IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Przed kołatką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Przed kołatką   Sob Gru 11 2010, 23:26

First topic message reminder :


Przed kolatka


Pod magiczną kołatką nie jeden uczeń spędził długie godziny próbując rozwiązać zadaną przez nią zagadkę. Aby wejść do pokoju Ravenclaw każdy prawdziwy Krukon musiał rozwiązać podany przez nią rebus. Niestety niejednokrotnie zdarzało się tak, że i Ci, którzy bez wątpienia do niebieskiego domu pasowali, długo głowili się nad odpowiedzią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Lut 23 2011, 15:13

Doobra. Odsunęła się od Jane, kiedy Nataniel zaczął mówić o ojcu Krukonki. Była cholernie zmęczona. Ot tyle. Zsunęła się więc na podłogę i obserwowała całą ich rozmowę. Tak. Obserwowała. Wyłączyła się kompletnie, dlatego nie miała pojęcia, o czym właściwie mówią. Tak właściwie, to doszła do wniosku, że mogłaby iść do dormitorium, bo nie jest im tu potrzebna. Nie ma co ukrywać... nie było jej to na rękę, ale okej. Jeśli to może pomóc jej przyjaciółce to proszę bardzo. Odtwarzała sobie w myślach cały bal. Od momentu, w którym weszła do Cukierni, przez taniec z Namidą, pojawienie się tego psychola, śmierć Daniela aż do wyjścia, a raczej wyniesienia z pomieszczenia. Dobrze, że przynajmniej porwani zdołali uciec. Dopiero teraz poczuła na sobie spojrzenie Jane i błyskawicznie zbladła. Cholernie mocno jątrząca się rana na jej ramieniu. Czyżby Nataniel miał rację i dziewczyna sama ją sobie zrobiła? Niedobrze. Widziała już parę podobnych przypadków. Ba! Raz sama pomagała ojcu jednej kobiecie, której umarł mąż. Ale tylko części z tych osób udało się wyleczyć taką ranę. Mimo to nie miała pojęcia, co właściwie zrobić. A już tym bardziej co powiedzieć.
- To nie tak, że się z tym nie pogodzisz. W końcu musisz pozwolić tej osobie odejść. Nie zapomnieć, ale żyć dalej bez obwiniania się. TO nie ma sensu. Daniel nie chciałby, żebyś zatrzymała się w jakimś cholernym kole wydarzeń z Balu. Na pewno chciałby, żebyś żyła dalej i była szczęśliwa, nadal mając go jednak w sercu. I to jest wykonalne, wierz mi. Trzeba tylko nauczyć się żyć ze świadomością, że się już tej osoby nigdy nie zobaczy. A po to są przyjaciele, żeby ci pomóc. Ale bez twojego samozaparcia i chęci nie damy rady.
Spojrzała jej w oczy.
- Musisz walczyć, żeby żyć. Żeby żyć normalnie. I ci się to uda. Tylko... tylko do tego potrzeba czasu. Wiem o tym. Na razie przestań się obwiniać.
Sama niedawno uważała, że jest winna śmierci swojego mentora. Teraz już znała prawdę, ale musiała dojrzeć, żeby ją zrozumieć.
- A co do rany... widziałam parę takich. Czasami pomagał nawet jakiś mugolski specyfik. Oczywiście nie zasklepiał rany. Po prostu pomagał. Mogę ci ją odkazić i możliwe, że nie będzie się już jątrzyć, ale to będzie strasznie boleć.
Popatrzyła niepewnie na Nataniela. Kurde... skąd ona ma mu niby wytrzasnąć teraz feniksa. Dobra... zrobiłaby wszystko, żeby pomóc Jane, ale to jest zdećko nierealne. One nie przylatują sobie na zawołanie. Zresztą... nawet jeśli by takowego znaleźli, to jak mają go niby przekonać, żeby pomógł Krukonce, hę?
- Dawno temu znałam kobietę, która miała feniksa. Ale... ona już nie żyje. Wziął go jej syn, ale nie mam pojęcia, gdzie teraz mieszka.
Pokręciła zrezygnowana głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 569




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Lut 23 2011, 15:34

-Oj Ell kochanie ty moje nie musimy wzywać fenkisa My go kupimy! Na czarnym rynku są dostępne lecz za całkiem bajońskie sumy, więc będzie trzeba się wysilić o kasę.
Nie było aż tak źle miałem złoto z pucharów i około 40 galeonów więc myślę że stówa z tego się uzbiera jak nic ale co dalej? W trzeba by poszukać w Londynie bo nigdzie indziej raczej nie dało by się dostać takiej istoty.
- Pomyśl kupimy takiego schwytanego biedaka i w zamian za wolność poprosimy by ją uleczył... I skąd wiesz a nuż będzie chciał z nią zostać i żyć razem.
To było szalone lecz miało jakieś ręce i nogi jako plan. A przynajmniej jakimś planem było.
No sam naprawdę łapałem się za głowę nad moją głupotą... Będę spłukany i stracę masę czasu na zdobycie tej forsy... Ale co tam, rodzina na pierwszym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Galeony : 516
  Liczba postów : 552




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Lut 23 2011, 15:54

Jane przymknęła powieki i dopiero teraz Elliott się odezwała. Krukonka jeszcze nigdy w życiu nie czuła się tak nierozumiana. Miała wrażenie, że mówi do ściany. Czy oni są głusi? Jane jest za krucha, za delikatna, by sobie ot, tak z tym poradzić. To było a wykonalne!
- Przestań bredzić –powiedziała (a może raczej warknęła?) do Nataniela. Puściły jej nerwy- Nie będziecie kupować żadnego feniksa, zrozumiano? To niedorzeczne. Poza tym, skoro ta rana to to co mówicie, to będę musiała poradzić z nią sobie sama. A teraz powinnam się położyć, chyba, że chcecie mnie zaraz zbierać z podłogi.
Mówiła gniewnym tonem, i dopiero gdy skończyła, zdała sobie sprawę, co zrobiła.
- Przepraszam –powiedziała łagodniej- Jestem w rozsypce. Muszę sobie wszystko poukładać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 569




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Lut 23 2011, 16:05

No już lepiej. Warczy a to oznaka dobrego zdrowia. Ranne zwierzęta które warczą mają ciągle dość siły by ugryźć czyli jest nadzieja że wyzdrowieją. Podobnie jest z ludźmi. Skoro pokazała chodź troszkę pazurków to znaczy się miała coś z charakteru kruków więc nie miałem powodu się o nią martwić. A Elliott ? No tak dziewczyna nadal mierziła mnie za scenę jaka odstawiła w tęczowym pokoju lecz uznałem że jej odpuszczę. Nie byłem aż tak małostkowy by żyć urazą zbyt długo lecz i tak zamierzałem dorwać tego pedalskiego dziada. Tak przerysowany i groteskowy koleś jak on tylko prosił się o guza a ja nie zamierzałem na jednym poprzestać...
- No przepraszam Jane, masz rację to twoje życie i nie powinienem ci go ustawiać jak chcę.
Nawet jeśli chciałem tylko dobrze to i tak nie miałem prawa wiedzieć ile z tego co sam uznałem za pozytywne, dla dziewczyny pomogło by jej na prawdę a nie tylko wnerwiło i zezłościło. Propo kim ja niby byłem, odległym kuzynem z dalekich stron i zawodowym dupkiem. Naruszyłem pewne granice i miała rację ustawiając je na powrót we właściwych miejscach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Lut 23 2011, 21:18

Kupić Feniksa? Czy on wie ile one kosztują? Poza tym... nie. Ona nie mogłaby skrzywdzić takiego pięknego zwierzęcia. To było... wbrew wszystkiemu, co uważała za słuszne. Poza tym szczerze wątpiła czy Jane zgodzi się na takie rozwiązanie.
- Eee... Nataniel... nie sądzę, by to był dobry pomysł. - Spojrzała na niego niepewnie, potem odwróciła się w stronę Jane. No i proszę! Dziewczyna wybuchła! Innym razem może by się fochnęła, ale teraz to było jak zbawienie! W końcu jakieś emocje. W końcu coś innego niż pustka i rozpacz. Może to było sprzeczne ze wszystkim, ale poczuła ulgę. Powstrzymała się jednak od westchnięcia.
- Wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć, prawda? Może teraz ci się wydaje, że za dużo od ciebie wymagamy, wiem o tym. Ale... wierz mi. Byłam w podobnej sytuacji całkiem niedawno. Nie mówię, żebyś się od tak - pstryknęła palcami dla efektu - przestała się obwiniać. Ale musisz tego chcieć. A nie jeszcze bardziej się w tym pogłębiać. Nie popełnij dwa razy tego samego błędu. Nie ponów mojej wpadki.
Przytuliła ją krótko i spojrzała jej w oczy.
- I poukładasz. Obiecuję ci to. Potrzeba czasu. - Uśmiechnęła się smutno.
O przepraszam bardzo! Jako autorka śmiem stwierdzić, że to nie Elliott odstawiła w pokoju Tęczowym scenę, tylko Ślizgon, o. Trzeba było nie grozić "braciszkowi" Gryfonki. Ale sama dziewczyna nie chowała już do niego urazy, o ile oczywiście Nataniel nic nie zrobi Ridżowi. Wtedy będzie krucho. Hehe, ktoś tu się lekko zirytował. Od chłopaka niemal namacalnie czuć było, że chciał pomóc, tak samo jak ona zresztą. Ale jak to mówią... dobrymi chęciami piekło wybrukowano. Ona stoi już nawet na ułożonej przez siebie posadzce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Galeony : 516
  Liczba postów : 552




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Lut 23 2011, 21:50

Jane poczuła okropne wyrzuty sumienia.
Jak mogłam tak na nich na wrzeszczeć? Przecież chcieli dobrze! Ty się zdecyduj, dziewczyno! Chcesz mieć przyjaciół, czy znów zostać sama?
- Przepraszam –powtórzyła – Czuje się, jakby ktoś mnie właśnie rozebrał na części i je schował, żebym nie mogła znaleźć. Eliś, możesz napisać do Math? Tak bym chciała wiedzieć, że nic jej nie jest. Natanielu... Dziękuje ci za to, co dla mnie zrobiłeś. Doceniam to.
Trzeba sobie wszystko poukładać. Yhym, powodzenia. Po czymś takim, w jej pokoju panuje większy porządek niż w jej głowie, a tym bardziej – w sercu.
Jane wzięła głęboki wdech i ze świstem wypuściła powietrze z ust. Rana nadal piekła, ale gdy dziewczyna o niczym nie myślała, nie odczuwała tego tak bardzo. Ale jak długo była w stanie nic nie myśleć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Lut 23 2011, 22:02

Tym razem nie mogła. Po prostu nie mogła powstrzymać się od przewrócenia oczami. Za co ona ich tak przeprasza, no? Za co? Że na nich nakrzyczała? Każdemu się zdarza. Tym bardziej w takiej sytuacji. Jeśli musiałaby mówić "przepraszam" każdemu, na kogo podniosła głos, to dostałaby chrypy. Spojrzała ukradkiem na Nataniela. Jego w sumie też wypadałoby przeprosić, c'nie? Coś tam jednak na niego w tym Pokoju Tęczowym powiedziała. No, ale... do cholery... nie cierpiała chwil, w których obnosił się swoim rodem i czystością krwi. Ale... Mimo to był jej przyjacielem. A ich chyba przeprasza się w pierwszej kolejności. Dobra, później mu to powie. To magiczne słówko, którego nienawidziła wręcz wymawiać. Dlaczego? Najzwyczajniej w świecie nie umiała się przyznać do błędu, a powiedzenia Tego słowa byłoby równoznaczne z powiedzeniem "Okej, pomyliłam się". A z tym było u niej krucho.
- Jasne, jak tylko wrócę do dormitorium, to wyślę do niej sowę. Obie... - Stop! Od wczoraj unikała tego słowa jak ognia wręcz. - Postaram się zrobić to jak najszybciej się da.
- Eee... na pewno nie odkazić ci tej rany?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 569




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Czw Lut 24 2011, 11:29

- Chochliku ty idź spać i daj Ell przynajmniej ją zabandażować i odkazić. Jeśli nie utrzymasz jej w czystości wda się gangrena i masz po ręce.
No naprawdę powinna się położyć. Była przemęczona i obolała a przepraszanie było jak dla mnie objawem iż traciła siły. No i za co mnie przeprasza! Dopiero co pokazała że umie o siebie zadbać, więc poco wraca do starej bezradnej siebie? Nic trzeba będzie załatwić tego feniksa nic jej nie mówiąc, po prostu dla siebie. Może jego łzy nie zaleczą rany którą ona z takim uporem sama otwiera lecz przynajmniej , pomogą na gorączkę i oczyszczą ranę oraz zmniejszą bul.
Wstałem i ruszyłem po schodach w dół obróciłem się jednak z bladym uśmiechem na twarzy.
- Dobranoc moje panie a ty Jane daj jej się opatrzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Galeony : 516
  Liczba postów : 552




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Czw Lut 24 2011, 21:07

Jane westchnęła zrezygnowana. Spojrzała na Ell. Przyjaciółka chciała jej pomóc, ale Jane nie mogła pozbyć się dziwnego wrażenia, że to ona powinna pomagać Eliś. Po tym co się stało... Krukonka doskonale pamięta nóż w klatce tego szaleńca.
- Zgoda. Niech boli. Przynajmniej będę czuła, że żyje, a to wszystko to nie jeden wielki koszmar –ugryzła się w język. Nie chciała tego mówić. Nie chciała ich jeszcze bardziej denerwować. Pomachała do Nataniela zdrową ręką, a następnie przeniosła wzrok na przyjaciółkę.
- Co teraz?- spytała cicho, bardziej siebie niż ją.
Co teraz Jane? Masz żyć i udawać, że nic się nie stało? Czy może zachowywać się, jakby Daniel nie był nikim ważnym? Jak masz zamiar zalepić ranę mądralo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Czw Lut 24 2011, 21:33

- Dobrze mówi. - Mruknęła, trochę z tego faktu niezadowolona. Robił się coraz mądrzejszy, no. Będzie mu musiała pogratulować później, czy coś. No i przeprosić. Ale to w razie konieczności. Cii, że ona jest od niego młodsza i to on mógłby tak o niej mówić, a nie na odwrót.
- Miłej nocy! Uważaj na schodach - pomachała mu energicznie. No dobrze, to teraz najtrudniejsza część wieczoru. Odkażanie. Skrzywiła się, patrząc na ranę.
- Wierz mi, też bym chciała, żeby to wszystko okazało się tylko złym snem. Ale tak nie będzie. I zaraz się o tym przekonasz. Będzie naprawdę cholernie bolało. Możesz krzyczeć, jeśli chcesz. - Sięgnęła go torby i wyciągnęła z niej mugolski specyfik i gazę. O tak, odkażanie wodą utlenioną bolało. I to piekielnie. Nasączyła nim wacik i na próbę przyłożyła do rany. Zaraz jednak go zabrała, patrząc zaniepokojona na Jane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Galeony : 516
  Liczba postów : 552




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Czw Lut 24 2011, 22:10

O tak, Elliś miała rację, to bolało jak cholera. I Jane pewnie by krzyczała, gdyby nie fakt, że serce bolało ją o wiele mocniej. Zacisnęła więc zęby i pozwoliła przyjaciółce działać. Nie chciała, by przez krzyk Elliott dostała czegoś na kształt wyrzutów sumienia, że przez nią Jane cierpi.
- No dalej –powiedziała, głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji, gdy Gryfonka oderwała wacik – Nie martw się o mnie. Po prostu oczyść to cholerstwo.
Spojrzała Elliott w oczy i przygotowała się na kolejną dawkę bólu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Pią Lut 25 2011, 21:28

Delikatnie przyłożyła wacik do rany i zaczęła sobie coś nucić, żeby odwrócić uwagę od jęków i krzyków Jane. Prawda jest taka, że i tak jej się to nie udawało, ale przynajmniej miała zajęcie. Na szczęście uporała się z tym całym odkażaniem szybko. Westchnęła z ulgą i nałożyła na rozcięcie świeży gazik, po czym obandażowała jej ramię.
- Powinno być lepiej. Jutro zmienię ci opatrunek - przytuliła ją delikatnie i trzymała przez dłuższą chwilę w ramionach. Uśmiechnęła się delikatnie i odsunęła się trochę.
- Powinnaś się teraz przespać, kochana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Galeony : 516
  Liczba postów : 552




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Lut 26 2011, 22:07


Jane syknęła z bólu, ale Elliott zaczęła coś nucić, więc przestała. Wiedziała, że przyjaciółce jest ciężko.
- Ja? –spytała drwiąco- Kochana, wyglądasz jak duch. Nie, on jest znacznie bledszy. Nie martw się o mnie. Napisz do Math i się wyśpij. Dziękuje ci za wszystko. Pa, kochanie.
Jane oszczędziła jej wiadomości o tym, że i tak na pewno nie zaśnie. Po co ją niepotrzebnie denerwować? Ucałowała swój skarb w policzek po czym szybko odpowiedziała na pytanie drzwi (czemu zawsze dostaje takie łatwe?) i weszła do PW. Od razu udała się do swojej wnęki przy oknie. Chciała zostać sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Lut 26 2011, 22:37

- Tak, ty. Wiem, że to będzie trudne, ale musisz chociaż spróbować. - Przytuliła przyjaciółkę. - O mnie się nie martw, o mnie się nie martw, ja sobie radę dam.
Teraz z kolei zanuciła.
- A duchy są o wiele bledsze, wiesz? Ja za pięć minut nabiorę kolorów. Na sto procent.
Taa... ona też ostatnio ma problemy ze snem. I to przez jakieś irracjonalne i biorące się znikąd przeczucie. Uśmiechnęła się do niej na pożegnanie, po czym odwróciła się i ruszyła do dormitorium. Była dzisiaj niesamowicie senna, więc kto wie... może coś z tego wyjdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 277
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 381




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Wto Mar 08 2011, 16:49

Odłożyła list od Kath i westchnęła. Nie chciała nigdzie wychodzić, nie miała takiego zamiaru. O czym najbardziej w tej chwili marzyła? O końcu świata. Miała nadzieję, że nadejdzie szybko. A raczej, że śmierć prędko zabierze ją na tamten świat. A wiecie, że taki koniec świata jest najlepszym rozwiązaniem? Umierają wszyscy na raz. Nikt za nikim nie tęskni, nikogo nie opłakuje, tylko od razu znajduje się z ukochanymi po tamtej stronie.
Sama nie wiedziała, czy czas ją goni, czy może kroczy w zwolnionym tempie. Po prostu całe dni spędzała, tak jak wcześniej, w dormitorium. I nie wychodziła z niego, przed obawą, że znów się gdzieś spotkają. Nie błądziła po korytarzach, nie uczęszczała na lekcje. Załatwiła sobie nawet zwolnienie u pielęgniarza! Po prostu całe dnie i noce ryczała. Prawie w ogóle nie spała. Pod oczami miała sińce. Głowa ją bolała, bo nie dostarczała organizmowi snu. Prawie nic nie jadła, co było strasznie widoczne. Spodnie, które niegdyś były na nią idealne, teraz musiała nosić z paskiem. Z oczu zniknął dawny blask, uśmiech kryjący się gdzieś w kącikach ust też przepadł.
Właśnie dlatego tak nie chciała nigdzie wychodzić. Nawet, aby się spotkać z Kath. Nawet, jeżeli sytuacja była cholernie ważna. Ale zmusiła się do tego. Dlaczego? Ano dlatego, że Kath jeszcze nie tak dawno całkowicie przepadła, była w czymś na wzór depresji (Lau zastanawiała się nad tym, gdzie, bądź w czym ONA była, skoro Kath miała coś powszechnie znanego jako depresja?! Chyba nie ma na ten stan określenia...)
Nałożyła na siebie dłuższą bluzkę, czy może też tunikę do kolan i wyszła. Gdzieś, nie wiadomo gdzie, zastanawiała się nad tym, co też takiego się stało, skoro Kath się do niej zwróciła z ważną wiadomością! Zresztą... czy to naprawdę było takie ważne? Pewnie nie. Nie na tyle ważne, aby zawracać sobie tym głowę. Już chciała wrócić z powrotem do dormitorium i wysłać Kathleen list, że niestety, ale dzisiaj i w najbliższym miesiącu nie da rady się z nią spotkać, kiedy usłyszała, że Gryfonka woła jej imię. Odwróciła się więc w jej stronę ze zrezygnowaniem, czekając na to, co nazwane zostało ważną sprawą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Wto Mar 08 2011, 17:45

Niezbyt poprawił jej się nastrój od rozmowy z Lilyanne. Poczuła tylko przypływ odrobiny energii, aby móc porozmawiać z przyjaciółką, która właśnie wyszła z Pokoju Wspólnego Krukonów.
Depresja jeszcze nie minęła. Raczej pogłębiła się jeszcze bardziej, gdy znalazła to w malutkich kawałeczkach na podłodze. Zastanawiała się czym Lau zdenerwowała Luke'a aż tak bardzo, że potargał jedyne, wspólne zdjęcie. Wiedziała, że nie powinna się wtrącać. Ale musiała. Jeśli jej nikt nie mógł pomóc to przynajmniej ona to zrobi. Domyślała się, że skoro Gringott siedzi otępiały przed kominkiem i co jakiś czas mówi pod nosem "nienawidzę Krukonek" to z Lau nie mogło być lepiej. Wręcz przeciwnie - jeszcze gorzej. Gdy ją ujrzała stwierdziła, iż mogą uchodzić za bliźniaczki, gdyby Mallory zrobiła sobie trwałą, a Kath przefarbowała włosy na czarno. Obie wychudzone, z worami i pustym wzrokiem.
- Co za debil umieścił PWK aż tak wysoko ? - prychnęła cicho. - Lau! - krzyknęła, gdy zauważyła wahanie na twarzy Krukonki. - Co to ma znaczyć ? - spytała, wręczając jej do rąk sklejony obraz.
Nie zastanawiała się czy zachowuje się stosownie. MUSIAŁA wiedzieć. Inaczej zwariuje. - Dlaczego Luks pewnego ranka wrócił okropnie wkurzony i nie zaszczycił mnie nawet spojrzeniem, a po prostu ruszył prosto do dormitorium trolli ? Wiem, że to ma związek z tobą - dodała już nieco spokojniej. - Martwię się. O ciebie i o niego! Proszę, powiedz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 277
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 381




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Wto Mar 08 2011, 18:19

Kiedy tylko ujrzała Kath wiedziała, że to jest coś ważnego. Ale też i nic miłego. Czy się myliła? Nie. W końcu była inteligentna, i mądra, i kiedyś nawet całkiem ładna! Widziała już z daleka, że Kathleen nie wygląda na zadowoloną. A jej stan się w ogóle nie poprawił, tak wywnioskowała, choć nie miała okazji zobaczyć jej wcześniej. Za to Lil wysłała jej uroczy list z tekstem, że się straasznie martwi, więc wiedziała, że to nie musiało wyglądać najlepiej. I potrafiła sobie wtedy stan Gryfonki wyobrazić.
Kochana K, tak się składa, że Lauren wyglądała i czuła się o wieeele gorzej niż Kath, choć to naprawdę wydaje się niemożliwe. Pierwszy raz w życiu się poważnie zakochała. Miłość to maszyna śmierci, potrafiła wszystko zniszczyć, jeżeli tylko chciała.
Nie wysiliła się nawet na uśmiech, widząc twarz Gryfonki. Więcej, poczuła się jeszcze gorzej, bo przypomniało jej się, że dziewczyna jest siostrą Jego. Nie, że nie lubiła Kath! Uważała ją przecież za przyjaciółkę. Po prostu nic jej się nie chciało. Nawet oddychać. Usłyszała tylko, jak Gardner każe jej wszystko wyjaśnić i podaje jej do rąk kawałek jakiegoś papieru. Patrzyła na nią pustym wzrokiem, w którym ukryła się gdzieś nutka ciekawości, którą, o dziwo, można było zauważyć. I zdezorientowania.
Wyjaśnić? Ale co?
Przeniosła więc powoli wzrok na kartkę, na którym było coś posklejane. To wystarczyło, aby Krukonka osunęła się na ziemię. Całe szczęście, że wcześniej opierała się o ścianę. Patrzyła na ich wspólne zdjęcie, zrobione kilka miesięcy temu. Pojawił się ból. Oczy zaszkliły się. Miała dość tych dwóch czynników (?). Przez nie czuła się tak cholernie słaba, całkowicie bezsilna. Po prostu nie radziła sobie. Wiedziała, że w kartonie ma drugie takie zdjęcie, schowane gdzieś na dnie szafy. Wspomnienia nękały ją cały czas, ale wiedziała, że pozbywając się wszystkich rzeczy z nim związanych nie usunie ich, ani myśli, ani wspomnień. Wszystkie przedmioty zostawiła, jako przestrogę na przyszłość. NIGDY WIĘCEJ NIE PAKUJ SIĘ W JAKIŚ CHORY ZWIĄZEK Z DURNYM MĘŻCZYZNĄ, to właśnie napisała na białej kartce i przykleiła na opakowaniu pudełka. Nie wpakuję się, bo nie będę już w żadnym związku...
On widocznie myślał, że to ułatwi sprawę. Że łatwiej zapomni. A może już zapomniał? W końcu trochę czasu minęło...Może znowu chodzi z jakąś zgrabną brunetką, czy też blondynką, a po niej nie zostało mu już nic? Nawet marne wspomnienie? Może wyzbył się już wszystkiego dawno temu? Co prawda, miał się odezwać, jak znajdzie jakiś sposób na zanik pamięci, ale nie zrobił tego, bo pewnie nie pamiętał. Bądź nie chciał. To zrozumiałe.
- Kath... Naprawdę, nie możesz zająć się czym innym? - spytała cichutko, łapiąc się za brzuch, po czym skuliła się z bólu. - To nic nie znaczy... No wiesz, tak zwana... przeszłość. Był wkurzony, bo wpakował się w coś, co nie miało żadnej przyszłości ani korzyści dla niego. Dlatego wrócił zły. Nie przejmuj się... mną... - wykrztusiła tylko, patrząc na swoje dłonie. Ich zdjęcie położyła na podłodze, zaraz obok Kath. - Chcesz, to możesz sobie wziąć. - zaproponowała, przesuwając fotografię w jej stronę. Możesz je wyrzucić, nawet spalić. Tylko zabierz mi je z oczu, błagam !
- Miło, że przyszłaś, ale chyba będę musiała niedługo wracać. Proszę, zaopiekuj się nim, dobrze? Pomóż mu, jakby pomocy potrzebował. I nie wspominaj o mnie. Nie warto. - dodała, zamykając oczy i rozcierając sobie skronie. - Jeżeli chcesz, to możesz jeszcze coś dodać, bądź zapytać mnie o coś, ale nie obiecuję, że łatwo ci będzie się ze mną porozumiewać.
Kath, błagam, nie męcz mnie. Dlaczego dana mi była powolna śmierć w torturach?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Wto Mar 08 2011, 19:12

Może i tak było. Może rzeczywiście gorzej się czuła. Ale tu chodzi o dwie, zupełnie różne sprawy. Lau pokochała osobę, która ją odrzuciła. A Kath nie ma kogo kochać, nie wie dlaczego żyje. Nie wie nic. Zatraciła się. Nawet nie ma pojęcia jaka tak naprawdę jest.
To nie ma nic do rzeczy. Jest jego siostrą, owszem. Ale kompletnie inny wygląd, nazwisko, charakter. Głupi blondyn Gringott -> zagubiona brunetka Gardner. Widzisz jak łatwo ich rozróżnić ? Wystarczy chcieć. Tak, tak. Lau jest w takim stanie, że wszystko się jej kojarzy z Lukiem. Ale nie warto się kretynem przejmować. Jeszcze będzie wiele momentów w życiu kiedy będzie czas na płacz.
- Dziwię się skąd ty bierzesz tyle łez - odparła cicho. No, ale czas na przemowę przyszłego polityka! A może nawet pani prezydent ? Kto wie. - On również chciał zapomnieć, ale nie potrafi. Potargał to zdjęcie, gdyż sądził, że tak będzie łatwiej. Ale nie było, wręcz przeciwnie. Lau, on cierpi nie mniej niż ty. Do cholery, ten dupek cię kocha! Nie widzisz tego ? Jak mogłaś... ? Jak mogłaś posłuchać jego Gorszej Strony i tak po prostu odejść ? Kurczę, nie mieści mi się to w głowie, że stchórzyliście, bo macie jakieś chore urojenia! On chciał ci TO powiedzieć. Lauren, czy ty wiesz, że oboje zaprzepaściliście szansę na coś pięknego ? Jestem... Och, po prostu mi.. wstyd za was! Dopiero co pogodziłam się z tym, że mój brat i przyjaciółka są razem. A wy co ? Pożegnaliście się ? Tak "o" ? I nie, nie mogę zająć się czym innym - wzięła głęboki oddech. Myślisz, że to koniec ? Nie, Kathie się dopiero rozkręca. Chciała postawić sprawę jasno. Czyżby znowu robiła coś za kogoś ? Luke powinien docenić jej starania!
- Prawdziwa miłość nie oczekuje żadnych korzyści. A wasza miała mieć przyszłość. Jak na Godryka zgodziłaś się z każdym jego słowem ? - Podniosła zdjęcie z ziemi. Dała je przed oczy Lau i kontynuowała. - Zobacz, to WY. Próbowało to zniszczyć zło. No i udało się. Nawet nie walczyliście... Po prostu.. Chcę, abyście byli szczęśliwi. A będziecie, ale będąc razem - zakończyła to, co układała w głowie podczas szalonego biegu na wieżę.
Nie męczyła jej. Chciała pomóc. Bo skoro tak wygląda po miesięcznej rozłące, to jestem ciekawa jak to ma być po na przykład czterech miesiącach ? Ano właśnie. Należy się zmierzyć ze swoimi demonami i je pokonać. I to najlepiej z kimś, kto to już zrobił. A Gardner była idealnym towarzyszem. Sama ponad trzydzieści dni walczyła z widokiem bardzo podobnym, jak na zdjęciu. I uporała się! To znaczy nie do końca, bo jak widać, a raczej można sobie wyobrazić praktycznie nic się nie zmieniło. No, może tylko to, że dziś wyeliminowała drugi, a zarazem ostatni kolor ze swojej garderoby. Pozostała tylko czerń. Ale to banalnie brzmi, co ? Czarny - kolor żałobny. Jednak dla Kathleen miał zupełnie inne znaczenie. I to dość zaskakujące - zagubienie się. Opatuliła się szczelniej golfem i rozpuściła włosy, gdyż wiedziała, że jej upięte loki można nazwać mianem fryzury tylko przez pierwszych dziesięć minut. Potem zaczynają wyłazić i... Wygląda naprawdę okropnie.
- Więc powiedz mi dlaczego zrezygnowałaś. Nie bronię tego debila, bo z nim dopiero mnie czeka rozmowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 277
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 381




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Mar 09 2011, 15:42

A kiedy Kath zaczęła się gubić sama w sobie? Czy nie wtedy, gdy pojawił się Luke? Nie wtedy, gdy jej o nim powiedziano, pierwszy raz od piętnastu lat? Czy to nie on był przyczyną wszelakiego bólu różnych ludzi? Po cholerę on przylazł tutaj z tego Durmstrangu?! Tak nie powinno być, o nie ! Tam miał swoje miejsce. Tam czuł się dobrze. Tak samo było z Lau, podobała jej się ta szkoła, Hogwart był wspaniały, tego nie można było mu odmówić, no i nie narzekała na niego za bardzo. A wtedy pojawił się on, i wszystko zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Jeżeli nie o więcej.
- Wiesz, że sama się nad tym zastanawiałam? To naprawdę ciekawe... - odpowiedziała z ponurym uśmiechem. Najgorsze było to, że nie mogła ich za nic powstrzymać, a już próbowała. Uznała, że to nie jest najlepszy pomysł, bo wtedy wszystko w sobie tlisz. Lepiej już siebie bardziej nie męczyć, o ile to było możliwe. Więc płakała. I wcześniej, i w tej chwili, i później też będzie... Nic na to nie poradzi.
Myślała, że to jedyne pytanie, jakie chciała zadać jej Kath. Myślała, że widząc, w jakim jest stanie, zostawi ją. Myliła się. Nadeszła nowa fala bólu. A Kath dalej ciągnęła swoją opowieść, w którą Lau nie mogła uwierzyć. Wtedy jego słowa... były takie prawdziwe. To niemożliwe, aby był aż takim wspaniałym aktorem.
- Przestań. - warknęła. - To nie prawda. W ogóle... kiedy z nim miałaś okazję porozmawiać? Powiedział ci tak, abyś się nie martwiła, a on mógłby wtedy uciszyć swoje sumienie. - próbowała się bronić przed słowami. Próbowała wszystko sobie tłumaczyć, bo nie mogła w to uwierzyć. Po prostu nie mogła.
- On cierpi nie mniej, niż ja? - spytała histerycznie, uśmiechając się jak nawiedzona. - Taak? Miałaś okazję zobaczyć go w takim stanie? Nie sądzę. Siedzi całymi dniami w PWG? Nie. Kocha mnie? Nie. Dlaczego? Bo wtedy nie mówiłby mi, ABYM SIĘ WYNOSIŁA KILKANAŚCIE RAZY! - jej głos stopniowo się podnosił. Nie chciała wystraszyć Kathleen, ale nie mogła zapanować nad emocjami. Te robiły z nią, co chciały. Po tym wybuchu na nowo zaczęła szlochać. Schowała twarz w dłoniach i próbowała się uspokoić. Kiedy jej już trochę przeszło, spróbowała kontynuować. Nabrała głęboko powietrza.
- Pamiętasz? Kiedyś wspominałaś mi, abym na niego nie naciskała... Nie chciałam się narzucać... Więc się odwróciłam... I twierdzisz, że to moja wina, tak? Kath, co miałam robić?! Narzucać się dalej i go wkurzyć? Nie mogłam... po prostu nie mogłam... - mówiła cichutko, ale tak, aby Gryfonka ją usłyszała. - Myślisz, że przyszło mi to tak łatwo? Jego Gorsza Strona zapanowała nad nim... Nie miałam wyjścia... musiałam się usunąć. Rozumiesz to, Kath? MUSIAŁAM. - mówiąc to, zakrztusiła się powietrzem i zaczęła się nerwowo trząść. Wspomnienia sprawiały jej taki ból! To było... nie do opisania. Nie da się tego z niczym porównać.
- Widzisz, możesz się cieszyć. Wszystko jest po staremu, nie jesteśmy razem, nie musisz cierpieć. Tak będzie lepiej. Dla Ciebie i dla Niego. Nie musisz się do niczego przyzwyczajać. - powiedziała gorzko, zakładając zbłąkany kosmyk włosów za ucho. - Możesz... możesz już odetchnąć... Skończyło się, już po wszystkim... To koniec... i.. i wiesz co, Kath? Już nie będzie kontynuacji - wyznała piskliwie, opierając rozgrzany i mokry od łez policzek do zimnej ściany. Nie chciało jej się już tego tłumaczyć. Słuchała więc tylko, jak Kath mówi coś o zaprzepaszczeniu wielkiej szansy. Zacisnęła oczy a przed nimi stanęło jej ich wspólne zdjęcie. Szybko je otworzyła, aby nie musieć na to dłużej patrzeć... A zdjęcie nadal widziała przed sobą. Była w takim szoku, że przez moment nie słyszała słów Kath.
O nie ! Nienienie! Ja.. ZWARIOWAŁAM. I co teraz?! Zwariowałam z miłości, a raczej jej braku! To mnie pokonało... Oszalałam. Mój mózg się zepsuł! Ale... co? KATH, DO CHOLERY JASNEJ!!
- Jezu, ale mnie wystraszyłaś! - krzyknęła, prostując się i nie tłumacząc, o co chodzi. Tak, Gardner teraz uzna, że jest debilką, bo gada od rzeczy. - Kathie, nie mów, że nie walczyliśmy... - westchnęła i ujęła jej dłoń, po czym położyła ją w okolicach miejsca, w którym kiedyś znajdowało się serce. - Teraz jest ono tylko zwykłym organem, nic nieznaczącym zresztą. Nie dla mnie. On mi je zabrał, może i nawet o tym nie wie... Wiesz, o czym mówię?
Miała nadzieję, że Kathleen ją zrozumie, bo najwyraźniej widziała, że było jej tak strasznie ciężko. Widziała, że potrzebuje pomocy, ale problem w tym, że NIC nie zdoła jej pomóc. Zastanawiasz się, jak Lau by wyglądała po kilku miesiącach? Pewnie gorzej. Po roku, może dwóch wyglądałaby lepiej, ale już nigdy nie będzie taka sama. Rozpacz, łzy, cierpienie i ból nie opuszczą jej do końca życia. Kath... Ona też cierpiała, więc powinny się nawzajem rozumieć w jakiś sposób.
- Mówiłam ci... on mnie wygonił. Znaczy, kazał odejść, prosił... mówił, że tak będzie lepiej, że to nie ma sensu... i chociaż na początku walczyłam, po kilku takich powtórzeniach dałam sobie spokój, bo widziałam jak cierpi. Jak cierpi przeze mnie. A ja... a ja chciałam, aby był szczęśliwy. - zakończyła, wtulając się w Kath i szlochając w jej ramiona.
Wzmianki o tym, że Kath będzie rozmawiała z Lukiem, nie usłyszała. I bardzo dobrze, bo zaczęłaby protestować! Przecież już wcześniej mówiła, aby jej nie wspominać w jego obecności. Bo on pragnął zapomnieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Pią Mar 11 2011, 10:10

Nie, nie wtedy. Już wcześniej Kath pogubiła się w swoim życiu. Ostateczny cios zadała matka, która tak "o" powiedziała, że nie jest jedynaczką. Że ma cholernego brata. I Luke miał to nieszczęście nim być.
Owszem, u Kathie również wszystko się zmieniło. Sama jeszcze nie wiedziała czy na lepsze, ale... Chyba tak. W końcu usłyszała prawdę i była z siebie dumna, że odkryła wszystko co najlepsze u Gringotta!
- Tak, bardzo ciekawe - mruknęła. - Lau, on nie kłamał. Mam, a raczej miewałam okazję do porozmawiania z nim każdej nocy. Teraz oświadczył, że nie ma o czym ze mną rozmawiać. Wiesz co to oznacza w jego języku ? Że cierpi. Bo jeszcze nigdy, odkąd hm, mamy o wiele lepsze relacje nie wymówił się brakiem tematu - mówiła cicho, aby ukryć zirytowanie, które co chwilę rosło. Nie mieściło jej się to w głowie, żeby kochać, ale się pożegnać. Trzeba być skończonym idiotą, aby zabić miłość. Dopiero gdy usłyszała histerię w głosie Krukonki wiedziała, że ta straciła już całą wiarę. Że nie widzi swojej przyszłości. - On inaczej przeżywa. Nie rozumiesz tego ? Na Godryka, to jest facet. FA-CET. Pozwól, że ja odpowiem na twoje pytania. "Miałaś okazję zobaczyć go w takim stanie?" Tak. "Siedzi całymi dniami w PWG?" Tak. "Kocha mnie ?" TAK. - Zobaczyła, że Mallory przeżywa jakąś wewnętrzną rozterkę. Chciała podejść i objąć ją ramieniem, ale domyśliła się, że tak jej nie pomoże. Jest za późno, aby wmawiać, że wszystko będzie dobrze. Bo samo nic się nie zrobi. Dopóki nie ruszymy naszych czterech liter nic się nie stanie. Zostanie tak jak jest lub będzie jeszcze gorzej. - A pamiętasz jak również pisałam, że jeśli poprosi, abyś odeszła masz zostać ? Podejść i przytulić ? Nie bazgrałam tego z nudów, ale po prostu wiedziałam. Zdołałam nieco poznać jego naturę. Jeśli chodzi o sprawy z uczuciami to jest bardzo przewidywalny. - Jęknęła, gdy usłyszała oskarżenie, że uważa przyjaciółkę za winną. Chciała pomóc, a tu dupa blada. Stwierdzili, że to wszystko przez nią. Zamiast krótkiego i ładnego "dziękuję" otrzymała aluzję, że wszystkich wkoło obwinia.
- Nic nie twierdzę. Oboje zawaliliście. I teraz nie chcecie walczyć. W zasadzie... Wypadałoby, abyś wiedziała. On wyjeżdża z Hogwartu. Nie zdołałam go namówić, że się dogadacie. Teraz próbuje Lilka. Odwalamy za was praktycznie całą robotę, a wy co ? Cholera, weźcie się w garść i.. Po prostu spróbujcie. Myślał, że maski wszystko załatwią. Cóż, niektóre na mnie nie działają. Nie potrafił mnie oszukać. I wiesz co jeszcze myślę ? Że ty też jesteś na nie odporna.
Widzisz, możesz się cieszyć. Wszystko jest po staremu, nie jesteśmy razem, nie musisz cierpieć. Tak będzie lepiej. Dla Ciebie i dla Niego. Nie musisz się do niczego przyzwyczajać. - powiedziała gorzko, zakładając zbłąkany kosmyk włosów za ucho. - Możesz... możesz już odetchnąć... Skończyło się, już po wszystkim... To koniec... i.. i wiesz co, Kath? Już nie będzie kontynuacji Kathie poczuła jakiś dziwny ścisk w okolicy żołądka. Nie wiedziała co sądzić o tych słowach. Gdzieś jej rozum podpowiadał, że Lau kłamie. Wbrew sobie zataja całą prawdę. Bo była niemal pewna, że gdyby tylko teraz się spotkali, jak nic padliby sobie w ramiona. Spojrzała na Lauren z przerażeniem. - Wiesz ile czasu zajęło mi zrozumienie, że przegrałam ? Nic nie wiesz - powiedziała wolno, aby do przyjaciółki trafiła aluzja. Że to właśnie przez to, przez ich cholerną miłość popadła w dziwny stan, którego nawet nie można nazwać depresją.
- Wystraszyłam cię ? To nie ja, tylko WASZA przeszłość... - szepnęła. Poczuła bicie serca czarnowłosej. - Tak, doskonale rozumiem - dodała na tyle cicho, że raczej L nie usłyszała. Ale kto ją tam wie. Cierpi przeze mnie... - Pomyśl jak teraz cierpi BEZ CIEBIE. - Usiadła na ziemi i szczerze mówiąc miała w nosie czy dostanie wilka. Musiała sobie dokładnie przemyśleć czy warto kontynuować tą rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 277
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 381




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Mar 12 2011, 16:39

Jak widać, Luke wcale nie jest taki zły. Kilka osób znalazło już w nim lepsze strony. Ale... w sumie to wszystko zależy od niego. Prawdziwego siebie pokaże tym, którym chce, którym ufa. A i to trzeba docenić. W końcu niełatwo jest się mu otworzyć.
- Jak to się stało... Jak to możliwe, że przez tak krótki okres czasu zdążyłaś go poznać? Że wiesz, o co mu chodzi? Widzisz... to jest najlepszy dowód na to, że my siebie nie znamy. Nie zasługuję na niego, Kath... - odparła, pociągając nosem i wycierając rękawem policzki. - On powinien być z kimś, kto go rozumie. Kto wie, co oznaczają jego poszczególne gesty, słowa. Jak widzisz, ja nie potrafiłam tego zrobić, co dowodzi po raz tysięczny, że jestem beznadziejna.
Czy nie widziała u jego boku swojej przyszłości? W jej głowie, przed miesiącem, ta wizja pojawiała się prawie codziennie. Wierzyła, że zdołają wszystko pokonać, ale tylko wtedy, gdy się zjednoczą. Osobno nie dadzą rady. Wyniszczą siebie nawzajem. A nie na tym im przecież zależało, prawda? Lauren chciała, aby Luks zaznał szczęścia. A jeżeli Kath mówi, że zazna go tylko u jej boku, to jak go do tego przekonać? Bo z nią było tak samo. Nie wyobrażała sobie teraz swojej przyszłości. Nie patrzyła w nią, lękając się każdego kolejnego dnia, każdej nocy. I... chciała wrócić. Nie wiedziała jednak, jak to zrobić. A Kath chciała pomóc zarówno jej, jak i bratu. Więc to do niej należy się kierować z wszelakimi pytaniami.
- Kath... skoro mnie kocha, i ja go też... To jak mam mu okazać, że chcę, aby wrócił? Jak mu powiedzieć, że go potrzebuję? Jak go przekonać, że miłość to nic złego, że to nas nie zabije, a wzmocni? Bo on... - nabrała powietrza w płuca, aby móc dalej mówić - on się chyba boi, wiesz? - wypowiedziała na głos, swoje myśli. Męczyła się nad nimi przez całe noce, a kiedy mogła w końcu je wypowiedzieć na głos, do osoby, której ufa, natychmiast poczuła, że jest jej teraz lżej. Na ile? Nie wiadomo.
- Pamiętam Kath, oczywiście, że pamiętam, ale... Jakbyś była na moim miejscu, to też byś poszła, wierz mi. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego, ale tak po prostu było. Musiałam odejść. - powiedziała stanowczo. Nie potrafiła wyjaśnić Gryfonce dlaczego musiała tak postąpić, po prostu nie wiedziała, jak to ubrać w słowa. Wtedy Luke był taki... On ją prosił, aby odeszła. Nic nie kazał, jak zawsze. Dlatego posłuchała.
Objęła rękoma kolana i oparła na nich podbródek. Kathie próbuje mi pomóc. Nam pomóc. Nie możemy jej odrzucić, bo to naprawdę... wspaniały gest. Ciekawe, czy ona wie, jaką jest cudowną osobą? A skoro ktoś wyciąga do ciebie pomocną dłoń, to nie należy jej odrzucić. Tak więc przez cały czas słuchała wszystkiego, grzecznie odpowiadała i starała się nie krzywić, jeżeli coś jej nie odpowiadało.
Ale teraz nie dała rady.
LUKE WYJEŻDŻA?!
- Jak.. .jak to wyjeżdża?! - gwałtownie wstała, patrząc na Kath z przerażeniem. - Nie może! Chce mnie zostawić ?! Nie może odejść! Nie może mnie opuścić, do cholery! Ja go kocham, przecież on o tym wie! - jęczała, drgając na całym ciele. Poczuła gwałtowny ból, w okolicach żołądka. Przez to wszystko musiała się podeprzeć o ścianę. - Kath... co ja mam robić? - zapytała nerwowo. - Myślisz... myślisz, że jak mnie zobaczy, to szybciej odejdzie? Ja muszę do niego iść... - dzieliła się swym pomysłem z panienką Gardner, przełykając ślinę, która ugrzęzła jej w gardle. Znowu popadała w histerię, która ostatnio była nieodłączną częścią jej wizerunku.
Nie mogę pozwolić mu odejść. Musimy... spróbować jeszcze raz. Może i nawet ostatni. Ale nie możemy się poddać.
- Kath, masz rację. Nie mogę, a raczej, nie możemy się poddać bez walki, skoro czujemy to samo. Bynajmniej, ja na pewno... Więc muszę spróbować. Ale nie wiem jak... - spojrzała na dziewczynę z nadzieją w oczach. Tak chciała, aby ona jej pomogła! Bo nie wiedziała, co zrobić. Czy po prostu mu się pokazać? Ale mógłby wtedy odejść szybciej... Cholera, nie wiadomo, co zrobi. Wysłać list? Co tutaj robić?!
- Kath... kiedy wyjeżdża? O której? - zapytała słabo. Miała nadzieję, że to jeszcze nie dzisiaj. Modliła się, aby tak nie było! Wtedy zdołałaby opracować jakiś plan, może i nawet wysłać list... ale jeżeli to się nie uda, to trzeba mknąć na dół, ile sił w nogach.
- Może i nasza przeszłość była trochę przerażająca... Ale nie przyszłość. - dodała z dziwną siłą w głosie. Uwierzyła, że będzie mogła znowu żyć.
Gratuluję, Kath. Udało ci się przywrócić Lauren wiarę w prawdziwą miłość. Twe wysiłki zostaną wynagrodzone. A i jeszcze usłyszysz podziękowania. Więc twoja rozmowa naprawdę dużo tu zdziałała.
Jesteś niczym Kwiat Nadziei, wiesz Kath? Potrafisz rozpalić ją nawet w najzimniejszych sercach. Jak cudotwórca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Wto Mar 15 2011, 13:04

Oczywiście, że nie jest zły. Usilnie ukrywa swe zalety z nikomu niewiadomych powodów. Zamyka się na świat po to, aby nikt go nie poznał. Boi się tego. I raczej nigdy się to nie zmieni. Chyba, że przyjmie do swojej świadomości, że postępuje nielogicznie i jest uważany za masochistę. Bo sprawia sobie niepotrzebny ból.
- Miałam o wiele lepiej dlatego, że nie łączy nas nic poza tym oprócz krwi. Właśnie dlatego się rozumiemy. U was jest bardziej skomplikowane, ponieważ.. kochacie się. I to zupełnie utrudnia sprawę. Lau, dużo rzeczy nie rozumiesz i nie wiesz. I najprawdopodobniej nigdy się o nich nie dowiesz. Wyrzeka się miłości, ponieważ… Nie umiem tego powiedzieć, wybacz. To nie jest zwykła pomoc z mojej strony. Ja po prostu odwalam za ciebie całą robotę. Nie chcesz mieć satysfakcji z tego, że udało ci się go choć na chwilę otworzyć ? Wiesz jakie to wspaniałe uczucie ? Uwierz mi. Musisz się po prostu postarać. I udowodnić mu, że może ci zaufać. Nie możesz rzucać aluzji ani owijać w bawełnę. To jest facet z inną psychiką niż nasza – wzięła głęboki oddech. Przeraziła się, że powiedziała zdecydowanie zbyt wiele. Rozpracowała go, bo marzyła, aby się pogodzili. Przeprosiła za niepotrzebne oskarżenia. Nie był niczemu winien. I przede wszystkim - pokazała, że ma do niego trochę zaufania. Że powoli, ale nadal się stara. I to było najważniejsze. – Sama odpowiedz sobie na te pytania. Musisz zdecydować czy jesteś gotowa na poświęcenia dla niego. Bo on ma skomplikowany umysł. To nie robot, którego możesz rozłożyć na części, a potem znowu złożyć.
Podeszła do niej i otarła jej kilka łez, które spływały po bladych policzkach. Ich czarne oczy się spotkały. W tych znacznie „młodszych” była troska, a w drugich ukrywała się wdzięczność i bezgraniczna miłość. Posłała jej delikatny uśmiech i szepnęła do ucha „uśmiechnij się, będzie lepiej, zobaczysz”. Chciała, aby tak się stało. Aby jej słowa coś pomogły. Sama nie wiedziałaby co zrobić w takiej sytuacji. Ale nie była i nigdy nie będzie, gdyż w miłość nie wierzy. Zbyt wiele razy się zawiodła…
Patrzyła jak Lauren z trudnością przyjmuje wiadomość, że Luke wyjeżdża. Zacisnęła zęby, aby się teraz nie odezwać. Milczenie załatwi sprawę. Lepiej niech się dziewczyna poważnie zastanowi nad wszystkim. Póki ma ku temu okazję.
- Tylko ci się wydaje, że go nie znasz. Sama będziesz wiedziała co zrobić – szepnęła. – Zrób to na czym zależy ci najbardziej.
A co miała powiedzieć ? Że nie ma już szans go dogonić ? Nie zadałaby jej takiego ciosu. Może i była kiedyś podła, ale te czasy minęły. Wcześniej bez trudu mruknęłaby ironicznie „nie łudź się, jego już dawno tu nie ma”. Sama ubolewała nad tym, że ledwo co zdążyli się poznać. Ale był dorosły. Musiał sam podejmować decyzje, które nie zawsze były dojrzałe i odpowiednie.
Jeszcze tu stoisz ?! Biegnij pisać list! Napisz mu dokładnie to samo co mi powiedziałaś. A potem udowodnij, że się mylił. Że każde jego słowo, które wypowiadał pod wpływem emocji było kłamstwem. Bo on w to nie wierzy. Jest święcie przekonany, iż miłość zabija…
Widząc jej błagalne spojrzenie pokiwała przepraszająco głową. Nic nie mogła zrobić. Ani pomóc, ani dodać otuchy. Sama czuła się nijak. Przez dwa tygodnie zbierała energię na to spotkanie, a ta wylatywała przez malutką dziurkę. Kończył się cały optymizm. Zabrakło Złotych Rad, którymi mogłaby obsypać przyjaciółkę. Znowu zniknie na ponad miesiąc, aby w ciszy móc się katować. Wcześniej myślała, że to wina tego obrazu, który znikąd pojawił się w jej głowie. Teraz już nie wiedziała dlaczego odczuwa tak silną potrzebę zejścia z tego świata i rozpoczęcie życia do góry, w Raju.
- Sala Wejściowa, teraz - mruknęła. Domyślała się, ze robi źle. Że po raz kolejny wtrąca się w czyjeś życie i przewraca je do góry nogami. I doskonale znała Lauren – ona również pod wpływem emocji i bólu, który zadał jej Luke jest w stanie zrobić wszystko. Nawet spaść ze schodów, aby szybciej go zobaczyć.
- A gdzie zgubiłaś teraźniejszość ? – zapytała z niezidentyfikowanym błyskiem w oku. Smutek, przerażenie ? A może strach ? Nie wiadomo.
A ty światełkiem w tunelu…
I wtedy ujrzała sowę. Dużego, brązowego puchacza, który miał w dziobie kopertę. Poczuła się jakoś dziwnie. Jakby zaraz miało się coś stać. Takie tam dziwne przeczucie. Utwierdził ją w tym kolor koperty – czarny. Przełknęła nerwowo ślinę.
- Lau, to chyba do ciebie – szepnęła i ścisnęła ją za rękę.
Nawet nie wiedziała jak bardzo była bliska prawdy.
…ja nie pójdę w jego stronę. Ale Luke tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 277
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 381




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Mar 16 2011, 15:33

- Wierzę ci, że to musi być coś wspaniałego, bo jak udało mi się go otworzyć choć odrobinkę, to już czułam się wspaniale. A mnie się wydawało, że mogę rzucać aluzje, skoro on to prawo wykorzystuje i to nawet zbyt często. Więc... dlaczego ja mam zrozumieć, a on nie? Ale dobrze, postaram się jeszcze bardziej, o ile to możliwe. Miło by było, jakby zauważył mój wysiłek, a nie żądacie cały czas ode mnie więcej. - mruknęła, zastanawiając się głęboko nad słowami dziewczyny, które były całkiem sensowne, jakby nie było. - Cały czas słyszę tylko Lau, musisz się bardziej postarać! Lau, pokaż, że może ci zaufać!, ale jak mam to pokazać? Powiedziałam mu, że go kocham, że jeżeli mnie potrzebuje, to zawsze przy nim będę, wypełniłam nawet jego cholerną prośbę, choć uparcie twierdzisz, że on nie chciał, abym sobie poszła... - zaczęła wyliczać, chowając po kolei palce.
Spokojnie, Kath, nawet jeżeli powiedziałaś zbyt wiele, bądź pewna, że nikt się o tym nie dowie, zupełnie nikt. Lauren umie dochowywać tajemnic swoich przyjaciół, więc śpij spokojnie. Krukonka miała ogromny dług wdzięczności do spłacenia wobec Kathleen, i nie wiedziała nawet, w jaki sposób mogłaby to zrobić. Nikt jej tak nie pomógł. Ta dziewczyna coś w sobie miała, skoro Mallory choć w takim stanie, jeszcze się nie wycofała do PWK, a uprzejmie (no, powiedzmy) słuchała i się zastanawiała nad jej słowami. Bo były one mądre, i takie prawdziwe. W każdym bądź razie teraz wszystko się zgrywało, składało w jedną całość, wyjaśniało. - Oczywiście, że jestem gotowa na poświęcenia! - oburzyła się. Czy naprawdę tego nie widać?! W ogóle.. co to za miłość? Ona jest gotowa zrobić dla niego dosłownie wszystko. On by się nie poświęcił. Bo teraz właśnie ucieka.
Poczuła delikatny dotyk Kath na swoich policzkach. Dziękuję za to, że wysłaliście mi Anioła, po raz kolejny w mym życiu! I dziękuję wam za pewność, która we mnie drzemie, że ten Anioł mnie nie zawiedzie, ani nie opuści... Kiedy ich oczy się spotkały, poczuła że w końcu znowu będzie mogła oddychać pełną piersią. Może jeszcze nie teraz, ale zaczęła w to wierzyć, a to już był duży postęp. Zauważyła delikatny uśmiech Kath i zrobiło jej się jakoś tak...cieplej. Bo dobre zakończenia nie występują tylko i wyłącznie w bajkach.
Uśmiechnij się, będzie lepiej, zobaczysz. I wiecie co? Kąciki jej ust PRAWIE uniosły się ku górze. Na razie uśmiechnęła się w... żołądku, o! Bo serca nadal nie miała. Zaczęła wierzyć, że będzie dobrze. Kto wie, może już niedługo znowu wyjdzie z Pokoju Wspólnego? Ale wtedy na pewno nie uda się już na zewnątrz, o nie. Pochodzi sobie po zamku, i to w takiej części, gdzie go by na pewno nie było. Na takie spotkanie nie była jeszcze gotowa, nie z własnej woli. Ale zaraz, jakie spotkanie. PRZECIEŻ ON WYJEŻDŻA! A spotkać się z nim, bo tego wymagała sytuacja, to było całkowicie co innego! Była gotowa mknąć w stronę Sali Wejściowej, już teraz.
- Zależy mi na tym... aby go zobaczyć. - nie zdołała wykrztusić z siebie słów „po raz ostatni". Wstała, mając zamiar lecieć na dół i z nim porozmawiać, tak szczerze, od serca. Kath napełniła ją nadzieją na to, że nadejdzie lepszy czas. Ale nagle przyszła jej do głowy myśl, że on nie chce. Bo dlatego wyjeżdża. Bo boi się miłości.
List, zdołało jej przelecieć przez myśl.
- Kath, ja muszę lecieć, muszę mu powiedzieć! - mówiąc to podniosła się zbyt szybko, co nie było dobre dla jej wycieńczonego organizmu, przez co przez moment musiała przetrzymać się ściany, ale jak już znowu zaczęła ostro widzieć, kontynuowała. - Muszę szybko iść do dormitorium i napisać, ja... - przerwała, kiedy zauważyła dużą, brązową sowę z kopertą. Czarną kopertą. Spojrzała pytająco na Kath, ale wiedziała, że to do niej.
- Lau, to chyba do ciebie – szepnęła Gryfonka, a potem ścisnęła ją za rękę.
Poczuła uścisk Kath, ale to nie było dla niej w tej chwili bardziej ważne od tego, że coś ją ścisnęło w okolicach żołądka. A raczej, przygniotło ją. Nie mogła się ruszyć, miała złe przeczucia... Sowa. Nie znała jej. Ale zaraz pojawiła się następna, ruda, dobrze jej znana... Puchacz cioci.
Drżała na całym ciele i podeszła na chwiejnych nogach do sowy, która nadleciała pierwsza. Wyjęła z dzioba czarną kopertę i czując, że dłużej stać nie da rady usiadła pod ścianą, ciągnąc za sobą Kath. Nie opuszczaj mnie teraz.
Siedziała tak około trzy minuty, zanim odważyła się otworzyć list i poznać treść, która za moment miała ją zmiażdżyć i spowodować, że nadzieja, która pojawiła się w niej za sprawą wielkich wysiłków Kath, miała wyparować i nigdy nie wrócić. Z otwarciem koperty męczyła się kilka godzin, a bynajmniej tak jej się wydawało, bowiem nie mogła opanować drżenia rąk i gorąca, które panowało nad jej ciałem, ale nie było to przyjemne uczucie ciepła, a boleści i złego przeczucia.

Szanowna Pani.

Dnia 8 marca 2011 roku o godzinie 5.43 doszło do wypadku samochodowego, w którym zginął Mike Mallory wraz z małżonką Alyson. Do śmierci doszło zaraz po wypadku, nikogo nie udało się, mimo wielu prób, w żaden sposób uratować.
Życzymy Pani wiele sił, aby znieść ten ból. Jeśli możemy w jakiś sposób pomóc, prosimy aby zwróciła się Pani do nas bez wahania.

Z wyrazami serdecznego żalu
Jonathan Hophr


Siedziała i gapiła się w kawałek papieru niewidzącym wzrokiem. Nie było łez, nie było niczego. Całkowita pustka.
CO
JAKI KURWA WYPADEK?!

Nie wierzyła. Chociaż zdążyła przeczytać już telegram kilkanaście razy, i od tyłu, i od drugiej linijki, i od prawej strony i od dołu... nie wierzyła w to, co się stało. To niemożliwe... Przecież jeszcze niedawno kłamała w liście mamie, że wszystko u niej w porządku! Obiecała, że niedługo się zobaczą! CO TO KURWA JEST?!
Nawet nie zauważyła, kiedy w jej rękach znalazł się list od Ann, siostry jej matki.

Kochanie,

tak strasznie mi przykro... Twoi rodzice nie żyją, zginęli podczas wypadku samochodowego, niestety, nikt nie mógł nic na to poradzić. Pewnie już o tym wiesz... Data pogrzebu nie jest jeszcze znana, ale oczywiście, damy Ci znać, gdy będzie już coś wiadomo w tej sprawie. Nie chcę, żebyś siedziała teraz sama, więc jeżeli masz chęć i siłę, to przyjedź do nas. Możesz zostać u nas tak długo, ile będzie Ci się podobało, chcemy, abyś w jakiś sposób doszła do siebie po tej tragicznej wiadomości. Charlotte też jest u nas, więc o nią bądź spokojna.
Nie wiem jak mogę Cię pocieszyć. Na to co się stało nie znajduję słów. Jednak... bądź pewna, że teraz są na tym Lepszym Świecie. I są szczęśliwi, na pewno patrzą na Ciebie i nie chcą, abyś się smuciła. Musisz być silna. Pamiętaj, że jesteś u nas zawsze miło widziana, i nie wiem, czy na jakiś czas nie będziesz musiała się zająć Charlotte.
Myślami jestem z Tobą. Jeśli tylko będę mogła Ci w czymś pomóc daj znać. Trzymaj się.
Ciocia Ann


Nienienie! To jest jakiś cholerny żart! Co za idiota chciał mnie tak nastraszyć?! Spokojnie, Lau, zaraz przyleci następna sowa z wyjaśnieniami i przeprosinami, za tą głupią zabawę. To nie jest prawda... ktoś się wygłupia...spokojnie.
I czekała. Czekała na kolejną sowę, która by wleciała z tak dobrze znanym jej pergaminem, który był przesiąknięty perfumami matki i wypełniony jej pięknym pismem.
Ale sowa się nie pojawiła.
Jeżeli to nie jest żart... to jakaś straszna pomyłka!, utwierdzała się w tym przekonaniu, choć w środku czuła, że to nie jest żaden żart, ani żadna pomyłka. Że to prawda. Jej rodzice nie żyją. Nigdy już ich nie zobaczy. Została sama. Jakaś cząstka jej świadomości zdawała sobie sprawę, że jej rodziców nie ma, że ciotka Ann nigdy w taki sposób by sobie z niej nie zażartowała. A skoro żadna sowa, ani inna wiadomość się nie pojawiała, to oznaczało...
Że naprawdę...
- Nie... - wyszeptała, trzęsąc się nerwowo, mnąc papier w ręku i rzucając utworzoną kulką z pergaminu od Jonathana przed siebie. Chciała powiedzieć Kath, że została sama, że nie ma dla kogo żyć, ale nie mogła nic więcej z siebie wydobyć. Panowała w niej całkowita pustka.
Wstała, nie patrząc na przerażoną Kathleen, uwolniła się z jej uścisku i wleciała do Pokoju Wspólnego, nie zważając na wzrok osób, które przyglądały6 jej się z ciekawością w oczach, niekiedy współczuciem i przerażeniem, bowiem łzy zdołały się już pojawić, a następnie skierowała się prosto do dormitorium dziewcząt, gdzie na szczęście, nikogo nie było.
Opadła na łóżko, złapała za pióro i pergamin, zasłoniła kotary, po czym zaczęła pisać. Była pewna, że nikt by jej nie rozpoznał po tym piśmie, więc raczyła się na końcu podpisać.
W myślach błagała osobę, do której zaadresowany był list, aby zdołała się rozczytać.
Po zakończeniu drżącymi dłońmi przywiązała list do nogi sówki, usiadła na łóżku i patrzyła się w ścianę, aby potem z jej ust wydarł się przeraźliwy dźwięk tęsknoty, bólu i przegranej.
Poddała się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sob Kwi 16 2011, 18:19

- Kurza tfasz! Lauren, dlaczego wyżywasz się na mnie?! Jak myślisz, dlaczego nie mam ochoty żyć? Bo ludzie mnie męczą. „Kathie, co ja mam zrobić?” Nie obchodzą mnie inni, których prawie nie znam. Mam wystarczająco dużo swoich problemów. „Kath, rzucił mnie chłopak” – to znajdź sobie innego. „Leen, błagam, pomóż! Nie wiem co dać temu i temu na urodziny” – ja bym dała kopa w du.. tyłek. Do jasnej ciasnej! Wam to się wydaje takie proste. Że na wszystko znajdę odpowiedź. Ale nie jestem cudotwórcą. Wystarczy mi to, że sama nie daję rady. Siedzę w tym dormitorium i myślę, a łeb chce mi odpaść. Co byś zrobiła na moim miejscu? Rodzice nie mają dla mnie czasu, brat jest wściekły, ktoś sobie „pożyczył” żelki i... W DODATKU W CAŁĄ SPRAWĘ CHCE SIĘ WMIESZAĆ OPIEKUNKA GRYFFINDORU! – krzyczała. Dała upust całego swojego żalu i bezradności. Ale wcale nie poczuła się lepiej. W jej oczach pojawiły się niebezpieczne ogniki. Miała ochotę palnąć „odpierdolcie się”. Z trudem trzymała język za zębami. Dziwiła się, że jeszcze nie przyszedł żaden obserwator. W końcu ostatnio była rzadko widywana, a awantury z nią w roli głównej to ciekawe widowisko.
Widząc, iż Lauren przeraziła się wybuchem, nieco się uspokoiła. – Okej, sorry – mruknęła niechętnie. Do tej pory ciężko jej było przyznać się do błędu. Usiadła obok przyjaciółki. Słuchała zapewnień, iż ta jest gotowa na poświęcenia i tym podobne, i tak dalej. Wiedziała, że jest za późno. Luke był osobą upartą i tak łatwo nie rezygnował z własnych celów, które sobie wyznaczył. Chciał wyjechać? To tak będzie, niezależnie od zdania innych. Skoro sama nie potrafiła go przekonać to szczerze mówiąc, wątpiła w to, że uda się to Mallory.
Pociągnięta przez Krukonkę, poszła za nią do sów. Objęła dziewczynę czując, że się nie myli. Zerknęła w kartkę i ją zatkało nie mniej niż Lauren. Jej mina wyrażała dokładnie to samo – CO TO KURZA TFASZ JEST?! Widząc, że towarzyszka się nie rusza, odwiązała drugi list, otworzyła go i wepchnęła w dłonie przyjaciółce. Czytała, a z każdą kolejną literką czuła do siebie złość. To z pewnością przez moje głupie przeczucia. Jak to jest żart Luke’a, który chce, aby Lau popełniła samobójstwo, to DUPKA ZABIJĘ!
Nie miała pojęcia, jak zareagować. Objęła więc Krukonkę i szeptała, że wszystko będzie dobrze. Że się ułoży. Że ona jej pomoże. Ale nie trwało to długo, gdyż dziewczyna zniknęła w PWK. Wzięła zmięty list i przeczytała go po raz kolejny. – O żesz kurza tfasz – jęknęła. Schowała go do kieszeni i nie zważając na ból brzucha, pobiegła w stronę PWG. Przecież musi pogadać z Lilką i pomyśleć, jak tu biedaczce pomóc!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 180
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 402




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed kołatką   Sro Paź 19 2011, 17:38

"...spotkajmy się dzisiaj o siedemnastej przed kołatką. Czekam, Will."
Skończyłam czytać list dokładnie w chwili, gdy zegar wybił piętnaście po czwartej. Miałam jakieś czterdzieści pięć na ogarnięcie się i pójście (iście?) do wieży Krukonów. Nie można było przecież kazać czekać Willowi.
Schowałam list w szafce nocnej. Wiluś - miluś! Buzi buzi! - szyderczy głos wewnętrzny jak zwykle musiał mnie wkurzać. Takie zadanie głosu ironii. Gdybym miał materialne ręce... Ale nie masz. I zamknij się wreszcie.
Założyłam swoją ulubioną koszulkę, wsadziłam różdżkę do kieszeni jeansów i wybiegłam z dormitorium, potrącając grupkę pierwszoroczniaków. Zostawiając za sobą złorzeczenia i wyzwiska na temat "wielkoludów" wyszłam na Wielkie Schody, wbiegając na wieżę. Zatrzymałam się przed drzwiami, w których tkwiła magiczna kołatka. Willa jeszcze nie było. Zerknęłam na zegar wiszący na korytarzu. Było za piętnaście piąta. Miałam jeszcze mnóstwo czasu do spotkania. A spieszyłaś się jak głupia. I po co? Umyłaś chociaż zęby po obiedzie? Zamknij swoją wyimaginowaną jadaczkę. Umyłam zęby.
Oparłam się o ścianę, wsadzając ręce w kieszenie spodni i nucąc sobie cośtam pod nosem czekałam na Willa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Przed kołatką   

Powrót do góry Go down
 

Przed kołatką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Przed kołatką
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Ogród przed domem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wieze
 :: 
drzwi z kołatką
-