IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Daniel Alexander Bergmann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Daniel Alexander Bergmann   Pon Wrz 04 2017, 12:36


Daniel Alexander Bergmann

DATA URODZENIA13 VII 1981
CZYSTOŚĆ KRWI 90%
MIEJSCE URODZENIABerlin
MIEJSCE ZAMIESZKANIALondyn
UKOŃCZONA SZKOŁA Trausnitz
WYBRANA POSADA DO OBJĘCIAnauczyciel transmutacji
PRZEPRACOWANY CZAS W POWYŻSZEJ PRACYłącznie lat dziewięć (niemniej drugi rok w Hogwarcie)
WYBRANY WIZERUNEKMichael Fassbender


Wyglad

WZROST 184 centymetry
BUDOWA CIAŁA szczupła
KOLOR OCZU niebieskie
KOLOR WŁOSÓW brązowe; promienie słońca wydobywają miedziane refleksy
ZNAKI SZCZEGÓLNE szorstkie kiełki zarostu, odznaczające się na policzkach (znacznie jaśniejsze niźli barwa fryzury); bystre, skoncentrowane spojrzenie chłodnych tęczówek; unosząca się mgiełka tytoniowego dymu (z różnym efektem tłumiona zapachem perfum); dość duże dłonie, szukające bezustannie zajęcia - czy to opadając niemal bezdźwięcznie w rytmie cichego bębnienia, czy też splatając się razem na kształt wieżyczki; niewielka blizna nad górną wargą - pamiątka bójki stoczonej jeszcze za czasów dzieciństwa, dwie szpetne, na prawym i lewym przedramieniu, podłużne, o wiele świeższe i znacznie bardziej niechlubne
PREFEROWANE UBRANIA w pełni dostosowane do sytuacji - Bergmann wydaje się troszczyć dość o swój wygląd, aczkolwiek w typowo męskim, nieprzesadzonym znaczeniu; najczęściej zakłada koszulę (nigdy na krótki rękaw) i spodnie


Charakter

Skomplikowany, tajemniczy i niestabilny.
Mistrz przy sprawianiu pierwszego, pozytywnego wrażenia.

Jest on człowiekiem sprzeczności - z jednej strony wspaniale posługującym się słowem (zawsze - niemniej - dobieranym oszczędnie, aby z precyzją zawrzeć cel wypowiedzi), w centrum uwagi zachowującym się bardzo spokojnie i pewnie; zarazem chorobliwie zamkniętym w sobie i niewylewnym, przybierającym różne, w zależności od wydarzenia maski.

Niepodważalny aktor na deskach sceny rzeczywistości; zdolny okłamać bez zdradzających symptomów, szczelnie ukrywać rozgrywające się w jego wnętrzu emocje - których, wbrew pozorom, posiada nieokiełznany ogrom. Bergmann jest człowiekiem wrażliwym, szczególnie na piękno sztuki - chociaż przez większość czasu owa wrażliwość bywa schowana pod twardą skorupą egocentryzmu; owocuje to niemal w całości upośledzoną empatią, niemożliwością postawienia się w miejscu drugiego człowieka i okazania pełnego współczucia wsparcia. Nie znaczy to jednak, że nie chce; mimo zepsucia Bergmann jest dobry, skłonny do rozmaitych poświęceń - a przynajmniej usiłuje się starać.

Inteligentny i spostrzegawczy, zazwyczaj preferujący trzymać się na uboczu, jest typem raczej obserwatora, niż dążącego do utrzymania w trakcie spotkania prymu. Pod jego sklepieniem czaszki przebiega niezwykle złożony pęd myśli, prawdziwy natłok spostrzeżeń i formowanych wniosków. Odwiecznie pragnie występować o krok do przodu, redagować oraz wypełniać scenariusze prawdopodobnych następstw, przyczyn oraz zależnych skutków.

Niestabilność odnosi się w dużej mierze do nawiązywanych relacji - od zawsze ucieka, nie angażuje się, nie chce wręcz przyjąć, że mógłby być w jakimś stopniu odpowiedzialny.

Sprawia wrażenie idealnego opanowania, utrzymywania w ryzach swych nerwów - wyprowadzenie z równowagi Bergmanna wydaje się niemożliwą do wykonania czynnością. Owa rezerwa, ów dystans nadają jego osobie charakter zagadkowego człowieka, który oszczędnie wskazuje na informacje z zakresu własnej przeszłości. Niemniej, znając najbardziej czułe w jego przypadku aspekty, wbrew pozorom - niezwykle łatwo nim wstrząsnąć, rozerwać zbroję spokoju, zmusić do wyzbytego z kontroli wybuchu oraz równie nieprzemyślanych słów mieszających się z obelgami.

Istna walka cech charakteru, przeciwnych - powstałych jedna za drugą emocji, spiętrzających się nieustannie, zamknięta w pozornie trwałej, nieporuszonej ekspresji.

Historia


- Wszystko w porządku, Daniel?
Ledwie wyraźna, skąpana w półmroku postać drgnęła w otulającej, na nowo przybyłej ciszy.
- Zły sen. Po prostu zły sen.


Śni, że umiera.
(Za każdym razem)

wędruje kręgiem imitowanej reinkarnacji, rytuału powtarzanego gaśnięcia pod niebem zamkniętych powiek. Krok po kroku posłusznie wdraża szczegóły owej intrygi - tysiące planów wypełnia jak marionetka, zawieszona na sznurkach podyktowanych mu z góry dążeń. Władnie-bezwładnym ciałem, każdym wyrostkiem kończyn podpisuje na siebie wyrok - przeszywa go chłodny nóż strachu, a echo rozdartych tkanek nieustępliwie drży w kościach, zagłuszone zewnętrznym mirażem rozluźnienia i odpoczynku. Widzi ich; przychodzą po niego, przędą tysiące pułapek, tysiącami sposobów chcą wydrzeć pierwiastek życia.
Umarł.
Jest martwy - tak mu się śni, uzmysławia znów sobie, gdy fala mroku napływa sztormem do rozszerzonych źrenic.
Umarł.
Nie, żyje. Żyje i zarazem jest martwy. Pełznie ku górze wzrokiem, wbija w bezduszny, blady prostokąt sufitu. Żyje, tak, żyje nadal – utwierdza się w tej pewności, z lekkim żalem, z wykręcającą mu język goryczą. Strumień powietrza namolnie wpycha się w nozdrza, wysyca płuca, podtrzymuje pęd egzystencji. Słyszy rytmiczne skurcze własnego serca – otwarcie-zamknięcie, wpływ-odpływ, nieustanne krążenie krwi w wiązkach naczyń.
Zatrzymać. Tak. Wydaje się dobrym wyjściem.

Pierwsze
co myśli. Przeszłość. Odczuwa jej ciężar; jak wężowiska łańcuchów, zawodzące na każdym kroku oddźwiękiem przekładanego wysiłku. Jego życie jest puste - tak puste, że aż mu skręca wnętrzności; ma dosyć. Życia. Wzrasta w nim nieustannie odraza, im bardziej zagłębia się w jego - wypaczoną kompletnie pseudoistotę.

(Jedyna forma egzystowania ukryła się w spisywanych teoriach, w dążeniu, w bezustannej nauce - milionach zapisywanych na łamach stronic impulsów, niezliczonych zamachnięć różdżką w czynionych próbach; tak, był w tym dobry, cholernie dobry - i to zarazem pociągało go w przepaść)

Czasami wydawało mu się, że nie istniał - że oto nie ma Daniela Bergmanna innego niż nauczyciel, niż autor, niż ta wyłaniająca się spośród słów błyskotliwość świeżego spojrzenia na przedmiot.

Czy ktokolwiek
zdawał sobie
z tego sprawę?

Drugą
czynnością, nicią osnowy w przyzwyczajeniach poranka, jest wydostanie się z zagmatwania tkaniny pościeli. Wydaje dla mięśni rozkaz, choć one spełniają to polecenie niepewnie, z wyraźną dozą nieprzychylności, jak gdyby w ich bezmyślnych, uzależnionych włóknach wyrwał się zarys pragnienia samozwańczej kadencji. Schemat. Schemat za następnym schematem. Bunt mięśni w końcu zostaje stłumiony, a on wynurza się prosto ku wpadającym promieniom nastającego poranka. Chłodne powietrze obłapia go tysiącami ramion; podnosi się, wolno, z nieukrywanym trudem.
Człowiek jest paradoksem. To autentycznie godne pożałowania - w jednym momencie tryska energią życia, by chwilę później runąć z pustymi szparami źrenic. W jednej chwili tężeje, zostaje przykryty ziemią - i koniec. Widzi go często. Swojego ojca, widzi, choć to wspomnienie zostało wyrwane mu z czaszki, pamięć o głosie tudzież innych postawach niż tych zobaczonych na zdjęciach - czasem poruszał się pewnie, czasem na jego twarzy zrodził się niewyraźny uśmiech. Zmarł, kiedy miał rok. Wyszedł - i już nie wrócił. Zmarł na ulicy, w gwarze, w tle licznych kroków przechodniów; ich stukot był jakby ostatnim tykaniem zegara, wybijającym splecione z narodzinami zdarzenie. Nikt mu nie zdołał pomóc, nikt do końca nie wiedział.
D l a c z e g o. (I wiecznie wyobraża go sobie, jak spoczywa na szarych płytach chodnika.)

- On wróci. Musi wrócić - szepcze, wpatrując się w rozpostarty widok; kiedy wspiął się na palcach, dostrzegał wszystko dokładnie, dostrzegał swoich niemych słuchaczy: zszarzałe, pochmurne niebo, dachy kamienic i wilgoć ciągnącego się bruku.

Czekał. Naiwnie czekał, kiedy wraz z matką przeprowadzili się do szarej mieściny w Anglii; jej szarej, rodzinnej mieściny o zszarzałych mieszkańcach, zaklętych w błędnym kole szarej rzeczywistości. Śmierć ojca odebrała jej dziennikarską, podróżniczą karierę, którą poświęciła, aby móc go wychować. Zatrudniła się w lokalnej gazecie, osiadła wśród krewnych, powróciła do tego, z czego zdołała się wyrwać. On czekał nadal. Czekał, łudził się i rozmyślał - niewinne, dziecięce marzenia, niezrozumienie ostateczności śmierci. Czekał, gdy jego matka wyszła za mąż po raz następny, za kogoś, kto nie jest dotąd dla niego członkiem rodziny - nie jego rodziny. Czekał, kiedy na świecie pojawiło się przyrodnie rodzeństwo.
Nie pasował.
Nie był częścią tej spójnej całości kochających się krewnych, utrzymywanej w pozornie entuzjastycznej, sielankowej tonacji. Pozostawał rozdarty; pochowany na wschód od Wielkiej Brytanii, w Berlinie, rozsypany na szorstkim betonie tej jednej, określonej ulicy. Oderwano go, wyrzucono jak rybę z własnego świata - która poczyna dusić się, wierzgać oślizgłym, spłaszczonym ciałem, wić w rozpaczliwym pragnieniu powrotu. Był obok, był poza tym wszystkim - może dlatego zaczął doceniać samotność. Posiadał, co prawda, kilku znajomych w szkole - dobrych znajomych, niewielu, lecz można powiedzieć - oddanych. Dawniej brano go często za nieśmiałego, przez wzgląd na oszczędność w słowach i równą oszczędność w uwadze. Uczył się dobrze, choć nie najlepiej; nie interesowały go wzrastające w szklarni rośliny, wprawiała w entuzjazm zaś transmutacja. Zgodnie z życzeniem ojca nie zaznał jej jednak w Hogwarcie - Alfred Bergmann wspominał, że pragnie kontynuować rodzinną tradycję i wysłać swojego syna do Trausnitz.

- Co robisz, Daniel?
Nie odpowiedział - myślał, zastanawiał się, rozważał po raz kolejny.


Zmiany. Zmiany następujące po zmianach. Wszystko jest zmienne - jedno może zastąpić drugie, lecz w naturalnych prawach nie może się wziąć z niczego. Tym była transmutacja - z m i a n a m i. Poświęcał się jej całkowicie, zaniedbując kosztem ulubionej dziedziny pozostałe, nieobdarzane tak ciekawością zajęcia. Nauczyciel dostrzegał w nim pasję, zachęcając do sięgania po więcej - rozwijał się ponad stawiane programem wymogi. W oczach niektórych uchodził wręcz za dziwaka - innych nurtował, przez innych pozostawał niezrozumiany, w przyszłości nazwany niemal mianem szaleńca. Sam nie zagłębiał się w towarzystwo nieskazitelne - usiłowali potajemnie rozwikłać choćby rys czarnej magii. Ciekawość była niezwykle silnym impulsem, lecz zdaniem niektórych - ponadto - pierwszym stopniem do piekła.

- Zrobisz, jak będziesz uważał.
Tak czynił, zawsze, a jednak głos wciąż znajomo rozchodził się w jego głowie.


Za swoją drogę obrał kontynuację nauki. Wolał karierę odmienną od nauczania w obrębie szkolnych budynków - był młody, zżerały go zewsząd ambicje. Transmutację traktował jak sztukę, w której on miał się zrodzić artystą, miał nim być już od samego początku oraz ponad kres śmierci - stając się zapamiętanym i nieśmiertelnym wedle horacjańskiego prawa. Zaintrygował jedną z majętniejszych czarownic, biorącą go pod swoje skrzydła - stała się jego mentorką, opiekunką, a później - w wyniku jego narastających dążeń - kochanką, sprawującą pieczę nad wydawaniem traktujących o transmutacji zapisów, prac powstających dość licznie i zdolnych podbudować ciekawość. Od dawna chciał uciec od nierodzinnego Oakham, miasteczka, skąd pochodziła matka - nic dziwnego, że przeniósł się do Londynu, zgodnie z kobiecą sugestią. W ciągu krótkiego czasu był pewien, że właśnie osiągnął wszystko, że zdołał się spełnić; jednakże kłótnie w tworzonym (oraz prawdziwie jedynym) związku w końcu rozdzieliły ich losy.
A on został sam, po powrocie do Oakham - zakrwawiony w łazience, z rozciętymi czarnomagiczną inkantacją przedramionami, o których szeptać chciałyby później powstałe blizny. W owej chwili, pierwszy raz dopadło go poczucie bezsensu.

Trzecie
wbijane zawzięcie spojrzenie w odbicie własnej postaci. Jak gdyby czegoś nie dostrzegł, jakby nie umiał wydobyć z pamięci; lecz znał dokładnie ten układ na czole zmarszczek, pogłębianych wraz z wiekiem, znał doskonale zabarwienie ekspresji, nad którą ściśle sprawował kontrolę, nie pozwalając przemknąć niepożądanym emocjom. Liczy już blisko trzydzieści cztery lata, chociaż wygląda, jakby już dawno przekroczył próg czterech dekad. Trzydzieści cztery. To i tak dużo.
(Za dużo?)

- Zostajesz po lekcjach.

Wrócił do Trausnitz, po zakończeniu kursu wpierw odbywając staż, a później już oficjalnie zajmując miejsce odchodzącego na zasłużoną emeryturę nauczyciela. Teraz w tym zauważał kolejny sens dalszej, prowadzonej kariery - obcowanie dzień w dzień z przedmiotem, mimo niektórych zagadnień stosunkowo prostych i oczywistych, równocześnie motywowało i poszerzało mu horyzonty. Był lubiany przez większość swych podopiecznych, czasem uznany za nieco ekscentrycznego, niemniej lubiany - nienawiść mogła sprowadzać się tylko przez wzgląd na zwyczajne nietolerowanie przedmiotu, w którym nie każdemu powodziło się dobrze oraz na którym nie każdy pojawiał się z chęcią. Wymagał, chociaż zarazem był sprawiedliwy, zaś rzeczywiste doprowadzenie go do wściekłości nie zaistniało w żadnym wypadku - co nie znaczyło, że w ramach różnego rodzaju zasług nie dawał uczniom szlabanów.

- Czym są dla ciebie zasady?

Nadeszły jedne z kilku łudząco podobnych do siebie wakacji - podobnych, przynajmniej na samym początku.
Niespodziewany wypadek, uczynne, dziewczęce pragnienie rekompensaty zniszczonych rzeczy przez niechcącego się słuchać pupila - jego przystanie na propozycję, nieukrywana, wzmagająca się z każdą chwilą ciekawość; oboje okazali się władać magią, oboje kochali sztukę i w końcu oboje, upojeni tym wszystkim, skończyli nago w wynajmowanej sypialni. Była od niego dwa razy młodsza, aczkolwiek zaskakująco jak na swoje lata dojrzała - wyzwalała wszystkie z tych prymitywnych jak wzniosłych, pełnych fascynacji osobą instynktów. Jego pożądanie nigdy nie znało reguł, nie posiadało poza koniecznymi hamulców.
Spotkali się w szkole.
Podróżowała wraz z ojcem przebywającym na delegacjach - ów zbieg okoliczności okazał się nieodpartą pokusą. Mimo, że nie mógł, szaleńczo pragnął jej nadal i kiedy tylko się przydarzyła sposobność - ponownie przerwał barierę, tym razem w relacjach między nauczycielem a uczennicą. Ich potajemny romans ciągnął się niemal bezkarnie przez kilka miesięcy - choć jak wiadomo, prawda prędzej czy później pragnie wydostać się na jaw; zazdrosny, były jej chłopak oraz wzmagające się coraz to bardziej pogłoski, wymusiły na dyrektorze podjęcia radykalniejszych czynów. Fakt faktem - jednoznacznie nie przyłapano ich nigdy, nie było jawnych, niezbitych dowodów, choć plotka nieustępliwie rosła.
On oczywiście zaprzeczał.
Ofiarowano mu pewien układ - był w stanie zachować w nienaruszeniu swą reputację, nikt nie będzie już drążył, sprawa zostanie zatuszowana - w zamian za rezygnację z posady nauczycielskiej w Trausnitz. Nie miał wyjścia. Nie miał innego wyjścia.

Przyszła do niego, wtedy, ostatnim razem - zlękniona, pełna nadziei, przyszła, oczekiwała wsparcia.
Otrzymała kłującą, nieporuszoną jak bryła lodu o b o j ę t n o ś ć. Nic więcej, nic, on...

Dosyć, niemalże wrzeszczy, a wrząca krew w wiązkach naczyń poczyna jakby rozsadzać go właśnie od środka. Chciałby skończyć z tym już. Zaraz. Teraz. Wybija lustro, spogląda, jak odłamki rozchodzą się nieuchronnie, jak kaleczą membranę skóry. Chciałby po prostu odejść; już raz mu się nie powiodło, obrało w skutki pokłócenia z rodziną, a w szczególności z matką - znalazła go wtedy, pośród krwi spływającej z nacięć, opłaciła prywatnie uzdrowiciela, aby incydent nie uzyskał rozgłosu, zaś on - odpowiedział jej wtedy, że nie żałuje i nie odzywał się przez około dwa lata.

Oddycha ciężko oraz staje przed oknem. Wszystko sprawia wrażenie tak odległego, tak niedostępnego, tak... kuszącego, aby wyjść na spotkanie. Wtem jednak, na niebie gości sylwetka sowy, trzymającej przywiązaną do nóżki kopertę. Leci, przybliża się, a mężczyzna zastyga w całkowitym bezruchu.

Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie

Jego podanie - które mimo wszystko on złożył - podanie, ułatwione poniekąd przez pochodzenie w połowie z Wielkiej Brytanii. Wygląda niczym kolejna, ofiarowana szansa.
Co za ironia; odczuwa nieodpartą ochotę, aby wybuchnąć śmiechem.

- Jesteś szaleńcem, Bergmann.
Wzruszenie ramion złączyło się z kpiarskim, zatrutym kwiatem uśmiechu.
- Wszyscy odrobinę jesteśmy.


Zaczął nauczać, podobnie jak wcześniej - bez żadnych, nadarzających się mu ekscesów.
W końcu jej tam nie było.
Do czasu.

Rodzina
 

Elizabeth Tilbury - matka, spełniająca się w dziennikarskiej profesji. Jedna z niewielu osób darzonych przez Daniela - można powiedzieć - szacunkiem, choć na przestrzeni lat ich relacje stały się znacznie bardziej odległe.
Alfred Bergmann [†] - ojciec, z zawodu fotograf. Zmarł, kiedy Daniel miał rok, z niewyjaśnionych dotychczas przyczyn.

Zarówno Elizabeth jak Alfred, wywodzą się z czarodziejskich, lecz nie arystokratycznych familii, w których zdarzało się wymieszanie swej krwi z mugolską.

Richard Tilbury - ojczym. Zdaniem Daniela nie jest jego rodziną.
przyrodnie rodzeństwo - brat oraz siostra. Daniel nie przepada za swoim bratem, zaś jego stosunki z siostrą przedstawiają się zaskakująco właściwie.

Ciekawostki


♣ jest leworęczny
♣ mimo, że jego nazwisko mogłoby się okazywać mylące, Bergmann wypowiada się pozbawioną skaz angielszczyzną - wszak wychowywał się w Wielkiej Brytanii, a później mieszkał (i mieszka obecnie) w Londynie
♣ nałogowy palacz (nie rozpatruje tego jako uzależnienia)
♣ nigdy nie rozstaje się z notatnikiem, bogatym w jakby-niedbałe szkice oraz zapisywane uwagi, wskazówki do uwzględnienia w poprowadzeniu zajęć. Często wplata w zawartość tych stronic wieści o napotykanych kobietach, wzbudzających w nim na niezliczoną ilość sposobów ciekawość
♣ autor prac, artykułów z zakresu transmutacji; może pochwalić się sporym jak na swój wiek dorobkiem
♣ został zaznajomiony z podstawami czarnej magii
♣ człowiek żyjący sztuką - który najchętniej oddychałby tym bezmiarem form korony cywilizacji - obeznany w literaturze oraz muzyce, chętnie obecny na kulturowych imprezach
♣ jest uzdolniony w kierunkach humanistycznych, zwłaszcza w kierunku tworzenia - choć sam, nigdy nadto zdolności tych nie rozwinął, jako niepowiązanej kariery - poza samym pisaniem i specyficznym stylem, potrafi dodatkowo rysować. Co ciekawe, chwyta ołówek w dłoń podświadomie, gdy się zamyśli - nie rozważając dlaczego zadecydował się coś uwiecznić
♣ jest wyjątkowo nieprzyjemnym pacjentem - nie znosi wszystkich uzdrowicieli, szpitali i tym podobne
♣ z racji wychowywania się pośród magii - kompletny ignorant wobec mugolskiej techniki, jedynie zaznajomiony z dziełami sztuki ich twórców
♣ najczęstszym snem doświadczanym przez niego jest ukazanie się własnej śmierci; śpiąc, co ciekawe, posiada nieświadomy kompletnie nawyk obejmowania tego (lub kogo), co (kto?) znajduje się w jego pobliżu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Daniel Alexander Bergmann   Wto Wrz 05 2017, 17:32

Proszę o sprawdzenie <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 490
  Liczba postów : 843
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Daniel Alexander Bergmann   Wto Wrz 05 2017, 17:58



DOROSŁY!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Daniel Alexander Bergmann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Daniel Lestrange
» Nauczyciele fabularni
» Daniel Levitt
» Daniel Levitt
» Alexander Aristow [martwy]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
karty postaci
 :: 
karty doroslych
-