IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 ponowne spotkanie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: ponowne spotkanie   Sro Wrz 13 2017, 23:26


Retrospekcje

Osoby: Daniel Bergmann & Marceline Holmes
Miejsce rozgrywki: Szkoła Magii Trausnitz
Rok rozgrywki: wrzesień 2015
Okoliczności: nie spodziewałem się, po raz kolejny; chociaż zachowuję pozory z niepodważalną perfekcją, powinnaś już wiedzieć - nie będę się wahał, nie będę żałował, znów będę łamać zasady.
Twoja obecność nie pozwala uczynić inaczej.


Ostatnio zmieniony przez Daniel Bergmann dnia Czw Wrz 14 2017, 13:26, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Sro Wrz 13 2017, 23:40

To przecież miało definitywnie się skończyć - razem z zaszyciem się pośród ulic zachmurzonego Londynu, ukochanego miasta, pełnego ignorujących twą egzystencję, niepoliczonych przechodniów, pośród codzienności spowijającej jak mgła szerząca swój wpływ nad Tamizą, dławiona ledwie w efekcie zjednoczeń sferycznych świateł latarni. Krótki, kilkudniowy pobyt w tej metropolii, do jakiej - trudno ukrywać - żywił dość spory sentyment, następnie powrót - czas szybko płynął, nieubłaganie popędzał kolejne nagromadzenia sekund, powrót pozwalający silnym doznaniom wygasnąć, już nie teraźniejszości - aczkolwiek wyłącznie wspomnieniom, pokrywać się kurzem, wpychając w jeden z wielu regałów pamięci, zagrzebując gdzieś pod tą warstwą drobin okrywających zszarzałym puchem. Do czasu. Pył został strzepnięty niczym w gwałtownym strumieniu wiatru, wstrząsającym wewnętrznie - tym razem - stabilną konstrukcją noszenia nauczycielskiej maski, na nowo czyniąc mężczyznę ponownie rozchwianym, wydobywając jego prawdziwą, szydzącą z tych odgrywanych scenek naturę. Nie podejrzewał, że nadchodzące echo, zamajaczenie czegoś, co - mimo wszystko - minęło, wywoła wewnątrz tak wielki nieporządek emocji, tak szybko zdoła rozbudzić sterujące nim aktualnie pragnienia. Chciał. Z trudem odcinał się od tych myśli - przybierających niemal charaktery rozkazów, w wyniku których mieli spotkać się później na osobności.
Podpisywał na siebie wyrok.
Niech szlag trafi kodeks, niech trafi ich wszystkich - spoglądających teraz i wsłuchujących się w niego, w tych - z których niektórzy chętnie by wyłapali posyłane ukradkiem, pełne zachłanności spojrzenie na którąś z młodych sylwetek uczennic. Nie powiedziała mu, chociaż - nie miało to absolutnie żadnego znaczenia. Z szyderczym uśmiechem rozciągającym wargi podpisywał właśnie cyrograf - i pragnął, tak bardzo pragnął wdrożyć te niebezpieczne zagrania, wpierw jednak woląc rozpoznać swe możliwości manewru. On podpisywał i ona podpisywała również - złudnym okazałoby się myślenie, że ją zostawi, że tak po prostu, wysycony do cna obojętnością zapomni oraz nie będzie dążył po więcej. Zawsze było mu mało. Zbyt mało - możliwe, że był potwornym, ryzykującym wszystko hedonistą dla jednej, wręcz idiotycznej zachcianki, choć od swojego hedonizmu zwykł bezwarunkowo się uzależnić - we wszystkim wyolbrzymiał okazję, z której powinien bezsprzecznie zrobić użytek.
Marceline Holmes, tym razem wetknięta w nowy, szkolny mundurek, z przydzieloną jej rolą wysłuchującego go uczennicy - w pierwszym wrażeniu podobnej do wielu innych, zasiadających obecnie w klasie, chociaż on wiedział - że w jego przypadku będzie to łatwe do obalenia kłamstwo; do obalenia przed samym sobą, gdyż niemal wewnętrznie zachodził się teraz śmiechem - jak bardzo potrafił udawać, z jakim aktorskim kunsztem zrzucał ją i zrównywał, nie obdarzając żadną, wychodzącą ponad profesorką konieczność uwagą. Jak bardzo - nieporuszona była zewnętrzność, kiedy konkretnie (nie lubił tych obrzydliwych, niemiłosiernie dłużących się kazań, na których większość pewnie zasypiałaby w opieraniu o blaty) omawiał temat swej pierwszej lekcji, gdy egzekwował, komu udało się zmienić tę nieszczęsną mysz w kielich - w ramach powtórzenia nabytych, a pewnie w wielu przypadkach zatartych przez przebieg wolnego umiejętności.
I wreszcie - jak bardzo pozostawał zdystansowany i naturalny, kiedy oznajmił spokojnym tonem, aby została po zakończonych zajęciach. Zajmując się uzupełnianiem wiążących go formalności, z dzierżonym w swej dłoni piórem, obserwował, jak rozmazane sylwetki - nie skupiał się na tym przesadnie - uczniów, w gwarze nagłych i ożywionych rozmów, usuwających się z klasy. Klasa wyludniała się systematycznie razem z kolejnym zerknięciem - a on się nie spieszył, decydując się na zerwanie napiętego pomiędzy nimi milczenia dopiero za którymś z głuchych odgłosów zamykających się drzwi, strzegących to pomieszczenie.
- Jak wspominałem - uniósł swój wzrok znad biurka, niezwykle płynnym gestem odkładając stos pergaminów na bok  - chciałbym porozmawiać na temat twoich ocen oraz osiągnięć - zwrócił się całkowicie neutralnie - pełen nauczycielskiego zaciekawienia (fakt faktem było ono prawdziwe; Holmes na pierwszych zajęciach w Trausnitz radziła sobie nadzwyczaj dobrze) - w poprzedniej szkole. - Mówiąc do niej, zrezygnował z języka niemieckiego - formował przekaz już po angielsku, który wydawał się znacznie, tak czy inaczej bliższy.
Pozostawał nadal neutralny, bez skazy możliwej mu być wymkniętą - nadal wspaniale wcielał się w swoją rolę, bawił się nią.
Jeszcze (?).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Czw Wrz 14 2017, 09:14

Ugody, coś co nigdy nie odstępowało jej nawet na krok, jakby od samego początku miała spisaną swoją historię i tylko spontaniczne decyzje pozwalały na odrobinę pikanterii, którą wplatała do nudnej egzystencji. Robiła to z bądź i bez wiedzy ojca, który nie powinien mieć świadomości tego co wydarzyło się w Perth, bo to oznaczało wewnętrzną porażkę - już nie tylko jej, ale także uczuć, którym pozwoliła zerwać się z potężnego łańcucha i pokierować nią wedle zachcianek tworzących się w podświadomości, naznaczonych niepowtarzalną szansą na wolność, która od tamtej pory była nieznanym tematem. Kosztowała jej z prawdziwym namaszczeniem, oddając temu każdą myśl i porzucając maskę sztywnej kreacji, nie akceptując nagłej utraty, która wywołana brakiem protektora zmusiła dziewczynę do powrotu w łaski ojca i zaakceptowania swojego losu jako jedynego - właściwego.
Cóż jednak było właściwe w obliczu spętanej duszy?
Absolutnie nic.
Ukurzone półki wspomnień, podobnie jak nieopisane drogowskazy doprowadziły ją do stanu, gdzie znów zmuszona do bycia grzeczną, ugodową wręcz, musiała stać się przykładną córką, w której snach nadal będzie jarzyć się ogień minionych dni. Poddała się temu wszystkiemu ulegle, nie zważając już na ewentualną tęsknotę czy nawet niespełnione pragnienie odnalezienia go. Wizja taka oznaczała ni mniej ni więcej jak szaleństwo, któremu poddałaby się z żalu, ale o czym mowa, jeżeli obojgu zależało na wykorzystaniu czasu, który został im ofiarowany? Teraz jako nastolatka poszukiwała pomiędzy nijakimi sylwetkami uczniów Trausnitz osoby, do której chciałaby się zbliżyć, choć to nie oznaczało prostej drogi, którą da się pokonać bez trudu. Była skomplikowanym zbiorem myśli, przeżyć i doświadczeń, a zaufanie komukolwiek graniczyłoby z cudem, jakby nie potrafiąc zaryzykować i poświęcić się tendecyjności, w której żyła większość osóbb w jej wieku. Carpe diem było domeną bezmyślnych, a Marceline uwielbiała wiedzieć, że podejmowane postanowienia są tymi właściwymi, bo to one pozwoliły się do niej zbliżyć pewnemu mężczyźnie, który przedarł się przez kolejne ograniczenia i zagłębił się wystarczająco głęboko, by otworzyła przed nim duszę i ofiarowała mu swoje sekrety.
Profesor Daniel Bergmann.
Serce zakołowało w jej piersi, kiedy tak obserwowała znajomą sylwetkę, aż wreszcie przeniosła ciemniejące tęczówki na twarz zbyt znajomej persony. Czuła jak nogi uginają się pod nią, a wszystko co minęło powraca ze zdwojoną siłą i rozpala ją na tyle intensywnie, że byłaby gotowa teraz podpisać każdą ugodę, byle móc powtórzyć grzechy, do których być może już nigdy nie wróci. Była w końcu jego uczennicą, a to wiązało się z porzuceniem fantazji, choć cień uśmiechu ozdobił jej dziewczęca lica i zmusił do tego, by nieco zawstydzona, aczkolwiek nadal zdystansowana usiadła przy jednej z uczniowskich ławek i skupiła się w pełni na tym, co rzeczywiście winno być absorbujące. Każde wypowiadane zdanie przez niego sprawiało, że chciała zagłębiać ów wiedzę, pozwalał na to, by jej myśli gnały coraz to dalej i chciały wyprzedzać jego kolejne pytania; transmutacja nie była w końcu domeną jedynie Bergmanna, a Marceline czuła się w tej konkretnej dziedzinie doskonale, niezwykle pewnie i swobodnie. Odpowiadała więc bez cienia zawahania, gdy to ją wybierał i rzucała mu wyzwanie, którego ewidentnie chciał się podejmować, a mógł je dostrzec w spojrzeniu, którym go obdarzała, pomimo że z trudem zachowywała w sobie gorejące emocje i chęć porzucenia maski, pod którą musiała się aktualnie ukrywać. Dla ich wspólnego bezpieczeństwa.
Skinęła subtelnie głową na jego prośbę.
Była nowa w Trausnitz o czym wiedział każdy, a on jako nauczyciel, który sprawował pieczę nad jedną z klas, musiał dowiedzieć się o swojej podopiecznej wszystkiego, co jest wskazane. Zapewne w ten sposób interpretowali to uczniowie, pomimo że ona doskonale wiedziała, co może być powodem jego prośby, w której to zostałyby rozwiazane wszelkie wątpliwości. Odwróciła lekko wzrok, by spojrzeć czy drzwi zostały zamknięte, a zaraz potem wstała z miejsca i ruszyła wolnym krokiem w stronę biurka. Otulająca ją szata była w pełni rozpięta, gdyż nienawidziła tych wszelkich formalności, ale nie wyrzekła się pozostałych elementów garderoby, która wskazywała jasno na jej wiek, którego nie była w stanie się już wyprzeć. Daniel przypominając sobie jednak ich kiełkującą znajomości w jednej ze szkockich mieścin, mógł odtworzyć w wyobraźni linię jej ciała, które skryte teraz było pod materiałem mundurka.
- Profesorze - odpowiedziała spokojnie i przygryzła nieznacznie dolną wargę, jakby próbując nauczyć się grania w tę grę, którą rozpoczął. Wszystko wydawało się być o tyle trudne, bo to on pozostawał wciąż niewzruszony, a Holmes nie zamierzała przełamywać umownej granicy, skoro on tego nie chciał. - W Beauxbatons byłam najlepsza z transmutacji i często reprezentowałam szkołę w konkursach; miałam wyjechać też na wymianę uczniowską, ale mój tata podjął decyzję o przeprowadzce, stąd znalazłam się tutaj - ton z każdym kolejnym słowem coraz bardziej cichł, a ona próbowała powstrzymać wyrywające się z piersi serce. - To wszystko? - zapytała i zapragnęła stłumić w sobie chęć minięcia ów przeszkody, która odgradzała ją od mężczyzny, ale nie zrobiła nic. Stała niewzruszona, czekając na jego ruch, na jego decyzję i na jego próbę odświeżenia pamięci, pomimo że tkwili zamknięci w klasie. Nadal pozostawała wycofana, bojąc się, że złamie się niczym gałązka na wietrze, a wystudiowany chłód, który był wyuczoną zagrywką w odczuciu kogoś kto ją poznał jak Bergmann, stawała się jedynie przykrywką dla cichych pragnień.
P a m i ę t a s z?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Czw Wrz 14 2017, 18:08

Pośpiech nie jest najlepszym z doradców, odrzekłby uśmiechnięty nieznacznie profesor, wnikliwie śledząc i wychwytując następujące zmiany; narzucając w odwecie potęgowaną niespieszność, zezwalając prądowi czasu płynąć swobodnie, trzymając kurczliwie najdłużej każdą, umykającą z części. Nadal nie musiał się spieszyć i nie miał najmniejszego zamiaru postępować w ów sposób - czynności gwałtowne i w przerażeniu nie były jego domeną; zazwyczaj czekał spokojnie, aby wyłożyć na stół swoje karty - z łechtającym mu ego triumfem odnoszącego zwycięstwo układu. Nie spieszył się, bezsprzecznie należąc do ludzi kierujących się wpierw stworzonymi planami, które wplatali w nawet pozorne improwizacje.
Kurtyna niemniej opadła - wobec tego krępujące go liny stały na powrót się wiotkie, tak - że z łatwością mógł wywinąć się z gadzim sprytem i postępować wedle własnego rytmu. Za niewzruszoną ciemnoczerwoną barierą, wodospadem gęstej tkaniny nie dało się dojrzeć sceny, gdzie teraz grali - za zamkniętymi drzwiami, w opustoszałej po ostatnich zajęciach klasie, wyłącznie oni, na nowo utkwieni w swej osobliwej rzeczywistości - gdzie nic innego nie wydawało się mieć znaczenia. I chciałoby się powiedzieć - że znowu mogą być wolni, chociaż czyhało teraz za każdym rogiem ryzyko, za każdym, uchylonym skrzydłem drzwi wyglądało ciekawsko i nastawiało swoich obmierzłych uszu. Porzucał niemniej rozsądek - wyrzekał się niego, obecnie przekraczając granicę pomiędzy dwoma charakterami, jakie reprezentował - pomiędzy profesorem Bergmannem oraz enigmatycznym mężczyzną, z którym wolne chwile upływały jej na rozmowach oraz namiętnie zaznanych nocach. Prawdziwie - otulająca go mgła ulegała rozdarciu, pozwalając na wyznaczenie wyostrzonych już kształtów, malujących się w swojej okazałości przed wzrokiem. Był ciekaw, decydując się przybrać powolną strategię drobnych aczkolwiek zauważalnych kroków - dwuznaczność jej zachowania wyłącznie naprężała w nim struny podtrzymujące ogładę; wyłącznie udawał, że nie przejmuje się jej postawą. Owa dychotomia była zauważalna - jako nauczyciel chciał, również, wypełniać swe obowiązki, dostrzegając nieprzeciętne umiejętności w przypadku nauczanego przedmiotu.
A zarazem - myślał o czymś zupełnie innym, porównując jej delikatną sylwetkę do tej, przewijającej się w stosunkowo niedawnych wspomnieniach, które wcale nie zgasły - których w żaden sposób nie pragnąłby się wyrzekać. Cierpliwie zakończył wypełnianie swych dokumentów; odłożył pióro na odpowiednie miejsce, analogicznie do poprzedniego stwierdzenia, wędrując wzrokiem, by skoncentrować się, ogarnąć spojrzeniem oblicze. To wciąż była gra, ciągle wyprowadzana iluzja.
- Ze względu na to, że szkoła ma określoną specjalizację - jakby pominął zadaną ostatecznie wątpliwość, jednocześnie w tym nawiązując - materiał nie jest stosunkowo rozległy. - Ośmielił się zauważyć. Uczniowie Trausnitz nie kryli się ze swą pasją wobec historii magii i starożytnych run; co za tym idzie, część z nich transmutację traktowała wręcz pobłażliwie - co nie znaczyło, że w szkole nie istniała sposobność zaspokojenia z nią powiązanych ambicji.  
- Nic jednak nie stoi na drodze poszerzania swej wiedzy w indywidualnym zakresie. Jestem do dyspozycji - dodał, dopiero teraz pozwalając zakrywającej go niewiadomej opaść - lądowała ona powoli, zrzucana jak delikatne płótno, wirujące jeszcze przed opadnięciem na podłoże parkietu - bawiące się jakby wypuszczaną na wolność oczywistością. Nie odkrył się całkowicie - za chwilę, to nie jest nadal właściwa pora - chociaż goszczący na twarzy uśmiech mógłby zwiastować jak prorok, że nic nie uległo zmazaniu z jego pamięci; niczego nie chciał się pozbyć, wręcz przeciwnie - chciał dalej trwać, tak jak udało im się w scenerii szkockiego miasteczka. Mury starego zamku, szkoły, nie mogły stanąć na drodze rozbudzanej żądzy, sile, z jaką niezmiennie udawało się jej oddziaływać - nie wzbraniał się przed urokiem, wyrażał zgodę, aby opętał go siecią rozrastających się łodyg oraz wbijanych coraz to głębiej korzeni.
Wstał; wyłaniając swą postać zza biurka przełamał zdrewniałą, bezduszną granicę zyskującego niemal synonimiczność przepaści przedmiotu. Zbliżył się do niej, już bez skrupułów - choć wciąż bez zbędnego, szybkiego tempa; delektował się umniejszaną znów odległością. W pobłyskujących, wiążących świetlne refleksy tęczówkach dało się zauważyć fascynację podobną do tej, jaką obdarzał ją w Perth - poświadczenie, że wciąż pamięta, że cieszy się, że nie ma zamiaru przerazić się, zrezygnować.
- Mam nadzieję, że nie myliłem się - zniżył swój ton do szeptu, dla podkreślenia nachylając się - aby wyrzec to zdanie na wysokości ucha Holmes, powoli przełamując barierę, przyglądając się, oceniając, wciąż obserwując - nie zakładając odmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Pią Wrz 15 2017, 22:00

Czas, który został im ofiarowany wydawał się być na tyle rozległy, że nawet nie zastanawiała się nad możliwościami, po które mogła sięgnąć bez żadnego wahania. Pragnęła, by oboje doszli do takiego samego etapu, gdzie to podejmą się kolejnej próby przełamania konwenansów i zasad, które wcale ich nie obowiązywały, ale przecież oni nie musieli w tej chwili przekraczać barier, jakby podsycając w sobie gorejące pożądanie coraz bardziej. Mieli czas na zmysłową zabawę, grę domysłów i podtekstów, pomimo że Marceline w swej nieśmiałości nadal dawała oznaki oddziaływania mężczyzny na nią, a dowodem na to były zaczerwienione policzki, które przyozdobiły jej twarz tuż po tym, kiedy to ich spojrzenia spotkały się nagle, nieoczekiwanie, a serce nastolatki zabiło szybciej.
Chciała przedrzeć się przez materiał kurtyny, który ją odgradzał od Daniela, by raz jeszcze poczuć ciepło jego męskich ramion i przyjemny zapach perfum, od których zdążyła się uzależnić podczas wakacji w Perth. Dziwne poczucie obecności Bergmanna budziło ją po rozstaniu w trakcie samotnych nocy i szukała go po omacku, a teraz tracąc zdrowy rozsądek i trzeźwość umysłu - pragnęła znaleźć się tuż obok i nadrobić to co na chwile utracili. Nie była jedynie pewna, czy on również tego chce, nie będąc do końca pewną jaki ma do niej stosunek i czy nic się nie zmieniło. Teatralna oschłość doprowadzała ją do szału, wszak nie reagował na jej słodki uśmiech i czystą prowokację, którą mu wysyłała, choć nie miało to nic złego na celu. Testowała tylko ich wspólne możliwości, bo bez tego nie była w stanie posunąć się dalej, a przecież wystarczyło chcieć. C h c e s z? Łudziła się, że tak, bo to tłamsiło ją wystarczająco, ta cholerna niepewność, której nienawidziła z całego serca, a to on balansował w tej chwili jej duszą i nie pozwalał się ani cofnąć ani ruszyć w przód, bo trzymał ją na tym samym poziomie dystansu.
- Panie profesorze... - powiedziała ledwie słyszalnym głosem, a zaraz potem zrobiła krok w przód i przygryzła nieznacznie policzek od środka. Nie rozumiała, dlaczego to robił, pomimo że doszukiwała się w tym swoistego rodzaju dwuznaczności, która była ich domeną i kiedy tylko zrozumiała ów propozycję, spuściła nagle wzrok, jakby wizja, która stanęła jej przed oczami sprawiła, że zawstydzenie było zbyt silne, a ucisk w podbrzuszu potwierdzał, że nadal był tym, którego chciała. - Indywidualnie... - powtórzyła i zastygła w bezruchu; oddech spłycił się niemal w ułamku sekundy, bo nie była w stanie mu odpowiedzieć. Ulegle przyjmowała sentencje kierowane do niej okraszone nutą przyjemnej enigmy. Łaknęła tego wszystkiego i szukała po omacku kolejnych możliwości, by po to sięgnąć, ale nie miała odwagi, dlatego nieśmiało spoglądała na niego i przygryzła policzek od środka, by opanować chęć wyrwania się nieodpowiednich słów, których mury Trausnitz nie powinny usłyszeć. - Dlaczego? - zawiesiła nieznacznie głos i odwróciła się plecami do mężczyzny. - Chce mnie pan uczyć poza lekcjami? - jęknęła, jakby nie potrafiła zaakceptować takiej wizji. Pragnęła jego obecności, a mało tego, perspektywa trwania przy nim w jakiejś specyficznej aurze była na tyle kusząca, że nie umiałaby mu się przeciwstawić. Musiała więc milczeć, by tylko nie powiedzieć, że nadal jest jego, bezwarunkowo wciąż do niego należy i nie powinien w to wątpić, jakby oboje uznawali to za jedyną świętość, którą są w stanie zaakceptować.
Mimowolnie przesunęła opuszkami po blacie, a zaraz potem przygryzła policzek od środka i uśmiechnęła się kącikiem ust. Czekała na ruch Daniela i modliła się w duchu, by nie podszedł, by nie zmusił ją ponownie do patrzenia na siebie, bo wiedziała, że puszczą jej hamulce i złamie wszelkie kodeksy i zasady panujące w szkole, co poskutkuje natychmiastowym wydaleniem jej, ale poniekąd bez żałowania za grzechy. Nim się zorientowała - stał tuż przed nią, a ona chciała wsiąknąć w biurko, by tylko uciec i nie poddać się otulającej ich aurze, ale był szybszy. Dłonie umiejscowiła na linii jego kości biodrowych, by choć trochę powstrzymać go przed jeszcze wiekszą chęcią podjęcia się bliskości. Bezwiednie smukłe palce powędrowały pod koszulę Bergmanna, którą wyciągnęła zza linii paska i zaczęła delikatnie drażnić skórę subtelnym dotykiem.
- Daniel... - szepnęła i obdarzyła go czułym uśmiechem, a na ciepły oddech otulający jej szyję, zareagowała od razu przechylając nieznacznie twarz, by to ich wargi oddzielała nieduża różnica. - Znasz mnie wystarczająco, by znać odpowiedź - przyznała bez cienia wątpliwości, wszak było to zbyt oczywiste, by w ogóle w to wątpił.
Nie mógł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Nie Wrz 17 2017, 14:59

Odczuwał pustkę. Kilka dni po odejściu ich w każdą stronę, każdym z obu rozwidleń wspólnej na moment ścieżki, pustka rozszerzała się i pęczniała niczym nadmuchiwany balon - tyle, że nic nie wydawało się ją wypełniać, dziwne wrażenie, naprawdę dziwne, samoistnie wzrastała, a umysł ją chłonął jak gąbka, jak suchy piasek zabierający upadłe wprost w ziarna szkliste drobiny kropel. Dziwne uczucie, bo przecież - nie angażował się, nie obciążał tych wspomnień sentymentalnym przejęciem, doskonale świadomy swojej tułaczki wśród ludzi, ze stoickim spokojem pogodzony z przemijalnością - w miarę czasu wszystko zwiędłoby, straciło smak oraz stało się niewygodne. A jednak, pustka istniała; na wzór złośliwego wynaturzenia postanowiła dręczyć go ciągle, nieodgadniona zagadka, potęgowała się i wypalała dziurę - ponieważ czym była? - była niczym, n i c się nie stało, nic nie czuł...
Błąd.
Wydarzyło się.
Wiele.
Zbyt wiele?
Odczucie to powracało, na nowo zaczynało panoszyć się z podwojoną energią - tym razem niemniej ulegało metamorfozie wewnątrz poczwarki ciała; pustka przestawała być amorficzną abstrakcją, niewiadomą nastręczającą smaganiem przez natłok pytań, pustka zaczynała przybierać kształty, kolory, a wszystko - jakby ciągnięte inkantacją zaklęcia - wracało na swoje miejsce. Tak, wydawało mu się, że brakujący wcześniej element właśnie powrócił, barwiąc zszarzałą codzienność pracy, wyciągając doń rękę - aby nie pozostawał w skostniałości schematów, jak inni, przewidywalni, ograniczeni, gorsi. Cena konsekwencji była wysoka, mogła spalić go w wiecznej hańbie, odciąć możliwości zarobku, mogła spalić go w oczach ludzi - czy oni jednak, zazwyczaj oślepieni obojętnością spraw własnych - mieli jakiekolwiek znaczenie? Nie rozumieli istoty gry toczącej się teraz, nie rozumieli, że nie mógł zaznać na owym polu porażki, że nie był w stanie - oderwać wzroku, oddalić gestów, wyłączyć nastawiających się jednolicie zmysłów. Nie mógł już dłużej udawać.
Dlatego, wstając oraz idąc w jej stronę, lecąc jak ćma do światła - oślepiająco lśniącego bóstwa, za które gotowa jest przyjąć obrócenie się w popiół - nie zagościły w nim dygotania zawahań. Z nieodzownie towarzyszącą mężczyźnie pewnością, w ciągu zaledwie sekund odmienił drastycznie dzielącą ich dwoje odległość. Przechodząc, zabębnił cicho o drewnianą, lakierowaną powierzchnię - opuszki opadły kolejno w niepowtórzonym, rytmicznym ruchu. Wszystko prezentowało się tak bez skazy, niczym niezdolna do porzucenia okazja - umysł wypierał wręcz prawdopodobieństwo zawitania tu osób trzecich, pozbywał się niewygodnych, niesprzyjających mu informacji. Nigdy nie przejmował się zdaniem innych; ponadto, przesadne zmartwienie działałoby bardzo rozpraszająco - a on był w owym momencie skoncentrowany, skupiony na jednej, określonej osobie, z którą pozostał po zakończonych zajęciach. Uprzednia, żywiona przez Holmes niepewność nie mogła dłużej znajdować dla swej egzystencji oparcia - o ile nie była ona już od początku iluzją, gdyż wypierały ją z kolei następne, tak wspaniale dźwięczące słowa (oczywiście, że chciał ją uczyć poza lekcjami, chciał jej towarzystwa, chciał dalej brnąć w głąb niepospolitej relacji, w której nie odgrywała roli - zdawałoby się - wyrwa dzielącego ich wieku). Kiedy drobne dłonie Marceline osiadły na jego postaci, rzeczywiście - zatrzymał się, wyłącznie taksując ją nietracącym dozy zafascynowania i ciekawości spojrzeniem. Gdyby znalazł się nieco bliżej, ciepłe prądy oddechów z pewnością przeplatałyby się i drażniły przewrażliwioną skórę - i właśnie do tego dążył, również obejmując ją, aby niepostrzeżenie zagarnąć dla siebie kolejną odległość. Powoli; czas zwalniał, kleiły się gęste grudy jego cząsteczek, ociężałej substancji tracącej płynność manewrów. Nie ociągając się dłużej, nachylił się, rejestrując, jak pożądanie na nowo związuje mu, plącze narządy, stające się jednym zbryleniem supłów.
- Brakowało mi tego - wyszeptał prosto w jej wargi, których - chociaż kusiły - jeszcze nie zdecydował się dotknąć. Wyznawał prawdę, to dziwne uczucie, ta pustka - czyżby była czymś analogicznym wobec nasycającej tęsknoty, wobec pragnienia, aby powtórzyć z założenia ulotną relację - aby przełamać ten krąg, owe prawo, pozwolić jej dalej się w swej ulotności istnieć? Teraz mogli, nadal, ponownie - igrać z czyhającymi stróżami losu. Zaczynali z nim igrać, razem z momentem odsłonięcia części koszuli, tak, aby uzyskać dostęp oraz kolejnej fali nadchodzących z impetem doznań - niezwykle silnych w pozornej niewyraźności, podsycających tylko głębokie uczucie głodu.
- Nic się nie zmieniło - dodał i nie miał zamiaru już więcej czekać; jednocześnie jego ręce, wpierw ułożone na wcięciu w talii, schodziły powoli niżej, coraz śmielej układając się bliżej pośladków i przyciągając Holmes do swojego ciała. Wówczas, pierwszy raz od tygodni, na nowo wpił się w jej wargi, na nowo skosztował ich w pocałunku - mającym jakby przypieczętować los ich obojga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Wto Wrz 19 2017, 21:04

Tęsknota łamała jej serce na pół, kiedy tylko przypominała sobie o ulotnych pocałunkach i melodiach granych dla niego, a które rozbudzały wszelkie emocje i zmuszały do stania się ich niewolnikiem. Nie buntowała się wobec tego, jakby podświadomie pragnęła eskalować uczucia rodzące się w niej. Pielęgnowała je i dbała o to, by także w Danielu kwitło pragnienie porywania jej do tańca, który w swym szaleńczym trybie otumaniał i uzależniał coraz bardziej, a ona nawet nie protestowała wobec bycia jego, doskonale licząc się z tym, że żaden inny nie ma do niej prawa.
A jednak; wszystko uległo gwałtownej zmianie, kiedy tylko musiała wyjechać z ojcem i wrócić do domu, choć wcale tego nie chciała. Oczekiwała, że zrozumie chęć przesunięcia wyjazdu o chociażby dwa bądź trzy dni dłużej, ale pozostawał nadal nieugięty, a to oznaczało, że musiała się pogodzić i zaakceptować jego decyzję. Było to o tyle przykre, że nie zdążyła wydusić z siebie krótkiego pożegnania, jakiegokolwiek słowa wytłumaczenia, a on pozostawał w niewiedzy i przez to Marceline odczuwała przez kilka chwil wyrzuty sumienia, a następnie zwykłą przykrość, czego nie umiała zapełnić niczym innym. Czy szukała zatem sposobu, by się z nim skontaktować, odnaleźć, odszukać? Trwało to chwile, ale kiedy tylko ojciec dziewczyny odkrył, że jego córka tkwi nieustannie w pokoju, stając się coraz bardziej zdystansowaną i milczącą, postanowił ją raz jeszcze zabrać do Perth, co poskutkowało kategoryczną odmową ze strony nastolatki. Wolała przygotować się do wyjazdu do Trausnitz, aniżeli gonić za mrzonką, która była nieosiągalna.
Serce biło jej jak szalone, gdy dostrzegła go z oddali i w sekundzie poczuła jak wszystko zaczyna odżywać. Wspomnienie uderzyły w nią z impetem, a jedyne o czym myślała, to by uczniowie zniknęli, zaś ona mogłaby bez trudu zatonąć w jego męskich ramionach, co przecież prędzej czy później na pewno będzie miało miejsce - musiała tylko poczekać i wytrzymać, bo nic bardziej się nie liczyło, jak fakt, że już niebawem - znów będą razem. Pewnie dlatego z takim drżeniem zareagowała na jego nietypową propozycję poczekania po skończonych zajęciach, by móc z nim porozmawiać, a teraz dokładnie z takim samym nastawieniem zapragnęła trwać tuż obok i napawać się przełamującymi się barierami. Słowa docierały do niej z delikatnym opóźnieniem, a kiedy tylko wreszcie zaakceptowała fakt, że są już wystarczająco blisko, straciła nad sobą panowanie. Oddech spłycał się z każdą kolejną minutą i ledwie kłębki wypuszczanego powietrza drażniły skórę, która wrażliwa na bodźce, reagowała niemal ze zdwojoną siłą, gdy to wargi mężczyzny pokonywały kolejne centymetry, pomimo że wciąż pozostawały nieosiągalne. Uśmiechnęła się subtelnie, a zaraz potem jej niesforne palce wylądowały na guzikach koszuli Bergmanna, które bez pytania zaczęła rozpinać, jakby nadając sobie prawo do bawienia się z nim w niegrzeczny sposób.
- Znów jestem obok - szepnęła w odpowiedzi i bardziej skupiała się na materiale, który ustępował pod delikatnym naciskiem, aniżeli na świadomości - gdzie się znajdują; to nie było ważne. Łaknęła tego, jak niczego innego, a dzięki temu, że nie protestował, mogła bez trudu przedzierać się przez mur ograniczeń wytworzonych przez zasady, których nigdy się nie trzymali. Jego dotyk na talii - zaraz potem na pośladkach połączony z narastającym podnieciem, odebrał jej trzeźwość umysłu. Pewnie dlatego pozwoliła na pocałunek, który zmusił ją niemal do ugięcia kolan, ale kiedy tylko przesunęli się w tył, od razu usiadła na biurku i objęła go nogami, dokładnie tak jak miała to w zwyczaju, gdy smukłe uda zaciskały się na deniolowych biodrach. Ledwie słyszalnie jęknęła, gdy na moment oderwała się od warg mężczyzny i zeszła ze swoją pieszczotą jeszcze niżej, a wszystkie smutki i obawy odeszły w niepamięć. Kosztowała jego szyi, chwilę później usta zaznaczały wilgotne ślady na obojczykach Bergmanna, by wreszcie na chwilę wbić w niego spojrzenie, które przepełnione pasją i nadzieją nie pozostawało złudzeń; nie chciała uciekać.
- Nie chcę żeby to był sen - powiedziała z dziwną nostalgią w głosie, a zaraz potem przygryzła policzek od środka i po raz kolejny przylgnęła do ciała swojego nauczyciela.
Jakby jutro miało nie być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Sro Wrz 20 2017, 22:58

+18 (?) tak czy inaczej na pewno nie dla najmłodszych

Ze wszystkich skaz zdolnych splamić odbiór roztaczającego się świata, zwątpienie potrafiło się stawać najbardziej podstępne; zakradało się cicho, bezszelestnym stąpaniem przerywało powoli kolejne oparcia podstaw, szerzyło się jak zaraza, przerzucało niczym nowotwór, opanowując w końcu każdą składową ciała, mącąc, wrzucając w wir wszelkie ukształtowane myśli. Pod presją zwątpienia kwiat podejmowanych decyzji nagle zaczynał więdnąć, zamykał się w sobie, zawijał wysuszone, wkrótce wykruszające się płatki - tak wykruszała się rzeczywistość, tak rozmazywały się jasne streszczenia planów, tak świat pękał - jak szkło z impetem zderzające się z ziemią.
Nie pozwalał mu się ogarnąć. Wyrywał się z objęć złowieszczych ramion zawahań.
Zamiast tego myślał o czymś zupełnie innym, myślał o tym, że nie jest w stanie pozwolić znowu jej odejść i pozostawić w sobie to zagłębienie - którego nie można innym sposobem wyrównać. Myślał, jakby prócz samej materialności, znów odbieranej przez niecierpliwe dłonie, prócz splatającego się z jego własnym oddechu i bijącego ciepła, istniało coś więcej - jak gdyby była tak samo namacalna jak zarazem ulotna, zdolna w jednym momencie pozostawić go samego p o n o w n i e, wetkniętego w strzegące, niewzruszone cztery strażniczki-ściany. Myślał i jednocześnie poświęcał się eskalacji wrażenia teraźniejszości, wykładnika przyjemności łączącej się z satysfakcją, który powoli lecz nieprzerwanie narastał. Owładnięty był nim i za nic nie pozwoliłby siebie wyrwać z obecnego kontaktu, z gry prowadzonej nadal - lecz gry instynktownej, w której rolę zaczęło przejmować dyrygujące nim pożądanie. Materiał koszuli - do niedawna nienagannie spoczywającej na jego barkach - ustąpił, już pozbawiony znaczenia; skóra odsłoniętego torsu zderzyła się bezpośrednio z powietrzem. Mężczyzna przymykał oczy, czując znajomy, tak upragniony dotyk miękkiej czerwieni warg, przebiegający w istocie po całej postaci - nie tyle jednym, pozornie nieznacznym punkcie. Przywarli do siebie, jak gdyby chroniąc się razem pośród ogromnej zamieci, szalejącego morza, podburzonych fal bodźców, na które wystawiane były ich ciała; palcami przeczesywał miękkie kaskady jej włosów; oddychał głęboko, rozszerzał łapczywy miąższ płuc, stających się znacznie bardziej zachłannymi niż przedtem. Wiedział, że to nie koniec.
Wtedy zwątpienie nadeszło.
Ciężar ryzyka przypominał zrzucane tony, choć narzucane przez instynkt postanowienie nie musiało przechodzić przez szlaki wnikliwych procesów weryfikacji swej właściwości - jak gdyby cudza siła pociągała za sznurki, do których umocowane pozostały kończyny, lewa ręka sięgnęła i zacisnęła swe palce na leżącej obok na biurku różdżce. Zwrócenie głowy; niewerbalne Colloportus przemknęło, zwiastując zgrzyt zamka - ponownie symboliczny, ponownie oznajmiający spełnienie prośby, ponownie pozbawiający manewru odwrotu. Szczeknęły dwie metalowe konstrukcje, zaszły na siebie i dźwięk ten wydawał się dudnić mu w czaszce o wiele dłużej, dudnić, nawoływać powtarzającym się echem.
Nawoływać do działań.
Być może był zbyt zachłanny, być może w owym momencie zachował się niczym bezmyślny człowiek sam z siebie błagający o zgubę, ale nie umiał odmówić sobie momentu, w którym mógłby trwać obok, w którym mógłby ją mieć, w którym znów mógł rozgonić wszelkie, zaległe niczym szkodniki obawy. Dłonie zsunęły się, delikatnie wodząc po ciele, tak niepozornym i delikatnym, równocześnie nadal ją przybliżając - nie pozwalając się wkradnąć żadnej, niesprzyjającej im odległości.  
- Nie jest - powiedział wówczas i mimo, że szeptał to zaprzeczenie - każda przezeń mówiona głoska przesycona była pewnością - tak, to nie mógł być sen, nie mogła być to iluzja, kiedy całość pozostawała nadzwyczaj realna - i on miał tej realności dowodzić, przekonywać się o niej na każdym kroku, balansującym ponad przepaścią doszczętnego obłędu.
- Przekonam cię o tym - obiecał, owładnięty jak przedtem manią przybrania formy przyczyny oraz zbierania powstających owoców reakcji. W tym samym czasie ruchy, początkowo wędrujące bez większego namysłu, stały się bardziej zaplanowane, konkretne - analogicznie zahaczał o guziki jej bluzki, rozpinając ją do połowy; druga z dłoni osiadła na wewnętrznej stronie uda Marceline, wpierw zataczając okręg, dając niewerbalną sugestię do rozluźnienia nieco uścisku. Odsunął się, na ile był w stanie - wyłącznie po to, aby zniżyć się i kolejno pocałunkami wytyczać niewidzialną ścieżkę po jej dekolcie, gładząc cienką, wrażliwą skórę.
- D o b r z e? - Uniósł spojrzenie - wbijało się, niestrudzenie poszukując twarzy Holmes, pragnąc dostrzec ją jak najlepiej. Palce - z kolei - wślizgnęły się pod materiał spódnicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Nie Wrz 24 2017, 10:17

+18

Wątpiła przez pewien czas, że jeszcze kiedykolwiek go spotka, jakby rozłąka sprawiała coraz to głębiej pojawiające się szramy na duszy bądź sercu, których wcale nie chciała. Pragnęła zapomnieć, bo to przez to nie była w stanie ruszyć w przód, a z drugiej strony - pragnęła jego obecności. Przywiązanie i kiełkujące zwątpienie zmuszało ją do tego, by inaczej spoglądała na swoje dotychczasowe życie. Tęsknota odbierała trzeźwość umysłu, który rodził kolejne scenariusze, a te zaś były zbyt okrutne, żeby bez trudu mogła poddać destrukcji pamięć o nim. Potrzebowała tych wspomnień, które rozgrzewały ją najmocniej, tak samo jak poczucia, że jest obok, bo dzięki temu wróciłaby radość życia, podobnie zresztą jak chęć do kosztowania go codziennie od nowa i uczenia się na pamięć. Rzeczywistość przez pewien czas była zgoła inna, a to oznaczało, że niczego już nie złapie w swoje kruche, drobne dłonie i nie uda jej się wylecieć z gniazda niczym ptak, który rozpościera się na niebie i informuje wszystkich dookoła, że wciąż żyje.
Dzisiaj natomiast była szczęśliwa, że znów może go widzieć i cieszyć się jego obecnością, której oczekiwała od przekornego losu, a on z dziwnych powodów jej to ofiarował. Nie zamierzała więc tracić szansy i jedynie żywiła głęboką nadzieję, że to żaden sen, który zaraz się skończy, a ona po raz kolejny wróci do realnego świata, gdzie stanie się niewolnikiem własnych marzeń i sekretów nie mogących ulecieć ponad chmury. Dlatego z łapczywością porównywalną do dziecka, trzymała kurczowo drobne dłonie na koszuli Daniela, wędrowała opuszkami po gładkim materiale i napawała się zapachem jego ciała. Przypominała sobie również momenty z Perth, gdzie to tkwili w puszystej pościeli i trwali w ciszy, której nie przecinały żadne szmery, jedynie od ścian odbijały się ich ciche oddechy, dokładnie tak jak teraz. Łudziła się naiwnie, że będzie w stanie spróbować raz jeszcze poczuć to wszystko na własnej skórze i im dłużej Bergmann pokazywał prawdziwość swojej osoby - tym bardziej ona ufała rzeczywistości, która w ostatnim czasie tak często płatała przykre figle. Nie obawiała się zatem przełamywania kolejnych barier, które wydawały się być nieznośne i to przez to śmiało podejmowała się próby odarcia go z ubrania i skosztowania znów skóry, której smak nosiła na spierzchniętych wargach, wszak był jedynym. Nikt poza nim nie miał do niej prawa, jakby takowa ewentualność nie była przez nią brana pod uwagę. Naznaczył ją i sprawił, że chciała należeć tylko do niego i to za sprawą wcześniejszych działań była teraz tak uległa i chętna do gry zmysłów, która rozkosznie odbierała świadomość i zezwalała na chełpienie się w błogiej dynamice erotyki. Byli sensualni w swych ruchach, piekielnie szaleni, a zarazem stabilni, by nic nie zachwiało równowagą, którą tworzyli. Dotyk danielowych palców na jej włosach sprawił, że wtuliła się w niego niczym dziecko wołające o chwilę uwagi, a kiedy już miała dostatecznie dużo odwagi i nieśmiałość odchodziła w niepamięć, podejmowała się własnych ruchów, dość pewnych - jednocześnie spontanicznych, ażeby nie był w stanie niczego przewidzieć.
Uśmiechnęła się przekornie na brzdęk zamka i pokręciła głową, wszak to on zawsze myślał o wszystkim. Ona jedynie poddawała się emocjom, które tak skrupulatnie rozrzedzały krew i odpowiadały za dziwnego rodzaju ciśnienie występujące w kanalikach nerwowych. Uniosła nawet wymownie brew, gdy to figlarny uśmieszek wpełzł na jej usta, bo już chytry plan rodził się w głowie dziewczyny. Nerwowo przygryzła policzek od środka, kiedy to sięgnęła do jego paska i powoli zaczynała dawać upust do reszty pragnieniom, a jedyne o czym teraz myślała, to by raz jeszcze stali na wprost siebie nadzy, bez obaw, że cokolwiek zachwieje ich decyzjami. Marceline wydawała się być pewna w swych ścieżkach, które wyznaczała bez pytania go o zgodę, ale w chwili, w której się odezwał - zastygła. Nie poruszyła się, nie drgnęła, głównie dlatego, że mu ufała i wiedziała, że słowa, które wypowiada są prawdziwe.
Postradała rozum a uczucia przybrały innej formy, która do tej pory była nieznaną. Była pewna, że tego chce i nie brała pod uwagę ucieczki, ale gdy serce waliło jak szalone, zaś ciało wołało o jeszcze, nie potrafiła wydusić z siebie cichego rozkazu, tak jak robiła to do tej pory: weź mnie.  Wielkimi, zielonkawymi tęczówkami o delikatnym odcieniu brązu, wlepiała się w niego i szukała drogi do jego ust, których chciała posmakować po raz kolejny. Zrobiła to dopiero po propozycji jaką jej złożył, a na którą skinęła głową.
Cichy jęk uleciał z gardła rudowłosej dziewczyny, kiedy tak pocałunkami zszedł na jej dekolt. Dolna warga zaczęła mimowolnie drżeć, stąd pojawił się niekontrolowany odruch przygryzania jej. Robiła to całkiem samoistnie, by tylko nie wydawać z siebie głośniejszych dźwięków.
- Jestem twoja - wyszeptała w odpowiedzi, a zaraz po tym rozsunęła smukłe uda, co z pewnością ułatwiło dotarcie do najbardziej newralgicznego punktu. Przymknięte powieki, zaczerwienione policzki i wydęte wargi potwierdzały to jak bardzo na nią działał i jak wiele od niego oczekiwała. Sprytnie rozpięła zamek spodni mężczyzny, bo nie zamierzała czekać, choć tak naprawdę to on był nieprzewidywalny i nie potrafiła odgadnąć - co będzie jego następnym ruchem, jakby ta niewiadoma podniecała ją najmocniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Pon Wrz 25 2017, 12:55

+18

Nie lubił czekać.
Czekanie oznaczało bezsilność, zakucie ciała w bierności oplatających łańcuchów, grubych i wpijających się w skórę zimnem; oczekiwanie nakazywało w danym momencie odpuścić, poddać się, odroczyć - albo nawet - obrócić powstałe plany w ruinę. Cechowała go jednakże cierpliwość - do czasu, do końca owej przymuszającej niewoli, nieprzychylnego ciężaru głazu kierowanego na barki. M u s i a ł pozostać, nie istniała odmienna ze ścieżek rozchodzących się niczym długie języki przed wyczekującym spojrzeniem zarzucanym z rozdroży. Oczekiwanie było niemiłą częścią, wyrwą, w której rzeczywistość jakby zwijała się w bólu swojej metamorfozy - dopiero po chwili mając przedstawić finalny efekt przed wzrokiem obserwujących jej uczestników. Z chęcią pozbywał się tego niepotrzebnego antraktu, obowiązku znoszonego z niemiłym, gorzkim odczuciem; jeżeli tylko był w stanie - absolutnie nie czekał, samemu przejmując inicjatywę w zdarzeniu. Obecnie wręcz nie potrafiłby odmiennie uczynić, z adrenaliną i pożądaniem rozsadzającym wnętrzności, z umysłem owładniętym tą chwilą jak manią, z każdym bodźcem oddziałującym jak afrodyzjak. Czas nie okazywał się sprzymierzeńcem, miejsce nie należało do specjalnie przychylnych - chroniły ich ledwie drzwi potraktowane prostym zaklęciem oraz pozorna, rozciągająca się wzdłuż korytarza pustka, kiedy to większość uczniów schroniła się w pomieszczeniach wspólnych albo krążyła pomiędzy biblioteczną siecią regałów. Nic, absolutnie nic nie działo się na ich korzyść, chociaż - tak bardzo pragnął kontynuacji, tak nie umiałby przejść obojętnie, nawet, gdy upozorowana przez społeczeństwo moralność wykrzywiała się w owym momencie w niesmaku. Robił to dla własnej zasady. Robił to dla nich i wiedział - tak, doskonale był świadom, że wszelkie hamulce, wszelkie utrzymujące wodze już dawno uległy zerwaniu oraz walały się porzucone na ziemi. Bezużyteczne.
To wszystko było
zdecydowanie silniejsze
niezdolne do okiełznania.
Wciąż pragnął zagarnąć ją tylko dla siebie i nieprzemiennie uwielbiał jej delikatność, z jaką poddawała się nadużywanej władzy dotyku - nigdy nie zastanawiał się, z którego konkretnie źródła czerpie ta satysfakcja, nieprzemiennie przelewająca kielich przyjemną mieszanką doznań. Spieszyło mu się oraz pragnął się spieszyć - był to zaledwie raptowny wstęp, zaledwie na szybko napisane kilka zdań nowej historii, która będzie pragnęła ciągnąć się jeszcze dłużej, ubarwiać niejednoznacznością rozmów splatanych z pierwotnym pragnieniem intensywnie przeżywanych momentów. To było niczym ciągnące się, niepowstrzymane uzależnienie - zapoczątkowane jeszcze w szkockim miasteczku, zawzięcie utrzymujące się, nade wszystko nie mając w zamiarze przeminąć. Dlatego ponownie delektował się pocałunkiem, następnie schodzącym niżej - dlatego uczył się jej ciała na nowo. Przy darowanych muśnięciach, schodzących na drobne pagórki piersi, dłoń pozostająca na udach uzyskała spełnienie swej prośby, wspinała się powoli ku górze, początkowo jedynie zahaczając o cienki materiał, by wkrótce drażnić przez jego dodatkową powłokę to strategiczne - najbardziej wrażliwe miejsce. Kolejno, zmieniając pieszczotę, przebył na powrót, znacząc językiem drogę przez szyję; nie zapominał o pozostałych czynnościach, wnikając już pod bieliznę oraz czując przyjemne wilgoć i ciepło.
- Nie poprzestanę na teraz - Uśmiechnął się, leniwie unosząc kąciki oraz kierując tę subtelną nić szeptu obietnicy wprost do jej ucha, owiewając małżowinę swoim rozgrzanym, z trudem utrzymywanym we względnym spokoju strumieniem oddechu. Potrzebował następnych spotkań, potrzebował wspólnie spędzonych chwil - i chociaż sama nauka pozostawała jedynie przykrywką, w rzeczywistości zaplanował też pomoc w zgłębianiu wiedzy. Myśli jednakże wyparowały obecnie z granic jego umysłu - stały się niedostępne, wyblakłe, ustępując przed wzrastającym instynktem pośpiechu. Nie umiał już więcej czekać, w owym etapie jedynie owładnięty przez podniecenie, przy którym gasły światła rzucane przez racjonalność. Możliwie najszybciej zabrał jej z ramion rozpiętą szatę.
- Odwróć się - dodał jedynie, pomagając jej i ustępując miejsca; równie szybko zsunął rozpięte spodnie oraz bieliznę, czym wcześniej sama zdołała się zająć - pozbyła się problematycznego paska. Bez większych już informacji ściągnął z Holmes dolną część jej bielizny, aby równie zachłannie i szybko od tyłu zagłębić się między jej uda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Czw Wrz 28 2017, 09:33

+18

Odczuwała przerażającą pustkę, gdy w kolejnych dniach rozłąki, pozwalała demonom obezwładniać się i kreować codzienność według ich zachcianek, na które ona nie potrafiła w żaden sposób przystać. Wydawać by się mogło, ze tonęła w morzu rozpaczy, a mało sprzyjający czas obezwładniał ją w kajdanach dziwnej, emocjonalnej agonii, do której sama nie dopuściłaby, wszak nie była w żadnym stopniu masochistka, która gotowa jest ulec złudnemu wrażeniu o iluzorycznym przemijaniu. Łamała się pod wpływem bezsilności i głuchego jęku związanego z tęsknota, bo kiedy jej serce było spętane łańcuchami obłudy, tak dusza wyrywała się ku przeznaczeniu, jak najdalej - w nieznane. Pragnęła odnaleźć drogę do ukojenia, stopniowo wdrapywać się po ścianach nieprzychylnego losu, który utworzył mur oddzielających ją od spełnienia i dzikiej satysfakcji płynącej z jego obecności. Tylko w ten sposób była w stanie odżyć, poczuć ze wszystko jest w porządku, a jej odczuwanie wcale nie uległo destrukcji przemijania i braku wspomnień, które nadal żyły i przypominały o tym w nieodpowiednich chwilach. Chciała, by w egzystencji jaką prowadziła nadeszły kolorowe czasy, gdzie to z ekscytacją będzie wyglądać raz jeszcze sylwetki mężczyzny, do którego mogłaby należeć, gdyby na nowo zaczął szeptać do jej warg, że oczekuje tego, że chce, by tak było, ze nikt nie ma prawa mu jej zabrać, bo to właśnie - ona - nadała mu to prawo, które on bezpardonowo zaakceptował. Cóż wiec się stało, że nie miała go już obok i musiała z dziwnym smutkiem przyjąć ten stan rzeczy, do którego wcale nie umiała przywyknąć. To ojciec za nią zdecydował, pozbawił nieznanych uczuć, które zrodziły się w jej dziewczęcym sercu, przez co zostawiła go samego i nie zdążyła nawet uprzedzić, że to już koniec, który zaskoczył ich oboje. Dzisiaj jednak wszystko wróciło do normy i teraz kiedy tkwili w czterech ścianach, nie dowierzała w to. Nagle sen stał się jawą, a jej skryte, gdzieś głęboko skrywanie pragnienia, wypełnione były realność, której tak bardzo jej brakowało. W przeciwieństwie do niego - nie myślała o konsekwencjach, zasadach czy moralności; liczyło się tu i teraz, żyła w końcu chwilą, która powinna trwać wiecznie. Czy teraz oczekiwał od ich specyficznej zażyłości tego samego? Czy wierzył, że nic się nie zmieni? A może była to tylko zabawa przesiąknięta adrenaliną? Nie szukała odpowiedzi na te pytania, delektując się dotykiem mężczyzny, jak i jego zapachem, które stawały się dla niej narkotykiem wtłaczanym do żył, działającym gorzej niż mugolska heroina.
Dzisiaj
Teraz
zawsze.
Drżała za każdym razem, gdy tylko wyznaczał sobie nową ścieżkę pocałunków i muśnięć, odbierających świadomość i wprawiających w stan czystej ekstazy. Pokazywała mu to w niemal każdym momencie, kiedy to cichymi jękami oznajmiała, że jest jej dobrze, jak nigdy wcześniej, bo każdy stosunek jaki odbywali był inny, wznoszony na wyżyny niemożliwego i dla niej tak bardzo nieznanego. Szeptem i odwzajemnianiem dotyku potwierdzała, że chce się zrekompensować, odnaleźć drogę do jego kanalików nerwowych, w których zaczęłoby królować podniecenie. Odczuwałaby to z pewnością całą sobą, odnajdując tym samym drogę do spełnienia - nie tylko swojego, ale także Daniela, który w tej chwili panował nad nią, a ona nie miała odwagi mu się sprzeciwić. Zdominował ją, choć zdążył się już przekonać, że jest mała cholerą pragnącą zmieniać i kreować sytuacje według własnego widzimisię. Teraz może i stwarzała pozory pełnej uległości, ale umysł rodził już chytry plan przechytrzenia go, który runął w ułamku sekundy, kiedy to smukłe palce Bergmanna wsunęły się pod koronkowy materiał jej bielizny.
- Oooch... - mruknęła wprost do jego warg i niespokojnie poruszyła biodrami, by poczuć napływające bodźce jeszcze intensywniej. Pozwalała mu na to z czystą przyjemnością, bo cóż mogłoby jej sprawić teraz wiekszą frajdę, jak nie przytaknięcie na śmiałe poczynania, które zawsze doprowadzały ją na skraj? W odpowiedzi - szybkiej i nieprzemyślanej, co mogło okazać się zaskakujące, zważywszy na to jak bardzo lubiła chłodną kalkulację, sięgnęła drobną dłonią do jego krocza, gdzie wyczuwalne wybrzuszenie zrodziło na bladym, nieco zaczerwienionym licu, subtelny uśmiech. Opuszkami przesuwała po męskości Daniela i trwało to tak długo, aż nie wyszeptał krótkiego acz treściwego - niemalże - rozkazu, na który kolejna fala podniecenia zalała jej podbrzusze. Posłusznie, bez słowa sprzeciwu zrobiła to czego chciał i tak jak lubił - wypięła również w jego stronę biodra. Czekała na to, co było nieuniknione i katowała się wizją dobrego seksu, w którym na powrót naznaczy ją niewidzialnym znakiem przynależności, a kiedy wreszcie znalazł się w niej, być może zbyt głośno wypowiedziała imię mężczyzny, zapominając całkowicie o miejscu, w którym się znajdowali. Serce dudniło donośnie w młodej piersi, a dłonie nerwowo zaciskały się na wykończeniu drewnianego mebla. Raz po raz przygryzała dolną wargą, bo pchnięcia choć niebrutalne, były nadzwyczaj intensywne i szybkie, by wreszcie dać upust kumulującym się emocjom. Sięgnęła w pewnym momencie do dłoni Daniela, którą niemym błaganiem ułożyła na swojej kobiecości, dając mu tym samym znać, że chce spróbować kolejnej rzeczy, której do tej pory nie kosztowali. Fala ekstazy miała uderzyć z dwóch stron i stało się to nagle, a jej zawstydzenie sprawiło, że jedynie lekko się odsunęła, bo orgazm, który obezwładnił ją całą, odebrał na moment realność, która zniknęła w połach elektryzującego otumanienia wywołanego tym, co jej uczynił.
Dopiero gdy doszła do siebie, odważyła się spojrzeć mu w oczy i bez pytania o pozwolenie, pomimo że powinna, pocałunkami wzdłuż obojczyków, poprzez tors, zeszła na podbrzusza, gdzie to na nowo zaczęła dotykać męskości Bergmanna, którą niedługo później objèła ustami. Doskonale wiedziała, że nie musi, ale chciała dać mu tę przyjemność, właśnie teraz. Robiła to początkowo delikatnie, z dozą pewnej nieśmiałości, wszak on jedyny wiedział, że nigdy wcześniej się na to nie odważyła, dlatego nawet spokojny, acz odczuwalny, próbujący odnaleźć czułe punkty język, mógł przyjemnie drażnić męskie zmysły. Uczyła się tego, tak samo jak jego - od nowa, by odkryć raz jeszcze wszystkie karty i cieszyć się chwilą, w której byli znowu razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 257
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Czw Wrz 28 2017, 21:57

+18

Absurd
czyż nie nazywać absurdem wytworzonego zdarzenia - do złudzenia przypominającego twór myśli, krosen nieznużenie tkających oniryczny materiał? W pierwszej chwili wydawaliby się niedorzeczni, wytworzeni z tej samej nie-materii, abstrakcyjnego piasku rozsypanego pod zaległą ciemnością, przedstawieniem rozgrywanym za kurtynami powiek, nieosiągalni, odlegli - być może s z u k a j ą c, niestrudzenie szukając umysłem chwil wspólnych, prowadząc własny, niemożliwy do osiągnięcia scenariusz - bynajmniej nie w rzeczywistym świecie. Tak, to mógłby być sen, piękny sen, w którym to spotykają się znowu, sen pozbawiony reguł, wrzucający do szkolnych murów zabytkowego zamku dwie, niegdyś wysłane w chłodne objęcia Szkocji osoby, tak różne a jednocześnie tak bliskie, tak z trudnego do przełożenia powodu biegnące w swoim kierunku, jak gdyby drugie - było ostatnim ratunkiem, choć wiedzą, że wszystko będzie trwać krótko, wszystko musi trwać krótko, wszystko rozpłynie się, wszystko zleje z pozostałą przeszłością, a później nie będzie już dla nich miejsca, nie może być.
Było.
Los przeciwstawił się okrutności prawdopodobieństw, rechocząc i plując im w twarz zaistniałym przypadkiem. Chociaż mieli się nigdy nie spotkać - choć rzeczywistość miała zostać zamknięta w Perth, umieszczając ich w szklanej kuli jednego, efemerycznego momentu, opowieści spisanej na szybko piórem chwytanym w rozdygotanej dłoni, krótkim acz intensywnym szlakiem nieomal przedzierającym wiotki pergamin; pomyślne zbiegi okoliczności dały im drugą szansę. I tak oto - niemożliwe było w stanie na nowo zaistnieć, snuty scenariusz przelać się na dzienne światło, okowy reguł znowu prosiły się o skruszenie; ponieważ zrobiliby wszystko, aby tę chwilę powtórzyć, aby zaistnieć znowu, mrugnąć jak gwiazda, inkrustująca atrament nocnego nieba. Wszystko dla ulotności. Zaryzykować. Nie patrzeć. Przymknąć oko na innych.
Liczył wyłącznie się splendor bodźców, bogactwo uderzającej weń feerii doznań pędzącej szlakami neuronów, liczył się chłód muskający rozgrzane ciało, które w szybkich i intensywnych ruchach nadawało obojgu im tempo, liczyły się usta zagarniające dotykiem skórę, liczył się zapach wdychany przez nozdrza w szybkim, wyraźnie słyszanym oddechu, przez który przelewała się obezwładniająca go rozkosz. Przywarł do niej, podpisywał ten wyrok mogący ich zgubić - wydać na hańbę, na łamanie czysto moralnych zasad jak i powstałych, sztucznych kodeksów nauczyciela i ucznia. One jednakże nie mogły przeciwstawić się przyjemności, jaką teraz czerpał garściami, jakiej za nic nie byłby w stanie sobie odmówić. I nie był to tylko mający przeminąć epizod, który zalałby go obojętnością, nakazując zastygnąć w pełnym stagnacji oraz ignorowania posągu - tak miało być cały czas, odkąd tylko jej imię oraz nazwisko zostało dojrzane przez czujne spojrzenie śledzące listę, kiedy jej niepozorna sylwetka przekroczyła próg klasy, za której biurkiem on później miał zająć miejsce.
Zaskoczyła go swoim postanowieniem, poddała w zupełności eskalującej pożądanie pułapce planów, choć serce uderzało jak młot o żebra z obu powodów - że już za długo, że niebezpiecznie; ale nie umiałby wymsknąć się spod jej władzy, jaką obecnie sprawowała nad jego spragnionym wciąż ciałem. Obserwował, jak jej sylwetka zmierza ku coraz niżej ulokowanym punktom, jak drażni jego podbrzusze oraz przenosi się w stronę członka. Klatka piersiowa, początkowo unosząca oraz opadająca miarowo, na nowo wyraźniej oraz łapczywiej tłamsiła w sobie powietrze, zaś w momencie - kiedy poszukiwaniem odnajdywała fragmenty nastrojone na dotyk, stłumił chcące wydostać się z gardła jęknięcie. Czuł, jakiś czas później - nadchodzący, mający chwilowo obezwładnić go orgazm, który aż prosiłby o kolejną kontynuację - chociaż ta, był świadomy, nie mogła się teraz ziścić.
Chwilę później, w pomieszczeniu nastała cisza, nawet nie zakłócana wcześniej zachłannym czerpaniem powietrza, a jednak - wiedział - że oto na korytarzu czaić się mogą najskrytsze lęki, którym należy zapobiec, którym trzeba wyślizgnąć się z gadzim sprytem.  
- Jeszcze ci się odwdzięczę - wyszeptał, obejmując ją na pożegnanie, z trudem zmuszając siebie do ponownego włożenia zwodniczej szaty dystansu, tak niewygodnie leżącej w przypadku łączącej ich dwoje prawdy. Aż trudno uwierzyć.
Wystarczy się tylko i aż przekonać.
Trwać.
- O której kończysz jutro zajęcia? - zapytał, poprawiając koszulę, nieco obecnie wymiętą podczas wcześniejszego wzgardzenia, kiedy okazywała się nieprzydatna i krępująca ruchy. - Przyjdź do mnie później do gabinetu - powiedział? Nakazał? Zalecił? Prosił?
Jedno jest pewne - c h c i a ł. Chciał, aby znowu do niego przyszła. Chciał kolejnego spotkania. Potrzebował go niczym remedium zdolnego zachować przy zdrowych zmysłach.
Nawet jeśli
to przecież było czystym szaleństwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: ponowne spotkanie   Wto Paź 03 2017, 20:43

Dzisiejszego poranka nie myślała nawet o tym, że spotka Daniela Bergmanna, który w jej rzeczywistości przestał istnieć kilka tygodni temu. Sądziła, że ten etap ma za sobą, jakby godząc się z okrutnym przeznaczeniem, które pragnęła oszukać. Dziwna przesłanka o przychylności losu pozwoliła na to, by raz jeszcze uwierzyć, że wszytko jest możliwe, kiedy czegoś się bardzo chce. Niczym pająk tkający sieci dla swych ofiar, ona postąpiła tak samo - przekroczyła bramy piekieł, by stać się niewolnikiem własnych pragnień, które rozrywały jej drobne ciało i pchały w iluzoryczne objęcia męskich ramion, które były zakazane. Egoistycznie poszukiwała zaspokojenia, choć tak naprawdę oczekiwała czegoś więcej niż spazmatyczny orgazm otumaniający umysł i odbierający do reszty zdrowy rozsądek. Niemal ilekroć była przy nim, odszukiwała w jego tęczówkach siebie - czy aby na pewno jest tak jak podpowiada jej serce, które biło szybciej, gdy czuła go tuż obok. I dzisiaj, pomimo że nic się nie zmieniało, nadal była córką cenionego profesora, wybitnie zdolną uczennicą, która smukłymi palcami kreowała własny świat, tak każdy detal wydawał się być inny. To on zaburzał wszystko, rujnował poukładaną codzienność, władał minutami, które dłużyły się zbyt bardzo, a ona chciała się przedrzeć przez ograniczenia i dotrzeć do niego. Całkowicie mu uległa i oddana, pozwalała na to, by czynił z nią każdą możliwą fantazję, tę przyjemną owianą ciepłym oddechem, okrutną odsuwając na bok i nie pozwalającą się zbliżyć, a nawet raniącą, byleby tylko była pewna, że nie odejdzie. Masochistycznie chciała godzić się na całokształt ich relacji, traktując mężczyznę jako swój ratunek, wybawienie i zgubę, choć teraz wyszeptałaby każdą możliwą frazę, byleby nie znikał.
Nie mógł.
Uwielbiał ryzyko tak samo jak ona. Mogliby złamać wszelkie zasady, które zbrukałyby ich honor i wystawiłyby na pogardę ze strony społeczeństwa, ale dla niej nie było to w żaden sposób istotne. Eskalowała jego osobę, drażniąc skórę mężczyzny opuszkami palców, kiedy to wreszcie na drżących nogach stanęła na wprost niego i nie potrafiła powstrzymać w sobie podniecenia, które ją rozsierdzało od środka. Oddychała płycej, ale im dłużej to trwało - tym chętniej zsuwała się w dół, zahaczając ustami o wrażliwe punkty, by wreszcie dać mu przyjemność i rozkosz, która płynęła z nieśmiałych muśnięć i niepewnych objęć wargami, które serwowała danielowej męskości. Robiła to grzecznie, chętnie, bez cienia zawahania, licząc że zrozumie, co w ten sposób chciała mu przekazać. To on był jedynym mężczyzną, z którym była i który trzymał ją za drobną dłoń, prowadząc erotycznymi ścieżkami, ucząc tego co jest nieznane i im dłużej to trwało, tym odczuwała większe potrzeby, choć teraz nie była zdolna myśleć w żaden sposób. Czekała na nieuniknione, by samodzielnie dać sobie orgazm, do którego doprowadzała teraz także jego, a gdy wreszcie to się stało, odczuła niesamowitą satysfakcję.
Na zawsze
Zbyt szybko bijące serce zwalniało rytmu, oddech stawał się spokojniejszy, a umysł odzyskiwał swoją trzeźwość. Zapach pożądania unoszącego się w pomieszczeniu było czuć aż nadto, a rozrywające podniecenie wciąż utrzymywało się między smukłymi udami Marceline. Rozbudził w niej wszelkie potrzeby, które winien zaspokoić, ale najbardziej oczekiwała od niego tego, że po prostu będzie, że przychodząc do niego w środku nocy, zostanie zgarnięta w silne, męskie ramiona, a zaraz potem, że usłyszy - czekałem. To z nim grała w przedziwną grę owianą nutą intymności, której nie zrozumiałby nikt, a na pewno nie społeczeństwo uszyte ze sztywnych zasad i reguł.
Objęła Bergmanna wątłymi ramionami, gdy to przyciągnął ją do siebie i nie odezwała się słowem. Była milcząca na powrót, by zaraz potem odsunąć się na bezpieczną odległość i spróbować zaakceptować ten dystans, którym musiał ją darzyć. Palcami raz po raz przesuwała po guzikach, które z trudem starała się zapiąć, a dopiero po upływie kilku chwil doprowadziła się w pełni do odpowiedniego stanu.
- Postaram się - odpowiedziała spokojnie, choć w jej głosie dało się wyczuć nutę przekorności. Nie mogła grać w oficjalną grę, by tylko nie dostał wszystkiego na już; o pewne rzeczy, trzeba się postarać, panie Bergmann; to właśnie tymi słowami uraczyłaby go, gdyby tylko miała dostatecznie dużo odwagi, ale niestety - była nieśmiała i obawiała się jego reakcji. Musiała się nauczyć raz jeszcze zachowań Daniela i zaszczepić się w jego podświadomości, by na nowo mogli porozumiewać się bez słów. - Do widzenia, profesorze - dodała i zniknęła, jakby nic się nie wydarzyło.
To było tylko dla nich.
/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

ponowne spotkanie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Romantyczne (choć i nie) spotkanie przy pełni księżyca!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-