IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 I don't need to try to control you

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1278
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: I don't need to try to control you   Sob Wrz 16 2017, 20:07


Retrospekcje

Osoby: Fire i @Scorpius A. Dear
Miejsce rozgrywki: Rezydencja Dearów na Wyspie Skye
Rok rozgrywki: lato 2014
Okoliczności: Fire wymyśla kolejny sposób na to, jak sprawić, żeby życie nie było aż takim piekłem. I na dodatek wciąga w to brata.

______________________



What doesn’t kill me, makes me stronger

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1278
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1412
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: I don't need to try to control you   Sob Paź 07 2017, 22:28

Fire drgnęła mocno, kiedy usłyszała, jak drzwi otwierają się z bardzo cichym szelestem. Odruchowo wcisnęła gruby pergamin pod poduszkę, niemalże go rozrywając. Przekręciła się na bok i przysunęła do siebie podręcznik do nauki o tym, jak skutecznie poskromić wampira w razie ataku, akurat otwarty na stronie z wielką ryciną białowłosego starca o czerwonych ślepiach. Serce waliło ciemnowłosej szybko, ale mimo to leniwie odwróciła głowę w stronę drzwi.
- Hm? - mruknęła, jakby wyrwana z zamyślenia, ale tak naprawdę przewiercała stojącego w drzwiach ośmioletniego kuzyna wzrokiem. Jak zawsze korzystała z każdej okazji, żeby uciec od gości do swojego pokoju. Tutaj nie musiała nosić pięknych sukienek, dbać o maniery i czuć na sobie bez przerwy krytyczny wzrok ojca. Tym razem poszło łatwo - nie jadła od trzech dni, więc wyglądała na tyle marnie, że rodzice nie naciskali. Musiała tylko przywitać Lanceley'ów, a później przyszła tutaj i zagłębiła się w lekturze, która bardzo ją w ostatnim czasie zainteresowała...
- Mama pyta, czy zjesz bou...illa...baisse. - powiedział nieśmiało chłopczyk kalecząc francuski, a jego pulchne policzki pokryły się rumieńcem. Blaithin chwilę uspokajała się, a potem wzruszyła ramieniem, mrucząc coś w stylu "whatever". Glenn odwrócił się, żeby nie niepokoić więcej swojej szorstkiej i nieprzyjaznej kuzynki, kiedy nagle usłyszał, że ma zaczekać. Szkotka doskoczyła do niego w parę kroków i stanęła obok. Mimo, że była niewiele wyższa, a do tego taka chuda, rudowłosy chłopiec nieco się wzdrygnął. Zwłaszcza, gdy poczuł, jak po chwili wahania, dziewczyna dotyka jego policzków swoimi chłodnymi palcami. Dotyk był ważny, prawda? Powinien pomagać, tak to chyba szło...
- Posłuchaj - zaczęła i zmusiła go do patrzenia w jej błękitne oczy, którymi wcale nie mrugała. Glenn patrzył. Blaithin wzięła głębszy oddech, jakby zamierzała zdradzić mu jakąś ogromną tajemnicę, ale zamiast tego powiedziała tylko... - Przynieś mi ciastko.
Po czym zaczęła wodzić wzrokiem po całej twarzy chłopca. Chłopiec zastanowił się, czy to nie było jakieś zaszyfrowane, dziwne zaklęcie po którym miała mu zzielenieć skóra. Jego siostra kiedyś sprawiła, że włosy wyrosły mu z uszu kompletnie znikąd! Chwilę milczał, dość zmieszany i w końcu cichutko powiedział:
- No... okej.
Fire przyciągnęła go do siebie bliżej, niemalże stykając się z Glennem czołem.
- Czekaj, chcesz mi przynieść ciastko, bo jesteś miły, czy... nie wiesz, czemu je przyniesiesz? - zapytała, a rudzielec kompletnie nie zrozumiał. Równie dobrze mogłaby mówić po francusku, młody Lanceley nie mógł się jakoś przekonać do nauki tego języka... Otworzył usta, próbując znaleźć wyjście z tej dziwacznej sytuacji. Blaithin nigdy wcześniej go nie dotknęła, dlatego palce rozpraszały. I w ogóle ten natarczywy wzrok, jakby próbowała coś na nim wymusić.
- Eeee... I tak miałem iść coś zjeść, nie lubię tego bijobes. - z miny dziewczyny wywnioskował, że to zła odpowiedź. Zirytowana odsunęła się, a Glenn trochę się nawet przestraszył, gdy mruczała gniewnie pod nosem. To chyba znaczyło, że jednak nie chce ciastka.
- Bez sensu! - zawołała nagle i rzuciła się na łóżko. Nagły ruch zrzucił jakąś kartkę pod nogi chłopca, a gdy zerknął na nią z ciekawością, dostrzegł tekst główny i milion małych dopisków na marginesach, niektóre nawet nachodziły na linijki tekstu. Zobaczył tylko coś o tym, że na dzieci ma się zawsze większy wpływ i łatwiej nagiąć ich wolę. Odskoczył, kiedy Fire zabrała kartkę i wskazała mu drzwi. Nie zwlekając, szybko uciekł.

______________________



What doesn’t kill me, makes me stronger

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 372
  Liczba postów : 274
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14052-scorpius-alex-dear#371458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14057-witam-z-otwartymi-rekoma#371582
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14058-scorpius-alex-dear#371584
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14056-scorpius-a-dear#371580




Gracz






PisanieTemat: Re: I don't need to try to control you   Nie Paź 08 2017, 16:41

Wiązał z tym miejscem sporo wspomnień, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Kojarzył je z wieczną wilgocią w powietrzu i mocnym, porywistym wiatrem, z rozwianą rudą czupryną siostry, z Gale'm, z Michaelą. Gdyby obok tych wszystkich dobrych aspektów, jakimi są jego młodsze rodzeństwo, nie pojawiały się też te złe, czyli obecność jego zepsutego ojca, pewnie wracałby tutaj częściej. To były pierwsze wakacje od dawna, kiedy pojawił się ponownie w swoim rodzinnym domu. Odkąd uzyskał pełnoletniość, unikał wyspę Skye wyjątkowo dobrze, pojawiając się tam jedynie święta, czy inne formalne okoliczności, kiedy zgrywali szczęśliwą rodzinkę. Tym razem, nie znalazł się też tam z przypadku - podjął decyzję o podróży po Europie (a może i dalej, kto wie?), do której musiał się skrupulatnie przygotować, a to właśnie tam, w rodzinnym domu, miał rzeczy, które musiał ze sobą zabrać. Jego wizyta, dziwnym trafem, wypadła też w momencie, kiedy odwiedzali ich Lanceley'owie, więc jego pobyt przedłużył się o kilka dni. I w ostateczności, nie żałował, że został dłużej - udało mu się spędzić trochę czasu z młodszym bratem, z którym miał bardzo słaby kontakt, głownie spowodowany dużą rozbieżnością wiekową, jaka jest pomiędzy nimi.
Właśnie wracał z ogrodu, po meczu quidditcha, jaki rozegrał ze wszystkimi swoimi krewnymi. O dziwo, Scorp bardzo lubił dzieci, najbardziej te w wieku wczesnoszkolnym, więc potrafił dogadać się z Glennem czy Gale'm. Wchodząc do środka, zobaczył, jak skrzaty rozkładają zastawę na stół - świadczyło to o tym, że zbliża się chwila posiłku. Być może, nieobecność Deara przy stole jest w złym guście i tak nie wypada, zwłaszcza, kiedy rodzina przyjechała z wizytacją, ale nie odczuwał głodu, ani chęci, by wysłuchiwać ich rozmów na temat polityki, ciągłego narzekania na dzieci i niewygodnych pytań, skierowanych w jego stronę. Przemknął się po schodach na piętro, by pójść do swojego pokoju. Po drodze, zauważył zaniepokojonego i przestraszonego Glenna, który czmychał z pokoju Blaithin.
- Glenn? - zaczepił go tylko, jednak ośmioletni rudzielec zupełnie nie zwrócił na niego uwagi, zbiegając po stopniach na parter.
Scorp, bez pukania ani innych koniecznych uprzejmości, wszedł do pokoju Fire, siadając na fotelu naprzeciw niej i spoglądając na nią zdziwionym wzrokiem.
- Coś ty mu zrobiła? Wyglądał, jakby chciało mu się płakać - stwierdził obojętnie, przyglądając się kartce, którą trzymała w rękach. Chwilę później, przeniósł wzrok na siostrę. Dawno jej się nie przyglądał i dopiero teraz dojrzał, jaka jest wychudzona.
- Mam nadzieję, że przedstawisz mnie temu chłopakowi, dla którego się tak głodzisz - powiedział, śmiejąc się cicho i wyciągając z kieszeni listek gumy balonowej. - Właśnie podają do stołu... - oznajmił cicho, dając jej tym do zrozumienia, że naprawdę wygląda fatalnie i powinna coś zjeść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

I don't need to try to control you

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-