IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Marceline Holmes

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -212
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Marceline Holmes   Czw Wrz 07 2017, 11:42


Marceline Ophelia Holmes

DATA URODZENIA 31 październik 1998 roku
CZYSTOŚĆ KRWI Połowiczna
MIEJSCE URODZENIA Paryż, Francja
MIEJSCE ZAMIESZKANIA Docelowo Hallstatt, Austria; obecnie ul. Tojadowa 66, Wielka Brytania
W HOGWARCIE JEST OD KLASY I studenckiej
OBECNIE JEST NA ROKU I
WYMARZONY DOM Ravenclaw
WYBRANY WIZERUNEK Helena McKelvie

Wyglad

WZROST Nie przekroczyła nawet 160 centymetrów;
BUDOWA CIAŁA Jest typową Calineczką; małą i drobną, która przypomina kruchą lalkę;
KOLOR OCZU Zielone z nutą brązu;
KOLOR WŁOSÓW  Rdzawo-brązowe;
ZNAKI SZCZEGÓLNE Porcelanowe poliki i zgrabny nosek okraszony jest piegami, które podkreślają jej dziewczęcość i młodziutką linię wieku na twarzy, jakby jeszcze nie skończyła osiemnastu wiosen; włosy, które od zawsze pachną tą charakterystyczną wonią fiołków i opadają kaskadami na wątłe ramiona; dym tytoniowy, który otula sylwetkę Marceline nie bierze się znikąd. Pali od dwóch lat i jest niemal uzależniona od nikotyny, która ją uspokaja i pozwala na moment przestać myśleć o problemach. W zapomnieniu pomaga jej także muzyka, którą sama komponuje, przez co jej dłonie są nieznacznie poniszczone, jakby były przepracowane, ale to wynik żmudnych godzin gry na fortepianie i harfie. Kiedy ktoś się przyjrzy, może dostrzec pod ciemnymi rzemykami dwie podłużne pręgi na lewym nadgastku świadczące o haniebnym czynie, na który porwała się ledwie rok wstecz.
PREFEROWANE UBRANIA Zwiewne, delikatne sukienki z kwiatowymi motywami, które dodają uroku i tworzą subtelną otoczkę wokół drobnej sylwetki dziewczyny. Wszelkiej maści rozciągnięte swetry, by tylko ukryć nazbyt szczupłą sylwetkę i niekoniecznie kobiece ciało, którego krągłości nie są zadowalających rozmiarów, co dla panienki w jej wieku bywa nad wyraz krępujące. Rzadko kiedy nosi spodnie i jeszcze rzadziej decyduje się na obcisłe tkaniny, które mocno przylegają do skóry. Preferuje natomiast męskie koszule, a w szczególności te, które należały do niego.


Charakter


Niestabilnie enigmatyczna w swej konstrukcji emocjonalnej.

Milczenie jak i zarówno uciekanie od mówienia wprost wydaje się być jej domeną, która pozwala na trzymanie w sobie wszystkiego, co ją boli i stresuje, jakby nie umiała pogodzić się z ewentualną porażką. Ambicja i uzależnienie od dążenia do celu jest na tyle silna, że nie umie pogodzić się z upadkiem, który zmusiłby ją do zebrania sił i zaczęcia od nowa, co przecież w przypadku Marceline mogłoby się wydawać irracjonalne.

Ojciec od samego początku uświadomiał ją w megalomanii, która pochłonęła dziewczynę bez reszty, a świadomość o własnej doskonałości wydaje się być na tyle oczywista, że nie musi sobie powtarzać tego po raz kolejny, by ktoś zauważył, że jest świadoma własnej wartości i jak cenna dla świata czarodziejów może być. Posiada ponadprzeciętne zdolności magiczne, które rozwija skrupulatnie i zawsze kończy na czas to co winno zajmować ją najbardziej. Sumiennie podchodzi także do ewentualnej pomocy uczniom słabszym, choć ważenie słów i dobieranie fraz jest na tyle okrojone, by nie dać nikomu szansy na przedarcie się przez mur barier i ograniczeń (łączy się to z obawą o ewentualne skrzywdzenie).

Od zawsze była wycofana i niezbyt chętna do obcowania z głośnymi osobnikami, które irytują ją najmocniej, jakby nie posiadali poszanowania do ciszy, którą kocha ponad własne życie. Maskowanie jednak odczuć względem innych czy nawet zachowawcze podejście do kolegów i koleżanek z roku jest wyuczoną sztuką, którą pojęła tuż przed dostaniem się do Beauxbatons. Noszenie prawdziwej twarzy graniczy w przypadku dziewczyny z cudem, wszak to ludzie wykorzystują słabości osób tak wrażliwych jak ona i potrafią odwrócić wszystko na opak, a przynajmniej z takiego założenia wychodzi. Jej dystans może być spowodowany nieufnością wobec nieumiejętnego zawierania bliskich relacji, w których to kuleje już nie tylko jej pewność siebie, ale także możliwość dania szansy komukolwiek.

Jedynie ukojenie i spokój odnajduje w grze na fortepianie, którego biało-czarne klawisze pozwalają na ucieczkę do alternatywnej rzeczywistości, w której nic złego się nie wydarzyło. Oddaje się temu i przeżywa zbyt silnie melodie, które wypływają spod jej smukłych palców, dając tym samym dowód na to, że jest emocjonalnie rozstrojona, jakby wydarzenia z przed ponad roku nadal nie umarły na dobre. Nie radzi sobie natomiast z głębokimi uczuciami, które bez trudu obezwładniają ją całą i wpychają w wir absurdalnych decyzji, które są nieadekwatne do sytuacji; bywa więc impulsywna i zbyt temperamenta, choć jej dobre serce nie pozwoliłoby na skrzywdzenie kogokolwiek.

W swej samotnii tworzy iluzoryczny obraz własnego świata, w którym to mogłaby się zamknąć na zawsze i nigdy nie wracać do chwil, kiedy to umierała pod wpływem paraliżujących ją emocji.
Zbyt opanowana i enigmatyczna, by dać się im bez reszty pochłonąć.

Historia


Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga,
Chodź opowiem Ci bajeczkę, bajka będzie długa...

- Minęło już sporo czasu, powinnaś zmienić swoje podejście, nie sądzisz?
- Być może, ale to siedzi zbyt głęboko.
- Na tyle głęboko, że nie potrafisz ruszyć dalej?
- To one mnie trzymają, nie przeszłość.

Tak naprawdę nigdy jej nie kochała. Była ucieleśnieniem błędu, który przysporzył młodej kobiecie ogromu zmartwień, problemów i kolejnych niepowodzeń wynikających z braku możliwości kontynuowania studiów czy nawet swoich pasji. Dla ojca stała się zaś oczkiem w głowie i najjaśniejszą gwiazdką, pomimo że nie należała do głośnych czy nad wyraz niespokojnych dzieci; była natomiast początkiem i zarazem końcem uczucia, które wystawione na próbę pod ciężarem odpowiedzialności, przestało jarzyć się intensywnym ogniem. Stagnacja, niewyobrażalna monotonia wkradająca się pomiędzy mężczyznę a jego nieco młodszą żonę, zdawała się być na tyle intensywna, że nawet rodzinne kolacje czy wspólne wyjścia na spacer uliczkami Placu Pigalle późną jesienią, nie dodawały ani nuty pikanterii czy zwykłej zażyłości, która parę miesięcy wcześniej była wręcz namacalna.
Egzystowali obok siebie, ale nie razem.
Zabije ją. Przysięgam ci to!
Blanche oskarżała o wszystko małą dziewczynkę, której imię nie przechodziło jej przez gardło, co było niemal zapalnikiem dla Clementa odnajdującego się w nowej roli, a to skutkowało kolejną kłótnią przemieniającą się  mijającymi sekundami w awanturę. Milczenie spowijało w tym czasie karminowe usteczka Marceline, która wielkimi oczami wlepiała się w rodziców i czekała na chwilową atencję z ich strony, ale ta nie nadchodziła. Dopiero charakterystyczny dźwięk uderzenia i łzy na pyzatych policzkach pani Holmes sprawiały, że Calineczka zaczynała płakać, a jej krzyk odbijał się echem od ścian. Jeszcze wtedy nie wiedziała, że tak kończy się każda sprzeczka, po której jej ojciec wychodził i zostawiał je same, bo przecież ona nie koiła nerwów córki i nie zamierzała przerywać głośnego nawoływania, które świadczyło o chęci znalezienia się w ramionach kogoś, kto uspokoi jej rozkołatane serduszko. Wyczerpana wielogodzinnym kwileniem - zasypiała i gdy nad ranem otwierała zapuchnięte oczka, widziała Clementa, który pakował jej rzeczy do niedużej walizki. Wciąż była jednak zbyt mała, by to pojąć; zbyt samotna, by wiedzieć, że wszystko się zmienia.
Zbyt obca, by mieć pewność, że teraz będzie dobrze.

- Zrujnowałaś jej życie.
- Możliwe.
- To dzięki tobie postradała zmysły, zwariowała i nie wie jak się nazywa, a ty mówisz o tym tak spokojnie?
- Mówią, że Obliviate jest jedynym rozwiązaniem; ktoś musiał go na mnie często używać.

To nieprawda.
Rozwód wisiał na włosku, a Marceline po raz pierwszy od narodzin zaznała wreszcie spokoju, którego potrzebowała jako nad wyraz ciche i delikatne dziecko. Idylliczność w jakiej przyszło żyć dziewczynce zdawała się być nierealna, a tym samym zbyt enigmatyczna, by tak łatwo mogła do niej przywyknąć. Julia - kochanka, kobieta, być może nawet partnerka Clementa - stała się dla rudowłosej kruszynki ostoją, a zarazem matką, której nigdy nie miała, a przynajmniej nie fizycznie, bo tytuły na papierze wciąż obowiązywały, jakby były jedynymi właściwymi, od których uciekał mężczyzna. Dopiero z biegiem czasu zrozumiał, że dla dobra swojej córki jest w stanie poświęcić wszystko, jakby tylko ona była sensem jego istnienia, stąd wymazywał z odłamów pamięci wspomnienia o byłej już żonie i bez reszty oddawał się w ramiona ukochanej, a coraz to starsza Marceline akceptowała to na tyle, by nie zmuszać go do powrotów w przeszłość, która winna przestać się ciągnąć i zatruwać żyły; nie miała w końcu pojęcia, jak bardzo Blanche chciała się jej pozbyć, jak wielkim balastem dla niej była, bo w odmętach umysły widziała nadal życzliwy, kobiecy uśmiech.

{ scared of the lonely arms
that surface, far below these birds
}

Pierwsze dźwięki wydobywane z wielkiego, czarnego pudła, nazbyt zniszczonego, wydawały się niedbałe, brzydkie i raniące ucho słuchacza. Line dostrzegała w tym jednak coś więcej, bo przecież zawsze chodziło o coś więcej, a przynajmniej było tego tak dużo, że w tej jednej chwili córka Clementa nie był w stanie sprezycować - czego pragnie. Rudowłosa dziewczynka spędzała długie, samotne godziny w ogrodzie i testowała swoje umiejętności magiczne, które ją zaskakiwały, a gdy tylko jej ojciec wychodził wraz ze swoją kobietą, zasiadała na krześle, którego skórzane obicie było już dostatecznie potargane i powtarzała cały rytuał, roztaczając przy tym czarodziejską aurę, by tylko nie wzbudzać irytacji w mężczyźnie. Kochała samotność, dokładnie tak samo jak ciszę, którą przerywała sama z egoistycznych pobudek.
Pierwsza książka o magii sprawiła, że Marceline zrozumiała i pojęła te dziwne syndromy, które dawały o sobie coraz cześciej znać; nie pytała jednak. Lawirowała w swojej rzeczywistości, uciekając od odpowiedzialnych rozmów, a gdy Julia podejmowała się próby wytłumaczenia jej - o co chodzi, zbywała ją krótkim uśmiechem, tłumacząc przy tym, że już wie, bo odnalazła kolejną wzmiankę o niezwykłych zdolnościach w innej, równie ciekawej lekturze.
I czekała.
Czekała na ten przeklęty list, by wreszcie wyrwać się z klatki ograniczeń i ruszyć do azylu, gdzie czułaby się bezpieczeniej.
Beauxbatons miało tym dla niej być.
Niczym więcej i niczym mniej.

- Marzyłaś o wyeliminowaniu przeszkód ze swojego życia, co wreszcie się udało.
- Tęskniłam za tatą.
- Dlatego nie odpisywałaś mu na listy, które do ciebie pisał? Żałosna jesteś.
- Zamknij się wreszcie!

Skupiła się bezwarunkowo na nauce i poszerzaniu swoich zdolności magicznych, pasji, aż w końcu odkryła w sobie ponadprzeciętny talent związany z muzyką, która wyciszała ją i pozwalała funkcjonować w towarzystwie innych uczniów. Chciała żeby ojciec był z niej dumny, ale nie umiała mu tego okazać. Milczeniem zbywała jego wiadomości, jakby szukając dowodu na to, że jest wystarczająco dobra i wcale go nie zawodzi, nie mając pojęcia o tym jak bardzo jej ufa i nie pamiętając - jak wiele dla niej zrobił, gdy wyswobodził ją z okowód nienawiści i jawnej niechęci.
Lata mijały, a ona stawała się coraz lepsza, dzięki czemu odnosiła sukcesy nie tylko w dziedzinie transmutacji, która była najbliższa jej sercu, ale także w artystycznych przedmiotach, które królowały we francuskiej szkole. Ostatnie wakacje przed siódmym rokiem okazały się być kluczowe we wszystkim, wszak to właśnie Clement uraczył ją informacją o przeprowadzce do Berlina, a ona jakby szukając w tym ewentualnej szansy dla siebie - zaproponowała mu możliwość zmiany szkoły i wspólną podróż, by mogli nadrobić tych kilka lat, które zmarnowała przez swoje chore ambicje, bo... Nie musiała. Odczuwał radość z jej sukcesów, jakby całkowicie wdała się w niego, co przekładało się na realność, bo to ją zabierał na wszelkie konwenty i zjazdy czarodziejskie, gdzie poszerzała swoją wiedzę. Zazdrościła mu, że ma takie uznanie w świecie magii, a zarazem rozpierała ją duma, że to właśnie on jest jej ojcem.
Załatwił wszystko po zakończeniu roku. Papiery zostały przeniesione do Trausnitz, a dyrektor Beauxbatons nie krył zawodu, że musi oddać tak dobrą uczennicę. Nie miał jednak wyboru, a tym samym Marceline nie myslała już o ludziach, z którymi nie była nawet zżyta; dwie czy trzy bliższe koleżanki to wszystko, co miała po kilku latach nauki, a tym samym - nie żałowała.
Przeraziła ją natomiast myśl, gdzie to wraz z Julią i Clementem wyjedzie na prawie miesięczne wakacje, by odpocząć trochę i nabrać nowej energii. Nie chciała tego; w chory, wręcz pokrętny sposób próbowała odwlec od tego mężczyznę, ale decyzja została podjęta. Zmuszona do przystania na ich pomysł, nie negowała dłużej szalonego pomysłu. Po raz kolejny stając się cichą i wycofaną, spakowała swoje rzeczy i parę dni później czuła jak jej życie się zmienia. Jak wkracza w dorosłość, której prawie nie chciała, bo wciąż była dzieckiem, ale on o tym nie wiedział.
Zbyt dojrzała.

{ you're the only one that wants me around
and I can think of a thousand reasons why
I dont believe in you and I
}

Chciała żeby kundel Julii wrócił, ale był niegrzeczny. Zrywał się ze smyczy i gnał przed siebie, aż w końcu wpadł na obcego człowieka, a Marceline mogła patrzeć jedynie jak jego rzeczy rozsypują się po mokrej kostce brukowej Perth i ulegają destrukcji, na co ona nie mogła już nic poradzić. Była zła, że będzie musiała się korzyć i prosić o to, by całe to zdarzenie poszło w niepamięć, ale gdy tylko spojrzała w jego oczy, kiedy to przyglądała mu się z bliska i próbowała wydusić z siebie choć trzy słowa, zastygła w bezruchu. Nie potrafiła, nie umiała w żaden sposób zdobyć się na odwagę, by wyszeptać to jedno słowo, które ugrzęzło w jej gardle, zaś nie panując nad własnym umysłem, zaproponowała przeprosinowy spacer, który miał być rekompensatą.
Nieoczekiwany zwrot akcji zmusił ją do pierwszego kłamstwa, wszak nie była pewna, czy ojciec zgodziłby się na spotkanie z człowiekiem w jego wieku, ale to właśnie ta różnica pociągała ją najmocniej. Nie zamierzała zatem przyznawać się do liczby, która charakteryzowała ją, bo odwróciłby się na pięcie i pozostawił samą sobie, czego była niemal pewna. Nie spodziewała się, że bliskość tego konkretnego mężczyzny, zapach jego perfum i przenikające na wskroś spojrzenie błękitnych tęczówke sprawi, że zapragnie więcej i mocniej; intensywniej, jakby nie mogąc z tego zrezygnować, co ostatecznie skończyło się kolejnym minięciem się z prawdą i sekretem, który pozostał w hotelowej sypialni, tuż obok pokoju jej ojca i Julii, a ona musiała milczeć, by tajemnica otulała ich słodką niewiadomą i ciągnęła się tak długo jak to możliwe.
Nie myśl już o tym.
To zdanie huczało w jej umyśle przez zbyt długi czas. Oddała mu się i chciała, by w jakiś sposób dostrzegł zaufanie, którym go obdarzyła, ale był inny, dokładnie tak jak ona, a to co się działo, wydawało się być nieprzewidywalne, niczym los, który po jej nagłym wyjeździe z Perth skrzyżował ich drogi raz jeszcze, w Trausnitz.
Był tam nauczycielem, a ona ledwie co zaczynająca nowy rozdział w swoim życiu, uczennicą. Próbowała z tym walczyć, ale nie była w stanie, gdy w ten władczy sposób kazał jej zostawać w klasie, by móc z nią porozmawiać, dowiedzieć i wyjaśnić się: jak to możliwe, jak. To wtedy poznał prawdę dotyczącą jej wieku, ale przecież to nie było już istotne. Nie dla nich, bo rozsadzające ich od wewnątrz uczucie i ta niewyobrażalna chęć skosztowania po raz kolejny zakazanego owocu była zbyt duża. Jedna noc przeminiła się w kolejny dzień, zaś ten w miesiąc, co ostatecznie trwało niemal cały rok szkolny, jakby nie potrafili z tego zrezygnować.
Wakacyjne kłamstwo zrodziło kolejne, a przykrywka jaką miał się stać jej chłopak nie była dostatecznie dobra, bo to on zaczął podejrzewać wszystko i szukał sposobu, by ją upokorzyć, ale póki plotki pozostawały plotkami, to nic im nie groziło, prawda?  
Serce ogarnął strach, tak samo jak lęk zaczął górować nad jej pewnością siebie, gdy to koleżanki z roku bądź koledzy zaczęli patrzeć na nią w ten jakże oceniający sposób i szeptać za jej plecami. Wiedziała natomiast, że musi porozmawiać z nim, by dostać choć odrobinę wsparcia, rozmowy i przede wszystkim, by dał jej poczuć, że wciąż dla niej jest. Zderzenie z murem rzeczywistości było jednak zgoła inne.
Raniąca obojętność przyprawiła ją o przykre boleści w sercu, które z każdą sekundą pękało na pół. Zielonkawa poświata tęczówek stała się nagle zszarzała, a ufność w nich zawarta uleciała w eter, gdy tylko uraczył ją brutalną prawdą, na którą wcale nie była gotowa. To on jeden do niej dotarł i przedarł się przez dystans, który tworzyła wobec każdego, a w tamtej chwili zadał jej cios na tyle niewyobrażalny, że musiała odpuścić, by zachować resztki honoru i godności.
Była dla niego nikim.

- Skoro miałaś romans z nauczycielem, co było problematyczne w zachowywaniu się jak połowa nastolatek?
- O co ci chodzi?
- Przespałaś się z profesorem, to co stało na przeszkodzie, by zrobić to z kolegą z klasy?
- Odrażające...
- Powtarzam co mówili oni, zaprzeczysz? Nazywali cię...

Jego małą kurwą i powtarzali to przez długi czas, gdy odszedł ze szkoły, jakby potwierdzając wszystkie ich przypuszczenia, zaś ona - pozostawiona sama sobie - z przykrą świadomością, że ojciec wiedział już o wszystkim. Próbował rozmawiać, dociekać, ale to było ponad jej siły, choć dyrektor wciąż powtarzał, że to tylko chwilowa zachcianka uczniów, którzy szukają rozrywki i musi to wytrzymać, jakby była winna w oczach każdego, a przecież nigdy nie zostali przyłapani in flagranti.  
Julia szukała możliwości rozmowy, dokładnie tak samo jak Clement, ale uciekała przed tym. Wypisywali listy, czekali na odpowiedź, a ona w ten typowy dla siebie sposób milczała i nie zamierzała podejmować się próby dyskusji i tłumaczenia. Dopiero kiedy nadeszły wakacje,  błagała niemal o przeniesienie do innej szkoły, co mogło okazać się idealną perspektywą dla kogoś tak wrażliwego jak ona. Miała problem z uzewnętrznianiem swoich emocji, ale każda próba kończyła się fiaskiem, zaś ta ostatnia przypomniała i wyostrzyła obrazy z wczesnego dzieciństwa, które od zawsze były zamazane i niewyraźne.
Nie zatrzymał się. Podjął się tego samego, co wobec Blanche, gdy go złościła, a cios pierwszy i jedyny okazał się najbardziej upokarzającym, bo nawet on widział w niej dziewczynę, która dla lepszych ocen decydowała się na rozkładnie smukłych ud, a to przecież od samego początku było czymś więcej.
Była zbyt słaba i zbyt mocno rozżalona, by racjonalnie myśleć. Gwałtownie, emocjonalnie być może, zareagowała na przykrość ze strony jedynego człowieka, w którym widziała swój autorytet, a tęsknota za nim przyprawiała ją o smutek. Pragnęła umrzeć, by zakończyć cierpienie, które ją przerastało, dlatego impulsywnie sięgnęła po nieduży nożyk i usilnie próbowała przerwać to co ją wyniszczało.

{ you're always leaving me behind
and I can think of a thousands reasons why
I don't believie in you and I
}

Perspektywa utraty córki była dla Clementa jak uderzenie obuchem. Zrozumiał, że brak wsparcia i pozostawienie jej samej sobie w czterech ścianach, gdzie to myśli odbijały się głuchym echem, zmusiło ją do wyciszenia uczuć, których nie znała, a z którymi sobie nie radziła. Zdane egzaminy umożliwiły zrobienie przerwy w szkole, jakby odpocząć od wszystkiego, co zmagało jej strudzony umysł i, pomimo że nie zrezygnowała do reszty z nauki, tak nie była gotowa, by iść na studia, które od najmłodszych lat jawiły się jako jej marzenie, by dorównać ojcu, który odniósł zawodowy sukces na płaszczyźnie magicznych nauk. Propozycja po upływie kilku miesięcy, by przeprowadziła się do babci a matki pana Holmes wydawała się być doskonałą, bo to Londyn mógł być miejscem, w którym zapomni o wszystkim i na zawsze upora się z przeszłością, która ją wypalała. Zdawała sobie doskonale sprawę z trudnej sytuacji politycznej, ale to dzięki połowicznemu-angielskiemu pochodzeniu mogła spróbować zaryzykować. Wpływy i szacunek Clementa doprowadziły do tego, że Marceline zaczynała raz jeszcze - od nowa - z dala od Trausnitz i wspomnień związanych z nim, jakby ślepo ufając, że Hogwart okaże się nowym domem.
W końcu jego tam nie było.
Rodzina


♦ Clement Holmes - ojciec, anglik, czarodziej czystej krwi; uznany w świecie magii, który prowadzi liczne konserwatoria dla profesorów i doszkala ich w dziedzinie zaklęć; tworzy również własne inkantacje i jest w trakcie publikowanie książki z tym związanej; z córką ma dobre relacje, aczkolwiek nie ukrywa tego, ża zawiodła go wydarzeniami w Trausnitz.

♦ Julia Lancaster - kochanka Clementa, która od lat jest też jego partnerką, choć nigdy nie istniała perspektywa, by została jego żoną; czarownica pół krwi. Przez lata próbowała dotrzeć do Marceline, ale niestety - nie udało jej się.

♦ Blanche Holmes - kobieta, która ją urodziła, a której nigdy nie poznała i nie nazwała matką.

Ciekawostki


♦ Jest oburęczna
♦ Po przykrym incydencie w Trausnitz, a także późniejszych następstwach, ma nie w pełni sprawny  lewy nadgarstek, w którym kumulowała się niemal cała magia. Od roku pracuje nad tym, by prawa dłoń była równie silna i pewna;
♦ Gra na fortepianie ją uspokaja i pozwala odetchnąć sercu od trudów dnia minionego;  
♦W Beauxbatons uczęszczała także na zajęcia baletowe, choć po przeprowadzce do Berlina zaniechała dalszych treningów i jakichkolwiek prób powrócenia do tańca;
♦ Uwielbia rozksozować się smakiem czerwonego wina i często się zdarza, że wypija całą butelkę w pojedynkę;
♦ Mieszka na ul. Tojadowej w mieszkaniu, które należy do jej babci; nie chce po raz kolejny żyć w dormitorium, jakby to miało być największą karą, jaka może ją spotkać;
♦Wierzy, że nikt w Hogwarcie nie dowie się o prawdziwych powodach przeniesienia do Hogwartu;
♦ Nie chciałaby rezygnować ze swojej pasji związanej z muzyką, wszak to ona nadawała sens wszystkiemu i dzięki temu, że kiedykolwiek udzielała się w ten sposób, nadal chciałaby móc dawać koncerty nie tylko na galach, gdzie to słuchali jej wszyscy za sprawą ojca, ale także na imprezach kulturowych;
♦ Nie żałuje tego co zrobiła, tak samo jak nigdy nie pozwoliła żadnemu uzdrowicielowi usunąć blizn, które przypominają o tamtych wydarzeniach, ukrywa je natomiast pod cienkimi rzemykami;
♦Nigdy nie zaufała nikomu na tyle, by opowiedzieć mu o wszelkich sekretach, to pewnie dlatego nie pije przygotowanych przez kogoś napojów, jakby bojąc się, że mogłoby zostać podane jej veritaserum;
♦Wolny czas spędza w bibliotece;

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -212
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Marceline Holmes   Czw Wrz 07 2017, 12:09

Juuuż, jak coś<3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 642
  Liczba postów : 183
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14580-lorraine-needles#388409
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14588-lorraine-needles#388537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14587-lorraine-needles#388536




Moderator






PisanieTemat: Re: Marceline Holmes   Czw Wrz 07 2017, 12:31



RAVENCLAW!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Marceline Holmes   

Powrót do góry Go down
 

Marceline Holmes

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Marceline Clydesdale
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
karty postaci
 :: 
karty studentow
-