IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Abbey Road Studios

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 496
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Abbey Road Studios   Czw Gru 07 2017, 15:11


Abbey Road Studios


Jedna z najbardziej znanych wytwórni płytowych w magicznym świecie. Nagrywały tu największe gwiazdy muzyki rozrywkowej czarodziejów. Znajduje się w niej sprzęt z najwyższej półki, a ludzie, którzy w niej pracują znają się jak nikt inny na swojej pracy. Studio składa się z dwóch pomieszczeń położonych obok siebie i oddzielonych grubo klejoną szybą. W jednym z pokoi znajduje się konsola mikserska oraz parę foteli, krzeseł i duża kanapa, a w drugim znajdują się wzmacniacze, mikrofony oraz wszystko to co jest potrzebne muzykom do nagrań. Oba pomieszczenia są odpowiednio wygłuszone, aby dźwięki wydobywające się z nich nie zakłócały pracy innych muzyków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 280
Dodatkowo : animagia (jaguar)
  Liczba postów : 110
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12496-iridion-coma#336839
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12499-we-don-t-have-to-make-friends#336859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12500-puszczyk-mszarny-iridiona#336861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12507-iridion-coma#337073




Gracz






PisanieTemat: Re: Abbey Road Studios   Nie Gru 31 2017, 02:18

//Jakiś czas po powrocie Iridiona do Londynu. A tak wyglądam, oczywiście bez tych walizek

Czas rehabilitacji i dochodzenia do siebie po tym co się z nim działo gdy był przetrzymywany przez ojca w komórce na farmie dziadków był dla Comy najdłuższym okresem niczego nie robienia i nie przemęczania się jaki tylko pamięta. Owszem wiedział, że to wszystko jest dla jego własnego dobra jednak wiecie jak to jest usadzić na miejscu człowieka, który jest stworzony do tego, aby być aktywnym. No cóż jednak tym razem był bardzo mocno osłabiony i za każdym razem gdy próbował założyć na siebie swoją ukochaną gitarę basową to musiał to robić na siedząco gdyż stojąc nie utrzymywał jej ciężaru na swoich barkach. Oczywiście pod czujną opieką Alexa, Iri z dnia na dzień nabierał ciała i sił. Ten czas odpoczynku był też zbawienny dla Comy, gdyż teraz mógł sobie spokojnie komponować i nie musiał się nigdzie z tym spieszyć. Lecz brązowooki cały czas i na każdym kroku pokazywał, że już po paru dniach był gotowy do nagrań ale wtedy zawsze stawał przed lustrem i się cofał załamany swoim wyglądem. Wiedział, że to jeszcze trochę potrwa zanim będzie wyglądał na tyle dobrze, by pokazać się reszcie chłopaków z zespołu.
Wreszcie po kolejnych kilku tygodniach, które Iridionowi wydawały się całą wiecznością nie tylko wróciła mu część sił i basista wreszcie mógł w miarę normalnie stać i trzymać w rękach swój ukochany instrument. Tego samego dnia Coma wygrzebał ze swojej szafy parę ciuchów, które mogły mu pomóc ukryć jego odstające jeszcze kości obojczyków oraz, w których nikt nie zauważy jak bardzo jeszcze wychudzony był mężczyzna. Po czym stanął przed lustrem i założył na siebie najpierw bluzę z kapturem z białym napisem Hustler, do tego ubrał na siebie niebieskie jeansy rurki czy jak je tam zwali, a na to wszystko założył kurtkę skórzaną. Po czym spojrzał na siebie w lustrze. Stwierdził, że wreszcie wygląda jak człowiek, a nie jak chodzący szkielet i na wielkie szczęście nie widać jego prawdziwego stanu zdrowia. Gdy wreszcie się przygotował zleciał na dół po schodach, by poczekać na Alexa, który obiecał mu, że akurat tego dnia pójdą do studia.
Na szczęście oczekiwanie Comy nie trwało długo i po przebyciu kilku ulic wreszcie stanęli przed drzwiami Abbey Road studio. Iri był tak bardzo podekscytowany, że lekko drżał z ekscytacji. Po czym przekroczył próg wytwórni i czekał na to aż wreszcie znajdzie się w studio nagrań. Widać było, że basistę wręcz rozpierała energia jednak brązowooki wiedział, że to może być chwilowy stan i po paru godzinach może być wręcz wyczerpany ale do tego nie zamierzał dopuścić. W końcu nie chciał martwić Alexa, gdyż tylko on wiedział w jakim naprawdę stanie zdrowia był Coma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 446
  Liczba postów : 1010
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Abbey Road Studios   Sro Sty 31 2018, 21:54

Post pracowy, zakładam, że akcja przed powrotem Raya

Styczeń nadal był dla mnie dość ciężki - nadal nie mogłam sobie ułożyć całej mojej sytuacji, a każdą wolną chwilę spędzałam albo w szkole albo przy muzyce. Wszyscy byli świadomi, że moje coraz to rzadsze wizyty w rodzinnej firmie zwiastują wypowiedzenie, jednakże ze względu na moje wciąż świeże rany (i lekkie pretensje do całej rodziny o nieszczęsne zaręczyny) nikt nie komentował tej sprawy. Wciąż jednak nie miałam ochoty na rozrywki - odpuściłam nawet wyprawienie sobie urodzin, zamiast tego kilka dni po Nowym Roku zdecydowałam się wykorzystać bilety, które dostałam od Bridget na gwiazdę. Nie za bardzo wiedziałam kogo mogę ze sobą zabrać, bo wśród moich znajomych nie było raczej zbyt wielu fanów Amortentii, ale finalnie poprosiłam @Lope Mondragón, który ku mojemu zdziwieniu zgodził się przyjąć moją propozycję - trudno ukryć, że starszy Ślizgon w ostatnich miesiącach pokazał mi, że jest naprawdę lojalnym przyjacielem. Sama nie mogłam uwierzyć jak dobrze bawiłam się na koncercie ulubionej artystki (i że Lope znosił tego typu wykon, który raczej nie pasował do jego stylu) i wciąż miałam nadzieję, że uda mi się nagrać z nią kiedyś duet - w końcu łączyła nas wytwórnia i podobny pogląd na pewne sprawy dotyczące muzyki.
Zainspirowana koncertem zabrałam się do pracy i stworzyłam zupełnie nową kompozycję, która w moim mniemaniu była bardzo nowatorska, powiedziałabym wręcz, ze była pewnym zwrotem w stosunku do tworzonych przeze mnie dotychczas utworów. Natchniona tym o czym śpiewała Amortentia stworzyłam piosenkę o moich dawnych i obecnych uczuciach - nie była jednak tak bezwzględna jak twórczość West, ani tak płaczliwa jak to co nagrywałam ostatnio. Stanęła gdzieś po środku i ku mojemu zdziwieniu bardzo spodobała się w wytwórni, więc zabraliśmy się za realizację. Część partii instrumentalnych i muzycznych nagrywałam zupełnie sama, w innych mogłam oczekiwać pomocy bardziej doświadczonych muzyków. Trudno jednak ukryć, że finalny efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania! Bez wahania dodałam utwór do tracklisty w głębi serca ciesząc się, że z mojego niezbyt wesołego losu udało ukuć się coś tak ładnego.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : z twoich koszmarów..
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 496
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12494-alexis-blackwood#336783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12498-daredevil#336858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Abbey Road Studios   Wto Lut 06 2018, 08:24

Tak zaś wygląda Alexis, wręcz idealnie na próby! Te słuchawki i stojak również sobie są :3

Szczerze mówiąc kiedy nie miał przy sobie swojej drugiej połówki, Alexis był w całkowitej rozsypce i zupełnie nic mu nie pomagało. Nie miał totalnie weny twórczej i spod jego ręki wychodziły same, przygnębiające i smutne teksty, które nijak nie imały się do tego, co chcieli przekazać w swoich utworach. To co tworzył kompletnie nie nadawało się do publikacji, ani zrobienia z tym czegokolwiek konkretnego. Nie potrafił nic z siebie wykrzesać, a działo się tak dlatego, że był wybrakowany i bez ukochanego nie umiał normalnie funkcjonować. Nie był w stanie nawet zająć się kontynuacją prac nad kolejną ich płytą. Jedyne co powstrzymywało go przed skończeniem ze sobą, byli jego kumple i może parę innych, równie ważnych dla niego osób. Z niejasnych przyczyn, pomimo gasnącej wiary i nadziei, gdzieś w głębi serca czuł, że Iri nie przestał go kochać i jakimś cudem się odnajdzie. Jego intuicja się nie myliła. Szczęśliwie tak się też stało i od tamtego dnia jego egzystencja na nowo nabrała sensu. Wprawdzie sam nieco schudł pod długą nieobecność Iridiona, niemniej jednak przynajmniej nie wyglądał jak chodzący szkielet. A niestety do takiego drastycznego stanu został doprowadzony Coma. Blackwood bądź co bądź nie stracił aż tak dużo masy jak on. Na całe szczęście on w przeciwieństwie do ukochanego, nie musiał ukrywać odstających kości pod ubraniami. Odkąd miłość jego życia się odnalazła, zaczął z powrotem o siebie dbać, odżywiał się odpowiednio i generalnie wrócił do dawnej świetności. W związku z czym przez ten czas bez problemu zdążył osiągnąć optymalną wagę. Przede wszystkim odżył i przestał czuć tej cholernej pustki w sobie, która na nowo się wypełniła. Opiekował się basistą najlepiej jak mógł, by pozbyć się wszelkich uszczerbków na zdrowiu, jakich doznał będąc przetrzymywanym przez cholernego ojca. Och, tego to on nigdy mu nie wybaczy! Zajmował się nim i nie spuszczał z oczu, by ten jak najszybciej nabrał sił. Owszem, zdawał sobie doskonale sprawę z tego, iż Iri nienawidził być uziemiony w jednym miejscu, ale widząc jego nieudolne próby utrzymania gitary basowej, nie mógł mu pozwolić na to, by ten się zbytnio przemęczał, dopóki w pełni nie odzyska formy.
Dzień ten w końcu nastąpił. Coma prezentował się o wiele lepiej, toteż mogli ruszyć te swoje seksowne tyłki, by wreszcie ogarnąć ich niedokończony krążek. Obiecał mu, że dziś wybiorą się do studia. Jakby tego było mało, akurat nagle doznał natchnienia. Postanowił to wykorzystać i czym prędzej wyciągnął jakiś pusty świstek i począł na nim coś w zastraszającym tempie bazgrać, leżąc na podłodze brzuchem do dołu w salonie, zaś jego chude nogi wisiały splecione ze sobą w powietrzu. Po kilkugodzinnej walce, czyli tutaj skreślanych zdaniach, gniecionych i w gniewie wyrzucanych kartkach do kosza, ostatecznie udało mu się stworzyć cały utwór tak jak tego chciał. Teraz tylko potrzebował to zaśpiewać i obmyślić, jak to dokładnie ma brzmieć. Natychmiast napisał listy do ich wspólnych przyjaciół z zespołu, że go olśniło i niech każdy przybędzie do Abbey Road Studios, bo właśnie wykreował coś bombowego i muszą koniecznie to opracować, gdyż idealnie nadawało się to do ich piątego albumu. Aczkolwiek poprosił ich, aby zjawili się tam nieco później; pierw sam musiał uporać się z wokalną częścią, zaś Iridion z rytmami basowymi. Włożył na siebie pierwsze, lepsze ciuchy, zabrał swe nowe dzieło z sobą i swego ukochanego, który też był już gotowy do drogi. Długo im to nie zajęło i w trymiga znaleźli się u celu. Nie da się ukryć, cieszył go entuzjazm Comy i to, że tak bardzo tryskał energią, a na jego przystojnej buźce gościł ten cudowny uśmiech, którego mu tak brakowało... Aż mu się ciepło na serduszku robiło widząc go tak zadowolonego i radosnego! Po tym jak obaj wbili do sali nagrań, Blackwood nałożył na głowę słuchawki, a następnie stanął naprzeciwko niego, patrząc mu prosto i głęboko w te jego cudne, brązowe tęczówki.
- To co? Zaczynamy kochanie? - odezwał się do niego przyjemnym głosem, przerywając tą przytłaczającą, wszechogarniającą ciszę. Położył obie dłonie na jego policzkach, delikatnie je gładząc. Robił tak zawsze, ponieważ gest ten działał na basistę kojąco, o czym dobrze wiedział. Chciał tym samym jednocześnie upewnić się, że na pewno da sobie radę i jest gotowy do akcji. Obdarzył go tym swoim firmowym uśmiechem numer pięć i na koniec złożył na jego ustach delikatny, acz czuły pocałunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Abbey Road Studios   

Powrót do góry Go down
 

Abbey Road Studios

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Bar i stoliki w Dziurawym Kotle
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Beach Road 112
» Spokojnie, to tylko Irlandia... down the rocky road all the way to Dublin
» Targ uliczny na Portobello Road

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
-