IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 9

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie nr 9   Sob Paź 28 2017, 18:19


Mieszkanie Claude'a Faulknera i jego kotów.



Kuchnia


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.



Łazienka


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.




Sypialnia


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.




Salon


Tutaj umieść opis lokacji. Zwykle kilka zdań, czy wyjaśnień.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Wto Gru 26 2017, 00:35

Święta minęły Claude'owi w bardzo przyjemnej atmosferze w cieple domowego ogniska. Jak co roku zebrali się w dużym gronie i na szczęście udało się sprowadzić na wigilię również tatę Faulknera, który przez kilkanaście ostatnich dni leżał w szpitalu. Claude niezwykle martwił się, ponieważ ojciec złapał jakąś chorobę odkleszczową, a jako że chłopak kompletnie nie znał się na medycznych zagadnieniach, niemal dzień w dzień martwił się, cóż to będzie z jego papą. Okazało się, że wcale nie było najgorzej i zasiedli wspólnie przy jednym stole, dzieląc się wieloma historiami i przeżyciami ostatnich miesięcy. Obdarowali się wzajemnie prezentami, wypili mnóstwo lampek wina i zjedli niezliczoną ilość świątecznego jedzenia. Od dawna potrzebował takiej chwili odprężenia. Niestety już pierwszego dnia świąt zmuszony był wrócić do Londynu, gdyż został wezwany na interwencję do jakiegoś magicznego wypadku. Poza tym koty niespecjalnie przepadały za ferajną jego rodziców, równie liczną i równie atencyjną, stąd też szybko wyfrunął z rodzinnego domu i powrócił do mieszkania przy ulicy Tojadowej - nieco smętny i cięższy o dwa kilo, ale w głębi duszy szczęśliwy.
Zamknął drzwi na klucz, po czym powlókł się do swojego ulubionego fotela, podnosząc z niego Pebles i sadzając ją sobie na kolanach. Zatopił się w meblu, rozprostowując nogi i przeciągając się nieco.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Wto Gru 26 2017, 02:13

Nie była pewna, czy to aby na pewno dobry pomysł, aby przyjmować zaproszenie Clauda i przychodzić do niego w trakcie trwania świąt Bożego Narodzenia. Ale perspektywa spędzenia kolejnego dnia w gronie rodziny, upewniała jej w tym, że na pewno nie chce tego robić. Po ostatnim wieczorze, miała pewność, że przez długi czas będzie unikać takich spotkań. W końcu, o ile ostatnim razem była w stanie to przetrwać, tak nie była pewna, ile szamba zostałoby wylanego na kolejnym rodzinnym zjeździe.
Nie miała co ze sobą zrobić. Zaszycie się w pokoju nie wchodziło w grę. Wtedy z pewnością by ją z niego wyciągnęli. Lorenzo na pewno spędzał święta z matką, a jemu nie chciała przeszkadzać, wiedziała jak silne więzy ich łączą. Yvonne, podobnie jak Lorenzo, z pewnością świętowała w gronie rodzinnym. A o innych znajomych, nawet nie miała ochoty myśleć. Wolałaby chyba szwendać się cały dzień po ulicach Londynu, bądź innego miasta, niż ich odwiedzać. Zresztą, jakby to wyglądało?
Dlatego właśnie mocno rozważała propozycję Faulknera. Polubiła go na tyle, że wiedziała, że nie będzie się nudzić w jego towarzystwie. Ale z drugiej strony, zastanawiała się nad tym, czy to aby nie za wcześnie na odwiedzanie go w jego mieszkaniu. W końcu znała go niedługi czas. Jednak mimo to, czuła, że nie jest on jej zupełnie obojętny. Jakiś dziwnym trafem, zawsze na myśl o chłopaku, na jej ustach zaczynał błąkać się mały uśmieszek. Zupełnie niepodobny do tego zimnego uśmiechu, którym zazwyczaj obdarowywała ludzi.
Pewnie dlatego właśnie, ubrała się elegancko i krzyknęła tylko rodzicom, że wychodzi z domu. Po drodze udało jej się jeszcze zwędzić wino z rodzinnej piwniczki. Uważała, że przychodzenie z pustą ręką nie było najrozsądniejszym rozwiązaniem. Gdy przekroczyła ogrodzenia rodzinnej posiadłości, teleportowała się do Londynu, na ulicę, gdzie jak poinformował ją Claude, mieściła się jego kamienica.
Jej serce zaczęło mocniej bić, gdy nacisnęła na klamkę i weszła na klatkę schodową. Nie wiedziała czemu, ale czuła się delikatnie zestresowana. A w jej przypadku, to nie było normalne zachowanie.
Odetchnęła kilka razy głęboko i w końcu zapukała w odpowiednie drzwi nie do końca pewna, czy dobrze robi. Zastanawiała się, czy nie było jeszcze możliwości, aby się wycofać. Ale szybko zganiła samą siebie w myślach. Jak powiedziało się a to należało powiedzieć b. Dlatego przywdziała na twarz uśmiech i czekała, aż Claude otworzy jej drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Wto Gru 26 2017, 13:59

Claude szczerze mówiąc nie spodziewał się wizyty Beatrice tak szybko i w ogóle nie był do niej przygotowany! Mieszkanie co prawda nie było brudne, bowiem posprzątał je machnięciem (okej, trzema) różdżki, zanim wyruszył do rodzinnego domu na święta, ale on sam czuł się, krótko mówiąc, rozwalony. Półleżał w fotelu, głęboko zatopiony w miękkie ścianki mebla, z mruczącym kotem na kolanach. Przymknął na chwilę oczy, delektując się ciszą i spokojem... Gdy nagle w mieszkaniu rozległo się pukanie. Faulkner zerwał się na równe nogi, zrzucając Pebles, która zareagowała na to głośnym, przeciągłym miauknięciem, po czym zrobił kilka kroków w kierunku drzwi. Zastanawiał się, marszcząc brwi, któż to mógł być tego dnia i o tej porze - może jakiś sąsiad szukał towarzystwa i przyszedł się podzielić świątecznym ciastem? Dopiero po sekundzie przyszła mu do głowy ta zuchwała myśl, że to mogła być Beatrice i ta świadomość sprawiła, że zatrzymał się. Szlag.
Głowił się, czy jest jeszcze jakaś szansa, że zdąży upiększyć swoje mieszkanie, dodając kilka kolorowych światełek wiszących w powietrzu, a może wyczarować choinkę z ozdobami? Nie przystrajał salonu, ponieważ i tak wyjeżdżał do Ipswich. Może zdąży się chociaż przebrać? Ale i na to było za późno, różdżka leżała po drugiej stronie na stole, on natomiast do szafy miał jeszcze dalej. A co jeśli to nie ona, a on już sobie narobił nadziei? Miał wrażenie, że stał tak wieczność, choć w praktyce było to ledwie kilka sekund. Opamiętał się i podszedł do drzwi, otwierając je.
- Och, witaj - przywitał Beatrice, choć ciężko było mu znaleźć język w gębie na jej widok. Z trudem przełknął ślinę, lustrując jej wytworną sukienkę i poczuł się jak idiota, w zwykłych dżinsach i swetrze z borsukiem. Jasne było, że pochodzili z kompletnie innych środowisk i klas społecznych, dopiero teraz wyraźnie to odczuł. - Wejdź, proszę - powiedział, przepuszczając ją w drzwiach, jednocześnie uważając, by żaden z jego trzech kotów nie zapragnął zaznać wolności. - Bardzo mi miło, że przyjęłaś zaproszenie - powiedział, biorąc od niej płaszcz i odwieszając go na wieszak przy wejściu. - Masz na coś ochotę? Kawa, herbata, jakiś alkohol, czy ta czekolada, którą obiecałem? - zapytał, uśmiechając się do niej ciepło i w duchu modląc się, by faktycznie ową czekoladę posiadał.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Wto Gru 26 2017, 16:42

Nie musiała specjalnie długo czekać na to, aż Claude otworzy jej drzwi, co nie zmienia faktu, że przez chwilę zaczęła już sądzić, że jednak go nie zastanie. Wtedy z jednej strony poczułaby ogromny smutek, a z drugiej ulgę, że jednak te odwiedziny zostaną odwleczone w czasie. Gospodarz pojawił się jednak w futrynie z dużym uśmiechem na ustach.
Dla Beatrice wyglądał bardzo swobodnie i o wiele naturalniej niż ona sama. Fakt, pochodzili z dwóch zupełnie różnych światów, ale w tym momencie dziewczyna zaczynała uważać, że ten świat, w którym dorastał Faulkner był zdecydowanie lepszy niż jej. Z pewnością było w nim więcej czułości i spokoju. Nie było ciągłych awantur i wyrzygiwania sobie przewinień, których nawet się nie popełniło. I przede wszystkim nie było dążenia do spełniania nierealnych wręcz ambicji rodziców, którzy uważali, że hańbą ogromną byłby fakt, jakby ich dzieci poszły inną, niż wyznaczoną przez nich ścieżką.
-Cześć - powiedziała lekko niepewnym tonem, ale rozluźniła się, gdy tylko przeszła przez próg jego mieszkania. Wydawało się takie... Spokojne. Nic dziwnego, że dziewczyna mimowolnie się uśmiechnęła. -To ja się cieszę, że miałeś ochotę mnie zaprosić. - powiedziała, podając mu okrycie i rozglądając się z zainteresowaniem dookoła. -Bardzo ładne mieszkanie - dodała, przenosząc wzrok na Clauda. Naprawdę uważała, że to bardzo ładne miejsce.
Gdy spytał, czy ma na coś ochotę, to uśmiechnęła się tylko w dziwny sposób i sięgnęła w głąb swojej torebki. Chwilę jej to zajęło, ale w końcu udało jej się wygrzebać butelkę czerwonego wina, delikatnie jeszcze zakurzoną. Podała ją gospodarzowi domu.
- Czerwone wino wyprodukowane z winogron rosnących w naszym sadzie. Rocznik 1942, wytrawne. Robił je mój pra pra dziadek. Mam nadzieję, że będzie Ci odpowiadało. - wyrecytowała, jakby z pamięci. Sama miała okazję próbować już dziadkowych wyrobów i wiedziała, że były one naprawdę przepyszne.
Mimo tego, że nie powinna, to Beatrice bardzo często zachowywała się tak, jakby wcale nie pochodziła z rodziny Dearów i znała wszystkie tajniki savoir vivre. Dlatego właśnie, nie czekała na zaproszenie i po prostu weszła dalej do mieszkania, zostawiając gdzieś za sobą Clauda.
- Gdzie masz kieliszki? - zapytała, ale nim otrzymała odpowiedź, to pod nogami przebiegł jej jeden z kotów chłopaka. Beatrice wystraszyła się i zachwiała, wykonując kilka kroków w tył. - Ty naprawdę masz koty - powiedziała szczerze zaskoczona. Kolejne kroki pokonała już znacznie rozważniej, rozglądając się, czy aby na pewno coś kudłatego nie rzuci się na nią za chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Wto Gru 26 2017, 23:33

W rodzinie i środowisku Claude'a ciężko było mówić o niespełnianiu wymagań i niepodążaniu ścieżkami wyznaczonymi przez rodziców chociażby z tego względu, że świat chłopaka i reszty jego krewnych również znacznie się różnił. Jako że praktycznie wszyscy byli mugolami, nie mieli bladego pojęcia, co też Claude robił chodząc do szkoły, czego się uczył i co potrafił - on sam przez bardzo długi czas nie mógł im pokazać nawet najmniejszej sztuczki, aby nie dostać wezwania z Ministerstwa za korzystanie z magii poza szkołą. Teraz mógł im przemycać do domu pierdoły typu samościerająca szmatka, która ułatwiała jego mamie sprzątanie po wielkim gotowaniu, czy też zabawkową akromantulę dla kotów w Ipswich, żeby mogły się nią pobawić, ale niegdyś gdy tylko wspominał o eliksirach, zaklęciach lub też opowiadał o magicznych stworzeniach, prawie zawsze miał wrażenie, że rodzina traktuje te historie nieco pobłażliwie, jakby myśleli, że ich syn nie uczęszcza do magicznej szkoły, lecz wyjeżdża na północ Szkocji, by śnić i budować świat pełen ułudy.
Ciężko było mu oderwać wzrok od tego, jak zjawiskowo się prezentowała. Beatrice zawsze wydawała się po prostu nie mieć wad. Rysy jej twarzy były niemal idealnie symetryczne, włosy zawsze błyszczące, dłonie zadbane, całe ciało zgrabne i kształtne, a jej ruchy miały w sobie tyle kobiecości, że zawstydzić mogła niejedną modelkę z wybiegów. No i jej uśmiech zapierający dech w piersiach, właśnie taki, który mu posłała, odebrał Claude'owi świadomość tego, kim jest. Oprzytomniał dopiero, gdy dziewczyna wyminęła go w przedpokoju i sama postanowiła się rozgościć. Powiódł za nią wzrokiem, gdy skierowała swoje kroki w kierunku kuchni, zupełnie jakby znała to mieszkanie na pamięć i uśmiechnął się pod nosem. Na moment zamarł, zastanawiając się, czy posprzątał w tamtej części mieszkania, ale szybko przypomniał sobie, że przecież i tak nigdy nic nie robił w kuchni, więc nawet nie było potrzeby.
- Poważnie mówiłem z tą czekoladą - powiedział jeszcze, idąc za nią. Nagle spod ich nóg wystrzelił jeden z kotów Claude'a, Purrfect, znikając pod kanapą w salonie. - No mam, trzy. A co, myślałaś, że kłamałem? - odparł, po czym zaśmiał się. Całkiem możliwe, że uznała jego zwierzyniec za wyimaginowane stworzenia, które wymyślił sobie tylko po to, żeby podrywać dziewczyny, które podobno lecą na facetów posiadających pieski, kotki i inne takie. - To wino brzmi nieźle. Kieliszki są tam - wskazał palcem szafkę, w której trzymał odpowiednie szkło, a sam oparł się ramieniem o futrynę drzwi i przyglądał się jej z lekko uniesionymi kącikami ust. - Mówiłem Ci już, że wyglądasz zniewalająco?

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Sro Gru 27 2017, 00:41

Bea od samego początku była uczona (zupełnie nieświadomie) tego, że przy takiej ilości dzieci, jaką posiadali państwo Dear, nie wszystkie będą miały poświęcone tyle uwagi, na ile zasługują. W pewnym momencie, rodzice zaczynali się skupiać na tych, w których widzieli największy potencjał. Była przez to inaczej traktowana, żadne z jej rodzeństwa nie odziedziczyło zdolności metamorfomagicznych. To od razu stawiało ją w zupełnie innym świetle i musiała o wiele więcej poświęcić, aby spełnić oczekiwania rodziców. To było przykre i niekiedy cholernie demotywujące. Ale przecież jako dziecko, nic nie mogła na to poradzić. A wpojone za młodu zasady pozostały do tego momentu. Mimo, że bardzo by chciała, tak ciężko byłoby zmienić samą siebie i sposób patrzenia na świat, który przecież towarzyszył jej przez dwadzieścia lat.
Widziała, jak Claude na nią reaguje. Jego spojrzenie nie pozostawiało wątpliwości co do tego, że Beatrice po prostu wpadła mu w oko. Dziewczynie to bardo schlebiało. Rzadko kiedy miała okazję do tego, aby poczuć się tak doceniona przez mężczyzn. Max nie przyzwyczajał jej do tego, a ona sama w pewnym momencie zaczynała wątpić w swoje walory i jej pewność siebie podupadała. Co z tego, że mogła wyglądać jak tylko jej się zamarzyło, skoro jej prawdziwy wygląd znacznie odbiegał od wyidealizowanego obrazu, który miała gdzieś w podświadomości?
-Czekolada może zaczekać, a to wino czekało już 75 na swoją okazję. - powiedziała, spoglądając na niego przez ramię z uśmiechem na ustach. Nie wiedziała, jak to było możliwe, że w jego towarzystwie ulatniały się wszystkie demony i troski, które na co dzień ją dręczyły. Jednak ten fakt w ogóle jej nie przeszkadzał, a wręcz cieszył. Potrzebowała więcej takich ludzi jak Claude w swoim życiu. -Szczerze mówiąc to tak. Zazwyczaj to kobiety posiadały niezliczone ilości kotów, nie mężczyźni. - uśmiechnęła się delikatnie złośliwie w jego kierunku. Taka mała zaczepka była bardzo w jej stylu.
Wspięła się na palce, aby sięgnąć do szafki, w której, jak powiedział jej Claude, znajdzie kieliszki do wina. Widziała, jak się jej przygląda i wiedziała, że nie jest to spojrzenie, jakim na co dzień obdarowuje się koleżankę. W momencie, gdy otworzyła drzwiczki i wyjęła dwa kieliszki, usłyszała jego słowa. Skłamałaby, gdyby nie powiedziała, że ją one zamurowały. Ale w tym pozytywnym znaczeniu.
Na jej policzki wypłynął rumieniec, który gdyby nie jej zdolności, byłby z pewnością widoczny dla Faulknera. Tak, Beatrice musiała się mocno skupić, aby go ukryć i jednocześnie nie rozbić kieliszków, które trzymała już w dłoni. Ale z pewnością, skoro ją tak obserwował, musiał zauważyć, jak szybko ten rumieniec zniknął z jej twarzy.
-Nie, ale bardzo miło to usłyszeć. I bardzo mi miło, że Ci się podobam. - powiedziała, odwracając się powoli w jego stronę.
Kłamstwem by było powiedzenie, że Beatrice już dawno nie zwróciła uwagi na to, jaki przystojny jest Claude. Tak zupełnie różnorodny od mężczyzn, z którymi zazwyczaj się spotykała. Ale ta inność zdecydowanie działała na jego korzyść. Oczy o bliżej nieokreślonym kolorze, zawsze patrzyły na nią w tak ciepły sposób, że niekiedy czuła, jak kolana jej miękną od tego spojrzenia.
-Swoją drogą, Twój sweter też jest wspaniały. Chciałabym taki, ale niestety mam tylko tą sukienkę. - powiedziała, wskazując na siebie dłonią. W chwili obecnej były jej dziwnie, że ubrała się w taki sposób. Dla niej było to normalne, ale ktoś inny pomyślałby, że dziewczyna w ten sposób próbuje się wywyższać. Miała tylko nadzieję, że Claude nie należy do tego grona osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Czw Gru 28 2017, 23:47

Claude będąc dzieckiem dostawał ogromną ilość uwagi, głównie z tego względu, że był najmłodszy i wszyscy po kolei musieli się nim zajmować i opiekować. Potem nagle okazało się, że musi wyjechać do Szkocji do szkoły magicznej z internatem i cała rodzina oszalała na punkcie posiadania w rodzinie czarodzieja. Dostawał mnóstwo listów, rodzina zaprzyjaźniła się z przylatującymi doń sowami (które paskudziły jak szalone, zupełnie jakby wstrzymywały wszelkie potrzeby fizjologiczne specjalnie na moment, w którym usiądą na parapecie jego domu rodzinnego w Ipswich, wyczekiwali go w każde święta i wakacje, zawsze dopytując o wszystkie szczegóły minionego roku szkolnego, mimo że nie rozumieli zupełnie niczego, o czym mówił podekscytowany chłopczyk. Z wiekiem się to trochę zmieniło, dorastał, stawał się coraz bardziej samodzielny i naturalnie uwaga, którą poświęcano mu w tak dużym stopniu przeniosła się także na jego starsze siostry oraz ich poczynania. Wszyscy zawsze mieli ze sobą dobry kontakt i nie można powiedzieć, by ktokolwiek ignorował sprawy rodzinne.
Faulkner całą swoją uwagę skupiał w tej chwili na Beatrice, na jej ruchach, mimice, spojrzeniu i tym zalotnym spojrzeniu (czy była go świadoma?). Uśmiechnął się szeroko, po czym rozłożył ręce w geście mówiącym o tym, że on już dawno temu stracił możliwość podejmowania decyzji we własnym mieszkaniu - dokładnie w chwili, gdy jej stopa przekroczyła jego próg.
- Nie kłamałem mówiąc o mojej miłości do tych futrzaków - przyznał, chichocząc lekko. - Zawsze sądziłem, że w duszy jestem kocią mamą. Czy tam kocim tatą, nieistotne. Zaraz Ci przedstawię wszystkich moich podopiecznych - zapowiedział, lecz szybko zapomniał o tym, co właśnie gadał na temat kotów.
- Czegokolwiek sobie życzysz, Beatrice - stwierdził, podchodząc do niej i przejmując od niej kieliszki. Spojrzał na nią i uśmiechnął się tak... Ciepło. Od jakiegoś czasu odczuwał to w jej towarzystwie, niezidentyfikowane ciepło rozchodzące się po całym jego ciele i sprawiające, że czuł się wolny od trosk. Zupełnie jakby odganiała całą złą energię z otoczenia. Odłożył je na blat, po czym przeszedł obok, nieco ocierając się o nią ciałem (nie wiń go, ta kuchnia jest ciasna!), w celu odnalezienia magicznego otwieracza do wina (zakładam, że istnieje coś takiego). Gdy butelka została pozbawiona korka, w drugą dłoń chwycił nóżki obu kieliszków i powiedział: - Zapraszam do salonu, rozgość się... Chociaż już to nieźle zrobiłaś - dorzucił do wszystkiego szeroki uśmiech i podążył za nią do zielonej kanapy. - Gwarantuję Ci, że twojej sukience niczego nie brakuje - rzekł, rozlewając wino do kieliszków, a następnie usiadł w jednej części kanapy, wiercąc się nieco, by obrać jak najbardziej komfortową pozycję. - Mogę zapytać, jak minęły Ci te święta? Było aż tak strasznie, jak mówiłaś, że będzie? - zapytał, upijając łyk. Zrobił minę pełną uznania.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pią Gru 29 2017, 00:29

Nie wiedziała, że jej zachowanie może być przez kogokolwiek odebrane w zalotny sposób. Wieki minęły, gdy ostatni raz świadomie używała takiego asortymentu kobiecej broni. Przez to właśnie bardzo wyszła z wprawy i coś, co wydawałoby się jej zupełnie naturalne, ktoś inny uznałby za podryw. W tym jednak wypadku Beatrice w ogóle by to nie przeszkadzało. Bo czemu nie mogłaby sobie pozwolić na delikatny, zupełnie nikomu nie szkodliwy, flirt z tym oto panem Faulknerem? Nie miała męża, dzieci, nikogo, kogo mogłaby swoim zachowaniem skrzywdzić. Czemu, choć nieświadomie, nie mogłaby się zachowywać w taki właśnie sposób?
- Kiedyś usłyszałam piękne słowa od jednego ze znajomych. - zaczęła, a wyglądała tak, jakby pogrążyła się we własnych wspomnieniach. - Ktoś, kto kocha zwierzęta, musi po prostu być bardzo dobrym człowiekiem. - spojrzała mu prosto w oczy. Miała dziwne wrażenie, że ten jej znajomy w ogóle się nie mylił w przedstawianiu takiej teorii. Claude po prostu nie mógłby być zły. Na tyle, na ile zdążyła go poznać, była pewna faktu, że prędzej sam by stracił życie, niżby komuś je odebrał, nawet jeśli by to był uciążliwy komar. On po prostu był takim typem człowieka, który pomógłby każdemu, kto by go o to poprosił. I niech piorun trafi Beatrice, jeśli się myliła w swoich przekonaniach!
Niejednokrotnie zastanawiała się, w jakim kierunku to wszystko zmierza. Czy dane im będzie pozostać na stopie koleżeńskiej, gdzie będą mogli przy gorącej czekoladzie, bądź winie, rozmawiać o wszystkim i o niczym, wylewając swoje frustracje na świat wokół nich, czy może jednak wytworzy się coś więcej w tym miejscu. Ona sama nie miała pojęcia jak to wszystko się potoczy. Na ogół zorganizowana i pewna swoich decyzji dziewczyna, w tym momencie nie potrafiła zaplanować niczego. I może w tym właśnie tkwił cały urok? Aby to wszystko pozostało niezbadane i skazane na pokrętny urok losu?
Walić uroki losu! pomyślała, kiedy chłopak, niby przez przypadek się o nią otarł, gdy przechodził obok. Uśmiech pojawił się na jej twarzy, ale w żaden sposób nie zamierzała komentować tego zdarzenia. Zamiast tego, ruszyła przed gospodarzem w kierunku salonu.
- No wiesz? Udawanie kulturalnej nawet mnie czasem wychodzi ciężko! - powiedziała, jakby w celu obronienia siebie samej, kiedy już usiadła w niedużej odległości od Clauda.
-Oczywiście, że możesz zapytać. - uśmiechnęła się, ale ten uśmiech był delikatnie przygaszony. Dziwnym trafem, temat jej rodziny zawsze wzbudzał w niej dziwnego rodzaju dyskomfort. Ale nie zamierzała go ignorować. W końcu Ci ludzie istnieli i mieli się (rzekomo...) dobrze. -Cóż. Tak... Nie... Nie wiem... - zawiesiła się na chwilę. Odetchnęła głęboko, po czym postanowiła kontynuować. - Moja rodzina jest specyficzna. I cholernie ze sobą skłócona. Każdy chce zgody, ale nikt nie widzi swojej winy i nie chce innym przebaczyć. W Boże Narodzenie, po rodzinnej kolacji, między mną, a trójką mojego rodzeństwa, wywiązała się bardzo ciekawa... konwersacja. - nie chciała tego wprost nazwać rzezią niewiniątek. - Nasłuchałam się trochę na swój temat, ale sama nie pozostawałam dłużna. Ot, normalne spotkanie rodziny Dear. - przy ostatnich słowach uśmiechnęła się w nieco wymuszony sposób. Ale nie chciała, aby przez jej doświadczenia rodzinne, chłopak miał pogorszony nastrój. - Ale nie przejmuj się tym, lepiej powiedz, jak to wyglądało u Ciebie. Z ochotą posłucham o normalnych świętach.
Wzięła w dłoń kieliszek wina, które nalał Claude i uniosła je w geście toastu, nim chłopak odpowiedział na zadane przez nią pytanie.
- Mam szczerą nadzieję, że to nie jest nasze ostatnie nieprzypadkowe spotkanie. - ciężko było odgadnąć, co jej wyraz twarzy miał mówić. Ona sama bardzo by chciała częściej widywać rudzielca, ale wiedziała, że takie narzucanie się wprost nie pasowałoby do jej stylu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pią Gru 29 2017, 01:12

Claude zawsze miotał się w relacjach damsko-męskich. Nie potrafił dobrze postępować z kobietami, bowiem bardzo często okazywało się, że kompletnie nie rozumie tego, czego one potrzebują i czego oczekują od niego, wskutek czego panny zostawiały go jedna po drugiej, orientując się, że zamiast mężczyzny mają przy sobie duże dziecko do wychowania i pokierowania. Niektóre może cieszyłyby się z takiego obrotu spraw, lecz dziewczyny, na które trafiał Claude, dostawały białej gorączki na każde kolejne nieprzemyślane pytania i czyny Faulknera, odpuszczając sobie szybko te całe miłości do niego i szukając szczęścia gdzieś indziej. Przywykł do tego, że wystawiano go do wiatru przy każdej możliwej okazji, wręcz pogodził się z faktem, że nie jest na tyle interesujący i atrakcyjny, by utrzymać bliższą relację z kobietą na dłużej niż dwa lub trzy miesiące. Od czasów Hogwartu próbował to tu, to tam, lecz zawsze ostatecznie słyszał, że po prostu miły z niego chłopak i wspaniały przyjaciel.
Szczerze powiedziawszy nie spodziewał się po Beatrice niczego więcej. Fakt, że dość dobrze spędzali czas w swoim towarzystwie oraz że los wielokrotnie postawił ich sobie na drodze, dowodził... W zasadzie niczemu konkretnemu. Miał cel, by umilać jej czas swoim towarzystwem, rozbawiać ją i sprawiać, by czuła się przy nim dobrze i z tego co widział jak do tej pory udawało mu się to. Nie liczył na wiele więcej, chociażby z tego względu, że nie znali się jeszcze zbyt dobrze, a już oboje byli świadomi tego, że ich łączącym ogniwem jest Dorien, jej starszy brat, a jego szef z pracy. To on sprawiał, że Claude'owi było z jednej strony niezwykle głupio z powodu sprowadzenia jej do siebie i w ogóle ulegania jej wdziękom - czuł się, jakby łamał jakiś niezapisany między nim a Dearem bro code i jakoś tak drżał na samą myśl, że Dorien kiedyś dowie się o ich wspólnych widzeniach. Z drugiej strony odczuwał niezwykłą satysfakcję w związku z tym, że Bea tak dobrze traktowała jego samego mimo kiepsko prezentującego się statusu krwi (bo chyba wiedziała, prawda?).
Dziewczyna usiadła w dość bliskiej odległości od niego, a on w ułamku sekundy zwalczył chęć odsunięcia się, by przypadkiem nie zgnieść bokiem uda rąbka jej pięknej sukienki. Ponownie zlustrował ją wzrokiem, nie mogąc się napatrzeć na jej... Nie, stop, Faulkner, Beatrice oczy ma nieco wyżej.
- Przykro mi to słyszeć - stwierdził szczerze, gdy wyznała mu, że podczas świąt w domu uczestniczyła w kłótni. Zapowiadała, że prawdopodobnie tak to się skończy, lecz Claude do samego końca liczył, że jednak uda jej się spędzić ten czas w przyjemnej atmosferze. Chwilę potem uniosła w górę kieliszek, a Claude poszedł jej śladem. Omal go nie wypuścił z dłoni, gdy się odezwała. Znów to dziwne łaskotanie... - Szczerze mówiąc... Też liczę na to, że każde następne będzie zaplanowane - przyznał, po czym upił łyk wina. Jakkolwiek lubił z zaskoczenia spotykać ją na swojej drodze, wolałby ponownie nie wykładać się jak podczas wizyty w Dolinie Godryka, kiedy to przyłapała go na lizaniu palców po wodzie z fontanny. - Co ja miałem? - zgubił wątek, bowiem zapatrzył się w piękny uśmiech dziewczyny. - A, te święta, tak. Było bardzo w porządku, w sumie... No, jak zwykle. Dużo dobrego jedzenia, moje wiecznie rozgadane siostry, przekrzykujące się przy stole, by opowiedzieć pasjonujące historie swojej codzienności. Mamie bardzo się podobała ściereczka - powiedział, uśmiechając się szeroko.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pią Gru 29 2017, 12:49

Beatrice natomiast w dawniejszych czasach miała świadomość swojego wyglądu i tego, jak oddziałuje na innych mężczyzn. Najlepszym tego przykładem był jej przyjaciel, Lorenzo, który próbował ją poderwać, mimo tego, że mógłby mieć niemal każdą w hogwarcie. Jednak wtedy pojawił się już w jej życiu Max, który zawrócił jej na tyle mocno w głowie, że nie chciała nawet zastanawiać się nad tym, czy aby jakiś inny mężczyzna nie byłby dla niej bardziej odpowiedni. Byli ze sobą na tyle długo, że Bea nawet nie miała okazji szukać kogoś innego i nie miała żadnego doświadczenia w relacjach damsko-męskich. Bo posiadanie jednego stałego partnera przez x lat, nie można było nazwać ogromnym doświadczeniem i miała tego świadomość.
Czy dziewczyna kiedykolwiek zastanawiała się nad potencjalnie bardziej zbliżoną relacją z Faulknerem? Oczywiście, że tak. Nie ma co ukrywać, bądź udawać, że Claude się jej nie podobał. Był takim typem mężczyzny, który niewielu kobietom mógłby wpaść w oko, ale jej utkwił bardzo głęboko. Nie przejmowała się tym, co mógłby powiedzieć na temat ich relacji Dorien. Już dawno wyrosła z tego, gdy przejmowała się opinią starszego brata. Bo przecież, gdyby było inaczej, to za jego i innych namowami dawien dawno rzuciłaby Lamberta. A tak, siedziała właśnie na kanapie mugolaka i w ogóle jej ten fakt nie przeszkadzał! Nawet, gdzieś w jej podświadomości, pojawiała się myśl, która nieśmiało kiełkowała w jej umyśle i oznajmiała, że może jednak rodzice mylili się co do czarodziei nie czystej krwi? Może jednak nie byli oni tacy źli?
Widziała, jak ją lustruje dokładnie, zatrzymując wzrok na jej... walorach. Z jednej strony, nie dziwiło ją to, był w końcu tylko mężczyzną. Oni robili takie rzeczy. Z drugiej strony, zastanawiała się nad tym, dlaczego w ogóle to zrobił. Zważywszy na jej drobną figurę, jej naturalny biust był dosyć małych rozmiarów. Nie widziała powodów dla których ktoś miałby się w niego wgapiać. Schlebiało jej to, z pewnością, ale i pozytywnie zaskakiwało. Może Claude nie był taki, jak wszyscy inni faceci?
Nie wiedziała dlaczego, ale jakoś tak wyprostowała się bardziej, coby jeszcze mocniej uwydatnić swój biust. No bo nie mogła go od tak przy Claudzie powiększyć, to by zrodziło zbyt wiele pytań. Skoro już patrzył, to niech chociaż ma na co patrzeć.
-Nie smuć się, nie ma czym. Dla mnie to normalne. Pewnie dlatego unikam spędów rodzinnych.
Delikatny rumieniec wypłynął na jej policzki, kiedy usłyszała kolejne jego słowa. Nie wspominając o tym dziwnym uczuciu, które zrodziło się w jej brzuchu na ich dźwięk. Zbyt dużo czasu minęło od kiedy ostatni raz się tak czuła. Bardzo jej się podobało to uczucie.
- W takim razie musisz zacząć częściej się do mnie odzywać niż raz na kilka miesięcy. - uśmiechnęła się do niego i spojrzała z pod rzęs na jego twarz ciekawa reakcji z jaką miała się spotkać.
Rozsiadła się wygodniej, a gdy próbowała poprawić swoją sukienkę, zupełnie przez przypadek musnęła nogę chłopaka. Udała jednak, że w ogóle tego nie zauważyła, zakładając jedną nogę na nogę i opierając się wygodniej o zieloną kanapę. Słuchała jego słów z nieskrywanym zainteresowaniem. To naprawdę musiał być wspaniały i magiczny czas. Mogłaby słuchać takiej odpowiedzi jeszcze bardzo, bardzo długo.
-Claude, opowiedz mi proszę więcej o tym, jak u was wyglądają święta. - odezwała się, gdy skończył. -Lub opowiedz o tym, jak wyglądały twoje najwspanialsze.
Słysząc o ściereczkach, nie mogła oprzeć się pokusie i parsknęła śmiechem. Upiła łyk wina, które było nad wyraz smaczne i postawiła swój kieliszek na stoliku.
-Swoją drogą, dobrze, że udało nam się wtedy na targu uciec magimilicji. - zaśmiała się na samo wspomnienie tego spotkania. -A tak w ogóle, to jak ty wtedy zniknąłeś? W pewnym momencie zupełnie straciłam Cię z oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Wto Sty 02 2018, 02:01

Claude w czasach szkolnych był, krótko mówiąc, ogromnym frajerem i bardzo długo nie miał w ogóle jakichkolwiek relacji z dziewczętami, poza niezobowiązującymi i niezwykle krótkimi pogawędkami w wielkiej sali, bibliotece czy pokoju wspólnym. Dopiero na studiach udało mu się zwrócić uwagę kilku dzierlatek, które okazały się być fankami jego całkiem charakterystycznej urody, mnogości piegów i rudawej czupryny, z którymi to (dziewczynami rzecz jasna) przeżywał swoje pierwsze uniesienia miłosne. One również nie trwały długo, bowiem Faulkner nigdy nie nadawał się do stałej relacji. Związki w jego wykonaniu kończyły się totalną klapą, gdyż najczęściej angażował się zbyt szybko lub ulegał wdziękom innych pań, na co jest niestety niezwykle podatny po dziś dzień. Panny rzucały go jedna po drugiej, bo mimo że był przyjemnym chłopakiem, dość prostym w obyciu, to nie miał w sobie wiele z "prawdziwego mężczyzny", którego wyobraża sobie każda nastolatka. Brakowało mu zdecydowania, nie był atletycznie zbudowany ani szczególnie zakręcony na punkcie sportu, do tego czasem wydawał się "podejrzanie uroczy", wobec czego niektóre kwestionowały jego hetero seksualność, a ostatecznie stawało na tym, że był niedojrzały emocjonalnie i stanowił dla nich piąte koło u wozu, gdyż musiały troszczyć się o niego jak o dziecko, a nie tego oczekują od swoich partnerów. I na nic zdawały się inne ZDOLNOŚCI młodzieńca.
Po wszystkim, co już napisałam na jego temat, jasne było, że on zastanawiał się nad rozwojem relacji z Beatrice, obserwował ją i cieszył oczy jej widokiem, jej kształtami, jej kruczoczarnymi włosami i bystrymi oczami z tymi iskierkami, przez które wzrastała w nim ekscytacja. Opamiętał się, gdy zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie zauważyła, gdzie zawiesił wzrok chwilę temu. Nieco się zmieszał, ale odwrócił głowę, aby nie dostrzegła tego cienia niepewności, który przebiegł po jego twarzy i udawał, że rozgląda się za kotami, które chyba postanowiły się schować.
- Och, hah, dobrze - stwierdził, pozytywnie zaskoczony jej słowami. Zapisał sobie w głowie informację, że dostał pozwolenie na zasypanie jej listami. Do tej pory wzbraniał się przed tym, bowiem nie chciał wyjść na takiego, co się narzuca lub żałośnie żebra o uwagę, dodatkowo nie wiedział, czy wypadało mu słać jej sowy, których mogła sobie zwyczajnie nie życzyć. Skoro jednak podchodziła do sprawy w ten sposób, czuł się wręcz zobowiązany do wysłania jej listu w najbliższym czasie. Tego muśnięcia nogi również starał się nie zauważyć - to znaczy jasne, że poczuł jej dłoń, która zabłąkała się w okolice jego kolana, lecz nie chciał jej pokazać, ze w ogóle zwrócił uwagę na ten przypadkowy, delikatny gest, mimo że jego wzrok wręcz automatycznie powędrował w tym kierunku.
- Święta w moim domu? Hm, każde wyglądają podobnie, a w tym wszystkim każde są wyjątkowe. Spotykamy się w rodzinnym gronie trochę wcześniej, wspólnie przygotowujemy potrawy świąteczne, chociaż tym raczej zajmują się siostry i mama - ja rozwaliłbym tą kuchnię w pięć minut i to bez bombardy. Ubieramy wspólnie choinkę, kładziemy pod nią prezenty i często rozpakowujemy już przed świętami, bo każdy się nimi ekscytuje. Nie wiem, co więcej miałbym Ci opowiedzieć - powiedział szczerze. Rozmowa na takie tematy zawsze była trudna. Claude nie wiedział, czego spodziewała się Beatrice po jego opowieści, tym bardziej nie wiedział, co sam miałby jej powiedzieć. - No, mieliśmy wielkie szczęście! - przyznał, gdy poruszyła temat niedawnej ucieczki z targu przed magimilicją. Claude słyszał wiele o tym, jak w obecnych czasach zachowuje się ten oddział Ministerstwa i nie zamierzał mieć z nim nic wspólnego, o ile faktycznie nie zasłużył na zgarnięcie przez władze, a do tego nie doszło tego dnia, gdy wybierał z Beatrice ścierkę dla mamy. - Szczerze mówiąc nie wiem, chyba najpierw straciłem z oczu Ciebie, a potem sam postanowiłem się ulotnić. Odbiłem w bok do jednej z uliczek, a jak wróciłem na główną ulicę, to Ciebie też nie było, więc się teleportowałem - dodał jeszcze, wzruszając ramionami. Ich rozstanie było definitywnie niefortunne, lecz w tym momencie nie mogli już na to nic poradzić. Przypomniało mu się coś, o czym chciał wspomnieć. - Mam tylko wrażenie, że aż nadto się tym wszystkim przejąłem. W którymś momencie wydawało mi się, że miałaś płomiennie rude włosy i już sam nie wiem, czy ktoś rzucił na Ciebie urok, czy sam dostałem halucynacji ze stresu - rzekł, śmiejąc się.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Sro Sty 03 2018, 11:30

Od pewnego czasu, gdy Beatrice wracała wspomnieniami do tych relacji to nigdy nie mogła ustalić od kiedy konkretnie, Claude zaczął zajmować w myślach Bei zbyt wiele miejsca. Czasami, gdy siedziała w pracy i zastanawiała się nad kolejnym dniem, zaczynała nagle myśleć, że będzie jej smutno, jeśli nie ujrzy wtedy twarzy tego rudzielca. Nie wiedziała, czemu tak się działo. Nie oszukujmy się, Clauda nie można było uważać za zabójczo przystojnego czy z takim charakterem, gdzie od jego słów nogi miękły każdej kobiecie. Ale coś w jego sposobie bycia było takiego, co ogromnie przyciągało Beę w jego kierunku. Nie wiedziała jak powinna nazwać te uczucia. Na pewno dla niej nie był tylko zwykłym kolegą, który powinien się nią zaopiekować, zważywszy na przyjaźń z jej starszym bratem. Nie znała go tak dobrze, jakby chciała, ale nie mogła o nim mówić jak o zwykłym znajomym. Czuła, że jej uczucia względem niego zaczynały się przeistaczać w silniejsze, bardziej podszyte pragnieniem, ale nawet sama przed sobą bała się do tego przyznać. No bo jak to tak? Ona i mugolak? Ostatnio robiła rodzicom na złość, ale chyba nie mogła aż tak, prawda?
Uśmiech wykwitł na jej twarzy, kiedy zobaczyła, jak podąża wzrokiem za ruchem jej dłoni. Co prawda, miała nadzieję na inną reakcję, ale cieszyła się, że chociaż to zauważył. Mógłby ją teraz pocałować i w ogóle zapragnąć... Bea, ogarnij się, nie możesz wymyślać takich scenariuszy!
Sięgnęła po kieliszek z winem i popijała je sobie spokojnie, kiedy Claude opowiadał o świętach w jego domu. Dla niego może i było to zupełnie normalne, ale dla niej było to czymś niezwykłym. U nich wyglądało to zupełnie inaczej. Po prostu wszyscy przychodzili na gotowe, udawali zgodną i kochającą się rodzinkę, a tak naprawdę każdy pragnął wbić nóż między oczy drugiego. Beatrice ostatnio o tym dosyć dosadnie się przekonała.
-Gdy tak opowiadasz, wygląda to w taki sposób, że zapragnęłam mieć takie święta. Choć raz. Bez szarpania się, bez złości i bez niemiłych spojrzeń. Ładna perspektywa. - powiedziała cicho, zapatrzona w przestrzeń. Dopiła swoją lampkę wina i pustą odstawiła na stół. Zauważyła, że Faulkner niewiele wypił. -Nie smakuje Ci? - zapytała, jednak bez żadnej złości, czy rozczarowania w głosie. Nie każdy musiał lubić taki gatunek wina. -Może wolisz jednak tą czekoladę? - dodała, uśmiechając się w nieco ironiczny sposób.
Kolejne jego słowa sprawiły, że cholernie się cieszyła, że wypiła już wino. Gdyby nie to, zapewne rozlałoby się ono po kanapie i pozostawiło na niej piękne, czerwone kwiaty. Że też musiał to zauważyć, o to zapytać. Że też w ogóle poruszył ten temat. Nie była pewna, jak powinna się zachować w tym momencie. Claude nie był osobą, którą chciałaby okłamywać. A musiałaby to zrobić, aby wciąż zachować swoją tajemnicę. Może warto było mu zaufać?
-Dobrze widziałeś, ale nikt nie rzucił na mnie uroku. - zaczęła. Odwróciła się całym ciałem bardziej w jego stronę i dokładnie przyglądała, gdy wypowiadała kolejne słowa. -Claude, czy umiesz dochować tajemnicy? - chyba coś w jego minie powiedziało jej, że tak, bo kontynuowała. - Pamiętasz, jak Ci wspominałam o tym, że wiele czasu musiałam poświęcić na naukę samokontroli? Nie, nie miałam wtedy na myśli żadnej choroby psychicznej. Poniekąd... - uśmiechnęła się delikatnie przy wypowiadaniu ostatnich słów. -Słyszałeś kiedyś o metamorfomagii? Jest to swojego rodzaju zmiana genetyczna, która powoduje, że dany czarodziej może dowolnie zmieniać swój wygląd, bez używania żadnych zaklęć czy eliksirów. Nie można się tego nauczyć, jest to umiejętność wrodzona i dziedziczna. Poza tym, bardzo ciężka do okiełznania i późniejszego kontrolowania, nawet w wieku 22 lat.
Nie wiedziała, jak dalej to wszystko wyjaśnić. Najlepiej byłoby po prostu to zademonstrować. Dziewczyna nie chciała rzucać go na głęboką wodę. Postanowiła zrobić to delikatnie.
Sięgnęła po jego dłoń, nie pytając czy może. Odwróciła ją, środkiem ku górze i położyła na niej swoją własną, tak delikatnie, jakby się bała, że mężczyzna zaraz ucieknie, jakby traktował ją jak trędowatą. Spojrzała mu głęboko w oczy a potem przeniosła wzrok na ich połączone dłonie.
Jej palce nagle zaczęły się niebezpiecznie wydłużać i pogrubiać, w taki sposób, że w ogóle nie pasowały do jej postury. Jej skóra ściemniała, była czarna niczym heban, ale ten koloryt nie sięgał dalej, niż do jej nadgarstka. A jej paznokcie, zaczęły rosnąć w zastraszającym tempie, zupełnie nie podobne do tych, które miała wcześniej.
Patrząc na swoje dzieło, uznała, że już dość pokazała. Skupiła się ponownie i jej dłoń na powrót stała się delikatna, skóra miękka, a palce drobne i wąskie. Spojrzała w oczy Clauda z dużą dozą niepewności wymalowanej w jej własnych. Dłoni jednak nie zabrała. Bała się, cholernie, jego reakcji. Czuła się tak, jakby ją sparaliżowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Nie Sty 07 2018, 14:42

Może i zareagowałby inaczej, przy Beatrice zdawał się tracić wszystkie hamulce, lecz właśnie to sprawiało, że czuł potrzebę większego panowania nad sobą. Wystarczy, że mało wprawny obserwator mógł czytać z niego jak z książki. Dziewczyna, posiadając zainteresowania takie a nie inne, odczytała go już wieki temu i Claude pomimo tego chciał zachować jeszcze odrobinę siebie w tajemnicy.
Na przykład tą część, która podpowiadała mu, że drugiej takiej dziewczyny nigdy nie będzie miał na wyciągnięcie ręki i powinien skorzystać z okazji i sięgnąć po nią, zatapiając swoje usta w jej wargach, dotykając jej pięknego ciała...
Nie, stop. Właśnie to próbujemy ukryć, co nie Claude?
Zamrugał gwałtownie, budząc się z tych snów na jawie, po czym spojrzał na Beatrice nieco przepraszająco - jasne było, że nie do końca jej słuchał. Dotarła do niego jedynie uwaga o winie.
- Nie, nie, wręcz przeciwnie, jest bardzo smaczne. Po prostu najpierw się zagadałem, a potem zamyśliłem i zapomniałem o nim - powiedział zgodnie z prawdą, po czym upił od razu trzy łyczki wina. Niezbyt popisał się klasą, ale nie chciał jej sprawiać przykrości, a wino było naprawdę wyśmienite. Może nieco zbyt mocne jak na możliwości Faulknera, ale póki siedział we własnym mieszkaniu wszystko było w porządku, prawda? - Czekoladę możemy odłożyć na inny raz, o ile oczywiście będziesz miała ochotę - dodał, uśmiechając się delikatnie. Po cichu liczył, że panna Dear z chęcią jeszcze kiedyś do niego wpadnie, bo skoro zrobiła to teraz i chyba wszystko szło dobrze, kolejny raz nie powinien być dla niej problemem. Claude'owi bardzo schlebiał fakt, że gościł ją na swojej zielonej kanapie.
Tylko gdzie te koty, które chciał z nią tak bardzo zapoznać?
Temat rozmowy zszedł jednak na coś znacznie ciekawszego i dziewczyna zyskała jego uwagę dosłownie w ułamku sekundy. Chłopak wbił w nią wzrok, niemal spijając każde słowo z jej ust, gdy zaczęła opowiadać o posiadanym przez nią darze. Oczywiście słyszał kiedyś o metamorfomagii, obiło mu się o uszy na lekcjach transmutacji w szkole, ale chyba szybko potraktował to jako legendę o ludziach, których już dawno nie ma. Sam też nie posiadał doświadczenia w kontaktach z takimi osobami, a tu nagle okazało się, że Beatrice była ponadprzeciętnie uzdolniona i potrafiła zmieniać kształty swojego ciała! Claude nawet nie chciał zaczynać rozmyślać nad tym, jakie dodatkowe kształty mogłaby nadać swojemu i tak pięknemu ciału, lecz podświadomie zaczął rozważać plusy owej umiejętności... W wiadomej dziedzinie relacji międzyludzkich. Chciał zadać mnóstwo pytań, jednocześnie chciał milczeć i tylko słuchać tego, co miała mu do powiedzenia.
Beatrice zapragnęła również pokazać mu, na czym poleca jej dar. Gdy chwyciła jego dłoń, wstrzymał na moment oddech, a potem patrzył jak zaczarowany na rzeczy, które czyniła ze swoją. Nie powstrzymał wkradającego się na jego twarz przerażenia, nie krył się również z ulgą, gdy ręka dziewczyny powróciła do pierwotnego stanu. Ścisnął ją w swojej, patrząc jej głęboko w oczy.
- Beatrice - zaczął, po czym zrobił chwilę pełną napięcia. - Proszę, nigdy więcej nie rób sobie takich dłoni - dodał, a następnie parsknął śmiechem. - Wow, nie umiem znaleźć odpowiednich słów... To jest po prostu niesamowite. Ty... Ty jesteś niesamowita - stwierdził, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. - Oczywiście, że dotrzymam tajemnicy, jeśli tylko tego chcesz. A tak z ciekawości, taka, jaką widzę Cię teraz, jesteś na co dzień, tak naturalnie? - zapytał, prawdziwie zaciekawiony, że znany mu obraz Bei był tym prawdziwym, nienaruszonym, czy mimo wszystko zmienionym.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pią Sty 12 2018, 01:04

Zamyślił, zapomniał, zagadał. Brzmi dziwnie, ale w sumie w wypadku kogoś takiego jak Claude, mogło być prawdziwe. W końcu, był specyficznym człowiekiem, po którym od razu było widać, że odstawał od całej reszty społeczeństwa. Zdaniem Beatrice, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Był kim, przy kim czuła się naprawdę dobrze, nie wspominając o tym, że naprawdę chciała spędzać z nim czas. Prócz Clauda, taki pociąg czuła jeszcze tylko do dwóch osób: do Yvonne i Lorenza, którzy byli jej najbliższymi przyjaciółmi od naprawdę wielu lat. Faulkner nim nie był. Ale w pewien sposób zawładnął dziewczyną, w ogóle nie zdając sobie z tego sprawy. Przez pewien moment, Bea próbowała przed samą sobą zaprzeczać na ten temat. A teraz wiedziała, że każde kolejne spotkanie, coraz bardziej zbliżało ją do tego rudzielca, który potrafił się rumienić bardziej uroczo niż ktokolwiek, kogo wcześniej spotkała. Uzależniała się od niego, mimo, że tego nie chciała. I nie potrafiła zapanować. Pewnie dlatego właśnie, na kolejne jego słowa, zareagowała tak, a nie inaczej. - Oczywiście, że będę miała ochotę. - uciekła delikatnie w bok spojrzeniem, jakby w obawie, że może powiedziała coś za dużo. Że może za bardzo zdradziła się z tym, z czym zdradzać się nie zamierzała. Chciała to ukryć, zdusić w sobie, nim będzie za późno, nim za bardzo się to wszystko rozwinie. Ale już było za późno. Dla niej tak. Jedyne, co mogła teraz zrobić, to popłynąć z nurtem i liczyć, że kiedyś uda jej się dopłynąć do tej przystani, na której on będzie na nią czekał. Gdzie on postanowi również zawitać. Gdzie on postanowi ją powitać. Może kiedyś. Za jakiś czas...
Te rozmyślania zostały przerwane przez jej monolog dotyczący metamorfomagii. Demonstracja, na którą się zdecydowała, mogła zaskoczyć chłopaka. Odstraszyć, uprzedzić do jej osoby, a może zachęcić jeszcze bardziej? Może teraz zacznie ją zauważać przez jej talent? Wyczułaby to. Umiała rozpoznać kłamstwo, więc i takie coś by wyłapała. Ale czy na pewno? Zawsze pozostawały wątpliwości.
Przerażenie i ulga, gdy jej dłoń wróciła do normalnego kształtu. Nie wiedziała, co o tym myśleć. Nigdy wcześniej nie spotkała się z taką sytuacją. Chciała uciec. Jak najdalej. Zabrać swoją dłoń z jego uścisku i deportować się, nawet i na końcu świata. Oby tylko jej tam nie odnalazł. Ale chwilę potem. Ulga. Uczucie ogromnej wolności wypełniło jej pierś, kiedy usłyszała jego śmiech. Dlatego i ona się uśmiechnęła. Najpierw delikatnie, trochę jakby nieśmiało, potem szerzej.
-Nie strasz mnie tak nigdy więcej! - fuknęła na niego, ale uwaga ta nie powinna na Claudzie zrobić wrażenia. Cały efekt psuł szeroki uśmiech na jej ustach. -Nie jestem niesamowita. Po prostu trochę różna od innych. - dodała z delikatniejszym uśmiechem. Ale te słowa nie miały w ogóle pokrycia w rzeczywistości. Faktycznie czuła się niesamowicie. Tylko że nie przez metamorfomagię. Bardziej sprawiał to ten facet siedzący tak blisko niej. Mimowolnie zaczęła jeździć kciukiem swojej dłoni po jego szorstkiej ręce. Nie wiedziała czemu to zrobiła, ale czuła, że może już nie mieć takiej okazji.
Kolejne pytanie rozśmieszyło ją na tyle, że wyszczerzyła zęby w jego kierunku.
-Tak, taką jak mnie widzisz, taka jestem. No, może z wyjątkiem włosów. Są trochę bardziej czarne, niż moje naturalne. Ale ten sam efekt osiągnęłabym przy użyciu zaklęcia koloryzującego włosy, bądź eliksiru. - o dziwno, dobrze się czuła prawiąc mu wykład o swojej największej życiowej tajemnicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Sob Sty 13 2018, 18:37

Claude w oczach postronnych ludzi zawsze wypadał na takiego, który nie ogarnia otaczającej go rzeczywistości i który wręcz nie radzi sobie z wyzwaniami stawianymi przed nim przez życie. Wielokrotnie podskakiwał z przerażenia, gdy ktoś przypadkiem wyrwał go z głębokiego zamyślenia. Uciekanie w świat marzeń było dla niego jedną z większych rozrywek, nieraz po prostu siedział i patrzył w przestrzeń, rozmyślając nad możliwymi ewentualnościami jego kolejnych losów. Dla wielu była to oznaka... Pierdołowatości, często mężczyźni nie traktują go poważnie, natomiast kobiety albo traktowały go przez to jako kolegę, który jest taki śmieszny i do wszystkich robi maślane oczy, albo jako wyrośnięte dziecko, które nie ma szans na bliższą znajomość. Claude chyba nie był świadomy, jaki stosunek miała do tego Beatrice, lecz gdyby dowiedział się, że podobało jej się to i nie widziała w tym nic złego, na pewno byłby niezwykle zdziwiony - tak samo jak teraz, gdy odparła, że miałaby ochotę na kolejne spotkanie. Nie wiedzieć czemu Faulkner zawsze miał wrażenie, że podczas coraz to kolejnych schadzek z dziewczyną robił z siebie totalnego idiotę i definitywnie zaprzepaszczał swoje szanse na dalszy rozwój ich znajomości. Potem dziewczyna mówiła mu, że na pewno będzie chciała spotkać się ponownie, a mózg chłopaka nie potrafił tego przyswoić. Jakim cudem? Czy to wino miało w sobie felix felicis? Zamrugał kilkakrotnie, jakby chciał obudzić się z wyjątkowo realistycznego snu, po czym jego piegowate lico rozjaśnił szczery, szeroki uśmiech.
- Następnym razem to Ty wybierzesz miejsce - zaproponował. Chciał, by ona również uczestniczyła w procesie planowania spotkania. Dotychczas spotykali się wyłącznie przypadkowo w dziwnych miejscach, teraz widzieli się u niego, może następnym razem u niej? Lub w jakimś ciekawym miejscu na mieście? Lub w Dolinie Godryka? Wspominając to ostatnie miejsce ponownie wpadł w swój świat fantazji, ale tylko na kilka sekund.
Claude jako dziecko bardzo chciał być wyjątkowy - udało mu się dopiero po dostaniu listu z Hogwartu jako jedyny z rodzeństwa. Poza tym wciąż był do bólu przeciętny, zarówno w kwestii życia towarzyskiego, życia szkolnego jak i wyników w nauce. Nigdy nie miał większych osiągnięć, nie posiadał bogatej karty sukcesów. Nawet w kwestii liczby zdobytych szlabanów czy straconych punktów nie wyróżniał się. Wtedy może mógłby marzyć o byciu metamorfomagiem, by posiadać umiejętność zmiany siebie w kogoś innego, znacznie bardziej interesującego i barwniejszego. Może wtedy pozbyłby się połowy piegów zdobiących jego policzki? Może jego rzęsy nabrałyby koloru, a usta stały się nieco mniejsze, bardziej męskie? Gdybał teraz, czy za pomocą takich zdolności byłby w stanie zapuścić prawdziwą brodę...
Po łokcie.
Ale otrząsnął się, bo obok wciąż siedziała Beatrice i to jej należała się uwaga.
- Kiedy mówiłem, że jesteś niesamowita, nie miałem na myśli tylko tych umiejętności - powiedział, wywracając oczami ze śmiechem. Dziewczyna powinna była już przywyknąć do osobliwych komentarzy przeplatanych komplementami z głębi serca. - To jest naprawdę ciekawe! Kiedyś słyszałem o tym, ale nigdy nie zgłębiałem tematu. A możesz się zamieniać tylko w innego człowieka? To wymaga dużej kontroli? Jeny, Beatrice, miałbym tyle pytań, że chyba nie starczy nam nocy - powiedział, uśmiechając się przepraszająco. Nie chciał sprawić, by czuła się niekomfortowo, a mogła, gdyż jego język formułował i wyrzucał pytania z jego ust w zawrotnym tempie.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Nie Sty 14 2018, 13:43

Zaśmiała się, kiedy zobaczyła zdziwienie wymalowane na jego twarzy. Nie do końca pojmowała jego zachowanie. No bo niby czemu nie powinna chcieć się z nim ponownie widywać, kiedy odnosiła wrażenie, dosyć dobrze się dogadują? A poza tym, ona nie miała go dość, dla niej nie zachowywał się jak idiota. Nie przywykła do tego typu zachowania, ale taka odmienność była dla niej cholernie przyjemna. Przy nim mogła zapomnieć o wszystkich rzeczach na całym świecie. O tym co złe i dobre, o tym co konieczne i ewentualne. Liczył się tylko Claude... Beatrice, chyba za daleko zabrnęłaś w swoich rozmyślaniach...
-Dlaczego tak Cię to dziwi, że z chęcią spotkałabym się z Tobą ponownie? Claude, lubię Cię, bardzo, mówiłam Ci to niejednokrotnie. Dlaczego miałabym odmawiać sobie tej niewątpliwej przyjemności spędzania z Tobą czasu? - powiedziała, ponownie upijając wina z kieliszka. Zaiste, nie rozumiała jego zaskoczenia, ale w sumie było ono w pewien sposób urocze.
Gdy wspomniał o tym, że kolejnym razem to ona miałaby wybrać miejsce ich spotkania, w głowie zaświtała jej jedna myśl. W końcu, nikomu, prócz Lorenza jeszcze nie chwaliła się jej nowym domem. Może powinna go pokazać Claudowi? Tak, to zdecydowanie był dobry pomysł.
-To już nawet wiem, gdzie się spotkamy. Ale to niespodzianka. - wyszczerzyła się w kierunku rudzielca, nie mogąc się doczekać tego, jak faktycznie będzie mogła mu zademonstrować jej niedawny nabytek.
Beatrice nigdy się o tą wyjątkowość nie prosiła. Nigdy nie była jej niezbędna do życia. To, że posiadała zdolności metamorfomagiczne, w pewnym momencie swojego życia uważała za bardzo duże utrudnienie. Musiała więcej od innych poświęcić czasu na naukę, mocniej zastanawiać się nad tym, co robi, bądź chciałaby zrobić. Nie wspominając o zatargach z rodzeństwem, które rzekomo jej nie zazdrościło tej zdolności, ale sama Bea uważała, że jest inaczej. Teraz cieszyła się z tego faktu, że choć trochę wyróżnia się z tłumu. Mimo, że nie chwaliła się tym na prawo i lewo. Dalej pamiętała to, co mówili jej rodzice. Może mieć sporo problemów, jeśli ktoś się dowie, że jest metamorfomagiem. Dlatego nie obnosiła się z tym. Chyba nawet nieźle jej to wychodziło.
-Ciekawe co jeszcze miałeś na myśli - rzuciła, a jej policzki pokryły się delikatnym rumieńcem. Może go nie zauważy? Powinna przywyknąć do tych dziwnych komplementów, ale jakoś nie potrafiła. Nie codziennie się od kogoś słyszało takie słowa.
-Jestem metamorfomagiem, nie animagiem. - wywróciła oczyma zaszokowana jego niewiedzą. -Potrafię się zmieniać tyko w ludzi innych i dowolnie zmieniać każdą część mojego ciała. Ale nie doprawię sobie nagle wiewiórczego ogona. - parsknęła śmiechem na samą myśl o tym, że miałaby to zrobić. -Bardzo dużej, jeśli o to chodzi. Dawniej przychodziło mi to o wiele trudniej i o wiele częściej zdarzały się niechciane przemiany. Do teraz pozostało mi to, że często gdy się mocno zdenerwuję, moje włosy samoistnie się wydłużają i robią czerwone, jak krew. - spojrzała mu w oczy, głęboko. Taką miała ochotę w tym momencie go pocałować. Ale nie mogła. Nie chciała zrobić pierwszego kroku. Nie lubiła wychodzić z takimi rzeczami jako pierwszą. Poza tym, mogłaby się swoim czynem przecież skompromitować. Nie mogła wiedzieć, że Claude już wcześniej myślał o czymś podobnym. -Pytaj o co tylko zechcesz. Nie wiem jak Tobie, ale mnie się nigdzie nie spieszy, mogę tu siedzieć ile tylko zechcesz czasu. - uśmiechnęła się bardzo uroczo i zalotnie jednocześnie. Może wyłapie aluzję?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Nie Sty 21 2018, 17:03

Zamrugał gwałtownie, gdy zadała mu te pytania. Do tej pory nie postawiła go jeszcze w takiej sytuacji i nietrudno zgadnąć, jak się poczuł. Rumieniec wpełzł na jego twarz niemal w sekundę.
- Umbh - bąknął coś, nabierając powietrze w policzki i wypuszczając je powoli, błądząc spojrzeniem gdzieś po swoich dłoniach i jej nogach, szukając jakiejkolwiek odpowiedzi. Czemu tak sądził? Bo niespecjalnie wierzył w to, że faktycznie jest tak, jak mówiła dziewczyna. Że ich spotkania sprawiają jej taką przyjemność, że z chęcią wraca do niego i myśli o nim dobrze. To znaczy nie zrozum go źle, on nie podejrzewał Beatrice o łgarstwo i wciskanie mu kitów - po prostu ciężko mu było w to uwierzyć. O jego słabej samoocenie nie muszę się chyba rozpisywać, bowiem stan jego mniemania o sobie samym jest dobrze widoczny. Spojrzał na nią z niepewnym wyrazem twarzy i w sumie nie wiedział, co miałby jej odpowiedzieć. Nie zamierzał gadać o swoich słabościach i ponownie pokazywać się ze słabszej strony. - Nie wiem w sumie, tak sobie powiedziałem - stwierdził, wzruszając ramionami i bagatelizując sprawę. Miał również nadzieję, że ponownie do niej nie wrócą, bo na trzeźwo mógłby nie wytrzymać kontynuacji.
A skoro o tym mowa, postanowił szybko opróżnić swój kieliszek.
- Co? - rzucił w odpowiedzi na jej słowa, już całkowicie zapominając, co przed chwilą do niej powiedział. Nie umiał ukryć, że w jego mniemaniu Beatrice była wyjątkową dziewczyną, lecz z drugiej strony nie czuł potrzeby dzielenia się z nią owymi przemyśleniami. Za wysokie progi na jego nogi, mimo że miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu.
- Tak? Szkoda. Chyba czytałem dawno temu, że metamorfomag mógł zmieniać elementy ciała ludzkiego w zwierzęce, ale może źle zrozumiałem albo mi się przyśniło. Ale poczytaj sama albo popróbuj w domu, może sobie nie zdajesz jeszcze sprawy z tego, do czego jesteś zdolna? - zaproponował, patrząc na nią i uśmiechając się zachęcająco. - Ach, więc to widziałem tam w uliczce! Przysięgam, na kilka sekund stały się kompletnie czerwone - powiedział, szczerząc się nadal, kompletnie nieświadomy jej pragnień. On sam podobnych nie posiadał. Jasne, że o tym myślał, tylko może akurat nie w tej chwili, bowiem aktualnie jego myśli były zaprzątnięte niesamowitymi zdolnościami panny Dear. Nie odczytał jej spojrzenia, nie zauważył nic szczególnego, zajął się natomiast dopełnieniem kieliszków. - Jasne, mi też się nigdzie nie spieszy - powiadomił ją, zerkając kątem oka na jej ładną buzię. - Od biedy mam nawet czym pościelić kanapę. Dla siebie oczywiście, gości przyjmuję w inny sposób - dodał, szczerząc się. I tak nie sądził, że Beatrice chciałaby zostać u niego na noc, bo po co?

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Wto Sty 23 2018, 23:19

Chciała dodać coś jeszcze, ale coś podpowiadało jej, aby sobie odpuściła. Chyba nie miało to większego sensu. Tak wiele chciałaby w tym momencie powiedzieć, bądź zrobić, ale nie odważyła się na żadną z tych rzeczy. Chciałaby na przykład powiedzieć mu, że dla niej jest cholernie przystojny, że chciałaby móc patrzeć na niego jak najczęściej. Milczenie było lepszym rozwiązaniem. Mogła porzucić ten temat, nie wracać do niego. On sam również nie wyglądał na takiego, co by chciał więcej rozmawiać na ten temat. Nie mogła robić z siebie idiotki. To nie było w jej stylu.
-Ekhem - odchrząkneła tylko, pomijając wszystkie rozważania, które kołatały się w jej głowie.
Uśmiech, który dotychczas gościł na jej twarzy, tak jakby trochę przygasł. Jednak ktoś, kto nie znał jej wystarczająco długo, mógł nie zwrócić na to większej uwagi dzięki temu, jak bardzo umiała zapanować nad sobą i swoimi odruchami. Brwi leciutko się jej zmarszczyły, kąciki oczu opadły, ale zmiana ta była na tyle mała, że prawdopodobnie pomijalna. Nie powiedziała jednak nawet słowa. Nie miało to sensu.
- Claude, dysponuję tą umiejętnością od kiedy się urodziłam. Uwierz mi, wiele lat poświęciłam na to, aby dowiedzieć się o niej jak najwięcej i okiełznać ją w jak najlepszym stopniu. Sądzisz, że umknąłby mi taki szczegół? - trochę drwiła z niego, a trochę mówiła poważnie. W sumie nigdy nie próbowała przemienić się w jakiekolwiek zwierze, bądź nadać swojemu ciału bardziej zwierzęcy wygląd, bo po prostu wiedziała, że metamorfomagia tego nie gwarantuje. Zresztą, nigdy nie było jej to potrzebne do szczęścia. Wystarczało, bądź cieszyło, ją to, że może stać się dowolnym człowiekiem na ziemi. Miała i tak o wiele więcej niż ktokolwiek inny spróbowałby chociaż sobie wymarzyć.
Zaśmiała się, kiedy z takim triumfem powiedział o jej "przemianie" na pchlim targu, która tak naprawdę była jednym wielkim fiaskiem.
- Bo były. Ale w ogóle nie były takie, jak miały wyglądać. Zresztą, moja twarz w ogóle nie wyglądała tak, jak miała wyglądać. - jakby na potwierdzenie swoich słów, skupiła się mocno i zaczęła przekształcać na oczach Clauda. Jej włosy wydłużyły się i stały rude, oczy zwęziły, nos i usta powiększyły, a cera stała się o wiele jaśniejsza niż jej naturalna. Wiedziała, że w ogóle nie przypomina samej siebie i to w tym było najlepsze. - Tak miałam wyglądać. Ale nie wyszło. - powiedziała, niezmienionym głosem, który z pewnością mógł wprawić w konsternację niejedną osobę. Pochyliła się, aby sięgnąć po ponownie napełniony kieliszek w tym czasie wracając do swojej naturalnej postaci. Koniec demonstracji na dziś.
Upiła łyk wina. Spożyta do tej pory ilość sprawiła, że zrobiło jej się znacznie cieplej, ale nie odczuwała jeszcze żadnych oznak upojenia. Może to i lepiej. W końcu, nie wiadomo co by wtedy zrobiła...
Spojrzała na niego, przy jego kolejnych słowach.
-Nie wyglądasz na najszczęśliwszego na samą myśl, że mogłoby się tak stać. Raczej nie jestem tą, którą chciałbyś gościć na noc. - rzuciła nie do końca świadoma, że nie powinno się mówić takich rzeczy na głos. Zdecydowanie wyglądał tak, jakby wolał bić się na poduszki z Dorienem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 236
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 296
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Nie Lut 11 2018, 00:37

Przyjął to szyderstwo na klatę, bo w sumie uznał, że nieźle się wygłupił zalecając jej zgłębienie wiedzy na temat tak dobrze znanej jej dziedziny magii, jaką była transmutacja i metamorfomagia. Poczuł się jak idiota, ale ostatecznie wzruszył tylko ramionami. Dziewczyna sama powinna wiedzieć, na czym się zna, a na czym nie, a jemu w sumie nic do tego, skoro w kwestii zmiany swojego ciała na życzenie nie potrafił zdziałać niczego. Nawet piegów nie umiał sobie usunąć zaklęciem.
Wycofał się więc z rozmowy na ten konkretny temat, przyznając jej rację. Zajął się natomiast kieliszkiem, który powoli tracił swoją zawartość, która miarowo wlewała się w usta rudzielca, przechodząc przez przełyk, drażniąc go i jednocześnie wywołując fale rozchodzącego się po jego ciele ciepła. Trunek był dobry, smaczny, może zbyt smaczny, skoro zdołał pochłonąć już taką ilość. Umysł zachował jeszcze trzeźwy, choć na jego policzki zaczęły wkradać się pierwsze oznaki upojenia alkoholowego - różowe rumieńce oraz dołeczki wynikające z ciągłego uśmiechania się do ślicznej Beatrice.
Zaraz jednak uśmiech zniknął z jego twarzy, gdy dziewczyna zaczęła na jego własnych oczach zmieniać swoją twarz, przybierając zupełnie inne rysy i kolor włosów. Próżno było szukać zadartego noska Beatrice, ani pełnych warg w tej twarzy, nowej twarzy - ale czy lepszej? Claude nie mógł zastanawiać się nad tymi rzeczami, bowiem był w zbyt dużym szoku w związku z tym, co zobaczył.
- Wiesz... Muszę przyznać, że to trochę creepy - powiedział, poprawiając się w pozycji siedzącej i obciągając nieco spodnie, które zdążyły się mocno zmarszczyć. - Niby inna osoba, a wciąż ma to samo bystre spojrzenie i mówi tym samym głosem. Nie wiem, czy jestem gotowy na takie rewelacje - przyznał, kręcąc głową z niedowierzaniem. Gdyby nie widział, pewnie trudno przyszłoby mu uwierzyć, że dziewczyna w niecałą minutę będzie w stanie dokonać tak diametralnych zmian. Chciał jej nawet przez moment powiedzieć, że do twarzy jej w rudym, ale zorientował się w porę, że przecież lica, które oglądał, nie należały do niej, tylko do kogoś innego. To znaczy to wciąż była Beatrice, ale wyglądała inaczej...
Pokręcone to wszystko.
- Co? Czemu? - zapytał, choć słowa Beatrice zrozumiał oczywiście w kontekście tego, że miałby nie być ucieszony z przyjmowania gościa pod swój dach. Claude był bardzo otwarty i nigdy nie umiał odmawiać, sam często proponował, więc usłyszenie podobnej opinii wywołało w nim szczere zdziwienie. - Przecież jeśli chcesz to możesz zostać! Nie mówiłem tego z czystej grzeczności - dodał.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 460
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pon Lut 12 2018, 23:06

Sama musiała przyznać, że niejednokrotnie jej własna umiejętność ją przerażała. To nie było normalne i miała tego całkowitą świadomość. W końcu, jak często człowiek może spotkać kogoś, kto w dowolny sposób może zmienić swoją aparycję? Przez tyle lat życia, Beatrice, prócz członków jej rodziny, nikogo takiego nie poznała. Wiedziała, że to bardzo rzadka umiejętność oraz że niekiedy może bywać bardzo niewłaściwie wykorzystywana. Nawet niewiele książek można było znaleźć na ten temat.
-Wiem, to jest naprawdę dziwne i niewłaściwe. - powiedziała spokojnie sięgając ponownie po kieliszek z winem. -Dlatego właśnie staram się nie mówić o swoich zdolnościach każdej napotkanej osobie. Zostałam przed tym przestrzeżona przez babkę. Nie wiem, czemu Ci o tym powiedziałam, ale proszę o dochowanie tajemnicy. - upiła kolejny łyk wina i uśmiechnęła się uroczo. Nie wiedziała, czy chłopak usłucha, ale nie wyglądał na takiego, co by zależało mu na sprawieniu jej kłopotów. -I spokojnie, już więcej nie będę tak przy Tobie robić.
Jej spojrzenie przez przypadek padło na zegarek, który, jak się okazało wskazywał zdecydowanie zbyt późną godzinę. Beatrice nawet nie poczuła, kiedy upłynął ten cały czas. Tak dobrze spędzało jej się go w towarzystwie Clauda. Tak dobrze się rozumieli.
- O jej, to już ta godzina? - powiedziała, lekko zaniepokojonym głosem. Wynikało to z faktu, że poczuła się niezręcznie na myśl, że tyle czasu zajęła Faulknerowi swoją osobą. W końcu, uczono ją, że nie powinno się tak postępować. -Będę się już zbierać, w końcu, co za dużo, to nie zdrowo - i, zupełnie nie jak przystało na kogoś o jej pochodzeniu, jednym haustem wypiła resztę tego, co jej w kieliszku zostało.
Wstała z kanapy i ruszyła prosto do wyjścia. Złapała swój płaszcz i torebkę i ubrała się.
-Było mi niezmiernie miło Claude. Mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy - to powiedziawszy, otworzyła drzwi i wyszła na mroźną, ciemną noc.

/Zt.x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 9

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
 :: 
Kamienica nr 66
-