IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Terrey Balfour Thìdley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nieokreślony
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 13
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 5
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15475-terrey-balfour-thidley#415699
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15476-terrey-thidley




Gracz






PisanieTemat: Terrey Balfour Thìdley   Nie Lis 26 2017, 16:03


Terrey Balfour Thìdley

DATA URODZENIA02.02.1999
CZYSTOŚĆ KRWI 90% 100%
MIEJSCE URODZENIADolina Godryka, Wielka Brytania
MIEJSCE ZAMIESZKANIADolina Godryka, Wielka Brytania
W HOGWARCIE JEST OD KLASYI
OBECNIE JEST NA ROKUI studenckim
WYMARZONY DOM Slytherin/Gryffindor
WYBRANY WIZERUNEKTutaj wpisz

Wyglad

WZROST 190
BUDOWA CIAŁA Raczej określić mnie można kościstym, a może i wprost kanciastym - patrząc na mój ostro zarysowany nos, czy podbródek.
KOLOR OCZU Pewną psotliwość mam w tych zielono-brązowych oczach
KOLOR WŁOSÓW Często potargane i niby przypadkiem ustylizowane na "dopiero wstałem z łóżka", w najzwyklejszym ciemnobrązowym kolorze
ZNAKI SZCZEGÓLNE Mam za długi (może trochę wścibski) nos  
PREFEROWANE UBRANIALubię nosić to, na czym widać ząb czasu. Moje ubrania często dotyczą minionych lat, a z największym zamiłowaniem sięgam po te z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Czasem mam na nosie okulary, bo wcale nie mam tak dobrego wzroku. Noszę zawsze na ręku zegarki, niektóre pokazują czas, inne datę, mam też takie, które sugerują co dzieje się z wybranymi osobami. Na szyi noszę najmniejszy zegarek o grubości knuta, dla mnie o wyjątkowych, dodatkowych właściwościach.


Charakter


Gdybym cofnął się o dzień, widziałbym jak zabijam czas szybkimi rozmowami. Lubię być blisko centrum, w tłocznym korytarzu wyskakując ponad głowy innych, krzycząc coś do Ciebie na samym końcu barwnego korowodu. Sprawnie płynę w tym chaosie, niezliczonych znajomości, uszczypliwych sekretów na temat każdego, lekką ręka podawanych dalej. Bywam tam, gdzie tylko mnie zaproszą, opieram się odpowiedzialności, ocierając o szablonowe błędy młodzieńczego umysłu. Nie szukam wyniosłej powagi, nie wystaję ponad nastoletnią przeciętność, z częstotliwością niekiedy budzącą grozę, plotąc popularne banały.

Wróciłbym o tydzień, a wciąż wypatruję przyjaznych ramion, układam znużoną głowę, niczym kot spragniony głaskania, na twych kolanach. Niefrasobliwym gestem dotknę twoich ramion, z łatwością skradłbym Ci przelotny pocałunek, przeskakując wszystkie bariery zachowawczości. Wykładam na wierzch swe wady, pod spód chowając tą najprawdziwszą, o prostym lenistwie. Zapewniam Cię o tym, jak ogromnie żyć bez Ciebie w tej sekundzie nie mogę, byś tylko sprawnie mnie wyręczył. Uciekam od tego, co mnie przemęcza. Szukam swojej drogi, ścieżki na skróty. Stawiam wysokie cele, tylko gdy zdobyć mogę je niskim nakładem siły. Prężę umysł, kreatywnie szukając rozwiązań łatwych, nie chcąc tracić siły na wytyczone szlaki. Oszukam nim zauważysz, przeskakując o trzy kroki wprzód. Mój umysł nie mącą myśli o sprawiedliwości. W szkolnej ławce znajdziesz mnie tam, gdzie nie na swojej pamięci, a na tej ukrytej w rękawach, będę mógł niezauważony polegać. Nie lubię przegrywać, wyszukanym szwindlem wolę zwyciężać.

Cofnąłbym się i o miesiąc, a nadal mam to w genach, pożera mnie chęć zagłębienia się w dziedziny, na pograniczu tego, o czym milczą. Uskakuję przeciętnej magii, szczyptą rozleniwienia i sknerzeniem swego nadzwyczaj cennego czasu, tak jak uczono za drzwiami mego starego domu, lokując go wyłącznie w zainteresowania. Poniekąd posłusznie, chciałbym pójść o krok dalej, niż to dozwolone. Mając gęsto to w krwi, chciałbym mieć kontrolę - nad czasem, nad ludźmi, nad tym co mnie pochłania. Ochoczo hipnotyzuję rzeczywistość nakłaniając do działania wedle moich wskazówek. Może chodzę własnymi ścieżkami, a i szybko zmieniam miejsca. Targa mną wewnętrzna potrzeba ucieczki spod stagnacji. Niczym pary butów na każdą pogodę, chciałbym mieć przyjaciół dostosowanych do wszystkich sytuacji, bym mógł zawsze mieć kogoś przy sobie. Unikam konfliktów i wolę znać wszystkich, niż nikogo. Z luzem, zupełnym przypadkiem, wymienię ich zalety, pragnąc dodawać skrzydeł. Mógłbym się z Tobą zaprzyjaźnić, bezgranicznie zaopiekować, jeśli tylko zrobisz coś dla mnie.

Gdybym wrócił do przeszłości, zachłannie wgryzłbym się w każdy detal minionych lat. Od dawnych epok, do tych bliskich lat siedemdziesiątych. Mógłbym przestać nostalgicznie powtarzać o minionych lepszych czasach, nikt nie uciszałby charakterystycznego „kiedyś było lepiej” wyrywającego się z moich ust. Sentyment do tego co minione, bez nostalgii oddałbym za życie w przeszłości, licząc, że pragnienie tego, co odeszło, nie jest chorobą całego mojego rodu, a satysfakcja jest możliwą do uchwycenia. Mam jednak twardo ukształtowany charakter rodzinnymi animozjami i przywarami, a nawet ciche wspomnienie o Ministerstwie Magii wzbudza we mnie gotowość do maratońskich dyskusji. Z nutą absolutnego braku pośpiechu, sprawdziłbym jak daleko wyjść mogę z utrapionego nastawienia, by wzorkiem naprędce nie szukać tego, co znów zabrał mi czas.


Historia


W swoim czasie, równym tempem. Kręte korytarze zamku kryły nasze nastoletnie tajemnice. Za grubymi kotarami, uciekając przed spojrzeniami ciekawskich oczu, nerwowo biegających w ramach ruchomych obrazów, kradłem pierwsze twoje pocałunki. Nie straszne było nam złowrogie skrzypienie starych zbroi, czy ciche kroki miarowo zbliżające się, w pogrążonym mrokiem korytarzu. Miękkość twoich malinowych ust, przynosiła ekscytację pomieszaną z rozkoszą oderwania od twardego, szkolnego gruntu. Jeśli miałem czuć w swoim życiu duszącą wręcz wdzięczność, była to ta wobec miejsca, które stało się moim drugim domem, slalomem pomieszczeń, w których czułem się lepiej, niż w mych rodzimych ścianach po brzegi wypełnionych cicho tykającymi zegarami. Nie świeciłem przykładem, bo wreszcie byłem tam, gdzie mogłem do woli się wyszaleć. Pamiętasz mnie już z tych pierwszych dni, choć początkowo wcale nie towarzyszyłaś moim podbojom. Zawsze byłem wśród grupy znajomych, próbując zerwać z narastającymi zakazami, zawsze w ostatniej ławce, czy na końcu listy uczniów o dobrych ocenach. Pamiętasz na pewno, gdy oplatałem twoje długie włosy, o swe palce, gdy próbowałaś przybliżyć mi historię na najbliższy sprawdzian. Najbardziej zapamiętałem rozpięty guzik w twojej bluzce, nieznośnie podsycający moją niespokojną wyobraźnię, dlatego kolejnego dnia, to nie twoje uważne słowa, a kilka magicznych ściąg, ratowały mój tyłek. Dałaś mi słodki czas.

To nie był czas na łzy. Patrzyłem w twoje obce oczy. Staliśmy się nieznajomymi. Nie widziałem kojącego, matczynego uczucia, znajomego ciepła i zrozumienia w spojrzeniu. Twój umysł był utracony. Zniknęły wszystkie wspomnienia wspólnie spędzonych chwil. Leniwe poranki o smaku mleka, nieprzewidywalne popołudnia z ciepłem słońca na skórze, zaspane wieczory w rytmie twoich bajek szeptanych na dobry sen. W twojej pamięci była wyrwa, bezpowrotnie zrywająca wszystkie wspólne chwile. Pamiętałem wszystko, co mi dałaś i w bezsilności miotałem się, widząc Cię i wiedząc, że już nigdy nie będzie nic więcej. Żadne kolejne popołudnie nie przypomni tych dawnych, następny dzień nie upodobni się do poprzedniego. I choć byłaś tak zupełnie, na wyciągnięcie ręki, nie mogłem Cię dosięgnąć. Twoje krzyki, którymi wypełniałaś dom, uginały me kolana. Bałem się większości dni, chwil, w których robiłaś coś nieprzewidywalnego, z czym nikt z nas sobie nie radził. I choć niewyobrażalnie chciałem Cię mieć przy sobie, nie mogłem. Szaleństwo w jednej sekundzie bezpowrotnie nam Ciebie odebrało. Zachłannie pochłonęło twoją pamięć zastępując rozpaczliwą pustką. Od dziś nie znałaś żadnej z naszych twarzy. Zasnąłem spokojnie, gdy zamknęły się za Tobą ciężkie drzwi Munga. Dobranoc, Mamo.  
 
Ile zostało nam czasu? Tak, jak wszystkie zmieniacze czasu, musieliby zniknąć i ich twórcy. Klepsydra wciąż zdobiła herb tego rodu, a dom piętrzył się pod stosami misternych, szklanych przedmiotów, skrupulatnie odmierzających miniony czas. Ukazywałeś się niczym szaleniec, schowany za drewnianymi, wielkimi drzwiami, za którymi panowała niepokojąca cisza, przerywana jedynie donośnym tykaniem kilkunastu zegarów. Nerwowo, całe życie, kołatała się po mej głowie myśl, czy któregoś dnia nie cofniesz się tam, gdzie wszystko się zaczęło. A my, niczym ulotna sekunda, bezszelestnie znikniemy z historii twojego życia.  
Mówiłeś, że trzymała Cię za rękę. Cofaliście się o godziny, dni, by znów zakosztować lekkiej swobody minionego popołudnia. Słońce tamtego dnia muskało jej bladą cerę, zupełnie jak zaplanowałeś. Zawsze wiedziałeś co robisz? Zanurzałeś się w przeszłości tak często, tak wielokrotnie, i choć o mniej, to wiedziałeś, że nad tym panujesz. Kontrolowałeś czas. Głośno chwaliłeś się spełnioną obietnicą rodu. Groźba o zobaczeniu samego siebie w przeszłości przechodziła dla Ciebie bez echa. Całe życie słyszałeś o możliwości kontrolowania czasu, pewnie nawet dziś byś nie mrugnął gdybyś stanął oko w oko z samym sobą. Ona nie była na to gotowa. Jej krzyk już zawsze pozostał w twojej głowie, wbity jak najmocniejszy gwóźdź, którego nie zagłuszy nawet najbliższa próba naprawienia tego, co straciłeś. Ty najlepiej wiesz, jak gwałtownie was zaatakowała, to w samej sobie pozostawiając najtrwalsze ślady. Jak bardzo nienawidzisz się odkąd wróciła będąc kimś zupełnie innym? Straciliśmy ją na zawsze. Twoje próby zapanowania nad tym co się wydarzyło, żałosne nadzieje na naprawę, były przegrane. Nie byłeś panem czasu. Szybko przestałeś być nawet władcą własnego życia. Dryfując na szlaku utraconej chwili, wracając ponownie i ponownie, zmieniając minuty, by przywrócić dawny porządek, zacząłeś wewnętrznie tracić nadzieję. Oddawałeś krok po kroku, wszystko nad czym pracowałeś pół życia, to, kim zawsze byłeś, za tamtą jedną, niewłaściwą sekundę. Przegrałeś z czasem.

To były stare, dobre czasy. Opowiadałeś mi o bladym poranku po upadku tego, kogo imienia nie wypowiadano. Zdawał się być ostatnim, w którym promienie słoneczne padły na szyld wówczas jeszcze twojego sklepu, ostatnią chwilą, gdy nasze nazwisko jarzyło się blaskiem, gdy się z nim liczono. Piano nad fantastycznymi przemianami lepszego jutra, wręczano złote ordery i szykowano świat, w którym, ten o którego imieniu większość chciała zapomnieć, nie zrodziłby się w ambicjach młodego pokolenia. Inicjatywa była szczerozłota. W każdej rewolucji są jednak ofiary.
Tak jak twój ojciec tobie, tak ty swojemu synowi, a później ten później mi, przekazywałeś pieczołowite sekrety na straży czasu. Zapewnialiśmy władzę nad straconym czasem, tym którzy tylko jej potrzebowali. Każda ze stron była równie zła. Poplecznicy Czarnego Pana regularnie nawiedzali nasze posiadłości, grożąc i zabijając w zamian za tajniki, które dodałyby potęgę ich Panu. Jak długo Cię torturowali? Ministerstwo tymczasem, w chwili, gdy walka ze złem się skończyła, skonfiskowała cały twój dorobek, zabraniając dalszej produkcji zmieniaczy czasu. Wszystko i tylko tyle, ile nasza rodzina potrafiła robić, z dnia na dzień stało się nielegalne. Apolityczność została ściśle umocniona, zmuszając w kolejnych pokoleniach postawę buntowniczą, wobec każdej formy władzy. Tajemnice czasu nadal byłym tym, co pieczołowicie, jednakże nadzwyczaj sekretnie, przekazywano z ucha do ucha temu, kto nosił nazwisko Thìdley.


Rodzina

Srebrzysta klepsydra na granatowym tle od lat symbolizowała tych poszukiwaczy władzy nad czasem. Nazwisko Thìdley wywodzące się od Szkockiego określenia na czas - Thìde, podkreślać miało, że przed przeznaczeniem nie mogą uciec. Pierwsze istotne wzmianki o rodzie bezpośrednio powiązane były z artykułami naukowymi dotyczącymi odkryć związanych z panowaniem nad czasem. Jednocześnie Ministerstwo Magii jak i rodzina Thìdley pracowała nad skutecznym opracowaniem bezpiecznych mechanizmów pozwalających cofać się w przeszłość. Było to początkiem konfliktu i niechęci wobec władz, narastających z biegiem czasu. Rozkwit biznesu, którym był sklep z zegarami, gdzie powszechnie mawiano, iż można było zaopatrzyć się w sprawne zmieniacze, szybko przyniósł im popularność. Rodzina wprost ze Szkockich terenów przeniosła się do popularnej ówcześnie Doliny Godryka. Niezmiennie otaczając się wyłącznie czarodziejskimi sprawami, pozostawała głucha i obojętna na istnienie mugolskiego społeczeństwa. Thìdleyowie nie oparli się atakom Voldemorta, złaknionego posiadania zmieniaczy czasu. Upadek Czarnego Pana nie był jednakże okresem, który przyniósłby rodzinie chwilę wytchnienia. Wraz z rozkazami Ministerstwa Magii, wszystkie zmieniacze czasu miały zostać zniszczone - czystki w rodzinnym sklepie stały się przykrą regułą. Niszczenie cennych składników, które mogły posłużyć nie tylko do produkcji zmieniaczy, ale i wyjątkowo kosztownych zegarów, o najniezwyklejszych właściwościach, przyniósł im krach finansowy. Lata świetności odeszły w zapomnienie, ustępując miejsca codziennej walce o klienta w zakurzonym sklepie na końcu głównej alei. W akompaniamencie cichych przekleństw względem znienawidzonej władzy magicznej, a jednocześnie unikając przed ich spojrzeniem, w okowach swego starego sklepu, do dziś próbują przywrócić nielegalny biznes, co chwila zdobywając się na opracowanie choć jednego, sprawnie działającego, zmieniacza czasu.


★ Muireall -  Postawiłbym Cię na pierwszym miejscu, gdy miałbym i pięćdziesiąt lat, choć nie lubię myśleć wprzód. Zawsze byłaś dla mnie najważniejsza, miałaś w sobie to niewiarygodne ciepło, którym nie zdążyłem się wystarczająco ogrzać. Patrzę na Ciebie głównie w szpitalnych salach, bo w domu bywasz, gdy tylko nie ma nas wszystkich. Nie wiem jak o mnie myślisz. Kiedy zasypiasz, mam wrażenie, że łapię ten krótki moment, gdy patrzysz i wiesz, że jestem twoim synem. Kiedy się budzisz, wiem, że moje nadzieje są złudne. Nie pamiętam nawet naszej ostatniej rozmowy, byłem w drugiej klasie, a jedyne co mnie interesowało, to czubek własnego nosa.

★ Tasgall - Od czasu wypadku jeszcze mocniej pogrążyłeś się w walce z czasem. Nie pamiętasz, kiedy kończy się rok szkolny, ani kto wprowadził się po drugiej stronie ulicy. Dla Ciebie ważne są sprawy wyższe, chcesz odzyskać żonę, chcesz władać czasem. Rozmawiam z tobą tylko o zegarach, gdy próbujesz mnie nauczyć tego, co sam wiesz. Lubię te momenty, bo czasem chcę mieć choć jednego rodzica na wyciągnięcie ręki. Chciałbym Cię kontrolować, kiedy czuję po plecach dreszcz, związany z twoim nieustannym zagłębianiem się w przeszłości. To strach cicho przebiega mi po plecach, w obawie, że zbyt dużo wymażesz.

★ Jedna siostra i dwóch braci - Jestem gdzieś pośrodku naszego dużego domu. W gąszczu zawile przeżytych lat, lubię wasze towarzystwo. Doceniam fakt, posiadania ludzi, którzy przeżyli niemal to samo co ja. Nie lubię być z tym sam.

★ Kuzyni i ciotki - W naszej rodzinie nie żyjemy jak obcy ludzie. Dzielimy biznes, ulicę, kolacje.


Ciekawostki


★ Czas liczę po swojemu na wielu z moich fikuśnych zegarków, koło uszu puszczam wszystkie nieprzychylne komentarze dotyczące moich licznych spóźnień.
★ Na pewnym rodzinnym spotkaniu, gdy broda ledwo sięgałem ponad stół, wujek przyprowadził swoją nowa narzeczona - pół wile. W pewnym momencie nietrafione żarty wujka na tyle rozwścieczyły partnerkę, ze ta w postaci paskudnej harpii rzuciła się na niego. Jako nieszczęśliwy świadek tamtego wydarzenia, do dziś ma mam solidny uraz do wil. Na tyle silny, że mój bogin to piękna nieznajoma zamieniająca się w krwiożerczego potwora.
★ Nie lubię myśleć o przyszłości, natomiast ochoczo rozpamiętuje to, co minione. Każda dawna epoka wydaje mi się atrakcyjniejsza od obecnej. Nie jestem też najgorszy z historii magii, muzykę lubię tą z lat osiemdziesiątych, a na przedstawienia chodzę do upadających teatrów.
★ Kompletnie nie rozumiem działania mugolskiego świata, nie próbuję też przesadnie się nim interesować.
★ Jestem okropnym maniakiem quizów na wizbooku - potrafię godzinami sprawdzać jaką magiczną rośliną jestem, potrawą Hogwarckich skrzatów, jakim stworzeniem byłem w poprzednim życiu, skończywszy na tym, która gwiazda muzyki magicznej jest moją bratnią duszą. W ogóle lubię siedzieć na wizbooku.
★ Na szyi noszę zegarek, który ma dwie wskazówki - im bliżej są one siebie, tym gorsza jest to wiadomość - wskazują ile teoretycznie czasu pozostało na tym padole, jego właścicielowi (niestety nie jest to przyrząd wróżbiarski, więc ocenia jedynie ogólny stan zdrowia posiadacza, czy też jego ewentualne podwyższone tętno) - każdy z mojej rodziny takowy otrzymał.
★ Nigdy nie używałem zmieniacza czasu. Mam pewną wiedzę na temat ich tworzenia, czasem pomagam ojcu przy nich, a jednak wcale z nich nie korzystałem. Zagubione spojrzenie matki, póki co skutecznie mnie od tego powstrzymuje.
★ Żywo interesuję się hipnozą, może nawet już kiedyś ją na tobie stosowałem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Terrey Balfour Thìdley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
karty postaci
 :: 
nowe karty
-