IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sala końca.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Sala końca.   Pon Gru 20 2010, 21:32

First topic message reminder :



Słyszysz?
Cichy szept przedostaje się,
spod małej, lśniącej kuli.
Utrzymuje się w powietrzu,
spada co jakiś czas,
odradza się,
ale zawsze jest inna.

Wsłuchaj się w jej łagodny głos.
Słyszysz co mówi?
Nie, to niemożliwe.
Tylko ci, którzy są blisko końca,
mogą cokolwiek zrozumieć.

Rozumiesz?
Nie bój się.
To nowy początek.

To zapewne jedna z mniejszych sal, jakie można znaleźć w całym zamku. Przypomina trochę Pokój Snów, przez cichy szept, który rozlega się dźwięcznie po pomieszczeniu. Wygląda jednak całkowicie inaczej. Naprzeciw drzwi jaśnieje mała kula, lśniąca bardzo bladym, ale na swój sposób fascynującym światłem. Przybiera różne barwy, zależnie od tego, który raz się rozbija, a robi to, kiedy do sali wejdzie ktoś, dla kogoś coś się skończyło. Jest to niesamowite zjawisko, które warto zobaczyć. Poza ową kulą, nic nie chce tu świecić, nawet Lumos nie działa w tym miejscu.
Na ziemi rozłożone są wygodne poduszki, a w rogu jest ich jeszcze więcej. Kiedy zaś spojrzy się w górę, można zobaczyć kilka gwiazd, które udają, że istnieją w tej sali.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto Lut 14 2012, 22:04

Ból sprawiają przede wszystkim osoby, na które trzeba czekać. Chociaż nie zawsze. Czasem człowiekiem bujają mieszane uczucia. Z jednej strony jest smutny, że tęskni. Z drugiej strony szczęśliwy, że tęsknić może. Jednak gdy ta osoba znika i nie ma już zamiaru wrócić jest inaczej. Całe niebo przysłaniają ciemne chmury, a słońce zdaje się już nigdy nie mieć szansy poza nie wydostać. Pada deszcz. A dziewczyna stoi na środku mugolskiej autostrady. Bosymi stopami na zimnym betonie. I myśli tylko o tym, że jeśli nie zabije ją ten tir, którego dwa światła migają jej z oddali to zamarznie. Więc i tak osiągnie swój cel. Czy tak czuła się Cornelia? Z początku. Właśnie jak taka kobita będąca w mokrej białej sukience niczym duch na przepaści między sensem życia a sensem umierania. A chwilę później rozdzierający ból serca. Tak, to ten moment. Nie auto, nie światło. Beton rozpadający się pod stopami i niszczący jej wszelkie plany i przewidzenia.

- Nam i tak by się nie udało. - Powiedział szeptem, który tylko ona mogła usłyszeć. 
- My po prostu nie możemy być razem. - Powiedział szeptem. Czy zdecydowanym? Chciałby żeby tak było.
- Wtedy kiedy się spotkaliśmy. - Zaczął szeptem. - Była to noc kończąca pełnie księżyca. Dla tego byłem taki słaby fizycznie, i emocjonalnie. Dla tego wyglądałem na chorego. Dla tego nie możemy być razem. 
- Dziękuje za pobudkę, lecz chciałbym się jeszcze nieco zdrzemnąć. Jeśli to wszystko czego od de mnie chciałaś. - Wyszeptał, i zamknął ponownie oczy.
- Dlaczego tutaj przyszłaś? Wiesz kim jestem. I musisz wiedzieć, że to nie może się dziać. To nie ma prawa bytu! 
- Bo mi nie zależy. - Wysyczał, najwyraźniej już zmęczony.
- Nigdy nikogo nie prosiłem, by ktoś trwał przy mnie. Pewnie dla tego, oprócz siostry, nie posiadam nikogo. Ciebie też nie będę o to prosił.
- Tylko przy tobie, czuje się tak jak kiedyś. Jak wolny niczym nie spętany człowiek. Odzyskuje wole walki, i chęć do życia. Gdy cie ujrzał, wiedziałem że jesteś "inna" I choć w ostatnim czasie, zachowywałem się nie jednokrotnie jak skończony pajac i kretyn. By nie powiedzieć debil. I mimo że próbowałem cie odtrącić, sprawić byś mnie znienawidziła. To ty jednak byłaś przy mnie. Ja ciebie potrzebuje. Potrzebuje cie jak tlenu. Potrzebuje cie by dalej żyć. Trafiłaś prosto do mego serca, i chociaż to się wydaje niemożliwością, to jesteś fundamentem mojego świata. Który zawali się, bez ciebie. 
- Jeżeli zechce odejść. Nie zatrzymam cię. Nie będę cie także nękał swą obecnością. Chce jedynie, byś wiedziała. Byś odtąd zawsze wiedziała że nigdy, o tobie nie zapomnę. 
- Rozumiem... - Wyszeptał, obracając kolejną kulkę ze śniegu. Jego głos, i sposób w jaki to powiedział, bardziej wyrażało."Za daleko zabrnęłaś, byś mogła powiedzieć bym się jebał. czego się boisz? Że przyjdę w pełnie i dokonam zemstę? Aż taki zły się wydaje... "Coś takiego, mniej więcej było ukryte, pod zwykłym słowem.
- CORNELIA!! - Wydarł się jeszcze mocniej. Teraz chłopak nie przypominał samego siebie. Przypominał zwierze. Dosłownie. Jego oczy, które i tak przypominały szarość nieba. Były pozbawione jakichkolwiek uczuć. Jakiegokolwiek ciepła.
Ucałował ją w policzek i odwrócił się. Otworzył drzwi, po czym je zamknął. Musiał jeszcze porozmawiać z Cornelią. Także ukucnął na przeciw niej, i mówił szeptem tak, by teraz to tamta dziewczyna nie usłyszała co mówi.
- Co kol wiek się zdarzy, i tak będziesz w moim sercu. Tak jest i koniec. Lecz teraz błagam cie, byś zajęła się swą przyjaciółką. Ona jest wyjątkowa. Wasza przyjaźń jest wyjątkowa. Nie przekreślaj tej przyjaźni, z mojego powodu. Nie jestem tyle wart. - Uśmiechnął się delikatnie, lecz czule i odszedł. 


Tylko, że ona naprawdę cię wtedy chciała pokochać bałwanie. Mówiła prawdę. Tak strasznie chciała, żeby między nimi było coś więcej. Ale czy to mogło mieć sens? Czy to wszystko mogło się udać? Zdecydowanie nie. I miał świętą rację mówiąc to niegdyś. To nie mogło się udać. Nie miało prawa się udać... A on to wszystko zniszczył. I rozsypał w niepamięć swoim żałosnym, pewnie nieprzemyślanym zniknięciem.
Trzeba zrozumieć jego. Każdy mężczyzna to po prostu kolejna świnia. Chce cie wykorzystać i opuścić. Bo przecież, czy gdyby tak nie było, to miałaby aż... Niech policzy. Trzy osoby na kącie, z którymi lądowała w łóżku i niewiele więcej ich łączyło. Cyril, Jiri... Chociaż byli dobrymi znajomymi i Jasper. No z nim się niby przyjaźniła, ale tak czy siak ta sytuacja była wielce niezdrowa. Ale w momencie ich zostawiała po kolei dla Ramiro. A teraz? Nie ma go. Nie miał prawa. A ona musiała teraz odbudować całe to swoje żałosne pozbawione sensu życie.
- Właściwie – Zaczęła słysząc pytania jak pociski. Niewiele pamiętała z tamtego dnia. Miała wrażenie, że nie powinna niczego mówić. Ale chyba Desire miała prawo i obowiązek do pewnej świadomości tego, co robił ten gnojek przed zostawieniem prawdopodobnie najlepszego, co go kiedykolwiek spotkało.
- Ćwiczył w lesie coś tam. Ukradł mi szczura. Kłóciłam się z nim o tego futrzaka. Gadaliśmy o walkach. I poszedł – Mruknęła wyliczając zdarzenia, jej zdaniem bardzo mało istotne, na palcach. Wydawało jej się też wtedy, że chłopak był stale nad czymś zamyślony. Nie wnikała w to, chyba. Naprawdę niewiele pamiętała z tamtego dnia. Ogólnie jakoś mało ważne rzeczy jej się zamazywały. Ale kto by pomyślał, że ślizgonka zakocha się w takim puchonie, który wkurzał nawet ją? Świat schodzi na psy.
Dziewczyna westchnęła i zaśmiała się cicho.
- Trzeba przyznać, pomysłowe. Powinnam zacząć to stosować. Będę moich zużytych kochanków rzucać listownie – Powiedziała to takim tonem, jakby to nie była poważna i bolesna sprawa, a dziecięca zabawa. Nie ten, to tamten. A jak nie ten, to ten. Takie sobie rzucanie kolorową piłeczką i sprawdzanie kto złapie i nie będzie chciał oddać i będzie trzeba mu wyrwać, a kto po prostu z chęcią będzie rzucał dalej.
- Od ra-zu wy-ba-czy-ła... - Powtórzyła za nią sztucznie pukając do rytmu paznokciem. Zamyśliła się chwilę. Wyobraziła sobie dokładnie tą sytuację.

- Nie znam słów, które pozwolą ci wybaczyć. Lecz posłuchaj tych, którymi pragnę tłumaczyć. - Wyszeptał, nadal się nie zbliżając. Po woli, jego ręka zbliżyła się do jej ramienia, dotknął go delikatnie, czule. Nie chciał już walczyć, udawać i odrzucać. Nawet jeśli już nie ma szans, musiał to powiedzieć. 
- Ja myślałem że jestem nieśmiertelny. Zapomniałem że przecież jestem wam potrzebny. Łatwo odejść, bez podania ręki. I zostawić tych, którzy będą za mną tęsknić. Znasz mnie przecież... Proszę cię, nie miej do mnie żalu. Wybacz mi że tak głupio, postąpiłem. Wiem że myślałaś, że powrócę za chwilę. Nie chciałem tak. Teraz wiem, że przy tobie mam swój własny świat. Chce podnosić wzrok codziennie rano. Widzieć świat, takim jakim go zapiszesz. Uwierz mi że zrobię by nie było ci źle. Codziennie będę obok ciebie, nawet gdy nie będziesz widzieć mnie. Gdybym mógł... Zatrzymać wszytko to co przemija... Wybrałbym nieśmiertelność chwili. Bo moje uczucie do ciebie, przetrwa cała wieczność. - Chłopak mówił szeptem, tak cichym. Że wydawało się iż to jedynie letni podmuch wiatru. Jego ręka opuszkami palców, gładziła jej ramię. Nie odwracał jej do siebie. Nie chciał jej spłoszyć, nie chciał też jej do niczego zmuszać. Wiedział że dziewczyna zechce odejść, lecz musiał jej to wszystko powiedzieć. 


Oh ale chwileczkę, czy tego już kiedyś nie było? Było. I co zrobiła. Rzuciła mu się w ramiona z pocałunkiem. O jakie to było romantyczne! Zasrany poeta od siedmiu boleści. Zamknęła na chwilę oczy by po chwili spojrzeć na Desire swoim... Nowym, nieprzenikliwym spojrzeniem. Gdzież się podziało zwierciadło uczuć tak przejrzyste jak tafla wody.
- Gdyby wrócił. Uderzyłabym go w twarz – Odpowiedziała jej krótko i bezbarwnie. Tak, na pewno by to zrobiła. A czy tym razem te jakże romantyczne słowa wywołały by w niej jakikolwiek skutek, który by wyrósł ponad wściekłość? Już nie. Ramiro, dla niej już nie istniejesz. Jesteś martwy. Prawie jak Elenka. Może i ciebie to spotka? Ha. Byłoby zabawnie. To dopiero wyzwanie. Zabić wilkołaka...Może zacznie na nie polować? Adrenalina i te sprawy.
- Jesteś naiwna jak dziecko – Ponownie tylko zimny komentarz nie mówiący kompletnie nic więcej na temat obecnej sytuacji. Tak uważała. Dała się przekonać facetowi do tego, że jest ponad nią. I to gadanie o godnym niegodnym. Żałosne. Każda kobieta jest godna tego, kogo sobie zaskarbi. A faceci są tak głupi i uważają się za panów wszechświata i za tych, którzy to niby coś znaczą. A tymczasem kobiety sobie bez nich poradzą... Nie licząc tego, że są milutką, cieplutką zabaweczką do seksu.
Wypiła naraz jedną czwartą butelki. Odetchnęła zadowolona i zamruczała cicho jak kociaczek. Inaczej wygląda cierpienie, a inaczej pozbycie się cierpienia i wszystkiego innego. Były różne. Podobna sytuacja, chociaż każda myśli, że jest w gorszej. I inne reakcje na nieszczęście. Może miałyby szansę się dogadać. Ale co by to dało, gdyby obie tylko smęciły? Lepiej, że jedna się żali a druga przemilcza. Idealna wzajemność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 285
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 362




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pią Lut 17 2012, 19:01

Nikt nie jest wart Twoich łez, a ten kto jest nigdy Cię do nich nie doprowadzi...mugolskie powiedzenie. Nic dziwnego, że tak cholernie nieprawdziwe. Można by powiedzieć, że jest zupełnie inaczej. To właśnie dlatego, że nam na kimś zalezy, ten ktoś jest dla nas ważny to przejmujemy się nim i płaczemy, gdy coś się nie powiedzie. A gdy ktoś jest nam zupełnie obojętny, to po co marnować na niego swoje łzy?
Desiree tęskniła, tak bardzo tęskniła, że sprawiało to jej fizyczny ból. Pragnęła by Tristan się teraz pojawił, przeprosił ją za to, ze śmiał ją zostawić i że nie pokazywał się przez tamte kilka tygodni. Byłaby na niego wściekła, wściekła, że przez niego cierpiała, że się martwiła...ale szybko by zapomniała, uważałaby, że ważne że wrócił. Może to i bylo głupie i naiwne, ale nie mogłaby inaczej. Przyjęlaby go z powrotem, nie zapominając jednak o tym zdarzeniu i uważając na chłopaka, a nuż zrobi jej to znowu? Ale nic takiego się nie działo. Wyglądało na to, że zniknął na dobre, a Ślizgonka czuła się z tym niezwykle...dziwnie. Dotychczas to ona opuszczała i znikała pozwalając by porzucona osoba cierpiała albo i nie. A teraz...to Desiree stała w deszczu zapłakana trzymając pożegnalny list, już rozmiękły od opadających na niego kropel, zarówno spowodowanych atmosferycznym opadem jak i łzami porzuconej dziewczyny. Ciemność, z daleka światła latarni, nie obejmujące jej swym zasięgiem. Pusto, na środku ulicy tylko ona....Najeżdża samochód...Nie ucieka przed nim, chce by ją potrącił, by zabił...Bo bez Niego i tak nie ma już po co żyć. Iście romantyczna w swoim znaczeniu sceneria, idealnie opisująca uczucia Desi. Tylko, że ona nie stoi na ulicy, nie nadjeżdża samochód...Musi uporać się samodzielnie z tym co ją spotkało albo zakończyć życie na zawsze. Którą drogę wybierze? Nie wiem...Jeszcze...
Desiree z wyczekiwaniem słuchała slów Cornelii. Może jej relacja naprowadzi ją na jakiś trop? Dowie się co, gdzie robił, wykalkuluje o czym myślał, czy już planował ją zostawić, moze dowie się dokąd wyjechał? Nie uważała jakoby Gryfonka nie miała obowiązku jej tego wszystkiego mówić. To był w końcu jej chłopak, prawie, że jej własność! Musiała wiedzieć co się z nim działo wtedy gdy nie było go przy niej. -Ukradł ci szczura? -spytała siląc się na to by ukazać w swoim głosie zdziwienie, które faktycznie czuła, ale zauważyła, że ma problem z uzewnętrznianiem uczuć. Kolejna rzecz, której pozbawił ją Puchon. Nie wiedziała co tak naprawdę się tam wydarzyło, więc była zaskoczona. Tristan przeciez nie mógłby niczego ot tak sobie ukraść. -Walki...właśnie, on jest zawodnikiem MMA! Może tam gdzieś, w swoim Miami ma jakieś walki czy coś i musiał wyjechać. Może...no nie wiem, kurde, może być wszędzie, walki odbywają się przecież na całym świecie. Ale...po co, do cholery, od razu rzucać szkołę?! Mógł mi powiedzieć, pojechałabym z nim jeśli juz musiał wyjeżdżać...Powalczyłby, powalczył a potem byśmy wrócili...Nie można ot tak sobie rzucać edukacji...-mówiła gorączkowo Desiree tak jakby do siebie. Wątpiła by interesowało to Cornelię. I szkoda, że dziewczyna tak mało pamiętała. Może Ślizgonka wywnioskowałaby z tego wszystkiego więcej. Świat schodził na psy...Nie wiem, możliwe...A panna Weaver zakochała się w nim tak jakby bezwiednie, wcale nie chciała. Po prostu stało się i już. (Yay, doprowadziłam do tego, że świat schodzi na psy, jestem z siebie dumna What a Face xD)
-Taaa, zajebiście pomysłowe...- powtórzyła po dziewczynie smutno. Według niej nie było to ani trochę zabawne. -Lepiej tego nie rób...Listownie jeszcze bardziej boli...A rzucać i dobijać można na tyle sposobów...-dodała Desiree jakby w zamyśleniu. Wiedziała co mówi, sama przecież to robiła dawnymi czasy bardzo często.
- No cóż, może nie od razu. Nikt nie wybacza czegoś takiego w jednej chwili. Zapewne nawet jakby wrócił i bylibyśmy razem nie zapomniałabym o tym do końca życia, zbyt boleśnie to przeżywam by zapomnieć...-zamilkła na chwilę wyobrażając sobie tą sytuację. Ale niczego nie mozna być pewnym dlatego po chwili dała sobie z tym spokój.
- Nie dziwię się. Nie wyglądasz mi na grzeczna i łatwo wybaczającą. A czy ja bym to zrobiła swojemu Tristanowi...Nie wiem, na razie sobie tego nie wyobrażam. Zależy ile czasu minęłoby od chwili gdy mnie zostawił. - stwierdziła spokojnie. Corin jak widać szybko pozbierała się po Krukonie i już planowała polowanie na niego. No ciekawe, nie powiem. Łowca wilkołaków...no, Gryfonko, bierz pistolet z srebrnymi nabojami i jazda. To na pewno podnosi adrenalinę, niewątpiwie, ale osobiscie wolałabym być łowczynią wampirów. Słysząc opinię na swój temat tylko wzruszyła ramionami. Może i była naiwna, nie wie tego, kieruje się po prostu swoim bólem i miłością. A to jak jest postrzegana...ma to gdzieś, niech dziewczyna sobie myśli co chce. Jej sprawa.
Siedziały przez chwilę w milczeniu popijając whisky. Desiree chciała się dowiedzieć co się stało z Corin i Ramiro, ale czuła, że jeśli tamta zaczęła mogłaby nie wytrzymać i myśląc o swoim nieszczęściu, podobnym do jej,wybuchnęłaby płaczem. A nie chciała się poniżać i pokazywać z tej gorszej, słabszej strony, już wystarczająco Gryfonka widziała wcześniej. Dlatego nie naciskała by tamta zaczęła mówić. Milczenie było teraz jakby bardziej zbawienne i kojące. Desiree dopiła swoją butelkę i zerknęła za okno. Musiało być bardzo późno, a ona dawno nie paliła, i trochę już miała na to chęć. Wiedziała też, że dziś nie zaśnie. Czuła się jakby nie miała już nigdy spać. Ale musiała wrócić do dormitorium. Tam siądzie i...nie wiem, zapewne będzie wspominać chłopaka i miłe chwile jakie przebyli. Wydawało jej się nierealnym by miała kiedykolwiek o nim zapomnieć i myśleć o czym innym. Wstała odstawiając pustą butelkę. -Dzięki za Whisky i za rozmowę. Miło było, ale pójdę już, pózno się zrobiło. Trzymaj się i...powodzenia. -kiwnęła głową i skierowała się ku drzwiom w ręku ściskając list, list, który zakończył wszytko i zniszczył wszystko. Będąc już na korytarzu odpalila papierosa i zaciągając się od niechcenia ruszyła pustym, ciemnym korytarzem ku lochom.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Czw Cze 07 2012, 11:32

Dominic zdecydowanie zszedł z siódmego piętra na piętro szóste. Doskonale wiedział, gdzie chce iść. Nie odwracał się i nie nasłuchiwał. Nie sprawdzał czy dziewczyna za, nim pójdzie czy nie. To był wyłącznie jej wybór. Jej decyzja.
Dominic wszedł do Sali i rozejrzał się. Nikłe światło z kuli sprawiało, że, ledwo dostrzegał zarysy czegokolwiek. Podszedł do kuli zdecydowanie i spojrzał na wprost niej. Ta zaś rozpadła się oświetlając na moment całe pomieszczenie i ukazując poduszki w kątach małego pomieszczenia. Po chwili kula przybrała kolor fioletu, czy też purpury. Nigdy nie rozróżniałem tak podobnych kolorów. Nie ważne.
Dominic czekał na jakikolwiek szept ze strony kuli. Wiedział, że ta szepcze różne rzeczy, gdy coś dla kogoś się kończy. Niestety, dla niego kula zawsze była tajemnicą. Zawsze milczała, co dawało jasne do zrozumienia, że dla chłopaka nic się nie skończyło. Jego życie wciąż jest takie samo… Pytanie brzmi, czy to dobrze czy źle?
Dominic wyciągnął z kieszeni tabletkę przeciwbólową i przyglądał jej się w milczeniu, by po chwili łyknąć zdecydowanie. Przez chwilę patrzył na kulę oczekując czegokolwiek. Niestety, bezskutecznie. Poirytowany tą nuda odwrócił się ku otwartym drzwiom. Obracał swą laskę w dłoni i zastanawiał się, jaką decyzję podejmie Cornelia. Czy przyjdzie czy może już odeszła w drugą stronę, by później zignorować ich rozmowę a w konsekwencji samego chłopaka. By znaleźć jakiegoś durnego faceta i przespać się z, nim w schowku na miotły. By dalej toczyć swoją egzystencje, by w późniejszym czasie znaleźć się na drodze bez powrotu i zadawać sobie to samo pytanie, jakie Dominic, gdy miał gorszy nastrój… Czym ja winien?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Czw Cze 07 2012, 15:02

Nie odezwała się do niego nawet jednym słowem. Ani, kiedy jeszcze byli w Pokoju Życzeń. Ani wtedy, kiedy z niego wyszli. Przez chwilę stała tępo patrząc się w podłogę. Słowa, które do niej dotarły rozdzieliły ją na pół jak dobrze wyważony i wycelowany piorun. Czuła się rozdarta między dwoma trudnymi możliwościami, choć bardzo wiele osób powiedziałoby, że jest inaczej. Że powinna radosna i uśmiechnięta korzystać z okazji i polecieć za tym kulejącym jak mu tam było. Jednakże Cornelia nie ufała ludziom, szczególnie takim, który nie pokazują jej od początku, że mają jakiś cel w pomocy. Bezinteresowna pomoc nie istnieje, nic nigdy nie jest za darmo. No i jak wspomniałam wcześniej ta Gryffonka nie chce mieć do czynienia z ludźmi, którymi potem musiałaby się odwdzięczać.
Stała tam mniej więcej pół godziny. To długo, ale jednak w końcu się zdecydowała. Zeszła powoli na dół i zaglądała do każdej z sali po kolei. W końcu weszła do sali końca. Dostrzegła go stojącego z tą swoją laską. Odwracając się zamknęła drzwi. Nie uśmiechałoby jej się to, gdyby ktoś ich razem zobaczył, a tym bardziej jeśli jeszcze poszłyby na szkołę jakieś plotki na temat tego, że niby nie jest taka jaka się pokazuje – co oczywiście jest ogromną bzdurą!
Objęła się rękami pod piersiami przyjmując jak najbardziej lekceważącą postawę i starała się na niego nie patrzeć, kiedy wydała z siebie bardzo krótkie, jedno słowo. „Więc?”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Cze 09 2012, 09:29

Dominic czekał spokojnie. I tak nie miał nic lepszego do roboty jak czekać. Po krótkiej chwili zrozumiał, że dziewczyna nie przyjdzie. Prawdę mówiąc, nie spodziewał się nawet tego. Sam, by zignorował taką sytuację i poszedł w drugą stronę. Nie chciałby słuchać umoralniania i przyjmować pomocy od kogoś. To, by go związało z tym światem i było, by mu gorzej go opuścić. Jednak jak wspominałem Dominic jest gorzej pogrążony w mroku. On nie ma, dla kogo się starać zresztą nawet tego nie chce. A jego zmiana osobowości nie jest od niego zależne, co chyba najbardziej go irytuje no, ale dosyć tego użalania się!
W końcu jednak stało się coś, czego się nie spodziewał. Dziewczyna jednak przyszła. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią. Była skąpana w mroku pomieszczenia zresztą tak samo, jak on. Czuł jej zapach i widział jej oczy w ciemności.
- A, więc jednak przyszłaś… Czy mam rozumieć, że przyjmujesz moją pomocną dłoń? – Zapytał spokojnym szeptem. Zapytał po, to by oboje mieli pewność tego, co się dzieje. By nie było złudzeń. Chciał to usłyszeć od dziewczyny. Wiedział, że nie zmieni jej z dnia na dzień ani też nie zdobędzie jej zaufania od tak. Jednak od czegoś trzeba było zacząć prawda? Trzeba było zrobić pierwszy krok, bo bez niego nie zrobi się drugiego ani trzeciego kroku.
- Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że przyjdziesz, ale cieszę się że to zrobiłaś. Być może jakieś moje słowa dotarły do ciebie, a może zrozumiałaś, że nie chce cię skrzywdzić. Dobijać konających to dla mnie żadna frajda. Zresztą nie należę do osób, które krzywdzą na lewo i prawo… Chociaż zapewne skrzywdziłem więcej osób niż mam tego świadomość, ale to nie istotne prawda? Jeśli mam ci pomóc to muszę wiedzieć, jaki masz problem. Nie wymagam od ciebie byś opowiadała mi o swych skrytych sprawach. Zacznijmy od jakieś błahostki, która poprawi ci nastrój. I wyeliminujmy od razu seks dobrze? – Powiedział mniej obojętnym tonem niż zamierzał. Gdzieś tam czaiła się troska i chęć pomocy. Naprawdę nie rozumiem z skąd u niego się wzięły te uczucia, ale jednak są. Może takie uczucia miał od zawsze i tylko czekały na taką osobę jak Cornelia, by wypłynąć z Dominica i postawić go w zupełnie innym świetle niż zazwyczaj. Bo teraz nie był dupkiem i wrednym skurwysynem, jakiego wszyscy znają. Był wręcz zupełną przeciwnością, jakby to nie był Dominic a jego brat bliźniak. Kiedyś wspomniałem, że po tym chłopaku można spodziewać się wszystkiego i jak widać nie pomyliłem się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Cze 09 2012, 10:17

Uh, nie podobała jej się ta sytuacja mimo wszystko. Miała wrażenie, że chłopak jest dziwnie zadowolony z tego, że będzie mógł patrzeć na to, jak dziewczyna zmienia się bądź nie, a raczej to drugie, ale przede wszystkim na jej próby będzie z uśmiechem spoglądał,a potem jeszcze rozpowie o głupotach po szkole... Ughm. Nie ufała mu za grosz!
- Tiaa... Przyszłam, bo lubię patrzeć jak ludzie się męczą starając się mnie zmienić. I nie ważne czy jest w tym mój udział, czy nie. To i tak nigdy nie przynosi upragnionego skutku – Odpowiedziała odwracając twarz w bok. W sumie było w tym bardzo dużo prawdy. Niech się Dominik pobawi, ona nadal będzie żyła tak jak żyje widząc, że nowości nie przynoszą nic dobrego. On się podda. Ona pójdzie dalej w świat. Standardowy scenariusz, jaki zawsze był jest i będzie.
- Nie da rady... - Odpowiedziała wkładając ręce głęboko w tylne kieszenie. Wredność i niezadowolenie były u niej naturalnym mechanizmem obronnym, który włączył się właśnie i starał się zdenerwować krukona na tyle, by poddał się i uciekł. Corin nie przepadała za miłymi i bezinteresownymi osobami. Za tym coś się musi kryć, to przecież oczywiste. Dlatego spoglądała na niego w ciszy, spod byka trochę. Nieufnie przede wszystkim. On coś za to chce. To jest pewne. To nie będzie nic dobrego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Cze 09 2012, 10:34

Dominic stał spokojnie słuchając dziewczyny. Pchnął laską drzwi wpuszczając tym samym nieco światła do pomieszczenia.
- A, więc wyjdź. – Powiedział zdecydowanie patrząc się na dziewczynę. Odczekał chwilę, którą poświęcił na przyjrzenie się jej.
- Nie przyszłaś tutaj z tych powodów, które podałaś. Przyszłaś tutaj, bo wiesz, że mam rację. Bo wiesz, że jestem w stanie ci pomóc. Przyszłaś tutaj, bo nie chcesz sytuacji, w której zdasz sobie sprawę, że jest już za późno. Kiedy zdasz sobie sprawę, że nie posiadasz już nikogo. Że każda bliska ci osoba jest dla ciebie martwa. – Dominic zbliżył się do niej o krok i spojrzał jej w oczy. – Do niczego cię nie zmuszasz. Daje ci wybór i nie ciągnę cię za rękę. Nie chcesz mojej pomocy to wyjdź i idź się kurwić z pierwszym lepszym. Przepierdol swoje życie i zadaj śmiertelny cios bliskim ci osobom. Wiesz, na czym polega więź z drugą osobą? Może wiesz, lecz nie zdajesz sobie z tego sprawy. Kiedy ty cierpisz cierpi też ta druga osoba. Odczuwa ten sam ból a, im mocniej ich odpychasz tym mocniej wbijasz, im sztylet w serce. Jeżeli naprawdę tak bardzo pragniesz takiego życia jak moje to proszę bardzo. Wyjdź i rób, co chcesz. Jednak pamiętaj, że nigdy nie będziesz mną. Bo ja sobie radzę jednak ty, kiedy dostaniesz wynik badań na chorobę weneryczną sobie nie poradzisz. – Powiedział cały czas się na nią patrząc. Nie było w tym złości. Mówił tonem obojętnym i spokojnym.
- Sądzisz, że nikt nie jest w stanie cię zrozumieć. Że tylko ty masz prawo odczuwać taki ból. Żal mi twoich przyjaciół wiesz? Bo biegają za tobą starając ci się pomóc. Jednakże, kiedy oni mają problem nigdy nie mogą na tobie polegać. Jedna taka osoba przez to straciła życie czyż nie? – Dominic odchylił lekko głowę i podniósł laskę w kierunku drzwi. Przekaz był prosty. „Wyjdź lub zostań i przestań udawać, że nie chcesz mojej pomocy” Dominic do niczego jej nie zmuszał. Nie uganiał się za nią i nie dręczył. Spotkali się przypadkiem i naprawdę jak dziewczyna nie chce jego pomocy to niech sobie pójdzie. Za pewne zapomni o niej szybciej niż o zeszło rocznym śniegu. Taki to już był Dominic.
A tak nie istniała bezinteresowna pomoc. I sam Dominic o tym świetnie wiedział. Więc miał swój powód, a raczej dwa powody. Lecz czy były one złe dla dziewczyny? Ja tak nie uważam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Cze 09 2012, 10:47

Milczała. Spoglądała na niego w ciszy. Przyglądała mu się bardzo dokładnie. Każdemu gestowi, każdej najmniejszej mimice by w końcu wczuć się w ton, jakim wypowiadała każde słowa. Objęła się ramionami obserwując go jeszcze przez kilka chwil dopóki nie skończył mówić. Oblizała dolną wargę.
- Patrzysz na mnie tak, jakbyś mnie rozumiał. Uważasz, że coś nas łączy. Że jesteśmy podobni... A w gruncie rzeczy w ogóle mnie nie znasz i nie wiesz nic o moim życiu. Jedyne, co doszło do ciebie to wiadomość na temat tego, że sypiam z wieloma chłopakami. Ja również cię nie kojarzę, ale spoglądam i wiem jedno. Jeśli chcesz naprawić swoje życie i krzywdy, jakie kiedyś wyrządziłeś, to się słoneczko zajmij grobem nieżyjących przyjaciół i życiem tych, którzy jeszcze są na świecie. Nie baw się w lekarza dusz i uciśnionych, bo Jezusem nie jesteś i jakkolwiek się będziesz starał... No cóż. Nie za bardzo ci udaje zabawa w kogoś, kto jest dobry i milusi dla otoczenia... - Skomentowała cicho unosząc lekko brew. Tak, jak myślała. Nie było sensu tutaj przychodzić. Tak, jak podejrzewała nie potrzebuje zmian. Tak jest jej dobrze i bardzo łatwo to zrozumiała właśnie dzięki jego słowom. Nie ma to jak osiągnąć przeciwny do zamierzonego skutek, prawda? Ale nie zawsze mamy to, czego chcemy.
- I nie masz komu współczuć. Nie mam przyjaciół. Nie mam więzi – Odwróciła się do niego tyłem i wolnym kroczkiem ruszyła w stronę drzwi. Cóż, zwroty akcji potrafią być zaskakujące. Nawet jako autorka do końca wierzyłam, że ta dziewczyna będzie chciała się zmienić. Jest jednak jednym z najtrudniejszych przypadków osób głęboko zakorzenionych w swoim mniemaniu i bojących się kolejnych zmian. Oczywiście nie miała zamiaru iść się z kimś zabawiać, chwilowo straciła ochotę. Ale dajcie jej parę dni. I wróci do rutyny jednego stosunku w okresie jakiegoś tygodnia. A jak na razie postanowiła pobawić się w grzeczną uczennicę Hogwartu i pójść gdzieś pouczyć się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Cze 09 2012, 11:03

Dominic stał tak i w końcu westchnął.
- Jak ja nie cierpię idiotów. – Powiedział przenosząc na nią wzrok. – Nie szukam ratunku dla siebie. Nie miałem, nie mam i nie będę mieć przyjaciół. Czy są martwi czy żywi. Jesteś bardzo pewna siebie tak się zastanawiam z skąd ta pewność się bierze. – Powiedział odwracając się do niej, a raczej do jej pleców.
- Nie masz przyjaciół powiadasz? Lilli możemy wykluczyć, bo ją zabiłaś. To znaczy zrobił to Ramiro. – Powiedział z kpiną w głosie. Już dawno rozwiązał tą zagadkę, ale nie czas na to. – Finna chyba też możemy wykluczyć. Chociaż nie! To idiota i nadal cię kocha prawda? Kto dalej na liście? Ach! Ikuto! No tak silny Krukon, który wcale się nie załamał po śmierci Lilli. I wcale nie potrzebował twojej pomocy. Toż to nie on szlochał w pokoju wspólnym. Sądzisz, że nic o tobie nie wiem? Pewnie masz racje. – powiedział spokojnie bawiąc się swą laską. – Cóż mógłbym wiedzieć o kimś takim jak ty? Na przykład, że twój brat ma kłopoty finansowe? Że od nie dawna jesteś wilkołakiem i byłaś na terapii w Norwegii dla wilkołaków? Że byłaś „gwałcona” A sprawca nie żyje? Swoją drogą, zastanawiam się, jak Ramiro zdołał ukryć ciało. – Cały czas bawił się swą laską. Jak było wiadome jego rodzinka potrafiła zdobyć wszystkie informacje o danej osobie. Jednak o tej ostatniej sprawie musiał się ostro wysilić, by dowiedzieć się, co i jak. Ale jak tego dokonał to już nie wasza sprawa. Dominic odwrócił się w stronę kuli przyglądając jej się. Rozmowę z dziewczyną uznał za zakończoną i prawdę mówiąc już o niej nie pamiętał. Z kieszeni wyjął proszki i połknął jedną tabletkę. Życie wraca do normy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Cze 09 2012, 11:12

- Pewność siebie to cecha wrodzona – Odpowiedziała krótko odwracając się w jego stronę i zastanawiając się co też ta chłopaczyna ma jeszcze do pogadania. Miała taki zimny wyraz twarzy i wręcz lodowaty wyraz oczu. Szczególnie, kiedy zaczął wymieniać imiona jej dawnych bliskich po kolei. Skrzywiła się spoglądając na niego z niewielką nutą zaciekawienia. Ten psychol ją śledzi, czy co?
- Nie przyczyniłam się do śmierci Lilly nie licząc tego, że to przeze mnie poznała tego skurwysyna. Finn bawi się w najlepsze z jakimś chłopakiem, a nawet jeśli nadal za mną ryczy to trudno, jego problem. Ikuto pomogłam, z tego co mi mówił pozbierał się i w tym momencie widziałam jak sobie romansuje z jakąś inną panienką. Faktycznie, znasz mnie doskonale, skoro nie wymieniłeś większości niegdyś najważniejszych osób – Skomentowała myśląc jeszcze do tego o naprawdę wielu imionach, jakie przedzierały się przez jej przeszłość. I w sumie zignorował jedyną osobę, z którą była blisko, a czego za wszelką cenę nie chciała, dlatego też nie martwiła się, że ten idiota wie o niej za dużo... Do czasu.
Jej oczy się rozszerzyły z zaskoczenia. O problemach finansowych wiedzieli wszyscy, o tym, że została zgwałcona również, ale wilkołactwo... Wydawało się przez chwilę, jakby pewniej stanęła na ziemi spodziewając się kolejnego ataku z jego strony. W tym momencie miała po prostu ochotę wyciągnąć różdżkę i zrobić mu krzywdę. Najlepiej uciąć mu język i palce – to by było najlepsze i trwale zachowałoby jej tajemnicę na właściwym miejscu, w ukryciu.
- Skąd... - Zaczęła robiąc krok w jego stronę. Nie, rozmowa nie jest zakończona. Teraz... Teraz nie ufała mu już w ani drobnym stopniu, nie chciała pomocy, nawet odrobinki. To już jest przegięcie. Ktoś, kogo kompletnie nie zna wie o scenariuszu jej całego życia. To nie jest normalne. To nie jest bezpieczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Cze 09 2012, 11:25

Dominic stał w bezruchu słowa dziewczyny do niego nie docierały. Był w swoim świecie i zapomniał, że rozmawiał z kimś takim jak Cornelia. Rozmowa była nudna i mało ciekawa dla tego też była nie warta zachowania jej w pamięci.
Dopiero, kiedy poczuł na sobie wzrok bazyliszka i tan chłodny ton, od, którego przechodziły ciarki na całym ciele zrozumiał, że jeszcze nie jest sam. Odwrócił się po woli ku dziewczynie i spojrzał na nią.
- Zgadywałem. – Powiedział delikatnie wzruszając ramionami. – A ty dałaś mi potwierdzenie. Masz złoto brązową opaleniznę, więc byłaś w Norwegii, bo tylko tam jest takie słońce. To pewnie wina wilgotności kraju. Do tego jesteś wrażliwsza na bodźce zewnętrzne jednak tętno i serce pracują w normie. Wypowiedzi masz logiczne i nie są nerwowe. Co nie wskazuje na zbyt dużo czerwonych krwinek w organizmie. Skłaniałem się ku grzybom lub infekcji. – Powiedział spokojnie. Przecież nie mógł powiedzieć, że dostał pełną teczkę jej życia i ma ją głęboko w kufrze prawda? – Szkoda, że odrzuciłaś moją pomoc. Ciekawe, ile ludzie zaczną w przyszłości płacić za noc z wilkołakiem? – Powiedział swym ironicznym tonem głosu i minął ją bez słowa. Było dokładnie tak jak przypuszczał. Obiekt nie był wart badań, chociaż Dominic chętnie zbadałby ją dokładniej. No cóż nie można mieć wszystkiego prawda? Mimo wszystko zostawię jego motywy działań nadal w tajemnicy. Być może kiedyś wyjdą na jaw i okażą się dla was szokiem tak samo wielkim, jak dla mnie. A może już na zawsze pozostanie to tajemnicą.
Do zobaczenia.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : foggy london town
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4416-deliah-slone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4417-nie-za-slone#130845




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pon Sie 27 2012, 03:17

Dziewczyna próbowała znaleźć dogodne miejsce na chwilę odpoczynku, bez trajkotania pierwszoklasistów, którzy obecnie siedzieli w pokoju wspólnym Slytherinu i działały blondynce na nerwy. Jako, że jest niecierpliwą osóbką, nie czekała aż dzieciaki się uspokoją, lecz ruszyła na poszukiwania, które zostały wspomniane wcześniej. Wszędzie roiło się od ludzi, aż jej chudziutkie kończynki dotarły aż na szóste piętro. Tam odnalazła Salę Końca, w której rozgościła się w rogu pomieszczenia, usianego poduszkami. Deliah wpatrywała się przez jakiś czas bezsensownie w niebo i po chwili zdjęła ciasne balerinki i cisnęła nimi w dal, jakby chciała wyładować nadmiar energii. Spojrzała ponownie na sklepienie, w którym można było spostrzec pojedyncze gwiazdy. Można powiedzieć, że bawią się z nią w chowanego. Uciekają w nadziei, że Slone ich nie zauważy.
Przez myśl przechodziły jej różne myśli poczynając od wakacjach w Egipcie, kończąc na ostatniej lekcji Transmutacji z Profesorkiem Crow. Słońce, które prażyło non stop w Egipcie, dla blondynki było nie do zniesienia i z czerwonymi ramionami wróciła do jej ukochanego, deszczowego Londynu. Poruszając przy okazji temat lekcji, dziewczynę przeszedł dreszcz na widok twarzy jednej z Gryfonek. Przecież kompletnie ją to nie obchodziło, więc w ogóle nie wiedziała dlaczego zawraca sobie takimi głupotami głowę, jak jakieś Korki. Zresztą teraz nawet nie chciała teraz o tym myśleć, przyszła tutaj aby urwać się od niepotrzebnych myśli. Zamknęła powoli oczy, przeciągnęła się niczym kot po czym zakopała się wśród poduszek w nadziei na piękny sen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36466
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pon Sie 27 2012, 15:34

I wszystko zapewne okazałoby się cudownym odpoczynkiem w miłym miejscu... ale jak wszyscy wiemy, nigdy na świecie nie jest zbyt różowo. Wymarzony spokój zakłócał cichy szept pojawiający się od czasu do czasu, który właściwie nie dziwił i nie interesował nikogo w zamku. Tym razem wyraźnie chciał być usłyszany.
- Poczuj strach, który przeszyje Ci trzewia jak harpun - głos wydobywający się ze szklanej kuli próbował najwyraźniej przestraszyć ślizgonkę. Szkło zdawało się świecić coraz mocniej, szept powtarzał się bez przerwy niczym zacięta płyta. Najwyraźniej pomieszczenie chciało przekazać panience Slone coś ważnego
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : foggy london town
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4416-deliah-slone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4417-nie-za-slone#130845




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto Sie 28 2012, 23:51

Sen przychodził tak szybko i można było się poczuć tak wspaniale, lecz sen szybko też odchodzi i doprowadza człowieka do szału.
Deliah przetarła zaspane oczęta i zerknęła na sklepienie. Gwiazdy świeciły mocniej i już nie chowały się po zakątkach bawiąc się nieustannie z uczennicą. Powtarzający się wciąż ten ochydny szept był nie do zniesienia. Normalne było aby, w niektórych salach można było słyszeć przeróżne rzeczy, bo to przecież Hogwart. Niestety chyba nikt, a przynajmniej dziewczyna nie słyszała aby jedna z komnat komuś groziła. Przecież w Hogwarcie mamy być bezpieczni, albo przynajmniej mamy czuć to poczucie, prawda?
Zdruzgotana ślizgonka zatkała uszy by już nie słyszeć tego obrzydliwego szeptu po, którym spływały tysiące przekleństw. Niestety nie pomagało, lecz Slone się nie poddawała i na siłę przyciskała poduszkę do uszu.
Czego chciała ta okrutna sala od Slone?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36466
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sro Sie 29 2012, 00:08

No kto by pomyślał, że pomieszczenia w zamku mogą być tak wredne i upierdliwe? A jednak, to nie dawało za wygraną. Najwyraźniej miało w głębokim poważaniu to jak dziewczyna uciekała od głosów, że najwyraźniej naprawdę potrzebowała teraz świętego spokoju. Ono wiedziało lepiej i chciało jej to udowodnić. Nie przestało nawoływać, kula nie przestawała świecić ani na moment. Może chciała jej coś po prostu pokazać, przestrzec czy w ogóle zaproponować? Ze świecącymi i gadającymi kulami nigdy nic nie wiadomo.
- Na karku zimny pot, ciało przechodzą ciarki - no proszę, przynajmniej na moment zmieniło repertuar. Ale czy to zwiastowało coś dobrego? Ślizgonka nie powinna mieć wielkich nadziei. Chyba, że kufer stojący w rogu sali zaczął się trząść z zimna albo chowa się w nim przyjazny chochlik, hm. I co teraz zrobić? Walczyć z tym szeptem, uciekać, zaprzyjaźnić się z kulą, tym czymś w kufrze czy wracać spać? Ah te dylematy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : foggy london town
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4416-deliah-slone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4417-nie-za-slone#130845




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sro Sie 29 2012, 03:07

Chciała aby to choć na chwilę się zamknęło! Gdyby kiedykolwiek wcześniej ktoś powiedział jej, że będzie rozmawiać z jedną z komnat w Hogwarcie. Dziewczyna cisnęła poduszką w kufer i spojrzała wściekle na kule.
- Czego do jasnej cholery chcesz?! - prawie, że krzyknęła. Nigdy więcej nie wybierze się na odpoczynek do tej zdradliwej sali, to jest pewne! Nie rozumiała co to takiego miało znaczyć. Nagle po jej ciele powędrowały ciarki stawiając każdy włosek dęba. Miała serdecznie dość! Tupnęła nogą w podłogę i podniosła zirytowana głowę ku kuli i gapiła się w nią zabójczym wzrokiem. Wyglądała na osobę, której z pewnością nie powinno się drażnić. Slone jest przecież zwykłą ślizgonką z lekko pokręconą rodziną o własnych poglądach na życie i niewielkim ADHD. Czy coś zawiniła tej przeklętej sali?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36466
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sro Sie 29 2012, 15:06

Szept nagle umilkł kiedy tylko dziewczyna znalazła się bliżej kuli i wreszcie zwróciła na nią swoją uwagę. Przez moment jeszcze raziła ją w oczy zbyt ostrym światłem, by po chwili złagodnieć, nie świeciła już na tyle mocno by drażnić przeciętny ludzki wzrok. A dziewczyna wreszcie mogła coś zobaczyć. Obrazy w kuli przesuwały się jednak wyjątkowo szybko, niektórym z nich ciężko było się faktycznie przyjrzeć. Zdawały się przedstawiać dosłownie wszystko począwszy od jej rodziny przez szkołę, szczęśliwe wspomnienia i kolejne miłostki z partnerami. Ups, czy tam śmignął nawet ponurak? A może to zwykły pies? Za późno, obraz się zmienił, pojawiały się następne
- Wsłuchaj się w jej łagodny głos. Słyszysz co mówi? Nie, to niemożliwe. Tylko ci, którzy są blisko końca, mogą cokolwiek zrozumieć - kula wreszcie przemówiła jak to ma w zwyczaju. Czyżby próbowała przekazać dziewczynie ostrzeżenie o nieuchronnie zbliżającym się koncu...czegoś? Najwyraźniej.
- Poznaj ciemne zakamarki swojej kruchej psychiki jestem głosem który powtarza Ci że jesteś nikim - może właśnie to jest klucz do wszystkiego? Tak, teraz wszystko jasne. Może i obrazy były przeszczęśliwe, ale na żadnym nie było panienki Slone. To zastanawiające. Czy tak samo jak kufer, który wciąż się rzucał nerwowo? Zapewne nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : foggy london town
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4416-deliah-slone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4417-nie-za-slone#130845




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pią Sie 31 2012, 04:03

Ślizgonka zmrużyła swoje zielonkawe oczęta, gdyż na początku światło niemiłosiernie raziło ją. Gdy lekko złagodniało można było dostrzec obrazy przewijające w magicznej kuli. Gilbert i ona bawiący się na placu zabaw, Tiara Przydziału wskazujące jej miejsce wśród ślizgonów, impreza, na której poznała Dextera, były to pierwsze wspomnienia jakie zauważyła. Nie była pewna ale gdzieś w nich pojawił się nawet ponurak.
Kula ponownie przemówiła, tym razem głos miała łagodniejszy. Nie rozumiała jej słów. Koniec? Ale koniec czego? I w czyj głos ma się wsłuchać? A może to kula mówiła do kogoś innego o niej? Nie znała odpowiedzi na te pytania, tak samo jak nie wiedziała co właściwie się tu dzieje. Przyszła tutaj odpocząć, położyć się spać, przemyśleć różne sprawy, a nie wpatrując się w jakąś nawiedzoną kulę.
Jesteś nikim...
Te słowa dudniły Deliah w głowie rytmicznie, jakby ktoś uderzał w bęben. Nie mogła być nikim. Przecież była Slone, a samo to nazwisko oznaczało, że jest kimś.
- Kłamiesz - stwierdziła łamiącym się głosem - Jestem Slone, jestem kimś! - prawie, że krzyknęła z łzami w oczach - O co tu chodzi i co jest w tym przeklętym kufrze? - złapała się za czoło, czując mocne pulsowanie w czaszce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36466
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pią Sie 31 2012, 14:27

Z pewnością to dobrze, że kula nie miała twarzy i nie wyrażała emocji. Z pewnością byłaby teraz zachwycona tą sytuacją, kpiłaby z biedaczki ewentualnie śmiałaby się w głos. Była jednak tylko kulą świetnie oddziałującą na ludzi próbujących z nią obcować. Nie dawała jednak za wygraną, wciąż powtarzała te same wersy o strachu próbując przekonać dziewczynę, że jest nikim, że nie ma absolutnych szans.
- To koniec, koniec zbliża sie nieuchronnie, zrozumiesz gdy nadejdzie, zostaniesz ukrzyżowana, poznasz co to mrok, a ja będę włócznią która przebije ci bok - zdecydowanie kula miała skłonności do sadyzmu. Nie przestawała pokazywać jej wciąż tych samych obrazów, które tylko zdawały się co chwila przyspieszać. Nie wspomniała też o kufrze na który najwyraźniej nie miała wpływu, wygląda na to, że jego ślizgonka musi zbadać samodzielnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : foggy london town
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4416-deliah-slone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4417-nie-za-slone#130845




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Wrz 01 2012, 10:35

Gdyby nie to, że ta kula mocno ryła psychikę naszej ślizgonki to te jej wszystkie sadystyczne teksty byłyby dość zabawne. Zdawały się z pozoru zwykłymi groźbami z kiepskiego horroru. Jednak teraz wydawały się przerażające, a Deliah na skraju wytrzymania. Ona nie może być nikim. Zawsze była kimś, zawsze. Nie rozumiała co ta kula chciała jej przez to przekazać. Chcę się z niej pośmiać dla zabawy czy coś? W każdym bądź razie teraz mogłaby mieć niezły ubaw, obserwując zrozpaczoną Slone, która teraz zmierzała powolnymi krokami w stronę kufra. Skoro kula nie była łaskawa co się znajduje w środku, będzie musiała zrobić to sama. Położyła dłonie na pokrywie kufra i powoli zaczęła mocować się z zamkiem. Po chwili udało jej się z tym uporać, ostrożnie uchyliła kufer w nadziei, że znajdzie wyjście z tego piekła.
Nie mogła się złamać, musi walczyć do końca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36466
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Wrz 01 2012, 11:18

Kiedy dziewczyna odeszła od kuli, blask stał się zdecydowanie mniej jaskrawy. Z większej odległości ciężej było orzec czy wciąż pokazuje jakież obrazy. Na pewno nadal szeptała, tym razem ciszej i niej natarczywie niż przed paroma chwilami. Wciąż jednak powtarzała to samo. Dziewczyna jednak zdecydowała się na zbadanie kufra. Niezbyt skomplikowany i zabezpieczony zamek dzielił ją od poznania tego skromnego sekretu. Wieko się otworzyło, tajemnicze coś będące w środku natychmiast stamtąd wyskoczyło. Wybiegło? Wyleciało czy wypełzło? A może po prostu wyszło? Niepotrzebne skreślić, bo ze środka wydostał się po prostu największy lęk dziewczyny, to przez co zawsze i w każdej chwili czuła strach i niepewność, to czego obawiała się najbardziej było na wyciągnięcie ręki. A mowa o...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : foggy london town
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4416-deliah-slone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4417-nie-za-slone#130845




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Wrz 01 2012, 11:41

Czego boi się nasza panienka Slone? Nie posiada tak bardzo pospolitego strachu przed pająkami, nie boi się też duchów. Jej największym strachem jest coś co panoszy się wśród ludzi. Coś co może i pełzać, latać, biegać i tańczyć. Wszystko zależy od gustu, jednak Deliah miała dość specyficzny strach. Miała słabości jak każdy, a było nią coś na co patrzy się na co dzień u nastolatków jak i u staruszków. A boi się najbardziej miłości. Nie mowa tu o zwykłej niezobowiązującej, którą tak dobrze zna. Boi się tej prawdziwej, jedynej w swoim rodzaju miłości. Niesamowicie boi się zakochać, a co dopiero być z kimś w poważnym związku. Co więc wyszło z kufra? Może Shuyler, z którą ostatnio poromansowała po pijaku, a może Dexter jej nowy kolega, z którym zdarzyło jej się poflirtować. Jednak z kufra wyszło a konkretniej wyszedł najzwyklejszy w świecie chłopak. Niezbyt wysoki, lekko chudawy, z krótkimi brązowymi włosami i piwnymi oczami. Niczym się nie wyróżniał od innych jej rówieśników. Slone poczuła coś niezwykłego, coś czego zupełnie nie powinna, poczuła coś czego najbardziej się obawiała na tym świecie. Poczuła, że się zakochała. Motyle w brzuchu nie dawały teraz spokoju, a w głowie pojawiały się obrazy. Ich wspólne obrazy, widziała siebie zapatrzoną w chłopaka, widziała ich trzymających się za rękę, widziała go obejmującego ją. Wszystko to dla niej było przerażające. Serce podeszło jej do gardła, a kolejne błyszczące łzy spłynęły po policzku.
Kula mocno sobie z nią pogrywała, posuwając się na taki krok, lecz co jej zawiniła ta zapłakana blondyneczka? Oto trzeba byłoby spytać ją osobiście, a to właśnie robiła Slone. Zwinięta w kłębek, cała we łzach, leżała w rogu pomieszczenia i wciąż powtarzała dwa słowa. Ta dziewczyna chciała się po prostu stąd wydostać, więc bądźmy wyrozumiali.
Dlaczego ja?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36466
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Wrz 01 2012, 14:56

Oh okrutny losie, dlaczego stworzyłeś boginy tak sprytne, a przy okazji tak wredne? Przybierały postać lenków wszelakich i straszyły chętnie każdego kto śmie zakłócić im odpoczynek. Nie chciały oszczędzać także panienki Slone. Natychmiast przybrał postać odpowiadającą jej najskrytszemu lękowi, nasuwał na myśl mnóstwo obrazów odrzucających i przyprawiających o zbyt szybkie bicie serca. Nie przejął się dziewczyną, nie było mu jej szkoda. Wręcz przeciwnie, zbliżył się do niej jeszcze bardziej, wyciągnął w jej stronę rękę najwyraźniej chcąc ją mieć blisko siebie, chcąc zarazić ją cudowną i wieczną miłością, chcąc napoić się jej lękiem przed tak specyficznym uczuciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : foggy london town
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 71
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4416-deliah-slone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4417-nie-za-slone#130845




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Wrz 01 2012, 16:30

Nigdy więcej nie wybierze się na szóste piętro, a tym bardziej do Sali Końca. Nie był to pierwszy raz kiedy sprawiła sobie tutaj słodką drzemkę i gdyby nie ta cała sytuacja robiłaby to nadal.
Nieuwaga często prowadzi do niemiłych sytuacji. Jak ta, która się obecnie działa. Deliah podczas swojego chwilowego zwinięcia się w kłębek, odizolowania się na chwilę od tego wszystkiego, stwierdziła, że jest naprawdę głupia. Przecież ślizgonka nigdy się nie rozstaje z swoją kochaną różdżką. Sięgnęła do lewego botka, lecz zastała tam pustkę. Jej przerażenie wróciło z powrotem. Gdzie mogłaś ją zostawić ty tępaku?!
Dziewczyna zauważyła ją wetkniętą między poduszki i szybko się na nią rzuciła. Gdy nareszcie dzierżyła swoją zdobycz w ręce. Podeszła do chłopaka i wypowiedziała zaklęcie.
- Riddikulus - krzyknęła w stronę Bogina i uspokoiła się wreszcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36466
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Nie Wrz 02 2012, 14:57

Dziewczyna z pewnością sięgnęła po różdżkę wręcz w ostatniej chwili. Jeszcze moment, a nie byłaby w stanie rzucić racjonalnego zaklęcia nie popadając w jakąś idiotyczną paranoje. Bogin zaczął się kurczyć i w końcu poleciał z powrotem w stronę kufra niczym balonik z którego ktoś spuścił powietrze. W sali zapadła nagle przeraźliwa cisza. Nawet kula sie trochę uspokoiła, świeciła sobie jakby nieśmiało gdzieś na drugim końcu sali. Błogie milczenie przerwał jednak piskliwy śmiech czegoś, a raczej kogoś unoszącego się obecnie nad głową ślizgonki. Nikt inny jak doskonale wszystkim znany Irytek. Cwaniura najwyraźniej kpił z dziewczyny zataczając w powietrzu kółka dookoła jej głowy
- Uuuuu jesteś nikim Slonowata, boisz się chłopców w trądzikiem? - ah zdecydowanie nieładnie się zachowywał, ale taki był przecież urok Irytka. Wyglądało na to, że cała ta farsa to jego sprawka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sala końca.   

Powrót do góry Go down
 

Sala końca.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-