IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Las w pobliżu Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie 9 Sty 2011 - 18:06

First topic message reminder :


Las w pobliżu Hogsmeade
Miejsce powszechnie znane wśród mieszkańców wioski, jednak niezbyt często odwiedzane, w szczególności przez uczniów, traktujących ten las jako teren nieznany i niezbadany. Na pozór nie ma tu nic specjalnego, jednak chcący i zdeterminowani, mogą zawędrować wgłąb mini puszczy, gdzie wprost roi się od życia. Nie umiera ono nawet zimą - zawsze znajdzie się jakieś stworzenie, niekiedy przyjazne. Nie znaczy to jednak, że można beztrosko przemierzać ścieżki, gdyż istnieją tu także zwierzęta niebezpieczne. Jak w każdym podobnym miejscu należy uważać, aby nie zejść z ledwo widocznych dróżek, aby trafić z powrotem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Cannes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw 6 Cze 2013 - 1:24

W każdej szkole, mugolskiej czy magicznej wiadome było, że znajdą się i NARKOTYKI. Zoe nie miała nic przeciwko przed wspomagaczami nastroju od czasu do czasu. Nie żeby była jakąś ćpunką czy coś. Co to to nie. Nie bawiły jej też nigdy zabawy z halucynacjami. Nie rozumiała nigdy tych wszystkich, w większości wychudzonych młodych ludzi, którzy tak jarali się tym, że ich kolega wygląda w tym momencie jak słoń, a oni znajdują się w krainie Oz i gonią wielkiego, cycatego królika. Prędzej by zwariowała niżeli by dała się w taką fazę dobrowolnie wkręcić. Dzisiejsze halucynki jakie zaoferował jej krzaczek nieopodal, prawie doprowadziły ją do wewnętrznej histerii, kiedy tak gapiła się na swoje ziemniaki i jakiś okropny strój, a w dodatku z głowy jej towarzysza zaczęły wyrastać jakieś pnącza. Blah! Ten dzień będzie nawiedzał ją w nocnych koszmarach, tego była pewna. Miała jednak nadzieję, że nie będzie zdarzać się to często, bo chyba wybierze się do Skrzydła Szpitalnego po czyszczenie pamięci albo jakieś magiczne psychotropy. Na pewno coś tam mieli co by ulżyło jej, bidulce w niedoli.
Podzieli się nawet z Percym jeżeli już uda jej się coś takiego skołować. On też przecież pewnie nabawi się jakiś niemiłych wspomnień. Chociaż w głębi ducha miała nadzieję, że trochę tych fajnych Z NIĄ, SHINING STAR W ROLI GŁÓWNEJ troszeczkę przyćmi koszmar minionego dnia. O Merlinie, co on sobie pomyśli o tych Anglikach? Sama Zosia, która z pochodzenia była Francuzką, z dnia na dzień przekonywała się że trafiła do szkoły gdzie na wolności latają jacyś nawiedzeni psychole, czyhający tylko aż pojawi się taka niewinna dwójeczka aż oni, a żeby im wyciąć jakiś głupawy żart. Właściwie ona też byłaby do tego zdolna... Ale nie o tym przecież mowa! W tym momencie to ona jest ofiarą, jest biedna i w ogóle, i potrzebuje pocieszenia. Najlepiej w postaci długiego uścisku, buziaka czy czegośtam. Już wy sami wiecie co najlepiej pociesza. Niestety w tym momencie śmierdziała jakimiś obleśnymi odchodami, a jej towarzysz również rozsiewał ten sam fetor. Na kolację raczej się dzisiaj nie wybiorą nieważne jakby była ona pyszna.
- Ciężko mi to powiedzieć - wzruszyła ze zbolałą miną ramionami.
- Chyba pierwszy raz jestem w roli ofiary - to było aż tak żałosne, że aż śmieszne i mimo powagi ich tragicznej sytuacji nie mogła się powstrzymać od parsknięcia śmiechem. Właściwie nigdy nie miała oporów przed śmianiem się z samej siebie. To była jedna z tych rzeczy, które sprawiały że nigdy nie czuła się w żaden sposób ograniczona. NAWET TERAZ.
- Uhm... - rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu gada, który był pewnie przerażony na śmierć wyczynami nowo poznanej koleżanki i własnego pana, którzy bez powodu wyginali się na ziemi, a potem wpadli w gówno. Zdarza się.
- Rozejrzyjmy się może za nim, a potem mam pewną propozycję. O tyle o ile za pomocą zaklęcia uda się w jakiś sposób wyczyścić te ubrania, dobrze by było się wykąpać. Co Ty na to żeby się przejść nad jezioro? - spojrzała na niego figlarnie, bo przecież wiadomo jaką to kąpiel oznaczało. Do odważnych świat należy, a oni już dzisiaj przeszli istny armagedon, więc przy tym to chyba był pikuś.
- Hej, patrz to nie on? - wskazała palcem w krzaki, gdzie widziała jakiś ruch i jakiś ogon. Jeśli to nie Zachary to może chociaż mu pannę znalazła!

[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Zoe F. Champion dnia Pią 7 Cze 2013 - 0:12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4873
  Liczba postów : 969
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5587-percival-magnus-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5588-relacje-percivala#161773
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5589-plomykowka-percivala#161774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7256-percival-m-follett#205227




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw 6 Cze 2013 - 12:56

Patrzył na nią przez chwilę, nie wiedząc, jak zareagować, po czym również parsknął serdecznym śmiechem. Chyba nigdy w życiu nie przytrafiło mu się coś tak idiotycznego, ale przynajmniej będzie co wspominać.
- Jesteś kwintesencją geniuszu- zamruczał Percival, patrząc na nią z uznaniem i aprobatą.- Woda powinna być ciepła, nie sądzisz? Zresztą, zawsze możemy potem skoczyć na coś rozgrzewającego- ciekawe co Percy miał na myśli? Nie przyszło mu do głowy, że może należałoby spytać Zoe, ile właściwie ma lat, ale po pierwsze- to nieładnie, po drugie- Percy nie był nigdy ortodoksem ani świętoszkiem, więc bez przesady! Percy nigdy nie czuł się skrępowany obecnością pięknych pań, nieważne w jakim... stanie odzienia, a przeszli dzisiaj tyle, że można powiedzieć, że zjedli ze sobą przysłowiową beczkę soli! Miał wrażenie, że zna ją naprawdę długo i naprawdę dobrze, zresztą sama to zaproponowała, a niby dlaczego Percival miałby się sprzeciwiać, hm?
- Tak! Chodź tu, draniu- Percy rzucił się szczupakiem w krzaki i złapał Zacharego, który przez chwilę się szamotał, a potem uspokoił, widząc, że to tylko jego pan.- Dobrze, dzięki, moja miła, zatem prowadź nad jezioro, tam doprowadzimy się do porządku- uśmiechnął się uroczo, patrząc na Zoe i wyciągając do niej dłoń. A co tam- śmierdzieli oboje równo, więc co za różnica?

z/t (zaczniesz gdzieś? :D)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28852
  Liczba postów : 35842
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon 6 Sty 2014 - 11:11

POST DLA WSZYSTKICH DRUŻYN

Zanim uczniowie wyszli z kuźni, Bob poinstruował ich, aby otworzyli następne wskazówki kiedy już znajdą się w lesie, a to ostatnia lokacja, w której wszystkie drużyny są jeszcze razem. To prawdopodobnie jeszcze ostatnia szansa na to, żeby się wycofać, dodał drżącym głosem organizator wycieczki.
Kiedy uczniowie zagłębili się już wystarczająco w las, na kartkach ze wskazówkami pojawiło się pierwsze polecenie, które nakazywało uczniom wyszukanie waleriany, czyli rośliny, której korzenie wykorzystywane są do wyrobu wywaru żywej śmierci, a gałązki do eliksiru zapomnienia oraz słodkiego snu. Jak głosiły dalsze zdania wskazówki, odpowiednio zaklęty korzeń potrafił wytworzyć zapach tak silny, że powalał on nawet chimerę. Czyżby były to środki bezpieczeństwa?

rzucamy kosteczkami i szukamy roślinek!
1 - ponieważ wokół leży jeszcze trochę śniegu, dochodzisz do wniosku, że rośliny muszą być zakopane! Sposobem magicznym lub niemagicznym (niestety nie ma łopat!) zaczynasz odrzucać śnieg, ale zamiast natrafić na walerianę, natrafiasz na gniazdo... popiełków! I jeśli dobrze słuchałeś na ONMS, jaja tych dziwnych węży, jeśli nie zostaną zamrożone, zaczynają się palić i dzięki temu, małe popiełki, mogą przyjść na świat! i tutaj następne kosteczki czyli kiedy wyrzucisz liczbę parzystą, udaje ci się na czas zamrozić jaja popiełków, jeśli nieparzystą, to cóż, niepowodzenie i niestety musisz sobie radzić z atakiem małych, rozwścieczonych, dopiero co wyklutych popiełków! może ktoś ci pomoże?
2 - zapuszczasz się nieco głębiej w las, cwaniaku! Niestety, zamiast trafić na walerianę, trafiasz na trzminorka, który w ataku paniki wypluwa na ciebie swój syrop, wywołujący melancholię. Jesteś tak smutny, że idziesz się wyżalić komuś ze swojego okropnego, dołującego życia, chcąc nakłonić kogoś do refleksji (melancholijny i marudny humor utrzyma się przez następne dwie lokacje!)
3, 4 - BRAWO, udaje ci się znaleźć walerianę! To naprawdę zaowocuje w dalszych etapach wycieczki, twoja drużyna może być z ciebie dumna! A jeśli w drużynie znajdzie się więcej niż jedna waleriana, to hoho, bogactwo!
5 - Zamiast natrafić na roślinek, znajdujesz śpiącego elfa! Który jest wściekły, bo został wybudzony ze snu zimowego (nic nie dają tłumaczenia, że elfy nie zapadają w taki sen) i zaczyna się z tobą kłócić (a raczej kłótliwie brzęczeć), wykonując rączkami bardzo bojownicze ruchy! Nie chce się odczepić. Proponujesz mu, żeby dołączył do twojej drużyny jako maskotka, wszakże JEST TAKI ŚLICZNY (to łechta ego elfa i przynajmniej tymczasowo zamyka mu buzieczkę) z tym, że teraz masz zmartwienie, jak pozbędziesz się tego nieproszonego gościa, tak, aby nie wywołać tym następnego wybuchu brzęczenia, które może znacznie utrudniać dalsze etapy wycieczki! Może odszukaj kogoś, do kogo jeszcze przyczepił się elf i razem namówcie je, aby uciekły i założyły elfią rodzinę?
6 - Próbujesz wspiąć się na drzewo, aby stamtąd dojrzeć gdzie może leżeć waleriana i rzucasz kostką jeszcze raz; parzysta, udało ci się dojrzeć walerianę, brawo, ale jeśli nieparzysta; spadasz z drzewa i to jeszcze nie wszystko!, lądujesz w kałuży śluzu, którą pozostawił gumochłon! Jak dobrze, że masz zapasową kurtkę z logo CZARODZIEJSKIE WYPRWAY. Jeśli nie, to hm... może być to problemem! Szkoda jednak, że nie masz obok szamponu do włosów, czy innych dodatkowych ubrań na zmianę, bowiem ten smrodek może być ciężko zlikwidować nawet zaklęciami.

Na grę na tym etapie macie czas do jutra, enjoy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 291
Dodatkowo : animag (wilk)
  Liczba postów : 572
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6998-sarah-pauths
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7006-no-to-co-witajcie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7004-poczta-sary-pauths
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7163-sarah-el-pauths#204296




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon 6 Sty 2014 - 11:49

Ostatni będą pierwszymi? W mim przypadku tak. Heh dobra jak by tu coś znaleźć... Śnieg no tak! Przecież jest zima i rośliny obumarły tak? tak. Więc zaczęłam rękami kopać w śniegu. Po chwili moje dłonie zdrętwiały i zrobiły się bardzo zimne, ale na coś trafiłam.
-Cholera jassna!-Wycofałam się do tyłu jak najszybciej. W ziemi wykluwały się popięłki. Czytałam o nich i zresztą przecież ONMS to mój ulubiony przedmiot. Cienkie i blado szare węże, które mają oczy koloru czerwonego. Myślałam i myślałam. Wiedziałam że jakieś zaklęcie je mrozi prawda? Śnieg teraz to za mało.-Impedimento!-Wyciągnęłam różdżkę, i skierowałam ją w stronę węży. Podziałało, ale tylko na chwilę. Są młode to dlatego. Wstałam na równe nogi i z rozbieganym wzrokiem nie wiedziałam co zrobić. Podbiegłam do pierwszej lepszej osoby. Nawet nie pamiętam kto to był. Ale ze mnie puchon, pewnie ślizgoni teraz mają ubaw no sorry przecież te ohydne węże to ich herb, pomyślałam. Aż się wzdrygnęłam na samą myśl.
-No zrobicie coś?-Krzyknęłam do instruktora który wyglądał jak by właśnie narobił w gacie. On się bardziej bał niż my. Heh ludzie. Chyba był po to żeby nam pomagać tak? Przewróciłam oczami. Nawet starsi uczniowie nie chcieli mi pomóc, ale stałam z nadzieją że jednak to zrobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon 6 Sty 2014 - 22:27

Georgina wcale nie była tak bardzo pijana. Musiała pokazać klasę, więc w kuźni podniosła się dumnie z krzesełka co zaowocowało tym, że wpadła w ramiona Cezara, a potem zachichotała bezsensu po chwili nazywając go gburem, bo taką miała właśnie ochotę. Spojrzawszy na niego z przymrużonymi oczami sięgnęła po kurtkę, którą koślawo na siebie wciągnęła, bo oczywiście nie miała w sobie tyle weny, żeby ją zapiąć. Gdyby Cezar był miły, to by mógł ją zanieść do dalszego przystanku wycieczki, która o zgrozo (!) wyruszyła. De Nevers wcale nie potykając się co nie raz o jakieś dziwne rzeczy szła koślawo co jakiś czas patrząc na Cezara podejrzliwie, jakby doszukiwała się w nim tego, że mógłby być pedofilem. Ziewnęła dwa razy, a gdy znaleźli się na miejscu to przykucnęła bezsensu na śniegu wgapiając się w Weatherliego, jakby miał wszystko za nią zrobić. Ona za to bez żadnego sensu zaczęła grzebać w śniegu, bo akurat taką poczuła moc i zaraz runęła w zaspę, a stamtąd wyciągnęła... Walerianę.
Zatem teraz siedziała w tej zaspie ze swoją zdobyczą niemrawo wgapiając się w innych.

[4]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon 6 Sty 2014 - 23:44

Moment, w którym okazało się, że ich świetny organizator wycieczki nie bierze w niej udziału, był chyba odpowiednim momentem na ponowne zastanowienie się nad jakością jej organizacji. W końcu na wakacjach w Japonii też odbyła się szalona wycieczka, w której Cezar akurat nie uczestniczył, ale z której wszyscy wyszli w jakimś stopniu sponiewierani, a już na pewno przekonani o tym, że celem ich przewodników było doprowadzenie ich do trwałych uszczerbków na zdrowiu, jeśli nie utraty życia. Tym razem przewodnik nawet nie brał w niej udziału, uroczo. Ale co tam, yolo. Wetherly idealnie się sprawdzał w roli menskiego menszczysny, bo nawet jeśli w ogóle rozważał opcję zrezygnowania z tej niezwykle zapowiadającej się wyprawy, kiedy zobaczył, że jest w grupie z Curtis, której oczywiście posłał swój firmowy uśmiech, oraz z Georginą, która była w takim stanie, w jakim była, momentalnie odrzucił od siebie ten pomysł, bo przecież niewiastom w potrzebie trzeba pomóc. W związku z tym odebrał od Boba mapkę, wysłuchał wskazówek i wszyscy ruszyli do pierwszego etapu wycieczki, oczywiście z przygodami, bo panna de Neveres już na wstępie wpadła na Kanadyjczyka, który pomógł jej względnie utrzymać pion i na wszelki wypadek asekurował ją, kiedy zmierzali dalej, dość obojętny na jej podejrzliwe spojrzenia czy nazywanie go gburem. Kiedy dotarli do miejsca, w którym mieli szukać waleriany, chłopak na chwilę spuścił z oczu krukonkę, by rozejrzeć się za rośliną, jednak kiedy po chwili spostrzegł, że blondynka już wylądowała w zaspie, pokręcił lekko głową i pomimo swojej, delikatnie to ujmując, niechęci do zapijaczonych ludzi, podniósł ją i nawet otrzepał lekko ze śniegu i zapiął przekrzywioną kurtkę, z której założeniem najwyraźniej miała problemy.
- Hehs wiedziałaś, w którą zaspę wpadać, uroczo. – stwierdził, kiedy ujrzał w jej dłoni roślinę, której mieli szukać. Sam jeszcze pochylił się nad pobliską zaspą i wygrzebał trochę więcej waleriany, tak na wszelki wypadek. Bogactwo.

też 4!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
  Liczba postów : 695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7043-laura-blaise#200970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7046-laura#200988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7047-laurowe-listy#200989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7166-laura-blaise#204304




Administrator






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto 7 Sty 2014 - 0:16

To prawdopodobnie jeszcze ostatnia szansa na to usłyszała i nakazała sobie w myślach, żeby nawet o tym nie myśleć. Nie ma po co, wszystko będzie dobrze, będzie fajnie, ciekawie i znajdą Yeti. Albo nawet nie Yeti tylko co innego. Cały czas patrzyła na kartkę z koperty, czekając aż pojawi się wskazówka. Szli wszyscy przed siebie, cały tłum, który wcześniej przyszedł do opuszczonej kuźni. I nagle się pojawiła. Wa-le-ria-na. Oczywiście, że wiedziała co to jest.
- Mamy znaleźć walerianę - powiedziała swojej drużynie. - Jej korzenie dokładniej - dodała jeszcze, zastanawiając się jak to właściwie wygląda kiedy rośnie sobie dziko w lesie. Używała jej jako składnika eliksiru, kiedyś pewnie nawet widziała na obrazku w księdze z roślinami... Ale to jednak było co innego. Mimo to, zaczęła się rozglądać, bo może akurat coś zauważy. Zobaczyła ją po chwili, rosła sobie sama pod krzaczkiem, zerwała się całą garść kwiatków razem z korzeniami i spojrzała jak radzi sobie reszta. Kawałek dalej puchonka, Sarah, wyraźnie nie radziła sobie z czymś czego stąd Laura nie potrafiła dostrzec. Ale nie przyszło jej do głowy, aby mogła jej pomóc, miała przecież swoją drużynę, a oprócz tego mnóstwo innych ludzi. Zerknęła na kartkę ze wskazówkami, bo może coś nowego się pojawiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto 7 Sty 2014 - 15:07

Chapman człapał sobie tak wesoło za Laurą, uśmiechając się od czasu do czasu, gdy dziewczyna przyspieszała albo zwalniała krok. Nie dogonił jej, nie odezwał się ani słowem, a niech sobie pomyśli, że w ogóle nie interesuje go dalsza znajomość z dziewczyną. Na karteczce pojawiło się zadanie: znaleźć walerianę. Pestka, dla kogoś, kto jest dobry z eliksirów i zielarstwa. Nie chcąc się przechwalać, Chapman był dobry z obu przedmiotów, więc właściwie nie było większego problemu.
- Zaraz wrócę z naszą roślinką! - wyszczerzył zęby w uśmiechu, szturchając palcem swoją towarzyszkę z drużyny i ruszył kawałek w głąb lasu, w poszukiwaniu zdobyczy. Chłopak był bardzo zdziwiony, ponieważ gdy miał dobry humor i nie zwracał uwagi na naturalne przeszkody, szczęście zawsze mu dopisywało. Po kilku krokach już z daleka dostrzegł to, czego szukał. Podszedł, a właściwie podbiegł do rośliny, zrywając ją i uśmiechając się do siebie tryumfalnie. Gratulację, Chapman, udało Ci się uratować Twoją drużynę z opałów. Co by się stało, gdyby nie Ty? Wrócił do Laury, uśmiechając się do niej jeszcze szerzej niż poprzednio i machając roślinką przed nosem. Może dziewczyna doceni, jaki jest wspaniały i później okaże mu jakieś szczególne względy? Szczególnie po butelce ognistej, która cały czas znajdowała się w jego plecaku?
- Mówiłem, że dam sobie radę? - powiedział dość głośno, coby wszyscy dowiedzieli się, że udało mu się znaleźć przedmiot poszukiwań wszystkich uczniów, zgromadzonych w tym oto lesie. - Jesteś ze mnie dumna, prawda? - zaśmiał się pod nosem, kręcąc przy tym głową. Właściwie, guzik go obchodził fakt czy dziewczyna była z niego dumna czy nie. Nie obchodziło go czy ktokolwiek był z niego dumny. Ważne, że ona sam wiedział, że udało mu się osiągnąć zamierzony cel. Nie obchodziło go zdanie innych. Szczególnie, że pomógł przy tym, chociaż odrobinkę, swojej drużynie w dalszej wędrówce i poszukiwaniu Yeti. Oby poszczęściło mu się w dalszych zadaniach, bo chociaż ten dzień zaczął się niespodziewanie dobrze, to jeszcze wszystko może się zdarzyć. Wywrócił oczami, patrząc, jak ludzie szukają roślinki. Przecież większość z nich z pewnością nie wie nawet jak ona wygląda.
- Jak myślisz, uda się nam wygrać? - no więc tak, dla Chapmana przez cały czas była to konkurencja, w której musiał być najlepszy. Może inni traktowali to bardziej jako dobry sposób na wesołe spędzenie wolnego czasu, ale nie on. Porażka byłaby dla niego jakimś osobistym ciosem.

(kosteczki: 4)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw 9 Sty 2014 - 21:49

Isolde przypominała gradową chmurę, idąc przez las w towarzystwie swojej pożal się Boże drużyny. Och, bo naprawdę, trzeba mieć kosmiczne (nie)szczęście, żeby trafić do jednej grupy z jednym gościem, który cię podpala, a drugi... rozpala, jakby głupio to nie brzmiało. Bloodworth postanowiła jednak, że nie da sobie zepsuć wyprawy, a już na pewno się nie wycofa, bo to by było żałosne. W sumie nawet żal jej było Griga, na którym wyładowała swoją złość, ale przecież wiedział, że nie cierpi ognia i papierosów, nawet Vanberg już się tego nauczył. Zdaje się, że nikt się z nią nie liczył, jakie to przykre. Z wściekłości zacisnęła usta w wąską linijkę i ruszyła przodem, wyciągając swoje długie nogi i mając resztę drużyny w głębokim poważaniu. Puchon miał na imię Jim, ale nie był zbyt rozmowny, a Isolde była bliska ziania ogniem, co też jakoś nie sprzyjało zacieśnianiu znajomości. A myśl, że Grigori, jako kumpel Vanberga, na pewno już wie o tamtym INCYDENCIE (jak zwykła nazywać w myślach swój niekontrolowany wybuch namiętności), doprowadzała ją do szału i sprawiała, że najchętniej zmierzyłaby się z jakimś naprawdę niebezpiecznym stworem, zamiast szukać jakiejś idiotycznej roślinki. Nie była najlepsza z zielarstwa. To znaczy owszem, oceny miała w porządku, ale nie mogła nazwać oglądania roślinek swoją największą pasją, choć niektóre okazy były interesujące albo przydatne.
W każdym razie przeczesywała krzaczory i trawy jak rasowy pies myśliwski, próbując zająć się czymkolwiek. Dexter i Grigori pewnie w tym czasie stali pod jakimś drzewem i wypuszczali z ust kłęby dymu, ale nie miała zamiaru tego sprawdzać. Poszło jej nadspodziewanie łatwo, bo już po kwadransie wróciła na polanę, trzymając w dłoni wyjątkowo dorodny okaz, ale wcale nie wyglądając na uradowaną.
- Proszę. Pierwsze zadanie mamy za sobą - oznajmiła chłopakom, troskliwie owijając roślinkę w jakąś chusteczkę czy coś w tym rodzaju i chowając do kieszeni swojej puchówki w obawie, że walerianie zaszkodzi zimno, którego powinni się przecież spodziewać. Powiodła po nich chłodnym wzrokiem, splatając ramiona na piersi i zastanawiając się, za co to wszystko...

4!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
  Liczba postów : 695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7043-laura-blaise#200970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7046-laura#200988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7047-laurowe-listy#200989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7166-laura-blaise#204304




Administrator






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie 12 Sty 2014 - 0:24

Tanner odszedł nim jeszcze wybrała się na poszukiwania swojej roślinki, a kiedy wrócił, ona również stała ze zdobyczą w dłoni.
- Ani przez chwilę w ciebie nie wątpiłam - uśmiechnęła się, mówiąc całkowicie szczerze. Nie wątpiła, bo nawet nie miała okazji specjalnie się nad tym zastanawiać. Myślała raczej o tym, czy jej się uda. Ach, ci ambitni ślizgoni. - Bardzo dumna - dodała, nie zdając sobie sprawy z całego tego jego egoistycznego myślenia. Miała nadzieję na bawienie się w grupie, a przynajmniej na ciekawe spędzenie czasu z tym jednym chłopakiem, bo pozostałe dwie osoby z ich drużyny nie były specjalnie rozmowne, a teraz zniknęły gdzieś, zapewne również w poszukiwaniu waleriany.
- Ja też ją mam. - Pomachała roślinką przed jego nosem. - Nie myśl sobie, że jesteś najlepszy. Jeśli już to jesteśmy. Dlatego właśnie wygramy - odpowiedziała na jego pytanie. - Popatrz na tych wszystkich ludzi, nie za bardzo garną się do zadania, nie mówiąc już o tamtej puchonce... - spojrzała na Sarah, która śmiesznie wrzeszczała kawałek dalej.
Nie wiedziała na co jeszcze czekają, chciałaby już pójść dalej, ale nie wiadomo dlaczego, treść kartki z koperty wciąż się nie zmieniała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Bruksela
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 217
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6542-thomas-alexander-hill
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9384-jak-to-dobrze#261043
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6552-thomas-alexander-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie 12 Sty 2014 - 0:45

Matko, matko, matko, matko, matko, matko, matko, matko. Zaspał. Zaspał. Jak on mógł zaspać?! Merlinie, gdzieś był, kiedy miał się obudzić rano?! No, nieważne. Ważne, że w miarę zdążył na zbiórkę. No dobra, nie zdążył. Kiedy znalazł się w miejscu zbiórki, nie widział żadnego ucznia. Smutek, już miał wracać do domu, ale szczęśliwie na miejscu dalej szwędał się jakiś niewysoki gostek, który chyba zabierał się do domu. No i czysty fart, że był z tej całej agencji, czy innego stowarzyszenia, które przygotowało dla nich tą wycieczkę. Dobra. Zatem wszyscy ruszyli jakieś trzydzieści minut przed nim. Słodko, wypadałoby ich dogonić. No, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wystarczyło tylko narzucić jakieś szybsze tempo. Po drodze za wszystkimi, jeszcze ogarnął z kim jest w grupie. Okej, pięć osób. Znał dwie. Siebie i Sarę. Tak i ją trzeba będzie znaleźć. Zwłaszcza, że ona zapewne będzie znała pozostałych. W końcu, z niewiadomych mu przyczyn, to ona była dość znana. Cóż.. może była tym słynnym fejmem? A może nie? No, nieważne. Trzeba było teraz dogonić resztę.
Generalnie rzecz biorąc ostatnich, tych idących żółwim tempem złapał już po chwili. Małe zwycięstwo. Potem kolejne, bowiem przeczytał kartkę, na którym wypisane było zadanie, jakie mieli wykonać. Zatem znaleźć Walerianę. Okej. Na tyle ile pamiętał Zielarstwo, na tyle był pewien, że to była ta roślina. W sumie, to ciekawe. Po co akurat ona? Może Yeti szczególnie ją lubią? Albo wręcz przeciwnie? Może rzucają się z zamiarem zabicia na każdego, kto dzierży ją w dłoniach. W każdym razie, rozmyślając na ten temat, spojrzał w dół, pod nogi i… TAK JEST! BIJAACZ! ZNALAZŁ! AHA AHA AHA AHA! KTO JEST BOGIEM?! ON JEST BOGIEM! – ZNALAZŁEM! ZNALAZŁEM! – powiedział głośno, cały uradowany. Niezwłocznie ruszył w poszukiwaniu Sary, która na szczęście się znalazła.
Z czymś tam się biła, ale szczęśliwie ktoś jej pomógł. I chwała bogom, bo nie bardzo pamiętał dzisiaj zaklęcia. W zasadzie, to był w dość kiepskiej dyspozycji.. – Sarah! Sarah! Patrz, patrz! Znalazłem! – wrzasnął uradowany, do koleżanki. Naprawdę. Był z siebie dumny. Miał nadzieję, że ona również.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 291
Dodatkowo : animag (wilk)
  Liczba postów : 572
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6998-sarah-pauths
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7006-no-to-co-witajcie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7004-poczta-sary-pauths
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7163-sarah-el-pauths#204296




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie 12 Sty 2014 - 10:51

-Że ja...-Odwróciłam się i uśmiechnęłam- -Thomas!-Podbiegłam do chłopaka i widząc co ma w ręce ucieszyłam się. -Dobra robota. -Pogratulowałam i przytuliłam go.
Znalazł, dobra to może moje pierwsze podejście wymaże się w pamięci. Dobrze że ten "instruktor" czy coś, bo na prawdę, zrobił coś. Za bardzo nie chciałabym iść na skrzydło szpitalne i opuścić taką wyprawę! Ludzie HALOOO TO JEST YETI! No przecież trzeba tu być, prawda. No teraz przynajmniej wiedząc że nie jestem sama, mogłam czegoś szukać. Zaczęłam patrzeć po bokach, ale nic nie widziałam. Wole ONMS, tak zwierzęta to moja bajka. Z zielarstwa też byłam dobra, ale raczej nie w terenie. No dobra nie ważne, Thomas znalazł pierwszą, cholerną roślinkę więc teraz reszta też musi się wykazać. Nie ważne że jestem sama z chłopakami, nie ważne że Jim jest w innej grupie i nigdzie go nie widzę, nie ważne że pewnie padnę na zawał jeśli okaże się że go tu nie ma. Oczywiście mówię o Yeti. No pewnie wszyscy planują tą "wycieczkę" na parę godzin, w mrozie, w ciemnościach.Ej, ej, ej, ej, ej, ej! Ty uwielbiasz takie coś! Nie bądź idiotką i rób co masz robić!, oj tak, mój głos rozsądku wiedział lepiej co chce niż mój mózg, a przynajmniej teraz. Puściłam chłopaka i zagryzłam wargę.
-Trochę się spóźniłeś.-Nadal z uśmiechem na ustach powiedziałam. Racja, o jakąś godzinę chyba.-Co cię zatrzymało?-Spojrzałam na niego, ale próbowałam jakoś szukać rośliny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie 19 Sty 2014 - 9:03

Uśmiechnął się szeroko, widząc, że Laura także przyniosła ze sobą roślinkę, którą mieli odnaleźć. Całkiem dobrze, że mają je dwie, znając Tannera Chapmana, z pewnością posieje gdzieś swoją i później nie będzie mógł jej znaleźć przez długi, długi czas. Nie zastanawiając się długo, schował swoją roślinę do lewej kieszeni kurtki, kodując sobie w głowie, że musi to zapamiętać - właśnie tam została schowana!
- Drużyno, całkiem nieźle sobie radzimy. Ciekawe, gdzie reszta naszej małej grupki - mruknął już z nieco mniejszym entuzjazmem, rozglądając się dookoła. Nie wiedział kogo szuka, co też nieznacznie utrudniało mu zadanie. Miał ogromną nadzieję, że nie zgubili się nigdzie, szukając waleriany i że wrócą na czas następnego zadania. Swoją drogą, wydawało mu się, że czeka już wieczność na następną wskazówkę. Może to dlatego, że tak bardzo chciał zobaczyć Yeti i każdy etap prowadzący do niego, wydawał mu się dłużyć w nieskończoność? Żeby zabić odrobinę czasu ściągnął plecak, otworzył go i wyjął butelkę soku dyniowego, upił łyk i znów schował ją do plecaka. Szukając czekolady, którą przecież na pewno gdzieś tam głęboko schował, znalazł paczkę papierosów. Miał już nie palić, jednak to oczekiwanie go dobijało.
- Fajeczkę? - uśmiechnął się, wyciągając paczkę w stronę dziewczyny. Sam jednego papierosa włożył do ust, odpalając go różdżką. Zaciągnął się, wypuszczając powoli dym. Nie było tu żadnego nauczyciela, na jego szczęście. Zastanawiał się czy komuś przeszkadza, że pali papierosa na wycieczce szkolnej i nie myślał wcale o uczniach. Bardziej o jakimś organizatorze czy kimś, kto ją nadzoruje. Swoją drogą, to dość dziwne, że nikt nie wybiera się z nimi w tą podróż. Może powinien się wycofać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Whalley, Lancashire (GB)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 143
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7655-lesley-em-willard#212872
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7657-em-you-got-a-lot-of-friends#212877
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7658-lesley#212878
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7659-lesley-willard#212879




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie 9 Mar 2014 - 13:26

- Spierdalaj, Casta to tylko epizod - powiedziała, jeszcze przy ławeczce. Gdyby tylko miała lepszy refleks, to obroniłaby się jakoś przed legilimencją. Co z tego, że nie umiała oklumencji, cholernie nie pasowało jej czyjeś panoszenie się w najbardziej prywatnych myślach oraz wspomnieniach, jakie miała. Co ona sobie myślała? Że może robić wszystko? Dosłownie wszystko? I że jeszcze nikt nie pociągnie jej do odpowiedzialności? Głupia. Willard poszła z nią do tego przeklętego lasu tylko dlatego, że Sparks wpakowała się do jej umysłu i widziała dużo rzeczy, które powinny pozostać tylko w głowie ich właścicielki. A teraz groziła jej ta przeklęta wizja zostania w jakiś debilny sposób ośmieszoną przed całym Hogwartem. Co prawda mogłaby się zmienić w kogoś zupełnie innego - to żaden problem - ale wtedy musiałaby kombinować, jak ułożyć sobie nową przeszłość, jak zapoznawać się od początku ze wszystkimi znajomymi, a także jak sprawić, żeby kadra nauczycielska miała gdzieś fakt, że przybyła do nich jakaś zupełnie nowa dziewczyna bez śladu swojego wcześniejszego istnienia. Tak wielkiego wysiłku chyba nie mogłaby podjąć, więc szła posłusznie za Szafirową, chociaż wolałaby ją po prostu spoliczkować, czy coś w ten deseń. Przez całą drogę do Hogsmeade nie odezwała się nawet słowem. Ręce trzymała w kieszeniach, twarz ciągle pokazywała niebywałą złość i oburzenie, a jej krok był na tyle pewny, że można powiedzieć iż naprawdę bardziej przejęła się własną reputacją niż tym, że może zostać wciągnięta w coś bardzo, bardzo niebezpiecznego.
- No i? Gdzie on jest? - spytała w końcu, spoglądając na Sapphire.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon 10 Mar 2014 - 23:41

Sparks po prostu musiała przyspieszyć całe to przedstawienie, bo doprawdy nie miała czasu. Nie miała też ochoty, a przecież goniły ją też obowiązki dotyczące Mathilde i Romea. Julia miała zająć się Felixem. Tyle spraw… Tyle spraw… Tak niewiele chwil… Niewiele…
-Epizod, nie epizod, ale szkoda by jej było… - Wywróciła na swój charakterystyczny sposób oczami. Ludzie traktowali seks jakby to było coś… Jakby to było jedzenie z barów z fastfoodami, o ile można użyć takiej metafory. Wszak byle jak, byle gdzie, byle po co. Owszem, Sparks nie była świętoszką, jednak seks nie noszący za sobą żadnych korzyści w pewnym momencie stawał się po prostu nudny. Z Lucasem było inaczej, co prawda nigdy nie skończyli w łóżku, ale dzięki niemu zapewniła sobie ochronę. Z Cezarem? Ach, fenomenalne wspomnienie ferii w Lynwood. No i Jack… Jednak jego zostawi w swoim umyśle, to nie jest do widoku publicznego. Słabości. Pasja. Chore. Tak, bardzo chore.
-W każdym razie, nie traktuj tego jako złośliwości. Mam tendencje do wchodzenia w czyjś umysł dla zaspokojenia własnej ciekawości. Fakt, nie odkryłam niczego zaskakującego, ale to urocze, że można z umysłu obcych osób wyciągnąć ich wspomnienia, w tak łatwy sposób, wiesz? – Uśmiechnęła się uroczo bo odpowiedzi na pytanie: gdzie ON jest, nie była w stanie udzielić. Tak naprawdę nawet nie miała pojęcia, czy ten facet jest już na terenie Hogsmeade, nie wspominając o wszelkich innych abstrakcjach, które mogły wystąpić tego popołudnia. Chociażby spotkanie z innym lunarnym, czy coś w ten deseń, prawda? Nie wybiegajmy jednak zbyt daleko w przyszłość, wszak kurtyna jeszcze nie opadła.
-Cierpliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 46
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie 16 Mar 2014 - 12:27

I tu Sherazi pojawił się zamaskowany, jednak nie przy dziewczynach. Pojawił się od nich kilkanaście metrów dalej, a przez mały spacer rozpatrywał wszystkie za i przeciw. Potrzebował nowych Lunarnych? Co by się stało gdyby tak naprawdę zabił je obie? A gdyby tylko jedną z nich? To byłoby dobre, aby nauczyć Sparks szacunku, umiejętności radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach z obrazami, które do tej pory nie odbywały się nawet w najgorszych koszmarach. Chciał ją skrzywdzić, zabić, napawać się jej cierpieniem i to samo dotyczyło Lesley. Po prostu potrzebował cholernie bodźca. Ale przecież Lesley była cenna, była metamorfomagiem... Nie mógł jej zabić. Metamorfomag to cenna osoba. Zatem "Avada Kedavra" nie powinna mieć tu miejsca, ale mała tortura? Czymże byłoby sobie odmówienie tak przyjemnego zaklęcia w owe popołudnie.
- Witam drogie panie. - Rzucił jegomość w masce, a później wyciągnął przed siebie różdżkę. - To się będzie działo w nieskończoność jeśli powiesz "nie". - Rzucił luźno do Ślizgonki, a następnie zaczęło się.
- Crucio! - Z różdżki wystrzelił promień, który szybko ugodził dziewczynę,a potem obserwował jak upada na ziemię.
- Każda Twoja słabość. Jesteś mi potrzebna i musisz wiedzieć, ze mi się nie odmawia. - Wycedził ignorując obecność Sparks.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Whalley, Lancashire (GB)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 143
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7655-lesley-em-willard#212872
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7657-em-you-got-a-lot-of-friends#212877
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7658-lesley#212878
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7659-lesley-willard#212879




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto 18 Mar 2014 - 18:21

Wzruszyła obojętnie ramionami. Może i byłoby szkoda tej Gryfoneczki, a może i nie. Lesley niespecjalnie się nią przejmowała, głównie z tego powodu, że od momentu, w którym ich relacja osiągnęła praktycznie apogeum minęło dobrych kilka lat, a także dlatego, że Willard stała się trochę mniej empatyczna. Niech się ludziom dzieją złe rzeczy, póki ona jest bezpieczna i siedzi sobie w ciepełku, najedzona, wyspana, to wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ciekawe, bo z niej kiedyś nie był taki samolub! Dopiero od jakiegoś niespecjalnie długiego czasu zaczęła się skupiać tylko na własnym tyłku. Cóż, pewnie nie tylko ona, prawda? W każdym razie, jeśli chodzi o seks - można byłoby się rozpisać na dziesięć stron, ale tak na dobrą sprawę nie ma po co. Leska lubiła, więc korzystała. Jej partnerki też lubiły, więc też korzystały. Przecież wszyscy byli tacy zadowoleni, więc o co w ogóle chodzi? Jednak póki co, na żadną przyjemność się nie zanosiło. Dziewiętnastolatki wędrowały przez ów przeklęty las, a wyższa z nich z każdym krokiem tylko bardziej się nudziła. Taka tajemnica, takie pilne sprawy do załatwienia, takie wszystko... i co? "Cierpliwości". Piwnooka westchnęła głęboko, podnosząc oczy ku niebu, zupełnie jak gdyby miała zamiar pomodlić się o wybawienie z tej sytuacji.
Rzeczywiście, wybawienie przybyło, ale w bardzo nietypowej postaci. Kiedy zamaskowany mężczyzna stanął na przeciwko niej, Willardówna zatrzymała się i zaczęła go dokładnie lustrować wzrokiem. Na jej twarzy wymalowało się ogromne zdziwienie, zwiększone jeszcze bardziej po pierwszym bardziej sensownym zdaniu wypowiedzianym przez dosyć znajomego z głosu mężczyznę. Nagle, powietrze przeszył przeraźliwy krzyk. Les upadła na ziemię, zwijając się z bólu. Jej włosy zaczęły przyjmować praktycznie wszystkie możliwe barwy, a reszta ciała zmieniała tylko delikatnie gabaryty, bowiem pod wpływem klątwy Farida dziewczyna straciła z grubsza panowanie nad genami. W tej chwili ledwo kontaktowała, ze względu na bycie nieprzyzwyczajoną do jakiejkolwiek fizycznej nieprzyjemności. Z tego też powodu nie zrozumiała następnych słów skierowanych w jej stronę.
- Przestań! - zawołała z całych sił, mając w głowie jedynie ogromną potrzebę wyrwania się z tortur. Gdyby dobrze to wszystko rozegrać, pewnie zgodziłaby się nawet rzucić Kadavrę na dyrektora Hogwartu na oczach wszystkich uczniów.
To, czy by się jej udało, jest już zupełnie inną kwestią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw 20 Mar 2014 - 22:13

Przeraziła się. Wbrew pozorom ta silna dziewczyna była przerażona. Nigdy nie spodziewała się, że na własne oczy zobaczy jak to jest rzucać na kogoś zaklęcie cruciatusa, ale właśnie teraz to się działo. Teraz to miało miejsce. Teraz... Na Merlina! Nauczyciel, którego przez tyle lat ceniła zrobił coś co było zakazane. Zrozumiała, że to nie przelewki, ale przecież po sobie poznać, że to wszystko to niewinne kłamstwo. Gdyby Sherazi poznał prawdę i miał świadomość, że Sparks nie składała wieczystej przysięgi to z pewnością leżałaby już tutaj martwa.
-Czas na mnie... Wykonałam swoje zadanie, a teraz? Teraz muszę zająć się Villadsenami. - Powiedziała beznamiętnie, nie potrafiąc skupić się w żaden sposób na tym co tak naprawdę powinno się wydarzyć. Nie wiedziała czy już ma uciekać, czy jeszcze czekać, ale jeśli miała czekać, to wiedziała że popełnia w tym momencie błąd. Każda sekunda zbliżała ją do czegoś czego nie będzie w stanie zatrzymać, ale musiała wyjść z tego wszystkiego obronną ręką, byleby nie dać się spławić i byleby nie dać odkryć tajemnicy.
Nigdy.
Nigdy nie złoży wieczystej przysięgi.
Ile to trwało aż się ulotniła? Raptem pięć sekund.

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 46
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw 20 Mar 2014 - 22:43

Farid był zdegustowany, na jakiej zasadzie to wszystko się odbywało? Na jakiej? Czemu to właśnie przez Lucasa ostatnio popadali w kłopoty? Odkąd obdarzył go nicią zaufania musiał liczyć się z tym, że mężczyzna znikał i wciąż powtarzał ten proces aż do znudzenia. A gdy wracał, to przyprowadzał takie kwiatki jak Sparks i nic nie można było z tym zrobić... Przysięga. I gdyby wiedział, że jej nie złożyła zatrzymałby ją jednym ruchem, następnie rozpołowił jej ciało i z jedną częścią teleportował się do Afagnistanu i tam poćwiartował ją do końca. Drugą połówkę najpewniej pozostawiłby akromantulą na pożarcie. I choć z dziewczęcia była sama skóra i kości, to nic nie mogło by go zatrzymać przed chorą torturą.
Tak samo gdy teraz używał zaklęcia niewybaczalnego karmił się jej wiskiem, który zwiastował tylko to, że pęka. Rozdziera się w niej cała powłoka pewności siebie, która teraz była gówno warta. Nawet nie była to szmata, którą ktoś chciałby zmyć podłogę. Jedno zaklęcie, a człowiek spuszczał wszystkie maski, a w dodatku ona pokazywała mu je wszystkie co raz zmieniając swój wygląd. W końcu odpuścił, gdy tylko Sapphire się oddaliła. Sam natomiast porzucił ciało Lesley na ziemi i przez moment oparty o drzewo obserwował to do jakiego stanu ją doprowadził.
- Przestałem. - Rzucił. - Spełniłem Twoją prośbę. Spełnij moją. Złóż mi przysięgę... Wieczystą. A może będzie istniała szansa, że to już nigdy się nie powtórzy. - Dodał nieco ciszej. Znał siebie, nie mógł jej tego obiecać. To chore żądze nim poruszały, nie odwrotnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Whalley, Lancashire (GB)
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 143
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 115
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7655-lesley-em-willard#212872
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7657-em-you-got-a-lot-of-friends#212877
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7658-lesley#212878
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7659-lesley-willard#212879




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pią 21 Mar 2014 - 17:37

No cóż, powłoka pewności siebie, którą Leska bardzo często się otaczała, wcale nie była tak bezwartościowa jedynie w tym konkretnym przypadku. Prawdę mówiąc, znaczyła całkiem mało przez praktycznie całe jej życie, ale ludzie ulegali tej iluzji, że ona doskonale wie co robi, że wcale się nie boi konsekwencji, że jest tak pewna swoich własnych możliwości - wszystko to jedynie mylne wrażenie, którego prawdziwa wersja została właśnie w pełni obnażona. Lesley, usłyszawszy jak Sparks mówi coś o Villadsenach, których kojarzyła jedynie za pośrednictwem białowłosej dziewczyny noszącej to nazwisko (całkiem często bywała też ofiarą Obserwatora!) przewróciła się na bok, aby tylko rzucić w stronę czarnowłosej nienawistne spojrzenie spod ciągle zmieniających się powiek. Tworzący tło dla sytuacji krzyk wreszcie ucichł, a zastąpiło go ciężkie dyszenie torturowanej krótko panny. Przez parę chwil próbowała złapać oddech, co tak naprawdę nie przynosiło zamierzonego efektu, a doprowadzało jedynie do zachłystywania się powietrzem. Zanim dziewiętnastolatka zebrała się na wstanie z ziemi, minęło jakieś półtorej minuty. Dopiero wtedy ogarnęła swoje ciało, wielokrotnie modyfikowane w bardzo krótkim przedziale czasu, doprowadzając je do stanu pierwotnego.
- Wieczystą? Och, bardzo chętnie... - tu kaszlnęła dwa, może trzy razy - ale zdaje mi się, że uciekł nam Gwarant. No, chyba że masz w okolicy jeszcze jakiegoś kumpla, który chowa się za tymi wszystkimi, przeklętymi drzewami - rzuciła arogancko, jak zresztą zwykle, rozglądając się dookoła, czy aby rzeczywiście gdzieś nieopodal nie chowa się kolejny zamaskowany facet. Nawet nie zdziwiłaby się, gdyby tak było!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 46
Skąd : Afganistan
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 194
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 163
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3419-relacje-farida-sherazi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3550-farid-sherazi#108437




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pią 21 Mar 2014 - 22:34

Ulubioną rzeczą u ludzi dla Farida były słabości. Zdecydowanie uwielbiał, gdy jego ofiary wiły się przed nim z bólu, albo gdy uczniowie płonęli pod biczem jego słów, gdy opowiadał im to, jak niczego nie osiągną... Tak było. Każdym, kto siedział w ławce w jego klasie mógł zmyć podłogę, bo właśnie za tyle ich miał. Za całe ścierwo, które niegodne było być nawet ściółką w lesie, ani nawet próchnicą dla tej gleby. Niech spłoną. Popiół rozniesie wiatr... Dobry wiatr.
Farid gwałtownie chwycił ją za rękę i przyciągnął bliżej siebie, aczkolwiek zachowując między nimi bezpieczny dystans, a po chwili dokonał teleportacji łącznej... Nie bawiąc się już w żadne półsłówka.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob 10 Maj 2014 - 1:25

Och jej. Jaki ten Sharker był... nieznośny! Prawie tak jak ona. Cóż, dla niej prefektowanie miało ogromne znaczenie, bo była ślizgonką, ślizgoni lubią być u władzy. Dziwne, że on nie aspirował na takie stanowisko. W sumie do twarzy by mu było w szkolnym mundurku z odznaką! A jakby jeszcze razem chodzili, to mogliby siać postrach to tu, to tam. Prawie jak świętej pamięci gitowcy, zapalmy dla nich znicz i uczcijmy ich chwilą milczenia. Jednak teraz trzeba było myśleć o żywych. Oni byli żywi, mieli całe życie przed sobą. A teraz? Jechali w szaleńczym tempie, śmigając tak szybko, jak pozwalał im na to samochód. Nie, żeby Scarlett chciała się popisać czy coś! Po prostu lubiła szybką jazdę, jakkolwiek to nie brzmi. Nie chciała tracić ani chwili, bo swego czasu zmarnowała ich aż za dużo. Teraz nadszedł moment na dokładne badanie życia. Terenów, które należały do niej, ale nie tylko. Chciała miło spędzić czas z... no właśnie, z kim? Znali się od dawien dawna, ich własne mordy codziennie się przewijały, jak nie na zajęciach, to w pokoju wspólnym. A potem nawet w Komnacie Tajemnic. Bo oni mieli dar. Dar, który był sekretem. Wiążącym te dwa istnienia. Czy kiedykolwiek chciała czegoś więcej? Nigdy nie myślała o Rasheedzie w ten sposób. Sama nie wiedziała dlaczego. Może właśnie był zbyt blisko, niemalże na wyciągnięcie ręki? Może właśnie dlatego, że codziennie go widywała, choćby przez ułamek sekundy? Oboje byli ambitni. Oboje chodzili twardo na zajęcia, opuszczając jedynie bardzo nieliczne. Kiedy inni woleli wagarować i zatracać swe życie w doczesnych przyjemnościach, oni parli do przodu. Chcąc być najlepszymi. Wcale nie w dupczeniu na prawo i lewo czy też w piciu hektolitrów alkoholu. Choć oboje lubili się bawić, to był jednak czas na zdobywanie wiedzy. Wyścig szczurów. Przecież świetlana przyszłość jest tylko dla najlepszych. Chcieli być najlepsi, nieprawdaż?
A teraz wjechała do lasu, chcąc oddać się tej przyjemniejszej stronie egzystencji. Nie myśleć o swej przyszłości choć na moment. Najchętniej zatrzymałaby czas, tak jak teraz zatrzymywała auto. Aby móc napawać się chwilą samotności, z dala od wścibskich oczu, choć zapewne Obserwator poleciałby za nimi nawet na księżyc, albo w ogóle do innej galaktyki. Przed nim nic się nie ukryje. Ale teraz to nie miało znaczenia, kiedy wjechała w jakieś zarośla w środku lasu, a że samochód był zielony, to całkiem nieźle się maskował wśród tych wszystkich drzew i krzewów. Cała ta podróż wyglądała wysoce podejrzanie i może rzeczywiście ślizgon powinien zacząć się bać.
Jednak za chwilę było już za późno. Sięgnęła po różdżkę ze schowka, odpięła ich pasy, odsunęła fotel chłopaka nieco do tyłu. A potem usiadła na jego kolanach, przodem do jego twarzy i uśmiechała się lekko. Zaczęła masować... jego ramiona, zbereźnicy. I miała minę, jakby się nad czymś intensywnie zastanawiała.
- No, jesteśmy sami, jesteś uwięziony w moim aucie. Teraz możesz się więc spowiadać. Nikt cię nie podsłucha, nie rozproszy... - zaczęła spokojnie. - Byłeś ostatnio bardzo spięty i niezadowolony, Sharker. Powinnam więc cię wysłuchać, pocieszyć... wiesz. Te wszystkie rzeczy, które robią przyjaciele - kąciki jej ust powędrowały jeszcze wyżej, jak gdyby się z tego nabijała. Może odrobinę. - O tylu zmartwieniach nie chciałeś mi napisać w listach... teraz chyba masz stworzone dobre warunki, hm? - spytała lekko, nie przerywając masażu i intensywnego wbijania wzroku w oczy bruneta. Robi się ciekawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob 10 Maj 2014 - 2:01

Chwytał dzień, a ta przejażdżka ze Scarlett mu to uświadomiła. Nie żeby wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, o nie, nie o to się rozchodziło, a po prostu w tej chwili odczuwał to tak wyraźnie jak jeszcze nigdy wcześniej. Hehs, no w ogóle nie miało z tym nic wspólnego to, że jechali przez Londyn z zawrotną prędkością, aby zajechać gdzieś w las. Sharker nie miał nic przeciwko temu, również pragnąc nie tracić czasu, bawić się, łapać wrażenia w siatkę niczym piękne, wielobarwne motyle, warte tego aby poświęcić im chwile. Chciał mój zatrzymać czas, a teraz gdy tak szybko pędzili, zdawało się wręcz, że właśnie to robią, że mają trochę więcej chwil na to aby się doskonalić, czyli być dokładnie takimi, jakimi zawsze chcieli. Tak się złożyło co prawda, że on nigdy nie mówił o tym otwarcie, a mimo wszystko każdy o tym wiedział. Nie lubił szkoły, uważając to za zbędny dodatek, a mimo tego zaliczał każdą lekcję lepiej niż niektórzy swoje laski. Mimo wszystko gdzieś tam wewnątrz lubił to. Tę świadomość, że stara się robić wszystko najlepiej i nawet jeśli mu nie wychodzi to wie, że zrobił wszystko, aby być idealnym, iż nie przeoczył żadnej okazji. Nic nie było lepszego od tego poczucia docenienia, jakie miał, gdy okazało się, że jest wężousty oraz gorszego od tego, gdy przyszło mu się zmierzyć z faktem, że jego rywalka również ma ten dar. To było jak solidny policzek od losu. Otrzeźwiający, a jednocześnie ściągający brutalnie na ziemię. Nie było innej opcji, musieli się zaprzyjaźnić. Zabawna była ich relacja, zaprawdę wam powiadam, głównie dlatego, że Rasheed zazwyczaj myślał o Scarlett dość dwojako. Z jednej strony była ona jego przyjaciółką, którą szanował ze względu na łączącą ich wieź. Starał się nie wchodzić w jej interesy, nawet mimo tego, że często musiał wcisnąć się gdzieś i powkurwiać ją ku ogólnej uciesze ich obojga, ale z drugiej była kobietą i to kurewsko go pociągającą. Wiecie jakie to jest dziwne, gdy ma się jedną Saunders za przyjaciółkę, a drugą za przelotną partnerkę seksualną? Potem stajesz przed tą, z którą nigdy nie spałeś i widzisz twarz drugiej, dochodzącą z twoim imieniem na ustach. Skłamałby, gdyby powiedział, że to co właśnie robiła było nieprzyjemne. Było przyjemne, nawet bardzo. Odjechali gdzieś w wielką dzicz, zostawieni sami sobie i chociaż przez chwilę mogliby się rozluźnić, nie myśleć o tym kim byli i gdzie byli, zostając po prostu samymi w jej aucie, tak dobrze kamuflującym się w lesie. Potem zaś odsunęła jego fotel i bezpardonowo władowała mu się na kolana. Momentalnie nieco zesztywniał (ach, znowu zboczone skojarzenia? Zawiodę was pewnie, bo chodziło mi o jego ramiona) i przez sekundę nawet poruszył niespokojnie, jakby to co robili, było w gruncie rzeczy niewłaściwe, a przecież ona tylko masowała jego zesztywniałe barki. Rozluźnił się, czując, że każdy opór tylko sprawiłby mu ból, a zresztą to było całkiem przyjemne. Umiejscowił dłonie na jej talii, odchylając głowę nieco do tyłu i drapieżnie przymykając oczy. Nie wiedział czy powinien z niej kpić czy raczej wciąż utrzymywać swoje beznadziejnie bezużyteczne flirciarskie podejście.
- Och, proszę bardzo, pociesz mnie Scarlett. Jestem gotowy na wszystko co jesteś w stanie mi zaoferować, zwłaszcza, że, jak Ty to powiedziałaś, jestem uwięziony w Twoim aucie - tutaj na sekundę rozłożył dłonie w geście bezradności, szybko jednak ponownie je lokując na jej biodrach, będących teraz nieprzyzwoicie blisko strategicznego punktu każdego faceta. Oj tak, zdecydowanie nie był nim teraz mózg.
- Gwarantuje Ci, że większości z tych informacji nie chcesz znać. Zwykłe, szczeniackie problemy, ot co. Jednakże jedna z tych wieści może okazać się jakaś… ciekawsza. Zresztą nie pamiętam czy o tym pisaliśmy, ale mój stary kopnął w kalendarz i właśnie stąd się wzięło to bagno, które spadło mi na głowę. Ogarnianie tego wszystkiego i szkoły bywa dość… kłopotliwe. Niemniej jednak jakoś sobie radzę. Czy to jest to co chciałaś usłyszeć? - skończył przez chwilę mówić, a za to dla odmiany wczepił zaczepnie palce w jej uda, sunąc powoli po nich paznokciami i jednocześnie specjalnie unikając najbardziej irytującego go tematu nieprzypadkowo mającego imię, nazwisko i rangę mięciutkiego Puchona - A co u Ciebie? Powiesz mi wreszcie jak to wyszło, że wróciłaś do mnie? Nie żebym się nie cieszył, po prostu jestem ciekaw.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob 10 Maj 2014 - 23:41

Tak, przejażdżka była miła. Nie miała częstych okazji do prowadzenia swojego nowego auta, bo jednak Londyn, bo szkoła, bo była uczennicą. Ale mimo to czuła z tego jakąś przyjemność. Siedzenie za kółkiem, omijanie przeszkód... było super. Nawet, kiedy nikt jej nie widział, bo włączała tryb niewidoczności. A że siedziała z Sharkerem to też była w pewnym sensie dobra wieść od losu. Chciała się jeszcze przejechać (o dziwo!) z Mandy i generalnie chyba jej długa lista życzeń na tym się właściwie kończy. To było smutne, może nawet przykre, ale Saunders nauczyła się już, aby takimi rzeczami się nie przejmować, bo szkoda na to nerwów i cennego czasu. Musiała się przecież doskonalić, pokazywać, że jest najlepsza. Bo niektórzy wciąż w to totalnie wątpili, co było zupełnie niedopuszczalne. Aczkolwiek w końcu ona, Scarlet Wspaniała, postanowiła ich wyprowadzić z tej ciemni, w której żyją. Zupełnie niepotrzebnie udają, że omijają blask jej zajebistości. Tu nie ma co zaprzeczać. Tu trzeba podziwiać. Jej pewność siebie bywała naprawdę niezachwiana i szczerze mówiąc nie mam pojęcia dlaczego. No, dobra, mam, ale czy to rzeczywiście jest dobrą cechą? W jej przypadku maluje się to jako paskudna groteska. Może dlatego wciąż cierpisz na niedobór bliskich ci osób? Nie wiedziała, postanawiając się odciąć od tych wszystkich rozmyślań, które wiodą na samo dno. O czym przekonała się niejeden już raz.
Tymczasem zaś była skupiona na Rasheedzie i jego obolałych ramionkach, bo przecież nie chciała myśleć o smutach. Chciała mu tylko pomóc! Taka dobra była. Niektórzy się śmieją z tego, że nasza ślizgoneczka jest taka pomocna, dobra i miła, ale to jest okropnie pomówienie. Ona ZAWSZE taka była. Ale tylko dla niektórych. I tylko czasem. I tylko w określonych sytuacjach. I tylko w odpowiednim humorze. I odpowiednim miejscu. Och! No dobrze, prawie nigdy. Ale w gruncie rzeczy była dobrą, uczynną i wrażliwą dziewczynką. Tylko nikt nie dał jej rozwinąć skrzydeł. Wszyscy ją porzucali, mając ją za chwilową zabawkę. Sama do tego doprowadzała, sądząc, jakże naiwnie, że coś się zmieni. Nawet uprawiając zwykły seks mogą się zakochać. To nigdy nie było prawdą, ale karmiła się takimi frazesami, aby jakoś funkcjonować. Choć ostatnio przestała. Naprawdę zaczęła uważać to za zwykłą potrzebę człowieka, z którą nie należy walczyć, jeżeli druga osoba także tego pragnie. To nic złego mieć potrzeby. Potrzeby trzeba zaspokajać. Potrzeba matką wynalazku. Potrzeba... potrzebowała ciszy, spokoju i relaksu w dobrym towarzystwie.
- Grzeczny chłopiec - skomentowała jego pierwsze słowa, nieprzerwanie masując mu ramiona, oraz uśmiechając się lekko. Uśmiech ten jednak znikł, kiedy chłopak mówił dalej. Pokiwała nieco bezwiednie głową, zastanawiając się nad wieloma aspektami jednocześnie, w związku z czym milczała przez dłuższą chwilę. W końcu jednak jej kąciki ust znów powędrowały ku górze, ale jakoś tak wyglądała teraz... przyjemniej. Przynajmniej przez chwilę.
- Chujowo. Ja swojego nigdy nie poznałam. Nie wiem co gorsze. Byliście ze sobą blisko? - spytała, chcąc nieco zboczyć tematu, bo w sumie trochę za dużo o sobie napomknęła. Choć generalnie nie miała pojęcia, czy MMS mu czegoś nie zdradziła, w końcu kręcili ze sobą. Nie mniej teraz rozmyślała nad rodzicami Sharkera, bo niby ślizgon nie wyglądał na kogoś, kto nawiązuje głębsze więzi z innymi, ale przecież pozory mylą. - A matka? Podobno dobrze mieć matkę, nie wiem - dodała jeszcze, przymykając na chwilę oczy pod wpływem jego dotyku. Aczkolwiek szybko musiała wybudzić się z przyjemnego letargu, bowiem padło pytanie, na które nie było jednoznacznej odpowiedzi.
- Uhm, no wiesz. Nie dogadaliśmy się z Oliverem. Wróciłam, a on nie chciał. Tak wyszło. Jak wszystko w moim życiu - odparła zatem, wzruszając ramionami. - Ale chyba znów wyjadę, jak już zdam OWUTemy. W końcu nic mnie tu nie trzyma. Może powinnam się ogarnąć gdzie indziej - dorzuciła naprędce, mimo wszystko się uśmiechając, jak gdyby wcale nie chciała marudzić. Jasne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5220
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie 11 Maj 2014 - 0:30

Przymknął przez chwilę oczy, koncentrując się na sieci przyjemnych doznań, jakie teraz odczuwał. Wiecie, pasma elektryczności przebiegające przez plecy, to miłe uczucie totalnego odprężenia, które przecież nie zdarzało się jakoś zbyt często. Może powinien to zmienić? Zatrudnić sobie Scarlett jako prywatną masażystkę i wykorzystywać ją w każdej chwili stresu do tego, aby odpocząć po morderczym zapierdolu w Hogwarcie? Jak tak teraz o tym pomyślał to wydało mu się to idealnym planem. Mógłby ją wtedy przykuć do stołu, żeby wreszcie mu nie uciekała, bo jak na razie to jedyne na co miał ochotę to trzasnąć ją porządnie, żeby siedziała na dupie razem z nim, a tak? Tak to miałby jej rączki tylko dla siebie. Zresztą, jak już zaczął o tym myśleć to nie tylko jej dłonie mógłby sobie zabukować na własność, a nawet o wiele więcej. Jej palce pracowały nad jego mięśniami, a on sam muskał jej biodra delikatnymi ruchami, należytymi jeszcze dla dwójki przyjaciół, która jedynie niezobowiązująco się dotykała. No dobra, to jak drapał ją już po udach, nie wyglądało zbyt niewinnie, ale cóż poradzisz? Nie wiedział czy może dotknąć ją w jakiś inny sposób, a chyba wolał się nie upewniać zbyt śmiało. Sms bywała… nieprzewidywalna, a on szczerze mówiąc nie chciał testować na sobie jej gniewu. Niemniej jednak słuchał jej uważnie, więc jej „powiedzenie za dużo” oczywiście mu nie umknęło.
- Opowiedz mi o sobie - zażądał, w przerwie między jej słowami, a potem otworzył na wpół przymknięte ślepia i westchnął cicho, jakby się zastanawiając ile ze swojego życia może jej powierzyć. Zamierzył jej sylwetkę zamyślonym spojrzeniem, ale dość szybko podjął ostateczną decyzję. Scarlett to Scarlett, ufał, że nie przekaże tego dalej. Zresztą, czy to był jakiś wielki sekret? Co z tego, że nie lubił opowiadać o sobie, skoro z Saunders przyjaźnili się już kawałek czasu? Przed Stone’m mógł mieć opory, wszak to przebrzydły Kanadyjczyk, jeden z tych, którzy ukradli im puchar, ale przed nią niezbyt. Był jej winien chociażby tyle informacji… poza tym, hej! Potrenował sobie na Filipie, więc opowieści o tym co było, a czego brakowało w domu u Sharkera nie powinny być już takie traumatyczne jak wtedy.
- Nie. - powiedział po prostu, zaczynając tym samym swoją myśl i uśmiechając się naprawdę krzywo. -Ten człowiek odebrał mi szansę na normalny start, zaszczepiając we mnie to całe pierdolone skurwysyństwo, od którego aż czasami kipię. On i matka są dla mnie po prostu rodzicielami. On ją zapłodnił, ona mnie urodziła i to tyle.
Przerwał na chwilę, jakby się zastanawiając cóż dalej. A co, powie jej wszystko.
- Penelopa nie chciała mieć dzieci, a Malcolm podzielał jej poglądy. To, że ze sobą sypiali było czystą formalnością, interesem, mającym połączyć dwie wpływowe rodziny. Nie zależało im na życiu razem, tak jak na tym, aby tego dzieciaka potem jakoś wychować. To, że wciąż tutaj jestem również nie było moim wyborem. Nie chcieli puścić mnie do Stavefjord, uważając, że Hogwart będzie lepszym wyborem. Co ich obchodziło to, że w Szwecji miałem znajomych i resztę mojej pierdolniętej rodziny? Co z tego, że byłem przez same nazwisko ustawiony u nauczycieli jak mało kto? Nie, kurwa, musieliśmy przeprowadzić się do tej nory, w której śmierdzi i wiecznie pada. Nienawidzę Wielkiej Brytanii. - przyznał się jej, ale wszystko co mówił było powiedziane z dużą dawką agresji i żalu. Był po prostu na nich wściekły, aż do teraz. Mimo wszystko zaraz uśmiechnął się lekko, zaśmiawszy się i sięgnął do głowy dziewczyny aby odgarnąć jej włosy, muskając zaczepnie jej ramiona chłodnymi palcami.
- Zaś potem… potem już przywykłem. Znalazłem tutaj znajomych, odkryłem swój dar, było coraz lepiej, jednak to było za późno na to, aby wyszli ze mnie ludzie. Rodzina jest chujowa Scarlett i ciesz się, że masz Mandy. Może was wiele dzielić, ale to zawsze będzie Twoja siostra i jestem pewien, że możecie obie na siebie liczyć. Ja jestem sam. Całe moje pierdolone życie. - oparł się wygodniej w fotelu, słuchając tego co i ona miała mu do powiedzenia o Oliverze Frajersie Watsonie. Nadal go nie lubił i chyba nie zapowiadało się na to, aby w najbliższej przyszłości cokolwiek miało się zmienić, zwłaszcza, że z SMS już nic go nie łączyło i nie musiał chociaż się starać go akceptować. Skrzywił się nieco, słysząc o ponownym wyjeździe, ale westchnął dla uspokojenia się i dźgnął ją między żebra.
- Masz rację. - mruknął z wyrzutem -Jak brakuje Ci wrażeń to możesz się ogarniać w mojej sypialni. Znowu wyjedziesz i zostawisz mnie na pastwę tych brytyjskich hien.
Posłał jej znaczące spojrzenie, ale ostatecznie było po nim widać, że zaakceptuje każdą jej decyzję i bez znaczenia było to jak bardzo nie na rękę mu ona była.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   

Powrót do góry Go down
 

Las w pobliżu Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Droga do Hogsmeade
» Stacja kolejowa w Hogsmeade
» Cukiernia w Hogsmeade
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island
» Stacja kolejowa Hogsmeade

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-