IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sala końca.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Sala końca.   Pon Gru 20 2010, 21:32

First topic message reminder :



Słyszysz?
Cichy szept przedostaje się,
spod małej, lśniącej kuli.
Utrzymuje się w powietrzu,
spada co jakiś czas,
odradza się,
ale zawsze jest inna.

Wsłuchaj się w jej łagodny głos.
Słyszysz co mówi?
Nie, to niemożliwe.
Tylko ci, którzy są blisko końca,
mogą cokolwiek zrozumieć.

Rozumiesz?
Nie bój się.
To nowy początek.

To zapewne jedna z mniejszych sal, jakie można znaleźć w całym zamku. Przypomina trochę Pokój Snów, przez cichy szept, który rozlega się dźwięcznie po pomieszczeniu. Wygląda jednak całkowicie inaczej. Naprzeciw drzwi jaśnieje mała kula, lśniąca bardzo bladym, ale na swój sposób fascynującym światłem. Przybiera różne barwy, zależnie od tego, który raz się rozbija, a robi to, kiedy do sali wejdzie ktoś, dla kogoś coś się skończyło. Jest to niesamowite zjawisko, które warto zobaczyć. Poza ową kulą, nic nie chce tu świecić, nawet Lumos nie działa w tym miejscu.
Na ziemi rozłożone są wygodne poduszki, a w rogu jest ich jeszcze więcej. Kiedy zaś spojrzy się w górę, można zobaczyć kilka gwiazd, które udają, że istnieją w tej sali.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sro Cze 05 2013, 17:08

Boże! Skąd on to wiedział? Przecież to jasne, że odkąd Laila wybrała się z nim na randkę to myślała tylko i wyłącznie o tym, że go zgwałcić! Te ciało, te ukryte tatuaże i te stawianie kołnierzyka przy szyi. Nic tylko brać i gwałcić więcej... Coraz więcej. Gwałcić i w ogóle nie opuszczać. Zniewolić najlepiej i zamknąć w piwnicy na własny użytek (tylko i wyłącznie!). O zgrozo jakiś los go czekał za tymi drzwiami! I gdzie teraz muzyka godna horroru i gdzie fani, którzy krzyczą: "ej Fifi, zawróć się! nie idź tam!". Najgorsze chyba w tym wszystkim było to, że nikogo tu nie było... Ani fanów, ani żywej duszy. Byli tylko oni. To swego rodzaju wytworzona linia intymności, ale i też czegoś, czego oboje mogą się zawstydzić. No nic... Pomogła mu pchnąć drzwi, bo przecież to ona chyba musi tutaj nosić spodnie skoro ten się jej boi! Hehs. Ona będzie facetem i pomoże mu... Potem oczywiście wepchała swój tyłek przed niego, aby pierwszej wejść do środka, a to co ukazało się jej oczom lekko się do niej uśmiechało. Czyżby to była ta świetlista kula, którą każdy widzi? Dziś dla niej była błękitna... Chyba nie potrafiła tego dobrze zinterpretować, ale zaraz klapnęła na jednym z wygodniejszych miejsc i wgapiając się w świetlistą bryłę powiedziała:
- Jeżeli gwałt to tylko przy romantycznej dekoracji... - Rzekła nieco rozmarzonym głosem bo uwielbiała przychodzić tutaj i myśleć o wszystkim, co mogłaby naprawić, ale z własnego lenistwa wynika, że nie potrafi się pozbierać. Ponadto przydałoby się przeprosić parę osób za czyny, których nigdy nie chciała zrobić, ale zrobiła. Ot złośnica. Ale to tylko w tej sali taka burza myśli i uczuć. Poza nią znów jest taka, jak zawsze. A czemu przyprowadziła tu Filipa? Może właśnie po to, aby poznawanie jej zaczął od tej lepszej, spokojniejszej strony? Przecież na imprezie, w kłótni... Jest w żywiole takiej energii, że rozniosłaby pół zamku. A tutaj jest otwarta na rozmowy. I wcale się mu nie wyłączy rozproszona przez chmurki. Oj nie.
- Jaki masz kolorek? - Spytała ponownie z czystej ciekawości, jakby to była najważniejsza informacja dzisiejszego wieczoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Cze 08 2013, 12:31

Ale gwałcić to tak nieładnie! Poza tym, to dość dziwne, by dziewczyna gwałciła chłopaka. Zazwyczaj bywało na odwrót, choć i o takich przypadkach się słyszało. Kobiety są przecież takie nieobliczalne. No i to Laila, prawda? A więc naprawdę wszystko było możliwe. Filip chyba jednak nie miałby nic przeciwko, gdyby taka urocza Puchoneczka zaczęła go napastować. Mogłaby go torturować, psychicznie i fizycznie, to całkiem miłe. Spaczony umysł. Kól.
-Nigdy tu nie byłem- zauważył inteligentnie, rozglądając się po pokoju, trochę jakby w obawie, że nagle coś wyskoczy ze ściany i go pożre. A to już nie byłoby takie fajne. Zresztą, Filip był kościsty i żylasty. Niezbyt smaczny.
-U nas w szkole chyba nie ma takich sal- tyknął tą kulę palcem, gładząc ją po czubku. W ogóle, czy kula może mieć czubek, tak jak góra, albo głowa? Chyba nie. No, ale głaskał tą kulę, przyglądając jej się wyraźnie zaciekawiony, jakby była najciekawszym przedmiotem w tej sali. Bo tak w istocie było. Na chwilę zapomniał nawet o swojej towarzyszce, bo to było takie fascynujące! Wierzcie lub nie, ale pierwszy raz w swoim krótkim życiu widział coś podobnego i naprawdę zrobiło to na nim niemałe wrażenie. Bowiem ta kula... świeciła się.
-Co...?- potrząsnął głową, obracając się w stronę dziewczyny, której głos wyrwał go z rozmyślań. -Aaa. To?- spytał, wskazując paluchem na kulę. -Żółty. To ty masz inny?- w końcu podszedł do niej i siadł na wielkiej poduszce obok niej, wyciągając nogi przed siebie. -To coś znaczy?
Jego oczy wręcz krzyczały "Opowiedz mi!"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Cze 08 2013, 14:13

Howettowa to w ogóle lubiła dziwne miejsca, które skłaniały do refleksji, a czasem i zmuszały do zatopienia się w świecie, którego zmysłem wzroku nie ogarniesz. Właściwie musisz wtedy wykazać się inteligencją i wykorzystać je wszystkie, jakoże no wiecie... Czasem trzeba reprezentować sobą coś więcej. Ot tak. Zdecydowanie to oto chodzi. Uśmiechnęła się do swojego towarzysza, kiedy ten tutaj zaczął macać kulę i chyba mu się to spodobało. Szczerze mówiąc mogła zaprowadzić go do tysiąca innych sal, które były śmieszne... Ale najzwyczajniej w świecie ktoś już tam posadził swój tyłek, co mniej ni więcej oznaczało tyle, że musiałaby ich wyrzucić, a przecież obiecała sobie, że zacznie w sobie tępić chamskość i raczej zmusi się do tego, by być miłą dziewczyną. Szczególnie, że dzisiaj towarzyszył jej Stone. Hm. Zabawne, jak skora potrafi być do poświęceń. Niedługo to już w ogóle wszyscy pomyślą, że z niej dobra osóbka o szlachetnym serduszku, zupełnie jak prawdziwy Puchonek. Jakby jeszcze zaczęła się przewracać na schodach to mogłaby uchodzić za stolicę słodkości tego domu. Helga byłaby z niej dumna. Przynajmniej tak Laikowa uważała. Mistrz nasz kochany.
- Em... - Wyrwana z zamyśleń musiała się teraz przyjrzeć Stone'owi, który chyba zadał jej banalne, a zarazem nietuzinkowe pytanie. Bo z jednej strony, skoro to jej ulubiona sala to z powodzeniem powinna mu powiedzieć co tu się robi, i jak to się ma do wróżb czy czegoś tam. Ale nic takiego się nie działo, bo ona po prostu traktowała to miejsce jako kryjówkę. Rzeczywiście nie umknęło jej, że kula zmieniała swój kolor, ale czy kiedyś szukała dla tego wyjaśnienia? Trochę tak... Bo kiedyś też przyszła tu z kimś, kto dla odmiany wydawał się być znawcą. Opowiadał jej o tym, że dla niego kula nie świeci, że to pewne znaczenie, którego nie ogarniesz, ale ona to zignorowała. Po prostu już potem też z uwagą przyglądała się temu symbolowi, ale nic nie zdradzała. Hm... Czyżby bała się, że odkryje coś strasznego? Hm. Może zaraz okaże się, że miała okazje zapobiec wszystkim głupim i żenującym zdarzeniom w jej życiu. Czyż nie? Zaraz wszystko może być takie jasne... Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła, jakby szukała w głowie wyjaśnienia. I jak się później okazało to rzeczywiście przypomniała sobie jakąś opowieść, ale czy jest ona prawdziwa? Może po prostu każdy sam musiał sobie dopisać znaczenie tej kuli.
- Znaczy, ja słyszałam, że ona rozbija się i przybiera odpowiednie światło dla twojego hm... Dla Twojej osobowości. To taki symbol, który określa coś, co się skończyło, zaczęło? Nie do końca wiem o co chodzi. - Wzruszyła ramionami i przyciągnęła kolana do siebie obejmując je rękoma... Oparła na nich głowę i przechyliła ją delikatnie w prawo, coby mieć jak patrzeć na Filipka.
- Hm. Dobre miejsce, żeby pomyśleć, bo niestety imprezy w kisielu tutaj nie zrobisz. - Stwierdziła zastanawiając się czy oby na pewno miała rację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pon Cze 10 2013, 10:44

Zawsze mogliby przyłapać kogoś na mizianiu się. Fajnie by było. Na pewno by się uśmiali. W Riverside Filip nigdy nie "miział" się w miejscach publicznych. W ogóle wolał nie okazywać zbytnio uczuć w szkole, bo miał dziwne przeczucie, że coś, a może ktoś na niego patrzy. Jakby jakieś wielkie oko śledziło go i innych uczniów. Poza tym, był bardzo grzecznym i kulturalnym uczniem, za takiego przynajmniej uchodził wśród grona pedagogicznego i głupio by było to teraz popsuć. Dlatego w sumie bardzo się cieszył, gdy powiedziano mu, że jedzie do Wielkiej Brytanii, do Hogwartu.
Laila przewracająca się na schodach? Ojej. Filip na pewno by do tego nie dopuścił. Położyłby się plackiem na tych schodach, by miała miękkie lądowanie albo ewentualnie złapałby ją w locie, jeśliby zdążył. ARRR. To takie męskie!
Patrzył na nią spokojnie, splatając palce na brzuchu i czekając aż wprowadzi go w tajniki wiedzy tajemnej, czy jakoś tak. W Riverside nie było podobnych sal, a jeśli były, to Filip nic o nic nie wiedział. Kiedyś, jako dwunastolatek próbował wymykać się ze swojego łóżka wieczorem, chcąc odkrywać nowe rzeczy; magiczne posągi, obrazy, przejścia i skrytki, ale zawsze kończyło się to w ten sam sposób: woźny wysyłał go z powrotem do łóżka i jeszcze dostawał burę. Może być po prostu kiepskim odkrywcą? Z czasem jednak ta chęć mu przeszła, a z woźnym nawet się polubił!
-Skończyło?- zmarszczył delikatnie brwi, próbując zmusić mózgownicę do myślenia. Co takiego mogło się dla niego skończyć? Nauka? Nie, no przecież wciąż się uczył. A może chodziło o coś głębszego? Niestety, Filip nie miał pojęcia o co. -Zaczęło...- powtórzył cicho, znów uruchamiając myślenie. Zaraz się nam chłopak przegrzeje. Nowe życie z Lailą! Czad, pomyślał i uśmiechnął się głupkowato, co w jego odczuciu miało wyglądać jak tajemniczy uśmiech tajemniczego casanovy, no ale... ważne są chęci.
-Myślę, że świeci na żółto bo właśnie poznałem najfajniejszą Puchonkę na świecie- powiedział w końcu, nad wyraz pewnym siebie głosem i znów się uśmiechnął, tym razem nieco subtelniej.
-Tak sądzisz? Chyba jeszcze mnie nie znasz- zaśmiał się cicho, trącając stopą poduchę na której siedziała. -Dla nas, Kanadyjczyków nic nie jest niemożliwe. Kiedyś musisz ich poznać, wiesz? Jovena, Rivera, Mads i Mar. Caleba, Damona...- zaczął wyliczać na palcach. -Wszystkich. Założę się, że ich polubisz, a oni polubią ciebie. I może przeniesiesz się do Riverside- rzucił ze śmiechem, choć nie był to do końca żart. Nie chciał jej wystraszyć! Co to to nie, jedynie rozbawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pon Cze 10 2013, 16:12

Nie radzimy ręczyć za Howettową, która czasem bywa zdradliwa w czynach i niemożliwa do określenia. Może dużo osób powinno sobie zadać pytanie czy rzeczywiście jest ona tym za kogo się podaje. Kto wie... Może i Filip powinien zadać sobie pytanie czy adorowanie jej jest dobrym ruchem na tą porę roku. Serce Laikowej przecież wydaje się być tylko ślepo pompującym krew mięśniem bez konkretnego kształtu, bez konkretnej wiary, bez żadnej podstawy i powodu do życia. Ot powstało siedemnaście lat temu ósmego września i bije sobie, żeby zamilknąć kiedyś. Choć Laila miała sporo lęków i śmierć to był jeden z nich. Jednak nie dziś o tak strasznych tematach, które powodują, ze aż włos jeży się na głowie. Nie będziemy aż tak bardzo wchodzić w jej psychikę. Dziewczyna posądziłaby nas o włamanie i tyle z tego by wyszło.
Miał rację... Tym tekstem o Riverside mógłby ją nieźle przestraszyć. I w rzeczywistości by tak było, gdyby dodał jeszcze kontekst o miłości jej do niego i odwrotnie. Przywiązanie do kogoś właśnie w ten konkretny sposób było dla niej obcym tematem i... Taka odważna decyzja właśnie polegająca na kimś, a nie tylko na sobie... Byłaby przerażająco ryzykowna. Szczególnie dla kogoś, kto chyba wciąż zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Ale może Filip chciał mieć dziecko, a Laila do tego się świetnie nadawała.
Na jej twarzyczkę wstąpił lekki uśmiech. Ona swojej kuli nie interpretowała. Po prostu uważała, że jest śliczna... Oh tak. Genialny błękitny blask oczyszczający duszę i umysł i ogólnie całe ciało... Ciało...Ciekawe.
- Oh tak. O ile ja bym polubiła twoich znajomych, to ty moimi byłbyś przerażony! - Zaśmiała się myśląc, co by o niej pomyślał, gdyby dowiedział się, że jest ona również animagiem. Tego na razie nie chciała zdradzać. Najzwyczajniej w świecie uważała, że nie przyszedł jeszcze na to czas. Przecież nie chodzi się z transparentem: "jestem animagiem". A może należałoby? Wszystko byłoby łatwiejsze i jasne na starcie... Z tym, że na razie nikt nie aprobował tego pomysłu. Wielka szkoda.
- Wyobrażałeś sobie kiedyś świat bez tych ludzi, których wymieniłeś? - Spytała... I nagle sama spróbowała wyrzucić na chwilę z pamięci Herkową, która była jej drugim "ja". Mogłyby uchodzić nawet za siostry, gdyby tamta nie była ruda! Że też sobie zafundowała kolor! Bleh!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pon Cze 10 2013, 21:59

Filip miał to do siebie, że bardzo szybko ulegał chwili. Zakochiwał się w oka mgnieniu i równie szybko się odkochiwał. Zazwyczaj obiektami jego westchnień były osoby zupełnie do niego niepasujące, zupełnie poza jego zasięgiem. Weźmy taką Mads. Byli z dwóch różnych światów! A przynajmniej takie odnosiło się wrażenie, gdy się na nich patrzyło. On był prostym, niezbyt wymagającym chłopakiem, a ona wydawała się chłodna i taka... zdystansowana. Ale w rzeczywistości była naprawdę miłą dziewczyną! A kiedyś, gdy był z chłopakiem, wszyscy śmiali się z nich, że wyglądają, jak para komediowa. Byli swoimi totalnymi przeciwieństwami i choć na początku mogło się to wydawać całkiem fajne, to po jakimś czasie zaczęło męczyć. Nie mieli wspólnych zainteresowań, nie lubili jeść ani pic tego samego, a Filip nie wyobrażał sobie, że mógłby przeczytać choć jedną książkę pożyczoną od tamtego. No bo miłość to nie fizyka i przeciwieństwa się nie przyciągają. Trzeba być do siebie trochę podobnym, by się zrozumieć.
Nie był na tyle głupi (ani odważny) by się jej tu zaraz oświadczać. Nie miał zamiaru jeszcze zakładać rodziny, żenić się, sadzać drzewa, budować domu i niańczyć dzieciaki. Był za młody na to wszystko, a dorastanie sprawiało mu wiele frajdy. Jako głowa rodziny nie mógłby pić i szwędać się po barach z kumplami, bo po prostu by mu to nie wypadało. Nie mógłby przegrać w pokera domu i zawsze musiałby myśleć o tej drugiej osobie.
Taka odpowiedzialność za kogoś, to było naprawdę coś wielkiego. Trzeba zawsze stawiać tą drugą osobę na pierwszym miejscu, trzeba się o nią troszczyć i dbać, przytulać, gdy się czymś martwi i robić kakao, gdy chce. Planować wspólne wakacje, iść na kompromis w wyborze koloru ścian w pokoju i nauczyć się tańczyć. Bo dziewczyny uwielbiają tańczyć. I wypadałoby się zapisać na kurs gotowania. A potem trzeba wstawać do dzieci w nocy, by zmieniać pieluchę i dać jeść. I ZAWSZE trzeba przyznawać kobiecie rację. Tiaa. To nie dla Filipa. Jeszcze nie teraz. Więc Laila może być spokojna, jej cnota i ręka także, bo pewnie przez najbliższe kilka lat Filip nie padnie przed nią na kolana.
-Serio? Są tacy straszni? Jak ty?- zapytał, dźgając ją lekko w bok, po czym sam przekrzywił się na swojej poduszce, by nie mogła go sięgnąć. -Chyba masz rację. Na pewno bym się ich bał- zgodził się z nią ze śmiechem.
-Nie- odpowiedział bez namysłu. -Może to zabrzmi banalnie, ale... To jakby żyć bez tlenu. Długo nie pociągniesz. A oni są dla mnie, jak rodzina i nawet jeśli nie widzimy się codziennie albo się kłócimy to zawsze są gdzieś tam w moim życiu. Są jego mniejszą albo większą częścią, ale są. I gdyby ich zabrakło to pewnie nie chciałbym kłócić się już z nikim innym. Rozumiesz?- zerknął na nią, bawiąc się swoimi palcami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto Cze 11 2013, 15:42

Howettowa z powodzeniem mogła powiedzieć, że "kochać" to znaczy mniej więcej tyle co... Co wgapianie się w obiekt westchnień i nie reagowanie na nic. Przecież to akurat było jasne... Alan miał najlepszego przyjaciela, w którym ona się zauroczyła. Z tym, że chłopak nic z nią nie chciał. Także może i stąd ten mechanizm obronny przed zaufaniem sobie i spróbowaniem ułożenia czegokolwiek z kimkolwiek... Może. Nie mniej jednak widać, że spotkały się dwa przeciwieństwa. Filip gotowy już położyć tutaj serduszko i obiecać jej chociażby codzienną dostawę śniadania do łóżka, a ona chyba jest nieco zszokowana już samą propozycją "randki" i wszystkim, co się tutaj dzieje. Chyba nie zachowuje się też, jak prawdziwa kokietka, którą chłopak może chciał ujrzeć. Powoli odgarnęła włosy do tyłu próbując niby związać je w kucyk niewidzialną gumką, bo przecież takowej nie wzięła, więc znów musiała im pozwolić opaść na plecy. Psikus? Dobrze, że nie zapomniała chociaż bransoletki, bo wtedy to już w ogóle czułaby się teraz nieswojo.
- Tak. Są jeszcze gorsi ode mnie. Ja dopiero się uczę bycia złą. - Rzekła półżartem i pół serio. Może z tym złem, to miała akurat rację. Wypowiedź prorocza, bo w końcu słyszała o tajnym ugrupowaniu, które pozwalało się "uszlachetnić" i nawet przez moment zastanawiała się czy nie powinna dać znać, że chciałaby dołączyć. Jednak akurat wtedy jej rozważania przerwała Zoe, która wydawała się być czymś podekscytowana i wszystkie myśli z głowy Laikowej od razu odpłynęły. Ot puchońskie stworzenie. Irbisek nasz kochany, który jeszcze nie miał okazji zaprezentować futerka. Bum.
- Tlen. - Powiedziała z namysłem, jakby stwierdzała coś ważnego i usilnie próbowała to zapamiętać, ale... Ale ale... Ale nie wyszło. Uśmiechnęła się może pobłażliwie nie zgadzając się z tym stwierdzeniem. Ona przyjaźniła się z Jude od zawsze, na zawsze. Tak przynajmniej uważała. Jasne, że to intryga Laikowej zapoczątkowała kres wszystkiego, ale przecież nikt o tym nie wiedział, więc odrzucenie jej w chwilach słabości Jackson potraktowała, jak porażkę. Przez to i zwątpiła w przyjaźń. Mimo to no wiecie... Chciała chyba wierzyć, że istnieje prawdziwa miłość i przyjaźń. Uczucia chyba powinny coś znaczyć. W końcu po coś je mamy. Dajmy im jakieś sensowne znaczenie.
- Oj Fifi. Serio myślisz, że jak się odsuniesz to coś Ci pomoże? - Ponownie się zaśmiała próbując zmienić temat i zbliżyła się do niego, by rzeczywiście go klasnąć w ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pią Cze 14 2013, 21:09

Oni byli jeszcze za młodzi na miłość. Filip po cichu podśmiewał się ze swoich rówieśników, którzy rzucali "kocham cię" bez zastanowienia i twierdzili, że "ta dziewczyna jest tą jedyną". Jak na ironię, sam robił przecież podobnie. Nie wierzył wprawdzie w drugą połówkę jabłka, swoją lepszą połówkę i takie tam, bo z naukowego punkty widzenia to idealny związek można było stworzyć z co najmniej kilkoma osobami na Ziemi. Widzicie? Jaki z Filipa przebiegły chłopaczek? 
Ktoś odrzucił Lailę?! Jak śmiał! Ale w sumie to i lepiej, bo teraz Filip mógł się nią zająć. I to zajmowanie chciał zacząć od zaraz. Na początek, widząc jej zmagania z włosami, sięgnął do swojego nadgarstka i pociągnął za jeden z rzemyków, niebieściutki po czym wyciągnął ręce i sięgnął do jej włosów. Chwycił połowę z nich i podciągnął do góry, starając się przy tym być jak najbardziej delikatnym, a potem związał je, dość nieudolnie swoim rzemykiem. Chyba odkrył nowe powołanie! Jak nie wyjdzie mu w sporcie, to założy własny salon fryzjerski. 
-Sorrka. Nie jestem w tym chyba najlepszy- wzruszył lekko ramionami, próbując wsunąć pojedyncze kosmyki, które wypadły z powrotem na swoje miejsce. -Ale dostanę plus za chęci?- zapytał, uśmiechając się szeroko.
-Tlen... Tlen jest potrzebny- wziął głęboki wdech, jakby na dowód swoich słów. -Bez tlenu też bym chyba nie przeżył- stwierdził, jakże inteligentnie. 
-W sumie to na to liczyłem- roześmiał się głośno, pocierając ramię, które uderzyła, udając, że strasznie go boli. Zaraz znów kopnął ją lekko w łydkę. -Uderzyłaś mnie. Wiesz, co to znaczy?- zapytał, po czym uniósł do góry jedną brew, a następnie drugą. -Wojnę!- zawołał.

Nasze słodziaki wygłupiały się jeszcze troszkę, porozmawiały nawet, ale potem przyszedł ten smutny czas pożegnania. Filip naprawdę odprowadził Lailę pod jej dormitorium i choć miał ochotę ją przytulić to powstrzymał się i w zamian za to obiecał, że do niej napiszę. No i nie wziął rzemyka. Musi mu go oddać! A to oznacza, że musi się z nim spotkać. 

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Toowoomba, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6239-venice-aisha-bee-irvine#176571
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6241-pszczolka-wenecja#176574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6240-listy-do-sue#176573
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7373-venice-irvine#207299




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto Sie 20 2013, 12:32

Nogi doprowadziły tu Venice zupełnie przypadkiem. W takim momencie życia na pewno nie wybrałaby się do takiej sali świadomie. Nie przepadała za celowym prowokowaniem łez. Trzeba było dążyć do wzięcia się w garść! Trzeba było działać tak, aby pomóc tym całym Agrenom czy jak tam się nazywali. Na pohybel Lunarnym! Miała trochę zapału i mnóstwo uporu, ale smutek nie uleciał z niej całkowicie. Niestety, gdy tylko przekroczyła próg sali, szklana kula natychmiast się rozbiła. Sue odskoczyła zaskoczona do tyłu, nieświadomie przykładając rękę do klatki piersiowej. No, serduszko to się wyrywało. Zafascynowana całym zjawiskiem podeszła bliżej, obserwując dziwną kulę. Scalała się w nową i zmieniała barwę z czerwonej na białą. Australijka zmrużyła oczy i obserwowała jej perłową barwę, myśląc sobie, że przypomina ducha (he he he). Wzięła nawet jedną z miękkich poduszek i usiadła na niej, na razie nie zamierzała stąd wychodzić. Na ziemi wciąż leżały czerwone, szklane odłamki. Wydawały się dziwnie płynne i przypominały krew.
No i nasza Venice pobladła, orientując się, że ktoś kiedyś wspominał coś o Sali Końca. Szybko zorientowała się, że to właśnie w niej teraz przebywa. Ten Hogwart był jakiś nawiedzony, łał, w życiu nie powiedziałaby, że coś może zadziałać w taki sposób. Jakby ta kula była połączona ze...
Śmiercią Kai.
Oj.

/WĄTEK DLA KAI NIE WBIJAĆ zuy morph /
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Darwin, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 70
  Liczba postów : 100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5475-kaia-chevey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5478-milutka-kaika
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5506-sowasowasowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto Sie 20 2013, 14:44

Kaia obserwowała Venice od jakiegoś czasu. Dokładnie od kiedy pozwoliła jej na to świadomość, odzyskana z takim trudem. Wbrew pozorom Kaia od początku wiedziała co się dzieje, czemu odczuwa taki spokój, ale równocześnie wciąż jest jej zbyt ciężko, aby zostawić to wszystko za sobą. Wiedziała dlaczego ludzie przez nią przechodzą, dlaczego płaczą nad jej losem, kiedy tak naprawdę stoi obok nich i w gruncie rzeczy może im wszystkim powiedzieć, że halo, ja tu jestem, jest mi dobrze - wciąż jednak miała opory ze złapaniem Math za rękę, z pogłaskaniem Venice, z objęciem Georgii. Bała się, że przez taki kontakt mogłaby się za chwilę zmaterializować obok nich, wrócić tam, porzucić to odprężające uczucie znikania. Jednak coś z tej żywej Kai w niej pozostało. Gdyby chwilę dłuższej pobyła duchem, nauczyłaby się to w sobie pielęgnować. Strach był innego rodzaju. Taki, który odczuwała tylko w swojej półprzezroczystej głowie. Zdawało się, że bycie duchem łączy się z podziałem uczuć na konkretne partie duszy.
Georgia. To chyba inna historia. Czy Kaia miałaby jej to za złe, za złe, że ją zdradziła, pozwoliła na śmierć swojej najlepszej przyjaciółki? Chevey za życia by tego nie zrozumiała, ale teraz byłaby w stanie jej wybaczyć, objąć.  Podążała za Venice od paru chwil, a kiedy Australijka zamknęła drzwi do sali końca, Kaia przeleciała przez nie, obserwując przyjaciółkę zza jej pleców. Pszczółka jeszcze jej nie widziała, ale Kaia bacznie przyglądała się kuli, odczuwając pewien dyskomfort gdzieś w okolicy półprzezroczystej dłoni - to pewnie tam po śmierci Australijki został ulokowany smutek.
- Venice. - po raz pierwszy od czasu śmierci spróbowała coś powiedzieć, słowa zdawały się przelatywać przez całą postać zmarłej dziewczyny. Chciała być widoczna, teraz, tutaj, chciała się pożegnać z Venice, z nią jedyną. Bo ona zrozumie, zrozumie czemu Kaia chce zniknąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Toowoomba, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6239-venice-aisha-bee-irvine#176571
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6241-pszczolka-wenecja#176574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6240-listy-do-sue#176573
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7373-venice-irvine#207299




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto Sie 20 2013, 20:47

Venice zdawała sobie sprawę z tego, że Kaia nie odejdzie natychmiastowo. Wiedziała, a może bardziej przypuszczała, że dziewczyna zostanie chwilę, że coś ją tu zatrzyma. Może nie na stałe. Sue po prostu znała pewne zasady i wyjątki, jakim podlegały zmarłe dusze. Kontaktowała się z nimi, jednak tego dnia nie spodziewała się jakiejkolwiek łączności z duchem. Nie wyczuwała obecności Kai, która sama mogła decydować, kiedy należy się ukazać.
Obserwowała kulę, kompletnie zaabsorbowana jej kształtem i fakturą, której nie potrafiła określić, kiedy usłyszała znajomy głos. Poznała go natychmiast, jednak był jakiś inny. Nieco zwielokrotniony, trochę bardziej ulotny. Ciarki przeszły ją po plecach, a serce przyspieszyło, oczy automatycznie skierowały się na odłamki poprzedniej kuli, zanikające powoli. Krew wyglądała, jakby właśnie rozpadała się na cząstki i cząsteczki. Venice oderwała wzrok od tego niecodziennego zjawiska i wstała, odwracając się przy okazji, wiedząc już, że za nią stoi Kaia. Podeszła do niej i wyciągnęła ręce, aby złapać dłonie Chevey. I własnie wtedy, gdy poczuła dziwne zimno i specyficzną lekkość, dotarło do niej, że Australijka jest duchem. Jej mózg zarejestrował to dopiero po geście, który wykonała. Jak te dziwne emocje potrafiły blokować umysł.
- Kaia - powiedziała drżącym głosem, wpatrując się w dziewczynę.
Wyglądała tak ślicznie, lśniła perłowo i idealnie pasowała do kuli. Wszystko wydawało się tak symboliczne. Venice lubiła to uczucie, choć w tym momencie było nieco zmodyfikowane. Chciała powiedzieć przyjaciółce, że już tęskni, wyrazić swój smutek i przeprosić za to, że nie mogła nic zrobić, ale zdawała sobie sprawę, że nie to powinna zrobić.
- Co cię trapi? - zapytała łagodnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Darwin, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 70
  Liczba postów : 100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5475-kaia-chevey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5478-milutka-kaika
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5506-sowasowasowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sro Sie 21 2013, 13:51

Kaia uśmiechnęła się lekko, nieznacznie kiedy Venice wyciągnęła ręce, aby ująć jej dłonie. Chevey miała rację, Pszczółka nie zamierzała jej zatrzymywać, nie powiedziała, że tęskni czy, że jest jej przykro. Nie powiedziała nic, co mogłoby sprawić, że pomysł ze zniknięciem wydałby się Kai niewłaściwy, pomimo tego, iż czułaby, że to właśnie będzie musiała zrobić. Teraz wciąż nie mogła uwolnić się od tej ciężkości, która sprawiała, iż zniknięcie zdawało się niemożliwe. O ile inne uczucia mogła swobodnie lokalizować w swojej nowej, półprzeźroczystej postaci, tak tej zgubnej ciężkości nie mogła. Coś ją trapiło, chociaż dochodzenie o co chodzi, u ducha mogło wyglądać trochę inaczej. Zwłaszcza kiedy trzeba tego było szukać po różnych zakamarkach duszy, która teraz pełniła też rolę jako-takiego ciała. Albo raczej jakiegoś pancerza, który uczucia Kai zbierał w różnych miejscach, a nie pozwalał im ulecieć. I to chyba jego Kaia musiała się pozbyć, aby zniknąć.
- To ja. - odparła, jak na ducha uśmiechając się nieco zadziornie. - Kaia Tangerine Cheeeeevey. - dodała, jakby próbując nową wersję swojego głosu. To było doprawdy miłe uczucie, kiedy słowa przelatywały przez całą Kaię.
- Uważajcie na Georgię, Venice. I obserwujcie. Bo ja pozwoliłam sobie na zbyt dużo nieświadomości. - wspomnienia i emocje zaczynały się mieszać, ale Kaia wiedziała, że musi ich ostrzec. I spróbować nakłonić do pomocy. Ale nie mogła tego powiedzieć wprost. Czy teraz Kaia wiedziała, co zrobiła, a raczej czego nie zrobiła Georgia? Trudno orzec, sama zdawała się nie wiedzieć. Informacja o przyjaciółce, zamiast udać się do kaiowego rozumienia, zbłądziła gdzieś w okolicy emocji, które nie potrafiły jej poprawnie odczytać. Dziwne to bycie duchem, doprawdy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Toowoomba, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6239-venice-aisha-bee-irvine#176571
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6241-pszczolka-wenecja#176574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6240-listy-do-sue#176573
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7373-venice-irvine#207299




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pią Sie 23 2013, 09:39

Venice rzeczywiście była odpowiednia. Podczas kontaktu z duchami zdążyła zauważyć, że ujawniają się one z trzech powodów. Pierwszym była chęć uwolnienia się z ciężaru, przekazania jakichś słów lub po prostu wyrzucenia ich z siebie, aby móc pójść dalej zamiast tkwić w miejscu. Drugi powód kierunkował się raczej na dziwne zapędy lub urazy psychiczne, gdzie zjawy ukazują się z czystej przyjemności, w celu rozmowy lub wywołania strachu. Trzeba przyznać, że to drugie wychodziło im całkiem nieźle, szczególnie temu zwariowanemu mordercy, który uznał, że powybijanie szyb przy Venice i Curtis będzie świetną zabawą! Trzeci powód stanowiły wyjątki, nic innego. Sue wiedziała, że Kaia zaliczy się do pierwszej grupy. Chciała, żeby została, jednak była to egoistyczna część całego procesu, zdecydowanie niepozytywna dla Chevey, dlatego Australijka tłumiła w sobie te uczucia. Przynajmniej mogła liczyć na pojawienie się świadomości, że pomogła przyjaciółce, nawet jeśli zrobiła to po jej śmierci.
- Georgia? - zapytała automatycznie, dziwiąc się. O proszę, tego by się nie spodziewała. Sancroft nigdy nie wydawała jej się specjalnie zagrażającym osobnikiem. Chyba że chodziło o Kanadę, ale Kaia na pewno nie miała na myśli rozgrywek. A może? - Nie chodzi o rozgrywki, prawda? - zapytała, na wszelki wypadek, znając odpowiedź. To musiała być grubsza sprawa, która wymagała trochę myślenia i przede wszystkim wzmożonej czujności. W tym momencie Venice wiedziała tylko, że Georgia opuściła przedział z dziewczyną, której Sue nie znała, a potem zrobiło się wielkie zamieszanie. Dopiero teraz dotarło do niej, że cała ta sprawa może być podejrzana. Ciarki przeszły jej po plecach, kiedy przypomniała sobie głos Kai, wołający za Sancroft.
- Zdradziła cię - stwierdziła bez ogródek, przypatrując się perłowej postaci Chevey. To wszystko było takie dziwne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Darwin, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 70
  Liczba postów : 100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5475-kaia-chevey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5478-milutka-kaika
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5506-sowasowasowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Nie Sie 25 2013, 15:57

Tak w zasadzie, biorąc pod uwagę charakter Kai i to, jaka była, kiedy jeszcze żyła, opcja numer dwa również wydaje się wielce prawdopodobna! Teraz miałaby idealną sposobność do skutecznego straszenia, szczególnie tych, którzy zaleźli jej za skórę! A gdyby tak postraszyć Teddrę? I tego brata Jovena, który wrzucił Kai za życia na głowę ośmiornice? Mogłaby w ogóle go postraszyć taką ośmiornicą, o. Sprawiłaby, że owoce morza stałyby się prześladowcami Rivera. Gdziekolwiek by nie poszedł, tam widziałby krewetki. Kalmary. Ostrygi.
Ale jego głównym prześladowcą okazałby się homar. Do końca życia czerwony pancerzyk prześladowałby Rivera w myślach. PLAN ŻYCIA.
Taki zapewne wymyśliłaby Kaia, kiedy jeszcze żyła, teraz natomiast, kompletnie nie miała na takie durnoty ochoty, ba, do przezroczystej główki by jej nie przyszły! Chciała po prostu ostrzec Venice, powiedzieć jej o tych obawach, a potem zniknąć. Żadnych owoców morza w tym prostym planie nie było, sniff.
Kiedy Venice zapytała, czy chodzi o rozgrywki, Kaia stanowczo zaprzeczyła ruchem perłowej główki. Jednakże na stwierdzenie o tym, że Georgia ją zdradziła, Chevey nie zareagowała. Wbiła spojrzenie gdzieś za przyjaciółkę, ale po chwili się zreflektowała i cała uwaga znowu została skupiona na Pszczółce. Podeszła do niej i pogłaskało po włosach, co musiało naprawdę śmiesznie wyglądać, zważywszy na to, że półprzezroczysta ręka Kai przechodziła przez głowę Venice.
- Po prostu pomóżcie jej. Bo zrobi to znowu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Potters bar
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 236
Dodatkowo : Ćwierć-wil, rezerwowy obrońca
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3560-merlin-faleroy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3561-abdrakadabry-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5349-glupia-sowa-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7199-merlin-faleroy#204423




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto Paź 08 2013, 23:31

Trudno było mu otworzyć oczy. Głowa pulsowała mu nieprzyjemnie, jak zawsze kiedy niepotrzebnie mieszał narkotyki z piciem. Powinien w końcu odstawić to drugie. Zawsze to sobie powtarzał, kiedy nagle orientował się, że nie ma pojęcia gdzie jest i co robi. Szczególnie, że ostatnio to miało miejsce w klasie, gdy nauczyciel o coś pytał, a Merlin nic nie rozumiał. Całe szczęście poczciwy Howard uznał, że ma gorączkę i na pewno jest rozchorowany, wysyłając go do SS. Oczywiście Faleroy nie poszedł do skrzydła, tylko skierował się natychmiast w okolice obrazu grubej damy, gdzie miał nadzieję na pojawienie się Skaj. Przez zamroczony umysł nie miał pojęcia ile tam siedział, ale w końcu jego Niebo go odnalazło! I co lepsze poprowadziło ponownie w ten cudowny świat, z którą z nią zawsze wchodził! Ostatnie dni Faleroy dryfował na granicy świadomości, nieustannie rozkosznie zadowolony i trzymający małą Sky za rękę.
Miał ochotę przewrócić się na drugi bok i dalej spać, ale jakieś głupie szepty rozbrzmiewały mu w głowie. Chciał coś powiedzieć, żeby ich uciszyć, nawet mruknął coś nieprzyjemnego, ale one nie ustawały. W końcu zaczął powoli otwierać oczy.
Gwiazdy? To niemożliwe, że był na dworze, jest stanowczo za ciepło. I za miękko, wyjątkowo odczuwał każdą poduszkę, którą dotykał. Ale wyglądało na to, że była noc. W pokoju było całkiem ciemno, nie licząc dziwnej kuli, którą zdążył dojrzeć i która tego, że nie rozjaśniała szczególnie pokoju, kuła go niemiłosiernie w zmęczone oczy. Zdezorientowany i cholernie spragniony wil próbował usiąść na ziemi, by ogarnąć co się dzieje. Wtedy dopiero zorientował się, że obok niego leży Sky i westchnął z ulgą. Od razu poczuł się lepiej widząc tą małą osóbkę obok. Chociaż na pewno lepiej nie wyglądał. Wciąż w szkolnym mundurku, z poluzowanym krawatem i pognieciona koszulą. Włosy były w całkowitym nieładzie, a piękny wil miał po tych paru dniach przekrwione oczy, z delikatnymi sińcami pod nimi.
- Niebo – powiedział cicho Faleroy, smakując to cudowne słowo i pochylając się nad nią. Jego głos wybijał się ponad dziwne szepty, otaczające ich napastliwie. Powtórzył jeszcze parę razy ten niesamowity wyraz określający idealną postać leżącą tuż obok niego. Oblizał spierzchnięte wargi, by po chwili pocałować ją delikatnie w usta. Chciał ją obudzić jak w tych mugolskich bajkach, gdzie księżniczka otworzyła oczy, dzięki pocałunkowi miłości.
A w końcu ostatnio żyło mu się jak w bajce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja, ziom!
Galeony : 135
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6485-skylar-sky-winterbottom#182144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6487-fruzki-wola-optymistow#182149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6486-sky-w#182145
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7364-sky-winterbottom#206922




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sro Paź 09 2013, 00:14

Jeśli do tej pory myślała, że życie studenta jest ciężkie i pełne nauki, to teraz śmiało mogła powiedzieć, że się myliła, a studenckie życie jawiło jej się jedynie obietnicą wiecznych imprez, nieustającego haju i totalnej błogości, która towarzyszyła jej w ciągu kilku ostatnich dni. Eseje same się napiszą, jak święcie przekonana była Winterbottom.
Życie na krawędzi realnego świata a jej i Merlina odrealnionych przygód sprawiało, że ryzykownie balansowała na krawędzi. Chyba tylko łut szczęścia sprawił, że jeszcze nikt nie zorientował się, że z tą dwójką ewidentnie jest coś nie tak. No, ale skoro nawet los skłaniał się przychylnie w ich kierunku, to kimże była Skaj żeby kwestionować jego postanowienia?
Zatem dalej trwała w błogim uniesieniu, tylko wyruszając na ryzykowną wyprawę w okolice zakazanego lasu, gdy jej i Faleroy'owi zabrakło grzybków. Peszek dla innych, bo zebrali wszystkie, jakie udało im się znaleźć, nim powrócili szczęśliwi do zamku, jak to wcześniej zaznaczyłaś, trzymając się za rączki. Zaskakujące, że tak niesamowicie się dogadywali i odnajdywali w swoim towarzystwie. Zwłaszcza, że chyba niewiele mówili, a już na pewno niewiele istotnych rzeczy, może poza jednym momentem kiedy Merloy opowiadał o swojej rodzinie.
Sky miała to do siebie, że niewiele było ją w stanie obudzić zwłaszcza, kiedy znajdowała się w stanie upojenia bądź otępienia, więc nie ruszały jej szepty czy cokolwiek innego. Spała w najlepsze, wygodnie ułożona na brzuchu z piąstkami zaciśniętymi pod brodą i włosami przysłaniającymi całą twarz i spała pewnie by dalej, gdyby jedyne źródło ciepła nie odsunęło się od niej, pozbawiając ją tym samym nie tylko ciepła ale też oparcia. Dziewczę mruknęło coś przez sen, obracając się na plecy. Oczu jednak nie otworzyła, nie reagując na nawoływania Merlina.
Pocałunek z początku też jej nie ruszył, chociaż nie ukrywajmy, że to był najlepszy pomysł na budzenie. Wciąż przez sen, Skaj zamruczała gardłowo, rozchylając wargi i oddając pocałunek. Z każdą chwilą świadomość wracała do niej w coraz większych częściach, pozwalając zarejestrować odgłosy i zapachy otoczenia. W końcu uchyliła powieki, wpatrując się w merlinową twarz. Dla niej wcale nie wyglądała na zmęczoną i zaćpaną, Merloy wciąż jaśniał swoją piękną aurą, którą zachwycała się w ciągu ostatnich kilku dni.
-Gdzie jesteśmy? - zapytała, odchrząknąwszy uprzednio, gdyż nieużywany długi czas głos ugrzązł jej w gardle. Niechętnie odsunęła się od chłopaka i odgarnęła skołtunione włosy z czoła, nieprzytomnie rozglądając się dookoła. Nie kojarzyła tego miejsca i nie była w stanie powiedzieć, jak się tu znaleźli, ale było ładnie, miękko i przytulnie, więc założyła, że Ślizgon musiał ich tu przyprowadzić. Mimo wszystko nawet gwiazdy jednak nie były w tym momencie tak interesujące jak jej towarzysz, toteż chwilę później ponownie próbowała skupić zmęczone oczy na pięknej buźce Merlina, uśmiechając się leniwie, ni to do siebie, ni to do niego. Nie podobało jej się jednak, że chłopak już siedział, toteż pociągnęła go za rękę zmuszając, by ponownie się przy niej położył.
Świat był jeszcze trochę zbyt niestabilny by długo siedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Potters bar
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 236
Dodatkowo : Ćwierć-wil, rezerwowy obrońca
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3560-merlin-faleroy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3561-abdrakadabry-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5349-glupia-sowa-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7199-merlin-faleroy#204423




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sro Paź 09 2013, 02:10

Merlin już zupełnie nie pamiętał jak to jest być studentem. Zdaje się, że też zapomniał, o tym jak nie zdał parę lat temu, zostając na rok w klasie. Jego eseje również pisały się same, a na lekcjach był tak ospały, że nawet nie fatygował się, by prosić o pomoc swoją mądrą kuzynkę, zwyczajnie nie interesując się niczym realnym.
Tylko Skaj i ich nowym światem. Nie było nikogo rozsądnego wokół, kto by ich złapał za ramię i potrząsnął. Zapytał się co robią i zabrał wszystkie grzybki z kieszeni, grożąc palcem. Merlin czuł się nieograniczony, nic nie mogło go zatrzymać. Mało kto już zwracał uwagę na jego czasowe dziwactwa. Mógł najspokojniej na świecie być nowym Merloy’em w tej nowej rzeczywistości.
Faleroy był bardzo przybity, kiedy zorientował się, że grzybki się kończą. Wykorzystując moment, że był w miarę ogarnięty próbował robić z grzybków eliksir, by mniej je marnować. Posadził Sky obok siebie, by natchnęła go w jakiś sposób. W końcu była kobieta idealną. Z nią wszystko mu się uda. Skoro potrafił ulepszać alkohole i warzyć te wszystkie, głupie eliksirki na lekcjach, czemu to miałoby mu się nie udać? I faktycznie udawało.
Nie przeszkadzało mu to, że niewiele mówili. Nigdy nie był typem, który lubi siedzieć i plotkować, chyba, że mógł bezkarnie narzekać. Uwielbiał to. Ale teraz nie było absolutnie żadnych rzeczy na które mógłby powiedzieć chociaż jedno złe słowo. Przecież wszystko było idealnie, tu i teraz, ze Skaj i grzybkami. Tak powinno być wiecznie.
Chociaż teraz nie było cudownie. Na początku swojej pobudki, kiedy w głowie szumiało mu nieprzyjemnie, a w ustach czuł nieprzyjemny posmak. W międzyczasie Merlin doszedł do wniosku, że wie gdzie jest. Co prawda nie kojarzył do końca na którym piętrze, w jakiej części zamku, ale to zdecydowanie była sala końca, w końcu już trochę czasu szwendał się po Hogwarcie z alkoholem w dłoni. Udało mu się więc poznać miejsca odpowiednie do drzemki, zanim nie znajdzie swojego dormitorium.
Pocałował ją jeszcze raz kiedy nie zareagowała. I w końcu ta zamruczała słodko, a Faleroy mógł całować ją powoli, na pobudkę , kładąc bladą dłoń na jej płaski brzuch i przesuwając po nim palcami. Oddalił się od niej wodząc po niej średnio przytomnym wzrokiem. Prawdopodobnie on zupełnie się nie orientował czy Skaj jest ładna, czy nie. Zawsze widział ją w tak pięknych, przyjemnych miejscach, wytworzonych przez jego wyobraźnię oraz grzybki, że nie zwracał uwagi na takie trywialne rzeczy jak wygląd. W tym swój, dlatego każdy kto go trochę znał mógł stwierdzić, że bardzo z nim słabo. Chociaż Merl był przekonany, że jest idealnie.
- W sali końca – powiedział również rozglądając się dookoła, by przekonać się o prawdziwości swoich słów. Prawdopodobnie faktycznie to on ich tu przyprowadził, ale również nie miał pojęcia jak tu trafili. I wcale mu nie brakowało tych luk w pamięci. Trudno, taka najwyraźniej była cena prawdziwego szczęścia.
Pokornie położył się z powrotem obok niej na lewym boku, by móc wygodnie przyglądać się dziewczynie. Uśmiechnął się w podobny sposób co ona i odgarnął resztę włosów z jej twarzy. Przysunął się, by pocałować ją krótko w usta. A potem w policzek i perfekcyjny nos. I jeszcze po szyi. Wil zakończył na chwilę swoje pocałunki, równocześnie kurczowo obejmując ją, jakby miała zniknąć i go zostawić tu, biednego, samego. W tej chwili wydawało mu się to tak bardzo przerażające.
- Niebo, bądź moja, nie zostawiaj mnie nigdy – poprosił wlepiając w nią swoje zaspane, wielkie oczy, których powieki zamykały się co chwilę leniwie, jakby miał zaraz jeszcze przysnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja, ziom!
Galeony : 135
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6485-skylar-sky-winterbottom#182144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6487-fruzki-wola-optymistow#182149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6486-sky-w#182145
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7364-sky-winterbottom#206922




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sro Paź 09 2013, 12:31

Coś czuję, że i jedno i drugie obudzą się pod koniec semestru z rączkami w przysłowiowych nocnikach, kiedy na gwałt będą nadganiać zaległości i starać się zaliczyć egzaminy. O ile do tego czasu w ogóle oprzytomnieją, bo prawdę powiedziawszy jak na razie się na to nie zapowiadało.
Winterbottom lubiła skorzystać z uroków eliksiru psylocybinowego czy też otwartych umysłów, z racji swojego pochodzenia nie gardziła też mugolskimi sposobami spożywania grzybków i marihuany (zresztą cholera, spalenie jointa było o niebo lepsze niż picie eliksiru i Sky próbowała do tego przekonać każdego napotkanego czarodzieja, który nie był przeciwnikiem naturalnych psychotropów!), ale jeszcze nigdy, przez całe swoje życie, nie zdarzyło jej się trwać w narkotycznej nieświadomości dłużej niż kilka godzin z rzędu. A tu nagle, w towarzystwie Merlina, minęły jej całe dni, pozostawiając po sobie kompletnie pustą lukę w pamięci. Na chwilę obecną Skaj kompletnie ten fakt nie przeszkadzał; o wiele bardziej interesujący był Faleroy oraz fakt, że jeszcze nie do końca jasno myślała. Wyrzuty sumienia i obawa przed poniesieniem konsekwencji swojej lekkomyślności przyjdą potem, kiedy (jeśli) zostanie sama.
W przeciwieństwie do Merloja, Skaj była osóbką którą ciężko było uciszyć i trzy czwarte dnia spędzała na bezsensownym paplaniu o wszystkim. Serio, była w stanie pół godziny rozgadywać się na temat pogody, po drodze poruszając jeszcze miliard innych wątków, nim doszła do końca swojej wypowiedzi. Właściwie to zawsze rozwijała wątki poboczne, przez co jej historie z pięciu minut zawsze wydłużały się co najmniej do piętnastu, jeśli ktoś zawczasu nie sprowadził jej na główny tor. Dlatego też aż dziw mnie bierze, że przy Ślizgonie tak się dziewucha wyciszyła.
No, ale to może być tylko kwestia tego, że była zbyt naćpana żeby mówić.
No i powiedz mi, czy to nie jest związek idealny? Oboje w swoich oczach byli tak piękni, mimo iż w rzeczywistości w ogóle do końca nie ogarniali jak wyglądają. Strach pomyśleć, że Merlin na trzeźwo swojego Nieba mógłby nie poznać, a przecież istnieje takie ryzyko!
Sala końca niewiele Winterbottom mówiła, ale postanowiła swojemu towarzyszowi uwierzyć na słowo i nie dociekać. Zwłaszcza, że pokój był zachwycający i nawet te wszechogarniające szepty nie mogły zniszczyć jej wrażenia na temat jej sali.
Och jak jej się podobało takie obsypywanie pocałunkami! Poddawała się jego poczynaniom bez słowa protestu, ochoczo udostępniając Merlinowi coraz dalsze rejony swojej skóry, szalenie wrażliwej - przez działanie narkotyków - na dotyk. Jedną dłonią tylko przeczesała lśniące jasnym blaskiem włosy Merlina, z zachwytem zatapiając w czuprynie dłoń i tam też ją pozostawiając, kiedy biedak wtulił się w nią tak mocno, że z zaskoczeniem wypluła resztkę powietrza z płuc.
- Ciii, spokojnie kochany. - szepnęła kojącym głosem, czule gładząc wierzchem dłoni merlinowy policzek. Z zaskakującym spokojem i pewnością wpatrywała się w jego wielkie oczęta, chcąc go uspokoić i zapewnić, że nigdzie się nie wybiera. Nie tylko dlatego, że wciąż ją trzymał. - Jestem twoja na wieki wieków i dłużej niż ten świat będzie istniał. - zapewniła go, niemały wysiłek wkładając w poniesienie ociężałej głowy na tyle, by móc swoją obietnicę przypieczętować pocałunkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Potters bar
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 236
Dodatkowo : Ćwierć-wil, rezerwowy obrońca
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3560-merlin-faleroy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3561-abdrakadabry-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5349-glupia-sowa-merlina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7199-merlin-faleroy#204423




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto Paź 15 2013, 22:43

Cudownie to brzmi świetnie. Merlin na pewno jedyne o czym marzy to spędzić jeszcze jeden dodatkowy rok w Hogwarcie. Rodzina byłaby dumna z syna, który nieustannie nie może zdać, teraz przez swoją nową dziewczynę, z którą nieustannie ćpa.
Za to co jest najlepsze, Merl zawsze otwarcie gardził dziewczynami, które za często palą trawę, wciągają, robią eliksiry zamraczające czy rozweselające. Mówił, że to idiotyczne, wyśmiewał się i nie rozumiał jak można od czegoś takiego się uzależnić. Chociaż sam od paru dobrych lat był niereformowalnym alkoholikiem, do czego oczywiście nigdy by się nie przyznał. Dlatego to samo przez się wynika, że tolerujący jedynie procenty, a nie narkotyki, Merlin nigdy nie był w takim stanie jak teraz. Szczególnie przez parę dni z rzędu. Faleroy okazał się w pełni hipokrytą, odnajdując nowe ja ze Sky u jednym boku i halucynacjami drugim. Nie przeszkadzało mu, że totalnie się w tym zatracał. Konsekwencje? Lekkomyślność? Uzależnienie? Tych wyrazów zupełnie zabrakło w nowym słowniku Merlina, w którym wszystko dyktowane było przez narkotyczny stan i perfekcyjną Skaj.
Merlinowi na pewno nie przeszkadzałoby, gdyby dziewczyna cały czas gadała! Wręcz przeciwnie. Przecież była taka piękna i cudowna, mógłby słuchać jej głosu godzinami. Albo śpiewu. Dlaczego mu jeszcze nie śpiewała? A nierozpoznanie Nieba na trzeźwo byłoby zdecydowanie bardzo ciekawym wątkiem. Kiedyś, w przyszłości, powinni spotkać się zupełnie czyści. Tylko to mogłoby być dość dziwne, więc należy grzecznie odstawić to w czasie.
Och jakie to było kojące! Patrzyła się na niego z taką pewnością i… miłością. Tak, to musiało być to. Faleroy był obecnie przekonany, że jest zakochany na zabój w Skaj. Udało mu się dosłownie dosięgnąć Nieba i ściągnąć je do swojego boku. Czy istnieje gdzieś na całej planecie szczęśliwsza osoba niż on? To zdecydowanie niemożliwe.
- Mój świat jest perfekcyjny dzięki tobie – powiedział Merl, zanim oddał jej pocałunek. Musiał z nią być! Na zawsze i najbliżej jak się da. Ciężko było mu się poruszać i wszystko od czasu do czasu wirowało dziwnie w rytm tych dziwnych szeptów. Ale jego dłonie dalej zaczęły błądzić po talii Sky, bardzo nieudolnie podciągając jej bluzkę i dotykając gdzie tylko mógł. Aż ręce mu drżały z podniecenia! Bo przecież na pewno nie przez to jak spędzali ostatnie dni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja, ziom!
Galeony : 135
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6485-skylar-sky-winterbottom#182144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6487-fruzki-wola-optymistow#182149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6486-sky-w#182145
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7364-sky-winterbottom#206922




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Czw Paź 17 2013, 13:00

Kiedy to w ten sposób przedstawiasz, odnoszę okropne wrażenie, że rodzina Merlina raczej zdecydowanie nie polubiłaby Winterbottom, zwalając na nią winę za kolejny nieudany rok syna. Chyba jednak za jakiś czas będziemy potrzebować jakiejś dobrej duszyczki, która złapie ich za kudły, walnie łbami o ścianę i na siłę doprowadzi do porządku, warując nad swoimi podopiecznymi jak sierżant nad rekrutami w koszarach. Innej opcji nie widzę.
Pytanie tylko kto mógłby okazać się na tyle ogarnięty i stanowczy, żeby dać sobie radę z tak nierozsądnymi, odurzonymi i zatraconymi w wyimaginowanym świecie osobami. Ewentualnie pod uwagę może być brana jeszcze jedna opcja, kiedy to zwyczajnie zabraknie im jakichkolwiek narkotyków, skończą się zapasy whisky, które Skaj przetrzymuje w kufrze i nie znajdzie się nikt, kto będzie chętny do pomocy im. W końcu nikt przy zdrowych zmysłach nie sprzeda alkoholu osobom wyglądającym jak oni i w tak okropnym stanie. Podejrzewam, że pachnieć też nie pachnieli najlepiej.
I wtedy jak wytrzeźwieją i odzyskają świadomość, można właśnie rozegrać wątek, kiedy to wpadają na siebie całkowicie czyści, odmienieni i nie otumanieni. Aż szaleję z ciekawości, jak takie spotkanie mogłoby się potoczyć! Ale masz rację, na razie trzeba je jeszcze odłożyć w czasie.
Ojej to takie słodkie! Skaj aż się wzruszyła, słysząc jego słowa. Gdzieś tam w kąciku oka zakręciła jej się łezka, na pewno spowodowana właśnie wzruszeniem a nie suchością i podrażnieniem spojówki, jakiego zapewne mogła się nabawić przez tych ostatnie kilka dni ćpania. Nie odpowiedziała, uznając że sytuacja jest zbyt podniosła by rujnować ją swoją paplaniną.
Zresztą co tu było więcej do dodania?
Co prawda jak na gusta Winterbottom rozbieranie jej po kilku dniach znajomości i całowanie w sposób, w jaki Faleroy całował ją właśnie w tym momencie, było odrobinę zbyt wielkim spoufalaniem się, ale przecież żyła w przekonaniu, że właśnie znalazła tego jedynego, z którym spędzi resztę swojego życia, a przez tych kilka krótkich dni odnosiła wrażenie, jakby znała Merlina całe swoje życie, więc nie oponowała, kiedy jego dłonie zapuściły się pod jej bluzkę. Zwłaszcza, że wcale nie był bezczelny w tym co robił. Zatem dalej z całym zaangażowaniem na jakie było ją w tym momencie stać, oddawała pocałunki, rozkoszując się bliskością i dotykiem ukochanego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 394
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7892-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7896-leah-aristow#220816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7895-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7894-leah-aristow




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Czw Kwi 03 2014, 19:23

Koniec. Takie proste słowo, a czasami ciężko je zrozumieć w codzienności. Mogę skończyć z czytaniem, oglądaniem, pisaniem, ze sobą, z nudą, a zamiasto coś SKOŃCZYĆ i coś ZACZĄĆ siedzę w pustej sali i w sumie nie mam nic lepszego do roboty w tej chwili. Oparta o kamienną ścianę patrzę na kulę i liczę na to, że nagle spłynie na mnie pozytywna energia, która chyba ucieka przedmną. Tak długi czas w zamku niczego nie zmienił. To już 5 rok, a ja wciąż jestem cieniem. Ludzie bawią się ze mną, a także i mną. Na tym się kończy. Jestem towarzyszem radości, czasami pocieszycielką, ale nic po za tym i dla nikogo, bo ludzie mają łatwy sposób na usuwanie zbędnego balastu- odrzucać. Mogę myśleć nad tym latami, a tego nie zrozumiem. Nigdy więcej takich sytuacji. Zamknięta na klucz będę bezpieczniejsza, a słuszność tego niemal natychmiast się sprawdza, bo właśnie słyszę pisk otwierania drzwi. Kogo tu przygnało? W sumie to bezznaczenia. Kilka słów i nie będę miała powodów do dalszej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : Irlandia
Galeony : 272
Dodatkowo : duch
  Liczba postów : 157




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Czw Kwi 03 2014, 19:50

Tego poranka jej sowa przyleciała z listem od ojca, który podesłał mu parę zdjęć z dzieciństwa. Arlette to niewyobrażalnie ucieszyło.
Jest ona sentymentalną osobą, a takie wspominki zawsze dobrze mu robią.
W kopercie ujrzał zdjęcie, które robił mu ojciec, podczas zajęć gry na flecie
Przetarła o puszkiem palca po powierzchni zdjęcia. Było zakurzone i poplamione kawą... Widocznie wysłał je po to, by uniknąć kolejnych zabrudzeń.
Krukona przypomniała sobie, że kiedyś słyszała o "sali końca. Nigdy nie była w tym pomieszczeniu, więc tym bardziej ją zaciekawiło jego położenie.
Dowiedziała się od chłopaków z dormitorium, że leży gdzieś na piętrze.Wiec Krukonka udała się tam, ale nie musiała długo szukać.
Dopiero teraz uświadomiła sobie, że znajdowała się tu jeszcze jedne drzwi.
Podeszła do nich i przyłożyła prawe ucho, by dowiedzieć się, czy ktoś znajduje się w środku. Niczego takiego nie zarejestrował, więc otworzyła drzwi i wlazła spoglądając w góre.
-hej hej rzekła jest tu kto zapytała Zacząć Skończyć
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Wielka Brytania, Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 394
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7892-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7896-leah-aristow#220816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7895-leah-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7894-leah-aristow




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Czw Kwi 03 2014, 20:05

*wracam do 3 os. przepraszam za to*
Co jej odpowiedźeć? Stwierdzić, że mnie nie ma, czy też zwyczajnie zaczać rozmowę w wersji- Genialna Mega Uprzejma Ale Przecież I Tak Nic Cię Nie Ochodząca Leah?- takie rozmyślania nie mogły trwać u dziewczyny za długo, ale wcale decyzja nie była łatwa. Wszyscy znali ją jako... no właśnie. Kojarzyli ją jako zwyczajną, przeciętną i spokojną, bo mimo wszystko starała ukrywać swoją "ciemniejszą" stronę i o Merlinie! Niech wszyscy dziękują za to, że nie znalazł się jeszcze nikt kto sprowokuje ją do zbytniego pokazywania swojego charakteru- i ona jak i inni mogliby znaleźć się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Podjęła jednak decyzję pzoostać przy masce i mimo wielkiego zdenerwowania, że ktokolwiek miał ochotę jej przerwać nic nie robienie z trudem przełmała falę sarkastycznych uwag w mózgu i odpowiedziała nieznanej dziewczynie.
- Ja jestem- stwierdziła śląc ku niej bardzo wiarygodny, a jednak wymuszony uśmiech licząc na to, że tamta po prostu przeprosi, że przeszkadza i tym podobne, nędzne i standardowe teksty wypowiadane w sytuacjach zaskoczenia.
Jakiś chichy głosik szepnął jej w głowie, że warto przestać oglądać jakże cudowny sufit i spojrzeć na chwilową rozmówczynię. Wstała z podłogi i spojrzała prosto w oczy brunetce. Musiały się kiedyś minąć, ponieważ kojarzyła ją z korytarzy szkoły. Teraz czekała jedynie na jej reakcję. "To tylko chwila"- powtarzała sobie wymyślając już plan jak najszybszego przerwania tego zdarzenia. Jak to Leah- mimo wielu dobry cech miała dużą wadę. Strasznie nie lubiła robić tego na co nie miała ochoty w danej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1304
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7393-katniss-johnson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7396-niezrozumiana-przez-nikogo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7406-tutaj-katniss-johnson-zostaw-wiadomosc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7405-katniss-johnson




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pią Wrz 12 2014, 20:34

Katniss w poszukiwaniu dobrego miejsca na napisanie wypracowania dla profesora Withmana, znalazła się przypadkiem w sali końca. Atmosfera tego miejsca skłaniała do przemyśleń, więc, znalazłszy sobie kącik, Gryfonka wyjęła pergamin i pióro. "Kim jest animag i czy możemy się nim teraz nazywać?" Pytanie wydawałoby się wręcz banalne. Przecież to, co było na lekcji, było tylko przedsmakiem możliwości animaga. Żeby opanować tę sztukę nie wystarczy powiedzieć jakiejś formułki, by stać się na jakiś czas określonym zwierzęciem. To lata pracy, przygotowań, poznawania transmutacyjnych zagadnień. Katniss dzięki temu wiedziała, że wraz z innymi uczniami nie może się nazywać animagami. Należy dodać, pisała, że zwierzę, w jakie zamienia się czarodziej będący animagiem, jest odzwierciedleniem charakteru, a nie jest związane z wyborem użytego przezeń zaklęcia.
Dalej szło już gładko. Johnson interesowała się zagadnieniami związanymi z tą niecodzienną sztuką, więc ani się obejrzała, a już miała zapisaną odpowiednią ilość pergaminu. Zadowolona z wykonanej pracy, zwinęła ją i wyszła z sali.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sob Mar 19 2016, 15:26

Gra V

@Edward Harper, @Evanna Lacey, @Tom Falk, @Phoenix I. Farãas, @Winnie Hensley

Jest to pierwszy etap rozgrywek. Gramy do momentu, aż zwycięży jedna osoba, która następnie bierze udział w kolejnych grach. Zasady gry znajdziecie tutaj.
Na odpisy macie 3 dni, po tym czasie Mistrz Gry zdyskwalifikuje nieaktywnego gracza, a reszta będzie mogła swobodnie kontynuować grę.

Miłej zabawy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sala końca.   

Powrót do góry Go down
 

Sala końca.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-