IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 891
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Mieszkanie nr 5   Sro Lis 01 2017, 21:37

First topic message reminder :


Mieszkanie Daniela Bergmanna


p o d g l ą d
Spoiler:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 288
  Liczba postów : 151
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sob Sty 13 2018, 18:39

Czy doprawdy byli aktorami, którzy odznaczali się na scenie nie do końca spójnej egzystencji? Ileż szaleństwa było w niezwerbalizowanych słowach, które ulatywały spomiędzy warg, gdy spojrzenia płonęły czystym pożądaniem? Dlaczego chwile wydawały się być zbyt ulotne, ażeby zatrzymać je pomiędzy smukłymi palcami, przez które przelatywały niczym wiatr?
Och, Danielu, doskonale potrafimy kłamać.
W całej tej efemerycznej otoczce, gdzie znajdowali się ponad sądzącym ich wzrokiem obcych przechodniów, nadal pozostawali ledwie iluzorycznymi marionetkami, przesiąkniętymi manią żądzy i posiadania siebie nawzajem. Była uzależniona, niczym narkomanka od dobrego towaru, która łaknie kolejnej dawki, a kiedy już wchodziła w jej posiadanie, stawała się ślepa na racjonalne działanie; szukała bodźca, który wystawi ją pod ostrzał przykrych słów, wiedząc że ma schronienie w jego ramionach. Mogła być tego pewna? Chciała wierzyć, że tak, ale im dłużej to trwało - tym bardziej wątpiła w słuszność idei, której ulegali oboje; zachcianki są po to, by je spełniać i w takich chwilach jak ta - lękała się, że tym się stała dla Daniela.
Przysięgnij, że nie.
Wzdłuż kręgosłupa Marceline przebiegł przyjemny dreszcz, kiedy ledwie wyczuwalnym dotykiem musnął bladą skórę otulającą wątpliwą sylwetkę, zbyt kruchą, zbyt delikatną, a zarazem na tyle silną, że nic nie było w stanie jej złamać. Gęstsze kłęby powietrza uleciały spomiędzy jej warg, gdy wreszcie usta zetknęły się z zimną powierzchnią ciała, a dłonie mężczyzny ulokowały się w najtrudniej dostępnym miejscu, acz najsilniej reagującym na enigmatyczność. Rozsunęła zupełnie nieświadomie smukłe uda, by dać mu lepszy dostęp do siebie, a zaraz potem ugryzła się w język, kiedy poczuła jak bergmannowe ręce zmieniają tor i zmierzają do piersi; była wystarczająco pobudzona, żeby żądać konkretnych pieszczot. Ileż to minęło od ich ostatniego razu? Wiedział już, że niebawem zacznie krzyczeć jego imię, jakby był bogiem, który wydaje na nią liczne tortury, ażeby tylko pamiętała? Umysł podsyłał kolejne sygnały, żeby zwerbalizować każdą z emocji, ale im dłużej to trwało - tym wątpliwsza była szansa na możliwość wycofania się z wyperswadowania mu, że nie powinien się znęcać, ale kiedy już chciała zmienić strategię - zaskoczył ją. Cichy pisk odbił się od ścian mieszkania, a ona tkwiła - tak jak pragnęła - objęta danielowymi ramionami. Miała ochotę się roześmiać beztrosko, zapomnieć, że jest tylko uczennicą, by wreszcie spełnić swoje najskrytsze pragnienia, a one były na wyciągnięcie ręki.
Niemal naga tkwiła na łóżku, w miękkiej pościeli, a kiedy i on znalazł się tuż nad nią - nie zastanawiała się; zacisnęła szczupłe nogi na jego biodrach, byle znalazł się jeszcze bliżej, byle mogli pokonać wszelkie bariery. Ustami szukała jego ust, a następnie bez pytania o pozwolenie złączyła je w delikatnym pocałunku. Nic ich ograniczało, nawet fakt - czy aby na pewno wypiła eliksir, bo oczywiście, że zrobiła to - jak mogłaby się oprzeć pokusie połączenia się w jedno ciało i dania upustu obawom i frustracji?
- Bawmy się niegrzecznie - wydusiła z siebie pomiędzy kolejnymi muśnięciami, a zaraz potem drobne paluszki zaczęły rozpinać koszulę, która była wadliwym materiałem nie dopuszczającym do możliwości badania faktury jego osoby. Dopiero kiedy opadła, Holmes uśmiechnęła się rozbrajająco, bo czyż niezabawnym było, że to ona nieustannie tkwiła przy nim pozbawiona wszelkich ubrań, zaś on pozwalał na to, by niepotrzebne ubrania znalazły się poza zasięgiem wzroku? Nie wierzył chyba, że pasek, który stanowił jedną z barier zbyt długo będzie przytrzymywał spodnie - dla Marceline jawił się jako bezużyteczny, odbierający to - co sprawia największą przyjemność.
Ileż jeszcze zasad trzeba złamać, by osiągnąć to czego się pragnie?
Tak niewiele potrzeba.
Niewiele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 891
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pon Sty 15 2018, 03:11

+18

Najchętniej byłby marionetkarzem - tym, pod którego decyzją naprężają się w posłuszeństwie sznurki doznanych bodźców, dalszym współtwórcą, kompozytorem zetknięcia, które to nigdy, przenigdy nie było w stanie wystarczyć. Nie zaspokajał się, n i g d y - owe uczucie pozostawało mu obce, zbyt płytkie, zbyt łatwo zdolne do przemijania, mącone wkrótce następną gamą widoków, zapachów oraz cichego tembru jej głosu, igrającego z roztaczającą się wcześniej ciszą. Jego dążenia były podszyte tym wiecznym głodem, trudnym w zdefiniowaniu oraz narastającym poza kontrolą w towarzyszącej rozłące, która w czas trwania każdego, nadarzonego spotkania usiłowała doczekać się kulminacji - niemniej nie mogła - do teraz. Starał się wszystko wdrożyć możliwie najbardziej ostrożnie - aby pułapka ogarniających ramion pozostawała bardziej niż znośna. Zwolnił, kiedy pisk zaskoczenia przeszył otaczające powietrze, jakby odbierający rytmiczność dysonans (chociaż zrozumiał powód przy zachodzącej nietypowości, pozwalając jej w trakcie szybko kumulujących się sekund przywyknąć, nim półmrok oczekujący w sypialni osiądzie na ich sylwetkach).  
Kolejne spotkania ust wyłącznie potęgowały płonące w nim pożądanie, nie pozwalały przemykać ponadto innym formom przekazu, obecnie jawiącym się jako błahe i zwiędłe, kondensowane wyłącznie do niezbędności. Opadająca, bezużyteczna wówczas koszula, odsłoniła już całkowitą nagość męskiego torsu (przyjemnie owiewało mu skórę wyraźnie chłodniejsze powietrze, połączone wraz z eterycznym dotykiem, wędrującym po poszczególnych, nieodgradzanych pośrednio poprzez tkaninę fragmentach). Nie miał w zamiarze jakkolwiek pozostawać dłużnikiem (nawet, jeśli i tak miał przewagę); emocje wymieszane z bodźcami w rozpętanej wichurze, nie pozwalały - a nawet on za nic nie chciał - już dłużej zwlekać, rozciągać niczym w torturach momentów niepełnych doznań. Bezpruderyjnie (jak zawsze) podążył w kierunku zapięcia jej górnej części bielizny - wystarczył zdecydowany ruch, by uwolnić drobne wzniesienia piersi. Przylegająca do Holmes sylwetka wydawała się pragnąć zatrzeć wszelkie niesprzyjające, zdolne wyżerać pustki wkradającego się, nieproszonego dystansu - dając zarazem odczuwać narastającą w nim żądzę.
- Jak bardzo? - Niski ton, przybierający kształt szeptu, upodabniał się wręcz do pomruku. W zacieśnionej bliskości ich wargi nieomal stykały się znowu - w czas uchodzenia słów muskając swymi pragnącymi wciąż krawędziami. Posłał w jej stronę jakby zaciekawione spojrzenie, wyszukujące mimo skąpości światła wszelkie możliwe do wychwycenia szczegóły; utkwione w twarzy, z igrającymi na taflach tęczówek, nieuchwytnymi żywotami refleksów. Wyzwanie? Zapowiedź? Drobna, nieszkodliwa złośliwość? Interpretację pozostawił w jej rękach.
Osobiście zaś wiedział, czego nie zdołał dokończyć. Równocześnie z rozpadnięciem się słów w powietrzu do ponownego milczenia, błądząca najpierw po udach dłoń dotknęła przez materiałową barierę jej kobiecości, wpierw ledwie jednym, nieznacznym pociągnięciem opuszek; nie poprzestała jednak na pośredniości, omijając ową przeszkodę w zwiększaniu pieszczot - następnie drażniąc już bezpośrednio jej najwrażliwsze miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 288
  Liczba postów : 151
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Wto Sty 16 2018, 07:40

+18

Mogła być jego laleczką.
Porcelanową czy też ze stali - nieistotne. Rozbudzał nie tylko jej duszę, ale również ciało, które uginało się pod naporem wszelkich subtelnych muśnięć, reagując na jego działania zbyt intensywnie. Nie musieli czekać, przekładać tego aktu, skoro oboje byli pewni, czego oczekują. Ona pragnęła, by rozpaść się w ramionach Daniela, a czy on nie szukał sposobu, by należała tylko do niego? Miałby niewątpliwą perspektywę na to, by stać się panem, w którego posiadaniu byłaby nieposkromiona dusza, całkowicie dla niego - do ujarzmienia. Właśnie teraz, właśnie dzisiaj, oddawała mu się na nowo, jakby przychodząc tu w wiadomym celu, rozkoszując się świadomością, w której znów zacznie należeć do niego i tylko dzięki temu chciała próbować pokonać wszelkie niedogodności. Rozpadała się na milion cząsteczek, gdy patrzyła mu w oczy, postrzegając go jako jedynego, odpowiedniego mężczyznę, z którym mogłaby kończyć w ten sposób. Kogokolwiek to dziwiło? Syndrom jaki dopadł Marceline mógł wydawać się absurdalny, ale przecież nie to było ważne, a istotność splecionych ciał, które winny być ze sobą już na zawsze.
Wiesz to, prawda?
Wzrokiem błądziła po jego twarzy, kiedy to raz po raz zahaczała smukłymi palcami o materiał koszuli. Lustrowała każdą ze zmian zachodzących na pokrytym przez drobniutkie zmarszczki licu, a zaraz potem dotykała opuszkami kości policzkowych, tak wyraźnie zarysowanych, by bez trudu przedrzeć się przez linie rysujące sylwetkę skrytą w półmroku. Paznokcie kreowały przeróżne wzory na jego ramionach, zaś usta dobrowolnie poddawały się torturze, w której nie mogła sięgnąć jego warg. Rozchylała je lubieżnie, ale nie całował ich; katował z precyzją greckiego rzeźbiarza strudzone ciała, by zaraz potem zmusić ją do wyduszenie z siebie kilku wysokich dźwięków, gdy wreszcie zetknął się z tymi najwrażliwszymi punktami.
- Bardzo - szepnęła wprost do bergmannowych ust, zaś chwilę później rozpoczęła uciekać biodrami, co by go pozbawić zasięgu czułych terenów, do których miał tak łatwy dostęp. Krępował ją fakt, że z taką precyzją dominował i przedzierał się przez bariery, zdzierając z niej wstyd i wymuszając pewnego rodzaju dozę uległości. Ileż w tym było pragnienia, by wreszcie zakończyć męczarnie i poddać się całkowitemu wyzwoleniu duszy? Jedna z dłoni Marceline rozpoczęła wędrówkę w dół i przedarła się przez tkaninę spodni, by to na niego wydawać wyrok i gdy już dotknęła delikatnie zarysowanego wybrzuszeniu w dolnych partiach, uśmiechnęła się szelmowsko: - Ale nie wiem, czy byłeś dostatecznie grzeczny - mogło to brzmieć jak wyrok, ale skoro ją znał to czy wiedział, że tylko igra, by dostać tę wyczekiwaną, upragnioną nauczkę?
Jedność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 891
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pią Sty 19 2018, 01:56

+18

Niedopełnienie, nienasycenie, niedostateczność. Armie tych synonimów, chmary wyżerające jakby bezdenne dziury - dręczące, narastające przepaści, w których szerzyła swoją tyranię pustka. Nieposkromiona, cyrkulująca w ciele mężczyzny żądza, zakrawała o wiele ponad biologiczną zewnętrzność - obejmowała swoim nieposkromieniem duszę, uzależniając się oraz pragnąc też uzależniać. Spalał się w swych instynktach, odciągając właściwy moment mimo zaostrzającej się odległości, mimo owiewających skórę przeciwległej postaci oddechów. Feerie obecnych doznań pozostawiały skazę niedostatecznych, niedostatecznie wyrywały rozsądek z czaszki, niedostatecznie obezwładniały nadmiarem swych wyładowań, które powinny przebiegać jakby przez każdą cząstkę - aż po koniuszki palców. Tyle niespełnionych miesięcy, ostatnich nieporozumień, ucieczek - cierpkich porażek, które nareszcie pozwoliły im złączyć zdystansowane ścieżki. Jak w przesądzonej tragedii - wystarczyło spotkanie, spostrzeżenie określonej postaci na korytarzu, na prowadzonych zajęciach z maską obojętnego nauczyciela, aby wytworzyć w nieubłaganiu resztę uiszczanych pokątnie a karygodnych dążeń. Dążeń, które zbiegały się w jednym punkcie - ponownie, aby stopić się razem w amoralności obecnych na horyzoncie - t e r a z tak niedalekich czynów. To wszystko - wymagało istnienia razem - rozmowa, kontakt, zawężanie się centymetrów. Gra, jaka za nic nie mogła zostać przerwana. Nic nie zdawało się pozyskiwać zdolności do zapełnienia tej pustki, zaspokojenia obsesji wygasającej wówczas jak agonalny ogarek - płomień nie urywał się, nie zamrugał; wijąc się ciągle, nie ustępując, wręcz narastając.
Potrzebował reakcji - wszystkich, zdolnych do rzetelnego odnotowania w pamięci, drobnych oraz gwałtownych, z jakich nieustannie chciał czytać jak z przepełnionej symboliką lektury. Nie narzucał po gwałtowniejszej ucieczce dotyku, najpierw wyłącznie zastygając, zaklęty, bliski bezruchu, którego krąg przełamywały jedynie rozszerzające, to zapadające się w cyklu oddechu żebra. Przez moment rozkoszował się, katował wręcz w świadomości eterycznym draśnięciem zarysowanej wyraźnie na materiale erekcji - moment o rozkruszonym istnieniu, zakończonym wybrzmieniem jej wątpliwości. Uśmiech skradał się poprzez jego oblicze, rozwijał powoli, niewymuszenie wyznając (oraz narzucając samemu sobie tę prawdę):
- Wkrótce. - Strumień szeptu pobliskich warg, niemal lądował jak puch w tych ulotnych, epizodycznych spotkaniach, narzucanych przez ruchy związane z zapadnięciem przekazu. Wędrował niżej, muskając jeszcze, przelotnie, skórę dziewczęcego, zroszonego przez piegi policzka. - Miał zostać tylko łańcuszek. - Przypomnienie. Sumiennie wdrażana obietnica? Jedna z rąk zsunęła się jeszcze wzdłuż szyi, dalej, przepływając dotykiem przez pierś, w swoim ruchu celowo drażniąc opuszką palców jej sutek - chociaż nie to było głównym już zamierzeniem. Bez przesadnej zachłanności, lecz sukcesywnie, pozbawiony wcześniejszych opóźnień - bezceremonialnie pozbawiał ją pończoch; jedynie w przerwie składając pocałunek - na odsłoniętej zupełnie skórze.
Odsunął się - aby do resztek wyzbyć się przeszkód ubrań, tym razem własnych, aby później nachylić się - nieuchronnie, z przyspieszającym rytmem uderzeń serca.
- Zbyt długo - wypowiedział jedynie, wchodząc pomiędzy jej smukłe uda, manifestując pragnienia - bez brutalności, chociaż w zdecydowanych ruchach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 288
  Liczba postów : 151
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pon Sty 22 2018, 19:17

+18

Pragnęła zburzyć ten mur ograniczeń.
Chciała, żeby wszystko runęło, a oni nareszcie mogli połączyć się w jedność nadającą nowym sens wszystkiemu.
Danielu, czy wiesz?
Emocjonalne aspekty tej relacji doprowadzały na skraj przepaści, w której można było utonąć niczym w bezkresnym oceanie, którego nieprzewidywalność jawiła się jako ta przysparzająca wszelkich katuszy. Marceline i tak dostatecznie cierpiała przez okres, kiedy to tkwiła z dala od mężczyzny - co prawda starszego, ale to dla niego straciła głowę i jemu chciała ofiarować siebie, jakby tylko to miało wartość sentymentalną; powrócić do przeszłości. W drobniuteńką dziewczynę raz po raz uderzały wszelkiego rodzaju odczucia, dzięki którym reagowała na dotyk Bergmanna, subtelnie muskając jego wargi, gdy tak zawzięcie się odsuwał i nie dawał możliwości do poczucia go. Irytacja wywołana narastającym nienasyceniem ów bliskością doprowadzała do ostateczności, w której to Holmes chciała mu pokazać, że powinien ją dotknąć, bo przyjemny ból wynikający z wbijania paznokci w skórę nie skończy się, póki on nie przerwie tego okrucieństwa wydawanego na spragnione ciało. Oboje dążyli do zaspokojenia, a ona potrafiła zdobywać szczyty tylko przy nim, gdy rozpadała się niczym porcelana w jego silnych ramionach i stając się ledwie imitacją żywej istoty proszącej o łagodny wymiar kary. Ileż czasu upłynęło od ich ostatniego spotkania? Ileż słów niepotrzebnych padło, skoro i ona i on znali finał tej znajomości? Byli na siebie skazani; na zawsze i na wieczność.
Jęknęła cicho - wprost w danielowe wargi, gdy rozniecał w niej ogień pożądania, drażniąc wszelkie zmysły. Smukłe uda zaciskały się na męskich biodrach, dając mu jasny sygnał, że to już się powinno wydarzyć i nie ma co tego odkładać na później. Rozdzieleni na zbyt długo walczyli z pierwotnymi instynktami, które nie dawały już szansy na poprawę obecnej sytuacji, było dla nich za późno. Przygnieceni feerią emocji łamali się, szukając sposobności do zabrnięcia gdzieś dalej niż pozwalały na to umysły.
- Jesteś okrutny - szepnęła, gdy ze skrupulatnością zsuwał z niej pończochy, a zaraz potem przedłużał męki słodkimi pocałunkami serwowanymi na jej rozpalonej skórze. Ledwie słyszalne jęki wydobywały się z jej ściśniętego gardła, z którego ulatywały cienkie strużki powietrza. Nie powinien, musiał wiedzieć, że się zemści - z nawiązką.
zbyt długo
Jawiło się jak sprawiedliwy osąd, który winien mieć swoje ujście pomiędzy jej nogami, a gdy faktycznie tak się stało, przymknęła powieki i odchyliła głowę, by wreszcie eskalować to co musiało się stać i nie było od tego żadnej drogi ewakuacyjnej. Klatka piersiowa Marceline zapadła się, a serce przyspieszyło rytmu. Oddech wydawał się być ciężki, ale potrafiła jeszcze wykrzesać z siebie jego imię, które wybrzmiało niczym zaklęcie, a zarazem nadające mu prawo do wykorzystania władzy, którą w tej chwili dzierżył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 891
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sro Sty 24 2018, 10:04

+18

Zachłanność była bezdenna - tonął w jej oceanie czerni, rozlewającej się szczelnie wzdłuż skóry, zaskarbiającej sobie otwory źrenic bez przepuszczania rozproszeń przeciwnych cech światła, wbijającej się w ciało, zlewając rysy upadającej sylwetki w swoją nieokiełznaną formę. Była otchłanią wyodrębnioną w jego osobowości, była motywem; stronami, w jakie kolejno wsiąkał atrament zamaszyście kreślonego instynktu. Musiał. Pragnął dla samego pragnienia, łamał dla samego łamania, upadlał się z całkowitą premedytacją. Nie umiał sprostać wychodzącym naprzeciw niego instynktom, wiążącym go kajdanami, nastawiającym koła zębate myśli w zalewającej toksyną machinie, w zaplanowaniu tragedii oraz niszczenia wokół.
Nie umiał odpuścić.
Odmówić.
Sobie.
Zbliżenie się do (zbyt?) młodej, przypadkowo poznanej w trakcie urlopu istoty, również było impulsem i opętaniem umysłu, który porzucając rozsądek, za nic nie chciał panować nad pożądaniem; przeniósł pozornie ulotną relację w strefę erotyczności (wcześniej drażnionej w niewinnych, odchylanych wśród dwuznaczności słowach). Było w niej coś, obok czego nie umiał przejść obojętnie, co zawsze - nakazywało pozostać, co przyciągało jak magnes. Nie znosił powstrzymywania, wyśmiewał ascetyczne tortury wstrzemięźliwości, redagując inaczej historię, która powinna zwieńczyć się platonicznym porozumieniem dwóch dusz, kochających się w niepojętej sztuce. Nie żałowałby nawet, gdyby czyjeś spojrzenie rzeczywiście osiadło, wyławiając ich z cieni niedopowiedzeń oraz ukrycia. Wiedziała. Nie miał skrupułów, nie umiał przestać i wciąż niestrudzenie dążył, niezależnie od kłótni, niezależnie od targających nimi wydarzeń.
Gustował w przyjemności jak każdy człowiek, chociaż on zawsze czerpał z niej jak najwięcej, garściami, do obłędnego wręcz zachłyśnięcia się w każdym, łapczywie zaskarbionym oddechu. Prawdopodobnie był hedonistą, prawdopodobnie dokonywał za wszelką cenę metaforycznych grabieży przepływających rwącym strumieniem doznań, których rezonans piął się po całym ciele, po każdym, najbardziej drobnym fragmencie powłok. Nie umiał odmówić momentu, kiedy mogli znajdować się blisko i znów powtarzać niepowtarzalność uniesień.
(Jesteś zły, Danielu Bergmannie. Gorszysz. Czy posiadasz tę wiedzę? Czy chcesz być tego świadomy?) Na wszelkie nawoływania resztek sumienia, buntujących się niepoprawnie myśli, odpowiadałby gromkim śmiechem - czasem czyhały, za rogiem, chociaż teraz wypełniające czaszkę doznania wystarczająco absorbowały umysł; nie było miejsca na nic innego, prócz wyładowań bodźców, prócz zmierzających ku nie-zaspokojeniu - pozornie pełnych prymitywności pragnień. Pozostawała wyłącznie namacalna dlań teraźniejszość, niesamowicie bliska, aczkolwiek nadal niezdolna do opisania w tracących swą wartość słowach. Dlatego padło zaledwie jedno, w przyspieszonym wydechu, osiadające razem z nim na jej skórze.
- …zdecydowanie - wyrzucił z siebie ściszonym tonem, z trudem modelując wyraźność.
Zdecydowanie
zbyt długo
minęło od ich ostatnich, wyzbytych z gorzkich zawodów spotkań. Potrzebował jej w wielokrotnych i niemożliwych do rozdzielenia znaczeniach - nie umiał wyjaśnić, dlaczego; nie chciał już nic wyjaśniać, przymykając powieki, nadając rytm poruszeniami swych bioder. Musnął kilkakrotnie, jak gdyby w pełnych spragnienia pocałunkach jej szyję, między każdym, wyraźniejszym oddechem, zarządzanym przez wyjątkowo niezdolne do zapełnienia płuca. Dozował wszystko, z biegiem czasu narastające; w bardziej dosadnych pchnięciach unosząc się nad jej ciałem - kiedy znajdowali się w ograniczonej wyłącznie do nich rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 288
  Liczba postów : 151
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pon Sty 29 2018, 22:38

+18

Pozwalała mu na wszystko.
Był panem jej ciała i duszy.
Nic nie miało większej wartości jak to, że współistnieli w bezdennej otchłani spisanych pragnień przez najróżniejsze scenariusze minionych dni. Od dawna czekała na moment, w którym to zbliży się do Daniela i wreszcie otuli się jego ramionami, które niczym odnóża pająka obejmą ją całą i ochronią przed mrokiem spowijającym aktualnie ich nagie, zespolone sylwetki. Szukała sposobu, by zapomnieć, ale im dłużej w to brnęła - tym bardziej uświadamiała sobie, że jest od niego w pełni zależna, poddając się subtelnym sugestiom i ulegając spontanicznym decyzją, wszak - nigdy - niczego nie planowali. Czy jednak premedytacją nie było wypicie eliksiru i zawitanie w progu jego mieszkania, wprost odsłaniając karty i jasno dając do zrozumienia, że oczekuje, by na nowo uczynił ją swoją?
Na usta cisnęło się jej mnóstwo szeptów, które pokrywały się z oddechami, którymi otulała jego szyję. Raz po raz ciepła struga powietrza łaskotała ciało Daniela, zaś palce smagały ramiona i plecy, w które przy mocniejszych pchnięciach Marceline wbijała paznokcie. Wydawać by się mogło, że to wszystko jest irracjonalne, ale gdy tylko feerie emocji uderzały w nią z impetem, traciła rezon. Gubiła się w iluzorycznej kreacji spokojnego, lecz stanowczego aktu, podkreślającego jej przynależność do niego, co mogła zrównoważyć zaciskającymi się smukłymi udami na jego biodrach, by zapauzować tempo nazbyt intensywne; nie chciała odczuwać tego zbyt szybko. Kiedy więc udało jej się wyważyć stopniowość kolejnych pchnięć, jęknęła ledwie słyszalnie, by jej pozwolił przejąć inicjatywę, co poskutkowało zamianą ról. Wodze fantazji zostały puszczone całkowicie, a Holmes raz po raz wspinała się na szczyt orgazmu, gdy to bez trudu spokojnymi ruchami nadawała nowy sens temu uniesieniu.
- Och... - wydusiła, a zaraz potem nieznacznie przyspieszyła, by dać upust nadchodzącej ekstazie, która spięła całe jej ciało i pozbawiła wszelkich złudzeń dotyczących tej nocy. Spazmatyczne prądy wpływały na drżenia wątłej linii sylwetki, by zaraz potem ułożyć się na nim i jeszcze nie pozwalać mu na oddalenie się, które doprowadziłoby do kolejnej rozłąki; podniecała ją wszak myśl o najbliższych dniach przepełnionych świadomością, że będzie z nim - tu i teraz.
[b]- Zawsze - wypowiedziało to słowo jak modlitwę, która miała być ich mantrą, dzięki której będą mogli raz jeszcze ukryć się przed światem i poddać pragnieniom przepływającym w kanalikach nerwowych.
Teraz.
Zostań tu.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 891
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sob Lut 03 2018, 19:02

+18

Więcej.
W i ę c e j.
Pojęcie umiaru nie zostawało rozpatrywane przez umysł - w jego miejscu panoszyła się pustka, żarłoczna, nieposkromiona pustka nakazująca staczać się w bagno grzechu. A jednak, umazywany błotem amoralności, które powinno odrażać, wzbudzać jęki sumienia, krzyk przełożony z żalu nad popełnionym występkiem - ta amoralność, to zło zawierało w sobie zgoła największą przyjemność, spijaną ciągle niczym najsłodszy nektar. Bez kontroli, przedawkowując, racząc nią oraz siebie identyczną trucizną, zawartą w omiatającym, rozgrzanym powietrzu przyspieszonych oddechów, krótkich słów i błogości uwidacznianej w twarzach. Długa rozłąka wyłącznie nawarstwiała te bodźce, tę nawałnicę przemykającą traktami niepoliczonych neuronów, zwiększaną i spalającą komórki w drodze do kulminacji. Każdym swym zagoszczeniem postaci, mignięciem w nieistotności tłumu na korytarzu szkoły, pojawieniem się w jego progach udowadniała, jak przecież - nie byłby w stanie się beznamiętnie odwrócić, zerwać splatającej ich pajęczyny skomplikowanej i zgubnej poniekąd relacji. To wszystko musiało trwać. Musiało zmierzać.
W kierunku kresu? Wieczności?
Mogli być wieczni. Chciał, aby byli, chciał teraz; mimo ułomności ciał ludzkich, poddanych obróbce czasu.
Pozornie nieprzyjemne odczucie wpijanych płytek paznokci stawało się przyjemnością w obliczu tylu burzliwych doznań z każdym wdrażanym ruchem. Zbyt chciwy, zbyt bardzo egoistyczny - potrzebował tej gwałtowności dla siebie, czując każdą składową momentu tonięcia w bliskości ciała, z jakim obecnie splatał się w idealną jedność. Musiał jednakże odpuścić, czując w tej zmianie wyrastający niedosyt - jaki prędzej czy później zdoła się uzewnętrznić (powinna wiedzieć), w innym przypadku odzyskując spełnienie poskromionych wówczas zamiarów. Pokrzyżowanych planów. Jasne tęczówki śledziły opadającą, to unoszącą się, drobną sylwetkę; dłonie ułożone na biodrach muskały skórę, zaś wargi lądowały kolejno na piersiach, obdarowując dodatkową pieszczotą. Aż wreszcie, rzeczywistość zniknęła - zaś oczy rozwarły się znacznie szerzej w fali rozchodzącego się, obezwładniającego spełnienia, które jednakże nie było końcem.
O tym również powinna wiedzieć.
On nigdy nie zdoła przestać.

| koniec <333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 891
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Wto Lut 06 2018, 23:51

| przybywamy stąd

Niebieska łuna uchodzącego zaklęcia mignęła, omijając (chwała Merlinowi) kruczą sylwetkę. Manewr w ograniczonych przestrzeniach powietrza zwieńczył się osiągnięciem sukcesu, podobnie zresztą wymknięcie w owym czasie kobiety. Gdy opuściła obręb lokalu, mogła po kilku, postawionych przez siebie krokach dostrzec lustrującego ją błękitnymi ślepiami ptaka, identycznie chłodnymi oraz pełnymi bystrości. Mrugające pośród pierścieni tęczówek refleksy, wydawały się perfekcyjnie pokrywać, niezależnie od przybieranej formy. Zwierzę wskazywało jej drogę (nie zmieniłby! przecież postaci między nagromadzeniem mugoli, omijających bezwiednie, od zawsze Dziurawy Kocioł, jak gdyby nie byli zdolni wyłowić go z tła budynków). Dopiero, tuż obok kamienicy na całkowicie magicznym osiedlu, kruk sfrunął oraz na powrót stał się mężczyzną.
Szedł szybko, zdecydowanym krokiem wspinał się, wchodził po schodach dzielących od celu mieszkania - prawdopodobnie stanowiącego bezpieczne schronienie, jeżeli tylko zamiary funkcjonariuszy, pokrywały się z przypuszczeniem Bergmanna. Wpuścił Hazel do środka; następnie, zamknął za sobą drzwi. Metalowe szczeknięcie zamka przybierało wręcz symboliczny, błogi charakter odosobnienia w spokoju.
Wszystko zepsuli. Klimat, wcześniejszą rozmowę.
Wszystko.
Do czego ich to prowadzi?  
- Musieli nas z kimś pomylić - zauważył, ściągając płaszcz, w którym skrywały się jeszcze nieliczne, śniegowe płatki. - Albo szukali sprzymierzeńców w tej walce. - Ministerstwo pragnęło zareagować, lecz ta reakcja obfitowała wręcz w nieudolność. Porażka za kolejną porażką, pełen chaosu festiwal, tragiczna śmierć jednej z uczennic. Mugole pojawiający się niespodziewanie w Hogwarcie, aresztowanie dyrektora pod pozorami jakiegoś bełkotu, wreszcie, wypadek w dormitorium Ślizgonów. W zamian za to otrzymywali dybiących funkcjonariuszy, pełnych podejrzeń do tego, co nielogiczne, co pozbawione uzasadnienia. Usiłowali czarodziejów przekupić, byleby tylko uzyskać cholera wie, jaką wiedzę. Nie miał zamiaru być psem Ministerstwa; Hogwart od lat chlubił się swoją niezależnością, ponadto jako profesor - tym bardziej nie ważył wiązać się z polityką. Kroczył jak kot, zawsze własnymi ścieżkami.
Po jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech; fakt, również pomyślnej ucieczki Hazel, napawał go satysfakcją. Całe szczęście. Wieszając wierzchnie odzienie, poczuł ból skrywający się w przedramieniu. Rzeczywiście, robiąc harmider kilkakrotnie uderzył, wymykał się oraz potłukł naczynia. Nie zawita w tym miejscu z pewnością w najbliższym czasie.
Dyskretnie odwinął rękaw swojej koszuli, wpierw rozpinając mankiet. Z kilku zadrapań sączyła się niewielkimi kroplami krew, gdzieniegdzie zaczęły oblewać się fioletowym rumieńcem siniaki. Nic wielkiego.
- Nawet nie próbuj - oznajmił prędko kobiecie. Tolerował jej profesję; zresztą wcześniej jej nie znał, w pierwszym momencie spotkania - niemniej w tych sprawach miał bardzo nietypowe podejście. Magii leczniczej unikał zawsze jak ognia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 78
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15644-d-hazel#421278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15643-diana-hazel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15636-diana-charlotta-hazel




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sob Lut 10 2018, 19:28

Szła ulicą nie oglądając się za siebie. Przemieszczała się szybko, cały czas śledząc wzrokiem czarną wronę, która do niedługo na nowo pojawiała się w jej widnokręgu. Jedną dłoń wcisnęła głęboko w kieszeń, a drugą mocniej zacisnęła na czarnej torbie wiszącej na ramieniu. Chciała jak najszybciej znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. W miarę szybko się to udało.
Za kolejnym zakrętem, przed jej oczami pojawił się ponownie Bergmann, tym razem w swojej ludzkiej postaci. Podążała za nim po schodach, pokonując po dwa stopnie na raz. Stanęła przed odpowiednimi drzwiami i pozwoliła na to, aby przepuścił ją w progu. Gdy tylko weszła do środka, zdjęła kurtkę i zmierzwiła dłonią i tak już potargane, czarne włosy. Sięgnęła do kieszeni kurtki i wyjęła paczkę papierosów, razem z zapalniczką. Nie pytała o pozwolenie. Nie uważała, aby było to konieczne. Po prostu odpaliła peta i wysunęła paczkę w jego kierunku, jakby chciała go poczęstować.
-Nie wyglądali na takich, coby mieli kogoś z kimś pomylić. - powiedziała cicho, po czym zaciągnęła się dopiero co zapalonym papierosem. W głowie kotłowało jej się wiele myśli, których do tej pory nie dopuszczała do siebie. Chciała jak najszybciej znaleźć się jak najdalej, a wszystko co zbędne odganiała na bok. Dopiero teraz zauważyła, że ZAWSZE obecna Iva, tym razem siedziała cicho, gdzieś w kącie jej umysłu.
Wypuściła powoli dym z ust, delektując się tą czynnością. Obserwowała Daniela, kiedy podwijał mankiet koszuli i sprawdzał swoje obrażenia. Podeszła do niego szybko i złapała jego rękę.
-Zamknij dziób - syknęła, nawet na niego nie patrząc. Co ją to, że nie lubił uzdrowicieli? Ją tolerował więc i teraz nie miał żadnego wyjścia.
Szybko podeszła do swojej torebki i wyjęła niedużą, czarną saszetkę. Miała tam wiele rzeczy, które mogły nawet uratować życie. A co ciekawsze, bardzo dużo z pośród nich, chodziło ze świata mugolskiego. Diana nie wstydziła się tego, że była mugolką. Była również dobrze zaznajomiona z medycyną mugoli, nie tylko czarodziejów. To stawiało ją w o wiele ciekawszym świetle, niż innych uzdrowicieli. Potrafiła szyć rany, dobrze je opatrywać, nie tylko za pomocą magii. Posiadała wiele mugolskich specyfików.
Pomimo, że rana była niewielka, to zdążyła już się mocno zabrudzić. Diana sięgnęła do kosmetyczki i wyjęła spirytus salicylowy. Nie posiadała wody utlenionej, która w tym przypadku sprawdziłaby się o wiele lepiej.
-Przytrzymaj - powiedziała, bezpardonowo wpychając mu do ust wciąż palącego się papierosa. W końcu, jej w tym momencie by dosyć mocno przeszkadzał. Jak gdyby nigdy nic, wyjęła z saszetki wacik i nasączyła go substancją. Przyłożyła go do rany i mocno by się zdziwiła, gdyby nie usłyszała przynajmniej syknięcia z jego strony. Wiedziała, że to może zaboleć, ale nie miała ochoty mu wcześniej o tym mówić. Iva zachichotała w jej umyśle a i sama Diana uśmiechnęła się wrednie.
Obmyła rany i wyjęła mu papierosa z ust, po czym ponownie się zaciągnęła. -O jejciu jejciu, biedny Danielek boi się uzdrowicieli - powiedziała, naśladując dziecięcy ton. -Nie ma za co
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 891
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pon Lut 12 2018, 19:44

W ciszy, otaczającej ich nieopodal wejścia, bez komplikacji wychwycił jej szept - lekko drażniący zmysł słuchu. Przekrzywił głowę, jak miał nierzadko w zwyczaju; było to urokliwe  (na nietypowy sposób, o ile urokliwym mógł być mężczyzna po odebraniu trofeum trzydziestu pięciu lat życia), spoglądał na nią, wnikliwie, jak gdyby pragnął wybadać coś swoim wzrokiem; jakby w mimice, w refleksach na nieustannie wilgotnej powierzchni oczu - ukrywała się jakaś metaforyczna odpowiedź. Była?
- Nabroiłaś coś? - dopytał ją z rozbawieniem. Sytuacja jednakże była niezmiernie poważna; gdyby usłyszeli dokładniej, gdyby poznali tę słabość Hazel, którą on poznał, mieliby doskonały szantażowy argument. W jego przeszłość również lepiej się było nie wgłębiać - Veritaserum mogło wydobyć z wnętrza najbardziej intymne oraz haniebne sekrety (nawet przy większych, typowo fizycznych torturach nie chciałyby przejść przez gardło). Całe szczęście, sytuacja była opanowana.
Przynajmniej teraz. Upewnił się; nie wychwycił odgłosu skłębionych, pospiesznie stawianych kroków. Klatka schodowa pozostawała czysta, za drzwiami lokum nikogo, sąsiedzi wewnątrz, u siebie, spokój, cisza i spokój.
Doznane, stosunkowo niewielkie urazy nie przeszkadzały mężczyźnie; zazwyczaj pozostawiał je, pozwalał im się zabliźniać - nierzadko znikały, nie zostawiając większego śladu na dłużej. Wyjątkiem były dwie obrzydliwe szramy, pozostawione na przedramionach. Niestety, mogła obecnie jedną zobaczyć. Cholerna pamiątka. Różnym ludziom, którzy mieli okazję zapytać, streszczał przy odpowiedzi zakłamaną historię; prawdę znała wyłącznie matka z gronem najbliższych krewnych. Przez większość czasu ukrywał wszystko pod mankietami koszul, nie wystawiając blizn ku zasięgom ciekawskich spojrzeń. Był w sumie ciekaw, czy spyta. Większość pytała.
- Kurwa - syknął, gromiąc ją nieprzyjemnym wzrokiem - mać. - Skończył, chociaż czaszka nieomal pękała od pozostałych przekleństw. Przez jeden moment był wściekły, mając ochotę splunąć tym papierosem, wetkniętym niespodziewanie w wargi. - Mogłaś zastosować zaklęcie, skoro już chciałaś się bawić - oznajmił z wyrzutem. Złość niemniej nie ciągnęła się w nieskończoność. Wcześniej odrzucił jej propozycję, ponieważ miał własne; wyciągnął paczkę swych papierosów oraz zapalił. Stres wyparował - razem z wijącym się dymem.
- Spróbuję odtworzyć klimat - powiedział nagle. Za drugim machnięciem różdżki niewerbalne zaklęcie osiągnęło swój skutek - dwie butelki piwa zagościły na stole w salonie. Szedł za nią, niewerbalnie zachęcając do rozgoszczenia się na kanapie. Sam zresztą rozsiadł się, opierając plecy o miękkie, zielonego koloru oparcie. - Trochę cię tu przetrzymam. - Półżartobliwie, chociaż - czy mogą po tym wszystkim rozmawiać? Czy będą w stanie? Wypuścił kłąb z ust, odganiając natrętne niczym owady myśli.

kostki tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 78
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15644-d-hazel#421278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15643-diana-hazel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15636-diana-charlotta-hazel




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pon Lut 12 2018, 22:20

Każde ewentualne zmuszenie jej do mówienia prawdy, mogłoby się skończyć tragicznie. Zbyt wiele miała do ukrycia. A jeszcze więcej faktów z jej życiorysu mogłoby jej definitywnie zaszkodzić. Nic dziwnego, że ludzi z ministerstwa unikała jak mogła. W końcu, kto by nie robił tak na jej miejscu. W tej kwestii z Ivą były bardzo zgodne. Ministerstwo mogło im tylko zaszkodzić. Trzymać się Munga i się nie wychylać, to było najlepsze rozwiązanie. Chroniące wszystkich wokół.
-Ja nigdy nie jestem grzeczną dziewczynką - powiedziała, pozostawiając dwuznaczność w powietrzu. Niech myśli co chce, pewnie będzie to prawda.
Nie uciekły jej uwadze blizny, które znaczyły jego przedramiona. Ale czy byłby sens pytać? Pewnie i tak nie otrzymałaby odpowiedzi zgodnej z prawdą. Gdyby ktoś zapytał o blizny, które posiadała, również opowiedziałaby piękną i łzawą historię, zupełnie nie mającą pokrycia w rzeczywistości. Może macie ze sobą więcej wspólnego, niż którekolwiek przypuszcza? rzuciła Iva. Chyba muszę przyznać Ci rację powiedziała tylko Diana. Daniel od dawna wydawał jej się interesujący. Nie jako mężczyzna, na takie rzeczy rzadko kiedy zwracała uwagę. Był intrygujący. Wiedziała, że ona sama również za taką uchodzi. Nic dziwnego, że na niego zwróciła uwagę.
Uśmiechnęła się, cholernie wrednie. Parsknęła śmiechem, kiedy usłyszała piękne przekleństwo wyrwane z uwięzi. Jak inaczej miałaby mu pomóc?
-Przecież boisz się magii leczniczej. Zastanów się nad bardziej spójnymi zeznaniami, kochany - zaśmiewała się z niego. Z niewiadomych powodów sprawiało jej to ogromną radość. - Poza tym, to mugolski sposób na odkażanie ran, powinieneś się cieszyć, przecież lubisz wszystko to, co mugolskie. - dodała, kierując się w stronę kanapy.
Jakoś tak, jakby przez nawyk, podciągnęła ponad łokieć rękawy bluzki, którą miała na sobie. Oczom Daniela mogły ukazać się liczne tatuaże dziewczyny, które całkiem nieźle zakrywały liczne blizny na jej przedramionach. Poziome, pionowe, idealnie proste i cholernie nierówne. Tworzyły bardzo brzydką siatkę na jej rękach. Po tylu latach przestawała zwracać już na nie uwagę, ale dla każdego kolejnego pacjenta w Mungu, były nie lada zagwozdką. Żaden jednak nie odważył się nigdy zapytać o ich pochodzenie.
Zaciągnęła się mocno papierosem, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. Nic dziwnego, że zakrztusiła się dosyć mocno i chwilę jej zajęło, nim doszła do siebie. Spojrzała na niego zszokowana, nie do końca pewna, jak powinna zareagować. Co prawda wiedziała, że to zapewne tylko żart, ale gdzieś głęboko pojawił się w jej ciele lęk. A co, jeśli dalej będzie drążył? Jeśli dowie się zbyt wiele?
Zreflektowała się dosyć szybko.
-Grozisz czy obiecujesz? Bo nie wiem, czy trzymać różdżkę w pogotowiu. - uśmiechnęła się, zadziornie, ale w żadnym wypadku nie był to szczery uśmiech. Bardziej taki, który potrafił skryć to, co nieprzyjemne. Usiadła na kanapie, w niedalekiej odległości od niego ciekawa w jaki sposób potoczy się ich spotkanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 891
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Wto Lut 13 2018, 13:40

W pajęczynie kłamstw, wewnątrz której ukrywał swoją osobę - niezmiernie łatwo było się zgubić. Posiadał na swoim koncie - prócz lubieżności - próby zagłębiania się w czarną magię (jeszcze jako młodzieniec), które to były oraz powinny pozostać wciąż tajemnicą. Przy wywęszeniu każdego z zaszywanym pod skórną powłoką sekretów, mógłby zostać z łatwością skończony w magicznym świecie.
Nadal chciał być uczonym.
Nie byłby w stanie zrezygnować z Hogwartu, nie, póki obfitował on w różnorakie korzyści.
Jego wzrok nie złagodniał, nadal świdrował Dianę - niepocieszony tym bardziej, odnotowując zapadłe słowa. Odwrócił się, częściowo, w swej teatralnej obrazie teatralnego majestatu. Palce zaciskał sztywno na pulsującym wciąż przedramieniu, epicentrum uporczywego pieczenia.
- Nie znoszę - przypomniał - medycyny. W k a ż d y m wydaniu. - Nienawidził sterylnych szpitali, bladych, surowych ścian, przechadzających się, pełnych ogromnej pseudowiedzy uzdrowicieli. Najgorszym gatunkiem byli jednakże psychiatrzy - poczuwający się w prawie przewertowania niczym księgi umysłów, pewni swoich pozornych, zbłąkanych wniosków. Merlinie, ich nienawidził najbardziej. Jego nienawiść do nauk usiłujących wyjaśnić toczący się wewnątrz głowy mechanizm, była nieomal bezbrzeżna.
Nie miał na celu jej przypominać, wypytać, ranić ją - uczynił to, owym razem, o zgrozo! w nieświadomości. Pragnął wyłącznie zrekonstruować zniszczony klimat prywatnej rozmowy w Dziurawym Kotle; miał dosyć whisky (nie cechował się mocną głową, toteż kolejne porcje były bez komplikacji zdolne doprowadzić mężczyznę do stanu kilkuletniego dziecka).
Nie miał zamiaru nic drążyć.
Nigdy nie postępował na siłę, w dowolnym odcieniu spajającej z drugą osobą relacji.
Być może nieznacznie zarejestrował dysonans uśmiechu - był dość wrażliwy, miał  intuicję - jak na przedstawiciela płci brzydkiej wyjątkowo dosadną; gdzieś wewnątrz tkwiła ta artystyczna dusza, spragniona zawsze metafor, rozkoszująca się w dwu- i wieloznacznościach ukrytych  w słowach bądź czynach. Rozsiadł się już, wygodnie, jak gdyby pragnąc okazać swobodę - brak wiązanego, nieprzyjemnego napięcia.
- Nie powinna być tobie potrzebna - oznajmił od razu, niezwykle gładko. Przechylił głowę (lądując nią na oparciu kanapy), kiedy patrzył się na kobietę - ze stosunkowo ukróconego dystansu. Nie wydawał się skrępowany. Nigdy nie był. Nie nalegał na konwenanse, nie wyolbrzymiał pruderii, zwłaszcza - w tego rodzaju kontaktach.
- Możemy porozmawiać - zaproponował. - Albo zwyczajnie rozluźnić się i odpocząć. - Nie ruszył zbytnio się przez ów moment, oczekując wyłącznie jej odpowiedzi. Reakcji. Mogła chcieć dalej rozmawiać, mogła chcieć błogiej ciszy. Mogła chcieć czegokolwiek.
A on - dawał nieprzymuszony wybór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 78
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15644-d-hazel#421278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15643-diana-hazel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15636-diana-charlotta-hazel




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Wto Lut 13 2018, 19:29

Miała bardzo dużą uciechę zważywszy na fakt, że Daniel czuł się "urażony" jej postępowaniem. Ale nie przejmowała się nazbyt jego naburmuszoną miną. Gdyby miała zwracać uwagę na takie głupoty, to już dawno by chyba osiwiała z nadmiaru zmartwień na głowie. Zamiast tego wolała po prostu zacząć się naśmiewać. Było to o wiele prostsze i bezpieczniejsze rozwiązanie. Nie zdradzające jej prawdziwych uczuć czy też myśli. A potrafiły one za bardzo uciekać od tego, co bezpieczne. Musiała je dokładniej kontrolować.
- Oj, już się tak nie gorączkuj, bo jeszcze bardziej osiwiejesz niż dotychczas - powiedziała, a może bardziej zasyczała w jego kierunku. Ona nie miała uprzedzeń do jakiegoś jednego, konkretnego zawodu. Chociaż, jeśli już, to powinna nie być dłużna Danielowi i nienawidzić równie skrupulatnie wszystkich nauczycieli, co on uzdrowicieli. Czemu? A w zasadzie czemu nie? Ot, taki kaprys, któremu mimo wszystko nigdy nie uległa.
Nie potrzebowała pisemnego zaproszenia, aby sięgnąć po butelkę piwa. Było zdecydowanie bardziej odpowiednie dla jej osoby niż to, które serwowano w Dziurawym Kotle. Jeszcze chwila, a D zaczęłaby się cieszyć, że tak naprawdę musieli uciekać z tamtego miejsca.
Chwilę obracała ją w dłoni nie spiesząc się z żadną czynnością. Dopiero, gdy wypuściła po raz kolejny tego wieczoru dym papierosowy z ust, uniosła szkło do góry i pociągnęła zdrowo z butelki. Chwilę później, opuściła ją trochę niżej i rozsiadła się wygodniej na meblu. Wyciągnęła swoje długie nogi daleko w przód a głowę zatopiła w oparciu kanapy. Patrzyła przed siebie, zahaczając o sufit jego mieszkania, nie myśląc o niczym konkretnym. Coś się działo. Coś się w niej zmieniało. Nie chciała tego. Tej zmiany i konsekwencji z niej wynikających. Bo na pewno jakieś za sobą ciągnęła. Ale nie umiała się temu wszystkiemu przeciwstawić. A może po prostu nie miała już na to siły? Może było wszystkiego za dużo.
Iva jakby podzielała jej niepokój. Coraz więcej myślenia ze strony D oznaczało coraz więcej możliwości rozstania się z siostrą. Ogarniał ją lęk i Diana to bardzo wyraźnie czuła. Pewnie dlatego właśnie Iva stawała się taka drażliwa i czujna w obecności Bergmanna. Pomimo, że D nie przyznawała się do tego sama przed sobą, miała świadomość, że to on jest prowodyrem wielu zmian które w niej następowały.
-Możemy porozmawiać. - przyznała po dłuższym czasie i dopiero wtedy zerknęła kątem oka na mężczyznę. -Powiedz mi, czy są takie rzeczy w Twoim życiu, o których bardzo chciałbyś porozmawiać, ale wiesz, że uczynić tego nie możesz? - była szczerze zaintrygowana tym, jaką odpowiedź usłyszy. Mógł łgać jak pies, mógł powiedzieć całą prawdę, bądź częściową. Mógł ją wyrzucić, bądź spróbować w inny sposób powstrzymać. Mógł też się na nią rzucić, aby ją pocałować. Mógł zrobić wszystko. Jednego tylko była pewna w jak dużym stopniu, przez to ciężkie i niespodziewane pytanie, uda jej się wyzwolić z jego wnętrza D A N I E L A. Tego, którego nie pokazywał nikomu. I który był najbardziej prawdziwą wersją jego samego. Bo chciała go takiego spotkać. Może i jej byłoby wtedy łatwiej zrzucić swoją maskę? Wiedząc, że na świecie są równie popierdoleni ludzie co ona sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 891
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sro Lut 14 2018, 00:26

- Gdzie niby zdążyłem osiwieć? - spytał z nieukrywaną pretensją. Odruchowo przeczesał swe krótkie włosy, o odcieniu balansującym - w zależności od światła - pomiędzy jasnobrązowym a rdzawym. Nie miał sześćdziesięciu lat, na Merlina.
Podobnie jak ona, otworzył z syknięciem piwo. Schłodzony napój mile podrażniał kubki smakowe mężczyzny, nawilżał spierzchnięte gardło - od ostatnio natarczywego stresu - nie należy ukrywać, sytuacja z członkami magomilicji nie należała do najłatwiejszych, najbardziej luźnych niczym towarzyska, iście brytyjska rozmowa przy parującej herbacie. Wysłuchał ją, choć nie spieszył się z odpowiedzią. Poniekąd - pozostawał rozdarty.
Mógł odpowiedzieć jej szczerze, brutalnie szczerze, n i e, Diano, nie odczuwałem nigdy takiej potrzeby; sęk w tym - Daniel Bergmann nie odpowiadał w ów sposób, odpowiadał niekoniecznie szczerze, odpowiadał właściwie. Przynajmniej - na tyle właściwie, na ile tylko był w stanie. Nie umiał otwierać się, ponad ścisłe granice nawet! przy obecności najbliższych osób, niestety, odwiecznie skrywał się za ogromnym, wybudowanym murem introwertyzmu i najzwyczajniej niektóre słowa nie uszłyby z jego krtani. Jednak nie tego potrzebowała Diana, wyobcowana z problemem, z jakim nie mogła się do nikogo zwrócić; od jakiego potrzebowała się ostatecznie uwolnić, przejść oczyszczenie oraz uzyskać spokój. Właśnie dlatego postanowił jej odpowiedzieć inaczej, nieco inaczej niż sam uważał. On skrywał większość problemów, tłamsił je (tak było lepiej) w swym wnętrzu i doprowadzał do rozszerzania zepsucia. Nie mówił nigdy, nikomu, jawnie o swoim żalu, wyobcowaniu pośród przyrodnich, wpisanych krewnych. Nie mówił o swoich snach. Nie mówił o tym, jak wiecznie, niczym uzależnienie odczuwa nieokiełznaną potrzebę spełnienia, nawet - z ledwie poznaną kobietą. Nie mówił i nie odczuwał takiej potrzeby. To było dlań naturalne. Gdyby powiedział o którejkolwiek z tych rzeczy, prawdopodobnie przestałby istnieć. Daniel Bergmann rozpadłby się - nieuchronnie - w bezwartościowe cząsteczki pyłu.
- Rozdzielam sprawy - oznajmił jej wobec tego, już bez problemów, po krótkotrwałej chwili milczenia; odstawił butelkę piwa na blat pobliskiego stolika. - Na takie, które zachowuję dla siebie oraz które jestem sam w stanie rozwiązać. - Dzięki temu kłamstwo mężczyzny okazywało się prawdą; półprawdą, pragnąc uściślić. Rozwiązanie było w tej definicji również grzebaniem na cmentarzysku własnych, powracających niekiedy myśli. - W przypadku reszty, zawsze mogę się zwrócić do odpowiednich osób - dodał, pragnąc w ten sposób sprawić, aby Hazel czuła się ośmielona w przyszłości.
Nie mogła postępować jak on.
Nie była nim. Nie będzie.
- Z reguły nic nie zostaje - dodał już, wieńcząc w ów sposób wypowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 78
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15644-d-hazel#421278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15643-diana-hazel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15636-diana-charlotta-hazel




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sro Lut 14 2018, 23:45

-Na głowie, Bergmann. - rzuciłam, takim tonem, jakby tłumaczyła coś niepełnosprawnemu dziecku. -W końcu, nigdzie indziej nie sprawdzałam. - dodała, po chwili zastanowienia.
Prawda była taka, że czy ludzie sobie tego życzyli, czy nie, zaczynali siwieć dosyć wcześnie. Niektórzy ładnie to ukrywali, niektórzy wręcz obnosili się z tym, ale każdego czekał ten sam los. Daniel, chociaż może wydawało mu się coś zupełnie innego, pod tym względem w ogóle nie odstawał od normy. Może nie chciał zobaczyć tych pierwszych siwych włosów na swojej skroni? Udawał, że nie istnieją. D miała pod tym względem o wiele łatwiej. Częste farbowanie włosów na zupełnie nienaturalny, czarny kolor, łatało to, co powinno zostać ukryte.
Kiedy tego pragnęła, potrafiła być bardzo spostrzegawczą osobą. Nie inaczej było w tym wypadku. On myślał, że jest ślepa? Że nie dostrzega tego, co oczywiste? Chciał być postrzegany tak, jak się maluje, ale to nie było takie proste. W chwilach, raczej w momentach, takich jak te właśnie, kiedy zaskakiwała go tak mocno, czy tego chciał, czy nie, częściowo ukazywał swoją twarz. Widziała, że kłamie i że nie chce powiedzieć prawdy. Ona zapewne również by się na to nie odważyła. Ale dlaczego, domagał się czegoś, czego sam nie był w stanie zrobić? Co kierowało nim i dlaczego nie mógł (nie chciał?) postąpić inaczej.
-Rozumiem. - powiedziała wolno, po dłuższej chwili milczenia, tonem, który w żaden sposób nie mógł zdradzić jej uczuć i tego, co działo się w środku. A w środku czuła, jakby ją rozrywano. Ale nie, nie na pół, na miliony małych kawałeczków.
Jakby machinalnie zaczęła zrywać etykietkę z butelki po piwie i skupiła całą swoją uwagę na tym zadaniu. Nie mówiła nic, bała się, że to, co chce powiedzieć, zniszczy to, co udało im się do tego momentu wypracować.
Diana, nie lituj się nad nim. cichutki głosik Ivy przebił się przez natłok jej własnych myśli. Nad nikim innym byś się tak nie litowała. Czemu to robisz dla niego?
-Masz rację, nie litowałabym się. - powiedziała, w zamiarze prosto do siostry, nieświadomie zrobiła to na głos. Spojrzała na Bergmanna, jakby zobaczyła go w tym momencie po raz pierwszy w życiu. Jakby był gównem, w które przez przypadek wdepnęła swoim ulubionym butem. Jakby był nic niewartym pyłem, który śmiał zabrudzić jej ubranie.
-Nie traktuj mnie, jak idiotki, Bergmann, bo idiotką nie jestem. - zaczęła cicho, dosadnie artykułując każde słowo wydobywające się z jej ust. -Myślisz, że jestem ślepa? Że jestem głupią blondynką, którą można szybko zakręcić wokół palca i powiedzieć dokładnie TO, co chce usłyszeć? Myślisz, że już dawno nie zauważyłam, że jesteś jeszcze bardziej spierdolonym prototypem człowieka niż ja? Jeśli tak myślałeś, to jesteś w błędzie.
Po tych słowach podniosła się i odstawiła opróżnioną do połowy butelkę. Niedopałek, który wciąż trzymała w dłoni, odruchowo odgasiła o podeszwę buta i schowała do kieszeni, jakby nie chciała tutaj śmiecić bardziej, niż powinna. Podniosła się z miejsca. Rzuciła jedno, bardzo nieprzychylne spojrzenie w jego stronę. Mógł je interpretować, jak tylko zapragnął. Dla niej był skończony. Ruszyła w kierunku drzwi, nie oglądając się za siebie. Szybko zarzuciła na plecy kurtkę i złapała w dłoń pasek swojej torby. Miała przy sobie wszystko to, z czym przyszła. Nie miała zamiaru zostawiać po sobie śladu w tym miejscu.
-Inteligentni ludzie mają to do siebie, że widzą prawdę, kiedy nikt nie chce, aby była zauważona i skutecznie potrafią to ukryć. - rzuciła tylko przez ramię. Czy tyczyło się to jej, czy jego? Czy może obojga? Pozostawiła mu to do rozważenia. Złapała za klamkę i otworzyła drzwi. Chwilę później zbiegała już po schodach, aby znaleźć się jak najdalej od tego miejsca i przede wszystkim od niego.

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 891
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 685
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Czw Lut 15 2018, 12:50

Dostrzegał zgrzyt. Jego wypowiedź powinna zagościć w powietrzu bez przeszkód, nie okrywać się żadnym fałszem i spowodować dalszy ciąg konwersacji. Powinna. Plany mężczyzny legły natychmiast w gruzach, nieprzydatne, zgniecione i amorficzne; obserwował, co robi, co mówi (do kogo się zwraca?), ściskając wargi w wąską linię oczekiwania. Obmył ją chłodnym spojrzeniem swoich jasnych tęczówek, wykrzywiając twarz w żałosnym grymasie tym razem prawdziwie drwiącego z kobiety uśmiechu.
Jak śmiała
porównywać go i przewyższać w stosunku do siebie?
Wbiła drzazgę dokładnie w punkcie, gdzie lepiej nie wyprowadzać ataków - wypuściła tę bestię, której żaden z promieni dziennego światła nie chciał obnażać; egoistyczną, pełną pogardy do wszystkiego i wszystkich. Wywyższał się, dzięki swoim zdolnościom dostosowania, bycia sobą i jednocześnie nie-sobą, za każdym razem innym odcieniem siebie. Chciał dobrze, odrzuciła go.
- Jeżeli t y myślałaś w ten sposób - odpowiedział jej, podszywanym spokojem głosem. Rzeczywiście, był wypełniony opanowaniem; opanowaniem, w którym skrywała się wściekłość druzgocącej porażki. Z drugiej strony - nie chciał jej znać, teraz, w przypływie uczuć wydawała mu się nie warta poświęcanego czasu. To była wersja specjalnie dla niej. Żadnej innej nie miała i nie otrzyma, żadnego otwierania się - ponad sprecyzowane granice.
- Inteligentni ludzie mają świadomość rzeczywistości - dodał wyłącznie, nawiązując subtelnie do wcześniej słyszanych głosów (?). Wyraźnym tonem, tak, aby słyszała, nim rozdzielił ich dźwięk zamykanych drzwi - jego zaś otoczyła cisza, wciąż przesiąknięta trucizną.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
 :: 
Kamienica nr 64
-