IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zly dzien jak na tak mile towarzystwo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -142
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Zly dzien jak na tak mile towarzystwo   Nie Gru 17 2017, 16:58


Retrospekcje

Osoby: Rosaline Zakrzewski i Jeremiah Lacroix
Miejsce rozgrywki: pub, Londyn cześć mugolska
Rok rozgrywki: 2016 wiosna
Okoliczności: Jeremiah trochę zachlał pałę bo ma paskudny nastrój. I to w sumie najważniejszy element tej opowieści.



Od dwóch godzin panowała ciemność. Nie miał najmniejszej ochoty wychodzić z pub'u, który swoja droga był jednym z tych lepszych w jakich bywał. Lepszych, czyli paskudniejszych... było to miejsce, w którym nikt nikim się nie przejmował. Szemrane karciane gierki były najlepszym elementem rozrywki, nie wliczając bójek, które witają niemal każdego na powitanie...
Nie było aż tak źle. W sumie to Londynu stanowił jedynie szybki przystanek przed kolejnym wzruszeniem w drogę. Nie miał żadnego zlecenia w tym rejonie, nie chciał odwiedzić znajomych stron... Po prostu chciał się napić w ciszy i spokoju, we własnym towarzystwie, które od dawna było tym jednym i najlepszym towarzystwem. Może był narcyzem, może słuchanie własnej paplaniny sprawiało mu niewiarygodną przyjemność... A może to reszta była tak beznadziejna, że nie mógł zwyczajnie ich słuchać.
Zawołał barmana, aby przyniósł mu kolejną butelkę tego przecudownego bursztynowego trunku, który dopiero po 5 kieliszku przestawał dawać moczem. Różni ludzie, różne upodobania. Uznał, że na ten moment zasługuje tylko na taki rodzaj świętowania. Nie był osobą, która siedziałaby w kącie pubu i użalała się nad swoją, pożal się boże osobą. Po prostu humor mu dzisiaj nie dopisywał, a ostatnie wydarzenia również mocno wyprowadziły go z równowagi. Było zajebiście. Nie ma co
Wsadził papierosa miedzy wargi i odpalił zapalniczką. Jakby miało go to w jakiś sposób uratować... Jak? Sam jeszcze tego nie wiedział, ale powinno być całkiem ciekawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 5
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Zly dzien jak na tak mile towarzystwo   Pon Gru 18 2017, 02:22

Wynajmowała mieszkanie na mugolskiej dzielnicy, bo tak było jej łatwiej. Miała duży problem z czarodziejskimi mieszkaniami, bo to nie był jej standard. Nie umiała ciągle machać różdżką na prawo i lewo, bo wychowana z mugolami wiedziała, że wszystko należy robić własnoręcznie i nie mogła przeskoczyć tej bariery w swojej głowie. Nie chcąc się stresować swoim brakiem umiejętności magicznego prowadzenia gospodarstwa domowego zdecydowała się na mugolskie dwupokojowe mieszkanko pełne elektroniki, nad pubem, niedaleko restauracji. Tak więc tym sposobem nie musiała daleko iść na picie i na jedzenie, a miała trochę oszczędności zarobionych latem żeby nie musieć walczyć z odgrzewanym jedzeniem bez dostępu do alkoholu. Dlatego też po zjedzonej w knajpce kolacji przeszła na drugą stronę do baru. Może nie wyglądała zbyt imponująco w swojej letniej sukience w kolorze błękitnym i trampkach, ale wyglądała już na tyle dojrzale by nikt nie kłopotał się z proszeniem ją o udowodnienie swojego wieku. Po wejściu do zadymionego pomieszczenia rozejrzała się wokół szukając wolnego miejsca, a kiedy już takie znalazła podeszła do baru by zamówić swoją ukochaną whiskey:
- Four Roses. Podwójna. Bez lodu. Dopisz mi do rachunku, Spencer - bo znała już barmana i lokal na tyle by móc sobie na to pozwolić. To chyba jedyne miejsce w całej Anglii gdzie mogła dostać najlepsze co wyprodukowali mugole w Ameryce. I kiedy czekała na swoją szklaneczkę zauważyła siedzącą w kącie znajomą postać.
- Wiesz co Spencer? Daj całą butelkę - to powiedziawszy zawinęła czystą szklaneczkę i wzięła od niego butelkę przesyłając mu całusa. Nie będzie taka wesoła jak będzie musiała w poniedziałek uregulować rachunek, ale cóż z tego! Ta okazja wymaga odpowiedniej ilości alkoholu. Podeszła do stolika w kącie, wyłożyła się ze swoimi rzeczami, wyciągnęła bezczelnie mężczyźnie papierosa spomiędzy warg i włożyła go między swoje żeby głęboko się nim zaciągnąć.
- Proszę, proszę, proszę... Lacroix. Kopę lat. Powiedz, że chociaż odrobinę za mną tęskniłeś, kochanie - powiedziała, a chwilę później jej płuca opuściła chmurka dymu. Ona sama przechyliła się, żeby dobremu znajomemu sprzedać całusa w kącik ust i odkręciła butelkę napełniając trunkiem zarówno swoją jak i jego szklaneczkę.
- Masz jakąś robotę w okolicy? - zapytała wprost przyglądając mu się uważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -142
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Zly dzien jak na tak mile towarzystwo   Pon Gru 18 2017, 14:25

Życie w otoczeniu magii było zwyczajnie nudne. Sam osobiście nienawidził posługiwać się czarami, nie chciał znieść myśli, że mógłby być od czegoś zależny. Nawet od tego. Nie zmieni się tego, jak się zostało wychowanym, prawda? Zawsze musiał sobie radzić sam, jeszcze zanim ktokolwiek uświadomił go, że posiada kolejny, dosyć niezwykły talent. Mógł spokojnie powiedzieć, że obyłby się bez tych zdolności. W końcu inni jakoś z tym żyją, prawda? Wszystko wydawało mu się o wiele bardziej cenne, kiedy dokonał tego osobiście, bez użycia wspomagacza.
Nigdy nie osiadł w jednym miejscu. Nawet po wielu namowach, nie potrafił wysiedzieć dłużej niż cztery miesiące. Czekają go kolejne interesy, kolejne świetne propozycje zarobku. Nie mógł skupić się tylko i wyłącznie na jednym rynku. Gdzie w tym zabawa? Zawsze gdzieś go ciągnęło. Nie wie gdzie, nie wie dokąd... Może kiedyś trafi na to miejsce, wtedy siłą go stamtąd nie wyciągną. Podejrzewał, że miałoby to okazje spełnienia w późnej starości... A przecież nigdy się tam nie znajdzie.
Niespodziewanie ktoś postanowił się do niego dosiąść. Nie była to osoba, która zajmowała tutaj wcześniej miejsce. Raczej nie wyglądał na osobnika skorego do nawiązywania nowych znajomości. Jednak kiedy dostrzegł osobę, która tak bezceremonialnie postanowiła się przywitać, nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu. Chciał tylko rzecz, że sam już sporo wypił. I czekała na niego druga butelka... Oraz ta, którą właśnie zaprosiła do ich stolika. Cudownie! Zobaczymy, jaki będzie z niego dżentelmen, jak opróżnią zawartość tych naczyń. Podniósł szklankę, która teraz była pełna trunku Rosie. -Zdrówko!-Zawołał i przechylił naczynie. Skrzywił się.-Kurwa! Co Ty pijesz dziewczyno...-Mruknął i pokręcił lekko głową. Za to, odkręcił nakrętkę swojego pięknego, bursztynowego napoju.
-I proszę, nie krępuj się.-Mruknął, wsuwając między wargi drugiego papierosa. Przyjrzał jej się krytycznie, rzekłby, że nic a nic się nie zmieniła. Co zdecydowanie oceniłby na plus. -Za Tobą? Musiałabyś zdziałać o wiele więcej, abym mógł, choć odrobinę zatęsknić.-Oparł się o blat stołu i posłał jej swój tradycyjny uśmieszek.
Kiedy to ostatnio ją widział? Oj. Nie było to wcale tak dawno temu. Na same wspominki jego uśmiech mógłby poszerzyć się jeszcze bardziej. Ale z racji, że nie był człowiekiem sentymentalnym... Nie zrobił tego.
-Szkoda gadać... Myślisz, że dlatego upijam się w jakimś podrzędnym barze?-Omiótł dłonią pomieszczenie, w którym się znajdowali .-Choć osobiście Ci powiem, że takie uwielbiam najbardziej.-Mruknął i opróżnił zawartość szklanki, która znowu jakimś cudem została wypełniona. -Proszę, dostąp mi zaszczytu i powiedz, co Ty tutaj robisz?-Przechylił lekko głowę w bok. Naprawdę zainteresowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 5
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Zly dzien jak na tak mile towarzystwo   Nie Gru 24 2017, 03:22

Co pije? Najlepsze co Ameryka dała światu. Skrzywiła swoje pełne wargi w pełnym niezadowolenia wyrazie i parsknęła lekko.
- Prawdziwą amerykańską whiskey, a nie jakiegoś szkockiego sikacza - wyjaśniła i z godnością wypiła całą szklankę nie krzywiąc się przy tym. Czuła jak jej gardło trawi ogień, cały przełyk, a potem spokojnie mości się w brzuchu. Ciepło które przy okazji wprawiało w lekkie szumienie głowę która ostatnio zbyt często zajęta była myśleniem o sprawach niezwykle poważnych takich jak mieszkanie, praca, edukacja. Rosaline coraz częściej rozważała opcję osiedlenia się, a to pomysł który pojawiał się w jej głowie niezwykle rzadko. Teraz jednak powoli czyniła kroki mające na celu realizację tego ambitnego projektu.
Zaciągnęła się papierosem czując jak dym wypełnia jej płuca. Miała wrażenie, że każda taka popijawa zdziera jej gardło odbierając jej głosowi miękkości i słodyczy. Cóż, teraz z pewnością nie brzmiała jak urocza młoda dziewczyna, bo lekka chrypa pojawiła się wraz z wypitą pierwszą szklaneczką bursztynowego trunku.
- Łamiesz mi serce, Jeremy! - jęknęła teatralnie przewracając przy tym oczętami. Zaśmiała się jednak lekko i strzepała popiołek ze swojego papierosa do stojącego na środku stołu naczynka obserwując przy tym uważnie jego twarz. Znali się wystarczająco dobrze, żeby gdzieś tam mogła wrzucić go do kategorii przyjaciół. Chociaż "przyjaciel" to wciąż zbyt duże słowo. Nie mniej jednak ufała mu, bo przeżyli już ze sobą wystarczająco wiele by mieć co zeznawać przed Wizengamotem gdyby coś poszło nie tak.
- Co tu robię? Mieszkam, jakkolwiek niedorzecznie to brzmi - w jej przypadku to trochę niecodzienne i on doskonale sobie z tego zdawał sprawę. W końcu to w jego towarzystwie zobaczyła niemały kawałek tego globu. Wiedział też jak bardzo niestateczną była osobą. Więc mieszkanie w jej przypadku to naprawdę zabawna kwestia.
- Na długo tu jesteś? - pozornie niewinne pytanie miało aż nazbyt słyszalne drugie dno pod tytułem: "Zostaniesz na noc?", bo tak naprawdę nie miała nic przeciwko żeby został. U niej został. Z nią został. Żeby przez chwilę zapomnieć o całym świecie jeszcze bardziej niż dotychczas.
- I myślę, że upijasz się w barze, bo po prostu to lubisz - odbiła jeszcze piłeczkę chowając swój uśmiech za szklaneczką amerykańskiego trunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Skąd : Francja, Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -142
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15229-jeremiah-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15238-jeremiah-lacroix#406954
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15234-jeremiah-lacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Zly dzien jak na tak mile towarzystwo   Nie Gru 24 2017, 10:51

Nie zamierzał się z nią kłócić. Dlatego uniósł ręce w obronnym geście. Pił już chyba wszystkie trunki tego świata, nie znalazł jeszcze swojego faworyta. Poza tym, jest to dosyc nie fair w stosunku do innych. Przecież istnieje tyle wspaniałych możliwości. Nie tylko w kwestii alkoholu, dlaczego ograniczać się do jednej?
-Nie dramatyzuj. Ważne, aby robił swoje.- Uśmiechnął się lekko. Nie upijał się często, nie tak naprawdę, a może czas najwyższy, aby to zrobił? Zawsze cenił w sobie jasność myślenia. W końcu od tego wiele zależało w jego życiu. Dzisiaj nie było mu to już potrzebne. Może nawet nie miał na to ochoty. Czas najwyższy, aby spuścił trochę ze smyczy i uwolnił to, co raczej światła dziennego widzieć nie powinno.
Podrażnienia wywołane połączeniem dymu i alkoholu sprawiał, że na powrót jego szare komórki wracały na miejsce. Lubił to. Nawet bardzo. Nie do końca przyjemne, jednak w ten dziwny i specyficzny sposób kojące. Coś na niego działało, to znaczy, że nie było z nim aż tak źle.
-Ktoś musi być tym pierwszym. Przynajmniej mnie zapamiętasz.-Powiedział, a kącik jeden wargi uniósł się w swoim charakterystycznym uśmieszku. Owszem, znali się jakiś czas... Choć czas, jaki ze sobą spędzili, mógłby nazwać owocnym, nikt nie mógł powiedzieć, że go zna. Nieważne co by zdradziła, nic z tego nie miałoby znaczenia. Nie był skrytym człowiekiem, nie zatajał prawdy. Nie miał w tym interesu... Po prostu tak jest. Zawsze było.
-Nie uwierzę, póki nie zobaczę. Tak szybko zapomniałaś o tym, co nas łączyło? Teraz to Ty łamiesz mi serce.- Dotknął miejsce, w którym powinno znajdować się jego serduszko. Mógł jej życzyć wszystkiego dobrego na tej nowej drodze życia, jaką ograła. Był tylko ciekaw, na jak długo wytrzyma. Przekrzywił lekko głową w bok i utkwił w niej swoje spojrzenie. Dzisiaj trochę zamroczone, jednak wciąż bardzo uważne i dekoncentrujące.
- W zależności na ile chcesz, abym został.- Podsunął szklankę pod usta. Był dobry jako odskocznia od rzeczywistości, na wielu polach. Sam do niej nie należał, więc było to chyba zrozumiałe. Po chwili zaśmiał się tak, jakby naprawdę usłyszał dobry żart . - Odkryłaś moją tajemnicę! I co teraz? Będę musiał Cię zabić?-Rzucił jej porozumiewawcze spojrzenie. Jednak jego ramiona poruszyły się lekko, zapewne w lekceważącym geście. Nawet gdyby naprawdę tak było... Cóż, stawiałoby go to w dosyć nieprzychylnym świetle. Przynajmniej w jego mniemaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 5
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Zly dzien jak na tak mile towarzystwo   Wto Gru 26 2017, 03:57

Rosaline była Amerykanką, dlatego też lubiła mocne porównania i mocne określenia. Dla niej było coś albo czarne, albo białe. Coś albo kochała albo nienawidziła. Coś było albo najlepsze albo do niczego. Jeśli whiskey była dobra, automatycznie dostawała też zaszczytne miano najlepszej. I proszę jej tu za te dramatyczne nuty nie linczować! To kwestia kultury w której się wychowała. Na szczęście oprócz akcentu i skłonności do wszelkiego rodzaju dramaturgii nie została spadkobierczynią grubych genów Ameryki, a pochodziła z tej fit części narodu która w pogoni za idealnym ciałem zrobi naprawdę wiele. Na przykład zamknie się w sali z jej matką i będzie robić mnóstwo przysiadów, skłonów i pompek żeby po godzinie tej katorgi zapłacić swojemu oprawcy- w tym przypadku wspomnianej matce. Och jak dobrze, że nie musiała jej pomagać w prowadzeniu zajęć! Wcale nie tęskniła za zapachem potu i podskakującymi fałdami tłuszczu klientek jej rodzinnego biznesu.
- Jak zwykle za bardzo sobie schlebiasz - skwitowała z uśmiechem jego uwagę napełniając sobie niewysoką szklaneczkę nową dawką moczopędnego trunku. Niewątpliwie darzyła go swego rodzaju sympatią, ale owa sympatia nie miała przełożenia na uczucia wyższe. Wiedziała, że przy wspólnej robocie nie spieprzy powierzonego zadania i to jej wystarczyło, żeby mu zaufać. Ta odrobina zaufania wystarczyła też, żeby powierzyć mu ziarno sympatii i sprawdzić co z niego wyrośnie.
- Łączyło nas wiele, nie mogłabym zapomnieć. Jednak coraz rzadziej o mnie pamiętałeś, coraz więcej ode mnie wymagałeś i proszę. Oto mój bunt. Mam mieszkanie w Londynie i nie planuję się z niego wyprowadzać - oświadczyła ze swego rodzaju dumą, jakby zdecydowała się zamieszkać w środku Wezuwiusza, a nie na jednym z wielu mugolskich blokowisk w małym mieszkanku z różowymi drzwiami wejściowymi.
- To jednak nie dopijesz tej butelki? - zażartowała unosząc przy tym zabawnie jedną brew. Upiła łyczek, który wykrzywił jej pełne wargi w pełnym niesmaku wyrazie i odstawiła ją szybko na niezbyt czysty blat.
- Znam wystarczająco dużo twoich tajemnic, a jednak tu siedzę. Przyznaj JerJer, byłoby Ci beze mnie smutno! - wymierzyła w niego oskarżycielskiego palucha w nieco pijańskim geście i zaśmiała się cicho przyjemnym dla ucha śmiechem. Zaraz jednak ogarnęła się nieco by powiedzieć.
- Możesz zostać ile chcesz. Mam trochę miejsca na kanapie - zaoferowała szczodrze, ale bez cienia łaski w głosie. Nie lubiła ludziom robić łaski równie mocno, co nie lubiła kiedy ktoś okazywał jej łaskę czy litość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Zly dzien jak na tak mile towarzystwo   

Powrót do góry Go down
 

Zly dzien jak na tak mile towarzystwo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pierwszy dzień imienia forum
» Pierwszy dzień w Hogwarcie, 2007 rok

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-