IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Przed kołatką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Przed kołatką   Sob Gru 11 2010, 23:26

First topic message reminder :


Przed kolatka


Pod magiczną kołatką nie jeden uczeń spędził długie godziny próbując rozwiązać zadaną przez nią zagadkę. Aby wejść do pokoju Ravenclaw każdy prawdziwy Krukon musiał rozwiązać podany przez nią rebus. Niestety niejednokrotnie zdarzało się tak, że i Ci, którzy bez wątpienia do niebieskiego domu pasowali, długo głowili się nad odpowiedzią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Stany Zjednoczone, Nowy Orlean
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 142
  Liczba postów : 362
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7754-angelus-scorpion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7757-druzyna-aniola#215656
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7758-angelus#215658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7786-angelus-scorpion#216618




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Czw Mar 13 2014, 13:58

Angelus miał od rana tyle pracy. Nie można go było jeszcze obwiniać o spóźnianie się skoro pojawi się lada moment. Zawsze był osobą punktualną. To innym po prostu wszystko się paliło i musieli być jak najprędzej byle przed czasem. Angelus musiał jeszcze załatwić sprawę z nowym mieszkaniem, gdzie miał teraz mieszkać z dwiema współlokatorkami, a dodatkowo zamówić łóżko i nową pościel. Dodatkowo trzeba było zrezygnować ze starego mieszkania w którym już nie spędzi wiele czasu. W jego łóżku rano spoczywała dziewczynka, piękna o gęstych blond włosach, jednakże nie pamiętał jej imienia i mówił do niej po prostu: kotku. Zrobił jej poranną kawę a potem pobiegł do łazienki by wziąć szybki prysznic, a potem lecieć załatwiać swoje sprawy. Z piękną Mandy umówiony był dopiero na wieczór więc miał jeszcze dużo czasu. Gdy dwie godziny przed wyjściem wrócił do mieszkania to jego kocicy już tam nie było. Odświeżył się więc i założył ciemną, prawie czarną koszulę i eleganckie spodnie z materiału jeansowego. Buty wypastowane najlepszą magiczną pastą, jaka po prostu mogła zostać przez czarodziejów stworzona. Włosy ułożone w artystyczny nieład, a rezerwacja do restauracji schowana w wewnętrzną kieszeń. Jeszcze chwycił w dłoń bukiet róż i pognał by spotkać się z dziewczęciem. No przecież taka piękność nie często się spotyka, więc musi być traktowana niczym bogini. Dostrzegł ją już z oddali. Ciemne barwy naprawdę świetnie do niej pasowały i kontrastowały z jasnymi włosami. Uśmiechnął się sam do siebie. Dziś nawet pozbył się kolczyków w uszach i tego w nosie by wyglądać bardziej jak stylowy dżentelmen a nie buntowniczy chłopak.
-Witam piękną panią- powiedział sięgając po jej dłoń by ją ucałować a potem wręczył jej bukiet z 25-ciu róż.
-Mam nadzieję, że nie jesteś uczulona na kwiaty- odrzekł po czym puścił jej dłoń i rozejrzał się wokół.
-Mamy rezerwację w pięknej restauracji "Insomnia" z widokiem na Londyn nocą. Myślę, że ci się spodoba- powiedział czekając teraz na jej reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Czw Mar 13 2014, 17:06

Mandy nie lubiła czekać, choć sama bardzo często się spóźniała, skazując drugą osobę na to, że musiała wyglądać Saunders z kilku stron na raz, zanim doszło do tego, że ta łaskawie dała znać, że jest już w drodze. Nigdy nie była przyzwyczajona do tego, że musi działać zgodnie z zegarkiem przykutym do nadgarstka, zwyczajnie lawirowała w bliżej nieokreślonym niebycie, bo tak było dobrze, bo nikt jej nie zwracał uwagi na to, że powinno być inaczej. Wszak to MMS, a kto by się odważył na nią krzyczeć, gdy po wypowiedzeniu jednego niewłaściwego słowa musisz się spotkać z wielkim huraganem obelg zaczepiającym tylko i wyłącznie o twoją osobę? Ból... Zatem Angelus dziś wygrał prawdziwy los na loterii z tym, że Mandy wyszła kilka minut wcześniej i to ona na niego czekała. Nie była zirytowana. Broń Cię Panie. Przecież chłopak nie spóźnił się nie wiadomo ile. A gdyby miało to być dłuższe zajście, to dormitorium miała na wyciągnięcie ręki, więc co za problem udać się do środka i żyć ze świadomością, że trzeba Scorpiona zniszczyć? Tak by pewnie skończył, gdyby po wystosowaniu zaproszenia wolał robić ze sobą zupełnie coś innego, jak zabawiać Maurine.
Zatem gdy się zbliżał na jej twarz wstąpił nieznaczny uśmiech, który pozwolił jej przyjąć kwiaty, które następnie odesłała machnięciem różdżki do dormitorium.
- Są piękne. - Tyle chyba wystarczyło, przecież uczulenia nie miała, a to z pewnością nie był też temat, na który powinni rozmawiać nawet gdyby chorowała. Nienie. Koniec i nie.
- Myślisz, że mi się spodoba, tak? Dobrze. Zatem Ci zaufam, ale pamiętaj, że męska intuicja czasem szwankuje. - Zażartowała czekając na niego, aż wreszcie powie w którą stronę zamierzają teraz iść. Wszak takie sytuacje zawsze bywały po części krępujące, ale w sumie... Nie dla niej. Aczkolwiek niech prowadzi, póki mu na to pozwala!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Stany Zjednoczone, Nowy Orlean
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 142
  Liczba postów : 362
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7754-angelus-scorpion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7757-druzyna-aniola#215656
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7758-angelus#215658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7786-angelus-scorpion#216618




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Pią Mar 14 2014, 08:14

Tak, Mandy wyglądała cudownie, sukienka idealnie leżała na jej ciele, a myśli mężczyzny po prostu zaczęły pędzić na największych obrotach. Miałby ochotę położyć dłonie na jej biodrach i przesunąć nimi delikatnie w dół, dotknąć swymi ustami jej krwistoczerwonych ust... STOP. Ta piękna istota właśnie do niego przemówiła.
-Kobiety są jak róże: niby zupełnie do siebie podobne, a jednak zapach, forma i kolor każdej z nich jest trochę inny. Ty jesteś bardzo zjawiskową różą, którą trzeba starannie pielęgnować, taka róża bardziej przykuwa uwagę innych- powiedział ten pewny siebie poeta. Nie stworzył nigdy idealnego tekstu piosenki, które śpiewał, ale za to miał dobrą pamięć i szybko zapamiętywał wiele cytatów, które potem mówił kobietom w komplementach.
-Mandy, słodka Mandy, moja intuicja rzadko mnie zawodzi. Taki już jestem- uśmiechnął się lekko po czym przesunął palcem po jej delikatnej skórze na ramieniu.
-Pozwól, że się tam teleportujemy, dotrzemy tam o wiele szybciej, a stolik już na nas czeka- powiedział po czym chwycił ją za rękę i tym samym przenieśli się do restauracji o której pomyślał. Dotarli jednakże wcześniej przed bramę Hogwartu, wszak tak o w Hogwarcie nie dało się deportować.

zt tu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 27
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10100-jonathan-ashweith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10103-gotowy-na-wszystko
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10104-poczta-jona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10102-jonathan-ashweith




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Gru 31 2014, 17:42

Jonathan pojawił się na miejscu długo przed czasem. W jego naturze leżało to, że nigdy się nie spóźniał. Ba, zawsze pojawiał się chwilę przed umówioną godziną. Czekał na Val, z którą wybierał się na Bal Sylwestrowy. Z tej okazji założył na siebie biały t-shirt na to niebieską, połyskującą marynarkę, a do tego dopasowane spodnie. Wszystko to zaakcentował dużą czerwoną muchą. Gdy znalazł się już u podnóży schodów, wymijając po drodze grupę pierwszorocznych, oparł się o balustradę. Miał jeszcze dużo czasu. Zaczął się w końcu zastanawiać kto pojawi się na imprezie i czy będzie ona długo trwała. Jutro miał już zaplanowane zajęcia z eliksirów i z pewnością nie chciał się spóźnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 30
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10084-valyria-dwyres
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10087-kom-at-mi-bro
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10093-piszcie-listy-do-valyrii-kluseczki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10089-valyria-dwyres




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Gru 31 2014, 18:42

Valyria szybkim krokiem szła w umówione miejsce. Spóźniła się, zresztą tak, jak to było w jej naturze i działo się dość często. Większość osób, które znała, zdążyło już zaakceptować taki stan rzeczy i nierzadko podają jej godzinę spotkania o pięć minut wcześniejszą, niż ich... żeby wszyscy przyszli w tym samym czasie. 
Trzeba przyznać, była ciut podekscytowana nadchodzącym balem i choć miała nadzieję, że nie będzie tam tłoczno, sama myśl o zapowiedzianej, nieco wróżbiarskiej grze sprawiała, że Valyria miała ochotę tam pójść. W końcu wróżbiarstwo było jej ulubionym zajęciem i takie coś nie mogło jej ominąć.
Strój Dwyres nie był wyszukany. Ubrała się w otulającą ciało koszulkę w biało-czarną pepitkę wsadzoną w żółtą, rozkloszowaną spódnicę przed kolano. Kompozycję dopełniały białe podkolanówki, czarne lakierki oraz przezroczysty kryształ zwieszony na szyi.
Gdy wyleciała zza progu, ujrzała Jonathana opartego o balustradę, z niewzruszoną miną wpatrującego się przed siebie. Stukot lakierków z pewnością zdradził, iż Valyria pojawiła się w okolicy. Pomachała mu i podeszła bliżej, uśmiechając się przepraszająco.
- Sorczi. No wiesz, strój sam się nie skomponował! - powiedziała, teatralnie się obkręcając - Tak wiem, że jestem piękna jak zawsze. Nie musisz nawet mówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 27
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10100-jonathan-ashweith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10103-gotowy-na-wszystko
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10104-poczta-jona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10102-jonathan-ashweith




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Gru 31 2014, 19:06

Jonathan nagle wyrwał się jakby z jakiegoś snu, gdy usłyszał donośny stukot butów o posadzkę. Przez pewien czas zastanawiał jaki jest sens podgrzewania syropu z ciemiernika skoro od razu można do niego dodać sproszkowane skrzydła nietoperza, otrzymując taki sam efekt. Ktoś jednak przerwał jego rozmyślania. Spojrzał w bok i zauważył Val, która uśmiechała się w jego stronę. Miała na sobie odważny i niecodzienny strój, ale był przecież sylwester i oryginalne przebranie było wręcz wskazane.
-Ach tak... nie ma sprawy, każdemu się zdarza spóźnić.- odpowiedział zmieszany - Tak w ogóle to cześć. Twój strój wygląda zdecydowanie szałowo. Ale nie przedłużajmy już więcej i chodźmy.
Jon podszedł do Val, nadstawiając ramię. Ta ochoczo oplotła je swoją ręką i ruszyli razem pustym korytarzem w stronę wyjścia.
[z/t]x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Pią Paź 02 2015, 19:46

Nie chciała się z nim widzieć, ani tym bardziej nie chciała nie widzieć go wcale. Pierwszego miesiąca bez niego w szkole nie wspominała najlepiej. Mimo, że go nie było, myślała o nim, chociażby w momencie, w którym wbrew jego obecności postanowiła przesłać mu prezent. Odesłał go z powrotem… cokolwiek to dla niego znaczyło. Miała ochotę drzeć się na niego i nie gadać z nim w ogóle. Przystanęła w umówionym miejscu, w zacienionym miejscu przy schodach, w kącie, do którego zwykle nikt nie docierał, bo wszyscy, którzy wybierali się w wędrówkę do tej wieży, zwykle kończyli swój spacer przed kołatką, ona ustawiła się dalej. Oparta o ścianę, nie wiedziała czy powinna szukać Enzo wychodzącego z dormitorium czy wspinającego się na schody. Dlatego ostatecznie stanęła tyłem do obu tych miejsc, wyglądając przez wąskie okienko w murze na błonia. Mogła liczyć na to, że ciemna szata i tak samo głęboko czarne włosy schowają ją w zacienionym kącie wieży. Jeśli Enzo by jej nie zauważył, właśnie tak miałoby to być. W dłoni trzymała prezent, w wąskim pudełeczku, opakowany w atramentowy, elegancko błyszczący papier, który pod wpływem jej niekontrolowanej magii zmienił barwę na głęboką czerń, jak jej włosy. Niczym powrót do jedenastu lat, kiedy magia wynikała tylko z emocji i braku opanowania. Nie była na niego zła. Była zawiedziona i trafiona w czuły punkt. To czyniło ją jeszcze mniej przystępną niż zwykle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Paź 03 2015, 16:47

Nie umiał zachować się inaczej. Odkąd tylko przybił z powrotem do Londynu, a następnie do Hogsmeade i Hogwartu, Enzo myślał jasno w bardzo wąskim zakresie tematów, co zdecydowanie nie ułatwiało mu tego, co miał przed sobą. Wcale nie chciał się z niczego tłumaczyć, a wystarczyło tylko przekroczyć próg tej szkoły, aby nagle zaczynał to robić względem wszystkich, nie tylko Shenae. Problem w tym, że to właśnie ona zasługiwała na jakieś słowo od niego, a nie cała rzesza nauczycieli, wraz z nowym opiekunem domu na czele. Czuł się z tym źle, a to był chyba pierwszy raz kiedy całe zmęczenie oraz morze lęku i niepokoju znajdowało odbicie na jego twarzy. Wyglądał na niespokojnego i głęboko poruszonego, chociaż wyraz twarzy jaki próbował budować, mówił bardzo wiele o jego chęci skrycia swych emocji, tak jak zwykle starał się to robić. Kiedy zbliżał się do wieży Ravenclawu, dodatkowo zdążył zblednąć, nie potrafiąc odnaleźć dzisiejszego sposobu na D’Angelo. Zwykle sprawdzał się gniew, lecz co, jeśli i na niego nie potrafił odszukać sił? Odpuścił sobie szukanie metod i ostatecznie pokonał kilka ostatnich stopni schodów, aby zbliżyć się do ciemnego kształtu przy oknie. Był ubrany w prostą, czarną szatę wyjściową, przystosowaną do temperatury, ale zdecydowanie coś w niej nie pasowało do reszty. Ta kwestia była dość prosta do ostatecznego podsumowania. W czasie, w którym go nie było, Enzo zdołał nieco przybrać w ramionach, zupełnie tak, jakby wcale nie wyjeżdżał na drugi koniec świata, a zwyczajnie całkowicie poświęcił się pracy nad sobą. W tym okresie faktycznie jego energia znajdowała upust, w postaci niemalże autodestrukcyjnej walki z jego własnymi ograniczeniami, a ot i jedyny efekt - nieco przymała szata. Zaszedł dziewczynę od tyłu, ale zamiast decydować się na błahe powitania, po prostu przesunął palcami po jej głowie, muskając włosy, a następnie zawadził nimi o jej ramiona.
- Hej. - dorzucił w ramach dopełnienia werbalnych obowiązków i przez moment milczał, jakby szukał albo kolejnych słów, albo właściwych gestów, którymi potrafiłby wszystko przetłumaczyć w odpowiedni sposób. Trudno powiedzieć czemu ich nie odnalazł, ale Enzo po prostu odszukał palce Shenae, delikatnie obejmując je swoimi. Ten gest nie był na tyle natarczywy, aby nie mogła się od niego uchylić. To był jego kompromis - dawał jej okazję na podjęcie decyzji co tego w jaki sposób odbędą wycieczkę do Hogsmeade, o ile oczywiście zamierzała z nim pójść, tego nigdy nie mógł być pewien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Paź 03 2015, 17:16

Usłyszała go wcześniej, ale zanim się odwróciła w jego kierunku, odetchnęła ze zrezygnowaniem. Czując przelotne smagnięcie jego dłoni na włosach, cofnęła się o krok, robiąc sobie miejsce na wolną przestrzeń. Od razu utkwiła na nim swoje spojrzenie. Zimne, jak zawsze, ale pozbawione zwyczajowych wściekłych ogników. Uśmiechnęła się nawet sztucznie, odpowiadając mu tym samym:
Hej — chociaż jej słowa zabrzmiały trochę jak nieprzekonane przedrzeźnianie. Zadarła nieco głowę do góry, automatycznie, nie kontrolując tego, przeciągając po nim spojrzeniem. Nie widzieli się dłużej niż zakładała. I nie wiedziała dlaczego właśnie to tak mocno ją drażniło. Niemal w tym samym momencie, w którym splótł ich palce, wyswobodziła rękę, cofając ją na pasek szkolnej torby. Chwyciła go, odbierając mu ewentualną próbę ponowienia jego ruchu. Patrzyła na niego chwilę w milczeniu aż w końcu kącik jej ust drgnął w lekkim uśmiechu, jakby prowadziła z nim zwyczajową dyskusję, w którą wplatała zwykle trochę kpiny.
Zapomniałeś drogę do Hogwartu? — spytała wprost, niby w sarkastycznym żarcie, ale zaraz przerzuciła wzrok za okienko, opierając się ramieniem o mur, zaciskając dłoń na pasku torby bardziej wyraźnie. Wydawałoby się, że po prostu jest zła. Ale z jakiegoś powodu nie pozwalała sobie tracić nerwów.
Trzeba było wysłać sowę. Narysowałabym Ci mapę.
Nie zauważała tego, co wydawało się oczywiste. Nie dlatego, że nie chciała. Zgubiła się we własnych myślach. Skupiona wyłącznie na swoich odczuciach. Dlatego ciężko było jej się otworzyć na jego. Uśmiechnęła się kwaśno, wystawiając w jego kierunku drugą dłoń z prezentem.
Wyrzuć jak chcesz, ale mi tego drugi raz nie oddawaj — mruknęła już bardziej posępnie. Wyraźnie było widać, że chciała powiedzieć coś jeszcze, bo zaciskała usta bardzo konsekwentnie od początku rozmowy, jakby się przed czymś powstrzymywała. Ale tak już chyba mieli, że nie mówili dokładnie tych rzeczy, które powinni. Na tych drobnych nieporozumieniach opierała się cała ich relacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Paź 03 2015, 17:44

Chyba tego nie potrzebował. Powinien był w ogóle się do niej nie odzywać i po raz kolejny uciec w taki sposób, w jaki tylko on potrafił. Udając, że nic się nie stało, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Chciałby potrafić odciąć się od emocji, jakie szumiały mu w głowie, ale każda jej reakcja zaczynała go ranić jeszcze zanim tak naprawdę następowała. Ustawił się na nieznośnie perfekcyjny odbiór bodźców i teraz tego żałował. Wycofanie dłoni bolało, chociaż sam na nie pozwolił. Jej powitanie również, kiedy przecież wystosował to samo względem niej. Nie potrafił się zachować. Niby jej słuchał, a tak naprawdę jej słowa nie docierały do niego. Przelatywały gdzieś obok w eter, być może w to samo miejsce, w które umykało teraz jego spojrzenie. Znowu na nią nie patrzył, teraz najpewniej speszony jej chłodną reakcją. Niejasne wyjaśnienie jakie dla niej przygotował, teraz nagle rozpłynęło się gdzieś w morzu krzywdy, jaką sprawiła mu swoją obojętnością. Zamiast coś powiedzieć - przesunął językiem po dolnej wardze, nie potrafiąc zabrać głosu w taki sposób, aby nie zdradzić przy tym jak bardzo wszystko do niego docierało i przez dłuższą chwilę po prostu stali naprzeciw siebie, ona z wyciągniętą dłonią, a on z rękoma zwieszonymi bezsensownie po bokach. Wreszcie przyjął pudełko i zmusił się do spojrzenia w te zimne, blade oczy.
- Dziękuję - wydobył z siebie chrapliwie i odchrząknął nieporadnie, chcąc pozbyć się z głosu nadmiaru emocji, jakie omyłkowo się w nim nagromadziły. - Przepraszam.
Dodał też po chwili, bo nic innego nie przychodziło mu do głowy, ale w to słowo włożył zdecydowanie więcej… siebie. Widać było, że nie czuje się dobrze z tym co się stało, ale po prostu nie potrafił inaczej tego okazać, zwłaszcza w obliczu jej niewzruszonej postawy. Więc tak po prostu trwali. Stali naprzeciwko siebie, jedno zdecydowane w trwaniu w swej niedostępności, a drugie mocno poruszone, błądzące niespokojnym spojrzeniem. Nie wiedział czy w ten sposób odrzucała jego zaproszenie, więc uchylił wąskie pudełko, uprzednio nadrywając papier. Odsłonił naszyjnik, w który wpatrywał się przez kilka sekund, nim zawiesił go sobie na szyi, wsuwając niedbale pudełko do kieszeni szaty w taki sposób, że zabawnie wystawało.
- Miło mi, że pomyślałaś… - zaczął, ale kulawość tego stwierdzenia chyba zanadto biła go w oczy, więc jednak zamilknął, decydując się na przekształcenie reszty wypowiedzi w to, co tak naprawdę go frapowało.
- Chcesz iść ze mną? - zapytał, robiąc krótką przerwę na przełknięcie śliny, nim kontynuował. - Po prostu wyjaśnię Ci wszystko, o ile chcesz tego słuchać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Nie Paź 04 2015, 11:51


Wpatrywała się w niego w skupieniu. Brakowało jeszcze tylko, żeby splotła ręce na piersi, nadając temu spotkaniu jeszcze więcej surowości. Tym czasem jej przyszpilający wzrok musiał wystarczyć. Uciekła nim na moment do kieszeni jego szaty, z której wystawało opakowanie prezentu, a dopiero później utkwiła go na chwilę na jego szyi. Kącik jej ust drgnął. Albo chciała coś powiedzieć, albo się uśmiechnąć, albo skrzywić. Cokolwiek to nie było, wcale się to nie wyjaśniło ani teraz ani moment później. Odnalazła wędrówkę z powrotem do jego tęczówek, patrząc na niego tak samo beznamiętnie, ale w jakiś sposób, wbrew tej obojętności, jej wzrok nabierał więcej negatywnych barw. I nic się na razie nie odzywała, pozwalając mu mówić. Nie wykorzystał dobrze tej szansy, musiała przyznać.
Dziękuję, przepraszam — powtórzyła za nim w końcu nieprzekonana — mamy już prawie pełną gamę magicznych słów. Przeszedłeś szybki kurs cywilizowania?
Nie zdążyła ugryźć się w język. Nie chciała być wredna, ale tak wychodziło, ze sarkazm i ten jad w jej tonie sam wyprzedzał jej działania. Instynktownie zaczynała się w ten sposób bronić, mimo, że Halvorsen wcale nie wyglądał jakby chciał ją atakować. Zacisnęła wargi, powstrzymując się od dalzych komentarzy. Patrzyła w jego twarz, a kiedy zadał jej pytanie, nie odpowiedziała. Utrzymała na chwile spojrzenie, zanim wyminęła go bez słowa. Dopiero przy kołatce, uświadomiła sobie, ze nie wyglądało to chyba najlepiej, i dobrze byłoby się upewnić, że ją zrozumiał:
Poczekaj… chwilę.
Zniknęła za drzwiami, wracając dopiero po kilku minutach, z naręczem papieru w rękach. Dawała mu makulaturę, którą za karę miał palić w kominku przez najbliższy rok? Trudno było powiedzieć z początku, ale stanęła przed nim, w już cieplejszej odzieży wierzchniej (kto wie, gdzie chciał iść, jeśli na jakiś dach to lepiej było się zabezpieczyć) i wyciągnęła do niego papierzyska, mrucząc burkliwie:
Notatki z tego miesiąca. — A jakby nie był przekonany do jej sposobu uświadomienia mu, że zawracał jej głowę bardziej niż to było potrzebne, nawet kiedy go nie było, dodała pod nosem — Myślałam, ze Morris mnie pogoni za maltretowanie jego studentów.
Dlatego przykro by było jakby nie przyjął takiego powitania, skoro przez ostatni miesiąc próbowała pogodzić posadę prefekta, własną naukę, treningi i latanie za notatkami dla Enzo, wyraźnie licząc na to, że pojawi się w tej szkole. A kiedy już się pojawił, uznała, że w sumie był to daremny wysiłek, skoro Halvorsen miał troszeczkę inne podejście do nauki od niej. Dlatego cofnęła stosik pergaminów w swoją stronę, dodając z rezygnacją:
Gdzie chcesz iść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Nie Paź 04 2015, 13:29

Wciąż nie komentował. Zdaje się, że taka taktyka wydała mu się najodpowiedniejsza, a jednocześnie była do niego trochę niepodobna. Zdecydowanie musiał albo żałować tego co zrobił, albo zwyczajnie nie miał już siły na złość. Normalnie byłby tak wybuchowy, jak zawsze, kiedy się spierali, lecz tym razem jedynie przestąpił dwukrotnie z nogi na nogę, zapominając o rannej stopie. Skrzywił się i właśnie dlatego ponownie się zawiercił, starając się nie myśleć o wątpliwościach, jakie ogarniały go za każdym razem, gdy zaczynał się zastanawiać czy dobrze usunął wszystkie kolce. Potem po prostu sobie poszła. Jego serce zadrżało nerwowo i wbrew sobie, odwrócił się, aby podążyć za nią nieco zdezorientowanym spojrzeniem. Jednak miał czekać.
Westchnął cicho, obawiając się gorszego starcia. Cóż, spodziewał się, że do takiego dojdzie, o ile tylko zacznie się z nią spierać, ale jeszcze nie wszystko stracone, także… Khem, zbliżył się powoli do okna, przy którym uprzednio stała czarnowłosa i manewrując tak, aby nie koncentrować ciężaru ciała na rannej kończynie, wpatrzył się w błonia, po których już zaczęły hulać chłodne wiatry. Znowu zbliżała się zima, co oznaczało dla Halvorsena koniec prostych polowań na większość okolicznych ptaków. Nie był pewien czy chce przetrząsać śniegi w poszukiwaniu gryzoni. Ba, nie orientował się nawet ile tutejszych zwierząt radzi sobie w takim klimacie. Chyba będzie musiał w wolnej chwili uzupełnić wiedzę z tego zakresu… jak już uda mu się ujarzmić pewną Krukonkę, ma się rozumieć. Słysząc jej kroki, odwrócił się bokiem w stronę kołatki, dostrzegając szybko całe to naręcze papierów jakie niosła. Dziwne ciepło rozgrzało jego serce, kiedy do jego uszu dotarło burkliwe wyjaśnienie. Kącik ust zadrżał mu tak, jak jej jeszcze chwilę temu i zanim tak na dobre cofnęła ręce, przyjął od niej notatki.
- Dzięki. - podziękował, tym razem zdecydowanie bardziej przekonywująco i zastanowił się nad odpowiedzią. Nie znał zbyt wielu miejsc w Hogsmeade, w których dawano dobrze zjeść.
- Polly’s bar? Chyba, że wiesz, gdzie jeszcze można spędzić miło czas i nie umrzeć przy tym z głodu. - po tych słowach przeprosił ją na moment i odniósł notatki do dormitorium. Nie będzie przecież paradował z nimi przez pół wioski. Potem ruszyli razem w stronę Hogs, Enzo oczywiście nie bez trudności. Głupie kolczaste ryby.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28786
  Liczba postów : 34969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Wto Sty 03 2017, 17:45

Dzień, jak co dzień. Śnieg spadał, lekcje trwały, a niektórzy uczniowie postanowili zagubić się w zamczysku. Biedna @Billie S. Park stała przed wejściem z pokoju wspólnego Ravenclaw i walczyła namiętnie z zagadką, która choć była prosta, to mogła mieć wiele różnych odpowiedzi. Mimo kilku już propozycji drzwi nie chciały nawet drgnąć. W celu dostania się do dormitorium przyszedł tu również @Adam Henderson, który widząc nie dające żadnego efektu starania młodej krukonki postanowił jej pomóc.
Zagadka brzmiała następująco:
Jestem odbiciem przeszłości, w teraźniejszym świecie.
Zmieniam się pod wpływem emocji i buduję człowieka.
Im więcej czasu minie, tym słabszy mój obraz.
Jednak nie przeminę i zostanę do twego końca.


Zaczyna którekolwiek z was! Miłej gry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Melbourne, Australia | London, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 124
  Liczba postów : 75
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13661-billie-s-park-leelapun#363290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13668-been-a-bad-girl-i-know-i-am#363394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13669-czajnik#363395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13670-billie-s-park-leelapun#363396




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Wto Sty 03 2017, 19:15

Dziewczyna świetnie spędziła poranek. Zrezygnowała z zajęć, postanowiła zrobić sobie dzień wolnego nie zwracając uwagi na konsekwencje. Dlatego też w tak piękny, zimowy dzień ruszyła na podwórze. Zamierzała spędzić tam połowę dnia, przynajmniej tą większą. Tak by też zrobiła jednak okazało się, że temperatura jest zbyt niska na to by ją tak długo wytrzymać. Opcja wycofania się była chyba najbardziej rozsądna. Już czuła jak to ją zakręciło w nosie i oczy zaczęły łzawić trochę. Czuła, że po tym złapie ją okropne choróbsko. To była chyba kara za małe wagary.
Stała przed tym nieszczęsnym wejściem, rzucając różnorodnymi tekstami. Próbowała już wszystkiego a niezbyt myślała. Nie miała do tego głowy na tyle, że odpowiednie hasło wyleciało jej kompletnie. Zagadka ciągle rozbrzmiewała w jej uszach.
- Aish no co, powiedziałam Ci już wszystkie możliwe opcje, czemu sobie nie wybierzesz czegoś z tego. - jęknęła zirytowana i rozmasowała sobie skronie. - Nie wiem no.. Sen? Czy nie sen.. Przepowiednia? Wieści, informacje, myśli. - zaczęła losowo wymieniać kolejne rzeczy mimo, że rozwiązanie był tak banalne! - Ach, jestem głupia, prawda? Billie jesteś naprawdę głupia. - powiedziała do siebie stukając nieco głową o ścianę. - Wpuść mnie, czuje się paskudnie, no..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 692
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Maj 27 2017, 23:05

Nawet jako prefekt Gryffindoru nie powinien włóczyć się w nocy po Hogwarcie. Odznakę wciśniętą miał gdzieś na dnie torby, więc gdyby przypadkiem wpadł na jakiegoś nauczyciela, mógłby spróbować się jakoś wywinąć od kłopotów... Jeśli oczywiście profesor nie byłby na tyle ślepy aby nie dostrzec, że Leo jest pod wpływem alkoholu. Ciężko pominąć taki fakt u ponad dwumetrowego osobnika, lekko zataczającego się z wielką torbą treningową.
Chyba nie trzeba tego pisać, ale Leonardo w danej chwili nie myślał trzeźwo - toteż pchnięty jakąś podświadomą potrzebą bezsensownie zamiast do Wieży Gryffindoru przypałętał się aż pod kołatkowe drzwi Ravenclaw. Może cichy głosik w głowie podpowiadał mu, że trochę rozsądku by nie zaszkodziło? Leo jednak postanowił zinterpretować to w ten sposób, że potrzebował towarzystwa dobrego przyjaciela, a nikt nie spełniał tego zadania lepiej niż @Ezra T. Clarke. Vin-Eurico uderzył niemal całą swoją masywną sylwetką w drzwi nie dlatego, że chciał je sforsować - po prostu nie udało mu się wyhamować. Pobudził jednak tym samym magiczną kołatkę do gadania, a gdy dotarła do jego uszu jakaś dziwna zagadka, upuścił torbę z wrażenia na podłogę. Nie zrozumiał połowy słów i zmarszczył brwi, bo czy to możliwe, że Krukoni mają własny język i dlatego Leo nic nie rozumie? Przeklął pod nosem po hiszpańsku i rozejrzał się mało przytomnie. No cóż, o północy nie było co spodziewać się tłumów pilnych uczniów Ravenclaw przechadzających się po zamku.
Postanowił zatem poprosić kołatkę, aby go wpuściła - ale ta powtórzyła zagadkę, a Leo bardzo nie miał na to nastroju. Dlaczego te kujonki nie mogły mieć normalnych haseł, jakie dawała Gruba Dama? Na Merlina, nawet Ślizgoni nie musieli bawić się w rymowanki czy inne gierki.
Leonardo zupełnie nie wiedział, co się wydarzyło, ale po paru minutach niemal krzyczał, kopiąc solidnie w drzwi i powodując tym samym tępy ból w lewej stopie. Był w stanie go zignorować tylko dlatego, że miał większe zmartwienia - ale dalej darł się na kołatkę, wyklinając ją na wszystkie możliwe sposoby.
- NO PRZECIEŻ NIE CHCĘ ZAMORDOWAĆ WSZYSTKICH KRUKONÓW, PO PROSTU MNIE WPUŚĆ! - Wyrzucił z siebie równie nienawistnie, co i niewyraźnie. W tej samej chwili drzwi nagle ustąpiły, a Leo odskoczył zaskoczony w tył. Stała przed nim drobna, ładna dziewczyna, zapewne studentka - tak czy inaczej, wyglądała na bardzo zaspaną i zdziwioną. Leo poczuł się dziwnie głupio, ale zarazem zalała go fala satysfakcji. - O, cudownie. - Podsumował, podczas gdy dziewczyna chyba czekała na jakieś konkrety. A może po prostu zatkało ją na widok pijanego prefekta Gryffindoru? Kto wie... - To teraz wracaj taam i zawołaj mi Ezrę. Ezra Clarke. Taki niewysoki, o - machnął prawą ręką, niezbyt precyzyjnie określając wzrost swojego przyjaciela. - Studencik, przystojny - ale nie aż tak jak ja. Proszę?
W życiu nie spodziewałby się, że coś takiego przejdzie. Gdy dziewczyna odwróciła się i zamknęła drzwi, Leo był pewien, że wróciła do snu i Ezra wcale się tutaj nie pojawi. To głównie dlatego znowu kopnął drzwi i, z rezygnacją i kolejnymi przekleństwami na ustach, przesunął się nieco na bok i usiadł na chłodnej posadzce. Za bardzo mu się kręciło w głowie, żeby rozbijać się pod drzwiami... A zresztą, gdyby kołatka spróbowała zadać mu zagadkę raz jeszcze, najprawdopodobniej kompletnie straciłby swoje opanowanie.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 714
  Liczba postów : 751
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Maj 27 2017, 23:21

Ezra wychodził z pewnego założenia (możnaby powiedzieć, że trochę szalonego), że noc w tygodniu była po prostu do spania. W wakacje i weekendy chętnie włóczył się do późnych godzin, jednak okres "roboczy" rządził się swoimi prawami i Ezra oczekiwał, że jego znajomi będą to respektować. Dlatego prawie zerwał się do pozycji siedzącej, kiedy poczuł na ramieniu jakieś szarpnięcie, wyciągające go z krainy snów. Niefortunnie, osoba, która to zrobiła, była pochylona nad nim, toteż jego zryw poskutkował bardzo bolesnym zderzeniem ich czół. Ezra zajęczał z bólu, próbując skupić spojrzenie na sylwetce niezidentyfikowanej osoby. Mimo to widziany przez niego obraz mógł mieć co najwyżej przeciętne trzysta sześćdziesiąt pikseli, bo jego wzrok cały czas gdzieś uciekał.
I jeszcze dźwięk nie był dostosowany, bo odwiedzająca go dziewczyna zdecydowanie zaczęła poruszać ustami. Och, był taki zmęczony! Tu pojawiał się zasadniczy argument przemawiający za tym, że dziewczyny również nie powinny mieć dostępu do męskiego dormitorium - że niby porządniejsze? Ezra nie uważał, by zakłócanie ciszy nocnej było w porządku.
- Czekaj. Jeszcze raz. Tylko wolniej.
Tym razem udało mu się załapać część historii o "pijanym kochasiu Ezry dobijającym się do pokoju Krukonów" Dziewczyna z każdym słowem zdawała się być coraz bardziej poirytowana i Clarke wcale jej się nie dziwił. Możnaby oczekiwać, że jako Krukon popisze się trochę większymi umiejętnościami kojarzenia faktów.
- Odeślę go, przepraszam - Ezra westchnął ciężko, patrząc w ślad za wychodzącą śliczną studentką, która przyniosła mu nowinę i dopiero po chwili przy użyciu ogromnej siły woli, wyłonił się z łóżka. Podniósł z podłogi jakiś szary t-shirt i narzucił go na siebie, nie przykładając szczególnej wagi do tego, że był po lewej stronie. Najciszej jak potrafił, by nie obudzić innych Krukonów z dormitorium, zszedł na dół. Nawet nie chciał sobie wyobrażać jak tragicznie musiał wyglądać - pomięte ubrania, szybko wciśnięte na stopy buty, których sznurówki plątały się pomiędzy nogami i Ezra nie byłby zdziwiony, gdyby spowodowały jego śmierć i włosy roztrzepane niczym gniazdo. Ale to nie było ważne, bo Ezra ani przez chwilę nie miał wątpliwości, kogo zastanie po drugiej stronie.
Clarke otworzył drzwi i... Nikogo za nimi nie było. Chłopak musiał więc przejść przez framugę i jeszcze spojrzeć w bok, by ukazała mu się postać Leonarda. Ezra mógł być zaspany, ale pierwszą rzeczą, którą zarejestrował, był mocny, odrzucający zapach alkoholu. Skrzywił się niechętnie, nie mając jednak serca zostawić tak Gryfona, który najwyraźniej zabalował zbyt mocno.
- Mogę wiedzieć, czym sobie zasłużyłem, że byłeś gotowy rozwalić drzwi mojego domu, żeby mnie wyciągnąć? I to jeszcze o tej godzinie? - zapytał łagodnie, przykucając przy chłopaku, już w miarę rozbudzony. Jedno można było bez obawy powiedzieć o Leonardo - chłopak najwyraźniej rękami i nogami zamierzał wzbraniać się przed jakąkolwiek nudą i spokojem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 692
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Maj 27 2017, 23:40

Nie lubił przegrywać - no właśnie, to zdanie odnosiło się do niego akurat na wiele różnych sposobów. Ten dzień był serią porażek, których Leo nie potrafił zatrzymać. Przypomniał sobie, jak mama pokazywała mu kiedyś mugolską grę w domino i demonstrowała, że ułożone w odpowiedni sposób napędzają jeden drugi. Gryfon miał wrażenie, że tak właśnie teraz dzieje się w jego życiu, ale może to tylko pijackie myśli? Tak czy inaczej, Ezry nie było, a on siedział sam. Plusem było to, że kamienna ściana dawała taki sam przyjemny, kojący chłód, co posadzka. Leo wiedział, że nie ma szans dotrzeć stąd do swojego dormitorium, ale przynajmniej nie było mu tu niewygodnie! Czuł się tak, jakby każdy najdrobniejszy ruch wywoływał falę bólu w jego ciele, kończącą się na lewym ramieniu, które trzymał sztywno przy klatce piersiowej.
Nie miał czasu się nad tym koncentrować, bo - o Merlinie! - drzwi się otworzyły i na korytarzu pojawił się sam Ezra Clarke. Leonardo zlustrował go mało uważnym spojrzeniem i mimowolnie uniósł kącik ust, widząc ten "domowy" strój Krukona.
- Tak - odparł bezczelnie, bo Ezra mógł wiedzieć, oczywiście. Gryfon nie miał siły wstać i ucieszył się, że to jego przyjaciel się zniżył. Gdzieś z tyłu głowy przemknęło mu, że nieładnie pokazywać się w takim stanie abstynentowi, choć nawet nie był pewien czemu. W końcu Ezra nie musiał mieć wcale przykrych wspomnień z pijanymi osobami, aby wzbraniać się od alkoholu. Może po prostu sobie tak wymyślił?
- Chciałem towarzystwa - wydusił w końcu, ale nie był pewien, czy Clarke w ogóle miał szansę to zrozumieć. Leo przetarł dłonią twarz, krzywiąc się przy tym z bólem i ogólnym niezadowoleniem. Ależ będzie tego wszystkiego żałował...
- Bo wiesz, wróciłem z pierwszego etapu Mistrzostw Europy - dodał nieco wyraźniej, bardzo starając się odpowiednio akcentować słowa. Język plątał mu się prawie tak bardzo, jak wirował świat dookoła. Leo skoncentrował się na jednym punkcie, aby od tego wszystkiego nie zrobiło mu się niedobrze (no bo zwymiotować pod Wieżą Ravenclaw chyba nie wypada...). Padło na oczy jego rozmówcy - swoją drogą, Ezra miał uroczo zielone tęczówki, na co Vin-Eurico wcześniej nie zwrócił większej uwagi.
Nie sądził, że musi opowiadać jak beznadziejnie mu poszło. Wydawało mu się, że wygląda jak jedna wielka tragedia i nie ma wątpliwości co do tego, że właśnie zawalił coś, na czym wybitnie mu zależało.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 714
  Liczba postów : 751
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Maj 27 2017, 23:59

Wszystko zależało od tego, jak podchodziło się do porażek. Ezra wiedział, że to było trudne, by zachować w ciężkich sytuacjach dobry humor i energię. Świat aż się prosił, by odwrócić się od niego plecami, po tym jak on w jednym momencie zrzucił na barki wszystkie najgorsze ciężary, ale... może chodziło o to, że Clarke nie wierzył w coś takiego jak przeznaczenie i po prostu rozumiał, że pośrednio wszystkiemu winni byli sami ludzie. I jasne, można było być złym czy smutnym... ale potem zawsze trzeba było się podnieść, a nie obwiniać jakieś fatum zobrazowane w postaci kostek domina.
Powstrzymał przewrócenie oczu na bezczelną odpowiedź Leonarda. Ezrze zdarzało się rozmawiać z pijanymi ludźmi, w końcu na imprezach na ogół nie bawił się sam, dlatego był naprawdę wyrozumiały na zachowania takich osób. Gdyby Leo chciał Ezra mógłby przeprowadzić z nim nawet całkiem poważną rozmowę na wszelki możliwy temat, nieważne jakie głupoty podsuwałby chłopakowi otumaniony alkoholem umysł. Generalnie Clarke starał się nie oceniać nikogo przez pryzmat cudzych zachowań i błędów, dlatego w tym momencie jego abstynencja wywołana wspomnieniami z dzieciństwa nie zniekształcała jego spojrzenia na sytuację.
No i, Leo mógł sobie z tego zdawać sprawę lub nie, ale obserwowanie go w takim stanie trochę bawiło, a trochę rozczulało Ezrę. W jednym momencie Gryfon stał się zupełnie nieporadny - samo wyraźne mówienie było dla niego wręcz herkulesowym wysiłkiem. Ezra uśmiechnął się na ten pierwszy bełkot, uznając, że na pewno wyrażał bardzo ważny powód nocnej wizyty. Dopiero przy drugim podejściu, Leonardo przerzucił się na język, który Ezra jednak kojarzył trochę lepiej.
- Mistrzostwa Europy! Faktycznie - ucieszył się, a jego głos poniósł się donośnie po korytarzu, na co Ezra natychmiast się zreflektował. Radzenie sobie z pijanym przyjacielem to było jedno, ale Krukon nie chciał sprowadzić jakiegoś czynnika utrudniającego zadanie. Chociaż, skoro popis Leonarda nie był do tego wystarczający, to czy cokolwiek było? - Więc chyba muszę ci złożyć gratulacje, kolego.
To wszystko nagle nabrało sensu. Ból, który wykrzywił w pewnym momencie usta Leo, ręka sztywno trzymana przy klatce piersiowej i przede wszystkim jego stan - Ezra podejrzewał, że świętowanie po jakimś zwycięstwie może być naprawdę... dzikie. Nawet nie chciał wiedzieć jak!
Uśmiechnął się szeroko i już miał dopytać o jakieś szczegóły, kiedy uderzyła go pewna rzecz... Zmarszczył podejrzliwie brwi, powoli poważniejąc i odwzajemniając wcześniejsze intensywne spojrzenie Vin-Eurico. Może było to dziwne, biorąc pod uwagę, że przyjaźnili się dopiero od kilku miesięcy, ale Ezra znał Leonarda. A już na pewno potrafił określić, kiedy był szczęśliwy. Czy obecna mina Leo miała cokolwiek wspólnego z tym uczuciem? Nie do końca...
- Nie byłeś jeszcze u Uzdrowiciela, mam rację? - Ezra sam nad tym niezbyt panował, ale jego głos tym razem zabrzmiał surowo. W Meksyku może obrażenia nie okazały się zbyt dotkliwe, teraz jednak chłopak przynajmniej powinien kontrolnie pozwolić się zbadać. Leo powinien to wiedzieć najlepiej. - I nie wygrałeś... - domyślił się, wzdychając i z kucnięcia opadając jednak do zwykłego siadu na podłodze. Podejrzewał, że w najbliższym czasie się z tego miejsca nie ruszą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 692
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Nie Maj 28 2017, 00:06

Leonardo wcale nie czuł się, jakby mógł kogoś swoją postawą bawić czy rozczulać. Uśmiech Ezry wydał mu się wyjątkowo nie na miejscu i na chwilę go zatkało, gdy go dostrzegł. Przecież wyglądał jak jedna wielka porażka.
Kiedy był w barze ze znajomymi, miał jeszcze nawet niezły humor. No, może to nieco zbyt mocne określenie... Ale nie chciał im pokazać, że jest kompletnie załamany i nie wie co ze sobą zrobić. Dlatego śmiał się i żartował, jak gdyby nigdy nic. I ignorował ich zatroskane spojrzenia. Teraz jednak miał trochę czasu w samotności do namysłu i zupełnie stracił jakiekolwiek chęci do, krótko mówiąc, życia.
A Ezra się uśmiechał!
Zaczekał, aż Krukon skończy mówić, po prostu patrząc na niego tak ponuro, jak jeszcze chyba nigdy. Pogratulować? Zrobiło mu się nieco milej, bo chłopak najwyraźniej z miejsca założył zwycięstwo - zaraz jednak wrócił do czucia się podle, bo przecież wszystko schrzanił po całości.
- Nie musisz - burknął jedynie i w tej chwili do Ezry dotarło, jak wielki błąd popełnił. Leo odwrócił wzrok, wpatrując się teraz dość tępo w sufit. Dobrze, że siedział, ponieważ dzięki temu mniej kręciło mu się w głowie...
- Byłem u mugolskiego lekarza - zdziwił go specyficzny ton głosu Krukona. Ach, troszczył się? Gryfon pozwolił sobie na uniesienie kącika ust. Nie potrafił się długo smucić, nie potrafił roztaczać wokół siebie złej energii - nie chciał, aby jego podły humor przechodził na innych. To głównie dlatego mało kto widział go w równie kiepskim stanie. Leonardo o wiele bardziej wolał udawać i wykorzystywać resztki swojej energii, niż odbierać ją komuś.
- Przegrałem - poprawił swojego towarzysza, bo "nie wygrałeś" zabrzmiało jakoś zbyt delikatnie. - Kompletnie to spieprzyłem.
Znowu zaklął po hiszpańsku, przeczesując palcami włosy i zaciskając powieki. Nie zdażyło mu się jeszcze nigdy tak bardzo czegoś zepsuć. Pomimo słabych wyników w nauce zawsze przechodził do kolejnej klasy, każde zawody opuszczał z jakimś nowym zwycięskim tytułem, a nawet związki nigdy tak na niego nie wpływały. Możnaby zatem rzec, że całe życie miał farta - pomijając jedynie wyrzucenie z Tecquali. Z tym, że wtedy Leo nie był nawet pełnoletni, wszystko zorganizowali jego rodzice i dla niego problemem było tylko pożegnanie się ze znajomymi. Teraz nie wyszło mu coś, na co pracował niesamowicie długo i wkładał w to całą swoją energię. Coś, w czym pokładał przyszłość. Coś, co bezpośrednio wpływało prosto na niego.
- Przepraszam - wybełkotał w końcu, opierając tył głowy o ścianę. Chodziło mu ogólnie o rozbijanie się pod Wieżą Ravenclaw i obudzenie Ezry, ale było to też częściowo skierowane do siebie samego - bo kogo niby zawiódł bardziej, niż entuzjastycznego Leosia siedzącego w jego głowie?

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 714
  Liczba postów : 751
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Nie Maj 28 2017, 00:14

To chyba było ogromne, ogromne wyróżnienie, że Leo przyszedł z tym właśnie do Ezry. Nie miał pojęcia czy w stanie trzeźwości Gryfon dokonałby takiego samego wyboru, nie mniej, najwyraźniej musiał ufać Ezrze na tyle, by dopuścić go do oglądania tej przechodzącej załamanie części siebie. A ten fakt trochę stresował Krukona - czuł się tak, jakby miał obowiązek jakoś rozproszyć negatywne myśli przyjaciela. Ale zero presji, oczywiście. Co z tego, że nawalił w tym zadaniu już na samym początku i to dlatego, że po prostu wierzył w swojego przyjaciela?
Odchrząknął, zastanawiając się nad jakąś strategią pocieszania. Ezra nie nawykł do widoku ponurego Leo i nie miał pojęcia jak sobie z tym radzić.
- Mugolskie walki? W porządku. Mugolskie gotowanie? Świetnie. Właściwie rób, na co masz ochotę w kwestii swoich preferencji. Ale mugolski lekarz? Leo. Naprawdę szanuję to, że lubisz ich kulturę i w ogóle, ale są pewne sytuacje, w których powinieneś skorzystać z umiejętności naszej społeczności. - Dobry uzdrowiciel mógł przywrócić mu sprawność w kończynie w kilka chwil. To, co robił Leo, graniczyło po prostu z masochizmem. A Ezra zawsze troszczył się o bliskie mu osoby i nawet nie zamierzał udawać, że tak nie było. - Nie będę pytał, dlaczego. Po prostu... Czy jeśli cię poproszę, pójdziesz chociaż do skrzydła szpitalnego?
Może "nie wygrałeś" było łagodne, ale zdaniem Ezry za to słowo "spieprzyć" było zbyt mocnym określeniem.
- Archibald Alderton. Wysadził swoją wioskę, kiedy próbował upiec tort z użyciem magii. To się nazywa spieprzyć. - A jednak interesowanie się biografiami miało jakąś praktyczną korzyść w życiu! - Ale wiesz. Wystarczy spojrzeć na historię, żeby dowiedzieć się, że wielu wybitnych ludzi wcale nie odnosi sukcesów za pierwszym podejściem. Wiem, że włożyłeś w to dużo pracy, ale to nie jest koniec świata, Leonardo, jakkolwiek mało empatycznie to brzmi.
Wtedy zrobił coś, co nawet dla niego było zaskoczeniem - powtarzając wcześniejszy gest Leo, przeciągnął palcami po jego włosach, co miało być takim substytutem do przytulenia. Ezra nie chciał się chłopakowi w żaden sposób narzucać z takimi gestami. Gdyby Vin-Eurico tego potrzebował, Ezra tu był.
- Nie przepraszaj. Cieszę się, że przyszedłeś - odparł i naprawdę miał to na myśli. Były po prostu rzeczy ważniejsze niż sen i nawet opinia innych Krukonów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 692
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Nie Maj 28 2017, 00:24

Gryfonowi wcale nie zależało na pocieszeniu - nie sądził, aby było ono teraz możliwe. Faktycznie wiedział, że nie wytrwa długo w smutku, ale jednak na wszystko potrzeba było czasu. Aktualnie kompletnie sobie nie wyobrażał, co z tym wszystkim zrobić i jedynym realnym wyjściem było obwinianie się, jeszcze choć przez chwilę. I tak ostatecznie będzie musiał podjąć jakąś trudniejszą decyzję.
- Po co? Żeby mnie nie bolało i żebym musiał tylko udawać kontuzję? Wolę trochę realizmu. - Pokręcił łagodnie głową. Doskonale wiedział, że źle to wyglądało i rozumiał, że Ezrę jego zachowanie martwiło. Leo przyjaźnił się z Fire, która była wyjątkowo uprzedzona do magicznej medycyny - a zamartwiał się o nią wyjątkowo, gdy przytrafiło jej się najdrobniejsze draśnięcie. Chwilami zapominał przy innych, że woli ponosić konsekwencje swoich czynów, a nie usuwać je paroma machnięciami różdżki. Lubił uważać, że uczy się na własnych błędach, a wymazywanie ich tylko temu zaprzeczało. Teraz nie miał nawet najmniejszych wątpliwości, że nie zajrzy do skrzydła szpitalnego.
- Nie - odparł zatem krótko i definitywnie. Nie chciał, aby Krukon chodził zmartwiony, ale miał wrażenie, że akurat on całkiem nieźle go zrozumie i odpuści. Zresztą, kontuzja Leo należała do tych, które można wyleczyć. Po prostu... Do tego też potrzebny czas.
Spojrzał na Ezrę z zaskoczeniem, gdy ten zaczął opowiadać mu jakiś historyczny fakcik. Gdy dotarła do niego puenta wypowiedzi, mimowolnie się roześmiał. Nie był to ten głośny śmiech, który potrafił rozweselić każdą istotę żywą w okolicy, ale jednak był to śmiech.
- W sumie, to brzmi to bardzo emptaty... emta... emp... - łagodny uśmiech nie zszedł z jego ust nawet w chwili, gdy biedny Gryfon nie był w stanie zapanować nad własnym językiem. Cóż, Clarke wiedział o co chodzi.
Jako wybitnie dotykalska osoba, nieustannie łaknąca kontaktu z drugim człowiekiem, na gest Ezry po prostu uśmiechnął się jeszcze szerzej, z niejaką wdzięcznością. Teraz rozumiał, czemu tutaj przyszedł - gdzie indziej otrzymałby podobne wsparcie? Swoją drogą, Krukon trafił na czuły punkt i Leo sam się zdziwił, że aż tak źle mu się zrobiło, gdy ten zabrał rękę.
Po co przytulać? Lepiej macać po włosach!
- Chyba twoi znajomi z domu nie podzielają tej opinii... - Przygryzł z rozbawieniem dolną wargę. Mogło być gorzej, nie? Zamiast zaspanej Krukonki mógł tutaj pojawić się któryś prefekt... Albo ktoś mniej pokojowo nastawiony. - Ale dobra, mogę cię częściej odwiedzać. Za tydzień o tej samej porze? - Podciągnął się bardzo powoli do pozycji stojącej, nie odrywając pleców od ściany. Już mu było ciężko się ruszać, a przecież nawet nie dopadły go zakwasy i nie zwracał większej uwagi na pozostałe, mniejsze niedogodności w postaci siniaków czy otarć. Alkohol skutecznie tłumił to, co niepotrzebne - tylko ramię dalej bolało, ale Leo sądził, że to może mieć podłoże psychologiczne.
- Dzięki.
Bardzo chciał siedzieć i rozmawiać z Ezrą, ale nie chciał wpakować ich w kłopoty i nie chciał, aby chłopak zarwał przez niego noc. Problem w tym, że w tej chwili ledwo stał opierając się o ścianę, a wizja przemierzania zamku aby spocząć we własnym dormitorium... No, była dość przerażająca. I mało realistyczna.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 714
  Liczba postów : 751
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Nie Maj 28 2017, 00:34

- Mówią, że Gryfoni to lwy, ale chyba jednak osły - mruknął tylko, nawiązując oczywiście do nieracjonalnego uporu Leonarda. Wystarczyło jednak tylko spojrzeć na minę Gryfona, żeby wiedzieć, że dyskusja nie będzie miała najmniejszego sensu. Był przekonany o słuszności jego opinii, tak samo jak Ezra na temat swojej. Być może chodziło tu o pewną siłę charakteru - Leo nauczony był od dziecka, że na wszystko trzeba sobie zapracować, Ezra natomiast chętnie chodził na skróty. Żadna z tych postaw nie była zła, ale na pewno się ze sobą kłóciły i Clarke, nawet jeśli częściowo był skłonny po prostu odpuścić, kompletnie nie zamierzał jej akceptować. Leonardo prowokował go właśnie do zrobienia jakiegoś kursu pierwszej pomocy, żeby następnym razem chłopak nie miał nic do gadania!
Ezra mógł odhaczyć sobie w myślach punkt odnoszący się do rozśmieszenia przyjaciela. Nawet jeśli nie był to ten tubalny śmiech, który z łatwością przebijał się nawet przez inne głosy w zatłoczonej klasie i osadzał się w każdej najmniejszej dostępnej przestrzeni. Fakt, że potrafił poprawić nastrój przyjaciela, sprawiał, że Ezra czuł się tak, jakby nagle urósł co najmniej pięć centymetrów.
- Pewnie byliby bardziej wdzięczni gdybyś spróbował rozwiązać zagadkę, a nie stawał się ludzkim taranem... Ale tak zgaduję, że w tej sprawie ich zdanie nie ma znaczenia, więc... - Wzruszył obojętnie ramionami. Aczkolwiek to był dobry pomysł, by Gryfon następnym razem zachowywał się ciszej - w końcu Ezra wolał zachowywać go dla siebie, a nie robić sensację na całe dormitorium. Krukoni byli ciekawscy... Chłopak zrobił bardzo, bardzo smutną i jeszcze bardziej realistyczną minę na kolejne słowa Leonarda. - Dopiero za tydzień? Zdążę chyba umrzeć ze dwa razy z tęsknoty.
Żartował. Chyba...
Uniósł brwi ze zdziwieniem, kiedy Gryfon zaczął się podnosić. Nic jednak nie mówił, będąc ciekawym, jak się to rozwinie. Poczekał nawet parę sekund po podziękowaniu, ale Leo najwyraźniej musiał zebrać siły wewnętrzne, by wyruszyć do własnego dormitorium. Ezra pokręcił głową, również się podnosząc.
- Cokolwiek przyszło ci do głowy, wyrzuć to w tym momencie. Nie ma szans, że puszczę cię samego gdziekolwiek w takim stanie.
Jakim byłby przyjacielem, gdyby pozwolił Leonardowi podążyć ścieżką ku kolejnemu wypadkowi? Wyciągnął do niego ramię, żeby w razie czego łatwiej go asekurować. - Tylko postaraj się na mnie nie polecieć, okej? - zapytał zaczepnie, wiedząc, że właśnie ten rodzaj poczucia humoru najmocniej dzielili. Jednocześnie było w tym trochę prawdy - gdyby Leo w trakcie wyprawy na siódme piętro stracił świadomość, resztę nocy spedziliby dokładnie w miejscu odpłynięcia Vin-Eurico.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 692
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Nie Maj 28 2017, 00:45

Bardzo wspaniałomyślnie nie czepnął się o te osły. Był solidnie przywiązany do idei domów i zwierząt dumnie je reprezentujących. Może to dlatego, że w Tecquali w nic takiego się nie bawili? Leo pamiętał, jakim szokiem była dla niego taka zmiana. Dalej jednak uważał, że wpakowanie nieodpowiedzialnych, porywczych ludzi do jednej wieży, było słabym pomysłem. Podobnie jak zamknięcie tych wrednych w lochach. Vin-Eurico nie rozumiał, jakim cudem Hogwart jeszcze nie został zniszczony od środka...
- Cholerna zagadka - wróciła do niego odrobina irytacji, którą wcześniej próbował wyładować na nieszczęsnych drzwiach. No bo kto to wymyślił? Dobra, Ravenclaw ma być inteligentny i tak dalej, ale jak jakiś biedny Krukon się upije, to co? Nawet geniusz czasem miewa zaćmienie. Leo najprawdopodobniej nie odgadnąłby prawidłowego hasła nawet w pełnej koncentracji i bez rozpraszających go procentów krążących po organizmie. Teraz to już w ogóle był na przegranej pozycji!
- A tak, to wpadnę jakoś o bardziej ludzkiej porze, spoko - puścił Ezrze oczko. - Albo no wiesz, ty wpadnij. Nasz system jest prostszy.
Zamierzał upierać się w kwestii najzwyklejszego na świecie hasła, przy którym nie trzeba się głowić czy sięgać do książek. Ciekaw był nawet, czy często zdarzały się przypadki, gdy ktoś musiał szukać wsparcia u kolegi z dormitorium, aby dostać się do środka.
Połowa sukcesu za nim - wstał! Zamrugał kilkakrotnie, nieco szybciej niż normalnie. Nie mogło być przecież tak źle...
- Właśnie miałem cię prosić o eskortę... - przynajmniej gadał już w miarę sensownie. Znaczy się, dalej nie powiedziałby "gibraltar" ani "postapokaliptyczny", a nawet "empatyczny" pozostawało zagadką. Mimo to jego względnie niewyraźne słowa dawało się jakoś zrozumieć.
- Och, za późno - wsparł się o Krukona tak delikatnie, jak tylko mógł. Właściwie potrzebował jedynie drobnej podpórki, aby nie stracić równowagi, bo oprócz tego był w stanie samodzielnie się poruszać. - Już jestem cały twój.
Tknęła go jakaś resztka optymizmu, bo całkiem nieźle im szło to całe nocne spacerowanie po Hogwarcie. Teraz tylko pozostało im uniknąć wszelakich patrolujących korytarze nauczycieli i odnaleźć drogę do dormitorium Gryffindoru. Leo z zadowoleniem mógł przyznać, że nawet nie było mu niedobrze - choć świat trochę wirował.
- Ale z nas ninje... - mruknął dumnie, z nieco dziecinnym uśmiechem i entuzjastycznym błyskiem w oku. Przynajmniej na chwilę udało mu się zapomnieć o Mistrzostwach i bolącej ręce, a to... To było ogromnym sukcesem.

/zt x2

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 15
  Liczba postów : 79
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15149-serafin-k-abramowicz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15177-jedz-ze-mno-cybule#404606
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15148-serafin-k-abramowicz




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Paź 07 2017, 22:14

Czasem nawet Serafinowa orientacja w terenie nawalała. Nie, że był jakimś idiotą, co to gubił się na korytarzu, jednak Hogwart był wyjątkowo skomplikowany. Schody, korytarze, wieże — wszystko powodowało, że całkowicie się gubił. Myślał, że idzie do lochów, do Pokoju Wspólnego Ślizgonów, a wylądował tutaj, pod jakąś dziwną, ptasią kołatką. Ludzie z obrazów patrzyli na niego nieprzychylnie. Jak się domyślił, było to wejście do jednego z pokojów w Hogwartcie. Przejebane. On musiał zapamiętać tylko jedno hasełko, nic więcej, a ci? Przewidywał wiele możliwości, łącznie ze śpiewaniem piosenek, tańcem, a nawet jakimiś chorymi rytuałami, które zakładały użycie krwi. Voodoo chyba nie było zakazane w Hogwartcie. Zresztą, to nie był jego problem i postanowił nie wgłębiać się w to wszystko.
Najprawdopodobniej by sobie poszedł, gdyby nie to, że zza drzwi z kołatką wylazła jakaś dziwnie znajoma postać. Przez ciemności, jakie panowały wokół ich dwójki — jej nie poznał. Widział ją tak dawno. Niezwykłe rysy twarzy, o których śnił jeszcze rok temu, wydawały się tak różne. To było parę miesięcy — okres trudny — w którym musiał przypomnieć sobie wszystkie złe rzeczy, których doświadczył przez wiele lat. Wymieniali listy, pisali, ale to było i tak mało. Zresztą nie chciał myśleć o tym, że razem z wyjazdem z Rosji traci również ją - Liliyę — przyjaciółkę i powierniczkę właściwie wszystkich tajemnic.
Zaskoczony, mocno zmarszczył brwi. Nie wiedział co ze sobą zrobić. Dobrze wiedziała, gdzie wyjeżdża, jednak nie myślał, że odważy się na skok na tak głęboką wodę. Ze względu na rodzinę, oczywiście. A teraz stała przed nim, wgapiając oczy w twarz Serafina, delikatnie przykrytą kapturem czarnej, grubej bluzy.
Przestąpił z nogi na nogę. Cisza, w której panowali, stała się dla Abramowicza kłopotliwa. Głośno przełknął ślinę, jakby bał się cokolwiek powiedzieć.
- Rodzice pozwolili Ci wyjechać? - zaczął z grubej rury, bo ta kwestia najbardziej go interesowała. Sotiriyova żyła w równie szczelnym środowisku, z tą różnicą, że jej nikt nie tłukł i nie katował klątwami.

@Liliya Sotiriyova
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 18
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15221-liliya-sotiriyova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15246-liliya-sotiriyova




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Nie Paź 08 2017, 22:55

Był już wieczór i nie zostało zbyt dużo czasu do ciszy nocnej. Lilka nie była przyzwyczajona do tak ciepłego klimatu i korzystając z tego, że w końcu nie lał deszcz, jak prawie codziennie, chciała wyjść na zewnątrz i się przewietrzyć. Zdecydowanie bardziej ciągnęło ją do zimna, co w Wielkiej Brytanii podchodziło pod masochizm. Tutaj ludzie przy najmniejszym mrozie zakładali grube, wełniane swetry, otulali się kocami, albo chodzili na piwo kremowe. W Rosji sprawy miały się inaczej, bo tam jesień spędzona w krótkim rękawku była normą, a zamiast ogrzewania się grzanym piwem, piło się wódkę.
Zdawało się, że Sotiriyova nigdy nie przyzwyczai się do brytyjskich zwyczjów, wyszła z pokoju wspólnego krukonów i miała się kierować w stronę wyjścia ze szkoły, ale drogę zagradzał jej mężczyzna, który wyglądał dziwnie znajomo. Dopiero, gdy przyjrzała mu się uważniej zorientowała się, że był to Serafin. To może głupie, ale serce zabiło jej milion razy szybciej, gdy go zobaczyła. Niby pisali ze sobą listy, ale mało się z nich dowiedziała, poza tym, że Abramowicz uczy się teraz w Hogwarcie. Była na niego zła, że odszedł tak po prostu, bez słowa wytłumaczenia, ale jednocześnie umierała ze szczęścia, że znów go widzi.
Jego pytanie w tym momencie nie było na miejscu, chociaż wcale ją nie zdziwiło. Wyglądało na to, że kompletnie je zignorowała, bo zamiast odpowiedzieć na nie, wpatrywała się w niego. Prawdę mówiąc praktycznie nie pamiętała jak wygląda jego twarz i mimo, że teraz mogła ją dostrzec, to musiała się nieźle wysilić, by uchwycić każdy jej detal. Była naprawdę szczęśliwa i nie potrafiła wydusić z siebie ani słowa. Podeszła bliżej i wtuliła się w jego tors, starając się ukryć łezkę, która szkliła się w jej oku. Była bardzo wrażliwa, czego w sobie nienawidziła i czego się okropnie wsytdziła.
Po tym miała powiedzieć coś w stylu "A twoja rodzina pozwoliła ci wyjechać?", ale wiedziała, że to dla niego drażliwy temat. Serafin może nie był szczególnie ekstrawertyczny, ale Liliya doskonale go znała i wiedziała, co tak naprawdę działo się u niego w domu, dlaczego Gabriel odebrał sobie życie, ale nie wiedziała, dlaczego wyjechali z Rosji i dlaczego Abramowicz nic jej o tym nie powiedział. Teraz dowiedzieć się tego, dlaczego ją zostawił, było dla niej priorytetem, chociaż starała się podejść do tematu łagodnie.
-Też się cieszę, że cię widzę.
A właściwie go nie widziała. Miał na sobie kaptur, więc pierwszym ruchem, po uwolnieniu go z jej uścisku, było zdjęcie mu owego kaptura. Nie obchodziło jej w tym momencie to, czy tego sobie życzył, czy wręcz przeciwnie- musiała zobaczyć go dokładniej, umierała z ciekawości.
I nieźle się zdziwiła.
Niby jego twarz wciąż była taka sama, ale jednocześnie całkowicie inna. Co więcej, podobała mu się o wiele bardziej, niż widziała ją po raz ostatni. Teraz była pokryta piercingiem i tatuażami, co nawet jej wydawało się dziwne i kompletnie do niego niepodobne.
-Nie chcę nawet wiedzieć, dlaczego pomyślałeś, że tatuaż na twarzy to dobry pomysł.- Powiedziała, lecz było to kompletnie sprzeczne z tym, co myślała. -Cholera, tak dawno cię nie widziałam. Musisz mi się z tego wytłumaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Przed kołatką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Przed kołatką
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Ogród przed domem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wieze
 :: 
drzwi z kołatką
-