IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Mieszkanie nr 5   Sro Lis 01 2017, 21:37


Mieszkanie Daniela Bergmanna


p o d g l ą d
Spoiler:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sro Lis 01 2017, 23:40

Za dużo.
Działo się - za dużo.
W głowie Marceline pędziły myśli, które niczym dzikie konie zderzały się o siebie i doprowadzały do istnego kataklizmu zalewającego najgorszymi scenariuszami umysł osiemnastolatki. Jej świat powoli załamywał się i rozpadał na drobne cząsteczki, jakby nie umiała do końca zaakceptować pewnych zdarzeń. Chwile przelatywały przez palce, a ona zaś tkwiła w porcelanowej bańce, która w każdej chwili mogła pęknąć na wskutek zbyt silnego podmuchu wiatru, którego nieprzewidywalność strąciłaby bez trudu zbudowany mur z kruchego tworzywa, stającego się jedyną z możliwych tarcz. Czuła narastające napięcie kumulujące się w żyłach i pragnęła zatopić poczucie beznadziejności w alkoholu, który wolną stróżką spływałby po brodzie i szukał odpowiedniego miejsca do przystanku; tym mogłaby się okazać ścieżka między piersiami, przez co zachęcony ledwo poznany chłopak być może mężczyzna, doszukiwałby się szansy na realizacje zwierzęcych i prymitywnych potrzeb. W takich chwilach jak ta, Holmes wcale nie myślała o ewentualnej ucieczce i ukryciu się przed światem w czterech kątach. Ba!, ślepo dążyła do tego, by przełamać się i dotrzeć do miejsca gdzie zapomni o wszystkim, jak za dotknięciem różdżki i znalezieniu się pod wpływem Obliviate. I była to jedna z tych rzeczy, których nie wiedział o niej nikt, ale to ukryte w głębokiej podświadomości demony doprowadzały do tego, by wysnute scenariusze zaczęły się ziszczać - bez względu na późniejsze konsekwencje.
Sytuacja w mieszkaniu Ezry sprawiła, że Marceline musiała poddać się fałszywej mistyfikacji. Próbując odnaleźć drogę do domku babci, zgubiła się kilkukrotnie i tylko trafienie zupełnym przypadkiem na Błędnego Rycerza, którego obsługa poinformowała dziewczynę o transporcie dla zagubionych czarodziejów, pozwoliło na dotarcie do... Londynu. Dlaczego szukała tutaj schronienia? Dopytywała przecież o wszelkiej maści punkty medyczne, szpitale, ale ostatecznie - nie podjęła się ryzyka przekroczenia progu św. Munga. Nawet jeżeli Ulla tam była, to jak Holmes mogłaby się jej pokazać na oczy? Młodsza krukonka wcale nie chciała iść na tą domówkę, zresztą proponowała zaszycie się między regałami książek w pokoju Marceline ze skrzacim winem, by tylko nie musiały zmagać się ze spojrzeniami innych. Były dla tych ludzi obce, choć może Tiverton trochę mniej, wszak Francuzka spędziła w Hogwarcie raptem kilka dni tuż po swoim przyjeździe do Anglii, zaraz potem ukrywając się w połach ciepłej pościeli, nie posiadając w sobie dostatecznie dużo odwagi, by w ogóle zjawiać się na zajęciach, które prowadził on.
Rozmowy były intensywne, podobnie jak otępiałe już spojrzenia, które kierowali na siebie. Jak mógł mieć na imię? To nie było istotne, skoro bardziej rudowłosej odpowiadały dłonie, które wędrowały po jej ciele, aniżeli słowa szeptane wprost do jej ucha. Irytacja zawrzała, gdy tuż obok pojawił się ktoś kogo głos znała, ale nie umiała przypisać do żadnej charakterystycznej sylwetki. I zajęło jej chwilę ogarnięcie - kim był ów człowiek. Na wpół przymknięte powieki i wsparcie się o jego silne, męskie ramię pozwoliło iść prosto, byle dotrzeć do mieszkania, w którym mogłaby wreszcie odpocząć, nie komentując irracjonalnego zachowania, które jemu z pewnością mogłoby przeszkadzać.
- Chcę do domu - jęknęła, a bełkot, który uleciał spomiędzy spierzchniętych warg wydawał się być na tyle nieprzyjemny, że i wybawca zaczynał się z pewnością modlić o szybkie dostanie się do środka. Nierealna, wykreowana przez dziwne zbiegi okoliczności, utworzona w tek chwili z fałszu i obłudy - nie przypominała siebie. Była ledwie cieniem, który majaczył głuchym echem i pozostawiał po sobie ułudę obecności. Dwa wolne kroki w przód pozwoliły dotrzeć do kanapy, na której się ułożyła wygodnie, jasno dając do zrozumienia, że to pora na sen a nie szczere wyznania - dlaczego.
On również był powodem.
- Herbaty - poprosiła, nadal nie będąc pewną gdzie jest. Rozbieganym spojrzeniem odszukiwała znajomych elementów, ale jedynym co rozpoznawała były jego oczy. - Albo wody, tak, sok też może być lub wino, zresztą - cokolwiek - powiedziała niepewnie i pozwoliła mackom wyobraźni otulić się szczelnie, bo czy nie był to odpowiedni moment, by po prostu zasnąć. - Ciastka też chcę - nie, mój drogi, to nie jest koniec listy roszczeń.
Dopiero zaczynamy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pią Lis 03 2017, 22:12

Dotykał dna.
Trafił tam ni mniej, ni więcej przez nią - został złapany prosto w szczęki emocji, zaciskające się na bezbronnym pod niszczycielskim naporem ciele; upadał w niekończącą się przepaść, z zaciemnieniem wirującym w rejestrowanym widoku. Przerastały go własne, przybywające samoistnie pytania, wołające ze wszech zakamarków umysłu - słyszał ich pełne roszczeń wołania wraz z każdym skurczem poderwanego ku wzmożonemu tłoczeniu krwi serca.  
Wyjaśnienia zostały nieuchronnie wyparte z prowadzonych zapisków pamięci - nie wiedział, dlaczego obrał konkretnie tę trasę. Kroczył skropionym przez wilgoć, londyńskim chodnikiem; żadnych ludzi - dokoła - nikt, nic, tylko droga, zapomniana i nieprzychylna, pnące się w stronę nieba ściany budynków, pustka zalewająca obszar, wypełniana jedynie przez własny oddech. Czy aby na pewno? Palce nieomal trzeszczą w spajających ich człony stawach, kiedy dłoń odruchowo pragnie zbrylić się na kształt pięści - wędrujący, znużony wzrok pragnął automatycznie odsunąć się z nieukrywaną odrazą od dwojga zamazanych postaci - lecz wyłapuje prędko jedną (układ ciał eskaluje wówczas odrazę), a widok razi go niczym piorun; kiedy o n pragnie wciągnąć ją w obręb brudnych toalet, pewnie zuchwale wzmocniony w poglądzie łatwej zdobyczy, która nie stawia oporu, która chce, lgnie do niego w krótkotrwałym impulsie szansy zaspokojenia.
Kurwa mać.
Mięśnie spięły się; kończyny ruszyły, zamaszyście wyzwalając działanie, wyjątkowo niestanowiących część scenariusza - jakby zyskując autonomię dla swoich czynów. W pewnie stawianych krokach, szybkich, przeszywał rozpostartą pomiędzy nimi przestrzeń dystansu, ze śmiertelnie poważną ekspresją - kolejną maską ściśle łączącą się z jego twarzą. Główna wątpliwość kołacząca pośród asymetrycznych strzępków rozważań - pulsowała jaśniejącymi literami d l a c z e g o zazdrość wgryzała się w jego mięśnie (powstałe rany jątrzyły się bezsilnością), dlaczego pozostawała wciąż przypisana do niego, po tym wszystkim, dlaczego gniew wrzał w nim niczym w zamkniętym, ledwie wytrzymującym napór ciśnienia naczyniu; przecież pozostawała wolna, przecież nie byli już powiązani ze sobą - wystarczało zaś ledwie wyłapanie splecionych dłoni z innym Krukonem, aby wyzwolić kaskady niezdolnych do okiełznania reakcji. W bójkach zaś nie był dobry, pracował przede wszystkim umysłem oraz unikał tego rodzaju konfliktów, uszczuplając ich incydenty do minimalnej skrajności; być może jego fizjonomia z mrożącą zamiecią spojrzenia oraz powaga zdolna przywodzić na myśl funkcjonariusza w cywilu, zmusiła tego kretyna do rezygnacji. Nie dbał o to, podobnie jak nie dbał o słowa zdolne uchodzić z jej ust, ewentualne sprzeciwy, gdy wyziębione palce (aura nie zwykła sprzyjać) zakrzywiły się sztywno w niemal zakleszczającej pułapce: - Chodź - oznajmił, prawdopodobnie zbyt oschle; wkrótce dotarło doń, że powinien był poluzować uścisk, pomagając się dostać do pobliskiego mieszkania.
Wcześniejsza wściekłość nie chciała wyparować z mężczyzny - uporczywie w nim tkwiła, płomień jej nie wygasał - aczkolwiek również nie wzrastał, mieszając się z zagubieniem. W milczeniu zaszył się w kuchni (dzięki temu uzyskał chwilę na ochłonięcie dla siebie, na ułożenie rozsypanych i wciąż pęczniejących myśli); wbił wzrok w paczkę ciastek, miał nadzieję - nie nazbyt pozbawionych przez długie otwarcie smaku. Chciał nawet w pierwszym momencie przetransportować wszystko zaklęciem, ale - o zgrozo - różdżka kompletnie odmówiła mu posłuszeństwa. Wrócił więc i położył na stole talerz z herbatnikami, wręczając jej na początku szklankę ze zwykłą wodą - wydawała mu się najlepszą z podanych opcji. Jego wzrok wiecznie gdzieś błądził, a postać wydawała się tworzyć szczelniejszą niż zwykle barierę dystansu; już nawet sam zapach wina go drażnił.
- Jeśli chcesz, możesz iść się wykąpać - powiedział, zanim zdążył ocenić, czy aby powinna w tym stanie się gdziekolwiek przemieszczać.

kostki, meh
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sob Lis 04 2017, 19:03

Czuła przeraźliwy smutek, który wywołany krzywdą jednej z najbliższych jej osób pchał ją do coraz to śmielszych poczynań. Nie chciała by Ulla cierpiała, dlatego tak bardzo serce zatrwożył lęk, kiedy zdała sobie sprawę z powagi sytuacji, ale tchórzostwo nakazywało aktualnie odsunąć się od niej, uciec i pozostawić w rękach człowieka, którego notabene nie znała. Nie skrzywdziłby jej - tego była pewna, podobnie zresztą jak tego, że trafi w odpowiednie ręce, które z pewnością pozwolą na szybki powrót do zdrowia. Ona sama potrzebowała innego lekarstwa na swoje rozterki i dziwnym stało się, że w ostatnim czasie tak często sięgała po alkohol, który w następstwach czynił ogrom spustoszenia w jej drobnym ciele i pchał do czynów haniebnych. Gdyby nie nagłe szarpnięcie i zakleszczone palce na jej przegubie, cóż mogłoby się wydarzyć?
N i e myśl.
Ulegle szła, przebierała krótkimi nóżkami, które plątały się przy zbyt szybkim tempie. Pojękiwała z niezadowolenia, choć podświadomość nakazywała ufać, że już teraz wszystko będzie dobrze. Co jednak jeśli to tylko iluzoryczne działanie procentów krążących w krwiobiegu Marcelina, odurzonej na tyle, że załamanie rzeczywistości nie następowało nad horyzontem, a co najwyżej gdzieś na rozstaju dróg tego co warto a z czego należało zrezygnować. Na pewno do tych drugich nie zaliczał się sen, którego pragnęła najmocniej w świecie, a który w tej chwili wydawał się jedynym ukojeniem na zszargany nastrój. Złość wisząca tuż nad głowami nie pozwalała się skupić, choć nie do końca wyłapywała sens nerwowości pętającej oboje pasmami grubych lin, odbierając resztki trzeźwości. Po zetknięciu z miękkim materacem zniknęło nawet to, a pojawiła się jedynie chęć zmoczenia ust, które wydawały się w tej chwili zbyt spierzchnięte od mrozu i oddechu, który ulatywał spomiędzy nich.
- Nie złość się - szepnęła cicho i spojrzała na niego oczami wielkimi, których malował się jawny strach, że chowałby urazę zbyt długo, a ona nie mogłaby zrobić z nią nic. Zupełnie. Mimowolnie wyciągnęła dłoń w stronę Daniela, próbując go złapać, przyciągnąć do siebie i poczuć tę stabilizację, którą dawał jej wiele miesięcy temu. Tęsknota za wieloma elementami doprowadzała do tego, że gubiła się w gąszczu spraw, które zaczynały ją przytłaczać, a przecież pragnęła tylko jednego. W ie s z czego?
Spróbowała się podnieść, co jeszcze bardziej pogorszyło stan, w którym się znajdowała, a zawroty głowy zmusiły ją do tego, by momentalnie usiadła i złapała oddech. Serce dudniło w piersi, gdy raz po raz starała się złapać oddech i pomimo potrzebny prysznicu, tak w tej chwili nie była w stanie ruszyć do przodu.
- Pomóż... - jęknęła żałośnie i raz jeszcze spróbowała wstać i udać się do łazienki, choć jedynie była zdolna do podniesienia się na równe nogi. Czekała cierpliwie na jego reakcje, nie wiedząc co tak naprawdę zrobi, jak się zachowa i czy pozwoli jej na to, by w tak prozaiczny sposób go poczuć, tę nieszablonową bliskość polegająca na enigmatycznym wsparciu, które być może zrozumieją tylko oni. Jak jednak miała mu powiedzieć o swojej głupocie i naiwności? Nikt w końcu nie znał jej tak jak on, a tym samym - odczuwała zbyt duży wstyd, że jako typowy samotnik postąpiła tak bezmyślnie i poddała się chwilowej spontaniczności. - Mogę tu zostać do rana? Potem zniknę i... - szepnęła cicho i spuściła wzrok, bo nie powinno jej tu być, tak samo jak nie miała prawa do zbyt bliskiego kontaktu, który jawił się jako karygodny i niezgodny ze społecznymi normami. Do czego zatem mieli prawo? - I nie będę już sprawiać problemów - obiecała i chciała, żeby w to uwierzył; powinien, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Wto Lis 07 2017, 01:34

Był jakby - bezpośrednio związany wyłącznie ciałem z otaczającą rzeczywistością; umysł oraz emocje, dryfowały zagubione w oddali, sparaliżowane w zaułkach labiryntu niewiedzy; był odległy, za kryształową ścianą nasiąkłą oddechem chłodu - chociaż kotwica pragnącego zaistnieć dotyku, poszukująca stałego podłoża do zagłębienia, dążyła jakby do wyciągnięcia go z aberracji transu. Bełtały się zawód, wściekłość, radość z odnalezienia i obecności, niepewność oraz zarazem zdecydowanie - bieguny obydwu wartości napotykały siebie w nieustającym konflikcie. Wnętrze mężczyzny przypominało właśnie scenę batalistyczną, kotłowanie się ciał pod zasłoną tumanów pyłu rozniecanych przez dwie, gęste masy walczących do ostatków sylwetek - tak samo toczyły zaciekłą walkę uczucia, na smierć i życie, na istnienie oraz wyparcie ze świadomości. Nie umiał oprzeć się autystycznym zapędom, pod którymi uwięził wszelkie zdolne kaleczyć słowa albo przybrania mimiki - rozchwiany bardziej niż zawsze, musiał wpierw opanować ogarniającą niepewność. Czasami sądził, że właśnie - dystans - byłby najlepszym lekarstwem dla ich obojga, ryzykownie wymykającym się spod kontroli reguł, spod kontroli racjonalności, byleby tylko wypełnić niedorzeczne pragnienie zostania razem; była jego przekleństwem i zarazem jedną z niewielu osób, które tak kiedykolwiek pragnął - jak widać mijane lata nie chciały grać roli - mimo rozstania, mimo znienawidzenia, nie potrafiły jego od niej uwolnić.
Nawet, jeśli to miało go ostatecznie pogrążyć, zetrzeć z powierzchni ziemi.
Ponownie - oschły rozsądek odradzał pomocy w tym aktualnym stanie; równie rozpaczliwie aczkolwiek lękał się jej odepchnąć, odmówić - w rzeczywistości nie miał zamiaru i nie potrafił. Każde, wspólne spędzanie momentów sprawiało trudną w zdefiniowaniu radość - tym bardziej trudną do określenia teraz, w pozornym zbiegu okoliczności powstrzymującym kaskady spontanicznych decyzji, ulotnej przyjemności zostawiającej blizny zdolnej wciąż prześladować pustki. Dopiero wówczas zdołał się połowicznie przełamać, a jego wzrok - rozbiegany dotychczas, nieistniejący - w pełni osiadł na postaci Marceline.
- Pojawiają się, kiedy znikasz - odpowiedział krótko, nieco ściszonym i nieco zachrypłym tonem, do którego przedostania się w eter zmuszał bolesne, dławiące mięśnie zbuntowanego gardła. Mówił szczerze, mówił nie bez powodu, a w kierowanym spojrzeniu dało się zauważyć smutek (rozczarowanie?). Tracił ją, stracił dwa lata temu, zmuszony do opuszczenia Trausnitz, stracił - kiedy później zaszyła się wewnątrz domu, nie chcąc uczęszczać na jakiekolwiek lekcje, stracił - kiedy błąkała się ulicami Londynu. Co, do cholery, było w tym wszystkim n i e tak? Palce poruszyły się, lecz nie stworzyły ponownie bojowego zaciśnięcia się w pięści; zamiast niej przybliżyły się, mając ją wspierać w drodze, zgodnie z wypowiedzianą prośbą. Nie byłby zdolnym odmówić, nie byłby zdolnym jej znów odtrącić.
Odkręcony kran przywoływał kojący szum wody - sprawdził jej strumień, chcąc nadać mu odpowiednią temperaturę dla doświadczenia kąpieli. Teraz należało jedynie pomóc z dostaniem się oraz zabraniem rzeczy (także zdjęciu, jeśli było to nadto uciążliwą czynnością). Mimowolnie widok jej ciała, jakie niegdyś tak chętnie badał, uczył się fragment po kolejnym fragmencie (odsłonięte wzniesienia piersi, delikatne zarysowanie nieodzownie kuszącej sylwetki), każde zdolne w powstaniu pomiędzy nimi muśnięcie - sprawiało, że balansował na granicy obłędu rozbudzanych na nowo, kolejnych uczuć - w tym cechujących się zwykłą prymitywnością żądzy.
Naprawdę mogła go zgubić.
Zdecydowanie.
- Załatwię coś w kwestii ubrań - stwierdził niemniej, kiedy już bez uszczerbku zakończył swoje elementy zadania; wciąż zachowywał dystans - widmo okoliczności odnalezienia nie chciało odejść, podobnie jak nieco wcześniejsza deklaracja o nienawiści; był niepewny i wiedział, że powinien być w tym w wszystkim ostrożny.
Niemniej - on nie zwykł spełniać swych powinności, n i e takich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Wto Lis 07 2017, 07:59

Gdyby była choć odrobinę świadoma, zapewne nigdy nie pozwoliłaby się zabrać do tego mieszkania, bowiem wszystko między nimi było skończone. Temu chciała zawierzyć, jakby ślepo ufając przeczuciu, że nic dla niego nie znaczy, że jest ledwie strzępkiem przeszłość, której się wyrzekł jak Judasz. Było to w jakiś pokrętny sposób bolesne, może nieco przykre, ale Marceline chciała karmić się iluzoryczną mrzonką o niewerbalnej obietnicy ukrytej pomiędzy frazami. Podświadomość targała ją po bezkresie niewiadomych i pchała w szpony prozaicznego zgubienia. Naiwność buntowała się przeciw ostrożności, ale teraz uleciała w eter niemal każda cząsteczka, która toczyła przeogromny bój z tym co powinna a czego nie. Czy istniały jeszcze jakiekolwiek zasady, które świadczyłyby o rozsądku, który alarmował o nieprzekraczaniu granic? Zapewne nie. Elementarne składowe wycofania i odosobnienia osiemnastolatki runęły, gdy to on pojawił się na jej drodze i wyswobodził z okowów spontanicznych decyzji, tak zgubnych, tak idyllicznych, podejmowanych bez mrugnięcia okiem, stających się jedynie destrukcyjną manią, której chciała ulec bez obaw i niejasności. Ciągnięta przez pętające ją liny lgnęła do niewiadomych, których pragnęła dotknąć, poczuć, skosztować, ażeby nikt nie odebrał jej prawa do wolności. To lęk o n i ą, a może nawet perspektywa ewentualnej krzywdy jaka ją spotkała, zmusiła Marce do tego, by odreagowania zakrawało o upodlenie, które zrujnowałoby w niej najważniejsze pierwiastki tworzące obraz niewinny, nad wyraz dziewczęcy, pod kopułą której ukrywała się emocjonalna bomba, mogąca wybuchnąć w każdej chwili.
Był zbyt blisko, a ona z rozkoszą zaciągała się charakterystyczną wonią jego perfum. Cóż miała zatem do stracenia, skoro nie posiadała niczego?
Prawie po omacku szukała silnych ramion mężczyzny, by móc się w nich zatopić, dokładnie tak jak w Perth, gdy trzymając ją za dłoń pokazywał nieznane i prowadził po krętych ścieżkach spełnienia, gdzie mieszały się wszystkie uczucia i zalewały przyjemną falą rozkoszy. Dzisiaj czuła jedynie wdzięczność, że ją przygarnął jak żebraka z ulicy, choć nic ponad to nie mogła dostrzec. Bergmann pozostawała w końcu senną, nieistniejącą marą, a alkohol buzujący w jej żyłach nie pozwalał na przyswojenie do siebie informacji, że jest realny.
Zastygła w bezruchu, gdy uraczył ją tym jakże krótkim zdaniem i, pomimo że bardzo chciała, nie potrafiła unieść na zeń spojrzenia. Zielonkawe tęczówki błądziły rozbiegane po łazience, szukając już nie tylko zaczepnego punktu, ale też powstrzymując falę łez, która gromadziła się w kącikach.
- Pamiętasz... - szepnęła cicho i przygryzła policzek od środka, jakby nie mogąc utworzyć prostego przekazu kilku słów, w których zawarta była przykra prawda. Serce nie przetwarzało ów wspomnień, a umysł wyplewiał z siebie chęć wyrzucenia z siebie bolączki wynikającej z przedawnionych błędów.
Pozwoliła zsunąć z siebie sweterek i koronkowy gorset, który jako jedyny zasłaniał jej piersi, teraz już zakryte przez drobne dłonie, wstydząc się jego ewentualnego osądu. Nie śmiałby patrzeć na nią w ten sposób teraz, a może właśnie... Wiedziała, że będzie i dlatego nie dopuszczała do siebie perspektywy, w której to ulegną oboje dzikiej żądzy i oddadzą się chwili uniesienia, która wyda na nich wyrok skazujący? Nie m o g ł a; już nigdy. Odetchnęła więc z ulgą, kiedy opuścił pomieszczenie, a sama z trudem weszła do wanny, kuląc się jak małe dziecko, które podciąga pod brodę kolana i chowa w nich twarz, nie zamierzając dać się znaleźć. Woda przyjemnie drażniła jej wyziębione ciało, a myśli z każdą sekundą stawały się coraz wolniejsze, wreszcie stając się nic nieznaczącymi.
- Gdybyś wiedział... - szepnęła do siebie i pozwoliła raptem jednej łzie spłynąć po pyzatym policzku.
Nie możesz.
Dla naszego dobra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Czw Lis 09 2017, 18:52

Odległość pomiędzy nimi w c a l e się nie zmniejszała - promieniowała generowanym w przewrażliwieniu bólem, niczym otwarta rana o niekwapiących się ku złączeniu brzegach, dotkliwie piekąca otchłań rozdarta przy naturalnej, niegdyś stabilnej ciągłości, na której oboje stawiali dwa lata temu pierwsze, w pełni nieprzejmujące się zagrożeniem kroki. Choć obdarzany dotyk, choć bliskość do złudzenia przypominała tę - dążącą rozbudzić w nim określone reminiscencje, chciała rozniecić w umyśle pożogę niegdyś zaznawanych emocji; zarazem wiedział, że nie były one właściwe. Oziębła, wykuta w lodowej skorupie ściana spowijała w rzeczywistości odległość pomiędzy ich dwoma światami - w których myśli, przerażeni mieszkańcy przechadzali się smętnie wzdłuż granic - wiedząc, że nie są w stanie ich w żadnym stopniu przekroczyć. Dawna zgodność zatraciła swój rytm, wypaczyła charakter, zdruzgotana i zniechęcona siarczystym policzkiem porażki
(a on ciągle, zaparcie twierdził, że n i e tkwił w tym jego udział; nie było w tym jego winy).
O czym więc myślał? Ile dałby, aby przekonać się o nierozwiązanej zagadce własnego rozszalałego wnętrza - w którym zapuszczał się w najprawdziwsze bagno amoralności, pragnąc jej i jednocześnie pozostając świadomym, że nie może - już nie może? Nigdy nie mógł, od zawsze, od samego początku zuchwale omijał reguły, przed każdym z ludzi udając innego siebie; teraz udawał na już zbyt wielu płaszczyznach, zaplątał się (z własnej woli!) w uściski starej-nowej relacji, chociaż w rzeczywistości…
po przedarciu się oraz oszlifowaniu prawdy
dosyć, wystarczy, odejdźcie do jasnej cholery.
Zapuszczenie się w zacienioną (celowo nie miał ochoty zaświecić światła, jak czynił zazwyczaj leniwym machnięciem różdżki) i ochłodzoną w stosunku do zamglonej przez ulatującą parę łazienki sypialnię, pozwalało mu nabrać większej ogłady. W kilku, łapczywie wypełniających miąższ płuc oddechach pragnął zarazem wyrzucić z siebie to wszystko, co sprawiało, że drżał - wątpliwości wbijały swoje zęby w fundament, jęczały z pustki ocalałe pozostałości sumienia, serca, które wydawało się tylko skrzepem. Dawno nie był już zagubiony, tak ulotny i tak niepewny - podobnie jak ona. Nienawidził tej sytuacji i nienawidził siebie, ponieważ został zakuty w kajdany przez rechoczącą bezsilność, ponieważ ta sytuacja przeczyła zupełnie posiadanej przezeń naturze: wzniosłych planów, wybiegania do przodu i olbrzymiego pola manewru - traktowania sytuacji jak szachownicy, gdzie niespiesznie i precyzyjnie dobierał ruchy, aby móc ostatecznie z przywdzianym uśmiechem przywołać słynne, oświadczające wygraną słowa.
Owym razem nic nie mógł.
Udało mu się powstrzymać przed zawaleniem eteryczną budowlę duszy, myśleć logicznie, umocnić korzenie myśli w rzeczywistości, przy tym - co było przydatne. Wyjął jedną ze swoich koszul, chcąc ją przetransmutować w ubranie dla niej; wyszło za drugim razem - dość dobrze, jak na ostatnią porażkę z idiotycznym zaklęciem znanym nawet pierwszoklasistom. Wszelkie podteksty albo nęcenie po raz kolejny - z własnej, nieprzymuszonej woli - zdolne zaprowadzić go w oślepienie niepohamowania nie były absolutnie wskazane.
Nie wiedział już, czego chce (czyżby?)
kogo
chciał jej (pamiętasz, kiedy to powiedziałeś, nieomal dławiąc się atmosferą zaciskającą się niczym wisielcza pętla, dławiąc się drobinami starej, teatralnej sali, dławiąc się beznadzieją, w jakiej byłeś zmuszony, by trwać?).
- Podam tobie ubrania - odezwał się wyraźniej przed drzwiami - kiedy będziesz gotowa. - Pozostawało jeszcze zaprowadzić ją do sypialni (w odmiennym charakterze niźli dotychczas), cały czas bijąc się z wylęgającą się w środku głowy szarańczą.
Jak długo będziesz to w stanie znieść, jak długo będziesz w stanie wytrzymać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pią Lis 10 2017, 10:20

Czuła jak wszystko ją parzy, jak krew buzuje w żyłach, jak dusi się pragnieniem skosztowania tego co zabronione, jak łapczywie szuka po omacku możliwości przedarcia się przez poły grubej kotary, która oddziela jej sylwetkę od rychłego końca, który nastąpiłby po przełamaniu granic. Łapała się na chęci tak absurdalnej, tak nierealnej i tak szalbierczej, jakby cały świat został wykreowany przez niezrównoważonego emocjonalnie artystę, który na papier przekładał swoje podniety i fikcje rodzące się w głowie. Nią również kierowała żądza wpychająca jej drobne ciało do otchłani piekieł, wydająca na wyrok skazujący wprost w objęcia kata, który z rozkoszą i manią zaciskałby pętle na łabędziej szyi, oczekując długiej i trawiącej trzewia śmierci.
Wiedziała, że tak to się skończy.
Oboje byli tego świadomi.
Uzależnienie rodziło głęboko skrywane pragnienia, które z całych sił próbowała zatrzymać w sobie, kiedy to przełamywana linia oporu przesuwała się coraz dalej i dalej, a okowy lodu topniały pod wpływem jego ciepła, którym emanował. Eskalowała przyjemny zapach docierający do umysłu i otwierający nowe rozdroża, którymi niegdyś stąpał, wydeptując tym samym ścieżki duszy, tak nieskalanej, tak niewinnej i tak bardzo wystawiającej się na ewentualną dewastację. Uczynił zeń istotę, która była od niego zależna, a zarazem nie traciła przy nim własnego charakteru, pozostając butną, choć o słodko-gorzkim uosobieniu. Z n a ł ją na tyle? Gra była warta świeczki, wszak toczyli bój o własne, dalekie perspektywy na kolejne dni, które stałyby się dręczącą wizją rozłąki.
(Dotykaj mnie. Raz jeszcze przesuń opuszkami po wystających obojczykach, które domagają się chwilowej atencji. Dłońmi zejdź niżej, wprost na piersi, które perfekcyjnie pasowały do twoich dłoni. Wargami, na których nadal czuć smak nikotyny, pocałuj mnie - jakby jutra miało nie być.)
nadal jestem twoja
Ciepło wody przyjemnie otulało zmęczone ciało Marce, która coraz to chętniej zanurzała się po sam czubek głowy pod przeźroczystą taflą, uciekając w ten sposób przed światem. Łaknęła ciszy i spokoju, który otrzymywała jedynie, gdy pozwalała myślom wzlecieć hen - ponad niebosa, skłaniając się ku upadkowi. Mityczne, woskowe skrzydła topniały, a do wyłączonego niemal umysłu docierał głos, który prowokował do reakcji, a przecież tak bardzo chciała zapomnieć o tym co było dwa lata temu, spisać w księgach nowe rozdziały, dać się porwać wirowi spontaniczności; odreagować nieudany wieczór. Ileż mogła poświęcić dla jednej chwili słabości, rozniecając tym samym ogień spalający wszystko na popiół?
Leniwie podniosła się z wanny i nie sięgając po ręcznik (tym bardziej po ubrania), ruszyła przed siebie, choć jej nogi nadal były jak z waty. Organizm niezwykle wolno usuwał alkohol, który odbierał trzeźwość, ale nie przyćmiewał na tyle racjonalności, by nie być pewną opuszczenia łazienki w zupełnej nagości, która przestała ją krępować. Kropelki wody lśniły na jej bladej skórze, podkreślając tym samym chłód, który smagał szczuplutką sylwetkę, pozostawiając na niej gęsią skórkę. Klatka piersiowa unosiła się spokojnie, choć mógł dostrzec gwałtowne reakcje na zimno. Dzieliła ich nieznaczna odległość. Nieznośna, rodząca potrzebę zerwania do reszty iluzorycznych szat rozwagi, dlatego gdy była wystarczająco blisko, wbiła w Daniela ufne spojrzenie, w którym tliła się niema prośba - upadnijmy razem.
- Przecież wiesz, że nigdy nie będę - odpowiedziała sentencją podkreślającą analogię do ów sytuacji, która po raz pierwszy miała miejsce, gdy Holmes oficjalnie mogła zostać uznana za szesnastolatkę. To pocałunek Bergmanna, którym uraczył jej kark sprawił, że pociągnęła go na górę i pozwoliła na pokonanie wysokiego muru oddzielającego ją od społeczeństwa; nikt jej nigdy nie rozumiał, tak jak on. - Mogę zniknąć, jeśli chcesz - szepnęła cicho i dopiero wtedy dostrzegła koszulkę, którą trzymał. Jej tęczówki spoczęły na linii dłoni mężczyzny i bez pytania ujęła ją w smukłe palce, by dopiero po upływie kilku sekund zasłonić nią to co było dla niego przeznaczone nieosiągalne.
Jak wiele musimy poświęcić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sob Lis 11 2017, 17:20

Zamrugał; powietrze nagromadzone w płucach było już ledwie bezużyteczną masą - mdłym substytutem oddzielonym od cząstek tlenu, wyłącznie rozpychającym gąbczaste rusztowanie miękkich, niezbędnych do prowadzenia wymiany gazowej tkanek. Wszystko zatrzymało się, nie czuł własnego oddechu, nie czuł niezmiennie tłoczącej krew pompy serca, którego echo wysiłku gnało zazwyczaj przez komplikacje naczyń, nie czuł siebie i nie czuł jej - jak w iluzji, jak we śnie spowijającym umysł.
Niedorzeczne.
Odgrywał rolę postaci rodem z antycznej tragedii; w szlaku słów, czynów przekładanych na rzeczywistość zgodnie z radami na didaskaliach, przybliżał się - by wypełnić ofiarowaną przez fatum zgubę, smagany na własne życzenie poprzez emocje, poprzez pragnienia, poprzez żądzę odbierającą zdrowy ciąg myśli. Każdy oddzielający od niej centymetr zadawał mu bezlitośnie ukrytą, dotkliwą ranę w obrębie wnętrza; niestabilny, pełen sprzeczności był gotów już rzucić się w przepaść obłędu - i nie żałować, zetrzeć z powierzchni ziemi własne sumienie, i teraz wystarczająco ułomne, wystarczająco pozbawione praw nawoływań. Sylwetka nieskażonego złymi czynami człowieka, do bólu neutralnego badacza, w pełni oddającego się - tylko oraz wyłącznie - swej pasji, była mrzonką niezdolną utrzymać się długo w świecie, wpajaną szarej masie otaczających ludzi, aby po zawężeniu ich pól widzenia móc manewrować do woli na pozostałych płaszczyznach. Nie był on taki, nie umiałby być - nie przy niej - obojętny i trzymający się zasad (których wszak nie posiadał, z których naśmiewał się, które omijał na wsparciu wdrażanych oszustw).
Cisza, sama z siebie, zgniatała mu wówczas krtań - chociaż paradoksalnie niezwykle bardzo pragnął ją przerwać. Wpierw obdarzył Marceline wyłącznie spojrzeniem, zagadkowym, nieokreślonym, osiadającym na jej sylwetce jakby z delikatnością - lód tęczówek ogarnęła na moment mgła przytłaczających rozważań.
- Nie chcę - wyszeptał po chwili, wymuszając uległość mięśni wobec artykulacji. Dłoń wspięła się w tym momencie, dotychczas spoczywająca bezwładnie - bez życia - nagle obejmując palcami przedramię, czując pod naporem opuszek rozgrzaną przez kąpiel skórę, wystawioną tak nagle w kontrastujący szum chłodu. Zsunął się, poluzowując uścisk - chwycił ją wówczas za rękę, zamykając ją w szczelnej osłonie własnej, większej, o twardszej i grubszej skórze, pod której warstwą na grzbiecie uwypuklały się szlaki błękitnych żył - nici owijających rusztowanie szkieletu.
Zaprowadził Holmes do pokoju; nie zmieniał panującego układu półmroku, w którym jednakże szło się odnaleźć - jasna barwa pościeli odznaczała się stosunkowo dosadnym, z lekka nieostrym kształtem razem z zarysowaniem łóżka. Obserwował jej ruchy, zanurzanie się w miękkiej (należącej do niego) pościeli, by wypowiedzieć ostatnie - jak wówczas uważał - tego dnia słowo.
- Dobranoc. - Zniknął za progiem i przymknął drzwi; samemu udał się do łazienki - złudnie pokładając nadzieję, że krótka kąpiel pozwoli jemu ochłonąć, że zdoła jakimś cudem dziś zasnąć, uwolnić się z kajdan myśli. Spływająca po ciele woda, co prawda - pozwalała na lekki dystans, lecz wyłącznie przyciszała emocje, które potrafiły powracać nagle ze zwielokrotnioną siłą. Wyłonił się w samych bokserkach (tak spał zazwyczaj), nie przejmując się znaczną obniżką temperatury - spojrzeniem mimowolnie ogarnął wejście do własnej sypialni, teraz już niedostępnej, przyprawiającej wspomnieniem o ścisk w narządach. Powolnym, snującym się krokiem dotarł do salonu oraz ułożył się na wątpliwie wygodnej kanapie; przykryty odnalezionym kocem, w końcu przymknął powieki, licząc, że łaska Morfeusza będzie wyjątkowo wielka tej nocy; nawet, jeśli miałby doświadczyć kolejnego koszmaru, wolał go od dławiącej, bezsennej nocy spowodowanej pędem minionych zdarzeń. One wciąż tkwiły, wciąż pojawiały się, nie dało się od nich uwolnić.
To było naprawdę
niedorzeczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pon Lis 13 2017, 12:03

Wspomnienia.
Dawne sytuacje, które rysowały się pod stertą kartek z nowymi zdarzeniami.
Nadal twoja?
Nic nie dzieje się bez przyczyny. Podobnie było z ich spotkaniem, które zaplanowane przez pokrętny los, złączyło drogi ich dwojga, kiedy to dawali upust swojej irytacji, a przynajmniej - robiła to ona. Złość na swoją głupotę, na bezsilność i potęgujący niepewność strach o nią. Mogłaby przysiąc, że w tamtej chwili nie chciała myśleć o przykrym incydencie, jakby obecność Daniela elektryzowała ją na tyle, że każde pasmo wolnej myśli, wszystkie możliwe bodźce, spojrzenie zielonkawych tęczówek skupiało się - wyłącznie - na nim. Przecinająca ich sylwetki cisza sprawiała, że Holmes nawet nie drgnęła, gdy to jej serce rwało się ku mężczyźnie, zaś chłodne dłonie chciały obejmować go na linii pasa, by to paznokciami zaznaczyć ścieżkę przynależności; bolesną, ale wykreowaną z pożądania, które rozdzierałoby trzewia.
Nic się jednak miało nie wydarzyć.
Nie powinno.
Zetknięcie zimnej skóry z ciepłą dłonią Bergmanna sprawiło, że Marceline spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami i choć alkohol szumiał nadal w jej żyłach, tak najzwyczajniej w świecie zapragnęła, by ten cholerny dystans został zmniejszony, by ich sylwetki zakleszczyły się w jedno, by mogli wreszcie przekroczyć próg stworzonego przez nich raju. Byli aktorami, którzy odgrywali swoje role i to bez większego trudu, ale gdy wreszcie samotność spowijała ich pod kurtyną nocy, zrzucali maski i przeciw wszystkiemu - eskalowali swoją obecność, która kusiła teraz najmocniej. Być może dlatego nie odpowiedziało na to niewyraźne dobranoc, może to był powodów, dla którego zatopiła się w pościeli i rozmyślała o zaprzeszłych sytuacjach, tak bardzo chcąc wpaść w wir całkowitej destrukcji, wydając na siebie wyrok i próbując mu wybaczyć. Żal odchodził w niepamięć (nie skrzywdziłby jej ponownie, prawda?), a zwykła ciekawość kierowała jej czynami, których prawdopodobnie nie powinna się dopuszczać, ale im głębiej to analizowała - tym bardziej pragnęła łamać zasady, które ich nie dotyczyły.
Leniwie uniosła się na przedramionach taksując przy tym łóżko i miejsce obok, które pozostawało puste; nie było nawet cienia perspektywicznego opartego o jego obecność. Pozostawił ją samą sobie,co zrodziło w niej jeszcze większą chęć i potrzebę przełamania wszystkich granic; tych nieznośnych, niepotrzebnych i wytworzonych przez społeczeństwo, które wiedząc o ich nieprzyzwoitym uczuciu, osądzałoby w kategoriach - niewłaściwe, ale cóż w dzisiejszych czasach można takowym nazwać? Dla rudowłosej nie miało to większego znaczenia, dlatego zgodnie z intuicją, kierowana sercem, gdzie racjonalność umysłu odeszła na bok, ustępując wszelkiej moralności. Znów była blisko, znajdowała się tuż obok, obserwując jak spogląda na nią i jak podnosi się do pozycji siedzącej, wyczuwając - co ta zamierza mu uczynić. Bez pytania bowiem usiadła na jego kolanach i opuszkami przesunęła po męskich ramionach, nachylając się przy tym i czule, ledwie wyczuwalnie, muskała jego usta, które niegdyś tak często kosztowała. Przyjemny prąd przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa, kiedy coraz to śmielej przesuwała smukłymi palcami po ciele Bergmanna, a pocałunki przybierały formę tych namiętnie zakazanych. Powstrzymanie się przed cichymi pragnieniami było nierealne, dlatego z taką rozkoszą chełpiła się w cudownym uniesieniu zespalającym ich w niewinnej pieszczocie przesiąkniętej żarem. Oderwała się dopiero w chwili, gdy brakowało jej tchu, a kumulacja przeróżnych emocji coraz bardziej stawała się odczuwana.
- Nie chcę spać sama - wyszeptała cicho i wlepiła w niego spojrzenie, w którym jawiła się niema prośba. Nie powinien w końcu odmawiać temu, na co oboje mieli ochotę, czyż nie? Ileż mógł ze sobą walczyć, tkwić zamknięty w klatce ograniczeń? Jak wiele gotów był poświęcić dla reguł, których nie mieli? Wolno zsunęła się z danielowych kolan i wyciągnęła ku niemu dłoń, dając mu pozorny wybór.
Ofiarując kolejną szansę.
Chodź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Wto Lis 14 2017, 22:24

Pomiędzy iskrą (bluźnierczej) idei a popełnieniem grzechu istniał zawsze ten moment - antrakt, zniewolenie przez aberrację niepewności, osieroconych przez odpowiedzi pytań, niepewności - niemniej nietrwałej - która po chwili pęka jak szkło po zderzeniu się z pięścią; zmarszczki destrukcji przecinają uprzednio gładką powierzchnię - wahanie nie ma już dłużej znaczenia, zniesiony zostaje ból jego piętna. Świadomość czynienia złego jest zagłuszana triumfem czynności, jej samej w sobie, napawającej wypaczoną wręcz satysfakcją - jaka wykrzywia w tej chwili w zadowolonym grymasie wargi. Gardło sumienia ulega zatkaniu; umysł jest tylko posłusznym sługą w tym czynie, jakby podyktowanym przez instynkt. Przez moment, przez patrzenie się w otchłań mającą zaraz pochłonąć, skowyt wyrzutów staje się niewyraźny, mgła żalu rozpływa się, zlewa z przezroczystością powietrza
wszystko inne przestaje istnieć.
Cisza naprzykrzała się, szumiąc w uszach, bezkształtna i nieprzyjemna. Mimo przymkniętych zasłon zroszonych zmęczeniem powiek, sen nie kwapił się ku nadejściu; mężczyzna leżał, wyłącznie, leżał w bezruchu, podróżując po labiryntach myśli. Brak jakichkolwiek bodźców niezależnie rozbudzał działania zmysłów, chcących za wszelką cenę wyłapać choć niewyraźny symptom. Odwrócił się (każde ułożenie raziło go niewygodą), w końcu lustrując niedostatecznie wyraźną przestrzeń, kąpiące się w cieniu doskonale znane mu elementy mieszkania, które po odsączeniu z kolorów oraz utracie ostrości, wydawały się bliżej nieokreślone i obce.
W końcu wychwycił kroki.
Początkowo niewyraźne - nie zwracał uwagi, lecz gdy zbliżała się - jakby pod sugestią nieobecnego rozkazu, podniósł się; ze spojrzeniem na granicy pytania i cierpliwego pozostawania w oczekiwaniu. Biernie przyjmował każdą wdrażaną czynność, czując się jak we śnie - jakby pojawiały się podświadome jego życzenia; i c h nieustanne pragnienie do trwania razem, irracjonalne jak wzlot owadów w stronę mających spalić ich drobne ciała, płomiennych języków. Wytarły się wszelkie zahamowania, wszelkie stwierdzenia, że przecież nie może, jedynie pogorszy sprawę, że to niewłaściwe.
Był słaby.
Żałośnie słaby.
(Chciał być.)
Zatracał się w pocałunkach, współistniał z bliskością jej ciała, do którego przywarły stęsknione dłonie. Każde z działań stawało się być manifestacją pragnienia, ogromnego pragnienia, które dotychczas był zmuszonym utrzymywać w ukryciu - zamknięte, przez wzgląd na zasady, na jej nienawiść, gorycz spowodowaną ostatnim odejściem, na tłamszący prawdziwy obraz całokształt. Teraz - wszystko zostało zniesione - pozory przyzwoitości prysnęły niczym mydlana bańka. Nic nie istniało, prócz ich splecionych sylwetek.
Jak w transie, pochwycił dłoń Holmes powoli, acz bez najmniejszego wahania - podążył za nią, spełniając prośbę, wygrzebując oszukiwane pożądanie - obecnie - omal nie rozsadzające od środka. Położył się obok niej, zanurzając się w miękkiej, spiętrzonej ku fałdom kołdrze; nie miał jednakże w zamiarze pozostawać bezczynny - już nie, opętany przez ciąg sytuacji, rozdzierające uczucie, jakie brało swe źródło gdzieś w okolicy podbrzusza. Nachylił się nad nią, ponownie kosztując ust, które pozostawały oddalone zbyt długo; palce przemierzały z delikatnością płynących kropel, w dół kobiecego torsu, wzdłuż mostka, zahaczając niesfornie o zasłonięte wyłącznie przez nałożony materiał piersi. Zmierzały niespiesznie aczkolwiek nieubłaganie, muskając wewnętrzną część ud - lecz nie był to jeszcze ten moment; chciał delektować się, chciał dokończyć to, co zostało brutalnie przerwane ostatnio (gdy otworzyła oczy, zdenerwowana, nakazująca przysięgać). Dotyk ponownie został skierowany ku górze, podnosząc koszulkę; drażnił ustami okolicę jej brzucha, skórę na odznaczających się grzebieniach biodrowych, aby później - zadecydować się całkowicie ściągnąć ten lichy, przeszkadzający element ubrania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -229
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sro Lis 15 2017, 13:54

Chciała zgrzeszyć.
Ten jeden raz, kiedy był tak blisko; na wyciągnięcie dłoni, wystarczyło jedynie spróbować.
Zgarnąć go egoistycznie dla siebie.
Czy o tym właśnie myślała, gdy leżała otulona grubą warstwą kołdry? A może zastanawiała się nad tym - co należy a czego nie? Dzisiaj zasady przestały istnieć, dokładnie tak jak wtedy, gdy przebywali razem w Szkocji, kiedy musieli ukrywać emocje buzujące w ich żyłach. Ten wieczór uświadomił jej dokładnie to samo, co wiedziała już dawno temu, ale to naiwność wkradała się do podświadomości i sugerowała, że jest inaczej. Kłamstwo powtarzane wielokroć wreszcie przybiera kształt prawdy, ale przekonanie, że ułuda staje się realnością to czysty masochizm. I tym był brak jego obecności przez prawie dwa lata, gdy musiała mierzyć się w pojedynkę z demonami rozsadzającymi jej wnętrze i raniące dogłębnie duszę, któa wydawała się być dostatecznie pokiereszowana przez ogrom nieoczywistych emocji płynących w żyłach, tworzących siateczkę niejednoznacznych reakcji.
Spontaniczność pod osłoną nocy wydawała się być bardziej oczywista niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy to namiętność zrodzona z pocałunków kumulowała się w podbrzuszu i tworzyła ewentualny obraz przyszłości, w którym to złączą się w jedno ciało. Pragnęła przekroczenia granicy przyzwoitości, zdarcia zwykłej, przetransmutowanej koszulki i oddania w dłonie Daniela swojego ciała, które spragnione odrobiny atencji, ofiarowałoby każdą swoją reakcją nieme podziękowanie dla odważnych czynów, którymi obdarzałaby ją z czystą zachłannością. Pewnie dlatego jęknęła wprost w jego wargi, gdy rękami zaczął badać fakturę jej zmęczonego ciała, a ona z taką subtelnością próbowała skradać kolejne muśnięcia, by tylko nie zawstydzić się z powodu własnych podniet. Ileż jednak można trwać w iluzorycznym transie, gdy to poranek zbliża się niemal wielkimi krokami i należy zrobić wszystko z prawdziwą starannością, by jak najdłużej nie dopuścić do możliwości zetknięcia świtu z mrokiem.
- Nadal jestem... - twoja; nie zdołała dokończyć, gdy w końcu znaleźli się w łóżku, bo znów próbował obdarzać jej wargi pocałunkami, które oddawała z czystym zaangażowaniem. Wiła się tuż obok, nie mogąc zrozumieć - dlaczego, cóż ich tak do siebie ciągnęło. To serce Marceline wyrywało się do Daniela - nie do profesora Bergmanna - stąd nie potrafiła zatrzymać w sobie niewypowiedzianych uczuć, które podkreślała nieśmiałymi czynami. Smukłe palce przesuwały się wzdłuż torsu przez mostek mężczyzny docierając na podbrzusze, nie robiąc nic ponad to. Nie zależało jej teraz na erotycznym zbliżeniu, choć podniecenie poddawało destrukcji trzewia, a z każdą kolejną sekundą napędzało do oddania mu dotyku, który prowokowałby do jeszcze śmielszych działań.
Mimowolnie wygięła się w łuk, kiedy to badał fakturę jej skóry niczym wykwintny lekarz o precyzji artysty, reagując na to jeszcze intensywniej niż dotychczas. Czuła zahaczające opuszki tuż przy linii piersi, które zmierzały w stronę brzucha, a gdy znalazły się na udach, zastygła w bezruchu. Prowokował ją i nęcił śmiałymi pocałunkami, które składał coraz niżej, co wykreowało w niej niepewność związaną z następstwami. Nie oponowała jednak przeciwko tym czynom, żądając niemo, by czasem nie przerywał w tej chwili. Przymknięte powieki pozwalały na spotęgowanie uczucia, które zmuszało jej serce do wzmożonej pracy, dlatego w chwili ściągnięcia koszulki, pędziło jak szalone. Była zupełnie naga, ponownie odarta z pozornej niewinności, gdy to raptem jedynie ich skóry oddzielały od siebie niepołączone ze sobą dusze, by czasem nie zdołały przeniknąć przez barierę zrodzoną z fizycznych mankamentów. Paznokciami malowała znane tylko sobie symbole na jego ramionach i uciekała biodrami, gdy to docierał do ich granicy i próbował pokazać jej, że wciąż oddziałuje na nią równie silnie, ale musiał być tego pewien, skoro z taką rozkoszą oczekiwała na więcej. Czy czuł? Czy aby na pewno wiedział?
Jesteśmy zgubieni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 358
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Yesterday at 21:32

+18

Zachłysnął się pożądaniem - oddychał nim, żył, w rytm jego rezonowały cząsteczki zarówno ciała i duszy. Wypleniony z żywionych uprzednio obaw, nagromadzenia rozważań przytłaczających zakręty umysłu oddawał się tylko oraz wyłącznie wykonywanym czynnościom; wystarczała jedynie bliskość ich ciał, tonących wspólnie w miękkich falach posłania - gdzie rytm odmierzały wzmożone cykle uderzeń serca i pobieranych oddechów, niekiedy zdolnych do usłyszenia wyraźnie, uchodzących spomiędzy rozdzielanej linii czerwieni warg, uzewnętrzniających namiastki doznań.
Dopiero później wypadało? żałować - o ile kiedykolwiek wykiełkuje w nim chwast takiego uczucia, uporczywego, trującego jak bluszcz zdzierający masywność muru osobistych przekonań, za jakich wzniesieniem zwykł się perfidnie ukrywać, z jakich uczynił opokę, usprawiedliwienie wszelkich karygodnych zachcianek. Nie powinien, nie powinien jeszcze na samym początku, nie powinien tym bardziej teraz - zachowując pozory, zezwalał tumanom ich mgły raptem opaść, wykorzystując moment na ujawnienie wszystkich buzujących we wnętrzu pragnień. Wszystko niszczył; ulegając spontanicznym podszeptom pokus, czule nachylających się w stronę ucha by zgubić, uczynił swą egzystencję jednym ciągiem tyrani emocji, wędrówką pełną niepoliczonych odchyleń, bez najmniejszego porządku. Egoistycznym nierozważaniem konsekwencji dźgał innych jak naostrzonym nożem, nie dostrzegając czerwonych szram, jakie zwykł pozostawiać. A jednak - jakże był w tym zagmatwaniu stabilny, jak nadal, mimo upływu miesięcy i lądowania w innych ramionach, w niby-obojętnym na czułość hedonistycznym sposobem życia - wykazywał się gamą uczuć, nie potrafił uwolnić się od niej i zawsze, niezmiennie jej pragnął. Była w tym również czysto uczuciowa więź przywiązania - pewnie wręcz z powstającą przesadą, z nieznanych bliżej powodów (dlaczego, Danielu, dlaczego się tak przejmujesz? Masz własne życie, nieułożone jak zawsze), kiedy wypełniał się gniewem, spostrzegając ją w towarzystwie innych. Wolał porzucić wcześniej nękające go sfory przypuszczeń, co zdarzyłoby się - gdyby - nie przechodził wówczas tą drogą, nie posłał wpierw znużonego spojrzenia na parę w pierwszym odbiorze nieistotnych sylwetek. Jedna część potrafiła postrzegać wyłącznie scenariusz (i samozwańczo nadała sobie ku temu prawo), że o n i nikt inny jest w stanie nurkować z nią pośród cieni, zlewać swoje postacie majaczące w objęciach nocy - jedynego schronienia przed wspólnym wyklęciem i gradem wyrzucanego z pogardą wzroku, którego perspektywą jednakże nigdy nie wydawali się martwić. Tylko oni pozostawali istotni.
Druga część zaś wiedziała, że znowu pozwala zapętlić się w jednym, cholernym błędzie. Do czego to wszystko prowadzi? Do zatracenia. Do destrukcji. Do roztrzaskania się, kiedyś - już całkowicie. Rozważny człowiek powstrzymałby się z obdarzaną myślą na temat kobiety, obecnej sytuacji oraz łamaniu jednego z najistotniejszych punktów regulaminu. Rozważny człowiek nie dopuściłby nigdy do potoczenia się zdarzeń w ten sposób.
Być może - był skończonym idiotą. Po prostu.
Czy przyjdzie później, chłodny powiew żalu za popełnione czyny?
Chciał, żeby wszystko było takie jak dawniej - proste, nieskazitelne, toczące się własnym życiem, czerpiące garściami z bogactw ludzkiej niewiedzy. Uśmiech wstępował na jego oblicze, kiedy omiatał wzrokiem, zachłannie, odsłoniętą w całości jej drobną postać - na ile tylko był w stanie w otaczającej, mętnej zasłonie szarości. Z przyjemnością napotkał ponownie w pocałunku ich usta, dłoniami nie zaprzestając badania faktury ciała, centymetr po centymetrze, obecnie bez skrępowania nawet eterycznej tkaniny. Wieńcząc ich pocałunek, w końcu przekroczył zahaczaną wielokrotnie barierę - najpierw wyłącznie drażniąc płatki jej kobiecości opuszkami swych palców, aby później zagłębić się w śmielszych ruchach. Muśnięciami warg schodził później wzdłuż szyi, czując, jak powstające napięcie poczyna mielić jego wnętrzności na miazgę - jak nic nie jest w stanie się ostać - prócz wyraźnego teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Mieszkanie nr 5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
 :: 
Kamienica nr 64
-