IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Saskia Timney

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 19
  Liczba postów : 16
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15286-saskia-timney
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15354-sassy#411577
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15353-beryl#411562
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15294-saskia-timny#408679




Gracz






PisanieTemat: Saskia Timney    Wto Paź 10 2017, 23:15


Saskia Eleanor Timney

DATA URODZENIA3 styczeń 1999
CZYSTOŚĆ KRWI 90%
MIEJSCE URODZENIA Dolina Godryka
MIEJSCE ZAMIESZKANIA Londyn
W HOGWARCIE JEST OD KLASYI
OBECNIE JEST NA ROKUVIII
WYMARZONY DOM Slytherin
WYBRANY WIZERUNEKLovisa Ingman

Wyglad

WZROST 171,5 cm
BUDOWA CIAŁA zbyt szczupła: kościste ramiona z wyraźnie zaznaczoną siatką błękitnych żyłek na bladej skórze, niewielki zarys krągłości w wąskich biodrach, zawsze idealnie wyprostowana sylwetka oraz nieproporcjonalnie długie nogi
KOLOR OCZU stal pokrywająca się patyną
KOLOR WŁOSÓW chłodne złoto
ZNAKI SZCZEGÓLNE nieodłączna linia szarych cieni zdobiących naskórek tuż pod dolnymi powiekami, nieumiejętnie chowana pod warstwą kosmetyków lub, głównie latem, szerokich okularów przeciwsłonecznych; woń słodkich, różanych perfum gryząca się z ostrym zapachem papierosów (Hoggsy) owiewająca długą szyję; splątane wiatrem włosy, zwykle luźno związane tuż na karku; konstelacja blizn zdobiących prawy nadgarstek oraz dwa palce u dłoni, zwykle zakryta eleganckimi bransoletkami oraz pierścionkami; długie palce o twardych opuszkach
PREFEROWANE UBRANIA W obliczu szkolnego obowiązku jej mundurek, zawsze schludny i idealnie skrojony, podkreśla jedynie skromną biżuterią: sekwencją srebrnych bransoletek oplatających chudy nadgarstek oraz stosunkowo prostych pierścionków-obrączek lub z oczkami z kamieniami o zimnych błękitno-morskich barwach. Jeśli chodzi o buty, najlepiej czuje się w oksfordkach, najlepiej czarnych, na niewysokiej podeszwie, których kilka różnych par chowa w swojej szafie.
Poza hogwardzkimi korytarzami najchętniej kontrastuje eleganckie blade, pastelowe (najlepiej beżowe, ecru, ale również miętowe czy perłoworóżowe!) wyłącznie gładkie (nie przepada za wzorzystymi ubraniami, w kwestii ubrań preferuje klasykę) koszule zapięte pod sam kołnierzyk, oraz bluzeczki (zawsze i wszędzie o podwiniętych rękawach), z ciemnym, najlepiej czarnym, bordowym lub granatowym dołem spódniczek, czasem eleganckich spodni (raczej z poszerzanymi nogawkami, a najlepiej w paski) czy podkreślających szczupłość sukienek. Lubi delikatne materiały, len, aksamit, a nawet bawełnę, oraz duże i luźne ubrania, w tym głównie zimowe swetry czy futrzane płaszcze. Ozdobne wisiorki, błyszczące kolczyki i cała reszta wyjątkowo zgrabnych świecidełek to obowiązkowe dodatki, tak jak skórzane rękawice, które przywdziewa wraz z początkiem jesieni. Nie sięga jedynie po czapki, których wystrzega się niczym ognia.


Charakter


Rozwarstwiam się.

Pod wpływem spojrzeń spłycających moją sylwetkę do grymasów rysujących się w mięśniach mimicznych, słów, pozornie bezznaczeniowych, wkładających intencyjne odzienia, dotyku parzącego skórę i zarysowującego cudze pragnienia oraz chęci.
Jak kartka papieru, rozwarstwiam się, bo właśnie na warstwach buduję samą siebie - nie liczę, jak wiele kryje się pod jedną z wielu, nie martwię się, że kiedykolwiek którejś zabraknie, bo wiem, że mogę je na siebie nakładać, tworząc wciąż nowe schematy zachowań i pozornie bezwarunkowych odruchów.

Powierzchownie jestem - trwam, nie wyróżniając się z tłumu niczym poza kilkoma dodatkowymi centymetrami wzrostu, znikam pośród szkolnych korytarzy, zawsze pewnie stąpając po kolejnych stopniach. Uśmiecham się, mijając znane twarze, omijam wzrokiem tych, których dostrzegać nie chcę, a tak naprawdę nie chcę dostrzegać nikogo; tłumy toleruję wyłącznie, gdy bryluję w towarzystwie, gdy uwaga skupia się na kilku fałszywie miłych słowach padających z moich ust, gdy pragnę coś osiągnąć i szukam odpowiednich środków. Potrafię wykrzesać z siebie odrobinę udawanego współczucia, podzielić się miłym słowem nawet z tymi, którzy próbują zmieszać mnie z błotem, w myślach wycofując się daleko poza granice ludzkiej tolerancji. Dbam przede wszystkim o własną wygodę, dopiero potem myślę o sentymentach i potrzebach innych.

Zamykam się przed niechcianymi myślami oraz wyrzutami, czasem dopominającymi  o uwagę, tworzę mapy logicznych, przebiegłych rozwiązań, po których staram się stąpać; bywam w tym niecierpliwa i może zbyt ambitna (nie lubię prostych rozwiązań, obawiam się sytuacji, w których wyjście zdaje się zbyt proste, co często zwyczajnie mnie gubi), ale zdecydowanie znam się na strategiach ludzkiego życia, rozkładając na części pierwsze ludzkie dusze: obserwuję i zapamiętuję, pojmuję i dopasowuję się. Nie przywiązuje szczególnej uwagi do książkowych mądrości oraz dobrych rad, nie biorę sobie do serca niczyich opinii, lecz lubię ich wysłuchiwać, jakby poza interesowną podszewką zdobycia Twojego zainteresowania, naprawdę zależało mi na czymś jeszcze. Kiedyś zależało, łudzę się czasem, że dziś nadal zależy: nie poznaję samej siebie, nie potrafię złożyć chaosu swojej egzystencji w logiczną całość, więc pozostaję dalej rozwarstwiona, stając się tylko kolejną powłoką, którą nałożysz sam na morfologiczny obraz.


Historia


Lubiła, gdy opowiadał jej swoje anatomiczne historie – proste, lecz obrazowe metafory życia od dosłownej podszewki tkankowej, konstrukcje kostne przypominające znane struktury powszechnego świata, złożoność procesów warunkujących fakt, że obydwoje byli. Najbardziej jednak lubiła, gdy mówił o dłoniach, o tym jak mięśnie pracują, przeskakując między czarno-białymi klawiszami, jak zginają się w kolejnych stawach, jak paliczki przesuwają się względem siebie, wydobywając z fortepianu kolejne melodie. Nie grał, właściwie nigdy nie dotykał instrumentu, który w jego domu zajmował miejsce honorowe – a jednak wciąż z pewną dozą fascynacji, która dominowała ciemne spojrzenie i którą szczerze dzieliła, opowiadał tę historię, rysując kolejne drogi pomiędzy jej własnymi liniami papilarnymi.
Wciąż słuchała i chciała słuchać bez końca, uważnie śledząc je wzrokiem, z czasem dowiadując się, że stanowią prawdziwe linie determinujące ludzki żywot, wśród których najdłuższą miała być ta, wyznaczająca długość życia.

Zaczynała się za kciukiem (przy którym zawsze podkreślał, że składa się wyłącznie z dwóch paliczków, stanowiąc pewien ewenement w ludzkiej ewolucji, zupełnie jakby naprawdę miał jakiekolwiek inne znaczenie poza faktem, że przy graniu ułatwiał jej przejście o gamę wyżej), którego wolny brzeg paznokcia zawsze pozostawał lekko nadgryziony, mimowolnie dając upust ogarniającemu ją zdenerwowaniu. Zabawne, ojciec zawsze zauważał ten nerwowy odruch – na co dzień nie dostrzegał jej wiele ponad kilka uśmiechów, szybko wymienionych słów, zagranych melodii oraz tej jednej, krótkiej reakcji. Mówił, że matka robiła dokładnie to samo: gdy dopadał ją stres związany z kolejnymi badaniami u uzdrowicieli, machinalnie sięgała do ust, czasem w połowie gestu zatrzymywana przez jego własną dłoń, którą oplatał drobny palec, odbierając szansę na jakiekolwiek strapienia.
W jej przypadku tak nie było - nie było nikogo, kto powstrzymałby zgryzoty oraz pytania zalegające w dziecięcej głowie, kto odjąłby choć kilka gram naiwnego strachu zrzuconego na wątłe plecy: o utratę kolejnych bliskich, skoro z taką łatwością straciła ją, o odejście ojca, skoro i tak rzadko bywał, pozostawiając dziecko pod opieką innych, o nieumiejętne przygrywanie życiu, skoro było jedynym dźwiękiem, które rozświetlało ich pozorne współdzielenie.

Zaraz potem linia lekko opadała w dół, tuż przy palcu wskazującym, na którym zawsze widniał srebrny pierścionek, teraz nieco ciasnawy, pozostawiający na skórze barwną pręgę niczym wieczną pamiątkę dni, które uciekły bezpowrotnie. Prezent - tak przesadnie sentymentalne postrzegała i postrzegać będzie zlepek kilku metalów, wcześniej noszony przez Mirandę Cave, a ofiarowany jej, fałszywej córce, której nigdy nie miała. Dzień, w którym przeszedł na nią, gdy magia buzująca w żyłach (choć on zawsze twierdził, że to nie krew jest źródłem jakichkolwiek magicznych umiejętności) rozbiła rzędy szklanek schowanych za ojcowskimi plecami, wzniecając wokół deszcz barwnych odłamków, był schematem kolejnych kilku lat, podczas których toczyła z Luciusem wojny o pozostanie; zwykle pozornie przegrane, nagrodą pocieszenia była uwaga ciotki, czasem aż nadmiernie udzielona właśnie jej.
Nie wiedziała, czy była to kwestia wyłącznie sympatii, choć podejrzewała, że chodziło przede wszystkim o muzykę, upust artystycznych emocji niczym linka łącząca dwie natchnione osobowości: różnica wieku stawała się zaledwie kałużą wartą jednego kroku i ani odrobiny szczególnej uwagi, gdy pobierane lekcje z czasem zaczęły zahaczać o matczyną troskę. Poglądy, gust, sposób poruszania się, życie w magicznym świecie oraz reakcje - uczyła się ich niemalże na pamięć, mimowolnie ćwicząc przed innymi, jakby naśladownictwo w obliczu tej poufałości nie było niczym złym, a wręcz pożądaną koniecznością, gdy wypadało, aby córka była podobna do rodzicielki.

Na wysokości środkowego palca upływała połowa (dotychczasowego?) życia. Cezuralny charakter nie zamyka się jednak wyłącznie na banalności znaczenia połowy czy nawet małej krzywiźnie, według której wyginają się budujące go paliczki (kiedyś śmiał się, że jej wyglądają nawet niczym wieża w Pizzie, choć doskonale wiedział, że to wyłącznie wieczna pamiątka po bolesnym upadku z lecącej miotły; szczęśliwie jedyna związana z tym przykrym wydarzeniem, jakim były lekcje latania na miotle), a raczej ruszeniu ku samodzielności szkolnego życia. Nauka przedmiotów była i nadal stanowi przykry obowiązek, który stara się spełniać, zwykle z dość dobrymi lub średnimi wynikami (mówią o niej zdolna, lecz niechętna, niezainteresowana i obojętna), z wyjątkiem pasjonującego wróżbiarstwa, choć i tak zawsze lepiej czuła się przy klapie fortepianu. Przykrość tego przedmiotu zawsze wpędzała ją w dziką satysfakcję - dobre rzeczy dało się przecież zgadywać z łatwością i bez szklanej kuli, a komplikacje i wypadki stanowiły podstawę, której chciano słuchać; kogo obchodzi, czy jutro zda egzamin z transmutacji, gdy tuż przed nim miał zaliczyć ostatni mecz w swojej pałkarskiej karierze? Tarot również przewidywał wyłącznie nieszczęścia, a w fusach dziwnym przypadkiem najczęściej dostrzegała ponuraki lub czaszki.
Astronomia była nieco bardziej odległa, choć równie fascynująca, a przynajmniej na tyle, na ile ją rozumiała; na tym z kolei zależało jej bardzo, umiejętność korzystania z gwiazd oraz odczytywanie ich ruchów, wykładała przyjaciołom, pochłoniętym o wiele bardziej przyziemnymi sprawami, tym samym zdobywając ich uwagę oraz sympatię - starała się uchodzić za stabilną oraz spokojną, stopniowo i powoli zgarniając uwagę dla siebie oraz swoich wyjątkowych zdolności.
 
Serdeczny (oraz najmniejszy palec) znacznie odbiegały od linii, niemalże pozostając obojętne na jej istnienie, zupełnie jak na serie drobnych blizn rysujących się bladymi rysami przez ich powierzchnie. Nieestetyczny defekt, przykry widok, zwykle schowany pod resztą drobnej biżuterii odciągającej ciekawskie spojrzenia, balladynowa plama przypominająca o wiecznym potępieniu, na jakie naraziła ją własna chciwość oraz mugolski konsumpcjonizm udzielający się w hogwardzkich murach. Od dłuższego czasu interesowała się wszystkim, co mieściło się w powszechnie uznawanych kanonach piękna - od sztuki, po ludzką urodę, nie pomijając żadnego z elementów, jednak kwestia pieniędzy okazywała się na tyle kłopotliwa, że ciągłe korzystanie z ojcowskich środków wydawało się, wraz z upływającymi latami, coraz mniej poprawne. Moment, w którym podczas wakacji, przywłaszczyła sobie najpierw cudzą spinkę, a potem i ulubione kolczyki Mirandy, był zaledwie sekundą zawahania i kolejnymi pięcioma szybkich ruchów, zgarniających do kieszeni, z każdym kolejnym razem zajmując coraz mniej czasu. Nie działała nagminnie, nie wybierała dwa razy tych samych właścicieli - wokół dawnej otoczki, starała się zachować spokój oraz rozsądek, nie ściągając na siebie niepotrzebnej uwagi.
Popełniła tylko jeden błąd, który przekreślił świetnie zapowiadającą się karierę pianistki - zlekceważyła go, Simona, który od wielu lat był obok, bez względu na dłuższe chwile milczenia, które coraz częściej (z przykrością?) wypełniały przestrzeń między nimi. Już dawno nie opowiadał jej anatomicznych historii, właściwie zwykła utrzymywać, że już się znudziły, klepane po kilka razy zawsze wokół tego samego schematu. Tym razem nie zamierzał jednak mówić o tym, a o prawdzie, która boleśnie mogła zakłuć nie tylko ją, ale osobę, na której zależało jeszcze bardziej, wyjawiając nieszczęsny sekret cudzej biżuterii znajdującej się u pianistki.
Do tej pory nie potrafi do końca wytłumaczyć, dlaczego i jak jej dłoń znalazła się na klawiszach, na które zaraz potem z całej siły opadła ciężka klapa, miażdżąc delikatne tkanki. Była pewna, że słyszy chrzęst łamanych kości i pękanie pojedynczych struktur, że lada moment naprawdę straci palce i to wszystko przez niego, tego, którego oskarżyła o własną złość oraz głupotę, raz (na zawsze?) stawiając mur między nimi oraz Mirandą, która w obliczu nieprzyjemnego wydarzenia, odsunęła się od rodziny.

Ostatni, najmniejszy palec, wyznaczający koniec linii, w dużej mierze przypomina poprzedni, naznaczony siatką blizn oraz zacinających się ruchów, szczególnie często drętwiejący bez powodu. Mówiła, że podczas wakacji za granicą, w krajach gorącego Egiptu, w mniejszych sklepach schowanych na obrzeżach wielkiego miasta, natknęła się na nieznany artefakt, którego bezpardonowo dotknęła i który pozostawił na skórze paskudny defekt oraz sprawił, że dłoń nie pozostała w pełni sprawna. Całkowicie fałszywie utrzymuje też, że od tamtej pory doznaje wizji, że dar jasnowidzenia, który faktycznie wcześniej pojawiał się w rodzinie, niespodziewanie ujawnił się i u niej, skazując na widmo obrazów przyszłości, jako uzupełnienie dotychczasowych umiejętności wróżbiarskich i dodanie odrobiny rzetelności. Jedni nie wierzą (co całkowicie ignoruje, kiedy wróżbiarskie zdolności i tak wyraźnie wskazują, iż ma coś do powiedzenia przy szklanej kuli), inni tak, utrzymując, że znają dotychczasowe umiejętności oraz dobrą sławę - tymczasem ona, wyczuwając w tym wszystkim szansę dla siebie oraz swojego portfela, postanowiła stworzyć dwuosobowy jednoosobowy biznes wróżbiarski, z którego zwykła się utrzymywać, żądając od zainteresowanych (przede wszystkim uczniów) wysokich cen za swoje usługi i skutecznie wyciszając wszelkie związane z tym faktem wyrzuty sumienia.
Radzi sobie, od czasu do czasu wymieniając sowy z ojcem, żyjąc według kłamstwa, które szczęśliwie jeszcze nie wyszło na jaw i walcząc z prochami marzeń, które opadły wraz z nieszczęsną klapą, odcinając ją od muzyki. Szklana kula nie wymaga zbytniego używania kończyn a uwagi oraz odrobiny sprytu, a tego przecież nigdy jej nie brakowało.


Rodzina


★ Lucius Timney - papierowy ojciec pochłonięty pracą oraz nieodwzajemnioną miłością, bo złamanego serca nie leczy się obecnością dzieci. Cytrynowe dropsy i sorbety, z których słyną jego przesyłki są chyba najlepszym dowodem na szczątkowość ich relacji - nigdy nie pamięta, że to do bloku orzechowego ma słabość jego latorośl.
★ Eleanor Timney - umarłe podobieństwo powierzchowności oraz odziedziczony słuch muzyczny. Nie miały szansy się poznać.
★ Miranda Cave - "ciotka", nauczycielka gry na pianinie i najbliższa-dalsza. Wzór wszelkich cnót, ideał, za którym goni, jej własny mentor oraz nieosiągalny błąd.



Ciekawostki


★ Mimo osiemnastu lat na karku, nadal nie oduczyła się chodzenia na palcach.
★ Najprawdopodobniej (przeczytała na ten temat całkiem sporo książek, lecz nigdy nie wybrała się do uzdrowiciela, obawiając się diagnozy oraz reakcji ojca) choruje na Kagonotrię jak matka, której wirus zainfekował naczynia krwionośne, powodując bóle, sztywność oraz drętwienie głównie kończyn, szczególnie w nieszczęsnym nadgarstku oraz palcach, na których po raz ostatni zamknęła klapę pianina. Często więc korzysta z eliksirów uśmierzających ból oraz nieco łagodzących objawy.
★ Uwielbia biżuterię i wszelkiego rodzaju świecidełka (z wyjątkiem broszek, jak dla niej są zbyt przestarzałe) i nie ma dnia, aby nie włożyła na siebie choćby kilku gram posrebrzanych dodatków; nigdy też nie rozstaje się ze swoim ulubionym pierścionkiem z małym grawerem, podarowanym przez Mirandę, który z dumą nosi na serdecznym palcu.
Niestety zamiłowanie to kilka razy wpędziło ją również w kleptomanię, a fakt, że jest materialistką, również nie ułatwia zapanowania nad wizją kilku dodatkowych, darmowych wisiorków.
★ Nie jest pewna czy wierzy w szczęście oraz przeznaczenie, jednak wróżbiarska praktyka nauczyła ją, że zdecydowanie powinna poważać na wichry Losu oraz kaprysy szklanej kuli. Zgłębia tajniki astronomii, kart oraz fusów z herbaty od kilku dobrych lat, usiłując wypadać przekonująco wśród swojej szkolnej (a czasem i nie tylko!) klienteli, a przy okazji zwyczajnie fascynuje ją przyszłość i możliwości jej odkrywania.
Jeśli chodzi o sam (szumnie mówiąc) biznes, działa ze znajomym, prawdziwym jasnowidzem pod pretekstem zdjęcia odrobiny odpowiedzialności za jego wizje i zarobienia (twierdzi, że ze względu na dłonie nie może pracować fizycznie, a bez odpowiedniej wiedzy oraz szkoły ciężko o inną pracę w Londynie), wykorzystując obrazy, które widzi i przed publiką uznając je za swoje. Poza tym oczywiście na życzenie zainteresowanych najczęściej spogląda w swoją szklaną kulę lub przekłada tarota, skutecznie zgłębiając tajniki najbliższych nieszczęść.
★ Kocha rośliny, w szczególności kwiaty i gdyby tylko miała do nich rękę, z pewnością posiałaby je w całym pokoju, niestety w jej towarzystwie usychają nawet kaktusy.
★ Wypada blado w kwestii gotowania - jej domowe jadłospisy oscylowały głównie wokół słodkości, skromnych sałatek oraz smoczych naleśników, które jako jedynie wychodziły na tyle smacznie, aby można było próbować je zjeść bez obawy o swoje kubki smakowe. Być może też dlatego przy każdym posiłku w Hogwarcie smętnie grzebie w talerzu, nieufnie spoglądając na wszelkie smakołyki; uwielbia za to zapach mieszanek ziół, szczególnie tych w orientalnych potrawach serwowanych w barach i restauracjach, które stanowią jedyną słabość do mugolskiego świata. Oprócz tego chętnie pija malinowy chruśniak głównie jesienią, a przy specjalnych okazjach miętowy memrotek i sherry.
★ W swojej hogwarckiej karierze raz została (niechcianie) wciągnięta do drużyny Qudditcha na pozycji obrońcy, jednak zrezygnowała z gry po pierwszym meczu. Od tej pory nie wraca na boisko, a tym bardziej na miotłę - trzeba by całego złota świata, aby przekonać ją do niej na nowo.


Ostatnio zmieniony przez Saskia Timney dnia Pon Paź 30 2017, 09:45, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 19
  Liczba postów : 16
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15286-saskia-timney
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15354-sassy#411577
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15353-beryl#411562
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15294-saskia-timny#408679




Gracz






PisanieTemat: Re: Saskia Timney    Pon Paź 30 2017, 08:59

Mam nadzieję, że gotowe. Embarassed
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 117
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt fabularny
  Liczba postów : 359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Moderator






PisanieTemat: Re: Saskia Timney    Pon Paź 30 2017, 11:32



SLYTHERIN!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!


stwórz pocztę
załóż relacje
zacznij grę




Życzymy

miłej gry!


______________________



Melody Kingston
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Saskia Timney

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
karty postaci
 :: 
karty studentow
-