IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sala końca.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Sala końca.   Pon 20 Gru 2010 - 21:32

First topic message reminder :



Słyszysz?
Cichy szept przedostaje się,
spod małej, lśniącej kuli.
Utrzymuje się w powietrzu,
spada co jakiś czas,
odradza się,
ale zawsze jest inna.

Wsłuchaj się w jej łagodny głos.
Słyszysz co mówi?
Nie, to niemożliwe.
Tylko ci, którzy są blisko końca,
mogą cokolwiek zrozumieć.

Rozumiesz?
Nie bój się.
To nowy początek.

To zapewne jedna z mniejszych sal, jakie można znaleźć w całym zamku. Przypomina trochę Pokój Snów, przez cichy szept, który rozlega się dźwięcznie po pomieszczeniu. Wygląda jednak całkowicie inaczej. Naprzeciw drzwi jaśnieje mała kula, lśniąca bardzo bladym, ale na swój sposób fascynującym światłem. Przybiera różne barwy, zależnie od tego, który raz się rozbija, a robi to, kiedy do sali wejdzie ktoś, dla kogoś coś się skończyło. Jest to niesamowite zjawisko, które warto zobaczyć. Poza ową kulą, nic nie chce tu świecić, nawet Lumos nie działa w tym miejscu.
Na ziemi rozłożone są wygodne poduszki, a w rogu jest ich jeszcze więcej. Kiedy zaś spojrzy się w górę, można zobaczyć kilka gwiazd, które udają, że istnieją w tej sali.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Sro 1 Cze 2016 - 21:05

Caro znała tylko taki świat i sposób bycia i lubiła te wszystkie gierki ale była niezadowolona odkąd przez nie psuła się jej relacja z Cyrusem. I to nie tak, że ona nie miała podobnej perspektywy ale to nie były jedyne rzeczy, których chciała. Chyba z czasem po prostu zaczęła zachowywać trochę rozsądku i równowagi w dążeniu do władzy.
-Przecież sama pchałam cię ku temu pomysłowi - przypomniała. -Nie mniej jednak pragnę zaznaczyć, że nie jesteś jedyną osobą, która musi mieć wszystkie sprawy bractwa na głowie. Jestem wiceprzewodniczącą i bez problemu mogłabym ci pomagać gdybym tylko wiedziała co planujesz, nad czym pracujesz albo dostawała od ciebie jakiekolwiek wieści. Czasu zawsze było tyle samo, tylko że kiedyś go dzieliliśmy, a teraz kompletnie się izolujesz przy pracy. I nie, to nie jest kolejne oskarżenie. - A skąd on tak właściwie wiedział jak ona to sobie wszystko wymarzyła? To nie było tak, że jej pragnienia nagle wywróciły się o 360 stopni i wyobrażała ich sobie jako słodką, typową parkę. Zawsze chciała żeby byli silną parą u władzy, razem podbijającą Europę. Wiedziała, że Cy radził sobie doskonale ale nie chciała być znudzoną żonką odsuniętą od wszystkich spraw i wiecznie czekającą na jego powrót. Ona chciała uczestniczyć w tym wszystkim razem z nim.
Zacisnęła wargi widząc jego kpiący wyraz twarzy. Aż cisnęło jej się na usta zaklęcie Cistam Dolorum ale już dawno zarezerwowała to dla wrogów, a nie dla chłopaka, z którym się kłóciła. I może od początku wyolbrzymiała ich problemy ale zawsze była perfekcjonistką. No i była babą więc w naturze miała wyolbrzymianie. 
-Mam nadzieję, że dożyję końca tej szkoły i uda mi się odbudować Salem - splotła ręce na wysokości klatki piersiowej i westchnęła patrząc gdzieś w bok. Już nawet nie chciało jej się podejmować dalej tej dyskusji ale rezygnacja z niej oznaczałaby kompletne poddanie się, a temat i tak pewnie kiedyś by wrócił.
-Nie nazwałabym tego nawet wymijającą odpowiedzią. Ja wiem czego chcę. Od początku chciałam żebyś wskoczył na stołek ale żebyś jakkolwiek dzielił się ze mną tą radością i wszystkimi obowiązkami. Nie wiem tylko czego chcę poza tym od życia ale to w żaden sposób nie dotyczy ciebie - ona nigdy nie ukrywała przed nim swoich myśli. I to nie tylko dlatego, że od początku ich związku kostka Ezopa była przy niej. Po prostu myślała, że rozumieją się niemalże bez słów i nie musi ich odpowiednio dobierać.
Jej z kolei cały czas wydawało się, że ten chłód z jego strony jest spowodowany jej upadkiem. Jakoś kiepsko im wychodziła komunikacja między sobą. Dziewczyna nie miała kompleksu na punkcie jego wspinania się po drabinie społecznej bo od lat wiedziała, że pozycja jest strasznie krucha. Bardziej obawiała się tego, że Cy wcześniej czegoś takiego nie poznał i uzna swoje królowanie i jej upadek za wieczny i pozbędzie się jej z rozsądku tylko dlatego, że obecnie była na o wiele słabszej pozycji. W każdym razie to był najwyższy czas na jakiekolwiek konkrety.
-Więc po prostu się określ czy to mnie dalej chcesz - mruknęła nieco zniecierpliwiona tupiąc niemo nogą. Bała się jego odpowiedzi ale musiała zadać to pytanie i była gotowa bardziej niż kiedykolwiek wcześniej żeby przyjąć na klatę to, co powie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pon 6 Cze 2016 - 12:52

Niby powinienem się z nią bardziej dzielić obowiązkami, ale z drugiej strony, wiedziałem też, że mam lepszy kontakt z kandydatami niż Caro. Mówiłem jej, że planuję imprezę, a jednak w jej trakcie, mało ją wdziałem, bo zwyczajnie się wycofała. Nie miałem jej tego za złe, bo wiem, że potrzebowała więcej czasu na odnalezienie się w tym wszystkim, ale nie sądziłem, bym realnie ją od wszystkiego odsuwał.
- Mówiłem Ci o imprezie, czy o sprawdzianie do bractwa, o tym, że trzeba wybrać kolejnych. Do pewnego momentu robiliśmy sporo razem, ale niektóre sprawy bractwa lepiej się ogarnia w pojedynkę - Nie zgadzałem się z tymi zarzutami. Chociaż w późniejszym czasie mogło do mnie dotrzeć, że być może Caroline wcale nie chodzi o zdradzanie planów, a o tkanie ich razem z nią, najwyraźniej w jeszcze większym stopniu, niż dotychczas to robiłem. Może po prostu nie mogłem przywyknąć do takiego dzielenia się? Miałem w sobie przecież coś z dziecka, które obsypuje towarzyszy z piaskownicy, gdy Ci tylko próbują zabrać jego grabki.  
To była chyba poniekąd istota problemu. Caro była perfekcjonistką. Podobało mi się to, bo dzięki temu była ambitna, stawiała wysoko poprzeczkę i stwarzała wokół siebie otoczkę kogoś, po kogo warto sięgnąć, choć to nie jest łatwe. Była dziewczyną, z którą bycie, napawało dumą. I nawet, gdy nie była królową, to wytwarzała wokół siebie tego typu aurę. Tylko, że ten perfekcjonizm miał również swoje wady. Miałem wrażenie, że narzuciła go też na mnie i liczyła, że będę dokonywać niemożliwego. To było dobre, pobudzające, ale w pewnym momencie stało się po prostu męczące.
Teraz stałem na wprost niej, wodząc po niej niespokojnie wzrokiem. Z jednej strony czułem jej słowa, rozumiejąc, co chce mi przekazać, a z drugiej, w głowie wciąż tkwiła mi pewna złość na nią i poczucie, że przerabiamy to setny raz z kolei. I tak naprawdę nie posuwamy się do przodu.
- Widzisz? Próbuje to przecież robić, nie odsunąłem Cię od wszystkiego zupełnie, a ty tylko mówisz, że mało. Tak jest z każdą sprawą. Przecież my gadamy praktycznie wyłącznie o tym bractwie, jakim więc cudem, to jest niewystarczające? - Można by całe stadium przeprowadzić nad temat tego, jaki czarna magia ma wpływ na życie czarodzieja. Jak się okazuje, nawet, gdy nie chodzi o korzystanie z niej, a wyłącznie o prowadzenie grupy z nią związanej, wpływa destrukcyjnie. Byłem całkiem nieźle zmęczony tym, że cokolwiek bym nie robił i tak było niewystarczające.  
O tym, że moja pozycja może być krucha powinienem pamiętać, szczególnie w świetle tego, iż przyjąłem do bractwa nowe twarze. Nie mogłem zaprzeczyć - byli wśród nich tacy, których obawiałem się, którzy mogli zechcieć mnie kiedyś zastąpić. Z nimi, postanowiłem spróbować się zaprzyjaźnić.
W gardle ugrzęzło mi zapewnienie, że chcę z nią zostać, bo przecież idealnie do siebie pasujemy, bo stanowimy doskonałą parę, bo razem mogliśmy więcej, niż osobno. Zamiast tego, poczułem, że to jest pytanie, nad którym oboje powinniśmy się jeszcze dwa razy zastanowić. Wcale nie byłem pewien, czy Caroline jest dokładnie tym czego chciałem. I o ile byłem tego wcześniej całkiem świadom, tak teraz, ze względu na sprawy z Winoną, nie byłem o tym przekonany w stu procentach. Chyba martwił mnie fakt, że będąc z nią, wciąż potrafiłem, myśleć o Wins w taki, a nie w inny sposób. Choć tego byłem sam sobie winien.
Spojrzałem na nią z pewnym wahaniem, nim powoli pokręciłem przecząco głową.
- Nie wiem, Caroline. Potrzebujemy przerwy. To wszystko przestało być proste, myślę, że powinniśmy to przemyśleć, ale osobno - tego byłem pewien. Musieliśmy na chwilę zrobić sobie przerwę, żeby się zastanowić nad tym wszystkim. Być może ona nie musiała się nad tym rozwodzić, jednak ja ostatnio wpadłem w tego typu dziwny punkt, w moim życiu, że wydawało się, iż muszę zakwestionować wszystko, co robię. Chyba po prostu próbowałem odzyskać kontrolę, nad każdą sprawą, nad tym, co tak naprawdę chcę. A rozsądek przy tym podpowiadał mi, że nie powinienem tego kwestionować będąc z nią, tylko właśnie tworząc tą przestrzeń, przerwę. Być może zatraciłem rozsądek, kto wie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pon 13 Cze 2016 - 19:28

[wybacz jeśli wyjdzie krótko, mam przeryty łeb po sesji... i wgl przepraszam, że aż tyle mi zajęło odpisanie ale sesja :/]

I czyja to była wina, że miał więcej kontaktu z kandydatkami? Nawet jeśli to one ciągle do niego przychodziły i zagadały to wiadomo, że tylko po to żeby mu się podlizać, a to i tak go nie tłumaczy z niczego. No i Carrier oczywiście była na imprezie na której Cy kompletnie ją olał... a ona po prostu grzecznie czekała aż zostanie wylosowana w butelkę, co nigdy nie nadeszło, podczas kiedy on bawił się w najlepsze.
-Byłam na imprezie i wpadłam pod koniec sprawdzianu. I nie niektóre sprawy ale ty wszystko zacząłeś robić w pojedynkę. Czasem zastanawiałam się czy w ogóle byś zauważył gdybym zaginęła - powiedziała rozgoryczona. Naprawdę nigdy nie sądziła, że aż tak emocjonalnie zaangażuje się w swój czysto polityczny związek. Ale to on miał ze sobą jakiś problem skoro nie potrafił się z nią tym wszystkim dzielić. Czy on naprawdę nie zauważał jak bardzo się odizolował na własne życzenie?
To proste, że Caroline wierzyła tylko w swoją perfekcję i absolutnie nie wymagała jej od innych. Wręcz przeciwnie, dostrzegała piękno i sztukę w niedoskonałościach, a Cy chyba sam sobie ustawił tą poprzeczkę. Ona chciała tylko żeby poświęcał jej czas i choćby trochę uwagi. I mogła to dostać od każdego innego w tej zakurzonej ruinie tylko akurat nie od niego.
-Wcale tego nie robisz. Nie cieszysz się ze mną swoim sukcesem tylko odgradzasz się odemnie murem. Czasem po kilkanaście dni nie wiem co się z tobą dzieje, to chore. Z resztą może to właśnie jest nasz błąd... może nie powinniśmy w ogóle łączyć obowiązków z przyjemnościami i nie żyć tylko życiem bractwa - na tym cholernym bractwie opierało się jej całe życie ale od dawna dostrzegała jak bardzo to zniszczyło jej życie. Czasem żałowała, że nie została zwykłą, żałosną nastolatką, która jest niewidzialna i wzdycha do chłopaka, który jej nie zauważa. Nie, rodzice musieli ją wepchnąć w to bagno ciągłego dążenia do władzy.
Może i Cy i Caro pasowali do siebie idealnie ale to na pewno nie było wystarczające żeby być razem. Potrzeba było jeszcze jakiegokolwiek zaangażowania bo nikt nie był ze sobą tak po prostu, każdy związek wymagał jakiejś pracy.
-To nigdy nie było i nie miało być proste. Ale skoro tak chcesz to nie będę płakać i cię błagać żebyś ze mną został - popatrzyła na niego z góry. Tylko pogarda w jej głowie i chłód na jej twarzy trzymały ją w tym momencie w kupie. Zacisnęła mocno pięści próbując wyrzucić z głowy wszystkie czarnomagiczne zaklęcia, którymi w tym momencie chciała w niego uderzyć.
-A teraz skoro nie chcesz być ze mną to wyjdź. Albo przywitasz się z Artus Versavi - rzuciła chłodno. Nie chciała mu robić krzywdy ale on nawet nie wyobrażał sobie jak bardzo skrzywdził ją. No i rzeczywiście wolałaby go połamać niż żeby widział jej słabość, a już ledwo wstrzymywała się od wybuchnięcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Pon 13 Cze 2016 - 19:50

Czasem, jak i w tej chwili, miałem wrażenie, że Caro powinienem zajmować się non stop, bo w każdym momencie mogła wybuchnąć swoją wściekłością, związaną tym, że zajmuję się tak błahymi sprawami, jak chociażby kręceniem swojej imprezy, na którą zaprosiłem całą szkołę. Właśnie o takie momenty byłem najbardziej zły, bo uważałem, że powinna równocześnie też zajmować się grupą ludzi, skoro tak bardzo chciała w tym uczestniczyć, zamiast liczyć, że to ja będę ją traktować jak kolejnego z gości.  
- Musiałbym zauważyć, przecież nagle nie miałbym połowy awantur w życiu - rzuciłem raczej niepotrzebnie, pewnie dolewając poniekąd oliwy do ognia. Ale targały mną emocję, a Caro dopraszała się o zapewnienia na tematy, w których twardo stawałem po drugiej stronie. Z jednej strony się nią nie zajmowałem, nie dopuszczałem nigdzie, ale gdy już gdzieś dopuściłem, to znów nienależycie się nią zajmowałem, bo ona sama sobą nie do końca chciała się zająć. A w niektórych momentach (niektórych, przecież halo, teraz miałem czas z nią tu siedzieć!) po prostu musiałem zająć się albo nią, albo ludźmi związanymi z bractwem i po prostu zawsze miałem nadzieję, że zrozumie te wybory, sama się jakoś wkręci.
Nie wiem, może Caro miała rację, z tym, że nie powinniśmy łączyć się obowiązkami. Gdzieś tu popełnialiśmy spory błąd, ale tak naprawdę nie umiałem określić w czym on tkwił, przynajmniej nie w tej chwili, gdy to jedyne co mi łaziło po gorącej głowie, to jak bardzo jestem zły na Caro i jak bardzo uparcie obstaję po swojej stronie.
Jej chłodne i wyższe spojrzenie wzbudzało we mnie tylko więcej pewnej wrogości, która nagle bardzo łatwo do mnie przyszła. W jej marzeniach o byciu kimś zwykłym było wiele racji. Bractwo i nasze tajemnicze przedmioty wiele w nas zmieniały.
Lekko zdziwiony uniosłem brwi słysząc tą groźbę pod postacią jednego z zaklęć. Nie, nie robiła na mnie specjalnie wielkiego wrażenia, bo przecież ja doskonale umiałem się bronić, nie byłem słaby z uroków. Ale jednego byłem na szczęście w stu procentach pewnym, ostatnie czego chciałem tego dnia, to pojedynku na zaklęcia z Caroline. Na dodatek pojedynku, w którym jedyne co robię, to bronię się przed serią jej furii, bo przecież osobiście bym ją nie obrzucał urokami łamiącymi kości.
- Nie mam zamiaru tu dłużej siedzieć - odparłem więc tylko odrywając już na dobre od niej wzrok i jak burza, wychodząc z tego pomieszczenia. Drzwi z łoskotem za mną trzasnęły, a ja dopiero piętro niżej przypomniałem sobie o tym, że miałem być ładnym chłopcem z idealnym uśmiechem. Dziś też.

ZT, i spoko, nie ma sprawy <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 535
  Liczba postów : 600
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto 1 Lis 2016 - 18:09

Kiedy właścicielka cukierni zauważyła, że Panda z uporem maniaka bierze każdą możliwą zmianę w pracy, na siłę kazała jej wziąć wolne i odpocząć. Cóż jednak Krukonka mogła poradzić na to, że nie chciała i nie umiała odpoczywać? Nie lubiła się nudzić, ani tym bardziej leżeć do góry brzuchem, dlatego z góry zaplanowała sobie dzień oraz to co miała dzisiaj zrobić - dochodziła bowiem do wniosku, że najpierw musi się napracować, żeby później móc bezkarnie wylegiwać się w hamaku na plaży. Co prawda pod koniec dnia Walijka poczuła się zmęczona, ale i to nie skusiło jej do kilkuminutowej drzemki. Chwyciła pod pachę książkę i pudełko ciastek a potem wyruszyła przed siebie. Nie miała konkretnego celu, jednak wiedziała gdzie ewentualnie może się zaszyć, by w spokoju poczytać - mimo to znajdując się na szóstym piętrze zboczyła z obranej trasy, zaglądając za drzwi umieszczone prawie na samym końcu korytarza. Wstyd się przyznać, ale niektórych pomieszczeń w zamku do dziś nie znała a jeśli znała to zdarzało jej się zapominać o ich istnieniu. Tak właśnie było z salą końca i choć miała świadomość, że tutaj sobie na pewno nie poczyta, tak w zamian za to będzie mogła pomyśleć nad nowym przepisem.
Weszła więc do środka, w zasadzie po omacku kierując się przed siebie - świateł w pomieszczeniu nie było, z kolei sama próba oświetlenia sobie drogi skończyła się fiaskiem już za pierwszym razem, dlatego teraz nie próbowała. Musiała wytężyć maksymalnie wzrok, robiąc malutkie kroki, ale i to nie uchroniło jej przed potknięciem się o jedną z poduszek. Na szczęście wyłożona była nimi cała ziemia, dlatego skończyło się bez większych obrażeń, poza zgubioną książką. Gdy ułożyła się wygodnie przypomniała sobie jaśniejącą na wstępie kulę - mówili, że jaśnieje dla osób, dla których się coś skończyło. Tylko co tak właściwie miało się skończyć dla Padme? Prowadziła tak prostolinijne i wręcz nudne życie w ostatnim czasie, że nie bardzo miało się coś skończyć. Wzięła głęboki oddech, przeciągnęła się i zamyśliła, wyłączając się z obecnego świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : VII
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 90
  Liczba postów : 100




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto 1 Lis 2016 - 18:49

Alexander trochę nie miał co ze sobą zrobić. Łaził po zamku, jakby szukając czegoś, choć sam nie wiedział czego. Może szczęścia? Miłości? Może jeszcze czegoś innego? W końcu wszystko co miał już się skończyło. Jego dzieciństwo się skończyło. Miłość rodzicielska się skończyła, a właśnie przed chwilą, dosłownie kilka godzin temu, skończyła się jego nieszczęśliwa miłość do Ruth. Czy był smutny? Nie. Czy był szczęśliwy? No można to tak mniej więcej nazwać. Nie odczuwał jakiejś euforii, nie był w skowronkach, ale czuł się wolny, wyswobodzony. Ciasna, żelazna pętla, która ściskała jego serce zniknęła, a on poczuł się... świeży. Jeśli wiecie co mam na myśli.
Wszedł więc do jakiejś sali, nie zwracając za bardzo uwagi na to jaka to sala. Był zbyt pogrążony w myślach, więc nawet nie zauważył, że ktoś już tam był. Rozejrzał się po pomieszczeniu, kw którym panował półmrok. Jedynym źródłem światła była kula, która spadła na ziemię, gdy tylko Alex zamknął za sobą drzwi.
-Znowu mam przesrane...
Mruknął po rosyjsku, patrząc na kawałki kuli. Na jego szczęście kula sama zaczęła się scalać i już po chwili znowu lewitowała, oblewając pomieszczenie bladym, trochę jaśniejszym światłem. Dopiero wtedy zauważył młodą kobietę, siedzącą na jednej z poduszek. Powoli podszedł do niej i posłał jej delikatny uśmiech.
-Em... Hej? Wiesz może co się właśnie stało?
Spojrzał na nią niepewnie, siadając obok niej. Co jakiś czas spoglądał z niepokojem na kulę, choć kobieta obok zdecydowanie bardziej prosiła się o uwagę, więc Sasha z bólem odrywał spojrzenie od jej pięknej twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 535
  Liczba postów : 600
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto 1 Lis 2016 - 19:05

Nie była zamyślona do tego stopnia by nie usłyszeć, że ktoś wchodzi i zrzuca kulę na ziemię, która z hukiem roztrzaskała się na kawałeczki. Odwróciła się co prawda w tamtą stronę, jednak poza wymownym uniesieniem brwi - których i tak nie było widać w ciemnościach egipskich panujących w pokoju - nie zareagowała. Doskonale wiedziała o co chodzi z tym dziwnym zjawiskiem, więc po co miała się odzywać? Gdy jednak chłopak podszedł bliżej niej, spoglądnęła na niego ze stoickim spokojem wymalowanym na delikatnej twarzyczce. Najwidoczniej nie była odosobniona w nieznajomości niektórych pomieszczeń w szkole a to było bardzo pocieszające.
- Jesteś w sali końca - odpowiedziała krótko, chociaż mina chłopaka wskazywała na to, że nie bardzo zrozumiał o co jej chodzi. - To znaczy, że ta kula rozbija się na kawałki przed osobami, które coś zakończyły w swoim życiu. Najwidoczniej i ty skończyłeś pewien etap, skoro tutaj jesteś - mając nadzieję, że teraz w miarę wszystko było jasne, wyłożyła się na poduszkach.
- To co takiego się stało? - spytała nawiązując do swojego tłumaczenia a potem wyciągnęła w stronę Ślizgona paczkę czekoladowych ciastek. Mógł nie odpowiadać, jednak przeczuwała, że zapewne będzie chciał się przed kimś wygadać. A że trafiło na nią... no co zrobisz, jak nic nie zrobisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : VII
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 90
  Liczba postów : 100




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto 1 Lis 2016 - 19:24

No i co on miał zrobić? Niby coś zakończył, ale czy to raczej nie był początek? Tak. Nie chodziło tu o koniec, ale początek. Nie ma tylko końców, są same początki. Wziął więc od dziewczyny ciastko i ugryzł kawałek. Było nawet dobre, albo raczej wspaniałe, ale nic na razie nie powiedział.
-Można powiedzieć, że do tej pory moje życie składało się z samych końców. Teraz jednak chce to zamienić na początki. Byłem zakochany, ale to minęło. Na szczęście. Więc... Jeśli chcesz to możesz być moim pierwszym początkiem.
Posłał jej delikatny uśmiech chrupiąc spokojnie ciasteczko. Tu nie chodziło o jakąś niemoralną znajomość, a raczej o coś zwykłego i normalnego. Nie tak popieprzone jak z Andreą, którą chciał w sumie przeprosić. Choć może coś niemoralnego też chodziło mu po glowie, ale... Nie ma żadnego ale. Chodziło i tyle, ale nie dał po sobie tego poznać.
-Wyśmienite ciastka. Sama piekłaś?
Rzucił tak od niechcenia, aby zagadnąć ją czymś zanim zdzieli go w twarz za te "niemoralne" propozycje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 535
  Liczba postów : 600
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Wto 1 Lis 2016 - 19:54

Po odpowiedzi Rosjanina wywnioskowała, że całkiem nieźle się trzymał, skoro miał ochotę sobie pożartować. To znaczy, ona uznała, że żartuje, bo w życiu nie wzięłaby takich słów na poważnie, na pewno nie w kwestii czegoś niemoralnego - zwłaszcza, że się nie znali. I choć wiele dziewcząt pewnie od razu podłapałoby temat obracając go w flirt, ona należała do grona tych "innych", bardziej na odludziu, które raczej nie interesowały się płcią przeciwną. Po co jej był kolejny problem, skoro mogła ograniczyć je do minimum? No boyfriend, no problem, jak mawiają. Uśmiechnęła się dość pobłażliwie, klepiąc miejsce obok siebie.
- Przypuszczam, że już się nim stałam, więc chyba nie ma sensu pytać o pozwolenie - zauważyła a kiedy chłopak usiadł, miała okazję, żeby mu się trochę lepiej przyjrzeć. Trochę, bo i tak niewiele szczegółów wyłapała w półmroku, w końcu nie miała wzroku kota. A szkoda. Wzięła jedno z ciastek i zjadła je, kontrolując jakość pierwszy raz odkąd wyszła z cukierni.
- Sama, sama. Ale to najzwyklejsze czekoladowe ciastka, więc nie ma się czym zachwycać - Panda nie umiała przyjmować do siebie żadnych komplementów, dlatego też zamiast podziękować jak normalny człowiek, najzwyczajniej w świecie zaczynała tłumaczyć, że przecież każdy może coś takiego upiec.
- Chyba do tej pory nigdzie cię nie widziałam? Po tylu latach w tej szkole to spory wyczyn - przyznała w końcu z lekkim wstydem, przyłapując się na tym, że najpierw chciała zapytać czy przypadkiem nie jest z wymiany. Brawo Padme. - I dlaczego twierdzisz, że dobrze się stało, że się odkochałeś? - zaskoczyła po dłuższej chwili, zastanawiając się jakie pobudki kierują zakochanymi ludźmi. - Podobno miłość jest fajna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : VII
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 90
  Liczba postów : 100




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Czw 3 Lis 2016 - 18:39

Alexander lekko wzruszył ramionami. Miał jej odpowiedzieć długą historię, która mu się przytrafiła? tym wszystkim co przeszedł? Uśmiechnął się delikatnie i szturchnął ją lekko w ramię. Miał wspaniały humor, więc raczej nic nie stało na przeszkodzie, żeby trochę dziewczynie poopowiadać i trochę ją pomęczyć swoim towarzystwem.
-A więc... Gdy byłem małym chłopcem zostałem wychowany tylko prze matkę. Ojciec był zawsze ostry, cięty. Nienawidził mnie. I z wzajemnością. Niestety to przez niego... moja matka zginęła w strasznym wypadku, tak samo jak moja przyjaciółka. Zdystansowałem się. Bałem się ludzi, ale zakochałem się. Kobieta miała mnie jednak gdzieś. Był zakochana w kimś... nie wiem. Jakimś innym facecie, który jej nie kochał. Wzgardziła moim uczuciem i zostawiła mnie na lodzie, mimo że powinna wiedzieć co znaczy nieszczęśliwa miłość. Męczyłem się do dziś, żeby to zwalczyć i stłumić to uczucie.
Wzruszył ramionami jakby to była normalna rozmowa. To nic, że jej nie znał. To nic, że nie znał jej imienia. To nic. Zaraz zapewne się poznają. Może nawet zaprzyjaźnią, jeśli wszystko pójdzie dobrze. Wziął kolejne ciastko i szybko je schrupał. Naprawdę bardzo mu smakowały.
-Nie. Po prostu jak już wspominałem nie jestem typem człowieka, który... rozmawia z ludźmi. A raczej byłem. W końcu to mój nowy początek... I mój koniec.
Ponownie spojrzał na kulę, która jaśniała lekko, unosząc się w powietrzu. Alex nigdy by się nie spodziewał, że kiedykolwiek znajdzie się w takiej sali z taką dziewczyną, więc nie czuł się w stu procentach komfortowo, ale starał się jakoś przed kimś otworzyć. Może robił to trochę na siłę, ale liczą się chęci, a nie sam efekt, prawda?
-I wybacz mój brak manier. Z tego wszystkiego zapomniałem się przedstawić. Jestem Alex. Ale mów mi Sasha. - pocałował ją delikatnie w policzek, ale szybko się odsunął, bojąc się, że może ją tym w jakiś sposób urazić, albo popsuć budowanie ich relacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 535
  Liczba postów : 600
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Czw 3 Lis 2016 - 23:38

Skoro zapytała, to oznaczało, że właśnie chciała usłyszeć długą historię, która mu się przytrafiła. Nie należała do osób, które pytały a następnie wyłączały się udając, że słuchają. Gdy ludzie nie chcieli mówić - nie namawiała ich do tego. Przesunęła spojrzeniem jeszcze raz po twarzy Ślizgona, po czym położyła się na poduszkach, patrząc w gwiazdy na suficie. Ze spokojem słuchała jego opowieści, skupiając się dość na dziwnym dla jej ucha akcencie. Uroda również nie stanowiła żadnej podpowiedzi - praca w cukierni nauczyła ją odróżniać ludzi od siebie również ze względu na państwa. Tutaj niestety nie była w ogóle pewna czy dałaby radę zgadnąć.
- Taki jest ten okrutny świat, że zazwyczaj jak się bardzo czegoś chce, to się tego nie ma - westchnęła, wsuwając rękę pod głowę. - Ale jak mawiają, tego kwiatu jest pół światu, dlatego znajdziesz kogoś lepszego. A w zasadzie nie szukaj, to przyjdzie samo - Panda niestety nie była specem od miłości. Nigdy nie utworzyła trwałego i harmonijnego związku a jej najdłuższy związek (relacja?) trwał może pół roku. I to mocno naciągając, bo był dość burzliwy i pełen niezgody.
- Zresztą, bycie samemu jest lepsze - wyjawiła w końcu swoją śmiałą tezę na ten temat, nie popierając tego żadnymi argumentami. Nie sądziła, że Ślizgon zapyta czemu i utnie temat. Chociaż...
Kiedy się przedstawił i pocałował ją w policzek zmarszczyła mimowolnie czoło w geście zdziwienia, szybko jednak jej przeszło.
- Skąd jesteś? Masz dziwny akcent - zmieniła temat, specjalnie nie mówiąc jak ma na imię. Chciała potrzymać go trochę w niepewności, może zrobiła to po to, by się podroczyć. Jeszcze sama do końca nie wiedziała. - Widzę, że posmakowały ci czekoladowe ciastka - dodała nagle, uśmiechając się zadowolona a potem przeskoczyła na kolejny temat, zupełnie niepasujący do reszty.
- Zaskakujące jest to, że możesz oglądać gwiazdy i nie musisz nawet wychodzić z zamku - wskazała palcem w górę, bo sądziła, że nie zwrócił na to zjawisko najmniejszej uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : VII
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 90
  Liczba postów : 100




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Nie 6 Lis 2016 - 17:15

Opowiadał jej wszystko ze stoickim spokojem, powoli zagryzając kolejne ciasteczko. Bardzo się zmienił od tego momentu, gdy zastał zamknięty w sali czasu. Wtedy krzyczał, płakał, wściekał się. Chciał zniszczyć wszystko i wszystkich, ale to już minęło. Był spokojniejszy niż wtedy, gdy rozmawiał z Andreą. Był bardziej... ludzki? Chyba tak można to określić. Nie pokazywał już tak swoich emocji, które wtedy były dla niego czymś nowym i nieznanym. Może dlatego tak reagował? Bał się tego? Może gdyby ktoś, oprócz Clari, próbował go zrozumieć to wszystko potoczyłoby się inaczej?
W każdym razie swoją historię skończył razem z ciastkiem, więc wziął od dziewczyny kolejne.
-A więc czego chcę? Niczego. Niczego też nie mam, więc twoja logika chyba jest błędna.
Zaśmiał się cicho i sam też się położył obok dziewczyny, aby nie czuła się osamotniona. Nie lubił patrzeć na nią z góry, więc to też był jeden z powodów, aby zejść z nią do parteru. Spojrzał w sufit i cicho westchnął z wrażenia, gdy ujrzał gwiazdy. Tak. Niby w wielkiej sali widziało się prawie to samo, ale tam zawsze było tak głośno i nie dało się skupić. Tu była cisza i spokój. Idealnie. Obrócił się na bok i w przypływie nagłej odwagi nagle przytulił się lekko do dziewczyny, zamykając oczy.
-Nie jestem stąd. Urodziłem się w Rosji. Taki zimny kraj.
Westchnął cicho, lekko dmuchając na skórę dziewczyny, gorącym powietrzem. Pachniała cynamonem i innymi słodkimi rzeczami, aż miał ochotę ją ugryźć. Nic jednak nie zrobił, tylko wtulił się mocniej, czując, że w każdej chwili może zasnąć.
-Możesz mi jeszcze kiedyś zrobić takie ciastka...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 535
  Liczba postów : 600
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala końca.   Nie 6 Lis 2016 - 22:48

Logika Padme wcale nie była błędna, ale też nie miała ochoty jej wyjaśniać. W zamian za to leżała w milczeniu, oglądając gwiazdy na suficie a kiedy chłopak położył się, przytulając się do niej nie protestowała. Chociaż naruszył nieco jej sferę prywatności, nie chciała, żeby się spłoszył jej nagłym zerwaniem się na równe nogi.
- Rosja, ach... to wszystko wyjaśnia. Ale dlaczego Hogwart? - powiedziała z uśmiechem. Nawet nie wpadłaby, że chłopak jest z tego kraju, w jej mniemaniu wszyscy Rosjanie chodzili do Durmstrangu a wszystkie Francuski do Beauxbatons. Dlatego potem się dziwiła się, że ktoś ma taki dziwny akcent czy wygląd. Pogłaskała Alexandra po głowie a gdy usłyszała wzmiankę o ciastkach, zaśmiała się.
- Nie ma problemu, dostępne prawie codziennie w cukierni przy głównej ulicy Hogsmeade - zareklamowała miejsce swojej pracy, jednocześnie zdradzając mu gdzie może na nią częściej wpaść. Głowa Ślizgona stawała się coraz cięższa, co sugerowało, że chyba usypiał.
- Alexandrze, nie śpij - pogłaskała go po policzku, tym samym go łaskocząc. Kilka minut później podniosła się z ziemi. - Na mnie już pora, muszę zrobić jeszcze kilka rzeczy - pocałowała go na pożegnanie a potem wyszła z pokoju.

zt oboje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sala końca.   

Powrót do góry Go down
 

Sala końca.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-