IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Znam Cię i chętnie poznam bardziej...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -149
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Wto Paź 17 2017, 17:22

Było tu zbyt jasno i kolorowo, sam Singapur nie był miejscem, w którym Jeremiah mógłby spędzić więcej czasu, niżeli było to konieczne. Nie mógłby żyć w chaosie i pośpiechu tego miejsca, zbyt wiele naturalności zostało mu odebrane, aby było to zgodne z jego byciem. Dzisiejszy dzień był jednak inny, on był inny. Cała ta transakcja była inna. Nie był w swojej zwyczajowej, podniszczonej skórzanej kurtce, która wraz z nim widziała pół świata. Miał na sobie czarną marynarkę a pod spodem znajdowała się śnieżnobiała koszula, która tylko czekała aż chłopak znajdzie się w pobliżu czegoś, co mogłoby zakłócić czystość bieli. Czuł się nieswojo, jakby wszedł w skórę innego człowieka. Jeszcze w podobnych łachmanach chodził kilka lat temu, coby nie odstępować od grona swoich współpracowników. Co z tego, że i tak od nich odbiegał. I sposobami pracy i samą swoją osobą. Może to skusiło ich do przyjęcia chłopaka pod swoje skrzydła... Kto ich tam wie. On wiedział jedno, nie był już pracownikiem Ministerstwa, sam sobie narzuca wymogi, które powinien spełniać.
Dzisiaj, aby dobić targu, musiał być jednym z tych gości, którzy chociaż udawali, że coś mają. A był człowiekiem, który jak kameleon potrafił wtopić się w otoczenie, tak dzisiaj przybrał nonszalancki wyraz twarzy. Jakiś dziwny wyraz wyższości pojawił się w lekko uniesionych kącikach ust. Jego towarzyszka, a raczej osoba, z którą dobijał targu, była przeciętnie piękna. Nie było w niej niczego, co mogłoby go za nią ponieść. Oprócz kamienia, który wisiał na jej długiej, opalonej szyi. Rodowa pamiątka, z którą chciała się rozstać tylko za odpowiednią ceną.
Dzisiaj nie był do końca pewny, czy tą ceną nie było jego towarzystwo. Bankiet trwał od kilku godzin, a nogi powoli odmawiały posłuszeństwa. Gdzieś w tyle świeciła się lampka, aby iść stąd jak najszybciej, bez względu na to, jak bardzo pragnął tej kolii. Kobieta nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, co nosiła i cena, jaką dane jest mu płacić, jest naprawdę poniżej najniższej. Podał jeden kieliszek szampana swojej towarzyszce, sam ledwo dotykając ustami swojego. Pracował... Nie mógł pozwolić sobie na rozproszenie. Nawet jeżeli pomoże przetrwać mu resztę tego wieczoru.
Kiedy impreza dobiegła końca, odprowadził Celeste i sam udał się... No właśnie, sam nie wiedział gdzie. Już nawet sztywność koszuli mu nie przeszkadzała... Po prostu szedł przed siebie, aż nie trafił przed ogród botaniczny. Ciekawość a może to bardziej nuda zaprowadziła go w to miejsce. Nie mógł pójść spać, nie mógł pójść urżnąć się jak świnia, bo jutro czekała go kolejna żmudna podróż przez zachcianki i wspaniałe propozycje Celeste. Pięknie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 22
  Liczba postów : 400
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Sro Paź 18 2017, 23:29

Kolejny intensywny wieczór w Mieście Lwa... Czuła się zmęczona tym wszystkim, co ją otaczało. Coraz bardziej irytowały ją tłumy ludzi wszędzie tam, gdzie postanowiła zajrzeć. Migające neony niemal wwiercały się w czaszkę, a hałas miasta huczał w jej uszach nawet teraz, kiedy samotnie szła w niewiadomym kierunku, szukając odrobiny ukojenia. Zewsząd otaczały ją wieżowce, barwne światła i dudnienie głośnej muzyki. Powoli zbliżająca się noc niosła za sobą imprezowe szaleństwo, widoczne w niemalże każdym zakamarku ulic. Dusiła się. Singapur coraz mocniej ją przytłaczał; miała wrażenie, że całe to otoczenie kurczy się i lada moment doświadczy śmiertelnego uścisku. I pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu była w siódmym niebie, gdy razem z chłopakiem zawitali tutaj, odhaczając kolejne miejsce na mapie spontanicznych podróży. Wybór nie był wcale przypadkowy, jak się później okazało; chłopak miał tu jakiś interes do załatwienia, a ona nie zadawała już pytań. Mimo, że z początku bawiła się świetnie, odkrywając kulturę, sztukę i ludzi, teraz miała wszystkiego serdecznie dosyć. Nie pomagał również fakt, że coraz częściej i zażarciej kłócili się ze sobą, co miało miejsce również przed chwilą, w jednym z tutejszych popularnych klubów. Intuicyjnie czuła, że coś jest nie tak. Że dzieje się gorzej i gorzej, nie są już tak blisko, jak wcześniej. Nie mogła pozbyć się natrętnego wrażenia, iż coś bezpowrotnie zmieniło się między nimi…
Może zmiażdżyła ich proza życia, na przekór unikania rutyny i bardzo emocjonującemu trybowi funkcjonowania? W końcu wszystko musi się kiedyś skończyć. A może ją zdradzał? Objęła swoje drobne ramiona, które bezlitośnie omiótł chłodny wiatr. I kiedy tak zagłębiła się w myślach, dopiero po chwili dotarło do niej, że weszła w jakąś dziwną uliczkę. No, jeszcze tylko brakowało tutaj jakiegoś gwałciciela. Rozglądała się w poszukiwaniu wyjścia z zaciemnionej strefy, kiedy jej oczom ukazała się upragniona oaza. Ogród botaniczny w samym sercu tej barwnej, głośnej dziczy. Ratunek.
Oczarowana, weszła w głąb, pełna nadziei, ze znajdzie tutaj ubłagany moment oddechu. Było naprawdę pięknie; wszędzie zieleń, wysokie drzewa i krzewy, a także różnorakie kwiaty. Panująca wokół ciemność nocy koiła jej zszargane nerwy. Jak to możliwe, że było tutaj tak cicho? Przymknęła oczy w czystej przyjemności. Może to dzieło czarodziejów?
Uniosła powieki, decydując się na małą przechadzkę po ogrodzie. I odkryła, że nie tylko ona cieszyła się tym skrawkiem raju; męska sylwetka stała nieopodal, zwrócona do niej plecami. Nie wiedziała, co nią kierowało; jakoś podświadomie czuła, że powinna podejść, podzielić z nim tą przestrzeń. Nie odczuwała strachu, czy niepewności; a jeśli był gwałcicielem, to bardzo eleganckim, zważywszy na ubiór. Podeszła zatem, mając nieodparte wrażenie, że ma do czynienia z kimś równie obcym w tym zakątku świata, co ona. Te odczucia nie miały właściwie sensu, ale zdawały się tak bardzo trafne, że nie umiała się powstrzymać. A kiedy była już dostatecznie blisko, by w mroku dojrzeć twarz mężczyzny, znieruchomiała.
- To… to naprawdę Ty? – szept rozległ się w ogrodzie, zakłócając złote milczenie. Duże oczy Nevy błyskały niedowierzaniem, patrząc na dobrze znaną postać. Jeremiah Lacroix. Nie mogła w to uwierzyć. Czy świat był tak mały, czy też może puszczał do niej ironicznie oko? A może ofiarowywał jej właśnie doskonały prezent? Odgarnęła dość niechlujnie włosy jednym ruchem ręki do tyłu, nie kryjąc zmieszania i maksymalnego zdziwienia. Pamiętała doskonale tą twarz. Niebiesko-zielone oczy, posyłające uważne spojrzenia, urok czający się w kącikach ust, tę znamienitą dla niego, dziwną aurę, która zawsze wywoływała w niej skrajne emocje… Zamrugała, zastanawiając się, czy ktoś nie dosypał jej czegoś do drinka w tamtym klubie. Jej ciało zadrżało, nie wiadomo, czy z emocji, czy z chłodu. Stała i patrzyła na niego, czekając na jakiś ruch, potwierdzenie, że istniał poza jej wyobraźnią i faktycznie stał tutaj teraz koło niej, w ogrodzie botanicznym w Singapurze. Merlinie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -149
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Pią Paź 20 2017, 10:34

Cały czas szedł do przodu, wzdłuż korytarzy, które zaprowadzały go w jeszcze głębsze zakamarki tego miejsca. Już nie wiedział, gdzie dokładnie był, czego dotyczył dany sektor. Nigdy nie był ignorantem, potrafił docenić piękno, w końcu w dużej mierze na tym polegała jego praca. Musiał ocenić, znać wartość, często nie samymi właściwościami człowiek się kierował, kiedy wybierał produkt. Była to specyfika tego zawodu, mogłeś sprzedać wszystko... Znaleźć najgorszą szmatę i powiedzieć, że jest to rzadka tkanina, której produkcją zajmują się najstarsze ludy Indii. Oczywiście, taki rodzaj transakcji nie dotyczył tych osób, które miały jakieś znaczenie w jego zawodzie. Trzeba wiedzieć, jakiego interesu warto z kim dobić.
Aktualna transakcja nie wydawała mu się już taka interesująca. Nie widział wyzwania, które niby zostało mu już kilka razy rzucone. Gdyby nie wartość kolii i jej magiczna historia, zapewne dawno znalazłby alternatywę. Nie porzucał swoich interesów, po prostu ktoś inny zająłby się bałamuceniem tej kobiety, nie on. Był zmęczony tym miejscem, tym konkretnym miastem. Jeremiah rzadko kiedy miał z tym problem. Praca była najważniejsze, jej wykonanie, musiało przebiec bezbłędnie... Czyli tak, jak to sobie obmyślił... Coś się zmieniło, skoro jego nastawienie nagle opadło. Czy to wina miejsca, osoby, z którą dane jest mu teraz pracować, czy to po prostu z nim jest coś nie tak? Na jego ustach pojawił się uśmiech, jakby skierowany do jego osoby, do tego, co siedziało mu gdzieś tam głęboko.
Ogród botaniczny miał być powiewem świeżego powietrza. Nie słyszał już gwaru miasta, samochodów, które pędziły przez ulice, aby jak najszybciej dotrzeć do celu. Szeptów miliona rozmów, które niczego do życia tych osób nie wnosiły. Przystanął przy jednej z wysokich roślin, której pnącza oplotły ciasno jedno z drzew. Miała jasno różowe kwiaty, które wyglądały trochę jak skurczone kielichy. Na moment zamknął się kompletnie w sobie, pozwalając, aby burza myśli uderzała jedna o drugą, mieszając się, tworząc nowe... Rozruszał mięśnie ramion, czując jak bardzo napięte były. To byłyby odpowiedni moment, aby pójść po motor i udać się na wycieczkę. Daleko.
Odwrócił się, kiedy usłyszał za plecami głos. Raczej nie było wątpliwości, że było to kierowane do jego osoby, w końcu byli tutaj prawdopodobnie jedynymi osobami, które upatrzyły sobie to miejsce na nocne zwiedzanie.
Czy czegoś się spodziewał? Cóż, niekoniecznie, była jednak ostatnią osobą, którą mógłby tutaj spotkać. Ostatnią na liście osób, które znał... Ostatnią, o której powinien w ogóle myśleć. Kiedyś, wydawałoby się, że dawno temu, obiecał sobie coś... Rzadko kiedy składał obietnice, nawet jeżeli dotyczyło to jego osoby. Było to jeszcze trudniejsze do spełnienia, znając go, chociaż w drobnej mierze. Jego spojrzenie nie wyrażało szoku czy niedowierzania, to była obawa, która zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Jego wargi wykrzywiły się w szerokim uśmiechu, nie dając cienia możliwości temu, co przed chwilą miało miejsce. Lekko się ukłonił, był to teatralny gest, ale bardzo pasujący do jego osoby. Podniósł głowę, wciąż będąc o połowę ciała bliżej niej.
-Wydaje mi się, ale chyba już nie potrzebujesz mnie do zdobywania pewnych przydatnych specyfików.-Powiedział, prostując się. Poczuł się idiotycznie w tym stroju, czuł, jakby garnitur robił się za mały, a on był zwykłym głupcem, który dał się wcisnąć w to cudeńko. Nic się nie zmienił. Zawsze będzie tym samym chłopkiem, ukrytym gdzieś za szkolnymi korytarzami, czekając i jakby już z daleka wyczuwając, czego człowiek potrzebuje. Zmieniło się jedynie to, że zakres jego możliwości był niemalże nieograniczony. A ona?
Czemu to sobie robisz, Jeremiah, po prostu przestań.
Coś jednak nie pozwalało mu odwrócić od niej wzroku, mając na uwadze każdy szczegół, który mógłby ulec zmianie. Jakby szukał tylko potwierdzenia, że dana kiedyś sobie obietnica była słuszną decyzją... Najzabawniejsze było jednak to, że kiedyś szukał jej na tych korytarzach. Obserwując, na swój własny i trochę dziwaczny  sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 22
  Liczba postów : 400
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Nie Paź 22 2017, 22:52

Lustrowała jego twarz, wyczekując jakichkolwiek przejawów emocji. I w istocie wychwyciła niewielką zmianę w jego spojrzeniu, choć nie potrafiła jej do końca sklasyfikować, nazwać. Ułamki sekund przeminęły, a dobrze znane oblicze uśmiechało się teraz do niej tak szeroko, że natychmiast porzuciła myśli o tym niby drobnym szczególe.
Patrzyła, jak kłania się w iście dżentelmeńskim geście. Uśmiech rozbawienia automatycznie wdrapał się na jej usta, sprawiając, że wyglądała teraz lepiej, łagodniej. Chyba każdy potwierdzi, że ubrani w uśmiech stawaliśmy się stokroć piękniejsi.
- Słusznie, akurat tego nie potrzebuję. – odrzekła dość oszczędnie w obawie przed tym, że powie za dużo. Jej potrzeby zdecydowanie zmieniły się na przestrzeni ostatnich lat, chociaż ze specyfików, o których wspomniał, kategorycznie nie zrezygnowała. Nadal pozostawał ten sentyment do korzystania ze środków, które na moment pozwalały zapominać, znieczulać się na wszystko i wszystkich i zwyczajnie odetchnąć. Aczkolwiek sięgała po te rozwiązania stanowczo rzadziej, zdając sobie sprawę, że pod pozorną ulgą kryje się toksyczny wpływ na jej psychikę, na wnętrze. Nie chciała ryzykować postradaniem zdrowych zmysłów. Nie chciała stać się kimś podobnym do matki...
Przechyliła nieco głowę, pozwalając sobie na śmiałe objęcie spojrzeniem całej jego sylwetki. Garnitur, który miał na sobie, leżał doskonale, dodając mu klasy i szyku. Domyślała się jednak, że nie była to zmiana wizerunku, a jedynie kostium potrzebny na rzecz kolejnego przedstawienia. Miała wrażenie, że Jeremiah zawsze stawiał wysoko interesy, istotnie będąc mistrzem w swojej profesji. Potrafiła to docenić; widziała, jaki był oddany swoim zajęciom jeszcze w szkole, kiedy oboje dopiero kształtowali swoje przyszłe drogi. Był konsekwentny i choć podziwiała go w tym profesjonalizmie i sprycie, z drugiej strony czuła nieprzyjemne ukłucie żalu za każdym razem, gdy po dokonanej transakcji po prostu odchodził, nie zostając na dłużej. Nie dając jej nigdy tego, czego tak naprawdę wyczekiwała...
Nie myśl o tym, nie możesz.
- Na długo tutaj zawitałeś? – spytała zatem neutralnie, próbując odwrócić uwagę swoich natrętnych myśli i jednocześnie odzyskać rezon. Minęło sporo czasu, nie mogła pozwolić, by jakieś zamierzchłe odczucia i refleksje powróciły. Było to całkowicie niepotrzebne. I niezdrowe. Ostatnie, czego w tej chwili mogła sobie życzyć, to mętlik w głowie. Chociaż gdzieś w głębi ducha kiełkował w niej strach, że to nieoczekiwane spotkanie może jej wszystko pogmatwać.
Wytrzymywała tę dziwną intensywność jego spojrzenia, nie pozostawiając dłużną. Na przekór tej niewysłowionej walce, na jej delikatnej twarzy malował się drobny, uroczy uśmiech. Odwróciła wzrok na roślinę, przy której stali, a jakiej do tej pory nie zauważyła, zajęta widokiem mężczyzny.
Pnącza wspinały się po drzewie, ściskając je w mocno, lecz jasnoróżowe kwiaty dodawały całości niezwykle subtelnego wyrazu. Drayton wyciągnęła dłoń, sięgając jednego z kwiatów; opuszkiem palca pogładziła delikatną strukturę.
- Piękne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -149
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Pon Paź 23 2017, 22:51

Lepiej nie interpretować jego osoby, on sam miał z tym wielki problem. A w dniu takim jak dziś, okazuje się, że wszystko było możliwe.
Uśmiech był narzędziem pracy, manipulacji... Rzadko kiedy spotykał na swojej drodze iście szczere emocje. Pochodzące gdzieś tam z głębi, czyste i nietknięte przez tę zarazę, którą sami jesteśmy. Mówisz o sobie, czy to czysta interpretacja obserwacji.
-A czegóż takiego potrzebujesz.-Jeden kącik ust lekko drgnął, wyraz twarzy diametralnie się zmienił. Wystarczyła jedna sekunda, jedna myśl a on kroczył po gruncie, z którego ciężko później będzie mu zejść. Nawet z jego umiejętnościami. Tak naprawdę, nie pamięta tego momentu, w którym pozwolił wyjść temu zdaniu, pytaniu, jeden pies. Jednak ton jego głosu i rzucone, szybkie spojrzenie, mówiło, że chciał poznać odpowiedź.
Nie pamięta, kiedy zaczął, to tak, jakby nigdy nie robił czegoś innego. Czy było to w momencie, w którym poznał znaczenie wartości i potrzeb? Czy wtedy, kiedy brakowało im wszystkiego, a on jako jedyny nie bał się wykraść potrzebnych zapasów... Miała rację co do jego podejścia do pracy. Jednak to była ta niewinna część interesów. Zawsze był sam i tak zawsze miało pozostać, był osobą, która wiedziała, kiedy odejść. Nie robił niczego, czego by żałował a słów "co by było, gdyby" szczerze nienawidził. Dlatego nie mógł zastanawiać się nad tym, co by się stało, gdyby wtedy został. Gdyby ona wiedziała o tym, co robił, kiedy nie patrzyła. Tak samo, jak w momencie, w którym zwróciłby się do niej po imieniu. Pozwoliłby na to, aby powstała między nimi, chociaż cienka nić zażyłości. Wtedy zabronił sobie czegoś pierwszy raz. A raczej, kogoś.
-Jestem tutaj dopiero od trzech dni, zapewne będę zmuszony spędzić tutaj jeszcze kilka. Daje sobie maksymalnie tydzień na dopięcie wszystkiego...-Jego ramiona lekko uniosły się do góry. Wszystko szło zgodnie z planem, tak, jak to sobie wcześniej obmyślił. Był jednak znużony. -Chociaż wolałabym być zupełnie gdzie indziej...-Westchnął, myśląc o uczuciu, jakie towarzyszy mu podczas jazdy. O hałasie, który zagłusza jego myśli, pozwalając w końcu odprężyć się jego mięśniom. O swobodzie, którą czuje, ilekroć delikatnie zboczy z kursu. Po chwili doszło do niego, że mogła odebrać jego słowa w trochę inny sposób, niż starał się do przekazać. Jakby w tym konkretnym momencie chciał znaleźć się w innym miejscu... A to przecież kompletna bzdura.
Czy zauważył tę drobną zmianę na jej twarzy? Uśmiech, który w niczym nie przypominał tego, którym był zwykle obdarzany? Lub tym, którym obdarzała innych. Uwielbiał analizować, obserwować, sprawdzać wszystko, jakby nigdy nie było tylko jednej odpowiedzi. Z Drayton było tak, że lepiej było tego nie robić. Po prostu. Co z tego, że i tak to robił, dawno temu, czy w tym momencie... Często robił na przekór sobie. Tak, jak teraz, powinien ją przeprosić i odejść. Ale nie chciał. Czy bardziej nie potrafił?
-Chodź, na pewno jest jeszcze coś do obejrzenia.- Powiedział, spoglądając gdzieś w przestrzeń ponad jej głową. Zrobił jej miejsce, chcąc, aby poszła pierwsza. Jego szczęki lekko się napięły, a on sam wyprostował. -Co tu robisz, tak swoją drogą? Zaspokój moją niepohamowaną ciekawość...- Był dzisiaj nad wyraz rozmowny... To dziwne, bo jeszcze chwilę temu chciał rzucić wszystko w cholerę i zaszyć się gdzieś, w miejscu bez ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 22
  Liczba postów : 400
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Wto Paź 24 2017, 22:21

Czego potrzebowała? Odpowiedź na to pytanie sprawiała jej więcej kłopotu, niżby oczekiwała. Ostatni rok był czystym szaleństwem; popadaniem ze skrajności w skrajność. Żyła intensywnie i balansowała na granicy, próbując dotrzymać kroku komuś, o kim myślała, że jest tego wart. Lecz w całym tym chaosie nie była pewna, czy właśnie tego chciała.
Patrzyła nieprzerwanie na jasnoróżowy kwiat, czując na sobie spojrzenie mężczyzny. Milczała dłuższą chwilę, nadal subtelnie badając strukturę rośliny. Niby co miała mu powiedzieć? Że potrzebowała odkryć, kim tak naprawdę jest? Pewności, że jest dla kogoś ważna i wyjątkowa? Że szukała odskoczni, spokoju? Cofnęła dłoń, powracając spojrzeniem do towarzysza.
Czy chciałbyś usłyszeć, że w tym momencie potrzebuję Ciebie?
- Nie jestem pewna – odparła w końcu nieco zbywająco. Nierozsądnym byłoby otwierać się przed nim i wylewać na zewnątrz wszystkie rozczarowania, żale i problemy ostatnich miesięcy. Nie miała zamiaru pokazać mu się od kruchej strony. Zbyt wielką zagadką było to, co mogłoby się wydarzyć, gdyby to uczyniła.
- Teraz potrzebuję jedynie chwili oddechu. To miasto bywa przytłaczające – dorzuciła ogólnikowo, posyłając delikatny uśmiech w stronę dawnego znajomego. Swoją drogą nie mogła zignorować absurdu całej sytuacji - nie widzieli się od lat, a spotkali w Singapurze! Mało tego - on elegancki, ubrany w garnitur, a ona wręcz przeciwnie - w spodniach z dziurami, ciężkimi butami i w t-shircie odsłaniającym niemały kawałek brzucha. Właściwie to dopiero teraz zorientowała się, że pośpiesznie opuszczając klub w stanie, lekko określając, zdenerwowania, zapomniała swojej ulubionej skórzanej ramoneski. Mniejsza.
- To tak jak ja – przyznała, marszcząc nieco brwi pod wpływem refleksji. W sumie było to nawet pokrzepiające, że nie tylko ona czuła się przytłoczona w Mieście Lwa.
Z niemal błogim spokojem obserwowała twarz mężczyzny, niespeszona faktem, że może wypadałoby coś powiedzieć, przedsięwziąć jakiś krok, zamiast tak patrzeć i patrzeć. Powoli dochodziła do tego punktu w dzisiejszym dniu, w którym należy całkowicie odpuścić i poddać się temu, co ma się wydarzyć...
Bezgłośnie przystała zatem na jego propozycję, ruszając pierwsza głębiej w ciemny ogród. Spacerowali tak niespiesznie, chłonąc chłodne powietrze nocy i rozglądając się to tu, to tam. Neva czuła się nieco otumaniona, ale wbrew pozorom w pozytywnym sensie; delektowała się tym uczuciem. Od czasu do czasu oglądała się nieco do tyłu, by upewnić się, że Jeremiah nadal tam jest. Przystanęła w końcu przy sporej sadzawce, na powierzchni której pływały białe, przypominające łezki kwiaty. Wyglądały trochę tak, jakby chowały coś w środku.
- Z przyjemnością – odparła nieco zaczepnym tonem, zagadkowo uśmiechając się do niego. – Zwiedzam, właściwie. To kolejny przystanek w podróży. Dłuższy, niż się spodziewałam. Ale niebawem też wyjadę. Może w jakieś spokojniejsze miejsce. – Przysiadła przy brzegu wody. Kwiaty poruszyły się dość nienaturalnie, co wzmogło ciekawość Drayton. Przysunęła się, a one również.
- Jeremiah. – Odwróciła się w jego stronę, z błyskiem w oczach, po czym subtelnie sięgnęła dłonią jego dłoni, by podszedł bliżej i zobaczył to, co widziała ona.
- One chyba reagują na magię – podzieliła się podejrzeniem, przenosząc wzrok na roślinność i taktownie cofając rękę, by przerwać ten jakże krótki kontakt. I gdyby nie to, co wydarzyło się za chwilę, pewnie dotarłoby do niej, że ten kilkusekundowy dotyk przyprawił ją o gęsią skórkę; tymczasem uwagę Drayton odwróciły kwiaty, które otworzyły się, zanęcone jakby bliskością czarodziejów. Drobny, srebrzysty pyłek przyozdobił taflę wody.
- Dla takich chwil warto czasami rzucić wszystko i wyjechać w świat – szepnęła, równie zaskoczona, co oczarowana. Jej ciemne oczy iskrzyły się, chłonąc obraz piękna w najczystszej postaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -149
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Sro Paź 25 2017, 19:51

Nie rozumiał tego problemu. Jeremiah zawsze wiedział, czego chciał, do czego powinien dążyć. Nie był człowiekiem wybitnie ambitnym, bez przesady, ale pruł do przodu... Bo stanie w miejscu nic by mu nie dało, prędzej by zwariował. Nawet jeżeli nie był pewien wszystkiego wokół, jedna rzecz zawsze pozostawała niezmienna. On.
Czemu chciał to wiedzieć? Tak naprawdę nie musiał zadawać tego pytania, nie musiało go to nawet interesować... Ale nie widział jej tak długo, cudem było to, że w ogóle się spotkali, a on zamierzał wykorzystać ten czas jak najlepiej. Dowiedzieć się jak najwięcej. Potem znowu będzie musiał odejść, tak, jak to zawsze wyglądało w ich przypadku. Jednak nie byli sobą sprzed kilku lat... To nie był Hogwart. Życie przeszłością to nie życie, które prowadził chłopak. Dlatego jego spojrzenie się zmieniło.
Skinął jedynie głową na znak kompletnego zrozumienia. Tak naprawdę, w ogóle się nie znali. Był dla niej obcym człowiekiem... Nie miał prawa jej pytać. A jednak.
Schował dłonie do kieszeni spodni i lekko się uśmiechnął. Przytłaczające? To chyba było mało powiedziane. -Jeżeli zechcesz, dam Ci listę miejsc, które są warte odwiedzenia... I niczym nie przypominają tego miejsca.-Powiedział spokojnie. Zastanawiając się, jakby to było... Obejrzeć je wszystkie z kimś, kto mógłby docenić ich prostotę i historię. Był to pierwszy raz, kiedy przyszło mu to do głowy. Myśl uleciała równie szybko, jak się pojawiła.
Cisza, która między nimi powstała była przyjemna. Nie ciążyła nad ich głowami, nie wprawiała w nieprzyjemny dyskomfort. Rzadko kiedy znajduje się osoby, którym to nie przeszkadzało oraz takie, z którymi można było tego dokonać. Neva, bo tylko w myślach tak mógł o niej mówić, wprawiała go w dobry nastrój, który był mu dzisiaj potrzebny, nie dając nic szczególnego. Spójrzmy, jak facetowi nie potrzeba wiele.
Szedł krok za nią, co jakiś czas zerkając na jej profil. Gapienie się na siebie jak cielaczki to raczej niezbyt ciekawa zabawa. Lepiej mu to wychodziło z ukrycia, choć brzmi podejrzanie i nie powie jak jeszcze.
-Czemu nie wyjechałaś od razu, kiedy stwierdziłaś, że to nie jest to miejsce?-Spytał, a między jego brwiami pojawiła się niewielka zmarszczka. Nic jej tutaj nie trzymało, prawda? Sama mówiła, że było to zwiedzanie... Nie rozumiał. Zrobił krok do przodu, chcąc zbliżyć się do sadzawki.
Nie spodziewał się tego, co nadejdzie, skupiony na tym, co znajdowało się na tafli wody. Dotyk jej dłoni na jego palcach był nowy, przerażający w swojej delikatności. To uczucie było mu obce, a jego pierwszym, naturalnym odruchem byłoby odtrącenie jej ręki. Nie zrobił tego, dokładnie w momencie, w którym zauważył ten dziwny błysk, który przeszedł przez jej twarz.
Nie odpowiedział, wpatrywał się w nią, sparaliżowany... Jakiekolwiek interakcje z ludźmi znajdowały się pod jego kontrolą, musiał wiedzieć, w którym kierunku i gdzie ustawią się dłonie, usta. Miał tak od zawsze, nigdy tego nie zmieni.
Cień przeszedł przez jego twarz, a on usiadł obok niej, opierając się ramieniem o podłoże. Jego dłoń wylądowała w wodzie, centymetr pod jej powierzchnią. Skupił się na kwiatach, które zbliżały się do jego dłoni, a dokładnie nad nią. Tego jeszcze nie widział, podniósł głowę, aby poszukać jakieś tabliczki z nazwą tej roślinności. Może w istocie reagowała na magię. Kiedy się odezwała, spojrzał wprost na nią. Jego dłoń wciąż tkwiła w wodzie. W jednym momencie doszedł do zdania, że to, co widział dotychczas, nie równało się z tym, co przeżywał właśnie w tej chwili. Tak mało wiedział, tak niewiele go spotkało...
A jeszcze kilka sekund temu był przekonany co do tego, co siedziało w jego wnętrzu.
-Pewnie teraz zrozumiesz, dlaczego robię to co robię.-Powiedział cicho, jakby ton jego normalnego głosu miał zburzyć to całe otaczające ich piękno. Zniszczyć akurat tę chwilę .-Nigdy nie widziałem tego wyrazu na Twojej twarzy.-Dodał jeszcze ciszej, choć doskonale wiedział, że go usłyszała. Miała go usłyszeć. Nie mijał się z prawdą. Na jego ustach pojawił się ten charakterystyczny, pomieszany uśmieszek. Czy zachłannością było to, że chciał, aby nikt inny nie widział tego, co on w tej chwili?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 22
  Liczba postów : 400
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Sob Paź 28 2017, 20:02

Kąciki jej ust uniosły się lekko, formując dość słaby i tak naprawdę pozbawiony wesołości uśmiech. Nie kierowała go w stronę swojego towarzysza, ten lichy gest był raczej odzwierciedleniem jej myśli i uczuć, posłany do samej siebie.
- Daję mu szansę. I sobie samej– odrzekła, zdając sobie sprawę, jak bardzo metaforyczne to było w odniesieniu do jej relacji z ludźmi i osobowości;  przy pierwszym lepszym zgrzycie zazwyczaj odpuszczała i odchodziła, bo tak było dla niej logiczniej i łatwiej. Nie sprawiało jej problemu spalenie za sobą jednego mostu więcej, bo po jakimś czasie długiej praktyki pewne kwestie stają się nadzwyczaj proste. Z wprawą godną mistrza rzucała wszystko i zaczynała coś od nowa, gdzie dla niejednego człowieka byłoby to bardzo trudne doświadczenie, wręcz traumatyczne. Cóż, dla niej trudniejsze okazywało się trwanie w pewnych sytuacjach mimo tego, że coś nie pasowało. Nauczenie się tego stanowiło dla niej zagwozdkę od kiedy tylko pamiętała, głównie dlatego, że nie była zbyt skora, by tę lekcję odrobić; nie widziała sensu. Jednakże jakiś czas temu postanowiła spróbować. Zobaczyć, jak to jest przestać uciekać. I pewnie z tego powodu znajdowała się w ogrodzie botanicznym w Singapurze, a nie na drugim końcu świata, samotnie.
- Zresztą, czasami ciężko jest stwierdzić, że to faktycznie nie jest właściwe miejsce. Może pewne  moje uprzedzenia rzutują na cały pobyt tutaj – dodała, zdradzając tak wiele, a jednocześnie nic. Jeremiah nie miał przecież bladego pojęcia, że była tutaj z kimś, a nie samotnie, bawiąc się w podróżniczkę. A Neva jakoś nie kwapiła się do dzielenia tą informacją. Dlaczego? Cóż, nawet teraz tego wewnętrznie nie roztrząsała. I słusznie, bo mogłaby dojść do wniosku, że nie chciała by wiedział, że kogoś ma; nie chciała wprowadzać do tej przestrzeni, jaka między nimi teraz zaistniała, jakiejkolwiek innej osoby.
Spostrzegła ten cień, który przebiegł przez jego oblicze w ekspresowym tempie zaraz po tym, jak zetknęła swoją dłoń z jego. Coś w niej zadrżało i pożałowała tego nikłego kontaktu, choć w głębi serca bardzo nie chciała żałować. Tę emocję w jego twarzy odczytała jako wyraźny znak, że powinna zachować większy dystans.
Obserwowała, jak zanurza dłoń, a kwiaty niemalże lgną do niej, spragnione bliskości magii, jaką nosił w sobie. Było to jedno z najpiękniejszych zjawisk, jakie przyszło jej oglądać. I nigdy nie spodziewała się, że będzie dzieliła taką chwilę z nim. A kiedy tak rozmyślała nad tym, wciąż będąc pod dużym wrażeniem, łechtającym jej poczucie estetyki, wypowiedział te ciche słowa, które wyrwały ją niejako z zamyślenia i niemalże fizycznie dotknęły.
- Może nieuważnie patrzyłeś? – odszepnęła, lustrując przez dłuższy moment jego tęczówki... Coś ją tknęło i odwróciła wzrok na kwiaty. Nie mogła pozwolić, by Lacroix zburzył jej spokój. Spokój, którego i tak było tyle, co kot napłakał.
Mało kto mnie taką widzi, stwierdziła w myślach. Niewiele osób ją znało. Jeszcze mniej miało okazję dostrzec jej wrażliwość, uczuciowość; jedynym człowiekiem, który wiedział o niej wszystko, był ojciec. I tylko on zdawał sobie sprawę, jak piękna wewnętrznie Drayton potrafi być.
Podciągnęła do siebie nogi, obejmując je dosyć luźno ramionami.
- Wracając do tej listy miejsc godnych odwiedzenia… – zaczęła, subtelnie próbując zmienić temat – chętnie dowiem się, gdzie według Ciebie warto zajrzeć. Zwiedziłam już sporo, ale jestem pewna, że masz jakieś perełki w zanadrzu. Zwłaszcza rzadko odwiedzanie i może nieco zapomniane.
Zamrugała, a gdy była już pewna, że odzyskała rezon – powróciła spojrzeniem do mężczyzny, obdarzając go drobnym uśmiechem.Jej delikatna twarz wciąż niemal promieniała błyskiem minionego zdarzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -149
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Nie Paź 29 2017, 14:21

-Jeżeli coś Ci nie pasuje, nie musisz dawać temu drugiej szansy. Nic nie zmieni tego, jakie pierwsze wrażenie na Tobie wywarło to miejsce.-Wzruszył ramionami. Zasada tyczyła się ta sama, do ludzi i do otoczenia.
Uważał, że nie było potrzeby męczyć się z czymś, co nawet nie sprawia nam większej przyjemności. Jeżeli nie dotyczyło to ważnych rzeczy, kwestii zawodowych, nie było sensu w tym tkwić. I nie było to tchórzostwo, czy zwykła niechęć do poświęceń... Wiedział doskonale, kiedy powinien się postarać, wytrwać do końca zaciskając po prostu zęby. I nigdy nie żałował swoich decyzji, nie oglądał się za siebie, sprawdzając, czy to, co zrobił, było słuszne czy nie. Nie miał na to czasu. Kierował się swoim własnym sumieniem i potrzebami, egoistyczne? Kto nie jest egoistą, chociaż w drobnej mierze. Nigdy też nie ukrywał tego, jaki jest. Choć i tak nikt nie może pochwalić się szerszą wiedzą na jego temat.
Każdy jest inny, niektórzy chcą ostać w jednym miejscu, bo właśnie tego potrzebują, tego pragną. Są też osoby, które nie potrafią wysiedzieć w jednym miejscu dłużej niż trzy miesiące... I nie ma to nic wspólnego z uciekaniem, ale podążaniem swoimi własnymi potrzebami.
Spojrzał na Nevę, starając się zrozumieć to, co chciała mu przekazać .-Nawet jeżeli. Nic nie stoi Ci na przeszkodzie, aby ruszyć dalej, możesz też zostać i spróbować podważyć tę uprzedzenia. Nie ma rzeczy niemożliwych. A jednym ograniczeniem, jakie może nas spotkać, to my.-Powiedział spokojnie.
Czasem też zbyt intensywne myślenie stało nam na przeszkodzie, zakrywało obraz sytuacji, której wyjście było cały czas przed nami. Idiotycznie proste i nieskomplikowane.
Nawet jeżeli była w tym miejscu z kimś. Nigdy nie pozwoliłby, aby druga osoba kroczyła jego marzeniami... Nie dopuściłby do momentu, w którym stałby na przeszkodzie w rozwinięciu się... Dlatego nigdy nikogo nie zatrzymał. Może to kwestia jego przekonań, a może chodziło o to, że nigdy tego nie chciał. Nie wiedział nawet, czy posiada takie odruchy. Dobrą umiejętnością było odchodzenie w odpowiednim momencie.
A co by się stało, gdyby dowiedział się, że była tutaj z kimś?
Ten grymas ludzie odczytują zawsze tak samo. Nikt jednak nie pomyślał, aby spróbować ponownie. Przełamać ten mur, który toczy się wokół jego osoby. I to wcale nie chodziło o to, że na to nie pozwalał. Nikt nie był na tyle odważny, aby zrobić cokolwiek.
A przecież tego chciał. Chciał poczuć coś prawdziwego, choć wiedział doskonale, że czystość tych uczuć nie powinna być mu dana. Nie zasługiwał na nią. Ale jej pragnął. Pragnął czuć. Aby zobaczyć, jak to jest, żyć.
Był to pierwszy moment, który sprawił, że naprawdę cieszył się z tego, co płynie w jego żyłach. Nie był zwolennikiem magii, nieważne jak czysta była jego krew, która i tak nie miała żadnego znaczenia. Po jego ustach błąkał się lekki uśmiech. Nie był on do końca szczęśliwy.
W momencie, kiedy odpowiadała na jego słowa, podniósł głowę i utkwił w niej spojrzenie. Za jego słowami kryło się tyle informacji. Nigdy nie przebywali ze sobą dłużej, niżeli mógł sobie na to pozwolić. Skąd niby mógłby zdobyć wiedzę na temat tego, jak szybko może zmienić się wyraz jej twarzy. Jak jej spojrzenie zmieniało się, kiedy tylko ktoś nie patrzył. Zaciętość i twardość odchodziła, pozostawiając coś nieznanego i delikatnego, czego nigdy nie mógł zrozumieć. A może to tylko jego wyobraźnia, która chciała to widzieć. Z niewiadomych nikomu powodów. -Może.-Odwrócił wzrok i przekręcił się na plecy. O wiele łatwiej było spoglądać na oszklony sufit.
-Chciałbym pokazać Ci, jak bardzo zmienia się niebo w tych miejscach. Niesamowite jest to, że jest ono takie samo. Oddziałuje na nie to, co znajduje się wokół, tu na ziemi.-Podłożył dłoń pod głowę.-Najpiękniej było chyba na pustyni. Choć to jak gra świateł zmieniała się na Alasce...-Na moment wrócił do tych miejsc, do ludzi, których tam poznał. Jednak jego usta się skrzywiły, jakby kryło się za tym również coś niesamowicie nieprzyjemnego.-To co widziałem, nie było pięknymi widokami, raczej to, w jaki sposób na mnie wpływały... Robiło wrażenie.-Westchnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 22
  Liczba postów : 400
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Sob Lis 11 2017, 03:19

- Och, pierwsze wrażenia potrafią być złudne. I bardzo mylące– podzieliła się refleksją w odpowiedzi na jego opinię, opierając lewy policzek delikatnie o własne kolano i z tak odwróconą twarzą mogła wkrótce swobodnie obserwować oblicze towarzysza. Słuchała dalszych słów, jakie wypływały z jego ust. Uśmiechnęła się z niemałym rozbawieniem.
- Mowa motywująca? Zaskakujesz mnie, Lacroix – roześmiała się uroczo, bez  cienia jakiejkolwiek szyderczości; po prostu rozweseliła ją ta wzniosła wypowiedź, choć w istocie była naprawdę bardzo trafna i słuszna. W rzeczy samej - człowiek potrafił obwarować samego siebie zupełnie niepotrzebnymi murami; wyznaczyć tak wąziutkie granice, że nie sposób było wyjść z pewnej sfery, by następnie doświadczyć czegoś nowego, sięgnąć ryzyka i zwyczajnie spróbować sił w czymś, co faktycznie gdzieś nas interesowało i nęciło. Strach przed wyjściem poza te granice potrafił być paraliżujący. Do tego stopnia, że człowiek tkwił w uczuciu niemocy, zupełnie nieszczęśliwy i pragnący zmiany, aczkolwiek nadal niezdolny do podjęcia zdecydowanych kroków. Drayton była święcie przekonana, że w życiu każdego z nas przychodził taki moment. Mógł to być ledwie epizod, jakaś błahostka, ale prędzej czy później musiała zaistnieć. Nawet najbardziej przebojowe i gnające do przodu osoby miewały chwile zawahania i pewne, nazwijmy to, kompleksy. Przynajmniej tak to widziała Neva.
Z upływem kolejnych lat łapała się na tym, że coraz więcej analizuje. Zawsze należała do spostrzegawczych i generalnie wiele rozmyślających, ale tutaj chodziło o coś innego; z roku na rok potrafiła lepiej poskromić tę dziką stronę swojej złożonej osobowości, która wyrywała się do spontanicznych decyzji, zwykle niestety lekkomyślnych. Ten pierwiastek nadal w niej istniał, oczywiście. I było go całkiem sporo, bo temperamentu człowiek od tak się nie pozbywa, ba, nie chciałaby pozbyć się tych cech swojego charakteru! Jednakże w pewnych kwestiach doszła do punktu, w jakim umiała powściągnąć emocje i coś porządnie skalkulować. Przypisywała to starzeniu się. W końcu młodsza już nie będzie, wielkimi krokami zbliżała się pora, gdy należy zadbać o pewniejszy byt, jakąś przyszłość. Ironicznie obecnie jej myśli koncentrowały się na „tu i teraz”.
- Skupmy się na dzisiaj – poprosiła cicho, z łagodnym wyrazem twarzy. Bo najprawdopodobniej mieli właśnie tylko to dzisiaj. Nie chciała zatem zbytnio wywlekać tego, co działo się u niej do tej pory. Roztrząsać, po co, jak, od kiedy i dlaczego… Przygryzła wargę, zamyślona. Czy będzie jej dane jeszcze kiedykolwiek go zobaczyć? Nie miała bladego pojęcia, w związku z tym chciała maksymalnie wykorzystać podarowany im od losu czas. Być może na rozmowy i odkrycia, jakich nigdy nie poczynili w latach szkolnych, z różnych przyczyn.
Idąc w ślad za mężczyzną, również ułożyła się na plecach, spojrzenie dużych ciemnych oczu lokując na przestrzeń ponad nimi. Widok ten jednak nie zaskarbił sobie na dłużej jej uwagi, bo przekręciła się lekko na bok, powtórnie obejmując spojrzeniem postać znajomego. Był dla niej znacznie bardziej intrygujący, niż obraz rozciągnięty wysoko nad szkłem. 
- Chciałabym, żebyś mi to pokazał… – przyznała cichutko, ledwo słyszalnie, a spomiędzy jej ust również wypłynęło ciche westchnienie. Powieki przymknęły się nieco w uczuciu relaksu, jakiego teraz doznawała. Nagle postanowiła spytać: - Jesteś szczęśliwy, Jeremiah?
Ot tak, niby proste pytanie, a jednak niosące w sobie jakąś dużą wartość, moc. Autentycznie ciekawiło ją, czy czuł się szczęśliwym człowiekiem. Czy był usatysfakcjonowany tym, jak wygląda jego życie? Czy nie brakowało mu czegokolwiek? Kogokolwiek...? Otworzyła oczy, koncentrując tęczówki na jego własnych w oczekiwaniu na udzielenie odpowiedzi. Liczyła się z tym, że może otrzymać jakieś zdawkowe słowa, wymijające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -149
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Znam Cię i chętnie poznam bardziej...   Pon Lis 13 2017, 14:26

-Niekoniecznie. Nie w przypadku, kiedy ufasz swojemu osądowi. Nie jest to nic skomplikowanego.-Wzruszył lekceważąco ramionami. Spojrzał na swoją towarzyszkę, a jego wargi wygięły się w figlarnym uśmiechu.-Jeżeli coś mi się nie spodoba, to wiem, że tak jest naprawdę. Gorzej, jeżeli coś szczególnie wpadnie mi w oko... Wtedy pragnienie aż mnie rozrywa.-O czym Ty pleciesz, co? Podparł głowę dłonią, nie mogąc dłużej tak na nią patrzeć. Zapewne zrobiłby coś nieodpowiedniego, bo najwyraźniej już coś takiego powiedział. Brakowało rumieńca, czy czegoś w tym stylu.
-Oj, zamknij się.-Mruknął, wywracając teatralnie oczyma. Żadna mowa motywująca! -Po prostu nie lubię biadolenia.-Dodał spokojnie. Choć tak naprawdę nie powinno go to obchodzić. Gdyby tylko nie była kimś ważnym, zapewne szybko odpuściłby temat, nie zaszczycając go swoją uwagą. Powiercił się nieco niespokojnie. Właśnie Jeremiah, już dawno powinieneś się udać w swoją stronę. Nie miałeś najmniejszego prawa tutaj być.
Może dlatego był człowiekiem nieobliczalnym. Bo dla niego granice praktycznie nie istniały, wszelkie ograniczenia, które zostały na niego nałożone, szybko ulegały zniszczeniu. To był jeden z powodów, dla których przestał pracować w Ministerstwie. Nie mógł znieść myśli, że jego życie i praca miały być podporządkowane czemuś, w co nawet szczerze nie wierzył. A bycie panem samego siebie adekwatnie odzwierciedlało jego osobę. Jedyną osobą, przed którą mógłby odpowiadać, był on sam.
Człowiek z upływem lat staje się mądrzejszy, podobno. W takim wypadku chłopak powinien odpuścić sobie interesy, w których siedział. Z czasem nawet powinien się ustatkować, najlepiej osiąść gdzieś, w bezpiecznej przystani. Gówno prawda. Jedyne co przyszło mu z wiekiem, to pewność, że droga, którą sobie podążał, była tą odpowiednią. W przypadku pracy często go ponosiło. W końcu wszystko musiało iść zgodnie z jego planem, a wiedział doskonale, że tylko on wykona wszystko tak, jak powinno być to zrobione... Tak, ta kwestia nigdy nie ulegnie zmianie. A cała reszta? Zapewne też nie. Nie widział siebie w innym wydaniu. Był, jaki był. Nigdy nie myśli o przyszłości.
Nagle, niespodziewanie, podniósł się i spojrzał na Nevę. Racja. Nigdy nie myślał o przyszłości, czemu nagle zachciało mu się myśleć o tym, żeby oglądać z nią niebo? Lepiej by wyszło, gdyby po prostu go znienawidziła... A nie popierała pomysł udanie się z nim gdziekolwiek. Jednak pokusa była zbyt wielka. -Wiesz, że możemy to zrobić nawet teraz. Powiedz tylko słowo.-Szepnął, również jej się przyglądając. Czy przez jego głowę również przeszła myśl, że został im tylko ten jeden wieczór? Zapewne, gdyby tylko dała mu znak, wygenerowałby dla niej więcej czasu.
Odwrócił wzrok. Nie powinna mówić takich rzeczy osobie jego pokroju. Mogło wyniknąć z tego kilka bardzo złych rzeczy, przyjemnych, jednak bardzo złych. Po chwili jednak wszystkie poprzednie myśli rozwiało jej pytanie. Chyba kompletnie go nie zrozumiał. Było kilka rzeczy, których nie umiał pojąć. A może wręcz nimi gardził. Obietnice. Przeprosiny. Podziękowania... I szczęście.
-Jestem człowiekiem spełnionym... Czy to oznaka szczęścia?-Wzruszył ramionami. Poważnie się nad tym zastanawiając, jego wzrok pomimo tego, że był utkwiony w kobiecie, był kompletnie nieobecny. Tak, jakby otworzyła w nim coś, co od dawna myślał, że umarło. Wszystkie jego podróże, transakcje, których dokonywał... Nawet ludzie, których spotkał... To było cholernie trudne, bo chciał jej odpowiedzieć. Tylko nie wiedział jak.-Mam wszystko, czego potrzebuję Nevo. Wszystko, czego pragnę, w większości przypadku dostaje... Jednak na niektóre rzeczy, tacy jak ja, po prostu nie zasługują. I nigdy nie dostaną.-Uśmiechnął się lekko. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że użył jej imienia, przekraczając tę granicę, którą sobie kiedyś wyznaczył. Czuł żar w wnętrzu, ilekroć jego wzrok przesuwał się na jej twarz. Tak, zdecydowanie już dawno powinien sobie odpuścić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Znam Cię i chętnie poznam bardziej...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Zacieniony kąt salonu
» Szukasz kogoś do pisania?
» Ogłoszenia inne. Mniej i bardziej drobne.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-