IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Recepcja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość




Student Ravenclaw
Wiek : 24
Skąd : Irlandia
Galeony : -17
  Liczba postów : 398




Gracz






PisanieTemat: Recepcja   Sob Cze 12 2010, 19:00


Szpital Świętego Munga - Recepcja
Na przedmieściach Londynu znajduje się stare i opuszczone centrum handlowe, tak naprawdę wewnątrz niego znajduje się największa w kraju Klinika Magicznych Chorób i Urazów. Pracuje tam wielu uzdrowicieli, zawsze mających ręce pełne roboty. W recepcji znajduje się rozpiska jakie działy znajdują się na poszczególnych piętrach tego wysokiego budynku. Można także uzyskać informację od pracujących tam recepcjonistek.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Edynburg.
Galeony : 164
  Liczba postów : 165




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Czw Lip 22 2010, 01:14

Scar teleportowała się z mężczyzną do szpitala. Zatrzymali się dokładnie w recepcji. Podeszła do jakiejś kobiety, najwyraźniej recepcjonistki.
-Mam tutaj pacjenta najwyraźniej nadającego się na Oddział Specjalistycznej Opieki a nawet do Bezpiecznego Pokoju - powiedziała konspiracyjnym szeptem do recepcjonistki. - Trzeba mu zrobić kilka badań, prefektka Hogwartu sądzi, że nie wszystko z nim jest okey. Szczerze mówiąc, chciałabym oddać go w wasze ręce, i wracać. Da się to załatwić? - spytała z miłym uśmiechem.
- Tak, owszem - mruknęła, grzebiąc w papierach, a potem wykręcając odpowiedni numer. Jako że Daisy, lubiła wszystko, co mugoslkie, tak więc trzeba było dzwonić. Poprosił, by kobieta jak najszybciej przyszła. Nie trzeba było długo czekać. Z dala słychać było odgłosy towarzyszące krokom Daisy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Galeony : 59
  Liczba postów : 49




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Czw Lip 22 2010, 01:23

Kobieta zwinnie zeskakiwała po schodkach z jawną radością. Bo czy nie powinna się cieszyć z powodu kolejnego pacjenta?
Z uśmiechem na ustach mijała uciekających przed nią ludzi. Czego oni się tak boją? - myślała. Parokrotnie się oglądała, czy nikt za nią nie idzie. Może i oni powinni iść na jej oddział?
- Dzień dobry cukiereczku! Hm.. Co my tutaj mamy... Ale ty jesteś przystojniutki, aż bym cię schrupała. - Pogłaskała go policzku i przerzuciła sobie przez bark.
- Dziękuję za pacjenta! - krzyknęła donośnie.
Poprawiła swoją seksowną i skąpą spódniczkę, po czym oblizała okazałe usta, przy okazji uroczo podskubując swój pieprzyk na nosie.
Teraz, tańcząc poloneza, do własnej melodii, "szła" schodami na ostatnie piętro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Edynburg.
Galeony : 164
  Liczba postów : 165




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Czw Lip 22 2010, 10:54

Scar ujrzała, usłyszała, i poczuła jak pokaźna kobieta biegnie w jej stronę. Oddała Blava w jej silne ramiona, oddalając sie na bezpieczną odległość, charakterystyczny zapach uzdrowicielki ją przerażał.
- Ależ proszę! - odkrzyknęła Scar, nie mając ochoty na dalsze konwersacje z osobliwa uzdrowicielką. Cichutko wycofała się z recepcji. Dopiero na korytarzu deportowała się z powrotem na Malediwską wyspę. Uświadomiła sobie, jak bardzo współczuje Blavovi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 128
  Liczba postów : 432
http://czarodzieje.my-rpg.com/t267-diana-potter?highlight=Diana+Potter
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5391-moe-kochane-ludki




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Wto Lip 27 2010, 15:12

Cała czwórka teleportowała się do recepcji.
-No, gdzie leży moja córka?- spytał Syriusz chłopaka.
Prawda, mógłby podejść do recepcjonistki i zapytać o pobyt córki, ale nie lubił tego robić, gdy nie musiał. Wszyscy Potterowie patrzyli na chłopaka wyczekująco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Galeony : 59
  Liczba postów : 49




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Wto Lip 27 2010, 16:43

Różowłosa kobieta odebrała telefon. Poczerwieniała na twarzy, dowiadując się, że to rodzina leżącej u niej na oddziele Puchonki.
-O nie! Nie oddam! - krzyknęła wojowniczo, po czym schrupała w swych żółtych zębach ostatnie ciastko.
Zbiegłam niczym torpeda do recepcji, uprzednio rzucając telefon w kąt.Zatrzymała się tuż przed rodziną Diany. Zmierzyła ich krytycznym wzrokiem
- Czego państwo szukają? Czas odwiedzin minął.
Zablokowała wejście na górę swoim cielskiem, gotowa w każdej chwili ich obezwładnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 128
  Liczba postów : 432
http://czarodzieje.my-rpg.com/t267-diana-potter?highlight=Diana+Potter
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5391-moe-kochane-ludki




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Wto Lip 27 2010, 19:11

Syriusz, Lucy i Lisa odwrócili się do potężnej kobiety.
-Pani, jak rozumiem, jest uzdrowicielką mojej córki?- spytał Syriusz uprzejmym tonem.
-Przyszliśmy dowiedzieć się co za lek podała pani mojej siostrze.- odezwała się Lisa. Naprawdę martwiła się o siostrę, a ta kobieta nie wyglądała jej na kogoś godnego zaufania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Galeony : 59
  Liczba postów : 49




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Wto Lip 27 2010, 19:36

Usiadła na schodku, zakładając nogę na nogę. Przetrawiła słowa, żując gumę. Mlasnęła.
- Tak, to ja. Czego?
Wysłuchała słów dziwnej rodzinki. Tak, byli dziwni. Już zaświtała jej myśl, aby zamknąć ich w bezpiecznym pokoju.
- Co żem jej podała? - zasępiła się. - Nie możemy mówić takich rzeczy. Tajemnica lekarska. Albo głupiego Jasia, jak rodzinka woli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 24
Galeony : 340
  Liczba postów : 337




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sro Lip 28 2010, 08:40

Mark przeszył wściekłym spojrzeniem uzdrowicielkę. Nie odpuści spotkania z Dianą, a na pewno nie przeszkodzi mu w tym jakaś chora uzdrowicielka.
-Proszę nas puścić - Wysyczał Mark. - Mamy prawo dowiedzieć się co z Dianą, pani nam w tym nie przeszkodzi. - Zakończył, i spojrzał na rodzinę Potterów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Galeony : 567
  Liczba postów : 614




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sro Lip 28 2010, 15:45

Przeniosła się razem z Wilkiem do szpitala, trzymając go na rękach. Wiedziała, że ślizgon musiał stracić przytomność. Zastanawiała się jedynie kim była osoba niosąca Rose na rękach. Bardzo szybko podeszła do recepcji i wytłumaczyła to, co widziała, słyszała. Oczywiście dodatkowo by gestykulowała, ale w tym momencie nie miała nawet jak. Przez długi czas awanturowała się z recepcjonistką, bo uważała, że nic mu nie jest, a jedynie śpi.
- Śpi ? ŚPI ?! Czy pani nie widzi w jakim jest stanie ?! - wrzasnęła Christine, bo jakby nie było ślizgon musiał jak najszybciej zostać obejrzany przez lekarza. Tuż po kłótni wreszcie odebrano jej chłopaka i zawieziono na jakąś salę, a Christy wróciła pod latarnię po Rose.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Galeony : 567
  Liczba postów : 614




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sro Lip 28 2010, 16:10

Razem z Rose teleportowały się do szpitala. Christine natychmiastowo popatrzyła na recepcjonistkę, która zdezorientowana łypała na nią spode łba.
- Może przestaniesz się tak gapić i zaczniesz działać, hmmm ? - powiedziała przesłodzonym głosikiem, co towarzyszyło wściekłemu wyrazowi twarzy. Stwierdziła, że gdy tylko będzie pracować w ministerstwie, od razu rzuci uwagę dotyczącą recepcjonistek ze Świętego Munga. W końcu już innym razem tu była i wyglądało to tak samo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Galeony : 59
  Liczba postów : 49




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sro Lip 28 2010, 16:42

- To znowu ty, chłopacyno? Rozumiem, że chcesz dostać swój pokój w moim oddziale? Aż ja ci go chętnie użyczę! – wykrzyczała, nada siedząc. Poprawiła swoje piękne, różowe włoski. – Proszę wybaczyć, niestety to jest oddział Z.A.M.K.N.I.Ę.T.Y – przeliterowała – i nie mogę państwo wpuścić.
Gwizdnęła, czekając aż zjawi się Dan.
- O, Misiaku! Wskaż tym ludzichom wyjście i niech nikt ich nie wpuszcza – powiedziała dobitnie.
Właśnie dojadała żelki, które wyjęła zza pazuchy, przyglądając się, jak państwo Potter wcale nie chcą wyjść. Wyciągnęła różdżkę, aby ich pogonić jakimś zaklęciem, ale nawet nie musiała. Rodzina tak się przestraszyła, że sama, czym prędzej, opuściła budynek.
Podniosła swój wielki tyłek i już miała zawracać na górę, kiedy jej uwagę zwróciła kłótnia. Zrobiła obrót, zwalając kilka osób z nóg oraz rzeczy z szafek i podeszła do miejsca „zbrodni”.
- Coś tyś taka nadpobudliwa, dziecinko? – zmierzyła ją spojrzeniem, potem spojrzała na rannych.
- O, matko! – krzyknęła, dając z liścia recepcjonistce. – Jak pani traktuje moich pacjentów?! – wydarła się i czym prędzej ukucnęła nad chorymi.
- Dan! Na salę z nimi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Galeony : 567
  Liczba postów : 614




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sro Lip 28 2010, 16:50

Zanim jeszcze wszystko zaczęło się rozkręcać, Christy nakierowała różdżką na nos Rose, który najwyraźniej był złamany.
- Episkey - mruknęła, a kości przestawiły się na swoje miejsce. Teraz wyglądała o wiele lepiej, chociaż sama bała się o stan swojej koleżanki i ślizgona.
Patrzyła jak potężna uzdrowicielka przychodzi do recepcji. Od razu wiedziała, że to ona ze względu na potężne kroki jakie stawiała. Z uśmiechem satysfakcji patrzyła jak daje recepcjonistce z liścia.
- To samo pytanie mogłabym zadać pani - powiedziała, a raczej mruknęła pod nosem na temat jej nadpobudliwości.
- Oboje stoczyli się ze schodów - wyjaśniła Daisy i lekko skrzywiła się, patrząc na Rose.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Galeony : 59
  Liczba postów : 49




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sro Lip 28 2010, 18:39

Parsknęła śmiechem, na słowa dziewczyny. Spadła ze schodów, phi! Jak można sturlać się na dół i nic sobie nie zrobić? A może ona po prostu o tym nie wie... Zatarła ręce. Tak, czas zbadać jej głowę.
Uzdrowicielka zacisnęła potężne palce w pięść, po czym rąbnęła dziewczynę w głowie. Na zduszone "Ałaaaaaa" wydane przez dziewczynę, Daisy odpowiedziała tylko :
- Boli? Ech... To znaczy, że zdrowa - odpowiedziała nieco zasmucona. Zawsze lubiła mieć dużo pacjentów, ale normalnych nie miała zamiaru przetrzymywać w szpitalu.
- Panienka może już iść, ja się dziubaskami zajmę - powiedziała wygrzebując żółtym pazurem, resztki żółtego żelka, z równie żółtych zębów.
Odczekała aż Dan zabierze nieprzytomną dwójkę i ruszyła na górę.
- Dzięki za dostarczenie! - dodała jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Galeony : 567
  Liczba postów : 614




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sro Lip 28 2010, 18:51

Uniosła brew w pytającym geście kiedy tylko parsknęła śmiechem. Po uderzeniu popatrzyła na Daisy takim wzrokiem, jakby sama miała ochotę jej oddać i to ze zdwojoną siłą.
- Nadpobudliwa... - powtórzyła na stronie zniesmaczona, oddając z ramion Rose. Po wszystkim wyszła ze szpitala, nadal czerwona na twarzy ze złości. Chciała jak najszybciej wrócić na wyspę, dlatego też tam się udała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 128
  Liczba postów : 432
http://czarodzieje.my-rpg.com/t267-diana-potter?highlight=Diana+Potter
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5391-moe-kochane-ludki




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Czw Lip 29 2010, 12:29

Nie chętnie, lecz żwawo cała rodzina wyszła ze szpitala.
-Muszę się dowiedzieć co jej podała, jeśli mam stwierdzić w jakim jest stanie.- szepnęła Lisa do rodziców.
-Spokojnie Lis. Wrócimy tu jutro z pismem od Ministra Magii. Dzisiaj znowu mam oglądać z nim mecz.- odparł Syriusz wychodząc ze Szpitala Św. Munga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 128
  Liczba postów : 432
http://czarodzieje.my-rpg.com/t267-diana-potter?highlight=Diana+Potter
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5391-moe-kochane-ludki




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sro Sie 04 2010, 10:46

W holu szpitala teleportowała się dość dużo grupa. Cztery dorosłe kobiety, trzech dorosłych mężczyzn i jeden młody chłopak.
-Mark, gdzie dokładnie leży Diana?- Spytał Syriusz, bo ostatnim razem nawet tego się nie dowiedział.
Reszta rodziny patrzyła na Marka wyczekująco i tylko Linda i Jakob kłócili się o to, ile osób na raz może wejść do chorej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 24
Galeony : 340
  Liczba postów : 337




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sob Sie 07 2010, 19:50

Mark przypomniał sobię tabliczkę zawieszoną na drzwiach gabinetu w którym leżała Diana. Ogarnęła go nagła irytacja.
-Oddział specjalistycznej opieki. - Powiedział lekko się rumieniąc. Nigdy nie przepadał za mówieniem takich rzeczy innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 128
  Liczba postów : 432
http://czarodzieje.my-rpg.com/t267-diana-potter?highlight=Diana+Potter
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5391-moe-kochane-ludki




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sob Sie 07 2010, 20:05

-Co?!- zawołała z niedowierzaniem cała rodzina Potterów. Linda i Jakob na chwile przerwali swoją kłótnię.
-Dobrze, to idziemy. Dzieciaki, nie zgubcie sie!- zawołała Syriusz i wszedł z cała rodziną i Markiem po schodach na piętro na którym znajdowała się jego córka.
-Tato, my nie mamy pięciu lat, nie zgubimy się.- powiedział Jake.
-No, ja bym nie był tego taki pewny...- powiedział i tym samym zakończył rozmowe Syriusz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Nie Maj 29 2011, 00:10

Ahahaha, no popatrzcie, ludzie. Taki zwykły Garcon, zniewalająco olśniewającej wręcz urody zwykły uczeń z wymiany wygrał pierwszy etap turnieju, zawalił drugi, no ale na całe szczęście przeżył, żeby wystartować w trzecim, a już dostaje takie lipowskie zaproszenia od takiego ważniaka, jak ordynator św. Munga. No, chłopie, szalejesz, szalejesz! Mama byłaby z ciebie dumna i te sprawy. Ach, ta mama! Generalnie to spinała o niego cały czas, i pewnie jeszcze trochę pospina. No co jak co, ale niedługo przed nim – i pozostałą czwórką reprezentantów - trzeci etap Turnieju Trójmagicznego! No helooooł, tego Turnieju Trójmagicznego, w którym przecież ginęli ludzie, no a wygrani zdobywali wieczną sławę, bla bla bla.
No ale nie ma co się spinać, wszakże (jak był pewien Joel) do ostatniego zadania jeszcze hen, hen, daleko! No, a gdyby zadanie miałoby się odbyć wcześniej niż myśleli, to na pewno byliby o tym poinformowani jakiś tydzień wcześniej, co nie? No, a skoro nie miał się o co martwić, to wdział na siebie czarne spodnie, tramposzki i niebieską koszulkę Iron Maiden (Eddie rulez!), a z racji tego, że to spotkanie na wyższym szczeblu – jakoś ogarnął niesforne loczki, po czym raźnym krokiem ruszył do tego zawsiunka Hogsmeade, ażeby stamtąd teleportować się na podbój Londynu!
Trochę mu zajęło ogarnięcie, jak do owego Munga ma się w ogóle dostać, ale przecież był z niego cwaniak, więc radę sobie dał i to nawet na czas, czyli na godzinę piętnastą. Poprawiwszy jeszcze swój kozacki tiszercik, na którym Eddie prężył swe obandażowane muskuły, wygrażając komuś kosą, Joelosław wszedł do owego św. Munga. I – co wcale nie jest wybitnym odkryciem – pachniało to szpitalem! Co mogło oznaczać jedynie tyle, że (fuck yeah) nie jest takim ćwokiem i kalesonem i jakoś dotarł na miejsce. Raźnym i sprężystym jak jego loczki krokiem podszedł do kontuaru, za którym stała młoda i całkiem przyzwoita recepcjonistka.
- Bonjour, ja do e… pana… Vermeulena – przeczytał z wewnętrznej częśc dłoni, na której wcześniej zanotował nazwisko ordynatora, żeby nie zapomnieć.
Wielce sympatyczna pracownica Munga wskazała i dokładnie objaśniła mu, gdzie powinien się skierować, co chwila obdarzając Joelosława zalotnym spojrzeniem zza firanki rzęs (ciśniemy grypsami). Jeszcze wypadałoby wspomnieć o tym, że kazała mu zostawić różdżkę, co było dla niego niemiłym zaskoczeniem i nawet te zalotne łypanie oczyskami nie załagodziło jego podejrzliwości. No ale jak to tak, oddawać Henrykę? Był do niej przywiązany, no ale jak przepisy tego wymagają, to musiał się z nią rozstać, nie ma bata.
Jak już ogarnął, co i jak, gdzie ma iść, udał się tam, nieco powłócząc tramposzkami. Wyprostował się przed wejściem do gabinetu, po czym nacisnął klamkę i wszedł do środka. A tam? Nico. Pusty gabinet i ani jednej żywej duszy. No pięknie! Albo recepcjonistka zrobiła go w ciula, albo on zbłądził na tak nieskomplikowanym parterze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Wiek : 27
Skąd : Salem
Galeony : 203
  Liczba postów : 219




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sro Cze 01 2011, 13:32

Miał ochotę rozszarpać Courtney. Naraziła go na cuchnący oddech wygłodniałych zombie! Macały tymi swoimi pseudo rączkami jego gorące ciało i nic nie mógł na to poradzić. Bo przepisy! Przepisy, jak można pacjentom zabierać różdżkę? Przez to tylko czysta wygoda. Zamiast pielęgniarek byłyby magiczne patyki, za pomocą których można byłoby wziąć sobie wodę czy przywołać lekarza. W dodatku musiał pierwszy raz uderzyć kobietę, aby móc chwycić tę pieruńską karteczkę, która wolała spłonąć niż dać się przeczytać. Zbiegł po schodach, jak kazała Courtney, ale nie wiedział już czy ma jej ufać. W końcu wystawiła go i to tak okropnie. Wyraźnie mówiła w "lewo", zapamiętał to!
Kiedy zmęczony dotarł do recepcji, zdziwił się, że nie ma tu Kartin! Och, jakże miło by było gdyby powiedziała mu, gdzie jest ten zasrany doktorek i o co tu we wszystkim chodzi. Zaraz jednak zauważył, że na stole leży mnóstwo różdżek, które dziwnie tańczą, skaczą? Kiedy zbliżał się do blatu, te w niesamowitym tempie zaczynały się powielać. Złapał jedną różdżkę i odbiegł na kilka kroków, aby zahamować owy proces. zaraz jednak okazało się, że ta nie należy do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Czw Cze 02 2011, 21:12

No i stał tak sobie osłupiały na środku korytarza, aż głos Lottki wyrwał go z tego błogiego stanu bezsilności i niemożności wykonania jakiegokolwiek ruchu. A wszystko przez tą kukłę, kociołki i liścik ulegający autodestrukcji. A powracając do akcji, Joel podniósł głowę, a co za tym idzie, przeniósł swoje ogłupiałe spojrzenie na kumpelkę z Meksyku, która teraz zdawała się gadać, a raczej wrzeszczeć kompletnie od rzeczy.
ŻE CO KURCZĘ PROSZĘ?!
Przecież kiedy tu wchodził w recepcji wyraźnie powiedziano mu, że zmieniły się takie i owakie reguły w szpitalu, więc każdy odwiedzający musi zostawić różdżkę, a teraz Lottka bardzo głośno krzyczy na niego, że jak on, głupi (dobra tak nie powiedziała, to tylko dla dramatyczności mojej wypowiedzi!), mógł w ogóle przyleźć tu bez tego magicznego patyka. No to już doprawdy chore. Powtarzam, ludzie, cho-re!
- Yyy... Ja... Ale... - próbował wyartykułować jakieś w miarę logicznie brzmiące zdanie, ale wychodziło z tego, co wychodziło. - T-to ja pójdę po różdżkę, nara! - zdecydował w końcu, po czym szybkim krokiem skierował się w stronę recepcji.
Nie, nie domyślał się, że to już Turniej. A gdzie tam! Przez glowę mu to nie przeszło, nawet wtedy, kiedy zobaczył te kilkanaście różdżek na ladzie nieogarniętej recepcjonistki. Może gdyby zauważył Stiwcia, to by się zdziwił, co Amerykanin tu robi, a w dodatku czemu po dotknięciu złej różdżki te rozmnażały się, no ale cóż. Stiw cofnął się i był na jakimś szarym uboczu, a Joelek szedł zdenerwowany, z wzrokiem utkwionym w czubki butów. I pewnie wykłócałby się z nieogarniętą recepcjonistką, dlaczego lecą sobie z nim w kulki, no i z jakiej racji ordynatora bawi się z nim w jakieś Mission Impossible i nasyła na niego latające kociołki, ale, ojej, a to dziwne, jej też nie było w recepcji! Swoja różdżkę zauważył niemal natychmiast; Henryka była długa, drewniana i w sumie poszczerbiona z wielu stron też była, a dodatkowo leżała gdzieś na skraju kontuaru tak, że prawie z niego spadała. Zamaszystym ruchem sięgnął po nią, schował do kieszeni spodni, po czym stwierdził, że pierdoli - wychodzi, więc równie szybko skierował się w stronę drzwi wyjściowych, nawet nie zauważając, że różdżki na ladzie zaczęły się powielać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Recepcja   Czw Cze 02 2011, 21:31

Akurat w chwili, gdy rzuciła na ziemie palącą się kopertę i wbiła w nią uparcie wzrok, usłyszała, że ktoś się zbliża. Jak się zaraz okazało, bowiem poznała po głosie, był to ten sam chłopak, który ją skierował do tego miejsca. Który powiedział jej żeby poszła wprost na tą bandę dzikich inferiusów! Po raz kolejny pożałowała, że nie ma różdżki przy sobie. Mogłaby przecież właśnie trafić go jakimś wyszukanym zaklęciem! Podniosła swoje spojrzenie i skierowała je na chłopaka.
- Dziękuję za te Twoje złote rady – powiedziała, po czym przydeptała kopcący się list. - Mam nadzieje, że akurat w międzyczasie te inferiusy tu wrócą – oczywiście miała wielką nadzieję, że Boris się na nie natknie i dokładnie się przekona jakie to urocze stworzenia. Obróciła się i ani więcej nie spoglądając na chłopaka, ruszyła przed siebie. Nie zwlekając wsiadła w windę i pojechała na niższe piętro. Na pewno specjalnie posłał ją w to miejsce, co więcej, celowo nie wspomniał o różdżce! Teraz musiała odebrać swoją i wychodzi stąd! Nie będzie szukać tego lekarza, skoro nie postanowił się łaskawie zjawić.
Kiedy winda się zatrzymała na parterze, dziewczyna wyszła i skierowała się od razu do recepcji. Nieco zdziwiona dostrzegła, że nigdzie nie ma recepcjonistki, co więcej, cała lada jest zawalona różdżkami (ona gdzieś tam miała niby jakimś cudem odnaleźć swoją), a co więcej, kręci się tam Steve.
- Tobie też teraz kazali tu przyjść? – Zapytała go trochę zdziwiona. No chyba, że jego spotkanie dobiegło już końca, bądź po prostu całej piątce jednocześnie zamierzali zdradzać tajniki zaklęć medycznych. No nie ważne. Panna Fontaine skupiła się teraz na tym co miała odnaleźć, czyli zabrała się za poszukiwania swojej różdżki. Załapała ich parę, by je przejrzeć, ale te automatycznie zaczęły się mnożyć. Zaskoczona dziewczyna cofnęła się o krok, chcąc zastanowić się jakim niby cudem ma tu teraz cokolwiek znaleźć. Nie było jej to jednak dane. Gdy tylko przeniosła nogę, okazało się, że stanęła obcasem na jakiejś różdżce. Ta się automatycznie poruszyła, a blondynka się na niej poślizgnęła. Krzyknęła i momentalnie wylądowała na tyłku na środku recepcji w Mungu.
- Jasna cholera! – Przeklęła odrzucając od siebie jakieś kolejne mnożące się różdżki. Cała obolała postanowiła spróbować się podnieść z tej ziemi. Że też akurat postanowiła na wycieczkę do Londynu ubrać obcasy. Jeszcze nie zdawała sobie sprawy, że ten rodzaj obuwia zdecydowanie był złym pomysłem na ten dzień…

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Wiek : 27
Skąd : Salem
Galeony : 203
  Liczba postów : 219




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sob Cze 04 2011, 10:20

Nie mógł zrozumieć tego, jak Courtney śmiała go okłamać i drażnić się z nim. Co ona tu w ogóle robiła? Uznał, że będzie musiał poważnie porozmawiać ze swoją przyjaciółeczką, która nie dość, że jest przeciwko niemu to jeszcze robi dziecinne psikusy!
Teraz miał niesamowitą ochotę wrzucić ją do tego pokoju zombi i zostawić na pastwę losu. Niech rozerwą jej tę seksowną kieckę! Jednakże czas wrócić myślami na ziemię, bowiem Steve zaraz zaatakują mnożące się różdżki. Gdy tak odskoczył od lady z jedną wybraną, okazało się, że jest fałszywa. Prędko więc ją puścił, widząc jak nagle obok niego pojawiają się co najmniej trzy takie same. Podszedł do lady, chwytając kolejną różdżkę i próbując rzucić byle jakie zaklęcie. Niestety i ta się powieliła! Syknął wściekły, a następnie podskoczył, aby złapać różdżkę, która leniwie sobie lewitowała. Zaraz jednak usłyszał głos uroczej wili i tak się przestraszył, że złamał owy patyk na pół, a drzazgi wbiły się w jego dłoń. Krzyknął, spoglądając oskarżycielsko na Effie.
- Mogłabyś się tak nie skradać, Panno Fontaine?! - spytał miło (wszak była kobietą!), przyciskając dłonie do siebie. Czyżby myślał, że tajemnicza drzazga ot tak wyskoczy z lewej ręki? Był niesamowicie zdziwiony, co też ona tu robi. Wszak tylko "on jako wybrany miał się spotkać z ordynatorem". Czy więc każdy z nich miał szkolenie? Ech! A myślał, że to tatuś załatwił mu takie spotkanko...
- Też się spotykasz z ordynatorem? - spytał, unosząc brew do góry. Obserwował ją przez chwilę, bowiem niesamowicie śmiesznie próbowała odnaleźć własną różdżkę. Dotykała jednej, a ta nagle stawała się pięcioma innych, które w sprytny sposób próbowały im dopiec. Najpierw jego rączka, a teraz! Panna Fontejn leżała na obitym tyłeczku. Zaśmiał się cicho, kręcąc głową. Zaraz do niej podszedł i podał dłoń (prawą rzecz jasna), aby pomóc jej wstać.
- Jak wyglądała Twoja różdżka? - spytał, spoglądając na ladę. Inaczej przecież do tego nie dojdą. Jeśli na oślep będą łapać różdżki, te będą się tylko mnożyć i mocniej je atakować. Właśnie teraz po raz kolejny zaczął odganiać się od namolnych drewienek, czekając na odpowiedź. Wszak trzeba sobie pomagać, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Tampere, Finlandia
Galeony : -2
  Liczba postów : 141




Gracz






PisanieTemat: Re: Recepcja   Sob Cze 04 2011, 15:00

Czekała chwilę w milczeniu, czekając aż chłopak się pozbiera psychicznie i fizycznie. Wszak wszystkie te tajemnice zamiast w końcu stopniowo się wyjaśniać, tylko narastały. Ona sama też była mocno zaskoczona, choć i tak wiedziała trochę na temat kolejności wydarzeń.
Zasady to zasady, a szczególnie w takich miejscach jak szpital, wszyscy muszą ich przestrzegać. Prawdopodobnie więc każdy, komu urocza recepcjonistka mówi, żeby oddał różdżkę, różdżkę oddaje i nie myśli o tym, że na górze zamiast umówionego na rozmowę lekarza czekać będzie manekin z kartką, która płonie nim się chociaż rzuci na nią okiem, a z szafy wyskakują atakujące przedmioty, spod łóżka wyłazi trująca i agresywna roślina czy też zamiast pacjentów po sali biedają trupy. No milusio, nie ma co.
Aż jej się głupio zrobiło, że zamiast po ludzku powiedzieć "Joel, oni oszukują, to turniej, więc weź tą pieprzoną różdżkę, a potem bądź gotowy na wszystko", to tak go musi ciągle wrabiać. Życie!
Gdy Garsąą bojowym krokiem ruszył w dół, do recepcji, utrzymując pewien dystans szła jego śladem. Stanęła przy wejściu do pokoju, w którym wcale nie siedziała już żadna kobieta i ze zdumieniem stwierdziła, że różdżki za plecami Joela, który już ze swoją zdobyczą wracał, rozmnażają się i upadają dosłownie wszędzie. Zobaczyła jeszcze Steve'a, jak pomaga Effie i miała zamiar coś powiedzieć pod ich, a właściwie jego adresem, ale była w stu procentach pewna, że byłoby to nagięcie zasad do niemożliwego stopnia. Zrezygnowała więc i nawet nie upewniając się, czy z tamtą dwójką wszystko w porządku, wycofała się na korytarz. Wtedy też wyszedł Francuz, a ona już po raz któryś w ciągu tak krótkiego czasu chwyciła go za ramię i ciągnąc w stronę kominka zaczęła gadać.
- Skoro już wszystko masz, musimy szybko wracać. Mam proszek fiuu, a tak pójdzie najlepiej. - rzekła, jedną ręką wciąż go ciągnąc do dużego kominka, nawet bez pytania, czy sobie tego życzy, a drugą grzebiąc w kieszeni w poszukiwaniu proszku. Znalazła w końcu to, czego szukała, byli już w kominku, więc rzuciła jeszcze "no to sru! Hogwart!", cisnęła fiuu na dno kominka i zniknęli w zielonych płomieniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Recepcja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Recepcja
» Hol/Recepcja
» Recepcja
» Recepcja

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-