IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 reguły są nieistotne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:01


Retrospekcje

Osoby: Daniel Bergmann & Marceline Holmes
Miejsce rozgrywki: Perth
Rok rozgrywki: wakacje 2015
Okoliczności: kolejne ze spotkań; kontynuacja tego wątku
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:07

Miał w zwyczaju pojawiać się wcześniej.
Nie traktował przebiegu czasu z arogancką pobłażliwością - doskonale potrafił wychwycić upływ przemijających bez odpoczynku sekund, które zaklęte na tarczy w formie krążących igieł wskazówek, przekazywały bezwzględną prawdę, jak płynie wszystko, jak pozostaje w wiecznej dynamiczności, jak w nieustannej erozji znajdują się elementy w zasięgu tych abstrakcyjnych dłoni, niemniej, odczuwalnie wpierw zezwalających dojrzeć, dorosnąć, aby później, sukcesywnie wypłukać z powierzchni świata. Dostrzegał, jak przeskakują, jedna za drugą, nieuchwytne przed jego wzrokiem - niekiedy wolał, aby zwolniły, niekiedy pragnął przyspieszać wyrwę dystansu dzielącego go od zdarzenia; tym razem, obserwując przemieniające się w kalendarzu daty, oczekiwał z lekkim zniecierpliwieniem na piątek. Spóźnienie ze swojej strony przyjąłby na podobieństwo bolesnego nietaktu, trującego - od góry, tuż przy samym początku - nic dziwnego, że skrupulatnie wyważył oraz dorzucił swobodny rezerwuar minut, pozwalający mu dodatkowo na zapoznanie się z okolicą. Nigdy się tutaj wcześniej nie znalazł - mijał, z pełnym obojętności wzrokiem, przemykał, nie zatrzymując się, bez ciekawości, bez kierowanej uwagi. Tym razem miało to prezentować się znacznie inaczej.
Stał jeszcze chwilę pod klubem - postanowił uraczyć się papierosem. Nasycał gryzącymi oparami tytoniu płuca, w spokoju wydmuchując spomiędzy ust mgiełkę - przyglądając się jej ospałej wspinaczce, wieńczonej rozpłynięciem w przestrzeniach powietrza. Pozwolił równocześnie ogarnąć się myślom, które wzburzały się niczym fale pod wpływem coraz silniejszych porywów wiatru. Kiedy ostatnio mu tak zależało na czymś nieznanym, kiedy równie intensywnie dał wciągnąć się w wir nieprzewidywań? Potrzebował przyjść tutaj, do w zasadzie - odwiedzanego przez mugoli miejsca - potrzebował tak jak kolejnych dawek nikotyny przenikającej obecnie do jego naczyń, potrzebował, nie mogąc wyprzeć z pamięci chwil z ostatniego spotkania, tej absurdalnej bliskości, zignorowania reszty tracących na istotności szczegółów, zaprzestając przed sobą ukrywać - że pożąda tak samo jej ciała jak skrywającej się w jego powłokach duszy. Nie dopuszczał myślenia, że kiedyś może nastąpić koniec; mógł zapuścić się w kręte szlaki tej gry, prób dowiedzenia się więcej, mógł zabłądzić, nie bacząc na wzrastające ryzyko. Po prostu pragnął kontynuacji, niczego więcej - zdążania dalej, bez przejmowania się niczym innym. Wypuścił ostatni kłęb, gasząc tlący się jeszcze okurek i nie zwlekając już dłużej, zszedł do środka przyciemnionego lokalu.  
Zastanawiał się, czemu akurat zdecydowała się na to miejsce. Prędzej wydawałby się prawdopodobny bar jazzowy prowadzony przez magiczną rodzinę, gdzie niedługo dalej miasteczko rozdzielało się na dość spore tereny gospodarstw; bar, w którym uchodziła na żywo muzyka, spomiędzy wysłużonego fortepianu i reszty instrumentów zmieniających się w czasie - na ile był, stałą składową pozostawała jedynie masywna sylwetka instrumentu o mieniących się czernią i bielą zębach klawiszy. Tutaj zaś muzyka - w zupełnie innym klimacie - uchodziła z porozstawianych na sali urządzeń; idąc, kąpał się cały w półmroku, rozpraszanym jaskrawymi, lecz dość skąpymi błyskami świateł. Tu i ówdzie przy stołach kręciły się zaangażowane w rozgrywkę sylwetki, zaś spomiędzy urywek rozmów wybiegały odgłosy zderzenia masywnych kul - obijających się lub wpadających w odpowiednie dla siebie pola.
Czekał. Siedząc, wypatrywał znajomej postaci powtarzalnie przemierzającym spojrzeniem, sylwetki, która - zgodnie z ustalonym terminem wkrótce miała wyłonić się z morza tych nieistotnych. Kiedy tylko zdołał ją zauważyć, od razu podniósł się z miejsca - jeśli mu zależało, dość restrykcyjnie podchodził do spraw kultury (w przeciwnym wypadku potrafił być najzwyklejszym prostakiem). Lekki uśmiech rozświetlił mu twarz.
- Wygląda - zaczął, przemykając - jak gdyby w nawiązaniu - wzrokiem po masywnych zarysach stołów - niczym wyzwanie. - W końcu w przeciwnym wypadku wybrałaby inne miejsce, miał rację?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:12

Dała mu pozorny wybór, choć zaszczepiła w nim nieodłączną potrzebę spotkania, dokładnie to samo czyniąc ze sobą. Była zafascynowana i niemal pogrążona bez reszty w rozmyślaniu na temat ich spotkania, które oddalone w czasie, tak nieznośnym i złośliwym, coraz bardziej pozwalało na zakładanie ewentualnych scenariuszy, choć te wcale nie powinny mieć miejsca. Spontaniczność wynikająca z ich swobody i przełamania granic doprowadziła jednak Marceline do miejsca, w którym musiała odpowiedzieć, stojąc przed lustrem - czy warto wejść w to dalej i ulegać emocjom, które rozbudzały głęboko skrywane namiętności.
Obawiała się ich.
Obawiała się tego, co jest nieznane.
Piątek był niczym wybawienie z okowów niecierpliwości, która władała w ostatnich dniach jej sercem. Czekała na moment, kiedy znów będzie patrzeć w przenikliwe oczy mężczyzny i czuć nieznośny ucisk w żołądku, który z każdą kolejną chwilą zacznie narastać, a ona sama by dać temu upust spróbuje raz jeszcze go zdominować i zaszczepić na dobre w podświadomości, by tęsknił i pragnął, czego sama nie mogła doświadczyć, a może już to się stało i jedynie walczyła ze sobą i tym co naprawdę władało jej umysłem? Rozmyślała o nim przed snem i nawet czas, który uciekał przez palce nie płoszył jej na tyle, by się wycofać. Coraz to chętniej przypominała sobie delikatność jego warg, tak samo jak głos, który raz po raz odbijał się echem i prowokował do tego, by posunąć się dalej. I tego właśnie chciała, by znaleźć się w mugolskim pubie i dać się ponieść brakowi ograniczeń i zasad, które nie istniały. Udowodnili to przed sobą, dlaczego więc mieli tego nie powtórzyć? Potrzebowała tego, co tworzyła jej wyobraźnia; nie szukała powodów, dla których coś miałoby ją powstrzymać i to było w tym najdziwniejsze. Nigdy nie odczuwała tak intensywnych pragnień związanych z kimkolwiek, a on niczym tchnienie świeżego powietrza uzależnił młodziutką muzyczkę, co pozwalało na kilka dni pogrążenia się w melodiach spisanych wiele lat temu przez wybitnych kompozytorów, jakby stał się jej inspiracją, której nie mogła znaleźć w codziennych sytuacjach i czynnościach.
Kim był, że nie mogła o nim zapomnieć?
Klub bilardowy był jedynie przykrywką dla prawdziwych zamierzeń dziewczyny. W Paryżu dość często wybierała się wieczorami do takich miejsc i podejmowała się przeróżnych wyzwań, a teraz jedno z nich miała dla Daniela, który mógł zgarnąć całą pulę i stać się zwycięzcą lub stracić bezpowrotnie możliwość wejścia w głąb duszy Marceline. Nie byłaby sobą, gdyby nie przewertowała tuż po przyjeździe mapy miejsc wartych odwiedzenia. Nie dowiedziałaby się wtedy o zadymionym pubie, w którym królował swoistego rodzaju enigmatyczny erotyzm, tytoń papierosów i rozlana whisky, której woń unosiła się ponad kłębami dymu. I nie chodziło o całę tę nastrajającą pary otoczkę i atmosferę, a świadomość, że rozegrają dzisiaj rozgrywkę, gdzie to ulegną swoim żądzom.
Rezerwacja na dwudziestą piętnaście.
Delikatny uśmiech rozpromienił twarz Holmes, gdy tylko dostrzegła Bergmana, a policzki pokryły się tą typową dla niej czerwienią, która była symbolem zawstydzenia, na co nie miała kompletnie wpływu. Przygryzła lekko dolną wargę i niemal znęcała się nad cieniutką tkanką, która pod wpływem intensywniejszego nacisku stałaby się nabrzmiała i jeszcze bardziej spragniona subtelnych pieszczot.
- Właśnie ci je rzucam - szepnęła cicho, gdy znaleźli się w swojej intymnej strefie i tylko on mógł słyszeć to co było skierowanie wyłącznie dla niego, jakby reszta otoczenia była nieznośną grupą podsłuchiwawczy nieumiejących utrzymać tajemnicę dla siebie. To spotkanie było prawdziwym sekretem, a tym samyym nic co się wydarzy dzisiaj, nie powinno wyjść poza cztery ściany Six North. - Chodź - poprosiła i odwróciła się na pięcie, by poprowadzić go w wybraną przez siebie stronę. Czarna sukienka opinała szczupłą talię Marceline i krągłe biodra, zaś włosy opadały kaskadami na plecy, przez co mógł się teraz przyjrzeć linii jej smukłego ciała, które idealnie podkreślała niezbyt długa sukienka. Nie robiła tego celowo bądź z czystą prowokacją, bo nie była na tyle doświadczona, ale z pewnością miało to swoistego rodzaju czar.
Uchyliła bez trudu drzwi, w którym była jedna duża, narożna loża obita czarnym, skórzanym materiałem i odpowiedniej wielkości stolik, na którym znajdował się cooler z francuskim Chateau Lynch. Na środku zaś mógł dostrzec pięknie zdobiony bilardowy stół, który był przygotowany dla nich do gry.
- Mamy dwie godziny i nikt tutaj nie wejdzie - powiedziała spokojnie, smukłymi palcami przesuwając po lakierowanym drewnie. Jasne tęczówki wbiła w twarz Daniela i czekała na jakąkolwiek reakcje, bo przecież to od niego zależało, czy podejmie się rzeczonego wyzwania. - Trafiona bila do łuzy oznacza możliwość zadania pytania, jakiego tylko chcesz - bezczelne, intymne, zwyczajne, ale zasadą jest to, by odpowiedź była zgodna z prawdą - wyjaśniła pospiesznie i pokręciła z rozbawieniem głową. Nie grała w ten sposób od wielu miesięcy, właściwie odkąd dowiedziała się o chorobie, a tym samym obawiała się, że emocje wezmą nad nimi górę i całe spotkanie potoczy się zupełnie inaczej niż zakładała. - Wino rozbudzi nasze zmysły, więc jeśli możesz, to proszę... Otwórz je - mruknęła ledwie słyszalnie, a chwilę później usiadła na kanapie, poprawiając przy tym sukienkę i zakładając nogę na nogę, co podkreśliło tylko ich długość i uwydatniło zgrabne udo. Nie musieli się spieszyć, bo mieli dużo czasu, a ingerencja w każdą minutę mogła wydać wyrok, który nie podlegałby jakiejkolwiek apelacji. - Gotowy? - ważyła słowa i robiła wszystko, by się nie domyślił, że ma tylko szesnaście lat.
Zbyt dojrzała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:13

Brwi mężczyzny uniosły się, oznajmiając zaciekawienie - obrzucił krótkim spojrzeniem jeszcze raz jej kroczącą postać, zarysowanie jej w oświetlonej szczątkowo sali, kuszące linie wyeksponowanej figury dopasowanym wręcz idealnie strojem. Mógł do oporu przyglądać się, tak długo, jak kroczył za nią - prowadzony ku wybranemu z pomieszczeń, a wraz z pochłanianiem widoku w jego głowie narastały pytania niczym roślinność zroszona poprzez odżywcze krople, unosząca się, rozkrzewiając swe pędy ku coraz szerszym aspektom. Został postawiony przed faktem, przed wcześniej zaplanowanym scenariuszem działania - nad którym, kto wie? być może mógł zyskać władzę, wyślizgnąć się sprawnie spod przytrzymujących go kleszczy aktualnej bierności - i taki oczywiście miał zamiar.
Tego prawdopodobnie oczekiwała.
Okazja p o z n a n i a? Obdarcia z najściślej przylegających szat zatrzymywanych sekretów? Trudno powiedzieć, co chciałby dowiedzieć od niej się najpierw, lecz zanim byłby ku temu zdolny - został zmuszony wytężyć zmysły przy grze już pozbawionej metafor. Wysłuchiwał jej, przetaczając swój wzrok po wnętrzu klimatycznego pokoju, w którym - zgodnie z jej zapowiedzią - mieli pozostać sami.
- Z przyjemnością - odpowiedział, bez zbędnych przerw wyciągając dłoń ku butelce wina. Przez jego oblicze w tym czasie ciągle skradał się uśmiech, dokładnie taki jak przedtem - lekki, - można by odnieść wrażenie - drwiący z wszelkich złożonych reguł, wyrastających niczym przeszkody w rytuałach społecznych człowieka. Nalał wpierw jej kołyszący się jeszcze przez chwilę w szklanych objęciach trunek.
Początek.
Nie pamiętał, kiedy ostatnio znalazł się w sytuacji choć odrobinę analogicznej, w klubie, w obliczu rozgrywki; chociaż zasady pozostawały wciąż niezatarcie jasne - nie potrzebował rozpraszających pytań. Wolał przynajmniej zainicjować, choć odpoczynek na obszernej kanapie wydawał się równie dobrą alternatywą - zwłaszcza w obecnym towarzystwie.
- Nie lubię marnować czasu - rzekł niemniej jednak, zbliżając się w stronę stołu. Trzask uderzających o siebie bili zwiastował, że nie ma odwrotu - choć sytuacja malowała się w bardzo korzystnych barwach. Wyglądało na to, że pierwsze pytanie zależało od niego - pytanie będące wstępem; pozornie zapewne banalne. Odsunął się, a jego tęczówki powędrowały ponownie w stronę drugiej uczestniczki - i zarazem organizatorki całej obecnej zabawy.
- Czym są dla ciebie zasady? - zadał pytanie; zdaje się, od niechcenia, zdaje się, z poszerzonym o dodatkową dozę ironiczności uśmiechem. Zasady wykreowane przez siebie, zasady dostępne ogólnie, zasady, których chciała - lub których nie chciała się trzymać, iluzja bądź niemożliwy do ominięcia konkret. Zasady, które wydawały się jawnie zabraniać bliższych kontaktów przy ledwie poznaniu imienia drugiej osoby, zmierzania ku niebezpiecznemu otwarciu. Zawsze fascynowało go to pojęcie regulaminów, którymi lubił się bawić, które świadomie zrywał - stając się źródłem wielu sprzeczności i kontrowersji. Kiedyś - oraz właściwie nadal, tak, nic nie równało się z doskonałym smakiem tych zwycięstw, nawet pozornie drobnych i nieistotnych.
Nie narzucał żadnej interpretacji, a i nie zależało mu na jakimkolwiek konkretnym z odcieni.
Zależało mu tylko na tym, ażeby padła odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:15

Lubiła grę pozorów i to właśnie dlatego wykreowała całą tę scenerię, by raptem przez kilka chwil stali się nieosiągalni dla świata. Być może wolała się nawet przed nim ukryć, aniżeli wystawiać pod odstrzał nieprzychylnych spojrzeń i zbyt oceniających komentarzy.
Wiedziała, że jest inny; musiał taki być, bo któż normalny wszedłby w intymną rozgrywkę, której finału nie znał nikt, a zarazem mogli domyślać się wszyscy? Nie zamierzała podejmować się nieczystego rozdania, w którym to stałaby się katem, a on zaś ofiarą. To tylko jeden z kolejnych wieczorów, różniący się jedynie nutą finezji okraszonej enigmą. Dała mu też pozorny wybór i możliwość zdecydowania o tym - czego naprawdę chce, choć oboje zdawali sobie sprawę, że zagłebiając się w ciemności, która otulała ich sylwetki - nie stanie się absolutnie nic złego. Aspekty poruszane przez młodziutką dziewczynę winny przynieść jedynie korzyść im obojgu, bo póki to ona ustalała zasady - było w porządku. Co jeśli jednak zapragnęłaby oddać mu władze i pozwolić na przeciągnięcie się na swoją stronę, która w tym momencie uchodziła za jedną wielką niewiadomą?
Tego oczekiwała.
Uśmiechnęła się kącikowo, gdy wzrok powędrował na jego ręce, które tak sprawnie operowały korkociągiem i już po chwili dawały możliwość ukojenia, gdy czerwone wino rozlewało się po delikatnych ściankach szklanego kieliszka. To trwało tylko chwilę, bo już parę sekund później tęczówki utkwione były w twarzy Daniela, jakby szukając usprawiedliwienia dla poczynań mężczyzny, o które prosiła. I im bardziej wchodzili w tę zabawę - tym bardziej ona pogrążała się w głębokiej zadumie. Rozmyślała o tym, dlaczego tak szybko przeszedł do gry - mogli przez moment porozmawiać, ponownie być blisko i raz jeszcze poczuć się w ten inny sposób.
- Och - jęknęła cicho, gdy do jej uszu doleciała fraza o marnotrastwie, a zaraz potem cień wygiętych kącików ku górze spełzł i pozostało jedynie wspomnienie, że jest zdolna do emocji, które tak skrzętnie ukrywala w połach dystansu i obojętności. Nie umiała udawać, że jest jej obojętny, gdyby natomiast próbowała, każdy trzeźwo myślący uznałby to za wierutne kłamstwo, toteż podniosła się lekko ku górze i podeszła na dwa kroki, by dłońmi oprzeć się o masywne wykończenie stołu.
- Niczym - odpowiedziała machinalnie i skupiła się całkowicie na ułożeniu bil. Nie obowiązywały ich zasady, które znane są każdemu, dlatego wiedziała, że nie może się pomylić i źle ocenić ewentualnego oddania ruchu. - Tworzę je, by ktoś mógł je złamać - dodała, a spojrzenie po raz kolejny spoczęło na twarzy mężczyzny. Czekała na reakcję, na choćby drgnięcie warg bądź uniesienie w tym wymownym wyrazie brwi.
Nie powinna zwlekać dłużej, dlatego ujęła w drobne dłonie kij, po którym przesunęła opuszkami, a chwilę później bila, która należała do niej znalazła się w łuzie. Cieszyła się na taki obrót spraw, to oczywiste, ale bardziej oczywistym było to, że nie zamierzała odpuszczać temu, co mogło odrzeć ją całkowicie ze wszelkich tajemnic. Nie lubiła nadmiernej otwartości, która uwydatniała wady i słabości, stąd tkwiąc tuż obok mężczyzny zamierzała rozproszyć choć na moment jego skupione na grze zmysły. Zapach perfum Daniela był przyjemny, podobnie jak ciepło, które od niego biło i wydawałoby się, że dotyka go w ten typowy dla niej sposó, choć tak naprawdę ich ciała nie zetknęły się ze sobą ani przez ułamek sekundy.
- Co pociąga cię w życiu najmocniej, a z czego nigdy nie potrafiłbyś zrezygnować? - wyszeptała, a rumieniec mimowolnie przyozdobił jej dziewczęcą buzię. Ugrała w tym jednym pytaniu dwa, by być przed nim o krok, wszak... W całej zabawie chodzi o to, by mieć ciastko i móc je zjeść.
Twoja kolej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:17

Uśmiech niestrudzenie ślizgał się po mimice - niczym wąż, niczym wyginająca się w prostym poddaniu się linii ust intryga, iluzja - za którą skrywały się pnące spiętrzenia myśli, (żywiły się one łapczywie usłyszanymi słowami, idealnie wpasowanymi w oczekiwania).
Gdyby była świadoma
zajmowało go właśnie pytanie, czy jest, jak werbalny element wnika pomiędzy resztę bez żadnych zgrzytów, których dysonans mógłby dotkliwie zranić - niczym zamachnięcie w powietrzu wyostrzoną do granic bronią, skierowaną, nacierającą w stronę drugiego rozmówcy. Ten ktoś absolutnie nie przyjmował stagnacji, zatrzymania w bezosobowym, pozbawionym ukształtowania stwierdzeniu, co za tym idzie odległym oraz niezwykle trudnym w urealnieniu na liniach tego, co mogło wydarzyć się wkrótce; wręcz przeciwnie, ta rozmazana, eteryczna sylwetka wybiegała z narzuconego chałatu mroku, rozrywała wyschniętą skorupę poczwarki, mknęła labiryntami domysłów w stronę domniemanego celu, obecnie okazującego się celem nadrzędnym - jedynym światłem wyprowadzającym z więzienia mroku egzystencjalnej powtarzalności schematów. Tak, coraz bardziej pogłębiała się w nim - obecnie sprawiająca wrażenie bezdennej żądza, rozwierająca swe szczęki, ukazując nienasyconą gardziel - żądza złamania kolejnych zasad, rozbicia kruszących się niczym szkło barier, złudnie rozdzielających na wzór niezwyciężonej fortecy. Rozbudzała w nim najważniejszy element, świątynię dokoła której gromadziła się ludność myśli, lud pozostałych cech przyznających jej wyższość - próbę, zawsze, przemknięcia, odwiecznej tułaczki, bawienia się moralnością dogmatów tego, co dozwolone, a tego, czego się nie powinno. Niszczył wtedy to słowo - n i e - wadliwe złączenie liter, wpychane oraz zniewalające człowieka, to, do czego chciał dążyć; pragnął zetrzeć je z oblicz tablic większości kodeksów napisanych oraz w rzeczywistości niezatwierdzonych w istnieniu, niestety wtłaczanych do głowy - by na ich wyjałowionym gruncie mogły wyrastać zdeformowane i słabe zaczątki myśli, planów relacji, które czyniły bezbrzeżność umysłu ściśle zamkniętą klatką.
Otumaniająca bliskość postaci oraz niezaprzeczalne zwycięstwo - pozwoliły zawisnąć w powietrzu głoskom kolejnego pytania (a może - dwóch pytań?). Gwar dywagacji przycichnął, kiedy - pozwalając sobie na odrobinę milczenia - rozważał coś zarazem tak banalnego jak pełnego rozgałęziających się komplikacji.
- Jedno zawsze oznacza drugie - zauważył na wstępie. Sam zarys uznania czegoś za ciekawe, pociągające - był dostatecznym motywem popychającym ku dalszym - a niestrudzonym - działaniom. Nie uznawał bowiem takiego słowa jak rezygnacja, podchodził spokojnie, odkładał w czasie, niechętnie uginając kolana w bolesnym upokorzeniu upadku. Owa złota zasada stała się opiekunką wszelkich podejmowanych czynności, które nierzadko traktował na podobieństwo wyzwań.  
- Na pewno sztuka - oświadczył, podkreślając to słowo, jak gdyby chciał otoczyć je zasłużoną wagą. Nie odstępował od Holmes - niby każde ponowne wydłużenie dystansu było pełną okrucieństwa torturą świadczoną samemu sobie; wyrywaniem własnych, jeszcze pulsujących od krwi narządów. - Niemniej - nie było to ewidentnie zakończeniem wywodu, lecz ledwie prologiem wobec właściwej formy; spojrzenie nie odbiegało od kobiecej postaci - Równie często ulegam pokusom, na pierwszy rzut oka niezbyt istotnym.
Wyminął ją; płynnym, spokojnym krokiem, gdy tylko spostrzegł, że kieliszki nie są odpowiednio pełne.
- Tak samo bez nich nie wyobrażałbym sobie - dodał, kiedy nachylał butelkę, aby napój znowu ospale tańczył, oddzielony przez cienkie ścianki - s i e b i e. Kontynuacji. - Wręczył jej ponownie naczynie, także samemu podnosząc dzierżoną w dłoni, wątłą, szklaną sylwetkę.
Pośpiech był niepotrzebny, chociaż - zupełnie sprzecznie - możliwie najszybciej dałby upust swym żądzom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:18

Czuła się przy nim jak mała dziewczynka, która zmuszona przez los, musi na ślepo kierować się własną intuicją. Drżała, gdy był zbyt blisko, jakby kompletnie nieświadoma reakcji ciała na mężczyznę, który w pokręcony sposób odpowiadał za rozbudzone pragnienia, żądzę i tęsknotę, która woła o możliwość ucieczki przed światem. W jego ramionach zapewne znalazłaby ukojenie, którego szukała przez ostatnie miesiące w swojej samotni, ale nie odnajdywała w sobie dostatecznie dużo odwagi, by tak po prostu złożyć mu niemą propozycję jak pocałunek, którym parę dni temu naznaczyła na nim swoją obecność, zmuszając go tym samym, by o niej pamiętał.
Intymna aura sprawiała, że Marcelina traciła poczucie rzeczywistości i starała się poddać temu co wykreowali bez słów, a mimo to wymieniając kilka fraz wkroczyli pewnie do miejsca, do którego dostęp mieli tylko oni. I może właśnie to było jednym z powodów, dla których tak śmiało przesuwała wzrokiem po twarzy Daniela i doszukiwała każdej najmniejszej zmiany w mimice i ruchu najdrobniejszych zmarszczek. Nie potrafiła jednak skupić całej swojej atencji na bergmanowych oczach, nosie i ustach, gdy w tak intrygujący sposób jego ciepło i zapach przedzierał się przez ciemny materiał otulający kobiecą linię ciała, a na nim zaś pojawiała się gęsia skórka, choć nadal nie przekroczyli cielesnej granicy i nie dawali upustu własnym fantazjom. Musiała poddać się bezwiednie grze pozorów, w której należało zachować trzeźwy umysł, bo to była jedyna perspektywa na wyciągnięcie korzystnych wniosków za sprawą trzeźwości zachowanej przez wzgląd na słabość, która dla zeń mogła być piekielnie zgubna. Widziała w nim człowieka będącego w stanie zawładnąć każdą jej myślą, uczynkiem, a co gorsza - ciałem, które mogłoby należeć tylko do niego, o ile właśnie to byłoby jego pragnieniem.
- Dobrze - ucięła krótko i spojrzała na Daniela, gdy tak nalewał wina do kieliszków, wszak miała słabą głowę, a jeśli zamierzał ją upić, to był na dobrej drodze, by to osiągnąć. Była to jednak zbyt absurdalna myśl, bo gdyby nie chciała pić, to nie moczyłaby po raz kolejny warg w szkarłatnym trunku i nie uśmiechała się do niego kokieteryjnie, gdy znajdowali się zbyt blisko, a ona raz jeszcze rozchylała usta, by złączyć je w namiętnym pocałunku z mężczyzną, który oddziaływał na nią i rozniecał ogień w kanalikach nerwowych. - Twoja kolej... - wyszeptała cicho, kiedy dystans między nimi nie był aż tak nieznośny jak kilka sekund później, gdy to stała tuż przy stole i pozwoliła na dalszą rozgrywkę pełną niewiadomych.
Wino mieszało się w drobnym organizmie Marceline i powoli odbierało trzeźwość, która to pchała ją w szpony śmiałości. Czuła go przy sobie, wszak została im ostatnia bila - sądna i decydująca o kolejnym pytaniu, które obedrze jedno z nich z enigmy, szalonej wyzwolicielki okowów, w które Holmes była spętana, ale emocjonalna nagość przed nim wiązała się z czymś nieznanym, bo czy dojrzałemu mężczyźnie mogła zaskoczyć - ledwie dziewczynka?
- Jesteś gotowy? - zapytała, po czym odwróciła się ku niemu, by patrzeć mu w oczy i odgadnąć tę jakże dziwną, niemal absurdalną odpowiedź. Nie czekała na nią, bo myślami była w zupełnie innym miejscu niż to, a przez fakt, że kręciło jej się coraz bardziej w głowie, usiadła na drewnianym obiciu stołu bilardowego i wyciągnęła dłoń ku Danielowi, jakby chcąc go niemal zmusić do uległości i poddania jej się bez zbędnej walki. - Powinnam wrócić już do domu... - powiedziała prawie szeptem, gdy tkwił już blisko i nie musiała podnosić bardziej głosu, by słyszał. Smukłe uda mimowolnie zacisnęły się na męskich biodrach - nie dając mu tym samym prawa wyboru i szansy na ucieczkę; opuszkami palców wodziła po jego ramionach, badając przy tym odkrytą fakturę skóry i ucząc się jej na pamięć. Oddech Marceline zwolnił, a oczy utkwiły swą ufność w twarzy Bergmana, jakby chcąc dostrzec pozwolenie na to wszystko; wiedział z pewnością, że wino stało się dla niej afrodyzjakiem, a tym samym uległa procentom, które rozbudziły w niej pragnienie, by ją posiadł. - O-odprowadzisz mnie, Danielu? Nie jestem dziś gotowa na ostatni ruch w tej grze - poprosiła drżącym tonem, a zaraz potem posłała mu niemal rozbrajające spojrzenie połączone z tym słodkim uśmiechem, który tak rzadko gościł na jej twarzy.
Gdyby był świadomy
Jest?



Ostatnio zmieniony przez Marceline Holmes dnia Sro Wrz 13 2017, 09:22, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:20

Powietrze, przyjmujące ich z chłodną aurą, jaka ocierała się o skierowane prosto w te niewidzialne ramiona sylwetki - nie było w stanie wymazać feerii poprzednich wrażeń, którymi wciąż żył, którymi był zaślepiony i pochłonięty. Nic nie wyrzuciłoby z jego czary pamięci - wypełnionej po brzegi intensywnie powtarzającym się echem bodźców - zapachu, tak rozkosznie gnieżdżącego się w pobieranym, powolnym aczkolwiek głębokim wdechu, osiadających z delikatnością owada impulsów, dotyku studiującego wyrwaną z wcześniejszego dystansu postać. Wciąż czuł smak jej ust, pierwszy raz doświadczonych tak intensywnie - kiedy znajdował się praktycznie o krok od otchłani zatraceń nastoletniego wręcz entuzjazmu, zuchwałego zarówno w myślach jak we wdrażanych czynnościach. Gdyby wyłącznie mógł - boleśnie podsumowywał ów stan uwierających go zobowiązań, które zaciskały się bezlitosną obrożą dokoła szyi - zdarłby z niej niepotrzebne zasłony ubrań, pogrążając się w samotności oddzielającej od pozostałych odwiedzających lokal. Mimo tego, ekspresja mężczyzny rozlewała się zrozumieniem błyszczącym w podarowanym wzroku - które tańczyło pośród opadających okręgów przystrojonych błękitem.
- Nie zostawiłbym cię - zapewnił szczerze, nadal z zainteresowaniem obserwując jej twarz, aby - niedługo potem opuścić mury przyciemnionego klubu, z piętnem niedawnych wrażeń nadal uwydatnionym, płonącym jasną, głęboko zakorzenioną czerwienią.
Chociaż jak zawsze - zachowywał nieskazitelny spokój, pod własnym, wyrozumiałym okryciem zewnętrznych grup tkanek ukrywał pędzące autostradami neuronów, myśli, zamiary - brudne, hedonistyczne zapędy kwestionujące nadejście końca, gdy pożegnają się pod ścianami określonego budynku. Nie potrafiłby tego przyjąć; nie umiał pogodzić się, kiedy owoc, którego coraz usilniej pożądał zerwać, znajdował się teraz tak blisko - na wyciągnięcie ręki, na drobny acz ostateczny ruch oplecenia go gałązkami palców. Nie. Nie, nie, n i e.
Nie masz prawa
Bzdura - miał; jednomyślnie wrzały samozwańcze, wyprowadzane inskrypcje z najbardziej cienistych pokładów podświadomości, egoistyczna chęć posiadania przeplatająca się z fascynacją każdej ze stron osoby, nie tyle tej materialnej - które jednakże wzmagały materialną maszynę niczym najwydajniejsze z paliw.
Był wyrzucony w epicentrum batalii, w wędrującą, chmurną spiralę destrukcji dyktowanej nieubłaganą wizją rozwierającego swe oko cyklonu. Szala zwycięstwa jednakże chyliła się zawsze w stronę żywionych, skierowanych do centrum własnej osoby zamiarów - które niszczyły ostatnie linie oporu obaw. Nawet, jeśli przepływający z jej krwią alkohol, osnuwający słodką mgłą zniekształcenia rzeczywistości dawał już się we znaki - nie był ani na tyle silny, ani drastycznie odmieniający, niezgodny z kanonem wcześniejszych czynów. Od spotkania przy brzegu spokojnego jeziora, ciągnęły się te symptomy, wyzwania, na które chciał odpowiadać, na widok których kotłował się wewnątrz - nieistotne, czy były planowanym zamiarem, świadomie czy podświadomie czyniąc zeń niewolnika, przepełnionego pragnieniem więźnia pustyni, który gdy widzi majaczące w oddali drzewa - nie rozważa wystawienia w oszustwo fatamorgany. Każdy jej gest, słowo, nie mogły spotkać się z niewzruszeniem, z pustym przyjęciem, uznaniem za najzwyklejszy banał. Rozniecała to, pochylała dziób dzbana oliwy, nie zatrzymała się - wobec tego i on nade wszystko nie zmierzał, by się zatrzymać, aby po prostu wrócić oraz na nowo zapomnieć.
Początkowo posłusznie poddawał się jej życzeniu - przystanął, gdy oznajmiła skończenie drogi i wkrótce miała już zniknąć z cichym odgłosem powracającego skrzydła drzwi, a przynajmniej - kiedy można było odnosić podobne wrażenie. Zbliżył się do niej, jeszcze, gdy znajdowała się tuż naprzeciwko wejścia - pełnym opanowania, niespieszącym się ruchem odgarnął zatrzymane na jej ramionach kosmyki włosów. Musiał odpowiednio wyważyć zaplanowane czynności, aby nie zostać przytłaczająco nachalnym, aby nie zmącić szerzonej dotychczas wizji - im wspięło się wyżej, tym dotkliwszym się stawał upadek w przepaść.
- Jesteś pewna? - wyszeptał żartobliwie niechcącym ustąpić tonem wobec wyznania, że nie jest jeszcze gotowa. Odgarnięty uprzednio - nie bez powodu - fragment fryzury odsłonił mu fragment szyi, na której złożył delikatne muśnięcie - jakby proszące o zezwolenie na więcej. Chciał ją przekonać, że wręcz przeciwnie, są w stanie razem podjąć się tego kroku.
Dostał kolejne spotkanie.
Otrzymał odpowiedzi.
Dostał zmysłową bliskość; niedostatecznie.
Chciał bowiem w s z y s t k o zamknięte w lepkiej, obezwładniającej żywicy, gwarancję, że nie jest to ledwie nietrwały, pełen słabości moment
cisza przed nastającą ucieczką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:23

Zapewnienie mężczyzny o nieporzuceniu na pastwę losu, który bywa piekielnie przewrotny, poczuła przedziwną ulgę, jakby wcześniej niemo błagając o to, a dopiero po dłuższej chwili nabierając odwagi w wyduszeniu z siebie prośby. Ten jeden raz czuła jak puszczają jej hamulce i ulega własnym pokusom, w których skrywała przeróżne fantazje i chciała dać im w końcu upust. Czy on nie był do tego idealny? Tak do siebie podobni, rozbudzający w sobie poczucie oddania i stabilności, o której nie myśleli w tej jednej chwili, gdy przemierzali opuszczone uliczki miasteczka. Cisza, która wdarła się pomiędzy nich była inna, zbyt intymna i budząca demony, które są zdolne zapanować nad duszą Marceliny; tak zagubionej, a zarazem niewinnej, która tonąc w ramionach Daniela nie byłaby pewna kim jest. Zatraciłaby się bez reszty w chęci posiadania go, a tym samym - musiała jak najszybciej wrócić do pokoju, wziąć zimny prysznic i przestać ulegać swoim słabościom, bo on właśnie mógł się nią stać, a to oznaczało zgubę dla nich obojga - nie tylko dla niej.
C h c e s z ?
Zastanawiała się przez ledwie ułamek sekundy - o czym teraz myśli i czego teraz pragnie; czy mógłby oczekiwać tego samego co ona? Czy chciałby ją wziąć w tej jednej chwili? To było absurdalne i tak głupie, jakby była nastolatką, która naczytała się zbyt wielu romansideł i szukała w spojrzeniu błękitnych tęczówek Bergamana pierwiastka księcia z bajki, którym nie był, wszak - ona nie była księżniczką. Żyli w zupełnie innej rzeczywistości i nie musieli baczyć na zasady, których oboje wyrzekali się z przekory lub łamali je dla własnego widzimisię. Czyż nie po to stworzyła iluzoryczną otoczkę ich spotkania w klubie, gdzie splendor i zapach alkoholu doprowadzał każdego do ekstazy? Zrobiła to niemal z premedytacją, ale nie po to, by go kokietować i zmusić do uległości, choć widząc go u własnych stóp, odczuwałaby cichą satysfakcję ze zwycięstwa, które poniosłaby jako kobieta, istota stworzona z żebra Adama o boskim pierwiastku idealnego bytu.
Czy nie tego pragnęła każda?
Nie ona
Stanęła przy kamienicy, w której tymczasowo się zatrzymała i próbowała przemóc się w tym co powinna a czego chce. Nabrała nawet powietrza w płuca, by łatwiej wydusić z siebie tych kilka fraz, które zlewałyby się w głuche - do zobaczenia - jednak, nie była w stanie. Przygryzała nerwowo policzek i czuła jak grunt niemal ucieka spod jej stóp i zapada się w sobie. Alkohol uleciał ponad przestworza, a trzeźwość umysłu wróciła na swoje miejsce, pomimo że w kanalikach nerwowych wciąż buzowało podniecenie, które uczyniła sama sobie i może podświadomie, choć nie wprost - modliła się, by zrobił ten pierwszy krok i nie pozwolił jej odejść. Dusza krzyczała i doprowadzała Holmes do wrzenia, gdy raz po raz czekała na choćby jeden czuły dotyk i...
Nie musiała długo czekać. Wypuściła powietrze ze świstem, gdy mężczyzna opuszkami odgarnął jej włosi i niczym skrzydłami motyla musnął jej delikatną skórę. Serce zakołowało w jej piersi, a silny ucisk w żołądku zmusił do złapania się dłonią o ścianę, by tylko nie osunąć się po drzwiach kamienicy i nie ponieść sromotnej klęski, jakby nie wierząc w to, że nawet nogi coraz bardziej odmawiały posłuszeństwa. Rozchyliła spierzchnięte wargi, w których buzowała teraz krew, a od której stały się intensywnie czerwone i nabrzmiałe. To jedno pytanie, które brzmiało w ten niewyobrażalny niemal sposób i miało wydźwięk, który ją całą zmroził i rozniecił ogień, który mógł parzyć sprawiło, że nie mogła wydusić z siebie choćby słowa. Oczywistym było, że pragnęła tego, by poszedł z nią na górę, choć nie była tego pewna. Nie wiedział przecież, nie znał prawdy, a jednak ujeła jego dłoń i skinęła lekko głową, jakby nie mając odwagi, by przyznać się do tego, co tak głęboko skrywała. Nie myślała już o tym, bo to wszystko działo się zbyt szybko, a spontaniczne działanie zrodziło enigmę, która złapała ich w swe szpony i trzymała zbyt kurczowo, by mogli się wydostać.
Czyż nie tego w końcu chciała?
Brzdęk przekręcanego zamka i ciche skrzypnięcie poinformowało, że teraz nie ma już odwrotu. Weszła zbyt wolno do więzienia, w którym przyszło jej żyć, wszak najpiękniej śpiewała w swoim naturalnym otoczeniu, które znajdowało się wiele kilometrów stąd. Otaksowała pomieszczenie wzrokiem, a chwilę później odwróciła się do Daniela, na którym skupiła całą swoją uwagę. Musiał widzieć te rumieńce, które ozdobiały jej dziewczęcą buzię, a które były piekielnie zgubne w tej sytuacji. Peszyła ją jego obecność i nagle pewność siebie, którą miała - uleciała w eter. Zrobiła jednak krok w przód, by poczuć go ponownie i, pomimo że nie wykonała żadnego ruchu - napawała się jego zapachem i ciepłem, które otulało ją całą.
- Porwij mnie, jak najdalej stąd - wyszeptała, gdy wreszcie tęczówki znalazły się na wysokości klatki piersiowej mężczyzny, a chwilę później powędrowała również tam dłoń dziewczyny. Raz jeszcze wyczuwała bicie jego serca i sprawdzała czy przypadkiem to nie sen, który za kilka godzin mógłby się skończyć, choć przecież nie wymagała niczego ponad to, by jeszcze bardziej uzależnić się od jego obecności i sensualnej pasji, która łączyła ich i nie pozwalała na bolesny upadek. W jej oczach pojawił się strach i jakby niepamięć o tym, na co ją stać. Chciała dać się poprowadzić, znów poczuć to ośmielenie i dopiero zdecydować czy będzie wobec niego uległa czy może jednak zapragnie go zdominować i zagrać w grę według własnych - niespisanych reguł.
Zróbmy to - ostatecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:25

Gubił się z każdym krokiem wdrażającym go w głąb zawiłości tej sytuacji, w jej dynamicznych przeskokach między uwodzicielską śmiałością a zawahaniem odczytywanym z krótkich żywotów refleksów niczym z otwartej księgi - gubił się oraz tonął w oceanie niewiedzy, jakiej nie zdołał choć odrobinę rozgonić. Holmes posiadała nad wyraz dwie pokłócone ze sobą natury - lecz, czy sama walka sprzeczności, kampania odwiecznie dziejąca się w ludzkich sercach nie była czymś przypisanym do ich gatunku? Jej tor lotu uchylał się w pewnej chwili raz w jedną, raz w drugą stronę, kapryśnie wzlatując, by później dążyć ku perspektywie rychłego runięcia - spalenia się wewnątrz uścisku promieni słońca - porwania się komplikacjom podróży w nieznane - których bliskość była równie wspaniała, co nastręczająca pytań. A jednak, dotychczas zmierzała tam, gdzie on chciał również i przyjemnie napełniało go owe wrażenie triumfu, pochodu obrastających w zadowolenie wniosków, prowadzonego wraz ze wspinaniem się wspólnie po opustoszałych schodach, gdzie dźwięki kroków niosły się jeszcze przez chwilę - jakby zapamiętane oraz odtwarzane na nowo, skrupulatnie przez szorstkie ściany.
Metaliczne mruknięcie zamka świadczyło, że nie ostała się żadna droga odwrotu - przybierało tę metaforę razem z uprzednio odgradzającymi ich dwoje od korytarza drzwiami
co znaczyło, że nie tylko on chciał. Oboje najwyraźniej zmierzali do tego; reszta stawała zaś się aksjomatem - zbędnym do opatrzenia w słowa, których to zawsze wolał dawkować ostrożnie, niczym lekarz wyznaczający dawkę przepisanego remedium.
Chwila przerwy - przemijająca szybko - przeznaczona na niezbyt dbałe przejście spojrzenia po wnętrzu wynajmowanego przez nią pokoju, utrzymanego w jasnej, pastelowej tonacji. Jej szept wędrował, delikatny jak jedwab, na równi z przyjmowanym zetknięciem dłoni. Sam, chciałby wierzyć, że było i stanowiło coś więcej niż śliską, organiczną pompę - jeden, większy, zlepiony kawałek czerwieni, pompujący pokrewną, już płynną, do wiotkich rozdzieleń kapilar. Chciałby - stanąwszy wówczas, jak gdyby zmienił się w posąg, samemu odnotowując przyspieszony rytm pulsu, te wszystkie potwierdzające oznaki - odbierające kolejno nawoływania rozsądku, przepalające bezpieczniki, by teraz, pozwolić wszystkiemu wkroczyć w czytelne, ujawniające je stożki światła.
- Dokładnie taki mam zamiar - odpowiedział po chwili, ślizgając się wzrokiem raz jeszcze wzdłuż zarysowań kobiecej sylwetki, bez skrępowania, z pożądaniem donośnie wyśmiewającym zasady, których łańcuchy miały być za niedługo skruszone ich wspólną siłą - ich jednomyślnym działaniem obracającym w tumany nic nieznaczących opiłków. Sprzeciwiał się przy tym swoim pierwotnym instynktom - chcącym rozegrać wszystko możliwie najszybciej, z namiętnością obfitującą w prymitywne popędy, prędko przechodząc do sedna, gdzie nawet droga ku pobliskiemu łóżku wydawała się zbyt niewygodnie długa i niekonieczna; stłamsił to w sobie, decydując się delektować podarowanym im - a nie liczącym się aktualnie czasem, upływającym gdzieś bezwzględną ekspresją przemierzających tarczę wskazówek.
Pragnął rozpalać ją więc powoli, pragnął poznawać bezdenność tego, co prawdziwie wobec niej żywił - wygłodniałe i jakby nigdy niezdolne ulec już wysyceniu - pragnął formować tak więc ów płomień, w którym mogły zaginąć i ulec doszczętnemu spopieleniu postacie. Korzystając z bliskości, dotknął leniwie jej ust, lecz póki co nie złączył ich w pocałunku - te zarezerwowane były na razie innym partiom jej ciała, wznawiając zasygnalizowaną uprzednio wędrówkę po szyi - zniżając się ku obojczykom oraz częścią rozpostartą pomiędzy ich wzniesieniami, odsłoniętymi przez dekolt. Dopiero później wpił się w jej wargi, z przyjemnością wracając - dłonie tymczasem niespokojnie błądziły, choć nie kierowały się ku najbardziej intymnym miejscom - balansowały mimo tego w pobliżu, lecz ostatecznie, zwodniczo, nie przekraczały jeszcze tych granic.
- Nie będzie dłużej potrzebna, nie sądzisz? - dopytał cichym, niewyłamującym się tonem spod głębszych, drażniących jej skórę oddechów, kiedy przymierzał się do ściągnięcia sukienki, wydającej się już zupełnie tylko przeszkadzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:25

+18

Nie pojmowała tego.
Był dla niej niczym narkotyk, który musiała brać, bo była już wystarczająco uzależniona, by zrezygnować. Czuła jak do żył wtłacza się ogromna ilość substancji, która powoli otumania i ma wpływ na zachowanie będące niejednokrotnie irracjonalnym. Nigdy wcześniej nie reagowała tak na kogokolwiek, a jego pragnęła przyciągać i odpychać, by się nie znudził, a zarazem eskalował każdy możliwy dzień, w którym to spotkają się i spędzą ze sobą niewystarczającą ilość czasu, odchodząc przy tym przepełnieni żądzą i maniakalną chęcią spełnienia. Dla niej stało się to egoistyczną pobudką, dzięki której realizowała własne, nieco specyficzne plany, gdzie to on był ich nieodłączną częścią, która należała do najcenniejszych i najbardziej pielęgnowanych.
Nie wiedziała dlaczego zgodziła się na to wszystko, a serca nie zatrwożyła nawet przez jeden moment myśl o tym, że cokolwiek robią źle. Nie popełniali błędu, gdyż oboje byli tego świadomi i z niewytłumaczalnych powodów chcieli tonąć w swoich ramionach, ucząc się przy tym wszystkiego, czego do tej pory nie zdążyli skosztować. Holmes łakomie kradła, niczym wyrafinowany złodziej, jego smak i zapach, by dać się porwać feerii barw, emocji i wszelkiej maści bodźców, które po raz pierwszy odczuwała i nie potrafiła przyjąć ich tak jak należy. Reagowała na Daniela intensywnie, co mógł poczuć w każdym głębszym oddechu jakim otulała jego szyję, próbując zachować trzeźwość umysłu, pomimo bycia pijaną i zdominowaną przez własne słabości.
Patrzyła mu w oczy i szukała w nich odczuć, które pokierowałyby ją w określoną stronę. Fluidy panujące między nimi sprawiały, że prawdziwość tej sytuacji wydawała się iście zaburzona, a każda kolejna minuta uciekająca przez palce, zdawała się być iluzoryczną tkanką, przez którą nie przedrze się nikt oprócz tej dwójki, pogrążonej w świecie podniet i intymnej aury. Wszystko nasiliło się w chwili, w której ulotny pocałunek sprawił, że wydobywała z siebie głuchy pomruk zadowolenia, świadczący o korzystaniu z dobrodziejstw jakie jej ofiarował w momencie coraz to bardziej namacalnego dowodu, że tu jest, a wyobraźnia wcale nie płata jej figli. Opuszkami palców przesuwała po ramionach mężczyzny, zaś spierzchnięte wargi wędrowały po fakturze odkrytej szyi, pozostawiając zeń liczne ślady, choć niezbyt trwałe, by za kilka godzin uniknąć tych przeraźliwie bezczelnych pytań, będących równocześnie niechcianymi, jak i bezczelnymi, godzącymi w niewinną naturę dziewczyny. Nie chciała jednak pozostać bierna na propozycje jakie jej składał, dlatego milczała, reagując na to inaczej niż mógłby przypuszczać. Subtelnym, acz wyważonym ruchem dotknęła ponownie jego klatki piersiowej, wyczuwając przy tym jak serce Daniela uderza mocno i donośnie, nie dając szansy na zwątpienie w prawdziwość  całej sceny, nabierając coraz to bardziej erotycznego wydźwięku. Jednym sprawnym ruchem odpięła pierwszy guzik koszuli, by zaraz potem sięgnąć po kolejne, które zdawały się być wadliwym mankament utrudniającym całą zabawę, w którą zaangażowali się bez reszty. Przygryzała w zniecierpliwieniu dolną wargę i czekała na odpowiednią sekundę, gdy to ich usta złączą się w pocałunku namiętnym, przenikającym na wskroś i pozostawionym trwałe ślady; on zaś nie zwlekał z tym, jakby mogąc czytać w jej myślach - odpowiadał na ledwie słyszalne wołanie. Zegar coraz bardziej odmierzał czas, choć Marceline wcale się nie spieszyła. Była wręcz mozolna w swoich ruchach, które wyważone, a zarazem spokojnie mogły przyprawiać o dreszcze każdym muśnięciem przypominającym osadzająca się na ciele mgiełkę, która przyjemnie drażni i rozpala coraz to silniejsze podniecenie uciskające podbrzusze.
C h c e s z?
Kiedy delikatny materiał sukienki opadł na podłogę - nie zwlekała dłużej. Bez pozwolenia i pytania zsunęła z ramion Bergmanna koszulę, jakby chcąc mu udowodnić, że od tego nie ma odwrotu. Była zdecydowana i bez reszty pochłonięta przez uczucia, które ją paraliżowały, a zarazem pchały do coraz śmielszych czynów. Może i to było powodem, dla którego bez  namysłu pociągnęła za sprzączkę paska, a dźwięk puszczającej klamry tylko sprawił, że zapragnęła tego mocniej. Nie zamierzała się jednak spieszyć, toteż leniwie przesuwała się w stronę łóżka, na którym to niedługo później usiadła, zapraszając go do siebie perwersyjnym spojrzeniem, przesiąkniętym nutą pruderii, ale też swoistego rodzaju wyuzdania, choć o takowym nie miała bladego pojęcia. To on był zapalnikiem wszystkich gestów i czynów, a teraz kiedy niemal wisiał nad nią miała okazję poznęcać się nad nim, by to potem on z przyjemnością torturował każdy zmysł Holmes i odegrał się ze zdwojoną siłą.
- Nie przerywaj - wyszeptała wprost do ust Daniela, gdy to jej dłoń zmagała się z niesfornymi guzikami spodni. Nie była pewna czy robi dobrze, dlatego kierowana intuicja pociągnęła go w swoją stronę, by znalazł się pomiędzy jej smukłymi udami, które jeszcze nie tak dawno zaciskały się na nim i nie dawały pozwolenia na odsunięcie się - choćby na milimetr. Gęste pukle rozsypały się po pościeli dodając Marceline nieco uroku, tej dziewczęcej magii, którą emanowała, próbując nią zwieźć mężczyznę, który winien reagować z własnymi instynktami na dotyk jaki mu teraz serwowała bez cienia skrępowania, a zarazem z delikatnymi rumieńcami na policzkach. Smukłe palce wsunęły się pod materiał niewygodnych jeansów, a tam znalazły się na materiale bokserek, który ledwie muskała, pobudzającym go tym samym jeszcze bardziej i dając mu odrobinę rozkoszy, choć było to z pewnością uciążliwe. Nie wiedziała w końcu czy chce więcej, mocniej i intensywniej. Zdawała się na własne przekonania, które mogąc być błędnymi, nie zmusiły jej do zaprzestania niewinnej pieszczoty tego jakże konkretnego miejsca. Serce zadudniło w piersi brunetki, a usta wygięły się w subtelnym uśmiechu, w którym ukryta była jedna fraza, mająca być wyzwaniem, ale także rozkazem; chcesz mnie? To sobie weź.
Czas jest najgorszym z wrogów, ale dziś będzie Twoim sprzymierzeńcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:27

+18

Były to jedne z momentów, w których wygasał zazwyczaj dyrygujący rozsądek - jedne z chwil wyjątkowych, bowiem szlaki następujących czynności zawsze tkwiły usztywnione w wymogach tego żelaznego dyktanda, głoszącego wciąż w głowie, wybijającego niczym metronom rytm złączających się w poszczególne konkluzje myślom. Był jednak mieszaniną burzących się paradoksów, wojujących pod biologiczną stabilizacją ciała, abstrakcyjnych pierwiastków - rozsądek często wydawał się nierozsądny, proste ścieżki niepotrzebnym lawirowaniem, komplikowaniem banałów życia niezrozumiałym dla drugich osób; dla Bergmanna rozsądnym mógł stać się impuls, niczym świadome schwytanie się w sidła lepkich nitek pajęczyn, zastawianych przez jej osobę; tak, najwłaściwszą opcją było oddanie się pożądaniu czyniącemu eksplozję pod rozgrzaną powłoką skóry, temu miłemu mrowieniu odchodzącemu od okolicy podbrzusza. Nie było innego wyboru. Nie było innego wyjścia - kiedy odszedł, zostawiając za sobą nieporuszone, przepełnione spokojnym kołysaniem się fal jezioro, wiedział, że prędzej czy później każdy z wychodzących zaczątków myśli - tych ledwie uformowanych i niewyraźnych, już wówczas - będzie należeć wyłącznie do niej.
Wytarły się za i przeciw, nastawione na własną korzyść rachunki, okazując się niepotrzebne - każdy dotyk, każdy ruch, każde uczestniczenie w wytyczonej mu roli prywatnego, dwuosobowego spektaklu było krystalicznym absorbowaniem przyjemności, rozkoszy - tej zwykłej, uniżonej, cielesnej jak i sycącej niczym ambrozja duszę. I on chciał być wszystkim, chciał być ćmą spalającą się w ogniu upragnionego światła, chciał wyrzucić swe ciało w toń, zanurkować i nie wyłonić się spod tracącego znaczenie czasu, nie dotykać dna choć koniuszkiem palców u stóp i nie dojrzeć świadczących o istnieniu powierzchni promieni. Obecnie cała uwaga była wwiercona w jedną, jedyną postać, zamazując pozostałą realność - wystarczyło, że ona była, prawdziwa i wyczuwalna. Materiał ubrań upadał, uwalniając fragmenty, by wkrótce - odsłonić całość męskiego torsu; zgrzyt klamry od paska wbudowywał się w tło przyspieszonych, pełnych spragnienia oddechów. Uwielbiał, kiedy nagle przeistaczała się w jego oczach, raz pełna niezdecydowania i niewinności, wkrótce udowadniając, jak mylną się wydawało to wizją - naciągając i tak naprężone, wyostrzone jak nóż struny napięcia, rozbudzając i owładając go, kiedy sam ledwie wytrzymywał w oczekiwaniu, zbliżając się, powoli, w stronę krawędzi łóżka. Była nieodpartą pokusą i za każdym razem jakby miała doskonałe pojęcie, że on zjawi się, przyjdzie - czując ciężkość płuc, ciężkość przyspieszonego kurczenia serca, trzepoczącego jak uwięzione ptactwo. Szedł do niej, na wzór wędrowca zwiedzionego śpiewaniem syren.
Rozkaz pozostał niekoniecznie potrzebnym, aczkolwiek formalnie napominającym najistotniejszą z prawd ozdobnikiem - przerwanie okazałoby się ostatnim z jego zamiarów, wręcz niemożliwym, niemającym prawa zaistnieć w tym szaleńczym wręcz trwaniu, szaleńczych planach oczekujących spełnienia. Odpowiedź pozostała do odczytania w oczach, w rozszerzonych, pożerających chłodny błękit źrenicach; we wspięciu się ponad jej postać, choć ich sylwetki, wydające się teraz nierozłącznymi nieomal przylegały do siebie, a rzucające się na ścianę pokoju cienie - wspólnie, dynamicznie, zlały się w jedną formę. Bez dodatkowych formuł, pozbawiony chwiejnych przyrzeczeń, po prostu spełniał i podtrzymywał uprzednie stwierdzenie, pod złączane powieki pozwalając wlać się ciemności, ponownie niemal z obsesją wpijając się w jej miękkie usta. Odbierał drażniący, kobiecy dotyk, przez barierę tkaniny - tak jakby zetknięcie pozostawało wyłącznie podsuwanym przez zniewolony umysł złudzeniem - ledwie lądującym na wybrzuszeniu stwarzanym przez jego erekcję, co zasygnalizował wyraźniejszym, bardziej słyszalnym zaczerpnięciem powietrza. Zarówno przyjemne jak i okrutne - podniecenie, roztaczające swą aurę, chciało nieustępliwie brnąć naprzód, choć wiedział, że wszystkim należy się delektować powoli niczym wykwintną potrawą, a pośpiech nigdy w rzeczywistości nie działał w sprzyjających szeregach. Postanowił trwać w pocałunkach, żyć w każdej, pochłanianej przez przeszłość sekundzie, przemierzającym wzdłuż barków ruchem odgarniając niesforne kaskady włosów, a także pociągając za sobą ramiączko. Biodra mężczyzny poruszyły się, nie zostawiając już kompromisów, kiedy on sam uwalniał zapięcie górnej części kobiecej bielizny - zagarnęły dla siebie bliskość, otarły się kilkakrotnie lekko wpierw o jej uda, zmierzając z wolna ku wewnątrz. Wraz z uwolnieniem się spod biustonosza, obarczył krótkim spojrzeniem jej piersi, jedną zagarniając wpierw delikatnym ruchem zataczających okręgi palców, na drugiej składając zaś muśnięcie wargami. Nie pozostawał zbyt długo przy identycznych pieszczotach, odrywając się nieco - ręka Bergmanna zsunęła się wzdłuż jej ciała, przez podbrzusze, wnikając pomiędzy rozchylone, smukłe nogi; kilka złożonych pocałunków na owej, analogicznej wręcz drodze, dzieliło go od momentu ściągnięcia pończoch.
Ostatecznie już - jego dłoń - wpierw jakby niezdecydowana oraz kapryśna, bez zapowiedzi dotknęła kobiecości przez barierę bawełny, następnie wniknąwszy pod nią, aby - już bez ograniczeń móc dotknąć najwrażliwszego punktu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:28

+18

Nie myślała już trzeźwo.
Stała się panią, a zarazem niewolnicą jego fraz, które uleciały w eter kilkanaście, a może kilkadziesiąt minut temu? Nie chciała jednak poddawać się bez reszty woli mężczyzny, bo to ona zamierzała ustalać zasady, ale im dalej w to brnęli, im mocniej babrała się w mazi, która pozostawiała na jej ciele ślady, tym mocniej ulegała mu i pokazywała, że ten jeden raz - może należeć wyłącznie do niego. Rozsądek odmówił posłuszeństwa do reszty, jakby wiedząc, że nie jest w stanie wygrać tej walki w pojedynkę, a przecież mierzyły się w niej dwa żywioły; ten rozpalający i usilnie próbujący zgasić spontaniczność, która któlowała między nimi i czyniła zeń istoty lawirujące na granicy bytu i niebytu. Przenosiła się w inny wymiar rzeczywistości, w której nie było już słusznych decyzji i mądrych wyborów. Eskalowała i łapczywie zgarniała dla siebie pragnienie czegoś więcej, aniżeli tylko spełnienia, do którego na pewno uda im się dotrzeć; potrzebowała spojrzeń Daniela, w których to odbijałaby się ona, tak samo jak intymnych rozmów, które nadawały swoistego rodzaju sens ich relacji. Myślała o tej bliskości, o jego dominującej naturze, a zarazem dwojakiej osobowości, która urzekła ją na tyle, że nie umiała się już przed tym obronić. Zamierzała korzystać z tego co ofiarował jej los, a także z tego, że będzie mogła znaleźć w ów znajomości, o ile zdecyduje się wejść w to głębiej, coś więcej aniżeli oczywistości wyłożone na tacy. I była pewna, że jeżeli podda się woli Daniela, ugnie swe kolana i pozwoli mu na dotarcie w najdalsze zakamarki duszy, będzie tylko jego.
Oddech Marceli spłycał się coraz bardziej, a następowało to w chwili, w której pocałunki przybierały intensywniejszych barw i stawały się namiętne, co mogłaby mu oddać z nazwiązką, o ile nie byłaby aż tak otumaniona podnieceniem uciskającym podbrzusze. Nigdy wcześniej nie czuła tego aż tak, podobnie było zresztą z obcowaniem z mężczyzną, a co za tym szło - wędrówka po omacku była jeszcze trudniejsza. Musiała panować nad ciałem, które drżało pod jego dotykiem, jakby nie będąc w stanie poradzić sobie z feerią emocji, które uderzyły w nią z impetem i zmusiły ją do stracenia kontroli nad samą sobą. Nie było już czasu na to, by analizować wszystko raz jeszcze; nie było miejsca na głupie udowadnianie samej sobie, że jest w stanie to pokonać, dlatego ledwie słyszalnym szeptem otulała bergmannowe ucho, które muskała spierzchniętymi wargami, gdy był coraz bliżej, a spomiędzy nich ulatywało jego imię. Z prawdziwym namaszczeniem podkreślała samogłoski w nim zawarte, jakby starając się w ten sposób opanować choć odrobinę pęd rozkołatanego serca, ale to zdało się na nic, jakby ratunek był jedynie mżonką o czymś nader odległym i nigdy niepoznanym.
Kątem oka dostrzegała ich sylwetki, które malowały się na ścianie. Widziała te pewne siebie ruchy, pod którymi ona zapadała się w sobie, a zarazem wołała niemo o więcej. Obezwładniał ją swoją siłą i stanowczością, w której ukryte było tyle przyjemnych zwrotów, na które ona przystawała bez zbędnych sprzeciwów. Ufała mu, wszak... Nie skrzywiłby jej, prawda? Przyrzeczenia, obietnice, to tylko dodatek, który był potrzebny do zapewnienia stabilizacji, ale Holmes wcale jej nie szukała. Uzależniła się od Daniela, wzbudzał w niej przeróżnego rodzaju pokłady czegoś nieznanego, co mogli odkrywać we dwoje, ale już teraz była pewna, że nie zamierza się rozdrabbniać na duże bądź mniejsze aspekty, gdzie to mogłaby wycofać się w najmniej oczekiwanym momencie. Pewność tę miała w chwili, gdy to jego dłonie tak sprawnie pozbyły się jej ramiączek od stanika, a zaraz potem bielizna więżąca piersi brunetki znalazła się gdzieś na podłodze. Czuła nutę skrępowania, na co nie miała żadnego wpływu, ale im śmielej przesuwała palcami po materiale bokserek Bergmanna, tym mniej zwracała uwagę na swoją nagość. Jęknęła cicho, gdy złożył pocałunek na twardniejącym z podniecenia sutku, co w ostateczności zmusiło ją do ujęcia w pewniejszy sposób  jego męskości, jakby za wszelką cenę walcząc ze sobą i usilnie próbując nie dać się pogrążyć w bezkresie rozkoszy. Sprawnym ruchem wsunęła smukłe palce za bokserki mężczyzny i przesunęła wzdłuż podbrzusza, by zaraz potem dotknąć go w tym najwrażliwszym miejscu i kilkukrotnie zaznaczając drobnymi, kolistymi ruchami, że chce tego spróbować i dać się ponieść wszystkiemu, co niesie za sobą ta wykreowana przez nich sytuacja, gdzie to oboje byli jej bohaterami. Wolną dłoń umiejscowiła na prawym pośladku Bergamnna i bez trudu złapała za portfel, choć ten wypadł z niezbyt pewnego uścisku, gdy to jej arysta odpowiedział na zaczepkę i to w najbardziej trafny sposób.
- Och... - wydobyło się z jej ust, gdy poczuła jak dotyka ją dokładnie tam, gdzie lubiła najbardziej. Niejednokrotnie badała czułe punkty na swoim ciele, a on z finezją dotarł do nich bez trudu. Poruszyła niespokojnie biodrami, nadając w ten sposób intensywności odczuwania, by w końcu uśmiechnąć się i spojrzeć na niego spod przymkniętych powiek. - Przeszkadzają mi twoje spodnie... Bardzo... - powiedziała z trudem, gdy chciała je zsunąć i przerwać tę barierę, która w tym momencie doprowadzała ją do czystego szaleństwa. Nie była przyzwyczajona do tortur, które z pełną świadomością zadawała jemu, a on w odwecie i z precyzją jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:30

+18

Postanowił skoncentrować się bardziej na wzroku - z plątaniny impulsów, mieszających się w synestetycznej wizji, selekcjonował owe konkretne, zmieniające się niczym szkiełka kalejdoskopu wrażenia - każde poruszenie jej ciała, każdą pozornie niewielką zmianę w przybierającej błogi charakter ekspresji, wszystko składające się na reakcję, która prowadziła go, upewniając w trafności obieranych poczynań. Doceniał - coraz bardziej - rozsmakowywał się w tym obrazie jej łagodnie wyprowadzonej sylwetki, w każdym milimetrze poznawanego ciała, które nieustępliwie badały dłonie i którym nie szczędził kładzionych muśnięć wargami. Przyciągała go, jak przeciwległy biegun - wytwarzał się między nimi silnie oddziałujący magnetyzm, choć nie wiedzieli o sobie w rzeczywistości zbyt dużo; mimo, że druzgocąca większość spraw znajdowała się nieodkryta, osnuta mgłą tajemnicy, gęstym, puchatym szalem zwyciężającym percepcję. Nie istniała potrzeba zbyt wielu rozmów, zbyt wielu stawianych pytań zrzucających ku najzwyklejszym banałom - ta zgodność czyniła relację tę wyjątkową, absorbującą, w której wir chciał się dać porwać - niezależnie od wymaganej ceny. Kim jednak byli? Praktycznie nieznajomymi, czyniącymi definitywny krok na równie nieznajome tereny - jakby świadomi tej ulotności, jak wszystko wokół ulega nieustającym zmianom, jak zrządzenie cykających jak owad wskazówek może oznajmić rozłam i koniec wspólnego trwania; jak brzdęk uchodzący zdradliwie na wzór fałszywego akordu rozdzieli zlewające się w jedno, cieniste kształty. I nic już nie będzie więcej.
Dlatego nic ponadto nie miało prawa się liczyć.
Dostrzegał w niej nieobciążenie czasem - czasem, którego piętno ścierało, deformowało ludzkie oblicza, potęgując zmęczenie, skażające jak nieodzowna trucizna, niewoląc, stopniowo dusząc w swoim zdecydowanym uścisku. Była w niej spora część dziewczęcości posiadającej nieodparty, niezdolny do zaprzeczenia urok - jako oblewające policzki akcentem czerwieni rumieńce, lecz równie szybko była w stanie zmusić go do poddania się, niczym znająca każdą z męskich słabości uwodzicielka. I zajmowała go, teraz wyłącznie żył dla rosnącej w nim fascynacji, dla pożądania - równie wyniszczającej, co budującej siły, niepoliczonej energii rozsadzającej biliony wchodzących w skład ciała komórek.
Włosy, ułożone jakby w nieładzie, miękkość ustępującego pod ciężarem obu postaci posłania; kiedy jej palce już bezpośrednio obdarzyły go swym dotykiem - stłumił westchnienie, usilnie chcące wydostać się z gardła. Samolubnie (lub niekoniecznie) chciał stawać się dla niej wszystkim, jako satysfakcjonującą nagrodę zgarniając wszelkie, dostrzegane oznaki, chciał, aby na moment - w centrum znajdowali się tylko oni, łącząc się w tej rozkosznej destrukcji zdolnej jakby doszczętnie spopielić ich ciała. Lekki uśmiech przyozdobił mu twarz - pozbawione ironii, ciepło wygięte usta - gdy portfel wypadł z rąk Holmes oraz usłyszał niezmiernie trafną uwagę.
- Więcej nie będą - zapewnił; ton znajdował się na granicy cichego lecz zrozumiałego pomruku, uchodzący wprost w jej ponętne wargi, które od razu - bez zbędnego czekania obdarzył znów pocałunkiem (nigdy nie przyprawiłyby go o znużenie). Jego dłoń zagłębiła się równocześnie bardziej zdecydowanie, opuszkami palców drażniąc najczulszy punkt kobiecego ciała. Nie zwlekał niemniej z podarowaną jej obietnicą - trudno było mu zapanować nad podnieceniem, chcącym wymknąć się spod kontroli jak oszalałe zwierzę, decydując się w krótkiej przerwie załatwić wszystkie z odpowiednich czynności. Porzucił spodnie oraz bokserki, prędko również pozbawiając jej ostatniego fragmentu ubrania; serce biło jak oszalałe w jego klatce piersiowej, kiedy był już świadomy, jak niewiele go dzieli od kluczowego momentu. Nachylił się nad nią - równie jak ona - nagi, choć przy tym nieskrępowany i pewny; zgodnie z poprzednim charakterem zetknięcia nie spiesząc się, nie stając się do przesady zachłannym. Fala nowej, zwiększającej się przyjemności rozlała się wzdłuż i wszerz jego ciała, do resztek zagłuszając pęd myśli; wszedł w nią zdecydowanym lecz niebrutalnym pchnięciem, ciężkim oddechem owiewając rozgrzaną skórę. Złączył powieki razem z kolejnym ruchem; równocześnie przygryzając delikatnie płatek jej ucha - początkowo był dosyć powolny, dopiero nadając stopniowo nowego, bardziej intensywnego rytmu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:31

+18

Zdawała się zapadać w sobie, gdy coraz bardziej poddawała się jego dotykowi delikatnemu, a zarazem zdecydowanemu; pocałunkom, tak słodkim jak pszczeli miód, a od których czuła się wystarczająco uzależniona. Smakowała jego warg z prawdziwym oddaniem, jakby tylko one mogły dać jej spełnienie, choć było to bzdurą. Odbierała bliskość Daniela ze zdwojoną siłą, wszak była niedoświadczona i dopiero teraz uczyła się tego wszystkiego, co dawało poczucie spełnienia. Byłaby w stanie także przysiąc, że to właśnie w tej jednej chwili rozpada się na wiele cząsteczek, które rozsypują się w każdą część świata, bo nie jest w stanie zapanować nad reakcjami, tak obcymi, odległymi i nieznanymi. Czy krępowało ją to? Z pewnością i to było powodem, dla którego zamknęła oczy, by tylko nie dostrzegł jak bardzo nieśmiałość bierze w górę, a zarazem spontaniczność próbuje ukrócić to co pokrzyżowałoby szansę na spełnienie i oddanie się w wir pożądania, spalającego co tylko możliwe na swej drodze. W przeciwieństwie do Bergmanna nie potrafiła myśleć o ich relacji, znajomości i tym co się między nimi tworzyło. Ulegała pokusie, którą wykreowała samodzielnie i z każdym kolejnym spotkaniem wtłaczała także do jego żył, by uzależnił się równie mocno, co ona sama. Alkohol, który przepływał w jej organizmie nadal dawał o sobie znać, bo choć nie czuła się pijana, tak nie analizowała czy to co robią jest dobre bądź złe. W tym krótkim momencie zapomnienia było wyidealizowanie ich kreacji splecionej w jedno ciało, jakby nie było szansy na wytworzenie się oddzielnych, dwóch jednostek, które trwając obok siebie - przeżywają to co mogą dać sobie nawzajem. Ona korzystała z całego dobrodzejstwa, które przelewał na nią Daniel i błagała o więcej każdym centymetrem swojego rozpalonego ciała, by tylko nie przerywał i nie skazywał jej na katusze, doprowadzające do szaleństwa.  
Dotknęła opuszkami twarzy mężczyzny i przesunęła smukłymi palcami po kościach policzkowych, docierając w końcu do ust, których z namiętnością kosztowała. Uśmiechnęła się delikatnie, a zaraz potem skradła mu kolejny pocałunek, by wreszcie ułożyć się pod nim wygodnie i móc eskalować każdy fragment jego osoby, ucząc się go przy tym na pamięć. Liczyła długie rzęsy, a także drobne zmarszczki i przez ułamek sekundy zastanowiła się - ile ma lat; dotarło do niej także, że mógłby być jej ojcem, choć to nie grało żadnej roli. Był dojrzały, pociągający dzięki temu i niezwykle enigmatyczny, a to sprawiło, że chciała go więcej i bardziej.
W ł a ś n i e teraz.
Nie pytała o pozwolenie na ten dotyk, który miał mu dać przyjemność i ukierunkować drogę podniecenia. Przemierzała nieokreśloną dróżką, po której przemykały ponownie jej palce, by zaraz potem raz jeszcze zatrzymać się na męskości i patrzeć jak daje mu to swoistego rodzaju ulgę. To co on czynił jej - nie było tym samym. Narastająca żądza sprawiała, że pragnęła błagać i skomleć o więcej i nim zorientowała się w tym, co zaraz się wydarzy, poczuła dziwnego rodzaju ból, którego nie potrafiła w żaden sposób skategoryzować. Oddychała szybciej, a klatka piersiowa zapadła się nieznacznie, zaś spomiędzy spierzchniętych warg uleciał głuchy jęk.
- Daniel... - powiedziała z trudem i zacisnęła na nim swoje uda, by na moment zwolnił, jakby nie mając możliwości wytłumaczyć tego, co się właśnie stało.  Czuła kotłujące emocje, gdy raz po raz rozsierdzały ją i czekała na to, by poddać się temu, ale musiała zapanować nad tym, co odebrało na chwilę przyjemność. Paznokcie bezwiednie wbiła w jego ramiona, by w ten sposób dać upust własnemu odczuwaniu i kiedy wzmógł raz jeszcze ruchy, poddała się temu, bo droga do eksplozji, w której to opadną wycieńczeni i zasną tuż obok siebie była niezwykle długa. Szeptała między krótkimi muśnięciami jego imię, chcąc dać mu do zrozumienia, żeby nie przerywał, bo była gotowa na wędrówkę pomiędzy kolejnymi zakrętami i wzniesieniami, do których mieli dążyć razem.  Przesuwała nawet dłońmi po ciele mężczyzny, by rozbudzać jego zmysły jeszcze bardziej, aż w końcu zacisnęła je na pośladkach Bergmanna i przyciągnęła go do siebie, by ta utarta granica przestała istnieć, wszak tylko ona ograniczała ich w działaniu.
Nie przerywaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:32

+18

Sekundy - uchodzące w szeregach - zlewały się w jedną
całość, w chaotyczny krajobraz upadły poza granicami rozsądku - świat pulsował, świat tańczył, świat chwiał się pomiędzy snem a rzeczywistością - nieokiełznany, w jednej chwili wypadał z rąk w swych gwałtowniejszych ruchach i w drugiej, równocześnie się w nich odnajdywał - ściśnięty przez wyczulone, przewrażliwione zmysły. Zatracał się w tym nieładzie, przytwierdzającym mu rozpostarte skrzydła - utrzymywane przez pożądanie, słodko-gorzkie uczucie składające się z samych antytez - rozkosznej tortury nękającej ich ciała, wlewanej do czaszki bogini tego momentu. Oddawał się z pasją każdemu z owych upadków - tak uznawanych przez niby-moralność niektórych osób, synonimicznym w pozwoleniu wciągnięcia się prosto w bagienną czeluść - ludzką ułomność pokrewną ze zwierzętami, jaką on zawsze pragnął wynosić ponad uznane za powierzchowne doznania; ulotne, gdyż czara żądzy prędko znowu stawała się pusta, domagając się dalej trwania w irracjonalnym cyklu. Spełnienie nigdy nie znajdowało miejsca - wszystko pozostawało jedynie majaczącym złudzeniem - z każdym odbieraniem bliskości, brakowało mu wiele, z każdym ponownym dotykiem, zetknięciem, spotkaniem warg w pocałunku - zbyt mało, stanowczo zbyt mało. Ten moment pozostawał jednak wyłącznie dla nich - pozwalał im posmakować tego, co wiedział, że nigdy - nie przyprawi go o statyczne wrażenie powtarzalności, że wszystko stanie się jasne i oczywiste, a zagadka drugiej osoby uzyska w całości swą jasność, tracąc wcześniejszy, okryty aurą niewidoczności charakter. Co jednak tkwiło w owej postaci, że dla niej zatracał zupełnie własną kontrolę, że - z taką siłą działała, zrzucając smagający grad bodźców, pod którym ledwie nie uginała się jego sylwetka - nie wiedział, nie chciał wiedzieć, chciał nadal skrupulatnie oddawać się swojej obsesji - nie obchodziły go wszelkie inne zagmatwania rozproszeń. Słyszał szeptane, unoszące się głoski uformowane ku brzmieniu własnego imienia, dochodzące jakby z oddali, niewyraźne oraz rozpraszające się prędko - one niemniej wydawały się zakotwiczać mężczyznę w rzeczywistości, wciąż wirującej, rozwarstwiającej się
niepojętej.
Znowu to samo imię; wypowiedziane odmiennie, z innym przekazem, w poddawanym inaczej smaku. Poczuł wpijające się weń paznokcie, a z połączenia wszystkiego - zatrzymał się na ów moment, popatrzył jej prosto w oczy, przymglone planety otoczone pasmami zieleni.
Zrozumiał.
Jego usta nie poruszyły się, nie padła z nich ani pretensja, ni obwieszczenie o potwierdzeniu - rozumiał, teraz i było to jednocześnie tak oczywiste (wszak zdołał spostrzec jej brak doświadczenia) jak niepojęte. Dłonią pogładził kobiecą twarz, niby uczył się teraz, poznawał ją całą na nowo, w krótkim antrakcie - nie końcu, wiedział, że to nie może być zwiastujący rozdzielenie się koniec; czynił równie analogicznie do niej, lecz przy tym zupełnie inaczej - w tym wszystkim chciał uformować przekaz, którego nie potrafiłyby unieść werbalizacje. Znów coraz trudniej było mu złapać oddech, zagnieździć powietrze w płucach, znów serce tłukło się, rozchodząc głębokim echem - całował ją wpierw delikatnie na równi z pierwszymi, wznawianymi ruchami bioder, ponownie muskał wargami delikatną skórę na szyi, równocześnie odbierając jej dotyk - przemieszczający się wzdłuż wzniesionych ponad nią pleców. Pogrążał się dalej, dalej zwiększał intensywność swoich poczynań, stawał się bardziej śmiały, nie wahając się ani przez moment - nie rozważając, że mógłby przestać. Ich przybliżone ku sobie sylwetki ocierały się niemal o siebie - każdy centymetr wydawał się rozpostartą przepaścią, raniącą dotkliwym, rwącym bólem rozłąki. Ciepło; ogrom ciepła mieszał się wraz z przyjemnością, przychodzącą z każdym następnym kurczeniem mięśni, każdym kolejnym prowadzeniem obranej wspólnie wędrówki. Czuł, kiedy w końcu zbliżał się kulminacyjny moment - kiedy wiedział, że już nie zdoła wytrzymać, a jego oczy otworzyły się wręcz maksymalnie szeroko; westchnął zdecydowanie głośniej, choć owe westchnienie należało określić raczej - mianem nieartykułowanego, trudnego w sprecyzowaniu - uchodzącego przez rozchylające się wargi dźwięku. Oddawał się silnym, wszechogarniającym objęciom orgazmu, na krótką chwilę zaskarbiających sobie całość komórek - impulsu, przechodzącego wyraźnie, wieńcząco, aby po sobie zostawić wyłącznie pustkę. Chociaż on nie chciał odchodzić.
Nie mógł.
Jeszcze nie musiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:32

+18

Myśli splatały się w jedno i czyniły z niej niewolnicę emocji tak sprzecznych, a zarazem tak oczywistych, jakby w tej jednej chwili traciła możliwość decydowania o samej sobie i swoim jestestwie. Przepełniała ją niewyobrażalna potrzeba maniakalnej kontroli, którą traciła z każdym kolejnym muśnięciem i pocałunkiem. Było to nader oczywiste, wszak pozostało jej jedynie trwać w pułapce przyjemności jaką serwował jej mężczyzna. Ulegała mu, dokładnie tak jakby od zawsze do niego należała j nie potrafiła sprzeciwić się jego woli. Posłusznie drżała pod dotykiem palców i warg, które zaznaczały kilka śladów przynależności. I nie szukała słów, które sprawiłyby, że odsunęła się choćby na milimetr, bo chciała w tym trwać. Stawała się coraz mniejsza, a głuche wołanie doprowadzało do sytuacji, w której smakowała niemych wyznań i cichych pragnień wypełnionych po brzegi zaufaniem, z którym do tej pory miała problem. On przedarł się przez mur barier j ograniczeń jakie tworzyła podświadomie, by nie dopuścić do siebie nikogo zbyt blisko, jakby to miało ją zgubić w odmęcie wszystkiego na co najzwyczajniej nie była gotowa.
Patrzyła mu w oczy z nadzieją, choć te przymglone były przez pożądanie, które wypełniało kanaliki nerwowe i sprawiało, że rozsądek odchodził w niepamięć. Głuchym jękiem dopominała się o kolejną falę namiętności, która winna zalać ją bez reszty. Z każdym więc pchnięciem przygryzała coraz mocniej wargę i korzystała z możliwości nadanej jej przez niego samego, gdy dłonie w ślepej wędrówce poszukiwały jego ramion, w których tonęła niemal bez reszty. Mogłabym przysiąc w tej chwili, że seks także pachnie, a jego woń ma niewyobrażalnie wiele kompilacji, w których człowiek był w stanie zatracać się bez opamiętania, co wciąż podkreślała cichym szeptaniem imienia, a które to okraszone było nutą irracjonalnej tęsknoty za uczuciami ledwie poznanymi.
/ I tak niewiele trzeba, by poznać mężczyznę
Tak niewiele trzeba, by go zrozumieć /
Bała się tej reakcji, gdy wreszcie pojmie, że jest jej pierwszym i nigdy wcześniej nikt nie dotarł do tak daleko utartej ścieżki, na której trwali w tej chwili we dwoje. Odczuwała coraz to intensywniejsze skurcze, gdy na raptem moment zatrzymał się i wwiercał w nią swoim spojrzeniem, które sparaliżowało ją na tyle, że nie była w stanie wydusić z siebie choćby cichego pomroku; nie będąc zdolną do zachowania rozwagi, która była teraz potrzebną, by nie popełnić faux pas i nie przeżyć orgazmu, który rozsypałby ją na miliony małych cząsteczek. Dopiero gdy wrócił mozolnym ruchem bioder do ciut szybszego tempa, a zarazem tak dogłębnego, pozwoliła na upust swojemu głosowi, który odbił się od ścian echem, ale mógł być pewien, że w tej szaleńczej wędrówce, a raczej biegu, gdzie to serce biło jak szalone, ona także znalazła się u szczytu, do którego oboje w końcu dążyli. Krótkie, spazmatyczne skurcze symbolizowały nadejście orgazmu, a gwałtowne wtulenie się w jego ciało świadczyło o potrzebie bliskości, za którą nagle zdążyła zatęsknić.
/ I tak niewiele trzeba, by zrozumieć kobietę
Tak niewiele trzeba, by należała do ciebie /
Oddech powoli się normował, a krew przestawała wrzeć, choć ciało nadal nosiło znamiona tego, co się stało kilka chwil wcześniej. Nie miała odwagi, by zacząć temat, ale dopiero teraz pojmowała jak niezwykle jej głupio z powodu zatajenia prawdy i trzymania wszystkiego w sekrecie. Miała wrażenie, że zapada się w sobie i nie potrafi na nowo trzeźwo myśleć o następstwach swojego niewinnego kłamstewka, które nie pozwoliło im na jakiekolwiek ograniczenia budujące niepotrzebny mur. Dopiero po raptem kilku minutach odsunęła się nieznacznie i spojrzała mu w oczy, jakby chcąc nabrać pewności, czy jest zły bądź co gorsza - czy właśnie teraz ma zamiar ją zostawić.
- Gniewasz się? - jej głos przesiąknięty był swoistego rodzaju strachem, na który nie miała już żadnego wpływu, wszak... Wciąż była tylko Marceliną, przepełnioną falą obaw i niepewności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:35

Tempo oddechów powraca wkrótce do normy - odprężenie wypełnia jeszcze rozgrzane ciało; wszystko spowalnia, wyostrza się, blednie w swych - jeszcze niedawno - rozmaitych kolorach, splendorze odcieni, szarżujących jak w sztormie impulsów. Cisza, która jakby wydaje się nastać, jest gęsta, nie do przebycia - wznosi, cegła po cegle na nowo mur rozdzielenia dystansem, mimo, że nadal znajdują się bardzo blisko - na wyciągnięcie ręki. Nieobecnym wzrokiem błądził dokoła wytrącających się z ogólnego królestwa półmroku kształtach, twarz nie zdradzała żadnych targających nim uczuć - i sam, wewnątrz, rzeczywiście czuł otępienie wysysające wszystko jak czarna dziura, uformowana mu nagle w czaszce; dopiero z wolna, ostrożnie doń przystępował rozsądek, pożądanie ewaporowało chwilowo, zadowalając się imitacją zaspokojenia (które w rzeczywistości potrafiło powracać niezwykle prędko, na nowo rozkazując mu uczestniczyć w owym zezwierzęcającym cyklu).
Cisza.
Mimo, że w jego krtani nie chciały zrodzić się żadne słowa - wydawała się zgrzytem, uwierała go, niewygodna; konkretny przekaz powinien rozbrzmieć w powietrzu oprócz gry wędrujących spojrzeń, ciał zagrzebanych w pofałdowaniach pościeli, nierównej, wzburzonej jak pokryta wzniesieniem fal tafla morza. W końcu zapadło pytanie - zlęknione i jakby drżące nieznacznie głoski dotarły do jego uszu, upuszczając nieco ciężaru, choć jakby na nowo umacniając napięcie, prężące się niczym postronki. Z początku nie odpowiedział, usiłując wydostać się z labiryntu sprzeczności, z zaplątania emocji, odwiecznej pułapki umysłu; nie był zły, nie był zadowolony, nie wiedział. Odczuwał dziwnego rodzaju niesmak, który najwyraźniej - nie chciał okazać się szczęściem, gdyż ukrywanie stworzyło rozwierającą się wyrwę, wąwóz - który uwierał, który wydawał się nieproszony, który nie chciał wpasować się w perfekcyjną, wcześniejszą drogę, tę zgodność, jaką zmierzali, nie potrzebując większego wytłumaczenia. Jednakże - jakby nie patrzeć, zdołała się przed nim otworzyć - jedynie przed nim; to napawało go satysfakcją. Inna część z kolei wysycała się obojętnością; uczucia nigdy nie były czymś jednoznacznym, co dało się jasno i precyzyjnie określić.
Odwzajemnił ukierunkowane spojrzenie; osiadło ono na zmieszanym obliczu Holmes, nieskalane przez rysę zirytowania.
- Nie - odpowiedział półszeptem - wyraźniejszego tonu nie trzeba było używać, gdy dookoła nie panoszyły się żadne dźwięki prócz regularnych, uspokojonych już zaczerpnięć powietrza wtłaczanego ku płucom. Znowu była nieśmiała, bardziej delikatna niż wcześniej - lekkim, wyzutym z wcześniejszej zachłanności i erotyzmu gestem, położył dłoń na jej przedramieniu. Tym razem prym wiódł wracający ku własnej władzy rozsądek, być może egoistyczny, być może - stanowiący siedlisko kłamstwa, wylęgarnię obrzydliwego fałszu, niemniej dostrzegając rozwiązanie właściwe, kiedy kobieca sylwetka zdawała się jakby odeń uciekać, jakby wymykać się - jeden, nieodpowiedni ruch oznaczał druzgocącą porażkę. A Bergmann uwielbiał ustawiać ludzi zgodnie do swych oczekiwań, uwielbiał samemu przewidzieć i komponować dalszy przebieg relacji, używając konkretnych, gnieżdżących się z perfekcyjną harmonią dźwięków - i doskonale wiedział, że trzeba ją odwieść od obaw, że trzeba zaserwować jej to, czego oczekiwała - nawet, jeżeli tkwiło zakorzenione w podświadomości. Sam z siebie, posiadał niezwykle upośledzoną zdolność empatii; równie jak nie potrafił okazywać własnych emocji, tak samo nie umiał wnikać pod czyjąś skórę, odczuć pęd myśli, pęd radości i zwątpień - choć któraś część popsutego serca rzeczywiście pragnęła poświadczyć jej wsparcie, nie wyśmiać, zachować się możliwie najbardziej właściwie - w pełni wiedząc, ile jest w stanie stracić.
Nie tyle musiał.
Powinien zostać.
- Nie myśl już o tym - przykazał po chwili, spoglądając na nią raz jeszcze oraz podnosząc powoli się z łóżka. Niemniej nie odchodził - z kieszeni porzuconego ubrania wygrzebał paczkę papierosów oraz stanął przy rozpościerającym się z szyb, ledwie dostrzegalnym widoku - szare, liche promienie przeciskającego się, osłabionego światła rzeźbiły jego nagą sylwetkę, czym on - ani trochę się nie wydawał przejmować. Uchylił nieco okna (ruszyło z cichym, aczkolwiek ostatecznie posłusznym jęknięciem), czując osaczający go chłód, jak stal przeszywająca wskroś tkanki. Jasna cholera, zbyt zimno. Z uczuciem zrezygnowania zadecydował się domknąć skrzydło oraz posłusznie wrócić na swoje miejsce; wślizgnął się znów pod pościel, jeszcze ciepłą, kontrastującą się z wcześniej wychodzącym naprzeciw powietrzem. Przysunął się nieco bliżej, czując potęgujące się wewnątrz, otępiające zmęczenie, chęć zakończenia owego nieprzychylnego etapu. Łatwo jest stwierdzić - nie ukrywaj.
Wyłącznie stwierdzić - i nic poza tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:36

Powoli serce uspokajało rytmu, a tym samym mogła zaczac trzezwo myslec, nie poddajac sie emocjom, ktore na moment badz dwa odebraly trzezwosc umyslu. Ulegla zludnemu pragnieniu, byc moze egoistycznie, wszak chciala dac upust temu, co tkwilo w niej gleboko uspione. Lawirowala przez kilkanascie minut nad przepascia, a teraz kiedy calkowicie rozpadla sie na miliony kawalkow, nie bylo juz na co czekac. Mogla zaczac wracac do swojej pozy racjonalnosci i dac sie kierowac zdrowemu rozsadkowi, ktory niewatpliwie nawolywal o pokore i dystans towarzyszacy jej zawsze. Nie rozumiala tego, dlaczego Daniel tak na nia dzialal, ale byla pewna, ze potrzebowala go w pelni i bez zadnego skrepowania, bo pozwalal jej na rozbudzenie wszelkich fantazji, na ktore wczesniej nie miala dostatecznie odwagi. Czula sie spelniona, a zarazem zmeczona, choc sen nie otulal jeszcze jej powiek. Dopiero dawala szanse na odejscie napieciu, ktore przez moment dluzszy niz wypadalo, zmusil miesnie Marceline do wytezonej pracy. Unormowane oddechy zlewaly sie w jedno, gdy trwali tuz obok siebie, ale wszystko musialo sie kiedys skonczyc, zas dziewczyna nie byla w stanie zapobiec tej dziwnej, niezrecznej ciszy, ktora zapadla i zatruwala, nadajac slodkiej goryczy tuz po.
K o n i e c?
Obserwowala kazda najmniejsza zmiane na twarzy mezczyzny i czula, ze cos jest nie tak. Byla tylko kobieta, ktora w ulamku sekundy potrafila wykreowac kilkanascie scenariuszy o absurdalnym finalne i niezbyt trafnym rozstrzygnieciu, a jednak... On nie pozostawial jej zludzen, gdy w ten spokojny, acz specyficzny sposob odpowiedzial na pytanie dajace mozliwosc zrozumienia jego podejscia. Byl starszy, duzo bardziej dojrzaly, a ona w tym jednym momencie zaufala mu bezwarunkowo, choc sama nie wiedziala, czy nie popelnila w tym bledu. Wytworzona przez niego bariera zdawala sie ciazyc mlodziutkiej artystce, choc nie zamierzala robic z tym juz niczego. Patrzyla na oddalajaca sie sylwetke Bergmanna i za wszelke cene podjela sie proby scharakteryzowania jej, by dopasowac ja do czegos znajomego, ale az do dzis nie mierzyla sie z tego typu nuta obojetnosci, na ktora reakcja wydawala sie zbyt trudna. Jako dziewczyna, kobieta - powoli wkraczajaca w te erotyczna strefe zycia - miala nadzieje chocby na wymiane kilku odczuc, informacji, a zarazem na milczenie, w ktorym nie poczuje sie osamotniona. Czyzby popelnila blad zatajajac te jedna, jakze istotna tajemnice?; dosc wstydliwa, wszak kolezanki w jej wieku bywaly bardziej doswiadczone niz nienedna starsza od niej, ale... To wciaz bylo daleko wybiegajace mysli, nad ktorymi zupelnie nie panowala.
Dym papierosa wdarl sie do jej nosa i zapragnela zaciagnac sie nikotyna, ktora uspokoilaby jej wnetrze i pozwolila na ucieczke od tak absurdalnych mysli. Musiala zapanowac nad tym, by tylko nie dac sie poniesc przeczuciu o swej klesce, stad siegnela po satynowy szlafrok i otulila nim watle ramiona, by zaraz potem podejsc do szafki, w ktorej znajdowalo sie otwarte wino, a od ktorego byla na tyle uzalezniona, ze nie byla w stanie go sobie odmowic nawet teraz. Wiedziala, ze jedynie zachowujac sie tak, jakby nic sie nie stalo, jest w stanie wytrzymac ten chlod, ktorym nagle ja obdarowal.
Nie mysl juz o tym, bylo niemal wyrokiem.
- Wezme prysznic - powiedziala ledwie slyszalnym szeptem, a zaraz potem na haust przechylila kieliszek zapelniony do polowy karminowym trunkiem. Nie musiala go zachecac do poczestowania sie czymkolwiek, bo jesli tylko mialby na to ochote, nie widziala problemu w skontrolowaniu nieduzego barku, gdzie znajdowaly sie rowniez inne alkohole. Poslala mu tez ulotne spojrzenie, by w koncu zniknac za drzwiami nieduzej lazienki.
Woda przyjemnie otulala jej strudzone cialo, jakby tylko ona byla w tej jednej chwili zbawcza energia i mozliwoscia otrzezwienia do reszty. Nabierala lapczywie powietrza w pluca, by tylko zachlysnac sie ta niewygodna cisza, do ktorej byla przyzwyczajona, wszak w te kilka dni zdazyla zapomniec jak to jest miec kogos tuz obok i nie moc zrobic nic, by tylko atmosfera sie oczyscila. Moze nawet ta krotka msza dla zmyslow trwala zbyt dlugo, bo nie liczyla czasu, ktory zatrzymal sie w miejscu. Dopiero wystarczajaco odprezona wyszla z kabiny i zaczela odszukiwac wzrokiem delikatnego materialu, w ktory ostatecznie przyozdobila swoje cialo. Poprawila cie cieniutka koszulke, tak samo jak krotkie spodenki, by juz nie czuc sie naga, wszak nie byla gotowa na pojawienie sie przed nim po raz kolejny otulona jedynie mgielka perfum.
Z wolna ruszyla w strone pokoju i spojrzala przez przymkniete powieki na Daniela, ktory w tej chwili lezal na jej lozku, na co usmiechnela sie subtelnie, wszak widok ten byl niezwykle urokliwy. Nie bawila sie natomiast w zbedne gierki, bo to tylko seks, ktory sie skonczyl i nie szukala juz czulosci, ktorej byc moze oczekiwala tuz po. Ulozyla sie na lozku w odpowiedniej odleglosci, by nie odebral jej obecnosci jako osaczenia, bo nie mogla posunac sie az tak daleko; nie miala na to odwagi.
- Dobranoc, Danielu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: reguły są nieistotne   Sro Wrz 13 2017, 09:37

Nie odezwał się ani słowem.
Skinął wyłącznie głową, akceptując - lub raczej będąc zmuszonym do akceptacji wyrażonego przez nią rozmytym szeptem postanowienia, obserwując, jak sylwetka równie rozmywa się, wsłuchując się w regularny szmer kroków, jeden za drugim, jeden… Wypuścił niemal całe stłoczenie zalegającego mu w płucach powietrza, doskonale czując ściskające się, kolebkowate wypustki żeber - jak wszystko zapada się, kurczy i jakby chce pęknąć - lecz nie jest w stanie, opiera się i zastyga. Wdech. Powtarza, znowu powtarza. Tkwiło w tym coś okrutnego, niczym siarczyście wymierzany policzek, niczym zamknięcie w więzieniu krawędzi własnego umysłu, zderzaniu się z lodowatymi ścianami - rosnącymi ze wszech kierunków. Łączące się w kreskę usta i osuszone jak stara, zapomniana przez świat studnia gardło, wszystko zaszyte nićmi zwyczajnej niemożliwości wydania z siebie nawet namiastki dźwięku - bo nie mógł, nie potrafił, n i e umiał i poniekąd zyskiwał tego doskonałą świadomość, poniekąd - wytykały to wszystkie mijane przezeń osoby. Zachowywał się jak przechodzień, lawirujący wśród tłumu, lasu ludzi, raz bliżej, raz dalej - lecz zawsze pozostawiając dystans. To było do niego podobne. Nie umiał inaczej. Wszystkie relacje, pamiętasz, Bergmann? Pamiętasz, dlaczego odeszli? Dlaczego ty odchodziłeś od nich? Dlatego, że
nie było innego wyjścia.
Szum wody ponownie podrażnił jego zmysł słuchu; analogicznie do sytuacji uprzedniej, wsparł się na łokciach - nie miał ochoty zaczerpnąć łyka choć wody - a jego szczupła, nakreślona niedbale w obecnym półświetle postać wyłoniła się z materiałowych objęć. Naciągnął na siebie część ubrań, decydując się w końcu całkowicie otworzyć owe przeklęte okno, stanąć twarzą w twarz z szorstkim, niemiłym mrozem, panoszącym się mimo lata. Zapalniczka prztyknęła i przywołała drobny, chyboczący jak cienka łodyga ogień; wpatrywał się w smugę dymu, wpierw wypalając wolno papierosa, pozwalając nikotynie wsiąkać w obręb krwiobiegu. Nie czuł się wcale lepiej - wiedział, że było nie tak, że wymierzonym w nią zdaniem wyłącznie pogłębił odległość. Czego oczekiwano? Czego oczekiwali ci wszyscy, prawiący te usłyszane - oraz te ukrywane pod zewnętrznością swych tkanek wyrzuty?
W trakcie powrotu Holmes, leżał już w łóżku - niemal zupełnie złączone ze sobą kurtyny powiek mogły zwiastować nadejście snu, choć Morfeusz nie okazywał na tyle łaski. Niemniej Bergmann wciąż milczał, nadal nie padła z jego strony odpowiedź - wyłącznie poruszył się nieco, choć nie wyniszczał narzuconej przez nią, zwiększonej ilości dzielących ich centymetrów. Wzrastała w nim chęć, aby uciec, podobnie, jak czynił to zresztą zazwyczaj - nie przejmując się, twierdząc, że musi iść, nie oglądając się więcej za siebie (kim była, że powinien się on przejmować? Kim była każda z tych drugich osób, by miał rozkruszać rzędy stawianych barier?). Sen ostatecznie nastąpił, choć oblał go zimnym potem - dostrzegał siebie, zadającego doskonale znajomo brzmiące pytanie, widział młodego siebie, pełnego obaw, dziecięcej jeszcze nieświadomości. Martwię się, Daniel, tak bardzo się martwię, konsultowałam to razem z… Czy naprawdę był nienormalny? Czy był ucieleśnieniem powielanego, potęgującego się z coraz wyższymi wykładnikami błędu? Obudził się, nagle i odkrył, że znajduje się znacznie bliżej niż wcześniej. Klatka piersiowa unosiła się, to opadała w szybszym niż zwykle tempie - tym razem z odmiennej przyczyny; ponownie się podniósł, najciszej jak tylko był w stanie, mając na sobie bokserki (tak spał najczęściej). Powoli, tonąc wśród władającej nocy, odnalazł w końcu drzwi do łazienki. Woda powinna pomóc, zimna, wbijająca się w skórę przenikliwym zaznaniem wilgoci. Powinna. Tak bardzo chciał, by pomogła.
- Marceline. - Drzwi zamknęły się za nim później z głośniejszym niż przewidywał odgłosem, a on szedł z powrotem - zbliżał się i odnosił wrażenie, że ona nie śpi - nie wiedział, czy było tak aby naprawdę, kosztując jej imienia w nieco odmienny niźli zazwyczaj sposób, wypowiadając je znacznie wolniej, jak gdyby rozważał każdą składową, w istocie - metaforę, symbol czegoś zdecydowanie większego, o znacznie bardziej skomplikowanym obliczu. Powinien to wreszcie powiedzieć.
Oszalał
naprawdę oszalał
.
- Mam nadzieję, że zrozumiesz - dorzucił szeptem, nadającym tembrowi głosu dość osobliwą patynę chrypki. Te wydarzenia będą się bardziej nawarstwiać - przed oczami przelatywały mu chwile stosunkowo niedawne, jak i te już głęboko zakorzenione w przeszłości. Wszędzie z ironią panoszyła się analogia. A on, wreszcie, ułomnie - próbował to komuś przekazać.  
Że właśnie - nie wszystko w stanie jest uzewnętrznić, że zawsze musi tak krążyć, a prawda, mimo, że zagrzebana - istnieje. Wtedy istniała również, lecz on ponownie, nie umiał jej ubrać w słowa, nie umiał przedstawić w czynach, nie umiał przelać na rzeczywistość.
Że czasem odchodzi, niemniej - zawsze wraca.
To było żałosne, łudzenie się o wychwyceniu przez Holmes słów, o pojęciu ich, to było wręcz niedorzeczne. Ale być może nawarstwienie się minionych ostatnio problemów, jak i jej wydająca się nie zobowiązywać go młodość, powodowały wyzwolenie irracjonalnej potrzeby słów w istocie wydających się pozbawionych sensu. A może wyłącznie ona była to w stanie usłyszeć, ponieważ wyłącznie ona

(- Mam nadzieję, że ty… - urwał, okrywając swe ciało kołdrą.)
jako jedyna
k i e d y k o l w i e k
będzie w stanie to pojąć. Słyszał już wielokrotnie, te niewygodne próby zmienienia go, ustawiania pod własne, właściwe ze społeczeństwem dyktando - gdy w bezsilności, ludzie próbowali go przeinaczyć, wymusić to, czego nie umiałby nigdy wykonać, co tkwiło niemal na samym dnie, głęboko.
- Dobranoc - dodał już tylko, nareszcie odnosząc się do uprzedniej jej wypowiedzi. Kiedy się znów obudził, odkrył, że jego ścierpnięte (acz na to nie zwracał uwagi) ramiona obejmują jej postać.  
Sen zaś wydawał się spokojniejszy.

{ koniec < / 3 }
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

reguły są nieistotne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-