IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 jakiśtytułtubędziejakwymyślimy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 606
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Wto Wrz 05 2017, 20:37


Retrospekcje

Osoby: @Lysander S. Zakrzewski i @Venus Maria Ortega
Miejsce rozgrywki: Lefkó, Tawerna Paraktios
Rok rozgrywki: lipiec 2017
Okoliczności: Ciąg dalszy gry stąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Oviedo, Hiszpania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 44
  Liczba postów : 124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14709-venus-maria-ortega?nid=2#392316
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14713-venus-z-oviedo#392342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14712-hola-amigo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14711-venus-m-ortega#392338




Gracz






PisanieTemat: Re: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Sob Wrz 09 2017, 21:28

Słuchała go z delikatnym uśmiechem, delikatnie kiwając głową na znak zrozumienia i przyznania mu racji.
- Anglia ma coś w sobie. Początkowo trochę marudziłam na pogodę, typowo, ale szybko przestała mi przeszkadzać. No i ludzie są świetni. Różnorodni.– dorzuciła swoją opinię, wzruszając lekko drobnymi ramionami. Swoją drogą zastanawiające było, jak wielu ludzi z naprawdę odległych i różnych zakątków świata ciągnęło do tego niezbyt urodziwego, dosyć surowego zamku, jakim był Hogwart. Była to jakaś swoista magia w tym magicznym świecie. Decyzję o miejscu studiów wybrała przecież za namową innych obcokrajowców, których poznała w trakcie jednej z podróży. Wcześniej nie rozpatrywała w swoich wyobrażeniach Anglii, celowała raczej w jakieś słoneczne, ciepłe miejsce, najpewniej mieszczące się dalej od Hiszpanii, ale los miał swój własny plan. I dobrze się stało. Życie w tym z pozoru ponurym zamku i okolicy okazało się zaskakująco barwne.
Zaśmiała się, słysząc o polskich korzeniach i iście polskiej głowie do picia.
- Polacy potrafią się bawić. Znam kilku i ciężko im było dotrzymać kroku. – potwierdziła z rozbawieniem, nie spuszczając oczu z jego własnych. Komuś mogłoby wydawać się to niezręczne, ale szczerze nie sądziła, by Zakrzewski tak to odbierał; coś jej podpowiadało, że w tej kwestii odbierają na tych samych falach i kontakt wzrokowy uznają za coś najbardziej naturalnego na świecie, kompletnie pozbawionego choćby krzty negatywnych odczuć i nie pozostawiającego miejsca na jakiekolwiek nieśmiałości. Venus była święcie przekonana, że osoby, które unikają zaglądania w cudze tęczówki, mają ze sobą poważne problemy, a już na pewno nie zasługują na zaufanie. A niemrugający to już w ogóle jakieś bestie pozbawione człowieczeństwa! Ot, takie fanaberie.
Z przyjemnością słuchała jego głośnego myślenia nad historyjkami, które przedstawiła w ramach gry, zachowując pokerową twarz godną podziwu. Błądziła sobie wzrokiem po jego obliczu, kiedy tak mówił, z nieprzerwanym cieniem subtelnego uśmiechu na pełnych ustach.
- Jestem pod wrażeniem tej dedukcji. – skomentowała z rozbawieniem. – Właściwie to trzecia opcja jest prawdziwa. Ale byłeś blisko, bo druga historia w 90 procentach jest zgodna z prawdą poza tym, że to nie była siostra, a kuzynka Ministra Magii. Także nie zmyśliłam wszystkiego. – dodała usprawiedliwiającym tonem, po czym dokończyła drinka i zamówiła następną kolejkę dla siebie i dla chłopaka. Dla niego oczywiście tę mocniejszą wersję.
- Smoka zapragnęłam w wieku bodajże sześciu lat. Do plecaka schowałam, jak wtedy sądziłam, rzeczy niezbędne i poszłam w długą. Autentycznie powstała z tego niezła afera, dziadek był przekonany, że mnie porwali.. – przerwała, machając ręką jakby chciała zaznaczyć, że dalsze wyjaśnienia nie są potrzebne. Doskonale pamiętała ten dzień i swoje zdziwienie, kiedy w końcu jeden z sąsiadów ją znalazł, wielce przerażony i pobladły na twarzy. Z perspektywy czasu wiedziała, że tamte obawy o porwanie miały wówczas dużo sensu, biorąc pod uwagę grunt, na który wkroczył wówczas Alfa z nową inwestycją, a jaki stanowił źródło konfliktu z innym wpływowym rodem. Takie tam gangsterskie sprawy.
Tymczasem nadeszła kolej Zakrzewskiego. Venus słuchała go uważnie, próbując wychwycić jakiekolwiek zmiany w jego głosie, a wzrokiem obejmując każdy gest, ruch. Był bardzo naturalny w każdej wersji zdarzeń, co dało jej nową informację o nim – potrafił kłamać.
- Wybieram pierwszą sytuację. – zdecydowała w końcu, mrużąc nieco oczy. – Jakoś ciężko wyobrazić mi sobie Ciebie w akcie furii, nawet jako jedenastolatka, a skłócenie przyjaciela z dziewczyną, by ją zdobyć.. hm, też jakoś mi nie gra. Ale mogę się mylić. To jak?
Dała mu możliwość odpowiedzi i dowiedziała się, co tak naprawdę miało miejsce, a wówczas przyszła pora na drugą rundę.
- Okej, moja kolej. Zdarza mi się w nocy lunatykować. Kiedyś obudziłam się nago w pracowni mojej mamy. W ciemni, w tym czerwonym świetle.. Byłam przekonana, że trafiłam do piekła. Albo burdelu. – potrząsnęła głową, jakby chciała otrząsnąć się z niemiłego wspomnienia. – Uwielbiam truskawki i jem ich całe mnóstwo. Spotykałam się z pewnym facetem i kiedy zaczęło robić się goręcej, okazało się, że jest na nie uczulony. Cały spuchł i randka skończyła się w szpitalu. – uniosła szkło do ust, biorąc słuszny łyk. – W ramach buntu zrobiłam sobie po pijaku tatuaż na kostce. Chiński znak. Okazało się, że wcale nie oznacza „niezależności”, a niezłą obelgę. To blizna po nim. – uniosła lekko nogę, dosłownie migając mu przed oczami znakiem na wspomnianym miejscu. W międzyczasie do lokalu wkroczyło kilku mężczyzn wyposażonych w instrumenty. Venus obróciła się ciekawie na krześle, obserwując nowoprzybyłych.
- Chyba załapiemy się na koncert lokalnych gwiazd. – rzekła wesoło, wracając spojrzeniem do Lysandra. Robiło jej się coraz cieplej i wbrew pozorom nie chodziło wcale o alkohol w jej żyłach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 606
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Nie Wrz 17 2017, 18:45

- Zgadzam się z Tobą – lekko uniosłem kąciki ust – Anglia pozornie wydaje się taka zwyczajna, ale ma coś w sobie.
Jasne, gdy tu mieszkałem brakowało mi wielu rzeczy – australijskiej, meksykańskiej i południowoafrykańskiej pogody, polskiej otwartości, szwedzkich widoków, a przede wszystkim moich przyjaciół, ale mimo to kochałem ten kraj i cieszyłem się, że właśnie tutaj mogę studiować. Anglicy byli dość zamknięci, ale ich czarny, brytyjski humor był niesamowity, wbrew pozorom potrafili się też dobrze bawić. Poza tym było tu też dość wielu imigrantów, a takie różnorodne społeczeństwo też mnie ciekawiło – z tego względu chciałem kiedyś spędzić w Ameryce więcej czasu niż miesiąc, na razie jednak miałem inne plany, które wymagały ode mnie mieszkania w Anglii.
- Mieszkańcy krajów śródziemnomorskich mają może słabsze głowy, ale za to umieją się bawić bezkonkurencyjnie – powiedziałem reagując na jej wypowiedź o Polakach lekkim uśmiechem. Nikt nie pił tak dobrze i mocno jak Polacy, ale znałem nacje, które bawiły się równie dobrze co oni.
Bez problemu utrzymywałem z dziewczyną kontakt wzrokowy – to było dla mnie naturalne, a na dodatek czułem się w jej towarzystwie bardzo swobodnie, bo dość szybko wytworzyła się między nami nic porozumienia. Poza tym patrzenie na tak piękną twarz było samą przyjemnością.
- A byłem tak blisko – rzuciłem z uśmiechem mając ewidentny polew z uroczej historyjki opowiedzianej przez młodszą gryfonke.
Gdy opowiedziałem moje anegdotki Venus dość mocno się zastanawiała, ale finalnie zupełnie spudłowała. W gruncie rzeczy trudno się dziwić – komuś kto nie wiedział, że byłem potomkiem wili trudno byłoby uwierzyć, że jako mały chłopiec byłem potwornym agresorem, a nawet lekka złość mogła doprowadzić do okrutnego wybuchu gniewu.
- Pudło, druga historyjka to prawda – powiedziałem dalej sącząc moje ouzo – Byłem naprawdę okropnym dzieckiem.
Wsłuchałem się w kolejną porcję historyjek, raz po raz wybuchając śmiechem – ta dziewczyna miała nie tylko ciekawe życie, ale również piekielnie wybujałą wyobraźnię. Zacząłem powoli rozważać każdy przypadek i w końcu powiedziałem:
- Tatuaż wydaje mi się zbyt oczywisty, truskawki jakieś takie naciągane. Stawiam na ciemnię.
Spojrzałem na dziewczynę pytająco, a gdy udzieliła mi odpowiedzi uśmiechnąłem się lekko. Nie zdążyłem jednak zadać kolejnego pytania, bo na sali pojawił się lokalny zespół, który po chwili zaczął grać dziwną, skoczną muzykę, która wprawdzie odbiegała od moich gustów, ale wydawała się całkiem przyjemna. Widząc, że Ortega ma wprawdzie wodę, ale zabrakło jej ouzo kupiłem nam jeszcze po jednym (od razu regulując należność).
- To co – pijemy swoje zdrowie i idziemy tańczyć? - zapytałem przysuwając się kilka centymetrów stronę kobiety.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Oviedo, Hiszpania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 44
  Liczba postów : 124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14709-venus-maria-ortega?nid=2#392316
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14713-venus-z-oviedo#392342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14712-hola-amigo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14711-venus-m-ortega#392338




Gracz






PisanieTemat: Re: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Wto Wrz 26 2017, 15:17

Ortega rozłożyła delikatnie ręce w geście poddania, przekrzywiając głowę w uznaniu dla jego umiejętności rozszyfrowywania prawdy.
- Rozgryzłeś mnie, Lys. I widocznie jesteś lepszym kłamcą ode mnie. – rzekła ze śmiechem, po czym upiła większy łyk ze szklanki, czując, że lekko zaczyna ją nosić. Tak, Venus miała to do siebie, że nie lubiła długo przebywać w jednym miejscu i pozycji; cały czas zdawała się szukać nowych atrakcji i wyzwań. Z jednej strony było to siłą napędzającą ją do działania, ogromnym motywatorem przynoszącym jej później cudowne wspomnienia, aczkolwiek z innej perspektywy ta cecha wpędzała ją nieraz w przedziwne uczucie pewnego niespełnienia, stale jej towarzyszącego niestety, bowiem zawsze twierdziła, że mogła więcej doświadczyć, doznać, coś ciekawszego odkryć. Wiecznie pragnęła nowości, intensywniejszych emocji i przygód, dlatego momentami ciężko jej było zadowolić się tym, co miała obecnie. Zadowolić się teraźniejszością. Cały czas miała gdzieś w głębi serca poczucie, że prawdziwe szczęście dopiero ma nadejść i męczyło ją to niekiedy bardzo mocno, bo z trudem przychodziło jej zatrzymanie się w miejscu, chwilowe przystopowanie i zwyczajne odetchnięcie w radości z tego, co działo się tu i teraz. Niemniej jednak w tym właśnie momencie, będąc w uroczej greckiej tawernie w towarzystwie tego ciekawego, czarującego chłopaka, zapomniała zdaje się o tym szaleńczym pędzie i po prostu korzystała z tego ciepłego wieczoru, otwarta na wszystko, co mogło się zdarzyć.
Mężczyźni zaczęli grać żwawą, miłą dla ucha melodię, przypominającej nieco Venus latynoskie rytmy, co wprowadziło ją w jeszcze lepszy humor. O ile w ogóle mógł być lepszy! Uniosła szkło do góry, uśmiechem reagując na słowa Zakrzewskiego.
- Chyba czytasz mi w myślach. – stuknęła szkłem o jego, po czym radośnie oznajmiła – Nasze zdrowie.
Prosty toast wybrzmiał, ostatnie łyki mocnego trunku zapiekły w przełyku, a oczy Ortegi, w tym momencie zielone, zaiskrzyły czymś nienazwanym, choć z pewnością pięknym. Również przybliżyła się w jego stronę.
- Rozkręćmy towarzystwo. – szepnęła z twarzą niemal tuż przy jego twarzy, a następnie chwyciła go za dłoń i wstała, kierując się w stronę wydzielonej przestrzeni, by uczynić ją parkietem. Miejscowi obserwowali ich ruchy, a muzycy jakby na zawołanie zaczęli grać głośniej, zapewne radzi, że ich melodia poderwała młodych ludzi do tańca. Venus objęła dość luźno jedną ręką szyję Lysandra, a drugą schowała w jego dłoni, pozwalając mu się poprowadzić. Uwielbiała tańczyć i trzeba przyznać, że potrafiła doskonale się ruszać, o czym Zakrzewski i pozostali ludzie w tawernie mieli się właśnie przekonać. Zaczęli ruszać się w rytm muzyki, a Venus nie potrafiła oderwać wzroku od jego wyjątkowych tęczówek, w duszy zadowolona z małej odległości, z jakiej mogła je sobie teraz oglądać. Był wysoki, więc taniec w jego objęciach był naprawdę komfortowy. 
- Grecja podoba mi się coraz bardziej. - wyznała z zalotnym uśmiechem czającym się w kącikach ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 606
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Pon Paź 02 2017, 23:56

- To chyba nie jest komplement - zażartowałem gdy powiedziała o kłamaniu. Tak naprawdę nie miałem jej jednak tego za złe - chociaż lubiłem szczerość, to wiedziałem, że kłamstwo bywa czasem niezbędne by odpowiednio funkcjonować w społeczeństwie.
W gruncie rzeczy łączyło nas znacznie więcej niż można było się spodziewać - chociaż oboje wychowaliśmy się w zupełnie odmiennych realiach i warunkach to oboje żyliśmy czerpiąc ciągle z życia więcej i mocniej, pragnąc bezustannych przygód. Z drugiej jednak strony ja potrafiłem żyć bez nowości - po latach podróży w najodleglejszych zakątkach świata osiadłem w kraju pozornie monotonnym rezygnując z poznawania świata. Kochałem przygody i zmiany, ale potrafiłem cieszyć się teraźniejszością i robiłem plany na przyszłość - za kilka miesięcy chciałem dołączyć do grona aurorów, a to wiązało się z pewnego rodzaju odpowiedzialnością i ustatkowaniem, mimo że nie była to nudna i spokojna praca.
Stuknęliśmy się szklankami po chwili wypijając ostatnie łyki ouzo, po czym ruszyliśmy na parkiet. W oczach Ortegi rozbłysł nieznany mi dotąd blask - byłem niemal pewien, że to będzie niezapomniany wieczór. Zrezygnowałem z powiadomienia kumpli o tym, że najpewniej do nich nie dołączę - wiedziałem, że raczej za mną nie zapłaczą, a trudno ukryć, że wolałem spędzić ten wieczór w towarzystwie uroczej Hiszpanki niż chlejąc wódę ze szczerbatym Calumem i Serkiem, który był wprawdzie wspaniałym kumplem, ale jego towarzystwo w tym momencie niespecjalnie mnie pociągało.
Ruszyliśmy do tańca i chociaż kilka innych osób również tańczyło w kilkanaście sekund ukradliśmy cały parkiet. Nie dość, że oboje byliśmy piękni, młodzi i pełni uroku, to jeszcze tańczyliśmy niemal jak profesjonaliści. Ojciec nauczył mnie tańczyć zanim jeszcze poszedłem do szkoły, bo uważał to za konieczną umiejętność każdego gentlemana, a po latach wychodziło mi to jeszcze lepiej.
Początkowo tańczyliśmy spokojnie starając się wyczuć rytm i nasze ciała, później - gdy już wiedziałem na co mogę sobie pozwolić z Venus wprowadziłem do naszego układu kolejne obroty, figury i podniesienia. Wirowaliśmy w szaleńczym tańcu nie przejmując się niczym oprócz tej jednej chwili i trudno ukryć, że byłem z tego powodu szaleńczo szczęśliwy.
Gdy muzyka na moment ucichła stanęliśmy naprzeciw siebie - nasze twarze dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów, ale mimo to widząc błysk jej oczu przysunąłem się jeszcze bliżej, tak że czułem na policzku jej oddech. Jedną dłoń położyłem na jej plecach, drugą wplotłem we włosy... i nic nie zrobiłem. Ostatnie kilka centymetrów należało do niej - to co będzie dalej zostawiłem w jej rękach, chociaż trudno ukryć, że swoim nieznacznym, tajemniczym uśmiechem zachęcałem ją do podjęcia dalszych kroków. Nie korzystałem z mocy - nie było mi to w tej sytuacji potrzebne, w gruncie rzeczy to rzadko było mi potrzebne biorąc pod uwagę ile się nauczyłem.
Venus wpisywała się idealnie w szablon doskonałej kobiety, który sobie wymarzyłem - piękna, błyskotliwa, interesująca, niezamknięta w żadnym nudnym schemacie. Wbrew pozorom takich dziewcząt nie było zbyt wiele, a tylko takie lubiłem i wyłącznie z takimi się spotykałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Oviedo, Hiszpania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 44
  Liczba postów : 124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14709-venus-maria-ortega?nid=2#392316
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14713-venus-z-oviedo#392342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14712-hola-amigo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14711-venus-m-ortega#392338




Gracz






PisanieTemat: Re: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Wto Paź 03 2017, 00:34

Taniec był czymś więcej ponad konkretne, choćby i doskonale wykonywane ruchy; był swego rodzaju emocją, nierozerwalną z ciałem i absolutnie wyjątkową, potrafiącą połączyć ludzi w znamienny, wręcz intymny sposób. Dryg przechodził raczej w genach, albo rodził się samoistnie; nie sposób go było w sobie wykształcić od tak. Albo to czułeś, albo nie. A oni zdecydowanie czuli, wirując po parkiecie tawerny między innymi śmiałymi ludźmi, których jednak spychali do cienia swoim urokiem. Venus śmiała się perliście, gdy Zakrzewski obracał ją i podnosił niczym profesjonalista, ku uciesze muzyków i publiczności przy stolikach. W tej niemej aktywności dogadywali się wspaniale, zupełnie, jakby znali się znacznie dłużej i mieli już niejedną okazję do wspólnego spędzania wieczorów właśnie w taki sposób. Reagowała na każdy jego dotyk, nie przestając się uśmiechać, bądź posyłać intensywnych, teatralnych spojrzeń w ramach wygłupów. Takiego ruszania się nauczyła się sama podczas imprez ze znajomymi i z kuzynostwem; w domu, pod czujnym okiem seniora Ortegi, uczono ją tańca godnego arystokracji i subtelnych gestów damy, na potrzeby uroczystości znaczących w czarodziejskim światku Hiszpanii rodów. I choć lubiła od czasu do czasu założyć piękną, długą, wieczorową suknię i przywdziać poważny wyraz twarzy, to naturalnie znacznie bardziej wolała pełną swobodę i dzikość w nieograniczonych żadnymi zasadami okolicznościach.
Muzyka zwolniła, cichnąc powoli i grając gdzieś w tle, kiedy twarz Lysandra znalazła się niemal tuż przy twarzy Ortegi. Venus zamrugała leniwie, ze spokojem wprawdzie, choć równocześnie rosnącym zaintrygowaniem obserwując rozwój zdarzeń. Dzieliła ich naprawdę błaha odległość, którą to blondyn postanowił jeszcze zmniejszyć. Nie wiedziała już, czy to płynący w krwi alkohol, czy ta bliskość wirowały w jej głowie, pulsując gorącem, które rozchodziło się po całym ciele. Dotyk jego dłoni w jej włosach był niemal kojący, jakby pomagał jej uspokoić to wewnętrzne wirowanie, choć z drugiej strony gorąco wcale nie znikało, wręcz przeciwnie..
Ortega przygryzła wargę, ześlizgując się spojrzeniem zielonych oczu z jego niebieskich tęczówek, przez zgrabny nos, aż po rozciągnięte w tajemniczym uśmiechu usta i z powrotem. Wyraźnie czekał na jej ruch, co z kolei wywołało na jej twarzy figlarny wyraz.
- Grasz nieśmiałego? – szepnęła tuż przy jego ustach. Jej uwodzicielski głos rozpłynął się w momencie, kiedy delikatnym ruchem zgarnęła jego twarz bliżej, niespiesznie kosztując jego ust. Łagodność zastąpiła niepozbawiona subtelności namiętność, kiedy miękkimi wargami zatopiła się w ustach Zakrzewskiego, dłoń zaciskając na jego włosach. Zniknęli ludzie, muzyka, ta restauracja. Trwało to kilkanaście sekund, po których nieoczekiwanie odsunęła się, z premedytacją chcąc zostawić mu niedosyt i chęć na więcej. Nie martwiły ją żadne konsekwencje. Nie będzie żałowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 606
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Pią Paź 06 2017, 14:52

Mimo, że mój ojciec był eleganckim i poważanym czarodziejem to moje związki z arystokracją nie były szczególnie bliskie, stąd te bardziej oficjalne tańce sprawiały mi trochę większą trudność (mimo że je znałem i praktykowałem na oficjalnych przyjęciach), a niemal profesjonalne obracanie dziewcząt nie sprawiało mi żadnego problemu, co niestety było dość rzadkie wśród mężczyzn i wciąż wywoływało zachwyt nie tylko u kobiet, ale również wśród potencjalnych gapiów, którym wydawało się, że talent do tańca to jakaś unikatowa cecha, zarezerwowana dla wybrańców. Jeśli się zastanowić to w sumie z taką kobietą jak Ortega mógłbym tańczyć nawet krakowiaka i tak bawiłbym się wybornie.
Taniec ma w sobie pewną subtelność i pewien erotyczny podtekst, który potrafi zbliżyć jeszcze bardziej dwójkę ludzi między którymi panuje chemia - tak było i tym razem. Nie obchodzili mnie ludzie wokół, moi kumple, pora dnia. W tym konkretnym momencie nie istniało dla mnie nic oprócz tej pięknej szatynki i jej szmaragdowych, błyszczących oczu spoglądających tylko i wyłącznie na mnie.
- Pewnie, bezustannie - zażartowałem, ale po chwili spoważniałem poddając się. Pozwoliłem jej przejąć kontrolę i o dziwo bardzo mi to odpowiadało. Jej wargi wręcz epatowały namiętnością, a dotyk jej palców był niezwykle czuły - to wszystko sprawiło, że błyskawicznie odpłynąłem. Nie trwało to jednak szczególnie długo bo Ortega zdecydowała się zafundować mi przykrą niespodziankę i odsunęła się sprawiając, że czułem się nienasycony.
- W co Ty sobie pogrywasz? - zapytałem udając złość, chociaż na mojej twarz błyszczał uśmiech. Po chwili wahania wziąłem dziewczynę na ręce i wybiegłem z lokalu. Już nie potrzebowaliśmy muzyki, ani tłumu gapiów, nawet alkohol nie był już nam konieczny.
Dziewczyna była lekka, a miejsce w które chciałem ją zabrać znajdowało się niedaleko, więc poszło bardzo szybko - już po chwili znajdowaliśmy się w dość mocno odosobniony zakątku plaży, gdzie oprócz wody, piasku i kilku drzew z zawieszonymi hamakami nie było zbyt wiele. Postawiłem Venus na ziemi i tym razem przejmując inicjatywę pocałowałem ją delikatnie układając dłonie na jej talii. Spowita mrokiem plaża i woda wyglądały przecudownie, ale na tle cudownej Hiszpanki najpiękniejsze krajobrazy bladły tracąc wyraz i jakąkolwiek wyjątkowość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Oviedo, Hiszpania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 44
  Liczba postów : 124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14709-venus-maria-ortega?nid=2#392316
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14713-venus-z-oviedo#392342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14712-hola-amigo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14711-venus-m-ortega#392338




Gracz






PisanieTemat: Re: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Pon Paź 23 2017, 22:39

Nie zdążyła nawet nic powiedzieć, kiedy to Lysander dosłownie porwał ją z tej klimatycznej knajpki w miejsce, gdzie mieli zostać już tylko sami. Zaskoczonym gapiom było dane słyszeć tylko perlisty, szczery śmiech Ortegi, oddalający się prędko; tak, jak prędko biegł jej czarujący porywacz. Miała doskonały nastrój; czuła się świetnie, chciała dać ponieść się tej nocy, wszelkim przygodom, które przed nią skrywała, serwując raz po raz i podsycając apetyt na więcej.
Z przymkniętymi w przyjemności powiekami, poddawała się pocałunkom mężczyzny, delikatnie lewą dłonią obejmując jego szyję, a prawą wplatając w jego jasne włosy. Pieszczota trwała w najlepsze, ale Venus postanowiła ją w końcu na moment przerwać, chcąc zorientować się, gdzie tak właściwie została przywiedziona. Odsunęła się nieco, rozglądając wokół. Kilka drzew, na których wiatr poruszał spokojnie hamakami, zdawały się odgradzać ich od jakichkolwiek ludzi, tworząc prawdziwie intymny klimat. Zsunęła buty, pozwalając sobie na swobodne odczucie piasku pod stopami. Był jeszcze ciepły po całym dniu pełnego słońca, a woda.. Cóż, miarowe fale uderzały raz po raz, subtelnie próbując ich dosięgnąć, jednak zawodząc w obliczu większej odległości. Widok był naprawdę cudowny. Wszystko podobało się jej w tym odosobnionym zakątku. A najbardziej Lysander, który patrzył na nią w taki sposób, że miękły jej kolana.
- Pięknie tutaj. – rzekła, uśmiechając się lekko. Przygryzła nieco wargę, jakby namyślała się nad czymś, a następnie złapała go za rękę, prowadząc w stronę jednego z hamaków. Usiadła, niemo zapraszając go do uczynienia tego samego. Jej spojrzenie ponownie skupiło się na jego sylwetce; światło księżyca wspinało się po ciele Zakrzewskiego, tworząc wdzięczny do obserwacji obrazek. Jej dusza estetki piszczała z radości, mogąc doświadczać tego zjawiska.
- Cieszę się, że trafiłam dzisiaj na Ciebie w tej knajpie. – rzuciła cicho, w dalszej kolejności ponownie pozwalając im ustom na odnalezienie siebie nawzajem. Przysunęła się bliżej, tak, że z łatwością mógłby ją sobie zgarnąć na kolana, gdyby tylko chciał. Z każdym zbliżeniem niemal fizycznie odczuwała chemię, jaka między nimi była. Wirowała wokół, zamraczając umysł i podsycając pragnienie bycia jeszcze bliżej. I nie wiedziała już na co zwalić winę faktu, że nie umiała w tym momencie oderwać się od Zakrzewskiego. Ba, nie chciała. Jej dłonie niespiesznie odkrywały jego twarz, szyję i kark, kiedy usta pogłębiały pocałunek, czyniąc go z chwili na chwilę bardziej seksownym. Zatracała się, pozwalając, by przejął kontrolę.
- Nie wiem jak Ty, ale ja jeszcze nie miałam okazji pływać nocą. Nie w Grecji. –szepnęła w międzyczasie, tuż przy jego wargach, a jej oczy błysnęły pewną figlarnością, może nawet sugestywnym wyzwaniem. W końcu oboje nie mieli na sobie strojów kąpielowych… ale czy to była jakakolwiek przeszkoda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 606
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Czw Lis 02 2017, 13:28

Dałem się jej prowadzić oddając siebie w jej ręce - byłem jak ślepiec prowadzony przez bezkresną. Nie widziałem nic - poza nią. Zaprowadziła mnie na hamak, na którym zgodnie z jej pragnieniem usiadłem. Nic nie odpowiedziałem, zamiast tego obdarzyłem ją jednym z najpiękniejszych uśmiechów, który doskonale oddawał moje emocje względem niej i tego wieczora. Zamiast słów wybrałem emocje i cielesność - przygarnąłem dziewczynę do siebie tak, że siedziała na moich kolanach, po czym moje usta niemal natychmiast odnalazły jej wargi. Przymknąłem oczy i błądziłem - całowałem jej policzki, linię szczęki, szyję i obojczyki, ale najwięcej uwagi skupiałem na ustach - tak słodkich, gorących i (tylko pozornie) niewinnych. Nasze dłonie raz po raz się splatały i błądziły po ciałach - gładziłem jej włosy, plecy, szyję, momentami błądząc po granicy intymności, ale ani na moment jej przekraczając.
Nie chciałem jej puścić, zwyczajnie nie potrafiłem się od niej oderwać... Ta chwila była dla mnie jednocześnie wiecznością i czymś piekielnie krótkim, co miało się skończyć lada moment.
I nagle... przerwała to. Trwało to zaledwie moment, dwie sekundy, w których wypowiadała zdanie, ale już zdążyłem poczuć niedosyt. Wysłuchałem jej słów, a gdy zamilkła ponownie dosięgnąłem jej warg, by dopiero po dłuższej chwili udzielić kobiecie odpowiedzi:
- To doskonały pomysł.
Uwielbiałem pływać, szczególnie w tak nieodpowiedzialnych okolicznościach - po pijaku i w nocy, a towarzystwo tak cudownej persony jak młodsza Gryfonka sprawiało, że jeszcze bardziej cieszyłem się nadchodzącą kąpielą. Uniosłem ją i postawiłem na piachu, po czym powoli, zupełnie bez skrępowania zacząłem pozbywać się kolejnych części własnej garderoby. Nie zamierzałem decydować za nią ile na sobie zostawi dlatego nie pomogłem jej, tylko zająłem się sobą. Gdy pozostałem już całkiem nagi prostym gestem dłoni dałem jej do zrozumienia, że możemy iść do wody. Nie zastanawiałem się nad tym czy moja nagość może być dla niej krępująca - wszystko co robiłem było zupełnie spontaniczne.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Oviedo, Hiszpania
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 44
  Liczba postów : 124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14709-venus-maria-ortega?nid=2#392316
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14713-venus-z-oviedo#392342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14712-hola-amigo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14711-venus-m-ortega#392338




Gracz






PisanieTemat: Re: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Czw Lis 02 2017, 15:49

Działał na nią stokroć mocniej niż tamto ouzo. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że ich ciała reagowały na siebie niemal magnetycznie. Zatapiała się w jego ramionach, w tej iście męskiej stanowczości i delikatności zarazem. Chłodne powiewy nocnego powietrza były jak błogosławieństwo, gdy opalały jej gorącą skórę, tańczyły we włosach, tuż obok palców Zakrzewskiego. Pocałunki na szyi czuła aż w całym ciele; prąd przyjemności przyprawiał ją o gęsią skórkę, a jednak wciąż było jej mało. Przy kimś takim jak Lysander kobieta mogłaby niechcący zapomnieć o potrzebie oddychania…
Mruknęła cicho z zadowolenia niemalże jak kotka, kiedy w odpowiedzi na niemą sugestię przyciągnął ją na własne kolana. Smukłe palce Ortegi muskały jego kości policzkowe, szyję, zaglądały pod materiał garderoby, sunąc po torsie. Czy można wyobrazić sobie lepszy wakacyjny obrazek niż plaża nocą, szum wody, delikatny wiatr i diabelnie atrakcyjny mężczyzna, trzymający Cię w swoich objęciach i znaczący ciało pocałunkami? Pytanie retoryczne, oczywiście.
Traciła zorientowanie w czasie, które jednak w tym momencie okazywało się i tak zbędne. Liczył się tylko on, ona i to coś, czego nie chciała przerywać, a co pragnęła wydłużyć maksymalnie i wykorzystać tak, by nie żałować. Byli młodzi, lekko zachęceni alkoholem, podobali się sobie; cóż mogło być w tym złego? Ciało Venus nie widziało bynajmniej żadnych przeciwwskazań, skoro nogi delikatnie zaciskały się wokół męskich bioder, usta kontynuowały zapierającą dech pieszczotę, a dłonie wciąż błądziły, zaglądając to tu, to tam, jednakże nie przekraczając pewnych granic, jakie i tak z sekundy na sekundę zdawały się nieco zacierać, rozmazywać.
Milcząco obserwowała jego ruchy, tuż po tym, jak przystał na jej propozycję nocnej kąpieli. Ze spokojem i niemal wyzywającą śmiałością obserwowała, jak ściąga kolejne części ubioru, odkrywając przed nią kolejne partie swojego ciała. Był pewny siebie i podobało jej się to, ponieważ dla niej ludzkie ciało było pięknem samym w sobie, ucztą dla oka. Toteż pozwoliła, by jej spojrzenie objęło całą jego sylwetkę, dość niespiesznie i w czyimś odczuciu być może nawet prowokująco. Wyglądał niesamowicie. Wysportowane ciało prezentowało się wręcz apetycznie w tym nikłym księżycowym świetle. Oczy utkwiła ostatecznie w jego tęczówkach, a że sama nie wstydziła się nagości, nie przerywając kontaktu wzrokowego, poczęła zdejmować z siebie sukienkę. Ramię po ramieniu, skrawek po skrawku, aż wylądowała na piasku. Zakrzewski teraz mógł odkryć jej słabość do seksownej bielizny, którą również dzisiaj na sobie miała. Posłała mu subtelny, nieco zagadkowy uśmiech.
- Oby woda była zimna.
Bielizna dołączyła do sukienki. V zbliżyła się do Lysandra, pokonując tę lichą odległość bez cienia skrępowania na twarzy. A z twarzą przy jego twarzy, szepnęła:
- Kto pierwszy?
I ruszyła ku morzu, nie mogąc doczekać się ulgi w zetknięciu rozgrzanego ciała z wodą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 606
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 758
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: jakiśtytułtubędziejakwymyślimy   Sro Lis 08 2017, 23:15

Była jak mocny alkohol, o niebo mocniejszy niż ouzo, ale również dużo lepszy w smaku - sprawiała, że traciłem kontrolę i czułem nieokiełznaną radość. Oby nie była tak uzależniająca jak alkohol, bo najpewniej zupełnie by mnie to zgubiło. Naprawdę nie znałem zbyt wiele kobiet, które wyzwalały by we mnie tak silne emocje jak seksowna Hiszpanka, a trudno ukryć, że spotkałem w swoim życiu naprawdę ogromną ilość dziewcząt. I szczerze powiedziawszy w tej kwestii nieszczególnie miewałem skrupuły - plaża, piękna kobieta, dużo mocnego alkoholu? Byłem pewien, że nie istniało nic lepszego i nie czułem, że ktoś mógłby uznać moje zachowanie za niemoralne.
Patrzyłem z nieskrywanym zachwytem jak pozbywa się ubrań - sekundy wydawały mi się godzinami, podczas których moje oczy zatracały się w jej delikatnych ruchach, w widoku zmysłowej bielizny i w powoli odkrywającym się ciele. Mój wzrok przemierzył jej nagie ciało, tym samym wywołując we mnie zachwyt - była tak piękna, doskonała w każdym calu. Każda krągłość, każdy kawałek skóry wyglądał jak stworzony przez jakiegoś wybitnego rzeźbiarza. Po chwili kobieta zbliżyła się do mnie, a ja w niemym zachwycie pogładziłem jej plecy, w międzyczasie muskając ustami jej skroń.
Po chwili odsunęła się ode mnie i powolnym krokiem podążyła w stronę wody. Na kilka sekund przystanąłem wpatrując się z niemym zachwytem w sylwetką dziewczyny, która wyglądała jeszcze bardziej niesamowicie z dalszej perspektywy, szczególnie w zetknięciu z jasną poświatą księżyca i gwiazd. Po chwili dotarło do mnie, że nie mogę stać tu przez całą wieczność, zdecydowałem, więc zachwyt nad pięknem przekuć w obcowanie z nim. Dogoniłem młodszą Gryfonkę i po raz kolejny wziąłem ją na ręce.
- Wejdziemy tam razem - szepnąłem całując płatek jej ucha.
Wszedłem do wody, która okazała się niespodziewanie ciepła - nieszczególnie przeszkadzałoby gdyby tak nie było (ze względu na Szwecję przywykłem do zimna), ale mimo wszystko było to całkiem miłe zaskoczenie. Powoli zanurzałem swoje ciało, a gdy w końcu woda sięgała mi powyżej pasa dość delikatnie włożyłem do niej Venus upewniając się przedtem czy przede mną nie ma jakiegoś obniżenia na którym mogłaby stracić grunt.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

jakiśtytułtubędziejakwymyślimy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» jakiś fajny tytuł

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-