IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dom Beatrice L. O. O. Dear

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 626
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Gru 26 2017, 17:58


Dom Beatrice



Front domu


Dom znajduje się w mocno zalesionym miejscu, z dala od wzroku ludzkiego i centrum miasteczka, na delikatnym wzniesieniu. Z jego werandy rozpościera się przepiękny widok na Dolinę Godryka co zdecydowanie zachęca do spędzania wieczorów w tym miejscu. Drewniane ściany i kamienne murki idealnie się ze sobą komponują tworząc bardzo enigmatyczne wrażenie.



Ogród cz.1




Ogród cz.2


Ogród jest mocno zadrzewiony i może sprawiać wrażenie mocno zdziczałego. Jednak w całym tym rozgardiaszu jest jakiś urok, który sprawia, że to miejsce jest jeszcze bardziej magiczne


Parter:
 
Piętro:
 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 626
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Czw Gru 28 2017, 17:43

Teleportowali się dokładnie tam, gdzie Beatrice miała nadzieję się znaleźć. Niewiele dzieliło ich od celu, ale musieli jednak swoje przejść. Nie mogli teleportować się od razu do domu Beatrice z racji tego, że po pierwsze, Lorenzo nigdy tam nie był, więc nie miał takiej możliwości, a po drugie teren został otoczony wieloma zaklęciami ochronnymi, które miały bronić posiadłość przed niechcianymi gośćmi. A dzięki przeprowadzonym wcześniej testom, dziewczyna wiedziała, że zaklęcia naprawdę bardzo dobrze działały.
-Od celu dzieli nas dziesięć minut drogi. - powiedziała wyraźnie podekscytowana i ruszyła przed siebie. Lorenzo mógł się zdziwić, że nie szła w kierunku centrum miasteczka, ale w stronę lasu i wzniesień, które znajdowały się w odległości kilku kilometrów. Na szczęście na żaden szczyt Bea nie musiała się wdrapywać, a do jej domu prowadziła wygodna, kamienna droga, tak szeroka, że nawet auto spokojnie by nią przejechało.
Nie odzywała się w czasie drogi, aby nie zdradzić mężczyźnie niepotrzebnych szczegółów. Miała zamiar po prostu pokazać mu budynek i czekać na jego reakcję, to byłoby o wiele zabawniejsze niż zdradzenie się ze wszystkim od razu.
W końcu, w oddali zobaczyła, jak drzewa, które rosły gęsto wokół nich, delikatnie zaczęły się przerzedzać. Nieświadomie przyspieszyła kroku pragnąc jak najszybciej znaleźć się u celu. W międzyczasie wymruczała kilka zaklęć, które pozwoliły i chłopakowi zobaczyć to, co ona dostrzegła już dawno.
Pierwsze, co zauważyła, to światło żarzące się delikatnie na parterze budynku oraz na werandzie. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak wtedy, gdy zostawiała swój dom kilka godzin temu, nim ruszyła do Londynu na kolację. Budynek wyglądał tajemniczo i enigmatycznie. A zalesiony teren wokół niego dodawał mu zdecydowanie magicznego uroku. Bea była niezwykle dumna z tego, co udało jej się w tym miejscu osiągnąć.
- Ta dam! - powiedziała cicho z nieskrywaną radością w głosie.
Ruszyła po schodach, ciągnąc za sobą Lorenzo. Stanęła na drewnianym tarasie i odwróciła mężczyznę w stronę, z której dopiero co przyszli. - Spójrz, jaki niesamowity widok. - dodała, sama nim się zachwycając. To przede wszystkim dlatego postawiła na kupno tego domu. -Chodź do środka. - pociągnęła go za sobą.
Stuknęła różdżką delikatnie w klamkę a drzwi otworzyły się same. W środku delikatnie paliło się światło sprawiając, że na co dzień przytulne pomieszczenie, jeszcze bardziej zyskiwało.
-Witam w domu Beatrice Dear. - wyszeptała, sama nie do końca dowierzając w to, że się jej udało. Że to było tylko i wyłącznie jej miejsce i mogła tu zrobić co by tylko zapragnęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Czw Gru 28 2017, 18:01

Pod koniec kolacji Beatrice była... bardzo energiczna i zniecierpliwiona. Nie wiedział co się kroi, ale postanowił iść za dziewczyną, a także teleportować ich w wyznaczone przez nią miejsce. Dobrze, że zdał wszystkie testy na teleportacje, bez tego musieliby się odnaleźć gdzieś w Dolinie, co mogło być problematyczne, ponieważ było już ciemno i trochę późno.
Szedł za dziewczyną, która go prowadziła w dość dziwne miejsce. Oddalali się od centrum idąc w stronę lasu.
- Dokąd idziemy? - zapytał się, lecz nie uzyskał odpowiedzi, po prostu Trice przyspieszyła. - Wiesz... jeżeli chcesz mnie zabić, to znam lepsze miejsca. - dodał w żarcie idąc dalej. Nie obawiał się, że dziewczyna coś mu zrobi, bo wiedział że Trice nie mogłaby muchy skrzywdzić, a co dopiero swojego przyjaciela. Może i zasłużył na spoliczkowanie, ale nie na porzucenie w lesie, przynajmniej tak myślał.
Gdy dotarli do jakiegoś domu, dalej nie wiedział o co chodzi. Pamiętał, że mówiła mu o kupnie domu, lecz nie spodziewał się że zrobi to tak szybko. Myślał, że kupi go dopiero za parę miesięcy. Gdy przedstawiła posiadłość z pełnym entuzjazmem nie miał już wątpliwości. Kupiła dom. Wszedł na taras i rozejrzał się po okolicy. Prawda... widok był niesamowity. Sam kiedyś marzył o takim domku, a jak na razie utknął w mieście i pewnie jeszcze przez długi czas w nim pozostanie. Wszedł do środka i zaczął się rozglądać po pomieszczeniach. Nie mógł nic powiedzieć, ponieważ go zamurowało. Piękna okolica, piękny wystrój, prawdziwy dom.
- Niesamowite. Gratuluje! - powiedział z dużym uśmiechem i radością w głosie. - Masz swój dom. Jest przepiękny. Pewnie musiałaś na niego harować jak wół. Jestem pod wrażeniem. - dodał głosem pełnym zaskoczenia i dalej się rozglądał. Miała tutaj wszystko. Naprawdę wyprowadziła się od rodziców i to nie do jakiegoś mieszkania na raty, a do własnego domu, z ogródkiem i niesamowitą okolicą. To było bardzo duże osiągnięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 626
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Pon Sty 01 2018, 23:29

Szczerze nie mogła się doczekać jego reakcji na widok tego miejsca. Był jej przyjacielem, najlepszym, oczywiście, że jego opinia cholernie dużo dla niej znaczyła. Liczyła się z jego zdaniem i brała je sobie do serca. Teraz mógłby ktoś zapytać, dlaczego więc nie poprosiła go o opinię wcześniej, nim kupiła ten dom? Bo ten jeden raz w życiu chciała zrobić coś zupełnie sama, od podstaw, bez proszenia kogokolwiek o pomoc i dokładnie tak, jak jej się to podobało. Chciała, aby to miejsce doskonale wyrażało to, kim była i by nikt jej nie mówił, że te różowe firanki pasowałyby tutaj lepiej. Chciała po prostu zrobić coś po swojemu. I móc się pochwalić efektami, kiedy przyjdzie na to czas.
A widząc szok na twarzy Lorenza, mogła uznać, że zdecydowanie udało się jej. Wszystko poszło dokładnie tak, jak to sobie zaplanowała. Sama jeszcze nie do końca dowierzała, że to miejsce należy do niej, więc rozglądała się wokół z dużą ekscytacją wymalowaną na jej twarzy. Sama nie wiedziała co powinna powiedzieć.
-Wiesz co, ten dom był stosunkowo tani przez to, w jakim stanie był. Trochę czasu musiałam tutaj poświęcić, rodzice wiele razy się zastanawiali, gdzie znikam wieczorami. A zakupiłam go już dłuższy czas temu. Dwa miesiące zajęło mi doprowadzenie go do takiego stanu. - odpowiedziała, wchodząc dalej i ciągnąc go za rękę wgłąb pomieszczenia. Salon połączony z kuchnią i jadalnią, był duży, ale urządzony tak, że wydawał się być o wiele bardziej przytulny niż przed remontem, który zrobiła tu Bea.
-Lorenzo, tak się cieszę! Nie mogłam się doczekać, aby pokazać Ci to miejsce! - zapiszczała radośnie i rzuciła mu się na szyję. Cholernie się cieszyła z tego, co udało jej się osiągnąć.
Chciała ucałować go w policzek, ale w tym samym momencie Sorrentino wykonał delikatny ruch głowy. Na tyle delikatny, że jej usta minimalnie zahaczyły o jego. Jej prawy kącik spotkał się z jego lewym kącikiem.
Nie wiedzieć czemu, Beatrice zamiast odsunąć się od mężczyzny, to stała w takiej pozycji jeszcze kilka sekund, patrząc mu głęboko w oczy. Przecież nic do niego nie czuła, był jej przyjacielem, najlepszym przyjacielem. Ale gdyby tak?
A potem po prostu bardzo delikatnie dotknęła jego ust swoimi ustami, jakby były najdelikatniejszym motylem na świecie, który mógłby odlecieć w każdym momencie, spłoszony i zbudzony do działania. Jego wargi, tak cudownie miękkie i różne od tych, które zwykła całować, sprawiły, że chciała więcej. Nie do końca zastanawiając się nad tym, co będzie dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Sty 02 2018, 16:42

Dobrze zrobiła, że nie pytała się go o zdanie. Lorenzo miałby pewnie wątpliwości co do takiej inwestycji. Myślałby, że to zabierze dużo pieniędzy, a efekty nie musi być taki oszałamiający. Oczywiście myliłby się, ponieważ dom był przepiękny. Sam by chętnie taki sobie sprawił. Beatrice miała swoją wizję i ją zrealizowała, to go cieszyło. Była niesamowita. Była dorosłą i poważną kobietą. Czasami jest mu trudno patrzeć na nich nie przez pryzmat jak byli dziećmi, a przez to że są już dorośli i myślą przyszłościowo.
- Naprawdę jestem pełen podziwu. Poradziłaś sobie perfekcyjnie, zwłaszcza że trzymałaś takie przedsięwzięcie w tajemnicy. Myślałem, że już niczym mnie nie zaskoczysz. - powiedział z uśmiechem. Podziwiał salon, rozglądając się po nim, zaglądając tez do kuchni. Naprawdę się postarała. Podobało mu się to połączenie pokoi, były tylko oddzielone ściankami i kominkiem. Prawdziwy dom marzeń.
Gdy rzuciła mu się na szyje nie odsunął się, tylko objął ją w talii. Wiedział, że się cieszyła, sam się cieszył jej szczęściem bo naprawdę było co podziwiać. Nie spodziewał się, że zamierzała go pocałować w policzek, dlatego też delikatnie ruszył głową, a gdy to zrobił poczuł jej usta na swoich. Stał jak wryty, bo niezbyt wiedział co to oznacza. Spojrzał jej tylko w oczy, wyczytał z nich, że sama nie wie co się w tej chwili dzieje. Byli przyjaciółmi to fakt, nie czuli nic do siebie poza tą przyjaźnią, ale...
Czując jak znowu go delikatnie pocałowała odwzajemnił ten pocałunek. Jej usta smakowały bardzo dobrze. Nigdy jej nie całował, to był pierwszy raz. Objął ją mocniej, przyciągając do siebie. Zaczął ją całować pewniej, namiętniej i teraz nie przypominali zwykłych przyjaciół. Nie wiedział jak daleko może się posunąć, ale wiedział jedną... chciał ją, wręcz pragnął bliskości. Delikatnie zaczął przesuwać się w stronę stołu, który był w salonie. Gdy znajdowali się wystarczająco blisko, postanowił ją podnieść i posadzić na tym stole. Nawet na chwilę nie przerwał całowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 626
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Sty 02 2018, 21:26

Mogła zaskoczyć. Chciała zaskakiwać. Chciała być nieprzewidywalna, chciała być taką, o jaką nikt jej nigdy nie podejrzewał. Chciała, aby patrząc na nią, zastanawiali się "Gdzie się podziała ta Beatrice, która rozpaczała po Maximillianie?" Chciała być lepsza niż ona sama i chciała, aby to nadal było realne i możliwe do spełnienia.
Może właśnie dlatego zachowała się w tym momencie w taki, a nie inny sposób? Może właśnie to było wytłumaczeniem złączonych w pocałunku ust?  Zaskakiwać można było na wiele sposobów, a ten, który obrała Beatrice był jednym z nich. W końcu, przecież jeszcze tego samego wieczoru, coś zupełnie innego mówiła Lorenzowi. A teraz zachowywała się tak, jakby przeczyła samej sobie i kłóciła się sama z własnym jestestwem. Ale, nie umiała inaczej. Nie chciała. Nie mogła. Nie była w stanie nic poradzić, że pod wpływem tego pierwszego zetknięcia się ust, zachciała więcej. A to pragnienie nie było podparte żadnymi uczuciami, które mogłyby definiować ją jako zakochaną. Po prostu była to chwila, gdzie rozum się wyłączył i zadziałał instynkt. Ciężko stwierdzić czy zdrowy.
To, gdy on również zdecydował się ją pocałować zadziałało na nią jak magnes. A ona była stopem najczystszej stali, który nie mógł mu się w żaden sposób oprzeć. I nawet tego nie próbowała. Nie miało to sensu. Po co miałaby żałować sobie czegoś, na co po prostu miała ochotę? Od tak, bez żadnych podtekstów czy wyrzeczeń na rzecz kogokolwiek. Po prostu zapragnęła go. Jego, jako mężczyzny, przyjaciela i być może kochanka, o ile będzie pragnął tego samego, co i ona.
Jego gesty pokazywały, że nie była dla niego obojętna, że się liczyła. W jakiś dziwny i pokręcony sposób, nie zrozumiały przez żadnego z nich. To, jak pogłębił pocałunek, powiedziało Beatrice wiele, mimo, że może i nie powinno. Sama nie pozostawała mu dłużna. Jej język szybko zetknął się z jego i połączył w namiętnym tańcu. Jej dłonie, zarzucone na jego szyję, przeniosły się na głowę i plecy mężczyzny, przyciągając go jeszcze bliżej, tak by nawet pojedynczy atom nie mógł się między nimi prześlizgnąć. Jej całe ciało przylgnęło do niego. Byle bliżej Lorenza, byle bliżej. Czuła palącą rządzę bliskości, nie mogła jej sobie w tym momencie odmawiać. I nie zamierzała tego robić. Nie zniosłaby teraz odmowy.
Na odmowę się nie zanosiło. Każdy czyn mężczyzny to udowadniał. To, jak jej pośladki zetknęły się z zimnym drewnianym blatem. To, z jaką intensywnością wcześniej na nią patrzył.
Odsunęła się, na chwilę. Dla kogoś mogła by być to tylko chwila, ale dla niej była wiecznością. Spojrzała mu w oczy, zaintrygowana, co dane jej będzie w nich ujrzeć. Czy spokój, czy tęsknotę, czy może opanowanie i rządzę?
-Chcesz tego? Chcesz mnie? - wyszeptała niebezpiecznie blisko jego ust. Ponownie złożyła na nich pocałunek, tym razem delikatniejszy, niż te, którymi wzajemnie przed chwilą się raczyli. Zjechała swoimi ustami na jego szczękę, znacząc ją pocałunkami, niezwykle łagodnymi, może trochę ospałymi, niepewnymi? Zeszła jeszcze niżej, rozpinając jedną dłonią guzik przy jego koszuli, który blokował dostępu do jego szyi. Pocałowała go w miejsce tuż pod jabłkiem Adama, kierując się jeszcze niżej i zostawiając mokre ślady języka na jego skórze. -Czy może życzysz sobie, abym przestała? - wyszeptała nie odrywając ust od jego skóry, szorstkiej, tak cudownie różnej od jej samej.
Nie myślała o tym, aby się zabezpieczać. W końcu, od wielu lat to robiła. Jeszcze zanim ponownie zeszła się z Maxem, to stosowała eliksir antykoncepcyjny, a że miała duże zdolności warzenia ich to nigdy jej nie zawiódł. Nie mogło być inaczej i tym razem.


Ostatnio zmieniony przez Beatrice L. O. O. Dear dnia Nie Sty 14 2018, 14:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Sty 02 2018, 22:17

Najbardziej zaskoczyło Lorenzo to, że pocałowała go, gdy wcześniej naskoczyła na niego, że są tylko przyjaciółmi. Naprawdę nie rozumiał co się stało, co się nagle odmieniło. Ale czy mu w tym momencie to przeszkadzało? Nie, absolutnie nie. Sam nie wiedział czemu się nie odsunął i powiedział coś w stylu: "to zły pomysł", bo najprawdopodobniej takim był. Teraz jego mózg i jakiekolwiek poczucie odpowiedzialności czy godności zanikły. Zostało tylko i wyłącznie pragnienie. Pragnienie jej ciała, bliskości i seksu. Mogło być to spowodowane, że dawno z żadną panną nie był, ale głównym czynnikiem było to, że tego chciał. Nie mógł się jej oprzeć. Była piękna i atrakcyjna, zwłaszcza w tej sukience. Jakiekolwiek hamulce mu puściły i gdy dojrzał choć cień szansy, żeby ją zdobyć postanowił to wykorzystać. Zdobyć... duże słowo, lecz odnosi się tylko i wyłącznie do dzisiejszej nocy. Któż to wie co się stanie potem. Pokłócą się? Zerwą kontakt? A chuj go wie, teraz go to nie obchodziło.
Nie protestował, wręcz przeciwnie, sam ją postanowił rozgrzać tak, że nie będzie mogła odmówić. Choć zauważył, że wcale nie musiał tego robić. Sama go chciała, sama go prowokowała do dalszego działania. Podobało mu się to i to bardzo. Czuł jak podniecenie rosło, jak bardzo jej pragnął. Rozsunął tylko jej piękne nogi i usadowił się pomiędzy nimi, żeby znaleźć się bliżej i dalej ją całował. Prowadził zacięty pojedynek z jej językiem, a walka kończyła się remisem. Spojrzał na nią gdy się go zapytała.
- Chce Ciebie. - także wyszeptał pośpiesznie, wpijając się ponownie w jej usta. Powiedział to całkowicie szczerze. Pozwolił jej na to aby całowała go po szyi i brodzie. Było to niesamowite uczucie. Nie miał zamiaru zostawać dłużny, dlatego też zaczął powoli rozpinać sukienkę, za jej plecami. Robił to powoli, ponieważ lubił ten moment przesuwania suwaka i rozbierania partnerki. - Nawet się nie waż teraz przestawać. - powiedział poważniej pogrążony w ekstazie. Mogło to brzmieć jak groźba, ale w żadnym wypadku tak nie było. Był podekscytowany, napalony i chciał aby ta chwila trwała wiecznie. Rękoma wodził ją po nogach, od kolna po biodra, delikatnie przechodząc na jej brzuch i dekolt. Miała bardzo gładką skórę, której mógłby dotykać przez cały czas. Chciał spróbować jej szyi, dlatego w przerwie jaką zrobiła, wpił się w nią robiąc kilka mokrych śladów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 626
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Sty 02 2018, 23:48

+18

Nikt nie mógł przewidzieć tego, co miało nastąpić za chwilę. Nikt też nie był w stanie zapewnić ich o konsekwencjach podjętych przez nich decyzji. Oboje tego pragnęli, oboje próbowali sięgnąć po coś, co mogłoby okazać się zakazanym owocem. Co mogło ukarać za głupi błąd, grzech tak bardzo ludzki i nieludzki jednocześnie w swej prostocie. Coś, co wydawać by się mogło prawdziwe i piękne, dla niektórych musiało być zakazane. Teraz pozostawało zadać sobie pytanie: do której grupy wy się zaliczacie? Beatrice nie chciała i nie wiedziała jak odpowiedzieć na to pytanie. Tęsknota za odrobiną bliskości, czułości, była zbyt silna. Nie mogła przerwać tego, co miało się zdarzyć. Nie chciała, choćby na moment. Aby się zastanowić, zadać to niezadane przez żadne z nich pytanie czy tak można?!
Czuła, że to wszystko nastąpi. Za chwilę. Za moment. Zaraz. Teraz. Czuła, ze to odpowiedni czas, pora i miejsce. I czuła, że Lorenzo też to odczuwał. Mogła to odczuć przede wszystkim fizycznie, gdy jego biodra znalazły się pomiędzy jej gorącymi od pożądania udami. Odczuwała to intensywnie, kiedy jego palce rozpinały zamek błyskawiczny jej sukienki. I kiedy delikatnie ześlizgiwała się ona z jej biustu, nie mogąc ochronić go już przed napastliwym wzrokiem, czy pożądaniem. Małe sutki były doskonale dla niego widoczne. Obrona w tym momencie nie była wskazana. Skazałaby ich na zagładę.
Oddawała mu to, co w tym momencie należało tylko do niego. Coś, co złośliwi określiliby jako jego od dawien dawna. Co powinno do niego należeć już od wielu lat. Ale nigdy nie było. Dopiero w tym momencie tak się działo. Czy to dlatego, że nie miała już siły się bronić? A może dlatego, że nastał w końcu ich czas?
Uśmiech zagościł na jej twarzy, sprawiając, że nabrała bardzo dziewczęcego wyglądu. Usłyszała to, czego pragnęła usłyszeć. Co musiała usłyszeć tego wieczoru, aby poczuć się spełnioną. Te słowa, upewniły ją w fakcie, że Lorenzo należał do niej. Tylko do niej. Chociaż na te kilka chwil. Może na trochę dłużej? Wystarczyła najbliższa godzina. O więcej prosić nie chciała.
Nieświadomie odchyliła głowę do tyłu, wyginając w łuk swe plecy. Czuła jego język na swojej szyi, który całował ją z pewną dozą pożądania połączonego z niepewnością tego wspólnego pierwszego razu. Chciała więcej. Musiała mieć więcej. Nie zamierzała poprzestawać na tym.
Złapała jego koszulę. Mocno, pewnie, patrząc mu w oczy. Biło z nich pożądanie i obietnica rozkoszy czającej się pomiędzy jej udami. Rozkoszy, którą oboje mieli doznawać.
-Nie zamierzam przestawać. - wyrwało się z jej ust, jakby to w ogóle nie były jej słowa. Pociągnęła, mocno, szybko. Guziki poleciały po podłodze. Pewnie nie sposób byłoby je odnaleźć. Nie były teraz potrzebne przecież. Bo przecież dziewczyna mogła patrzeć. Na to, co do tej pory było jej zakazane, a teraz jawiło się niczym najpiękniejsza z gwiazd na niebie.
Szybko, byle szybciej, pozbawiła go marynarki, którą wciąż miał na sobie. Jeszcze szybciej zdjęła koszulę, która nie była teraz potrzebna. Dotknęła torsu. Z początku nieśmiało, samymi koniuszkami palców. Badała strukturę i to, na jak wiele może sobie pozwolić. Wodziła wzrokiem za tym ruchem. Widziała, jak jej paznokcie wbijają się w jego skórę zostawiając czerwone pręgi na piersi. Widziała, jak dłoń zmierza niżej, znacznie niżej. Jakby kontrolowana przez kogoś, kim ona nie była. Ale kogo chętnie chciała poznać.
Bez skrępowania wędrowała dalej, znacznie dalej, pociągając delikatnie za kilka włosków powyżej paska od spodni. Spojrzała mu w twarz. Uśmiech wykwitł na jej licu. Złośliwy, wredny, nie pasujący do jej ładnej twarzy. Ale jaki mógłby być w tym momencie, gdy w końcu dotknęła go dłonią TAM, gdzie każdy mężczyzna najbardziej lubił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Sro Sty 03 2018, 12:04

+18

Konsekwencje ich czynu mogą być różne, lecz nie będę ich tutaj wymieniał, bo jeszcze ktoś mógłby sobie pomyśleć, że Lorenzo trzeźwo myśli. Może i pił alkohol, ale w małych ilościach. Jego nietrzeźwość nie jest spowodowana winem, a bardziej zatraceniem w podnieceniu. Nie myślał o niczym innym jak o nich, teraz, na tym właśnie stole. Cały świat mógł się teraz walić, Ministerstwo mogło upaść, ale to nie miało dla niego żadnego znaczenia. Liczyli się tylko oni we dwoje. Pewnie jakby był w stanie upojenia alkoholowego miałby na co zwalić swoje zachowanie, a teraz? Pożądanie z nim wygrało.
Przyglądał się jej pięknemu ciału, jej ramionom, dekolcie, piersią. Znali się tak długo, a dopiero teraz widział ją gołą. Powstrzymywali się bardzo długo, a ich hamulcem był nie kto inny jak Max. Gdyby Beatrice nie była z nim, któż to wie... może doszłoby do tego wcześniej. Trudno jest utrzymać zwykłą damsko-męską przyjaźń gdy obydwoje potrzebują bliskości, odrobiny cielesnej ulgi.
To prawda, Lorenzo był teraz jej. Mogła z nim zrobić co tylko zapragnęła i nie będzie się sprzeciwiał, ponieważ sam wiedział, że ona teraz należy do niego. Nie ważne ile miałoby to potrwać, będzie dbał, żeby każda sekunda była wyjątkowa i nie do zapomnienia.
Poczuł jej zniecierpliwienie. Jak chce wszystko przyspieszyć. Uśmiechnął się tylko, ponieważ stało się to co chciał. Nie mogła się już powstrzymać. Musiała go rozebrać. Pozwolił jej na to, pozwolił jej nawet na gwałtowne rozpięcie koszuli, która już nie będzie zdatna do ponownego użytku. Takie przyjemności wymagają poświęceń.
Czuł jej dotyk na swoim torsie. Jak badała każdy centymetr jego ciała. Stał tylko jak skała i spoglądał na nią. Miała bardzo ciepłe palce, lekko rozsunął usta. Bardzo mu się to podobało. Nigdy tak intensywnie, z taką dozą pożądania nie wodziła go dłońmi. Takiej Beatrice jeszcze nie znał, ale bardzo chętnie ją pozna. Miał tylko nadzieje, że szybko nie odejdzie.
Gdy dotknęła jego męskości, mogła poczuć jaki jest już twardy. Miał na sobie cały czas spodnie, ale i tak było to wyczuwalne. Lorenzo był sporym mężczyzną, więc wszystko inne rosło proporcjonalnie.
Nie miał zamiaru być dalej pasywnym obserwatorem. Miał zamiar zadziałać. Ponownie zaczął całować ją po szyi, jedną ręką podtrzymując jej kark i bawiąc się jej włosami, drugą zaś wodził po jej biodrach, delikatnie palcami sięgając po jej pośladek. Ustami zjeżdżał niżej, najpierw na dekolt, następnie na piersi. Całował jedną, drugą, bezczelnie lizał sutki, delikatnie podgryzał. Miała bardzo kształtne piersi, więc złapał jedną w dłoń i zaczął ściskać, przelewać w dłoni. Zawsze chciał to zrobić i nareszcie miał ku temu okazje. Jedno jego młodzieńcze życzenie się spełniło, czas teraz na całą resztę. Na piersiach nie miał zamiaru po przestawać, chciał jej spróbować. Całował dalej, mijając brzuch, trochę drażniąc się z jej pępkiem. Postanowił pozbyć się reszty sukienki. Tak też znalazł się głową pomiędzy jej nogami. Spojrzał jej w oczy ze wzrokiem cwanym i zdecydowanym. Najpierw pocałował jedno udo, potem drugie, aż w końcu ściągnął jej bieliznę. Swoją ucztę zaczął delikatnie, od prostego pocałunku w łechtaczkę, ale z każdą chwilą posuwał się coraz dalej. Zaczął ją lizać, drażniąc jej kobiecość. Robił to w równych odstępach czasu. Wchodził trochę do środka, chciał poczuć jej ciepło i czuł je... była bardzo gorąca. Włożył także w nią jeden palec, podróżując nim po jej wnętrzu, dotykając każdej, możliwej ściany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 626
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Czw Sty 04 2018, 01:28

+18

Nie pora była na to, aby rozmyślać o przyszłości. Bliższa, czy dalsza pozostawała nieznana. Tak pięknie niepewna i cudownie niewiadoma. Tak wspaniale nieodkryta. Po prostu, nieznana. A to w niej było najlepsze. Mogli myśleć, zastanawiać się, co by było, gdyby. Mogli również zastanowić się nad tym później. A mogli nie myśleć o tym wcale. Po prostu poddać się, niczym przegrani. Aby czerpać radość z wygrania tej sytuacji. Tego miejsca. Tych pocałunków, tych pieszczot ciała i duszy. Ona zamierzała tak właśnie poczynić. Nie rozmyślać nad konsekwencjami. Wyłączyć zdrowy rozsądek i trzeźwość umysłu. Pozwolić sobie popłynąć i zatracić się. Chociaż raz. Choć na chwilę.
Obserwowała go. Dokładnie badała reakcję jego ciała i umysłu na jej widok. Musiała wiedzieć, co to oznacza. Musiała mieć pewność, że nie ma dla niego w tym momencie nikogo innego. Że liczyła się tylko ona. Oczy były zwierciadłem duszy. Chciała w jego źrenicach wyczytać to, czego nigdy nie powiedział głośno. Upewnić się, że w tym momencie byli tylko oni, dwoje. Bez żadnych podtekstów, żadnego mamienia, czy niepewności. Ona była zdecydowana. Już dawno. Tylko chyba bała się przyznać do tego, przed samą sobą.
Czuła, jak twardnieje za sprawą jej dotyku i zmienia się. Czuła, jak rośnie i nie mogła się doczekać, aby to zobaczyć. Chciała mieć go tylko dla siebie. Ale w tym momencie nie było jej to dane. Szybko przejął kontrolę.
Oparła się łokciami na stole, wyginając plecy w łuk.
Pozwolił, aby była niewinną temu zdarzeniu marionetką. A ona pozwoliła, aby mógł grać. Zamierzała tańczyć. Dokładnie tak, jak jej zagrał. Dokładnie tak, jak tego wymagał. Chciała, aby ją posiadł i by jej pokazał swoją siłę. Aby wiła się pod nim jak piskorz i czuła go w swoim ciele. By uznał ją za swoją własność. Poddała się jego dotykowi. Jej usta rozchyliły się, kiedy to zaczął tą walkę z jej ciałem. Pierwsze jęki rozkoszy wyrwały się na wolność, gdy zaczął bawić się jej sutkami. Tak spiesznie, tak łapczywie. Czuła, jak zbiera w niej gorączka. A tylko on i jego przyrodzenie mogły ją ugasić. By najpierw rozgrzać do czerwoności jej uda, łechtaczkę, całą kobiecość a potem całe ciało.
Była mu wdzięczna, kiedy pozbawił ją sukienki. A jeszcze bardziej, gdy ogołocił z koronkowych majtek. Nie mogła się doczekać tego, co mogło nastąpić. Co musiało się dzisiaj stać.
Drażnił ją. Tak cholernie ją drażnił. Rozbudzał podniecenie i sprawiał, że pragnęła go. Byle więcej, byle szybciej, byle mocniej. Byle by znalazł się w niej. Byle by mogła go poczuć. Tak intensywnie, jak nigdy nie było jej dane. Na razie poprzestawał na tańcu językiem w jej wnętrzu. Dodał do tego palec. Kolejne westchnienie urwało się ze smyczy. Uciekło na wolność, ale zaraz dogoniło je drugie. Trzecie ruszyło za uciekinierami w pościg. Nie mogła doczekać się tego, co zrobi dalej. Pragnęła więcej i więcej.
Nie mogła pozostać bierna. Chciała więcej i chciała na to zapracować. Podniosła się. Czy to pożądanie zalśniło w jej oczach? Z pewnością. Cholernie duże pożądanie. Odepchnęła go od siebie. Delikatnie, acz stanowczo. Sama wstała ze stołu i szybko rozprawiła się z nim. Najpierw z paskiem, potem z rozporkiem i guzikami. By po chwili zsunąć mu spodnie do kostek. Bokserki zostawiła na deser. Uśmiechnęła się do niego lubieżnie, kiedy je zdejmowała. A uśmiech ten poszerzył się, gdy chwyciła go mocno w dłoń. Zacisnęła palce. Mocno. Wprawnym ruchem ręki zaczęła zaspokajać Lorenza. Chciała, by błagał o więcej. By pragnął tylko jej i tego, co mogła mu oferować. A mogła wiele mu dać. Wystarczyło poprosić. Lub ją zmusić do tego. Każda opcja była dobra. Byle by wykazać inicjatywę. Przejąć kontrolę nad sytuacją?
Zbliżyła usta do jego męskości. Delikatnie przejechała językiem po całej jego długości. Drażniła się z nim. Dokładnie tak, jak on przed chwilą z nią. Chciała, aby jej pragnął. Tak nachalnie i łapczywie, jak nikt nigdy wcześniej. I by wziął, co swoje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Pią Sty 05 2018, 12:26

+18

Nie tylko ona badała jego. On też ją obserwował. Musiał mieć pewność czy nie myśli o kimś innym. Lorenzo nie chciał być tylko zamiennikiem. Chciałby żeby w tej chwili myślała tylko o nim. Chciała tylko go. Poprzez dotyk i pieszczoty, był w stanie stwierdzić co czuje. Napięcie mięśni, pojawienie się gęsiej skórki świadczyły o tym, że się jej podoba. Chciał dać więcej. Chciał sprawić aby zwariowała, błagała o więcej.
Lubił dominować i własnie to okazał. Był niczym maestro, a ona jego orkiestrą. Pokazywał jej dźwięki, których jeszcze nigdy nie słyszała, ponieważ to była jego muzyka. Niesamowicie go podniecała. Chciał zrobić wszystko. Całować ją, pieścić, macać, wodzić, a także pieprzyć, ale ciężko jest to wszystko połączyć. Mówi się, że mieli dużo czasu, ale Lorenzo nie chciał czekać. Chciał ją. Chciał wejść w nią i odkryć rzeczy, które nawet Kolumbowi się nie śniło.
Pieszcząc jej kobiecość widział i czuł jak bardzo się podnieciła. Robiła się mokra, bardzo mokra. Podobało mu się to. Chciał doprowadzić ją do szaleństwa. W tym momencie musiała zwariować na jego punkcie, żeby mógł bez żadnych przeszkód przejść do głównego dania.
Gdy odepchnęła go od siebie był lekko zdziwiony. Postanowiła przejąć pałeczkę. Bardzo sprawnie rozprawiła się z jego spodniami. Jego wzrok skierował w dół. Cały czas stał na prostych nogach. Gdy wzięła go w dłoń, otworzył lekko usta. Czuł jej dłoń. Bardzo dokładnie. Jak zaczęła robić charakterystyczne ruchy, już to wiedział. Był jej. Kupiła go i to z full pakietem. Chciał więcej i mówiły o tym jego oczy, które cały czas się w nią wpatrywały. Jak wzięła go do ust, lekko jęknął. Czuł ciepło i był jeszcze bardziej podniecony. Nie wiedział, że jest to możliwe, ale to ona doprowadzała go do szaleństwa. Jedną rękę położył na jej głowie, delikatnie wspomagając ją aby weszła głębiej. Nie chciał zrobić jej krzywdy, więc nie przesadzał, ale nie mógł już wytrzymać. Miał zamiar wziąć to co jego. Podniósł ją do góry i obrócił tyłem do siebie. Chwycił za jej nadgarstki i sprawił by położyła się przodem na stole. Jej ręce trzymał nad jej głową, a sam wszedł w nią agresywnie, szybko i z dużym impetem. Nie mógł już dużej czekać. Musiał w nią wejść. Zaspokoić ich pragnienia. Wchodził dość szybko jak na sam początek, ale to nie koniec. Dopiero się rozkręcał. Z czasem przyspieszał i robił mocniejsze ruchy obijając się o jej pośladki tworząc dźwięk jakby ktoś klaskał. Pochylił się nad jej plecami i zaczął całować ją po karku i całych plecach. Była jego, przynajmniej na tą godzinę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 626
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Sob Sty 06 2018, 13:22

+18

Nie był zamiennikiem. Nigdy nim nie bywał. Nigdy nie mógł być zastąpiony przez kogokolwiek innego. Lorenzo był jedyny i niezwykle wyjątkowy dla Beatrice.  Nikt nie mógł go po prostu zastąpić i ona nigdy by się nie odważyła na taki czyn. Był jej przyjacielem, powiernikiem tajemnic, "miłością". Nic dziwnego, że ona pragnęła go właśnie teraz. Tak naprawdę wiele lat temu zastanawiała się nad tym, jakby to wszystko wyglądało, gdyby coś między nimi zaiskrzyło. Na szczęście teraz to był tylko czysty seks. Bez uczuć, czy zobowiązań. Bez żadnych podtekstów. Tylko z możliwością zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych.
Wiła się pod nim doprowadzana do szaleństwa. To, jak ją zaspokajał było czymś nieziemskim. Robił to z ogromną wprawą, więc nic dziwnego, że szybko zrobiła się wilgotna. Chciała, aby ją posiadł i nie wypuszczał ze swych ramion przez najbliższy czas. Aby była tylko jego i by zrobił z nią co tylko sobie zapragnie. Chciała się poddać i zostać zdobytą. Aby już nigdy nie musiała udawać niezwyciężonej. Chciała, aby zwyciężył.
Czując, jak zagłębia się w jej ustach, czuła się dokładnie tak, jak tego pragnęła. Wydawać by się mogło, że to on miał teraz stu procentową kontrolę, ale nie miał. To ona nad nim panowała i mogła równie szybko zakończyć wszystko jak rozpocząć. Ale nie chciała. Nie mogła się doczekać kontynuacji.
Czuła konsternację, kiedy nagle ją odepchnął. Czyżby nie podobało mu się, to co robiła? Może coś było nie tak? Może pragnąc doprowadzić go do szaleństwa sprawiła tylko, że wszystko się spieprzyło? W końcu tak blisko było od miłości do nienawiści. Od rozkoszy do rozczarowania równie blisko. Wszystko się wyjaśniło, kiedy położył ją na brzuchu na stole. Jęk rozkoszy wydostał się z jej ust, gdy wszedł w nią. Trochę brutalnie, ale wspaniale. Delikatny seks nie był czymś, na co miała teraz ochotę. Teraz chciała, aby Lorenzo ją pieprzył. Aby ze zmęczenia wymieszanego z podnieceniem nie mogła złapać oddechu. Chciała go dotknąć, ale skutecznie jej to uniemożliwił. Nie mogła i nie chciała wyrwać swoich nadgarstków z jego żelaznego uścisku. Chciała, aby to trwało wiecznie. Było jej tak dobrze. Dawno nie czuła się tak wspaniale.
Jęczała głośno, przyciskając policzek do zimnego blatu. Gdy poczuła jego usta na swoich plecach, karku, podnieciła się jeszcze bardziej. Czy można było sprawić, aby było lepiej? Z każdą chwilą tak się działo. Czuła się jednocześnie zwyciężona i była zwycięzcą. Dawał jej to, co należało zarówno do wygranej jak i przegranej Beatrice.
Nie mogła się ruszyć, ale i nie chciała. Mogła za to popracować mięśniami kegla. Zaczęła je regularnie zaciskać i rozluźniać, co z pewnością musiał odczuć Lorenzo i musiało mu sprawić dużo przyjemności. Nie chciała być bierna. Chciała dawać i brać. Jak najdłużej to było możliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Sob Sty 13 2018, 19:07

Niestety przeszłość bywa bardzo bolesna i niesie za sobą pewne konsekwencje, a seks bez zabezpieczenia to nie tylko ryzyko ciąży, ale również możliwość zarażenia się chorobą weneryczną. Wszystko wskazuje na to, że chociaż Beatrice sama nie zachorowała to przeniosła wirusa ninitii od poprzedniego partnera.  @Lorenzo T. Sorrentino rzuć kostką! Jeśli wypadło 1 lub 6 to zaraziłeś się ninitią, jeśli 2,3,4 i 5 to jesteś bezpieczny!

Akcja nie ma bezpośredniego wpływu na wątek - jeśli się zarazisz to nie musisz tutaj wspominać o chorobie, a jedynie napisać posta w Szpitalu Świętego Munga!


Tutaj możesz zapoznać się z dokładnym opisem tejże dolegliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Pon Sty 15 2018, 19:37

+18

Pocieszające było, że tak o nim myślała. Ona też była dla niego wyjątkowa. Kimś niezastąpionym. Tylko ona umiała naprawdę go rozweselić, pocieszyć, zrozumieć. Pewnie dlatego byli najlepszymi przyjaciółmi, bo pasowali do siebie jak dwa puzzle. Tak... był to zwykły seks, bez żadnych głębszych uczuć. Oboje potrzebowało zaspokojenia i jak prawdziwi przyjaciele postanowili pomóc sobie wzajemnie.
Gdy na jej twarzy pojawiła się pytająca mina kiedy ją odepchnął na stół, była bardzo rozweselająca. Wiedział, że przez jej głowę przeleciało przynajmniej kilka pytań, które wręcz domagały się odpowiedzi. Otrzymała je, gdy ją posiadł. Był brutalny. Rzadko kiedy taki jest, bo zazwyczaj mało z którą się znał i nie chciał wyjść na jakiegoś dziwaka. Jednak przy Beatrice, nie maił co ukrywać. Chciał być brutalny, ostry i stąpać po granicy bólu, a rozkoszy. Poczuł to gdy zaczęła się ruszać. Idealnie się zgrali, dzięki czemu ruchy nie traciły na tempie, ale dawały więcej rozkoszy. Jednak nie chciałby to tak się skończyło. Trzeba było zmienić pozycje. Dlatego wyszedł z niej i obrucił ją, spoglądając jej w oczy pocałował namiętnie. Ponownie się usadowił między jej ciepłymi od podniecenia udami i wszedł, jedną rękę trzymając na jej pośladku, żeby ją bliżej wziąć do siebie. Drugą rękę położył na jej udzie, drapiąc nie za mocno.

Kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   

Powrót do góry Go down
 

Dom Beatrice L. O. O. Dear

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
-