IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ciekawy z Ciebie obiekt...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -122
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Ciekawy z Ciebie obiekt...   Sob Wrz 23 2017, 10:07

Miesiąc. Dokładnie trzydzieści dni. Tyle minęło czasu odkąd pierwszy raz przestąpiła próg tej szkoły. Hogwart różnił się pod wieloma względami od tego, czym wcześniej nazywała szkołę. Chyba za duża lista by powstała, gdyby miała to teraz wszystko wytykać. Było inaczej. Nigdy nie będzie w stanie powiedzieć, że jest to miejsca, do którego się przyzwyczai. Była to konieczność. Nie wybrałaby tej opcji, gdyby miała wybór.
Gdyby wtedy nie sparaliżował ją strach... Zapewne siedziałaby teraz, przy jednym z okien swojego pokoju, oglądając surowość, która rozciągała się za szkolnymi murami Durmstrangu. Właśnie, mogła spokojnie obarczyć winą siebie i tylko siebie. W końcu trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny, szkoda, że w tym przypadku nie ona cierpiała najbardziej. Przez jej ciało przeszedł lekki dreszcz, nie był on spowodowany chłodem. W tej kwestii było jej zwyczajnie gorąco. Segovia była przyzwyczajona do innej wysokości temperatur, dlatego nic dziwnego, że nie siedziała w środku jesieni zawinięta pod szyję. Uczniowie, którzy ją mijali, byli owinięci szczelnie kurtkami, a nawet szalikami. Kolejna rzecz, do której nie będzie mogła się przyzwyczaić. Za bardzo lubiła chłód, dotyk śniegu na opuszkach palców...
Spojrzała na wolne miejsce obok siebie. Było puste. Czuła, jakby i ona gdzieś w środku była pusta. Jakby jakaś jej część wędrowała teraz korytarzami tego zamku... Po błoniach, w okolicach Zakazanego Lasu... Zwykle nierozłączna ze swoim bratem, teraz, siedziała samotnie na dziedzińcu. Vlad nie był dzisiaj w najlepszym nastroju, choć to zwykle ona była tą osobą, która psuje nastrój swoim pesymizmem. Seg nazywała to realizmem... Ale wszystko zależy od punktu widzenia, nieprawdaż? Dopiero teraz zorientowała się, że jest to pierwszy dzień, odkąd tutaj jest, który spędza osobno z bratem. Wyprostowała się niespokojnie. Podciągnęła nogi do góry, krzyżując je i kładąc na nich książkę. Było to stare tomiszcze, które zdążyła wykraść ojcu z biblioteczki. Wściekłby się... Czyli nie było czego żałować.
Przegryzła lekko wargę i przewróciła strony, aby dotrzeć tam, gdzie skończyła jeszcze przed śniadaniem. Zapowiadała się całkiem przyjemna sobota. Powinna w jakikolwiek sposób odciągnąć swoje myśli, bardzo, ale to bardzo daleko.

/początki zawsze są u mnie tragiczne ;c jeszcze po dniu roboty, wybacz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 575
  Liczba postów : 719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5147-maximilian-lamberd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9166-sowa-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Ciekawy z Ciebie obiekt...   Pon Wrz 25 2017, 14:17

Maximilian dzisiejszego dnia kompletnie nie wiedział co ma robić. Dopiero co zaczął się nowy rok szkolny. Max trochę się stresował. Jako młody puchon dość sumiennie przystępował do nauki. Czwarta klasa słyszał jest już dość wymagająca czego naprawdę się obawiał. Właśnie wracał z Wielkiej Sali gdzie nieco sobie przekąsił coś na ząb. Paszteciki dyniowe to jednak były jego ulubione. Korzystając z okazji, że na dworze jeszcze była dość piękna pogoda to postanowił przejść się przez błoniach, jednakże musiał zahaczyć o dziedziniec. Wiele osób tam spędza czas, dlatego też uznał, że może spotka kogoś ze swojego roku. Max był dość rozrywkowym chłopakiem i towarzyskim, dlatego nie odstępował od wszelakich kontaktów. Wiele osób go uprzedzało przed uczniami ze Slytherinu. Ale co kto może wiedzieć o nim? Max przecież ma siostrę z tego domu i nie miał najmniejszego zamiaru zaprzestania z nią kontaktów. Chyba wolałby umrzeć niż się z nią pokłócić o to, że należy do innego domu niż on. Max sam nieco żałował, że nie trafił do zielonych, ale co tam. Czy dom miał dla niego jakieś znaczenie? Kompletnie nie. Przyzwyczaił się do puszków i chyba nie chciałby się już z nich wypisać. Czuł się tam doskonale, jak u siebie w domu.
Wyszedł na zewnątrz i od razu rzuciła mu się pewna dziewczyna. Dałby głowę, że widzi ją po raz pierwszy, no może drugi. Był przekonany, że dopiero co przyjechała do Hogwartu. Była chyba nieco starsza od niego. Max był nieco puszysty. Jako czternastolatek posiadał trochę ciałka. Ale nigdy jakoś nie miał wielkich kompleksów. On kochał siebie takiego jakim był. Każdy ma prawo go oceniać i jeżeli komuś się to nie podobało to tylko i wyłącznie jego sprawa. On nie miał zamiaru się tym przejmować. Choć do tej pory nikt się z niego specjalnie nie wyśmiewał. Owszem, nie był aż tak gruby, ale jednak nie dało się ukryć sporego brzuszka. - Daję głowę, że Cię pierwszy raz widzę na oczy... - powiedział do niej i uśmiechnął się. Miał nadzieję, że dziewczyna nie odprawi go z kwitkiem. Nie wyglądała na taką, ale pozory mylą. Max nie lubił się narzucać, więc jak tylko dziewczyna nie będzie sobie życzyła jego obecności to na pewno szybko się pożegnają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -122
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Ciekawy z Ciebie obiekt...   Pon Wrz 25 2017, 17:20

Była tutaj tylko miesiąc i już poznała moc szufladkowania ludzi. Należała do domu Salazara i z góry narzucili, że jest potworem w ludzkiej skórze. Zapewne w większości cicho wypowiadanych obelg mieli sporo racji, w końcu nigdy nie była aniołkiem. Z jakiegoś powodu trafiła do tej szkoły. Bardziej chodzi o to, że ludzie oceniają cię pomimo tego, że nawet cię nie znają. Wystarczy im kolor domu, do którego przynależysz i już wiedzą kim jesteś. Nie była zdumiona takim zachowaniem. Widziała o wiele, wiele gorsze rzeczy. Poza tym to chyba naturalne.
Usłyszała głos. Z początku myślała, że był to kompletny przypadek, w końcu nie codziennie zdarza się, że ktoś zaszczyca ją swoją obecnością. Uczniowie Hogwartu jakby wiedzieli, że nie było sensu tego robić. Nie była osobą, która szukała tutaj przyjaciół. Nie potrzebowała ich wcześniej, teraz? Nic się nie zmieniło. Miała Vlad'a, prawda? Nie było rzeczy, która mogłaby ich rozdzielić, stanowili dwie połówki jednej osoby.
A może wmawiali sobie tak, bo miło było pomyśleć, że jednak jest ktoś, kto nigdy nas nie opuści? Chyba tego musieli się trzymać, w końcu od samego początku byli zdani na siebie.
Podniosła głowę i przyjrzała się chłopakowi. Na oko? Młodszy, choć było to prawie niezauważalne. Jego bezceremonialne podejścia mogło świadczyć tylko o tym, że naprawdę jej nie znał i ciekawość przewyższała zachowania, którego wyuczyły się starsze dzieciaki. Szczerze? Nie bardzo się tym przejęła. Zamknęła książkę i wsadziła ją w plecak, który leżał gdzieś pod nią. Wysiłek, jaki włożyła w wykonanie tej czynności, naprawdę pozbawił jej większości sił. -I zapewne jako pierwszy używający tego sformułowania, zatrzymałbyś ją dla siebie.-Powiedział spokojnie, ponownie uważnie mu się przyglądając. Mocny, rosyjski akcent dał o sobie znać. Wiedziała, że nigdy się go nie pozbędzie, nawet jeżeli bardzo by tego chciała. Czasem łapała się na tym, że używała swojego ojczystego języka w rozmowie z innymi.
Nieswojo czuła się, z tym że ktoś zainteresował się jej osobą, nawet jeżeli było to takie... Normalne. Ponownie spojrzała na puste miejsce obok siebie. Była taka zmęczona... Wszystkim. Nie miała dzisiaj nic lepszego do roboty, nie widziała więc nic przeciwko temu, aby towarzyszył jej ten chłopak. Słyszała w głowie słowa ojca, które nakazałyby jej dowiedzieć się jak najwięcej, aby potem wykorzystać to w dogodny dla siebie sposób. W końcu powinna wiedzieć, z kim miała do czynienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 575
  Liczba postów : 719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5147-maximilian-lamberd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9166-sowa-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Ciekawy z Ciebie obiekt...   Sro Wrz 27 2017, 23:32

Więc jeżeli chodzi o Maxa to nie. Max nie należał do tych osób, które od razu weryfikują ludzi po kolorze domu. Zawsze próbował pierw poznać człowieka niżeli cokolwiek o nim mówić. Owszem, bywają i takie przypadki, że z opowieści innych zaufanych osób może stwierdzić, że jest gburem czy też nieudacznikiem. Swoim przyjaciołom na tyle ufał, że wierzył w to co mówią i jeżeli tak mówią to muszą mieć jakiś powód. Doskonale pamiętał kiedy to dziewczyna wylądowała w Hogwarcie i została przydzielona do Slytherinu. W końcu to się działo na rozpoczęciu roku i wraz z uczniami pierwszej klasy przystąpiła do przydzielenia domu. Max lubił dom Salazara, o dziwo mimo iż był puchonem miał dobre stosunki z tymi uczniami. Jeżeli był dom, którego może trochę nie lubił to Ravenclaw. Jak na razie uczniowie tego domu wydawali mu się wymądrzałymi uczniami, którzy nie zawsze mają racje. Do tej pory nie spotkał jakiegoś pozytywnego ucznia z tego domu. Pewnie to się kiedyś zmieni, ale na ten moment miał swoje zdanie na ten temat, którego pewnie szybko nie zmieni. Max nie ufa byle komu. Jeżeli komuś ufa to ten ktoś musi na to zasłużyć. Nie przydziela sobie przyjaciół tylko dlatego, że się do niego uśmiechają, czy jakoś mu schlebiają. - No pewnie masz rację. - mruknął do niej i znowu się skromnie uśmiechnął. Chciał ją jakoś dojść. W końcu dziewczyna która kryła wiele była zagadką, bardzo go jarała. Nie lubił prostych dziewczyn o których wszystkiego się dowie w pierwszej, lepszej rozmowie. Lubił dziewczyny zagadki, które będzie odkrywał całe życie. A nowa uczennica wydawała się właśnie taka. Akcent zrobił swoje i znał już pochodzenie dziewczyny. Może jakoś specjalnie nie znał się na geografii świata, ale na tyle bystry był, że mógł zlokalizować przybycie dziewczyny. Wskoczył po chwili na murek obok dziewczyny i westchnął. - Jak Ci się podoba Hogwart? Jest niezwykły, prawda? A Ty z jakiej szkoły przybywasz? - wiele pytań, a ile będzie odpowiedzi? Miał nadzieję, że dziewczyna jednak zechce z nim nieco rozmawiać. Oczywiście nie chciał wiedzieć wszystkiego, bo pewnie dziewczyna i tak by mu swoich prywatnych spraw nieopowiadała. Dlatego też o to nie pytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -122
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Ciekawy z Ciebie obiekt...   Pon Paź 02 2017, 17:06

Każdy szufladkuje ludzi. Czy jest to na poziomie przydzielonego domu, czy sposobu ubierania lub chodzenia. Ona przykładowo, gardziła takim zachowaniem... A sama jak się zachowywała? Zdawała sobie doskonale sprawę z tego, co robiła. Jak mogła wpływać swoimi poglądami na innych. Były to jednak jej poglądy. Była ich świadoma. Była tak wychowywana... Każdy jest ograniczony czasami i warunkami, w których się urodził. Nic się na to nie da zrobić. Często zastanawiała się jaki sens jest w tym wszystkim, w życiu z przedziałami. I mogła spokojnie powiedzieć, że czasem są one potrzebne. Wyznaczają pewne granice, linie, których niektórzy nie powinni po prostu przekroczyć. Może jest to ograniczone... W pewnych kwestiach. Wszystko ma swoje dwie strony. Nie da się być takim lub takim... Zawsze istnieje coś pośrodku. Jakaś pół prawda, którą ludzie omijają, bo lepiej jest wybrać tylko jedną ze stron.
-Nie wiedziałam, że człowiek jest w stanie zadać tyle pytań, w tak krótkim czasie.-Powiedziała spokojnie, obracając głowę w jego stronę i przyglądając się jego postaci. Nie. Nie kojarzyła go. Ledwo co była wstanie zapamiętać twarze ludzi, którzy byli członkami domu, do którego należała. Prawda była taka, że znała tylko odpowiednie osoby. Pierwsze co przybyła do Hogwartu, została przeszkolona w tym, z kim powinna, a z kim nie powinna rozmawiać, kto nadaje się na towarzysza w rozmowach, a kto jedynie do zaprezentowania ma znane nazwisko.
Uniosła lekko głowę do góry, chcąc dojrzeć coś w oddali. Może zastanawiała się nad tymi wszystkimi pytaniami, które jej zadał. Jej wychudzone ramiona uniosły się i opadły, powoli, starannie jakby każdy jej ruch miał być skrupulatnie dobrany .-Durmstrang. Hogwart jest inny, bez dwóch zdań... Powiedzmy, że nigdy nie będę wstanie się do niego w pełni przekonać.-Powiedziała. Mówiła zgodnie z prawdą. W końcu nie było sensu udawać, że było inaczej... Po co. Jaki byłby cel takiego zachowania. W niektórych przypadkach szczerość tak bardzo koiła w oczy, że uznawana była za kłamstwo. Ludzie słyszą i widzą to, co chcą usłyszeć i widzieć. Proste. Mógł więc dowolnie zinterpretować jej słowa.
-Segovia Ivanowa.-Jej dłoń znalazła się przy jego osobie. Była to istotna część ich znajomości. Zależało od tego, czy spędzi z nim te pięć minut dłużej, czy też nie.
I czy była zagadką? Na pierwszy rzut na pewno tak wyglądała. Prawdopodobnie też taka była. Kto ją tam wie. Jedno było pewne, nigdy nie będzie całością. Zawsze będzie tylko częścią czegoś większego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 575
  Liczba postów : 719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5147-maximilian-lamberd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9166-sowa-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Ciekawy z Ciebie obiekt...   Sro Paź 04 2017, 15:39

Tak Max był różnie odbierany przez innych ludzi. Niektórzy brali go za wariata, który tylko chce wiedzieć coś o czym nie powinien wiedzieć, bądź wcale go to nie dotyczyło. Jednak ci co go polubili wiedzą, że Max jest naprawdę bardzo w porządku czarodziejem. Lubi żartować, lubi się bawić. Mimo iż wygląda jak wygląda nie narzeka na to i pewnie większość jego znajomych go za to podziwia. Bo jednak wiele osób w jego sytuacji miałoby jakieś tam kompleksy, a on takowych nie miał. Czuł się bardzo dobrze w swoim ciele. Dlaczego miał się rozrywać na strzępy, żeby wyglądać jak przeciętny chłopak? Najwyraźniej nie była mu dana przeciętność i przez to czuł się wyjątkowy. Zwracał uwagę na siebie, nie zawsze w ten pozytywny sposób, ale co to go obchodziło? Puchon właśnie z tego słynął, że nigdy nie brał na serio wszystkich słów wypowiedzianych w jego kierunku. Zawsze stara się to wszystko obracać w żart mimo iż czuje, że to wcale żart nie był, a obraza jego skromnej osoby. Ale jakby miał się przejmować opinią każdego to chyba musiałby się powiesić. A na pewno tego nie zrobi. Miał przyjaciół, którzy nade wszystko byliby z nim więc nie mógł narzekać. - No zdarza się. Wiesz, jestem gadułą, ale to pewnie już zauważyłaś. Staram się zagadać do nowych osób, mogę się jedynie domyślać jak się czujesz. Pewnie wiele osób z Tobą nie rozmawia, bo jesteś przyjezdna, wielu to przeszkadza, ale chce żebyś wiedziała, że na mnie jakby co zawsze możesz polegać. - uśmiechnął się do niej. Musiał ją przekonać do tego, że jeżeli będzie miała jakiś problem zawsze może się do niego zgłosić. Co prawda był od niej młodszy i w wielu kwestiach nie będzie w stanie jej pomóc, ale przecież zawsze można pogadać, tak? Max zawsze był otwarty na propozycje i nikomu nie odmówi pomocy, a słuchacz z niego naprawdę bardzo dobry.
Dziewczyna pochodziła z Durmstrangu. Łał. Zawsze fascynowały go inne szkoły magiczne. - Durmstrang. Doskonale wiem o czym mówisz... Chyba każdy zakochuje się w swojej pierwszej szkole, a później jest trudno się przekonać do innej. Ale Hogwart jest naprawdę super, pewnie się szybko za klimatyzujesz. - powiedział do niej i uśmiechnął się. W Slytherinie pewnie wiele osób jest zafascynowanych jej pochodzeniem. Pamięta lekcje z Historii Magii kiedy opowiadano im o innych szkołach magicznych. Durmstrang należał do takiej szkoły magicznej jak Hogwart. Te szkoły były na prawie takim samym poziomie.
- Max Lamberd. - podał jej dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -122
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Ciekawy z Ciebie obiekt...   Pią Paź 06 2017, 10:11

Nie kwestionowała tego kim był, mógł być kimkolwiek tylko sobie chciał. Nie brała pod uwagę opinii innych. Wydawała osąd na podstawie swojego doświadczenia, wiedzy i obserwacji. Czy była to znikoma wiara w ludzi? Prawdopodobnie był to jeden z powodów, dla których takie właśnie stanowisko przyjmowała. Z drugiej, wiedziała, że zawsze istnieje coś więcej... Coś, czego druga osoba może nie zauważyć. Są to szczegóły, często pomijane przez większość. Dlatego niech pozwoli jej samej wydać osąd na jego temat. Była to okazja do przetestowania jej umiejętności, których ostatnimi czasy miało rzadkość wykorzystywać.
Kolejne informacje. Niektórym wydawać by się mogło, że było ich aż za dużo. Jak na poziom ich znajomości? Zaledwie kilka minut spędzonych na tym dziedzińcu mogłoby wydawać się o wiele za krótkim czasem aby pozwolić sobie na tego rodzaj wylewność. Nie wyczuwała nieszczerości, tak, jakby jego postawa naprawdę było całkowicie bezinteresowna. Rzadko kiedy spotykała ludzi takiego pokroju, nie w świecie, w którym się urodziła i wychowywała.
-Wiele osób ze mną nie rozmawia, ale nie z powodu tego iż nie jestem stąd.-Powiedziała spokojnie, cicho, zgodnie z prawdą. Unikali jej i brata, widząc doskonale ich inność. Jakby wyczuwali, że nie dzielą ich jedynie język i pochodzenie. Ale nigdy się tym nie przejmowała. Byli tutaj zaledwie miesiąc, jeszcze wiele może się wydarzyć.
-Myślę, że tego dowiem się dopiero za bardzo długi czas.-Lekkie wzruszenie ramionami. Nie widziała powodu, dla którego miałaby osłodzić ton swojego głosu. Nie potrafiła tego zrobić w tym momencie. Nie czuła potrzeby aby wpasować się w jego towarzystwo, jakby zdając sobie sprawę, że nie o to chodziło.-Dlaczego?-Za tym pytanie kryło się kilka rzeczy. Jedno i najważniejsza. Dlaczego to robi, dlatego chce zostać osobą, do której mogłaby przyjść w razie jakiejkolwiek potrzeby...
Od tego miała tylko jedną osobę, zawsze była ich tylko dwójka... Może to błąd, że zamknęli się na świat poza. I to był pierwszy raz kiedy Segovia pomyślała o więzi jaka łączy ją i brata, jak o złej rzeczy. Szybko usunęła to z swojej głowy, jakby Vlad potrafił wyczytać to z niej już za pierwszym spojrzeniem.
Uniosła lekko brodę do góry. Czy kochała poprzednią szkołę?-Nie ujęłabym tego w ten sposób. Musiałam po prostu przyzwyczaić się to panujących tam standardów.-Durmstrang był szkołą, która pozwoliła jej rozwinąć się na wiele sposobów. Wiedziała, że w Hogwarcie nie będzie możliwości(przynajmniej legalnej) kontynuowania tych jakże szczególnych zamiłowań. Dlatego te dwie szkoły były bardzo, ale to bardzo dalekie od siebie.
-To tylko dwa lata. Na za klimatyzowanie się pewnie zeszłoby o wiele, wiele dłużej.-Mruknęła spokojnie. Ściskając lekko jego dłoń.
Lamberd. W jej głowie pojawiła się lista czarodziei, których ewentualnie mogłaby poznać. Nazwiska, rody, naprawdę została skrupulatnie przygotowana do tego, co może ją czekać. Dlatego też skinęła lekko głową na znak, że przyjęła wszystko do informacji. Z nim mogła spędzić jeszcze kilka minut dłużej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 575
  Liczba postów : 719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5147-maximilian-lamberd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9166-sowa-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Ciekawy z Ciebie obiekt...   Nie Paź 08 2017, 15:16

Również nie kwestionował innych osób po opowieściach innych. Jednakże zależy od jakich osób. Swoim przyjaciołom i siostrze wierzył w każde słowo jakie padło z ich ust, więc jeżeli oni uważali, że nie ma sensu się do nich łasić i podlizywać to chłopak tego nie robił. Max lubił się podlizywać, ale chyba to każdy wiedział. Czy mu to w przyszłości minie? Tego naprawdę nie wiedział. Za to nie lubił się chwalić, może i był dobrym i zdolnym uczniem, ale to nie znaczyło, że wszyscy musieli o tym wiedzieć. Uczył się naprawdę dobrze jak na swoją sytuację w życiu prywatnym o czym tylko tak naprawdę wiedziała sama Oriane. Nikt więcej nie znał jego rodziny, nie wiedział jak to naprawdę było. Nikt poza tym nie pytał go o to. Nie rozmawiał nigdy z nikim o swojej czy o kogokolwiek rodzinie. Jakoś mu to w ogóle nie przeszkadzało i nie było potrzebne do czegokolwiek. Zważywszy jedynie na czystość krwi Max mógł rozmawiać z każdym. Mugoli nie lubił. Może nie to, że nie lubił ale uważał tak jak większość ślizgonów, że mugole nie powinni uczyć się w takiej szkole. Może mu ta opinia kiedyś przejdzie, ale był tak wychowany i na to nie mógł nic poradzić. Jego rodzice byli stuprocentowymi czarodziejami. Zarówno Ci co zginęli i Ci co przyjęli go pod swój dach. Wcześniejsza rodzina o wiele bardziej wpajała mu tę wiedzę. Ci co aktualnie się nim zajmują mieli podobne poglądy, jednak bardziej już elastyczne, potrafili zaznajomić się z mugolami, przekonują Maxa do tego, ale po wielokrotnych rozmowach stwierdzili, że chłopak sam musi zdecydować i na razie zdecydował. Owszem, rozmawiał z uczniami którzy pochodzili z takich domów, jednakże są to zwykli znajomi, a Max niekiedy nawet uszczypliwie przypomina im, że z ich relacji nic większego nie będzie. Uważał, że każdy zasługuje na drugą szansę, ale rodziny się nie wybiera, tak? I jeżeli jest mugolem, pochodzi z takiej rodziny Max trzyma się bardziej na dystans.
Miał się zapytać o co chodziło dziewczynie, ale po chwili sama szybko odpowiedziała na jego zadane pytanie w głowie. Sam nie wiedziałby jakby miał się zachować w nowym otoczeniu. To jednak jest nowa szkoła, tęskni się za poprzednią i nie jest łatwo się tak od razu zaklimatyzować, ale miał nadzieję, że z pomocą jego czy też innych osób Segovia potocznie stanie na nogi. - Wiesz nie nalegam. Po prostu wiem jak się czujesz i uważam, że potrzebujesz jakiegoś wsparcia z tutejszych, więc tylko mówię, że możesz na mnie polegać, a co z tym zrobisz to tylko i wyłącznie Twoja sprawa. - powiedział do niej i uśmiechnął się po raz kolejny. Nie pytał o czystość krwi dziewczyny, bo dla niego było to oczywiste. Mugolak czy ktoś kto miał w rodzinie mugola nie zachowywałby się tak jak ona. Tak mu się wydawało, ale postanowił zaufać swojej intuicji, najwyżej się na niej przejedzie.
No tak, nazwisko jednak miał naprawdę bardzo udane. Jego przybrani rodzice nazywali się inaczej, Max zważywszy na fakt, że był już starszym dzieckiem, nieco bardziej mądrzejszym postanowił zostawić sobie nazwisko ojca. Lamberd swego czasu był jednak dość znanym rodem. Należeli do Slytherinu, należeli do Śmierciożerców, więc można powiedzieć, że kto się interesował taką teorią mógł znać jego nazwisko. Przybrani rodzice nie mieli nic przeciwko, dlatego bardzo się z tego cieszył. Nie chciał przejmować ich nazwiska, nie wychowali go od dziecka, a jednak bądź co bądź miał niemały szacunek do swoich biologicznych rodziców, mimo iż ojciec zabił matkę i to na jego oczach. No cóż zdarza się, ale dobrze znał swoich prawdziwych rodziców i wiedział na co było ich stać. To było trochę wstrząsające widząc zielone światło trafiające w jego matkę, ale jakoś sobie z tym poradził. Czasami za nimi tęsknił, ale nikt im życia nie zwróci.
- Myślę, że spokojnie dasz sobie radę. - powiedział do niej i westchnął. Szkoła jak szkoła. Praktycznie w każdej chodzi o naukę i poznawania wszystkiego co nowe więc te szkoły tym na pewno się nie różniły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -122
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Ciekawy z Ciebie obiekt...   Pon Paź 09 2017, 20:03

Była tylko jedna osoba, której wierzyła. Której słowa spijała z zamroczonymi oczami. Może była naiwna, może nawet głupia. Jednak tylko jedna osoba mogła cieszyć się jej pełnym zaufaniem. Pewnie tylko dlatego, że wszystko, co robili, robili razem. Od zaczerpnięcia pierwszego oddechu, po eksperymentowanie w zaciszu zagajnika na tyłach domu, kiedy wspólnymi siłami, wykradali księgi ze zbioru ojca.
Naiwna i głupia. Nie powinna czuć takiego przywiązania, nie powinna czuć, że jest połówką jednej osoby, a wypełnia się dopiero w momencie, kiedy ta druga osoba jest w pomieszczeniu. Nie muszę jej widzieć, aby ją czuć. Nie muszę patrzeć w jej kierunku, bo wiem co widzi... Czego chce. Była to dziwna więź, nierozerwalna. Starożytna i wieczna. A może tylko chciała, aby tak było. Bo to oznaczałoby, że nie jest sama.
Reszta nie miała znaczenia. Oczywiste jest to, w jakiej wierze została wychowana. Smutne było to, że wszyscy byli ograniczeni tym, gdzie i jak się wychowywali. Dziewczyna zawsze chciała wiedzieć więcej, jakby to, co już dostała, jej nie wystarczyło.
Kiwnęła lekko głową na znak, że się z nim zgadzała. Zrobi z tą wiedzą i sposobnością wszystko, co tylko chciała. Wykorzysta to? Czy po prostu przejdzie obok tego obojętnie. Jakby nic się nie stało. Nie potrzebowała jego pomocy i wsparcia. Wiedziała, że tak jest. Jednak jego obecność w dziwny sposób wypełniła tę przestrzeń, która od miesięcy robiła się coraz szersza. I z każdym dniem się powiększała. Była to zaledwie chwila... Jednak wystarczyła jej na pewien czas. -Skąd możesz wiedzieć, co czuję. Powiedz mi, co Twoim zdaniem się właśnie tutaj odbywa.-Powiedziała i wskazała na swoją głowę potem na miejsce między swoimi piersiami. Jakby posiadała tam coś, co mogłoby odpowiadać za uczucia. Trochę bawiło ją to, z jaką pewnością to mówił. Jaki był pewny siebie, sugerując, że chociaż w drobnej mierze wie co się właśnie z nią działo. Tak, niezmiernie ją to bawiło... I w pewien sposób mogło nawet do niego zrazić.
Nie działo się z nią nic szczególnego. Była tutaj. Po prostu.
W jej otoczeniu znajomość nazwisk i pewnych osobistości była przydatna. Aby wiedzieć z kim rozmawiać, o czym, co z tej rozmowy, jak i znajomości można by wycisnąć. Korzyść. Co sprawia, że człowiek nagle staje się wyjątkowy na tle innych? Czystość krwi? Owszem. Trzeba jednak mieć coś więcej, aby zainteresować rozmówcę na jeszcze trochę dłużej. Czy Ivanowie posiadali coś takiego? Oprócz nazwiska, które znane było w tej wąskiej, jednak istotnej części czarodziejskiej socjety... Już to, że należeli do tego cholernego kółka własnej adoracji, stanowiło nie lada wyzwanie. Ojciec, jak i jego ojciec... I tak w kółko, każdy dbał o to, aby zasiadać na wysokich stanowiskach, znaczyć coś... Segovia znała swoje miejsce w tej grupie, mogli za nią nie przepadać, gardzić jej osobą i tym, co przedstawiała... Jednak nikt jej nie zlekceważy, ukaże należyty szacunek, na który pracowała od momentu pierwszych kroków.
Nie urodzili się w rodzinie, w której mogłoby być inaczej. Tak, każdy dzień był walką, nawet jeżeli była to walka między swoimi.
-Może nie chcę. Nie potrzebuję.-Powiedziała spokojnie, patrząc w oczy swojemu rozmówcy. Może coś było w tym, że po prostu nie chciała poznać tych ludzi, tych murów i tego, co mogłyby jej zaoferować. Od zawsze wiedziała, czego chce, czy to jako kilkuletnia dziewczynka, czy już jako osoba z wykreowanym obrazem siebie samej.
Bo zawsze miała coś, co liczyło się ze wszystkiego najbardziej. Dotknęła miejsca obok siebie, tego pustego. Nie spojrzała w tamtym kierunku, ale pustka, która zionęła z tego miejsca, była przejmująca... A może ta pustka była gdzieś wewnątrz jej? Powoli zapuszczała tam korzenie.
Nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Ciekawy z Ciebie obiekt...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Machiavelli, co z ciebie wyrosło?
» Czytelnia
» Sklep Warzywny
» Pod Wielkim Dębem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-