaj - w Hogwarcie - nikt nie posiadał takiej wiedzy i chciała by tak zostało, stąd ukrywała równie głęboko informacje dotyczące wydarzeń na parę dni po wystawie, gdy poddała się całkowicie czemuś, co odebrało jej parę wspomnień i przerwało nić powiązań czasowy, dzięki którym rozgryzłaby zagadkę. Zakładała również ewentualny scenariusz, w którym to umysł na siłę wyplewiał ze świadomości tamten wybryk, by już nigdy więcej nie poczuła palącego wstydu i zażenowania.
- Ulla, ja nie wiem czy to dobry pomysł - jęknęła cicho, gdy już znalazły się pod kamienicą i przygryzła nerwowo wargę. Nie umiała wytłumaczyć powodu, dla którego wolała stchórzyć i zaszyć się w domu, ale być może towarzyszka wcale nie musiała słuchać argumentów, skoro doskonale znała odpowiedź? Holmes nie narzekała już dłużej, pozwoliła jedynie trwać chwili i ustąpić niechęci związanej z wejściem do środka. Zdawała sobie w końcu sprawę, że musi poukładać swoje życie towarzyskie i wyjść do ludzi, przed którymi uciekała ostatnimi miesiącami. Rozdział z profesorem Bergmannem, a dla niej mężczyzną o rozłożystej naturze był zakończony, choć w głębi duszy nie potrafiła tego zaakceptować. Nieustannie zadawała sobie pytanie - dlaczego, zadręczając się przy tym brakiem odpowiedzi. - Dobrze, chodźmy - powiedziała bez przekonania widząc minę koleżanki i żeby tylko ją ugłaskać, obdarzyła ją subtelnym uśmiechem.
Rude pukle opadały luźno na plecy, a Marceline nerwowo przeczesywała między palcami dwa kosmyki, nadal uświadamiając sobie, że zna tylko Ezre.
Och... doprawdy, Holmes?
Kiedy znalazły się w środku otaksowała całe pomieszczenie, uprzednio czekając aż ktoś otworzy im drzwi, zaś tym kimś okazał się nie kto inny tylko Clarke, przez co wygięcie kącików ust krukonki poszerzyło się o kilka milimetrów. Cieszyła się, że go widzi, to oczywiste, pomógł jej na wystawie, co się wiązało z długiem jaki wobec niego miała, ale czy było to teraz ważne?
- Przyniosłam jakieś smakołyki z Miodowego Królestwa, co prawda nie wiem czy są dobre, ale sprzedawca mówił, że tak - przyznała otwarcie k wręczyła chłopakowi zdobione pudełeczko wypchane łakociami. - Na alkoholu się nie znam, więc nie chciałam ryzykować - wierzyła, że nikt nie będzie chował o to urazy.
Zielonkawe tęczówki wędrowały po twarzach studentów, ale chyba nie tylko (nie miała stuprocentowej pewności), aż w końcu zawisły na obliczu niezwykle znajomym, jakby gdzieś już go widziała. Próbowała odtworzyć w pamięci postać przystojnego mężczyzny, choć umysł zaczynał szwankować, a w głowie pojawiały się ledwie cienie przeszłości, stąd odpuściła analizę osoby Rasheeda, jakby nie chcąc tracić czasu na niepotrzebne dywagacje. I nie dopuszczalnym było zrozumienie - w jakim błędzie była, wszak to on jakiś czas temu stał się jej marą senną, która od kilku dni nie pozwalała spokojnie spać, przez wzgląd na sytuację, w którą byli oboje zaplątani.
- Przedstawisz mi organizatora? Przykro nie wiedzieć do kogo się przychodzi - poprosiła z uśmiechem Clarke’a, a chwilę później skierowała wzrok na Ulle, rozważając jej chęci związane z otwartością na nowe relacje, w końcu... Mogła go znać, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-