IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Walker's house

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 291
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Walker's house   Sro Lis 01 2017, 16:24


   
Walker's House

   


 
Z zewnątrz

   
I piętro:
 
II piętro:
 
Początki bywają trudne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn/Hogsmeade/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 530
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pon Lis 13 2017, 20:04

Wyjście ze szpitala było dla mnie samo w sobie dość mocno stresujące, a jeszcze więcej nerwów sprawiło mi to, że wiązało się ono z przeprowadzką. Dotychczas mieszkałam w Hogmeade, blisko moich wszystkich znajomych, w od niedawna dzieliłam przestrzeń z Bridget i nawet mi to odpowiadało. Teraz sytuacja dość mocno się zmieniła – miałam zostać matką, co było dość logicznym powodem, żeby w końcu zamieszkać z Williamem, na co zresztą mój ukochany wyraźnie nalegał. Dość szybko uległam jego prośbom – przeprowadzka była wprawdzie wielką zmianą życiową, ale w najbliższym czasie czekały nas tylko takie rewolucje. Dom mojego chłopaka był zdecydowanie przyjemniejszym miejscem ze względu na obecność ogrodu i bliskość natury, więc chociaż był mniej praktyczny ze względu na to, że znajdował się daleko od szkoły był zdecydowanie lepszym miejscem na wychowanie dziecka.
Wszystkie moje rzeczy zostały wcześniej zapakowane przez mamę i Bridget, oraz przetransportowane do Willa, nawet Kafel już od tygodnia mieszkał u mojego chłopaka (i z tego co mówił Will nawet całkiem znośnie dogadywał się z jego kotem syjamskim - Abim). Chociaż cała moja własność znajdowała się już u Willa wciąż bardzo się stresowałam - po pierwsze bałam się jak poradzę sobie w nowym miejscu (a może bardziej - w nowym życiu?), po drugie byłam trochę zła na Walkera, że zakupił skrzata domowego - dobrze znał mój pogląd na handel tymi istotami i wiedział, że dawniej aktywnie działałam na rzecz ich wolności. Nie zamierzałam jednak dzisiaj wszczynać kłótni - zamierzałam rozwiązać ten problem polubownie w najbliższym czasie.
Wprost ze szpitala teleportowaliśmy się do ogrodu - mimo że miałam na sobie płaszcz było dość zimno, ale przyroda wciąż wyglądała niesamowicie. Ścisnęłam dłoń Williama kierując się w stronę drzwi wejściowych.
- Może postawimy tu huśtawkę na wiosnę? - zapytałam z uśmiechem w myślach planując ile magicznych stworzeń przywlokę do ogrodu - dom dawał w tej kwestii możliwości, których nie miałam, gdy mieszkałam w kamienicy.

@William Walker

______________________

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 291
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pon Lis 13 2017, 22:00

Oczywiście, że nalegałem, żeby Lotta zamieszkała ze mną. Wiedziałem, że wcześniej była to dość delikatna sprawa, ale w tej chwili stan rzeczy dość mocno się zmienił. Byliśmy rodziną co do tego nie było żadnych wątpliwości, a dziewczyna nie mogła zaprzeczyć, że mój dom miał lepsze warunki do wychowania dziecka. Poruszając ten temat oczekiwałem dość sporego oporu z jej strony. Musiałem przyznać, że całkiem miło się zaskoczyłem kiedy bez większej kłótni przystała na moją propozycję. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że Lotta była zestresowana przeprowadzką, tak to możemy sobie tłumaczyć. Wiedziałem jednak, że była zestresowana tym wszystkim co nas czekało. Nie musiała tego ukrywać, ale nie musiała też tego przyznawać zupełnie otwarcie. Tak czy siak jeśli chodziło o ten aspekt czytałem z niej jak z książki. Byłem szczęśliwy, że zamieszkamy razem. Teraz miałem mieć ją już zawsze przy sobie. Tak naprawdę wierzyłem, że dziecko nas jeszcze bardziej do siebie zbliży, mimo, że będzie to dość duży sprawdzian dla naszej relacji. Nie było wątpliwości, że będzie cholernie ciężko, ale nie było co płakać nad rozlanym mlekiem. Trudno, musieliśmy się z tym pogodzić i możliwie najlepiej przygotować, jeżeli w ogóle zdołamy to zrobi. Wszystkie rzeczy Charlotte już na nią u mnie czekały. W środku był porządek, jak zawsze zresztą. Nie znosiłem bałaganu, byłem absolutnym perfekcjonistą, a w tym domu było to widać już na pierwszy rzut oka. Ogród był wprawdzie dziki, ale należy zaznaczyć, że taki był zamiar. Nie chciałem za bardzo ingerować w przyrodę. Niech sobie żyła własnym życiem.
To nie było wcale tak, że kupiłem skrzata żeby zrobić na złość Lotcie. Prawdę mówiąc, w ogóle o tym nie myślałem pod tym właśnie względem. Kupując dom, kupiłem skrzata, nie było żadnych zawiłych powodów. Ja się po prostu nie nadawałem do prowadzenia domu, a dzięki Moon jakoś on wyglądał i miałem co jeść. Zresztą ostatnio rzadko bywałem w domu, skrzat mógł robić co mu się podobało. Nie uznawałem znęcania się, ale uznawałem wyższość ludzi nad innymi stworzeniami, także nad skrzatami. Jeśli miałbym być zupełnie szczery, byłem zdania, że Moon miał tutaj dużo lepiej niż miałby gdziekolwiek indziej, więc ja nie widziałem problemu. Domyślałem, że dziewczyna coś wymyśli w związku z tym. Ostatnio dużo czytałem na temat tej całej ciąży i nie było rzeczy, której bardziej się balem niż tzw. burz hormonalnych, które bez dwóch zdań w końcu dadzą o sobie znać. Merlinie, jeśli z tym sobie poradzę, chyba poradzę sobie ze wszystkim. W ogóle dochodziłem do wniosku, że cała ta ciąża przerażała mnie bardziej niż wychowywanie dziecka. Zupełnie nie wiedziałem czego dokładnie się spodziewać.
- Postawimy co tylko będziesz chciała. – powiedziałem i moje usta rozciągnęły się w uśmiechu, pokazując białe zęby. Splotłem nasze dłonie i weszliśmy do środka naszego domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn/Hogsmeade/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 530
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pią Lis 17 2017, 17:24

Zareagowałam uśmiechem na jego entuzjastyczną zgodę - cieszyłam się, że chłopak tak bardzo przychylał się do moich próśb i zachcianek. Utwierdzało mnie to w przekonaniu, że uda mi się ściągnąć do ogrody kilka magicznych stworzeń.
Weszliśmy do domu - Will wziął ode mnie płaszcz i pozwoliłam sobie obejść moje nowe lokum, gdyż ze względu na zdrowotne zawirowania nie miałam wcześniej okazji tego zrobić.  Poszczególne wnętrza raczej mi się podobały - chociaż osobiście optowałabym za trochę przytulniejszą sypialną, to piękny salon wynagradzał w tej kwestii wszystkie braki. Dom był zdecydowanie przestronniejszy niż moje mieszkanie - byłam pewna, że będzie mi ( i oczywiście pomiotowi szatana dziecku) tu bardzo dobrze, potrzebowałam jedynie dłuższego czasu, żeby się zaadaptować. W tej kwestii bardzo pomocny był widok moich rzeczy - moje książki stały na półkach obok książek Willa, ubrania wisiały w szafie, a bibeloty były rozstawione po różnych zakątkach domu. Po za tym bardzo odpowiadało mi, że mój chłopak z taką łatwością utrzymywał porządek - dużo przyjemniej przebywało się w takim bałaganie.
Tak naprawdę to wszystko kosztowało mnie dużo stresu - dziecko, rany, przeprowadzka. Każdy czynnik powodował we mnie sporo negatywnych emocji i szczerze powiedziawszy bałam się jak to wpłynie na moją relacje z Willem. Kochałam mężczyznę całym sercem, ale bałam się jak na nasz związek wpłynie dziecko i wspólne mieszkanie - wiedziałam, ze tego typu sytuacje potrafią nawet najbardziej zżyte pary doprowadzić do kłótni. Starałam się tym nie przejmować, ale mimo wszystko miałam całkiem sporo obaw.
- Pięknie tutaj - powiedziałam zupełnie szczerze do mojego ukochanego.
Po obejściu domu weszłam ponownie do salonu - tutaj wydawało mi się najprzytulniej. W kominku błyszczał ogień, a na dywanie bawiły się nasze koty. Z delikatnym uśmiechem usiadłam na kanapie dając do zrozumienia drugiemu Krukonowi, że jestem trochę zmęczona - miałam nadzieję, że do mnie dołączy.

______________________

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 291
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sob Lis 18 2017, 20:17

Chyba byłem pantoflarzem z definicji, ale bynajmniej nie przeszkadzało mi to. Byłem gotów zrobić wszystko żeby tylko ją uszczęśliwić, a zwłaszcza teraz, kiedy nosiła pod sercem nasze dziecko. Przyzwyczaiłem się do tej myśli. Wiedziałem, że nie będzie łatwo i pewnie jeszcze nieraz to wszystko da nam popalić to w tej chwili nie zamierzałem o tym myśleć. Zamierzałem być opoką dla Lotty i to było w tej chwili moim głównym celem. Tak więc, nie zważając na wszystko miałem zamiar ochronić ją przed całym złem świata i nie chciałem słuchać, że to niemożliwe. Weszliśmy do środka i od razu wziąłem od dziewczyny płaszcz. Postarałem się, żeby wszystko wyglądało jak najlepiej. Znaczy się, po prostu poukładałem jej rzeczy obok moich i od razu stwierdziłem, że tak właśnie powinno być i teraz jest wszystko na swoim miejscu. Czekając, aż dziewczyna obejdzie dom, stałem oparty o ścianę w salonie, dając jej czas. Nie czułem potrzeby chodzenia za nią, miała tyle czasu ile tylko chciała. Wiedziałem, że w moim naszym domu brakuje jednego – kobiecej ręki. Nie czułem nigdy potrzeby w kwiatkach, obrazach i innych takich. Dla mnie najważniejsze była funkcjonalność. Jeżeli jednak dziewczyna będzie chciała dodać to i owo, nie zamierzałem zaprzeczać i jej przeszkadzać. Miała czuć się tutaj dobrze. Osobiście nie myślałem o tym, że to wszystko miało źle wpłynąć na nasz związek. Nie chciałem tak myśleć, byłem pewien, że razem poradzimy sobie ze wszystkim. Uśmiechnąłem się kącikiem ust na jej komentarz.
- Dzięki. – powiedziałem i się cicho zaśmiałem.
Do salonu wszedł Moon, niosąc tackę z herbatą dla Lotty. Rozmawiałem z nim na temat tego, że dziewczyna będzie ze mną mieszkać. Czułem się do tego zobowiązany, skoro utrzymywałem z nim dobre stosunki.
- Miło z twojej strony, Moon. – powiedziałem do skrzata.
Byłem jednak trochę spięty, nie wiedziałem jak Lotta na to wszystko zareaguje. Nie była dobrze nastawiona do zakupu skrzata domowego przeze mnie. Aczkolwiek i tak uważałem,  że robiła z igły widły. Moon tylko gotował, a jak chciał to sprzątał. No nie przesadzajmy, nie zamierzałem teraz go uwalniać tylko dlatego, że takie miała zachcianki moja dziewczyna.
Podszedłem do dziewczyny i usiadłem obok niej, tylko po to żeby przyciągnąć ja do siebie i usadzić sobie na kolanach. Oplotłem rękami jej talię i oparłem lekko głowę na jej ramieniu.
- Wyluzuj, nic mu nie będzie. – powiedziałem, domyślając się, że widok skrzata tylko bardziej ją zdenerwował. Stąpałem po cienkim lodzie.
Odsunąłem się lekko i sprawnymi dłońmi zacząłem lekko masować jej ramiona, uważając żeby nie zrobić jej krzywdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn/Hogsmeade/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 530
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sro Lis 22 2017, 21:21

Wiedziałam, że potrzeba trochę czasu i drobnych bibelotów by dom otrzymał odpowiedni klimat - dawałam nam jednak na to czas, gdyż miałam świadomość, że pewne elementy z czasem pojawią się same. Prezenty od bliskich, zdjęcia, rośliny - nie czułam potrzeby wstawiania niczego na siłę, wiedziałam, że muszę się tu zadomowić w sposób naturalny.
Oboje trochę grzecznieliśmy: William - buntownik i kobieciarz stał się kochającym, opiekuńczym facetem, ja - z lekko infantylnej kujonki ze skłonnościami do buntu przeciwko łamaniu praw natury wyrosłam na kobietę rozważniejszą i w pewnym sensie mniej waleczną. Nie miałam siły biegać i z całych sił walczyć o wolność skrzatów i tego typu sprawy. Miałam inne priorytety - wprawdzie nie miałam szansy wybrać ich sama, ale musiałam się z nimi pogodzić.
- Nic nie mówię - rzuciłam starając się zachować spokój, po chwili uśmiechnęłam się lekko do skrzata domowego i powiedziałam - Dziękuję Ci bardzo, Moon
Byłam już niemalże zupełnie pewna, że załatwię ten problem pokojowo i zamiast zmuszać Willa do uwolnienia skrzata zacznę za plecami chłopaka wydzielać mu kieszonkowe - byłam pewna, że ten układ będzie dobry dla nas wszystkich, że pozwoli zachować kompromis. Zdecydowałam się nie komentować więcej tej sprawy. Pozwoliłam się wymasować Willowi, a chwilę później położyłam głowę na jego kolanach i wyciągnęłam nogi wzdłuż kanapy.
Po raz kolejny ogarnęła mnie masa wątpliwości, jednakże postanowiłam zmusić się do bardziej pozytywnego myślenia i mieć nadzieję, że nie będziemy najgorszymi rodzicami świata.
- Myślisz, że to będzie chłopiec czy dziewczynka? - zapytałam przymykając oczy. W gruncie rzeczy płeć małego intruza nie miała dla mnie zbyt wielkiego znaczenia, ale wydawało mi się, że to normalne rozważanie wśród przyszłych rodziców.

______________________

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 291
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pią Lis 24 2017, 21:21

I tak wiedziałem, że ona nie da za wygraną. Najgorsze w tym wszystkim było to, że stawianie się jej sprawiało mi pewną trudność, a raczej strach przez zranieniem jej uczuć. Nie chciałem tego robić, jedyne czego chciałem to jej szczęścia. Byłem jednak pewien, że przez cały czas nie będzie tako kolorowo jakbym tego chciał, ale odpychałem tę myśl na najdalszy plan. Liczyła się ta chwila obecna, tak przynajmniej sobie powtarzałem, za wszelką cenę chcąc w to wierzyć. Nie wiedziałem czego się spodziewać po przyszłości, a myślenie o niej sprawiało, że odczuwałem pewien niepokój, który nie chciał dać mi spokoju. Bawiłem się włosami dziewczyny przelewając je między swoimi palcami i zastanawiałem się jak teraz będzie wyglądało nasze życie. Nie sądziłem, żeby było ono kompletnie zaprzepaszczone. Nie zamierzałem rezygnować ze swoich planów na przyszłość. Dziecko to nie koniec świata, nawet jeżeli sytuacja wymagała od nas niemalże natychmiastowego wydoroślenia i życiowego ogarnięcia. Mimo, że sobie tego nie wyobrażałem to nie było co płakać nad rozlanym mlekiem, już nic nie zrobimy, więc jedyne co nam zostało to pogodzenie się z całą sytuacją i nauczenie się z nią żyć. Koniec, nie było odwrotu.
Spojrzałem na nią i odpowiedziałem bez żadnego zawahania.
- Dziewczynka. – ja po prostu nie dopuszczałem innej opcji. – Bez dwóch zdań.
Wizja przyszłości z małą Lottą była jednym z najlepszych obrazów jakie nawiedzały moją głowę. Tak naprawdę nie miałem pojęcia jakiej płci dziecka się spodziewać. Chodziło o to co bym chciał. Perspektywa miniaturki dziewczyny, którą kochałem nad życie była doprawdy najlepszą opcją w całym wszechświecie. No po prostu nie było innej opcji. Byłem prawie pewien, że to będzie dziewczynka. Pochyliłem się i złożyłem na ustach Lotty delikatny pocałunek.
- Twoja mała kopia. – powiedziałem i wyszczerzyłem się do Hudson.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn/Hogsmeade/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 530
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sob Lis 25 2017, 00:19

Czułam się przy nim tak dobrze, bezpiecznie - ufałam mu tak bezgranicznie, że gdy mówił "wszystko będzie dobrze" ślepo w to wierzyłam. Ludzie traktowali go jak kogoś totalnie zepsutego człowieka, na co on odpowiadał agresją, arogancją czy buntem. Moja wiara w to, że jest dobrym człowiekiem sprawiała, że łagodniał - otaczał mnie bezkresną czułością i delikatnością, której nie był w stanie dać mi nikt inny. Troszczył się o mnie, jednocześnie mając na uwadze nie tylko moje dobro, ale również szczęście. Gdyby nie on na wieść o ciąży najpewniej nie pozwoliłaby mi logicznie myśleć i doprowadziłaby do zrobienia przeze mnie czegoś głupiego.
Zaśmiałam się cicho słysząc słowa na temat mojej małej kopii - wspominałam siebie z dzieciństwa jako małego rozrabiakę buszującego po Pokątnej dlatego posiadanie tak nieznośnego szkraba przerażało mnie jeszcze bardziej niż posiadanie jakiegokolwiek szkraba.
- W dzieciństwie nie byłam taka fajna jak teraz - powiedziałam z aż dziwnie szerokim uśmiechem, by po chwili zastanowienia dorzucić - Ja chyba jednak wolałabym małego Walkerka. Chociaż pewnie wyrywałby inne niemowlęta już na porodówce.
Ku własnemu zdziwieniu roześmiałam się ciepło, a na myśl o tym, że mały intruz może być podobny do mojego ukochanego zrobiło mi się ciepło na serduszku i na dosłownie ułamek sekundy pomyślałam o małym intruzie jako o całkiem sympatycznym stworzonku. Po chwili jednak wyparłam tę myśl, a uśmiech na mojej twarzy zbladł.
- Musimy też wybrać chrzestnych, imiona, umeblować pokój... - westchnęłam - Gdyby ktoś mi powiedział, że w wieku dziewiętnastu lat moim największym problemem nie będzie ocena z transmutacji, tylko pieluszki to bym go wyśmiała.

______________________

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 291
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pon Gru 04 2017, 21:30

Prawdę mówiąc ludzie uważali mnie za zepsutego, bo ja tego chciałem. Wierząc w to, że jestem przeklęty, że mam w sobie coś co sprawia, że ludzie wokół mnie umierali. Tak, więc wspaniałomyślnie wziąłem sobie za punkt honoru odpychanie każdego kto się tylko do mnie zbliżył. A potem pojawiła się Lotta, która wywróciła moje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Fakt, że nosiła w sobie nasze dziecko był dla mnie czymś tak anomalnym, że za moją sprawą pojawiło się nowe życie, a nie jego koniec. Stała się dla mnie jeszcze ważniejsza niż była, a wydawać by się mogło, że to niemożliwe. A jednak, niespodzianka. Starałem się być wsparciem dla dziewczyny, wiedziałem, że jej ciężko, dużo ciężej niż mi, czego aż nie potrafiłem sobie wyobrazić.
- To może nie wda się w żadne z nas, ja też raczej nie byłem zbyt fajnym dzieckiem. – powiedziałem i się cicho roześmiałem, nie przestając bawić się jej włosami.
Mój wzrok trafił na kilka zwiniętych pergaminów na stoliku i przypomniałem sobie o liście od Julesa. Sięgnąłem bo jeden z nich i wręczyłem go dziewczynie.
- Napisałem do Julesa po twoim wypadku. Myślę, że powinnaś przeczytać ten list. – powiedziałem się do niej lekko uśmiechnąłem.
Miałem nikłą nadzieję, że słowa Branwella trochę podniosą ją na duchu. Słowa mężczyzny były pokrzepiające, przynajmniej dla mnie.
Wysłuchałem jej kolejnych słów i pokręciłem głową z niedowierzaniem. Ja oczywiście też myślałem o tych wszystkich rzeczach. To znaczy „myślałem” było trochę za mocnym słowem. Powiedzmy, że takie myśli przemknęły przez moją głowę.
- Lotta błagam cię, nie panikuj. Przecież damy sobie radę. – spojrzałem na nią z powątpiewaniem, mówiąc kolejne słowa. – Kto jak kto, ale ty chyba nie miewasz problemów z ocenami. – po tych słowach zwyczajnie wyszczerzyłem się szczeniacko w jej stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn/Hogsmeade/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 530
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sro Gru 13 2017, 16:44

Gdy Williama zadziwiał fakt, że był w stanie stworzyć życie, mnie zaskakiwało bardziej to, że nie byłam w stanie zachować tyle ostrożności by do tego nie dopuścić. Przeżywałam to ogromnie, nawet bardziej niż stosunek mojego ojca do całej tej sprawy i fakt, że po powrocie do szkoły czekało mnie mnóstwo nieprzyjemności związanych z plotkami i załatwianiem wszystkich formalności.
- Miejmy nadzieję, że po mnie odziedziczy intelekt, a po tobie urodę - zażartowałam głaszcząc w międzyczasie ukochanego po ramieniu. Po chwili przeniosłam się z pozycji leżącej do pół siedzącej i opierając się o Krukona zaczęłam pić herbatę. Po chwili jednak chłopak podał mi list od Julesa. Chwyciłam go i powoli wczytałam się w każde słowo - biorąc pod uwagę jak wiadomość o ciąży przyjął mój ojciec, nie spodziewałam się aż tyle serdeczności, ze strony opiekuna Williama.
- Jules... jest kochany - szepnęłam z trudem kryjąc wzruszenie. Chociaż nie do końca zgadzałam się z tym co mężczyzna nam napisał, jego słowa wsparcia były dla mnie niesamowicie cenne.
Gdy rozmowa zeszła na temat szkoły wróciło skupienie - trudno ukryć, że bycie pilną uczennicą jest czymś czego dość trudno się wyzbyć.
- Dotąd nie miałam - mruknęłam, by po chwili niemego zastanowienia zaśmiać się cicho - Wyobraziłam sobie siebie tłumaczącą Crainowi, że nie odrobiłam pracy domowej, bo cały wieczór usiłowałam przekonać moje dziecko, że noc służy do spania.
Dopiłam herbatę, a gdy tylko brałam ostatni łyk u mojego boku pojawił się skrzat domowy by odebrać ode mnie szklankę. Byłam strasznie zaskoczona, ale od razu mu ją oddałam po raz kolejny mu dziękując.

______________________

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 291
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sob Gru 16 2017, 15:05

Długo myślałem o liście od Branwella. Prawdę mówiąc byłem na siebie wściekły, że przez tyle lat dawałem mu w kość, a on mimo to wciąż we mnie wierzył. Często zwykłem nazywać go głupcem z tego względu. Kto by pomyślał, że aby to wszystko do mnie odtarło musiałem zmierzyć się ze świadomością bycia rodzicem. Może faktycznie to wszystko miało zwiastować jakąś zmianę. Kto wie, może na lepsze? Zresztą, kogo to obchodziło, czas pokaże. Żyłem tu i teraz, nigdy nie lubiłem za daleko wybiegać myślami. Prawdopodobnie dlatego, że obawiałem się przyszłości, ale to chyba było całkiem normalne. Ludzie bali się tego co nieznajome, nieważne czy były to kolejne wydarzenia, czy dziwne zwierzę.
- Lotta posłuchaj mnie. Wiem, że ta cała nasza sytuacja to jedno wielkie bagno. Możemy w nim albo utonąć, albo z niego wyjść, ale to zależy tylko od nas. Nawet jeżeli nasze dziecko nie będzie chciało spać, to obiecuję, że w końcu do tego... przywykniemy. Nie mam pojęcia o wychowywaniu dzieci, tyle że nie mamy wyboru. – powiedziałem.
Nie byłem pewien czy ta moja mowa była bardziej motywująca, czy uświadamiająca w jakim gównie byliśmy. Oczywiście gdybym tylko mógł cofnąć czas nie dopuściłbym do takiej sytuacji. Jednak  odwrotu już nie było. Byliśmy nieostrożni i teraz musieliśmy się zmierzyć z tym co miało nadejść.
- Dzisiaj jest dzień, aby być szczęśliwym. Wczoraj już przeminęło. Jutro dopiero nadejdzie. Człowiek jest tajemnicą, z tajemnicy przybywa i w tajemnicę odchodzi. – zacytowałem i po chwili dodałem. – Od nas zależy jak będzie wyglądała nasza przyszłość.
Po tych słowach wstałem z kanapy i bez najmniejszego wysiłku (i ostrzeżenia) podniosłem Hudson w stylu panny młodej. Nawet jeżeli protestowała nie miała za mną najmniejszych szans. Cóż, jeżeli chodziło o siłę fizyczną, górowałem nad nią. W każdym razie gdyby było odwrotnie – zacząłbym się chyba poważnie martwić. Przeszedłem z Lottą na rękach do kuchni i posadziłem ją na blacie. Wplotłem dłonie w jej jasne włosy i namiętnie pocałowałem. Chciałem żeby wiedziała, że niezależnie od tego co się stanie, zawsze będzie dla mnie najważniejsza, będzie po prostu moja. Nie znosiłem myśli, że mogła pomyśleć, że ją zostawię. Nie zamierzałem tego robić nigdy. Teraz kiedy nosiła w sobie nowe życie, które razem stworzyliśmy, stała się jeszcze większym skarbem. Mimo naszego młodego wieku, chciałem wierzyć, że to wszystko stało się z jakiegoś konkretnego powodu.
- Kocham cię, Lotta. Nic tego nie zmieni. – powiedziałem i ponownie ją pocałowałem, przyciągając ją do siebie jeszcze mocniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn/Hogsmeade/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 530
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Nie Gru 17 2017, 14:18

W gruncie rzeczy bardzo podziwiałam Branwella - wiedziałam jakim trudnym człowiekiem był William, dlatego momentami nie mogłam uwierzyć, że mężczyzna przez te wszystkie lata miał do niego aż tyle cierpliwości. Zupełnie nie mieściło mi się to w głowie, ale cieszyłam się, że mamy kogoś po swojej stronie.
Will zaczął dość poważną gadkę, o tym że damy radę. Początkowo słuchałam go z uwagą, później jednak zmęczyło mnie to - dopiero wyszłam ze szpitala i potrzebowałam odpocząć od natłoku zmartwień.
- A ja mam pojęcie o wychowywaniu dzieci - powiedziałam cicho, by po chwili zachichotać i zdobyć się na żart - Od maja robię wszystko, żebyś wyszedł na ludzi.
Nie miałam już ochoty gadać o dziecku, ani o przyszłości - byłam bardzo zmęczona i chciałam na moment odsapnąć od wszystkich zmartwień, co mój ukochany bez problemu przewidział.
Pisnęłam jak mała, lekko przerażona dziewczynka, gdy Will mnie podniósł, zupełnie jednak wyluzowałam się gdy posadził mnie na blacie i zaczął całować - zdecydowanie brakowało mi tego typu bliskości, czegoś codziennego, a jednocześnie tak cudownego, co dawało możliwości oderwania się od bolesnej (zarówno fizycznie, jak i psychicznie codzienności). W tamtym momencie nie chciałam myśleć o niczym innym niż ta konkretna chwila - nie było przeszłości i przyszłości, liczyło się tylko teraz.
- Ja też Cię kocham, Walker - powiedziałam kładąc moje rozorane przez blizny dłonie na jego ramionach. Oddałam się pocałunkowi ciesząc się, że mam chłopaka przy sobie.

______________________

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 291
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pią Sty 19 2018, 09:59

Kto nie podziwiał Julesa? Warto zaznaczyć, że ja sam cholernie go podziwiałem i gdybym uznawał jakiekolwiek autorytety właśnie on nim by został. Wiele lat myślałem, że nie mam rodziny, rodziców, ojca, w którego mógłbym wpatrywać się jak w obrazek i pragnąć stać się takim jak on. Dopiero niedawno, wskutek tych wielu wydarzeń zrozumiałem, że przecież zawsze kogoś takiego miałem. To zaskakujące jak zdarzenia potrafiły odmienić punkt widzenia niemal o sto osiemdziesiąt stopni. Można by nawet dojść do wniosku, że wszystko działo się po coś. A jednak, mimo upływu lat wciąż nie rozumiałem dlaczego właśnie moi rodzice musieli zginąć tamtej nocy? Dlaczego tamta kobieta pomyliła składniki? I wreszcie, dlaczego ja tego doświadczyłem. Nie użalałem się nad sobą, ale te doświadczenia ukształtowały moją osobowość, która pozostawiała wiele do życzenia. Spojrzałem na Lottę, uśmiechając się półgębkiem.
- Chyba całkiem nieźle ci to idzie, już nie rzucam się na ludzi bez powodu. – odparłem.
Była jeszcze jedna rzecz, której nie potrafiłem pojąć. Dlaczego właśnie Lottę spotkał ten wypadek. W rezerwacie było tyle innych osób, więc dlaczego ona? Nie musiałem ukrywać, że w moim mniemaniu zrzuciłbym to na kogokolwiek innego, byle tylko nie przytrafiło się mojej dziewczynie nic złego. A jednak, nieszczęście pociągało za sobą kolejne i tak przez całe życie.
- To dobrze, w innym wypadku mogłabyś spać co najwyżej na ogrodzie. – mrugnąłem do niej jednym okiem i jeszcze raz pocałowałem.

z/t 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Walker's house   

Powrót do góry Go down
 

Walker's house

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Meredith Walker
» Wielkie rody Westeros
» Meredith Walker
» Thomas Kyle Walker
» Nick "Lunatic" Walker

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
-