IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wianek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 4
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Wianek   Nie Lis 12 2017, 00:52


Retrospekcje

Osoby: Lysander i @Saskia Timney
Miejsce rozgrywki: Łąka nad Tamizą, kawałek za Londynem
Rok rozgrywki: Noc Kupały 2014
Okoliczności: Pierwsze spotkanie Lysandra i Saskii - żadne z nich nie spodziewa się, że ta noc wywrze taki wpływ na ich życie.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 4
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Wianek   Nie Lis 12 2017, 02:12

Mimo iż Noc Kupały (z racji chrystianizacji świata znana również jako Noc Świętojańska) nie była świętem typowo angielskim, w niektórych środowiskach była jedną z licznych wymówek do świętowania, zaś szczególną popularność zyskała wśród brytyjskich czarodziejów. Osobiście wątpiłem, że było to spowodowane niesamowitą obrzędowością tego święta - w moim mniemaniu stało się ono tak popularne dlatego, że niemal zawsze pokrywało się z końcem roku szkolnego, a co za tym idzie - uczniowie i studenci wykorzystywali je jako pierwszy wakacyjny wypad. Nie zamierzałem jednak narzekać, gdyż z kilku przyczyn bardzo lubiłem ten jedyny w swoim rodzaju dzień. Po pierwsze - uwielbiałem się bawić, po drugie - nawiązywało ono do polskich tradycji sobótkowych i szwedzkich obrzędów Midsommar, które ze względu na moje nietypowe pochodzenie były mi bardzo bliskie. Najważniejsza przyczyna była jednak zgoła odmienna - obchodzenie tego święta było moją małą tradycją, swoistym łącznikiem między mną, a ojczyzną mojego ojca (a właściwie jego obydwiema ojczyznami). Od moich najmłodszych lat mieliśmy zwyczaj, że mniej więcej w tym okresie wracaliśmy do Londynu - początkowo było to dyktowane urodzinami prababci i początkiem wakacji, z czasem jednak najważniejszym elementem przyjazdu stała się sobótka - gdy byłem dzieckiem chodziłem nad Tamizę z Biancą, ojcem, matką chrzestną i dziadkami, a gdy podrosłem zacząłem spędzać tamte noce w towarzystwie moich znajomych. Tak było i tym razem - pojawiliśmy się nad rzeką jeszcze przed zachodem słońca i zajęliśmy miejsca nieopodal ogniska. Nasza grupa była dość liczna i składała się głównie z dzieci wysoko postawionych urzędników z Ministerstwa (czyli znajomych mojego ojca) w przedziale wiekowym od piętnastu do dwudziestu lat - dopiero po czasie byłem w stanie dostrzec, że większość z nich to niewiele warte snoby, jednak wtedy wydawali mi się naprawdę ciekawymi ludźmi, możliwe, że było to jednak spowodowane faktem, że nie miałem w Wielkiej Brytanii szczególnie licznych rzeszy znajomych - bywałem tutaj na tyle rzadko, że większość czasu spędzałem z rodziną i ewentualnie mugolskimi przyjaciółmi, więc ciężko było zawierać mi głębsze znajomości, szczególnie z ludźmi, którzy znali się ze szkoły, a co za tym idzie - obracali się w pewnych stałych kręgach towarzyskich.
Niebo powoli zmieniało kolor przechodząc przez różne odcienie pomarańczu, czerwieni i różu, a na łące pojawiały się kolejne zastępy ludzi - część z nich przychodziła pieszo, inni teleportowali się, a jeszcze inni pojawiali się tu za pomocą świstoklików. Nie przybyło nas nie wiadomo ilu, ale biorąc pod uwagę, że zgromadzenia czarodziejskie nie były szczególnie często to liczba obecnych wydawała się całkiem spora.
Biorąc pod uwagę kapryśność brytyjskiej pogody mieliśmy mnóstwo szczęścia - nie dość, że nie padało to jeszcze nawet przy wodzie było bardzo ciepło - ładna pogoda, a co dopiero tak sprzyjające warunki zdarzały się tutaj niezwykle rzadko., więc były one podwójnym powodem do radości - mimo wszystko świętowanie w zimnie nie byłoby tak przyjemne. Nastał półmrok, który nie był jednak szczególnie tajemniczy ze względu na narastający gwar - wszyscy bawili się wręcz wybornie korzystając z okazji do urządzenia sobie sporego pikniku przy ognisku. W tym czasie dziewczęta zabrały się za zaplatanie wianków, a ja ukradkiem rozglądałem się poszukując panny, z którą chciałbym spędzić tamten wieczór. Od razu odrzuciłem dziewczęta z naszej grupy - po pierwsze znałem je od dzieciństwa i flirtowanie z nimi nie wydawało mi się szczególnie interesujące, poza tym piekielnie odrzucała mnie monotonia plecionych przez nie wianków - już w tamtym czasie miałem słabość do oryginalnych, intrygujących kobiet, a stado dziewuch, w którym każda wyplatała niemal taki sam wianek wydawało mi się przeciwieństwem tych dwóch pojęć. Lubiłem je i traktowałem je jako koleżanki, jednakże w tym konkretnym momencie błądziłem wzrokiem szukając niesamowitej istoty, której wianek mógłbym złowić tym samym zapewniając sobie jej towarzystwo (a przy okazji biorąc pod uwagę moje pochodzenie - również uwagę, a może nawet uwielbienie) na tę wyjątkową noc.

______________________



Ostatnio zmieniony przez Lysander S. Zakrzewski dnia Nie Lis 19 2017, 13:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 19
  Liczba postów : 16
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15286-saskia-timney
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15354-sassy#411577
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15353-beryl#411562
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15294-saskia-timny#408679




Gracz






PisanieTemat: Re: Wianek   Pon Lis 13 2017, 23:42

Polana dosłownie kwitła – bukiety wielobarwnych kwiatów rozrosły się na całej powierzchni, tworząc wyspy różnorodnych odcieni pośród morza przytłumionej zieleni traw, bukiety zapachów, w tym mieszanki kwiecistych aromatów, rozciągały się we wszystkie strony, przebijając nawet lekko zatęchłą woń Tamizy, milcząco oczekującej zaledwie kilka metrów dalej; pozostały jeszcze całe bukiety ludzi, wciąż tworzone na nowo pod wpływem chwilowego przypływu emocji, zatknięte pośród tego wszystkiego, zwarte i gotowe, aby uświetnić tegoroczną noc Kupały .
Chłonęła każdy szczegół upływającego dnia, rzeczywistą kompozycję wydarzenia, które miało zalegać w jej pamięci już zawsze. Niecierpliwie i wyczekująco obejmowała spojrzeniem nawet najmniejszy skrawek łąki, poznając ją bez końca, jakby naprawdę zamierzała nauczyć się jej na pamięć – bliżej nieokreślonej sekwencji, którą tworzyła roślinność, gasnących promieni światła oraz ludzkich twarzy otaczających z wszech stron. Ta jedna noc miała pozostać wyjątkowo miłym wspomnieniem czerwcowego spotkania, które spędziła w wymarzonym towarzystwie, pośród idealnej scenerii i zdecydowanie nie zamierzała pozwolić, aby cokolwiek stanęło na drodze tym planom. Nie należała do osób, które pozostawiają cokolwiek na karb przypadku, zdając się wyłącznie na łaskawość losu. Planowała ten dzień od dłuższego czasu, powoli i starannie zarysowując wszelkie mankamenty.
Nieustannie więc upewniała się, że wszystko szło po jej myśli, choć dzisiejszy wieczór i tak zdawał się obfitować w wiele miłych zbiegów okoliczności – deszczowy Londyn został chwilowo osłonięty przed ponurą aurą chłodu, sielankowa atmosfera letniego rozrzewnienia sprzyjała pogodnym uśmiechom oraz dziwnej serdeczności, a w dodatku szczęśliwie udało jej się zająć dogodne miejsce, z którego miała świetny widok na ognisko i zasiadające tam osoby. Pracując nad swoim wiankiem, co pewien czas ostrożnie zerkała w ich stronę, upewniając się, że zarówno ona, jak i jej radosna twórczość, były odpowiednio widoczne dla pary ciemnych oczu, z którymi kilka razy skrzyżowała swój poszarzały błękit, lekko unosząc kąciki ust lub odwracając spojrzenie.
Z pewnością nie musiała tego robić, tak jak nie musiała upewniać się, że pozostawała w zasięgu wzroku swojego londyńskiego przyjaciela, z którym przybyła, aby świętować: przygotowania, jakie poczyniła kilka dni przed Nocą Kupały, wystarczyłyby spokojnie, aby wykonywany przez nią wianek móc rozpoznać nawet z zamkniętymi oczami. Nie chodziło wyłącznie o gatunki kwiatów, których używała (uważając, aby przede wszystkim utrzymać go w odpowiedniej, jasnej tonacji), delikatne wstążki, zamocowane do głównej ramy czy nawet odrobinę posrebrzanego pyłku, zatrzymującego na barwnych płatkach, nadając efekt lekkiego połysku.
Chodziło przede wszystkim o zapach.
(Choć oczywiście sądziła, że dzieło jej rąk i tak pozostawało bezkonkurencyjne w porównaniu z innymi, skromniejszymi ozdobami.)
Perfumy, jakich używała od dłuższego czasu, miały w sobie słodkawą nutę kwiatów, spośród których najwyraźniejsza pozostawała róża, umieszczona również obowiązkowo w centrum wianka. Podobno zresztą mężczyźni nie są wyłącznie wzrokowcami, a odpowiedni zapach miał wystarczyć, aby wzbudzić ich zainteresowanie lub przynajmniej wywołać odpowiednie skojarzenie. Skrapiając aureolę na kilka chwil przed zakończeniem splatania, zamierzała wywołać określony efekt, tym samym zapewniając sobie resztę wieczoru w wymarzonym towarzystwie. I zdecydowanie nie wyobrażała sobie, że mogłoby się to nie sprawdzić.
Stając nad brzegiem wody, nie miała już żadnych wątpliwości – była przekonana, że wraz z chwilą, gdy wianek dotrze do brzegu, zostanie zauważony i wyłowiony przez właściwą osobę. Niespiesznie więc ustawiła się razem z grupą dziewcząt w podobnym wieku i ostrożnie ułożyła swoje dzieło na delikatnej powierzchni wody, przy okazji próbując już wypatrzyć odbiorcę pośród czekających.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 4
Dodatkowo : Ćwierć wil
  Liczba postów : 774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Wianek   Nie Lis 19 2017, 14:55

Chociaż z każdą chwilą niebo robiło się coraz ciemniejsze, a naszym oczom ukazywały się gwiazdy, na polanie wciąż panowała jasność - okolicę rozświetlały liczne ogniska, a także kolorowe kule światła wyczarowane przez bardziej doświadczonych czarodziejów. Chłonąłem ten wieczór całym sobą mając nadzieję, że reszta wakacji upłynie mi równie beztrosko i radośnie, jak dzisiejszy wieczór wypełniony gwarem, zabawą, a przede wszystkim magią.
Mimo że sprawiałem pozór zaangażowanego w towarzyskie zabawy i rozmowy moje myśli wciąż skupiały się na czymś zupełnie innym - i nie mam tu rzecz jasna na myśli konsumpcji przepysznych dań z rusztu, lecz poszukiwaniu panny, która miała być tą jedyną... a raczej jedyną tego wieczoru. Niestety, z każdą kolejną minutą wydawało mi się, że moje poszukiwania są coraz bardziej bezsensowne - widziałem dziesiątki pięknych twarzy, lecz spoglądając na jakże nudne i pospolite wianki tychże dziewcząt dochodziłem do wniosku, że żadna z nich nie jest na tyle ciekawa, żebym pragnął spędzić w jej towarzystwie całą noc. Mimo powszechnej opinii na mój temat, która mówiła iż jestem kobieciarzem, nie należałem do typu facetów, którzy przez swoją niepohamowaną chuć pożądają każdej dziewczyny o regularnych rysach, tudzież nieodpartym uroku - czułem się dobrze jedynie w obecności kobiet, które były wyzwaniem intelektualnych, których usta oprócz setek pocałunków był w stanie zaoferować setki mądrych i ciekawych słów. Wszystko wskazywało na to, że dzisiaj nie miałem spotkać takiej osoby, więc narastało we mnie coraz większe rozczarowanie, jednakże z racji na grupę moich znajomych nie zamierzałem tego okazywać, a co za tym idzie - udawałem, że wciąż bawię się doskonale.
Gdy nastał moment moment, w którym dziewczęta puściły wianki podniosłem się z ziemi, chociaż nie sądziłem, żeby to miało jakikolwiek sens.
Stojąc wzdłuż linii wody wraz z innymi chłopakami wpatrywałem się w napływające w naszą stronę wianki - byłem już gotów zrezygnować z wypatrywania tego wyjątkowego, gdy nagle, zupełnie niespodziewanie u moich stóp pojawił się splot kwiatów, którego zupełnie się nie spodziewałem. W centrum wianka znajdowała się róża okalana mnóstwem innych fantazyjnie ułożonych kwiatów. Rozejrzałem się wokół sprawdzając czy przypadkiem nikt na ten wianek nie czeka - mimo że tak bardzo pragnąłem go stąd zabrać, miałem jeszcze jakieś resztki skrupułów. Wszystko wskazywało jednak na to, że nie został on przeznaczony nikomu konkretnemu - wprawdzie jeden ciemnooki chłopak zawiesił na nim wzrok dłużej, jednakże po chwili odwrócił on głowę, więc bez wahania pochwyciłem wianek. Zanurzyłem w nim twarz i poczułem nieziemski zapach - istota, która go stworzyła włożyła w niego mnóstwo pracy, a ja nie mogłem się doczekać, żeby ją poznać. Zignorowałem chichoty moich znajomych zajętych sobą i podążyłem wzdłuż brzegu dzierżąc w dłoniach wianek z nadzieją, że uda mi się odnaleźć autorkę tego cuda - choć jeszcze nie znałem jej imienia byłem absolutnie pewien jej wyjątkowości i tego, że właśnie z kimś takim jak ona chciałem spędzić wieczór. Rozglądałem się nerwowo próbując dostrzec kogoś wyróżniającego się z tłumu - nie dawało to jednak efektów, pozostawało mi więc czekać z nadzieją, że dziewczyna widząc swój wianek w moich dłoniach sama odważy się podejść.

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Wianek   

Powrót do góry Go down
 

Wianek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-