IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 nic nie wiesz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -213
  Liczba postów : 113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: nic nie wiesz   Sro Lis 29 2017, 13:39


Retrospekcje

Osoby: Marceline Holmes & Daniel Bergmann
Miejsce rozgrywki: Gabinet Daniela
Rok rozgrywki: Listopad '17
Okoliczności: Tuż po balu, może kilka dni później...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -213
  Liczba postów : 113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Sro Lis 29 2017, 14:06

Emocje rozsadzały ją od środka.
Czuła jak rozrywają ją na strzępy i doprowadzają do stanu, gdzie nie jest pewna nawet swojego imienia. Lawirowała na pograniczu prawdy, jakby nie dowierzając, że w swym okrucieństwie mógł zadać jej kolejny cios, wymierzyć go z precyzją i patrzeć na ewentualne konsekwencje, które z każdą sekundą stawały się coraz bardziej nieprzewidywalne. Niesiona chęcią wymierzenia w mężczyznę różdżki i rzucenia najokropniejszych zaklęć, zatrzymała się jedynie na knuciu planu zgładzenia jego podłej, karykaturalnej wręcz osoby, bo... Jak mógł?
Oczywiście, że m ó g ł.
Nie mieli żadnych zasad, co oboje udowodnili sobie dwa lata wcześniej, gdy odarci z ubrań, wstydu i przepełnieni chęcią popadania w obłęd - poddawali się własnej chęci kosztowania grzechu, od którego coraz bardziej się uzależniali. Dzisiaj jednak czuła się jak kurwa, którą była w Trausnitz, jak dziwka, którą zrobili z niej inni i obawiała się, że tamten scenariusz przybierze na sile i powtórzy sie raz jeszcze. Już teraz rozgrywał się w jej głowie, gdy szła korytarzami szkoły i próbowała ułożyć monolog jakim miała zamiar go uraczyć, by wreszcie pojął, zrozumiał i kajał się. Chciała go zobaczyć na kolanach, choć to tylko głupie pragnienie czegoś niewykonalnego, a przez to - tak piekielnie nierealnego.
Ileż był gotów poświęcić?
Kilka silniejszych uderzeń w drzwi sprawiły, że wreszcie ustępiły, a gdy wreszcie dostrzegła przymglonym spojrzeniem sylwetkę malującą się w nieznacznej oddali, przekroczyła próg pomieszczenia. Czy pamiętał jak przychodziła do niego wieczorami, kiedy to nauczał w niemieckiej szkole? Jak odwracała się posłusznie i wspierała dłońmi o blat biurka, by dać mu dostęp do siebie, a zaraz potem wić się w alkowach, które jako wnęka skrywane były pod ozdobną kotarą i wychodzić dopiero na godzinę przed rozpoczęciem zajęć lub pod osłoną nocy. Jeśli myślał, że po to przyszła to musiał być głupcem, co potwierdziła w chwili, gdy smukłe palce odepchnęły go od siebie, jakby nie zamierzając dać mu pozwolenia na przełamanie strefy komfortu.
- Czym jeszcze mnie upokorzysz? - zapytała przez zaciśnięte zęby, a złość tliła się w jej oczach, co mógł dostrzec, gdy wreszcie skrzyżowała z nim tęczówki. Oddychała ciężko, a serce uderzało gwałtownie w piersi, kiedy tak taksowała go od góry do dołu, chcąc uciec, nie dając mu szansy na ewentualną reakcję. - Jak mogłeś mnie wykorzystać? Zabawić się i sprawić, że wszystko nagle runęło, choć chciałam ci ufać, wierzyć i myśleć, że n i g d y nie powtórzysz tego samego błędu - krzyknęła w końcu i dopiero wtedy pchnęła drzwi, by czasem nie prowokować losu, który bywał zbyt przewrotny, a ona nie zamierzała tłumaczyć się raz jeszcze z decyzji, które widocznie... Były zbyt pochopne. - Powiedz mi - dlaczego, tylko tyle chcę wiedzieć - powiedziała z trudem, a zaraz potem odsunęła się, modląc się, ba!, pragnąć odpowiedzi, która prawdopodobnie stanie się wybawieniem i szansą na zerwanie z przeszłością, pozbawiając się tym samym grzechu, który zatruwał duszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 397
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Czw Lis 30 2017, 00:45

Z przyzwyczajenia zapadłe proszę nie spodziewało się stać
wstępem do klęski.
Przez moment mężczyzna uwięziony był w innym świecie - przykuty ciałem oraz myślami do biurka - swojej drewnianej parodii fortecy, metafory kwestii przyziemnych i prozaicznych, pośród fal jakich obecnie zdołał bez entuzjazmu dryfować. Zamyślenie spowijające umysł wyślizgnęło się jednak prędko, pozostawiając wyłącznie materię, stan teraźniejszy, wszystko tak namacalne jak niedostępne.
Zapomniał, że zamknął drzwi?
Ganiąc w myślach nieznajomego wkrótce-gościa za pośpiech, podniósł się od pobliskiego zabudowania papierów, książek leżących na blacie; pergaminów świeżo naznaczonych atramentowym piętnem przekazu formowanego w zdania. Otworzył drzwi i zauważył tam - intuicja zawrzała, zawisła prędko niczym burzowe chmury o nieprzychylnej barwie. Wyczuwał napięcie. Wyczuwał przechadzający się niepostrzeżenie niepokój - który dopiero miał się rozwinąć. Przepuścił ją w drzwiach, kalkulując, usiłując przewidzieć, rozpisać prędko składany zarys prawdopodobnych wydarzeń. O wiele szybciej usiłował być odepchnięty, acz siła niepozornej, drobnej sylwetki nie stanowiła większych zagrożeń dla dorosłego mężczyzny. Co innego, gdyby w grę weszła różdżka, w niebezpiecznej syntezie z panoszeniem się wciąż zakłóceń.  
Wiedział, że zawsze wtedy popełniał błąd.
Rozpatrywał prędzej czy później mającą nastąpić zgubę.
A jednak - nie umiał się z tym pogodzić.
Kobiecy (dziewczęcy?) głos długotrwale rozbijał się w jego czaszce - wwiercał się poprzez uszy, wyśmiewał prawa swej ulotności rozpłynięcia się wraz z odbiorem. Bergmann stał obok, zręcznie i prędko tuszując stracony rezon biernością obserwowania zachowań, wyciekających wyrzutów trudną (w jego odczuciu) do wyjaśnienia goryczą. Czy powinien czuć się z tym źle? C o konkretnie miała ona na myśli? Błędna interpretacja byłaby samoistnym rzucaniem sobie kolejnych kłód - których było obecnie wystarczająco. Kalkulował. Rozważał.
Ponadto był wściekły.
Z jakiego cholernego powodu, ludzie - odkąd pamiętał - wyskakują nań z żądaniami? Nie miał pojęcia. Nie rozumiał. (Jak to do niego podobne.)
- Nie zadawałem tobie - powiedział nagle ściszonym, aczkolwiek wyprowadzonym ze stalową precyzją i wyważeniem tonem - tego rodzaju pytań. - Mroźna zamieć spojrzenia owładnęła pobliskim widokiem. Powinna już znać - och, doskonale znała, zapewne - ten widok, tę obojętność kryjącą się w jego oczach. W każdym dniu przeskakiwał pomiędzy maskami, między rolami, między decyzją o ujawnieniu uczuć. Czy - w rzeczywistości sądziła - że dorwie z ich grona nagą, bezbronną prawdę? On sam już nie umiał odróżnić, co było nią - a co kłamstwem.
Usprawiedliwiał się obrazami. Obrazem pierwszym - ona i jakiś Krukon, trzymający się na wystawie za ręce. Czy pytał? Nie. Nie pytał. Nie miał zamiaru pytać. (Irracjonalnym byłoby zabranianie… Dlaczego emocje wyżerały go wówczas od środka z prędkością zagęszczonego kwasu? Kurwa mać.) Wreszcie, obrazem drugim - o wiele gorszym, prologu brudu. Londyn, blisko publicznych toalet. Bezimienny idiota. Przypadkowy idiota. Negatywne doznania wystarczająco silne, ażeby zrodzić nieodparte pragnienie rozdarcia delikwenta na strzępy. Ujarzmione. Uczucie zawodu wymierzone tym razem w jej stronę. Podszywanej niewiadomą wściekłości. Powstrzymane również.
Naprawdę, mógł wtedy…
Co mogłeś, Danielu?
Całość waliła się - złe miejsce, złe okoliczności, złe wszystko.  
- Nie oczerniaj mnie - dodał, nieco mniej chłodno. Czy jeszcze był w stanie ułożyć rozsypane odłamki szkła sytuacji w sensowną, przychylną dla obojga ich formę? Jak niegdyś? Odwracała to wszystko. Miał - niby - czekać jak pies, kiedy kazała mu się wynosić? Kiedy mówiła, że go nienawidzi?
Każde usprawiedliwienie jest dobre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -213
  Liczba postów : 113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Pon Gru 04 2017, 07:06

Czuła jak irytacja rozsadza ją od środka. Jak minimalistyczne odłamki iluzorycznego szkła rozcinają żyły i doprowadzają do krwotoku, którego nie jest w stanie powstrzymać, podświadomie pragnąc śmierci. Może to dlatego - po raz ostatni, notabene - zmuszała się do wypuszczenia na zewnątrz emocji nieokiełznanych, które doprowadzały do szaleństwa. Dzisiaj mogłaby umrzeć, zaś jutro - niczym feniks z popiołów odrodziłaby się i zjawiła ponownie w życiu mężczyzny, który swym jestestwem doprowadzał ją na skraj. Sprawiał, że brnęła na oślep w nieznane, kierując się intuicją, która niejednokrotnie bywała zgubna; dla niej w szczególności.
Lodowata zamieć spojrzenia Daniela sprawiła, że zastygła na moment, może dwa w bezruchu. Lawirowała na pograniczu złości a próby pokonania lęku jaki w nią wstąpił. Szpony niepewności szarpały poranioną duszę, gdy na nowo mierzyła się z obojętnością, wycelowaną w nią z czystą perfekcją. Wiedział, musiał być pewien, że z rani ją to najmocniej, doprowadzi do otępiającego myśli cierpienia, jakby nikt nie był w stanie poskładać rozsypanych już części.
Wątpiła.
Wątpiła we w s z y s t k o.
- A miałeś odwagę pytać? - wyrzuciła z siebie nagle i przygryzła dolną wargę na tyle mocno, mając chęć sprawienia sobie bólu, który uciszyłby na chwilę wewnętrzne demony. Próbowała nie spuścić spojrzenia z Bergmanna, by wiedział, że tym razem nie podda się i nie odejdzie jak skarcony szczeniak, którego wyrzucono na śmietnik, dając mu do zrozumienia, że się znudził. - Uciekłeś jak tchórz, zostawiłeś mnie samą i zmusiłeś, choć nie osobiście, do walki o przetrwanie; pozwoliłeś, żebym stała się pośmiewiskiem, dałeś im nieme prawo do tytułowania mnie... k u r w ą - zatrzymała się, a szklista powieka oka doprowadziła do ledwie sekundowego załamania się głosu i spłynięcia niemal niewidocznej łzy po piegowatym policzki. - twoją kurwą.
I w tym momencie dostrzegła to znów.
Smukła dłoń, która bezczelnie próbowała wtargnąć na teren zajęty od dawna, przypisany już do kogoś; do tej nieśmiałej osiemnastolatki, posiadającej ogień pod żebrami, okryty cienką skórą. Nie była w stanie jednak zapanować nad gniewem, który płynął nurtem w kanalikach nerwowych, tym samym zmuszając ją do użycia całej siły i uderzenia w jego tors małymi piąstkami. Chciała dać upust uczuciom wypływającym na powierzchnię, nie interesując się - czy ktokolwiek ich usłyszy.
Zależało jej tylko na jednym.
- Kim ona jest, że to ja musiałam stać się znowu sekretem? - pytanie uleciało ponad nich i odbiło się od ścian, które powtarzały ciężkie słowa, a może... Może to tylko wyobraźnia płatała jej głupiego figla?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 397
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Pon Gru 04 2017, 22:12

Aberracje cząsteczek duszy, ścieranie się niczym płyt tektonicznych pod władzą afektu obarczonego wściekłością - wydawało się z trudem utrzymywać całokształt. Ratowała ją tylko nieodzowna zewnętrzność, ta, nad którą posiadał wręcz absolutną władzę - kolejne warstwy układów tkanek, na które naciągnięta została skórna powłoka. Wrzał, spalał się - niespożyta energia wprawiała w ów wyższy stan szeregi komórek, zdolną stłuc niedaleki, dostępny w zasięgu przedmiot, wymazać z otoczenia - niemożliwym do osiągnięcia pragnieniem zatkać jej usta, powtarzające wciąż doskonale znajomą, przecież kłamliwą teorię. Mimo tego niezmiennie znajdował się w miejscu, tłumiąc szargane pęczki hamulców nerwów, ugodzone z precyzją w najbardziej wrażliwym punkcie. Bezczynny.  
Jak śmiała.
Stawała się niewygodna; najchętniej stłumiłby ją, tak jak tłumił te wszystkie głosy rozchodzące się wśród przestrzeni umysłu, nawołujące, wątpiące - starające się wytknąć możliwość błędu. Klął w myślach, odurzony przez własne, trudne do okiełznania uczucia. Wszystko było impulsem, wyjątkowo nieprzemyślanym i niestabilnym.
Nie dało się go przekonać.
- Przestań tak w końcu mówić. - Ledwie nie wykrzyczał tego w usłaną piegami, jeszcze znacznie dziewczęcą twarz, pragnącą utożsamiać się z niewinnością. Ton głosu miał podniesiony, lecz nieprzesadnie; wiedział, że ściany w szkole potrafiły mieć uszy - dlatego decyzja Holmes o pojawieniu się tutaj wzmagała jedynie wściekłość. Jak śmiała w ten sposób myśleć. Jak śmiała uważać.  
Jego stwierdzenia potrafiły być adwokatem diabła.
- Myślisz, że moja obecność polepszyłaby sprawę? - drążył, chociaż nie widział potrzeby w składaniu już następnych wyjaśnień. Naiwna. Cholernie naiwna. Przechodząca korytarzami postać Daniela Bergmanna tylko wzmagałaby cyrkulujący szmer plotek. Mówiliby: nadal to robią. Czy mieliby wówczas rację? To nieistotne. - M u s i a ł e m odejść - przypomniał, podkreślając dobitnie pierwszy uchodzący czasownik. Zacisnął usta w wąską, surową linię, wciąż nie zmieniając spojrzenia; mrożącego, niewzruszonego, wbijającego się niczym lodowe szpikulce.
Samo w sobie zderzenie z pięścią niespecjalnie bolało - zostawiało jedynie głuchy, generowany przez miękkie struktury odgłos. Krótki, urwany bodziec zdołał przebiec wzdłuż kości i równie prędko rozproszył się wraz z kolejnym zaczerpywaniem powietrza. Bardziej bolało w środku. Gdzieś tam, drążyło podstępne korytarze, ośmieszało, zrzucało w otchłań pułapki wzmagających się (o dziwo nadal) emocji. Wykładnikiem potęgowania ich była wściekłość.
Kim była?
Półwilą. Dawną obsesją przeniesioną na teraźniejszość. Nie wypowiedział tego jednakże na głos - przesycony przez dalszą część zdania, na skraju obłędu chwycił z siłą za drobne, kobiece przedramię (wcześniej niewahające się dać upustu swej złości), ściskając do wyraźnego poczucia rusztowania tworzonego przez kości, wpijając swoje opuszki w jej skórę.
- Tego więc chcesz? - niemalże wysyczał, zbliżając (niebezpiecznie?) się do niej, nachylając się, ustami blisko jej ust - w paradoksie niczym z przeszłości, kiedy pragnął skosztować ich w pocałunku.
Nie być sekretem?
Biedna i głupia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -213
  Liczba postów : 113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Wto Gru 05 2017, 22:31

Kpił.
Jawnie kpił i sprawiał wrażenie osoby wyzbytej ze wszelkich emocji, choć te wrzały w nim i zmuszały do reakcji. Były one jednak nieprzewidywalne, niejednoznaczne, dzikie. Czuła jak raz po raz przepływają przez nią cząsteczki, w których znajdował się wątpliwy pierwiastek danielowych odczuć, ale... Co z nią? Ze słodką, niewinną Marceline, która zawierzyła mu samą siebie, a teraz zepchnięta do rynsztoka, próbowała wybrnąć ponad ziemię, by wreszcie wzlecieć w przestworza i zapomnieć o wszystkim; pamięć wydawała się być słodką torturą, a tym samym - czyniła z niej niewolnicę, prywatną sukę, która jest lojalna wobec swego pana.
Bzdura.
Nadal pozostawała wolna, choć jako więzień pragnień zakazanych, skierowanych ku Bergmannowi, czuła jak tonie pomiędzy szaleństwem a świadomością konsekwencji. Wiedziała, że prędzej czy później wszyscy poznają ów sekret, ale czy doprawdy było to na tyle istotne, nieuniknione, by brać pod uwagę ewentualne skutki? Oczywiście, że nie.
Nie b ą d ź idiotą.
Nie uwolnisz się.
- Twoja obecność nie doprowadziłaby do tego, że ktokolwiek odważyłby się mnie tknąć! - jęknęła desperacko, a zaraz potem przygryzła policzek, by tylko powstrzymać łzy, które kumulowały się w kącikach jej oczu. - Nikt nie podjąłby się próby zgwał... - zawiesiła głos, nie chcąc wracać do wspomnienia z dormitorium, w którym przekroczono wszelkie zasady i granicę cielesności. Pamięć o tym doprowadziła do złamania wiary w samą siebie i poskutkowała spuszczeniem jasnych tęczówek, by nigdy nie zauważył jak bardzo wyżera to w jej duszy dziurę. Czy był odpowiedzialny za tamte wydarzenia? Ileż można było mu zarzucić, skoro jego iluzoryczna struktura nie współgrała z jej realnymi cząstkami? Jak bardzo powinna winić go za brutalność, którą skierowali w jej stronę?
N i e w i n n y.
Na pewno?
Serce pękało na pół. Ciało resztkami sił trzymało się w jednej pozie, ale to umysł lawirował gdzieś z dala, jakby chciała umrzeć; raz jeszcze poczuć to co wtedy. Dlaczego nie odparł zarzutu? Z jakiego powodu nie przyznał, że są razem? Tyle pytań i żadnej odpowiedzi. Dopiero dotyk, który zacisnął na jej przedramieniu, zmusił ją do cichego jęku sprzeciwu, bo pomimo że sprawiał jej ledwie ból, tak doprowadzał równorzędnie do chęci podjęcia walki o godność. Nie miał prawa. Nie dała mu przyzwolenia na takie traktowanie, bo nie była już jego.
Porzucił ją - jak szmacianą lalkę.
- Chciałam ciebie - wysyczała wprost do danielowych warg, a pragnienie skosztowania ich wydawało się być abstrakcyjne. Ułuda otaczającej ich rzeczywistości była wykreowana na potrzeby chwili, a jaką mogli mieć pewność, że to wszystko jest prawdziwe?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 397
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Sro Gru 06 2017, 12:52

Był ślepy.
Bielmo emocji doszczętnie zatkało tunele źrenic, nie przepuszczając światła prawdziwych zdarzeń. Zaślepiony na pozostałe punkty widzenia - choć sam, haniebnie śmiał się określać mianem obserwatora; choć szczycił się wręcz bezbrzeżnym umysłem, przepełnionym bystrością spostrzeżeń żłobiących wnioski, przemykających prędko jak górski strumień, płynący nieskazitelną wstęgą. Jej argumenty odbijały się niczym od ściany, jak echo, nie zostawiając śladów - pomijane celowo, uznawane za niedorzeczne oraz niejasne.
K ł a m a ł a; wyolbrzymiała podobnie jak wcześniej.
Z tego powodu poszukiwała wrażeń w Londynie (Merlin wie, ile razy powinien ją znaleźć wcześniej). W brudnych, zaniedbanych budynkach, w półmroku, z nieznaną i nieistotną twarzą (liczyło się tylko jedno). Upadła, w usprawiedliwieniu szukając winnych swego upadku - prócz siebie. Odrzuciła, mając aktualnie pretensje wobec odejścia.
Dokładnie tak sądził.
Obwiniał ją. Obwiniał ją o to wszystko.
Był święty.
- …tak to obecnie nazywasz? - jadowite pytanie zawisło w powietrzu, okrutnie, niczym przewieszona ofiara, mająca stwarzać w swym przymuszonym odbiorcy wyniszczającą skrajność. Obrzucił ją pogardliwym wzrokiem, jakby unikał bezpośredniego kontaktu, ponownego nakierowania par odmiennego koloru tęczówek. Nie kontynuuj. Nie waż się choć odrobinę kontynuować. Próbujesz targnąć się na współczucie - opowiadając coś, co nigdy, w rzeczywistości nie miało miejsca. On nie posiadał współczucia; miał tylko pustkę, amputowane części, niewidoczne, niedożywione - walczące do upadłego o własną słuszność.
Przy wytężeniu skupienia mógłby odczuć jej oddech - przepełniony tą atmosferą, zaciśniętą w wężowych splotach. Zmniejszając dystans, mógłby odczuć, zarejestrować wszystko - lecz jakby nie chciał, wyłącznie wbijając swoje spojrzenie jak włócznię. Zaciśnięta dłoń bez kontroli podtrzymywała skurcz mięśni, odczuwając pod wiotką warstewką twarde podłoże świadczące o sile zagarnięcia jej wbrew regułom.
Zmieszanie.
To mogła dostrzec w nim później.
Mroźność spojrzenia stopniała - jakby na kilka sekund przypomniał sobie o dawnej wersji; tym, jakim zawsze (i naturalnie) się jej przedstawiał. (On również chciał. Dlaczego tak ją traktował?) Przemknęły przez to uczucia niczym stado spłoszonej nagłym ruchem zwierzyny - zbity z tropu, rozpaczliwie odszukujący prawdy. Zmieszanie wcześniejszej beznamiętności, szaleństwa z obecną dozą impulsów, zrodziło jednakże gorsze, bardziej podstępne monstrum, które już wkrótce miało pchnąć słowa na jego wargi.
- Również mam przeszłość - odpowiedział spokojniej, wreszcie nie-wyjaśniając kwestie z inną kobietą. Musiał iść wtedy do niej. Kiedyś… Teraz. Jego obsesje nie zwykły prędko wygasać. Był zbyt rozchwiany, zbyt słaby. Zbyt egoistyczny. - Nie będziemy razem. Nigdy - dodał, ledwie rozwierając przy tym swe usta, nachylając się niemal do maksymalnej granicy. Dopiero wtedy ją puścił, na nowo zwiększając dzielącą ich sylwetki odległość.
- Miałbym pojawić się z tobą na balu? - Dopiero teraz zaczynał kpić.
Rozpaczliwie.


Ostatnio zmieniony przez Daniel Bergmann dnia Czw Gru 07 2017, 01:09, w całości zmieniany 2 razy (Reason for editing : błędy ech)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -213
  Liczba postów : 113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Sro Gru 06 2017, 22:48

Ileż niepewności rodziła ta sytuacja, w której Marceline tonęła i szukała logicznego rozwiązania, by wreszcie przejrzał na oczy, by zrozumiał, by zastanowił się nad wszystkim raz jeszcze. Wątpiła w prawdziwość jego reakcji, ale chłód i obojętność bijąc od niego sprawiała jej niemały ból, bo jakim cudem przestała nagle znaczyć cokolwiek? Podłość kierowana w stronę jej drobnej sylwetki zmuszała ją do wykreowania kokonu dystansu, by nikt nie zdołał wbić w nią sztyletu zbyt głęboko, wszak jedyne czego pragnęła to możliwość ucieczki, która nie jawiła się na horyzoncie. Dostrzegała jedynie chęć zrujnowania w niej świadomości, że kiedyś byli dla siebie istotni, a teraz nie mogli tytułować się choćby mianem dawnych słabości, skoro destrukcja pochłaniała wszystko i zgarniała ofiary wybrakowanej duszy, spychając je w odmęty zapomnienia.
Pulsujące żyły, w których buzowała krew sprawiały, że adrenalina i wszelkie emocje napawały ją wolą walki, ale jak mogła podejmować chęć ku stoczeniu batalii, skoro tonęła w rozpaczy niedorzeczności? Iluzoryczność malowała tatuaże na ich skórach, a każde kolejne spojrzenie, wypowiedziane słowo, odznaczały się zbyt silnie, przyczyniając się do powstania kolejnych blizn.
D z i w k a.
Nawet ty, Danielu?
- Sugerujesz, że... - nie potrafiła dokończyć, jakby nie akceptując jego wizji, w którą - czy aby na pewno -  powinna wierzyć(?). Był jednak w swym okrucieństwie dosadny i po raz kolejny ofiarował jej to co w Niemczech, gdy przyszła skruszona i skamląc - prosiła o pomoc. - Wyduś to z siebie, przecież znalazłeś mnie ostatnio przypartą do ściany przez obcego mężczyznę, prawda? Takich jak ty i on było wielu, niejednokrotnie przed i po tobie - warknęła, choć w przeciwieństwie do niego - uciekała wzrokiem. Lawirowała na pograniczu prawdy i kłamstwa, bo to czym uraczyła Bergmanna było wierutnym minięciem się z prawdą; był jedynym, jakiego miała i nigdy później nikt nie sięgnął po to, co należało do niego. Dzisiaj w to wątpił i w swojej głowie przypisywał jej rolę kurwy, która niejednokrotnie rozsuwała smukłe uda i dopuszczała do siebie każdego, kto tylko chciał skorzystać z uroków jej zgrabnego ciała.
I cóż ci po mnie pozostanie?
Nic, absolutnie nic.
Serce zakołowało w jej piersi, gdy kolejne frazy docierały do jej otępiałego umysłu, zaczynała pojmować, że koniec jest bliski. Niewidzialna, emocjonalna struktura, która skrywała się pod powłoką tkanek zespolonych przez liczne wiązania, została zaatakowana przez trudną do zrozumienia postawę człowieka, któremu ufała.
N i g d y
Zawsze
- Nie tkniesz mnie już więcej - powiedziała z trudem, gdy usłyszała tych kilka słów, a zaraz potem została puszczona, jakby nie musiał jej już ograniczać i brzydził się bliskością, do której sam ich zmusił. Oddychała ciężko, czekając na kolejną falę sentencji przykrych, bolesnych, a kiedy nadeszło ledwie jedno pytanie, poczuła jak grunt osuwa się pod jej stopami.
Wstydził się.
Nie przyznawał tego głośno, ale się wstydził. I nie chodziło o zasady, a prostą zależność - musiała pozostać w cieniu, jeśli chciała być blisko.
- Wolałam Daniela, któremu daleko do tchórza.
Koniec się zbliża.
Wiesz to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 397
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Czw Gru 07 2017, 00:11

Cały aparat mowy miał zawiązany milczeniem - wyłącznie posyłając błądzące w braku sprecyzowania trajektoria swych spojrzeń, niby niejasne, bez obranego punktu. Zgubione. Srebrne nici milczenia wydawały się niczym ze stali - nie pozwalały przekroczyć progu werbalizacji, wysuszając doszczętnie gardło, paraliżując krtań, zaciskając nierozerwalnie wargi. Poniekąd - nie chciał tego powiedzieć.
Nie uważał w ten sposób?
Nie ufał samemu sobie i przeświadczeniom?
Wpadł w założone, własnego autorstwa sidła, we własny labirynt, własny dół wyrzucanych w afekcie stwierdzeń. Wystawiony obecnie na torturę jej wypowiedzi, w której to niby sama wyznawała (bez żalu) swe grzechy, podkreślając dobitnie przezeń posiadaną bezsilność. Dlaczego nie powiedziałeś, Danielu? Dlaczego stoisz, zaklęty tak niczym posąg, niczym nieżywa figura wyłącznie wlepiająca bezduszny wzrok w przestrzeń?
Chłodne ostrze sztyletu słów musiało się jednakże zagłębić, wyzwolone raz dźgało niczym w morderczym, psychopatycznym szale oprawcy.
- Wyręczyłaś mnie - odpowiedział gładko, bezbarwnie, jak gdyby rzeczywiście przyznawał coś prawdziwego, oczywistego niemal - wyznawał wiarę w teorię, której w głębi siebie nie wierzył.
- Nie muszę - zaakcentował stwierdzenie ostentacyjnym wzruszeniem ramion. W tej chwili było mu wszystko jedno. W tej chwili nie interesował się nią. Nie chciał jej w żadnym stopniu zatrzymać.
Kotłowanie się poszczególnych emocji spychało jego na skraj, wyzwalało ukryte wzorce zachowań - zakłamane, nieoddające w istocie chwiejnego wnętrza. Coś w nim pękało - destrukcja pociągała za sobą destrukcję, destrukcyjne pragnienie zdeptania drugiego człowieka niczym wierzgającego gałązkami odnóży, przewróconego na grzbiet owada.
Miał inny powód. Tak mówił przed samym sobą, rozbawiony zarazem i wściekły. Jego oblicze dodatkowo stężało, słysząc zapadające słowa o rzekomej bojaźni, zachowaniu haniebnym i pozbawionym zasad. Palce odruchowo pragnęły zacisnąć się w twardą strukturę pięści, pobielić kłykcie, wbijać paznokcie w skórę części wewnętrznej dłoni, boleśnie, byleby stłumić pozostałe oznaki, byleby nie odczuwać przyspieszonego werbla krwi pulsującej w skroniach. Nie wydawał się teraz tak zachwiać - tak, jak uczynił poprzednio; był zatwardziałym oraz bezwzględnym wyznawcą wytworzonych idei, niezdolnym już do zranienia w ów sposób. Pewnym słuszności działań.
A irytacja wzrastała ponad przewidywalną ilość. Rozsadzała go. Opętała niczym szepczący demon; był uniżonym sługą własnego gniewu, wykonującym wszelkie zaistniałe z poleceń. Klął na to, jak ona nie rozumiała (nie on, nigdy on, nieomylny, bezbłędny). Przeklinał wyciekającą głupotę.
- Istnieje różnica - oznajmił tonem równie wypranym z jakichkolwiek zalążków uczuć - pomiędzy tchórzostwem a zdrowym rozsądkiem. - Spoglądał na nią z góry, mądrzejszy, bardziej doświadczony, utrzymujący to wszystko w ryzach - ich reputacje, ich postrzeganie przez innych, pilnujący ostatków ładu w chaotycznej relacji.
Nie wytrzymał
(mając jej za złe, jak wszystko niszczy).
- Chcesz zostać nazwana kurwą raz jeszcze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -213
  Liczba postów : 113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Czw Gru 07 2017, 07:12

Cóż bolało bardziej jak nie związane gardło, z którego żaden dźwięk nie wydobywał się na zewnątrz? Ileż żałości w tym było, gdy asymetria spojrzeń zdawała się nie móc zrównać w jednej linii?
Już na zawsze dalece obojętni od bliskości, której pragną.
Dlaczego?
Wlepiała spojrzenie jasnych tęczówek w twarz Daniela, a zaraz potem odwracała tęczówki, by czasem nie nazwał jej niegodną wobec pewności, którą w tej chwili żywiła wobec jego osoby. Szukała prawdy pomiędzy utkanymi wierszami, by mieć niepodważalną rację, że już nic się nie da zrobić, że wszystko jest skończone. Lęk jednak przed tym był zbyt duży, a niezbyt jasna przesłanka o ewentualnym odejściu nie nadchodziła, choć Marceline pragnęła uciec, zniknąć i zapaść się pod ziemię, jakby nie miała innego wyjścia. Czuła paraliżujący strach, który niewidzialnymi witkami muskał jej kręgi i wszczepiał się pod skórę, blokując wszelkie logiczne reakcje. Dopiero jego głos, przyznanie jej fałszywej racji, uświadomienie rzekomej teorii o byciu dziewczynką z ulicy, potwierdziło wszelkie scenariusze, które powoli zaczynały się ziszczać.
Ż e g n a j
Oczywistości przybrały nostalgiczny wymiar przykrej perspektywy, która niepodważalnie zmuszała do uchylenia głowy. Tym razem to ona w gąszczu spraw wszelakich stanęła przed wyborem, tak jasnym i prostym, jakby niezrozumiałym nagle było, że ktoś jeszcze miał zwątpić w decyzje, które zostały już podjęte, stając się przez to głupcem ślepej nadziei. Emocje uleciały w eter, pozostała jedynie pustka po dawnym wspomnieniu, że jeszcze będzie dobrze. Teraz ich wspólne obietnice i pocałunki żarliwe, leżały na cmentarzysku zobojętniałej i egoistycznej mrzonki o ewentualnym, lepszym epilogu, spisanym za pomocą jego dłoni. Wybierał drogi, a ona przystawała na to, kierując się zupełnie w inną stronę, tym samym czyniąc z siebie niewolnicę marzeń uśpionych, nie mających prawa do kolejnego rozbudzenia.
Uniosła wzrok i taksując jego sylwetkę uśmiechnęła się rozkosznie, by zaraz potem parsknąć z politowaniem na absurdy, które prawił. Przeczył sam sobie, bo czyż nie zastanawiało ludzi w Perth - jak ledwie dziecko, pozwala na dotyk dojrzałemu mężczyźnie? Zmysłowy, niebywale erotyczny i pozbawiony ojcowskiej troski. Czy sąsiedzi nie słyszeli jęków rozkoszy, podobnie jak ci w Londynie, gdy wreszcie ją tam porwał i nie dał prawa do opuszczenia mieszkania bez wielokrotnej przyjemności? Czym się stali w swych roszczeniach wobec siebie; ledwie kochankami o bezpruderyjnych pragnieniach czy istotami, w których drzemie pierwiastek ludzkości?
- Zanim zaczniesz mnie pieprzyć, trzeba odrobinę posprzątać twoje biurko - wydusiła z siebie i w kilku krokach, znalazła się tuż przed drewnianym meblem. Szaleństwo przysłoniło zdrowy rozsądek, podobnie jak emocje pętające jej zakrwawioną duszę. Bez namysłu strąciła stertę papierów i dzienniki, które z trzaskiem uderzyły o pobliską komodę, a zaraz potem to samo uczyniła z drugą stroną blatu, by nic im nie przeszkadzało w tym przeklętym akcie zezwierzęcenia. Nie przypominała w tej chwili siebie, jakby do reszty umysł pogrążył się w rozpaczy. Odczuwała to intensywnie, gdy raz po raz docierało do niej w jakim afekcie dewastuje gabinet profesora, chcąc dać upust swojej bezsilności. Nic jednak nie zdołało jej powstrzymać, a zwieńczeniem ów goryczy przelanej na martwe przedmioty był moment, w którym pociągnęła za dwa guziki białej koszuli i podciągając mundurkową spódnicę, usiadła połową pośladków na powierzchni mebla, rozsuwając przy tym zgrabne uda. Ciężki oddech unosił klatkę piersiową, a dwa wzniesienia odznaczające się pod materiałem musiały utwierdzać Bergmann w poczuciu - ile wysiłku ją to kosztowało. Zostawiła mu jednak przyjemność zdarcia z niej do reszty ubrań, tak zbędnych i niepotrzebnych, by tylko...
- Miejmy to za sobą.
Ile tak naprawdę dla ciebie znaczę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 397
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Pią Gru 08 2017, 07:19

Niepoczytalność.
Najbliższa przyszłość wiła się w zagadkowych splotach - pęczniała w swoim nieokiełznaniu wspólnie z mętlikiem teraźniejszości. Upodobniona wobec sennego widma, rozwiewanego otwarciem powiek pod wpływem promieni światła - jak mgła rozpraszana zazwyczaj po ustąpieniu poranka. Marsz irytacji dudnił w wystawianym bezbronnie na grom bodźców ciele, kiedy zdradliwe słowa zdołały ulecieć w eter - raczące tym jednym, wulgarnym terminem niby chcąc stworzyć znamię, wypalić rozżarzonym żelazem piętno.
I wówczas wszystko wymknęło się spod kontroli.  
Rzeczywistość wypadła z obejmujących rąk niczym szkło, rozbijając się w setki chaotycznych kawałków. Wypaczała całokształt - zbieraniną swych skorup o zaostrzonych krawędziach, rozcinających membranę skóry usiłujących pozbierać ją oraz poskładać palców. Spiął na początku wyłącznie mięśnie - stając się biernym obserwatorem wydarzeń, porażonym słuchaczem rozpaczliwego krzyku tłuczonego w mig kałamarza, w szelest rozsypujących się płacht pergaminów, w upadające bezwładnie na swoje stronice książki. Zbyt późno. Zareagował zbyt późno, w dwóch prędkich krokach dosięgając wątłej (i rozwścieczonej) sylwetki, ponownie pragnąc unieruchomić ją siłą zakleszczających się dłoni.
- Uspokój się, do cholery. - Przez moment stwarzał iluzję niezmiernie stonowanego, bez żadnych wyskoków uczuć - jak gdyby rzeczywiście stanowił obraz jedynie nauczyciela, wołającego o przywrócenie trzeźwości - ponowne przyznanie słuszności w pełni racjonalnym atutom. To była jednak parodia - to wszystko było tak niedorzeczne, tak nieułożone i załamane. Wymykało się spod kontroli. Zacieśniona (ponownie zresztą) odległość dawała się nieuchronnie we znaki - słyszał cykl przyspieszonego oddechu, wypychającego klatkę piersiową Holmes, dosadniej niż zwykle powstawał ciężar świdrującego wzroku. Teraz zaczynał odczuwać wobec niej nieuchronną odrazę - burząc się na bezczelność świeżych występków, nieadekwatnych reakcji (w końcu próbował przywrócić do najwłaściwszych ustawień szalę rozwagi, oczywiście obmywając się z wszelkich brudów, wyrzekając się popełnienia grzechów).
Uśmiech wygiął mężczyźnie wargi - wypaczony, podyktowany obłędem wysycania się przez zatrute opary chorych reguł kolejnej gry; morderczej, obezwładniającej trucizny - wstrzykiwanej w tunele naczyń. Wedle zapadłego życzenia, dostosował się, płynął wraz z prądem powstałych reguł - w istocie mając na celu wyłącznie wystawić na próbę jej wytrzymałość i autentyczność (która wydawała się obrzydliwie kłamliwa).
Naprawdę, Marceline?
Byłabyś w stanie?
Głębszy oddech wypełnił łapczywe przestrzenie kieszeni płuc. Opuszki palców leniwie drgnęły, wahając się na granicy pomiędzy przyzwoitym, przypadkowym muśnięciem uda, a doskonale znanym w swojej śmiałości zmierzaniem w stronę wewnętrzną, w stronę wrażliwych punktów. Bezpruderyjnie oraz poniekąd władczo obejmował jej postać ciskanym wzrokiem, nadal nie pozbywając się wykwitłego na twarzy, niby-triumfalnego wyrazu.
Sprawdzał.
- Najpierw powinnaś znaleźć się na kolanach - oznajmił, wypełniając każdą z zapadłych głosek niehamowaną pewnością, jakby uzgadniał wymóg w zawieranej transakcji. Jak gdyby żądał, ponieważ rzeczywiście miał prawo.
Pozostało wyłącznie czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -213
  Liczba postów : 113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15095-marceline-holmes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   Today at 10:50

Nie chciała w to wierzyć.
Czuła się jak w bajce, która w swej nieprzewidywalnej odsłonie powiela schematy uczuciowej żałości, gdzie to tryumfuje irracjonalność działań. Nieistotnym było czy jej lub jego; oboje lawirowali na pograniczu podłości, która w tej chwili wypełniała ich kanaliki nerwowe, by wreszcie pozwolić na przesiąknięcie toksyną, która w tak doskonały sposób pochłaniała resztki trzeźwego i logicznego myślenia.
Marceline nie zważała na dokumentacje, która teraz opadała na podłogę, podobnie jak inne przedmioty, bo czy istotnym było, że poddawała destrukcji prace domowe lub ostatni sprawdzian z wiedzy? Nic jej nie obchodziło, a przynajmniej nie w tym momencie, bo i dlaczego miało, skoro ją sprowokował, a teraz z uporem próbował złagodzić gniew? Pewnie przez to dotyk palców Daniela sprawiał jej ból, którego chciała się pozbyć, nie dając mu prawa do ponowienia próby przedarcia się przez intymną strefę wątłej sylwetki.
- Puść! - warknęła przez zaciśnięte zęby, a zaraz potem wypuściła z trudem powietrze, gdy wreszcie znalazła się na biurku i czekała na jego posunięcie. Liczyła, że nie upokorzy jej po raz kolejny i bez zawahania podejmie się pogwałcenia drobnego ciała, które weźmie siłą, bez opamiętania i bez czułości, której tak niegdyś u niego szukała. Serce zakołowało w piersi, a oddech spłycił się od razu, gdy tylko rozgrzana skora między udami zetknęła się z jego zimnymi palcami. Nie spuściła nawet na sekundę wzroku, by nie dać mu satysfakcji ewentualnego zwycięstwa, wszak nie miał prawa do wygranej, nie zasłużył. Wymierzył jej jednak ostateczny cios, na który być może wcale nie była przygotowana, jakby nie dowierzając, że mógł być do tego stopnia bezczelny i wyzuty z jakichkolwiek uczuć. Gorąco uderzyło w nią nagle, a mroczki przed oczami sprawiły, że straciła na moment świadomość i jedyną reakcją obronną było odepchnięcie go od siebie i gwałtowne zeskoczenie z blatu. Chciała uciec z jego gabinetu, żywiąc pełną odrazę do osoby, którą jeszcze parę dni temu obdarzyła ogromnym zaufaniem i oddając mu elementarną cząstkę poszarganej duszy.
Odruch uderzenia Bergmanna w twarz był całkowicie niekontrolowany, ale cios wydawał się być wymierzony niezwykle dokładnie, co zaskoczyło nie tylko ją, ale pewnie też jego. Wlepiała w mężczyznę niepewne spojrzenie, jakby oczekując wyciągnięcia konsekwencji z czynu, którego podejmować się nie powinna, ale - czy miał ku temu prawo? Nie odezwała się już słowem, nie chcąc nic mu odpowiadać, tłumaczyć i prosić o wybaczenie. Łzy mimowolnie spłynęły po piegowatych policzkach, a decyzja o ucieczce wydawała się jasna.
K o n i e c, Danielu Bergmannie.

/ zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: nic nie wiesz   

Powrót do góry Go down
 

nic nie wiesz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, co ci się trafi.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-