IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 święta w Hogwarcie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 49
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 70
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: święta w Hogwarcie   Sro Paź 11 2017, 11:41


Retrospekcje

Osoby: Caspar Whitley, Ulla Tiverton
Miejsce rozgrywki: Pokój Wspólny Krukonów
Rok rozgrywki: 2014
Okoliczności: pada śnieg, dzwonią dzwonki sań, Kruczki z czwartego roku odkrywają tajemnice Pokoju Wspólnego



Jeszcze nigdy nie spędzałam świąt w Hogwarcie, czułam się odrobinę nieswojo przemykając nienaturalnie pustymi korytarzami, nasłuchując gwaru rozmów zbliżających się uczniów, gdy za zakrętem korytarza odpowiadała mi jedynie cisza. Kiedy skończyłam tworzyć Wyjca (forma została zachowana, ale zamiast przeraźliwych wrzasków list zawierał przesadnie rozentuzjazmowane, krzykliwe życzenia, przede wszystkim powrotu do zdrowia) i wysłałam go babci wraz z drobnym upominkiem, zdążyło się już zrobić ciemno, a ja, z braku lepszych perspektyw, uznałam, że po prostu zaszyję się w dormitorium.
Tylko najpierw trzeba się tam jeszcze dostać. A zagadka, którą poczęstowała mnie kołatka, przyprawiła mnie o migrenę. Nie dzisiaj, naprawdę, nie rozumiem, jaki jest sens tego systemu, usiadłam pod ścianą, żaląc się złośliwej rzeczy martwej, że powinniśmy mieć po prostu hasło - bo przecież zagadkę może rozwiązać każdy, komu zdarza się czasem włączyć myślenie, na co wredota odpowiedziała, że najwidoczniej nie zaliczam się do tego grona. Cóż, nie ukrywam, taki pocisk wszedł mi na ambicję. Co najmniej przez kilkanaście minut rozważałam, co odpowiedzieć na “Nie ma skrzydeł, a trzepocze, nie ma ust, a mamrocze, nie ma nóg, a pląsa, nie ma zębów, a kąsa." Kiedy znalazłam poprawne rozwiązanie, poczułam się, jakbym odkryła nowy gatunek magicznych stworzeń; zerwałam się z posadzki, tryumfalnie mówiąc wiatr - drzwi niechętnie się przede mną otworzyły.
Ruszyłam po schodach do wejścia do części z żeńskimi dormitoriami, kiedy z tego znajdującego się naprzeciwko wybiegł zbyt dobrze znany mi szczur. Wyglądał, jakby gonił go hipogryf, a… to był tylko Caspar. Na widok Whitley’a - uskuteczniającego dziką pogoń - wyszczerzyłam się. - Znowu torturujesz Baxa? - oparłam się o barierkę, przyglądając się temu ze stoickim spokojem. - Wiesz, jest taki magiczny przedmiot, nazywają go… różdżką, może czas go użyć? - skoro szczur ponownie wychodzi na prowadzenie. - Dwa galeony... czekoladowe, że uwinę się z tym szybciej niż ty… również bez udziału magii - dodałam po chwili, zakasując rękawy. Czas wkroczyć do akcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 109
  Liczba postów : 85
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15147-caspar-whitley#404082
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15162-lece-bo-chce?nid=4#404143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15163-poczta-kaparka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15157-caspar-whitley




Gracz






PisanieTemat: Re: święta w Hogwarcie   Sro Paź 18 2017, 17:47

Powoli zaczynałem żałować, że ojciec postanowił spędzić święta razem z moją macochą we Włoszech. Nic nie układało się tak, jak na to liczyłem; brakowało mi rodzinnych, świątecznych przygotowań, wspólnego pieczenia magicznych ciasteczek z wróżbą, które tak bardzo uwielbiała moja babcia, a najbardziej brakowało mi prezentów rozpakowywanych z samego rana w pierwszy dzień świąt w towarzystwie rozentuzjazmowanej siostry. Owszem, prezenty przyszły. Tata się postarał, tak samo jak obydwie babcie, ale to nie było to samo. Kochałem Hogwart, jednak... magia panująca w zamku nie mogła zastąpić mi magii świąt, która panowała w domu. Prawdziwym domu, w którym jeszcze żyła mama i w tajemnicy przed tatą dawała mi piwo kremowe. Ciągłe wizyty opiekuna domu również nie pomagały mi w myśleniu, że to takie same święta jak każde inne. Widok profesorów ciągle przypominał mi, gdzie się znajduję; z kolei kolacja wigilijna, mimo wszystkich niespodzianek, jakie czekały na mnie przy stole, rozczarowała mnie. Jedynie towarzystwo Ulki pomagało mi przetrwać. Poniekąd. Jednakże, jak już mówiłem, nic nie szło po mojej myśli. Jeden z kuzynów wysłał mi łajnobombę (zapewne w zemście za prezent z zeszłego roku, cukierki powodujące wymioty) i cały ranek spędziłem na sprzątaniu sypialni. Dobrze, że moi koledzy z dormitorium spędzali święta w domu, w przeciwnym wypadku na pewno zabiliby mnie wzrokiem, gdy wchodząc do sypialni czuliby wszechobecny zapach łajna, który, na szczęście, już nieco zelżał. Miałem też lekko opuchnięte usta z powodu ciastek, jakie wysłała mi Virginia, moja macocha. Nie podejrzewałem jej o to, że mimo sześciu lat małżeństwa z moim ojcem, zapomni, że jestem uczulony na sok dyniowy i samą dynię, którą dodała do ciastek. Oczywiście, nie miałem jej na to za złe. Chyba. Każdemu może się zdarzyć, prawda? Jednak czarę przelał Baxter. Jeszcze nie był niebieski, był bialutki i miał czarne jak paciorki oczka. Posiadałem go dopiero od roku i nadal nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego szczurek wolał spędzać czas w dormitorium dziewcząt. Mniej tam śmierdziało czy jak? Chcąc nie chcąc, przerwałem lekturę niezmiernie interesującego podręcznika eliksirów i rzuciłem się w pogoń, gdy tylko spostrzegłem, jak Baxter wymyka się przez szparę pod drzwiami. Dziewczyny zwykle piszczały i skarżyły się na mojego pupila, gdy znajdowały go w swoich łóżkach, i tym razem usiłowałem tego uniknąć. Zacząłem biec za szczurem, ale okazał się zbyt szybki. Kilka osób w Pokoju Wspólnym wybuchnęło śmiechem, widząc moje zmagania, ale się nie poddawałem! Wiedziałem, że go złapię, prędzej czy później! Przynajmniej dopóki nie usłyszałem czyjegoś głosu. – Uciekł mi, nooo – odparłem w stronę Uli, słysząc jej uwagę. Zlustrowałem nonszalancką pozę przyjaciółki od stóp do głów i nie przerywając biegu, skierowałem się na schody prowadzące do sypialni dziewcząt, ponieważ właśnie tam kierował się Baxter. Jak zwykle! – Mam w sypialni. Poza tym nie będę zwierzaka straszyć zaklęciami, proszę cię, jeszcze kiedyś źle to się skończy – palnąłem pod nosem. Och, jak miałem dużo racji, mówiąc te słowa. Bardzo dużo. – Dostaniesz nawet trzy, jeśli złapiesz go w minutę od teraz! – zawołałem, stawiając stopę na pierwszym i drugim stopniu schodów po żeńskiej stronie dormitorium Krukonów. Zdążyłem stanąć również na trzecim i czwartym schodku, ale później wyrżnąłem do tyłu, prosto na tyłek, ponieważ schody zmieniły się w zjeżdżalnię. Rozdziawiłem oczy i z zaskoczeniem przyjrzałem się byłym schodom, które dla Baxtera nie robiły żadnej różnicy. Nadal piął się ku górze. – Co to, u licha, się zrobiło? Cooo, że co, że jaaak? – mruczałem pod nosem, nie dowierzając własnym oczom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 49
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 70
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: święta w Hogwarcie   Today at 00:15

Caspar i Baxter to niekończąca się opowieść.
Gdybym nie znała Caspiego, mogłabym podejrzewać, że znęca się nad biednym szczurem, bo to stworzenie przy każdej nadarzającej się sposobności dawało w długą, przebierając tymi swoimi łapkami w takim tempie, jakby goniło go stado sklątek tylnowybuchowych. Co jednak było najbardziej zaskakujące - szaleńcza ucieczka kończyła się najczęściej w jednym, nieprzypadkowym miejscu - Baxi upodobał sobie moje dormitorium (ewentualnie kieszenie mojego płaszcza bądź torby) tak zupełnie sam z siebie, niczym go nie przekupiłam, słowo!
- Wyzwanie przyjęte - powiedziałam, zasadzając się na szczura biegnącego najpewniej do swojej ulubionej kryjówki pod moim łóżkiem. W - jak mi się wydawało, niesłusznie, zresztą - odpowiednim momencie rzuciłam się na niego, wyciągając w stronę zwierzaka ręce, ale poczułam jedynie, jak jego ogon muska wierzch mojej dłoni, nim Bax zniknął we wnęce - na korytarzu, gdzie znajdowały się drzwi do żeńskich dormitoriów. A ja z impetem wylądowałam na posadzce. Poświęcenie nie zdało się na nic, galeony (i szczur) chwilowo przepadły.
To jednak nie koniec atrakcji - w tym samym czasie wydarzyło się coś jeszcze - powietrze przeciął dziwny, alarmujący dźwięk, a schody scaliły się, tworząc równię pochyłą o śliskiej powierzchni. Gdybym nie znajdowała się tuż przy wejściu na korytarz, najpewniej zjechałabym wprost na Caspara. - Jest coś takiego, jak eliksir pecha? Może twój kuzyn jakoś zaaplikował go do łajnobomby? Albo twoja ciocia pomyliła buteleczki i dodała odrobinę do ciasteczek dyniowych? - roześmiałam się, patrząc się na niego z góry - miał taką minę, że powinnam mu współczuć, ale to pasmo nieszczęść było na swój sposób komiczne. - Nie mam pojęcia, o co chodzi z tymi schodami, ale chyba nie jesteś mile widzianym gościem po tej stronie Pokoju Wspólnego... ewentualnie to po prostu złośliwość rzeczy martwej - po dzisiejszych przeprawach z kołatką coś o tym wiedziałam - w każdym razie... jakoś je - w domyśle - schody; dziwnie się czułam spiskując przeciwko schodom, ale co zrobić - przechytrzymy, poczekaj chwilę - rzuciłam już u progu, po czym zniknęłam na kilka minut w pokoju, ściągając prześcieradło ze swojego łóżka i pożyczając dwa od koleżanek, które wyjechały na święta. Narzuciłam je na siebie, żebym przypominała ducha i tak przyodziana zmaterializowałam się na skraju ślizgawki. Jedno rzuciłam Caspiemu, pozostałe dwa przywiązałam do siebie - po czym zsunęłam prowizoryczną linę, żeby Caspar mógł doczepić do niej trzeci element układanki.
Chyba nie musiałam wyjaśniać mu, co powinien zrobić?
- Sprawdź najpierw, czy są dobrze przywiązane - rzuciłam jeszcze, bo nie chciałam mieć go na sumieniu, już wystarczająco dużo rzeczy się dzisiaj wydarzyło w jego życiu. Stanęłam w rozkroku, mając nadzieję, że uda mi się pomóc mu się wspiąć i że  tkanina nie wyślizgnie mi się z rąk, bo wtedy Caspi odczułby to dotkliwie boleśnie.

1, 3, 5 - Ulka sobie nie poradziła - kiedy lina się napięła, Tiverton poleciała do przodu i upadła na brzuch, po czym zjechała na główkę
2, 4, 6 - jest okok, jeśli Caspi zdecydował, że chce się wspinać, idzie mu to całkiem nieźle, a Ulka jakoś daje radę (chwilowo)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

święta w Hogwarcie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» "Najlepszy tyłek w Hogwarcie"
» Domy w Hogwarcie
» Statut szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie [do edycji]
» Pierwszy dzień w Hogwarcie, 2007 rok
» Przedmioty nauczane w Hogwarcie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-